E-book
2.73
drukowana A5
35.27
drukowana A5
Kolorowa
63.3
Wyjazd z Książkotworami

Bezpłatny fragment - Wyjazd z Książkotworami


Objętość:
189 str.
ISBN:
978-83-8221-174-0
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 35.27
drukowana A5
Kolorowa
za 63.3

Wstęp

Witajcie!
Pewnie zastanawiacie się, czemu dzisiaj, w dwa tysiące dwudziestym trzymacie w dłoniach książkę zatytułowaną „Wyjazd z Książkotworami”. Szczerze? Sam się nad tym zastanawiam. Planując ten wstęp, trochę rozbolała mnie głowa. Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby tylko zamiast intensywnego myślenia, byłoby to spowodowane intensywnym waleniem głową o ścianę. Ale przejdźmy do rzeczy. Historia Wyjazdu sięga do września dwa tysiące osiemnastego roku (prawie dwa lata!). Dotąd w serii ukazały się trzy części, z czego tylko jedna została w pełni skończona. Za to żadna z nich nie została wydana jako „pełna”, w formie drukowanej, tak, jak widzicie ją teraz przed sobą. I szczerze, strasznie głupio jest mi się przyznać, że jedynym powodem tego, że Wyjazd formalnie ukazuje się dopiero dzisiaj, było tylko i wyłącznie moje lenistwo. Wszystko było mniej więcej gotowe, ale nie chciało mi się poszukać grafika do zrobienia okładki. No i z każdym dniem odkładania tego Wyjazd coraz bardziej odchodził w odstawkę, aż pewnego słonecznego poranka obudziłem się i pomyślałem „cholera, teraz zestarzał się tak bardzo, że nie mogę już tego wydać”. I do niedawna myślałem, że to będzie koniec Wyjazdu. Że zostanie na zawsze jako ekskluzywna dla Wattpada opowieść, o której w końcu każdy zapomni (i której nikt nie będzie żałować). Ale na szczęście lub nie, wszystko to zmieniło się parę dni temu.
Historia stojąca za niespodziewanym powrotem Wyjazdu też, niestety, nie jest materiałem na wielką, hollywoodzką produkcję biograficzną. Ot, szukałem pomysłu na zbliżające się urodziny Jagody Trzeciak i pomyślałem: co mogę zrobić? Moją jedyną umiejętnością, jaką mogłem brać pod uwagę, było pisanie. No ale co napisać? Jakieś opowiadanie? Wiersz? Nah, pewnie wyjdzie okropnie żenująco (jak zawsze gdy dla kogoś piszę). Ale nagle dostałem olśnienia: hej, przecież mam Wyjazd, który z rok leży nieruszany. Na pewno i dla niej to dość nostalgiczny tekst, więc czemu by tego nie wykorzystać? Jak pomyślałem, tak zrobiłem (co byś może było błędem). Usiadłem do pracy, zrobiłem delikatną korektę poprzednich Wyjazdów i zacząłem spisywać pomysły na jakieś dodatki.
Na pierwszy rzut oka poszedł Wyjazd v4. Okej, pomysł niezły, wziąć sprawdzoną formułę i wrócić do niej z nabytym doświadczeniem i lepszymi umiejętnościami. No, na papierze pewnie wygląda to nieźle. Ale w praktyce… Usiadłem do tego tekstu, zacząłem pisać, ale po pierwszym rozdziale odpuściłem, bo wiedziałem, że to nie jest to. Nie, nie, nie, to naprawdę nie jest to. Po drodze to utraciło swój klimat i to, co uczyniło Wyjazd tak dobrym w pierwszym miejscu — atmosferę. Nie chcę wchodzić w szczegóły, czemu tak oddaliłem się od serwera, co się stało i czemu to już „nie to samo”. To temat bardziej na prywatną rozmowę niż tekst do książki. Stwierdziłem to samo, gdy zacząłem pisać opowiadanie bazujące na słynnym, serwerowym Weselu. Tekst po drodze utracił swoją magię, czyli to, co tak w nim cenię. Mimo niezbyt dobrego wykonania dalej ma w sobie to coś, co mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy. A to, co teraz napisałem… Niezbyt. Nieco przykro mi to mówić, ale taka jest prawda. Nie zamierzam kłamać i udawać, że jest okej. Tak samo nie zamierzam dodawać nic kompletnie nowego. Naprawdę nie chcę tego zepsuć. Są książki, które proszą o kontynuację, ale są też książki, które wyraźnie wołają „już dość, zostaw mnie”. A ja muszę to uszanować. Przepraszam, jeśli rozczarowałem. Po prostu nie mogę postąpić inaczej. Zależy mi na Wyjeździe, zależy mi na jego fanach (?), a zrobienie tego, co wymieniłem wyżej, uważam za gorsze niż splunięcie prosto w twarz. Nie chcę tego robić. Chcę jedynie oddać hołd serii, dając jej papierowe wydanie, na jakie od dawna zasługuje. I mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Dziękuję za przeczytanie i, mam nadzieję, zrozumienie. Mimo tego, co się stało, uwielbiam Was. Dziękuję za wszystko.

~ Szymon Czardybon, autor.

Wyjazd z Książkotworami v1

Wstęp

Oryginalny tytuł: „Wyjazd z Książkotworami [ZAWIESZONE]”

Oryginalny opis: „Historia opowiadająca o perypetiach ludzi z pewnego serwera na Discordzie na wspólnym wyjeździe nad morze.


*pisane z nudów*


Z góry ostrzegam, że historia nie będzie jakoś specjalnie długa. Przewiduję kilka, może kilkanaście rozdziałów. Kolejne rozdziały średnio co dzień lub dwa, z przerwami.


Do tego dodam, że w książce tej znajdzie się dość mocno zarysowany wątek miłosny, więc jeśli rzygacie na samą myśl o takim czymś to cóż… Raczej wam się to nie spodoba. Oczywiście, nie wszystko będzie kręcić się wokół tego, ale jednak.


PS: Nie martwicie się o jakieś treści 18+ — oczywiście, jakieś przekleństwa się znajdą, ale scen erotycznych itp postaram się unikać.

PPS: Zrobi ktoś okładkę dla tego lenia? (mnie)”

Data powstania: 12 września 2018 (pierwszy rozdział), 22 września 2018 (ostatni, dziewiąty rozdział)


Oryginalna okładka:

Rozdział 1

Siedziałem w samochodzie i wyglądałem przez okno. Obserwowałem domy, inne przejeżdżające auta, przechodzących ludzi oraz drzewa. Po chwili mi się to znudziło, więc wyprostowałem się i sięgnąłem po telefon. Zostało mi dziewięćdziesiąt pięć procent baterii, bo ładowałem go tuż przed wyjazdem. Już chciałem włączyć transmisję danych, by poprzeglądać sobie Facebooka, gdy ktoś do mnie zadzwonił. To była Dolly.


— Cześć Siódmy!


— Cześć Dolly. O co chodzi?


— Jak coś, to jestem już na miejscu. Autobus czeka, wszystko z nim dobrze. A co u ciebie? Dojeżdżasz już?


— Tak, właśnie jedziemy… — nachyliłem się trochę do przodu, by spojrzeć na nawigację — Będę za jakieś pół godziny.


— To świetnie! Dobra, miłej podróży, czekam na ciebie!


— Dzięki. A właśnie! Jest już ktoś jeszcze?


— Jeszcze nie, ale Axo pisał, że zaraz będzie, podobnie jak Hiru… Reszta chyba jest też już w drodze, za chwilę wszystkich obdzwonię i zapytam.


— Dobra, powodzenia. Do zobaczenia!


— Do zobaczenia.


Rozłączyłem się.


— Z kim rozmawiałeś? — zapytał tata nie odrywając wzroku od drogi.


— Z tą panią Agatą, wiesz którą.


— A no wiem… Czego chciała?


— Powiedziała, że jest już na miejscu i że autobus czeka.


— Dobra.


Po zakończonej rozmowie włączyłem transmisję danych na telefonie i wszedłem na Facebooka, z zamiarem poprzeglądania memów. Zdążyłem obejrzeć może dwa obrazki, kiedy dostałem powiadomienie z Discorda:


Galaxy_Fox (112)

Jak coś to już jadę i zaraz tam będę: heart:


Szybko odpisałem:


Dobra, też jadę. Do zobaczenia na miejscu!:heart::heart:


Przełączyłem się między aplikacjami i wróciłem do poprzednich zajęć.


Po kilkunastu minutach ojciec oznajmił:


— Dobra, połóż ten telefon, zaraz dojeżdżamy.


— Okej. — odparłem. Byłem zbyt podekscytowany myślą wyjazdu, że nie potrafiłem się nawet porządnie zirytować.


Zablokowałem urządzenie i wrzuciłem do kieszeni. Zerknąłem na mój wypakowany po brzegi plecak leżący na siedzeniu, obok by upewnić się, że na pewno wszystko zabrałem. Mimowolnie otworzyłem główną kieszeń i zacząłem wszystko wyciągać — Bluza jest, książka jest, jakiś notatnik jest… Kostkę wziąłem, woda i inne napoje są… Chyba wszystko mam.


— Nie grzeb tak w tym plecaku, potem tego nie wsadzisz.


— Chcę tylko upewnić się, że wszystko wziąłem…


— No to upewnij się szybko i zostaw to w spokoju.


— Dobrze. — odpowiedziałem trochę już zdenerwowany.


Wsadziłem wszystkie rzeczy z powrotem i zapiąłem plecak. Szybko spojrzałem na zegarek — była szósta czterdzieści osiem. Na nogach byłem od ponad dwóch godzin, bo mniej więcej tyle dojeżdżać trzeba do miejsca, w którym wszyscy się umówiliśmy. Jakoś tak wyszło, że każdy miał tu względnie blisko. Ale to dopiero był mały kawałek całej podróży — potem będzie czekać na nas kilka godzin w specjalnie wynajętym do tego celu autokarze… Na miejscu, czyli w niewielkim, urokliwym kurorcie gdzieś nad morzem, będziemy koło południa. Znaczy, tyle drogi czeka nas według Google Maps, a jak wiadomo, rzeczywistość może być nieco inna.


— Przypomnisz mi kiedy dokładnie macie wyjazd?


— Koło dziewiątej, dziesiątej, jak wszyscy stawią się wcześniej, to może i nawet o ósmej.


— I pakujesz mnie do auta o czwartej rano tylko po to, by dowiedzieć się, że równie dobrze mogłem cię tam zawieść o siódmej i przynajmniej porządnie się wyspać!?


— Wczesne wstawanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A poza tym jestem właścicielem tej grupy, muszę być jednym z pierwszych, by zobaczyć czy jest wszystko dobrze i tak dalej.


Westchnął głośno, jakby nie mógł uwierzyć, że jego czternastoletni syn jest właścicielem czegokolwiek.


— Niech ci będzie. Mam cię tam po prostu wysadzić?


— Tak. Tłumaczyłem ci to wszystko w domu. Dwa razy.


— Tylko się upewniam… I wrócić do ciebie za te trzy dni? Czyli to będzie… Osiemnasty, dziewiętnasty, dwu…


— Jak będę wracać to zadzwonię. — przerwałem mu.


— Dobra. I jak zadzwonisz to mam czekać tam gdzie jedziemy?


— Tak, dokładnie tam. A resztę wszystko wyjaśnię ci później, jak nadejdzie na to pora.


Nie odpowiedział, a tylko rzucił okiem na nawigację. Wjechaliśmy na spory, żwirowy parking, prawie pusty i pozbawiony życia.


— To na pewno tu?


— Chyba tak… — zacząłem wypatrywać naszego autokaru — Tak! Patrz, tam czeka nasz autokar — pokazałem na spory, czarnobiały pojazd zaparkowany na samym końcu. Z łatwością pomieściłby całą klasę, a co dopiero naszą grupkę.


Tata podjechał do niego blisko, zatrzymał się i wyłączył silnik. Wyszedł z samochodu i skierował się do bagażnika. Wyciągnął moją walizkę i postawił obok. Ja szybko chwyciłem mój plecak i zarzuciłem go sobie na plecy, wyskakując z pojazdu.


— Dzień dobry! — zawołała Dolly, która cicho do nas podeszła.


— Dzień dobry — ojciec uśmiechnął się i podał jej rękę. Ja zrobiłem to samo, po czym, podpierając się o walizkę, wyprostowałem się.


— Poradzisz już sobie? — spojrzał na mnie.


— Tak, możesz już jechać.


— Dobra… No to cześć!


— Cześć.


Wsiadł do auta, odpalił silnik i pomachał mi na pożegnanie.


— Axo i Hiru powinni już tu być… A co do reszty, to każdy mówił, że raczej będzie przed dziesiątą. — odezwała się po chwili Dolly, kiedy samochód ojca zniknął już za linią horyzontu.


— Świetnie. Galaxy pisała mi, że już jedzie, więc pewnie za chwilę tu dotrze.


— No i super! — uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

***

„Wszystkie postacie bazowane są na realnych osobach. Niektóre relacje mogą być nieco podkoloryzowane czy coś XDDDD.” (cytat)

Rozdział 2

Po kilku minutach na parking wjechało spore, osobowe auto. Zatrzymało się w znacznej odległości od nas, przy samym wyjeździe, jakby komuś, kto je parkował, nie chciało się marnować paliwa i czasu, bo i tak wpadł tylko na chwilę. Po chwili wysiadł z niego chłopak na oko w moim wieku, trzymający wypchaną po brzegi torbę sportową. Powiedział coś do siedzących w samochodzie ludzi, prawdopodobnie jego rodziców, po czym szybko do nas podbiegł.


— Cześć! — krzyknął na powitanie.


Wtedy go rozpoznałem. To był Axonix. Miał ciemne blond włosy i ubrany był w luźne, dresowe spodnie i bluzę.


— Cześć Axo! — krzyknęła Dolly na powitanie, po czym przybiła mu piątkę.


— Hej! — powiedziałem i uśmiechnąłem się.


— Przepraszam, że tak późno, ale pomyliliśmy drogę i musieliśmy zawracać. — wywrócił oczami.


— Nie szkodzi, i tak jest nas tylko trójka.


— Dolly ma rację. Ciekawe kiedy zjawi się Hi… — nie zdążyłem skończyć, bo przerwał mi pisk opon hamującego samochodu.


Tuż obok nas zatrzymało się białe BMW, które, sądząc po śladach opon zostawionych na żwirowej powierzchni parkingu, nie było prowadzone przez zbyt ostrożną osobę.


— Mamo! — do naszych uszu dotarł dźwięk dochodzący ze środka auta. To Hiru wydzierała się na swoją matkę, która kierowała pojazdem. — Mówiłam ci, że masz zwolnić!


— Oj tam, przecież nic się nie stało. — odparła jej rodzicielka ze spokojem, wysiadając.


— Ale mogło się stać! — odparła Hiru, wyciągając z bagażnika walizkę.


Jej matka, zniecierpliwiona pokręciła tylko głową, po czym podeszła do nas energicznym krokiem.


— Dzień dobry! — podała rękę Dolly i uścisnęła się, uśmiechając się szeroko. — I cześć dzieciaki! — wystawiła obie ręce, chyba licząc na to, że przybijemy jej piątkę, jak to robią przedszkolaki.


— Dzień dobry pani.


— Dzień dobry.


Ona widząc, że nie zamierzamy zniżyć się do poziomu, sześciolatków szybko cofnęła ręce i odpowiedziała:


— Dzień dobry wam!


— Możesz zostawić ich w spokoju? Jedź już, poradzę sobie. — mruknęła Hiru.


— No dobra. Pa kochanie! — przytuliła się i pocałowała ją w policzek na pożegnanie, niezrażona niezbyt optymistycznym nastawieniem córki.


— Pa. — odparła Hiru, po czym szybko się z nami przywitała. W tym czasie BMW zniknęło tak szybko, jak się pojawiło.


— Zbiera nas się coraz więcej. — oznajmiła po chwili Dolly, patrząc na zegarek.


— Nom. — potwierdziłem.


— Możemy już wejść do autokaru? Nie chce mi się tu tak sterczeć. — powiedział Axonix po chwili.


— Jeśli chcecie to jasne, możecie wejść do środka i zająć już miejsce.


— Dobra. Idziesz Hiru?


— No okej.


Oboje chwycili bagaże i podeszli do pojazdu. Axo wszedł do środka i powiedział coś do kierowcy, który szybko wyszedł, otworzył boczny schowek na bagaże na zewnątrz autokaru i wsadził tam walizkę i torbę. Podziękowali, po czym weszli do środka. Przez okno zobaczyłem, że usiedli obok siebie, z samego przodu.


W ciągu godziny przyjechało jeszcze parę osób: StarGraj, stingie, kokos, oliholi, Rubel, Sonia i Nerka. Autokar powoli się wypełniał, więc z Dolly byliśmy bardzo zadowoleni. Tylko Nerka zdecydowała się zostać z nami na zewnątrz i poczekać na resztę.


Po kolejnych kilkunastu minutach na parking wjechał kolejny samochód. Już z daleka na siedzeniu pasażera zobaczyłem Galaxy. Szybko poprawiłem włosy i upewniłem się, że dobrze wyglądam. Dobrze to w moim przypadku pojęcie bardzo względne.


Nerka widocznie zauważyła to, bo zachichotała pod nosem. Ja nie przejmowałem się tym i cierpliwie patrzyłem, jak Galaxy żegna się z rodzicami i biegnie w naszym kierunku.


Na początku lekko rzuciła się na mnie i przytuliła.


— Hej! Co ci się dzieje? — zapytałem lekko zdziwiony, odwzajemniając uścisk.


— Nic. Po prostu przytulam cię na powitanie. Nie mogę? — zaśmiała się.


— Jasne, że możesz! Po prostu pytam.


Kątem oka zobaczyłem szeroki uśmiech, który pojawił się na twarzy Nerki. Miałem ochotę jej to wypomnieć, ale szybko się powstrzymałem. Skoro denerwuje mnie już po kilkunastu minutach, to jak ja wytrzymam z nią trzy dni!?


— Cześć Dolly! Cześć Nerka! — powiedziała kiedy się ode mnie odsunęła.


— Chcesz już iść do autokaru? Czy poczekasz tu z nami na resztę?


— Nie no… Mogę poczekać. Trochę stania mi nie zaszkodzi, wystarczająco wiele się nasiedziałam w samochodzie. — aby potwierdzić swoje słowa, zaczęła truchtać w miejscu, chcąc rozprostować kości.


— Pretensje kieruj do Siódmego i Dolly. To oni wybrali takie zadupie.


— Jakie zadupie? Zresztą, akurat tak wyszło, że wszyscy mają tu blisko, nie nasza wina.


Nerka cicho westchnęła i powiedziała:


— Niech wam będzie.


W ciągu kolejnej godziny pojawiły się ostatnie trzy osoby: Waluigi, Yiffi i Borys. Wszyscy zajęli swoje miejsca, po czym Dolly wstała i zaczęła nas liczyć. Kiedy dwukrotnie upewniła się, że wszyscy są, dała kierowcy znak, że możemy ruszać. Było parę minut przed dziesiątą, więc powinniśmy być na miejscu wczesnym wieczorem.


Dolly usiadła na swoje miejsce, które mieściło się zaraz za nami: Siedziała z Nerką, a ja z Galaxy. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że to Nerka wybrała to miejsce. Akurat za mną i Galaxy.

***

„Na początku miało być dłuższe, ale w sumie stwierdziłem, że jak piszę to jakieś półtorej godziny to walić XDDDDDDD. Tak przynajmniej macie rozdział dziś a nie jutro XD.” (cytat)

Rozdział 3

Kiedy kierowca zaczął jechać, rozsiadłem się na fotelu i rozpiąłem bluzę. Siedziałem z boku, bo Galaxy chciała siedzieć przy oknie, a ja nie chciałem jej tego odbierać.


Galaxy chwilę później sięgnęła do plecaka i zaczęła wyciągać jakieś żelki, cukierki i tym podobne. Pootwierała kilka paczek, po czym zaczęła częstować nimi mnie, Nerkę i Dolly. Ja nie jadłem zbyt wiele, bo nie lubiłem jeść w pojazdach. Po prostu. Może to dlatego, że kilka lat temu, kiedy wsiadłem do autokaru po obfitym posiłku, mój żołądek w pewnym nie wytrzymał i wyrzucił z siebie całą swoją zawartość. Tamto zdarzenie permanentnie obrzydziło mi podróże. Ale to materiał na zupełnie inną historię.


— Chce mi się spać. — oznajmiła po kilkunastu minutach Galaxy śpiącym głosem.


— To idź spać. — odpowiedziałem.


— Dobrze. Dobranoc. — odparła, usiadła wygodnie i zamknęła oczy.


Cicho zasunąłem zasłony w oknie, po czym sięgnąłem do plecaka. Na szczęście pomyślałem i wyciągnąłem kocyk z walizki. Wyciągnąłem go i ostrożnie otuliłem nią Galaxy, by było jej ciepło, po czym usiadłem obok. Ona, nie otwierając oczu, lekko wtuliła się w moje ramie. Nie protestowałem.


— Możecie być trochę ciszej? Galaxy poszła spać. — wyszeptałem do rozmawiających w najlepsze Nerki i Dolly.


— Jasne. I chyba nie tylko ona. — odpowiedziała Dolly, rozglądając się po autobusie.


Faktycznie, wiele osób zasnęło, a ta reszta, która jeszcze się jakoś trzymała, pochłonięta była przez dość ciche zajęcia, jak czytanie czy oglądanie filmów na słuchawkach.


Ja sięgnąłem po telefon i jeszcze raz przejrzałem wszystkie dokumenty i zapiski dotyczące tego wyjazdu:


Wszystko zaczęło się dwa miesiące temu. Ja z Dolly wpadliśmy na właśnie taki pomysł i postanowiliśmy go zrealizować. W ciągu kilku dni wybraliśmy idealną lokalizację i hotel, miejsce zbiórki, ustaliliśmy, ile będzie to wszystko kosztować i tak dalej. Potem przez ponad miesiąc zbieraliśmy od każdego pieniądze, a kiedy wreszcie je zebraliśmy, Dolly opłaciła wszystko i ustaliła ostateczny termin.


Kiedy wszystko dwa razy przeczytałem i sprawdziłem, zablokowałem telefon i włożyłem go do kieszeni. Zrobiłem się trochę śpiący, więc zamknąłem oczy, licząc na to, że szybko zasnę. Niestety tak się nie stało. Leżałem, a raczej siedziałem tak przez kilkanaście minut, rozmyślając o wszystkim i o niczym, wsłuchując się w miarowy i uspokajający szum kół.


Obudziłem się jakieś trzy godziny później. Nie pamiętam już, o czym śniłem. Znaczy, pewnie pamiętałem to zaraz po obudzeniu, ale w końcu wyleciało mi to z głowy.


— Wstałeś już, śpiochu? — zapytała Galaxy, uśmiechając się promiennie. Widać było, że drzemka dobrze jej zrobiła.


Wtedy zorientowałem się, że ciągle jest we mnie wtulona, a na dodatek rozwinęła koc tak, by przykryć też mnie. Miłe.


— Tak, już wstałem. A w ogóle która godzina?


— Jest dokładnie trzynasta czterdzieści dwa. — odpowiedziała, spoglądając na zegarek.


— Dzięki. — podziękowałem i uśmiechnąłem się.


— Nie ma sprawy. I w ogóle to ty wyciągnąłeś ten kocyk?


— Tak. Zrobiłem coś nie tak?


— Nie, wręcz przeciwnie. To było bardzo miłe z twojej strony. — wtuliła się we mnie jeszcze mocniej. — Jesteś taki słodki.


— Dziękuję… Ty też jesteś słodka.


— Ale nie tak bardzo jak ty!


— Oj, nie przesadzaj. — zaśmiałem się cicho.


— Jesteście taaaaaacy uroczy! — oznajmiła Nerka której głowa nagle pojawiła się nad naszymi fotelami. Nie byłaby sobą gdyby tego nie powiedziała.


— Nerka! — krzyknąłem zdenerwowany.


— Tak?


— Musisz ciągle nam to mówić?


— Oczywiście. Przecież dobrze wiesz, że to prawda, nie opieraj się tak! — na chwilę wróciła na miejsce i powiedziała do Dolly: — Dolly, to prawda, że Galaxy i Siódmy są strasznie uroczy?


— No… Zgadzam się z Nerką, jesteście bardzo słodcy.


— Ehhh… — westchnąłem głośno obrażony i założyłem ręce na piersi.


Galaxy w tym czasie chichotała pod nosem. Dobrze wiedziałem z czego się śmieje.


— Ahh… Jesteś taki słodki kiedy się wkurzasz.


— Dzięki. — odparłem oschle.

***

„Dzisiaj jakoś nie mam weny, więc takie krótkie” (cytat)

Rozdział 4

— Oj, no nie obrażaj się.


— Dobra… — złość przeszła mi tak szybko jak się pojawiła.


Reszta podróży minęła nam na graniu w różne, podróżne gry. Najpierw graliśmy w warcaby, ale kiedy przegrałem trzeci raz z rzędu, znudziło mi się to. Na szczęście Galaxy też miała tego dość, więc zaczęliśmy bawić się w inne zabawy, które nie wymagały do gry magnetycznej planszy i pionków, którymi, teoretycznie, można by rozwalić głowę oponenta. A uwierzcie mi, grając ze mną to naprawdę duży plus.


— Ananas.


— Sok.


— Kruk.


— W co tam gracie? — Nerka wtrąciła się nagle, znowu wystawiając głowę ponad nasze fotele.


— Jedna osoba podaje jakieś słowo, a druga musi podać jakiś kolejny wyraz na tę samą literę, na jaką kończy się poprzedni. Rozumiesz? — wyjaśniłem.


— No coś tam rozumiem. Zresztą, przysłuchiwałam się jak gracie, nie musisz tłumaczyć.


Westchnąłem i zapytałem:


— Chcesz się dołączyć?


— Nie, nie będę wam przeszkadzać. — odpowiedziała i usiadła z powrotem na swoje miejsce.


Po chwili wróciliśmy do zabawy, nie zawracając sobie nią głowy.


Po jakimś czasie autokar zatrzymał się. Dolly jeszcze raz wszystkich przeliczyła, po czym pozwoliła nam wyjść. Nie wiem, po co to zrobiła… Może chciała się upewnić, że nikt w czasie jazdy nie wyskoczył przez okno?


Po tym jak wszyscy opuścili pojazd, ustawiliśmy się parami na niewielkim placu, który pełnił również funkcję parkingu. Wyglądaliśmy jak wycieczka szkolna, z młodą nauczycielką jako Dolly na czele.


Skierowaliśmy się do sporego, drewnianego budynku, który stał przed nami. Wyglądał na bardzo stary, gdzieniegdzie odpadała farba, a gdzieniegdzie drewno zaczynało gnić. Jednak nie sprawiał wrażenia zaniedbanego, a wręcz przeciwnie. Dolly otworzyła wielkie, potężne drzwi wejściowe i ręką pokazała, byśmy poszli za nią. Znaleźliśmy się w niewielkim holu, w którym stało biurko recepcjonistki oraz parę kwiatków w doniczkach.


— Dzień dobry! Są państwo zameldowani, czy chcecie to dopiero zrobić? — zapytała sekretarka, uśmiechając się do nas szeroko. Wyglądała na jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. Na głowie miała staroświecki kok, który tylko ją postarzał.


Dolly dała pani wszystkie potrzebne papiery, które ta wzięła i zaczęła czytać z jeszcze większym uśmiechem na ustach.


— Macie szczęście, jeśli nikt niespodziewanie się tu nie pojawi, co jest raczej mało prawdopodobne, będziecie mieć cały hotel tylko dla siebie! Oczywiście do pustych pokoi wchodzić nie możecie, ale basen czy palenisko będzie tylko do waszej dyspozycji.


— Świetnie! Mamy szczęście, co nie? — zawołała Dolly.


Wszyscy przytaknęliśmy.


— Dobra. Tu macie klucze — wyłożyła na blat kilka, może kilkanaście kluczy podpisanych różnymi numerami. — Przejrzyjcie wszystkie pokoje, podzielcie się jakoś i się rozpakujcie. Pewnie jesteście zmęczeni, co nie?


— No tak. Najpierw dojazd na miejsce zbiórki, a potem kilka godzin autokarem. — odparł Rubel.


— Dobrze. To ja nie będę wam przeszkadzać, miłego dnia!


Dolly poprowadziła nas w głąb pomieszczenia, po czym odeszła, by posprawdzać wszystkie pokoje. Po kilku minutach wróciła, uśmiechając się.


— Dobra. Pierwszy pokój… — rzuciła okiem na pogniecioną kartkę wyciągniętą z kieszeni — Nerka chcesz być ze mną w pokoju?


— Jasne.


— Dobra. — dała jej klucz — Każdy kto ma już pokój niech stanie po lewej — pokazała na lewą stronę holu. — Okej… Kto tam następny? — znowu spojrzała się na kartkę — Oliholi z Sonią?


— Tak. — odparła.


— Dobra. Następnie… Kokos z Yiffim?


— Zgadza się.


— Stingie ze StarGrajem?


Oboje popatrzyli na siebie, na co ja zareagowałem cichym śmiechem. Nie musieli wiedzieć, że to ja podpowiedziałem Dolly, by mieli razem pokój.


— No dobra. — odparła po chwili stingie, na co zaśmiałem się jeszcze głośniej. StarGraj spojrzał na mnie wzrokiem, który spokojnie mógłby mnie zabić, gdyby tylko uśmiercanie wzrokiem działało.


— Axo z… — Dolly zawahała się na chwilę.


— Mogę z Hiru?


— Jeśli ona nie ma nic przeciwko, to jasne! Co ty na to Hiru?


— Mi pasuje. — odparła bez większych emocji.


— Świetnie. Dobra… Został jeden pokój dwuosobowy i jeden trzyosobowy. Jest tu jakaś trójka? Rubel? Możesz być z Waluigim i Borysem? Bo chyba Siódmy nie odpuści bycia w pokoju z Galaxy.


Każdy oprócz mnie nagle wybuchł śmiechem. Stałem przez chwilę, nie wiedząc co ze sobą zrobić, aż wreszcie się uspokoili.


— Może być, ja nie mam z tym problemu. — odparł Rubel.


— A wy? — zwróciła się do Borysa i Waluigiego.


— Ja sądzę tak samo.


— I ja też.


Dolly przekazała im klucz, po czym z szerokim uśmiechem powiedziała:


— No i zostali tylko Galaxy i Siódmy! Chcecie pokój razem? Jak coś to zawsze możemy coś pozmieniać.


— Nie, chcemy być razem. — odpowiedziała.


— Dokładnie. — dodałem.


— Proszę, oto wasz klucz. — Dolly wyciągnęła rękę, w której trzymała nasz klucz. Uśmiechała się jeszcze szerzej, jakby wiedziała coś śmiesznego, czego my jeszcze nie wiedzieliśmy.


— Dobra. Rozejdźcie się i sprawdźcie swoje pokoje!


Ja z Galaxy poszliśmy szukać swojego. Zajęło nam to parę dobrych minut, aż w końcu na niego trafiliśmy. Koło drzwi stała gigantyczna doniczka z jeszcze większym kaktusem w środku. Na pewno nie chciałbym potknąć się i walnąć twarzą w to bydle.


— Znaleźliście swój pokój? — zapytała Dolly kiedy właśnie mieliśmy włożyć klucz do zamka.


— Tak. Trochę to nam to zajęło, ale już mamy.


— Świetnie. — odwróciła się na pięcie, chcąc odejść, jednak nagle odwróciła się znowu i, chichocząc, oznajmiła: — Zapomniałam wam powiedzieć, że normalne pokoje się skończyły, więc dostaliście łóżko małżeńskie. Chyba wam to nie przeszkadza?


— Jakoś sobie poradzimy. — odparła Galaxy.


— Dobra. Powodzenia! — krzyknęła tylko, odchodząc.


Westchnąłem cicho. To nie mógł być przypadek. Pewnie wyczytała nas na końcu tylko po to, byśmy dostali właśnie ten pokój. Po prostu bardzo śmieszne.


Galaxy po chwili otworzyła pokój i weszła do środka. Na pewno nie mogliśmy narzekać: Był naprawdę spory i ładny. Mieliśmy ogromne łóżko, szafę, parę półek i telewizor. Do tego niewielką łazienkę, oraz parę roślin doniczkowych, głównie kaktusów. Ktoś tu je chyba uwielbia.


Usiadłem na łóżku, by sprawdzić, czy jest wygodne — Było. Miękkie, ale nie za bardzo, a do tego sprężyste i grube.


— Ja zajmę lewą połowę, a ty prawą. Pasuje ci?


— Jasne. — odpowiedziałem i odłożyłem plecak na podłogę.

***

„I know, że wczoraj nie było rozdziału, ale cały dzień byłem poza domem bez dostępu do laptopa/telefonu (tak, kochany fon padł mi po kilku-kilkunastu minutach korzystania — tak to jest, jak masz z 20% procent baterii i żadnego powerbanka w pobliżu).

No i nie bójcie się, to opowiadanie jest of course family friendly więc żadnych 18+ rzeczy nie będzie:3

@StarGraj @stingingrose:3 (we ktoś Julię B oznacz, będzie zadowolona).” (cytat)

Rozdział 5

Po chwili wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do holu, gdzie kierowca przytaszczył wszystkie nasze bagaże. Galaxy podeszła do swojej walizki i chwyciła ją, a ja, chcąc być miły i uprzejmy powiedziałem:


— Zostaw to, ja to za ciebie wezmę.


— Dzięki. — odpowiedziała puszczając ją.


Chwyciłem za rączkę, po czym zacząłem przeszukiwać resztę bagaży, chcąc znaleźć swoją. Po chwili odnalazłem ją i również chwyciłem. Z Galaxy wróciliśmy do swojego pokoju i zanieśliśmy tam walizki.


Ja lekko rozpiąłem swoją walizkę i wyciągnąłem torebkę ze szczoteczką i pastą. Nie jadłem zbyt wielu słodyczy, ale i tak czułem nieodparte pragnienie umycia zębów. Oprócz tego wyciągnąłem długie spodnie i koszulkę, by się przebrać.


— Idę do łazienki, umyję zęby i się przebiorę — oznajmiłem, biorąc to wszystko do rąk.


— Dobra. — odparła, podnosząc wzrok znad telefonu. Zdążyła już usadowić się na łóżku i zabrać większość poduszek.


Wszedłem do łazienki i rzuciłem wszystko na podłogę. Wziąłem szczoteczkę i nałożyłem trochę pasty. Potem przez kilka minut szorowałem zęby, aż w końcu wyplułem wszystko i przepłukałem gardło. Potem szybko się przebrałem, wziąłem swoje rzeczy i wróciłem do pokoju. Galaxy widocznie przebrała się w tym samym czasie, bo miała na sobie zupełnie inne ubranie niż wcześniej. Tym razem jednak nie siedziała na telefonie, tylko dorwała się do mojej kostki Rubika i próbowała ją ułożyć, co nie szło jej zbyt dobrze.


— Co robisz? — zapytałem, kładąc się po swojej stronie łóżka.


— Próbuję ułożyć to dziadostwo… — odpowiedziała, wpatrując się w kostkę i powoli przesuwając jej ścianki.


— Tak to ci się raczej nie uda, musisz nauczyć się jakiś algorytmów, czy czegoś.


— Jakich algorytmów?


— Nie wiem. Szczerze mówiąc, sam nie umiem jej ułożyć, jedyne co opanowałem to układanie całej jednej ściany. — wziąłem od niej kostkę i zaprezentowałem.


— Wygląda bardzo prosto… Gdzie się tego nauczyłeś?


— Może i wygląda, ale takie nie jest. Po prostu, przez jakiś miesiąc codziennie próbowałem, aż w końcu mi się udało. Po pewnym czasie zauważasz różne zależności i triki i nagle coś, co wcześniej było niemożliwe, staje się banalnie proste.


— Ciekawe…


Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Leniwie wstałem i je otworzyłem.


— Hej… Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam? — zapytała Nerka, która trochę zbyt nachalnie starała się zajrzeć do środka naszego pokoju.


— Nie, nie przeszkadzasz. O co chodzi?


— Dolly poprosiła mnie, bym powiedziała wam, że za jakąś godzinę wszyscy mamy stawić się w holu, bo będziemy robić ognisko!


— No jasne. Będziemy pamiętać. A zresztą… Dolly nie mogła sama przyjść i nam tego powiedzieć?


— Jak widać, ma swoje powody, by wysłać mnie. — uśmiechnęła się. — A tak w ogóle… Podoba się wam wasz pokój?


— Jest całkiem fajny. — odpowiedziała Galaxy, która włączyła się do rozmowy. — A wasz jaki jest?


— Nie jest zły, da się wytrzymać. Na pewno jest o wiele mniejszy od waszego.


— Wszystko ma swoje plusy.


— A to, że macie wspólne łóżko to już nie plus? — uśmiechnęła się jeszcze szerzej, po czym spojrzała najpierw na mnie, a potem na nią.


— Musisz?


— No cooo?


— Znowu mnie denerwujesz. Możesz dać nam spokój?


— Oj oczywiście, nie będę wam przeszkadzać! Do zobaczenia na ognisku! Nie spóźnijcie się!


— Do zobaczenia… — mruknąłem i zamknąłem za nią drzwi.


Wróciliśmy do naszej poprzedniej rozmowy, po czym dałem Galaxy parę lekcji tego jak układać kostkę. Szło jej całkiem dobrze, więc byłem zadowolony. Godzina prawie minęła, zaczęliśmy się więc powoli zbierać, kiedy rozległo się ponowne pukanie do drzwi.


— To znowu ty? — zapytałem zirytowany kiedy w drzwiach kolejny raz ujrzałem Nerkę.


— Tak, to znowu ja. Przyszłam upewnić się, czy pamiętacie o zbiórce.


— Spokojnie, pamiętamy. Właśnie się zbieraliśmy.


— Wiecie, przykro mi, że musieliście przerwać… to co tam robiliście, ale Dolly byłaby niezadowolona gdybyście się nie pojawili. — z jej miny można było łatwo wywnioskować, że wcale nie było jej przykro. Wręcz przeciwnie.


— Eh… Naprawdę nie musisz się o nas martwić, poradzimy sobie. Zaraz tam będziemy.


— Dobrze. — odpowiedziała i odsunęła się, mogłem więc spokojnie zamknąć drzwi.


— O co chodziło Nerce? — odezwała się po chwili Galaxy.


— Domyśl się. Ja, ty… Wspólny pokój i łóżko… — przerwałem na chwilę — Już rozumiesz?


— Tak… Zaczynam rozumieć, czemu tak bardzo cię denerwuje.


— No widzisz? Eh… Dobra, chodźmy, bo się spóźnimy. Wtedy to dopiero będzie miała z czego żartować!


— No racja…


Galaxy szybko chwyciła swoją bluzę, ubrała buty i stanęła gotowa pod drzwiami.


— Gotowa?


— Tak. A ty?


— Też. — pośpiesznie poprawiłem włosy. — To chodźmy!


Wyszliśmy do holu, gdzie czekało już parę osób. Dopiero po paru minutach ostatni spóźnialscy do nas dołączyli. Dolly znowu wcieliła się w nauczycielkę i zaprowadziła nas na tyły hotelu, gdzie mieściło się palenisko: był to niewielki placyk, po środku którego stało miejsce na ognisko. Obok mieściły się spore, drewniane ławy i ogromny stół, na którym leżały kiełbasy, specjalnie wybrane i przygotowane patyki, banany, ziemniaki, parę rolek foli aluminiowej, plastikowe talerze i sztućce, oraz parę wielkich butelek z przyprawami. Drewno i podpałki leżały pod nim.


— Dobra kochani! Najpierw trzeba rozłożyć drewno i to wszystko rozpalić. Ktoś chętny?


Zgłosiło się parę osób, w tym ja. Dolly wybrała tylko chłopców, więc widocznie wątpiła, że dziewczyny dadzą radę przygotować i rozpalić ognisko. Na jej miejscu postąpiłbym trochę inaczej, gdyż już miałem w myślach widok Yiffiego, czy innego chłopaka, oblewającego podpałką w płynie cały plac, w tym nas. Ona jak widać była do nas bardziej optymistycznie nastawiona.


Na szczęście moje przewidywania się nie sprawdziły — dopingowani przez żeńską część grupy zabraliśmy się do pracy. Poszło nam bardzo sprawnie, więc po kilku minutach ognisko zaczęło płonąć.


— Brawo chłopaki! — pochwaliła nas Dolly — Ognisko w pełni rozpali się dopiero za kilka minut, mamy więc czas by przygotować jedzenie. Ktoś chętny?


Tym razem zgłosiło się o wiele więcej osób, a szczególnie dziewczyn.


— To może teraz damy wykazać się paniom?


Zgodziliśmy się. Wszystkie dziewczyny zabrały się więc za jedzenie — jedne nabijały kiełbaski na patyki, inne obsypywały je jakimiś przyprawami lub nacinały. Z kolei jeszcze inne obwijały banany i ziemniaki folią, tworząc z nich na swój sposób urocze paczuszki.


Kiedy skończyły, wróciły na swoje miejsca — ja siedziałem obok Galaxy, na drugiej z czterech ławek, dokładnie naprzeciwko Nerki i Dolly.


Wszyscy siedzieli cicho, wpatrując się w ogień. Zaczynało się ściemniać i robiło się chłodnawo, ale ciepło i blask ogniska sprawiał, że nie było to problemem.


Po kilkunastu minutach Dolly rozdała każdemu patyki, na które nabite były kiełbasy i pokazała jak dobrze je ogrzewać, by nie były albo spalone, albo niedopieczone.


Na szczęście dziewczyny przygotowały parę dodatkowych porcji, bo już po kilku sekundach pierwsza kiełbaska wylądowała z cichym plaskiem na ziemi, obtaczając się w piasku i ziemi.


Po kolejnych kilku minutach dostaliśmy talerze i sztućce. Ja swoją kiełbaskę ściągnąłem jako jeden z pierwszych, gdyż zamiast węgla preferowałem jednak mięso. Wziąłem keczup i wylałem go trochę na bok talerza.


— Smacznego! — krzyknęła Dolly kiedy ostatnia, w znacznym stopniu zwęglona kiełbasa wylądowała na czyimś talerzu.


Wszyscy podziękowaliśmy i zabraliśmy się do jedzenia. Było pyszne, więc swoją porcję pochłonąłem w, jak dla mnie, rekordowo szybkim tempie. Innym szło trochę wolniej, więc zmuszony byłem patrzeć, jak niektórzy pożywiają się czymś, czym spokojnie można by zastąpić tradycyjny węgiel czy brykiet.


— Wszyscy zjedli?


Kiwnięciami głowy potwierdziliśmy.


— Pora na deser! Mamy ziemniaki i banany, po upieczeniu będą przepyszne. Jeśli ktoś czegoś nie chce, to na pewno znajdzie się ktoś, kto to przygarnie i zje to za ciebie.


Każdy podszedł do stołu i wziął paczuszki. Ja przed wrzuceniem ich do ognia pozawijałem delikatnie rogi, by móc odróżnić je potem od innych. Następnie tak jak reszta wsadziłem je do popiołu.

Rozdział 6

Po kilkunastu minutach wszystkie były gotowe, wyciągnęliśmy je więc z ognia i położyliśmy na swoich talerzach. Odwinęliśmy folie i zaczęliśmy dobierać się do ziemniaków i bananów. Ja jako pierwszego zjadłem banana, za ziemniaka zabrałem się dopiero po chwili.


— Ma ktoś Maggi? — zapytałem.


— Serio? — StarGraj spojrzał na mnie z politowaniem.


— No tak. Poważnie pytam.


Każdy pokręcił głową. Westchnąłem, wstałem i udałem się do stołu po sól. Jak nie ma najlepszej przyprawy pod słońcem, to trzeba sobie jakoś radzić.


Dokładnie posoliłem mojego ziemniaka, po czym zjadłem go w paru kęsach. Nie był zły, ale z Maggi na pewno byłby lepszy.


Po jakimś czasie kiedy wszyscy już zjedli, wywaliliśmy jednorazowe talerze i sztućce do śmieci i wróciliśmy do ogniska. Chociaż wieczór dopiero się zaczynał, zrobiło się ciemno i chłodno.


— Co wy na to, by poopowiadać sobie straszne historie? — zaproponowała Dolly, oświetlając sobie latarką dolną część twarzy dla lepszego efektu.


Wszyscy oprócz mnie przytaknęli i zgodzili się. Tylko ja powiedziałem:


— Straszne historie? Jesteśmy w przedszkolu, by straszyć siebie nawzajem jakimiś „przerażającymi” opowieściami?


— Siódmy no, nie bądź taki!


— No właśnie! — Galaxy szturchnęła mnie lekko w ramie.


— Niech wam będzie. Ale ja nie biorę w tym udziału.


— Jak chcesz. Twoja strata. — odparła Dolly — Kto zaczyna?


— Ja! — zgłosił się Rubel.


Wziął od Dolly latarkę i zaczął opowiadać. Nie było w tym nic strasznego, szczerze mówiąc, nawet nie pamiętam, o czym to było. Tak było w sumie ze wszystkimi historiami. Dobrze zrobiłem, że nie wziąłem udziału w tym… Czymś.


— Straszne historie mamy za sobą, teraz pora na śpiewanie! Ktoś chętny?


— Siódmy, zaśpiewaj „kiedyś ci spuchnie!” — krzyknął ktoś, a reszta szybko podłapała pomysł.


Ja tylko westchnąłem i pokręciłem głową.


— Siódmy, no prooooooosimy! — Galaxy objęła moje ramie i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.


— Muszę? Eh…


— Tak! No dawaj! — potwierdziła, energicznie kiwając głową.


— Niech wam będzie… — odchrząknąłem — Kiedyś ci spuchnie, spuchnie ci! Tak bardzo spuchnie, że […]*


Kiedy skończyłem, zamilkłem, czekając na reakcje. Jak zawsze śmiech i brawa. Przynajmniej miałem to za sobą.


— Ktoś jeszcze?


Nikt się nie zgłosił.


Spojrzałem na zegarek — była dwudziesta druga pięćdziesiąt. Jak ten czas szybko mija.


Wtedy poczułem, że ktoś mocno mnie obejmuje i przytula. To była Galaxy.


— Zimno ci? — zapytałem, spoglądając na nią.


— Trochę…


Szybko ściągnąłem swoją bluzę i zarzuciłem ją jej na ramiona, jak płaszcz. Podziękowała, po czym wtuliła się we mnie jeszcze mocniej. Nerka i Dolly widocznie to zauważyły, bo zaczęły szeptać coś o mnie między sobą.


Rozejrzałem się po reszcie — widać było, że nie tylko Galaxy było zimno. Wtedy dojrzałem, że stingie i StarGraj również się przytulają i obejmują. Uśmiechnąłem się szeroko i zaśmiałem się. Powoli zaczynałem rozumieć Nerkę. Nagle ta dwójka zaczęła się całować. Nie robili tego długo, ale i tak wystarczyło to, by wzbudzić u wszystkich ogromny entuzjazm. Gratulacje i życzenia dochodziły do nich z każdej strony. Oni mieli swój moment, a ja cieszyłem się, że chociaż na chwilę mogę odpocząć od żartów Nerki, Dolly i reszty na temat mnie i Galaxy.


— Galaxy i Siódmy, teraz wasza kolej! — krzyknęła po chwili Nerka, śmiejąc się.


Oboje lekko się zawstydziliśmy, po czym spojrzeliśmy na siebie.


— Ej no, dajcie im trochę czasu. — powiedziała Dolly i uśmiechnęła się.

***

@xjujuxx (cytat)

Rozdział 7

Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy jeszcze kilkanaście minut, aż zaczął padać deszcz. Nie musiało minąć wiele, by niewinna mżawka zmieniła się w prawdziwą ulewę. Ognisko przygasło, a przez zimny deszcz zrobiło się jeszcze zimniej. Szybko pobiegliśmy do hotelu, jednak to nie ochroniło nas przed zmoknięciem — wszyscy przemokliśmy do suchej nitki. Ja do tego byłem w o tyle niekomfortowej sytuacji, że swoją bluzę oddałem Galaxy, więc było mi o wiele bardziej chłodno.


— Dobra, idźcie do swoich pokoi, dobranoc! — krzyknęła Dolly, oficjalnie kończąc nasze ognisko. Sytuacja musiała być poważna, bo nie zażartowała nawet z tego, że Galaxy i ja śpimy w jednym pokoju.


— Dzięki, że oddałeś mi swoją bluzę. — powiedziała Galaxy kiedy znaleźliśmy się już w swoim pokoju.


— Nie ma sprawy, to nic takiego.


— Ale i tak było strasznie urocze i słodkie. — uśmiechnęła się.


— Robienie czegokolwiek dla ciebie to czysta przyjemność. — odpowiedziałem, podchodząc do walizki i wyciągając z niej suche ubrania, by się przebrać.


— I nawzajem!


Uśmiechnąłem się i poszedłem do łazienki. Przebrałem się szybko, umyłem zęby, a mokre ubrania rozwiesiłem na suszarce do prania.


Kiedy znowu wszedłem do pokoju Galaxy, była już przebrana. Widocznie nie przeszkadzało jej to, że mogłem w każdym momencie wyjść i zobaczyć jak to robi. Albo po prostu była tak szybka, że się mną nie przejmowała. Trudno powiedzieć.


— Idziesz już spać? — zapytała, kładąc się na łóżko.


— No, zaraz. A ty?


— Ja też. Po całym dniu jestem strasznie padnięta. — przeciągnęła słowo „padnięta”, i ziewnęła.


Podszedłem do łóżka i położyłem się obok niej. Podniosła się szybko i zgasiła światło, po czym wróciła na swoje miejsce.


— Dobranoc! — szepnęła.


— Dzięki i nawzajem. — mruknąłem i przewróciłem się na drugą stronę.


Wtedy Galaxy objęła mnie i przytuliła. Oczywiście mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie.


— Znowu ci zimno?


— Może… — odpowiedziała i zaśmiała się.


Ja również uśmiechnąłem się i odwzajemniłem jej uścisk. To było wspaniałe. Czując jej obecność i ciepło zamknąłem oczy i zasnąłem.


***


Pierwsze, co zobaczyłem po przebudzeniu to uśmiechnięta twarz Galaxy wtulonej we mnie jak poprzedniej nocy. Przez pierwsze parę sekund nie wiedziałem, co się dzieje, dopiero po chwili wszystko sobie przypomniałem.


— Dzień dobry! — przywitała się radośnie — Jak ci się spało?


— Wspaniale. A tobie?


— Tak samo. — odpowiedziała, po czym przytuliła mnie jeszcze mocniej.


Spojrzałem na zegarek — była dziewiąta dwadzieścia. Zbiórkę mieliśmy mieć o dziewiątej. Wtedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Już chciałem iść i je otworzyć, kiedy nagle uchyliły się. Ciekawska Nerka wsadziła głowę do środka i zaczęła rozglądać się po pokoju. Widocznie wczoraj zapomnieliśmy zamknąć drzwi…


— Pośpieszcie się śpiochy, spóźniliście się na zebr… — przerwała nagle gdy zatrzymała na nas wzrok.


Z jej perspektywy to musiało wyglądać źle. Bardzo źle. Zmieszana i skrępowana rzuciła tylko „Pośpieszcie się” i zamknęła drzwi.


Bez słowa spojrzeliśmy na siebie z Galaxy, po czym szybko wstaliśmy i zaczęliśmy się przebierać. Byliśmy gotowi kilka minut później, więc natychmiast wybiegliśmy na korytarz, gdzie zebrali się już wszyscy.


— Przepraszamy za spóźnienie… — powiedziałem lekko zdyszany.


Dolly najpierw rzuciła mi dziwne spojrzenie, a potem powiedziała:


— Nie ma sprawy, każdemu może się zdarzyć… — zamilkła na chwilę jakby dotarło do niej, że to, co powiedziała, miało jakieś inne, niezbyt przyjazne dzieciom znaczenie. — No dobra, chodźmy już! — po raz kolejny wcieliła się w nauczycielkę i zaczęła prowadzić nas w kierunku wyjścia.


W planach mieliśmy krótki spacer, a potem piknik oraz gry i zabawy na plaży.


Po wyjściu z hotelu i przejściu paruset metrów, Dolly z Nerką oddały prowadzenie parze idącej za nią, po czym podeszły do nas. Widząc ich miny dobrze wiedziałem, o co im chodzi.


— Galaxy, Siódmy, mogę z wami coś wyjaśnić?


— Chodzi o to, że niby… to robiliśmy? — zapytałem od razu.


Dolly popatrzyła na mnie lekko zdziwiona, jakby nie mogła uwierzyć, że tak szybo odgadłem w jakiej sprawie do nas przyszła.


— No… Tak. Nerka powiedziała mi co nieco o jej wizycie w waszym pokoju.


Gdyby nie to, że sprawa dotyczyła mnie, pewnie głośno bym się roześmiał. Jednak zamiast tego rzuciłem wrogie spojrzenie Nerce która uśmiechała się szeroko.


— Możecie mi wyjaśnić co… robiliście? I tak dalej. — przerwała i dodała ciszej — Oszczędźcie szczegółów.


— Nic nie robiliśmy. Po prostu się przytulaliśmy.


— Dokładnie. — poparła mnie Galaxy.


— Uffff… — Dolly głośno wypuściła z siebie powietrze i uśmiechnęła się. — Dobrze… Przepraszam, że wam przeszkadzałam… Nerka, masz im coś do powiedzenia?


— No… Przepraszam, że myślałam to, o czym myślałam. No i że wam przeszkadzałam. No…


— Nie ma problemu. — odpowiedziałem i uśmiechnąłem się.

Rozdział 8

Dalsza część spaceru minęła spokojnie. Przeszliśmy na tyły hotelu, aż w końcu po kilku minutach dotarliśmy na plażę:


Była niewielka, linia piasku miała może siedemset metrów. Nie było to jednak problemem — spokojnie pomieściłaby naszą całą grupę.


Jej wielkość miała też swoje plusy — była pusta i czysta, praktycznie, nieskażona ludzką obecnością. Złoty piasek cicho chrzęścił pod stopami, a nie do końca czyste, trochę matowe, Morze Bałtyckie spokojnie falowało.


Podszedłem do wody i zamoczyłem w niej dłoń — na początku była zimna, ale po chwili ciało przyzwyczaiło się do jej temperatury i zrobiła się przyjemnie chłodna.


— Podoba wam się ta plaża? — zapytała Dolly, zrzucając buty i gołymi stopami zaczynając przechadzać się po tej części piasku, która była mokra od wylewającej się na brzeg wody.


— Tak! — odkrzyknęliśmy zgodnym chórem.


— Pasuje wam to miejsce na piknik?


Równie entuzjastycznie odpowiedzieliśmy na jej pytanie.


— No to świetnie! To wracamy do pokoi, ogarniamy się, zabieramy wszystkie manaty i robimy nasz piknik!


Piknik, o którym mówiła Dolly, raczej ciężko było nazwać „piknikiem”. Bardziej pasowała nazwa „PIKNISKO”. Nie dość, że wymagała od każdego zabranie co najmniej dwóch kilogramów jedzenia, to sama, z samego rana pobiegła do pobliskiego sklepu i dodała do łącznej masy naszych zapasów jakieś pięć kilogramów. Nie wiem, jak my to wszystko zjemy.


— Wracamy już do hotelu? Trochę krótki był ten spacer. — powiedział Kokos lekko zawiedzionym głosem.


— No… Tak. Ale jak mało ci chodzenia to po wyżerce będziecie mieli czas wolny, weźmiesz sobie kogoś i pójdziecie na porządną przechadzkę. — uśmiechnęła się, tonem naśladując nauczycielkę.


— Dobra. — odparł trochę pocieszony.


Na plaży zostaliśmy jeszcze kilkanaście minut. Byłoby szybciej, gdyby Sonia, wepchnięta przez Yiffiego, nie wpadła do morza. Kilkuminutowe dochodzenie prowadzone przez Dolly wyjawiło, że to wynik nie do końca mądrej zabawy, a nie złośliwości.


Po tym jak Sonia trochę wyschła, ustawiliśmy się w parach i wolnym krokiem wróciliśmy do pokoi.


— Co zabierasz na ten piknik? — zapytała Galaxy, grzebiąc w gigantycznej torbie, którą jakimś cudem zmieściła w walizce, kiedy już zamknęliśmy się w naszym pokoju. Doświadczenia z Nerką nauczyły nas, by zawsze zamykać drzwi na klucz.


— Nie wiem. Na pewno wezmę jedzenie — chcąc zademonstrować, wyciągnąłem sporą kiść bananów.


— Ja chyba też. — zaśmiała się — Bierzesz swój plecak?


— No raczej tak. A ty? Chyba nie zamierzasz wziąć tego giganta? — pokazałem na jej torbę.


— Czemu nie? — zapytała takim głosem, jakby to była najzwyklejsza rzecz pod słońcem.


— Spokojnie pomieściłaby też i moje rzeczy. — mruknąłem, chcąc podkreślić absurd sytuacji.


— To nie taki zły pomysł! I tak idziemy razem, pewnie będziemy siedzieć razem… Daj ten twój plecak, spakuję to do mojej torby.


Na początku myślałem, że żartuje, ale kiedy wyciągnęła rękę, oczekując aż podam jej moje rzeczy, upewniłem się, że jest zupełnie poważna.


— Proszę. — powiedziałem, podając jej go.


— Dzięki… — odparła, wpychając jedzenie, jakieś piłki, ręczniki i inne swoje rzeczy.


Kiedy uporała się ze swoimi, zabrała się za moje. Trochę dziwnie się czułem, patrząc, jak mało, w porównaniu do niej, wziąłem, ale nie przejmowałem się tym. Najwyżej pożyczę coś od niej.


— Gotowe! — krzyknęła zadowolona po kilku minutach, zasuwając zamek błyskawiczny.


Torba nie była nawet porządnie wypchana, spokojnie zmieściłoby się w niej jeszcze jeden taki zestaw.


— Brawo. Ciężkie to?


Chcąc mi odpowiedzieć, zademonstrowała — jedną ręką, stękając cicho, uniosła ją na wysokość brzucha. Widziałem jednak, że jest jej ciężko, więc natychmiast powiedziałem:


— Zostaw to! Ja to poniosę.


— Zobaczymy. — mruknęła, nie wierząc w moje możliwości.


Szczerze mówiąc, sam nie byłem ich pewien. Mocno, oburącz chwyciłem za uchwyt i podniosłem. Nie było tak źle.


— Jakoś dam radę.


— Jak chcesz. Najwyżej będziemy mogli poprosić o pomoc kogoś innego.


Moja wrodzona, męska duma, którą każdy facet ma w genach, odezwała się nagle, więc wypaliłem:


— Nie pozwolę na to, nawet jakbym miał zginąć, to zaniosę tę głupią torbę!


Widocznie zauważyła, że trochę poniosły mnie emocje, więc tylko się uśmiechnęła.


Po paru minutach nadszedł czas na zbiórkę. Wyszliśmy na korytarz, gdzie czekało już parę osób. Ku mojemu zdziwieniu Dolly zabrała tylko jedną, nie za dużą siatkę. Po chwili jednak zauważyłem, że Rubel został jej tragarzem i to na nim spoczywał obowiązek dostarczenia zapasów żywności, które spokojnie wykarmiłyby całą wieś.


— Przeprowadzacie się? — zażartowała na nasz widok.


— Nie. — odpowiedziałem, odkładając ciężką torbę na ziemię, z wielką ulgą. — To ona uparła się, żeby wsiąść tę torbę.


— A ty Siódmy nic nie bierzesz?


— Wymyśliła też, że połączymy nasze bagaże i wpakujemy je do tego.


— Aaaa… Widzę, że Siódmy, dżentelmen nie pozwala damie zbytnio się nadwyrężać.


— Jakbyś słyszała, jakie on deklaracje wygłaszał w pokoju! — zaśmiała się Galaxy — Ale nie narzekam, jak chce nosić, to niech nosi.


— Robię to tylko dla ciebie. — odpowiedziałem, prostując lekko jej wypowiedź. Wbrew pozorom, noszenie ciężkich bagaży i toreb nie należy do moich hobby.


— Dziękuję. — podziękowała i przytuliła się do mnie na chwilę. Wzrok Dolly mówił mniej więcej „No pocałuj go wreszcie, a nie tylko przytulanie”.

***

Przepraszam za błędy, ale pisałem to w trochę rozklekotanym autokarze na wycieczce XD. (cytat)

Rozdział 9

Galaxy po chwili się odsunęła, uśmiechając się. Widocznie nie zauważyła, lub zignorowała „wiadomość” od Dolly.


Dolly lekko zawiedzona zmieniła temat i powiedziała:


— Czekamy jeszcze na parę osób i możemy iść! Mam nadzieję, że jesteście głodni.


— Głodni? — zapytałem z niedowierzaniem — Nie tak dawno jedliśmy śniadanie.


— A. — odparła, jakby dopiero co przypomniała sobie o tym „szczególe”. — No, ale za dwie, trzy godziny pewnie każdy zgłodnieje, co nie? Szczególnie po planowanych konkursach z różnych sportów! — dodała entuzjastycznie, trochę zbyt bardzo tym podekscytowana.


— Pewnie tak. — odpowiedziałem.


— Siódmy po zataszczeniu tego na plażę samemu na pewno będzie zmęczony i głodny. — zaśmiała się Galaxy, ciągnąc żart o mnie i jej ogromnej torbie.


— No pewnie tak. — zawtórowała jej Dolly — Mogę spróbować? — pokazała palcem na uchwyt torby, leżący bezwładnie na podłodze.


— Jasne.


Dolly schyliła się i podniosła ją. Po chwili jednak odstawiła ją na miejsce.


— Jak dla mnie za ciężkie… Powodzenia Siódmy.


— Przyda się, dzięki.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 35.27
drukowana A5
Kolorowa
za 63.3