E-book
2.73
drukowana A5
32.76
drukowana A5
Kolorowa
59.46
Wyjazd z Książkotworami

Bezpłatny fragment - Wyjazd z Książkotworami


Objętość:
189 str.
ISBN:
978-83-8221-174-0
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 32.76
drukowana A5
Kolorowa
za 59.46

Wstęp

Witajcie!
Pewnie zastanawiacie się, czemu dzisiaj, w dwa tysiące dwudziestym trzymacie w dłoniach książkę zatytułowaną „Wyjazd z Książkotworami”. Szczerze? Sam się nad tym zastanawiam. Planując ten wstęp, trochę rozbolała mnie głowa. Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby tylko zamiast intensywnego myślenia, byłoby to spowodowane intensywnym waleniem głową o ścianę. Ale przejdźmy do rzeczy. Historia Wyjazdu sięga do września dwa tysiące osiemnastego roku (prawie dwa lata!). Dotąd w serii ukazały się trzy części, z czego tylko jedna została w pełni skończona. Za to żadna z nich nie została wydana jako „pełna”, w formie drukowanej, tak, jak widzicie ją teraz przed sobą. I szczerze, strasznie głupio jest mi się przyznać, że jedynym powodem tego, że Wyjazd formalnie ukazuje się dopiero dzisiaj, było tylko i wyłącznie moje lenistwo. Wszystko było mniej więcej gotowe, ale nie chciało mi się poszukać grafika do zrobienia okładki. No i z każdym dniem odkładania tego Wyjazd coraz bardziej odchodził w odstawkę, aż pewnego słonecznego poranka obudziłem się i pomyślałem „cholera, teraz zestarzał się tak bardzo, że nie mogę już tego wydać”. I do niedawna myślałem, że to będzie koniec Wyjazdu. Że zostanie na zawsze jako ekskluzywna dla Wattpada opowieść, o której w końcu każdy zapomni (i której nikt nie będzie żałować). Ale na szczęście lub nie, wszystko to zmieniło się parę dni temu.
Historia stojąca za niespodziewanym powrotem Wyjazdu też, niestety, nie jest materiałem na wielką, hollywoodzką produkcję biograficzną. Ot, szukałem pomysłu na zbliżające się urodziny Jagody Trzeciak i pomyślałem: co mogę zrobić? Moją jedyną umiejętnością, jaką mogłem brać pod uwagę, było pisanie. No ale co napisać? Jakieś opowiadanie? Wiersz? Nah, pewnie wyjdzie okropnie żenująco (jak zawsze gdy dla kogoś piszę). Ale nagle dostałem olśnienia: hej, przecież mam Wyjazd, który z rok leży nieruszany. Na pewno i dla niej to dość nostalgiczny tekst, więc czemu by tego nie wykorzystać? Jak pomyślałem, tak zrobiłem (co byś może było błędem). Usiadłem do pracy, zrobiłem delikatną korektę poprzednich Wyjazdów i zacząłem spisywać pomysły na jakieś dodatki.
Na pierwszy rzut oka poszedł Wyjazd v4. Okej, pomysł niezły, wziąć sprawdzoną formułę i wrócić do niej z nabytym doświadczeniem i lepszymi umiejętnościami. No, na papierze pewnie wygląda to nieźle. Ale w praktyce… Usiadłem do tego tekstu, zacząłem pisać, ale po pierwszym rozdziale odpuściłem, bo wiedziałem, że to nie jest to. Nie, nie, nie, to naprawdę nie jest to. Po drodze to utraciło swój klimat i to, co uczyniło Wyjazd tak dobrym w pierwszym miejscu — atmosferę. Nie chcę wchodzić w szczegóły, czemu tak oddaliłem się od serwera, co się stało i czemu to już „nie to samo”. To temat bardziej na prywatną rozmowę niż tekst do książki. Stwierdziłem to samo, gdy zacząłem pisać opowiadanie bazujące na słynnym, serwerowym Weselu. Tekst po drodze utracił swoją magię, czyli to, co tak w nim cenię. Mimo niezbyt dobrego wykonania dalej ma w sobie to coś, co mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy. A to, co teraz napisałem… Niezbyt. Nieco przykro mi to mówić, ale taka jest prawda. Nie zamierzam kłamać i udawać, że jest okej. Tak samo nie zamierzam dodawać nic kompletnie nowego. Naprawdę nie chcę tego zepsuć. Są książki, które proszą o kontynuację, ale są też książki, które wyraźnie wołają „już dość, zostaw mnie”. A ja muszę to uszanować. Przepraszam, jeśli rozczarowałem. Po prostu nie mogę postąpić inaczej. Zależy mi na Wyjeździe, zależy mi na jego fanach (?), a zrobienie tego, co wymieniłem wyżej, uważam za gorsze niż splunięcie prosto w twarz. Nie chcę tego robić. Chcę jedynie oddać hołd serii, dając jej papierowe wydanie, na jakie od dawna zasługuje. I mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Dziękuję za przeczytanie i, mam nadzieję, zrozumienie. Mimo tego, co się stało, uwielbiam Was. Dziękuję za wszystko.

~ Szymon Czardybon, autor.

Wyjazd z Książkotworami v1

Wstęp

Oryginalny tytuł: „Wyjazd z Książkotworami [ZAWIESZONE]”

Oryginalny opis: „Historia opowiadająca o perypetiach ludzi z pewnego serwera na Discordzie na wspólnym wyjeździe nad morze.


*pisane z nudów*


Z góry ostrzegam, że historia nie będzie jakoś specjalnie długa. Przewiduję kilka, może kilkanaście rozdziałów. Kolejne rozdziały średnio co dzień lub dwa, z przerwami.


Do tego dodam, że w książce tej znajdzie się dość mocno zarysowany wątek miłosny, więc jeśli rzygacie na samą myśl o takim czymś to cóż… Raczej wam się to nie spodoba. Oczywiście, nie wszystko będzie kręcić się wokół tego, ale jednak.


PS: Nie martwicie się o jakieś treści 18+ — oczywiście, jakieś przekleństwa się znajdą, ale scen erotycznych itp postaram się unikać.

PPS: Zrobi ktoś okładkę dla tego lenia? (mnie)”

Data powstania: 12 września 2018 (pierwszy rozdział), 22 września 2018 (ostatni, dziewiąty rozdział)


Oryginalna okładka:

Rozdział 1

Siedziałem w samochodzie i wyglądałem przez okno. Obserwowałem domy, inne przejeżdżające auta, przechodzących ludzi oraz drzewa. Po chwili mi się to znudziło, więc wyprostowałem się i sięgnąłem po telefon. Zostało mi dziewięćdziesiąt pięć procent baterii, bo ładowałem go tuż przed wyjazdem. Już chciałem włączyć transmisję danych, by poprzeglądać sobie Facebooka, gdy ktoś do mnie zadzwonił. To była Dolly.


— Cześć Siódmy!


— Cześć Dolly. O co chodzi?


— Jak coś, to jestem już na miejscu. Autobus czeka, wszystko z nim dobrze. A co u ciebie? Dojeżdżasz już?


— Tak, właśnie jedziemy… — nachyliłem się trochę do przodu, by spojrzeć na nawigację — Będę za jakieś pół godziny.


— To świetnie! Dobra, miłej podróży, czekam na ciebie!


— Dzięki. A właśnie! Jest już ktoś jeszcze?


— Jeszcze nie, ale Axo pisał, że zaraz będzie, podobnie jak Hiru… Reszta chyba jest też już w drodze, za chwilę wszystkich obdzwonię i zapytam.


— Dobra, powodzenia. Do zobaczenia!


— Do zobaczenia.


Rozłączyłem się.


— Z kim rozmawiałeś? — zapytał tata nie odrywając wzroku od drogi.


— Z tą panią Agatą, wiesz którą.


— A no wiem… Czego chciała?


— Powiedziała, że jest już na miejscu i że autobus czeka.


— Dobra.


Po zakończonej rozmowie włączyłem transmisję danych na telefonie i wszedłem na Facebooka, z zamiarem poprzeglądania memów. Zdążyłem obejrzeć może dwa obrazki, kiedy dostałem powiadomienie z Discorda:


Galaxy_Fox (112)

Jak coś to już jadę i zaraz tam będę: heart:


Szybko odpisałem:


Dobra, też jadę. Do zobaczenia na miejscu!:heart::heart:


Przełączyłem się między aplikacjami i wróciłem do poprzednich zajęć.


Po kilkunastu minutach ojciec oznajmił:


— Dobra, połóż ten telefon, zaraz dojeżdżamy.


— Okej. — odparłem. Byłem zbyt podekscytowany myślą wyjazdu, że nie potrafiłem się nawet porządnie zirytować.


Zablokowałem urządzenie i wrzuciłem do kieszeni. Zerknąłem na mój wypakowany po brzegi plecak leżący na siedzeniu, obok by upewnić się, że na pewno wszystko zabrałem. Mimowolnie otworzyłem główną kieszeń i zacząłem wszystko wyciągać — Bluza jest, książka jest, jakiś notatnik jest… Kostkę wziąłem, woda i inne napoje są… Chyba wszystko mam.


— Nie grzeb tak w tym plecaku, potem tego nie wsadzisz.


— Chcę tylko upewnić się, że wszystko wziąłem…


— No to upewnij się szybko i zostaw to w spokoju.


— Dobrze. — odpowiedziałem trochę już zdenerwowany.


Wsadziłem wszystkie rzeczy z powrotem i zapiąłem plecak. Szybko spojrzałem na zegarek — była szósta czterdzieści osiem. Na nogach byłem od ponad dwóch godzin, bo mniej więcej tyle dojeżdżać trzeba do miejsca, w którym wszyscy się umówiliśmy. Jakoś tak wyszło, że każdy miał tu względnie blisko. Ale to dopiero był mały kawałek całej podróży — potem będzie czekać na nas kilka godzin w specjalnie wynajętym do tego celu autokarze… Na miejscu, czyli w niewielkim, urokliwym kurorcie gdzieś nad morzem, będziemy koło południa. Znaczy, tyle drogi czeka nas według Google Maps, a jak wiadomo, rzeczywistość może być nieco inna.


— Przypomnisz mi kiedy dokładnie macie wyjazd?


— Koło dziewiątej, dziesiątej, jak wszyscy stawią się wcześniej, to może i nawet o ósmej.


— I pakujesz mnie do auta o czwartej rano tylko po to, by dowiedzieć się, że równie dobrze mogłem cię tam zawieść o siódmej i przynajmniej porządnie się wyspać!?


— Wczesne wstawanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A poza tym jestem właścicielem tej grupy, muszę być jednym z pierwszych, by zobaczyć czy jest wszystko dobrze i tak dalej.


Westchnął głośno, jakby nie mógł uwierzyć, że jego czternastoletni syn jest właścicielem czegokolwiek.


— Niech ci będzie. Mam cię tam po prostu wysadzić?


— Tak. Tłumaczyłem ci to wszystko w domu. Dwa razy.


— Tylko się upewniam… I wrócić do ciebie za te trzy dni? Czyli to będzie… Osiemnasty, dziewiętnasty, dwu…


— Jak będę wracać to zadzwonię. — przerwałem mu.


— Dobra. I jak zadzwonisz to mam czekać tam gdzie jedziemy?


— Tak, dokładnie tam. A resztę wszystko wyjaśnię ci później, jak nadejdzie na to pora.


Nie odpowiedział, a tylko rzucił okiem na nawigację. Wjechaliśmy na spory, żwirowy parking, prawie pusty i pozbawiony życia.


— To na pewno tu?


— Chyba tak… — zacząłem wypatrywać naszego autokaru — Tak! Patrz, tam czeka nasz autokar — pokazałem na spory, czarnobiały pojazd zaparkowany na samym końcu. Z łatwością pomieściłby całą klasę, a co dopiero naszą grupkę.


Tata podjechał do niego blisko, zatrzymał się i wyłączył silnik. Wyszedł z samochodu i skierował się do bagażnika. Wyciągnął moją walizkę i postawił obok. Ja szybko chwyciłem mój plecak i zarzuciłem go sobie na plecy, wyskakując z pojazdu.


— Dzień dobry! — zawołała Dolly, która cicho do nas podeszła.


— Dzień dobry — ojciec uśmiechnął się i podał jej rękę. Ja zrobiłem to samo, po czym, podpierając się o walizkę, wyprostowałem się.


— Poradzisz już sobie? — spojrzał na mnie.


— Tak, możesz już jechać.


— Dobra… No to cześć!


— Cześć.


Wsiadł do auta, odpalił silnik i pomachał mi na pożegnanie.


— Axo i Hiru powinni już tu być… A co do reszty, to każdy mówił, że raczej będzie przed dziesiątą. — odezwała się po chwili Dolly, kiedy samochód ojca zniknął już za linią horyzontu.


— Świetnie. Galaxy pisała mi, że już jedzie, więc pewnie za chwilę tu dotrze.


— No i super! — uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

***

„Wszystkie postacie bazowane są na realnych osobach. Niektóre relacje mogą być nieco podkoloryzowane czy coś XDDDD.” (cytat)

Rozdział 2

Po kilku minutach na parking wjechało spore, osobowe auto. Zatrzymało się w znacznej odległości od nas, przy samym wyjeździe, jakby komuś, kto je parkował, nie chciało się marnować paliwa i czasu, bo i tak wpadł tylko na chwilę. Po chwili wysiadł z niego chłopak na oko w moim wieku, trzymający wypchaną po brzegi torbę sportową. Powiedział coś do siedzących w samochodzie ludzi, prawdopodobnie jego rodziców, po czym szybko do nas podbiegł.


— Cześć! — krzyknął na powitanie.


Wtedy go rozpoznałem. To był Axonix. Miał ciemne blond włosy i ubrany był w luźne, dresowe spodnie i bluzę.


— Cześć Axo! — krzyknęła Dolly na powitanie, po czym przybiła mu piątkę.


— Hej! — powiedziałem i uśmiechnąłem się.


— Przepraszam, że tak późno, ale pomyliliśmy drogę i musieliśmy zawracać. — wywrócił oczami.


— Nie szkodzi, i tak jest nas tylko trójka.


— Dolly ma rację. Ciekawe kiedy zjawi się Hi… — nie zdążyłem skończyć, bo przerwał mi pisk opon hamującego samochodu.


Tuż obok nas zatrzymało się białe BMW, które, sądząc po śladach opon zostawionych na żwirowej powierzchni parkingu, nie było prowadzone przez zbyt ostrożną osobę.


— Mamo! — do naszych uszu dotarł dźwięk dochodzący ze środka auta. To Hiru wydzierała się na swoją matkę, która kierowała pojazdem. — Mówiłam ci, że masz zwolnić!


— Oj tam, przecież nic się nie stało. — odparła jej rodzicielka ze spokojem, wysiadając.


— Ale mogło się stać! — odparła Hiru, wyciągając z bagażnika walizkę.


Jej matka, zniecierpliwiona pokręciła tylko głową, po czym podeszła do nas energicznym krokiem.


— Dzień dobry! — podała rękę Dolly i uścisnęła się, uśmiechając się szeroko. — I cześć dzieciaki! — wystawiła obie ręce, chyba licząc na to, że przybijemy jej piątkę, jak to robią przedszkolaki.


— Dzień dobry pani.


— Dzień dobry.


Ona widząc, że nie zamierzamy zniżyć się do poziomu, sześciolatków szybko cofnęła ręce i odpowiedziała:


— Dzień dobry wam!


— Możesz zostawić ich w spokoju? Jedź już, poradzę sobie. — mruknęła Hiru.


— No dobra. Pa kochanie! — przytuliła się i pocałowała ją w policzek na pożegnanie, niezrażona niezbyt optymistycznym nastawieniem córki.


— Pa. — odparła Hiru, po czym szybko się z nami przywitała. W tym czasie BMW zniknęło tak szybko, jak się pojawiło.


— Zbiera nas się coraz więcej. — oznajmiła po chwili Dolly, patrząc na zegarek.


— Nom. — potwierdziłem.


— Możemy już wejść do autokaru? Nie chce mi się tu tak sterczeć. — powiedział Axonix po chwili.


— Jeśli chcecie to jasne, możecie wejść do środka i zająć już miejsce.


— Dobra. Idziesz Hiru?


— No okej.


Oboje chwycili bagaże i podeszli do pojazdu. Axo wszedł do środka i powiedział coś do kierowcy, który szybko wyszedł, otworzył boczny schowek na bagaże na zewnątrz autokaru i wsadził tam walizkę i torbę. Podziękowali, po czym weszli do środka. Przez okno zobaczyłem, że usiedli obok siebie, z samego przodu.


W ciągu godziny przyjechało jeszcze parę osób: StarGraj, stingie, kokos, oliholi, Rubel, Sonia i Nerka. Autokar powoli się wypełniał, więc z Dolly byliśmy bardzo zadowoleni. Tylko Nerka zdecydowała się zostać z nami na zewnątrz i poczekać na resztę.


Po kolejnych kilkunastu minutach na parking wjechał kolejny samochód. Już z daleka na siedzeniu pasażera zobaczyłem Galaxy. Szybko poprawiłem włosy i upewniłem się, że dobrze wyglądam. Dobrze to w moim przypadku pojęcie bardzo względne.


Nerka widocznie zauważyła to, bo zachichotała pod nosem. Ja nie przejmowałem się tym i cierpliwie patrzyłem, jak Galaxy żegna się z rodzicami i biegnie w naszym kierunku.


Na początku lekko rzuciła się na mnie i przytuliła.


— Hej! Co ci się dzieje? — zapytałem lekko zdziwiony, odwzajemniając uścisk.


— Nic. Po prostu przytulam cię na powitanie. Nie mogę? — zaśmiała się.


— Jasne, że możesz! Po prostu pytam.


Kątem oka zobaczyłem szeroki uśmiech, który pojawił się na twarzy Nerki. Miałem ochotę jej to wypomnieć, ale szybko się powstrzymałem. Skoro denerwuje mnie już po kilkunastu minutach, to jak ja wytrzymam z nią trzy dni!?


— Cześć Dolly! Cześć Nerka! — powiedziała kiedy się ode mnie odsunęła.


— Chcesz już iść do autokaru? Czy poczekasz tu z nami na resztę?


— Nie no… Mogę poczekać. Trochę stania mi nie zaszkodzi, wystarczająco wiele się nasiedziałam w samochodzie. — aby potwierdzić swoje słowa, zaczęła truchtać w miejscu, chcąc rozprostować kości.


— Pretensje kieruj do Siódmego i Dolly. To oni wybrali takie zadupie.


— Jakie zadupie? Zresztą, akurat tak wyszło, że wszyscy mają tu blisko, nie nasza wina.


Nerka cicho westchnęła i powiedziała:


— Niech wam będzie.


W ciągu kolejnej godziny pojawiły się ostatnie trzy osoby: Waluigi, Yiffi i Borys. Wszyscy zajęli swoje miejsca, po czym Dolly wstała i zaczęła nas liczyć. Kiedy dwukrotnie upewniła się, że wszyscy są, dała kierowcy znak, że możemy ruszać. Było parę minut przed dziesiątą, więc powinniśmy być na miejscu wczesnym wieczorem.


Dolly usiadła na swoje miejsce, które mieściło się zaraz za nami: Siedziała z Nerką, a ja z Galaxy. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że to Nerka wybrała to miejsce. Akurat za mną i Galaxy.

***

„Na początku miało być dłuższe, ale w sumie stwierdziłem, że jak piszę to jakieś półtorej godziny to walić XDDDDDDD. Tak przynajmniej macie rozdział dziś a nie jutro XD.” (cytat)

Rozdział 3

Kiedy kierowca zaczął jechać, rozsiadłem się na fotelu i rozpiąłem bluzę. Siedziałem z boku, bo Galaxy chciała siedzieć przy oknie, a ja nie chciałem jej tego odbierać.


Galaxy chwilę później sięgnęła do plecaka i zaczęła wyciągać jakieś żelki, cukierki i tym podobne. Pootwierała kilka paczek, po czym zaczęła częstować nimi mnie, Nerkę i Dolly. Ja nie jadłem zbyt wiele, bo nie lubiłem jeść w pojazdach. Po prostu. Może to dlatego, że kilka lat temu, kiedy wsiadłem do autokaru po obfitym posiłku, mój żołądek w pewnym nie wytrzymał i wyrzucił z siebie całą swoją zawartość. Tamto zdarzenie permanentnie obrzydziło mi podróże. Ale to materiał na zupełnie inną historię.


— Chce mi się spać. — oznajmiła po kilkunastu minutach Galaxy śpiącym głosem.


— To idź spać. — odpowiedziałem.


— Dobrze. Dobranoc. — odparła, usiadła wygodnie i zamknęła oczy.


Cicho zasunąłem zasłony w oknie, po czym sięgnąłem do plecaka. Na szczęście pomyślałem i wyciągnąłem kocyk z walizki. Wyciągnąłem go i ostrożnie otuliłem nią Galaxy, by było jej ciepło, po czym usiadłem obok. Ona, nie otwierając oczu, lekko wtuliła się w moje ramie. Nie protestowałem.


— Możecie być trochę ciszej? Galaxy poszła spać. — wyszeptałem do rozmawiających w najlepsze Nerki i Dolly.


— Jasne. I chyba nie tylko ona. — odpowiedziała Dolly, rozglądając się po autobusie.


Faktycznie, wiele osób zasnęło, a ta reszta, która jeszcze się jakoś trzymała, pochłonięta była przez dość ciche zajęcia, jak czytanie czy oglądanie filmów na słuchawkach.


Ja sięgnąłem po telefon i jeszcze raz przejrzałem wszystkie dokumenty i zapiski dotyczące tego wyjazdu:


Wszystko zaczęło się dwa miesiące temu. Ja z Dolly wpadliśmy na właśnie taki pomysł i postanowiliśmy go zrealizować. W ciągu kilku dni wybraliśmy idealną lokalizację i hotel, miejsce zbiórki, ustaliliśmy, ile będzie to wszystko kosztować i tak dalej. Potem przez ponad miesiąc zbieraliśmy od każdego pieniądze, a kiedy wreszcie je zebraliśmy, Dolly opłaciła wszystko i ustaliła ostateczny termin.


Kiedy wszystko dwa razy przeczytałem i sprawdziłem, zablokowałem telefon i włożyłem go do kieszeni. Zrobiłem się trochę śpiący, więc zamknąłem oczy, licząc na to, że szybko zasnę. Niestety tak się nie stało. Leżałem, a raczej siedziałem tak przez kilkanaście minut, rozmyślając o wszystkim i o niczym, wsłuchując się w miarowy i uspokajający szum kół.


Obudziłem się jakieś trzy godziny później. Nie pamiętam już, o czym śniłem. Znaczy, pewnie pamiętałem to zaraz po obudzeniu, ale w końcu wyleciało mi to z głowy.


— Wstałeś już, śpiochu? — zapytała Galaxy, uśmiechając się promiennie. Widać było, że drzemka dobrze jej zrobiła.


Wtedy zorientowałem się, że ciągle jest we mnie wtulona, a na dodatek rozwinęła koc tak, by przykryć też mnie. Miłe.


— Tak, już wstałem. A w ogóle która godzina?


— Jest dokładnie trzynasta czterdzieści dwa. — odpowiedziała, spoglądając na zegarek.


— Dzięki. — podziękowałem i uśmiechnąłem się.


— Nie ma sprawy. I w ogóle to ty wyciągnąłeś ten kocyk?


— Tak. Zrobiłem coś nie tak?


— Nie, wręcz przeciwnie. To było bardzo miłe z twojej strony. — wtuliła się we mnie jeszcze mocniej. — Jesteś taki słodki.


— Dziękuję… Ty też jesteś słodka.


— Ale nie tak bardzo jak ty!


— Oj, nie przesadzaj. — zaśmiałem się cicho.


— Jesteście taaaaaacy uroczy! — oznajmiła Nerka której głowa nagle pojawiła się nad naszymi fotelami. Nie byłaby sobą gdyby tego nie powiedziała.


— Nerka! — krzyknąłem zdenerwowany.


— Tak?


— Musisz ciągle nam to mówić?


— Oczywiście. Przecież dobrze wiesz, że to prawda, nie opieraj się tak! — na chwilę wróciła na miejsce i powiedziała do Dolly: — Dolly, to prawda, że Galaxy i Siódmy są strasznie uroczy?


— No… Zgadzam się z Nerką, jesteście bardzo słodcy.


— Ehhh… — westchnąłem głośno obrażony i założyłem ręce na piersi.


Galaxy w tym czasie chichotała pod nosem. Dobrze wiedziałem z czego się śmieje.


— Ahh… Jesteś taki słodki kiedy się wkurzasz.


— Dzięki. — odparłem oschle.

***

„Dzisiaj jakoś nie mam weny, więc takie krótkie” (cytat)

Rozdział 4

— Oj, no nie obrażaj się.


— Dobra… — złość przeszła mi tak szybko jak się pojawiła.


Reszta podróży minęła nam na graniu w różne, podróżne gry. Najpierw graliśmy w warcaby, ale kiedy przegrałem trzeci raz z rzędu, znudziło mi się to. Na szczęście Galaxy też miała tego dość, więc zaczęliśmy bawić się w inne zabawy, które nie wymagały do gry magnetycznej planszy i pionków, którymi, teoretycznie, można by rozwalić głowę oponenta. A uwierzcie mi, grając ze mną to naprawdę duży plus.


— Ananas.


— Sok.


— Kruk.


— W co tam gracie? — Nerka wtrąciła się nagle, znowu wystawiając głowę ponad nasze fotele.


— Jedna osoba podaje jakieś słowo, a druga musi podać jakiś kolejny wyraz na tę samą literę, na jaką kończy się poprzedni. Rozumiesz? — wyjaśniłem.


— No coś tam rozumiem. Zresztą, przysłuchiwałam się jak gracie, nie musisz tłumaczyć.


Westchnąłem i zapytałem:


— Chcesz się dołączyć?


— Nie, nie będę wam przeszkadzać. — odpowiedziała i usiadła z powrotem na swoje miejsce.


Po chwili wróciliśmy do zabawy, nie zawracając sobie nią głowy.


Po jakimś czasie autokar zatrzymał się. Dolly jeszcze raz wszystkich przeliczyła, po czym pozwoliła nam wyjść. Nie wiem, po co to zrobiła… Może chciała się upewnić, że nikt w czasie jazdy nie wyskoczył przez okno?


Po tym jak wszyscy opuścili pojazd, ustawiliśmy się parami na niewielkim placu, który pełnił również funkcję parkingu. Wyglądaliśmy jak wycieczka szkolna, z młodą nauczycielką jako Dolly na czele.


Skierowaliśmy się do sporego, drewnianego budynku, który stał przed nami. Wyglądał na bardzo stary, gdzieniegdzie odpadała farba, a gdzieniegdzie drewno zaczynało gnić. Jednak nie sprawiał wrażenia zaniedbanego, a wręcz przeciwnie. Dolly otworzyła wielkie, potężne drzwi wejściowe i ręką pokazała, byśmy poszli za nią. Znaleźliśmy się w niewielkim holu, w którym stało biurko recepcjonistki oraz parę kwiatków w doniczkach.


— Dzień dobry! Są państwo zameldowani, czy chcecie to dopiero zrobić? — zapytała sekretarka, uśmiechając się do nas szeroko. Wyglądała na jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat. Na głowie miała staroświecki kok, który tylko ją postarzał.


Dolly dała pani wszystkie potrzebne papiery, które ta wzięła i zaczęła czytać z jeszcze większym uśmiechem na ustach.


— Macie szczęście, jeśli nikt niespodziewanie się tu nie pojawi, co jest raczej mało prawdopodobne, będziecie mieć cały hotel tylko dla siebie! Oczywiście do pustych pokoi wchodzić nie możecie, ale basen czy palenisko będzie tylko do waszej dyspozycji.


— Świetnie! Mamy szczęście, co nie? — zawołała Dolly.


Wszyscy przytaknęliśmy.


— Dobra. Tu macie klucze — wyłożyła na blat kilka, może kilkanaście kluczy podpisanych różnymi numerami. — Przejrzyjcie wszystkie pokoje, podzielcie się jakoś i się rozpakujcie. Pewnie jesteście zmęczeni, co nie?


— No tak. Najpierw dojazd na miejsce zbiórki, a potem kilka godzin autokarem. — odparł Rubel.


— Dobrze. To ja nie będę wam przeszkadzać, miłego dnia!


Dolly poprowadziła nas w głąb pomieszczenia, po czym odeszła, by posprawdzać wszystkie pokoje. Po kilku minutach wróciła, uśmiechając się.


— Dobra. Pierwszy pokój… — rzuciła okiem na pogniecioną kartkę wyciągniętą z kieszeni — Nerka chcesz być ze mną w pokoju?


— Jasne.


— Dobra. — dała jej klucz — Każdy kto ma już pokój niech stanie po lewej — pokazała na lewą stronę holu. — Okej… Kto tam następny? — znowu spojrzała się na kartkę — Oliholi z Sonią?


— Tak. — odparła.


— Dobra. Następnie… Kokos z Yiffim?


— Zgadza się.


— Stingie ze StarGrajem?


Oboje popatrzyli na siebie, na co ja zareagowałem cichym śmiechem. Nie musieli wiedzieć, że to ja podpowiedziałem Dolly, by mieli razem pokój.


— No dobra. — odparła po chwili stingie, na co zaśmiałem się jeszcze głośniej. StarGraj spojrzał na mnie wzrokiem, który spokojnie mógłby mnie zabić, gdyby tylko uśmiercanie wzrokiem działało.


— Axo z… — Dolly zawahała się na chwilę.


— Mogę z Hiru?


— Jeśli ona nie ma nic przeciwko, to jasne! Co ty na to Hiru?


— Mi pasuje. — odparła bez większych emocji.


— Świetnie. Dobra… Został jeden pokój dwuosobowy i jeden trzyosobowy. Jest tu jakaś trójka? Rubel? Możesz być z Waluigim i Borysem? Bo chyba Siódmy nie odpuści bycia w pokoju z Galaxy.


Każdy oprócz mnie nagle wybuchł śmiechem. Stałem przez chwilę, nie wiedząc co ze sobą zrobić, aż wreszcie się uspokoili.


— Może być, ja nie mam z tym problemu. — odparł Rubel.


— A wy? — zwróciła się do Borysa i Waluigiego.


— Ja sądzę tak samo.


— I ja też.


Dolly przekazała im klucz, po czym z szerokim uśmiechem powiedziała:


— No i zostali tylko Galaxy i Siódmy! Chcecie pokój razem? Jak coś to zawsze możemy coś pozmieniać.


— Nie, chcemy być razem. — odpowiedziała.


— Dokładnie. — dodałem.


— Proszę, oto wasz klucz. — Dolly wyciągnęła rękę, w której trzymała nasz klucz. Uśmiechała się jeszcze szerzej, jakby wiedziała coś śmiesznego, czego my jeszcze nie wiedzieliśmy.


— Dobra. Rozejdźcie się i sprawdźcie swoje pokoje!


Ja z Galaxy poszliśmy szukać swojego. Zajęło nam to parę dobrych minut, aż w końcu na niego trafiliśmy. Koło drzwi stała gigantyczna doniczka z jeszcze większym kaktusem w środku. Na pewno nie chciałbym potknąć się i walnąć twarzą w to bydle.


— Znaleźliście swój pokój? — zapytała Dolly kiedy właśnie mieliśmy włożyć klucz do zamka.


— Tak. Trochę to nam to zajęło, ale już mamy.


— Świetnie. — odwróciła się na pięcie, chcąc odejść, jednak nagle odwróciła się znowu i, chichocząc, oznajmiła: — Zapomniałam wam powiedzieć, że normalne pokoje się skończyły, więc dostaliście łóżko małżeńskie. Chyba wam to nie przeszkadza?


— Jakoś sobie poradzimy. — odparła Galaxy.


— Dobra. Powodzenia! — krzyknęła tylko, odchodząc.


Westchnąłem cicho. To nie mógł być przypadek. Pewnie wyczytała nas na końcu tylko po to, byśmy dostali właśnie ten pokój. Po prostu bardzo śmieszne.


Galaxy po chwili otworzyła pokój i weszła do środka. Na pewno nie mogliśmy narzekać: Był naprawdę spory i ładny. Mieliśmy ogromne łóżko, szafę, parę półek i telewizor. Do tego niewielką łazienkę, oraz parę roślin doniczkowych, głównie kaktusów. Ktoś tu je chyba uwielbia.


Usiadłem na łóżku, by sprawdzić, czy jest wygodne — Było. Miękkie, ale nie za bardzo, a do tego sprężyste i grube.


— Ja zajmę lewą połowę, a ty prawą. Pasuje ci?


— Jasne. — odpowiedziałem i odłożyłem plecak na podłogę.

***

„I know, że wczoraj nie było rozdziału, ale cały dzień byłem poza domem bez dostępu do laptopa/telefonu (tak, kochany fon padł mi po kilku-kilkunastu minutach korzystania — tak to jest, jak masz z 20% procent baterii i żadnego powerbanka w pobliżu).

No i nie bójcie się, to opowiadanie jest of course family friendly więc żadnych 18+ rzeczy nie będzie:3

@StarGraj @stingingrose:3 (we ktoś Julię B oznacz, będzie zadowolona).” (cytat)

Rozdział 5

Po chwili wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do holu, gdzie kierowca przytaszczył wszystkie nasze bagaże. Galaxy podeszła do swojej walizki i chwyciła ją, a ja, chcąc być miły i uprzejmy powiedziałem:


— Zostaw to, ja to za ciebie wezmę.


— Dzięki. — odpowiedziała puszczając ją.


Chwyciłem za rączkę, po czym zacząłem przeszukiwać resztę bagaży, chcąc znaleźć swoją. Po chwili odnalazłem ją i również chwyciłem. Z Galaxy wróciliśmy do swojego pokoju i zanieśliśmy tam walizki.


Ja lekko rozpiąłem swoją walizkę i wyciągnąłem torebkę ze szczoteczką i pastą. Nie jadłem zbyt wielu słodyczy, ale i tak czułem nieodparte pragnienie umycia zębów. Oprócz tego wyciągnąłem długie spodnie i koszulkę, by się przebrać.


— Idę do łazienki, umyję zęby i się przebiorę — oznajmiłem, biorąc to wszystko do rąk.


— Dobra. — odparła, podnosząc wzrok znad telefonu. Zdążyła już usadowić się na łóżku i zabrać większość poduszek.


Wszedłem do łazienki i rzuciłem wszystko na podłogę. Wziąłem szczoteczkę i nałożyłem trochę pasty. Potem przez kilka minut szorowałem zęby, aż w końcu wyplułem wszystko i przepłukałem gardło. Potem szybko się przebrałem, wziąłem swoje rzeczy i wróciłem do pokoju. Galaxy widocznie przebrała się w tym samym czasie, bo miała na sobie zupełnie inne ubranie niż wcześniej. Tym razem jednak nie siedziała na telefonie, tylko dorwała się do mojej kostki Rubika i próbowała ją ułożyć, co nie szło jej zbyt dobrze.


— Co robisz? — zapytałem, kładąc się po swojej stronie łóżka.


— Próbuję ułożyć to dziadostwo… — odpowiedziała, wpatrując się w kostkę i powoli przesuwając jej ścianki.


— Tak to ci się raczej nie uda, musisz nauczyć się jakiś algorytmów, czy czegoś.


— Jakich algorytmów?


— Nie wiem. Szczerze mówiąc, sam nie umiem jej ułożyć, jedyne co opanowałem to układanie całej jednej ściany. — wziąłem od niej kostkę i zaprezentowałem.


— Wygląda bardzo prosto… Gdzie się tego nauczyłeś?


— Może i wygląda, ale takie nie jest. Po prostu, przez jakiś miesiąc codziennie próbowałem, aż w końcu mi się udało. Po pewnym czasie zauważasz różne zależności i triki i nagle coś, co wcześniej było niemożliwe, staje się banalnie proste.


— Ciekawe…


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 32.76
drukowana A5
Kolorowa
za 59.46