1
Zegar wybija 10.55… Zostało tylko kilka minut do końca sesji. Terapia należała do słabo udanych, a ja myślałam tylko o tym, by jak najszybciej ją skończyć, wrócić szybko do domu, schować się pod kołdrę i zapomnieć o całym świecie. Kiedyś lubiłam wychodzić do ludzi. Dziś jestem tylko ja i moje demony…
Mój były partner był toksyczny. Każda chwila z nim była ciosem w moje zdrowie — notoryczna zazdrość o każdego faceta, z którym się spotykałam i agresja słowna. Znoszenie urojeń. Potem pojawiła się we mnie ona — depresja.
Myślałam, że to minie… Naiwnie chciałam wierzyć, że to tylko zły okres. Ale to nie były tylko „gorsze chwile”. Chciałam w to wierzyć. A może nie umiałam inaczej?
Pewnego dnia Miłosz obudził się z furią. Od razu przestraszyłam się jego wzroku. Sposób, w jaki na mnie patrzył, sprawił, że przeszły mnie dreszcze, a potem było już tylko gorzej. Krzyczał i oskarżał mnie o wymyślone przez siebie rzeczy. Stałam nieruchomo i nie byłam w stanie nic zrobić. Stałam i patrzyłam, jak krzyczy. Powtarzał w kółko te same słowa. To był koniec. Koniec naszego związku nadszedł tak po prostu, tak nagle! Koniec, a zarazem początek nowego życia.
W tamtej chwili byłam w szoku. Milion emocji kłębiło się we mnie. Dopiero gdy opuściłam mieszkanie i poczułam powiew świeżego powietrza, dotarło do mnie, co się stało.
Nagle wszystko zrozumiałam. W duszy czułam okrutny ból. Czułam, jakby setki igieł wbijały się w moje serce. W głowie ciągle słyszałam jego słowa. Wzięłam głęboki oddech i wróciłam w rodzinne strony. Musiałam walczyć o siebie.
Miałam ochotę przepłakiwać dnie i noce, lecz jednocześnie nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Próbowałam więc stłumić te stany lękowe i kołatanie serca, powtarzając sobie, że muszę być silna.
W ciągu następnych kilku dni słyszałam dzwoniące telefony. Miłosz chciał się upewnić, że czuję ból. Wiedziałam, że chciał to zobaczyć, chciał widzieć moje cierpienie, lecz nie mogłam dać mu tej satysfakcji. Zebrałam w sobie wszystkie siły, by odebrać telefon. Powiedziałam, że daję sobie radę bez niego i chcę, by dał mi spokój, że chcę być sama. Poirytował się i rozłączył.
W najbliższym czasie zabrałam swoje rzeczy z jego mieszkania. Wychodziłam z olbrzymią ulgą. Na odchodne usłyszałam, że „popamiętam go”, ale nic nie było w stanie zmienić uczucia ulgi, gdy dotarło do mnie, że już nie muszę cierpieć w tym związku. Chciałam już tylko wymazać czas, który zmarnowałam na niego.
Pół nocy nie mogłam usnąć. Kolejnego dnia napisał do mnie mój przyjaciel i oznajmił, że chciałby spotkać się i wesprzeć mnie w tym trudnym czasie, pomóc mi stanąć na nogi. Spotkaliśmy się i stało się dokładnie tak, jak powiedział. Podniosłam się. Potem wszystko było jakby łatwiejsze i oto — po wielu miesiącach — byłam stałą uczestniczką spotkań terapeutycznych oraz instruktorką fitness. W wolnych chwilach pomagałam innym zaakceptować siebie i swoje ciało, wstawiałam do mediów społecznościowych motywujące materiały, do czego skłoniła mnie ciągła krytyka mojego wyglądu przez byłego partnera. Miłosz zawsze bowiem powtarzał, że powinnam być chudsza — tak, jak niektóre dziewczyny. Lecz ja lubiłam swój rozmiar „M”! Stanowczo mi wystarczało i nie miałam potrzeby noszenia rozmiaru „XS”. Po rozstaniu z nim mogłam tylko podziękować sobie, że podjęłam taką decyzję. Pogodziłam się również ze swoim uczuciem samotności.
Była za pięć czwarta, gdy zobaczyłam, jak do mojego salonu zbliża się mężczyzna, którego wcześniej tu nigdy nie widziałam. Mój salon fitness mieścił się w zacisznym miejscu na odludziu, lecz mimo to przychodziło tam sporo osób. Od zawsze lubiłam ciche, klimatyczne miejsca, więc gdy zobaczyłam ofertę pracy w takiej okolicy, od razu się zgłosiłam. Cieszyło mnie, jak wiele ludzi przychodziło do mnie — nie dla samego wyglądu, lecz dla poprawy zdrowia.
Schowałam książkę, którą akurat czytałam. Nie chciałam, by wyglądało to tak, jakbym zajmowała się książką, zamiast pracą. Kątem oka widziałam wchodzącego mężczyznę w kapturze. Gdy się zbliżył, od razu powiedziałam grzecznościowe:
— Dzień dobry. W czym mogę panu pomóc?
Starałam się być profesjonalistką w każdej sekundzie, lecz miałam nieodparte wrażenie, że skądś go znam. Instynkt podpowiadał mi jednak, że może nie mieć dla mnie dobrych wieści. Mężczyzna w kapturze wyjął kartkę i spojrzał na mnie. Byłam tego dnia sama na zmianie, co jeszcze wzmogło we mnie lęk w stosunku do tego człowieka. Nagle zdałam sobie sprawę, że ja go już gdzieś wcześniej widziałam.
— Przyszedłem przekazać wiadomość.
Gdy to powiedział, spojrzałam na kartkę, którą trzymał w dłoni. Na moment mnie zamurowało. Przeczytałam, co było na kartce. Widniał na niej napis: „Pozdrowienia od Miłosza, teraz stracisz wszystko”.
Mężczyzna zostawił wiadomość i wyszedł. Miliony myśli kłębiły się w mojej głowie. Wiedziałam, że Miłosz będzie próbował teraz wszystkich swoich znajomości, by zniszczyć moją relację z córką.
Postanowiłam poszukać adwokata. Zamieściłam ogłoszenie w Internecie informujące w skrócie o mojej sprawie. W niedługim czasie odezwał się on — ten, który miał niebawem wywrócić mi w głowie.
Nazajutrz umówiłam się na spotkanie w kancelarii. Gdy weszłam, zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego mężczyznę o głębokim, hipnotyzującym spojrzeniu. Ciemne włosy i ciepło, którym emanował, dodawało mu uroku. Był wysoki i wyglądał na osobę, która dobrze przytula. Nie był zapatrzony w siebie, czym różnił się od innych adwokatów. Bił od niego wewnętrzny magnetyzm i nie umiałam oderwać się od jego głębokiego spojrzenia. Zdałam sobie sprawę, że jestem całkowicie zestresowana tą sytuacją.
— Proszę usiąść. Jestem mecenas Paweł Nowak. W czym mogę pomóc? — powiedział prawdopodobnie nie zauważając, jakie zrobił na mnie wrażenie.
— Hanna Wójcik, miło mi. Przyszłam w sprawie wiadomości od byłego partnera w sprawie córki. — Uśmiechnęłam się lekko, by nie zrobić złego wrażenia, ale jego pozytywne usposobienie pomogło przezwyciężyć stres, z jakim tam weszłam.
— Proszę opowiedzieć swoją historię. W mailu było wprawdzie pokrótce napisane, lecz poprosiłbym o rozwinięcie problemu. Może pani teraz na spokojnie wszystko mi opowiedzieć.
Czułam, jak kłębi się we mnie milion myśli. Zaczęłam opowiadać swoją historię, starając się nie patrzeć mu w oczy. Po zakończeniu i przejrzeniu przyniesionych przeze mnie papierów zaczął zadawać pytania. Chciał w ten sposób najwyraźniej rozluźnić emocje. Czułam bijącą od niego empatię. Mimo stresu czułam na sobie jego ciepło.
— Dziękuję, że pan mnie tak cierpliwie wysłuchał. Dzięki pana pozytywnej energii łatwiej mi było wyrzucić to z siebie.
W duchu pomyślałam, że jest intrygujący i od razu skarciłam się za takie myślenie. Owszem, facet ma coś w sobie, ale nie chciałam poddawać się takim reakcjom. Od rozstania z byłym otoczyłam się niewidzialną barierą chroniącą mnie przed mężczyznami.
Gdy tak rozmawialiśmy, przyglądałam mu się ukradkiem. Był wysoki, na oko sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, a może nawet ciut więcej. Miał taką „misiowatą” posturę — nie był gruby, ani chudy, taki „w sam raz”. Koszula tylko podkreślała jego szerokie ramiona. Wyglądał na około trzydzieści sześć lat i nie dostrzegłam na jego ręku obrączki. Sprawnie prowadził rozmowę, jakbyśmy się dobrze znali.
Gdy podpisałam stosowne papiery dotyczące udzielenia mu pełnomocnictwa, spojrzałam na niego. Ujęła mnie jego pewność siebie.
— Kiedy możemy zatem umówić się na pierwsze pismo w mojej sprawie? Zależy mi na czasie. — Powiedziałam, po czym dostrzegłam, jak patrzy mi głęboko w oczy, co wywołało we mnie emocje, których najmniej wówczas potrzebowałam.
— Z reguły trwa to do kilku dni, lecz dla pani zrobię wyjątek i postaram się, by na jutro było gotowe. Czy tak pani pasuje?
Znając ilość klientów, których obsługiwał, wiedziałam, że nie będzie to dla niego proste, tym bardziej doceniałam ten miły gest. Widział, jak bardzo jestem zestresowana i zaniepokojona zaistniałą sytuacją. Ja natomiast widziałam w nim nie tylko pełen profesjonalizm, ale zarazem coś więcej. Fakt przebywania z nim zaspokajał moje wewnętrzne potrzeby ciepła, a zarazem bezpieczeństwa. Niby nic nie robił, a jednak wypełniał moje potrzeby emocjonalne.
— Super, bardzo panu dziękuję i doceniam. Musi to być ciężkie do wykonania w tak krótkim czasie.
— Nie jest to proste, ale — jak powtarzam — dla pani się postaram. Proszę czekać, będę informował na bieżąco.
— W takim razie jesteśmy w kontakcie. I jeszcze raz dziękuję, że znalazł pan tak szybko czas, to dla mnie bardzo ważne.
— Podziękuje pani, gdy uda się skończyć pismo. Do zobaczenia, a może raczej usłyszenia.
Gdy wyszłam z gabinetu lekko odetchnęłam. Potrzebowałam ochłonąć, bo nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Pierwszy raz od rozstania poczułam, że bariera otaczająca mój zamknięty świat nie sprawdziła się. Poczułam coś innego, niż dotychczasowy smutek. Nie był to jakiś zwykły pociąg fizyczny, to były emocje nie do opisania. Na ogół trzymałam ludzi na dystans, starałam się czytać ich emocje, czytać im z oczu, ale z Pawłem było inaczej. Był dla mnie zagadką i czułam potrzebę bycia blisko niego.
2
Jako że do późnej nocy myślałam nad wiadomością od byłego, rano trudno mi było się obudzić. Pół nocy śnił mi się koszmar — w ciemnej uliczce Miłosz atakuje mnie, a potem więzi u siebie. Mimo że nie chciałam, od razu pomyślałam, że wolałabym sen o przytulaniu się do przystojnego, niebieskookiego faceta. Jak dobrze, że nie mieszkam już w tamtym mieszkaniu, wszystko przypominałoby mi o tym koszmarze, każda drobna szczelina, każdy nawet najmniejszy kąt.
Miłosz chciał, by nasza córka mieszkała z nim. Pewnie była to jedna z prób wbicia mi igły w serce, tak jak to on lubił. Nie zgodziłam się. Nie potrafiłabym żyć bez swojego dziecka, bez mojej malutkiej córeczki. Zabrałam córkę, a on powiedział, że jeszcze tego pożałuję. Po tym koszmarze nie miałam ochoty go oglądać, a on przez wiele miesięcy nie próbował się kontaktować, co mnie trzymało w ryzach. Strach o siebie i córkę był ogromny. Dziecko jest dla mnie jak tlen.
Każde z nas poszło w swoją stronę, co kosztowało mnie dużo sił i środków, by odbudować siebie na nowo. Zapisałam się też do lekarza i na terapię. To był dopiero pierwszy, ale bardzo ważny krok, z którego byłam niezwykle dumna — walczyłam dzielnie o siebie. W mojej głowie dominowały stany lękowe i depresyjne. Psychiatrę wybrałam bardzo dokładnie, sprawdziłam kliku, aż wybrałam najlepszego. Wybór terapii okazał się bardzo trudny, ale nie poddawałam się. Patrzyłam w przyszłość i chciałam widzieć nową siebie — w pełnym zdrowiu, odważnej i dzielnej. Może na ten moment były to tylko marzenia, ale sama ich wizja trzymała mnie w poczuciu, że dobrze robię. Co ważne, nie czułam wtedy pustki.
Z trudem wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Było tak, jak myślałam. Po praktycznie nieprzespanej nocy wyglądałam jak zombie. Worki pod oczami nie dały się nie zauważyć, a fryzura odstraszyłaby każdego.
Nigdy nie miałam wysokiej samooceny. Miałam świadomość, że jest dużo ładniejszych ode mnie kobiet. Będąc niską brunetką o nie najdoskonalszej cerze zazdrościłam innym kobietom ich długich, smukłych nóg i kobiecych „wdzięków”. Wiedziałam, że wielu facetom podoba się moje wysportowane ciało, ale mimo to widziałam w sobie wiele wad. Mój niski wzrost połączony z kiepską przemianą materii zawsze wywoływał we mnie kompleksy. Kiedyś, gdy jeszcze Miłosz udawał, że mu się podobam, powiedziałby, że przesadzam. Do listy atutów dodałby młody wygląd, mimo wieku. Swego czasu. Bo dzisiaj przecież był już innym człowiekiem — egocentrycznym, płytkim emocjonalnie manipulantem pozbawionym empatii. Na wypadek, gdyby jego zachowanie było niewystarczające, by mnie dobić, to miesiącami stosował gaslighting. Był to dla mnie gwóźdź do trumny.
Dziś jednak nie chciałam o nim myśleć. Ten dzień miał mi upłynąć pod znakiem Pawła. Mieliśmy się spotkać w sprawie mojego pisma. Mimo iż miało to być tylko spotkanie prawne, byłam podekscytowana, a zarazem przestraszona. Od dawna „bariera” chroniąca mnie od mężczyzn działała bardzo dobrze. Tym razem było jednak inaczej, a ja musiałam trzymać nerwy na wodzy.
Długo myślałam, w co się ubrać. Mimo wewnętrznej chęci pokazania pozytywnych cech swojego ciała, postawiłam na skromny, stonowany ubiór. Kusiło mnie, by założyć krótką sukienkę lub spódniczkę i dekolt, lecz pozbyłam się tych myśli. Zdrowy rozsądek wziął górę.
Włożyłam fioletowy sweterek, który delikatnie podkreślał lekko wyrzeźbione mięśnie brzucha oraz spódniczkę podkreślającą pośladki — ale nie krótką. Ten, kto uszył tą sukienkę był świetny! Idealnie przylegała do ciała. Pomyślałam, że nawet zakładając strój, który nie jest wyzywający, można „pobudzić” mężczyznę i sprawić, że puści wodze fantazji. Srebrne buty na lekkim obcasie, włosy rozpuszczone i delikatny makijaż miały podkreślić walory młodego wyglądu — a byłam młodsza od niego na oko około 9–10 lat. Lekkim makijażem próbowałam ukryć swój wygląd po kiepskiej nocy.
Mail z adresem i godziną, gdzie się spotkać, przyszedł już po godzinie ósmej. Natychmiast odpisałam, że na pewno będę.
Do czasu spotkania kompletnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Próbowałam zająć się treningiem, by zając czymś myśli. Mimo to wciąż myślałam, jak mam się zachowywać przy Pawle, by nie zdradzić, jak na mnie działa. Czy lepiej unikać kontaktu wzrokowego? Czy prowadzić luźną rozmowę, a może skupić się na temacie problemu prawnego? Ostatnim razem, gdy ktoś mi wpadł w oko, skończyło się to toksyczną relacją i bolesnym rozstaniem.
Gdy wybiła 11.30, wyszłam z mieszkania. Wsiadłam do zamówionej taksówki i ruszyłam ku niemu! No dobrze. Ruszyłam do kancelarii. Ale miło było myśleć, że może to będzie jednak wyjątkowy dzień.
Paweł bardzo dobrze się przygotował. Miał już gotowe pismo oraz kilka propozycji, co możemy dalej zrobić. W ten sposób mieliśmy szansę dłużej spędzić czas, chociaż miało to być tylko omawianie spraw prawnych. Gdybym zdecydowała się na dłuższą współpracę z Pawłem i podpisała wszystkie niezbędne papiery, mogłabym się z nim częściej widywać. Ta myśl — nie wiedzieć czemu — wydawała mi się bardzo podniecająca.
Przyjechałam do kancelarii chwilę wcześniej. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że on już czeka na mnie. Mimo że mógł robić milion innych rzeczy przed umówioną godziną spotkania, czekał. Zawsze nienawidziłam się spóźniać, więc i tym razem byłam przed czasem. Pozytywnie zaskoczona zastaną na miejscu sytuacją weszłam do gabinetu i ruszyłam w jego stronę.
Wyciągnął rękę na dzień dobry. Wyglądał jeszcze bardziej pociągająco. Przełknęłam ślinę i zebrałam się w sobie.
— Dzień dobry. Nie spodziewałam się, że będzie pan czekał na mnie — przyznałam szczerze i uprzejmie. Na razie szło mi chyba całkiem dobrze.
— Dzień dobry — uśmiechnął się na powitanie, czym dodał mi trochę otuchy. — Tak sobie właśnie pomyślałem… Nie chciałbym, żeby to wyszło nieprofesjonalnie, ale może przeszlibyśmy na ty? Będzie nam łatwiej…
Byłam pozytywnie zaskoczona. W myślach nie raz o tym marzyłam, ale nie sądziłam, że może to nadejść tak szybko.
— Jasne! Jestem Hanna. — Wyciągnęłam dłoń, a on podał mi swoją. Uścisk miał delikatny, a zarazem ciepły, jak on sam.
— Paweł. A teraz przejdźmy już do sprawy, dla której się tu znaleźliśmy.
Poczułam lekki stres. Nie chciałam się skompromitować jakimś nieodpowiednim słowem. Kolejny raz musiałam powtórzyć w myślach, że „dam sobie radę” i że „wiem, co robię”. Byłam przekonana, że moja wewnętrzna bariera zawsze zadziała, lecz gdy go poznałam, całkiem straciłam grunt pod nogami. Straciłam też logiczne myślenie.
W trakcie rozmowy uzgodniliśmy różne kwestie, w tym ilość pełnomocnictw, rodzaj pism i częstość naszych kontaktów. Z reguły adwokaci kojarzyli mi się ze „sztywnymi” mężczyznami, ograniczającymi się niemal wyłącznie do patrzenia w monitor i przeglądania dokumentów. On był inny — otwarty, empatyczny, cierpliwy, ciepły…
Cała rozmowa zajęła nam godzinę. Na koniec spytałam, czy wie już wszystko, co będzie mu potrzebne. On zadał wtedy jeszcze jedno pytanie:
— Jaki masz znak zodiaku? Waga? — zapytał rozluźniając napięcie.
— Panna, ale blisko — odpowiedziałam z lekkim zdziwieniem i uśmiechnęłam się.
Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie mogłam się nasycić patrzeniem w to głębokie, hipnotyzujące spojrzenie.
Ze wszystkich innych pytań, jakie mógł mi w tym momencie zadać, zapytał akurat o mój znak zodiaku. Nie miało to przecież najmniejszego związku ze sprawą, ale jednocześnie było szalenie intrygujące. Momentami miałam wrażenie, że najchętniej to nie wychodziłabym już z jego kancelarii, tylko rozmawiała godzinami, nawet jeśli mielibyśmy dyskutować o pogodzie, czy znakach zodiaku. Czułam ciepło i bezpieczeństwo, jakiego od dawna nie zaznałam. Moja sprawa wydawała się trudna. Sama myśl, że Miłosz mógłby w każdej chwili wyjść, niczym z podziemi i mnie zaatakować, lub próbować swoich znajomości, by odebrać mi córkę — przerażała mnie. Wiedziałam, jakim jest potworem i wiedziałam, że gdyby tylko mógł, skrzywdziłby mnie i córkę.
Pod wpływem intensywnego wzroku Pawła straciłam na chwilę kontakt ze światem. Byłam jak zahipnotyzowana. Gdy się ocknęłam, czułam się głupio, lecz on nawet przez chwilę nie dał mi tego odczuć. W każdej sytuacji umiał dobrać właściwe słowa.
Wstałam, aby wyjść, gdy nagle się potknęłam. Nie spodziewałam się tak szybkiego refleksu, ale w tej samej sekundzie Paweł trzymał mnie już w swoich rękach. Podniosłam wzrok. Nasze czoła znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Wyglądało to niemal identycznie, jak w typowych scenach z filmu, kiedy emocje wybuchają i bohaterowie po chwili rzucają się sobie w objęcia. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło, a ja podniosłam się i podziękowałam za pomoc. Paweł patrzył na mnie lekko się uśmiechając.
Miałam nadzieję, że nie wypadłam w jego oczach głupio czy niezdarnie. Czasem ta moja niezdarność chyba mnie wykończy. Ale dzisiaj chciałam szczerze wierzyć, że tak się nie stanie.
— Zapomnijmy o tym, co było przed chwilą.
— A co się właściwie wydarzyło? — powiedział, po czym puścił do mnie ten swój oszałamiający uśmiech.
Tak bardzo różnił się od innych mężczyzn, że nie dało się tego nie dostrzec. Najbardziej przerażała mnie myśl, że jakby tylko zechciał, mógłby brać mnie tu i teraz, nawet na biurku, chociaż wolałam wypierać to z podświadomości. Od dawna czułam, że mam specyficzne potrzeby „łóżkowe” i myśl, jak bardzo uległym typem jestem, nie napawała mnie optymizmem. Podświadomie chciałam wierzyć, że może lubi „klasykę”, co miałoby zburzyć te „widoki” przed moimi oczyma.
Najchętniej bym uciekła wzrokiem. Czułam, jak mi serce wali w piersiach. Nie wiedziałam, skąd nagle we mnie tyle emocji, dlaczego nie umiałam ich wyprzeć tak, jak to robiłam od dawna. Zamiast skupić się na sprawie, w głowie kotłowały mi się miliony myśli, miliony emocji. Przecież to tylko adwokat, a ja jestem tylko jego klientką. Powtarzałam sobie: „Uspokój się! Uspokój te myśli!”…
Z irracjonalnych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu. Gdy spojrzałam na wyświetlacz, przestraszyłam się — to znowu był Miłosz. Pospiesznie odrzuciłam połączenie. Czułam jednak, że mój były partner nie odpuści tak łatwo.
Paweł spojrzał na mnie zaciekawiony i podszedł do mnie bliżej. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl o Miłoszu.
— Wszystko w porządku? Wyglądasz na przestraszoną — zapytał z troską w głosie.
Świetnie zauważył moje emocje, choć tak starałam się je ukryć.
— W porządku. To przez ten telefon.
— Nieprawda. Boisz się. Bałaś się, jak tylko spojrzałaś na wyświetlacz — patrzył na mnie badawczo. Wydawał się szczerze zmartwiony. — Jeśli chodzi o mnie, to nie masz się czego obawiać, jestem obok. — Chwycił moją dłoń, a ja nie wiedzieć czemu, nie cofnęłam jej. — Nic ci przy mnie nie grozi. Wiem, że on cię skrzywdził, ale przy mnie jesteś bezpieczna.
To mi wcale nie pomagało pozbyć się natrętnych myśli z głowy. On sobie nawet nie wyobrażał, ile cierpienia przeszłam, ile jeszcze rzeczy nie potrafiłam wydusić z siebie. Poczułam się głupio.
— Nie, naprawdę wszystko w porządku. Wystraszył mnie lekko ten telefon, ale radzę sobie z tym.
Czasem miałam ochotę powiedzieć mu kompletnie wszystko, ale na to nie starczyłoby dni i nocy.
— Skrzywdził cię o wiele bardziej, niż mówiłaś, prawda? — zapytał zmartwiony.
— Tak, ale jest to bardzo trudne do mówienia dla mnie — powiedziałam zastanawiając się, jak dobrze odczytuje tę całą sytuację.
— Domyślam się, że dużo przeszłaś, mimo tak młodego wieku. Nie rozumiem, jak ktoś mógł skrzywdzić drugą osobę do takiego stopnia. To nieludzkie.
Paweł nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo mój były partner mnie skrzywdził i jaką przyjemność mu to sprawiało.
— Dobrze, na dziś to chyba już wszystko.
Dotarliśmy do drzwi kancelarii, gdzie poinformował mnie, że skoro zależy mi na czasie, to możemy umówić się na kolejne spotkanie w celu omówienia obecnej sytuacji. Zaproponował weekend, a ja — mimo iż nie spodziewałam się, że przyjdzie na spotkanie w godzinach, kiedy kancelaria jest zwykle zamknięta –zgodziłam się. W tym przypadku, o dziwo, chętnie spotkam się, nawet w weekend. Strach z powodu telefonu i irracjonalne myśli o Pawle minęły.
— Zanim się umówimy, to mam do ciebie nietypową prośbę. Wiem, że jesteś moją klientką, ale może mogłabyś dla mnie to zrobić. Mój znajomy urządza imprezę i pomyślałem, że mogłabyś pójść tam ze mną. Byłabyś przy mnie bezpieczna. Oczywiście, jeśli się zgodzisz. Widzę, jak się martwisz o swoje bezpieczeństwo, a tam by ci nic nie groziło — powiedział z lekka zmartwiony moim zdziwieniem. — Jest tylko jeden haczyk — nikomu nie powiem, że jesteś moją klientką. Nie muszą o tym wiedzieć. Jak się na to zapatrujesz?
Impreza wśród wykształconych ludzi. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że mogłabym w takiej uczestniczyć. Zawsze uważałam, że to sfera osób, do których nigdy nie będę należeć, a co dopiero być na jednej z nich. Ja jako dziewczyna bez wyższego wykształcenia bardzo bym się tam wyróżniała swoją prostotą. Czy to w ogóle realne? Co innego mieć świadomość, że istnieje sfera takich osób, a co dopiero się z nimi realnie „bawić”.
Paweł musiał dostrzec moje zaniepokojenie, bo zaraz potem dodał:
— To impreza mojego znajomego, znam też większość gości, którzy mają się pojawić — uśmiechnął się zachęcająco.
Rozsądek podpowiadał mi, by odmówić, ale serce pragnęło mu ulec. W końcu, skoro znał gości imprezy, to wiedział też, czy będę się tam dobrze czuć. Cóż więc mogło mi grozić? Co mnie mogło niepokoić? Ignorowanie faktu, że jego samego znam bardzo krótko, przyszło mi bardzo łatwo. Zresztą, czy przez moją przeszłość powinnam teraz się wszystkiego bać? Może właśnie przyszedł czas, by zrobić coś szalonego?
— W porządku, chyba dam się namówić — sama nie wierzyłam, z jaką łatwością to powiedziałam.
Paweł uśmiechnął się szeroko i rzucił na pożegnanie:
— Świetnie. Podaj mi adres, przyjadę po ciebie o siódmej.
Spotkanie dobiegło końca i rozeszliśmy się. Zostałam sama i rozmyślałam, czy nie oszalałam zgadzając się iść z nim na tą imprezę. Miłosz nigdy by mnie nie puścił. Właśnie, Miłosz! Postanowiłam od razu sprawdzić, po co dzwonił. Po jego telefonach zawsze miałam stany lękowe i bałam się, co on znowu wymyślił, jaki był powód kolejnego telefonu. Odebrał od razu.
— Musimy porozmawiać. Możemy dziś wieczorem się spotkać? Poszlibyśmy się przejść na pola nieopodal miasta. — Od razu założył, że syndrom sztokholmski zacznie działać. Typowe.
— Miłosz, jeśli musimy się spotkać, to nie dziś i na pewno nie w odludnym miejscu. Dzisiaj idę na imprezę z ludźmi z wyższych sfer. — Od razu złapałam się za język, że nie powinnam mu była tego mówić, nie powinno go to już obchodzić.
— Imprezę z ludźmi z wyższych sfer? Zwariowałaś? Ty tam nie pasujesz — zareagował dokładnie tak, jak się spodziewałam.
— Spokojnie, nie idę sama. Zresztą to już tylko moja sprawa. — W dość bezpośredni sposób chciałam zmienić temat, ale okazało się to bezskuteczne.
— Znasz go dobrze? Spotykacie się? Jak długo? W pełni mu ufasz? Nie jestem przekonany do tego pomysłu, nie podoba mi się to. Mówiłem ci wielokrotnie, co myślę o takich spotkaniach. Ośmieszysz się tylko. O czym ty byś z nimi rozmawiała?
Pamiętałam, i to doskonale! Niejednokrotnie stwierdzał, że jestem osobą niskiego poziomu. Wchodził na moją psychikę mówiąc, że jestem nikim, że dla mojego dobra byłoby lepiej siedzieć zamknięta w czterech ścianach. Ale dla mnie w tej chwili liczyło się tylko to, że idę tam z Pawłem. Znam go wprawdzie krótko, ale Miłosz nie musiał o tym wiedzieć. Mi doskonale udawało się ignorować ten fakt.
— Jak już mówiłam, nie idę sama. Poza tym poradzę sobie. Znam swoją wartość. Jeśli już koniecznie musisz się spotkać ze mną, to proponuję jutro, w barze Stokrotka w centrum, o w pół do drugiej. Jest tam zawsze dużo ludzi. — Celowo zaproponowałam miejsce pełne ludzi, by nic nie mógł mi zrobić w napadzie szału.
— W porządku, ale obiecaj, że jeszcze to przemyślisz. Nie rób niczego głupiego. Najlepiej nie mów za dużo. Oboje wiemy, że czasem lepiej, jak nic nie mówisz.
Powinnam była się wkurzyć, że znowu próbuje wbić mi do głowy, jakim jestem człowiekiem i obniżyć mi samoocenę, ale powstrzymałam się od nerwowej odpowiedzi. Nie dam mu tej satysfakcji. Zawsze lubił szukać momentu, w którym mógłby zaatakować moją pewność siebie. Zawsze był człowiekiem bez empatii, bez skrupułów i bez pozytywnych emocji. Był i będzie manipulantem, ale błędnie łudzę się, że cofnie swoje zamiary wobec mnie.
— Przemyślę, a teraz do widzenia.
Rozłączyłam się z myślą, że udało mi się chociaż raz nie bać się tego człowieka. Wątpiłam, by tak już zawsze było, ale to był dobry krok naprzód — w nieznaną przyszłość, ale zawsze krok w przód.
3
Nigdy nie najeżałam do tych kobiet, które spędzają godziny na nakładaniu tony makijażu i wyszukiwaniu idealnej sukni. Nigdy nie interesowały mnie też drogie kiecki. Nie chodziłam godzinami po galeriach szukając nowych ubrań. Nie zakładałam szpilek. Nie wywalałam pieniędzy na prawo i lewo. Dlatego przygotowanie się na to wyjście było dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Mimo wątpliwości, zaczęło mi na tym bardzo zależeć. Wiedziałam dobrze, co chcę założyć. Miałam już przed oczami efekt, jaki chcę tym osiągnąć.
Sukienkę, którą chciałam założyć, kupiłam bardzo dawno temu, jeszcze za czasów bycia z Miłoszem, ale nie mogłam jej wtedy nosić. Gdy ją kiedyś przypadkowo zobaczyłam na wystawie, stwierdziłam, że muszę ją mieć. Seksowna, a zarazem stonowana czarna suknia z odsłoniętymi ramionami. Miłosz, jak ją zobaczył, to stwierdził, że mam zabronione się w niej pokazywać. Ale teraz kogo to obchodzi? Wtedy myślałam, że Miłosz spojrzy na mnie inaczej, nie jak na kobietę-porażkę… W rzeczywistości było zupełnie na odwrót.
Mimo że sukienka miała koszmarną przeszłość, to wierzyłam, że tym razem zrobi odpowiednie wrażenie. Planowałam też zrobić wyjątek i założyć szpilki. Wyprostowałam włosy, które zawsze mi się puszyły. Postawiłam na stonowany makijaż — nie planowałam zakładać kilku warstw makijażu, czego byłam przeciwniczką. Nie było to proste, bo kompletnie nie miałam do tego ręki.
Kiedy po pół godziny stanęłam przed lustrem w makijażu i sukni, nie mogłam poznać samej siebie! Zniknął wygląd szarej myszki. Wyglądałam dokładnie tak, jak chciałam. Wyszło całkiem dobrze. Może nie wyglądałam jak modelka z magazynów, ale wyglądałam całkiem atrakcyjnie. Sukienka podkreślała lekko zrobione nogi (podczas treningów), a makijaż podkreślał duże, brązowe oczy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak wyglądałam. Od długiego czasu nie miałam dla kogo się tak starać.
— Wyglądasz ekstra — powiedział mój przyjaciel, gdy pokazałam się mu na kamerce w laptopie. Nie mógł wyjść z podziwu. — Zdecydowanie powinnaś częściej wychodzić. Nie możesz przez tamtego potwora zamykać się na innych ludzi. Tak się cieszę, że komuś udało się wyrwać cię z domu, z tych czterech ścian.
— To nie jest randka, tylko koleżeńskie spotkanie — przypomniałam, jednocześnie oglądając się z każdej strony w lustrze.
— Trudno w to uwierzyć. Piątkowy wieczór, a ty wychodzisz z facetem ubrana tak seksownie. To brzmi jak randka, nie uważasz? Tak, czy tak, baw się i zapomnij o świecie. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Rozłączyliśmy się, a potem, dokładnie o siódmej, usłyszałam dzwonek do drzwi. Jak zawsze punktualny. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam.
Tak jak się spodziewałam, Paweł wyglądał jak zawsze magnetyzująco. Ja, mimo że też wyglądałam dobrze, nie miałam przy nim szans. Wyglądał jak przysłowiowy książę z bajki, a ja od razu chciałam wymazać z głowy te myśli.
Miał na sobie czarną koszulkę z kołnierzem i szare spodnie, a i tak wyglądał tak, że nogi się uginały. Nie wiem, jak długo mu się przyglądałam, gdy przerwał milczenie:
— Wiem, że nie powinienem, ale muszę to powiedzieć: Wyglądasz zjawiskowo! — Jego spojrzenie mówiło, że był to szczery komplement.
— Dziękuję, ty też dobrze wyglądasz — odparłam rewanżując się za jego komplement i było to w pełni szczere z mojej strony.
— Gotowa?
— Tak… chyba tak…
Paweł uśmiechnął się, patrząc na moje zakłopotanie.
— Nie martw się, potraktuj to jak zwykłą imprezę. Marek, jej organizator, jest człowiekiem, który nigdy się nie wywyższa. Zna dość dużo ludzi, a imprezy odbywają się z reguły u niego, bo każdy czuje się tam neutralnie. Wiesz, mogą być różni ludzie, z różnych bajek. Mimo to Marek zawsze potrafi połączyć tematy, by każdy mógł się dogadać.
Wyszliśmy, a ja z powodu stresu miałam problem, by trafić kluczem do zamka drzwi. Spytałam:
— Skoro są to ludzie z zupełnie innych sfer, innych bajek, to dlaczego chodzą razem na imprezy? — Pytanie wydawało się logiczne, chociaż nie chciałam się nim wygłupić.
— Są to ludzie różnych zawodów. Dzięki temu można łączyć interesy i załatwiać swoje sprawy. Wbrew pozorom każdy ma w tym jakiś interes, by się dogadać. Może wydawać się to dziwne, czy interesowne, ale dobrze jest móc oderwać się od świata, a zarazem załatwić sobie znajomości, czy znaleźć pomoc w problemach. To jest nieocenione. Czasem trzeba być otwartym.
— Jak trafiłeś po raz pierwszy na te imprezy? — Nie chciałam być wścibska, ale nurtowało mnie w nim wszystko. Był przecież taki… inny. Z reguły w każdym facecie mi coś nie pasowało, a on jest taki… nieskazitelny.
Schodziliśmy już na dół, gdy przystanął i odpowiedział:
— Któregoś dnia ci opowiem, ale nie dziś. — Mówiąc to, widziałam w jego oczach, że lepiej nie drążyć tematu, mimo iż bardzo mnie ciekawił.
— Jasne, odwieziesz mnie po imprezie, czy mam wrócić taksówką?
— Osobno? Co to za pomysł. Obiecałem ci, że będziesz bezpieczna i tego dotrzymam.
Pod samym blokiem stało zaparkowane jego auto. Nawet miejsce parkingowe wybrał dokładnie tak, bym mogła wygodnie wsiąść, co w tych szpilkach i sukience nie byłoby takie proste. Auto wydawało się perfekcyjne, jak on sam. Miałam pełną świadomość, że jakby Miłosz zobaczył, w jaki sposób patrzę na pana mecenasa, to by wpadł w furię. Ta myśl wywołała we mnie nawet lekką satysfakcję. Byłam z nim, ale nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób, jak teraz patrzę na Pawła.
Paweł usiadł na miejscu kierowcy i nawet, gdy włączał silnik, to czułam dreszcze wywołane bliskością jego osoby. To były miłe dreszcze. Czekała nas dość krótka droga, ale każda sekunda przy nim była dla mnie wyjątkowa. Impreza miała być kilkanaście minut od mojego mieszkania. Kto wie, może kiedyś już mijałam ten dom?
Przez moment milczeliśmy. Piątkowy wieczór, a ja jadę z moim ideałem na imprezę. Mimo iż wypierałam tą myśl, mimo iż mówiłam przyjacielowi, że idziemy po koleżeńsku, to podświadomie marzyłam, by to była randka, a nie tylko zwykłe spotkanie. Miałam ochotę poudawać, że to randka. Już nie czułam strachu przed tą imprezę. Przy nim cały strach minął. Wszystkie obawy pękły, momentalnie odeszły.
Dotarliśmy na miejsce bardzo szybko. Paweł, jak zawsze dżentelmen, otworzył mi drzwi auta, bym mogła wysiąść, po czym skierowaliśmy się do drzwi domu. Na podjeździe stało już dość dużo aut, trudno było mi uwierzyć, jak dużo osób może dziś być na tej imprezie. Nigdy sobie nie wyobrażałam, jak może to wyglądać. Miałam dość ograniczoną wiedzę na ten temat. W Internecie nie próbowałam nawet sprawdzać, bo pewnie by były różne informacje. W social mediach też jest pewnie sporo zmyślonych historii, a nie faktów.
Dom wydawał się ogromny, aż biło w nim od bogactwa i luksusu. Zastanawiałam się, czy Pawłowi taki styl też się podoba. To była kolejna rzecz, która mnie w nim tak mocno ciekawiła.
Przed wejściem do domu standardowo, jak na większych imprezach, stał bramkach. Był to wielki „kark”. Paweł powiedział mu nasze imiona, a on sprawdziwszy na liście, wpuścił nas do środka. Czułam na sobie jego spojrzenie, ale nic nie mówił. Środek domu zapierał dech w piersi. Nigdy nie byłam na takich imprezach i kompletnie nie wiedziałam, co mogę tu zastać. Miałam jednak wrażenie, że zamiast na zwykłą imprezę, weszłam na jakiś królewski bal.
Hall był po prostu ogromny. Rzucały się w oczy złote ozdoby. Wśród nich stały stoły z przekąskami. Na górze można było dostrzel duży okrągły i błyszczący żyrandol. Na stołach nie brakowało również alkoholu, lecz ja od zawsze byłam jego przeciwniczką. To miało nawet swoje plusy — od początku do końca mogłam zachować trzeźwość umysłu. Nie planowałam, by coś miało mi zepsuć ten wieczór. Nie miałam ochoty tu nic jeść, ani pić.
Gdy minął pierwszy szok, zaczęłam się skupiać na gościach. Nachodziły mnie myśli, kto jest kim. Wypatrywałam, czy nie ma może gdzieś osób znanych z telewizji, ale kompletnie nie miałam pamięci wzrokowej. Domyślałam się, że skoro są tu ludzie z wyższych sfer, to część z nich może być znana, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że mogliby nie spojrzeć nawet na kogoś takiego, jak ja. Paweł może jeszcze tu pasował, ale ja czułam się kompletnie obca.
Goście byli w najróżniejszych strojach — od eleganckich przez imprezowe, kończąc na strojach ewidentnie z innej epoki. Te ostatnie wyróżniały się wyraźnie. Generalnie panował duży miszmasz w strojach. Stwierdziłam, że w mojej sukience nie wyróżniam się zbytnio.
Paweł cierpliwie czekał, aż wszystkim i wszystkiemu się przyjrzę, po czym złapał mnie za ręki i zaprowadził do jednego ze stołów.
— Chodź, napijemy się czegoś.
— Dziękuję, ale nie piję alkoholu, a co do przekąsek, to nie jestem głodna.
Spojrzał się na mnie badawczo i powiedział:
— Jeśli nie chcesz pić alkoholu, to nie zmuszam, ale spróbuj chociaż przekąsek. Na pewno będą ci smakować. Fakt, że impreza jest na wyższym poziomie, nie znaczy, że ludzie jedzą tu coś niezwykłego. Dla przykładu, pan dyrektor czasem też wyskoczy na miasto zjeść pizzę. — Uśmiechnął się, a mi wciąż chodziło po głowie pytanie, jak on tu trafił, ale nie chciałam psuć mu nastroju nadmierną dociekliwością.
Patrzył na mnie swoim hipnotyzującym spojrzeniem i podał mi kubeczek z jakimś napojem, a ja trwając w tej hipnozie prawie zapomniałam uważać na to, co piję. Po chwili powiedział, że ten napój nie zawiera alkoholu. Ulżyło mi, po czym wzięłam mały łyk. Miałam nadzieję, że nie zawierał nawet procentu alkoholu, ani tym bardziej jakiś podejrzanych substancji.
— Chodź, oprowadzę cię po mieszkaniu, w końcu masz miło spędzić ten czas, a nie zamartwiać się problemami. — Paweł ewidentnie miał już zaplanowany cały wieczór.
Odłożyłam kubek, po czym poszłam za nim. Ruszyliśmy w kierunku pierwszego pokoju, ale nie zdążyliśmy tam dotrzeć, gdyż ktoś go zawołał. Była to grupka mężczyzn.
— Hej, Paweł. Poznałbyś nas z twoją piękną nieznajomą — zagadał ten, który go wcześniej zawołał.
— Ich nam tu jeszcze potrzeba… — mruknął cicho Paweł. — Hanno, poznaj moich przyjaciół… Miron, Kamil, Jacek, a ten obok to Tomasz — mówił, wskazując po kolei każdego z nich. — A to moja znajoma, Hanna Wójcik. Proszę, bądźcie dla niej mili. — Uśmiechnął się, chociaż miałam odczucie, że to był wymuszony uśmiech. Miałam wrażenie, że szczycił się, że przyszedł ze mną na tą imprezę. Po części mi to schlebiało, a zarazem uspokajało. Pomyślałam, że jakby miał żonę, to by pojawił się tu na pewno z nią, a nie ze mną.
Każdy z mężczyznę po kolei się ze mną przywitał. Wszyscy byli wysocy i atrakcyjni, no ale nie mieli takiego magnetyzmu, co Paweł. Dziwiło mnie tylko, jak taki facet, jak on, mógł nie mieć żony. Przecież był empatyczny, troskliwy, opiekuńczy, a zarazem inteligentny. Do tego dochodził ten hipnotyzujący wzrok…
Kamil był zielonookim ciemnym blondynem. Ubrany był w strój, który pasowałby raczej na codziennie wyjście, niż na imprezę, ale i tak wyglądał dobrze. Miron, który zapoczątkował to spotkanie, patrzył na mnie i się uśmiechał. Miał ciemne włosy, spięte w kucyk. Był chudy, lecz wbrew pozorom dobrze zbudowany. Wydawał się najbardziej pogodny z nich wszystkich. Jacek wyglądał na najmłodszego. Dałabym mu może ze 20 lat. Miał kasztanowe oczy i dość bladą cerę. Wszyscy byli bardzo mili i wydawali się mną zainteresowani. Wszyscy poza Tomaszem. Ten stał z boku, wyglądał na zapatrzonego w siebie. Miał krótkie ciemne włosy, a jasnozielone oczy dodawały mu uroku. Podszedł do mnie, by się przywitać, ale wydawał się ostrożny i podejrzliwy. Zaraz potem ponownie cofnął się pod ścianę, jednocześnie przez cały czas bacznie mnie obserwując. Nie wiedziałam kompletnie, co o tym myśleć. Obstawiam, że najpewniej nie przypadłam mu do gustu.
Mężczyźni zaczęli dopytywać się o moją znajomość z Pawłem — jak się poznaliśmy. Paweł oczywiście nie powiedział im, że jestem jego klientką w kancelarii, toteż i ja trzymałam się tych ustaleń. Z początku dziwnie się czułam wobec ich zainteresowania. Potem to jednak minęło. Dobrze mi się z nimi rozmawiało, i o dziwo, czasem nawet żartowaliśmy. Nawet ciągle obserwujący mnie Tomasz nie sprawiał mi już zakłopotania. Przestałam się martwić, że mogłabym się negatywnie odróżniać na tle innych uczestników imprezy. Wydawało mi się, że Paweł nie był zadowolony, że rozmawiamy z nimi, wyglądało, jakby chciał już odejść ze mną i pobyć na osobności. Jakby mógł, to zapewne od razu najchętniej by ich spławił.
Nagle wszyscy ucichli. Nie wiedziałam, co się stało. Po chwili zobaczyłam, że podchodzi do nas postawny facet. Wydawał się sporo starszy od reszty, albo tylko takie zrobił na mnie wrażenie. Choć był ubrany zwyczajnie, to było w nim coś przerażającego, tylko jeszcze nie do końca wiedziałam, co. Z lekka mnie intrygował, ale nie w ten sposób, co Paweł. Nie było tu pociągu fizycznego. Miał w sobie coś przyciągającego, czego nie byłam w stanie zidentyfikować. Gdy się odezwał, poczułam na sobie jego męski, gruby głos.
— Dobry wieczór, a cóż to się zebrała taka pokaźna grupka w jednym miejscu?
Paweł jakby stracił pewność siebie. Powiedział, kim jestem i przedstawił mi nieznajomego. Miał na imię Patryk. Prawdopodobnie był spokrewniony z Kamilem. Wydawało mi się, jakby Paweł poczuł zakłopotanie i zaczął się tłumaczyć z tego, co robię na tej imprezie. Zdziwiło mnie to, że gdy tylko Patryk się zbliżył, wszyscy umilkli. Zupełnie, jakby się go bali z jakiegoś powodu. Zastanawiało mnie, kim on jest, że wywoływał tak mocne emocje w nich.
Witaj, Hanno, miło mi cię poznać — nie zawahał się, by przejść od razu na ty. — Mam nadzieję, że Paweł nie męczy cię tutaj. Chociaż, jak widać, zgodziłaś się tu do nas przyjść, to wolę się upewnić.
Czułam podskórnie, jakbym była niechciana na tej imprezie. Mimo że uszczypliwość była skierowana głównie do Pawła, to poczułam się lekko tym dotknięta. Patryk cały czas przyglądał mi się badawczo, jakby próbował prześwietlić mnie wzrokiem.
— Mi również jest miło. Proszę się nie obawiać. Przyszliśmy tu po koleżeńsku i jesteśmy w dobrych stosunkach, więc nie — nie męczy mnie. — Starałam się, by mój głos brzmiał pewnie. Mimo iż zawsze staram się unikać kontaktu wzrokowego, to tym razem nie chciałam tego robić. Instynktownie czułam, że muszę ostrożnie dobierać słowa, by nie zaszkodzić opinii Pawła. Patryk jeszcze chwilę intensywnie się we mnie wpatrywał, po czym uśmiechnął się i obrócił.
— Co z was takie smutasy? Impreza jest!
Niczym na rzucone hasło wszyscy się ocknęli i rozeszli w różne strony. Paweł mocno chwycił mnie za rękę i zaprowadził w stronę stołu z przekąskami. Gdy się obejrzałam, zobaczyłam, że Patryka już nigdzie nie było, a Tomasz wciąż stał pod ścianą i wpatrywał się we mnie. Gdy na niego spojrzałam i nasze oczy się spotkały, miałam wrażenie, jakby zmuszał się do uśmiechu, co mu się nie udawało, po czym również zniknął gdzieś w tłumie ludzi.
W tamtym momencie poczułam, że zdecydowanie należą mi się jakieś wyjaśnienia. Paweł puścił moją dłoń dopiero, gdy dotarliśmy do małego zakątka sali. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, wypaliłam zupełnie bez zastanowienia:
— Co to było? Dlaczego wszyscy nagle zamilkli, gdy podszedł ten mężczyzna? Kim on jest?
— Przepraszam, Hanno. Patryk to jest tak jakby nasz szef. Ma wysokie stanowisko. Bywa… autorytarny. Nie mogłem powiedzieć, że przyjdę z klientką, bo wziąłby mnie od razu pod lupę, dlatego powiedziałem, że przyjdę ze znajomą. Jest to typ osoby, co wszystko chce wiedzieć.
— Miałam odczucie, że nie był zadowolony z tego, że jestem na tej imprezie. Jak to możliwe, że to wasz szef? Myślałam, że prowadzisz swoją działalność. — Może to ta atmosfera, a może moja wrodzona ciekawość, ale nie wytrzymałam i zadałam mu to pytanie, mimo że teoretycznie nie powinnam w to wnikać.
Paweł westchnął i powiedział:
— To jest bardzo skomplikowane.
Tylko tyle potrafił mi odpowiedzieć. Wyglądał na osobę prowadzącą dobrze prosperującą działalność. Nie zamierzałam drążyć i ciągnąć go za język. Widziałam po nim, że kompletnie nie miał ochoty rozmawiać na ten temat, nie był zadowolony z tego, co przed chwilą zaszło. Było jeszcze jedno pytanie, które mnie nurtowało:
— A o co chodzi z Tomaszem? Wyglądał, jakby również miał jakiś problem ze mną.
— Nie masz o co się martwić. Tomasz jest specyficzną osobą, trochę odludkiem. Problem to raczej ma ze sobą, nie z tobą.
— No cóż, ale chyba reszcie twoich kumpli się spodobałam. — Dodałam dla poprawy nastroju, który osłabł po pojawieniu się Patryka.
— Tak, aż za bardzo… — powiedział niemal szeptem, bym nie usłyszała.
Czyżby był o mnie zazdrosny? Ta myśl poprawiła mi nastrój.
Postanowiłam poprawić mu trochę humor. W końcu Patryk miał rację, jesteśmy na imprezie i powinniśmy się dobrze bawić. Może i przyszliśmy jako znajomi, ale nie znaczy to, że nie możemy się dobrze razem bawić.
Nigdy nie lubiłam tańczyć, ale w tej chwili o tym nie myślałam — wzięłam Pawła za rękę i poszliśmy potańczyć. Był wyraźnie zaskoczony, ale nawet przez chwilę nie próbował odmawiać. Kiedy już znaleźliśmy się na parkiecie, miałam ochotę mu wszystko powiedzieć — wszystko, co tłumiłam w sobie. Wspięłam się na palce, gdy nagle zobaczyłam tajemniczy błysk w jego oczach. Jednocześnie muzyka zmieniła się nagle w wolną melodię. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Taki taniec daje dużo większe możliwości do intymnej rozmowy. Paweł spojrzał się na mnie i powiedział:
— W idealnej chwili.
To, co nastąpiło później, stało się tak szybko, że nawet gdybym chciała — chociaż mówiąc szczerze, nie chciałam — nie miałam najmniejszych szans, by zaprotestować. Bez zbędnego skradania się, przyciągnął mnie do siebie, jakbym należała do niego, jakbym była jego własnością i poszliśmy w rytm tańca.
Zrobiło mi się gorąco z wrażenia. Wcześniej miałam odczucie, że trzyma mnie na dystans i że traktuje wyłącznie jak klientkę, ale tym jednym ruchem zaburzył całe to wyobrażenie.
Było mi tak dobrze, że przestałam się przejmować niestosownością naszego zachowania w relacji adwokat-klient. To musiało być coś więcej. Mój przyjaciel musiał mieć rację, może rzeczywiście zasługiwałam na szczęście po tym wszystkim, co przeżyłam. Pod wpływem silnych emocji, wtuliłam się w niego mocno. Czułam się nieziemsko w jego szerokich ramionach. W odpowiedzi na mój ruch objął mnie jeszcze mocniej. Ewidentnie przekro-czyliśmy granicę, ale kompletnie mnie to nie interesowało. Myślałam tylko, jak cudownie się czuję w jego objęciach. Czułam ciepło przeszywające moje ciało.
W pewnym momencie uniósł mój podbródek, a ja mimowolnie spojrzałam w jego hipnotyzujące oczy.
— Wiesz, że przekraczamy pewne granice? — W jego głosie słyszałam zaniepokojenie, pomieszane ze zmieszaniem.
Spojrzałam na niego, milcząc.
— Przy tobie trudno mi się kontrolować, trudno mi kontrolować moje ciało, moje gesty…
Chciałam zapytać się, co miał na myśli. Chciałam, by rozwinął myśl, lecz w tej chwili nastąpiła zmiana muzyki. Paweł stwierdził, że to koniec tańców i zabrał mnie w ustronne miejsce. Cała magia prysła. Ale byłam pewna, że tam wtedy, między nami się coś pojawiło, zrodziła się emocja. Obawiałam się tylko, że to było jedynie moje wrażenie, więc wolałam nie poruszać tego tematu.
— Muszę zebrać myśli. Może masz ochotę pozwiedzać dom? Za jakieś dziesięć minut się spotkamy, gdy ochłonę, dobrze?
Powiedział i zniknął. Jego zachowanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że to tylko moje wyobrażenie. Czułam się, jakbym dostała obuchem w twarz. Od razu się ocknęłam ze świata fantazji.
Zrezygnowana poszłam zwiedzać, mając nadzieję, że nikogo nie spotkam. Może Paweł miał rację i rzeczywiście jedno i drugie powinno ochłonąć po tym, co się stało. Może powinnam być mu wdzięczna, że od razu się wycofał, a nie robił mi złudnych nadziei. Patrzyłam z góry na imprezę, momentami wciąż nie dowierzałam, że ja rzeczywiście tam jestem. Miałam nadzieję, że odszukam Pawła wzrokiem, ale nigdzie nie mogłam go dostrzec. Jakby się rozpłynął w powietrzu. Nie widziałam ani Pawła, ani nawet żadnego z jego kumpli, których wcześniej poznałam. Postanowiłam się jeszcze rozejrzeć, skoro i tak na niego czekałam. Pamiętając, że przyszliśmy tu „jako znajomi”, nie mogłam mieć o to pretensji — nawet, gdyby poznał tu inną kobietę.
Szłam przed siebie, ale byłam w tak zamyślona, że niemal nie wpadłam na pewnego mężczyznę. Było mi strasznie głupio i zaczęłam od razu przepraszać. Chciałam iść dalej, ale on mi nie pozwolił.
— A skąd się tu wzięła taka piękna nieznajoma?
Zamarłam. Przede mną stał potężny facet, który ewidentnie nie miał dobrych zamiarów. Nie był wysoki, ale za to był bardzo dobrze zbudowany. Spojrzenie miał puste i przerażające. Ubrany był jak na pogrzeb. Uśmiechał się do mnie szyderczo.
Nie spodziewałam się, że kogokolwiek tu zastanę, a zwłaszcza tak przerażającego typa! Serce zaczęło walić mi, jak młotem. Nie wiedziałam, co on może ode mnie chcieć. Miałam wrażenie, że czyta w moich myślach, jak w otwartej księdze i doskonale czuje mój strach. Musiałam jak najszybciej wybrnąć z tej sytuacji.
— Przepraszam, ja tylko kogoś szukam… — Starałam się, aby mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie.
— Tutaj? W tym pustym miejscu, gdzie nikt nie zagląda? — odpowiedział i przyglądał mi się badawczo, jakby czerpał przyjemność z mojego strachu.
— Tak, na dole nigdzie nie mogłam go znaleźć, więc stwierdziłam, że sprawdzę tutaj, ale jak widzę, tu też go nie ma, więc pójdę już sobie. — Spróbowałam po raz kolejny go wyminąć.
— Nie tak szybko, coś trudno mi w to uwierzyć… — zablokował mi drogę ucieczki. — A może przyszłaś tu sama?
— Nie, przyszłam tu z kimś i on pewnie zaraz będzie mnie szukał — odpowiedziałam, starając się nie okazywać mu, jak bardzo się boję. Psychologia mówi, że psychopaci nie lubią, jak ktoś się ich boi, więc to mogło pogorszyć moją sytuację. Byłam w potrzasku. Wiedziałam, że on czuje przyjemność z mojego strachu, z drugiej strony jednak zdawałam sobie sprawę, że jak się sprzeciwię i nie okażę strachu, to on może wpaść w szał.
— Może i mówisz prawdę, ale skoro zostawił cię tu samą, to słabo mu na tobie zależy. Może to okazja, by się zabawić? Co ty na to?
W tym momencie ogarnął mnie strach — tak ogromny, że jego poziomu nie dałoby się zmierzyć na żadnej skali. Typ spojrzał na mnie, jak na zwierzynę, którą chce upolować. Moja sytuacja była bardzo marna. Słaba, bezbronna osoba kontra postawny mężczyzna. Zastanawiałam się, jak uciec, gdy usłyszałam:
— No dalej, spróbuj mnie trochę — powiedział nie spuszczając mnie z oczu.
Patrzyłam na jego pusty wzrok, czekając na to, co się stanie. Kto normalny tak mówi: „Spróbuj mnie trochę”? Chciał, abym go pocałowała, czy ugryzła? Czy może jednak miał na myśli ohydniejsze rzeczy? Potem dopiero do mnie dotarło, że ta ostatnia myśl była jednak najbardziej prawdopodobna. Mimo iż było mi strasznie gorąco, cała drżałam.
— Nie, dziękuję, a teraz chciałabym wrócić na imprezę. — Próbowałam cały czas udawać, że jestem silna i sobie poradzę. Zdawałam sobie sprawę, że on niestety doskonale wyczuwa mój strach.
— Hm, doprawdy? Ciekawe… To może powiem inaczej — wyciągnij rękę!
Stanowczo odmówiłam wykonania jakiegokolwiek rozkazu. Dziwiłam się, skąd we mnie tyle siły. Czyżby nie był tak przekonujący? Czy to może ja nagle zyskałam dziwną moc?
Przerwałam swoje rozmyślenia, gdy nagle dostrzegłam, że nie jesteśmy już sami. Usłyszałam czyjś ruch. Obok nas, jak spod ziemi, stanął Paweł. Miałam wrażenie, że pojawił się w ostatniej chwili. A więc jednak! Trochę mu chyba zależało na mnie. Przynajmniej tak chciałam myśleć. Miliony emocji, strach, ulga… Wszystko mieszało się w mojej głowie.
— Nie waż się nawet do niej zbliżyć! — powiedział zdecydowanym głosem.
— Nie wiedziałem, że to twoja kobieta.
Ewidentnie się znali, albo przynajmniej typ kojarzył, kim jest Paweł.
— Kłamiesz, doskonale widziałeś, że przyszliśmy razem.
Czyli musieli choć z widzenia się znać!
— Jeśli jakkolwiek ją skrzywdziłeś, to cię zniszczę.
Byłam wręcz pewna, że się znali. Po tych słowach typ odsunął się ode mnie i zrezygnował z dalszych prób zbliżania się.
— Już spokojnie, jest twoja. Już znikam — dodał na koniec i odszedł w kierunku schodów, spoglądając, czy Paweł na pewno nie idzie za nim.
Paweł obserwował go uważnie, dopóki się nie oddalił. Choć w końcu zniknął nam z oczu, niczego nie zmieniało. Dostrzegłam w Pawle coś, czego nie widziałam wcześniej. Coś tajemniczego. Myślałam, że jak tamten odejdzie, Paweł się uspokoi. Jego gniew jednak nie mijał.
Ogarnął mnie strach patrząc teraz na Pawła. Wiedziałam, że nigdy by mnie nie skrzywdził, a mimo to pojawił się we mnie jakiś niepokój. Chyba nienajlepszy to był pomysł, by tu przyjść. Podjęłam szybko decyzję. Wiedziałam, że jeśli spróbuję teraz uciec, to go rozwścieczę. Musiałam uspokoić się i udawać, że wszystko jest w porządku. Jak wiadomo, ucieczka to często najgorsze rozwiązanie.
Podeszłam powoli, musnęłam jego policzek i spojrzałam mu w oczy. Próbowałam teraz ja zahipnotyzować jego.
— Już dobrze, nic mi nie jest. Nie musisz się martwić — powiedziałam spokojnie i z opanowaniem.
Moja strategia się powiodła. Paweł w pełni się uspokoił i znowu był tą samą osobą, co wcześniej. Usiadł na podłodze pod wpływem wciąż buzujących emocji. Ja usiadłam obok.
— Przepraszam. Nie chciałem, byś poznała mnie takiego. Nie powinienem cię tutaj przyprowadzać. Zależało mi, byś czuła się bezpieczna od byłego, a naraziłem cię na inne niebezpieczeństwo. Na pewno nic ci nie zrobił?
Czekał na moją odpowiedź, a ja zbierałam się w sobie. Wciąż byłam w szoku i ciężko mi było złożyć jedno sensowne zdanie. Widziałam, że ma wyrzuty sumienia, że mnie tu przyprowadził, ale nie potrafiłam go w tym momencie pocieszać. Byłam zbyt skołowana.
— Próbował mnie zmusić, bym robiła, co tylko powie, ale mu się nie udało. Odwieziesz mnie do domu?
— Nie udało mu się? Jemu? — zignorował moje pytanie.
— Nie wiem… Chciał, bym „spróbowała trochę jego”. Gdy odmówiłam, kazał wyciągnąć rękę, ale również odmówiłam. Potem pojawiłeś się już ty.
— Dobrze, że zdążyłem przyjść. Nikt wcześniej nie odważył się mu odmówić. A ty jesteś przecież taką małą i kruchą kobietą — zastanawiał się głośno, jak to wszystko było możliwe. — Nie poznałem wcześniej kobiety, która miałaby w sobie tyle odwagi.
Cóż miałam powiedzieć? Sama nie wierzyłam w swoją wewnętrzną siłę. Zawsze czułam się słaba, więc w tym momencie rzeczywiście było to coś dziwnego.
Między nami zapadła cisza. Paweł podniósł się, a ja zaraz za nim. Ewidentnie dotarło do niego, że mam już dosyć tych pytań.
— Dziękuję, że mnie uspokoiłaś. Nie wiem, skąd wiedziałaś, jak to zrobić, ale umiesz to robić perfekcyjnie. Mam nadzieję, że nie będziesz chciała zrezygnować z moich usług prawniczych. I oczywiście zaraz odwiozę cię do domu.
4
Następnego dnia obudziłam się w beznadziejnym nastroju. Z jednej strony było mi głupio, że tak się zachowałam w stosunku do Pawła, z drugiej strony nie mogłam pozbyć się myśli w głowie, że naraził mnie na niebezpieczeństwo. Moje życie i tak było pełne lęku, a wczoraj doszły do tego kolejne obawy…
Gdy poprzedniego wieczoru Paweł mnie odwoził, całą drogę milczałam. Nie mogłam dojść do siebie po tym, co się stało. Tysiące myśli kłębiły się w mojej głowie. Paweł ewidentnie nie chciał na mnie naciskać, widział, jak dużo stresu mnie to kosztowało.
Gdy dojechaliśmy, spojrzał na mnie lekko przygnębiony i powiedział:
— Zobaczymy się jeszcze?
— Dobrej nocy, przemyślę to. — Powiedziałam na odchodne, nie mogąc zebrać myśli.
Mimo że próbowałam być silna, podświadomie bardzo chciałam, by do mnie zadzwonił. Ta przykra sytuacja i poznanie nowego oblicza tego mężczyzny nie zmieniło faktu, jak bardzo mnie pociągał. Trochę mi się też podobało, że walczył o mnie. Nie pozwolił mnie skrzywdzić. Oczywiście lepiej by było, jakbym nigdy nie musiała doświadczać takiej sytuacji, ale cóż… stało się. W głębi duszy czułam radość, że w jakimś stopniu jednak mu na mnie zależy. Choć bałam się jego groźnej strony, wciąż czułam przy nim to ciepło i bezpieczeństwo. Wydaje się to sprzeczne, ale co ja zrobię? Takie sceny, jak dotąd, oglądałam tylko na filmach, więc nie miałam aż tak dużej wiedzy na ten temat. Musiałam wierzyć swojej intuicji. Skoro nie wiedza, to zostaje intuicja.
Tymczasem wciąż chodziła mi po głowie myśl, że Paweł i typ, który wczorajszej nocy mnie zaczepiał, musieli się znać. Paweł wprost tego nie potwierdził, ale takie miałam przeczucie. W mojej głowie było więcej pytań, niż odpowiedzi. Jedyną osobą, która mogłaby na nie odpowiedzieć, był sam Paweł.
Chwilę po dziewiątej zadzwonił telefon.
— Cześć, Hanno. Cieszę się, że odebrałaś. Moglibyśmy porozmawiać? — Mówił delikatnym głosem, jak wtedy, gdy go po raz pierwszy poznałam.
— Cześć. Uważam, że zdecydowanie powinniśmy porozmawiać.
— Może powinniśmy się spotkać? Przejść się gdzieś? Porozmawialibyśmy… Dziś chyba masz wolne w pracy, więc chyba byłoby to możliwe — powiedział spokojnym tonem.
— Tak, mam dziś wolne. Jeśli chcesz, to możesz być nawet zaraz — powiedziałam, by jak najszybciej mieć to za sobą. Mimo iż bardzo chciałam wyprzeć to uczucie, to nie umiałam. Tak strasznie za nim tęskniłam. Tak mocno mi go brakowało. Miałam taką wielką potrzebę, by go zobaczyć. Prawdę mówiąc chciałam się również przekonać, czy tak samo będę go pragnąć, gdy spotkamy się znów twarzą w twarz.
— Świetnie, niedługo będę. Do zobaczenia.
Rozłączył się. Obawiałam się jednak, że spotkanie „na żywo” będzie o wiele trudniejsze. Podświadomie czułam też lekki strach. Cała historia naszej krótkiej znajomości przeleciała mi teraz przed oczami. Wszystkie sytuacje — w kancelarii, w samochodzie, na imprezie… Doszło do mnie, że tamten Patryk poznany na imprezie równie dobrze mógł być szefem nie kancelarii, lecz jakiejś grupy, do której oni wszyscy należeli. Nie widziałam innego wytłumaczenia.
Włożyłam granatowe spodnie i miętową bluzkę. Włosy związałam w kucyk. Postanowiłam tego dnia się nie malować (tak zresztą lubiłam). Nie widziałam powodu, by się stroić, czy malować. Paweł podobał mi się wciąż, ale po tym, co się stało, był dla mnie już innym człowiekiem. Tylko czy ja serio rozważam, by dać mu kolejną szansę? Podświadomie chciałam mu w pełni ufać, ale z tyłu głowy wciąż pamiętałam zdarzenia z minionej nocy. Miałam mętlik w głowie.
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Punktualność Pawła nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Zanim otworzyłam drzwi, tak jak poprzedniego wieczoru, musiałam wziąć głęboki wdech. Serce waliło mi jak oszalałe. Pewnie i tak od razu rozpozna we mnie stres. Nie wiem, jak to robił, ale za każdym razem czytał ze mnie, jak z otwartej księgi.
— Cześć, wyglądasz… — wstrzymał nagle głos. — Przepraszam, ale gdy pierwszy raz weszłaś do mojej kancelarii, ciężko mi było uwierzyć w twój wiek. Wyglądasz dużo młodziej. Teraz, gdy widzę cię bez makijażu, to już w ogóle wyglądasz… jakbyś miała niecałe dwadzieścia lat! — powiedział lekko zmieszany, czekając na moją odpowiedź.
— Dziękuję, to miłe — odpowiedziałam z lekkim zawahaniem. Nie byłam pewna, czy to miał być komplement, ale wolałam myśleć, że tak. Wiedziałam, że między nami nie powinno nic się wydarzyć. Nasza relacja powinna być w pełni „formalna”, nic poza tym. Był dla mnie całkowicie niedostępny.
Wyszliśmy z mieszkania i poszliśmy na krótki spacer. Na dworze było dość tłoczno, jak na tę porę dnia. Nie byłam pewna, czy taka ilość osób wpływa na mnie mniej, czy bardziej stresująco. Chyba raczej mniej!
Przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu. Paweł postanowił pierwszy przerwać niekomfortową sytuację.
— Może zacznę od podziękowania, że w ogóle zgodziłaś się ze mną spotkać. Domyślam się, że mogłaś przeżyć wczoraj szok. To napastliwe zachowanie tamtego typa i moja nerwowa reakcja… — mówił zważając na każde słowo. — Poznaliśmy się w kancelarii, gdzie musiałem pokazać się z tej łagodnej strony, a potem nie chciałem, byś poznała moje drugie oblicze. — Przerwał na chwilę, jakby próbował dobrać idealne słowa do nieidealnej sytuacji.
Nie przerywałam mu. Chciałam, by dokończył, co zaczął mówić.
— Kiedy pierwszy raz spotkaliśmy się, byłaś już po zakończonym związku. Byłaś taka bliska, a jednocześnie taka niedostępna. Naprawdę chciałem i nadal chcę ci pomóc. Mimo tamtego wybuchu agresji na imprezie, to nie zmienia faktu, że nie toleruję facetów stosujących przemoc psychiczną czy fizyczną wobec kobiet. Nienawidzę takich ludzi. Najchętniej wszystkich bym ich pozamykał.
— To przynajmniej tłumaczy, dlaczego zależało ci wziąć moją sprawę. Dobrze też wiedzieć, że nie jesteś kolejnym psychopatą, co niszczy ludzi z czystej przyjemności — powiedziałam łagodnie. Paweł jednak nic na to nie odpowiedział.
— Wiem, że teraz jesteś nadmiernie ostrożna w kontaktach z mężczyznami. Domyślam się też, że najchętniej omijałabyś płeć męską szerokim łukiem. Nie chciałbym jednak, byś teraz zmieniła zdanie, zrezygnowała z mojego pełnomocnictwa i poszła do kogoś innego. Wiem, że adwokatów w mieście jest naprawdę dużo. Możesz wybierać, kto ci się tylko podoba — wyznał spokojnym głosem, po czym kontynuował. — To nie jest jakieś płytkie usprawiedliwianie siebie, czy jakaś obsesja na punkcie akurat twojej sprawy. Pewnie i tak bym ci kiedyś powiedział, co mną kierowało, gdy odpisałem, że zależy mi na twojej sprawie.
Po raz kolejny wydawało mi się, że czekał, czy jakkolwiek na to zareaguję. — Nie sądziłem też, że u Marka może ci cokolwiek grozić. Nie sądziłem, by ktokolwiek był aż tak głupi. Tym bardziej tamten! Musiał doskonale wiedzieć, że przyszłaś tam ze mną. Powinien był trzymać łapy z daleka od ciebie i nie czynić takich aluzji, ani propozycji. Powinien był wiedzieć, że jesteś nietykalna, zarówno dla niego jak i dla innych. Myślałem, że będziesz bezpieczna i że będę mógł cię z czystym sumieniem zabrać na tą imprezę. Zresztą nie odbija się drugiej osobie partnera! Co prawda przedstawiłem cię jako znajomą — nie klientkę i to go może trochę zdezorientowało. Nie stało się jednak dobrze. Jesteś jak dotąd jedyną osobą, która się mu sprzeciwiła, oczywiście licząc płeć żeńską. Boję się, czy na pewno jesteś teraz bezpieczna. Jeśli w swojej grupie wygadał się, że mu się sprzeciwiłaś, to mogą chcieć sprawdzić twoje granice. Nie chciałem bez twojej wiedzy i zgody rozmawiać o tym z Patrykiem, który — jak już sama wiesz — jest naszym szefem. Zastanawiam się nad tym, by dać ci jakąś ochronę. Chociaż na jakiś czas.
Gdy usłyszałam to wszystko, przeraziłam się. Mogę być teraz na celowniku jakiejś „grupy”? Miałam się spotkać z ich szefem? Jak ja się w ogóle w to wplątałam? W tej chwili miałam zbyt dużo myśli na raz, a mój mózg nie nadążał za nimi. Stałam tam w milczeniu dłuższą chwilę i nawet nie zauważyłam, że żadne z nas nic nie mówi.
— Proszę, powiedz coś, cokolwiek… — powiedział widocznie zmartwiony.
Zatrzymaliśmy się, a on spojrzał na mnie tym swoim hipnotyzującym spojrzeniem, któremu nie umiałam się oprzeć. Traciłam wtedy całkowicie rozum. Czułam, że miałam nogi jak z waty. Z Miłoszem nigdy nie czułam czegoś takiego. Tamte relacje była „puste”. Przez cały czas bycia z nim wymuszałam na sobie uczucia, wmawiałam je sobie. Z Pawłem było zupełnie inaczej. Wystarczyło jedno jego spojrzenie i traciłam grunt pod nogami…
— Przepraszam, to bardzo trudna sytuacja dla mnie. Od wczoraj ciągle myślę o tym i nie wiem, co z tym zrobić. Musisz zrozumieć, że ja po prostu… Poznałam cię jako normalnego faceta, powierzyłam ci moją sprawę, moje życie, a potem dowiedziałam się, że nie jesteś taki, jak mi się wydawało. Mam w głowie tysiące pytań, na które kompletnie nie znajduję odpowiedzi…
— Nie chciałbym, abyś zaczęła mnie inaczej traktować, inaczej na mnie patrzeć. To prawda, nie jest to sytuacja tak klarowna, jak na początku. W moim otoczeniu trzeba uważać na słowa i zachowania. Trzeba uważać, z kim się „rozmawia”, chociaż wczoraj udowodniłaś, że jesteś asertywna. W moim otoczeniu trzeba trzymać się zasad — jest jeden lider, któremu nie wolno się przeciwstawiać. Asertywność w przypadku mojego szefa może nie mieć jednak dobrych skutków.
Czy to zatem dobrze, że jednego odparłam? Ale jakbym trafiła na innego, to mogłoby już nie być tak kolorowo? Tylko jak odróżnić, kto jest kim?
Szliśmy teraz wzdłuż rzeczki. Ludzi nie było prawie wcale. To dobrze, bo nie chciałam, by ktoś usłyszał, o czym rozmawiamy. Mimo to i tak wciąż słyszałam głosy w swojej w głowie i było ich naprawdę dużo.
Zauważyłam nieopodal ławeczkę. Przysiadłam na niej, lecz tak, jak się spodziewałam, Paweł nie usiadł obok. Przykucnął naprzeciwko mnie. Starałam się nie patrzeć w jego oczy, bo wiedziałam, że wtedy mój mózg i ciało przestaną mnie słuchać. Nie mogłam odeprzeć myśli: „Czy jemu wolno odmawiać?”.
— Nie jestem w waszej grupie, o ile można to w ogóle tak to nazwać, więc dlaczego miałabym słuchać się waszego szefa?
— Tym tokiem myślenia to możesz łatwo wpaść w kłopoty. Patryk jest w porządku, nie tak łatwo wytrącić go z równowagi, ale jak już się to stanie, to staje się nieobliczalny.
— Czy ty w tej waszej grupie stoisz wyżej od pozostałych, których wczoraj poznałam?
Widziałam, że waha się z odpowiedzią. Zważał na każde słowo.
— Tak… W pewnym sensie tak — potwierdził, czego się trochę obawiałam. — Nie wiem, czy to dobrze, że to zauważyłaś. Starałem się jak najdłużej to maskować. Chciałem, byś jak najdłużej widziała we mnie tylko tego mężczyznę, którego poznałaś na początku.
Spojrzałam prosto w jego oczy i zapytałam:
— Czy wobec tego przy tobie też powinnam być uległa? — Nie chciałam zadawać za dużo pytań, ale to akurat musiałam wiedzieć. Nie jestem przecież częścią ich grupy, więc nie rozumiałam, dlaczego miałabym być uległa wobec któregokolwiek z nich.
— To zależy od wielu rzeczy. Gdy jesteśmy sami, możesz traktować mnie jak osobę, którą poznałaś na początku. Lecz gdy jesteśmy wśród grupy, to nie możesz okazywać mi braku posłuszeństwa, bo mógłbym wtedy mieć przez to problemy.
— Kto w takim razie jest jeszcze wyżej od ciebie — przy kim musiałabym bardziej uważać na słowa, czy gesty?
— Kamil jest spokrewniony z Patrykiem, lecz wbrew pozorom nie stoi wyżej. Tak naprawdę, to Miron i Tomasz są ponad nim. Ale nie musisz się tym martwić. Najważniejsze, byś nie zdenerwowała Patryka. Tak naprawdę nie ważne, który z nas jest wyżej… Najwyżej jest Patryk i to jego każdy musi się słuchać — powiedział, a jego słowa wywołały we mnie lekki niepokój.
Myślałam, że nie można mieć już więcej myśli w głowie, lecz okazało się, że jednak tak. Czy Paweł chciał mi teraz powiedzieć, że jeśli nie będę ulegać Patrykowi, to mogę wpędzić się w poważne kłopoty? Jak po takich słowach miałabym chcieć się więcej z nim spotkać? Tylko jakie tak naprawdę mam wyjście? Jeśli rzeczywiście mogło mi coś grozić ze strony grupy tych mężczyzn, to moja asertywność może się na niewiele zdać. Zapewne nie odpuściliby tak łatwo słysząc moją stanowczą odmowę. Jeśli chcieliby załatwić tę sprawę siłą, to nie miałabym najmniejszych szans. Być może ostatnio miałam po prostu szczęście w nieszczęściu, ale następnym razem może nie być już tak miło. Jeśli nawet nie chodzi o jego, to inni z jego „grupy” mogliby być bardziej „stanowczy”.
Paweł wciąż kucał naprzeciwko mnie i bacznie mi się przyglądał. Widziałam, że był bardzo zniecierpliwiony. Chciał jak najszybciej dostać jakąś odpowiedź. Mimo napiętej sytuacji, nie mogłam przestać myśleć, jak on obłędnie wygląda. Momentami przerażało mnie, że pomimo wszystko on wciąż tak mocno mnie pociągał. Musiałam zacząć skupiać się na czymś ważniejszym, ale to było prawie niemożliwe, gdy znajdował się obok mnie.
— Dobrze, spotkajmy się z Patrykiem. Chyba tak naprawdę nie mam innego wyjścia.
— To bardzo dobra decyzja. Dzięki niej będę mógł cię nadal chronić. Od razu zadzwonię do niego.
Stanął na równe nogi i wyciągnął telefon. Wciąż nie mogłam uwierzyć, w co ja się wpakowałam. Czułam, jak mimo ładnej pogody, dreszcze przeszywają całe moje ciało.
***********
Zawróciliśmy w stronę miejsca, gdzie Paweł zostawił swój samochód. Miałam wciąż tysiące wątpliwości, ale tak naprawdę nie było już szans odwrotu. W trakcie jazdy milczeliśmy. Zastanawiało mnie, co dokładnie Paweł w tej chwili myślał. Spojrzałam przez szybę auta. Jak ja się mogłam w to wpakować? I to w tak krótkim czasie?
Na mieście nie było korków, więc cała podróż trwała krótko. Myślałam, że będę miałam więcej czasu na przemyślenia, ale jak na złość, w tej chwili nie było w ogóle aut na drodze.
Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłam piękny duży dom. Wszyscy oni musieli być naprawdę bardzo bogaci. Jednak jeszcze za mało wiedziałam, by domyślać się, skąd borą na to pieniądze. Na oko dom pomieściłby nawet kilka rodzin. Tak naprawdę to nie miałam pojęcia, ilu członków liczy ich „grupa”, ilu ich jeszcze nie znam… Przerażało mnie to.
Gdy stanęliśmy, Paweł — tak jak poprzednio — otworzył drzwi od auta, ale teraz już mnie to tak nie pociągało. Chciał, bym się już tak nie bała, ale nie było to takie proste…
— Spokojnie, nie masz czego się obawiać. Po prostu nie próbuj go rozzłościć, a wszystko będzie dobrze. — Podał mi dłoń, jak poprzednim razem, a w głowie pojawiły mi się myśli, by mnie tak trzymał i nigdy więcej nie puszczał. Wiedziałam jednak, że jest to nierealne.
Paweł wszedł do domu, jak do siebie. Ciężko mi było się przyzwyczaić do ich zachowania. Zresztą przeczuwałam, że wszyscy doskonale wiedzą, co się dzieje w każdej sekundzie pobytu w tych pomieszczeniach. Dodatkowo na pewno też zauważyli auto Pawła na podjeździe.
Okazało się, że wcale się nie myliłam. Gdy dotarliśmy do salonu, wszyscy już czekali na nas. Szef zajmował honorowe miejsce. Kamil, Miron, Jacek usiedli na lewo od Patryka. Tomasz nie przysiadł jak reszta, po raz kolejny stał z rękami założonymi. Cieszyłam się, chociaż tym razem nie przyglądał mi się aż tak bacznie, jak wtedy na imprezie. Coś mi nie pasowało w jego spojrzeniu, ale nie mogłam rozpoznać jego emocji.
Zdziwiło mnie natomiast, że łącznie z nimi w pomieszczeniu znajdowały się jeszcze kobiety. Jedna z nich wyglądała tak młodo, że zastanawiałam się, czy na pewno jest pełnoletnia. Postawna szatynka o widocznych krągłościach. Długie, rozpuszczone włosy zwisały jej z ramion. Wyglądały nieskazitelnie. Niestety ich właścicielka patrzyła na mnie z wyraźnym niezadowoleniem. Druga, również postawna kobieta, na oko trzydzieści osiem lat, z pięknymi falowanymi włosami. Ta przyglądała mi się uważnie, ale bez wyczuwalnej niechęci.
— Dzień dobry, Hanno. — Patryk przywitał mnie, lecz w jego słowach wyczuwałam mniej sympatii, niż podczas wczorajszej imprezy. — Skoro chłopaków już znasz, to poznaj jeszcze dziewczyny. Oto Tamara i Gabrysia.
Odpowiedziałam im kulturalnie dzień dobry, lecz w duchu miałam nadzieję, że nie będą chciały podawać rąk na przywitanie. Nie miałam na to najmniejszej ochoty. Nie potrzebuję jeszcze większego stresu. Ta, która przyglądała mi się z niezadowoleniem, okazała się Tamarą, a starsza z falowanymi włosami miała na imię Gabrysia.
Patryk wskazał miejsce, gdzie mamy usiąść i tak zrobiliśmy. Czułam kołatanie serca, mimo iż bardzo chciałam być spokojna. Wiedziałam, że wszyscy w pomieszczeniu wyczuwali moje emocje i mój stres, co mnie niepokoiło.
— No dobrze, to powiedzcie teraz, co się wczoraj stało? Co narobiliście? — Oschły ton Patryka nie napawał mnie sympatią. Nie czułam się dobrze, tłumacząc się mu jak na spowiedzi. Wyraźnie widziałam, że Patryk obarcza nas winą za zaistniałą sytuacją, ale ja nie czułam, że w czymkolwiek zawiniłam. Skąd w końcu miałam wiedzieć to wszystko i pilnować, kogo unikać?
Paweł zaczął opowiadać powoli historię wczorajszego zdarzenia. Wiedział, że musi powiedzieć całą prawdę — od początku. Przypomniał, jak zaczepili nas Kamil, Miron i Jacek. Nie był jednak w stanie wyjaśnić, dlaczego zostałam sama w pustym pomieszczeniu, czemu go wtedy obok mnie nie było. Nie chciał mówić o zbliżeniu, jakie miało miejsce podczas tańca, przez co potrzebował potem chwili na przemyślenia. Tak naprawdę cieszyłam się, że chociaż o tym nie powiedział, i tak widziałam ich niezadowolone miny.
Przyglądałam się kątem oka Patrykowi, ale bardzo nie chciałam, by jakkolwiek źle mnie oceniał. Wydawało mi się, że chciał się zapytać o to, co ja tam robiłam sama, dlaczego nie był ze mną Paweł, dlaczego nikt nie kontrolował tego, co się tam działo — ale powstrzymał się od tego typu pytań i spojrzał na Tamarę. Jej postawa ciała wyraźnie pokazywała wrogość wobec mojej osoby, mimo iż tak naprawdę widziałam ją po raz pierwszy w życiu.
Paweł dalej opowiadał o tym zdarzeniu, z lekka spoglądając na mnie. Opowiedział też o tym momencie imprezy, kiedy go ze mną nie było, a którą znał tylko z moich relacji. Miał nadzieję, że w ten sposób uniknę niekomfortowych pytań. Zauważyłam, że niektóre detale pomijał. Gdy skończył, Patryk patrzył na nas z nieugiętą miną.
— Hanno, czy chcesz coś dodać oprócz tego, co już powiedział Paweł? W najważniejszym momencie Pawła nie było, więc może jest jeszcze coś, o czym powinniśmy wiedzieć?
Super… A miałam nadzieję, że nic nie będę musiała mówić, że wystarczą słowa Pawła. Paweł delikatnie musnął mnie swoją dłonią. Ruch ten niestety nie umknął Patrykowi i Tamarze. Postanowiłam mimo to zacząć.
— Tak naprawdę, to Paweł powiedział już wszystko. Nie rozumiem tylko, jak to jest, że jestem podobno — jak dotąd — jedyną kobietą, która mu odmówiła. Nie wiedziałam, jak daleko zamierza się posunąć. Domyślałam się, po co miałam wyciągnąć rękę. Nie wiem, czy jakby Paweł się nie zjawił na czas, czy nie posunąłby się dalej — powiedziałam z lekką niepewnością.
— Cóż, jest to bardzo interesujące, gdyż moi chłopcy z reguły nie cackają się po odmowie. Nic ich nie powstrzymuje. Może rzeczywiście miał gorszy dzień… Ale pewności nie mam, bo to się jeszcze nie zdarzyło. Musimy się jednak tego dowiedzieć.
Tego było za dużo dla mnie… Spojrzałam na Patryka, lecz w moich oczach nie było już pewności siebie, lecz tylko strach. Patryk zabrał głos:
— Mam kolegę Daniela, który by się nigdy nie cofnął po odmowie kobiety. Możemy sprawdzić, czy po twojej też nie będzie w stanie nic zrobić. Oczywiście, jeśli poczuje, że może zrobić wszystko, to go wycofam.
— Nie chcę cię urazić w żaden sposób, ale ten plan jest chory i niebezpieczny. Nie można na mnie eksperymentować w ten sposób. Jeden się zawahał, ale to przecież nie znaczy, że drugi też to zrobi. Mam ryzykować? — rzuciłam poirytowana.
Wiem, że miałam nie próbować się przeciwstawiać. Patryk chciał zaryzykować moje bezpieczeństwo na rzecz jakiegoś tam testu. Wstałam. Paweł patrzył na mnie z niedowierzaniem. Nie spodziewał się po mnie takiej reakcji, a jednocześnie obawiał się reakcji Patryka. Szef tylko westchnął i powiedział:
— Popełniasz bardzo duży błąd, Hanno. Nie będę cię do tego zmuszał. Nie mogę ci też zagwarantować, że będziesz bezpieczna. Musisz na siebie uważać. Paweł będzie się kontaktował z tobą w sprawie twojej sprawy prawnej, a teraz niech Gabrysia zawiezie cię do domu.
Wstał, a za nim cała grupa. Spojrzałam na Pawła z niepokojem. Nie chciałam być sam na sam z kimś innym. Nie czułam się wtedy bezpiecznie. Wydawało mi się, że Paweł też nie popierał tego pomysłu.
— Patryk, ja mogę odwieźć Hannę. Nie ma sensu, by Gabrysia to robiła — powiedział patrząc na Patryka.
Patryk spojrzał na niego z niezadowoloną miną. Widać było, że bardzo nie spodobało mu się, że Paweł zakwestionował jego zdanie.
— Ja już powiedziałem, ty nigdzie nie pojedziesz. Mam dla ciebie inne zadania. Gabrysia odwiezie Hannę — powiedział to z taką stanowczością, że Paweł nie śmiał się przeciwstawiać.
Na własne oczy zobaczyłam, jak działa siła władzy ich szefa. Nie mieli nic do gadania. Poczułam w sobie, że nawet ja nie byłabym w stanie się mu przeciwstawić, mimo mojej asertywnej osobowości.
Gabrysia nie czekała już na żadne moje słowo. Wzięła mnie pod rękę i wyprowadziła z sali. Zdążyłam tylko zobaczyć ból w oczach Pawła. Nie dali nam nawet szansy na powrót razem, co mnie zastanawiało. To było tylko odwiezienie. Dlaczego on nie mógł? Gabrysia kazała mi wsiąść bez gadania do auta. Jedyne, co chciała wiedzieć, to tylko to, pod jaki adres mnie odwieźć.
— Musisz być strasznie głupia, by tak odezwać się do szefa. Paweł nie powiedział ci, że tak nie wolno? — zapytała po wejściu do auta.
— Powiedział, ale nie jestem jedną z was. Poza tym Patryk chciał na mnie wykonywać jakieś chore eksperymenty. Musiałabym być głupia, by się na to zgodzić — odpowiedziałam twardo. Po chwili dotarło do mnie, że nie jestem już przerażona, lecz wściekła.
— Jesteś głupsza, niż myślałam. Patryk chciał ci pomóc, mimo że tak naprawdę nie musiał, bo wcale za tobą nie przepada.
— Dlaczego miałby za mną nie przepadać? Nie zna mnie nawet! — opowiedziałam urażona.
— Nie ja jestem od tego, by cię o tym informować.
Resztę drogi jechałyśmy w kompletnym milczeniu. Nie mogłam zebrać myśli, kolejne newsy całkowicie zbiły mnie z tropu. Ciągle miałam w głowie twarz Pawła. Wyglądał, jakby miał do mnie żal za to, co powiedziałam. Czy skompromitowałam go w oczach grupy? Możliwe… Może powinnam użyć bardziej dyplomatycznych słów… Palnęłam bez zastanowienia.
Dotarłyśmy na miejsce. Myślałam, że Gabrysia już więcej nic nie powie, ale się pomyliłam.
— Wbrew pozorom, lubię cię. Masz silny charakter. Żadna kobieta, którą wcześniej znałam, nie miała tyle siły i odwagi, by sprzeciwić się któremuś z grupy, a zwłaszcza szefowi. Ale to nie zmienia faktu, że zachowałaś się bardzo nieodpowiedzialnie. Posłuchaj teraz słów Patryka i bądź ostrożna. Za dnia, wśród ludzi, nic ci nie zrobią, ale jak zapadnie zmrok i miasto będzie wyludnione, to nie radziłabym ci spacerować samej.
Wysiadłam z auta czując, że Gabrysia może mieć rację.
— Dziękuję, postaram się uważać, ale proszę cię, przeproś Pawła ode mnie. Nie chcę, by był na mnie zły.
Po moich słowach nic nie odpowiedziała. Wsiadła do auta i odjechała. Czułam, jak pustka ogarnia moje całe ciało i całe moje życie.
***********
W mieszkaniu kompletnie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Wciąż miałam przed oczami rozmowę z Patrykiem. Czy na pewno dobrze postąpiłam? Czy rzeczywiście zrobiłam głupotę odmawiając mu? Nie mogłam przestać o tym myśleć, ale wciąż uważałam, że dobrze wybrałam nie ryzykując konfrontacji z kolejnym członkiem ich grupy — może ty, razem wcale by się nie cofnął i chciał mnie skrzywdzić? Być może powinnam dobrać lepsze słowa, jakoś lepiej to ująć… Nie zgadzałam się na ryzykowanie moim bezpieczeństwem w ramach jakichś eksperymentów.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Miałam szczerą nadzieję, że dzwonił Paweł… Ale nie, to dzwonił Miłosz. Na śmierć zapomniałam, że dziś byłam z nim umówiona na rozmowę. Nie zdążyłam nic powiedzieć, gdy Miłosz zaczął krzyczeć do słuchawki:
— Czy ty sobie żarty robisz? Jesteś kompletnie niepoważna! Zresztą jak zawsze! Czekam i czekam tu na ciebie, ale ty oczywiście nie przyszłaś.
— Przepraszam, całkiem zapomniałam o tym spotkaniu — powiedziałam, bo pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się zapomnieć o spotkaniu.
— Zapomniałaś??? Masz mnie za głupiego? Może za dobrze bawiłaś się na tej imprezie, co?
W jego głosie czuć było wściekłość.
— Nie chcę rozmawiać na ten temat, a jeśli chodzi o spotkanie, o ile jeszcze ci na nim zależy, to proponuję je przełożyć.
Oczywiście odpuszczanie nie byłoby w jego stylu. Odpowiedział, że się nie zgadza i poinformował, że zaraz do mnie przyjedzie, to sobie pogadamy.
Nie miałam najmniejszej ochoty spowiadać mu się z mojego życia. Córka jest bezpieczna, nie poznała Pawła. Gdy spotykałam się z Pawłem, była u babci, więc tego zarzucić mi nie mógł. Wiem, że jest porywczy, ale wiem też, że nie zrobiłam nic złego wobec naszej córki. Mimo że relacja z Miłoszem była toksyczna, rozstanie z nim było dla mnie bolesne i na pewno też w pewien sposób dotknęło naszą małą córkę.
Niedługo potem Miłosz zapukał do moich drzwi. W rękach trzymał prezent dla córki. Ostentacyjnie podał go i zwrócił się do mnie:
— Mogłabyś zadbać o siebie, wyglądasz jak zawsze okropnie. Spójrz na inne kobiety!
Nic się nie zmienił i nie łudzę się, że kiedykolwiek to nastąpi. Mam tylko nadzieję, że szybko ode mnie wyjdzie. Nie czuję się przy nim ani trochę bezpieczna.
— Nie patrz tak na mnie. Ugościłabyś mnie może, czy tego też cię nie nauczono? — powiedział z aroganckim tonem.
— W porządku, dziękuję w imieniu córki za prezent — powiedziałam zrezygnowanym głosem.
Miłosz nie doczekał się na żadne więcej słowo i wszedł do mieszkania, jak do siebie. Zresztą to cały on — zawsze zachowywał się jak „pępek świata”. Zawsze wszystko musiało być tak, jak on chce. Usiadł w wygodnym fotelu i czekał, aż zamknę za nim drzwi.
— Przepraszam, że zapomniałam o spotkaniu. Ostatnie dni były bardzo intensywne… — Powiedziałam, chociaż wiedziałam, że jego i tak to nie interesuje.
— Widzę, że twój nowy znajomy kultury osobistej to cię nie nauczył. Dobrze się bawiłaś? — powiedział z przekąsem.
Dlaczego mnie to nie dziwi? Zawsze był wpatrzony tylko w siebie i nikt więcej się dla niego nie liczył. Nie wiem, po co w ogóle zgodziłam się na to spotkanie. Na pewno nie zamierzałam zwierzać się mu z czegokolwiek. Nie potrzebuję jego ciągłych ataków na mnie.
— Wszystko u mnie w porządku — skłamałam, by nie ciągnąć tego tematu. — To byli porządni ludzie. Nie spodziewałam się takiego przeżycia. Jak widać, jestem cała i zdrowa. — Udawałam, że wszystko jest w porządku, mimo iż nie było to łatwe. — Przepraszam raz jeszcze. O czym tak bardzo chciałeś rozmawiać?
Liczyłam, że jak najszybciej powie mi, co miał mi do powiedzenia i sobie pójdzie. Miłosz wyraźnie niezadowolony moim pośpiechem, zaczął mówić.
— Zdajesz sobie sprawę, że nie masz szans w sprawie córki? Prędzej czy później wygram. Wiesz, jakie mam znajomości. Powiem wprost — masz się wycofać i poddać. Inaczej pożałujesz tego!
Tego jeszcze brakuje — by groził mi we własnym mieszkaniu! Miałam ochotę wyrzucić go za drzwi. Wiem, że sprawa córki nas łączy, ale nie mam zamiaru znosić jego zachowania. Czułam się jak idiotka. Miesiącami stosował przemoc psychiczną wobec mnie, a ja głupia zgodziłam się z nim spotkać. On się nigdy nie zmieni. Tacy jak on się nie zmieniają. Widząc lęk w moich oczach Miłosz odczuwał satysfakcję.
— Super, powiedziałeś, co miałeś powiedzieć. Skończyłeś? — zapytałam z udawaną pewnością siebie.
— Znasz mnie i wiesz, że ja nie żartuję. Jak się nie poddasz, odbiorę ci córkę i nigdy jej nie zobaczysz. Chcesz tego? — powiedział z groźbą w głosie, po czym złapał mnie za gardło.
— Zostaw mnie… — wydukałam, po czym odepchnęłam go z całych sił.
Wściekł się. Patrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę z wściekłością. Wystarczająco czasu byłam z nim, by wiedzieć, że nigdy nie można być pewnym, co zrobi. Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem, po czym — jak gdyby nigdy nic — wyszedł. Bardzo chciałam, by ten etap życia był już za mną.
5
Sobotnie popołudnie spędziłam całe na przeglądaniu Internetu. Nie mogłam zebrać myśli. Ciągle myślałam o Pawle, o jego kumplach, o jego szefie i ich grupie. Nie wiedziałam, czego dokładnie szukałam, ale nie umiałam siedzieć z założonymi rękoma. Uporczywie przeglądałam różne strony Internetu, mimo że wiedziałam, że nie ma szans, że cokolwiek tam znajdę. Chciałam wierzyć, że Paweł nigdy nie byłby w stanie nic mi zrobić. Jednak, gdy przypomnę sobie, co się stało na tamtej imprezie… Nie mogłam mieć żadnej pewności, co do jego otoczenia. Sam fakt, że poznałam ich szefa i że ten — jak usłyszałam od Gabrysi — nie polubił mnie, napawał mnie grozą. Każde moje niewłaściwe słowo i opaczny gest mógł wyzwolić w nim niebezpieczne reakcje, a podobno słynął z tego, że był nieobliczalny. Paweł ostrzegał mnie, bym uważała na to, co mówię i co robię, ale ja oczywiście nie posłuchałam go… Musiałam pokazać swój upór. Tłumaczyłam mu, że przecież nie jestem członkiem ich grupy, ale dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Nie chciałam, by na mnie cokolwiek testowano, ale moja odmowa mogła brzmieć jak zniewaga. Czułam, że popełniłam olbrzymi błąd i miałam chyba naprawdę dużo „szczęścia”, że tylko tak to się skończyło.
Miałam mętlik w głowie. Wiedziałam, że moja kiełkująca dopiero relacja z Pawłem nie mogła mieć przyszłości. Jesteśmy przecież z dwóch różnych światów. Jestem jego klientką, i tylko klientką. Niepotrzebnie łudziłam się. Przez swoją głupotę tylko nabawiłam się problemów i zmartwień. Jakby nie wystarczyły mi problemy z moim byłym! Nie mogłam sobie wybaczyć tego, w co się wpakowałam. Nie mogłam sobie wybaczyć, że zadurzyłam się w adwokacie. Nie mogłam wybaczyć sobie też tego, że swoim nieroztropnym zachowaniem zniszczyłam też szansę na ochronę ze strony ich szefa, a nie mogłam przecież być pewna, że tamten typ odpuści i nie będzie próbował mnie skrzywdzić. Do tego dochodziła myśl, że teraz nawet jedno słowo „nie tak” podczas rozmowy z Patrykiem mogłoby mieć dla mnie groźne konsekwencje. Dlaczego ja się w to w ogóle wpakowałam? Co ja najlepszego zrobiłam? Chyba, życie mi niemiłe…
Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że powinnam w końcu przestać szukać o nich informacji w Internecie i odciąć się od całego ich otoczenia, tylko było to trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Nie umiałam wymazać ich z głowy, a zwłaszcza Pawła. W tak krótkim czasie stał się dla mnie kimś ważnym. Wiem, że powinnam myśleć o nim tylko jako moim adwokacie (mam nadzieję, że jeszcze nim jest), a nie jako o szalenie atrakcyjnym i pociągającym mężczyźnie. Pragnęłam go jednak tak mocno! Tak bardzo chciałam, aby mnie przytulił… Cholernie brakuje mi jego ciepła, którym tak mocno emanował.
Przeglądałam media społecznościowe, strony internetowe, wszystko, co dałoby mi o nim jakiekolwiek informacje. Niestety Paweł bardzo chronił swoją prywatność i nie udało mi się nic znaleźć. Bardzo bolała mnie ta niewiedza, mimo że tak naprawdę nie powinna. Między mną a nim nie było i nie będzie szans na nic poważnego, a to wszystko, co czuję, to tylko moje chore urojenia. Dlaczego ja nie potrafię zakochać się szczęśliwie? Dlaczego moje serce musi zawsze źle wybierać? Czy ono lubi tak cierpieć?
Po przejrzeniu chyba każdej możliwej strony na jego temat poczułam, że się poddaję i położyłam się. Zasnęłam jak niemowlę. Czułam, jak moja psychika razem z moim ciałem potrzebują wytchnienia i odpoczynku, jakie mógł im dać właśnie sen.
Śniło mi się spotkanie z Patrykiem, który próbował mnie zabić. Paweł w mim śnie nie zrobił kompletnie nic, by mi pomóc — stał i patrzył. Obudziłam się z krzykiem. Z trudem łapałam oddech. Musiałam się uspokoić. To był tylko sen — ale jakże realistyczny! Skupiłam się na tym, że na razie nikt mnie nie ściga. Może sobie jednak odpuścili? Miałam taką nadzieję. Chciałam łudzić się, że jestem bezpieczna. Bardzo chciałam w to wierzyć.
Miałam ochotę zadzwonić do Pawła, ale przypomniałam sobie, że Patryk wyraźnie mi powiedział, że jak będzie coś nowego w mojej sprawie, to dostanę od niego wiadomość. Na nic więcej nie mogłam liczyć. Miałam jednak nadzieję, że będę mogła jeszcze na spokojnie porozmawiać z Pawłem, wytłumaczyć się, przeprosić. Zasługiwał przecież na wyjaśnienie. Chciał dla mnie dobrze, chciał, bym miała ochronę, a teraz przeze mnie sam może mieć kłopoty. Poczekam jeszcze, może Paweł faktycznie sam się do mnie odezwie w mojej sprawie prawnej. Czy będzie w ogóle jeszcze chciał mnie reprezentować?
Myśląc o tym przypomniało mi się ostatnie spotkanie z Miłoszem. Przypomniały mi się jego słowa — jak wypominał mi moje wady, jak krytykował każdy mój ruch, jak porównywał do innych kobiet, jak wmawiał mi sytuacje, które nie miały miejsca, jak krzyczał na mnie z obłędem w oczach… Nie wiem, jak mogłam tyle wytrzymać z takim człowiekiem! Krople łez pociekły mi na samą myśl o tych wspomnieniach, a nie miałam już nawet komu się wyżalić. Demony przeszłości niszczyły mnie od środka. Wtedy Miłosz, teraz Paweł… Czy moje serce może w końcu dobrze wybrać?
Całą niedzielę spędziłam użalając się nad swoim życiem. Nawet na chwilę nie wyszłam z domu. Kompletnie nie miałam na to siły. Miałam ochotę cały dzień przespać w dźwiękach kropel deszczu za oknem. Od zawsze kochałam dźwięk deszczu. Miałam nadzieję, że chociaż we śnie nie musiałabym oglądać tych wspomnień, ani wracać do przeżytych lęków.
Gdy leżałam z nadzieją na sen, usłyszałam pukanie do drzwi. Moją pierwszą myślą był oczywiście Paweł, ale podświadomie czułam, że to nie może być on.
Po cichu, na palcach podeszłam pod wizjer. Spojrzałam i przeraziłam się. W drzwiach stał ten sam mężczyzna, który próbował mnie molestować na imprezie. I na dodatek nie był sam. Razem z nim stała jakaś kobieta. Nie wyglądała przyjaźnie.
— Dobry wieczór, Hanno! Mam na imię Kazimierz, a to moja koleżanka Zuza. Wpuścisz nas? — Powiedział stanowczo dobrze wiedząc, że stoję po drugiej stronie drzwi. — Chcieliśmy porozmawiać o piątkowej imprezie.
Skąd on wiedział, gdzie mieszkam i jak się nazywam? Choć nie mówił głośno, jego głos niósł się donośnie pomimo zamkniętych drzwi. Wciąż milczałam.
— Milczenie nic ci nie da. Otwórz i spokojnie porozmawiajmy.
Tak, na pewno byłaby to spokojna rozmowa — pomyślałam. Za nic na świecie ich nie wpuszczę! Byłam przerażona. Ale jak nie otworzę, oni i tak do mnie wejdą.
— Słuchaj, mała. Jestem na razie dla ciebie miły, ale moja koleżanka Zuza już taka nie jest.
Po tych słowach Zuza zaczęła dobijać się do moich drzwi. Mdliło mnie ze strachu.
— Nie możesz całe życie ukrywać się w tym mieszkaniu. W końcu będziesz musiała stamtąd wyjść. Nie lepiej wpuścić nas od razu? — typ nie ustępował.
Usłyszałam szmer. Przez szparę pod drzwiami wsunęli kopertę ze zdjęciami. Spojrzałam na nie i przeraziłam się jeszcze bardziej. Zdjęcia przedstawiały mnie rozmawiającą z Pawłem, wsiadającą do jego auta, stojącą pod domem ich szefa (chociaż tu zachowali większą odległość), a na ostatnim zdjęciu byłam z Gabrysią, która mnie odwoziła do domu po spotkaniu z willi Patryka. To dowodziło, że śledzili każdy mój krok.
— Mieliśmy już wczoraj do ciebie zajść, ale twój facet pilnował cię całą noc.
W tej chwili wsunęli kolejne zdjęcie — był na nim Paweł w samochodzie pod moim blokiem.
— Dzisiaj nie ma go pod twoim domem, więc postanowiliśmy cię odwiedzić. To jak, wpuścisz nas po dobroci? Czy wolisz, byśmy się zdenerwowali?
W pośpiechu pobiegłam po telefon i wybrałam numer Pawła. Nie zastanawiałam się nawet jak zareaguje, musiałam to zrobić. Całe szczęście, że odebrał momentalnie.
— Hanna? Wszystko w porządku? — usłyszałam widoczny niepokój w jego głosie. Miałam wrażenie, że wyczuwał, że coś jest nie tak.
— Paweł, wiem, że miałam nie dzwonić, ale nie wiem, co robić? Możesz do mnie przyjechać? Pod moimi drzwiami jest Kazimierz z jakąś kobietą. Boję się. — Mówiłam cicho, chociaż spodziewałam się, że i tak będą wiedzieć, że zadzwoniłam.
— Nie wpuszczaj ich, zaraz tam będę! — powiedział, po czym się rozłączył.
Nie łudziłam się. Kazimierz zorientował się, co zrobiłam. Po chwili powiedział:
— Hanno, ranisz mnie swoimi czynami. Mogliśmy na spokojnie porozmawiać, a ty zadzwonisz po swojego faceta… — Chwilę milczał, jakby chciał sprawdzić, jak zareaguję. — Trudno, jak już mówiłem, ja jestem cierpliwy. Nie możesz wiecznie się chować. Pozdrów Pawła i do zobaczenia niebawem!
Jego słowa brzmiały strasznie. Cała się trzęsłam ze strachu i łzy ciekły mi po policzkach. Wiedziałam, że powinnam sprawdzić przez wizjer, czy rzeczywiście poszli, ale nie mogłam — byłam, jak sparaliżowana. Padłam na podłogę i zaczęłam płakać. Aby się uspokoić, powtarzałam sobie wciąż w myślach: „Paweł jedzie, zaraz będzie. Paweł jedzie, zaraz będzie”.
Niecałe dziesięć minut później Paweł już był. Delikatnie zapukał do drzwi. Gdy spojrzałam przez wizjer, zobaczyłam, że był z nim też Miron i Kamil. Wciąż zlękniona otworzyłam im drzwi i usiadłam z powrotem na ziemi z twarzą ukrytą w kolanach. Czułam się bezbronna, słaba i beznadziejna… Paweł podszedł bliżej mnie i delikatnie mnie objął.
— Już wszystko dobrze, czy coś ci zrobili?
Lekko uniosłam głowę, by na nich spojrzeć. Widziałam współczucie w ich oczach. To było na pewno lepsze, niż jakby mieli patrzeć na mnie, jak na idiotkę, która odmówiła ich szefowi, upokarzając przy tym Pawła.
— Tylko przestraszyli mnie. I to bardzo… I jeszcze te zdjęcia… Możesz zobaczyć — leżą na szafce. Kazimierz powiedział, że nie będę mogła się ukrywać w nieskończoność. Potem usłyszał, jak rozmawiałam z tobą przez telefon. Powiedział, że mam cię pozdrowić… — opowiadałam wszystko kompletnie załamana.
Kamil wziął z szafki zdjęcia i przejrzał je razem z Mironem, po czym podał Pawłowi, mówiąc:
— Wygląda, że sprawa jest naprawdę poważna. Nie możemy tego tak zostawić. Powinniśmy pomyśleć o jakiejś ochronie.
Po obejrzeniu zdjęć Paweł lekko się zdenerwował. W tej chwili przeszło mi przez myśl, czy nie wrócić do propozycji Patryka. Zagadnęłam więc nieśmiało:
— Teraz pewnie już za późno, ale czy myślicie, że jest jeszcze możliwość zgodzić się na propozycję Patryka?
— Pogadamy z nim — Miron powiedział z delikatnym uśmiechem. — Myślę, że jest szansa.
— Wbrew pozorom, to nie jest w jego stylu zostawiać kogoś w takiej sytuacji — dodał Kamil.
Poczułam, jak Paweł objął mnie czule, po czy powiedział do kumpli:
— Jedźcie do niego i opowiedzcie mu, co się tutaj stało. Spróbujcie zaaranżować spotkanie z nim i z Dawidem na juto. Ja zostanę tutaj z Hanną.
Po minach Mirona i Kamila widać było, że nie są zachwyceni tym pomysłem, ale nic nie odpowiedzieli. Tak naprawdę nie tylko oni byli zdziwieni tą informacją. Paweł nawet się mnie nie zapytał, czy zgadzam się, by został u mnie na noc. Podświadomie jednak cieszyłam się. Bardzo nie chciałam być teraz sama. Kazimierz mógł w każdej chwili wrócić.
Gdy Miron i Kamil wyszli, Paweł zaczął tłumaczyć swoje zachowanie:
— Wiem i przepraszam, że nie zapytałem ciebie o zdanie, ale nie zamierzam zostawić cię samej. Wiec albo zostanę w mieszkaniu, albo będę całą noc stał pod blokiem i cię pilnował.
— Tak, jak to robiłeś wczoraj?
Byłam mu bardzo wdzięczna, że pilnował mnie wczoraj i za jego dzisiejsze szybkie przybycie do mnie. Nie musiał przecież tego robić. Widziałam jednak po nim, że obwiniał się, że nie było go blisko mnie, gdy Kazimierz z koleżanką przyszli pod moje drzwi. Widziałam, że gryzło go to, że nie sprzeciwił się Patrykowi. Niepotrzebnie się jednak tak obwiniał.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu Pawła. Dyskretnie spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam, że dzwoni Tomasz.
— Wściekł się, gdy się dowiedział o Kazimierzu. Bardzo chciał przyjechać razem z nami, ale Patryk mu zabronił.
Gdy Paweł rozmawiał przez telefon, ja skierowałam się, by pościelić mu łóżko w pokoju gościnnym. Słyszałam w tym czasie każde słowo ich rozmowy. Nawet nie musiałam podsłuchiwać.
— Wszystko w porządku. Gdy przyjechaliśmy, już nikogo nie było. Odesłałem Mirona i Kamila. Opowiedzą mu, jak wygląda sytuacja… Spokojnie, nic nie przegapiłeś. I tak byś nie miał tu nic do roboty. Jutro przywiozę ją i porozmawiamy z Dawidem. Na razie!
Gdy skończył, weszłam z powrotem do salonu. Paweł spojrzał na mnie, jakby chciał o coś zapytać.
— Pościeliłam ci już łóżko w pokoju gościnnym. Mam nadzieję, że będzie ci wygodnie. Chociaż tak mogę ci się odwdzięczyć za twoją pomoc.
— Nie chciałbym ci jednak robić problemu. Wszystko mi przypomina ciebie…
— Co chcesz przez to powiedzieć? — zapytałam zmieszana, a on przerwał mi, zanim zaczęłam zadawać dalsze pytania.
— Powiem tylko tyle, że twój widok mnie prowokuje, a każdy kąt tutaj nasila myśli o tobie. Uwierz mi, nie chciałabyś mnie tak pobudzonego w swoim mieszkaniu. Najlepiej, jakbym trzymał się w tej sytuacji jak najdalej, ale nie potrafię tego zostawić. Muszę cię pilnować.
Czy to miało oznaczać, że mu się podobam? Jak mam to rozumieć? Czy może to ja jakoś opacznie to zinterpretowałam?
— Czy ty mógłbyś mnie jakoś skrzywdzić?
— Ciebie nigdy — powiedział z lekkim uśmiechem. — Czuję potrzebę chronienia cię, a nie krzywdzenia, więc nie masz czego się obawiać. Nie jestem tak krystaliczny, jak mogło się wydawać na początku. Żyję jakby trochę w dwóch światach i wciągnąłem cię w to, chociaż nie było to zamierzone. Wiem, że byłoby mi łatwiej być teraz u siebie, ale tu będę mieć czas na szybszą reakcję.
— To zostań. Tak będzie najbezpieczniej. — Powiedziałam ze szczerą nadzieją, że rzeczywiście będzie bezpieczniej. Jestem i tak już głęboko w tym bagnie. Już chyba gorzej być nie może. Niczego nie byłam pewna, ale jednocześnie nie chciałam utrudniać mu nocy. W końcu robił to dla mojego dobra. Chociaż tyle mogę ja zrobić dla niego.
Rozeszliśmy się do swoich pokojów. Przed nami była długa noc.
***********
Długo siedziałam na łóżku zestresowana i nie pomagała mi nawet myśl, że Paweł jest w pokoju obok. Ciągle czułam w sobie paraliżujący lęk. Każda sekunda była dla mnie jak wieczność.
Nie wytrzymała. Wychyliłam się ze swojego pokoju i zobaczyłam Pawła bez koszulki. Ale boskie ciało! — pomyślałam. Przede mną stał facet marzenie — inteligentny, przystojny, do tego tak magnetyzujący. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Jego szerokie ramiona wywoływały we mnie przyjemne dreszcze. Miałam ochotę się w nie wtulić. Czułam, jak przyciąga mnie całym sobą. Paweł zauważył, że się mu przyglądam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czułam się skołowana. Powoli podeszłam do niego. Był ode mnie sporo wyższy, co również dodawało mu uroku. Spojrzał na mnie z uśmiechem. Nie wiem czemu, ale odruchowo podałam mu swoją dłoń, a on w odpowiedzi złapał ją.
— Dobranoc. Śpij dobrze. — Powiedziałam, po czym wróciłam do siebie i momentalnie usnęłam bez myślenia o problemach. W głowie miałam tylko Pawła i jego wewnętrzny magnetyzm.
***********
Gdy obudziłam się rano, Pawła nie było. Wstałam z łóżka kompletnie zmieszana. Nie wiedziałam, co myśleć. Powinnam się ogarnąć, wyglądałam jak chodzący trup, ale nie miałam do tego głowy. Poza tym, jeśli mielibyśmy kiedykolwiek być razem, to nie mógł bać się mojego prawdziwego wyglądu.
Zajrzałam do kuchni. Zastałam tam Pawła robiącego śniadanie. Był w samych bokserkach.
— Dzień dobry. Już wstałeś? Dlaczego mnie nie obudziłeś?
Odwrócił się, a mnie przeszły ciarki po plecach z podniecenia. Lepiej, by nie wiedział, jakie nieprzyzwoite myśli krążyły mi w tamtym momencie po głowie. Miałam ochotę podejść, przytulić się do niego i poczuć jego ciepło.
— Cześć. Nie chciałem cię budzić, tak uroczo spałaś. Właśnie robię dla nas śniadanie. Mam nadzieję, że lubisz naleśniki — uśmiechnął się, po czym podał mi talerz. — Nie martw się, zaraz się ubiorę — dodał widzą, jak na niego patrzę.
Tak jak powiedział, od razu chwycił za swoje ubrania i zaczął je zakładać. Miałam ochotę, by się nie ubierał, ale nie mogłam tego powiedzieć na głos, wygłupiłabym się tylko!
— Spokojnie, wyglądasz przeuroczo w tym stroju. Zresztą, jak zawsze…
Paweł uśmiechnął się i podziękował za komplement.
Jego naleśniki okazały się przepyszne — najlepsze, jakie w życiu jadłam! Chcąc w jakikolwiek sposób podziękować mu za tak miły gest, zagadałam:
— Było mi naprawdę miło, że zostałeś ze mną na noc. Spałam bardzo spokojnie. Czułam się bezpiecznie, jak jeszcze nigdy.
— Nie ma za co, zależy mi, byś była bezpieczna… — odparł z lekkim uśmiechem. — Byś czuła się bezpiecznie przy mnie… Byś czuła, że nic ci przy mnie nie grozi… Jesteś taka… — zawahał się i urwał.
— Opowiesz mi coś o tym człowieku, który miał mnie „sprawdzać”? Chyba go dobrze znasz? — zmieniłam temat tej niezręcznej dla niego rozmowy.
— Dawid jest „wolnym strzelcem”. Raczej nie należy do żadnej grupy. Poznaliśmy go tak naprawdę przypadkowo, gdy Patryk zlecił nam jedno z zadań. Od tamtej pory niejednokrotnie nam pomagał. Nawet trochę się zaprzyjaźniliśmy. Żyje na swoich zasadach i nie uznaje nieczystej gry. Nigdy nikogo nie zmusza do niczego, a tym bardziej kobiety. Nie dotknąłby jej bez zgody. W pewnym sensie jest trochę podobny do ciebie, nie ulega wpływom innych. Jest jak kot, który chodzi swoimi ścieżkami.
— Ja nie uważam się za indywidualistkę. Jestem raczej spokojną, szarą myszką. — Powiedziałam lekko zaskoczona.
— To nieprawda. Zawsze chodzisz swoimi ścieżkami. Nie posłuchałaś się naszego szefa, mimo iż domyślałaś się, że może to nie być dla ciebie dobra decyzja. Nie lubisz się podporządkowywać nikomu. Tak naprawdę jesteś indywidualistką — powiedział z lekkim uśmiechem. — My bardzo zwracamy na to uwagę. Patryk powiedziałby ci dokładnie to samo.
— Taa.., Patryk na pewno się ucieszy, że znowu będzie się musiał ze mną użerać, sama przyjemność! — odparłam z ironią.
Paweł uśmiechnął się. Na moje pytanie, czy z Dawidem umówimy się w nocy, by nikt nas nie zobaczył, odparł, że nie ma takiej potrzeby. Dodał, że najprawdopodobniej Dawid jest już u Patryka, więc spotkanie jest możliwe szybciej, niż bym się mogła spodziewać.
Gdy zjedliśmy śniadanie, zorientowałam się, że przecież muszę biec do pracy, bo klienci czekają. Oczywiście nie mogłam się tam dziś pojawić ze względu na umówione spotkanie z Dawidem i Patrykiem. Ale co miałam powiedzieć? Że nie przyjdę, bo jadę z przystojnym mężczyzną poznać drugiego tajemniczego mężczyznę? Nikt by mi w to nie uwierzył! Powiedziałam, że się nagle rozchorowałam. Nie popierałam kłamstwa, ale w tym przypadku, to była siła wyższa, musiałam skłamać.
Przed wyjściem Paweł poinformował mnie, że powinnam na wszelki wypadek spakować się, jakbym jechała na dłuższy wyjazd. Nie mogliśmy mieć pewności, jaką decyzję podejmie Patryk. Nie mogliśmy mieć też pewności, co powie Dawid. Istniało prawdopodobieństwo, że kazaliby mi zostać dłużej pod ich ciągłą obserwacją dla mojego bezpieczeństwa.
Gdy Paweł siedział w skupieniu na kanapie, ja rozmyślałam, co mam wziąć i na ile czasu. Miałam odczucie, że kątem oka cały czas mnie obserwował. Jego spojrzenia wywoływały we mnie dreszcze — bardzo przyjemne dreszcze!
Spakowałam się w miarę szybko i przed południem byłam już gotowa na wyjazd. Wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Na dworze była lekka mżawka, a we mnie narastały coraz większe lęki przed spotkaniem z Dawidem.
6
Nie minęło kilka dni od mojej ostatniej wizyty w domu ich szefa. Niczym déjà vu Patryk powitał mnie stanowczym, lecz spokojnym głosem. Nie spodziewałam się, że przywita mnie przyjaźnie, zwłaszcza po moim ostatnim buncie. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego on mnie nie lubił od samego początku.
W domu była obecna Gabrysia. Od razu zagadnęła do mnie mówiąc, że miała rację, gdy odwożąc mnie stwierdziła, że „oni nie dadzą mi spokoju”. Była tam też Tamara. Ta jednak próbowała mnie ignorować i ukryła się w głębi domu. Za to męska część towarzystwa została w salonie.
Nakazali mi, bym usiadła, po czym Paweł i Patryk poszli poszukiwać Dawida. Gdy wyszli, chłopaki zapytali o moje samopoczucie po ostatnim zdarzeniu. Podziękowałam, że się tak o mnie troszczą, ale nie chciałam im opowiadać o swoich emocjach po wizycie Kazimierza i Zuzy. Tylko Tomasz kolejny raz stał w milczeniu pod ścianą.
Dość szybko omówiliśmy wczorajsze zajście i przeszliśmy do kolejnych kwestii. Rozmowa szła dość gładko, nawet nie wiem, kiedy się tak rozgadałam. W pewnym momencie do pokoju wszedł Paweł z Dawidem.
— Cześć Hanno, miło mi cię poznać. Jestem Dawid — powiedział, po czym podał mi dłoń.