Czy widzicie tę wesołą dziewczynkę, która wraca ze szkoły w towarzystwie koleżanek i kolegów? Trudno jej nie zauważyć. Bije od niej taki blask, że ludzie mijający ją na ulicy zaczynają odczuwać ogromną radość, a na ich twarzach pojawia się promienny uśmiech. Dziewczynka, która wyczarowuje te uśmiechy, to Ania.
Anię wszyscy lubią. Koleżanki chcą spędzać z nią jak najwięcej czasu, a koledzy marzą o tym, by z Anią chodzić. Nauczyciele również ją uwielbiają, bo zawsze jest przygotowana do lekcji i chętnie pomaga innym. Wszyscy, którzy przebywają w towarzystwie Ani są szczęśliwi. I tak pewnie byłoby zawsze, gdyby pewnego dnia nie wydarzyło się coś wyjątkowo dziwnego.
Tego ranka Ania spieszyła się do szkoły i nerwowo szukała kluczy. Nie pamiętała, gdzie je położyła poprzedniego dnia. Takie rzeczy zdarzały się, kiedy Ania zbyt późno wstawała. Budzik w telefonie dzwonił kolejny raz, a Ania wciskała przycisk „drzemka”, żeby złapać jeszcze kilka minut snu.
— Dorośli to mają fajnie — pomyślała w pośpiechu. — Zawsze wstają na czas i nie muszą spieszyć się do szkoły. Chciałabym już być dorosła.
W tym momencie Ania usłyszała trzask.
Sięgając po klucze leżące na szafce, przypadkiem zrzuciła na podłogę stary damski zegarek, który od lat leżał w tym samym miejscu. Szkiełko pękło, a jedna ze wskazówek się poluzowała. Niby nic wielkiego. Jednak od tej chwili wszystkie zegary, na które spojrzała Ania, zaczynały gwałtownie przyspieszać. Wystarczyło krótkie spojrzenie na cyferblat, by wskazówki ruszały z zawrotną prędkością.
Zegary czasem lubią przyspieszać, ale nigdy nie wpływa to na otoczenie. Z Anią było inaczej. Dziewczynka jakby zagubiła się w czasie. Nadal była uczennicą trzeciej klasy, ale wiedziała, co wydarzy się jutro, pojutrze, za miesiąc, a nawet za sto lat.
— Tak nie może być — mówili nauczyciele.
— Tak nie może być — powtarzał dyrektor szkoły. — Przecież uczennica trzeciej klasy nie może wiedzieć wszystkiego. To jest wbrew prawom natury. Po to się chodzi do szkół, by zdobywać wiedzę przez lata, a nie w ciągu jednego dnia. Musimy sprawdzić, co się stało, że Ania wie już wszystko. Taka uczennica jest dumą szkoły, ale i utrapieniem, bo wie więcej od nauczycieli. Co robić, co robić — zastanawiał się dyrektor szkoły wspólnie z nauczycielami. — Musimy przeprowadzić badania naukowe — zarządził wreszcie dyrektor.
Tak też się stało. W największej szkolnej pracowni zebrali się nauczyciele wszystkich przedmiotów i po kolei zadawali Ani pytania. Ku ich zdumieniu Ania znała odpowiedź na każde z nich, a nawet potrafiła powiedzieć o wiele więcej — tak, jakby przeczytała wszystkie podręczniki i książki, albo sama przeżyła to, o czym opowiadała. To wyglądało, jakby Ania zdobywała tę wiedzę przez wiele wiele lat. Jakby miała ich co najmniej sto.