Anna Zientara (ORCID 0009-0000-2896-3368)
Bliskość, która leczy — o więzi, przywiązaniu i codziennym rodzicielstwie zastępczym
Wstęp
Rodzicielstwo zastępcze bywa opisywane językiem procedur, wymagań i systemowych rozwiązań. Tymczasem jego istota rozgrywa się przede wszystkim w codzienności — w relacji, w obecności, w cierpliwości i w budowaniu bezpieczeństwa. To właśnie w tej codzienności rodzi się coś fundamentalnego dla rozwoju dziecka: więź. W psychologii więź oznacza silne emocjonalne połączenie między ludźmi, które rozwija się poprzez kontakt, wspólne doświadczenia oraz wzajemną potrzebę bliskości i wsparcia. Dla dziecka, które doświadcza utraty, zaniedbania, przemocy, niestabilności lub rozpadu podstawowych relacji, wejście do rodziny zastępczej jest nie tylko zmianą miejsca pobytu. Jest głęboką zmianą emocjonalną, psychologiczną i rozwojową. Oznacza wejście do nowego świata norm, zasad, oczekiwań, ale także — a może przede wszystkim — nowych relacji i wartości. Celem tego artykułu jest pokazanie, że rodzina zastępcza nie musi być rodziną idealną. Powinna być rodziną wystarczająco dobrą — taką, która daje dziecku ciepło, troskę, przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa. Taką, w której można stopniowo odbudowywać zaufanie, tworzyć przywiązanie i doświadczać bliskości, która leczy. Spróbuję odpowiedzieć na pytania: Jak buduje się relacje z dzieckiem w pieczy zastępczej? Jak powstaje więź? Jak rodzi się przywiązanie? I dlaczego są one matrycą na całe życie?
Aby mówić o więzi w rodzinach zastępczych, warto zacząć od zrozumienia, czym jest rodzinna piecza zastępcza. W polskim systemie wyróżnia się rodziny zastępcze spokrewnione, niezawodowe oraz zawodowe. Wśród rodzin zawodowych funkcjonują m.in. rodziny specjalistyczne i pogotowia rodzinne. Istnieją także rodzinne domy dziecka. Szczególne miejsce zajmuje piecza specjalistyczna, obejmująca opiekę nad dziećmi z niepełnosprawnością, specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, dziećmi kierowanymi na podstawie postępowań w sprawach nieletnich czy małoletnimi matkami z dziećmi. Nie jest to wyłącznie forma opieki zastępczej. To środowisko, które ma stwarzać dziecku warunki do rozwoju, leczenia relacyjnych zranień i odbudowy poczucia bezpieczeństwa. Znajduje to odzwierciedlenie również w prawie. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej (art. 72 ust. 2) stanowi, że dziecko pozbawione opieki rodzicielskiej ma prawo do opieki i pomocy władz publicznych. Z kolei Konwencja o Prawach Dziecka podkreśla obowiązek zapewnienia szczególnej ochrony dzieciom czasowo lub stale pozbawionym środowiska rodzinnego. Za tymi zapisami stoi ważna idea: dziecko ma prawo do relacji, która chroni. Psychologia rozwojowa od dawna pokazuje, że rodzina jest podstawowym środowiskiem rozwoju dziecka. To w niej dziecko uczy się komunikacji, regulacji emocji, budowania zaufania i rozumienia siebie. To właśnie w rodzinie powstaje to, co John Bowlby określił mianem więzi przywiązania — emocjonalnej relacji z opiekunem, która daje dziecku bezpieczną bazę do eksplorowania świata. Figurą przywiązania, czyli osobą, z którą dziecko spędza jak najwięcej czasu, często jest kochająca i cierpliwa matka. Mary Ainsworth, rozwijając teorię przywiązania, pokazała, że jakość wczesnych relacji wpływa na wzorce funkcjonowania emocjonalnego dziecka, jego zdolność do zaufania, bliskości, regulacji stresu i budowania relacji w dorosłości. Zatem więź staje się matrycą, która jest powielana przez dziecko w dorosłym życiu. Dlatego przywiązanie jest fundamentem wychowania.
Dziecko, które doświadcza bezpiecznej więzi, rozwija przekonanie: jestem ważny, moje potrzeby mają znaczenie, mogę prosić o pomoc, otoczenie/świat jest przewidywalny, relacja i bliskość są bezpieczne. A co w sytuacji, gdy „figurą przywiązania” jest matka, która zaniedbuje potrzeby dziecka, zarówno te rozwojowe, jak i emocjonalne? Czy w takiej sytuacji tworzy się więź? Perspektywa psychologiczna pokazuje, że dziecko po doświadczeniu zaniedbania, przemocy, traumy często prezentuje matrycę odwrotną, czyli: nie można ufać, wie, że bliskość rani, że jest samo, że dorośli są niewydolni, a zagrożenie może pojawić się w każdej chwili. Dzieci, które umieszczane są w rodzinnej pieczy zastępczej bardzo często przychodzą z taką matrycą. Donald Winnicott — brytyjski pediatra, psychoanalityk i jeden z najważniejszych badaczy wczesnego rozwoju dziecka pokazał, że dziecko nie potrzebuje matki idealnej, lecz opiekuna, który jest dostatecznie uważny, responsywny i przewidywalny. Stworzył termin „wystarczająco dobra matka”, która rozpoznaje potrzeby dziecka i zazwyczaj na nie odpowiada, daje poczucie bezpieczeństwa, pomaga w regulacji napięcia i emocji, pozwala doświadczać samodzielności, akceptuje bezwarunkowo. Badacz ten odrzucał perfekcjonizm i odrzucał mit perfekcyjnego rodzicielstwa, bardzo często podkreślając, że tak funkcjonująca matka wpływa na zmianę i korekcję zachowania i funkcjonowania dziecka w rodzinie zastępczej. W praktyce oznacza to, że codzienne rodzicielstwo zastępcze nie opiera się na spektakularnych gestach, ale na codziennych, drobnych, powtarzalnych doświadczeniach, takich jak: wspólny posiłek, wieczorne czytanie książki, a także na stabilnym i bezpiecznym rodzicu, który spokojnie zareaguje na zachowania trudne dziecka, będzie pamiętał o ważnych dla dziecka sprawach, byciu obok wtedy, gdy dziecko odrzuca pomoc i milczy. Czas i codzienne sytuacje spędzane razem budują przywiązanie. Po umieszczeniu dziecka w nowej rodzinie kluczowe znaczenie ma proces adaptacji. Adaptacja nie jest jednorazowym wydarzeniem, lecz stopniowym przyzwyczajaniem się do nowych relacji, zasad, emocji i oczekiwań. Psychologicznie można wyróżnić kilka etapów tego procesu. Okres „miodowego miesiąca” to czas, kiedy dziecko może wydawać się spokojne, grzeczne, wręcz idealnie dostosowane. Często jednak nie wynika to z poczucia bezpieczeństwa, ale z ostrożności, lęku i obawy oddania. Dziecko obserwuje. Sprawdza. Tłumi emocje. Próbuje dopasować się do nowego systemu rodzinnego. Takie funkcjonowanie dziecka nie jest oznaką pełnego zaufania, tylko strategią na przetrwanie. Dziecko po tym etapie przechodzi do kolejnego, czyli testowania granic. Jest to czas, który bywa dla opiekunów trudny, ale ma ogromne znaczenie w kontekście tworzenia się więzi i przywiązania do nowych opiekunów. Dziecko będzie „testować” rodziców, sprawdzać, czy zasady obowiązują wszystkich, czy dorośli są przewidywalni, czy pozostaną blisko także wtedy, gdy pokaże zachowania opozycyjno-buntownicze lub inne zaburzenia zachowania, czy nie odrzucą po konflikcie. Zachowania opozycyjne, wybuchy złości, prowokacje bądź wycofanie u dziecka nie muszą oznaczać porażki relacji. Często oznaczają, że dziecko zaczyna ryzykować zaufanie, że czuje się na tyle bezpiecznie, by próbować nawiązać głębszą relację. Stopniowo pojawia się większa otwartość, chęć bycia razem, spędzania wspólnego czasu. Dziecko zaczyna komunikować swoje potrzeby. Tworzą się wspólne rytuały. Pojawia się poczucie przynależności. To etap, w którym relacja przestaje być wyłącznie zadaniem opiekuńczym — staje się więzią. Stabilizacja to etap, w którym dziecko zna zasady, czuje się bezpiecznie, jest bardziej naturalne i spontaniczne. W etapie stabilizacji przywiązanie zaczyna pełnić funkcję rozwojowej bazy. Praktyka pieczy zastępczej wskazuje na kilka elementów, szczególnie ważnych w budowaniu bezpiecznej więzi. Przewidywalność, czyli stały plan dnia, rytuały, konsekwencja i jasne zasady budują poczucie bezpieczeństwa. Dziecko po wyjściu z rodziny biologicznej potrzebuje jasnych i czytelnych granic, tzw. ram. Spokojna komunikacja, ton głosu, sposób reagowania, brak zawstydzania, krzyku i oceniania mają ogromne znaczenie dla układu nerwowego dziecka, świadomości, że jest chciane w nowej rodzinie i jest szanowane.
Poczucie bezpieczeństwa u nowego członka pieczy zaczyna się często od tego, jak dorosły mówi, czy używa jego imienia, czy pyta o wybór, czy daje możliwość decydowania o podstawowych sprawach. Czas bez presji, to szczególnie ważny czas dla dziecka wchodzącego w nową rodzinę. Relacji nie da się przyspieszyć. Tworzą się przez wspólną codzienność, bo więź buduje się w zwyczajności: wspólnym gotowaniu, spacerach, zabawie, rozmowach, byciu razem.
Jednym z największych wyzwań rodzicielstwa zastępczego jest rozumienie, że trudne zachowanie bywa komunikatem, a nie wyłącznie problemem wychowawczym. Dziecko może tęsknić za rodziną biologiczną, może odczuwać lęk przed odrzuceniem, może reagować regresem, wycofaniem lub impulsywnością. Takie funkcjonowanie często oznacza uruchomienie dawnych mechanizmów przetrwania w rodzinie biologicznej. Dzieci po traumie nierzadko funkcjonują w schematach, które kiedyś pomagały im przetrwać, ale w bezpiecznej relacji zaczynają utrudniać rozwój. Prezentują następujące mechanizmy: unikanie — dziecko wycofuje się z relacji, unika rozmów o emocjach, nie prosi o pomoc, chroni się przed kolejnym zranieniem; nadmierna kontrola — dziecko musi o wszystkim decydować, nie ufa zmianie, próbuje kontrolować każdy element codzienności. W ten sposób często broni się przed lękiem. Agresja i bunt to konflikty, prowokacje, łamanie zasad. Z jednej strony dziecko funkcjonuje w starych schematach, które do tej pory działały, z drugiej strony dziecko sprawdza rodziców zastępczych, czy zostaną z nim w jednym domu wtedy, kiedy będzie trudno; nadmierne dostosowanie — dziecko jest „za grzeczne”, nie ma własnego zdania, podporządkowuje się wszystkim, bo chce zyskać akceptację nowych rodziców. Zamrożenie emocjonalne to brak reakcji na bliskość, emocjonalny dystans, obojętność. Takie funkcjonowanie dziecka może być śladem po traumie. Współczesna neuropsychologia pokazuje, że przewlekły stres wpływa na funkcjonowanie rozwijającego się mózgu. Dziecko żyjące długo w napięciu może funkcjonować w stanie ciągłej gotowości na zagrożenia. Układ nerwowy reaguje tak, jakby niebezpieczeństwo nadal trwało. Stąd nadmierna czujność, impulsywność, trudności z regulacją i snem. Dziecko często reaguje nieadekwatnie do sytuacji. W praktyce terapeutycznej mówi się czasem metaforycznie „dzieci kortyzolowe”, tzn. dzieci, których organizm przez długi czas pozostaje pod wpływem wysokiego poziomu hormonu stresu — kortyzolu. Rodzice zastępczy mając wiedzę z zakresu neurobiologii i psychologii. Wiedzą, że samo umieszczenie dziecka w bezpiecznym domu nie oznacza jeszcze, że dziecko od razu poczuje się bezpieczne. Bezpieczeństwa trzeba doświadczyć wielokrotnie. W ostatnich latach rozumienie i funkcjonowanie rodzin zastępczych uległo zmianie pod względem regulacji prawnych (Ustawa o pieczy zastępczej), ale także zostało zwiększone wsparcie ze strony instytucji działających na rzecz dziecka i rodziny. W literaturze dotyczącej pieczy zastępczej spotkać można dwa skrajne bieguny. Biegun beznadziejności i niewydolności systemu i biegun pomocowy. Choć wiele mówi się o trudnościach, problemach, braku właściwych narzędzi pomocowych dla każdego dziecka, warto dostrzec pozytywne aspekty rodzicielstwa zastępczego — moment, kiedy dziecko po raz pierwszy spontanicznie przytula, mówi „lubię”, kiedy zaczyna mówić o swoich potrzebach i odczuciach. Kiedy po kryzysie wraca po wsparcie i kiedy po raz pierwszy mówi „mamo”, „tato”, „u nas w domu”. To chwile niezwykłe dla każdej ze stron. To chwile, w których widać, że relacja i bliskość leczy. To także doświadczenie, że rodzicielstwo zastępcze — mimo ogromnych wymagań — może być przestrzenią głębokiego sensu. Oczywiście w procesie wychowawczym bywają chwile zwątpienia, przemęczenie, poczucia bezradności, narastających konfliktów. Poczucie, że mimo wysiłku dziecko odrzuca bliskość. Każdy kandydat na opiekuna wie, że jest to element drogi, jaką dziecko przemierza w nowej rodzinie. Historie rodzin zastępczych pokazują, że rodzicielstwo zastępcze nie wymaga heroizmu. Wymaga wsparcia, pomocy adekwatnej do sytuacji, czasem superrewizji, a także współpracy ze specjalistami i gotowości do uczenia się. Opiekun, który wie, że ma wsparcie i oparcie w drugim człowieku, np.: koordynatorze pieczy zastępczej — wie wówczas, że z każdą sytuacją sobie poradzi. Więź, która tworzy się w nowej rodzinie będzie szła z dzieckiem przez jego całe dorosłe życie. Najważniejsza teza psychologii przywiązania pozostaje niezmienna: relacja z opiekunem tworzy wzorzec, z którego dziecko będzie korzystało przez całe życie. To w tej relacji dziecko uczy się, że zasługuje na miłość, że może ufać ludziom, że może wyrażać emocje, wie jak budować bliskość i jak rozumieć siebie. Dlatego więź tworzona w rodzinie zastępczej nie jest „zastępcza” w sensie psychologicznym. Ta więź może być realnie naprawcza, rozwojowa, korygująca i lecząca. Dziecko trafiające do pieczy zastępczej nie potrzebuje idealnych opiekunów. Potrzebuje dorosłych, którzy pozostaną. Rodziców, którzy nie przestraszą się testowania granic. Rodziców, którzy zrozumieją, że trudne zachowanie może być historią zapisaną w układzie nerwowym. Którzy wiedzą, że bliskość, więź i przywiązanie to fundamenty prawidłowych relacji między członkami rodziny. Jakość opieki gwarantowanej przez rodziców w okresie wczesnego dzieciństwa, a także temperament samego dziecka, mają kluczowe znaczenie dla kształtowania wzorców przywiązania. Jak wskazują Słaboń i Duda (2012), można wyróżnić cztery podstawowe wzorce przywiązania, które stanowią fundament późniejszego funkcjonowania emocjonalnego i relacyjnego dziecka. Pierwszym z nich jest bezpieczny wzorzec przywiązania. Kształtuje się on wtedy, gdy dziecko ma pewność, że figura przywiązania jest dla niego dostępna, stabilna, przewidywalna i responsywna — czyli reagująca adekwatnie na sygnały oraz potrzeby dziecka. W takiej relacji opiekun tworzy dla dziecka bezpieczną bazę, z której może ono odważnie eksplorować świat zewnętrzny, a jednocześnie wracać po ukojenie i wsparcie w sytuacjach trudnych lub stresujących. Dziecko z bezpiecznym stylem przywiązania chętnie nawiązuje kontakty z innymi, ale w sytuacjach niepewności naturalnie poszukuje bliskości opiekuna. Taka relacja staje się matrycą zaufania do świata i ludzi. Drugim wzorcem jest przywiązanie ambiwalentno-lękowe. Powstaje ono wtedy, gdy reakcje opiekuna wobec dziecka są niespójne i nieregularne — raz opiekun jest dostępny, pomocny i wspierający, a innym razem nie zauważa potrzeb dziecka lub ich nie zaspokaja. Jeśli dodatkowo w relacji pojawiają się komunikaty o groźbie odrzucenia czy porzucenia, dziecko nie rozwija pewności, że może liczyć na opiekuna. W konsekwencji rozstanie z figurą przywiązania budzi silny lęk, a eksploracja otoczenia zostaje ograniczona. Dziecko oscyluje między poszukiwaniem bliskości a obawą przed nią, co może prowadzić do zachowań nieadaptacyjnych i trudności w regulacji emocji. Trzecim wzorcem jest przywiązanie lękowo-unikające. Kształtuje się ono wtedy, gdy opiekun nie reaguje adekwatnie na sygnały dziecka, jest emocjonalnie lub fizycznie niedostępny, a w trudnych sytuacjach oczekuje od dziecka samodzielnego radzenia sobie. W efekcie dziecko uczy się, że nie może liczyć na wsparcie, a bliskość nie przynosi ukojenia. Aby chronić się przed zranieniem, rozwija zachowania obronne i unika kontaktu emocjonalnego. Często tworzy pozorną samowystarczalność, która w rzeczywistości maskuje brak zaufania i trudność w budowaniu bliskich relacji. Ostatnim wzorcem jest przywiązanie zdezorganizowane. Charakteryzuje się ono brakiem spójnego sposobu reagowania wobec figury przywiązania. Dziecko może jednocześnie poszukiwać bliskości i unikać kontaktu, zastygać w bezruchu, prezentować dezorientację lub reagować w sposób chaotyczny. Taki wzorzec często wiąże się z doświadczeniem traumy — przemocy, zaniedbania, nieprzewidywalności, choroby psychicznej opiekuna lub sytuacji, w której opiekun jest dla dziecka jednocześnie źródłem bezpieczeństwa i zagrożenia. Badacze wskazują także, że opiekunowie dzieci z tym stylem przywiązania nierzadko sami noszą nieprzepracowane doświadczenia traumatyczne z własnego dzieciństwa. Z perspektywy rodzicielstwa zastępczego szczególnie ważne jest zrozumienie, że każde zachowanie dziecka — także trudne, buntownicze czy opozycyjne — jest komunikatem. Informuje ono dorosłego o tym, jak dziecko funkcjonuje, czego doświadcza i z czym sobie nie radzi. Zachowanie dziecka jest sumą jego doświadczeń, przeżyć i sposobów przystosowania do wcześniejszych warunków życia. Dlatego ocenie powinno podlegać zachowanie, a nie samo dziecko.
Podsumowując, to jakość relacji budowanej z dzieckiem ma znaczenie fundamentalne. Dziecko nie potrzebuje idealnego rodzica ani idealnego opiekuna. Potrzebuje dorosłego, stabilnego, przewidywalnego, reagującego adekwatnie i pozostającego blisko — także wtedy, gdy pojawiają się trudne emocje i zachowania. To właśnie bliskość i poczucie bezpieczeństwa wpływają kojąco na układ nerwowy dziecka, wspierają jego rozwój emocjonalny i budowanie zaufania. Można więc powiedzieć, że to bliskość leczy, a leczy przede wszystkim relacja — relacja, na bazie której rodzi się więź i przywiązanie.
Wnioski