E-book
9.56
drukowana A5
24.17
drukowana A5
Kolorowa
46.37
Wplecione w wersy

Bezpłatny fragment - Wplecione w wersy


Objętość:
84 str.
ISBN:
978-83-8155-699-6
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 24.17
drukowana A5
Kolorowa
za 46.37


Motto:

Tu się zaczyna ta rozmowa,

Na słowa proste i zawiłe,

Niejedną łzę w swym wnętrzu chowa

I uśmiech, co wyjrzał na chwilę.

Wplecione w wersy

Nie mówmy — Pas!

Nie mówmy — pas!

bo jeszcze nie raz,

los do tablicy nas wywoła.

Czy wtedy czas,

łaskawy tym z nas,

co z obietnic robią koła.


Nie mówmy — pas!

cóż dzisiaj nie raz,

kieliszek pustym się wydaje.

Lecz jutro czas,

przywróci do łask,

znów obiecując cudne racje.


Nie mówmy — pas!

Znów karty w tas

I inny układ na nas czeka.

Jutro en face,

entre w inny czas,

więc dzisiaj, niech nikt nie narzeka.

TU I TAM

* * *

Z tysięcy osób, jedyna,

ze wszystkich miast

właśnie to.

Z marzeń wzniesiona Syrena

miecz ponad mgłą.

* * *

A ty mnie przytul,

ulico mego dzieciństwa.

Zmienna kobieto w odsłonach wielu.

Wczoraj, jeszcze drży na twoich rzęsach.

Dzisiaj, ze słowem — wreszcie!

wschodzi pełne dźwięków i kształtów.

Jutro, cieniem wieczoru

na klawiszach domów gra.

Zadrżało

Zadrżało serce, zadrżało.

Zadrżało od głów do stóp.

Ulico odmieniona a znana,

Pod twoim brukiem,

wciąż tkwi grób.


Spłynęły słone brylanty,

barwiąc ślad krzyża.

Na ścianach, długi przemarsz cieni

w rytmie melodii

wrogich salw.


Słyszysz? Biją dzwony Długiej.

Listę otwierają i

twarze — pseudonimy wracają,

by na Starówce

uśmiech kwitł.

Tęsknota

Przenoszę myśli moje dróg plątaniną,

nad rzekę młodo szumiącą,

nad ażury mostów wiatrem muskane,

świateł symfonię nocno-poranną,

kiedy mrok zapada za wcześnie.

Na brzęk kroków, odyseję rozmów

i nieustanny pośpiech ulic,

choć czas równo odmierza się na tarczy.


Przenoszę serce moje, tam gdzie zawsze

błądzić pragnie i patrzeć na oblicze

co dnia inne, rodzinnego miasta.

Wracam wiosennym szlakiem ciszy,

dziś nie brzmi jak wtedy uwerturą.

W spiekotę drzewocienną, jakby

czekała na nieba chmurną zapowiedź.

I nie odnajduję moich śladów.

Tylko i aż

Tylko i aż,

dach znajomo brązem błyszczy

w oknach zachód płonie

nad łąką mgły sukienka.


Tylko i aż

chwilo trwaj jak najdłużej

otulona w piękna szal

oczami nocy strzeżona.


Tylko i aż

ziemio tęskniąca rodzinnie,

ulico nad Bzurą

z furtką i chłodem ścian.

* * *

Droga cena cegieł rzucanych na szaniec

„Czarny Jaś” Wuttke

Rozwiesili na sierpniowym niebie,

swoje dłonie ubrane w karabin,

czapkę wsuniętą na bakier,

opaskę biało-czerwoną.

Rozdawali uśmiechy nadziei

i wolność w butelkach z benzyną.

Szli ulicami bronić miasta.

Płacili najlepszą monetą,

sercem bijącym zbyt krótko.

Chmurzyło się, szarzało

nim skończył się ich bój.

Październik 44

A po co to wszystko…

ten smutek,

ten ból serca samotnego.

Strzał padł,

salwą mury rozstrzelał,

roześmiał się

szeregiem białych krzyży

i przysiadł obok

niespodziewanym gościem

kłującym kasztanem.

Jedyny

W sali, cisza zapadła

wiatr przystanął za oknem.

On siedział krótką chwilę

zanim podniósł dłonie

dotknął klawiszy, zatańczyli

w czarno-białych dominach,

nuty zapatrzone w rytm wpadały,

który wyznaczył.

Pasaże mazurków i walców brzmiały,

wieczór nadszedł…

Nikt nie wstał, zasłuchani

w echo, co grało jeszcze.

Czekali,

choć on już przestał.

Echa

Wśród murów bezdachych, księżyc rozpalony

Przenosi dzieci cienie w gwiezdną latarnie.

Szemrze w dole ze smutkiem woda w rzece,

O tym co przeminęło, na dnie warstwą piasku.


Czasy się przetaczają, naniesione wiatrem

Słychać salwy wystrzałów, sekwensy rozkazów.

Płonie, lecz nie latarnia, żywioł wypuszczony,

Obcą dłonią w nadziei zwycięskiej.


Milkną na progu świtu, w ramach poszarzałych

Niechętne dniu nowemu, co obwieszcza wiek.

W rytmie długich ciągów i wielkiego pospiechu

budzi się Sochaczew i z koleją rozchodzi.

Śladom po …

To miejsce, nadal pamięta

dziś otulone drzew szelestem

został ślad po krzyżu

i pusty dół, który zapomniał

kto tu spał.

Na tynku, pęknięcia czasu

I zdarzeń

odbite skapywały

barwiąc kontury stóp.

OKRUCHY

* * *

Świat

dłoń otwarta w znajomym geście

dryfuje w kosmosie czekając drugiej.

Razem

stworzą niepowtarzalną całość

zamkniętą słowem

...nareszcie!

* * *

Wielbię tę niedoskonałość,

co każe iść do przodu

i dalej odmieniać barwy słów

i tę niepewność,

co myśli ubiera w nową tkaninę,

nim dłoń wyda ją

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.56
drukowana A5
za 24.17
drukowana A5
Kolorowa
za 46.37