E-book
15.75
drukowana A5
59.07
Wojownicy Peruna

Bezpłatny fragment - Wojownicy Peruna


Objętość:
225 str.
ISBN:
978-83-8455-121-9
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 59.07

Rozdział 1

Nowe otwarcie

— Zdradził. — oficer ESO spojrzał na Sylwię spokojnie. — Zdezerterował.

— Nie. — Sylwia pokręciła głową. — On po prostu się zakochał.

— Miłość do wroga to słabość proszę pani.

— Jeśli tak uważacie proszę mnie zastrzelić, bo waszym zdaniem wydałam komunistę na świat. — odparła spokojnie.

— Tu nie chodzi o panią… tylko o niego.

— Jest dla was problemem. — powiedziała. — Gdyż pokazuje, że Europa może mieć alternatywę.

— Związek Sowiecki to zagrożenie dla demokracji. — oficer spojrzał na nią uważnie. — On prowadzi eksport rewolucji.

— Jak tak patrzę na to czym Europa się stała… demokracją tylko z nazwy… to powiem, że Rosja nie jest naszym wrogiem.

— To co pani mówi można uznać za sprzyjanie Rosji.

— To są fakty panie generale. — Sylwia spojrzała mu w oczy. — Fakty trudne do zaakceptowania.

— Rosja was zniewoliła. — zauważył generał.

— Owszem, ale tak samo Prusy i Austria. Francja czy Anglia temu wtórowały a wasz Wolter… on nami gardził.

— W czasie wojny u was zdrajcy byli zabijani.

— W czasie wojny to pół Europy kurwiło się z Niemcami.

— Dość. — generał uderzył dłonią w stół. — To jest nieprawomyślne.

— Powiem panu jedną brutalną prawdę, dlaczego Polska jest waszym problemem? Bo nie pasuje do waszej wizji Europy, jeśli dodamy do tego nie bójmy się tego słowa powiedzieć judeofilię Zachodu, który wcześniej tak ochoczo zabijał Żydów.

— Koniec.

Sylwia bez słowa wstała i wyjęła biało-czerwoną flagę.

— Jestem Polką a potem dopiero Europejką.

Wyszła bez słowa.

Kazimierz siedział w baraku sztabowym, nad kubkiem gorzkiej herbaty. Na ścianie wisiała flaga z sierpem i młotem, jeszcze nowa, pachnąca farbą drukarską. Mundur ciągle uwierał go w ramionach — jakby ciało nie zdążyło przywyknąć do nowej tożsamości.

Drzwi otworzyły się bez pukania.

— Towarzyszu Studnicki. — oficer polityczny skinął głową. — Przyszła depesza z Europy.

Kazimierz podniósł wzrok.

— Od Mamy?

— Pośrednio.

Dostał tablet. Przeczytał krótki raport.

„Przesłuchanie Sylwii Plater. Konfrontacja z dowództwem ESO. Otwarte zakwestionowanie doktryny europejskiej. Brak skruchy.”

Jego ręka zadrżała.

— Co jeszcze?

— Powiedziała, że nie jesteś zdrajcą. — oficer zawahał się. — Powiedziała, że jesteś… wyborem.

Kazimierz zamknął oczy.

Przez chwilę widział ją sprzed lat: kawiarnia w Krakowie, deszcz za oknem, Europa jeszcze pewna siebie. Wtedy wszystko było prostsze. Świat dzielił się na „nas” i „ich”. Teraz podział biegł przez ludzi.

— Wiedzą, gdzie jestem? — zapytał.

— Oficjalnie: „zaginiony”. Nieoficjalnie: symbol. — oficer usiadł naprzeciwko. — Europa boi się symboli bardziej niż armii.

— A Moskwa?

— Moskwa uważa, że zrobiłeś to, czego inni się bali.

Kazimierz uśmiechnął się krótko, bez radości.

— Nie chciałem być symbolem. Chciałem przestać być trybikiem.

— W polityce to to samo.

Zapadła cisza.

— Jeśli ją skrzywdzą… — zaczął.

— Nie zrobią z niej męczennicy. — przerwał oficer. — Męczennicy są groźni. Zrobią z niej wariatkę. Albo zdrajczynię.

Kazimierz wstał.

— Muszę do niej dotrzeć.

— Nie możesz. Europa zamknęła granice informacyjne. — oficer spojrzał mu prosto w oczy. — Ale ona już zrobiła swoje.

— Co?

— Zasiała wątpliwość.

Kazimierz podszedł do okna. Za nim rozciągał się obóz szkoleniowy Neo-ZSRR: kolumny żołnierzy, czerwone gwiazdy, hymn dobiegający z głośników.

— Myślisz, że historia nas zapamięta?

— Tak. — odpowiedział oficer. — Pytanie tylko jako bohaterów czy jako początek nowej wojny.

Kazimierz ścisnął w dłoni tablet.

— Mama zawsze była wrogiem Europy.

— Zawsze?

— Odkąd usłyszała, że Polskość to nienormalność.

Spojrzał jeszcze raz na ekran. Na końcu raportu widniało jedno zdanie:

„Obiekt wykazuje lojalność wobec dezertera mimo presji.”

— Jest silniejsza niż myślałem — powiedział cicho.

— Albo bardziej samotna.

Za oknem zabrzmiał sygnał alarmowy — ćwiczenia bojowe.

Kazimierz założył czapkę mundurową.

— Jeśli to ma być nowa wojna… — powiedział — …to ona zaczęła się nie od strzału. Tylko od rozmowy.

Odwrócił się w stronę drzwi.

— A rozmów nie da się już cofnąć.

Jan spojrzał na raport i na list.

— Wierutne kłamstwa. -powiedział do siebie.

Zadzwonił.

— Tak?

— To ja Sylwia.

— Nie możemy rozmawiać Janek oni mnie obserwują.

Uśmiechnął się.

— Tu też trzeba uważać co się mówi.

— Oni uważają naszego syna za zdrajcę.

— No tak… czemu się przejmować jakimś oficerem, skoro dziecko Europy zdradziło.

— W ich mniemaniu.

— Nie rozumieją, że dla niektórych Demokracja to nie jest tylko puste opakowanie czekoladek.

— Wiem kochany.

— To chore. — powiedział po chwili. — Każą się nam zabijać w imię swoich interesów.

— Nawet nie wiesz, jaka jest nagonka na tych co myślą inaczej.

— Wiem aż za dobrze, przecież byłem raz przewodniczącym Unii.

— Czy ciebie tam nie śledzą? — spytała czule.

— Pilnują, każą czytać Lenina i Marksa, ale nie Stalina.

Spojrzał na flagę dwie czerwone gwiazdy w złotym obramowaniu na czerwonym tle.

— Rosja nie jest już radziecka w sensie instytucji, ale mentalność została.

Jan odsunął telefon od ucha i spojrzał przez okno. Miasto było spokojne, aż nienaturalnie. Europejska stolica, pełna flag, haseł o wolności i tolerancji, a on pierwszy raz od dawna czuł, że to tylko dekoracja.

— Sylwia… — powiedział ciszej. — Oni nie boją się Rosji. Oni boją się, że ktoś pokaże inną drogę.

— Nasz syn… — jej głos zadrżał. — On chciał tylko żyć po swojemu.

— A to dziś największa zbrodnia.

Zapadła chwila ciszy, przerywana tylko trzaskiem zakłóceń.

— Janek… — wyszeptała. — Jeśli coś mi się stanie…

— Nie mów tak.

— Musisz go chronić. Choćby z daleka.

Jan zamknął oczy.

— Chronię was oboje. Na swój sposób. Raporty, które widzę… Europa szykuje coś dużego. Potrzebują wroga. A wy jesteście wygodni.

— Bo nie pasujemy do narracji.

— Bo pokazujecie, że człowiek może kochać kogoś „po drugiej stronie”.

Sylwia zaśmiała się krótko, gorzko.

— Miłość jako kontrrewolucja. Brzmi jak herezja.

— Dla nich wszystko, co nie mieści się w tabelkach ideologii, jest herezją.

Jan spojrzał znów na flagę z dwiema czerwonymi gwiazdami.

— Wiesz, co jest najgorsze? — powiedział. — Oni naprawdę wierzą, że bronią demokracji. Tak jak kiedyś wierzyli, że bronią socjalizmu. Zmienili słowa, ale nie mechanizm.

— A my?

— My jesteśmy między młotem a kowadłem.

W słuchawce znów zaszumiało.

— Muszę kończyć — szepnęła. — Ktoś idzie.

— Sylwia…

— Kocham cię.

— Ja ciebie też.

Połączenie się urwało.

Jan długo trzymał telefon w dłoni. Potem wstał i wyjął z szuflady stary dokument: projekt deklaracji, który kiedyś chciał przedstawić Radzie Europy. Odrzucony jako „niebezpiecznie relatywistyczny”.

Przeczytał pierwsze zdanie:

„Demokracja bez wyboru przestaje być demokracją.”

Uśmiechnął się smutno.

— Może jeszcze nie jest za późno — powiedział do pustego pokoju.

Spojrzał na ekran komputera. Na biurku czekał nowy raport oznaczony klauzulą TAJNE — HEPTARCHIA.

Otworzył go.

Pierwsze zdanie brzmiało:

„Japonia, Indie i Brazylia rozważają wspólne stanowisko wobec konfliktu Europa–Neo-ZSRR.”

Jan odchylił się na krześle.

— A więc świat naprawdę się zmienia… — mruknął. — I nikt już nie kontroluje tej gry.

Za oknem zawyły syreny policyjne. Demonstracja. Transparenty. Hasła o zdradzie i lojalności.

Jan zamknął laptopa.

— Jeśli historia ma się powtórzyć. — powiedział cicho — To tym razem zacznie się od rodzin.

Parlament Europejski był taki jak go zapamiętał chłodny i zimny przypomniał sobie syna patrzącego na niego strzelającego do demonstrantów.

— Ma pan głos, panie Studnicki. — powiedziała przewodnicząca.

— Proszę państwa Europa stoi w obliczu kryzysu tożsamości pamiętam, kiedy byłem przewodniczącym Europa stawiała na innowacyjność, na wspólne dobro, na wartości demokracji i praw człowieka. Teraz Europa jest inna, zamknięta w sobie, nieprzyjmująca argumentów drugiej strony a odkąd przestałem być jej głową szczuje własnych obywateli na innych u nas NIE ma wojny. Mimo to czuję się tak, jakbym w niej uczestniczył. Ofiarą tej zmiany kursu jest mój syn, który nie widząc wyjścia wybrał życie w Rosji. Europa zbudowana na demokracji stała się niczym Oceania z Orwellowskiej powieści pamiętam doskonale czasy żelaznej kurtyny, ta sama psychoza, ten sam strach pytam w czyim interesie jest rozpętanie kolejnego światowego konfliktu? Odpowiedź jest oczywista, ale poprzez traumę II Wojny ukrywana, to ruchy ekstremistyczne chcą takiej wojny żydowskie, ukraińskie i wiele innych jeszcze kilka lat temu ustaliliśmy z Rosją podział odpowiedzialności. W strefie rosyjskiej jest Ukraina. A wy złamaliście to co ja konsekwentnie budowałem. Pokojową koegzystencję zanim coś powiecie. Od 1871 do 1914 mieliśmy 40 lat pokoju w Europie w latach 1945—2008 również. Nie jestem pacyfistą wojna to stan naturalny, ale wielkie imperia mogą ze sobą współistnieć, dlatego apeluje nie wywołujcie wojny, która skończy się zagładą całej ludzkości.

Na sali zapadła cisza. Taka cisza, która nie oznacza zgody, tylko szok.

Jan Studnicki stał jeszcze chwilę przy mównicy. Czuł, jak drżą mu dłonie, ale głos pozostał spokojny. Zbyt spokojny jak na to, co właśnie powiedział.

Przewodnicząca przełknęła ślinę.

— Dziękujemy panu za… wystąpienie. — powiedziała chłodno. — Czy ktoś z państwa chce zabrać głos?

Podniósł się mężczyzna w granatowym garniturze z emblematem ESO.

— To, co przed chwilą usłyszeliśmy, jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale i niebezpieczne. — spojrzał na Jana. — Pan Studnicki wprost usprawiedliwia agresję Rosji oraz podważa fundamenty europejskiej demokracji.

— Ja je przypominam. — odparł Jan. — Wy je porzuciliście.

— Pański syn służy w armii wroga.

— Mój syn służy idei, której Europa już nie rozumie.

Na galerii rozległy się szepty. Jedni bili brawo. Inni kręcili głowami.

— Mówi pan o Orwellańskiej Oceanii… — ciągnął generał ESO. — A sam proponuje pan strefy wpływów jak w Jałcie.

Jan uśmiechnął się gorzko.

— Europa zawsze żyła w iluzji, że nie ma stref wpływów. A tymczasem każdy wasz traktat jest nową Jałtą. Różnica polega na tym, że dawniej robili to zwycięzcy wojny. Teraz robią to biurokraci bez mandatu historii.

— To zdrada.

— Zdradą jest wysyłać młodych ludzi na śmierć w imię abstrakcji.

Wstała kobieta z delegacji skandynawskiej.

— Pan mówi o pokoju, ale Rosja eksportuje rewolucję!

— A Europa eksportuje demokrację rakietami. — odpowiedział natychmiast. — Każde imperium nazywa swoją przemoc inaczej.

Zapadła kolejna cisza. Tym razem cięższa.

Przewodnicząca uderzyła młotkiem.

— Wystąpienie pana Studnickiego zostanie odnotowane w protokole. Komisja Bezpieczeństwa zajmie się jego… treścią.

Jan odszedł od mównicy powoli. W głowie widział twarz syna w hełmie, z karabinem skierowanym w tłum.

„Europa każe mi strzelać do ludzi, którzy myślą inaczej” — przypomniał sobie jego słowa.

Gdy wychodził z sali, ktoś złapał go za rękaw.

— Panie Studnicki… — szepnęła młoda europosłanka. — Ma pan rację. Ale oni pana zniszczą.

— Już próbowali. — odparł. — Teraz próbują zniszczyć świat.

Na korytarzu czekało dwóch funkcjonariuszy ESO.

— Prosimy z nami.

— Za co? — spytał spokojnie.

— Prewencyjne przesłuchanie. Dla pana bezpieczeństwa.

Uśmiechnął się krzywo.

— Tak właśnie zaczyna się każda wojna. Od słowa „bezpieczeństwo”.

Drzwi zamknęły się za nim z metalicznym trzaskiem.

Za oknami Parlamentu Europejskiego tłum skandował hasła:

„ZDRADA!”
„WOJNA JEDYNĄ DROGĄ!”

A gdzieś daleko, po drugiej stronie kontynentu, jego syn patrzył na mapę Europy z zaznaczonymi czerwonymi i niebieskimi strefami.

I pierwszy raz pomyślał:

„Może ojciec ma rację. Może to już nie jest walka o ideologię, tylko o to, kto napisze historię.”

Rozdział 2

Myślozbrodnia

— Pana słowa są niebezpieczne. — powiedział oficer ESO.

— Dla kogo? Bo na pewno nie dla Europy, którą rządziłem.

— To ta sama Europa proszę pana.

— Nie. — powiedział Jan. — Moja Europa była racjonalna a co najważniejsze wolna od partykularnych interesów państw członkowskich.

— Sugeruje pan, że jakieś państwo steruje Europą?

— To oczywiste kto. — powiedział Jan. — Niemcy i Francja chociaż co do Francji bym dyskutował.

— Po czym pan to wnioskuje?

— Po obserwacji, kiedyś w urzędach mówiło się po łacinie, ewentualnie grece teraz po francusku i niemiecku nie na takich fundamentach to wyrosło.

Oficer wyjął dokument.

— Proszę podpisać.

— Nie znam niemieckiego. — powiedział.

— To deklaracja, że pan wyrzeka się swojej myślozbrodni.

— Nawet już się nie kryjecie z tym co Niemcy zrobiły z Europą od 2019 roku mówicie o mowie nienawiści, ale nie ma czegoś takiego. Mówicie o demokracji, ale liczy się jedyny słuszny przekaz. I pomyśleć, że pan był moim podkomendnym.

Oficer ESO zacisnął szczękę.

— To ostatnia szansa, panie Studnicki. Podpisze pan i wróci do domu. Bez rozgłosu. Bez procesu.

Jan wziął dokument do ręki. Przeczytał powoli, linijka po linijce.

— „Oświadczam, że moje poglądy były wynikiem dezinformacji oraz wpływu narracji wrogich demokracji europejskiej…” — uniósł wzrok. — Piękne. Brakuje tylko słowa: samokrytyka.

— Czasy się zmieniły.

— Nie. — Jan odłożył kartkę. — Zmieniły się dekoracje. Mechanizm jest ten sam.

— Wie pan, co się stanie, jeśli pan odmówi?

— Zostanę ekstremistą. Albo rosyjskim agentem. Albo chorym psychicznie. — uśmiechnął się gorzko. — Wybierzecie wygodną etykietę.

Oficer nachylił się nad stołem.

— Europa jest zagrożona.

— Nie. Europa boi się prawdy.

— Pana słowa mogą wywołać niepokoje społeczne.

— A wasze milczenie wywoła wojnę.

Zapadła cisza. Kamera w rogu lekko się obróciła.

— Wie pan, że pański syn służy w armii Neo-ZSRR. — powiedział oficer wolniej. — To poważna okoliczność obciążająca.

Jan uniósł brwi.

— Groźby przez dziecko? Naprawdę tak nisko upadliście?

— To nie groźba. To fakt.

— Faktem jest też to, że Europa kiedyś potrafiła rozmawiać z Moskwą. Teraz tylko krzyczy.

Oficer wstał.

— Skoro pan odmawia współpracy… zostanie pan objęty procedurą izolacji informacyjnej.

— Czyli?

— Zakaz wystąpień publicznych. Blokada kont. Monitoring rozmów. Ochrona.

— Internowanie bez nazwy. — Jan spojrzał mu w oczy. — Gratuluję. Przekroczyliście granicę, której obiecywaliście nigdy nie przekroczyć.

Drzwi otworzyły się. Dwóch strażników stanęło w progu.

— Proszę wstać.

Jan wstał powoli.

— Wie pan, czego się boicie najbardziej? — zapytał spokojnie. — Nie Rosji. Nie Chin. Boicie się, że ludzie zaczną porównywać.

— Proszę iść.

— Bo jeśli porównają… to zapytają, kto naprawdę jest wolny.

Strażnicy wyprowadzili go korytarzem. Za szybą Sylwia stała nieruchomo. Ich spojrzenia spotkały się na sekundę.

— Nie żałuj. — powiedział cicho.

— Nie żałuję. — odpowiedziała bezgłośnie.

Drzwi zamknęły się.

Oficer ESO został sam w sali przesłuchań. Spojrzał na niepodpisany dokument.

— Idealista… — mruknął. — Albo przyszły symbol.

Sięgnął po telefon.

— Centrala? Mamy problem. Studnicki nie pękł.

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

— W takim razie… przygotujcie plan B.

Nadieżda patrzyła na najnowsze wydanie Prawdy.

— Mówią o twoim tacie. — powiedziała spokojnie. — Uważają go za naszego agenta.

— Brzmi znajomo. — Kazimierz uśmiechnął się. — Jeśli coś zrobią mamie lub ojcu… rozwalę im tą Brukselę.

Nadieżda złożyła gazetę i spojrzała na niego uważnie.

— Nie mów tak głośno. — powiedziała cicho. — Ściany mają uszy. Nawet tutaj.

Kazimierz prychnął.

— Myślisz, że Moskwa mnie nie słyszy? Jestem idealnym symbolem: Europejczyk, który przeszedł na Wschód. Jedni zrobią ze mnie bohatera, drudzy terrorystę.

— A ty kim jesteś naprawdę? — spytała.

Zawahał się.

— Synem człowieka, który uwierzył w Europę. I mężem kobiety, która wierzy w Związek Radziecki. — spojrzał na nią. — A pomiędzy tym wszystkim… żołnierzem.

Radio w kącie pokoju zachrzęściło.

„Według źródeł europejskich były przewodniczący Unii, Jan Studnicki, został objęty procedurą izolacji informacyjnej z powodu szerzenia prorosyjskiej narracji…”

Nadieżda ścisnęła filiżankę tak mocno, że aż zadźwięczała.

— Izolacja informacyjna. Piękne słowo na więzienie.

— U nas nazywało się to ochroną przed kontrrewolucją. — odpowiedział Kazimierz gorzko. — Widzę, że Europa szybko się uczy.

Zapadła cisza.

— Mój ojciec też był kiedyś symbolem. — powiedziała w końcu. — Generał, patriota, Radziecki do kości. A kiedy przyszło do wyboru między państwem a mną… wybrał mnie. Za to mógł zapłacić życiem.

— I zapłaci? — spytał.

— Jeszcze nie. Ale system pamięta.

Kazimierz wstał i podszedł do okna. Na dziedzińcu koszar maszerowała kompania rekrutów.

— Jeśli Europa dotknie moich rodziców… nie będę już tylko symbolem.

— Będziesz pretekstem do wojny.

Odwrócił się gwałtownie.

— Wojna już trwa. Tylko jeszcze nikt nie strzela oficjalnie.

Nadieżda podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu.

— Wiesz, co jest najgorsze?

— Co?

— Że oni wszyscy mówią o wartościach. A my mówimy o rodzinie.

Spojrzeli na siebie długo, bez słów.

Drzwi otworzyły się nagle. Wszedł oficer dyżurny.

— Towarzyszu kapitanie Studnicki. — powiedział sztywno. — Wezwanie do dowództwa. Natychmiast.

Kazimierz zmrużył oczy.

— Powód?

— Sprawa polityczna. — oficer zawahał się. — Dotyczy pańskiego ojca.

Nadieżda pobladła.

— Widzisz? — wyszeptała. — Zaczęło się.

Kazimierz założył czapkę i poprawił pas z kaburą.

— Jeśli chcą ze mnie zrobić narzędzie… to najpierw będą musieli zapytać, po czyjej stronie stoję.

— A po czyjej stoisz? — spytała cicho.

Spojrzał jej prosto w oczy.

— Po stronie ludzi. Nie imperiów.

Wyszedł. Drzwi zamknęły się z metalicznym trzaskiem.

Nadieżda została sama z gazetą „Prawda” leżącą na stole.

Na pierwszej stronie widniał tytuł:

„EUROPEJSKI POLITYK DEMASKUJE HIPOKRYZJĘ ZACHODU — GŁOS ROZSĄDKU Z BRUKSELI?”

— Historia zatacza koło… — szepnęła. — Tylko teraz w środku jesteśmy my.

Wyjęła małą flagę z sierpem i młotem.

,,Mamo nie rób mu tego” pomyślała.

Spojrzała na rosyjski trójkolor.

— To nie są moje barwy, ani moja ojczyzna.

Rozdział 3

Decyzja

Irina patrzyła na Kazimierza przenikliwie za nią wisiała wielka flaga Związku.

— Twój ojciec jest chyba jedynym głosem rozsądku w Europarlamencie. — rzekła powoli. — Nie chce wojny, lecz pojednania.

— Nie rozumiem.

— W 2016 zaproponował, aby każdy miał swój obszar odpowiedzialności. — uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. — A teraz nie chce dopuścić do wojny.

— To nie ze strachu. — powiedział Kazimierz. — Tylko z chłodnej kalkulacji, jeśli będziemy się zabijać wszyscy zginiemy.

— To oczywiste. — enkawudzistka spojrzała na portret Dzierżyńskiego. — My też nie chcemy wojny z Europą.

— Wojna między Europejczykami to bratobójstwo.

— Tak. — powiedziała po polsku. — Moja córka dobrze trafiła. — dodała.

Irina wstała zza biurka i podeszła do okna.

— Europa zawsze mówiła o wartościach. — powiedziała cicho. — A kiedy przyszło do próby, wybrała strach. Strach przed Rosją, przed Chinami, przed własnymi obywatelami.

Odwróciła się do niego.

— Twój ojciec przypomina im, że historia już raz się tak skończyła. W 1914. W 1939. I że trzeci raz będzie ostatni.

Kazimierz zmarszczył brwi.

— Więc czemu ja tu jestem?

— Bo jesteś pomostem. — odpowiedziała. — Synem Europejczyka i mężem Radzieckiej obywatelki. Żołnierzem, którego Zachód nazwał zdrajcą, a Wschód jeszcze nie zdecydował, czy uczyni bohaterem.

— Brzmi jak wyrok.

— Brzmi jak zadanie.

Wyjęła teczkę z czerwonym godłem i położyła ją na stole.

— Moskwa chce, byś wystąpił publicznie. Oficjalnie. Jako dowód na to, że Europa ma alternatywę inną niż wojna.

Kazimierz spojrzał na dokumenty.

— Mam potępić Unię?

— Masz powiedzieć prawdę. — Irina uniosła brew. — Że twój ojciec nie jest agentem. Że Europa nie słucha własnych ludzi. Że demokracja bez wyboru jest tylko dekoracją.

— A jeśli odmówię?

Zapadła cisza.

— Wtedy Europa powie, że jesteś naszym więźniem. A my… nie będziemy mogli cię już chronić.

Kazimierz roześmiał się krótko.

— Zabawne. Całe życie ktoś mnie „chroni”.

Podszedł do portretu Dzierżyńskiego.

— On też mówił, że chroni rewolucję. A ilu ludzi przy tym zginęło?

Irina spojrzała na niego uważnie.

— Aleksiej też tak mówił, zanim nauczył się, że państwo zawsze chce więcej niż człowiek. Ty masz wybór, którego on nie miał.

— Czy naprawdę?

— Tak. — położyła mu rękę na ramieniu. — Bo twoja decyzja nie jest o ideologii. Jest o rodzinie.

Kazimierz zamknął oczy.

Przed oczami zobaczył ojca przemawiającego w Parlamencie, matkę szeptem ostrzegającą przez telefon, Nadieżdę z gazetą „Prawda” w rękach.

— Jeśli wystąpię… Europa uzna mnie za wroga.

— Już to zrobiła.

— A jeśli nie wystąpię… Rosja uzna mnie za tchórza.

— Być może.

Podniósł teczkę.

— Kiedy?

— Jutro. — odparła Irina. — Przemówienie pójdzie na żywo do Europy, Rosji i Chin.

Kazimierz wziął głęboki oddech.

— W takim razie nie będę mówił jako Rosjanin ani Europejczyk.

Irina spojrzała pytająco.

— A jako kto?

— Jako syn. — powiedział spokojnie. — I jako człowiek, który nie chce, by historia znów zatoczyła koło.

Irina skinęła głową.

— Aleksiej byłby z ciebie dumny.

Kazimierz ruszył ku drzwiom, po czym zatrzymał się jeszcze raz.

— Towarzyszko Irino…

— Tak?

— Jeśli po tym wystąpieniu mnie zlikwidują?

Uśmiechnęła się smutno.

— Wtedy przynajmniej umrzesz nie jako pionek, ale jako ten, który sam wybrał stronę.

Wyszedł.

Za jego plecami flaga Związku poruszyła się lekko od przeciągu, jakby sama historia wstrzymała oddech.

Czerwone światło kamery zapaliło się punktualnie o dwunastej.

Kazimierz stał nieruchomo przed mównicą. Za nim wisiały trzy flagi: Związku Radzieckiego, Chińskiej Republiki Ludowej i neutralna biała flaga konferencji międzynarodowej.

Realizacja była bezbłędna. Transmisja szła jednocześnie do Moskwy, Pekinu, Brukseli i Waszyngtonu.

Irina obserwowała go zza szyby reżyserki.

— Zaczynaj — powiedział technik.

Kazimierz spojrzał prosto w kamerę.

— Obywatele Europy. Obywatele Rosji. Obywatele świata.

Zrobił krótką pauzę.

— Nazywam się Kazimierz Studnicki. Jestem Polakiem z urodzenia, Europejczykiem z wychowania i żołnierzem Związku Radzieckiego z wyboru.

Na sali poruszenie. Ktoś wyłączył mikrofon na chwilę. Ktoś inny go natychmiast przywrócił.

— Mój ojciec został nazwany agentem Kremla, ponieważ powiedział jedno zdanie: że wojna Europy z Rosją będzie samobójstwem cywilizacji.

Nachylił się do mikrofonu.

— Za te słowa wyrzucono go z Parlamentu. Za te słowa grożono mojej rodzinie. Jeśli to jest demokracja, to jest ona bardzo krucha.

Na ekranach w Brukseli posłowie krzyczeli. W Moskwie zapadła cisza.

— Europa mówi dziś o wolności. Rosja mówi o porządku. Chiny mówią o stabilności. A zwykły człowiek chce jednego: nie ginąć za cudze interesy.

Spojrzał w dół na kartkę, ale jej nie przeczytał. Zmiął ją powoli i odłożył.

— Powiedziano mi: potęp Unię Europejską. Odmówiłem. Powiedziano mi: pochwal Związek Radziecki. Też odmówiłem.

Szmer przeszedł przez salę.

— Bo prawda jest taka, że oba imperia zapomniały o człowieku.

Podniósł głos.

— Mój ojciec wierzył w Europę wartości. Ja wierzyłem w Europę kompromisu. Teraz obaj wierzymy tylko w jedno: że jeśli zacznie się wojna między Wschodem a Zachodem, nie będzie zwycięzców.

Przez chwilę słychać było tylko szum transmisji.

— Nie jestem zdrajcą. Nie jestem bohaterem. Jestem dowodem, że granice ideologii są słabsze niż granice krwi.

Spojrzał w obiektyw jak w oczy milionów ludzi.

— Jeśli Europa uważa mnie za wroga — przyjmuję to.

— Jeśli Rosja uważa mnie za propagandę — przyjmuję to.

Ale jeśli świat uważa mnie za głos rozsądku… to znaczy, że nie wszystko jeszcze stracone.

Z tyłu ktoś próbował przerwać transmisję. Obraz zadrżał, ale nie zgasł.

Kazimierz mówił dalej:

— Apeluję do rządów: wróćcie do rozmów. Do stref odpowiedzialności. Do równowagi sił. Do pokoju, który nie jest kapitulacją, lecz umową.

Uśmiechnął się gorzko.

— Historia uczy, że każde imperium ginie, gdy uzna, że jest jedynym moralnym. Europa to zrobiła. Rosja też. Chiny być może zrobią jutro.

Ostatnie zdanie powiedział wolniej:

— Nie chcę, by mój syn kiedyś zapytał: tato, czemu nie powstrzymałeś wojny, skoro mogłeś mówić?

Zapadła cisza.

Czerwone światło kamery zgasło.

Technik spojrzał na Irinę.

— Poszło wszędzie.

Irina zamknęła oczy na sekundę.

— Teraz zacznie się prawdziwa wojna. Informacyjna.

Drzwi sali otworzyły się gwałtownie. Do środka weszło dwóch oficerów bezpieczeństwa.

— Towarzyszu Studnicki, prosimy z nami.

Kazimierz odwrócił się spokojnie.

— Aresztowanie?

— Dla własnego bezpieczeństwa.

Uśmiechnął się lekko.

— Oczywiście.

Gdy go wyprowadzali, Irina spojrzała na ekran pokazujący reakcje świata:

Bruksela — chaos.

Moskwa — podzielona.

Pekin — milczenie.

Waszyngton — „prowokacja”.

Jedno było pewne: słowa Kazimierza nie dały się już cofnąć.

Historia ruszyła z miejsca.

Aleksiej słuchał przemówienia uważnie.

— Nic dziwnego, że uznano cię za zdrajcę. — mruknął do siebie.

List od Anny leżał na stole.

— Jestem Radziecki. — powiedział. — Ale mam polskie pochodzenie.

Przeczytał uważnie.

,,Alek, Europa jest niestabilna nie chcę ruszać na wojnę z tobą. Zróbmy coś zanim wszyscy zginą. Mówię to jako przyjaciółka i dawna miłość.

Ania”.

— Ma rację… ta wojna może oznaczać koniec wszystkiego, a jeśli starzy gracze przegrają… to nadejdą nowi. — rzekł do siebie.

Anna odbierała pocztę jeden z listów był anonimowy, wiedziała, dlaczego.

Napisany był polską cyrylicą stworzoną w czasie Kongresówki.

,,Aniu, rozumiem, że się boisz, ale musisz zrozumieć Zachód tą wojnę rozpoczął, ciągle prowokuje, ciągle naciska na wycofanie się z Ukrainy. Dawniej moglibyśmy się spotkać w delegacji i omówić palące kwestie, ale odkąd Zachód a w szczególności Ameryka zaczęła poszerzać swoje wpływy nic już proste nie jest Ukraina założyła Związek Radziecki wraz z Rosją i Białorusią. Łączą nas więzy krwi od 983 roku, a wy chcecie ich od nas oderwać. Urodziłem się we Lwowie dawniej mogłem wrócić do domu, ale od transformacji ZSRR w Federację Rosyjską a potem w Państwo Związkowe Rosji i Białorusi nie mogę wrócić do mojego miasta, które było semper fidelis Polsce. Chcę zobaczyć grób rodziców, przyjaciół, braci Rusów.

Twoja dawna miłość

Aleksy”.

Anna usiadła ciężko na krześle.

— Boże… — wyszeptała.

Wstała i podeszła do okna Parlamentu Europejskiego.

Na placu powiewały flagi Unii.

— Wszyscy mówicie o wartościach… — powiedziała do siebie. — A nikt nie mówi o ludziach.

Ścisnęła list w dłoni.

— Jeśli oni nie mogą rozmawiać… to ja będę mówić za nich.

Sięgnęła po telefon.

— Tu Anna Lewandowska.

Chcę wystąpić na posiedzeniu komisji bezpieczeństwa.

Natychmiast.

Pauza.

— Tak.

W sprawie wojny.

Odłożyła słuchawkę.

— Alek… jeśli nie powstrzymamy tej historii teraz… ona nas zmiecie.

Spojrzała jeszcze raz na list.

— I Europę. I Rosję. I wszystko pomiędzy.

— Ma pani głos. — powiedziała przewodnicząca.

— Szanowni panowie, szanowne panie. — zaczęła Anna. — Nie tak dawno doszło do sytuacji bez precedensu, rosyjska oficer przybyła do Europy w poszukiwaniu azylu, wróciła do kraju. Zapytam wprost czy państwo zapomnieli, że jeszcze do niedawna umowy były respektowane przez obie strony? Nawet po wojnie 2008 po ataku Rosji na Gruzję aż do 2022 Europa dochodziła do porozumienia z Rosją. A teraz co nagle Państwo Związkowe stało się obiektem ataków, sankcji i nagonki. Ukraina promująca od 2014 roku kult działacza faszystowskiego prowokowała obie strony. Od Europy żądała Podkarpacia od Rosji terenów przygranicznych a teraz się dziwicie, że jedno z tych państw nie wytrzymało? Wiecie, jak nazywa się w Warszawie takich, którzy nie myślą trzeźwo? Pożyteczni idioci. Europa nie może antagonizować innego mocarstwa atomowego, inaczej rozpoczniemy wojnę, którą wszyscy przegrają. Wielu ze Wschodniej Europy wie jak to jest, gdy ktoś nas rozdziela. 40 lat minęło zanim skończyła się Zimna Wojna. Teraz powinniśmy budować relacje z Rosją, nie zaś je pogarszać, w imię rzymskiego stereotypu, że my cywilizujemy. Apeluje do rozsądku. Nie chcemy wojny!

Cisza była absolutna w końcu niemiecki europoseł powiedział.

— To zdrada!

— Polska zdradziła? — zaśmiała się Anna. — Ja tylko powiedziałam niewygodną prawdę. Od kiedy to Niemcy decydują o sprawach Europy? Od kiedy to polityka europejska stała się elementem szantażu? Od kiedy jeden naród ma prawo decydować, kto jest demokratą a kto dyktatorem? Powiem tak: skoro akceptujemy propagandę ukraińską, która mówi, że rakiety, które spadły na polskie miasta są rosyjskie a mają napisane na odłamkach Sława Ukrainie no to gratuluje państwu zabiliście prawdę.

Rozdział 4

Próba

Wprowadzili ją do celi.

Jan siedział na pryczy i spojrzał na nią.

— Za co więzienie?

— Za prawdę. — odpowiedziała.

— Tego się obawiałem, Europa przestała być już prawdziwą demokracją, stała się państwem autorytarnym, które dla pozoru udaje nadal demokrację. — rzekł.

— A pana za co posadzili?

— Oficjalnie? Pacyfizm i oskarżenie o bycie agentem Rosji.

— A nieoficjalnie?

— Gdyż przypomniałem im czym była Europa przed wojną. — uśmiechnął się smutno.

Jan wstał powoli i podszedł do krat.

— Wiesz, co jest w tym wszystkim najbardziej ironiczne? — spytał.

— Co?

— Że oskarżają nas o sprzyjanie Rosji, a robią dokładnie to samo, co kiedyś robili Sowieci.

Anna usiadła naprzeciwko niego.

— Cenzura, jedyna słuszna linia, polowanie na heretyków…

— I strach. — Jan skinął głową. — Zawsze zaczyna się od strachu. Najpierw przed wrogiem zewnętrznym, potem przed własnymi obywatelami.

Zapadła cisza.

— Myśli pan, że jeszcze da się to zatrzymać? — zapytała w końcu.

— Nie wiem. — westchnął. — Ale wiem jedno: jeśli Europa zacznie wojnę z Rosją, przestanie być Europą. Stanie się tylko kolejnym imperium, które uwierzyło we własną nieomylność.

Strażnik uderzył pałką w kraty.

— Cisza tam!

Jan uśmiechnął się krzywo.

— Widzisz? Nawet rozmowa jest już podejrzana.

Anna spojrzała na niego uważnie.

— Mój syn jest po tamtej stronie.

— A mój też. — odpowiedział Jan cicho. — I oboje wierzą, że walczą o coś większego niż oni sami.

— A my?

— My jesteśmy reliktem starego świata. Świata, w którym jeszcze wolno było się nie zgadzać.

Drzwi celi zatrzasnęły się ciężko.

— Może dlatego jeszcze nas nie zabili — dodał Jan. — Bo ktoś musi pamiętać, że wojna nie jest rozwiązaniem.

Anna oparła się o ścianę.

— Albo dlatego, że system zawsze najpierw zamyka usta, zanim wyciągnie broń.

Białe światło lampy raziło w oczy.

— Imię i nazwisko.

— Anna Lewandowska.

— Funkcja?

— Europoseł. Była.

Oficer ESO pochylił się nad stołem.

— Wzywała pani do współpracy z wrogiem.

— Wzywałam do pokoju.

— To synonim zdrady.

— Nie. To synonim odpowiedzialności.

— Twierdzi pani, że Europa prowokuje wojnę?

— Twierdzę, że Europa przestała rozumieć własną historię.

Oficer uśmiechnął się zimno.

— Historia jest taka, jaką ją zapiszemy.

— Nie. — Anna podniosła głowę. — Historia jest taka, jaką ludzie zapamiętają. A wy boicie się pamięci.

Zapadła cisza.

— Czy przyznaje się pani do sprzyjania Rosji?

— Przyznaję się do sprzyjania życiu.

Noc.

Jan leżał na pryczy, Anna siedziała przy ścianie.

— Myślisz, że Kazimierz o tym wie? — spytała.

— Na pewno. — odpowiedział Jan. — A jeśli nie, dowie się w Prawdzie albo w Brukseli Today.

— Zrobią z nas symbol.

— System zawsze potrzebuje symboli. Najlepiej zdrajców.

Anna zamknęła oczy.

— A jeśli wojna wybuchnie?

— Wtedy nasze słowa będą dowodem, że ktoś próbował ją zatrzymać.

— I nic to nie zmieni.

— Może nie dziś. Ale kiedyś ktoś przeczyta nasze akta i zapyta: „Dlaczego ich zamknęli?”

Strażnik spojrzał przez wizjer.

— Cisza.

Jan wyszeptał:

— Imperia zawsze boją się ciszy bardziej niż krzyku.

Aleksiej patrzył na ekran.

Nagłówek:

„Były przewodniczący UE i europoseł aresztowani za prorosyjską propagandę.”

— No proszę… — mruknął. — Europa zamyka własnych ludzi.

Nadieżda ścisnęła pięści.

— To twoja przyjaciółka tato…

— Wiem.

— Jeśli ich skażą…

— Wtedy świat zobaczy, że Europa nie różni się już od tego, czym straszyła przez dekady.

— Co zrobisz?

— Wyślę list do ONZ. I do Chin. I do Brazylii.

— A jeśli to nie pomoże?

Aleksiej spojrzał na flagę z sierpem i młotem.

— Wtedy historia przyspieszy.

— Mój przyjaciel jest oficerem armii rosyjskiej. — powiedziała Anna.

— Aleksiej? — spytał Jan.

— Skąd wiesz?

— Pomógł mojemu dziecku. — odpowiedział.

— Cicho! — ryknął strażnik.

— A żebyś pękł skurwysynu. — zaklął Jan.

— Nie masz prawa głosu, zdrajco. — powiedział.

— Bo co? — Jan podszedł do krat.

— Jesteście wrogami demokracji.

— A więc wrogowie nie mają prawa głosu… jakież to niemieckie. — Anna spojrzała na niego.

— Nie waż się suko…

Strzał.

Ciało upadło na ziemię.

— Janek. — Sylwia otworzyła celę.

— Kochanie. — Jan podbiegł do niej i przytulił.

— Nie mamy czasu. — Anna usłyszała alarm.

— Racja. — powiedział.

Uciekali przez korytarze więzienne i po kilku godzinach zatrzymali się.

— Hermann… — Jan spojrzał na przyjaciela trzymającego pistolet.

— Hans… — Hermann powiedział drżącym głosem. — Nie mogę was puścić…

— Hermann, proszę…

— Myślisz, że tego chcę? — głos Niemca się załamał. — Taki rozkaz…

— Czy ty zawsze zasłaniasz się rozkazami? — Sylwia spojrzała mu w oczy.

— Sylwia… nic nie rozumiesz. — ręka mu drżała.

— Słuchaj wiem, że tego nie chcesz. — Jan podszedł do niego.

— Nie podchodź. — powiedział po polsku Niemiec. — Nie chcę cię zabić…

— Nie zabijesz przyjaciela. — powiedział Jan.

Łzy napłynęły mu do oczu.

— Janek…

Usłyszeli śmigłowiec.

— Panie Hermann. — usłyszał. — Nie strzelaj do nich.

— Kasimir…

— Synku. — Sylwia zalała się łzami.

— Na zewnątrz jest helikopter. — powiedział Kazimierz.

— Chodź z nami. — powiedział Jan.

— To będzie zdrada…

— Lepsza zdrada wobec państwa niż wobec przyjaciół. — powiedział Jan.

— Dobrze… — powiedział Hermann. — Prowadź młody.

— Ostrzegam pana w Państwie Związkowym… jest nagonka na Germanów. — powiedział Kazimierz.

— Państwo Związkowe… tak się teraz nazywają? — spytała jego matka.

— Tak mamo. — odpowiedział syn.

Aleksiej czekał na lotnisku znajdującym się na dachu ministerstwa obrony spojrzawszy na flagę, dwie gwiazdy w złotym obramowaniu na czerwonym polu stwierdził.

— Stare barwy, nowy symbol.

Nie miał wyjątkowo dzisiaj na sobie nowego munduru, tylko stary, mundur radziecki pomimo różnych reprymend nadal wpisywał sobie w kategorii narodowości,,Radziecki”.

— Nie jesteś posłuszny regulaminom. — uśmiechnęła się Nadieżda pod nosem.

— Ty za to nie jesteś już femina sovietica. — odparł ojciec wskazując Słoneczko. — Za to mama by cię zabiła bez wahania.

— Aż tak jest wierna staremu systemowi?

— Gdy została funkcjonariuszką FSB powiedziała, że nigdy nie będzie dla siebie,,panią”.

— To, dlatego do swoich podkomendnych każe zwracać się per,,towarzyszko”.

— A ty Nadia? — Aleksiej odwrócił się do niej plecami. — Nadal uważasz się za naszą córeczkę?

— Jestem radziecka tato… i zawszę będę. — powiedziała.

Helikopter wylądował po kilku minutach.

— Wszyscy cali? — spytał Kazimierza.

— Wszyscy proszę pana.

Hermann rozejrzał się po okolicy wzrok zatrzymał na Swardze.

— Co to jest? — spytał.

— Kolovrat. — odparła Nadieżda bez wahania.

— W Europie to symbol zakazany.

— Zapad zakazuje wszystkiego co niewygodne, faszysto. — Aleksiej spojrzał na Niemca surowo.

— Może zaprowadzimy was do bezpiecznego miejsca? — Kazimierz próbował rozluźnić napiętą sytuację.

— Zostawcie nas. — polecił Aleksiej wskazując Annę. — Musimy coś przedyskutować.

— Tak jest, panie generale!

Zaprowadziwszy swoich rodziców do hotelu Kazimierz zdjął hełm i spojrzał na żonę.

— Mogłeś zginąć. — powiedziała Nadieżda.

— Każdy kiedyś zginie, taka natura rzeczy.

Uśmiechnął się głupkowato.

— Zresztą, Europa niczym nie różni się od ZSRR w tym momencie.

— Ateizm państwowy?

— Nie do końca, widzisz, kiedy jeszcze Francja przewodziła Unii… wprowadzono Kult Rozumu i Kult Istoty Najwyższej, dodatkowo od dojścia do władzy tych z Europejskiej Partii Ludowej obowiązuje Kalendarz Republikański liczący czas od wprowadzenia we Francji Republiki.

— To to samo, Lachu.

— Od kiedy to cię obchodzi… przecież w Korpusie wszyscy muszą być poganami.

— Tak… ale wiesz, człowiek radziecki nie może wierzyć w cokolwiek. — spojrzała na Kołowrót. — Chcesz tam iść?

— I tak jestem rodzimowiercą, Rusko.

— Nie nazywaj mnie tak! — oburzyła się.

— Na szczęście nie strzelisz mi w tył głowy. — zaśmiał się.

— No tak. — uśmiechnęła się pod nosem. — Strzelanie w serce jest nie po radziecku.

— Twoi rodzice są gotowi umrzeć za stare symbole.

— Wiesz, jak mama nazwała ojca, gdy się spotkali?

— Umieram z ciekawości. — Kazimierz zamówił wódkę.

— ,,Idealny produkt Związku”. — Nadia uśmiechnęła się szeroko.

— Zawsze mnie zastanawiało, jak to jest, gdy twoja rodzina to,,fanatycy”.

— Ciężko miałam, ja w ogóle nie urodziłam się w Rosji.

— Lenin podstawową lekturą w domu?

— Tak i Trocki.

— Nie Stalin? — zdziwił się Kazimierz.

— Stalin… to kawał skurwysyna.

Pomieszczenie było surowe. Beton, metalowy stół, dwa krzesła.

Anna stała przy oknie, patrząc na miasto.

— Zmieniliście je. — powiedziała cicho.

— Świat się zmienił. — odparł Aleksiej, zamykając drzwi.

Nie patrzyli na siebie przez chwilę.

— Nie spodziewałam się, że to ty będziesz mnie przesłuchiwał.

— To nie jest przesłuchanie.

Odwróciła się.

— Nie?

— Gdyby było… — spojrzał na nią chłodno. — wyglądałoby inaczej.

Uśmiechnęła się lekko.

— Nadal grozisz zamiast odpowiadać.

— Nadal prowokujesz zamiast słuchać.

Cisza.

— Widziałam twoją córkę. — powiedziała.

— Wiem.

— Jest do ciebie podobna.

— Mam nadzieję, że nie tylko z wyglądu.

Anna podeszła bliżej.

— Wciąż wierzysz w to wszystko? W Związek?

— W to, co z niego zostało.

— Czyli w co? — jej głos stwardniał. — W państwo, które zmieniło nazwę, ale nie naturę?

Aleksiej spojrzał na flagę za jej plecami.

— A ty? — spytał. — Wierzysz jeszcze w Europę?

Zawahała się.

— Wierzę w to, czym miała być.

— Ja też. — odparł cicho. — Tylko że my przynajmniej nie udajemy.

To ją uderzyło.

— My nie udajemy? — powtórzyła. — A co z Ukrainą? Co z tym wszystkim, co robicie?

— Bronimy tego, co nasze.

— Wasze? — zaśmiała się krótko. — Historia nie jest własnością jednego narodu, Aleksy.

Podszedł bliżej.

— A czyja jest? Europy? Ameryki?

— Ludzi. — odpowiedziała.

Spojrzał jej w oczy.

— Ludzie zawsze wybierają stronę.

Zapadła cisza.

— Pamiętasz Polskę? — spytała nagle.

— Pamiętam.

— Pamiętasz, co wtedy powiedziałeś?

Zawahał się.

— Że jesteśmy tacy sami.

— I byliśmy. — powiedziała. — Dopóki nie zaczęliśmy wierzyć, że musimy się różnić.

Aleksiej odwrócił wzrok.

— To nie my zaczęliśmy.

— Nie. — pokręciła głową. — To zawsze „nie my”.

Cisza stała się ciężka.

— Napisałeś do mnie. — powiedziała w końcu.

— Tak.

— Dlaczego?

Odpowiedział bez wahania:

— Bo nie chcę cię zabijać.

Zamarła.

— A będziesz musiał?

Spojrzał na nią długo.

— Jeśli przyjdzie rozkaz…

— Wykonasz go?

Milczał.

— Wtedy naprawdę przegrasz. — powiedziała cicho.

— A ty? — spytał. — Jeśli Europa każe ci walczyć ze mną?

— Już walczę. — odpowiedziała.

Ich spojrzenia się spotkały.

Nie było w nich nienawiści.

Tylko zmęczenie.

— Mogliśmy być razem. — powiedziała.

— W innym świecie.

— Ten świat też był możliwy.

— Już nie jest.

Z zewnątrz dobiegł odgłos helikoptera.

Aleksiej odsunął się.

— Masz wybór. — powiedział. — Możesz tu zostać. Albo wrócić i walczyć.

— To nie jest wybór.

— Zawsze jest.

Anna podeszła do drzwi, ale się zatrzymała.

— Aleksy…

— Tak?

— Jeśli to się zacznie…

— Zacznie się. — przerwał jej.

Zacisnęła dłonie.

— To nie będzie wojna o terytorium.

— Wiem. — powiedział.

— To będzie wojna o to, kto ma rację.

Aleksiej pokręcił głową.

— Nie.

Spojrzała na niego pytająco.

— To będzie wojna o to… kto zostanie, żeby opowiedzieć historię.

Rozdział 5

Blizny

— Mogłem wybrać Polskę. — powiedział.

— Więc czemu tego nie zrobiłeś?

— Gdy Związek się rozpadł, byłem jednym z żołnierzy 14 Armii Gwardii, nie chcieliśmy być Mołdawianami, tylko Radzieckimi, poza tym po 1989 każdy żołnierz radziecki był delikatnie mówiąc Aniu, niemile widziany. Polska się mnie wyparła.

Uronił łzę.

— Ojczyzna mojego dziadka mnie zdradziła, ludzie, których znałem będąc wielokrotnie wysyłany do PRL po Magdalence nie chcieli mnie znać.

Zamilkł.

— Sami doprowadziliście do tego, że wybrałem Związek.

— Związku już nie ma i nie będzie Alek. — powiedziała Anna.

Otworzył jeden ze swoich pamiętników i przeczytał.

— ,,Nie mówię już o Polsce i Polakach, znikło już to państwo i to imię, tak jak zniknęło wiele w dziejach świata. Teraz każdy sam ojczyznę wybrać sobie musi. Ja już jestem Rosjaninem. Na zawsze”.

Odłożył.

— To powiedział jeden z waszych dysydentów po III rozbiorze. A mimo to nadal myśmy walczyli za Napoleona, w 1831, w 1864, 1905, 1914, 1920, 1939. Jak myślisz, co mieliśmy zrobić, gdy ojczyzna nam upadła? Pokornie zostać Mołdawianami? Nie Aniu, to nie ja postawiłem na Polsce krzyżyk, dla was to ja byłem martwy.

Spojrzał jej prosto w oczy.

— Sami wybraliście germański zachód zamiast nas, waszych braci, nie bynajmniej z historii, tylko z pochodzenia.

— Nadal te same słowa… — Anna spojrzała na niego. — Co te 33 lata temu.

— Nie umiem inaczej mówić! — obruszył się. — Na Kresach żyło się inaczej, albo mówiłaś, jak chcieli albo na Sybir.

W jego oczach pojawił się płomień.

— Za Układu Warszawskiego byliśmy razem, po 1989 nagle mogłem usłyszeć, że ja okupowałem suwerenny kraj! — przeszedł na rosyjski. — A wojska Ameryki stacjonujące od końca lat 90-tych do 2020 to co niby było? Sojusznicza ochrona?! Kto tu szafuje niepodległością? Kraj, który dotrzymywał umów międzynarodowych, czy kraj, który po 1991 stwierdził, że wszystko mu wolno?!

Wyjął tajny dokument.

— To umowa pomiędzy Federacją Rosyjską a Stanami Zjednoczonymi Ameryki, zobowiązali się NIE ROZSZERZAĆ NATO NA WSCHÓD.

— Mówisz jak oni… — Anna odwróciła wzrok. — Co oni ci zrobili… kochany.

Usłyszeli kroki.

— Nie mów tak do mnie. — powiedział w końcu. — Jakbym… wciąż… był… tylko chłopakiem… z Kresów… DLA WAS JESTEM POTWOREM!

Irina weszła bez zapowiedzi.

— Aleksiej, przeszkadzam?

— Nie. — odparł automatycznie.

— Dobrze.

— Nie chcę przy tym być. — powiedział cicho do żony.

— Wiem. — odparła.

— W razie czego. — spojrzał na Annę urzędniczo. — Bij tak, aby nie było śladu.

Irina nawet nie drgnęła.

— Aleksy… — Anna zamarła. — Po tym wszystkim…

— Nie waż się do niego odzywać, Laszko. — odezwała się osoba, której Irina nie znała. — Nie odbierzesz mi go. — dodała sięgając po pałkę.

Aleksiej wzruszył ramionami i zamknął drzwi.

Usłyszał tylko uderzenie i stłumiony jęk.

Wiedział, że nie traktowała to jako zwykłą procedurę, traktowała to jako sprawę osobistą.

Mimo to jemu to nie przeszkadzało.

Przypomniał sobie sytuację sprzed lat.

Irinę trzymającą broń, wycelowaną prosto w jego głowę.

— Nie zabiłaś mnie. — szepnął sam do siebie patrząc na zdjęcie z Afganistanu. — A mogłaś.

W tym samym czasie w pokoju Irina pociągnęła Annę za włosy.

— No dalej. — prychnęła Anna. — Co cię powstrzymuję bolszewicka wiedźmo?

— Zabicie cię byłoby niesatysfakcjonujące. — Irina uśmiechnęła się szyderczo. — Słyszałam wszystko. — dodała już bardziej formalnie.

— Ty go nie kochasz. — rzekła Polka. — Tylko kontrolujesz.

— A ty próbujesz go zepsuć.

Kolejne uderzenie.

— Nie masz pojęcia kobieto co dla niego zrobiłam. — wysyczała. — Ja nie jestem potworem, ani królową ciemności. Ja go po prostu nie chcę stracić.

— Wywierasz… na… nim… presję…

Kolejny raz.

— Stul pysk, polska szujo. — rzekła wściekle. — Ty go się wyrzekłaś w momencie, gdy wybraliście Zapad.

— No właśnie, zawsze ci zasrani Niemcy… przestańcie żyć przeszłością. — Anna powoli uniosła wzrok. — Stalin byłby dumny.

Kolejny raz.

— Wy też nie żyjecie teraźniejszością. — Irina spojrzała na nią z politowaniem. — Ciągle uważacie,,Ruskich” za tych złych.

Pauza.

— Zapomniało się o krzywdach dokonanych przez Niemców co? — spytała ironicznie. — Teraz tylko Rosja zła… ale Niemcy już w porządku.

— Niemcy się zmieniły…

— To tylko pozory… Germanie nie zmieniają swych nawyków.

— Dlaczego jeszcze żyję? — spytała Anna.

Na twarzy Iriny pojawił się po raz pierwszy naturalny uśmiech.

— Jeślibym cię zabiła… — spojrzała na zdjęcie. — Nie wybaczyłby mi.

— Ty przecież nie masz sentymentów bezbożnico.

Kolejny raz.

— Boga nie ma. — odparła krótko Irina. — Religia to opium dla mas.

Aleksiej słyszał to wszystko.

Nie protestował.

Choć w głębi duszy bolało go to, że musiał być obojętny na jej cierpienie.

Podszedł do lustra naprzeciwko.

— Aniu. — powiedział cicho łamiącym się głosem. — Przepraszam.

Odwrócił się do drzwi.

— Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz.

Drzwi się otworzyły.

— Po wszystkim. — powiedziała Irina.

Nie odpowiedział.

— Wiem, że jest ci ciężko. — przez chwilę pozwoliła sobie na zdjęcie maski.

— Ira. — Aleksiej spojrzał na swoje dłonie. — Jeśli przyjdzie rozkaz… nie wykonam go.

— Wiem. — odparła powracając do tonu dawnego politruka. — Ja nie będę miała sentymentów.

— Wiem, politruku.

To ją zabolało.

— Dawno mnie tak nie nazwałeś, myślałam…

— Po prostu, nie rozumiem, jak można tak łatwo zabijać.

Odwróciła wzrok.

— Działam czasami jak automat, posłałam już niejednego do piachu.

— Mnie nie zabiłaś, zawsze się zastanawiałem, czemu.

— Ponieważ mi na tobie zależy. — spojrzała na uchylone drzwi.

Milczenie.

— Ali. — powiedziała czule. — Nie chcę, by ona odebrała mi ciebie…

— Rozumiem, ale proszę nie kieruj się do niej tylko zazdrością.

— Ja… kocham cię.

Uśmiechnął się.

— Ja was obie też. — odparł spoglądając na zdjęcie córki,

Po chwili milczenia dodał.

— Teraz naprawdę nie ma już we mnie nic z polactwa.

— A mimo to ci na niej zależy. — Irina odwróciła się w stronę drzwi.

— Zależy, bo to przyjaciółka i jak ty to mówisz… może być użyteczna. — wyjaśnił.

— Biłam tak jak kazałeś. — jej głos stał się formalny. — Ani jeden włos jej z głowy nie spadł.

— Szpital?

— Nie jest potrzebny. — odparła. — Ale… to co mówiła bolało, dlatego tak wiele razy ją biłam

— Teraz co, raport?

Uśmiechnęła się.

— Czytasz mi Lachu w myślach.

— Czemu to zrobiłeś? — spytała Anna próbując nie syczeć z bólu.

— Takie procedury. — odpowiedział urzędniczo. — Krnąbrna jak zawsze. — dodał cicho.

— A ty kurwa wierny, jak pies. — odparła.

— Nic nie wiesz. — odparł chłodno.

— To nie miłość, to jest kontrola.

— A gdybyś ty wyszła za mąż za… — przez chwilę szukał właściwego słowa. — Księdza na przykład to co?

— To co powiedziałeś jest absurdalne.

— Bo twoje myśli to absurd.

— A wasza córka?

Zacisnął pięści.

— Nie mieszaj jej do tego.

— Ten symbol… — powiedziała. — Jeśli to prawda co myślę…

— Powiesz pewnie, że Nadia to nazistka, bo ma,,Słowiańską Swastykę” na ramieniu.

— W definicji Europy… tak.

— Europa uznała ciebie za wroga. — jego głos stwardniał. — Ja ci uratowałem życie i tylko dzięki mnie nikt jeszcze cię nie zabił.

— No tak, pamiętam, jak kazali tobie mnie zlikwidować. — uśmiechnęła się pod nosem. — Nie potrzebuję rycerza na białym koniu.

— Załóżmy twoją wersję, że zdecydowaliśmy się na ten krok. — odwrócił się. — Nie wziąłbym z tobą ślubu kościelnego. — dodał.

— Procedura cywilna to wymysł.

— Powiem tylko tyle, twojego bożka zabili jego rodacy, przybijając go do drzewa. — dał znać, że nie chcę rozmawiać na temat religii.

— Jak Polak może coś takiego mówić…

— Nie jestem Polakiem, mówiłem, dlaczego.

— A mimo to używasz polskiego w rozmowie ze mną.

— Używam, byś łatwiej zrozumiała. — Aleksiej spojrzał przez okno.

— Kłamiesz. — rzekła.

— W każdej chwili mogę wyjąć broń i cię uciszyć raz na zawsze. — odparł kierując dłoń w stronę kabury. — Nie zmuszaj mnie do tego.

— Krótko: Ja czy Ona?

Wyjął broń i wycelował.

— Aleksy… — w jej oczach widać było przerażenie.

— Nie… każ… mi… wybierać.

— Nie poznaję cię… — jej oczy się zaszkliły. — Pomogłam wam uratować waszą córkę, a teraz chcesz mnie zlikwidować?

— A ja cię wyciągnąłem z więzienia…

— Myślałam, że nadal coś dla ciebie znaczę, jeśli nie miłość to przynajmniej wizję tego, kim jesteś, kim byłeś.

— Znaczysz wiele. — odpowiedział. — Ale spróbuj mnie zrozumieć… nie mogę od tak pojechać do Warszawy… w Europie natychmiast mnie zabiją a tu ogłoszą zdrajcą.

Pauza.

— Irinie też na mnie zależy wbrew pozorom, ale… gdybym zdradził nie zawahałaby się.

— Więc czemu ona? — spytała.

— To… skomplikowane.

— To znaczy?

Westchnął.

— Na samym początku… miałem ją tylko za kolejnego politruka, sam byłem nieprawomyślny. Kilka razy nawet dostała rozkaz mojej egzekucji.

— Ile razy?

— Co najmniej dwa.

Wyjął zdjęcie.

Na nim on i Irina w czasie urlopu w Warszawie.

— Gdy Związek się rozpadł… załamała się psychicznie, próbowała się zastrzelić, stwierdziła, że umrze razem, z nim.

— Więc to was połączyło. — Anna zaczęła rozumieć. — Poczucie zdrady.

— Ona czuła się zdradzona przez instytucje i ludzi, którzy odebrali jej sens istnienia, ja zasadniczo nie wiedziałem co zrobić. Po 1989 chciałem pojechać do ciebie, do Polski… nie dano mi obywatelstwa mimo faktu, iż urodziłem się w polskiej rodzinie a po 1991 przysiągłem, że nie pozwolę by moja druga ojczyzna upadła, poprzez tylko podpisy.

Zamilkł.

Wyjął kolejne zdjęcie.

— Potem w 2003 roku przyszła Nadia… i w zasadzie tak już zostało.

— Więc ty jej nie kochasz…

— Kocham. — zaprzeczył — Problemem nie jest ona, tylko jej fanatyzm.

— To znaczy?

Zdjął czapkę i na nią spojrzał.

Na niej była mała czerwona gwiazda z sierpem i młotem.

— Ona nie wierzyła tyle w Związek, co w komunizm jako taki a jej patriotyzm wynikał z fanatyzmu.

— Czyli jest gotowa poświęcić wszystko w imię idei? Ciebie? Wasze dziecko?

— Da. — odpowiedział po rosyjsku.

— Nie rozumiem, jak można zakochać się w kimś takim…

— Jeśli użyjesz tych słów. — przerwał. — Znienawidzę cię. Ona też jest człowiekiem, nie władczynią życia i śmierci.

Irina słysząc to poszła na strzelnice.

— Aleksiej… sam wiesz czemu taka jestem. — powiedziała do siebie łamiącym się głosem. — Tylko ten fanatyzm nadaje mojemu życiu jakiś sens…

Wyjęła stare zdjęcie z 1984 na nim był jej ojciec. Oficer dawnego NKWD.

— Szkoda tato, że nie pożyłeś chociaż tych kilku lat dłużej. — stwierdziła.

Pamiętała rok 2000 i pogrzeb.

— I co ja mam teraz zrobić? — spytała samą siebie.

Wróciły do niej chwilę, gdy jako młoda dziewczyna dowiedziała się o upadku ZSRR.

Wyjęła broń i wycelowała w czoło.

Gdy już miała strzelić, poczuła chłód.

Odwróciła się gwałtownie i strzeliła.

Z półmroku wyłoniła się postać w białym płaszczu z kapturem narzuconym na głowę, podpierała się kosą.

— Nie boję się śmierci. — rzuciła Irina.

Postać nie odpowiedziała.

Szła powoli a z każdym kolejnym krokiem chłód narastał.

— Rzadko się to zdarza. — odpowiedziała postać kobiecym głosem. — Zazwyczaj to Germanie nie boją się śmierci.

— To nie powinno się dziać. — stwierdziła Irina.

— Zabawne. — Śmierć podeszła jeszcze bliżej. — Zazwyczaj, gdy ludzie mnie widzą, nie chcą uwierzyć, że to już czas.

— Nie ma po śmierci niczego. — odparła Irina. — Umierasz i cię już nie ma.

Śmierć zdjęła kaptur i uśmiechnęła się morderczo.

— Powiem tylko tyle, mylisz się.

— Skoro przyszłaś po mnie… to zrób to, zabij mnie.

— Nie zabijam swoich pośredników. — zaśmiała się Śmierć.

— A mimo wszystko każdy umrze… nawet ja. — Irina dała ręką znak, aby się nie zbliżała.

— Chłód ci przeszkadza? — spytała. — Wy Rusini jesteście przyzwyczajeni do intensywnych temperatur.

— Nie, to nie to.

— Co w takim razie? — spytała Śmierć.

— Ty, zadajesz kłam wszystkiemu w co wierzyłam.

Kobieta zaśmiała się gardłowo.

— Irino… byłam z tobą od momentu twojego pierwszego zabójstwa.

Podeszła najbliżej jak się tylko dało.

— Moja Irina… — wyszeptała. — Zawsze mogłam na tobie polegać.

— Nie zbliżaj się do mnie! — krzyknęła enkawudzistka.

— Wiesz, że śmierci nie zabijesz. — Śmierć spojrzała na nią swoimi przekrwionymi oczyma.

— Ale ze sobą mogę skończyć!

Nacisnęła spust.

I nic się nie stało.

— Co jest do cholery? — spytała. — Czemu nie działa.

— Nie pozwolę tobie na to. — Śmierć pozwoliła sobie na czułe spojrzenie. — Umrzesz na moich zasadach kochana, każdy tak umiera.

— Wiesz przynajmniej czemu chciałam się zabić?

Nie odpowiedziała od razu.

— Wiem. — rzekła krótko. — Boisz się, że go stracisz.

— Już straciłam. Uważa mnie za fanatyka.

— Chciałabym ci pomóc z tym bólem, ale nie jest to w mojej jurysdykcji.

— Ona go psuje. — Irina po raz pierwszy od dawna uroniła łzę. — Tu nie chodzi tylko o mnie, chodzi mi przede wszystkim o Nadię i… ono. — dodała głaszcząc brzuch.

— Wiem, moja droga.

— Czuję się przy niej jak śmieć, który tylko umie odbierać życie w sposób jakby był maszyną.

Nagle zapytała.

— Czy tata jest dumny ze mnie?

— Irino, on się tobą szczyci.

Milczała przez chwilę.

— Jeśli będziesz chciała porozmawiać… wiesz co robić. — powiedziała odwracając się.

— Proszę… nie zostawiaj mnie.

— Irino Wołkowo. — głos Śmierci stwardniał po raz pierwszy. — Zawsze byłam, jestem i będę przy tobie.

Po tych słowach zniknęła w półmroku,

A Irina spostrzegła, że zabrała jej broń,

— Będę się o ciebie troszczyła do końca. — rozbrzmiał w jej głowie głos Kostuchy.

Uśmiechnęła się pod nosem.

— Trzymam cię za słowo… przyjaciółko.

Nadieżda czekała już nie wiadomo, ile czasu

W końcu wyszedł.

— Jesteś gotowy? — spytała.

— Tak. — odpowiedział Kazimierz.

Nadieżda wyjęła bagnet i podwinęła mu rękaw.

— Braterstwo krwi co? — spytał.

— To nie procedura, to rytuał.

Wszystko działo się szybko, zacisnęła dłoń męża na ostrzu by potem zrobić to samo po czym położyła swoją dłoń na jego dłoni.

Potem się pocałowali.

Po kilkunastu minutach Nadieżda rzekła.

— Teraz nie jesteśmy tylko małżeństwem, jesteśmy rodzeństwem krwi a to oznacza…

— Wiem. — powiedział po chwili Kazimierz.

— Witaj w Korpusie, kochanie. — rzekła czule.

Rozdział 6

Cień

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 15.75
drukowana A5
za 59.07