E-book
4.73
drukowana A5
23.66
Wodospady — wiersze

Bezpłatny fragment - Wodospady — wiersze


Objętość:
59 str.
ISBN:
978-83-8467-223-5
E-book
za 4.73
drukowana A5
za 23.66

INSYNUACJA

poddawanie się swemu ego

jest tańcem wiatru na estradzie pustyni

gdy oddychając pełną piersią

nadajemy kolejność przeprawy

poszczególnym piasku ziarenkom

przez błyskawiczny tunel klepsydry

ze ślepym szaleństwem chwili


nie czuj się obrażony

moją insynuacją

kiedy w tej skórze kameleona

możesz dobrać kreację czasu

do swoich tęczy świata


obróćmy wszechświat

o sto osiemdziesiąt stopni

i wreszcie czując

ramiona losu jak własne

skierujmy rzeczywistość

do soczewki

na swoją stronę księgi


niech się oswoi

i rozpali ogniem gorącym

czerwonym

jak krew

żądza

skupionym wokół myśli

myśli puszczonej na wiatr

jak ptasie pióro

które gdzieś zapisane ma swój los…

12.01.1999

STRUNA ŚWIATŁA

kiedy zegar

odmierzy sekundy na mojej twarzy

sekundy długie wieczne

zestarzałe zranione bólem

drogi ciernistej — zwęglonych ziaren klepsydry

wspomnę płonący piasek mych oczu


te gorące dreszcze

mego ciała serca

drżące na wahadle ostatnich myśli

były i są miłością

miłością która od kropel deszczu

pali się coraz mocniejszym płomieniem


w tym doskonałym świetle

mogę zagrać każdą nutę swej duszy


miłość jest wiecznością

a czas jest jak zapalnik

krótki

i choć pali się szybko

ona przetrwa

jak skarb otulony moimi palcami

palcami stalowej duszy

które wciąż będą mogły dotykiem

pobudzać wrażliwość tej struny światła

02.11.1998

WRESZCIE JEST CZAS

odchodzą postaci chwil

i rodzą się nowe

czekając tej najpiękniejszej z nich


czekając

tylko starzeje się świat


wreszcie jest czas

by poczuć oddech

najgłębszy ze wszystkich

błądzących w tym najdrobniejszym spojrzeniu


wreszcie jest czas

by odsłonić kurtynę przeżyć

złożyć ten moment u stóp istnienia


teraz jest wiecznością

pamięć to znamię czasu

na zbolałej od dawna psychice


jutro

ptaki z dzisiejszych gazet

odlecą na skrzydłach historii

znikając za horyzontem chwili


dziś

tylko małe

winne twojego bytu

szczęścia

czekają niecierpliwie na ciebie

23.11.2000.

W CZASOPRZESTRZENI

autostradą czasu

autostradą przestrzeni

kilometry godzin

w każdym momencie

wyznaczające nowe współrzędne bytu


zawieszeni w pajęczynie czasoprzestrzeni

— królestwie przeznaczenia —

w pojęciu chwili

zaklęci w marmur


(zero, zero)

klątwa zarzucona

nieograniczoną siecią pajęczą

zawieszeni na pępowinie — nici początku

autostradą czasu

autostradą przestrzeni

śmiertelną autostradą

istnienia wiecznego zaklęcia

13.07.2000.

W BIELIŹNIE

codziennie

obsuwam palcami bieliznę dnia

by zgłębić tajemną wiedzę światłości

która coraz pewniej

stąpa po ziemi

drżąc delikatnie

w moich odkrywczych dłoniach

09.07.1999.

DESZCZ

Wiatr zmysłów przeleciał przez gniazdo jaskółcze

Budząc nocny spokój — młode pisklę twórcze

— Ono, by myśli ogłosić burzę

Krzyczy w przyszłości swoje podróże.


I już jaskółka u poezji rozkwitu

Zawiesza skrzydła u podnóża błękitu,

By dziś zapowiedzieć deszcz nowych słów

Ulanych woskiem tak gorących snów.


To wzbija się w górę, to znów w dole płynie

Morzem natchnienia w poetyckiej krainie

Kreśląc snem koła nad tekstu gruntem

— Krąg poezji literackim funtem…

10.03.1998 r.

TWOJA TWARZ

uśmiechasz się zalotnie

spod firanki rzęs

kusisz spragnione dłonie

usta

i

twe płonące pożądaniem źrenice

powoli obezwładniają mnie

erotycznym tańcem

na nierealnej estradzie

moich oczu


z czasem

nie mogę oderwać ich

od twarzy anioła

o szatańskim spojrzeniu

od ust

piersi

która drżą delikatnie

(obcisła bluzka

nie może złapać oddechu)

od błyszczącego potem ciała

które jak kot pręży się

w oczekiwaniu

na największą ekstazę


lekko zsuwasz się

po wielkiej i śliskiej kanapie

tracąc poczucie czasu

i już nieważne

gdzie wieje wiatr

po której stronie słońce świeci

ogień

rozniecony lontem powietrza

które tętni pomiędzy nami

rozprzestrzenia się szybko

szalony

nieokrzesany

wyrywa się spod kontroli

stając się w nas płomieniem miłości


i kiedy

nagle czuję

zbliżającą się falę morza

która jak wodospad

gasi szalony ogień wyobraźni

powoli powracam do krainy rzeczywistości

gdzie

tylko twoja twarz

wryta w mą pamięć

na końcu tego tunelu się mieni

22.11.1999.

ZEGAR

codziennie

obserwując jak słabnie

bateria słonecznego zegara

z coraz to większym trudem

palcami przesuwam wskazówki

23.04.1999

DWIE POŁOWY

jest wszystko

— wydaje się —


jest dobrze

a czegoś brakuje


i mogłoby być lepiej


przecież w tym domu

zbudowanym z kart naszych myśli

błądzą na wietrze tajemnic

ufność

wierność

lojalność

i szczerość

szukając piątego elementu

znajdującego się

w jednej (?)

— jakże różnej od drugiej —

połowie mieszkania

13.08.2000.

TUNELEM OTWARTYCH OCZU

labiryntem światłości

tunelem otwartych oczu

niczym czas

błądzimy

po bezkresach fundamentu tej wizji


zafascynowani rzeczywistością

zbyt zmęczeni by zasnąć

stąpamy lekko na palcach zamyśleń

pomiędzy kolejnymi zachodami słońca

15.08.2000.

WIERSZ

Chciałem coś napisać… nie udało się,

Tak myślami tuszu znów układam cię,

Jak nadziei Syzyf wpycham własny styl

Na poetów górę przez tysiące mil.


Chciałem coś napisać… lecz nie wyszedł rym.

Słów ocean lądy zalał deszczem swym.

Jak tonące myśli rzucił mnie o brzeg

I tak wers bezdźwięczny gdzieś pod falą legł.


Chciałem coś napisać… czy to myśl tam lśni?

Czy gorącym gestem słów poezja śni?

Tak! Szept, natchnienie już — rozpalony głaz,


Płynie wolnym słowem w utwór ten bez skaz.

On walczy mocno i przebić pragnie się

W tomy poezji, wiersz — tak nazwałem cię.

22.01.1998 r.

SYZYFOWY STARUSZEK

Wspomnieniem z Tatr

spoglądam na życie w dolinie.

O góralskiej lasce chcę wyjść stąd,

lecz plączę się w zmarszczek pajęczynie.

01.04.1999

ŻYCIE

Znów zginął człowiek.

Znowu odebrano życie,

jedno z miliardów,

wymuszając na ustach pytanie:

„Czym ono jest?”.


Zamordowany ostrzem czasu

padł na ulicę,

jeden z wielu,

już bez portfela…

nazwiska, adresu.


Krew płynęła szybko

po najmniejszej linii oporu.

Nie bawiła się

w poszukiwanie drogi

labiryntem tętnic i żył,

tylko czerwonym potokiem po ciele

spływała na czarny asfalt

dążąc do odpowiedzi:


Przy krawężniku,

na granicy życia i śmierci

odnajdowała prawdę

wpadając u ujścia

do zardzewiałej kratki kanalizacyjnej.

17.07.2000.

INSOMNIA

nie wiedzieć czemu

Jego ramiona

nie potrafią mnie trzymać

w uścisku

do którego tak bardzo zachęcał


wciąż nie potrafi mnie objąć

choć serce ze zmęczenia łomocze


czuję

jak strach

wypędza Go z mego łoża

jak obezwładnia me myśli

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.73
drukowana A5
za 23.66