drukowana A5
22.86
Za kulisami

Bezpłatny fragment - Za kulisami


Objętość:
99 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0590-3

PROLOG

I

Podróżnik i Quidam, w kapeluszach, z laskami w ręku — Malcher na środku izby domyka tłomoki

PODRÓŻNIK

„Chodź!” — powiadasz?... A gdzie?... Ażeby ominąć pakowanie tłomoków, dość jest raczej, przechadzając się i tu, na miejscu, wykreślić sobie stosowną elipsoidę. Gdzież bowiem iść, odkonieczności gdzież zboczyć?... Zły humor Malchera ogranicza się, i promień jegonie jest od posadzki tej promienia ani dłuższym, ani rozleglejszym.

QUIDAM

Powiadam ci: „Chodź!...” — i idźmy! I idziemy...

wychodzą

II

QUIDAM

I oto widzisz, że są miejsca przeznaczone ku temu, aby właśnie że nie były żadnym celem: z tak wielkiego natłoku ludzi, w którym rozpieramy się łokciami, nikt tu nie przyszedł!...

PODRÓŻNIK

Czyliż ci wszyscy także dziś o północy wyjeżdżają i zbłądzili w to miejsce, aby pozostawić ich służebnym wolność przeklinania niedopinających się tłomoków, wolność miotania się, wolność, luźność?... Jestże to jeden więcej wynalazek, właściwy stolicom, iż uchronić się można od wnętrza własnego pomieszkania!...

Inaczej, zaiste, opuszczałem progi wiejskie w dziedzicznych Omegach moich: burza była naonczas, tak pomiatająca liśćmi, jak tu widzę okręcający się tłum przychodniów.

QUIDAM

Dopiero-ż Malcher twój złorzeczyć musiał!...

PODRÓŻNIK

Ty, co kolumny i posągi umiejętnym oglądałeś okiem, powiedz: czy w bezposągowym kraju jakim przeniosłeś kiedykolwiek spojrzenie toż samo na żywe postacie ludzi?... Czy uważałeś, jak dalece starożytnym narodem jest ojczyzna nasza? Weź na przykład nowożytny typ służącego Anglika lub Francuza, weź i Niemca, weź tych doskonałych służących, których całe osobistości żywe zdają się być odlewane w umyślnej i wytwornie odmierzonej formie... Czy widziałeś to w Polsce? Polacy, można by powiedzieć, iż się nie rodzą na służących: to są zawsze giermki, i towarzysze, i luzaki, i podrzędnego stopnia bracia rycerze, którzy, jeszcze przez feodalne niższe praktyki kawalerskie nie przeszedłszy, podają ci laskę i kapelusz, jak podawało się ongi strzemię i miecz. Dlatego to w chwilach wielkich wielcy są, w potocznych służbach codziennych zaniedbani, często-gęsto poufni gawędziarze, nie pogardzający łzą rozrzewnienia i kieliszkiem.

QUIDAM

Tym właściwiej należało nam zboczyć tu na chwilę, gdzie, i owszem, wszystko współczesne jest... wszystko i nic.

PODRÓŻNIK

Jakto współczesne, co współczesne?... — Te różnofarbne marmury afrykańskie drobnych lombardzkich kolumn? Marmury, których się już ani kopie więcej?

QUIDAM

To ogipsowana cegła i pomalowana z wierzchu.

PODRÓŻNIK

Te czworogranne nagłowia kolumn, ryte bogobojnym dłutem majstrów z dwunastego stulecia?

QUIDAM

To odlewane hurtem z cynku, a potem okryte złoceniami za pośrednictwem galwanizmu. Gmach taki, jak go widzisz, stawia się dziś w przeciągu ośmiu miesięcy.

I nazywa się to kawiarnią śpiewającą. Ale owóż zasłonę podejmują. Szmer magiczny obejma zgromadzonych, iż za chwilę nasłynniejsza ze śpiewaczek ma się ukazać. Oto i ona... Grzmot oklasków... Czy słyszysz, co ci mówię?

To nie ona!... Zmieniono, widzę, program... Publiczność się kłębi oburzeniem,jak lewiatan, gdy zmylił się w podrzucie za zdobyczą. Nie opieraj się zbyt ufnie o tę balustradę marmurową — to powleczone blachą drewno.

PODRÓŻNIK

Coś zanosi się, widzę, na wysadzenie sceny ramionami. Śpiewaczka jeśli nie wyjdzie?...

QUIDAM

Bądź spokojny! Czy uważasz głowę i pół ramienia, wychylające się zza kulis po stronie prawej?...

PODRÓŻNIK

Widzę kogoś, spozierającego bacznie na zegarek, jako kiedy wprawny fotograf odmierza czas działalności słońca.

QUIDAM

To jest przedsiębiorca aplauzu i poręczyciel wartości śpiewaczki, skoro oburzenie publiczności dojdzie do obmyślonego naprzód kresu... Ale już, już dochodzi!... Słyszę coś podobnego do trzasku łamiącej się poręczy pod naciskiem — teraz, teraz! Otóż i ona! Poręczyciel schował swój zegarek. Możemyjuż bezpiecznie opuścić zgromadzenie i ochłodzić czoła na powietrzu...

PODRÓŻNIK

Jak to? A śpiew?...

QUIDAM

Cokolwiekbądź i jakkolwiekbądź teraz zaśpiewa, przyjęte będzie wytrzymywanym pierw umyślnie oklaskiem. Wybuch zaś ten nie tylko że ocenić, ale i usłyszeć pieśni nie dozwoli — to nazywa się: sztuka w swym rodzaju zupełnie nowa...

Umknij nieco ramienia. Lękam się, ażeby mi nie połamali albumu, w którymżyczę sobie mieć coś pióra twojego przed rozstaniem.

PODRÓŻNIK

Pokazałeś mi architekturę, publiczność, smak, styl i sławę. Wychodźmy! Teraz czas jest, ażebym w albumie twoim zapisał się.

W PAMIĘTNIKU

I

Nie tylko, pierw się najadłszy mandragor,

Błądziły w limbach szalone kobiety,

Nie tylko Dante i trzeźwy Pythagor, —

Byłem i ja tam... pamiętam, niestety!

II

Że byłem, tomów dwunastu na dowód

Pisać... sił nie mam. bo myśl mnie udławia.

Jestem zmęczony! Wolę jechać „do wód” —

Nie na wyjezdnym się o piekle mawia!

III

Wolę gdzieś jechać, w pilnym internie.

Patrząc przed siebie z obłędu wyrazem,

Werki potrącać, jako grzyby w lesie,

Ludzi, epoki, mieszać wszystko razem —

IV

Być tam i owdzie, wonczas, dziś i potem.

Jako się wyżej albo niżej rzekło,

A nie równiejszym wracać kołowrotem,

A nie odpomnić, te zwiedziłem piekło!

V

Lecz pytasz: „Owdzie, co tak wielce trudzi,

I które z bliskich spotkałem postaci?”

Tam braci nie ma, ni bliźnich, ni ludzi,

Tam tylko studia nad sercami braci!

VI

Tam uczuć nie ma, tylko ich sprężyny,

Zdające z siebie wzajemny rachunek,

Do nieużytej podobne machiny.

Puszczonej w obieg przez pęd lub trafunek.

VII

Tam celów nie ma, lecz same rutyny

Pozardzewiałe — i nie ma tam wieków,

Dni, nocy, epok — tam tylko godziny

Biją, jak tępych utwierdzanie ćwieków.

VIII

Nie określone pierwej cyfrą stałą.

Lecz fatalności pchnięte raz ostrogą.

Nie znaczę wcale, co, kiedy się działo —

W godzinę wybić liczby jej nie mogą!

IX

Rzekłbyś, w tytańskim z wiecznością zapasie.

Mniejsza czy biją minuty, czy lata,

Iż każda wątpi o sobie i czasie,

Każda dogania się, lecz nie ulata...

X

Jakby wcielonej ciągle puls ironii

Słysząc, wiesz naprzód i wiesz ostatecznie,

Że z godzin żadna siebie nic dogoni,

Że nie wydzwoni siebie, dzwoniąc wiecznie.

XI

A ten systemat sprężyn bez ich celu,

Jakby tragedia bez słów i aktorów.

Jak wielu nudów i rozpaczy wielu

Muzyka, gwałtem szukająca chórów:

XII

Raz wraz porywa spazmem za wnętrzności,

Jak niezwykłego do morza człowieka;

Tylko nie spazmem nudy, lecz wściekłości,

Który, sam nie wiesz, skąd i po co wścieka.

XIII

Wtedy to próba jest, wtedy jest waga,

ile nad sobą wziąłeś panowania;

Wartość się twoja ci odsłania naga —

I oto widzisz, ktoś ty, bez pytania.

XIV

I ileś zwał się tym lub owym w czasie,

Lub byłeś zwany imieniem twych dziadów.

Widzisz — i ile nabrałeś sam na się

Z tradycji, tonu, stylu, lub przykładów.

XV

Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,

Wokoło lecą szmaty zapalone;

Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny.

Czy to, co twoje, ma być zatracone.

XVI

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą? Czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

XVII

Lecz prawić o tym i prawić na dowód,

że byłem owdzie — myśl sama udławia!

Jestem zmęczony... wolę jechać „do wód”,

Nie na wyjezdnym o piekle się mawia.

XVIII

Wolę wsiąść na koń z jakim drabem, który

Prócz ze swoimi, nierad bywać z nikim,

Historii nie zna, ni architektury,

Milczy, jak pomnik, będąc sam pomnikiem.

XIX

Na dwukrańcowe wolę ruszyć szlaki

Krajów i wieków, gdzie przestrzeń granicą.

Granica czasem, i gdzie, znad kulbaki

Patrząc, firmament cały... okolicą!

„Czy znasz weneckie zapusty?”

Malczewski

OSOBY:

OMEGITT, na Omegach pan

LIA, narzeczona jego

EMMA, powiernica

SOFISTOFF, referendarz stanu

MALCHER, służący Omegitta

Komisarze policji — służbowi — agenci — konspiratorowie — maski — etc...

GLÜCKSCHNELL, poręczyciel spółki teatralnej

POLAK, urzędnik zagraniczny

Maska DIOGENES — Maska FEUILLETON

POETA GMINNY

KRYTYK

MANDOLINCHÓR FIOŁKÓWORKIESTRAFLETSKRZYPCE

PAŹARLEKINPIEROT — Maska SUŁTAN.

DIANANOC.

SEKRETARZ AMBASADY

QUIDAM

FIFFERAQUE, sławny autor spółczesny

I

Scena przedstawuje międzysionek teatru i maskaradowej sali; w środku kilka kolumn, pod którymi stoją służący, z głębi słychać orkiestrę. Gdzie sala się z międzysionkiem łączy, widać kilka siedzeń, wykwintnie krytych, i z pomiędzy kolumn przezierający róg bufetu.

KOMISARZ

Trzeba mieć na uwadze służącego, który właśnie z bywalcem weszedł w rozmowę.

SŁUŻBOWY

Służący po lewej stronie bywalca jest agentem 15-go stopnia 27-go okręgu.

KOMISARZ

Po lewej stronie od nas patrząc, ale po stronie lewej zowąd... tego, mówię, któremu się wlecze po ziemi szal pąsowy, iż nie umie go trzymać.

SŁUŻBOWY

Biorę i z tego notę pierwszą... Przyzwoity służący nie zaniedbywałby do tyla rzeczy mu powierzonej.

przechodzą

MALCHER

Wszędzie, jak to mówią, dobrze z dobrymi ludźmi, ależ w domu najlepiej!... Vivat!...

SŁUŻĄCY Z LEWEJ STRONY

— kto ma dom...

Z PRAWEJ

— a kto domu swojego nie ma, ten ma wszystkie.

MALCHER

Mieliśmy-ci ich sporo po całych, z przeproszeniem, Niemcach, we Francji i u Włochów, w Algerii, za jednym morzem, i za drugim, które jest większe — i tam, gdzie namioty jeno, a domostw nie ma ani miast, tylko ludzie tędy owędy po nieuprawianym piasku, jak Cyganie się włóczą! — Podobno, że caluchny świat objechaliśmy w kólko, ale kto to mógł widzieć, jadąc a jadąc? Jedziesz prosto, to jedziesz — a potem i w głowie się przewraca od szwargotań tylu języków ludzkich. Aż na razie, jakże cię nie porwie tęskność do swoich, jakże ci się w oczach nie zamąci!...

SŁUŻĄCY

z szalem

Mówią, że też służącym zawsze skorzej tęskno do ojczyzny...

SŁUŻĄCY

agent 15-go stopnia

Panowie znajdą wszędzie swoich: ten owych, co się bawią; ten znowu tych, co pieniądze robią; inny ludzi, co książki piszą; taki nareszcie i tych, co o polityce tylko zawsze i zawsze rozmawiają... Czas, ot, leci!

dwa domina przechodzą ku bufetowi

PIERWSZE DOMINO

Czy uważałeś przy tym człowieku szpiega z 27-go okręgu?...

DRUGIE DOMINO

Nie dbaj o to!... Ten z drugiej strony — ten, któremu się wlecze szal czerwony, to przysięgły nasz agent konspiracji.

przechodzą

GLÜCKSCHNELL

Zaczynam się już tylko z tego cieszyć, że przecież miano dość rozsądku, aby osobnego z tej sztuki nie robić widowiska!... ślicznie byłaby wyszła spółka! Podpiera mnie to jedno, że przy dość obiecującej maskaradzie może jako tako dramat dotrzyma, a potem się to zatrze, jak ruszą do raźnych komedyjek, przeplatanych gdzieniegdzie baletem i kupletem.

POLAK

urzędnik zagraniczny

Niestety! Polacy nie mają inteligencji do rzeczywistych praktycznych afer.

GLÜCKSCHNELL

Szukam tu którego autora... Kupię mu ponczu i niech gada, słusznie bowiem mówi filozof starożytny, że prawda jest na dnie kieliszka.

przechodzą

PIERWSZE DOMINO

Anonim się końcem końców zawsze wydaje, częstokroć przed zamknięciem widowiska. Co zaś do przedmiotu i tła sztuki, myślę, że można było daleko więcej z nich wyciągnąć.

DRUGIE DOMINO

Życzyłbym sobie pełniej, pełniej tendencyjnego elementu. Można było naprzykład lekkie zboczenie zrobić od potyczki wtórej i wyłożyć w kilku monologach choćby główne prawidła partyzantki, choćby pojęcia pierwsze doraźnej kastrametacji... Okoliczności, tak fortunnych dla autora, pomijać na sucho nie godzi się.

PIERWSZE DOMINO

Służący, szpieg 27-go okręgu, niesie lody.

DRUGIE DOMINO

Weźmy lodów z rąk szpiega! To mu więcej nada pewności siebie, a nic przecie nie zdradza człowieka doskonalej.

PIERWSZE DOMINO

Mógłby nas kto zobaczyć z partii, która sobie poprzysięgła nie kupować nigdy niczego od podejrzanych ludzi.

przechodzą

Lia, w fantastycznym stroju Heloizy. Emma, w dominie.

LIA

Na bok nieco się uchrońmy; chcę odpocząć. Gdyby się te arkady rozstąpiły od góry i powietrze całego nieba tu wzionęło, nie byłoby mi nazbyt dla westchnienia.

Czego chcą ode mnie, czego się na mnie sprzysięgli?... — Jedno mnie zaledwo nie omyla,

z goryczy uśmiechem

Jedno!... Oto, że, gdybyś przejrzała na wskroś całą chmurę tych masek i gdyby ci się tak stały czytelnymi wszelkie wiązadła intryg, jak ozierać się dają włókna indyjskiej gazy, przeciwko słońcu pełnemu rozwiniętej, zobaczyłabyś... mnie tylko jedną i jedną, zobaczyłabyś nas tylko i nic wokoło!...

Dlaczegóż ten tłum? Dlaczegóż wcale inaczej jest, niźli jest?...

EMMA

Miła moja, z całej przecież intrygi twojej dwie tylko rzeczy mi wiadome: niespokojność, która lekkiej gorączki łuną opromienia ci czoło, i ciążące mi w kieszeni pudełeczko, z którym czemu się noszę? That is the question.

LIA

pochylając się ku zwierciadlanej ścianie

Tego by też zaiste tylko zbywało, żeby mi się wyczerwieniły na obliczu drukowane litery, zwłaszcza że już podobno zaczynam być chodzącym afiszem nie najszczęśliwszego zapewne z dramatów!

EMMA

Jeszcze mnie to wszystko nic nie objaśnia; powiem nawet, że nie przypuściłabym nikogo do współudziału, tak niewiele mu wiedzy zostawując.

LIA

Daruj, o, daruj, luba Emmo, ale cóż ja dla ciebie kiedykolwiek mogłabym mieć tajnego?... Czyli należało rozwlekłymi opowiadaniami tu uprzedzać, co było powinno już dotychczas przed oczyma twoimi i nieledwie w rękach twoich się rozwiązać!... Uczucie, podobne zarazem do sprawiedliwego wstydu i do obrażonej miłości własnej, zmusiło mnie przemilczeć, nie utaić, iż tak zwane moje z hrabią na Omegach zaręczyny, albo raczej, że postanowienie i słowo moje pod tym względem żadnej a żadnej jeszcze pewności nie przybrały...

EMMA

Czy podobna?...

LIA

Pudełeczko, które ci słusznie cięży, zawiera w sobie dwa pierścienie, nie zamienione dotychczas przez nikogo...

EMMA

Człowiek tak przyzwoity!.. A potem — w wieku waszym! Nie jesteście oboje dziećmi, jesteście ludzie... Tak przyzwoity człowiek miałżeby dopuścić się płochości i bez istotnego powodu zdanie swoje odmieniać w chwili właśnie stanowczej, a tyle oczekiwanej z upragnieniem?

LIA

Droga moja. Upadł mi do stóp moich, prosząc o odwłokę do dziś tylko, do jutrzejszego świtu, do chwili, gdy ostatnia zniknie gwiazda nocy obecnej...

Powtarzam ci prawie słowa jego...

Czyż należna kobiecie godność nie nakazywała mi umieć przyjąć tak mało spodziewanej prośby? Owszem, nie spojrzałam mu w oczy i pierścieni nie raczyłam dotknąć; skinęłam ręką... Potem — potem, gdy już go ujrzałam bliskim progu, przyszło mi nagle na myśl, że naznaczona pora jest maskaradowym dniem dzisiejszym... Dorzuciłam w tym względzie kilka słów za odchodzącym... Ani się na chwilę nie zachwiał. Wcale...

EMMA

Jest w tym coś szczególnego...

LIA

Powiadają, że w zawiązywaniu stanowczych węzłów opatrzność nastręczać zwykła zdarzenia dziwne i oświecające jakoby błyskawicami od stóp do głów całe postacie charakterów. Ależ, przyznaj mi, proszę, czy nie miałam pierwej na względzie tego wszystkiego, co rozsądek i co nakazuje przyzwoitość? Wiek, urodzenie, stanowisko, znajomość świata i majątek prawie stosowny; odpowiadający humor i wzrost... Zaiste, że wyboru mojego nie zrobiłam, jak pierwsza lepsza panieneczka, ani zaniedbałam czegokolwiek, mogącego poręczyć domowe szczęście.

Dlatego mi tym więcej uprzykrzać może postępowanie zarazem tajemnicze i do uniezasadnionego wahania się podobne...

Kogo witasz?...

EMMA

Referendarz Sofistoff... Chciał się zbliżyć, ale go domino jakieś zatrzymało. — —

LIA

Czy jesteś pewna, że mnie nie poznał?...

EMMA

Byłaś właśnie do ściany obróconą, jakkolwiek do zwierciadlanej ściany!... Przeszedł... przeszedł... Mówmy!...

LIA

Domyślasz się więc, iż, czego nie należało przed wszystkim zaniechać, to właśnie że znajdowania się tu, i to jeszcze prawie z wyrazem tej swobody, którą można by z dala o obojętność podejrzewać. —

EMMA

nagle

Przewybornie. Nie wiem, dlaczego nawet unikać swoich dawnych wielbicieli... Byłabym oto zaraz i Sofistoffa zatrzymała, którego na długość wachlarza miałyśmy obok.

LIA

Nie przerywaj mi w chwili, w której najdrażliwszą rzecz mam ci powiedzieć...

Kogo witasz?

EMMA

Baron Glückschnell przeszedł z wielce sławnym francuskim autorem Annibalem de Fiffraque. Czy uważasz, jak Fiffraque nosi szkiełko??

Otóż, wracając do najdrażliwszej rzeczy...

LIA

Przerywasz mi co chwila!

EMMA

Słucham.

LIA

Skoro przeto uznałam za konieczne nie uchylać się wcale od zabawy, jakkolwiek bardzo dla mnie ironicznej, nie przybyłam umyślnie ku końcowi widowiska i maskarady, owszem, zaraz na poczęciu się drugiego aktu tej dziwnej dramy... Nagle spostrzegam, że coś się szczególniejszego zagaiło, i krąży, i obiega w gronie naszej poufnej publiczności. —

Żartowniś jakiś — tylko słuchaj! — niepoczesny żartowniś jakiś rzucił pogłoskę, jakoby bezimiennym autorem był właśnie że nie kto inny, tylko Omegitt! Krew mi do głowy uderzyła. Podobno, że w dwóch miejscach świstano sztukę — nie wiem! Lecz, jak kiedy w noc ciemną wielka ogarnie kogo błyskawica, wyjaśniając na chwilę najdrobniejsze atomy piasku wokoło stopy jego, tak stanęły mi nagle w oczach tajemnicze odwłoki i historia pierścieni, którymi kieszeń twoją uciążyłam, nie umiejąc się daru tego dotknąć ręką swobodną. Od pierwszej chwili zaraz uwierzyłam była pogłosce, potem nie uwierzyłam i sobie samej, lecz poczęłam zatracać pojęcia różnic pomiędzy uczuciem miłości dla kobiety a próżnością, pomiędzy poważaniem a ironią... I oto nic już więcej nie wiem oprócz, że, jak wszyscy zdają się twierdzić, dramat, ten, który jest na scenie, musi być o bardzo i bardzo wiele niższym od niewczesnej komedii, w jaką, kto wie, czyli mnie nie wplątano!

EMMA

Lio miła, prosty rozsądek nakazuje tłumaczyć sobie to wszystko całkiem odwrotnie, czyli, że, jeżeli mu w głowie zaświtało próbować szansy autorskiej, tedy właśnie, że byłby nie odwlekał ustalenia zamiarów, które, jakkolwiek niezależne, często pełzną na niczym dla ludzi okrytych głośną śmiesznością...

GLÜCKSCHNELL

Do wyrzucenia sobie mieć nie będę, jeżeli paniom przerwę, wkrótce bowiem dzwonek nas powoła, ażebyśmy cieszyli się ustępem trzecim widowiska, czy dramy, czy tragedii, o której zdanie pani słyszeć uważałbym sobie za wyjątkowe szczęście...

LIA

do Emmy

— „Wyjątkowe szczęście” — To już zaczyna być przysłowiemwszystkich mówiących ze mną!...

do Barona

Właściwiej byłoby mnie zapewne, ażebym uciekła się do zdania członka teatralnej spółki i do kogoś, co przed chwilą ze słynnym francuskim autorem niewątpliwie ważną toczył rozmowę.

GLÜCKSCHNELL

Ach, pani! Jeżeli miałbym słynnego de Fiffraque zdanie powtarzać? Ci panowie naturalnie, że nie mogą być oczarowani utworem, mniej niż wątpliwie przyjętym... Zapewne pani zna sztukę nową genialnego, a wyżej wzmiankowanego autora, „Saturnina, czyli diable oko?” Zrobiło to furorę! Ośmnasta edycja wyczerpnięta. Co większa, iż współcześnie tłumaczone jest arcydzieło na wszelki język i świat prawie cały już obiegło... Wyborny chłopiec!

— Wczora pchnięto mu dwa telegramy, dając wiedzieć o dwóch dekoracjach, jednocześnie na tejże samej spotkać się mających piersi: o gwiaździe Izabelli arcykatolickiej i o gwiaździe sułtańskiej Mahometa...

MASKA ASTROLOG

przechodząc mimo

Ku podobnej konjunkcji ciał niebieskich zaiste, że trzeba piersi, szerokich jak firmament!

GLÜCKSCHNELL

ciągnąc rzecz swoją

Szkodzi mu to cokolwiek, że może jest nazbyt liberalnym... Młodość, młodość!... Ale otóż Fiffraque i Sofistoff, i rodak nasz, dygnitarz zagraniczny —

słychać dzwonek, orkiestrę, gwar i przeciągłe świstanie

EMMA

Podaj, referendarzu, rękę naszej Juliecie...

LIA

Czy nie zatrzymamy się, aż skończą... świstać?

SOFISTOFF

podając jej ramię

Moglibyśmy całkiem sztuki nie widzieć.

tłum ogarnia powyższe osoby; Emma i Glükschnell zdążają

EMMA

Względność sądu pańskiego, ile że na zapytanie Lii wyrażonego, nie oświeciła mnie statecznie o wartości utworu i pisarza...

GLÜCKSCHNELL

Interes, interes, interes dramy lub tragedii — oto, co mam do zarzucenia kapitalnie!... Interesujące dzieło, pani, nie tylko daje się uczuwać w samym obrębie sceny albo sali widowisk. Przez czas uczestnictwa mego w spółce po wielekroć zdarzało mi się zauważyć, jak dalece wystarcza nieraz okiem strzelić naokoło bufetów, aby unieść sąd zdrowy i samą naturę rzeczy trafnie odgadnąć. Rzeczywista i silna tragedia daje bodźca trawieniu: więcej jedzą, zwłaszcza pod koniec sztuki, co zarazem dałoby się i higienicznie wytłumaczyć...

Szczególniejsza wszelako (co niemniej uważałem), iż podczas baletów długich daleko więcej zwykle piją. Vaudeville dobry i tęgo grany nie przechodzi normalnej linii, zaś utwory, jak szanownego skądinąd hrabi na Omegach...

EMMA

Przycichnijmy cokolwiek — —

GLÜCKSCHNELL

Dla osoby, wielką zbliżonej poufnością, nie ukryłbym wreszcie i tego, że tyloletnie podróże i tak dalekie zatarły w nim to tętno dzielne, swojskie, które z jednej strony daje osobną siłę językowi pisarza, z drugiej nieustannie myśl onegoż w bieżące potrzeby społeczeństwa wtajemnicza, to jest w to, mówię, co się podoba... każdemu. —

EMMA

Dopiero teraz istotnie wszystko zrozumiałam i niesłychanie baronowi jestem obowiązaną.

II

Inna część maskaradowej sali. Wielkie okna, dające na krużganek, skąd zasiane gwiazdami niebo widać; w głębi snują się domina i maski w niewielkiej liczbie; czasem mniej wyraźnie, a czasem wybitnie słychać orkiestrę.

OMEGITT

I, jako myśliłem, stało się: oni wyobrażają sobie, że pisać dramat było ostateczną myślą moją. Sędzie formalni ze wszechmiar, którzy rozdzielają społeczność na zastępy umysłów pieszych i konnych. Im zdawa się, że jedni na rozgrzywionych jeżdżą piórach, podobni do gońców fantastycznych, drudzy zaś uprawiają prozę życia i są podpierającymi się handlarskim łokciem kalekami!...

Czyli na to obiegłem okrągłość globu i radowałem się uczuciem człowieka-męża, który zupełnie obejma kibić ziemi, ażeby ponad ową dwójcę elementarną nic nie dociec? —

Azali na próżno patrzyłem w gwiazdy, których nie widzieliście nigdy, i rachowałem wieczory wtenczas właśnie, kiedy rozbudzaliście się ze snu?...

Azali czas i miejsce i wszelakie historii ciało stradałem był na próżno z oczu moich??

Azali owego nie ma istnienia, istnienia, które, wszędy się rozlegając, nie opuszcza pewnego osobnego miejsca i powiada jednostce śmiertelnej „Jesteś” i powiada, że jesteś, albowiem ogarnąłeś zarazem wszędy i tu!?...

O, wielce nietrzeźwi albo marni! Azali już pomiędzy natłokiem rubasznych miotań zatłumiony jest oddech, wołający do niebios i na wskróś niebios?

Męża czy tu już nie ma, ani niewiasty żadnej, tylko jest wypadkowy obyczaj i techniczna równowaga zmysłów?...

Jeszcze chwila, a rozpoczną niektóre gwiazdy znikać. Jeszcze niewiele chwil, a bladawe łuny zaranku przenikać poczną grubą ciemność — któraż jest godzina, i dzień, i rok, i miesiąc, i wiek, i epoka która?... I gdzie?

Malcher, o Malcher, ty chodząca klepsydro moja, dopokąd widzę długie wąsy twoje i wzrok rzewny pod ciężkimi brwiami twoimi, dopokąd pętlice czamary twej oglądam, tyle i opamiętywam się w otchłani!...

CHÓR FIOŁKÓW

masek

Kwoli smętnemu zawiejmy podróżnikowi, my, napółgrobowe, ciche kwiatki! Niech przypomni sobie, gdzie oddychał oddechem braci i sióstr naszych, fiołków!

do Omegitta

Podróżniku smętny! Patrz i tchnij... Oto szarych i fioletowych kwiatów wieniec, naokoło ciebie krążąc, naokoło, czarodziejskim zagraża tobie opętaniem...

OMEGITT

Maski wonne i smętne, jak godzi się odzywać do was?

CHÓR FIOŁKÓW

Pierwszy z nas jest fiołek, a druga jest fiołka, a zaś trzeci z nas jest fiołeczek.

I drugi z nas także jest fiołek, ale pierwsza powiada koniecznie, że jest fiołka... Jak sobie chcesz...

Dlatego że, kiedy gdzie indziej rumiane tańczyły dziewczęta przez wiosnę swoich lat, my wtedy włóczyłyśmy za sobą grobowy kir i krepę, która nam opajęczyła wszelki nasz gest. I żadna z nas lub żaden, jak sobie chcesz! I żaden i żadna z nas całoserdecznego nie zna uśmiechu... Ja fiołek jestem, a ona powiada, że jest fiołka, i my jesteśmy dużo fiołków i pytamy się ciebie, czy widziałeś wiele grobowych wiosen.

OMEGITT

Widziałem fiołki, wystrzygane z fioletowego atłasu, osadzone na drutach, o smętne maski moje.

PIERWSZY FIOŁEK

A co powiedzieli ci o nas? Szczerze mów.

DRUGI

Czy na cmentarzach germańskich i francuskich, na zwaliskach Rzymu i złomach Grecji, czy na południu lub północy?... Mów!

FIOŁKA

Czy zakochałeś się w Paryżu, widząc siostrzyczkę moją, opętaną w ciężkie warkocze?

WSZYSTKIE FIOŁKI

Cha, cha! Acha!... Intryga!...

PIERWSZY FIOŁEK

On w Paryżu nie był, nie był w Paryżu!

DRUGI

Co to jest Francja i Paryż? Szczerze mów!

OMEGITT

Francja jest narodem wielkich przeznaczeń, a Paryż jest tylko stolicą europejskiej cywilizacji...

PIERWSZY FIOŁEK

Kiedy on taki mądry, niechaj ci powie, co ta cywilizacja jest?

DRUGI

Kiedy jesteś taki mądry, to powiedz, co?

OMEGITT

Cywilizacja europejska jest bękarcia...

WSZYSTKIE FIOŁKI

zakrywając sobie uszy atlasowemi kapturami

Ach!! Grubianie szkaradny! I dlaczego?

OMEGITT

Dlatego, że wszystkie inteligencje praktyczne są niechrześcijańskie, a wszystkie chrześcijańskie są niepraktyczne...!

usuwa się

POLAK

urzędnik zagraniczny

Szukam marki paltotu mego, a znajduję częstochowski medalion święty na podłodze.

DOMINO

Trzeba go oddać służbowemu policjantowi.

Maska ASTROLOG

O, Niedźwiedzico Wielka gdzie podziejesz się za wnijściem słońca!

do Omegitta

Patrz, jak cedzą się jedne gwiazdy, drugie zaledwo tleją lub podopalane drżą...

OMEGITT

za Astrologiem

Czekaj!...

oglądając się

Znikł w fali masek, które odrzuciły się nagle długim gwaru półkręgiem, pozostawując na próżni mnie samego, jako kiedy morze odstępuje od zarytych w piasku resztek okrętu...

od strony międzysionku słychać orkiestrę i mocny świst, tudzież hałas nagle wchodzącego tłumu

Omegitt cofa się we framugę wielkiegookna

GLÜCKSCHNELL

ocierając czoło

Przyznam się, że fiasko, jakiego na życiu nie pamiętam!...

EMMA

Szkoda, że wyznano publicznie nazwisko...

GLÜCKSCHNELL

Utrze się to jeszcze powoli, jak ruszą do sztuczek, z sensem pisanych. Czego mi wszelako największy żal, to rozczarowania urodziwej naszej Heloizy, której szukam.

EMMA

Umówione jest, że tu ją winnam spotkać, przechadzając się tam i na powrót.

przechodzą

MASKA DIOGENES

Nie odpychajcie mnie, niewdzięczne! Czyliż się nie przymilam, ile umiem, ażebyście wskazały mi człowieka, który nie zachwiał się powiedzieć tego, co wam fiołkom wybrzmiało grubiaństwem?

KILKA FIOŁKÓW

Czy to uszy nasze są tak bezsilne? Tyle razy dźwigamy przecież zausznice z ogromnych pereł rosy, i rosy niesłychanie czystej, a wszystko, cokolwiek jest czystego, dwakroć ciężv!...

DIOGENES

O, jakże być musi lekką krynolina szyta z bibuły dziennikarskiej, którą zamiatając niepomału, zbliża się owa maseczka...

do Maski

„Sit tibi crinolina levis!”.

MASKA FEUILLETON

A jednakże każda nowinka mnie uciąża, każda nowinka!... Począwszy od dramatu nowego „Tyrtej” (wyświstanego właśnie obok), aż do widoku Diogenesa z fiołkami w czułej harmonii!

OMEGITT

pół do maski, a pół do siebie

Nowego nic pod słońcem nie ma, nie ma nic!... Wszelako skąd pochodzi, że nowego nic nie ma?!

FEUILLETON

Oto, zaiste nowość!... oto nowość!...

OMEGITT

Nic nowego nie ma z przyczyny tej, iż wszystko, cokolwiek wiemy do dziś, uznawane było albo poczuciem, albo analogią, albo wyrozumieniem, albo siłami doświadczenia, albo i samym nawet dziwnym przeczucia zmysłem. I nie było nigdy tak zwierciadlanie płaskiego oka, które by, na jesienną patrząc jabłoń, mającą rzadki lub jedyny owoc na szczycie swoim, widziało jedynie i wyłącznie tylko owo jabłko i jeszcze owego to jabłka tylko tę stronę, która najwygodniej bywa przeciw oku postawioną. Owszem, patrząc na przedmiot, nie widzimy bynajmniej powierzchni jednej, ale przez tajemnicze a mistrzowskie poczucie ogółu widzimy prawie że współcześnie wszystkie inne przedmiotu bryłowatości i przecięcia. Im zaś przedmiot widzenia zupełniej jest rozumny w swej całości, tym zupełniej i prędzej obejmujemy go jednym oka rzutem ze wszechmiar. Podobnie jest, i zwłaszcza, z Prawdą!

Ona, przede wszystkim będąc całą, od najpierwszej chwili, w której dała się postrzec, udzieliła się ludziom niejako w zupełności. I, jeśli nie oczywistemu rozumieniu ich twarz w twarz, to, że tak powiem, pośledniejszym a mnogim tegoż ich rozumienia władzom i środkom.

Dlatego to nowymi odkryciami nazywamy co chwila rzeczy wcale nieobce i które jakoby nam były poniekąd gdzieś zażyłe albo zbliżone, i które człowieka umysł niewątpliwie że pierw jakoś kiedyś dopuszczał... Z tej to wielkiej przyczyny nowego nic pod słońcem nie ma...

DIOGENES

Myśliłem, że to człowiek, a to latarnia!

FEUILLETON

Myśliłem, że to nowinka, a to prawda!

do Fiffraque'a

Gdybym twe wiedział zdanie, o francuski autorze słynny, zrobiłbym z tego jeszcze dzisiaj po wieczerzy i po winie spory artykuł...

FIFFRAQUE

Jednego nawet słowa pojąć nie mogłem!... My, gdy obcych języków nie raczymy się uczyć, to wyśmiewamy tylko barbarzyńskie onych wybrzmienia — i to nam starczy.

WSZYSTKIE FIOŁKI

Cha — cha cha — acha!

FIFFRAQUE

do Fiołków

Ale my za to sobie samym i o sobie samych (jak słyszycie) mówić umiemy tak ścisłe prawdy — a to jest moc, nad lingwistyczne ćwiczenia wyższa i szybsza!

przechodzi

FIOŁKI

On zaś mówi o jabłku i o drzewie.

OMEGITT

z melancholią

Dziecię, widząc upadek jabłka, wyciąga ku owocowi swe rączęta, jakoby pierś matki pragnęło objąć, ale Newtonowi tenże traf co innego zwiastuje i gdzie indziej jego myśl odnosi. Chemik podejma jabłko i na obitej o ziemię stronie jego wyczytuje zarodek przetwarzania materii, co filozof aż do ognistych otchłani słońca wraz odsyła, gdy ogrodnik mimo przechodzący widział zapewne owoc spadły i skłonione ku niemu ręce ludzi.

DIOGENES

A wyświstany „Tyrtej”, gdyby po tysiącach lat znalazł się tu, cóż oglądałby lub zagaił na maskaradzie żywota?

OMEGITT

Mówiłby zapewne prawdę, wierząc w moc jej, czego, zaiste, że nie postrzegam, aby ktokolwiek czynił.

DOMINO-SZPIEG

Zaś moc prawdy skąd idzie?

OMEGITT

Pochodzi z jej całości, a przeto stąd, że prawda jest ideą, powodującą nieustannie równe sobie świadectwo...

DOMINO-SZPIEG

Miałożby i to być świadectwem, że ja nic nie rozumiem?

DOMINO-KONSPIRATOR

Byłoby zaiste że świadectwem wielkim, gdybym ja pierwej coś odgadnął...

CHÓR FIOŁKÓW

Na cmentarzach — na cmentarzach — na cmentarzach! O świcie — o południu — i o wieczorze i o nocy i o przedświcie!...

POETA GMINNY

Hej-hop, dalej hej-hop! Amarantowe czapki w górę — w górę dzwoniących kółek sznury i zadzierzgnięte poły za pas! Hej-hop — hej-hop!...

Pawie piórka z niebieskimi w środku sercami, wysadzone na wierzch czoła u krasnych czapek — hej-hop, hej-hop!...

POLAK

urzędnik zagraniczny

Równego nic nie znam baletowi narodowemu w Polsce i odpatrzeć się go nie mogę, ilekroć na przyjęcie panujących lub dyplomacji bywa tańczony.

DIOGENES

A wyświstany „Tyrtej”, gdyby po lat tysiącach znalazł się tu, na tej żywota maskaradzie, cóż przeniósłby nad wszystko?...

OMEGITT

Odpowiedzi żądaj od krytyka, który musi być ową postacią, przyobleczoną w szatę, z drukowanych papierów uklejoną. Oto, biegnąc, wyprzedza się szelestem... Wiele masek na prawo i na lewo i naprzód pędzi przed nim, jakby się uchraniały od pogoni i razów.

CHÓR BIEGNĄCYCH

Nie pytajcie, mehercule, nie pytajcie, na mocy czego tak a tak sądzi ów krytyk?... Pozostawicie mu albowiem dwie straszne bronie w ręku: nie dać czasu, ażebyś zapytanie owo wypowiedział... albo tak dalece zgwałcić ciebie polemicznymi wyskoki, żebyś przebrał miarę oburzenia i dyskusję zmienił w potyczkę. Pozostawcie go przeto, niech sam coś stworzy, niech pocznie coś sam na sam, w wielkim pokoju myśli własnej!

KRYTYK

maska

Tam i owdzie, gdy w zwierciadlane pojrzałem ściany, zobaczyłem się nagle od stóp do głów. Tam i owdzie dlaczegóż rozlewają się mury w jeziora szkła i świateł...?! Tam i owdzie spostrzegłem nareszcie całą tajemnicę natchnienia mego. Eheu, nie byłbym w możności nic utworzyć, gdybym się pierwej nie rozdrażnił, i gdybym się nie zawziął na coś i nie ugniewał!... Dlatego to właśnie, na co sarkam, cały stanowi skarb mój i całe upewnienie i pokój.

OMEGITT

Dzieci wtenczas mają potrzebę bicia i psowania. Siła kocha się w sobie, skoro ze ślepego żywiołu w akt przechodzi — jest to właśnie najniepodobniejszą rzeczą do krytyki...

FIOŁKI

Ten wynarodowiony podróżnik, gdzie tknie, przewraca! Azali nie uplatałyśmy się w wieńce dla owego mędrca, i dla tamtego poety, i dla tego wszystkiego, co tu świeci, niosąc wonne kadzidła z rosą łez?...

GLÜCKSCHNELL

Kilka jeszcze kroków za krytykiem pozwól mi, pani, zrobić! Może uroni parę słów z tego, co o widowisku dzisiejszym mamy czytać i sądzić.

EMMA

Nie uważałeś, baronie, na gest i postawę Heloizy naszej? Przeszła tędy przed chwilą, ale nie miałam odwagi jej zatrzymać. Patrz za owym pielgrzymem, co ubrany jest w perłowe muszle! Oto widzę jeszcze, oto widzisz: jej białe ramię... Patrz, jak to ramię drga od przytłumionego wewnątrz oburzenia! Nigdy nie widziałam oczu takich i wstrząsnęłam się, pozierając w nie, jak w głąb, która magnetycznie na dno pociąga.

GLÜCKSCHNELL

Widzę, że się przybliża do wielkiego okna, do krużganku, jak osoba spragniona otwartego powietrza. Tamże przez tłum przepływa posuwiście i niefortunny autor...

EMMA

Oto widzisz okaźnie profil jej na tle nieba, które ani rumienieje od jutrzenki, ani już od księżyca bierze srebro... Oto jeszcze ostatnia gwiazdka nad jej warkoczem plącze się.

Gdyby nie te gitary i mandoliny!... Gdyby się można było zbliżyć słuchem.

MANDOLIN

I.

A czy też ona wie —

Nie z jawu, to choć z snów —

Jaki to bywa koniec lwi

Szczerze jej śpiewanych słów?

II.

A czy choć aby wie,

Najnieustanniej nowa,

Że tu się kona wprzód, nim zwie,

A ona zawsze zdrowa!

III.

A czy przynajmniej wie,

Wołająca wciąż „dalej!”

W czyich to łkaniach stopy dwie

Umywa, jako w fali?...

IV.

A czy chociażby wie

W swej omylnej pogoni,

Że tu się nieraz z grobów rwie

Kwiat makowy do skroni...

Emma, Glückschnell i kilka innych masek uchylają się pod filary wielkiego okna; Lia wsparta o krawędź krużganku, Omegitt od strony salonu przez tłum masek zbliża się.

OMEGITT

Jako Leander, przez szkło fal Hellespontu spostrzegając zapalony ogień na wieży, wydłużał ramiona swoje, aby do brzegu na czas zdążyć, tak, przez gazy i wiewne osłony masek, dopatrywałem ciebie, pani, i ostatniej gwiazdy nad czołem twym...

LIA

niechętnie

Leander (jeżeli nie mylę się) utonął w Hellesponcie...

OMEGITT

Po czym kapłanka Hero rzuciła się w morze, nie będąc dość syreną, i obojga koniec był tragiczny. Lecz... nie uważałem w pierwszej chwili, że należało mniej poufnie i mniej swobodnie zacząć rozmowę...

LIA

Zaiste, podziwiam dobry humor, lubo jego źródeł nie zgaduję. Skrócę nawet i streszczę, co mam mówić...

OMEGITT

Oto właśnie ostatnia gwiazda znikła!...

LIA

Zazdrościłam jej naprzód!... Po wielekroć! — Po wielekroć, mówię, potrzebę czułam tak wymazać nazwisko moje z liczby widzów tragedii pańskiej, jak przed chwilą zatarło oddalenie blask lej gwiazdy.

OMEGITT

Pani, ta gwiazda jutro wznijdzie i ktoś zapewne przypadkiem spojrzy na nią z tegoż samego miejsca. Wszelako ten sposób wicia rozmów nazbyt wiele przestrzeni zostawuje pomiędzy dwoma osobami, ażeby jej kto trzeci zająć nie pośpieszył, przy tak upornym tłumie.

LIA

Ten rozmawiania sposób, panie, wielce jest podobny do grzeczności wzajemnych i pozdrowień przed pojedynkiem; dlatego proszę nie uważać za nietrafne, jeśli gestem zastąpię dalsze słowa i pośpieszę mu wręczyć pierścienie jego...

OMEGITT

usuwając ręce

Pozwolę sobie ostrzec panią, że niewiele jest boleśniejszych utrapień od ciągłego uczucia, iż pozostawiło się za sobą serce, przez nas zranione, i dlatego, pierścieni nic przyjmując, chcę atoli coś unieść z drogich rąk jej, ażeby towarzyszyła nam pamiątka, ażeby mnie wspomnienie, a pani świadczyło przekonanie........

III

Też salony, od strony zajezdnego przysionku.

MANDOLIN

Na posadzkę zapustnej sceny,

Gdzie tańcowały pierwej tłumy mask,

Patrzyłem sam, jak wśród areny,

Podziwiając już pierwszy słońca brzask.

I na jasnej woskiem zwierzchni szyb

Kreślone obuwiem lekkiem kręgi,

Jakoby czarodziejskich pisań tryb

Mówił do mnie z ziemi, jak z księgi.

Listek kwiatu, upuszczony tam,

Szepnął mi coś papierową wargą...

Wśród salonu pustego sam i sam —

Rosa jemu i świt byłyż skargą?

Otworzyłem okna z drżeniem szkła,

Że aż gmachem moja wstrzęsła siła,

Z kandelabrów spadła jedna łza — —

Ale i ta jedna z wosku była!...

KOMISARZ

Na uwadze mieć trzeba pokątnych pieśniarzy i gitarzystów. Azali nie dość jest muzyki oficjalnie pensjonowanej, która szczodrze i stale wydąża maskaradowym potrzebom?...

SŁUŻBOWY

Ludzi czujnych i wiernych wszelka baczność przeniosła się do miejsca, kędy zwierzchnie odzienia za numerami odbierają. Tam na teraz jest, jak to mówią: waga kniei!

FINAŁ ORKIESTRY

razem

Jeszcze kilka tylko, kilka stronic, opłynionych po brzegach bladą zorzą, okapanych od góry konaniem lamp...

Im się zdawa, że my gramy rozczulający finał włoskiej opery, lub że pooślepiane oczy nasze skaczącymi nutami w gorączce wzroku zapominają się dla akordów, słodko płynących...

My cieszymy się raczej, że jeszcze tylko parę pozostawa nam stronic, dotykanych po brzegach różowymi palcami zorzy, wyświecanych od góry konaniem lamp.

FLET

solo

Jakże się też nie położę w pudło moje, białym wykładane aksamitem, jakże się nie wyciągnę już za chwilkę!...

Oto jeszcze raz tylko, tylko raz, wilgotne mnie usta dotknąć mają, szepcąccoś... Oto jeszcze raz tylko, oto raz jeden tylko przebiegną mi po biodrach kościste palce, a potem — potem... jakże nie spocznę! Trumienka moja długa jest — dostatnia jest ze wszechmiar trumienka moja i białym wysłana aksamitem...

SKRZYPCE

Flet już swoje skończył i klaszczą mu... Niechżeby mu klaskano jak najdłużej!... Niechżeby mu klaskano, zagłuszając mało uważne smyka poruszenia! Kilka włosów wytargnął smyk z swej białej grzywy, wytargnął kilka włosów, białych jako śnieg — i odleciały na powietrze!...

ORKIESTRA

razem

Jeszcze tylko kilka stronic, kilka, które do połowy różowieją zorzą poranną, a od góry okapane są gorejącym woskiem świeczników... Jeszcze tylko parę tych stronic, zapisanych pląsającymi nutami w sieciach linii, jakoby to były skaczące czarne postacie tworów nieznanych, a ułowionych w drżącą matnię.

PAŹ

z gitarą

I.

Nie chcę już smutków, nie!... Już mi za małe,

Choćby, jak świata zepsucie, ogromne!

Cóż bo tu nie jest na skroś przebolałe?

Cóż nie zajęknie mi w ucho, gdy wspomnę?

II.

Dlatego nie chcę smutków, bo nienowe,

Tylko że własnej starości niepomne —

Jakbym nie słyszał wciąż, gdzie wesprę głowę,

Że wszystko jęczy a jęczy, gdy wspomnę!

III.

Pyły zatartych pod nogą pomników,

I miasta na nich, i twierdze niezłomne,

Aż pójdą w gruzach czekać budowników...

Wszystko tu jęczy a jęczy, gdy wspomnę!

IV.

Dlatego lubię kwiat niezapominek,

Bo rwą go zwykle ręce wiarołomne!

I lubię nagły w znużeniu spoczynek,

Bo uprzytomnia śmierć — pierwej, nim wspomnę.

Dlatego lubię kwiat niezapominek,

Bo rwą go tylko ręce wiarołomne!

EMMA

Chciej się usunąć, smętny paziu!... Paziu smętny, daj folgę ręce mojej, którą przyciągam ku Heloizie, albo podaj jej to małe pudełeczko, dwakroć już w ciągu wieczora pożądane...

PAŹ

usuwając się

Daj mi wstążkę błękitną! Oddam Ci ją

Bez opóźnienia...

Albo daj mi cień twój z giętką Twą szyją!

Nie, nie chcę cienia.

Cień zmieni się, gdy ku mnie skiniesz ręką,

Bo on nie kłamie!

Nic od ciebie nie chcę, śliczna panienko,

Usuwam ramię...

Bywałem ja od Boga nagrodzonym

Rzeczą mniej wielką:

Spadłym listkiem, do szyby przyklejonym.

Deszczu kropelką. —

przechodzi

SOFISTOFF

w fantastycznym ubraniu Abelarda

Gdyby nie odmienna tłoku natura i nie zagłuszający orkiestrę błędni gitarzyści i piosenkarze, obiecywałbym sobie to na końcu zabawy, po co inni tu gromadzili się przedwcześnie.

DIOGENES

Oto i człowiek!...

zagasza światło swej latarni

— To on, on — nieochybnie! Inaczej nie wdziewałby maski ze wschodem słońca...

EMMA

półgłosem

Referendarzu uprzejmy, jeszcze jedno tylko i jedno słówko rady poufnej, jeszcze jedna ulotna chmurka do odwiania daleko poza różowość zorzy — —

Mamże odkryć ci, przestrzec ciebie, mamże twemu taktowi nieco zostawić do walczenia?

SOFISTOFF

Pani, ostrzeż, jest to uczyń sama przeze mnie; poradź, jest to rozkaż; a taktowi memu pozostaw, jest to: użyj jeszcze trzeciego sługi, skoro już dwóch pierwej wszystkiego dopełniło. W takim razie wybiera się zazwyczaj służących niedołęgów.

EMMA

Taktowi twemu pozostawiam niemałą rzecz — albowiem narodowość twoją, czyli przeszkodę jedną i jedyną, jaką spotkać już możesz względem Heloizy... Referendarzu uprzejmy, czy mnie pojmujesz?...

SOFISTOFF

Pani! Ojczyzna moja nigdy i przenigdy niczym innym nie była, jedno właśnie że taktem! Pozostawiać trudności, jakie nastręczać może narodowość moja, i pozostawić je mojemu taktowi — jest to poruczać serce moje piersiom moim. Nie tylko się przerażać takowym datkiem i ciężarami onego, ale nawet zań podziękować sprawiedliwie nie potrafiłbym.

Pani, kiedy inne ludy, zakochane w osobistościach swoich, wyzywały wszelakiego nieprzyjaciela postępu na bój różnobronny i szukały rozmaitej sławy, ojczyzna moja uprawiała wtedy właściwy jej rozum oczekiwania na owoce cywilizacji, nie jej otrzymywane wysileniem. Dlatego to na teraz, dlatego to w wieku obecnym pozytywnym, widzisz pani, że mądrość, ojczyźnie mojej właściwa, a ogólna cywilizacji mądrość znaczą jedno!

Czy pojmuje pani, jak dalece narodowość moja nikomu przeszkodą być nie może?

Od stolicy ojczyzny mojej, założonej na wzór, skądinąd przeniesiony i gdzie indziej zdobyty trudami wieków, aż do formy i nazwy państwa, aż do obuwia i ubioru każdego rycerza, broniącego ojczyzny mojej, wszystko nienarodowe jest i obce! Jest to właśnie że piętnem wysokiego i szerokiego posłannictwa mojej świętej ojczyzny — i jakże, o pani, może być, aby narodowość moja była przeszkodą, przeszkodą, jak mi to pani daje uczuć, przeszkodą do osobistego mojego szczęścia?

EMMA

Pozostawiam cię, o Abelardzie, geniuszowi twojemu i jeżeli zniknę na chwilę, to jak dobroczynna wróżka...

znika w tłumie

ARLEKIN

wtórując sobie mimiką, jakby gitarę trzymał

Wlazł kotek na płotek

I mruga;

Piosenka to śliczna, niedługa!

PIEROT

odbierając mu mimiczny instrument

Wbiegł ptaszek na daszek

Kościoła,

A wiatr nim okręca dokoła!

ARLEKIN

przejmując na nowo mimikę

„Twój ptaszek

Jest z blaszek”,

— Kot rzecze —

„Choć kręci się wkółko, nie przeczę!”

przechodzą

IV

Tychże samych salonów przedsionek zajezdny.

PIERWSZY SŁUŻĄCY

Burnus księżnej i watowany kaptur panny Hermenegildy...

DRUGI

Płaszczyk pana hrabiego... kareta! Jakub!... Jakub!...

TRZECI

Ponumerowano ciąg powozów: nasz trzydziesty dziewiąty... Nepomucyn!... Hola, Nepomucyn!...

MASKA SUŁTAN

Skręćmy bokiem co rychlej i zawadźmy jeszcze o szklankę piwa u Małgorzaty...

DIANA

maska

Coś na zimno przekąsić, coś ze zwierzyny z sałatą przyszła mi chętka...

SEKRETARZ AMBASADY

do Diany

Popiłżebym szampanem i nie pogardziłbym cygaretkiem na dzień dobry!

NOC

maska

Zawadziłam czarne mroki moje i gwiazdami pstrzone opony gaz moich, zawadziłam o ostrogę żandarma!...

EMMA

Czy widzisz ich, baronie, tam, gdzie kolumn dwie?... Tam ich dwoje, a istnie, że są piękni! — Oto Heloizy czoło pochyla się i tonie w cieniu framugi, oto Abelarda ramię wyskoczyło w smug światła rannego — szepcą coś... Poglądając na nich, przychodzi mi na myśl, że nie inaczej spozierać musiał Canova na bliskie dokończenia posagi swoje...

GLÜCKSCHNELL

...................................

OMEGITT

że słyszę z jednej i drugiej strony coś jakoby litanię przełamywaną wyciem...

Coś, jakoby niesionej broni w marszu szczęki...

Głowa mi cięży. Spocznę...

przylega

...................................

WÓDZ

odwracając się do falangi i uderzając mieczem w próżnię

Jeszcze raz żelaza poświstem, jeszcze raz płazem lacedemońskie odepchnijmy powietrze...

Wgarnąć całego nie mogę pod krótki miecz mój, a ty, a ów?...

PIERWSZY Z SZEREGU

dając cios

Zwichnie mi się rękojeść, albo ten prąd dobieży w przysionek domu rodzinnego.

WÓDZ

I, jeżeli się zatliła gdzie belka,rozdmucha pożar...

PIERWSZY

Bo nie było tam ojców, jedno byli pastuchy stada bawołów...

A ojcowie nasi nie mieli żon...

Kiedy im już zabrakło na hekatombę krwi, kiedy wyszczerbiły się falangi pod messeńskiemi kosami, wtedy odstawili żołdaków do owdowiałych łożnic w ojczyźnie ich...

I porywała się ta i owa niewiasta, lecąc do bram na spotkanie posła z pola bitwy... Ten wiatru poświst, wyrzucony popchnięciem miecza, ten prąd powietrza niechaj szuka matki Spartanki i wygwizdnie w jej siwiźnie słowa przekleństwa.

WSZYSCY

Bo żaden z nas matki nie miał, i nie miał ojca, i żaden z nas nie miał ojczyzny!...

WÓDZ

Bo my nie Spartiaty ani lacedemońskie męże — my Partenianie!

I pójdziemy, gdzie granit odpycha morze, i odepchniemy morze stu wiosłami, i odepchniemy ramieniem zmorę wspomnień, bo zahartowano nas pierwej pieluch, a potrafimy znieść wszystko — prócz tej ojczyzny!...

WSZYSCY

Bo żaden z nas matki nie miał i nie miał ojca i żaden z nas nigdy ojczyzny nie miał.

przechodzą

MALCHER

Wypróbowali, panie, szabel, wypróbowali... Ale, co rzekli między sobą, nie rozumiem, jedno myślę, że tędzy ludzie i coś razem podobni do owego etranżerskiego legionu, który w Algierii widzieliśmy...

OMEGITT

Chłopca z końmi wołaj mi wraz! Uchodźmy!

Omegitt i Malcher uchodzą w stronę lewą, gdy od prawej wstępuje Chór ateński, a następnie we dwa półkręgi rozłamuje się

CHÓR PRAWY

W człowieka życiu są chwile próżne, chwile czcze. Ale w żywocie prawdy chwil takowych nie ma, jedno jest ciąg. Dlatego chór ateński wciąż się wiedzie, jako nieustannie czujny areopag.

Kto nie rozmawiał z nim? Kto z nim nie rozmawiał? Ale on sam rozmawia ustawnie z prawdy rytmem.

Zachwycił się on raz o pierwszorzędny ton harmonii, który przewodniczy światom, i najnieprzerwaniej kołuje odtąd, jak planeta.

Czy widziałeś, ażeby się kiedykolwiek uniósł albo zaśmiał — albo żeby przesyt i znudzenie znalazły się na równej drodze jego? Zaiste, takowego męża nigdy nie było... A wszelako: ateński chór takim jest.

LEWY

Dlatego, że w życiu męża są chwile próżne, chwile czcze, lecz w prawdy żywocie chwil takowych nie było nigdy.

EPOD

Błogosławione jest światło i nie bywa złorzeczonym cień; ale, kto zguby poszukuje, temu jedno i drugie dopiero za znalezieniem przedmiotu sprawuje radość.

CHÓR

Oto, widzę, zbliża się mąż Ateńczyk i poziera dokoła niespokojnie, jakoby na tym kraju ziemi rzeczypospolitej tam i sam wzdłuż stąpając, w dwie zarazem poglądać przyszedł ojczyzny.

LAON

Onego dnia dawnego, kiedy, wyrostkiem ledwo będąc, rzuciłem się ze skołatanej nawy za tonącym człowiekiem, azali rozważyłem w sobie pierwej, iż ocalę dla siebie ojca i obywatelstwo i ojczyznę? Podobnie i dziś tegoż samego siebie poznaję w sobie albo boską tożsamość nieustannej nad sierotą opieki! Jako bowiem dnia po wszystkie pamiętnego podołałem był wydźwignąć z toni morskiej sędziwą osobę Kleokarpa, któż wie, azali na próżno wiarę dałem pozorom i wieściom i czyli nie zbyt płocho się porwałem, ażeby ukrywane wycieczki Eginei aż tu dośledzać!

CHÓR

Człowieku, który wyziewem niewolniczej azjackiej przypowieści obejmasz jasną prawdy rdzeń, a który masz gest i postawę i ubiór obywatela ateńskiego, nie opowiadaj, jeno powiedz.

LAON

Metek nie jestem, i podobno, że nieco więcej niż izoter, a prostatem mym człowiek areopagita, któremu uratować życie dały mi bogi. Urodziłem się pono na dalekich brzegach Fenicji, a odrodziłem się na pianach fali morskiej; mężem uczyniła mnie galera czarna z czerwonym żaglem, a obywatelem lud ateński na progach przysionku Tezeusza.

Areopagita Kleokarp jest mi ojcem wedle sprawiedliwości...

Sprawiedliwość od boga bogów idzie. Kleokarpa pierścień na palcu moim nosząc, nie przyozdobiłem się świecidłem zewnątrz ponętnym. Są albowiem burze i nawałnice nie tylko owe, które widujemy z dachów w odległości, ale i te, co samychże przysionków kolumnami wstrząsać umieją.

— Oto szlachetnego Kleokarpa dostojna córka od niektórych dni znika z domostwa i powiadają języki niewstrzymane, że chadza według poszeptów Tyrteusza, odkąd tego poetę wielka wyrocznia podała głosowi ludu ateńskiego, a Ateny go stawią na czele zastępów lacedemońskich...

CHÓR PRAWY

Powiadają mędrcowie wschodni, że na krańcach przestrzeni nieustannie wrzące jest ogromne koło wichrów i ciał i duchów.

LEWY

Nieustannie parte i okręcane światów pochodem.

PRAWY

Tak samo i na wybrzeżach świata tego nagromadzają się mroki, przez które niejeden duch przechodził bohaterski.

LEWY

A widnokrąg myśli człowieka zaokrąglony jest milczeniem i melancholią.

EPOD

Na kraju tym dwóch ojczyzn, o obywatelu ateński, wśród ruiny tej, której dwa ościenne ludy nie śmiały podnieść z upadku i która przeto legła dwakroć głębiej, iż środków i sił miała dwakroć, o obywatelu ateński, tu kogo przychodzisz szukać i jaka cię utrapiła niespokojność?...

LAON

Pogodnie jest lśniący hełm Minerwy, a słowa umiejętnego męża nie są porywcze. I tragiczne także umysły chórów, przechadzając się po krańcach sceny żywota, łacniej mogą o burzach mówić i wyrokować o nawałnicy morskiej, kształtne podnosząc z piasku muszle, niżeli ów widziany z dalekości pod walącym się masztem sternik. On się wydawa im tak drobny, jak odłamek koralu, który na morskim brzegu tam i owdzie zarył się w piasek.

CHÓR PRAWY

Jako wspaniała jest demokratyczna ateńskiego ludu swoboda, jako wspaniała! Ale prądy głosu ogólnego zdradliwymi bywają i bystrymi falami swymi łatwo mogą grochowe ziarnka unosić. Dlatego nieuzasadniona często wieść tym skorzej porywana jest, im lżejsza.

LEWY

Dlatego w rzeczach treści boskiej do cichego ty raczej areopagu, o nocy, idź! A jako jest niebieski obszar firmamentu w całym majestacie wszystkich gwiazd, tak wypogódź pierwej w piersiach twoich wszelkie uczucie i niech się tak wygwiaździ każda twa myśl i słowo jedno po drugim!

CHÓR PRAWY

Ku temu to salamiński Solon utwierdzić podążył starożytne areopagu kolumny ażeby tam, gdzie samodzierzstwo ludowego głosu nie jest bynajmniej tamowane, miarkowało się w sobie na kształt morza, dośrodkując do głębi i okrywając się z nadwierzcha lekkimi piany. Areopagu ciche koło, pod gwiazdami zasiadające w nocy, głębią jest, a pluskającymi tęczami z wierzchu są uliczne wrzawy i wieści płoche i szumiąca w słońcu popularność.

LEWY

Przecież daleko łatwiej jest posłyszeć otrzymane ze Sparty wiadomości, jeżeli kto je pierwszą ręką miał, niżeli od środka ziemi, z samych Delf, wygłoszone słowa Apollina umieć odgadnąć, albo umiejętnie odgadnione powtórzyć zdrowo.

EPOD

Przeto, o ateński obywatelu, wiedz, iż dlatego właśnie Chór spotykasz, który tu po słowa prawdy przyszedł, aby mu nadlatywały stąd i zowąd. Jako kiedy, poszukiwając ziemi środka, Jupiter rzucił orłami dwoma od zachodu i wschodu niebios, ażeby się nad okopami Delf spotkały.

LAON

O stugębna wieści, któż cię nauczył okradać bogi z prawd, a ludzi z serca i otuchy, by nienarodzoną jeszcze przyszłość na szwank narazić? Podobna Molochowi Ammonitów, którego brązowy posąg w dziecinnych snach moich mnie utrapił, przeciągając rozpalone do czerwoności ręce swoje w mrokach północnych nad trzcinowym sieroty łożem. Ale oto spostrzegam w dali męża, którego po chyżości samej łatwo poznać, że lacedemońskim jest biegaczem: widzę, jako, utykając przed się ostrzem kostura, przerzuca się i toczy po pagórkach, niby rozigrane koźlę młode... Ten, zapewne z wiarogodnym wysłany będąc słowem, alboż nakreślonymi ręką pewną znaki, podąża, podąża i już jest wcale bliski.

EPOD

Stało się więc, iż odpowiedzią Chóru jest objęcie w siebie i tego głosu, który zapytywał go przed chwilą i który nieledwie że popędliwie mu zaprzeczał. Podobnych temu prawdy zwycięstw daleko więcej bywa, niźli piasku atomów na wargach morskich.

Laon przechodzi ku głębi sceny, gdzie pod kolumnami dwoma spotyka się Chór prawy z Chórem lewym i od czasu do czasu wiąże Epod. Laon, nieco bliżej przodka sceny, przed miejscem, właściwym Epodowi, wstrzymuje się.

Daim po ostatnim skoku swoim odmienia krok i wchodzi z szczególną starannością

CHÓR PRAWY

Ten sam, co ledwo chwila temu jak rozigrane gził się koźlę, ten sam zbliża się kroki kapłańskimi.

LEWY

Wedle Likurgowego testamentu, z którego tyle im zostało wokoło nich, iż układnie ruszać umieją członkami ciała...

EPOD

Zaprawdę, człowiek odpowiada całym sobą pierwej, niżeli folgę dawa słowom.

CHÓR

Nie ku czemu innemu ateńskichór pogodnie się okręca w rytmie planet.

LAON

Mężu spartański! Jeżeli biegaczem jesteś, wygłoś nakazaną tobie z górypowieść, a jeżeli, co większa, masz tablice, porozumiewalnymi znakami zewnątrzjasne, tedy zapytuję, czyim rękom i oczomi czyjej są przeznaczone umiejętności?

DAIM

Słowem pierwszym od Sparty:,,Zwyciężyć albo zginąć!” A lacedemońskim pytaniem te drugie słowa: „Gdziewódz?” A trzecią likaońską przypowieścią, iż każdy z żelaznym mieczem swoimstoi, jak wryty.

Okrągłe puklerze, i torby chleba, i powózek smarowane koła w oczekiwaniudrżą.

Sto świń dzikich a tucznych mają kapłani, kiedy zechcą, i trzymają ogieńw pogotowiu, siedząc a myśląc.

Ale równi wysłali gońce i biegacze, jako ja jestem, i nauczyli ich na pamięćwszystkiej powieści, którą rzekłem, ażeby o wyczekiwanym wodzu dostać języka.

A teraz: trwać mam tu, aż mi kto powie, co na powrót godzi się odnieść, bozaprawdę że już i lakońskich brakujesłów, tak bardzo wiele powiedziawszy!...

CHÓR LEWY

Ci ludzie narodowy zatracą język przez wyskok sił...

PRAWY

Jak stracili już jedno pokolenie samowolną banicją Partenianów...

EPOD

Nie powiedziałeś zbyt wiele,mężu spartański, jeżeli daleko więcejw zamian wyglądasz. Naucz przeto uczciwie pytających o tym wszystkim, cokolwiek w tak przeważnej chwili wiedziećnależy.

DAIM

Niewolnikiem będąc, o obywatele, nauczony jestem zwłaszcza trwaći milczeć.

LAON

Wszelako ateński niewolnik swojemu jedynie panu powolnym bywa, mianując się równym poza domem każdejosobie. Zaś inaczej jest aż dotychczasz powolnością ludu spartańskiego i dlatego ja ci nakazuję, mów, co wiesz.

CHÓR

Ten się sprawił, zaiste, jakorzeczypospolitej obywatel trzeźwy i czujny, używając prawa, które mu dano, anije w niepożyteczności zatrzymując...— Biegaczu spartański, tobie nakazujemy, mów, co wiesz.

chwila milczenia

LAON

Mów, co równi trzymają między sobą?...

DAIM

„Zwyciężyć — lub zginąć!”

LAON

A lud?... Co trzyma?

DAIM

„Zginąć — lub zwyciężyć!”

chwila milczenia z obu stron, jakoby rozważając powolnie Daima odpowiedź

CHÓR

Zaiste, chrobra jest w prostocie swojej lakońskiego języka siła i treść!...Zaiste, chrobra!... ale rozliczniejsze są daleko obyczaje ludów na świecie, i wygłosy, i powiedzenia im właściwe. DlategoAteńczyk wszystkie piękna każdego narzecza woli objąć, albowiem świątyninikt nie stawia z jednej kolumny.

LAON

do Daima

Jeżeli przeto pomiędzy równych okrzykiem i okrzykiem ludujest różnica, tedy w całej Lakonii, widzę,iż takiego nie ma męża, który by tymczasowo ponieść umiał trudy harmosta!?...

DAIM

z niejakiem oburzeniem

Hieroplit dzielny trwa.

CHÓR

Obywatel, nazwiskiem Hieroplit,kto jest?...

LAON

Kto jest człowiek nazwiska nieznanego?

DAIM

nieco poruszony

Od Lakońskiego golfu do zatoki Korynckiej całyświat o Hieroplicie wie, że dzielny jest.

A kto więcej rózgami był okładan, niechaj stanie!

A kto świsnął z ołtarzy więcej bułeki, z kolegami w równi się dzieląc, zjadł,niech mi zaprzeczy.

Azali messeńskie dziewczyny nie szalały, kiedy nad granicą kozy pasł?...

Azali nie płynął aż do Krety, gdzie bywa mądrość?

„Hieroplit!” kto zakrzyknął, kupę powiedział i takowy odpocząć sobie może,jak w święto wół.

CHÓR

Osobo lakońska! Czy nic więcej o pospolitej rzeczy spartańskiej nauczyć nie masz?

DAIM

Górą Hieroplit, górą!Zginać, albo zwyciężyć!

CHÓR PRAWY

Zaledwo że z Focydy powiał wiatr i jeszcze nikt słowawyraźnego wyroczni nie zna. Cóż się godzi mężowi temu odrzec i jakiej powieści się nauczy zmordowany Lakończykkrótką rozmową?

LEWY

Dla wyrozumiewających wyrocznia dawa: myśl, dla gwałtownychi krzepkich: nagi ukaz, a oczekiwaniedla pierwszych niewyraźnym tylko prologiem bywa.

EPOD

Spartański biegaczu, w dni niewiele naznaczony przez bogów harmostdo Lacedemony zdąży. Ateny podejmąimię jego rękoma swemi z kolan bogów.Ale czyli przez pogodne błonia Arkadii, albo czyli po gruzach tych przechodzić będzie, czyli może wioseł pięćdziesiąt poniesie go brzegami Cyklad doLikaońskiej zatoki, tego ani wiedzieć dotąd niepodobna ani wiedzieć się godziw wigilię wojny...

DAIM

Niewolnikiem będąc, o obywatele, nauczony jestem zwłaszcza trwaći milczeć.

LAON

Synem przygotowanej do walkbędąc ojczyzny, umiejętnie czuwaj w roztropności.

II

Opodal jednej z bram ateńskich — uprzednidziedziniec letniego domostwa Kleokarpa,po dwóch stronach laurowe chodnikii marmurowe ławy, przed jedną z ławkrosna i co do tej roboty się należy —czas nadwieczorny.

Dorilla chwilę poglądu dookoła — Eginea wchodzi z głębi sceny

EGINEA

wchodząc

O, jakże szybkoubiega czas, Dorillo, gdy użycie jego na przemiany od nas i nie od nas znów zależy.

DORILLA

Ale kto oczekuje zarazemojca, pana domu, siostry i przybranegobrata, ten zależy we wszystkiem nie odsiebie...

EGINEA

zbliżając się do krosien

Poglądam na ostatni ścieg mej igły...

DORILLA

Czy ażeby przypomnieć sobie ciąg rozmowy, którą nagle przerwawszy, opuściłaś była progi domowe na tyleczasu!...

EGINEA

Dlatego przypatruję się, o siostro, którą z barw wypija skorzej słońce,jeżeli kto pozostawi krosna cudze na powietrzu odkrytym przez tak długo...

DORILLA

Nie sądź, Eginej, że tę niskąwymyśliła przeciwko tobie psotę mało ciękochająca siostra, ale ta, która zostaładomu panią w nieobecności trojga osób,sama rozkazała, ażeby krosna tak pozostały...

Niechby z areopagu wracający ojcieci pan, przechodząc, zobaczył pustą ławęi porozrzucane włókna, a na zapytaniejego, z władzą rzeczone, odpowiedziałbysługa ogrodowy albo która z niewolnic,nie Dorilla!

EGINEA

Któryż areopagita kapłanównie zna i nie wie, jakie się obchody przygotowują na dni świąt, albo który, przezPnyks przechodząc, nie spotyka mistrzów chóralnych, ażeby miał nie przywieść sobie na myśl, ile prób rabiającórki ateńskie, zwłaszcza jeżeli mają byćnowe hymny w użyciu?

DORILLA

półgłosem

Przez poetówpisane nowych...

EGINEA

Zwłaszcza jeżeli być mają nowe hymny i jeżeli córka aeropagity jestkoryfą odpowiadającą za cały jedenchór.

DORILLA

Zapewne, że o tak świętychpracach zwykło się (jak mówisz) wcześnie rozmyślać, nie zaś w jednej chwili,nagle...

EGINEA

Przypomniałam sobie sen, Dorillo!...

DORILLA

A! I wytłumaczonoż go pomyślnie?... A!... i musiało być dzisiaj dośćciekawych w wilgotnym przysionku Fobetora?

PIERWSZA Z NIEWOLNIC

wbiegając

Ogrodowy sługa postrzegł pana i ojcajuż pod modrzewiem wielkim, gdzie rozchodzą się miedziane drogi...

DRUGA NIEWOLNICA

Sługa ogrodowy dawno już postrzegł pana i ojca podwielkim modrzewiem. Łaziennik ma polecenie zgotować kąpiel.

TRZECIA NIEWOLNICA

Pan i ojciecpostawił nogę na ziemi swojej. Bliskijest...

DORILLA

Opowiesz mi twój sen. Koniecznie twój sen mi opowiesz...

EGINEA

Opowiem ci, gołąbko moja...

siada do krosna

Kleokarp wchodzi głębią sceny, poprzedzają go niewolnicy; pogląda maleńkąchwilę na córki swoje i daje im znakręką, aby na miejscach pozostały, przechodząc, jak człowiek znacznie znużony

KLEOKARP

z błogim uśmiechem

Zaiste, że nie egipskiego to przysionek domu, gdzie mężowie w zaściankach niewieścimi zajęci są sprawami, a ruchawość i język kobiet rozlegają się naokoło...

przechodzi ku stronie, gdzie bieleją kolumny przysionku

DORILLA

na stronie

I oto jeszcze pochwalona!... I pochwalona jeszcze...

doEginei

Widzę, o siostro, że służyłaś dziśbogom.

EGINEA

powoli krosna swe zwijając

I że w imieniu twoim zawiesiłam wieniecróż białych, gdzie płoną same.

pierwsza niewolnica zbliża się z poleceniem do Dorilli

DORILLA

wstając z miejsca swego, doEginei

Dzięki tobie, gołąbko moja! Przygotować ojcu łoże pośpieszam.

EGINEA

Ile razy go widzę, gdy poareopagowym wraca czuwaniu, zdaje misię, że bielmo księżycowe uniósł na świętych włosach swoich i że gwiazdy zaciekłymu w źrenice. Siostro, niech ja ojcu zgotuję łoże!

DORILLA

Dziś służyłaś już bogom.

uchodzi

EGINEA

poglądając za uchodzącą siostrą

Córkom bogów! Jupiterowym córkom, które zaręczają natchnienia dlapoetów.Pytanie jest, azali więcej i bliżej bogom służy powolne i proste serce niewiastki cichej, krzątającej się w obrębieścian domowych czyli raczej, kto całąswą postacią w naznaczone z góry wyroki wchodzi i, wchodząc i wejść mająci usiłując wejść i cofnąć się nie mogąci cofnąć się targając, drży!?...

z głębi chodników laurowych upada kamyk, obwinięty w różdżkę pełną kwiatugranatowego

EGINEA

podnosi kwiat i, podbiegającku cieniom laurów

Kroku jednego naprzód! Czy nie mówiłam, że najwcześniejo pierwszej gwieździe?

TYRTEJ

z głębi cieniów

Zdawałomi się, że wznijdzie, skoro tu wejdę, i żewystąpi na niebiosa, kiedy ją wskażę palcem...

EGINEA

groźnie

Jeśli jeden krok zrobisz naprzód, to... to nie o pierwszejgwieździe, ale o siedemdziesiątej siódmej...

TYRTEJ

znikając w cieniach drzew

O całej drodze mlecznej...

PIERWSZA NIEWOLNICA

Domu waszego syn, Laon, brat wasz, niewolnikowikonia oddał i ma się ku wam.

EGINEA

wskazując krosna

Myślę, żepan i ojciec wieczerzać zechce małą chwilę, niżeli upadną pierwsze mroki...

niewolnica pierwsza i inne dwie krzątaćsię poczynają około zestawienia siedzeńi przyborów, potrzebnych do wieczerzy

LAON

wchodząc

Widzę, że bliźnięcytwojemu kwiat granatu mimowolnieuszczknąłem. Może nawet z tegoż samegokrzewu, może z tejże samej gałęzi?...Skąd wzięłaś twój, dostojna siostro?

EGINEA

zapinając kwiat w warkocze

Służy mi jako wzorzec w drobnejrobocie niewieściej i nieledwie że wyrasta tu przed krosnami. A twój, o dostojnybracie, twój niech spocznie w bujnychwłosach Dorilli, ażeby obie siostry w równym były ubraniu.

nie przerywając słów, umyślnie

Wszelako nie nawykaj opuszczać sióstr,wszelako nie opuszczaj gołąbki naszej Dorilli na tak długo!

DORILLA

od strony przysionku, gdzieprzewodniczy zastawiającym wieczerzę

Laon!

EGINEA

Podaj nieco skroni twoich!On chce, ażebyś upięła we włosy kwiat,który przyniósł...

Kleokarp od przysionku zbliża się wolnym krokiem ku przygotowanemu wieczernikowi, a spostrzegłszy Laona, dajemu uprzejmy znak swą ręką, po czym naprzysłanej ławie się układa. Laon i niewiasty zbliżają się

LAON

Żeby cię oglądać spoczywającym, o panie i ojcze mój, nie wiem skądpotrafiłbym lub chciałbym zdążyć, ale mipowiedziano na Pnyks (o czym i sam mógłbym był się domyśleć), jak dalece miałybyć ważnymi areopagowe zagajenia nocyostatniej (jeżeli takowe innymi były kiedykolwiek). Przeto, ażeby myślom twoimi upodobaniom nie być dalekim, przyjąłem wdzięcznie zawezwanie przełożonychnad robotami portowymi mężów, którymuprzejma należy się powolność, i ludzirzemiosła, w którym, powiedzieć mógłbym, iż do bezużytecznych nie liczę się.A jako jest zupełny we wszystkiej okrągłości swojej orzech świeży, kiedy, ciężkąodtrąciwszy z siebie zieleń, wytoczy sięsam, złoty i dojrzały, tak udatnie skończoną spuszczaliśmy koryncką galerę nową na pełne morze, czego się ani bez libacji wstępnych, ani bez przygodnejwycieczki czynić nie zwykło.

KLEOKARP

Nie na próżno, nie na próżno powtarzać zwykłem, o Laonie, że Jowiszówna wielka, glaukimi na Ateńczyków poglądając oczyma, przypominaim błękitne obszary mórz. Niech narodywyrostki ufają raczej w krzemiennej sileramion, a ich szybkość i zwrotność niechaj od jeleni bierze przykład i staniesię uradowaniem klaszczących widzówlub tych, którzy wydzielają płacę w czasigrzysk! Lecz obywatel dojrzały, leczumysł wolny, wyręcza elementem dzikąsiłę i on w jej rozhukaniu nie pokładadobra publicznego... Cóż zaiste, podobniejszego do rzeczy boskich nad gwiaździarską ową umiejętność, której słodkinasz Tales przewodniczy, mąż, któregobadaniom zarzucają wszelako płonność!...

EGINEA

We wszystkiem niżsi, ojcze,niżsi od służebnej kucharki mędrca...

DORILLA

Która przynajmniej byłamu użyteczną w prostocie swojej...

KLEOKARP

dalej do Laona

Powiedzieć by można, że, jeżeli nauczony w niebieskich rzeczach człowiek powraca wejrzenia swe ku ziemi, tedy wraz obejmujenad elementy rząd i o tyle zbywa się siłydzikiej, ile potęgą morza się wyręczył —elementu, który nie więcej i nie pierwejczłowiekowi podlega, jedno, jak prędkoi o ile umysł jego zapatrzył się w niebiosa.

EGINEA

poglądając wgórę

Jakokwiat na wysokości rośliny swojej, takmi się wydawać zwykły gwiazdy, iż sąkwiatem wysokości świata tego.

Dosyć jeszcze czasu, nim pierwszawznijdzie!

DORILLA

poglądając niżej

Oto wchodzącego spiesznie gościa spostrzegam.

LAON

Poznaję gładkiego syna Chariklesa!...

GOŚĆ

zbliża się krokiem zadyszanymi odzywa gwałtownie naraz do wszystkichosób

Żaden Koreb, żaden Koreb, najzawołańszy żaden jeździec tyle i w lak krótkim czasie nie przewiał pyłu, ile go dziśrzuciły wokoło miasta tessalskie kopytakonia mojego...

spostrzegając obecność starca

Trzeciego areopagity czcigodny dom nawiedzam...

zajmując wskazane miejsce i ciągnącrzecz, niekiedy wielkim zadyszaniemprzerywaną

Odkąd już tajemnicy nie ma bynajmniej,a wieść stała się prawdą...

hamując się na chwilę obecnością areopagity

Ile że żadnej już nie ma tajemnicy, podążyć jeszcze chcę opodal choćby na chwilniewiele, do rodziny czcigodnego pentakontarka, gdzie czuwanie przeciąga sięw noc późną. W różnych miejscach, dopiero się z ust moich i ode mnie pierwszego dowiedziano nieodmiennej a dziwnej prawdy o szczególnym Tyrteja przeznaczeniu...

LAON

z oznaką lekką wstrętu obracasię do areopagity i poglądu na lica niewiast

Niewiele jeszcze temu dni, pomnęjak dziś, kiedy na rzecz małych bachanalii napisałem był ów wiersz (dla którego jednogłośnie pogardzono Tyrteja rymem), któż wtedy w całym mieście byłbysię poważył dopuścić, choćby jak coś najoddaleniej prawdopodobnego, że ten właśnie, że ten nieledwie wyświstany rymotwórca w Apollinowym stanie wieńcu naprogach wielkiego Tezeusza!

KLEOKARP

z półuśmiechem

Ta więctylko już jedna zostanie tajemnica: ileoczekiwać było trzeba na dzień, białymkamykiem naznaczony, ażeby rym wyroczni, nadeszły z Delf, we właściwej jasności dał się odczytać...

Kleokarp daje znak niewiastom, ażebysię od męskiej rozmowy oddaliły; Egineai Dorilla ujmują się za ręce i powoli odchodzą w cienie laurów

GOŚĆ

jak na początku, mówi bez uwagi na obecnych

Niezbyt jeszcze dawnoi tu, opodal, przed domostwem czcigodnego pentakontarka — pomnę jak dziś —któż nie mówił o chromym Tyrteuszu, żejest „kulawy?” Któż go i „jednookim” nienazywał mową człowieczą? Dziś, kiedystu jazdy spartańskiej z koni zsiadło i zatknęło długie swoje włócznie przed świątynią wielkiej Minerwy, kiedy lud ruszyłod Pnyks patrzyć na opienione konie, nachlamidy czerwone i na milczące postacie mężów brązowych; dziś, kiedy powoli wchodził Tyrtej na marmurowe stopnie, a chór stał pod rzędem kolumn, samdo kolumn podobny; dziś zauważono, żenie jest bez osobnego wdzięku kolebaniesię w chodzie szczęśliwego bogów ulubieńca, że podobną ochwiejność krokumają męże, nawykli do panowania falommorskim lub nieskorzy do ubiegania sięo rzeczy, które powinne są ich czekać.Dziś, zaprawdę, dopiero spostrzeżono,o ile i samo nawet przyćmienie oka lewego znamionuje wzrok rzutny i trafniedo ucelania uzdolniony. Dziś stał się głosbogów głosem ludu...

Niech żyje Harmost! Słyszę rżenie koniamojego...

podnosi się i nieledwie bez pożegnalnegoznaku odchodzi, sam w sobie zadumany

KLEOKARP

Mniemań ludu niestałośći sądzenia jego, do fal podobne morskich,zaledwo by powinny niepokoić tych, którym się przedstawiają elementa w postaciich zewnętrznej, nie w zawiadującym nimi prawie. Ale zawiść, miotając sercemczłowieka, nie dozwala dostąpić myślitam, gdzie ostatecznie pierwsza prawdaprzebywa i każdemu, co dobiegł jej, wydziela sił we dwakroć tyle, ile na dobieganiu zużył.

Zniechęceni niesprawiedliwością współczesnych są podobni do człowieka woźnicy, który by, zapatrywając się na koło,nieustannie okręcające się tam i na powrót,zwątpił o podobieństwie iścia naprzód;zaś ludzie zawiścią udręczeni poglądająjedynie obok siebie i mocni są tylko o tylepostępować, o ile mają współzawodnikówprzed oczyma... Ci i tamci pracować sięzdają, ażeby panowanie elementów nadprawdami wstecz bogom i cnocie uzasadnić, a boleść ich wewnętrzna z tego pochodzi, iż, nie wiedząc, że przeciwko sobiesamym działać pragną, cierpią, iż działaćnie są w możności.

Kleokarp z wolna się podnosi i, opierając ramię na Laonie, ma się ku przysionkowi

Czy i ty, o Laonie, poczuwałeś omacnąchwilę zawiści za dowiedzeniem sięo szczególnym Tyrteja losie?

LAON

Podpierając ramię twe, o panie,brakuje mi tylko jednej rzeczy, ażeby zupełnie być szczęśliwym, ojcze!..

KLEOKARP

Laonie, synu, mów!

LAON

Ramię twoje, ojcze, podpierając, chciałbym być bliższym tobie... krwią.

KLEOKARP

Sióstr masz dwie...

LAON

Sióstr dwie...

KLEOKARP

Czy nie obie zarówno bratem cię zowią?

zachodzą w przysionek domu. Dorillawystępuje pierwsza z cieniu laurów,a drugą stroną niewolnice, którym owaw zwijaniu wieczerzy przewodniczy

DORILLA

Siostro Egineo, patrz, jakow czarze, której nie dopił Laon, odbijają się i szklą wczesne gwiazdy!...

EGINEA

obłędnie

Wypij je, siostromoja! Zdaje mi się, że słyszę rżenie koni...

DORILLA

To nadobny syn Chariklesaobiega miasto, prędszy nad wieść.

EGINEA

zatrzymując się przed domostwem

Rada bym doczekać się dziś śpiewu słowików...

DORILLA

Nie pozwolę ci, jeżeli mi nieopowiesz snu twojego.

EGINEA

Nie opowiem ci snu mojego,jeśli mi wpierw wysłuchać nie dasz, cosłowiki o swych snach powiadają.

DORILLA

wchodząc w przedsionek

Pomiesza ci się w główce twojej i będziesz mi opowiadać potem rzeczy słowicze.

III

Inna część ogrodów Kleokarpa. Noc.

EGINEA

Zdawało mi się, że upadł kwiatgranatu, ale to, widzę, upadł suchy liść...

Wydawało mi się, że gwiazda przeleciała zniecierpliwiona, ale to tylko świecący przemknął robaczek.

To, co jest na niebiosach, wydaje mi sięjaśniejącym w przygodach rzeczy poziomych, gdy poziome odnosi się przed oczyma moimi na niebiosa. Ziemia i eter odcofnęłyż się ode mnie czyli mnie ogarniająwirem nieznanego szału?

Teraz, teraz sobie samej, niestety, ufaćprzestawam: potrąciłam-że kamyk okrągły stopą niepewną i drżącą?...

garnąc ręką ku ziemi

Ale owo i kwiatu pąk wilgotny, owoi uskrzydlający mnie dreszcz, co przenikazupełnie całość istoty, tętniąc silnie, rączoi równo, jakby odpowiadał z wnętrza człowieka akordowi, rozbrzmiewającemu naniebiesiech...

W rytmie cała się czuję, i oto już niebędę więcej omylona. To... on!

TYRTEJ

Zatrzymałaś mi dziś bicie serca dla upadku kamienia na ścieżki twoje,a wydało ci się grubiaństwem wszechprawo świata. Herkules boski byłżebyw sile docisnąć kwiatem wątłym na odległość tak wielką?... Niewiasto czarująca!Kamyk ten, w kwiecie uwikłany, to tajemnica święta rzeczywistości, to właśnieże jeden z najdroższych twojej płci klejnotów, to świat wasz... i to cię tylko obraziło! Zaiste, potrąciłaś się o świat całygniewem twoim.

po chwili

„Tak jesteście wy wszystkie!” zwykłembył kiedyś mawiać, bluźnić; dzisiaj mówię: „Tak ty na jedną chwilkę chwili bywasz...”

Tak bywasz — mówię — i ty...

EGINEA

Więc dlatego, o Tyrte, omyliłam siostrę i dałam się sędziwemu ojcuomylić, aby pierwszym spotkania naszegosłowem było nieporozumienie i tęsknota,do wyrzutu podobna? Dlaczegóż serce,oczekując, nie oczekuje nigdy wedługkształtu, w jakim rzeczy po sobie następują i zdarzają się?

TYRTEJ

To jest jeszcze owo ziarno kamyka, objęte purpurą granatowego kwiatui nadające całości wagę konieczną...

Kwiat skoro na zamierzone upadniemiejsce, odtoczy się wraz kamyk okrągły...

A któryż go przechodzień nazajutrz pozna, lub z twardego czoła jego wyczytaćpotrafi, co ten kamień spokojny poczynałw nocy?

EGINEA

Idziesz za myślą twoją, Tyrte.Ja tu za sercem przyszłam.

TYRTEJ

podając jej rękę i ramię

Niezbłądziłaś.

EGINEA

Oto mi powiedz raczej ty, copoczynałeś w dniu ubiegłym.

TYRTEJ

Dawałem życie, by wziąć żywot, a odbierałem co?...

Poglądałem na oblicza, żółte zazdrością,i musiałem przeto odgadywać wartość całości społeczeństwa, a tę odgadywać musząc, przynaglony byłem widzieć przyszłość, a przyszłość pojmując, wyniszczałymnie smutki, i myśliłem, żeby też coś robić, o co by mnie pod wieczór słodki głoszapytał: „Co dziś robiłeś?...”

I urwałem amarantowy pąk granatu,i oplatałem weń kamyk okrągły, i podniosłem ramię moje, patrząc w niebiosa,a zdawało mi się, że wybłyska gwiazdaz eteru... I rzuciłem kamykiem w mirtoweprzeddomie Eginei, popełniając nieznanedotąd grubiaństwo: samej ciężkości ciałdotkliwych!

To robiłem... i sporo innych rzeczy, alewszystkie są smętne! Albowiem obliczewielkie całych Aten, po pierwszy raz sięku mnie obróciwszy, po raz się ostatniobróciło. Żegnać mam? Witać? Nigdy niedano mi swobody. A jednakowoż wszystko, i co krok, witać, witać muszę... U każdej z bram trzynastu, mogę być pewnymnaprzód, że napotkam znajomości trzynaście, które mnie dziś poufnym racząuśmiechem... Przy Ceramice wstrzymujejeździec konia swego i, zeskakując lekko,pochyla się w objęcia moje: „Boski, miłyTyrteju!” — To Chariklesa syn (który miurągał mało dni temu)...

W cieniach kolumn Wiktorji stoją zacnematrony i córy ich. Ta i owa rzuca miróżę białą, zapominając, do ila jest trudnokwiaty podejmować, skoro się kulawymprzyszło na świat...

(Dni temu niewiele tak dobitnie piętnowały one moją ułomność!...)

Przed prytaneum uderza mnie w ramięmąż sędziwy, z wielkim pocztem idący(któregoże na życiu nie widziałem); nicnie rzekłszy, pośpiesza dalej z tajemniczym wyrazem spiskowego.

A około liceum! A przy teatrze! — Przyteatrze?... Dlaczegóż to wszystko nie przyteatrze jedynie?

U ostatniego wschodu świątyni Bachusowej przypada mi do kolan ogromnymąż i, obzierając się jak zbrodzień, szepce: „Do nas, do nas, osobo, przejrzana naniebiosach! Takiego to my, wielkoludy,wyglądamy...” To niejaki Carohaj, Scytaz narodu (który mnie nazywał ślepym i kulasem, gdy u jego Prostata uczyłem dzieci).

Piękne są Ateny! Święte miasto i umiejące, jak widzisz, dawać siłę wybranymsynom swoim, dawać im siłę na wtórydzień po usłyszeniu głosów bożych, gdyrozbrzmieją stanowczo nad człowiekiem,przez żywot jego cały pomiatanym... Gdyby można było dorzucić grochowymi ziarny do Olimpu, przewotowałby może ludateński wyroki i samego Apollina...

postępują razem; Tyrtej się zatrzymujei poczyna z westchnieniem

Czemuż ich pieśni już tak mało pewna

Treść i skażonej całości?

Lutnie ich czemu z łomliwego drewna,

A nie ze słoniowej kości?

Ta ich łomliwość czemu jednak rzewna?

Spyta mnie serce, łzom żyzne:

Wygnana oto wdzięki swe królewna

Kryje w poziomą pstrociznę!

I ów, co boski duch na dziejów karty

Bierze, jak orzeł na skrzydła

Słońce, poeta czemuż nie pożarty

Przez lwy, lecz stłoczon od bydła?

Orfeusz czemu mógł piekielne larwyZebrać na strunę, jak pyły,

I zatrząść nimi, nie zmieniając barwy

Słów, ni poniżając siły?...

Furiom wspaniałej nie zabijał ody

Na hekatombę piekielną,

Choć szedł po żonę urodziwą, młody,

Śmiertelny szedł po śmiertelną...

..............................

Gdy ty, co śladem tak zacnym ozutą

Nogę, jak w złotym koturnie,

Na popiół stawisz Erebu, jak dłuto,

Miękkiej dające kształt urnie —

Choć bóg piekielny nie groźnym już bóstwem

Tobie, przed tobą zjednany:

I ty w purpurze (która jest ubóstwem) —

Ty, król, ty czemuś poddany?...

po chwili z rodzajem obłędu

Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą:

Próżnia kołyską olbrzyma...

Eginej!... Wielcy poeci przychodzą,

Gdy poetów wielkich nie ma...

ciszej

Lecz dziejów karta ma niejedną stronę:

Jest słowo z brzmienia, jest z ducha,

I bywa z dachów poetom głoszone,

Co powiedział wieszcz do ucha.

EGINEA

Ścieżki już nie ma dalej... Pozwoliłam ci kroczyć na wolę niosącego cięzapędu, aż oto uwikłałeś całe czoło w gałęzie lauru.

odczepiając mu włosy z liścia

Zaiste, że poeci wielcy nazbyt długi po sobie przestanek zostawili...

TYRTEJ

Tak było zawsze, o Eginej.I to jest właśnie, co ci śpiewam. Posłuchajjeszcze:

Cedr nie ogrody, lecz pustynie rodzą,

Próżnia kołyską olbrzyma;

Wielcy poeci dopiero przychodzą,

Kiedy ich nie ma!...

Popsowałaś mi całą piękność rymui odczepiłaś mi z włosów wszystkie wawrzyny, pomiędzy które mnie chore oczymoje i brak ścieżki zaplątał. Och! nie tego,nie tego wyglądałem i upragniałem odkobiety...

A jednakże tobie powiadam, że nic bezciebie...

Nic!... Nawet i sam delficki wyroko mnie nie ma pełności swojej bez kobiety.

Co mówię ci, wielkie jest. Słuchaj!

przysiadają oboje w wybłęku mirtowym

Lacedemońskich stu mężów z rzędu celnego (który u nich „równymi” się zowie)widziałem dziś. Mało wyrażam, iż widziałem: bowiem dla mnie i ku mnie, i kumnie, i rzec mógłbym, że po mnie zbieglitu. Czyli z nimi mówiłem? Nie wiem, iżsłowo Spartanów jest przestankiem mowyczłowieczej.

A jakkolwiek przestanek ostatecznymnazwać się godzi całego tonu mowy wysłowieniem, nie przeto jednak opiewaćnim nie można rzeczy potocznych dlatego,iż wzajemnie podawanym sobie i zamienianym być nie może.

Tę to jedyną treść pojąwszy w pierwszym zaraz zetknięciu się z lacedemońskimi posły, odgadnąłem nieledwie całośćposłannictwa własnego i ozwałem sięw sobie głosem ducha ku wyrokom delfickim, podziwiając boską onychże mądrość!...

A ozwawszy się duchem we wnętrzusiebie, przechodziłem w modlitwie przedszeregiem stu niemych piersi mężów niemych, uderzając tego i owego po kamiennym ramieniu i dając się im zrozumiewaćniewysłowionym całego postanowieniamego wzięciem i mocą. Lecz, gdzie piersidotknąłem i ilekroć u okolic serca zatrzymała się ta ręka moja, tylekroć zadzierzgałem nią o klamrę żelaznego upięcia, podktórym, powiadam ci, Eginej, że człowiecze nie bijało serce!

ciszej i tłumniej

Tajemnica to wielka... Przenika mnie zimno świętego dreszczu, gdy dobieramsłów dość poufnych, ażeby ci oną wypowiedzieć, ale wypowiedzieć nieba mi każą. Słuchaj:

pochylając się ku jej skroni

Lud ten cały zżelaźniał... Już Likurgowego testamentu ostatnie słowo przyszłona świat w pokoleniu, zrobionym przezprawodawcę... Już skończyło się wszystkoi bóg tam nic nie tworzy więcej... I jużmiejsca dlań nie ma, jak dla podrzutkaalbo dla nowonarodzonego niedołęgi, któremu też prawem śmierć zadają, nim wypełznie z kołyski. I oto przestanek lakoński stał się w lakońskich dziejach, tak,jak w języku ich!...

I posłany jestem ja, nim dla bogów ojcamiejsce się znajdzie...

przerywa za znakiem Eginei

EGINEA

spostrzegając przerwę

Tonic!... To tylko jedna wielka gwiazdaspadła, lecz choć zapatrzyłam się w niebiosa, słucham a słucham. Mów!

TYRTEJ

Wielka jest to tajemnica,o Eginej, iż nie mogą być ludy zakochanego Pigmaliona rodzinami. O rzeźbiarzutym wiesz z powieści świętych, iż rozpłomienił mu się w objęciach jego posąg kamienny i że takowy skoro za żonę pojął,miał z nią potomstwo. Synem łoża tegoprzecież był Pafus!...

Nie przeraź się rzeczy słów moich, anipoglądaj w niebo, dopatrując czyli niezadrżą gwiazdy, skoro ci powiem, że Pafusów takowych ludem Lacedemona dzisiaj jest.

Pigmalionem był stary Likurg i, z posągiem umiłowanej idei swojej tajemniczego uścisku dokonawszy, spłodził zastępy synów twardych, których goleńi czoło i najzacniejsze serca okolice przeświecają rzniętym marmurem. Gladiatorów to rzeczpospolita gimnazjalna, której koniec zapowiedziany był na Delfach,ale oni już ani słów wyroczni, lubo o nichgłoszącej, nie byli w stanie pojąć! Zaiste,rzekł Apollin, iż „dopóty Sparta trwać będzie, pokąd się Likurgowe prawa nie wyczerpną...”

Śmiech mnie bierze okropny, okropnyśmiech. —

— Zaprawdę, że tak, tak jest — i takstawa się... Kilkadziesiąt tysięcy zdrowych głazów, żelazem dobrze skwadrowanych i po jednej architekta myśli zastosowanych w przewidziany naprzód ogół,skończenie też swoje mają naprzód; a pomnikiem są póty, dopóki trwa budowniczego abrys! Pierwej, potem i w przeciągu samegoż budowania... to są kamienie!

O historio, jeżeli ty byłaś kiedykolwiek?... O historio, patrz: Czy z tych tożywiołów powstała ta ateńska republika?Kodrus wielki, ostatni król, azali i dziśnie panuje nieobecnością wszechprzytomną? On, szukając śmierci od dzid doryjskich, na które się królewskimi swoimiwparł piersiami; on, w sukmankę przebrany kmiecą; on, z tą umyślnie łomliwąkosą w ręku upadający, gdy zawołał:,,Koniec królestwu ateńskiemu!” — czyrozumiesz, Eginej? — on kamieniem stałsię węgielnym przeobrażenia ludu, i otogłęboka Aten żałoba rozrzewniła się ponim w republikę.

Nie nauczał on służby warsztatu jak rzemieślnik tępy i surowy, ale gestem jednym jako mistrz tworzył na wieki! Palecjego, wśród zamachów doryjskichi okrwawionych oręży podniesiony, bladypalec jego pisał na niebie, a zatrzeć tegonikt połą płaszcza swojego nie potrafi, iżjest współboskie.

Królowanie takowe, o Eginej, obywatelstwem jest, aby się obywatelstwo wszelakie stało królestwem. Inaczej sędziwypoczął sobie Likurg, wódz ćwiczonychod dziecka chłopiąt, marmurowych młodzieńców rzeźbiarz, mąż, który nie w boskiej sile przetwarzania, lecz w wierności swojemu własnemu zarysowi całą siłęstanu założył.

Współboskie poczęcie jest Kodrusa, jakoowych, którzy z córami niebios wczasyswoje miewali, ale potomstwo Likurgowe jest ze współposągowego stadła przyszłe na świat i, dopóki kamienie zwyciężać mogą ludzi, póty zwycięży...

Lecz skoro już zwycięży i gdzie zwycięży, nie zostanie tam kamień na kamieniu...

nagle

To tam wszelako, o Eginej, tam iść mając, odkryte mi są ku poznaniu te straszneprawdy.

Jak ogromnej miłości potrzebować będę, jak ogromnej, sama odgadnij!

Dlatego to oprzyj białe ramię swoje napiersiach moich i zupełną daj folgę takszlachetnej i całej serce potrzebie. Żadnejz córek ateńskich nie wzywał nikt świętszym uczucia gwałtem. I jeżeli nie pojmiesz mnie, i jeżeli ty jeszcze nie pojmiesz, to ani Aten nie będzie, iż nie byłow nich jednej kobiety!

EGINEA

Słuchaj, Tyrte! Niech stanietu przede mną teraz ojciec siwy, poprzedzony służbą z pochodniami i na walneidący posiedzenia; niech oświecą nasw głębokich oczach jego szerokie łuny odstóp do głów, — nas, tak uplatanych kusobie ramionami; niech zaskoczą nas wszyscy domownicy: a głosem tym samym,bez ochwiania i jednego wydźwiękusłów, rzeknę, w tę się pierś moją uderzając, iż cały areopag jest w tej chwili, całyareopag w tej tu niewieściej piersi jest!I, jeżeli boski duch na Delfach zagrzmiałimieniem twoim, to nie będzie mu kłamać córka ateńska. Bo zaprawdę powiadam tobie, Tyrte, że syn żaden wielkiejrzeczypospolitej zupełniejszą nie był odciebie miłością ukochany. Lecz nie dzisiaj,nie teraz, nie o schyłku tej nocy podrzucisz mnie na konia swego i pomieszam tesploty moje z rozwianą grzywą. Wiatr nieten, co się zrywa, ochładzać mi będzieskroń i łzę odgarnie...

Tyrte, ty mi pozostawisz w mieście ludzi swoich, i rącze konie, i pozostawiszmi dokoła twoją myśl, i serce twoje, i tęmoc, z którą mogłabym dziś czoło w czołonapotkać olimpijską ojca powagę. Moc,co biorę od ciebie, a niezadługo potemprzyzywam jej sama, po nazwisku wołaćtej mocy nie umiejąc; z mocą tą czekaćbędę chwili, stanowczemu przedsięwzięciuodpowiedniej, i wypowiem sędziwemuojcu mojemu, cokolwiek czuję. A jeżeliojciec nie pojmie mnie, toć pojmą bogi;a jeżeli nie pojmie nikt, to pojmą rozkazynasze, ludzie twoi, i rącze konie pojmą,wydążając po rosie nocnej, że przed namitętni Zwycięstwo!

Tyrte, zdaje mi się, że wzrostem stałamci się równą. Pojrzyj! Zdaje mi się, żei szerokością ramion moich stałam się narazie równą tobie — tak szeroko oddycham, szeroko tak, i pełno, i tak bezpiecznie...

TYRTEJ

To jest sen, o Eginej, którymnie się przedstawił nocy uprzedniej...

EGINEA

zawierając mu usta palcem

Iż w objęciu twoim wzrosłam cała i stałam się tobie równą, o Tyrte?

Nie mów dalej, nic dalej nie mów! Tojest sen, który mnie się nocy uprzedniejprzedstawił.

TYRTEJ

Śnimy razem! — Czuwajmyżrazem! Żyjmy, i umierajmy, i odlatujmyrazem w wiry niebieskie!

EGINEA

Bóg obwinął nas dwoje połąeterowego płaszcza swego, to i jakże cięopuścić potrafiłaby Cerery koryfea?... Niechaj niewolnice i niech dziewczyny barbarzyńskie zaprzedają miłości swoje za łanzboża, za parę złotych kolców, lub za cokolwiekbądź z ziemskich drogości. Nie natakim to przemyśle wysnowały się dziejetej ojczyzny, co podesłała nam pod nogizwaliska Troi! I nie pod tym niebem,w które Helena poglądała, i nie przed tymnareszcie areopagity domem miejsce nakram północnych branek...

TYRTEJ

Miłość taka, o koryfeo, to Grecja cała — to wolność, to prawda i toświętość...

Dlatego, kiedy będę już wjeżdżał w miasto nieznane...

EGINEA

przerywając

I kiedy lacedemońskich dziewic chóry słać ci będą przedkoniem pomost wawrzynów, Tyrte, pomnij, że będę z tobą...

TYRTEJ

Dlatego, kiedy walczyć miprzyjdzie bojem wewnętrznym i poglądaćz twardej powózki na łamiące się fale ramion krwawych wśród zawichrzonegomarszem piasku...

EGINEA

Ja z tobą będę...

TYRTEJ

Dlatego, kiedy osamotniejęprzegraną bitwą i, tułając się, posłoniętwarz moją do kałuży przydrożnej, ażebysię ręka napić wody...

EGINEA

Ja będę z tobą.

IV

Scena przedstawia platanowy chodnik lacedemoński; tam i owdzie siedzenia poddrzewami; w głębi sceny droga wielka kugórom, a od drogi uciekające ścieżki kuparowom; po prawej stronie wdali widaćDromos. Ślepy inwalid spartański przechadza się, chłopcy igrają w małą bitwęlub za starcem wołają o przypowieści.

PIERWSZY

dobiegając starca

Jeszczejeden niewielki rapsod, jeszcze jeden!...Usiądziemy wszyscy u kolan twoich, jakkoźlęta — jak koźlęta pod gałęziami dębu,gdy księżyc rośnie...

CHÓR

Będziemy ci opowiadać i wskazywać każdego żyjącego, który przechodzi, a tylko jeden jeszcze rapsod przyrzecz!

PIERWSZY

I damy tobie chleb kradziony, jak nikt nigdy lepiej nie ukradł.

CHÓR

Oto właśnie pędzi z daleka wicher piasku, a w omieci jego widać lacedemońskiego biegacza, jak przerzuca sięna kosturze swoim.

STARZEC CIEMNY

przysiadając podplatanem

To Daim, o chłopcy moje, chłopcy bose i lekko pląsające. To Daim, synamego przyjaciel, biegacz wojenny. On zaiste że mniej zastygłą krwią czerwonerapsody miastu niesie z gór...

szukając kijem przed się

Chłopcy! Niechaj się zbliży tu, a wołajcie ku niemu, że jeden z równych jestem,ów, co dwudziestego lala pierwszej wojnystradał oczy od messeńskiego pocisku;ów, co nogą odepchnął jedynego syna swojego, skoro, potu nie widząc, namacałstrumień wilgoci i posądził, że to krewdziecka jego — na karku, z tyłu!

CHŁOPCY

Prawy Spartiata!

STARZEC

Ów, co pierwszy przedłożyłwniosek, aby ukaranym bywał rózgami,ktokolwiek rzuca wróblom kruszynę chleba, ośmielając przez to rozrzutność obywateli i schlebiając próżniactwu ptasząt...

CHŁOPCY

Spartiata prawy!...

STARZEC

Dlatego to ptaszęta ubolewały z daleka, skoro szedł, i podawały sobie znaki stada z drzewa na drzewo...

Chłopcy, a co widzicie teraz na drodzewielkiej, której oczyma mymi nigdy jużw życiu nie obaczę?

PRIMUS

Widzimy, o prawy Lacedemończyku, jako ku platanom drogą wielkązdąża Daim krokiem porządnym. On odmienił zapęd poskoku swego i w miaręprzybliżania się ku nam układa postaćskromną, jak na Spartiatę przystoi...

Ale za nim i za nim, gdzie się rozciekają ścieżki pokątne od wielkiej drogi,widzimy, o Lacedemończyku prawy i mężu równy, tam i ówdzie odpryskającychw bok po ścieżkach, jakoby czynili tozbiegowie albo ranni. Niektórzy z nich(jeżeli oko nas nie myli) znaki dają konnym, z dala śpieszącym, inni słaniają sięw pochodzie i kuleją.

STARZEC

Jeśli to jest porażka, chłopcymoje, chłopcy bose i lekko pląsające; jeślito porażka jest, o karne chłopcy i rózgami ćwiczone pacholęta, chłopcy, rumianekrwią razów i bójek; jeśli to jest porażka,tedy uderzajcie w chór! Zwyciężyć albozginać!...

CHÓR CHŁOPIĄT

Zginąć albo zwyciężyć!

DAIM

dobliżając chóru

Zwyciężyćalbo zginąć!

Tyrtej w długim ubiorze kapłańskim,z zarzuconą pola na głowę i podpierającsię, jak ranni, wchodzi drogą uboczną,a potem siedzenia poszukuje opodal i nastronie

TYRTEJ

Zginąć... albo — zwyciężyć?...Pachołki bójek, nie bohaterowie wojen,nic innego oni nad te dwa pytajniki, namiętnością w okrzyk twierdzący zmienione, nie umieją...

„Zginąć? Zwyciężyć?” — przyrosło im wewnątrz ich gardzieli i stało się już nierozłącznym słowa wszelkiego wydźwiękiem...

przysiada pod jednym z bocznych drzew

STARZEC

Kijem ciebie poszukuję, Daimie. Zbliż się tu sam i, stanąwszy przedjednym z równych, onym, który dwudziestego lata jeszcze pierwszej wojny stradał był oczy od messeńskiego pocisku, stanąwszy sam, przed równym, który powołuje ciebie, powiedz twą rzecz!

DAIM

Syn twój, Hieroplit, żyw...

STARZEC

pomiatając laską w powietrzu

Przeklętym bądź i odnieś razy mojena karku twym, człowieku, do wszelkiegozdrajcy podobien! Nie o jedynego synaswego pyta ciebie prawy Spartańczyk, nie!

Mów o pospolitej rzeczy w pierwszymsłowie i pierwszym zaraz słowa wyzionięciu, o wodzu, a nie o synu czyim powiadaj!

Oto popsowane dolatują mnie ze wszechstron obyczaje i Dianie wielkiej dziękiskładam, że obywateli tak skarlonych nieoglądam więcej oblicza...

O wodzu!... I, azali widziałeś tego męża,zeznaj mi sam.

DAIM

Męża wodza widziałem w obozie jazdy i pomiędzy ciężkich hoplitówszeregami, jako śpiewnym nastrojem zapowiadał przegraną....

Kulawy jest i wydawał mi się jednookim!...

CHÓR CHŁOPCÓW

Barathra! barathra-rra-ra!

STARZEC

Barathra jest nieznaną Ateńczykom. Jakoż zaprawdę, że urodzić siętam mógł i schować tak upośledzony obywatel. Wszelako, o chłopcy zdrowe i piękne, naucza was równy, który mówi, że zapytywać trzeba, czyli wódz przez wojenne rzemiosło swoje nie utracił gdzie okajednego.

DAIM

Mąż Ateńczyk, wódz, z rzemiosłaswojego jest poetą.

STARZEC

O, po trzykroć Barathra!...O, zdrado ateńskiego ludu... albo skończenie się wygłosów bożych w przeświętychDeliach!

CHÓR CHŁOPIĄT

Barathra kulawemu! I barathra jednookiemu! I wszelkiemu krasomówcy barathra-rra-ra!..

TYRTEJ

na stronie

Głos ludu!

STARZEC

Usuńcie się, chłopięta, a ty,o biegaczu, przysiądź ze mną: równy pozwala tobie. Przysiądź i, o cokolwiek będęzapytywał, zwierzaj mi w ucho!...

CHÓR

uchodząc

Barathra!...

CENZOR

do pocztu swego

Chłopców tych, bez pedonoma właściwegobiegających, przechłostać niecol! Wielką iteż mieć uwagę na miejsce święte! Lacedemońskiej ziemi każda piędź świętą zaprawdę jest, i boskiemu to winniśmy Likurgowi, ale dwakroć i trzykroć święcisię miejsce, którędy senat i królowiei równi i po jakkolwiekbądź zamkniętejbitwie spartańskie ma powracać wojsko.

przechodzą

CHÓR RÓWNYCH

wchodząc i poszukując miejsca swego

Cichym, acz sprawiedliwym, wyrozumiejmy pomiędzy sobąsłowem, co wyrokować się godzi, trzymać,i co wnioskować o niefortunnym dniu bieżącym.

CHÓR KAPŁAŃSKI

Jupiterowi-Konduktorowi dopełniona była już ofiara,i wyruszył obóz przy donośnym fletni rozgłosie, a ogień święty, jak kometa, gorzałna przodzie... Jakoż zatrzymywać możnabyło, jakoż godziło się zatrzymywać gromw polocie?...

CHÓR POLEMARKÓW

Cóż albowiemzwycięża? I co ubroczone krwią powraca?... Pewno nie pieśń ani z świętej wygnane Lacedemony słowa rozwlekłe...

CHÓR KAPŁAŃSKI

Widziałem go, jakozaraz, przybywszy gdy z konia zsiadł,zgotowali mu ludzie w namiocie jego jadło obfite; i widziałem na oczy, że ze złotego roga pił, pośpiewując fragmenta starego hymnu Argonautów...

CHÓR RÓWNYCH

Takiego to obywatela-wodza ateński lud nasyła Sparcie bohaterskiej w chwili stanowczej!...

CHÓR KAPŁAŃSKI

Dlatego niech senat i niech króle senatu, i same efory,i równi wszyscy, polemarki, i cenzorowie,i kapłaństwo czują, jak rośnie trawa podstopami...

TYRTEJ

zarzucając płaszcz i uchodząc

Głos władzy!

Pozostaje mi dwa głosy jeszcze wysłuchać; Boga i piersi moich.

słychać fletnie i pochód chórów królewskich

WOŹNY

Senat się przybliża, i efory,i sędziwe senatu króle.

POLEMARKI

Zaiste, niewczesnym jestów, który przybywa, kiedy wyniesionychw górę włóczni pomost wyrywają z rąksame prądy gwiżdżącego powietrza. Gestu jego, ani rozkazów, choćby takowe dawał słowem pełnym i krótkim, zgadnąćani dosłyszeć przez nawałnicę wojennąnie potrafisz. Jakikolwiek by los przynosił i cokolwiek umiałby zwiastować,wszystko straconym bywa dla niewczesnej godziny i dla wypowiedzenia słównastrojem, do dziewiczej pieśni podobnym.

KAPŁANI

Takiego to wszelako obywatela wodza ateński lud Sparcie nasyła —wodza chwili niewczesnej i który przeto,do swoich się namiotów usunąwszy, niespostrzegam nawet, aby dzielił niefortunny powrót stroskanych lacedemońskichchórów.

SENAT

Szemraniu tak sprawiedliwiedonośnemu Senat się bynajmniej niesprzeciwia, lecz u niego przed wszystkim sąd ma wagę: jakoż słuszna jest poranić i słuszna jest uważać, że godzina,w której mąż wyroków do Lacedemonyprzybył, odnosi się do ludu ateńskiego, niezaś do osoby Tyrtejowej, wysłannikiembędącej.

KRÓLE SENATU

Że nie słyszeliśmy nowoprzybyłego męża wyroków, ażeby zapowiadał co obcego, ale owszem, iż głosiłuległość władzom w Lacedemonie świętym; że przesławną królów zgasłych pamięć zalecał czcić; tedy i co do osoby jegowyjątek żaden przedwcześnie być nie może usłuszniony.

WOŹNY

Ateński obywatel i, przez nieomylnego Loksiasa, mąż wyroków, Tyrtej wódz...

Tyrtej wchodzi widomie

EFOR PIERWSZY

Niewczesność jest tonieobecność, a kogo nieobecność uniewinnia, niech szerokie da pole przystępującemu wziąć koronę, lubo w niefortunnymstarciu zdobytą.

Tyrtej się usuwa z pocztem swoim i zajmuje miejsce ustronne

EFOR DRUGI

Przystąp sam, o synuHieroplita, skoro zaś będziesz wieńca tykał ręką stanowczą, niechaj świadczą tobie polemarki i niech tysiączniki ogłaszają; niech grzmią setniki, co widzieli,kiedy się ty wcześnie na swoim miejscu,cały w wielkim zapale, znajdowałeś!

Hieroplit syn występuje z tłumu i przybliża się do senatorskich krzeseł

CHÓR

Dość, jeżeli laurowy wieniecotrzymasz, młodzieńcze, którego opowiadać gesta chrobre dziś nie dostawa sił...

Od najświętszej walki jeżeli odwróciłosię oblicze niebios......

QUIDAM

... Poznaje cię w tłumie; podaje ci coś, jak kartę wizytową — pudełeczko małe, noszące na sobie kilka liter,ołówkiem przed chwilą nakreślonych.

OMEGITT

spostrzega Lię, przyjmujedar i czyta

Lia Sofistoff?...” Pani!...

do referendarza

Scito te ipsum...

QUIDAM

do Omegitta

Nie zatrzymujsię nazbyt! Tłum nas rozerwie...

OMEGITT

Wracając do przedmioturozmowy naszej: oto jeszcze jeden więcejwdzięk i urok!... Ta pośpieszność ciągui toku, mówię, to niezatrzymywanie się nachwilę pod karą rozerwania i zatraceniapoufności albo sensu rozmowy, swobodnieprowadzonej; ten tam i owdzie lekki, konieczny i przepływający w nicość spóro zmieszanie nieobmyślonego rytmu w pochodzie.

Wszystko to razem błahe i poważne, konieczne i swobodne; popstrzone owiędłych (i niewiędnących nigdy, bo nieżyłychnigdy!) liśćmi kwiatów, okapane ubocznieskrzepłą łzą białego wosku; wszystko torazem wziąwszy.... Malcher!

MALCHER

obrzucając płaszczykiemramię Omegitta

Konie nasze rwą się z numerowanego miejsca powozu. Czekałem ciz płaszczykiem, wytrzeszczając oczy naprawo i na lewo. Wszędzie albowiem, jakto mówią (z przeproszeniem), dobrzez ludźmi dobrymi, ależ w domu najlepiej.

OMEGITT

„Amen!” Tobie powiadam.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.