drukowana A5
21.32
Za kulisami

Bezpłatny fragment - Za kulisami


Objętość:
99 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0590-3

PROLOG

I

Podróżnik i Quidam, w kapeluszach, z laskami w ręku — Malcher na środku izby domyka tłomoki

PODRÓŻNIK

„Chodź!” — powiadasz?... A gdzie?... Ażeby ominąć pakowanie tłomoków, dość jest raczej, przechadzając się i tu, na miejscu, wykreślić sobie stosowną elipsoidę. Gdzież bowiem iść, odkonieczności gdzież zboczyć?... Zły humor Malchera ogranicza się, i promień jegonie jest od posadzki tej promienia ani dłuższym, ani rozleglejszym.

QUIDAM

Powiadam ci: „Chodź!...” — i idźmy! I idziemy...

wychodzą

II

QUIDAM

I oto widzisz, że są miejsca przeznaczone ku temu, aby właśnie że nie były żadnym celem: z tak wielkiego natłoku ludzi, w którym rozpieramy się łokciami, nikt tu nie przyszedł!...

PODRÓŻNIK

Czyliż ci wszyscy także dziś o północy wyjeżdżają i zbłądzili w to miejsce, aby pozostawić ich służebnym wolność przeklinania niedopinających się tłomoków, wolność miotania się, wolność, luźność?... Jestże to jeden więcej wynalazek, właściwy stolicom, iż uchronić się można od wnętrza własnego pomieszkania!...

Inaczej, zaiste, opuszczałem progi wiejskie w dziedzicznych Omegach moich: burza była naonczas, tak pomiatająca liśćmi, jak tu widzę okręcający się tłum przychodniów.

QUIDAM

Dopiero-ż Malcher twój złorzeczyć musiał!...

PODRÓŻNIK

Ty, co kolumny i posągi umiejętnym oglądałeś okiem, powiedz: czy w bezposągowym kraju jakim przeniosłeś kiedykolwiek spojrzenie toż samo na żywe postacie ludzi?... Czy uważałeś, jak dalece starożytnym narodem jest ojczyzna nasza? Weź na przykład nowożytny typ służącego Anglika lub Francuza, weź i Niemca, weź tych doskonałych służących, których całe osobistości żywe zdają się być odlewane w umyślnej i wytwornie odmierzonej formie... Czy widziałeś to w Polsce? Polacy, można by powiedzieć, iż się nie rodzą na służących: to są zawsze giermki, i towarzysze, i luzaki, i podrzędnego stopnia bracia rycerze, którzy, jeszcze przez feodalne niższe praktyki kawalerskie nie przeszedłszy, podają ci laskę i kapelusz, jak podawało się ongi strzemię i miecz. Dlatego to w chwilach wielkich wielcy są, w potocznych służbach codziennych zaniedbani, często-gęsto poufni gawędziarze, nie pogardzający łzą rozrzewnienia i kieliszkiem.

QUIDAM

Tym właściwiej należało nam zboczyć tu na chwilę, gdzie, i owszem, wszystko współczesne jest... wszystko i nic.

PODRÓŻNIK

Jakto współczesne, co współczesne?... — Te różnofarbne marmury afrykańskie drobnych lombardzkich kolumn? Marmury, których się już ani kopie więcej?

QUIDAM

To ogipsowana cegła i pomalowana z wierzchu.

PODRÓŻNIK

Te czworogranne nagłowia kolumn, ryte bogobojnym dłutem majstrów z dwunastego stulecia?

QUIDAM

To odlewane hurtem z cynku, a potem okryte złoceniami za pośrednictwem galwanizmu. Gmach taki, jak go widzisz, stawia się dziś w przeciągu ośmiu miesięcy.

I nazywa się to kawiarnią śpiewającą. Ale owóż zasłonę podejmują. Szmer magiczny obejma zgromadzonych, iż za chwilę nasłynniejsza ze śpiewaczek ma się ukazać. Oto i ona... Grzmot oklasków... Czy słyszysz, co ci mówię?

To nie ona!... Zmieniono, widzę, program... Publiczność się kłębi oburzeniem,jak lewiatan, gdy zmylił się w podrzucie za zdobyczą. Nie opieraj się zbyt ufnie o tę balustradę marmurową — to powleczone blachą drewno.

PODRÓŻNIK

Coś zanosi się, widzę, na wysadzenie sceny ramionami. Śpiewaczka jeśli nie wyjdzie?...

QUIDAM

Bądź spokojny! Czy uważasz głowę i pół ramienia, wychylające się zza kulis po stronie prawej?...

PODRÓŻNIK

Widzę kogoś, spozierającego bacznie na zegarek, jako kiedy wprawny fotograf odmierza czas działalności słońca.

QUIDAM

To jest przedsiębiorca aplauzu i poręczyciel wartości śpiewaczki, skoro oburzenie publiczności dojdzie do obmyślonego naprzód kresu... Ale już, już dochodzi!... Słyszę coś podobnego do trzasku łamiącej się poręczy pod naciskiem — teraz, teraz! Otóż i ona! Poręczyciel schował swój zegarek. Możemyjuż bezpiecznie opuścić zgromadzenie i ochłodzić czoła na powietrzu...

PODRÓŻNIK

Jak to? A śpiew?...

QUIDAM

Cokolwiekbądź i jakkolwiekbądź teraz zaśpiewa, przyjęte będzie wytrzymywanym pierw umyślnie oklaskiem. Wybuch zaś ten nie tylko że ocenić, ale i usłyszeć pieśni nie dozwoli — to nazywa się: sztuka w swym rodzaju zupełnie nowa...

Umknij nieco ramienia. Lękam się, ażeby mi nie połamali albumu, w którymżyczę sobie mieć coś pióra twojego przed rozstaniem.

PODRÓŻNIK

Pokazałeś mi architekturę, publiczność, smak, styl i sławę. Wychodźmy! Teraz czas jest, ażebym w albumie twoim zapisał się.

W PAMIĘTNIKU

I

Nie tylko, pierw się najadłszy mandragor,

Błądziły w limbach szalone kobiety,

Nie tylko Dante i trzeźwy Pythagor, —

Byłem i ja tam... pamiętam, niestety!

II

Że byłem, tomów dwunastu na dowód

Pisać... sił nie mam. bo myśl mnie udławia.

Jestem zmęczony! Wolę jechać „do wód” —

Nie na wyjezdnym się o piekle mawia!

III

Wolę gdzieś jechać, w pilnym internie.

Patrząc przed siebie z obłędu wyrazem,

Werki potrącać, jako grzyby w lesie,

Ludzi, epoki, mieszać wszystko razem —

IV

Być tam i owdzie, wonczas, dziś i potem.

Jako się wyżej albo niżej rzekło,

A nie równiejszym wracać kołowrotem,

A nie odpomnić, te zwiedziłem piekło!

V

Lecz pytasz: „Owdzie, co tak wielce trudzi,

I które z bliskich spotkałem postaci?”

Tam braci nie ma, ni bliźnich, ni ludzi,

Tam tylko studia nad sercami braci!

VI

Tam uczuć nie ma, tylko ich sprężyny,

Zdające z siebie wzajemny rachunek,

Do nieużytej podobne machiny.

Puszczonej w obieg przez pęd lub trafunek.

VII

Tam celów nie ma, lecz same rutyny

Pozardzewiałe — i nie ma tam wieków,

Dni, nocy, epok — tam tylko godziny

Biją, jak tępych utwierdzanie ćwieków.

VIII

Nie określone pierwej cyfrą stałą.

Lecz fatalności pchnięte raz ostrogą.

Nie znaczę wcale, co, kiedy się działo —

W godzinę wybić liczby jej nie mogą!

IX

Rzekłbyś, w tytańskim z wiecznością zapasie.

Mniejsza czy biją minuty, czy lata,

Iż każda wątpi o sobie i czasie,

Każda dogania się, lecz nie ulata...

X

Jakby wcielonej ciągle puls ironii

Słysząc, wiesz naprzód i wiesz ostatecznie,

Że z godzin żadna siebie nic dogoni,

Że nie wydzwoni siebie, dzwoniąc wiecznie.

XI

A ten systemat sprężyn bez ich celu,

Jakby tragedia bez słów i aktorów.

Jak wielu nudów i rozpaczy wielu

Muzyka, gwałtem szukająca chórów:

XII

Raz wraz porywa spazmem za wnętrzności,

Jak niezwykłego do morza człowieka;

Tylko nie spazmem nudy, lecz wściekłości,

Który, sam nie wiesz, skąd i po co wścieka.

XIII

Wtedy to próba jest, wtedy jest waga,

ile nad sobą wziąłeś panowania;

Wartość się twoja ci odsłania naga —

I oto widzisz, ktoś ty, bez pytania.

XIV

I ileś zwał się tym lub owym w czasie,

Lub byłeś zwany imieniem twych dziadów.

Widzisz — i ile nabrałeś sam na się

Z tradycji, tonu, stylu, lub przykładów.

XV

Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,

Wokoło lecą szmaty zapalone;

Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny.

Czy to, co twoje, ma być zatracone.

XVI

Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą? Czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

XVII

Lecz prawić o tym i prawić na dowód,

że byłem owdzie — myśl sama udławia!

Jestem zmęczony... wolę jechać „do wód”,

Nie na wyjezdnym o piekle się mawia.

XVIII

Wolę wsiąść na koń z jakim drabem, który

Prócz ze swoimi, nierad bywać z nikim,

Historii nie zna, ni architektury,

Milczy, jak pomnik, będąc sam pomnikiem.

XIX

Na dwukrańcowe wolę ruszyć szlaki

Krajów i wieków, gdzie przestrzeń granicą.

Granica czasem, i gdzie, znad kulbaki

Patrząc, firmament cały... okolicą!

„Czy znasz weneckie zapusty?”

Malczewski

OSOBY:

OMEGITT, na Omegach pan

LIA, narzeczona jego

EMMA, powiernica

SOFISTOFF, referendarz stanu

MALCHER, służący Omegitta

Komisarze policji — służbowi — agenci — konspiratorowie — maski — etc...

GLÜCKSCHNELL, poręczyciel spółki teatralnej

POLAK, urzędnik zagraniczny

Maska DIOGENES — Maska FEUILLETON

POETA GMINNY

KRYTYK

MANDOLINCHÓR FIOŁKÓWORKIESTRAFLETSKRZYPCE

PAŹARLEKINPIEROT — Maska SUŁTAN.

DIANANOC.

SEKRETARZ AMBASADY

QUIDAM

FIFFERAQUE, sławny autor spółczesny

I

Scena przedstawuje międzysionek teatru i maskaradowej sali; w środku kilka kolumn, pod którymi stoją służący, z głębi słychać orkiestrę. Gdzie sala się z międzysionkiem łączy, widać kilka siedzeń, wykwintnie krytych, i z pomiędzy kolumn przezierający róg bufetu.

KOMISARZ

Trzeba mieć na uwadze służącego, który właśnie z bywalcem weszedł w rozmowę.

SŁUŻBOWY

Służący po lewej stronie bywalca jest agentem 15-go stopnia 27-go okręgu.

KOMISARZ

Po lewej stronie od nas patrząc, ale po stronie lewej zowąd... tego, mówię, któremu się wlecze po ziemi szal pąsowy, iż nie umie go trzymać.

SŁUŻBOWY

Biorę i z tego notę pierwszą... Przyzwoity służący nie zaniedbywałby do tyla rzeczy mu powierzonej.

przechodzą

MALCHER

Wszędzie, jak to mówią, dobrze z dobrymi ludźmi, ależ w domu najlepiej!... Vivat!...

SŁUŻĄCY Z LEWEJ STRONY

— kto ma dom...

Z PRAWEJ

— a kto domu swojego nie ma, ten ma wszystkie.

MALCHER

Mieliśmy-ci ich sporo po całych, z przeproszeniem, Niemcach, we Francji i u Włochów, w Algerii, za jednym morzem, i za drugim, które jest większe — i tam, gdzie namioty jeno, a domostw nie ma ani miast, tylko ludzie tędy owędy po nieuprawianym piasku, jak Cyganie się włóczą! — Podobno, że caluchny świat objechaliśmy w kólko, ale kto to mógł widzieć, jadąc a jadąc? Jedziesz prosto, to jedziesz — a potem i w głowie się przewraca od szwargotań tylu języków ludzkich. Aż na razie, jakże cię nie porwie tęskność do swoich, jakże ci się w oczach nie zamąci!...

SŁUŻĄCY

z szalem

Mówią, że też służącym zawsze skorzej tęskno do ojczyzny...

SŁUŻĄCY

agent 15-go stopnia

Panowie znajdą wszędzie swoich: ten owych, co się bawią; ten znowu tych, co pieniądze robią; inny ludzi, co książki piszą; taki nareszcie i tych, co o polityce tylko zawsze i zawsze rozmawiają... Czas, ot, leci!

dwa domina przechodzą ku bufetowi

PIERWSZE DOMINO

Czy uważałeś przy tym człowieku szpiega z 27-go okręgu?...

DRUGIE DOMINO

Nie dbaj o to!... Ten z drugiej strony — ten, któremu się wlecze szal czerwony, to przysięgły nasz agent konspiracji.

przechodzą

GLÜCKSCHNELL

Zaczynam się już tylko z tego cieszyć, że przecież miano dość rozsądku, aby osobnego z tej sztuki nie robić widowiska!... ślicznie byłaby wyszła spółka! Podpiera mnie to jedno, że przy dość obiecującej maskaradzie może jako tako dramat dotrzyma, a potem się to zatrze, jak ruszą do raźnych komedyjek, przeplatanych gdzieniegdzie baletem i kupletem.

POLAK

urzędnik zagraniczny

Niestety! Polacy nie mają inteligencji do rzeczywistych praktycznych afer.

GLÜCKSCHNELL

Szukam tu którego autora... Kupię mu ponczu i niech gada, słusznie bowiem mówi filozof starożytny, że prawda jest na dnie kieliszka.

przechodzą

PIERWSZE DOMINO

Anonim się końcem końców zawsze wydaje, częstokroć przed zamknięciem widowiska. Co zaś do przedmiotu i tła sztuki, myślę, że można było daleko więcej z nich wyciągnąć.

DRUGIE DOMINO

Życzyłbym sobie pełniej, pełniej tendencyjnego elementu. Można było naprzykład lekkie zboczenie zrobić od potyczki wtórej i wyłożyć w kilku monologach choćby główne prawidła partyzantki, choćby pojęcia pierwsze doraźnej kastrametacji... Okoliczności, tak fortunnych dla autora, pomijać na sucho nie godzi się.

PIERWSZE DOMINO

Służący, szpieg 27-go okręgu, niesie lody.

DRUGIE DOMINO

Weźmy lodów z rąk szpiega! To mu więcej nada pewności siebie, a nic przecie nie zdradza człowieka doskonalej.

PIERWSZE DOMINO

Mógłby nas kto zobaczyć z partii, która sobie poprzysięgła nie kupować nigdy niczego od podejrzanych ludzi.

przechodzą

Lia, w fantastycznym stroju Heloizy. Emma, w dominie.

LIA

Na bok nieco się uchrońmy; chcę odpocząć. Gdyby się te arkady rozstąpiły od góry i powietrze całego nieba tu wzionęło, nie byłoby mi nazbyt dla westchnienia.

Czego chcą ode mnie, czego się na mnie sprzysięgli?... — Jedno mnie zaledwo nie omyla,

z goryczy uśmiechem

Jedno!... Oto, że, gdybyś przejrzała na wskroś całą chmurę tych masek i gdyby ci się tak stały czytelnymi wszelkie wiązadła intryg, jak ozierać się dają włókna indyjskiej gazy, przeciwko słońcu pełnemu rozwiniętej, zobaczyłabyś... mnie tylko jedną i jedną, zobaczyłabyś nas tylko i nic wokoło!...

Dlaczegóż ten tłum? Dlaczegóż wcale inaczej jest, niźli jest?...

EMMA

Miła moja, z całej przecież intrygi twojej dwie tylko rzeczy mi wiadome: niespokojność, która lekkiej gorączki łuną opromienia ci czoło, i ciążące mi w kieszeni pudełeczko, z którym czemu się noszę? That is the question.

LIA

pochylając się ku zwierciadlanej ścianie

Tego by też zaiste tylko zbywało, żeby mi się wyczerwieniły na obliczu drukowane litery, zwłaszcza że już podobno zaczynam być chodzącym afiszem nie najszczęśliwszego zapewne z dramatów!

EMMA

Jeszcze mnie to wszystko nic nie objaśnia; powiem nawet, że nie przypuściłabym nikogo do współudziału, tak niewiele mu wiedzy zostawując.

LIA

Daruj, o, daruj, luba Emmo, ale cóż ja dla ciebie kiedykolwiek mogłabym mieć tajnego?... Czyli należało rozwlekłymi opowiadaniami tu uprzedzać, co było powinno już dotychczas przed oczyma twoimi i nieledwie w rękach twoich się rozwiązać!... Uczucie, podobne zarazem do sprawiedliwego wstydu i do obrażonej miłości własnej, zmusiło mnie przemilczeć, nie utaić, iż tak zwane moje z hrabią na Omegach zaręczyny, albo raczej, że postanowienie i słowo moje pod tym względem żadnej a żadnej jeszcze pewności nie przybrały...

EMMA

Czy podobna?...

LIA

Pudełeczko, które ci słusznie cięży, zawiera w sobie dwa pierścienie, nie zamienione dotychczas przez nikogo...

EMMA

Człowiek tak przyzwoity!.. A potem — w wieku waszym! Nie jesteście oboje dziećmi, jesteście ludzie... Tak przyzwoity człowiek miałżeby dopuścić się płochości i bez istotnego powodu zdanie swoje odmieniać w chwili właśnie stanowczej, a tyle oczekiwanej z upragnieniem?

LIA

Droga moja. Upadł mi do stóp moich, prosząc o odwłokę do dziś tylko, do jutrzejszego świtu, do chwili, gdy ostatnia zniknie gwiazda nocy obecnej...

Powtarzam ci prawie słowa jego...

Czyż należna kobiecie godność nie nakazywała mi umieć przyjąć tak mało spodziewanej prośby? Owszem, nie spojrzałam mu w oczy i pierścieni nie raczyłam dotknąć; skinęłam ręką... Potem — potem, gdy już go ujrzałam bliskim progu, przyszło mi nagle na myśl, że naznaczona pora jest maskaradowym dniem dzisiejszym... Dorzuciłam w tym względzie kilka słów za odchodzącym... Ani się na chwilę nie zachwiał. Wcale...

EMMA

Jest w tym coś szczególnego...

LIA

Powiadają, że w zawiązywaniu stanowczych węzłów opatrzność nastręczać zwykła zdarzenia dziwne i oświecające jakoby błyskawicami od stóp do głów całe postacie charakterów. Ależ, przyznaj mi, proszę, czy nie miałam pierwej na względzie tego wszystkiego, co rozsądek i co nakazuje przyzwoitość? Wiek, urodzenie, stanowisko, znajomość świata i majątek prawie stosowny; odpowiadający humor i wzrost... Zaiste, że wyboru mojego nie zrobiłam, jak pierwsza lepsza panieneczka, ani zaniedbałam czegokolwiek, mogącego poręczyć domowe szczęście.

Dlatego mi tym więcej uprzykrzać może postępowanie zarazem tajemnicze i do uniezasadnionego wahania się podobne...

Kogo witasz?...

EMMA

Referendarz Sofistoff... Chciał się zbliżyć, ale go domino jakieś zatrzymało. — —

LIA

Czy jesteś pewna, że mnie nie poznał?...

EMMA

Byłaś właśnie do ściany obróconą, jakkolwiek do zwierciadlanej ściany!... Przeszedł... przeszedł... Mówmy!...

LIA

Domyślasz się więc, iż, czego nie należało przed wszystkim zaniechać, to właśnie że znajdowania się tu, i to jeszcze prawie z wyrazem tej swobody, którą można by z dala o obojętność podejrzewać. —

EMMA

nagle

Przewybornie. Nie wiem, dlaczego nawet unikać swoich dawnych wielbicieli... Byłabym oto zaraz i Sofistoffa zatrzymała, którego na długość wachlarza miałyśmy obok.

LIA

Nie przerywaj mi w chwili, w której najdrażliwszą rzecz mam ci powiedzieć...

Kogo witasz?

EMMA

Baron Glückschnell przeszedł z wielce sławnym francuskim autorem Annibalem de Fiffraque. Czy uważasz, jak Fiffraque nosi szkiełko??

Otóż, wracając do najdrażliwszej rzeczy...

LIA

Przerywasz mi co chwila!

EMMA

Słucham.

LIA

Skoro przeto uznałam za konieczne nie uchylać się wcale od zabawy, jakkolwiek bardzo dla mnie ironicznej, nie przybyłam umyślnie ku końcowi widowiska i maskarady, owszem, zaraz na poczęciu się drugiego aktu tej dziwnej dramy... Nagle spostrzegam, że coś się szczególniejszego zagaiło, i krąży, i obiega w gronie naszej poufnej publiczności. —

Żartowniś jakiś — tylko słuchaj! — niepoczesny żartowniś jakiś rzucił pogłoskę, jakoby bezimiennym autorem był właśnie że nie kto inny, tylko Omegitt! Krew mi do głowy uderzyła. Podobno, że w dwóch miejscach świstano sztukę — nie wiem! Lecz, jak kiedy w noc ciemną wielka ogarnie kogo błyskawica, wyjaśniając na chwilę najdrobniejsze atomy piasku wokoło stopy jego, tak stanęły mi nagle w oczach tajemnicze odwłoki i historia pierścieni, którymi kieszeń twoją uciążyłam, nie umiejąc się daru tego dotknąć ręką swobodną. Od pierwszej chwili zaraz uwierzyłam była pogłosce, potem nie uwierzyłam i sobie samej, lecz poczęłam zatracać pojęcia różnic pomiędzy uczuciem miłości dla kobiety a próżnością, pomiędzy poważaniem a ironią... I oto nic już więcej nie wiem oprócz, że, jak wszyscy zdają się twierdzić, dramat, ten, który jest na scenie, musi być o bardzo i bardzo wiele niższym od niewczesnej komedii, w jaką, kto wie, czyli mnie nie wplątano!

EMMA

Lio miła, prosty rozsądek nakazuje tłumaczyć sobie to wszystko całkiem odwrotnie, czyli, że, jeżeli mu w głowie zaświtało próbować szansy autorskiej, tedy właśnie, że byłby nie odwlekał ustalenia zamiarów, które, jakkolwiek niezależne, często pełzną na niczym dla ludzi okrytych głośną śmiesznością...

GLÜCKSCHNELL

Do wyrzucenia sobie mieć nie będę, jeżeli paniom przerwę, wkrótce bowiem dzwonek nas powoła, ażebyśmy cieszyli się ustępem trzecim widowiska, czy dramy, czy tragedii, o której zdanie pani słyszeć uważałbym sobie za wyjątkowe szczęście...

LIA

do Emmy

— „Wyjątkowe szczęście” — To już zaczyna być przysłowiemwszystkich mówiących ze mną!...

do Barona

Właściwiej byłoby mnie zapewne, ażebym uciekła się do zdania członka teatralnej spółki i do kogoś, co przed chwilą ze słynnym francuskim autorem niewątpliwie ważną toczył rozmowę.

GLÜCKSCHNELL

Ach, pani! Jeżeli miałbym słynnego de Fiffraque zdanie powtarzać? Ci panowie naturalnie, że nie mogą być oczarowani utworem, mniej niż wątpliwie przyjętym... Zapewne pani zna sztukę nową genialnego, a wyżej wzmiankowanego autora, „Saturnina, czyli diable oko?” Zrobiło to furorę! Ośmnasta edycja wyczerpnięta. Co większa, iż współcześnie tłumaczone jest arcydzieło na wszelki język i świat prawie cały już obiegło... Wyborny chłopiec!

— Wczora pchnięto mu dwa telegramy, dając wiedzieć o dwóch dekoracjach, jednocześnie na tejże samej spotkać się mających piersi: o gwiaździe Izabelli arcykatolickiej i o gwiaździe sułtańskiej Mahometa...

MASKA ASTROLOG

przechodząc mimo

Ku podobnej konjunkcji ciał niebieskich zaiste, że trzeba piersi, szerokich jak firmament!

GLÜCKSCHNELL

ciągnąc rzecz swoją

Szkodzi mu to cokolwiek, że może jest nazbyt liberalnym... Młodość, młodość!... Ale otóż Fiffraque i Sofistoff, i rodak nasz, dygnitarz zagraniczny —

słychać dzwonek, orkiestrę, gwar i przeciągłe świstanie

EMMA

Podaj, referendarzu, rękę naszej Juliecie...

LIA

Czy nie zatrzymamy się, aż skończą... świstać?

SOFISTOFF

podając jej ramię

Moglibyśmy całkiem sztuki nie widzieć.

tłum ogarnia powyższe osoby; Emma i Glükschnell zdążają

EMMA

Względność sądu pańskiego, ile że na zapytanie Lii wyrażonego, nie oświeciła mnie statecznie o wartości utworu i pisarza...

GLÜCKSCHNELL

Interes, interes, interes dramy lub tragedii — oto, co mam do zarzucenia kapitalnie!... Interesujące dzieło, pani, nie tylko daje się uczuwać w samym obrębie sceny albo sali widowisk. Przez czas uczestnictwa mego w spółce po wielekroć zdarzało mi się zauważyć, jak dalece wystarcza nieraz okiem strzelić naokoło bufetów, aby unieść sąd zdrowy i samą naturę rzeczy trafnie odgadnąć. Rzeczywista i silna tragedia daje bodźca trawieniu: więcej jedzą, zwłaszcza pod koniec sztuki, co zarazem dałoby się i higienicznie wytłumaczyć...

Szczególniejsza wszelako (co niemniej uważałem), iż podczas baletów długich daleko więcej zwykle piją. Vaudeville dobry i tęgo grany nie przechodzi normalnej linii, zaś utwory, jak szanownego skądinąd hrabi na Omegach...

EMMA

Przycichnijmy cokolwiek — —

GLÜCKSCHNELL

Dla osoby, wielką zbliżonej poufnością, nie ukryłbym wreszcie i tego, że tyloletnie podróże i tak dalekie zatarły w nim to tętno dzielne, swojskie, które z jednej strony daje osobną siłę językowi pisarza, z drugiej nieustannie myśl onegoż w bieżące potrzeby społeczeństwa wtajemnicza, to jest w to, mówię, co się podoba... każdemu. —

EMMA

Dopiero teraz istotnie wszystko zrozumiałam i niesłychanie baronowi jestem obowiązaną.

II

Inna część maskaradowej sali. Wielkie okna, dające na krużganek, skąd zasiane gwiazdami niebo widać; w głębi snują się domina i maski w niewielkiej liczbie; czasem mniej wyraźnie, a czasem wybitnie słychać orkiestrę.

OMEGITT

I, jako myśliłem, stało się: oni wyobrażają sobie, że pisać dramat było ostateczną myślą moją. Sędzie formalni ze wszechmiar, którzy rozdzielają społeczność na zastępy umysłów pieszych i konnych. Im zdawa się, że jedni na rozgrzywionych jeżdżą piórach, podobni do gońców fantastycznych, drudzy zaś uprawiają prozę życia i są podpierającymi się handlarskim łokciem kalekami!...

Czyli na to obiegłem okrągłość globu i radowałem się uczuciem człowieka-męża, który zupełnie obejma kibić ziemi, ażeby ponad ową dwójcę elementarną nic nie dociec? —

Azali na próżno patrzyłem w gwiazdy, których nie widzieliście nigdy, i rachowałem wieczory wtenczas właśnie, kiedy rozbudzaliście się ze snu?...

Azali czas i miejsce i wszelakie historii ciało stradałem był na próżno z oczu moich??

Azali owego nie ma istnienia, istnienia, które, wszędy się rozlegając, nie opuszcza pewnego osobnego miejsca i powiada jednostce śmiertelnej „Jesteś” i powiada, że jesteś, albowiem ogarnąłeś zarazem wszędy i tu!?...

O, wielce nietrzeźwi albo marni! Azali już pomiędzy natłokiem rubasznych miotań zatłumiony jest oddech, wołający do niebios i na wskróś niebios?

Męża czy tu już nie ma, ani niewiasty żadnej, tylko jest wypadkowy obyczaj i techniczna równowaga zmysłów?...

Jeszcze chwila, a rozpoczną niektóre gwiazdy znikać. Jeszcze niewiele chwil, a bladawe łuny zaranku przenikać poczną grubą ciemność — któraż jest godzina, i dzień, i rok, i miesiąc, i wiek, i epoka która?... I gdzie?

Malcher, o Malcher, ty chodząca klepsydro moja, dopokąd widzę długie wąsy twoje i wzrok rzewny pod ciężkimi brwiami twoimi, dopokąd pętlice czamary twej oglądam, tyle i opamiętywam się w otchłani!...

CHÓR FIOŁKÓW

masek

Kwoli smętnemu zawiejmy podróżnikowi, my, napółgrobowe, ciche kwiatki! Niech przypomni sobie, gdzie oddychał oddechem braci i sióstr naszych, fiołków!

do Omegitta

Podróżniku smętny! Patrz i tchnij... Oto szarych i fioletowych kwiatów wieniec, naokoło ciebie krążąc, naokoło, czarodziejskim zagraża tobie opętaniem...

OMEGITT

Maski wonne i smętne, jak godzi się odzywać do was?

CHÓR FIOŁKÓW

Pierwszy z nas jest fiołek, a druga jest fiołka, a zaś trzeci z nas jest fiołeczek.

I drugi z nas także jest fiołek, ale pierwsza powiada koniecznie, że jest fiołka... Jak sobie chcesz...

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.