drukowana A5
31.91
Achilleis

Bezpłatny fragment - Achilleis

Objętość:
195 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-1027-3

[I] NA BOISKU PRZED NAMIOTAMI

ACHILLES

Rycerze miecza i mężowie czynu,

wy, których ludów rzesza mnoga słucha,

którzy chadzacie w gałęziach wawrzynu,

chcę w was obudzić myśl i potrząść ducha.

Lud nasz, nad którym wództwo jest nam dane,

zarazą mrze, pokotem u nóg wam się wali;

rażą go Apollina groty weń ciskane;

umyśliłem, że lud ten ofiara ocali.

Przed Bogiem się oczyścim skruchą w naszej winie

i ofiarę oddamy — Bóg wstrzyma się w czynie.

Jeden z nas winien hańby, za którą Bóg karze:

oto porwano córę temu, co ołtarze

pieści Apollinowe...

AGAMEMNON

      Zamilcz — ty zuchwały.

Wiem już, co chcesz powiedzieć.

ACHILLES

      To i cóż drżysz wdały?

Czas, żebyś oddał dziewkę.

AGAMEMNON

      A twoją zabiorę;

A ciebie tym rozkazem raz przygnę w pokorę!

ACHILLES

Nie o sobie ja rzekłem, bo z krzywdą niczyją

bawię się dziewką moją, której sam dobyłem,

gdy cały ród królewski jej trupem zwaliłem.

Nie wydarłem jej Bogu, lecz mnie Bóg ją nadał,

żebym do woli miał.

AGAMEMNON

      Tożeś wygadał,

Za długo ty się bawisz w miłośnym bezwstydzie,

ulegając kobiecie; — gdy oręż twój władny,

dla którego cię cenim, rdzewieje próżniaczo.

ACHILLES

Nie mów tak — bo mój oręż dziś rano bieliłem,

o ostry porając go krzemień.

A nie przymawiaj mi — gdy wiesz, co słowa znaczą,

bo zejmę z ramion mych rzemień

i poznasz, gdy kobiety w twym domu zapłaczą,

ktom jest i jaki Bóg mnie broni,

gdy cios wymierzę przykładny.

NESTOR

Widzę, że się spieracie i upust dajecie

złości, złej przewodniczce mędrców i młodzieży.

Przyznaję ci, Atrydo — żeś dojrzały w lecie

i nie chcesz wołać próżno. Przyznaję, Pelido,

że chcesz dobra — lecz Bogom zostawcie działanie.

Gdzie wy macie jakiekolwiek pojęcie,

jak trzeba gadać, gdy się co chce zrobić?

Nie dość jest kogo ukarać lub obić,

trza umieć słowem powolnie i święcie

przekonywać i działać ot językiem raczej.

Za moich czasów inni byli ludzie.

Otóż ci inni ludzie gadali inaczej.

Przedewszystkiem umieli gadać, co jest sztuką.

Byli w swej mowie powolni, wytrwali,

wy zaś jesteście tacy, co się tłuką,

i pięścią chcecie wodzić rej. — Pamiętam jeszcze...

Zaraz przypomnę sobie — co mówiłem

lat temu sporo i jak mnie słuchano

dla mej wymowy, słów potoczystości;

bo miałem zdolność mówienia ogromną

i myśl rozważną, spokojną, przytomną.

Zaraz przypomnę sobie — jak to było,

gdy dwóch za moich czasów się kłóciło.

Jakżeż się zwali? Mniejsza o imiona;

ja należałem wtedy do ich grona.

Byli wielcy i tacy dziś w powieści gminu

żyją po latach mnogich. Posłuchajcie dalej,

zaraz wam powiem, jak ci mnie słuchali,

rozmową krzepiąc myśl w przededniu czynu.

Nie tacy byli, jak wy — inni wcale.

ACHILLES

Ody Pejritoos na swojem wesolu

pałą mordował swoich weselników;

syna gdy Tezeus zabijał;

gdy żywa pamięć zbrodni Pelopidów

klątwą ciąży — gdzież ty ucztowniku

bywałeś wtedy. Myśmy nieodrodni

i za kpów mamy, stary przyjacielu,

tych, co szukają duszy na języku.

Gdy ze mnie pożar bije, ten językiem miele,

tak pies kręci się w kółko, gdy barłóg swój ściele.

NESTOR

usiada

ACHILLES

W namiocie moim człowiek padły leży,

porażon słońcem dzisiaj. Wczoraj dwoje legło:

mąż jeden, co przy koniach był, i z niewiast jedna.

A wiem, że w nocy wywleczono trupy

z waszych namiotów Atrydzi kryjomie,

a wy ani pojrzycie, kto jest czerń ta biedna.

Złote robactwo obsiadło im lice,

krew ssając czarną, co z nozdrzy im ciekła.

Jeźli nie lunie deszcz, to te złotnice,

Apollinowe wysłanniki piekła,

pocałunkami darząc nas strasznymi,

zarazę wszczepią w krew, że sczeźniem z nimi.

Wiem, że ty sądzisz, że Bóg sobie zbierze

sam tyle ofiar w ludziach, ile zechce,

Lecz ja to mówię — ja, co w Boga wierzę,

żem mocen wstrzymać tę karzącą rękę,

że tej Apollinowej kaźni znosić nie chcę!

I że w imieniu ludu, postawion nad ludy,

wzywam Boga, by wyrzekł, czego po nas czeka;

by nas wszystkich nie karał w srogości bez miary

za przewinę jednego człowieka.

wskazuje Agamemnona

OFIARNIK

Rzeknę to tedy, którym milczał poty,

że prawie bluźnisz twem słowem młokosie.

Choć kto zawinił, niezmienne są loty

słonecznych grotów, które Bóg ten ciska.

Wy słów się strzeżcie. Niech się nikt nie zbliża

zbytnio ku światłu. We wysokie drzewa

biją nejszybsze groty, co powalą.

Nie wyrastaj ty słowem, Pelido — bo zginiesz.

Od miecza jeno ci słynąć.

A gdy się z sławą mieczową rozminiesz,

z niczem ci przyjdzie odpłynąć.

ACHILLES

Wspomniałeś — może mi przyjdzie się zbierać.

Nie rzekłem jeszcze wszystkiego, co taję,

ku czemu serce bije.

Kiedym się zbierał tu lecieć pod Troję,

mój ojciec cudną darował mi zbroję;

tę matka bogini przyniosła mu w darze,

sam Hefaist ją kował w podziemnej pieczarze,

tę, co dziś pierś mą kryje.

Rzekł ojciec, mój synu — rzekł mi, dziecię moje,

to jest dar Bogów, w tej zbroi jest siła:

Gdy zechcesz zło czynić, nie będzie walczyła.

W tej zbroi nie wolno zawinić.

Idź w bój ten, gdzie męże

skrzyżują oręże,

gdzie męże miotają oszczepy —

lecz strzeż się człowieka,

co wyrósł nad inne,

którego jest serce prawością niewinne

i Boża nad którym opieka.

AGAMEMNON

Na Zewsa, Atrydzi, czy wiecie, gdzie zmierza?

Wszak mało zgaduję, co mówi.

Być może z Iljonem już szukał przymierza

i złamał przysięgę królowi.

ACHILLES

Przysięgim nie złamał,

lecz nie czas, bym kłamał,

gdym nadział świętą zbroję.

Nie zadrżę przed wami,

mocnymi królami,

lecz Bogów słonecznych się boję.

Dziś walkę tę rzucę — zabiorę okręty,

z którymi tu płynąłem.

Was samych ostawię na bój ten przeklęty.

Ze śmiałem stawam lu czołem.

I ojcu, gdy wrócę,

do koan się rzucę

i rzekę, całując skraj szaty:

Znalazłem człowieka.

Dalekom go szukał

i mnogie przebiegiem dlań światy.

AGAMEMNON

Słuchajcie królowie, jak on nas oszukał:

Z Hektorem oto jest w zmowie!

ACHILLES

Nie, ja nie będą wam walczył z Hektorem.

Ja zrozumiałem już dziś w sercu mojem,

gdy nadarzyła się chwila z tym sporem

z tobą, Atrydo — że wy, jako sępi,

tuście zlecieli, gdzie mąż ten nad męże

nad grodowisko ojców wzniósł oręże,

by bronić chaty i żony, i dziecka;

że go tam w sieci dzierży garść zdradziecka

głupców, bezczelnych zbójów z Parysem na czele,

których on jeden przerósł duchem wiele,

i ta jego istota, dusza, co nim rządzi,

mnie go każe szanować — i niech Zews mnie sądzi.

Wy się żrecie, jak sępy o padła kawalce,

nie myśląc cale o tem, z kim stajecie w walce?

Oszukujecie lud własny i chłopów,

że klątwa cięży na ojczystej ziemi;

że gwiazda jasna w morze wam uciekła,

tuście ją gonić przybiegli mocarni;

nienasycone łupem pełniąc wory

dla was samych, nie dbając o lud, co gruz orze.

Gdy was poznaję, nikczemni i marni,

że klątwa wasza wlecze się za niemi,

imieniem czego żądacie pokory?

AJAS

do odchodzącego Achillesa

Co postanawiasz?

ACHILLES

      Już postanowiłem,

bo tu nie z prośbą, z nakazem przybyłem.

AGAMEMNON

Ja dziewki nie dam.

ACHILLES

      A ja nie dam mojej.

ODYS

Pewna, że kłótnią nie weźmiecie Trojej.

ACHILLES

Mądry Odyssie, nad twą mądrość wzrosłem;

nie chcesz uznać, że słusznym gniewem się uniosłem.

ODYS

Synu Peleusa, lubię kiedyś ty rumiany

gniewem, bo to zapowiedź, że krew w tobie pali,

że skoro się do lotów zerwie, Iljon zwali

Pomnisz, jakom cię przywiódł i wśród dziewek poznał,

gdyś ty za miecz uchwycił — ot jako tej chwili,

gdy się rwiesz ku Atrydzie —

AGAMEMNON

      Więc Odys się sili

miłemi słowy ugłaskać Pelidę,

Więc ja niejako jestem winien?

ODYS

      Myślę.

AGAMEMNON

Poczekajcież, więc zaraz pachołków dwu wyślę,

niech przywiodą kochankę moją tu na radę

i zobaczycie, czyli ja jej przymus kładę,

żebym ją dla się miał...

CHRYZES

wchodzi

w godowym stroju Apollinowego kapłana

AGAMEMNON

milknie

OFIARNIK

do Chryzesa

Lepiej byś starcze uczynił, byś ostał

z dala i nie przychodził do władców tej pory.

CHRYZES

Nie przychodzę ich błagać, karać jestem skory.

Bóg jest ze mną. — Ten wicher, co się rwie upalny,

żenie tu nas pomór i piasek gna skalny.

Ludziska wasze mrą — i wy pomrzecie,

gdy mnie w bezwstydzie dziecko marnujecie.

AGAMEMNON

Możesz ją sobie zabrać.

CHRYZES

Nie drwij ze mnie, królu,

i bodajbyś nie zaznał nigdy tego bólu,

który ja ojciec znam.

AGAMEMNON

      Więc poznaj radość.

Możesz odebrać córkę, już miałem jej zadość.

CHRYZEIS

wchodzi

wprowadzona przez zbrojnych

CHRYZEIS

bezradna

Ojcze — ...

do Agamemnona

      Panie mój — królu,...

CHRYZES

      Głupia, obłąkana.

ODYS

Opętana miłością — przylgnęła do męża.

Nie pójdzie z tobą stary. Więc rzuć Apollina

i przyjm te kubły złota odeń, jako dary

za chowaną dziewczynę.

CHRYZES

      Wam nic jej sromota?!

OFIARNIK

Nie widzę tu sromoty ni żadnej bezcześci,

gdy ją najpierwszą z dziewic mąż najpierwszy pieści.

I cale być nie miała na to przeznaczona,

jak inne, by kolejno iść w innych ramiona.

Jest kochanicą króla nad mnogimi ludy

i sądzę, że przesadne twe żale a trudy

i zachód niepotrzebny. Co więcej tem zyskasz,

że się rzucasz na mężów mocniejszych od ciebie,

że się klniesz Apollinem?

CHRYZES

      Pomór was pogrzebie!!

do ofiarnika

Ty, coś fałszerzem świętych praw i świętej woli;

ty, co wiesz, że jedynym sędzią przeznaczenie,

śmiesz urągać łzom moim i krzywdzie, co boli?

Przekupny — możesz złoto zagarnąć, co dają.

Ja nie zabiorę nic. Tu dar przyniosłem.

do córki

Ze mną chodź —

CHRYZEIS

do ojca

      Tu zostanę — gdzie chcesz mnie wieść?

do Agamemnona

      Panie.

On tak oczyma rzuca — straszno patrzy ku mnie,

— a ty milczysz — i jeno uśmiechasz się do mnie.

Czemże byłam dla ciebie — — ? A więc ty się lękasz,

ty się lękasz mnie przyjąć na powrót do łoża?

Kędyż pójdę? — — Mnie ojciec zabije...

CHRYZES

chwyta ją za rękę

      Dłoń Boża.

Zrozumiałem. Wy drwicie ze mnie i z dziewczyny.

Hańba człowieka, to są wasze czyny.

Chcecie, bym u nóg waszych jak pies leżał podły

i wył, skomlał o litość — a wy moje modły

jako czczy dym zgonicie przed Apolla tronem,

sutą go łbów stu pastwą darząc — i mym zgonem.

Jestem Jego kapłanem — ludziom pośredniczę,

człowiecze jeno ciało kryje mego ducha,

aż oto dziś się zrywa Boża zawierucha

i inne mam przyjąć oblicze.

Niechaj was spali żar i ogień z nieba.

Niechaj was zawiść żre i miecz niech was wytępi,

którzyście przyszli tu rycerze-sępi —

za moje dziecko.

ofiarnym nożem zabija córkę

CHRYZEIS

      Ach —

CHRYZES

      Nóż Apollina!!

WSZYSCY

dobywają mieczów

CHRYZES

Przekleństwo mieczom tym! Bóg was przeklina!!

grom bije

WSZYSCY

upadają na kolana

CHRYZES

wznosi ręce

Chciałeś tej krwi — oddałem ją Tobie, Mocarzu.

Śpiewasz tam na tych stropach wysokich pod niebem.

Wtóruj mi gromem, gdy idę z pogrzebem;

rzuciłeś ich na kolana.

Hańba już zmyta i dziewka skalana

ofiarnym nożem zabita.

dźwiga trupa

Pójdź moje dziecię, biorę cię na ręce

i pójdę — precz odpłynę — na głębie morskie — idę w męce...

zastępują mu drogę

Puszczajcie mnie!

WSZYSCY

podnoszą się z miejsc, jak klęczeli

CHRYZES

Dajcie mi łódź czerwoną, strojno

i lud niech stanie przy mnie zbrojno

i córę niech poniosą...

AGAMEMNON

klęcząc

Dajcie mu łódź i zbrojny lud

niech wniesie w łódź dziewczyny ciało

i z ojcem niech odpłyną.

CHÓR

      Cud!

Patrzajcie, co się stało!

OFIARNIK

Niebo chmurami się zakryło.

Zciemniało.

gromy

CHRYZES

do Agamemnona

A jeśli miłość znała z tobą,

nie kryj jej pod zawojem. —

Nie żałuj jej, wydzierco praw.

Jej żal jest prawem mojem.

odchodzi

za nim zmierzają wszyscy, wśród nich Achilles.

Tegoż ostatniego spostrzega Agamemnon i z klęczek wstaje

AGAMEMNON

do swoich wskazując Achillesa

Nie dopuść Bóg,

by mnie śmiał lżyć

i mnie przekleństwo nieść.

Przez cały obóz niech dmie róg

i wieści moją wieść:

Pelidzie każę dziewką wziąć

i oddać w łoże mnie.

Niech wie, gdy Bogiem śmiał mnie kląć,

czyja go ręka gnie.

Hej, nie straciłem jeszcze nic

z mej władzy i przemocy.

Klnę się na Olymp i na Stygs,

że pojmę ją tej nocy.

NESTOR

którego podtrzymuje dwóch młodzieńców

Prowadźcie mnie. — Pójdziemy się przyjrzeć ofiarom.

Wiek mój jest już zgrzybiały i postać mam starą.

Choć człowiek z wiekiem zyska jakie doświadczenie,

zawsze przecie swą młodość w najpierwszej ma cenie.

Częściej-em gadał z młodu — mniej na starość gadam;

przysłuchuję się innym i rad w kącie siadam.

Choć jakie doświadczenie człowiek w starość zyska,

przedsię piękna ta młodość, co przebój się ciska.

Prowadźcie mnie, wam młodym ten zaszczyt przypada.

Nikt tak płynnie jak Nestor o wszystkim nie gada.

odchodzi za tamtymi

ODYS

zbliża się teraz ku Agamemnonowi

Słowo rzec chciałem, nakłoń ucha.

AGAMEMNON

Mów, chociaż patrzą, nikt nie słucha.

ODYS

Niech to, co stanie się tej nocy

a o czem jeszcze nie wiem wiele,

lecz wiem, że w mej się rodzi głowie,

niech to nie zadziwi ciebie.

AGAMEMNON

W dziwnych zagadek błądzisz mowie.

ODYS

Czyn, co się z mojej zrodzi mowy,

jeśli wysłuchasz jej rozumnie,

wyniosły Ilion w gruz zagrzebie.

Znasz mię, że ważę każde słowo,

że słowo czynem jest u mnie.

Zamyślam wielką rzecz tej nocy.

Więc jeśli Troję chcesz mieć w mocy,

zmilcz i nie żądaj, jak ci z gminu,

bym popisywał się z wymową,

gdy czasu skąpo mam do czynu.

AOAMEMNON

słucha

ODYS

Udaj, że idziesz spać — ... a zasię

czuwaj w strzeżonym twym szałasie.

Każ, niech straż będzie przy twym boku,

a zrób tak, byś straż miał na oku,

byś był sam jeden, ten, co czuwa.

AGAMEMNON

Z kłębu się widzę wąż wysnuwa.

ODYS

Czy zamierzona rzecz się uda,

potrzebną moja jest obłuda.

By ktoś na twoim poległ słowie,

potrzebna tobie szczerość w mowie.

Ktokolwiek w nocy przyjdzie k'tobie,

przyjmiesz go godnie w twym namiocie.

Obdarzysz szatą i dziewczyną

i pić dasz co najlepsze wino,

i bacz, by nikt prócz ciebie

jego nie widział, nim ja wrócę.

AGAMEMNON

Gdzie idziesz?

ODYS

      Jeśli noc ta minie

a nikt u ciebie się nie stawi,

znaczyć to będzie — że ten zginie,

pokazuje na siebie

co cię tą sztuczną mową bawi.

nagle kończy

gdy inni się zbliżają i okalają ich

spiesznie się oddala

[II] WĄWÓZ SKALNY

REZOS

Znużony jestem.

PENTEZILEA

      To czary wieczoru.

REZOS

Czar twoich oczu i ust twoich czary.

Rozkosz z nich piłem zeszłego wieczoru

i przypominam tę rozkosz, gdy patrzę.

PENTEZILEA

Spieszmy co prędzej, gdy napoją konie.

Spieszno mi widzieć Ilion i rycerzy.

REZOS

Wiem, pragną twoje to spełnić życzenie,

skorszy ku twojej naginać się woli,

niż ty ku mojej —

PENTEZILEA

      Słuchałam cię wczora.

REZOS

Lecz dziś wróciła znów ta sama pora

i noc nam druga miłosna się zbliża.

Kędyż się spieszysz, jeżeli nie ku mnie?

Wszystkie pragnienia moje zwracam k'tobie.

PENTEZILEA

Tam nas czekają w Iljonie,

REZOS

      Źle robię,

że zwlekam chwilę — wiem że to źle czynię.

lecz przez tę chwilę pragnę żyć dla ciebie,

twoją miłością i twymi ramiony

ujęty, w szczęściu, które wieczór niesie.

Słyszysz te głosy i szum ten po lesie,

i strumień, jak deszczem dzwoni.

Jutro ze świtem wstaniemy w rydwanie,w złocistym moim wozie;

wóz zaprzęgniemy w czworo białych koni

i w pełnem słońcu będziemy w Iljonie.

PENTEZILEA

Mówią, że Parys jest piękny.

REZOS

Niech więc od jutra, gdy pięknym się zjawi,

swoją pięknością jak dziewka cię bawi.

PENTEZILEA

Że nikt nie sprosta mocy Achillesa.

REZOS

Niechże od jutra, gdy ujrzysz go w dali,

ogień cię żądzy ku niemu rozpali.

PENTEZILEA

Chwila nas dzieli od celu podróży.

REZOS

Chwila ta raz się drugi nie powtórzy.

PENTEZILEA

Wierzysz, że miłość moją tylko kłamie?

REZOS

Obecność innych miłość naszą złamie.

PENTEZILEA

Mówią, że Hektor życie swoje całe

jednej niewieście ślubował niezłomnie.

Mówią, że Parys gdy się na dziewczynę

którą przypatrzy, to już ona musi

przyjść sama w nocy do jego łożnicy;

że dar mu taki dała Afrodite,

więc, że są jego zaloty niezbyte.

REZOS

Mówią o tobie, że czyjej się mocy

poddasz raz jeden, to już każdej nocy

szukać go będziesz — oto noc zapada —

że czar ten tylko przez noc tobą włada.

PENTEZILEA

Ufam tej mocy, która wróci do mnie,

gdy noc się skończy — gdy w słońcu zasłynę.

[III] W NAMIOCIE MENELAOSA

W otoczeniu ofiarników czuwa:

MENELAOS

Uchylcie płócien — niech patrzę na morze,

na drogę ku mojej ojczyźnie,

gdzie dom mej żony, gdzie ona mię czeka.

Jakże mi smutno. — Toń jaka daleka.

Jak ciemno. Czy gwiazdy płoną?

Zda mi się, zgasły dla mnie.

Czy jest mój śpiewak? — —

Widzicie tam, w oddali

tę postać? Idzie przez odmęty,

stęskniona idzie ku mnie.

Gwiazd wlecze orszak święty,

uśmiecha się ku mnie z fali. — —

Jestem dotknięty chorobą tęsknoty.

Dopokąd jeszcze świeci się dzień złoty,

to w blasku światła i w złocie promieni

tłumi się żałość i lice rumieni,

i garnę się na wojnę.

Lecz gdy noc zajdzie i orszaki zbrojne

rozejdą się po namiotach,

myśl moja w lotach,

za temi biegnie mroki tajemnemi

strwożona —

snadź dusza moja znaki niebieskiemi

tym się miarkuje

i tęskni, ku czemu stworzona.

Czas kiedyś przyjdzie, gdy oręż odłożę

i okręt czarny spalę.

Aż ci wyginą, którym ja obrożę

mojego wództwa rzuciłem na szyję.

Ich pierś się w piasku pustynię zaryje,

goniących ku próżnej chwale.

O, nie daj Boże powrócić nikomu.

Niech giną, zginą przeklęci,

gdy żagiew kłótni wnieśli w pokój domu

i łup wydzierców ich nęci.

Ja pan zostanę przed Zewsa obliczem.

Daj trupom sławę — pozwól wrócić z niczem.

AGAMEMNON

wchodzi

MENELAOS

się nie zwraca

AGAMEMNON

Brat twój.

MENELAOS

      Przychodzisz o niezwykłej porze.

AGAMEMNON

Chcę z tobą mówić.

MENELAOS

      Mów. — Patrzę na morze:

jak fale lecą i dziwne skorpiony

cisną na brzegi, tu pod stopy moje.

AGAMEMNON

Takie przed chwilą usłyszałem słowa,

że jako skorpion wpełzły mi do głowy,

że pragną z tobą dzielić treść tej mowy:

Odys....

MENELAOS

      Wiem. Sprawa ta dla mnie nie nowa.

W jego zwycięstwie jest sprawy połowa.

AGAMEMNON

W czemżeż spełnienie sprawy jest objęte?

MENELAOS

Gdy wąż, co splotem swym sidła ofiary,

sam zasłużonej doczeka się kary.

AGAMEMNON

Czyliż i ze mną myśl więzisz tę samą?

MENELAOS

Więc myśl mą wyjaw i ogłoś mi jawną,a padniesz pierwszy pod chmurą kamieni,bo nie uwierzy nikt, żeś ty jest inny,bo stanu twego słowo twe nie zmieni. — Posiędziesz Iljon. — Przeczekam spokojnyczas tej wędrówki, czas tej wielkiej wojny,aż wszyscy wielcy, półboże olbrzymywe wichrze zdarzeń zwieją się jak dymy. —Skończyłem — resztę sam sobie rozważaji śmiej się treścią słów, lub się przerażaj.

AGAMEMNON

Przestałeś być człowiekiem czynu.

MENELAOS

      To tak z nocą.

Dzień moje czyny ogląda, noc myśli.

Noc patrzy się na moje myśli. — Twoja wina,

żeś przyszedł nocą. Już działać zaczyna

chwili tej świętość — Zagaście ognisko. —

Słyszysz jak fala szumi...?

szum fali

MENELAOS

daje znak bratu, by się zbliżył

AGAMEMNON

zbliża się i pochyla nad siedzącym bratem

MENELAOS

szepce pochylonemu

W ostępie kamiennej pustyni

spoczywa rycerz, człowiek prawy,

z pomocą idący w miasto.

Tego przyjmiesz — jako wódz łaskawy

i uraczysz winem i niewiastą.

Odys jest człowiekiem czynu.

Tyś jest człowiekiem, co rządzi,

a ja jestem ten, który sądzi

i czeka znaku — czeka na: zjawisko.

wzosi ręce

Ocal nas, Zewsie, ty, któryś sam zwalczył

plemię olbrzymów,

nas, którzy świątyń bożych domy białe

w oliwnych gajach zbudujemy

i opanujem przy twojej pomocy

śpiewem i pieśnią ziemie tych, co padną.

Dozwól im upaść, jak zwaliłeś syny

ziemi, co przeciw tobie szli w dumie.

Strąć je w noc ciemną, już strąciłeś tylu —

a nad naszemi domostwy świętemi

niech świt się płoni i jutrznia promieni.

do ofiarników

Wzywajcie cienie umarłych.

OFIARNICY

klękają nad brzegiem morza, ręce wznoszą i ku morzu ręce wyciągają

szum fal

AGAMEMNON

się oddala

[IV] W NAMIOCIE ACHILLESA

HIPODAMIA

Przez to ciebie lubiłam, żeś ty miał mnie za co

i zrozumiał, że jestem sierota,

i że ten człowiek, gdy mnie wziął ku sobie,

a mnie czekała zbrodnia i sromota;

to życie moje dziś zawdzięczam tobie —

żeś moje piosnki śpiewał przed Pelidą,

aż litość jego serce skruszyła

i miłością ku mnie zniewoliła.

nuci

   miałam ci ja dwór i dom,

   byłem jedną z siedmiu cór,

   króle o mnie wiedli spór...

płacze

nagle urywa

Patrzysz, czy po mnie idą?

Jeśli mnie przyjdą wzięć i on pozwoli,

nóż ten położy koniec mej niewoli.

PATROKLOS

Ty się chcesz zabić?

HIPODAMIA

      Nie mówiłam tego.

PATROKLOS

Cóżeś się odgrażała?

HIPODAMIA

      Zabiję tamtego.

PATROKLOS

To pomyśl o tem, by nóż nie był tępy.

HIPODAMIA

Dzieciaku.

PATROKLOS

      Jak cię goźdźmi wywleką na puszczę

będą miały biesiadę z ciała twego sępy.

HIPODAMIA

Wyjdę pojrzeć, czy idą...?

PATROKLOS

      Czekaj tu.

HIPODAMIA

      Pies — zginie!

ACHILLES

wchodzi

HIPODAMIA

rzuca się ku niemu

ACHILLES

Nie nudź mię!

HIPODAMIA

oddala się w bok

PATROKLOS

podchodzi ku Achillesowi

ACHILLES

      Daj mi pokój.

nagle zwrócił się ku Hipodamii

      Odejdź precz — pieścidło.

Już mi ujęcie ramion twych obrzydło.

Pójdziesz innym w uciechę.

HIPODAMIA

      Nie kłam!

ACHILLES

      Milcz!

HIPODAMIA

      Rozumiem.

Umiałam kochać i pomścić się umiem.

ACHILLES

Mścij się — niewolną jesteś — dzisiaj cię oddaję.

Pójdziesz precz, coś więziła mnie czarów urokiem.

HIPODAMIA

Nie pójdę ani krokiem stąd, nie pójdę krokiem.

ACHILLES

Wypędzam cię — służebni ciebie odprowadzą.

HIPODAMIA

Czy to o mnie królowie na sejmie tym radzą?

ACHILLES

Zostaw mnie moje myśli — caleś mną owładła.

Teraz widzę, jak wszystko wiesz, języku składny,

i jak dobrze, że ciebie biorą.

HIPODAMIA

      Czy on ładny?

PATROKLOS

wybucha śmiechem

HIPODAMIA

usiłuje śmiech pokryć

ACHILLES

patrzy na nią

HIPODAMIA

Pójdę. — Jutro obaczysz, kto jestem, ktom była;

czylim ja go przyjęła, czylim pogardziła?

ACHILLES

Co? Ty byś pogardziła? Marna niewolnica.

HIPODAMIA

Kochanka Achillesa! Wstyd bije mi w lica.

Jabym miała pójść w łoże z innym?

ACHILLES

      Ruszaj sobie.

HIPODAMIA

Oto wiedz, że ja miłość ślubowałam tobie.

I że jeśli się waży król mnie wlec do łoża,

rzuca nóż na ziemię

zamorduję.

PATROKLOS

zasuwając zasłony namiotu

      Już idę.

HIPODAMIA

biegnie ku drzwiom

ACHILLES

uśmiechnął się

      Zapominasz noża.

HIPODAMIA

Podnosi nóż i chowa a patrzy w twarz Achillesowi

WYSŁANNICY

wchodzą

przystają w milczeniu u skraju namiotu

HIPODAMIA

owija się cała zasłoną, że głowę i twarz kryje i wychodzi

WYSŁANNICY

idą za nią

ACHILLES

nie poruszony

TERSYTES

wchodzi

O najmożniejszy królu świata, o człowieku,

któryś godzien królować królom...

ACHILLES

      Psie, co szczekasz?

TERSYTES

O łaj mnie; krzycz, co zechcesz, ty podobny Bogu;

jeno mnie tu od stopy twojej precz iść nie każ.

PATROKLOS

Wynoś się.

TERSYTES

do Patroklosa

      Czy ty chłopcze umiesz to ocenić,

że to jest człowiek wielki?

do Achillesa

      Myśl tę samą miałem,

jak ty. Już dawno precz stąd płynąć chciałem.

Bo co za zysk? Nie dla mnie bojowe te harce.

I cóż miał naród zyskać na tej gospodarce

kilku tyranów?

ACHILLES

do Patroklosa

      Wyrzuć tego szpiega.

TERSYTES

Mówię to, że Atrydzi są łotrzy, bezczelni oszuści.

Powtórzę to — lecz jeno niech młokos mię puści.

PATROKLOS

puszcza go

TERSYTES

szeptem

Powtórzę to, coś mówił, synowi Pryama:

Hektorowi...

ACHILLES

      To jako?

TERSYTES

      Otworzy się brama

dla mnie, tam gdzie zamknione dla Atrydów zwory.

Wiem, że Priam wysłuchać wieści będzie skory,

gdy go ujrzę tej nocy...

klęka przed Achillesem

ACHILLES

      Precz stąd niewolniku.

kopie go nogą

TERSYTES

Krzyczysz, wielki Pelido? — Poprzestań na krzyku

Idę. Zews mnie prowadzi. Myśl miałem tę samą.

ACHILLES

Wrócisz — jak psa cię każę powiesić pod bramą.

TERSYTES

wyszedł

ODYS

wchodzi

ACHILLES

legł na skórach i nie zwraca się ku Odysowi

PATROKLOS

legł w innym kącie namiotu

ODYS

ku Achillesowi

Byłeś niczym, dziewką byłeś. Tyle byłeś wart, co dziewka rozrośnięta i głupia.

Byłeś niczym i dopiero ja wywiodłem cię z domostwa niewoli głupoty i nieświadomości. Przybyłeś tutaj z nami.

Możesz być i nadal niczym i nie będę się silił, żeby cię dźwigać co parę staj drogi w górę i pchać, jak ciężki głaz nieociosany.

Trudził się nie będę tobą i twoimi myślami. Borykaj się z myślą sam i truj. Większa to dla takich głów zaraza, niźli ta Apollinowymi grotami przygnana. Z tej się nie dźwigniesz. A jeno kiedyś, gdy cię szaleństwo obejmie, śmiech mój posłyszysz

Przy mnie tylko i ze mną, i przeze mnie być możesz. Odchodzę. — Teraz rozumiem, że takim, jak ty, wyczytać można z oblicza ich przeznaczenie.

wyszedł

ACHILLES

do Patroklosa

Zobacz, czy odszedł?

PATROKLOS

      Cóż on cię obchodzi?

ACHILLES

To jest ten człowiek, z którego oblicza

fałsz czytam zawdy, ilekroć fałsz knuje.

Ale to człowiek jest, co patrzy w duszę

i wzlot mój każdy jasno przewiduje.

Moja się dusza tak przed nim kształtuje.

Więc on potrzebny jest do mego lotu.

Rozumem idąc, daremno się trudzi.

Wzgardę zdobędzie u Bogów i ludzi.

Kiedyś się ocknie, żeby mnie wspominać.

Będzie już późno, by żywot zaczynać.

do Patroklosa

Podaj orfejkę.

PATROKLOS

podaje mu lutnię

ACHILLES

porusza struny

      Nie. Dźwięk strón mię drażni.

lutnię położył

Tylu już ludzi zwodziło mię co dnia.

Twojej jedynej chcę ufać przyjaźni.

Gdy się przed tobą palę jak pochodnia,

czyli ty, dziecko, płomień ten rozumiesz,

czyli ty czujesz żar i poznać umiesz?

PATROKLOS

Od ciebie się nauczyłem wiązać zbroje.

Od ciebie się nauczyłem wodzić konie.

Od ciebie się uczyłem bełt rzucać.

Od ciebie się uczyłem imać tarczy.

Tyś pouczał, jak kierować wędzidło.

Tyś rękę ze strunami zapoznał,

Tyś me usta otworzył do śpiewu.

Ty mi dałeś dziewczynę i męstwo,

tyś się cieszył na pierwsze zwycięstwo.

Twoją sławą i prawdą twą żyję,

więc mi za nic są prawdy niczyje.

ACHILLES

Oni może będą tobie mówić,

żebyś śledził me kroki i myśli.

Będą może chcieli z ciebie dobyć,

co zamierzam uczynić, gdzie dążę?

Bo skoro wiedzą, że przyjaźń nas wiąże,

będą chcieli te węzły rozerwać,

bym ja sam był i ostał samotny,

żebym nigdzie nie dobył się serca

i bym uznał mój los za sromotny,

ja, tylu mężów morderca,

ja, mocarz Atrydów najemny,

którym przejrzał dziś — raz pierwszy poczuł,

że szczuto mnie jak psa;

że mordowani przeze mnie — niewinni

i że w tych czynach szlachetni bezczynni.

[V] W NAMIOCIE DIOMEDESA

ODYS

wchodzi

Hełm ten mój na to ofiaruję własny,

że ty o Achillesie myślisz.

DIOMEDES

biorąc hełm

      Hełm za ciasny,

ODYS

Że jest skórzany, namknę ci rzemienia;

może rozumu przejmiesz co z odzienia.

DIOMEDES

Że myśl mą zgadłeś, broni się wyzuwasz?

ODYS

Chcę, byś rozumiał, że myśl twoją cenię,

gdy odpowiednie myśli dasz odzienie.

Przyszedłem pewny, że myślisz i czuwasz,

że ci spodobał się Achilles w gniewie

i że twój umysł, co myśleć ma — nie wie.

Tarczę tę moją przydałbym ku temu.

DIOMEDES

K'czemuż chcesz dzisiaj pchać dalej?

ODYS

      Ku złemu.

Ty bowiem jesteś bystrzejszy o wiele

ponad Pelidę i wiele piękniejszy

w ruchach i barwie, żeś smagły na ciele.

DIOMEDES

Myślisz, że sławy jemu język zmniejszy — ?

ODYS

Nie tyle język, ile zmniejszą uszy

tych ludzi, którym język uwiązgł w duszy.

Weź jeszcze oszczep w dłoń i wyjdziesz ze mną.

DIOMEDES

Ja? W twoich znakach?

ODYS

      Pozornie. Ja z tobą.

Sługą ci będę i miecz twój podźwignę.

Gdy miniem obóz i wszystkie namioty

gdy ostawimy daleko za sobą,

zgadniesz, że szliśmy obaj niedaremno.

Chcę cię o przyjaźń prosić – przez twe cnoty,

że biec tak umiesz, jak ani Pelida

nie biegnie — chyba złość gdy kogo ściga.

A musim obaj biec — nie możem zwlekać.

Włócznią uderzysz tych, których ci wskażę,

i potem...

DIOMEDES

      Zabrać łup.

ODYS

      Potem uciekać.

Nie patrzeć nawet na pobitych twarze

ani na znaki — Ja ich sam obnażę

i sam ich zwiążę.

DIOMEDES

      Śpiących?

ODYS

      Nie. Zabitych.

A ty się nagród spodziewaj obfitych,

jeźli twój język przyschnie i myśl zgaśnie.

Oto ku Trojej czworoprząg się zbliża

możnego króla, wielkiego rycerza,

którego dusza jest jak woda świeża

święconych źródeł, których nimfy strzegą,

i wiem, że król ten tam w pół drogi zaśnie,gdzie w czystym źródle konie swe napoi.

Bo wodę źródła struli ludzie moi,

że kto zeń pije, zasypia... jak trzeba.

DIOMEDES

Skoro otruci, cóż ja się mam trudzić?

ODYS

Ty ich zabijać będziesz a ja budzić.

DIOMEDES

Cha, cha, cha.

ODYS

      Śmiej się. Śmiech to jest dar nieba,

a nieświadomość celu szczyt rozumu.

Idź i licz kroki.

DIOMEDES

      Cyt — fal słucham mumu.

ODYS

Idź i licz kroki — Woskiem zalep uszy.

DIOMEDES

Morze wre we mnie krzywdą mojej duszy.

Nie pójdę.

ODYS

      Pójdziesz; wyrośniesz nad tłumem.

Ty jeden godzien zmóc litość rozumem.

DIOMEDES

To nie jest litość.

ODYS

      Nie litość? — To trwoga.

DIOMEDES

To nie jest trwoga.

ODYS

      Więc co?

DIOMEDES

      Duch się budzi.

ODYS

Wiedz: Bogom dane jest zabijać ludzi.

Wiedz, że kto w sobie żal i litość skruszy,

takiego człowiek opowie za Boga.

[VI] W NAMIOCIE AJASA

AJAS

Spokoju mi nie daje Achilles.

Postawa jego

i to mówienie jego tak wyniosłe....

Co to myśl znaczy — jeźli się uwiąże

na czyim karku w węzeł? O Pallado!

Czemużeś ani nie pojrzała ku mnie?

Mówił wyniośle tak, mówił tak dumnie,

że słowo każde było, jakby wzięte

z tych głębin, kędy duch mój zaszedł senny

i skąd chce powstać kiedyś w szał płomienny.

Ja, który dotąd biłem się, jak zbrodzień,

mieczem i włócznią torujący drogę

żądności czynu — omdlewając co dzień

w pochlebstwie łotrów, którzy ze mnie drwili,

chwalby przydając mej ręce. —

Jakżeż ku niemu się zbliżyć — ze wstydem?

Jaka spokojna noc... Śpiew tu dolata.

Raz pierwszy słyszę śpiew i czyjeś granie.

Nie zasnę — Ducha pocznę bojowanie. —

Zabiłem tylu i duch się nie skrzepił.

I naraz, jak ten półbóg oczy wlepił

w Atrydę — naraz ja poczułem siebie,

że poły żyję na ziemi, pół w niebie.

Jakżeż mu sprostać, jak przeróść, jak zwalić?

Kogóż mam zwalczać, a kogo ocalić?

Duch mój zbudzony, lecz myśl precz ucieka.

Nie wiem, czym synem Boga, czy człowieka?

Kres zobaczyłem przed nim i tak blisko. —

On chyba w oczach miał jakie zjawisko?

Ku umie nie przyszła, sam ostałem z nocą...

NOC

Mścicielem będziesz krzywd, które się staną.

Z obłędów nocy wyjdziesz.

AJAS

      Kiedy?

NOC

      Rano.

AJAS

uchyla płócien namiotu i patrzy w pole

Któż ty jesteś?

MARSYAS

zbliża się zwolna ku Ajasowi

Sądzisz, żem ja powinien wiedzieć coś o tobie?

AJAS

Śmieszek jesteś i mowca?

MARSYAS

      Szaleństwem rażony.

AJAS

Szaleństwem? Nieszczęśliwy zatem?

MARSYAS

      Szczęśliw bardzo.

Nie pamiętają o mnie ci, którzy mną gardzą

i nie żądają ode mnie niczego,

więc ja się mogę zajmować spokojny

mojem szaleństwem.

AJAS

      Nigdym cię nie widział.

MARSYAS

Koło namiotu twego grywam codzień.

AJAS

Nigdym nie słyszał.

MARSYAS

      Boś nie słuchał nigdy.

AJAS

Dlaczogóż dzisiaj?

MARSYAS

      Uszy masz otwarte.

AJAS

Chcesz wina?

MARSYAS

      Owszem, jeśli łakniesz wina

i jeźli wino na myśl ci przychodziw rozmowie ze mną; — widocznieś to uczuł,że to, co mówię do cię, ma smak wina.

AJAS

Wino jest w dzbanie.

MARSYAS

      Patrz — noc się zaczyna.

Otwarte uszy masz, otwarte oczy.

Patrzaj i słuchaj, ile tu gra dźwięków.

Ile to czarów Słońce żarem tłumi

i jak bogaty ten — kto słuchać umie.

AJAS

Przychodź grać codzień u mego namiotu.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.