drukowana A5
20.66
Janulka, córka Fizdejki

Bezpłatny fragment - Janulka, córka Fizdejki

Objętość:
93 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-1011-2

Motto:

Oder bin ich ein Genie, oder ein

Hanswurst. Hanswurst oder Genie —

ich muss leben.

Bewegungsstudien

Graf Friedrich Altdorf

Poświęcone

Żonie

OSOBY:

Eugeniusz (Gienek) Pafnucy Fizdejko — kniaź Litwyi Białorusi. Starzec siedemdziesięcioletni. Bardzo wysoki.Broda ogolona. Duże siwe wąsy i siwa czupryna. Czasemwkłada okrągłe okulary.

Elza Fizdejkowa — z domu baronówna v. Plasewitz. Matrona lat 55. Potężna i sucha. Siwe włosy. Żona Fizdejki.

Kniaziówna Janulka Fizdejkówna — ich córka, lat 15.Bydlądynka (bydlątko + blondynka), dość wysoka i szczupła.Ładna i dość uduchowiona, ale ma coś potwornawego w twarzy, ale to „coś” jest zaakcentowane subtelnie. Może trochęza wyłupiaste, rybie oczy, może za ukośne brwi, nos prosty,niezadarty, ale może zanadto trochę w kierunku równoległym do poziomu przesunięty; może za wąskie i zanadtoskrzywione usta.

Bernard baron v. Plasewitz — ojciec Elzy. Starzeclat 85. Łysy, z pierścieniem siwych włosów naokoło głowy.Tłusty, krępy i bardzo poczciwy. Fabrykant gazów bezwonnych i niewidzialnych, wywołujących szaloną depresję psychiczną.

Alfred książę de la Tréfouille — młody bubek. Blondyn bardzo elegancki. Wąsiki małe. Bez brody. Emigrant francuski.

Księżna Amalia de la Tréfouille — jego żona. Czarna — typ hiszpańsko-rumuńsko-węgierski. 30 lat. Demon I klasy. Wcale nie jest „z domu”.

Joël Kranz — Semita typu internacjonalnego. Mały, czarny.Bródka w szpic. Oczy latające. Szalony niepokój w każdymruchu. 38 lat. Pilot, kupiec w wielkim stylu, syjonista transcendentalny. Mówi gorączkowo, tak szybko, że aż się dławii zapluwa.

Haberboaz i Rederhagaz — jego pomocnicy, chasydzi.Po 40--50 lat. Jeden rudy, drugi czarny. Z brodami. Ubraniw stroje żydowskie w czarne i białe pasy.

Gottfried reichsgraf von und zu Berchtoldingen — Wielki Mistrz Neo-Krzyżaków. Twarz rycerska. Nosorli. Duży, barczysty i świetnie zbudowany.

Dwie Postacie bez nóg — na rozszerzających się podstawach jakby flakowatych. Twarze ptasie z krótkimi, zakrzywionymi dziobami jak u gilów. Porosłe różnokolorowym pierzem (czerwone, zielone i fioletowe barwy). Jednabez prawej, druga — bez lewej ręki.

Naczelnik Seansów — czarownik z bajki. Nazywa sięDer Zipfel. Starzec z siwą brodą w szpic. Kryza. Strójczarny, holenderski, z XVII wieku. Szpiczasty kapeluszz szerokim rondem. Na piersiach złoty łańcuch.

Dwunastu Bojarów Litewskich — dzikie chłopy w kożuchach i czapach. „Brody ich długie, wąsione kręciska,włos długi i pluga sukniawa, a w rękach buły ogromniawei siekiery”.

Małpigiusz Glissander — wytarty po wszystkich śmietniskach, „pan od wszystkiego”, bon pour tout. Lat 45. Brudny blondyn, nie ogolony, z wąsami. Poeta-improduktyw.

Cztery Panny z Fraucymeru Mistrza — młode i ładne. Czarne sukienki, białe fartuszki.

Rzecz dzieje się na Litwie, przy pewnym chronologicznympomieszaniu materii.

AKT PIERWSZY

Ogromna sala, przedzielona na ścianie wprost i na podłodzezygzakowatą linią, o szerokich, piorunowych załamaniach (trzyna ścianie, dwa na podłodze). Na lewo małe okno z kratami,dość wysoko umieszczone, na prawo — duże okno z firankami.Drzwi wprost, przedzielone zygzakiem, z lewa na prawo. Lewastrona zrobiona jest z obdrapanego, wilgotnego, spleśniałego,miejscami wyrwanego muru. Na ścianie olbrzymie (ceylońskie) karaluchy, wypukło odrobione, lśniące. Mogą się nawetruszać. Na środku lewej połowy sceny stoi ukośnie, z prawana lewo, nogami ku widowni, ohydne, krzywe, drewnianełóżko z potwornie brudną pościelą. Kołdra łatana z czerwonych, brunatnych i żółtych kawałów. Na łóżku pod kołdrąleży konająca Elza Fizdejkowa, z rozpuszczonymi siwymi włosami, które spływają aż do ziemi. Przy łóżku, na prawo, nawpół rozwalona szafka nocna i olbrzymie, obrzydliwe, przydeptane pantofle. Na szafce pali się bardzo jasna elektrycznalampa bez klosza, oświetlając wszystko jaskrawym światłem.W lewym rogu sceny piec na wpół rozwalony, biały, w którym pali się czerwony ogień. Na prawo od zygzakowatej liniizaczyna się piekielny przepych w stylu „rokoko”. Czerwono-pomarańczowe obicia ścian i mebli białych, złoconych. Dywanw czerwonawych tonach. Lustra rokoko i obrazy starestłoczone na ścianie. Stoliki pełne bibelotów. Miniaturyw kosztownych ramach i inne, nie znane bliżej autorowi(chyba w młodości w muzeach widziane) przedmioty zbytkunajwyższego z XVIII wieku. Przy stoliku, oświetlonym kandelabrem z kilkunastu świecami, siedzą przy kartach księstwode la Tréfouille, ubrani w stroje z XVIII wieku, v. Plasewitz,w czarnym anglezie i białej kamizelce, i Glissander w wytartym stroju marynarkowym. De la Tréfouille siedzi twarząwprost widowni i wprost ma Glissandera, po prawej ręceswojej v. Plasewitza, po lewej — księżnę. Fizdejko ubranyjest w długi, tabaczkowy surdut z lat trzydziestych, fatermerder i czarny halsztuch, gallifety pepita i długie butyczerwonawego koloru. Przechadza się po całej scenie na froncie, paląc długą na metr fajkę. Wkłada i zdejmuje okularydość często i bez powodu; poprawia ogień w piecu, czasemzagląda w karty grającym. Ci ostatni mruczą niewyraźnieróżne tajemnicze terminy kartowe, grając b. szybko (bridge,wint lub wynaleziona przez autora gra hazardowo-komercjalna: kumpoł). Trwa to tak długo, że publiczność — o iletakowa ma jaki temperament — powinna nareszcie zacząćsię niecierpliwić. Na najlżejszy sygnał tego rodzaju rozlegasię piekielny huk armatniego wystrzału i przez okno z lewej strony widać jaskrawy, krwawy błysk. Na scenie nikt niedrgnął. Wszyscy mówią bardzo głośno, aż do odwołania.

FIZDEJKO

spokojnie poprawiając ogień w piecu

A więc Wielki Mistrz ucztuje dziś znowu z mymi bojarami. Ciekawy jestem, co te chamy myślą sobie o tymwszystkim.

v. PLASEWITZ

od kart

Na pewno akurat tyle samo co twoje niedźwiedzie, Gienku. Czy Janulka znowu będzie na tej uczcie?

FIZDEJKO

Nie wiem. Poszła tam jak zwykle, ale czy będzie — niewiem. Do ostatniej chwili nic nie było wiadomym. Straciłem już poczucie czasu w tym wszystkim. Nie wiem, iledni trwa ta cała bachanalia.

Tamci grają dalej. Mruczenie kartowe nie ustaje. Fizdejkoodchodzi od pieca i zbliża się powoli do grających.

ELZA

Boję się tylko, czy Janulka nie za dużo pije w ostatnichczasach. A propos, daj mi wódki, Gienku.

FIZDEJKO

przechodząc

Myśl więcej o sobie. Janulka ma głowę po mnie. Jestem pijany pięćdziesiąt pięć lat bez przerwy. Ale czy tobieta wódka dobrze robi na raka w żołądku — to jest wielkie pytanie.

Wydobywa z tylnej kieszeni od spodni litrową butelkę i dajeżonie, która pije chciwie i stawia butelkę na podłodze przyłóżku. Fizdejko zbliża się do grających.

v. PLASEWITZ

Może zastąpisz mnie, Gienku, i pograsz z księstwem. Japomówię z moją biedną Elzą.

Przechodzi na lewo. Fizdejko siada na jego miejscu. Stolik stoi trochę ukośnie, tak że twarz Fizdejki wypada na 3/4 z prawej strony do widowni; v. Plasewitz siada w nogach łóżka córki z prawej strony.

Elza, ostatni raz cię proszę: wytłumacz mi tajemnicętwego ubóstwa. Przecież ja jestem miliarderem, a Gienek,pan z panów, żyje jak król i wkrótce zostanie pewnokrólem naprawdę. Co to znaczy? Czyż ja nie mogę daćszczęścia ukochanej córce, pracując jak wół przez latsześćdziesiąt?

ELZA

Tak być musi. Jeśli tylko próbowałam żyć inaczej,wszystko obracało się przeciw mnie. To nie są żadne czynności pokutne ani przesąd. To jest konieczność. Wiem, żeżyjąc dostatnio, nawet nie bardzo luksusowo, przyzwyczaję się do rzeczy, których ciągle mieć nie będę mogła.Już raz spróbowałam i....

v. PLASEWITZ

Wtedy jak on miał zostać królem po raz pierwszy? Tak?

ELZA

Tak — i pamiętasz, ojcze, co się stało? Błąkałam się potempo lasach, z Janulką u piersi, jak głodna wilczyca.

v. PLASEWITZ

Ale czyż sama tego nie chciałaś? Robiłaś wszystko, comogłaś, aby tak było.

ELZA

Cyt — wszystkie nieszczęścia sprowadzamy na siebiesami. Nie ma różnicy między tym, co robiłam ja, a tym,że jakiś człowiek podstawia się pod cegłę, która muprzypadkiem na głowę spada. Przypadek! Cha, cha,cha! Czy znasz, papo, teorię prawdopodobieństwa? — ZasadaWielkich Liczb. Cha, cha!

v. PLASEWITZ

Nie śmiej się tak dziko. Nie ma z czego.

Gwar za sceną.

Ależ ucztują tęgo. Zdaje mi się, że słyszę głos Janulkiz balkonu.

Słychać piski dziewczęce, z lewej strony, jakby o jakie pięćdziesiąt metrów od zakratowanego okna.

ELZA

Nieszczęsna Janulka! Ileż nacierpieć się musi, nic samao tym nie wiedząc, i co za szczęście ją czeka wtedy, kiedyto właśnie szczęście uważać będzie za szczyt cierpienia!Czyż najgorszym nie jest cierpienie nieświadome? Czyżnie tak cierpią niższe stworzenia? Dlatego to źli ludziemają takie współczucie dla zwierząt.

Znowu straszliwy huk armatniego wystrzału i wiwaty, natle których słychać głos dziewczęcy.

FIZDEJKO

rzuca z wściekłością karty i wstaje

A, do pioruna!! Dosyć mam już tych wszystkich niejasności! Dziś musi się rozwiązać wszystko...

ELZA

Pamiętaj, że dziś dopiero wszystko się zaczyna. Za chwilęw tej sali odsłonią ci się nieskończone perspektywy życiowej twórczości. Musisz bezwzględnie uwierzyć Mistrzowi.

FIZDEJKO

O ile słyszałem, ten pyszałek tak jest zakochany w Janulce, że można zwątpić zupełnie w jego zdrowy rozsądek. To jest, według Glissandera, jakiś aparat tylko w jejrękach.

v. PLASEWITZ

Ale przez niego przemawia duch epoki. Jest to człowiekkonieczny. Nasz pierwszy występ z królestwem nie udałsię, bo nie mieliśmy odpowiednich mediów. Wskaż mikogoś innego, Gienku.

FIZDEJKO

Znałem ja innych, znałem...

v. PLASEWITZ

Może twoich pierwszych wspólników przy królewskim zamachu? Wtenczas nie mieliśmy na widowni Semitów,a problem stworzenia sztucznej jaźni nie był tak jadowityjak obecnie. Dziś w równanie weszła nieznana liczbaniewiadomych. Epoka nasza...

FIZDEJKO

Przestań, papa, mówić o „naszej epoce”. To nie jest epoka, tylko jakieś spiętrzenie anachronizmów. Ja sam nie wiem, w którym wieku żyję: w XIV czy XXIII.

v. PLASEWITZ

Właśnie epoka nasza jest epoką ludzi poza czasem. Czasstał się względnym nawet w historii. Dawniej zmianyodbywały się powoli. Przy naszym przyśpieszeniu przyjąćmusimy i w historii formuły Einsteina. Epokowość naszapolega na wymknięciu się z cyklicznych praw historii. Lecimy po stycznej.

DE LA TRÉFOUILLE

wstając

Więc to jest ostatnia epoka? Jak to pan rozumie, paniebaronie?

v. PLASEWITZ

Ja wcale tego nie rozumiem. Mówię intuicyjnie, jak artystyczny krytyk. Rozumcie to, jak chcecie, według waszejintuicji. Coś mi się kiełbasi we łbie i ja plotę. Oto jestszczyt filozofii naszych czasów. Poza tym jest tylko rachunek logiczny. Poczucie losu jest pojęciowo niewyrażalne —trzeba to przeżyć — tak mówił Spengler. Dadaizm teżtrzeba „przeżyć” — tak mówił Tristan Tzara czy innyjakiś piurblagista. Trwanie też tylko można przeżyć —tak mówił Bergson...

DE LA TRÉFOUILLE

Och...

FIZDEJKO

Nie żadne „och”, tylko papa Plasewitz ma rację: teraz tozrozumiałem. — W naszej epoce musimy według szybkościzdarzeń przyjmować czas coraz dłuższy. To się sprowadzado tego, że im dalej brniemy w historię, tym bardziej czassię nam dłuży z powodu nudy.

ELZA

Nudne są tylko takie sformułowania kwestii.

DE LA TRÉFOUILLE

Nieprawda, kniagini. Weźmy znaczenie Rousseau przed naszą rewolucją. W takich ujęciach przygotowują sięprzyszłe wypadki — są w nich potencjalnie już zawarte...

ELZA

Urojone, mości książę, urojone. Prawdziwych wypadkównie ma już w naszych czasach. Jest jeden rozwlekły wypadek nieprzespanego snu, którym zasnęła ludzkość.

Fizdejko podchodzi do niej i gładzi ją po włosach. Oboje pijąwódkę z butelki.

v. PLASEWITZ

Nie używajmy tego obrzydliwego słowa. Dajcie mi pobredzić jeszcze przez chwilę. Wtedy zdaje mi się, że coś jestnaprawdę.

ELZA

z nagłym zachwytem

Wszyscy jesteście artystami. W naszych czasach artystajest synonimem szczątkowego indywidualisty w ogóle. Wy nie malujecie ani piszecie wierszy: wasze życia są cudownymi, tęczowymi haftami na szarym tle naszego złowrogiego w swej nudzie przemijania.

FIZDEJKO

Gdybyż tak było! Ach — wzbudzić w sobie choć nachwilę, choćby nawet we śnie, poczucie uroku Istnieniai umrzeć w śnie takim, zobaczywszy życie z boku jakoabstrakcję Czystej Formy! Ach, Elżuniu, czemuśmy niezajmowali się tym zawczasu! We mnie są jeszcze olbrzymie nie wyzyskane pokłady niewiadomego. Choć raz objąćświadomie możliwości te przed śmiercią, spojrzeć na obraz potencjalnego świata!

DE LA TRÉFOUILLE

Spojrzymy tam wszyscy za chwilę. Wy nie rozumiecieMistrza. Ja jego... i on mnie też... ale nie to chciałempowiedzieć: nowa dyscyplina ducha, polegająca na stwarzaniu nowego „ja” w nas samych, zaczyna się od nieużytecznej potęgi. Ale trzeba to przetrzymać.

FIZDEJKO

Ach — daj pan spokój. Pan jest młody bubek. Potęg nieużytecznych mamy dosyć. Pękamy od tego wszyscy. Sprowadza się to do tego pytania: jak żyć? jak najistotniejprzeżyć siebie? Ja żyję lat siedemdziesiąt i jeszcze niewiem. To był problem Hyrkana. I cóż? Zamordował gojak psa jakiś nędzny malarzyna i popsuł mu całą Hyrkanię.

DE LA TRÉFOUILLE

Hyrkan był głupim konserwatystą. Dawniej ludzie niepytali o to, jak żyć. Po prostu żyli, jak musieli, a...

FIZDEJKO

Aaaale... panie... Nie mnie będzie pan uczył programowegozbydlęcenia. Ja przeszedłem przez wszystko: przez przeintelektualizowaną bezpośredniość i przez zbydlęcony doostatnich granic intelekt.

DE LA TRÉFOUILLE

Tak, ale kwestie czysto techno-psychologiczne...

FIZDEJKO

Proszę nie przerywać. Owocem tej ostatniej kombinacji jestmoja Janulka, którą poświęcam może dla nędznej komedii.Już i to nawet było: sztuczne królestwa! Ja kocham mojąbiedną Janulkę, a ona urzyna się codziennie z tym draniem w mistrzowskim płaszczu. A trzymacie mnie po prostu jak w więzieniu!

Pada na rokokowy fotelik i łka cicho. Elza zwleka się z łóżka — jest w łatanym różnokolorowym szlafroku — podchodzido Fizdejki i obejmuje go.

DE LA TRÉFOUILLE

Biedny stary kniaź. Brak mu tylko tragicznej śmierci,aby stał się bibelotem lepszym od wszystkich tych świecidełek.

Wskazuje na bibeloty na stoliczkach.

v. PLASEWITZ

wstaje z łóżka i tańczy, śpiewając na nutę: „ojra ojra”

      Implication is relation,

      Ram tararampam pam!

      Leibniz, Husserl i Bolzano,

      Russell, Chwistek i Peano!

      Wynikanie jest relacja,

      Jest stosunkiem implikacja!

Do you understand? Logika stosunków daje skrzydła —tak mówił Bertrand Russell. A Henryk Poincare zarzucał mu, że mając skrzydła nie latał na nich wcale.Ja — tym, że jestem ja — dowodzę tego, że A = A. Innychdowodów na to twierdzenie nikt nie znalazł. Niech żyjepsychologizm i intuicja! Będę bredził dalej, a ty, mój zięciu, tłumacz mi to na język zrozumiały dla pospólstwai dla mnie samego. O filozofio, co się z ciebie zrobiło!

Siada na łóżku Elzy i zalewa się gorzkimi łzami.

DE LA TRÉFOUILLE

Nieściśliwość absolutna myśli. Brak jednolitego wyrazujest w tym wszystkim. Jeden Mistrz uratuje nas od tegoi zdołacie jeszcze stworzyć wielką, wspaniałą kompozycję —

w proroczym natchnieniu

— żywy obraz, który zaćmi Giotta, Botticellego, Matisse'ai Picassa, a jeśli Bóg da i ruszy się to wszystko z miejsca, to tragedia ta przewyższy i po prostu zarżnie wszystkie sztuki sceniczne od początku świata, y comprisAjschylosa i Szekspira. Teraz stanie się cud!

Słychać za sceną gwar i szalony huk wystrzału armatniego.Okno zakratowane, na lewo, wylatuje i zaczyna dąć przez niestraszliwy wiatr, niosąc co pewien czas tumany śniegu. (Łatwomożna to zrobić przy pomocy miecha dmącego na kupy papierków czy kłaczki bawełny, które potem mogą być uprzątnięte razem z dywanem.) Księżna Amalia i Glissander wstają.

GLISSANDER

Niech Bóg broni, aby Seine Durchlaucht Wielki MistrzNeo-Krzyżaków von und zu Berchtoldingen miał zastaćnas w takim stanie. Proszę wstać i momentalnie osuszyć łzy.

Panowie wstają chlipiąc i wycierają oczy i nosy w chustki.De la Tréfouille szybko usuwa ślady gry w karty, notuje nakarneciku cyfry i czyści sukno szczoteczką. Elza zawija nagłowę rozpuszczone włosy. Podczas tego rozmowa następująca:

FIZDEJKO

Jak ja mam z nim mówić? On twierdzi, że mnie kocha,bo jestem jedynym człowiekiem, do którego mógłby sięprzyczepić, z powodu Janulki i zbydlęcenia mego ludu.Wszelkie próby wykształcenia ludzkości torturami spełzłyna niczym. Ubydlęcona dostojność moja puszy się jakkłaczek niewiadomej materii na lekkim błotku rumieńcówprogramowej współczesności. O Wielki Zwrotniczy Światów, nastaw naszą biedną kulkę-planetę na jakiś torwiodący w przepaść czwartego wymiaru!

DE LA TRÉFOUILLE

To jest metafizyka. Problem przepaści nie istnieje w fizyce pól grawitacyjnych. To tylko my mamy przepaściei kierunki. Czterowymiarowe continuum Minkowskiegonie jest czwartym wymiarem nieuków i matołów.

GLISSANDER

strasznym głosem

Baczność!!!! Teraz naprawdę idzie Wielki Zwrotniczy!Baczność, mówię! Dynamiczne napięcie pierwszej klasy.

Drzwi otwierają się cichutko i wchodzi naczelnik seansów,Der Zipfel.

DER ZIPFEL

mówi cicho i przenikliwie

Czy wszystko w porządku?

GLISSANDER

Tak jest, panie naczelniku.

DER ZIPFEL

uprzejmym ruchem wskazując kniaginię Elzę

Ta pani — zapewne Jej Światłość była kniagini Litwy iBiałorusi — zechce pozwolić na powrót do łóżeczka. JegoDurchlaucht nie lubi kobiet rozbebeszonych i źle ubranych.

Elza posłusznie włazi do łóżka.

Światełko proszę zgasić i tamte świeczki też.

Elza gasi elektryczną lampę, de la Tréfouille świece.

O tak — dobrze. Teraz możemy urządzić przedstawienie oficjalne.

Krzyczy:

Można wejść!

Drzwi z trzaskiem się otwierają. Za nimi widać błękitneświatło. Na scenie zupełna ciemność prócz migania krwawychpłomieni w piecu. Wchodzi Wielki Mistrz von und zuBerchtoldingen. Czarna zbroja, hełm z zapuszczoną przyłbicą.Czarny pióropusz. Na ramionach ma biały płaszcz z czarnymkrzyżem. Staje przed drzwiami. Glissander z Księżną biegnąszybko za drzwi i wznoszą zielonawofosforycznie błyszczącyekran (płaskie pudło papierowe z lampkami wewnątrz), i stawiają za Mistrzem, i zamykają drzwi.

FIZDEJKO

wśród ciszy

Gdzie Janulka?

GLISSANDER

Cicho! Córce kniazia jest niedobrze. Za dużo wypiła tejnocy. Trzeźwią ją panny z fraucymeru, to jest: z haremuWielkiego Mistrza. Panowie, jedyni panowie na tejziemi — a także pewno i na przyległych planetach Marsiei Wenerze — pozwólcie, że was skojarzę oficjalnie dladokonania ostatniego tworu, o pełnej wartości dawnychczynów naszych rycerzy i w ogóle wielkich ludzi. KniaźFizdejko — Wielki Mistrz Neo-Krzyżaków Reichsgraf vonund zu Berchtoldingen.

FIZDEJKO

Niech Mistrz nie myśli, że jestem snobem. W moim wiekui przy mojej wiedzy o życiu i historii...

GLISSANDER

Bez wstępów, panie Fizdejko.

FIZDEJKO

Że płatny sługus pozwolił sobie...

GLISSANDER

Do rzeczy, Gienek, do rzeczy. Mistrz nie lubi żadnychkołowań.

FIZDEJKO

A więc, kochany Mistrzu, muszę się przyznać, że nic nierozumiem. Ani co, ani po co, ani jak. Tajemnica. Jedynyniepokój, który mnie dręczy, to o Janulkę. Kocham mojącóreczkę. Wszystkie dzieci spłodzone przez rodziców w późnym wieku są takie nadzwyczajne. Prawda, panie hrabio?

MISTRZ

Muszę przyznać się kniaziowi, że córka jego podbiła mniezupełnie niesłychanym wprost wdziękiem, szczerością i inteligencją. Nad miarę mądra dziewczynka.

Fizdejko robi nieokreślony ruch.

Boi się pan, czy jej nie uwiodłem? Nie — przysięgam naten miecz. Mam w postaci mego fraucymeru prawie idealnypiorunochron czy raczej — ale mniejsza o to — dlamoich żądz, przechodzących miarę człowieka w moimwieku...

v. PLASEWITZ

Mistrzu, tu leży moja córka.

MISTRZ

Ach, przepraszam. Przyzwyczaiłem się w towarzystwieksiężnej Amalii nie krępować się niczym.

Podchodzi do Elzy i całuje ją w rękę bardzo długo; nagle:

Ale, ale, panie Fizdejko, czemu pan nie powiedział mi,że pańska żona jest Semitką?

FIZDEJKO

W trzecim pokoleniu, panie hrabio.

MISTRZ

Proszę bez tytułów. Mówmy sobie „ty” po prostu. Toułatwi sytuację. Lubię bardzo wymyślać. Otóż wracającdo rzeczy — dość tego przeklętego gadulstwa — to, żeo tym nie wiedziałem, popsuło mi masę projektów dodatkowych. Cały antysemityzm będzie musiał być puszczony w formie zamaskowanej. A zresztą Żydów nie trzeba się bać ani ich nienawidzieć, tylko zużywać ich tak, aby sami o tym nie wiedzieli, że są zużywani.

KSIĘŻNA

Trudna to sprawa, Gottfrydzie. Możesz sam być zużyty ijednocześnie przekonany, że nad sytuacją panujesz właśnie ty.

MISTRZ

Wiem sam o tym, moja Anno. Lubię się dociągać dorzeczy niewykonalnych...

FIZDEJKO

Ale Janulka, moja biedna córeczka...

MISTRZ

Wyrzyga się i przyjdzie — już powiedziałem. Serce mazdrowe. Otóż, nie mam nic przeciw temu un tout petitbrin de sang sémite. Dwie są dobre kombinacje: prusko-polska, to znaczy ja — moja matka jest z domu księżniczka Zawratyńska — i litewsko-semicka w odpowiedniejproporcji — nie mówię o Metysach.

GLISSANDER

Eeee — widzę, że panowie nie dogadacie się nigdy.Mistrzu, proszę się streszczać.

MISTRZ

A więc, Eugeniuszu, prosto z mostu: chcesz być królemczy nie? Niestety, musimy przeżyć nasze życia do końcaw formie artystycznej transformacji spółrzędnychalbo zmieszać się z motłochem. Prawda w zwykłym znaczeniu jest tu wykluczona. O ten problem rozbiły się jużwszelkie wysiłki trzysta lat temu. Ale ja — pośredniooczywiście — w formie nowych tworów psychicznych —podam całkiem inną definicję Prawdy: Niezgodnośćz rzeczywistością, a przy tym deformacjatej ostatniej. Wzajemne ustępstwa tych dwóch sferstwarzają coś, co różne jest jak związek chemiczny odswych pierwiastków, od wszystkiego, co było dotąd. Naszekoordynaty to liczby zespolone. Coś z urojenia trzebadodać — to trudno i darmo — to samo nie przyjdzie.Sam jestem bezsilny z wielu, wielu powodów. Brakmi pewnej prymitywności, która... A otóż i twoja ukochana latorośl.

Dwie panny z fraucymeru wprowadzają Janulkę, ubraną wbiałą sukienkę balową. Śnieg wali przez okno hurmami.Tumany dolatują aż do łóżka Elzy. Wicher wyje ponuro.

JANULKA

Mamo! Wódki! Zmarzłam strasznie na śniegu. Chce misię bicia w mordę, wbijania na pal — nie wiem czego.Mistrz jest księciem z bajki.

Idzie ku matce i pije z butelki, która stoi na podłodze. Fizdejko zachwycony, rozgląda się naokoło szukając uznania.

FIZDEJKO

bijąc się po lędźwiach

Moja krew! Moja krew! Jak Boga kocham. Wszyscy Fizdejkowie byli tacy.

JANULKA

Wy nie wiecie, co to za cudowny człowiek jest Mistrz.To prawdziwy rycerz dawnych czasów. Naprawdę — historia obróciła się zadem do pyska i żre swój własny... ogon.To cud prawdziwy. Mogłabym go uwieść od razu, alenie chcę. Ja jestem czysta dziewczynka, a on jest duchstraszliwy, przeglądający się we mnie jak w magicznymzwierciadle ukazującym przedmiot ze wszystkich stron.

MISTRZ

Zaiste poznałem w sobie głębie, o które wcale siebie niepodejrzewałem. Raczej koronkowe wykończenia fundamentów mojej sztucznej jaźni. Ale o tym później.

v. PLASEWITZ

Czy przemyślałeś już to do dna, panie hrabio? Nie radzę.Jestem zwolennikiem wejrzenia bezpośredniego, czystej pojęciowej bzdury.

MISTRZ

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.