drukowana A5
16.58
Westalka

Bezpłatny fragment - Westalka


Objętość:
56 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0657-3

OSOBY:

Kornelia, najstarsza z westalek

Helia, westalka

Adrya, westalka

Paulina, westalka

Pompilia, westalka

Klaudya, westalka

Gigea, stara mamka Helii

Juniusz, młody rzymianin

Edyl Sofroniusz

Waleryusz, obywatel rzymski

Arcykapłan

Prefekt Rzymu

Edylowie, liktorzy, członkowie kolegium kapłańskiego

Dzieje się w Rzymie, w I-ym wieku ery chrześcijańskiej za panowania Domicyana.

I

Świątynia Westy w Rzymie. W głębi mrok zapadającego wieczora, po środku nizki ołtarz, na którym płonie ogień, wydający z siebie wstęgę dymu. U ołtarza, w głębokiem poręczowem krześle, siedzi najstarsza z westalek, Kornelia, w białej stoli i zwojach owijającej głowę zasłony.. Przed Kornelią, w takim samym jak ona stroju, stoi Adrya.

ADRYA

Rozkazowi twojemu posłuszna, zdaję sprawę ze spostrzeżeń, które czyniłam nad Helią, odkąd wraz z tobą, pani, wróciła z wycieczki po Rzymie.

KORNELIA

Mów krótko i jasno.

ADRYA

na stronie

Gdyby głos jej mógł zmieszać się z wodą Tybru, nie potrzebowaliby rzymianie okrętami sprowadzać zapasów lodu!

głośno

Helia jest roztargnioną i smutną.

KORNELIA

Objawy? dowody?

ADRYA

Któż dokładnie opowiedzieć zdoła, jak na liściu róży przygasa blask słońca, lub jak westchnienie wiatru przelatuje w krzaku mirtowym? Ja tego nie potrafię; to wiem tylko, że dziś ani razu nie słyszałam śmiechu Helii, a gdyśmy bawiły się w ogrodzie, ona zerwała pęk fijołków, złożyła go u stóp Fortuny i zaszeptała: „Błagam cię za niego!...” Potem...

KORNELIA

z niepokojem

Za kogo? za kogo?

ADRYA

Szepnęła: za niego! Stojąc obok słyszałam; więcej nie wiem nic.

KORNELIA

Potem?

ADRYA

Wraz z towarzyszkami zasiadłyśmy do haftu frygijskiego; na złotym krokusie, który z pod rąk moich i Helii wychodził, zaświeciła kropla rosy, z jej oka spadła...

KORNELIA

Jedna tylko kropla? Szczęśliwym nazwać się może śmiertelnik, w którego płaczu przeliczyć można krople!

ADRYA

na stronie

Ona szydzi zarówno z łez, jak z uśmiechów ludzkich. Kamienna!

głośno

Tak, wspaniała Kornelio, jedna tylko kropla spadła z oka Helii, lecz rada okupiłabym ją kilku kroplami krwi swojej!

KORNELIA

Nie dziw, bo pozostałoby ci ich wiele.

ADRYA

z żywością

Nie dlatego, że pozostałoby mi ich wiele, ale że kocham Helię.

KORNELIA

Za co?

ADRYA

Za to, że jest dobrą, jak najpogodniejsze słońce i czułą, jak struna najwyborniejszej harfy.

KORNELIA

Ja to jej przyganiam. Powinna wyleczyć się z tych chorób. Ty, Adryo, kochasz Helię i temu to zapewne przypisać trzeba, że zdradzasz tajemnicę jej cichej łzy i modlitwy...

ADRYA

ze zmieszaniem

Rozkazałaś...

KORNELIA

Nie wstydź się i nawet przed sobie nie uniewinniaj. Masz naturę człowieka, nic, tylko powszechną naturę człowieka, w którym lada jaka bojaźń lub żądza igra z miłością, jak wiatr z wiotką mgłą. Mówiąc: kocham, niekiedy siebie, a zawsze innych oszukujesz.

ADRYA

smutnie

Nie próbuję, Kornelio, zanurzać się w twoje myśli, bo czuję, że ich głębia większą jest od mego wzrostu. Przyrzecz mi jednak, że z tego, co ci o Helii powiedziałam, nie wyniknie dla niej żadna boleść.

KORNELIA

wzgardliwie

Co to jest boleść i co to jest radość? Odbicie przemijających objawów świata w mętnem zwierciedle zmysłów ludzkich. Świat niepojęty, zmysły omylne; jedynym wynikiem zetknięcia się zmysłów ze światem — złudzenie. Zadawanie boleści, albo sprawianie radości oddawna bawić mię przestało. Tego tylko chcę, aby oczy Helii otworzyły się na prawdę, przed którą dotąd spuszcza powieki. Nie dziw. Prawda jest nagą, a ona młodą i rozkochaną w strojach, tak jak i wy. Lecz do was mi nic. Helię straży mojej powierzyła ta, o której niegdyś mówiłam, jak dziś ty o Helii: „kocham ją!”

ADRYA

Snać kochałaś, skoro dbasz o to, co ona straży twojej powierzyła.

KORNELIA

Przyrzekłam, dotrzymuję. Prosta prawość. Ta zaś, o której mówiłam: „kocham ją!”, umarła, a ja żyję i, na Cererę! dla przedłużenia życia, ze smutkiem często spożywani płody ziemi. Jakże pobłażliwą jest miłość, która, po zniknięciu istoty ukochanej, pozwala kochającej żyć i nawet cieszyć się darami życia! Możesz odejść, Adryo, a ostrzeż Helię, aby w dzisiejszem roztargnieniu swojem nie zapomniała, że mniej niż za połowę obrotu wodnego zegara przyjdzie na nią kolej podsycania ognia świętego.

ADRYA

z ukłonem

Niech w samotnem nad nim czuwaniu towarzyszy ci łaska Westy.

Odchodzi.

KORNELIA

sama

Ognia świętego! Ani jeden dzień nie przeminie dla ust człowieka bez kłamstwa, albo pustego dźwięku. Ten płomień posiada zupełnie taką naturę, jak ten, przy którym sporządzoną była uczta śmiesznego Trymalchiona, a ten dym różni się od innych dymów tem jedynie, że jest wonnym. Ale i wonne dymy nie wzbijają się tylko przed ołtarzami bogów. Wdzięczne ich girlandy krążą także dokoła głów, skąpanych w ohydnym pocie orgii! Obficie napełniały niegdyś złoty dom Nerona i obficie teraz w tygrysie nozdrza wciąga je Domicyan. Płatek śniegu dopóty jest doskonale czystym, dopóki nie dotknie ziemi; a serce człowieka, dopóty wierzy i czci, dopóki umysł jego ślepy. Ta nieśmiertelna wstęga rozwija się dla Westy, która podobno rozciąga opiekę nad czcią niewiast rzymskich. Kłamstwo! Gdyby cześć niewiast rzymskich posiadała w górze opiekunkę potężną i czujną, nie napełniałaby ulic Rzymu widokiem godów weselnych, w których za jedną nagą nimfą pędzą w pościgu gromady pijanych faunów. Jeżeli kiedykolwiek bóstwa czuwały nad światem, teraz pewno śpią tak głęboko, jak dusza moja, która budzi się tylko dla rozlewania goryczy na ołtarzu jedynego boga i kata ziemi — przeznaczenia. Wszystko mi obojętne; ognia, którym płonęłam, żyje tylko jedna drobna iskra: przyjaźń dla Helii. Drobna iskro, dlaczego przeżyłaś inne ? Może dlatego, że dziewczę to jest pogodną jutrzenką, na którą czasem lubi spoglądać moje nocą zmroczone oko. Może dlatego, że jest mi ona żywą pamiątku czasu, w którym mniemałam, że w niebie mieszkają bogowie, na ziemi ludzie czyści i dobrzy, a w duszy ludzkiej miłość, litość i odwaga.

Zamyśla się. Przez drzwi, otwierające się pośród kolumn, wchodzi Helia z koszem, napełnionym gałązkami mirtu, rozmarynu i jałowcu. Stanąwszy przed ołtarzem, milcząc, podsyca ogień czerpanemi z kosza ziołami poświęconemi.

KORNELIA

Miałaś, Helio, lat dziesięć, kiedy w rodzinnym grobowcu Heliuszów, obok prochów zamordowanego ojca twego, złożyłam prochy twojej matki, a ciebie, jedyne ich dziecię, tu przywiozłam. Dostąpiłaś najwyższego zaszczytu, jaki rzymiankę spotkać może: zostałaś dziewicą Westy! Dostąpiłaś najwyższego szczęścia, jakie w wieku niecnym prawą niewiastę spotkać może: zostałaś z wiekiem niecnym rozłączoną. Dlaczegoś blada, roztargniona i drzącemi rękoma poświęcone zioła, sypiesz na ołtarz bogini?

HELIA

po krótkiem wahaniu się, stawia kosz z ziołami u stóp ołtarza i przypada do kolan Kornelii

Z radości, pani! to z radości! Od radości twarz mi pobladła, ręce drżą i myśli rozlatują się jak ptaki, na świat cały śpiewając: „On wolny”! i ziemie rozkwitłą wiosennemi kwiaty, powietrze złotem słońca przesycone napełniając dwoma, temi tylko dwoma czarodziejskiemi słowy: „On wolny”! Pani, wdzięcznam ci, — jakże wdzięcznam! że uczyniłaś mię dziewicą Westy! Dziś po raz pierwszy zrozumiałam, jak niezmiernie wyniesioną jest westalka! Czuję się ciągle pod opieką tych bóstw dobrych, które goją rany, zadane przez bóstwa srogie. Ty wiesz, jak to było. Wstępowałyśmy na wzgórze Awentyńskie, gdyśmy tego młodzieńca, wiedzionego na śmierć ujrzały i usłyszały wrzaski okrutne, któremi tłumy wyrażały uciechę swoją z jego nieszczęścia czerpaną. Na ten widok zapragnęłam, aby bogowie co prędzej ukryli mię w państwie podziemnem, od tego złego, strasznego świata. Bo dumnej duszy ludzkiej wyrządzać taką obelgę, wolnej duszy zadawać taką mękę, takie młode, piękne życie przecinać, jak ponura Parka przecina swoją przędzę to przeraża i oburza, to boli, tego nie wolno... tego, o pani! zabraniać muszą bogowie, a jeżeli pozwalają — niechaj pamięć ludzka na wieki wyrzuci z siebie ich imiona! Tak myślałam, a raczej tak we mnie krzyczał ból i bunt, gdy nagle wściekły tłum, nakształt lasu, który, przed chwilą rozmiotany i huczący, pokornie giąć się, łagodnie szumieć zaczyna, przycichł, spokorniał, złagodniał, zaszemrał: „Dziewice Westy! Dziewice Westy idą, nadchodzą, zbliżają się, przez liktora poprzedzane, całe w bieli, przeczyste, świętego ognia czujne i dobre stróżki! Ku ziemi rózgi i miecze liktorów! Precz z rózgami i mieczami! Pokój, łaska, przebaczenie! Przebaczenie dla skazańca, któremu na spotkanie wyszły dziewice Westy! Niech wolny odejdzie”. Że wtedy radość mię nie zabiła, sprawiło to tylko zdziwienie, gdy w uwolnionym skazańcu poznałam przyjaciela moich lat dziecinnych, Juniusza Arulena, tego małego Juniusza, z którym w ogrodzie rodziców moich bawiłam się niegdyś w Psyche i Potwora, w Erosa i Hymen!

coraz ciszej i z coraz większem rozmarzeniem

On ręce od powrozów uwolnione ku niebu wyciągnął, długiem spojrzeniem ziemię, jak ukochaną matkę, powitał, a potem we mnie wzrok utopił, poznał mię także i rzekł: „Witam cię, Helio Flawio; bądź błogosławioną!” Powiedział: „Bądź błogosławioną!” Słyszałam dobrze. Jaką słodycz sączą z siebie dwa te słowa, te dwa małe słowa: „Bądź błogosławioną!”, nie pojmie nikt, kto ich nie słyszał. Juniuszu Arulenie, bądź błogosławionym za to, że tę słodycz poznałam przez ciebie!

Zamyśla się i z pochyloną głową i rozmarzonym uśmiechem, nieruchoma u kolan Kornelii pozostaje.

KORNELIA

do siebie

Kto lub co dopełnia względem śmiertelnych nieśmiertelnego oszustwa? Z każdym ludem, z każdem pokoleniem, z każdem małem, jednem sercem igra w początku i celu swoim niezbadane, jakieś tragiczne, wieczne to samo. Jak piłka, którą bawi się dziecię, każdy lud, każde pokolenie, każde małe, jedno serce, wzbić się musi pod niebo i upaść na ziemię, z tem większą dla siebie szkodą, im większą była wysokość, ku której się wzbiło. Mniemałam, że ją, tę niewinną, przed okrutną zabawką czegoś niewiadomego ochronię. Przez długie lata wszczepiałam w nią swoją prawdę; wystarczyło jednej minuty, aby życie zastąpiło ją swojem oszustwem. Widzę już, że chwyta ją i na igraszkę sobie zabiera wieczne to samo. Głupie, ślepe, biedne dziecko!

głośno

Za co Juniusz Arulenus powiedział ci: Bądź błogosławioną?

HELIA

budząc się z zamyślenia, z rozkoszą

Za to, pani, że uratowałam mu życie. Ty, pani, także, ale i ja... i ja...

KORNELIA

Dobrze. Lecz czyliż obie: ty i ja, uczyniłyśmy go nieśmiertelnym?

HELIA

ze zdziwieniem

Nie...

KORNELIA

Więc umrze. Trochę później, ale umrze. Jestże tak wielkiem dobrem rozstać się z życiem zamiast dziś, jutro?

HELIA

Ależ nie jutro, pani, nie jutro! On żyć będzie długo.

KORNELIA

Gdyby ludzie posiadali odrobinę rozumu, oddawna wyrzuciliby z mowy swojej wyraz: długo. Ani fale wody wiatrem chłostane, ani chmury, niesione na jego skrzydle, nie dorównywają szybkością tej, z jaką ludzie i rzeczy przemijają w przestrzeni i czasie. Przestrzeń i czas pełne są cieni tego, co było, a już nie jest. Cienie tego, co było, tworzą wojsko tak ogromne, że z przestrzeni i czasu wyłonione, zmieścićby się nie mogło na tem, co jest, tak jak legiony rzymskie zmieścić się nie mogą na twoim, Helio, paznogciu. Takie nawet dzieci, jak ty, Helio, mają już za sobą wiele swoich rzeczy przeminionych, — tylko jeszcze o to nie dbają. Czy dawno igrałaś w rodzinnym domu swoim i spoczywałaś w słodkiem objęciu matki?

HELIA

z zamyśleniem

Kiedy o tem myślę, zdaje mi się, że było to wczoraj.

KORNELIA

Jednak nie wiele brakuje, aby od czasu tego upłynęło dwa razy po pięć lat. Czy to długo?

HELIA

Kiedy o tem myślę, zdaje mi się, że od czasu tego przeżyłam jedną minutę.

KORNELIA

Gdybyś się znajdowała u kresu najdłuższego z ludzkich istnień, powiedziałabyś tak samo: przeżyłam jedną minutę. Tak samo powie Juniusz, gdy znajdzie się u kresu życia, choćby najdłuższego. Widzisz tedy sama, jak malutki odniosłaś tryumf! Nieodzownego prawa przemijania nie złamałaś; nie pokonałaś śmierci, tylko ją nad głową dziś od niej uwolnionego zawiesiłaś. Juniusz nie umarł jeszcze, ale umrzeć musi, umrzeć może dziś nawet; w tej chwili właśnie, gdy mówimy o nim, umiera...

Helia czyni ruch przerażenia, Kornelia w milczeniu patrzy na nią przez chwilę ze zmieszanym wyrazem litości i zadowolenia. Potem ze wzrastającą ironią mówi dalej

bo w życiu człowieka żadna godzina za drugą nie ręczy. Ranek, obdarzający zbawieniem, poprzedza często południe, przynoszące zgubę. Juniusza, z rana od śmierci wybawionego, spotkać może w wieczór mnóstwo przygód śmiertelnych. Jeżeli na niebie zaświecą błyskawice, upadnie może pod ich ognistym mieczem; jeżeli na Tybr wypłynie, pogrąży się może w jego nurtach; jeżeli rumaka rączego dosiędzie, może spadając z jego grzbietu, głowę roztrzaska o płytę bazaltu, o tę samą płytę, po której przed chwilą wesołą stopą bezpiecznie przebiegł zbrodniarz. Bo to zważ, to sobie zważ nadewszystko, że sprawiedliwości niema na ziemi, tak samo, jak wiecznego trwania. Cnotliwego przed śmiercią nie strzeże cnota, ani zbrodniarza w jej objęcia nie popycha zbrodnia. Życie jednego i drugiego przecina Parka ślepa, nie widząc, gdzie i kiedy trafią ostrza jej nożyc, a o to tylko dbając, aby nie opuściły żadnej nici. Widzisz więc, widzisz sama, jak malutki odniosłaś tryumf i że radość twoja jest sprawą tego czegoś niewiadomego, co dokonywa nad nami nieśmiertelnego oszustwa. Piłką jesteś, Helio, którą niewidzialna ręka podrzuciła w górę. Czy pozwolisz jej igrać z sobą, jak chłopię igra z piłką?

HELIA

przyciszonym głosem

Mówisz, pani, rzeczy, od których robi się zimno. Słowa twoje pewno prawdziwe, lecz przypomniały mi te szrony, które zeszłej zimy na Rzym spadły i tak w twarze kłuły, że ludzie od tego płakali. Chce mi się płakać. Tylko co byłam pełną radości i tryumfu, a teraz chce mi się płakać i głowę pogrążyć w piasku.

po chwili zamyślenia, podnosząc głowę

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.