drukowana A5
26.06
Wesołe kumoszki z Windsoru

Bezpłatny fragment - Wesołe kumoszki z Windsoru


Objętość:
142 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0990-1

OSOBY:

Sir John Falstaff

Fenton

Płytek (Shallow), sędzia pokoju

Chudziak (Slender), kuzyn Płytka

Ford, mieszczanin windsorski

Page, mieszczanin windsorski

Wilhelm Page, mały syn p. Page

Sir Hugo Evans, walijski pleban

Doktor Kajusz, lekarz francuski

Gospodarz oberży pod Podwiązką

Bardolf, towarzysz Falstaffa

Pistol, towarzysz Falstaffa

Nym, towarzysz Falstaffa

Robin, paź Falstaffa

Głuptas (Simple), sługa Chudziaka

Rugby, sługa Kasjusza

Pani Ford

Pani Page

Panna Anna Page, jej córka

Pani Żwawińska (Quickly), gospodyni Kajusza

Słudzy panów Page, Ford itd.

Scena w Windsorze i okolicach.

AKT PIERWSZY

SCENA I

Windsor — Przed domem pana Page, od strony ogrodu

Wchodzą: sędzia Płytek, Chudziak i Hugo Evans

PŁYTEK

Dostojny księże Hugonie, skończ przekładania, sprawa pójdzie pod sąd Izby gwiaździstej, a sir Robert Płytek, koniuszy, nie zlęknie się dwudziestu takich Falstaffów.

CHUDZIAK

W hrabstwie Gloucester sędzia pokoju i Coram.

PŁYTEK

Tak jest, kuzynie Chudziaku, i custalorum.

CHUDZIAK

A do tego Rotolorum i rodowity szlachcic, mości plebanie, który się pisze armigero na wszystkich aktach, upoważnieniach, kwitach i obligach; armigero.

PŁYTEK

Tak się piszę i tak zawsze się pisałem od lat trzechset.

CHUDZIAK

I tak się pisali wszyscy jego sukcesorowie, którzy go poprzedzili, i tak się pisać będą mieli prawo wszyscy przodkowie, co się po nim urodzą. Wszyscy mogą się pieczętować dwunastu białymi szczypami.

PŁYTEK

Herb to stary.

EVANS

Twanaście szczyp przystoi staremu herpowi. Szczypa stary to ludzki przyjaciel, a znaczy ogień i ciepło.

PŁYTEK

Szczyp jest to biała ryba, a, żeby herb był stary, musi być ryba solona.

CHUDZIAK

Czy mam prawo herb mój ćwiartkować, kuzynie?

PŁYTEK

Będziesz miał prawo, zawierając stadło.

EVANS

To prawta, że musi ćwiartkować, kto chce mieć stadło!.

PŁYTEK

Bynajmniej.

EVANS

Musi ćwiartkować, powtarzam, po jeśli weźmie jedno stadło, zostanie tylko resztka, tak mi się przynajmniej zdaje, piorąc rzeczy na mój płytki rozum, Ale dajmy temu pokój. Jeśli ci sir John Falstaff upliżył, ja, jako duchowna osopa, z radością ofiaruję wam moje pośrednictwo, aby załagodzić sprawę i skończyć interes przez kompromis.

PŁYTEK

Izba rozsądzi; to był gwałt oczywisty.

EVANS

Nie przystoi, żepy Izpa gwałtów słuchała; nie ma pojaźni pożej w gwałtach, a trzepa wam wiedzieć, że Izba wolałaby coś usłyszeć o pojaźni pożej, a nie o gwałtach; niech wam to służy za przestrogę.

PŁYTEK

Ha, na moją głowę, gdybym odmłodniał, szabla skończyłaby wszystko!

EVANS

Lepiej, żepy tę szaplę zastąpili przyjaciele i położyli koniec wszystkiemu. Ale wylągł się nowy projekt w mojej głowie, który przyta się może na co. Jest tu niejaka panna Anna Page, córka pana Jerzego Page, a piękny to kwiatek panieństwa, na uczciwość.

CHUDZIAK

Panna Anna Page, co ma ciemne włosy, a cedzi słówka, jak wielka pani?

EVANS

Ona właśnie; to mi kopieta, jakiejpyś chciał za żonę.A siedemset funtów monety i złota zapisał jej na śmiertelnem łożu dziadek (taj mu Panie ratosne zmartwychwstanie!), do których ma prawo, byle się toczekała lat siedemnastu. Zdaniem mojem pyłopy lepiej skończyć wszystkie swary, a pomyśleć o małżeństwie pana Aprahama z panną Anną Page.

PŁYTEK

Więc dziadek zostawił jej siedemset funtów?

EVANS

A ojciec zeprał dla niej więcej jeszcze grosiwa.

PŁYTEK

Znam ja tę młodą panienkę; nie zbywa jej na dobrych przymiotach.

EVANS

Sietemset funtów i speranta, tobre to przymioty.

PŁYTEK

Więc idźmy do uczciwego pana Page. Czy zastaniemy tam Falstaffa?

EVANS

Mamże ci powiedzieć kłamstwo? Gartzę kłamcą, jak gartzę fałszywym człowiekiem, jak gartzę człowiekiem, który nie mówi prawty; zastaniesz tam kawalera sir Johna. Ale proszę cię, słuchaj raty życzliwych ci ludzi. Zastukam we trzwi pana Page stuka. Hola! Pokój temu tomowi. Wchodzi Page.

PAGE

Kto tam?

EVANS

Płogosławieństwo poże i twój przyjaciel, i pan sętzia Płytek, i młoty pan Chutziak, który kto wie, może ci inną zaśpiewa piosneczkę, jeśli rzeczy po twojej pójtą myśli.

PAGE

Cieszę się, mości panowie, że was widzę przy dobrym zdrowiu; a wam, panie Płytku, dziękuję za zwierzynę.

PŁYTEK

Panie Page, rad cię widzę. Niech wam to będzie na zdrowie. Pragnąłbym, żeby lepsza była zwierzyna, bo źle była zabita. A jakże zdrowie dobrej pani Page? Kocham was zawsze z całego serca, na uczciwość, z całego serca.

PAGE

Dziękuję wam, panie sędzio.

PŁYTEK

To mnie raczej dziękować należy; więc krótko a węzłowato, najpiękniej dziękuję.

PAGE

Cieszę się, że cię widzę, dobry panie Chudziaku.

CHUDZIAK

A jak się ma twój płowy chart, panie Page? Słyszałem, że na wyścigach w Cotsall mydło woził.

PAGE

Rzecz nie była rozstrzygnięta.

CHUDZIAK

Nie chcesz się tylko przyznać, nie chcesz się przyznać!

PŁYTEK

Bardzo wierzę. To wasza wina, wasza wina, bo to pies doskonały.

PAGE

Powiedz raczej, że to kundel.

PŁYTEK

A ja utrzymuję, że to pies doskonały, że to pies piękny. Czy można powiedzieć więcej, jak że doskonały i piękny? Czy sir John Falstaff jest w waszym domu?

PAGE

Jest w naszym domu, a pragnąłbym waszym być pośrednikiem.

EVANS

Oto mi słowa, jakie chrześcijaninowi przystoją.

PŁYTEK

Pokrzywdził mnie, panie Page.

PAGE

Sam się po części do winy przyznaje.

PŁYTEK

Przyznać się nie znaczy naprawić, czy nieprawda, panie Page? Pokrzywdził mnie, na uczciwość, pokrzywdził mnie; Robert Płytek, armigero, powiada, że był pokrzywdzony.

PAGE

Właśnie sir John nadchodzi.

Wchodzą: Falstaff, Bardolf, Nym i Pistol

FALSTAFF

Więc to rzecz zdecydowana, mości Płytku, że zanosisz na mnie skargę przed króla jegomości?

PŁYTEK

Panie kawalerze, zbiłeś moich ludzi, wystrzelałeś moją zwierzynę, wyłamałeś mój zwierzyniec.

FALSTAFF

Ale nie wycałowałem córki twojego gajowego.

PŁYTEK

Wolne żarty. Odpowiesz za to, kawalerze.

FALSTAFF

Odpowiem natychmiast i bez ogródki: wszystko to prawda. Spodziewam się, że jasna odpowiedź.

PŁYTEK

Rozpozna to Izba.

FALSTAFF

Zrobiłbyś lepiej, panie Płytku, gdybyś siedział cicho w własnej izbie, bo tylko na śmiech się wystawisz.

EVANS

Pauca verba, sir Johnie, topre słowa!

FALSTAFF

Ja mu dałem coś lepszego jak dobre słowa, bo dobry uczynek. Mości Chudziaku, rozpłatałem ci czaszkę, co masz jeszcze do mnie?

CHUDZIAK

Bądź spokojny, mości panie, mam w tej czaszce dosyć rzeczy przeciw tobie, mam też i przeciw twoim trzem urwizom rzezimieszkom, których nazwiska Bardolf, Nym i Pistol. Wciągnęli mnie do szynkowni, upoili, a potem do grosza okradli.

BARDOLF

A ty banburski serze!

CHUDZIAK

Mniejsza o to.

PISTOL

Co śmiesz utrzymywać, Mefostofilu?

CHUDZIAK

Mniejsza, mniejsza o to.

NYM

Porąbać go! Pauca, pauca! Porąbać, to moja reguła.

CHUDZIAK

Gdzie Głuptas, mój sługa? Czy nie wiesz, kuzynie?

EVANS

Cicho, panowie! Partzo proszę. Czas już porozumieć się. Trzech jest, jak rozumiem, polupownych sętziów w tej sprawie; to jest pan Page, vitelicet pan Page;po wtóre ja, vitelicet ja; a trzecim sętzią, ostatecznie i na koniec, jest pan gospotarz operży pod Potwiązką.

PAGE

My trzej mamy ich wysłuchać i sprawę zakończyć.

EVANS

Pardzo toprze; wciągnę treść całej sprawy do mojego pugilaresu, a roztrząśniemy ją potem z największą jak pędzie można tyskrecyą.

FALSTAFF

Pistol!

PISTOL

Słucha uszyma.

EVANS

Do kroćset peczek! Co to za wysłowienie: słucha uszyma, co za afektacja!

FALSTAFF

Pistol, czy zwędziłeś sakiewkę pana Chudziaka?

CHUDZIAK

Na te rękawiczki, zwędził; a jeśli kłamię, bodaj moja noga nie postała więcej w mojej wielkiej sali! Zwędził mi trzy złote groszy, trzy w samych dziesiątakach i dwa edwardowskie talary, które płaciłem pięć złotych groszy dziesięć sztuka u Jeda Millera, na te rękawiczki!

FALSTAFF

Pistol, czy to prawda? Czy to bezwarunkowa prawda?

EVANS

Tylko warunkowa tam prawta, gdzie idzie o zwarowanie.

PISTOL

Milcz, ty góralu! — By mu kłamstwa dowieść,

Płaską tę klingę wyzywam na rękę,

bo jak pies szczeka; w oczy mu powiadam:

Bezczelnie kłamiesz, na muł i na pianę!

CHUDZIAK

Jeśli nie on, to ten mnie okradł, na moje rękawiczki!

NYM

Uważaj, co mówisz, mości panie, a wiwat dobry humor! Nie przepuszczam takich przypuszczań! To moja odpowiedź.

CHUDZIAK

Więc na mój kapelusz, ten jegomość z czerwoną gębą ma moją sakiewkę; bo choć nie mogę sobie przypomnieć, co robiłem, gdyście mnie spoili, nie jestem jeszcze jednak zupełnym osłem.

FALSTAFF

Co mówisz na to, Janie Szkarłacie?

BARDOLF

Mówię, że ten jegomość sam zapił swoje pięć zamysłów.

EVANS

Chcesz powietzieć: swoje pięć zmysłów; o zgroza, co za nieuctwo!

BARDOLF

A gdy raz sobie w czub nalał, plótł, jakby się wyrwał od czubków i bredził jakby w delirium.

CHUDZIAK

He, teraz sobie przypominam, że i wtedy także mówił po łacinie. Ale mniejsza o to; odtąd, póki życia, nie upiję się, chyba w towarzystwie uczciwych, grzecznych i bogobojnych ludzi; nauczył mnie rozumu wasz figiel. Jeśli sobie zaleję kiedy głowę, to zaleję z ludźmi, u których jest jeszcze bojaźń boża, a nie z pijanym hultajstwem.

EVANS

To mi się nazywa uczciwe postanowienie, sątź mnie, Poże.

FALSTAFF

Słyszycie panowie, że przeczą wszystkiemu, słyszycie.

Wchodzi: panna Anna Page, z winem, za nią pani Ford i pani Page

PAGE

Nie, córko, wróć z winem do domu, tam wychylimy szklenicę.

wychodzi Anna Page

CHUDZIAK

O nieba! To panna Anna Page.

PAGE

Jakże zdrowie, pani Ford?

FALSTAFF

Pani Page, na honor, przychodzisz w porę. Z przeproszeniem całuje ją.

PAGE

Żono, pozdrów tych panów. Proszę z sobą; mamy dziś na obiad pasztet ze zwierzyny, prosto z pieca.Proszę z sobą, panowie, a mam nadzieję, że utopimy wszystkie urazy.

Wychodzą wszyscy prócz Chudziaka, Płytka i Evansa

CHUDZIAK

Wolałbym teraz mieć pod ręką mój Zbiór Pieśni i Sonetów niż czterdzieści złotych w kieszeni. Wchodzi GłuptasGdzież to bywałeś, Głuptasie? Jak to, więc mam sobie sam służyć? Hę? Czy masz przy sobie Wybór Zagadek? Hę?

GŁUPTAS

Wybór Zagadek? Alboż go pan nie pożyczyłeś Halce Pierożek, w ostatni dzień Wszystkich Świętych, na tydzień przed Świętym Michałem?

PŁYTEK

Śmiało, kuzynie! Śmiało, kuzynie! Czekamy na ciebie.Jeszcze słowo, kuzynie. Uważaj, kuzynie, jest już, że tak powiem, deklaracja, pewien rodzaj deklaracji, zrobiony z daleka jeszcze przez dostojnego księdza Hugona. Czy mnie rozumiesz?

CHUDZIAK

Doskonale. Bądź spokojny, kuzynie; zobaczysz, że się poprowadzę roztropnie. Jeśli już na to mi przyszło, zrobię, co nakazuje roztropność.

PŁYTEK

Aleć zrozum mnie na koniec.

CHUDZIAK

Rozumiem cię bardzo dobrze, kuzynie.

EVANS

Słuchaj jego raty, panie Chutziaku. Tam ci opis całej sprawy, jeśli masz po temu serce.

CHUDZIAK

Zrobię wszystko, co radzi kuzyn Płytek. Przebacz, proszę, dostojny plebanie; to sędzia pokoju w swoim obwodzie, choć ze mnie prosty tylko człowiek.

EVANS

Ale tu nie o to rzecz itzie: tu itzie o małżeństwo.

PŁYTEK

Tu cały sęk, miły kuzynie!

EVANS

Tak jest, tu sęk, tu itzie o Pannę Annę Page.

CHUDZIAK

Jeśli o to idzie, wezmę ją za żonę, byle rozsądne były warunki.

EVANS

Ale czy masz to niej jakie czułe afekta? Niech się towiemy z twoich ust lup twoich warg, po, jak niektórzy filozofowie utrzymują, wargi stanowią część ust, więc powietz topitnie, czy czujesz jaki pociąg do tziewczyny?

PŁYTEK

Kuzynie Abrahamie Chudziaku, czy możesz ją kochać?

CHUDZIAK

Spodziewam się, panie, że zrobię, co przystoi człowiekowi, chętnemu iść za radą rozumu.

EVANS

Przez Poga i Wszystkich Świętych, tłumacz się jasno: czy masz ku niej jaką przychylność?

PŁYTEK

Tak jest, musisz powiedzieć nam wyraźnie, czy chcesz wziąć ją za żonę z dobrym posagiem?

CHUDZIAK

Gotów jestem do większej ofiary na twoje żądanie, kuzynie, do daleko większej.

PŁYTEK

Aleć zechciej mnie zrozumieć, zechciej zrozumieć, kochany kuzynie! Wszystko, co teraz robię, robię dla twojego szczęścia. Czy możesz ją kochać, tę dziewczynę?

CHUDZIAK

Wezmę ją za żonę na twoje żądanie, a jeśli nie ma wielkiej miłości w początku, niebo może ją odmnożyć przy lepszej znajomości, gdy raz pobrani będziemy mieli więcej okazji do poznania się. Spodziewam się, że z poufałością rozwinie się sentyment.Ale skoro ty mówisz: weź ją, wezmę ją; to moja niezmienna, wolna rewolucja.

EVANS

Pardzo tyskretna otpowietź. Jest tylko mała omyłka w wyrazie rewolucja; właściwy wyraz, wetle naszego rozumienia, jest rezolucja; ale intencja pyła topra.

PŁYTEK

I ja myślę, że intencja mojego kuzyna była dobra.

CHUDZIAK

Zaręczam, a niech mnie powieszą, jeśli kłamię, na uczciwość.

Wchodzi Anna Page

PŁYTEK

Ale jak widzę, zbliża się panna Anna. — Chciałbym odmłodnieć dla twojej miłości, panno Anno!

ANNA

Obiad na stole; ojciec mój czeka na wasze zacne towarzystwo.

PŁYTEK

Śpieszę do niego, śpieszę, piękna panno Anno!

EVANS

Tam to kata! Nie chciałpym chypić penetykcji.

Wychodzą Płytek i Hugo Evans

ANNA

Czy raczysz wejść i ty także, szanowny panie?

CHUDZIAK

Nie, pani, dziękuję, na honor, z całego serca. Bardzo mi tu dobrze.

ANNA

Obiad czeka na was od dawna gotowy.

CHUDZIAK

Nie jestem głodny, dziękuję, na honor. Ruszaj, pachołku, a choć jesteś moim sługą, idź służyć mojemu kuzynowi Płytkowi. (Wychodzi Głuptas) Nawet sędzia pokoju może czasem potrzebować usługi pachołków swojego przyjaciela. Jak na teraz, mam trzech ludzi i jednego chłopaka, póki nie umrze moja matka. Ale mniejsza o to, żyję tymczasem jak biedny urodzony szlachcic.

ANNA

Nie mogę wrócić bez ciebie, szanowny panie, bo nie siądą do stołu, póki nie przyjdziesz.

CHUDZIAK

Na uczciwość, nic do ust nie wezmę; ale dziękuję ci, panienko, jakbym doskonale obiadował.

ANNA

Ale bardzo proszę, panie, wejdź do domu.

CHUDZIAK

Wolę tu się przechadzać. Dziękuję. Otarłem sobie goleń, dni temu kilka, bijąc się na szablę i sztylet z fechmistrzem. Szło za trzy trafienia o półmisek gotowanych śliwek, i na honor, od tego czasu nie mogę znieść zapachu gorącej potrawy. Ale czemu wasze psy tak szczekają? Czy są w mieście niedźwiedzie?

ANNA

Zdaje mi się, że są; słyszałam przynajmniej, jak o nich mówiono.

CHUDZIAK

Zapamiętale lubię hece, choć nie ma na nich gorętszego ode mnie człowieka w całej Anglii; o lada nic gotów jestem szukać kłótni. Czy nieprawda, panno Anno, że strach cię bierze na widok puszczonego niedźwiedzia?

ANNA

Prawda.

CHUDZIAK

A dla mnie jest to jadło i napitek. Dwadzieścia razy widziałem puszczonego Sackersona, chwyciłem go za łańcuch, ale możesz mi wierzyć, że kobiety wrzeszczały wniebogłosy na ten widok. Ciężko by mi było przestrach ich opisać, bo kobiety, trzeba wyznać, nie mogą znieść widoku niedźwiedzia; brzydka to i dzika bestia.

Wchodzi Page

PAGE

Przybywaj, panie Chudziaku, przybywaj! Na ciebie tylko czekamy.

CHUDZIAK

Nic do ust nie wezmę; dziękuję.

PAGE

Terefere! Nie ma tu wyboru, musisz iść z nami.

CHUDZIAK

Więc proszę, pokaż mi drogę.

PAGE

Idźmy!

CHUDZIAK

Panno Anno! Tobie się należy pierwszeństwo.

ANNA

O nie, nie, panie, bądź naszym przewodnikiem.

CHUDZIAK

Na uczciwość, nie wejdę pierwszy, na uczciwość, nie, nie wejdę. Nie chcę ci robić tej krzywdy, panno Anno!

ANNA

Ale proszę.

CHUDZIAK

Wolę być niegrzecznym, niż nudnym. Sama się krzywdzisz, panno Anno! I na tym koniec, tak.

Wychodzą

SCENA II

Przed domem pana Page

Wchodzą: sir Hugo Evans, Głuptas

EVANS

Ruszaj, a pytaj o trogę to tomu toktora Kajusza.Mieszka tam niejaka pani Żwawińska, która jest nipy jego mamką, alpo jego niańką, alpo jego kucharką, alpo jego praczką, alpo jego szwaczką.

GŁUPTAS

Dobrze, panie.

EVANS

Słuchaj tylko, a powiem ci coś lepszego. Ottaj jej ten list, po to jest kopieta serteczna przyjaciołka panny Anny, a list ten ją prosi, żepy poparła intencje twojego pana do panny Anny Page. Więc proszę, śpiesz się, a ja tymczasem idę skończyć mój opiat, po przyjtą jeszcze pórsztówki i ser.

Wychodzą

SCENA III

Izba w oberży pod Podwiązką

Wchodzą: Falstaff, Gospodarz, Bardolf, Nym, Pistol i Robin

FALSTAFF

Panie gospodarzu Podwiązki!

GOSPODARZ

Co mówi dzielny mój zuchter? Wytłumacz się uczenie a mądrze.

FALSTAFF

Naprawdę, panie gospodarzu! Muszę odprawić część moich ludzi.

GOSPODARZ

Odgoń, junaku, Herkulesie, degraduj! Niech idą w świat, der, der!

FALSTAFF

Siedzę tu gospodą za dziesięć funtów na tydzień.

GOSPODARZ

Drugi z ciebie cesarz, Cezar, Kajzer i Fizar. Biorę na mój rachunek Bardolfa; będzie mi beczki odszpuntowywał i ściągał butelki. Czy zgoda junaku, Herkulesie?

FALSTAFF

Zrób tak, dobry panie gospodarzu!

GOSPODARZ

Powiedziałem; niech idzie za mną. Zobaczę, czy będziesz w stanie zarobić na kawałek chleba, szumując. Słowny ze mnie człowiek. Idź za mną. (Wychodzi)

FALSTAFF

Idź za nim, Bardolfie. Piwniczy! Dobre to rzemiosło.Ze starego płaszcza można wykroić nową kurtkę, a z wywiędłego sługi świeżego piwniczego. Idź za nim i bądź zdrów!

BARDOLF

Jest to rzemiosło, za którym od dawna wzdychałem.Urosnę! (Wychodzi)

PISTOL

Plugawe cygańskie plemię! I ty chcesz czopem obracać?

NYM

Po pijanemu był poczęty; czy koncept niedobry?Nie ma w jego duszy nic heroicznego, i na tym koniec.

FALSTAFF

Rad jestem, żem się na koniec żagwi tej pozbył. Kradzieże jego zbyt były jawne; jego wędzenie było jak śpiewak niećwiczony — nie trzymało miary.

NYM

To mi talent — kraść w krótkich pauzach.

PISTOL

Mądrzy ludzie nazywają to subtylizowaniem. Kraść!Fe, figa za takie wyrażenie!

FALSTAFF

Nie chcę dłużej taić wam prawdy, panowie: już prawie świecę piętami.

PISTOL

Przygotuj się więc na odmrożenie.

FALSTAFF

Nie ma lekarstwa; czas zacząć tumanić, muszę kierować się przemysłem.

PISTOL

Młode kurczęta muszą mieć strawę.

FALSTAFF

Czy zna który z was Forda, tutejszego mieszczanina?

PISTOL

Znam tego jegomościa, pięknej to człowiek substancji.

FALSTAFF

Uczciwe moje chłopaki, powiem wam teraz, co u mnie za pasem —

PISTOL

Dwa sążnie obwodu i coś w przysypku.

FALSTAFF

Schowaj żarty na później, Pistolecie! Prawda, że mam w pasie coś około dwóch sążni; lecz nie o pasie teraz myślę, ale o zapasie. Krótko węzłowato, zamierzam stroić koperczaki do żony Forda. Czuję nosem zwierzynę. Jej słowa, jej uśmiechy, jej zalotne spojrzenia, wszystko daje mi zachętę. Mogę jasno tłumaczyć całe znaczenie poufałego jej stylu, a najsurowsze słowo jej postępowania znaczy dobrą angielszczyzną: jestem sir Johna Falstaffa.

PISTOL

Studerował, widzę, jej chęci i przetłumaczył je z języka uczciwości na angielski.

NYM

Głęboko zarzucił kotwicę. Jak wam się zdaje ten humor?

FALSTAFF

Otóż, jak powiadają ludzie, rozrządza ona po swojej woli workiem swojego męża, a w tym worku siedzą pułki aniołów.

PISTOL

Przywołaj więc na pomoc równą liczbę diabłów i ruszaj do szturmu, to moja rada.

NYM

Humor rośnie; doskonale; shumoruj mi tych aniołów.

FALSTAFF

Napisałem tu sobie list do niej, a ten list drugi do żony pana Page, która także strzelała do mnie oczyma, chwila temu, i doświadczonym wzrokiem badała moje doskonałości. Promień jej źrenicy to ślizgał się po moich nogach, to krążył po moim majestatycznym brzuchu.

PISTOL

To więc słońce świeciło na kupie gnoju.

NYM

Dziękuję ci za ten humor.

FALSTAFF

O, błąkała się po mojej osobie tak łakomym spojrzeniem, że chętka jej oka zdawała mi się dopiekać jak szkło palące. Oto jest drugi list, do niej wystosowany.I ona też nosi sakiewkę; to druga Gujana — samo złoto i dostatek. Będę obu zwodnikiem, a one obie będą mi płatnikiem, moimi Wschodnimi i Zachodnimi Indiami, będę z obydwiema handlował. Idź więc i ponieś ten list do pani Page, a ty ponieś ten do pani Ford.Odrosną nam pióra, chłopaki, odrosną nam pióra!

PISTOL

Z szablą przy boku mam twym być Pandarem?Nigdy! Niech wprzódy diabli wszystko wezmą!

NYM

Nie chcę być winnym podłego humoru; trzymaj sobie twój list humorystyczny, bo ja chcę żyć, jak szlachcicowi przystoi.

FALSTAFF

do Robina

Więc ty, pachołku, nieś list ten co żywo,

Bądź łódką moją do złotych wybrzeży.

— Precz stąd, kapcany! Precz! Jak grad się stopcie!

Więc nogi za pas, szukajcie kwatery!

Choć ciężkie czasy, Falstaff nie utonie

I jeszcze z paziem swym na wierzch wypłynie.

Wychodzą: Falstaff i Robin

PISTOL

Niech sępy twymi karmią się flakami!

Jeszcze mi moje pozostały kostki,

Jeszcze oskubię biednych i bogatych.

Wprzód ty, frygijski Turku, umrzesz z głodu,

Nim mej kieszeni na tynfach zabraknie.

NYM

Mam ja tu planik, który zemstą pachnie.

PISTOL

Chcesz się zemścić?

NYM

Na niebo i gwiazdy!

PISTOL

Sprytem czy stalą?

NYM

Obydwoma humorami: uwiadomię Forda o humorze tej miłości.

PISTOL

A ja drugiemu wydam tajemnicę,

Powiem, jak Falstaff, to fałszywe błoto,

Chce jego białą uwieść gołębicę,

Splamić mu łoże i wykraść mu złoto.

NYM

Mój humor nie ostygnie. Podbudzę Forda, żeby się wziął do trucizny; nabawię go żółtaczki, bo gniew mój niebezpieczny: to mój prawdziwy humor.

PISTOL

Czysty z ciebie Mars malkontentów: rachuj na moją pomoc, marsz!

Wychodzą

SCENA IV

Pokój w domu doktora Kajusza.

Wchodzą: pani Żwawińska, Głuptas i Rugby

ŻWAWIŃSKA

Słuchaj, Janku Rugby, proszę cię, idź, wyjrzyj oknem i zobacz, czy nie ujrzysz wracającego mego pana, pana doktora Kajusza, bo na uczciwość, gdyby wrócił, a znalazł kogo w domu, narobiłby harmideru i na straszną wystawił próbę bożą cierpliwość i królewską angielszczyznę.

RUGBY

Stanę na czatach wychodzi.

ŻWAWIŃSKA

Idź więc, Janku, a za to dziś wieczór napijemy się krupniku, kiedy ogień ziemnego węgla zacznie gasnąć.Uczciwy to i pełny dobrych chęci pachołek, sługa, jakiego życzę każdemu domowi, a do tego, możesz mi wierzyć, nie plotka i nie hałaburda. To najgorsza jego wada, że za długo odmawia modlitwy; to jego słaba strona; ale cóż robić, każdy ma swoje wady;dajmy temu pokój. Więc, jak powiadasz, imię twoje Piotr Głuptas?

GŁUPTAS

W braku lepszego.

ŻWAWIŃSKA

A pan Chudziak twoim jest panem?

GŁUPTAS

Wyznaję.

ŻWAWIŃSKA

Czy nie nosi on wielkiej, okrągłej brody, jak rękawicznika nożyce?

GŁUPTAS

Nie, na uczciwość; on ma malutką twarzyczkę, z małą żółtą bródką, bródką kainowego koloru.

ŻWAWIŃSKA

Łagodnego charakteru człowiek, czy nieprawda?

GŁUPTAS

O, co to, to prawda. Ale mimo tego ma on pięść tak twardą, jak ktokolwiek, co by mu śmiał spojrzeć w oczy; bił się niedawno z gajowym.

ŻWAWIŃSKA

Co powiadasz? O, przypominam sobie teraz doskonale. Czy nie trzyma głowy do góry, że tak powiem, a chodząc, czy się nie puszy?

GŁUPTAS

I bardzo.

ŻWAWIŃSKA

Niechże niebo gorszej nie spuści fortuny na pannę Annę! Powiedz księdzu plebanowi, że zrobię, co będzie można dla twojego pana. Anusia dobra to dziewczyna i pragnę — wchodzi Rugby

RUGBY

Umykaj! Pan mój idzie.

ŻWAWIŃSKA

Toż da się nam wszystkim we znaki! Dalej! Co żywo, młodzieniaszku, schowaj się do tej komory. Zamyka Głuptasa w komorze Nie długo tu zabawi. — Hej tam, Janku Rugby! Janku! Czy słyszysz? Ruszaj, Janku, wywiedz się o twoim panu; boję się, żeby mu się co nie przytrafiło, że dotąd nie wrócił jeszcze do domu śpiewa. Tra, la, la! Wchodzi doktor Kajusz

KAJUSZ

Co to szpiewalem za trele? Ja nie lubial takie rozpusty. Proszę, poszukaj w moja komora un boitier vert, pudelko, zielony pudelko. Czy rozumial, co ja mówil? zielony pudelko.

ŻWAWIŃSKA

Rozumiem bardzo dobrze; zaraz je przyniosę. Na stronieDzięki Bogu, że sam szukać go nie poszedł, bo gdyby tam znalazł młodego pachołka, wściekłby się od złości. Wychodzi

KAJUSZ

Fe, fe, fe, fe! Ma foi, il fait fort chaud. Je m'en vais à la cour, la grande affaire.

ŻWAWIŃSKA

(Wraca z pudełkiem) Czy to, panie?

KAJUSZ

Oui, mette le au mon kieszonka; dépêche, żwawo! A gdzie ten hultaj Rugby?

ŻWAWIŃSKA

Hej, Janku Rugby! Janku!

RUGBY

Jestem, panie.

KAJUSZ

Ty, Janek Rugby, lub Gawel Rugby, ruszaj, weź twego miecza i maszerowal za mój pięta na zamek.

RUGBY

Szabla moja czeka gotowa w sieni.

KAJUSZ

Na honor, za dlugo bawię. Tam do kata! Qu' ai-je oublié? Są tam pewne ziółka w mój komora, którychbym nie chcial zapomnial za cały globus ziemski.

ŻWAWIŃSKA

O, Boże! Znajdzie tam młodego pachołka i wścieknie się.

KAJUSZ

O, diable, diable! Co tam siedzi w mój komora? Rozbój! Larron! Wyciąga z komory Głuptasa Rugby, mój szpada!

ŻWAWIŃSKA

Uspokój się, dobry panie.

KAJUSZ

Na co mam uspokój się?

ŻWAWIŃSKA

To młody, uczciwy pachołek.

KAJUSZ

Co mial do roboty uczciwy pacholek w mój komora?Uczciwy pacholek nie wlazilbym w mój komora.

ŻWAWIŃSKA

Proszę cię, panie, nie bądź tak flegmatyczny; powiem ci szczerą prawdę; pachołek ten przyszedł do mnie w posły od księdza plebana Hugona.

KAJUSZ

Bon.

GŁUPTAS

To prawda, panie, z prośbą —

ŻWAWIŃSKA

Cicho! Proszę cię, cicho!

KAJUSZ

Cicho z twego języka! A ty opowiadaj twój historia.

GŁUPTAS

Z prośbą do tej uczciwej szlachcianki, a twojej, panie, gospodyni, żeby powiedziała dobre słowo pannie Annie Page za moim panem w interesie małżeństwa.

ŻWAWIŃSKA

I na tym koniec, Bóg świadkiem, no! Ale nie wścibię palca w ogień, gdzie nie potrzeba.

KAJUSZ

Ksiądz pleban Hugo cię poslalem? Rugby, baillez moi papieru. Zaczekaj tu kwilka (pisze).

ŻWAWIŃSKA

Cieszę się, że tak jest spokojny, bo gdyby się wedle zwyczaju w gniewie zaciekł, tożbyś się nasłuchał krzyków i melancholii! Mimo tego jednak, człowieku, zrobię, co będę mogła, w interesie twojego pana; ale żeby ci wszystko powiedzieć, ten francuski pan mój — mogę go nazywać moim panem, bo widzisz, jestem jego gospodynią, piorę, prasuję, warzę, piekę, szoruję, przyrządzam jadło i napitek, ścielę łóżka, a wszystko sama.

GŁUPTAS

Wielki to ciężar na dwie ręce.

ŻWAWIŃSKA

Poznałeś się na tym? Przyznać musisz, że wielki to ciężar być wcześnie na nogach, a kłaść się późno.Mimo tego jednak, powiem ci pod sekretem, bo nie chciałabym, żeby o tym ludzie paplali, pan mój jest sam zakochany w pannie Annie; mimo tego jednak, znam myśli Anusi, nie będzie z tej mąki chleba.

KAJUSZ

Ty dureń, oddalem list ten ksiądz Hugo. Morbleu, to kartel. Zakole go w parku. Nauczyłem tego parszywy kleka mieszać się w nie swoje sprawy. Marsz! Nie zdrowy dla ciebie dlużej tu kwaterować. Parbleu, utnę mu wszystkie jego dwa uszy, że będzie szelma.

Wychodzi Głuptas

ŻWAWIŃSKA

Ach, dobry panie, on się tylko wstawia za przyjacielem.

KAJUSZ

To nic nie znaczylo: czy nie powiedzialeś, że dostałem pannę Annę dla siebie? Na honor, zakolę tego Gawel kleka; już nominowalem gospodarza de la Jarretière, żeby nasze szpada wymierzyl. Na honor, kcialem sam wziąć pannę Annę Page.

ŻWAWIŃSKA

Dziewczyna szaleje za tobą, dobry panie, i wszystko pójdzie jak po mydle. Trudno przeszkodzić ludziom, żeby nie paplali; tak zawsze bywało i tak będzie.

KAJUSZ

Rugby, marsz za mną do dwora. Morbleu, jak nie mam Anusia Page, to twój glowa przez okno wyrzucę. Marsz za moja pięta, Rugby.

Wychodzą: Kajusz i Rugby

ŻWAWIŃSKA

Będziesz miał twoją własną oślą głowę, a nie Anusię.Wiem ja, co myśli o tobie Anusia. Nie ma kobiety w Windsor, która by lepiej znała jej myśli, która by u niej więcej mogła ode mnie, dzięki Bogu.

FENTON

Za sceną

Czy jest tam kto? Hola!

ŻWAWIŃSKA

Kto tam woła? Zbliż się do domu, mój panie, bardzo proszę.

Wchodzi Fenton

FENTON

Co tam nowego, dobra kobieto? Jakże zdrowie?

ŻWAWIŃSKA

Tym lepiej, że tak dostojny pan pytać się o nie raczy.

FENTON

Jakie masz dla mnie nowiny? Jak się ma piękna panna Anna?

ŻWAWIŃSKA

O, nie ma co mówić, piękna to panna, i uczciwa, i słodka, a do tego twoja przyjaciółka, mój panie, mogę ci to powiedzieć mimochodem, za co dziękuję panu Bogu.

FENTON

Czy się to przyda na co? Jak myślisz? Czy nie próżne moje zaloty?

ŻWAWIŃSKA

Prawda panie, że wszystko jest w ręku tego, który mieszka tam w górze; lecz mimo tego, panie Fenton, gotowam przysiąc na Biblię, że cię kocha. Czy nie masz, panie, brodawki nad okiem?

FENTON

Mam, i cóż stąd?

ŻWAWIŃSKA

O, długa o tym historia. Oj, prawda, że to niewinne stworzenie jak dziecko w pieluchach, ale uczciwsza od niej nigdy nie łamała chleba. Miałyśmy co gadać przez całą godzinę o tej brodawce. Nigdy się tak nie uśmieję, jak w towarzystwie tej dziewczyny; tylko muszę wyznać, że zbyt sobie upodobała w alikolii i dumaniu. Lecz co do ciebie, panie Fenton, oj, to nie żarty!

FENTON

Dobrze, będę się z nią dziś widział. Weź to dla siebie; nie omieszkaj mówić w moim interesie, jeśli ją zobaczysz przede mną; poleć mnie jej przyjaźni.

ŻWAWIŃSKA

Może nie polecę? Oj, że polecę, to polecę! A co do brodawki opowiem panu więcej przy pierwszym widzeniu; powiem też i o innych gachach.

FENTON

Więc dobrze; a teraz bądź zdrowa, bo mam pilne i ważne interesa. (Wychodzi)

ŻWAWIŃSKA

Bądź zdrów, dobry panie! — Na uczciwość, uczciwy to szlachcic; szkoda tylko, że go nie kocha Anusia, bo znam tak dobrze myśli Anusi, jak kto inny. A tam do kata! Co ja zapomniałam! Wychodzi

AKT DRUGI

SCENA I

Przed domem pana Page

Wchodzi pani Page z listem w ręce

PANI PAGE

Co? Ja, com uniknęła miłosnych listów w świątkach mojej piękności, mam teraz być ich przedmiotem?

Czyta

„Nie pytaj mnie o rozumne powody, dla których cię kocham, bo choć miłość bierze czasami rozum za swojego tłumacza, nie bierze go nigdy za swojego radcę. Nie jesteś młoda, i ja też nie dzisiejszy; z tej więc strony jest między nami sympatia.Jesteś wesoła, ja też nie płaksa; Ha! ha! tym przeto więcej jeszcze między nami sympatii. Lubisz wino, ja go też za kołnierz nie wylewam; mogłażbyś pragnąć więcej sympatii? Niech więc to wystarczy, pani Page, (jeśli miłość żołnierza może wystarczyć) aby ci wytłumaczyć, dlaczego cię kocham. Nie powiem: lituj się nade mną, bo to nie żołnierskie wyrażenie, ale powiem: kochaj mnie.

Czy noc, czy dzień biały,

Zimno, czy upały,

  Gotów dla twej chwały

  Poświęcić się cały

  Na dzidy i strzały

John Falstaff”

A cóż to za Herod żydowski? O grzeszny, grzeszny świecie! Człowiek prawie na kawałki poszarpany wiekiem chce uchodzić za młodego galanta! Jakież u diabła nierozważne słowo ten flamandzki pijak w mojej rozmowie ułowił, aby śmiał atakować mnie w ten sposób? Toć on nie znajdował się trzy razy w moim towarzystwie! Co ja mogłam mu powiedzieć?Nie byłam przecie podówczas szczodrą w śmiechu;odpuść mi, panie Boże! Wniosę prawo do parlamentu o wytępienie tłustych ludzi. Jak mam się pomścić na nim? Bo pomścić się muszę tak niewątpliwie, jak niewątpliwie brzuch jego ulepiony z puddingu.

Wchodzi pani Ford

PANI FORD

Pani Page, daję słowo, że szłam do ciebie.

PANI PAGE

A ja do ciebie, na uczciwość. Ale coś źle mi dziś wyglądasz.

PANI FORD

Nie, nie mogę temu wierzyć, bo mam dowody, że tak nie jest.

PANI PAGE

A jednak zdaje mi się, że źle wyglądasz.

PANI FORD

Niechże i tak będzie, choć, powtarzam, mogłabym dać dowody, że nie wszyscy tak o mnie myślą. O, pani Page, daj mi proszę dobrą radę!

PANI PAGE

O co tu chodzi, kobieto?

PANI FORD

Gdyby nie pewne, mało znaczące skrupuły, jakiego mogłabym dostąpić honoru!

PANI PAGE

Wygoń skrupuły za drzwi, a weź honor. Co to za sprawa? Nie uważaj na drobnostki. Co to za sprawa?

PANI FORD

Gdybym tylko zdecydowała się pójść do piekła na chwilkę wieczności, lub coś podobnego, mogłabym zostać rycerką.

PANI PAGE

Co? Nie, nie, kłamiesz! Sir Alina Ford! Wkrótce będzie rycerzy więcej niż śmieci. Zrobisz więc lepiej, nie zmieniając twego rodowodu.

PANI FORD

Palimy świecę w południe. Patrz i czytaj, czytaj! Dowiedz się, w jaki sposób mogłabym zostać rycerką.Będę najgorsze miała wyobrażenie o tłustych ludziach, dopóki oczu mi stanie na rozróżnienie ludzkich figur.A jednak człowiek ten nie klął, uwielbiał kobiecą skromność, a tak pięknie i grzecznie wszelką nieprzystojność potępiał, iż byłam gotowa przysiąc, że jego postępowanie kłamstwa nie zada jego słowom; ale teraz widzę, że nie więcej między nimi zgody, i że nie lepiej do siebie przystają jak setny psalm do nuty Zielone rękawki. Co za burza wyrzuciła na windsorskie brzegi tego wieloryba z tylu beczkami tranu w brzuchu? Jak pomszczę się na nim? Zdaje mi się, że byłoby najlepiej łudzić go nadzieją, dopóki grzeszny ogień rozpusty nie stopi go we własnej jego tłustości. Czy słyszałaś kiedy co podobnego?

PANI PAGE

Słowo w słowo list jednakowy, tylko imię Page na Ford zmienione. Na twoją wielką pociechę w tej tajemnicy złych o tobie myśli, spojrzyj na tego bliźniaka twojego listu. Ale niech twój zabierze dziedzictwo jako starszy, bo przysięgam, że mój nigdy się o nic nie upomni. O zakład, że on ma tysiąc podobnych listów już gotowych, z próżnym miejscem na zapisanie różnych nazwisk. Może nawet ma ich i więcej, a te należą do drugiego już wydania. Ani wątpię, że da je do druku, bo on nie troszczy się wcale o to, co kładzie pod prasę, skoro nas dwie chciał tam umieścić. Wolałabym raczej być olbrzymką i leżeć pod górą Pelion. Widzę, że łatwiej by mi było znaleźć dwadzieścia rozpustnych turkawek, niż jednego czystego mężczyznę.

PANI FORD

Aleć to słowo w słowo rzecz ta sama; ta sama ręka, te same wyrazy. Za kogo on nas bierze?

PANI PAGE

Nie wiem; ale jestem gotowa z moją własną uczciwością rozpocząć proces. Muszę postępować sama z sobą, jak z kobietą, której nie znam, bo nie wątpię, że gdyby nie był odkrył we mnie jakiejś złej skłonności, której nie znam, nigdy by nie śmiał abordować mnie z taką furią.

PANI FORD

Nazywasz to abordażem? Co do mnie, jestem pewna, że się nigdy nie dostanie na pokład mojej nawy.

PANI PAGE

I ja twojej jestem myśli. Jeśli się wciśnie do mojej kajuty, wyrzeknę się morza na zawsze. Pomścijmy się na nim. Dajmy mu rendez-vous, łudźmy go pozorami nadziei dobrego skutku w jego zamiarach, a zwłoką dobrze zanęconą wabmy go, dopóki nie zastawi swoich koni u gospodarza spod Podwiązki.

PANI FORD

Gotowa jestem użyć przeciw niemu wszystkich, choćby najgorszych nawet środków, byleby nie zostały plamy na naszej uczciwości. O, gdyby mąż mój list ten zobaczył! Byłby on wieczną podnietą jego zazdrości.

PANI PAGE

Czy widzisz, jak się zbliża w towarzystwie mojego męża? On tak daleko od zazdrości, jak ja od dania mu do niej powodów, a odległość ta, jak myślę, jest nieskończona.

PANI FORD

Szczęśliwa z ciebie kobieta.

PANI PAGE

Idźmy naradzić się, co zrobić z tym zaszmalcowanym rycerzem. Idźmy.

Wychodzą

Wchodzą: Ford, Pistol, Page i Nym

FORD

Mam nadzieję, że tak nie jest.

PISTOL

Nadzieja — z uciętym to ogonem kundel w pewnych sprawach. Powtarzam, sir John zagiął parol na twoją żonę.

FORD

Aleć moja żona już niemłoda.

PISTOL

Wysoka, niska, bogata, uboga,

Młoda czy stara, wszystko mu to jedno.

Ostrzegam, że ci podebrać chce miodu.

FORD

Jak to? On kocha moją żonę?

PISTOL

Gorącym sercem. Strzeż się, gdyż inaczej

Psów cała psiarnia pokąsa ci pięty,

I będziesz, bracie, drugim Akteonem.

O, szpetne imię!

FORD

Co za imię?

PISTOL

Wierz jego słowu, prawda w tym, co mówi.

wychodzi

FORD

Będę cierpliwy; sprawę tę muszę wyświecić.

NYM

Wszystko prawda. Do pana Page Nie lubię kłamliwego humoru. Pokrzywdził mnie w pewnym humorze;chciał, żebym poniósł jego bilet pełny humoru; ale ja mam szablę przy boku, w biedzie nią wolę się posłużyć. Kocha się w twojej żonie, i na tym koniec.Moje imię kapral Nym, a Falstaff kocha twoją żonę.Bądźcie zdrowi. Nie do smaku mi humor chleba i sera, i to jest humor tej sprawy. Żegnam wychodzi.

PAGE

I to jest humor tej sprawy, powiada. To człowiek zdolny wystraszyć humor z rozumu.

FORD

Będę miał na oku Falstaffa.

PAGE

Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się słyszeć z większą przesadą cedzącego słówka hultaja.

FORD

A jak się o prawdzie przekonam, zobaczymy!

PAGE

Nie uwierzę takiemu Chińczykowi, choćby mi go własny pleban zalecał jako uczciwego człowieka.

FORD

Dobre to, niegłupie człeczysko. Zobaczymy.

Wchodzą: pani Ford i pani Page

PAGE

Co tam nowego, Małgosiu?

PANI PAGE

Dokądże to, Jerzuniu? Słuchaj tylko.

PANI FORD

Co ci się stało, słodki Franusiu? Skąd ci przyszła taka melancholia?

FORD

Melancholia? Ani mi się marzyło o melancholii.Wracaj do domu.

PANI FORD

Widzę, że ci się znowu coś w głowie ubrdało. Czy chcesz iść ze mną, pani Page?

PANI PAGE

Chętnie — Czy wrócisz na obiad, Jerzuniu? Do pani Ford na stronie Czy widzisz, kto się tam zbliża?To będzie nasz posłaniec do tego kapcana rycerza.

Wchodzi pani Żwawińska

PANI FORD

I ja też o niej myślałam; to właśnie kobieta do takiej sprawy.

PANI PAGE

Idziesz w odwiedziny do mojej córki Anusi?

ŻWAWIŃSKA

To był mój zamiar. Powiedz mi, proszę, jak się ma moja dobra panna Anna?

PANI PAGE

Chodź z nami, a sama zobaczysz. Będziemy miały o czym gadać z tobą przez jaką godzinę.

Wychodzą: panie Page, Ford i Żwawińska

PAGE

O czym tak dumasz, panie Ford?

FORD

Czy nie słyszałeś, co mi ten łotr powiedział?

PAGE

Słyszałem, a i ty zapewne słyszałeś, co mi powiedział jego kompan?

FORD

Jak myślisz, jestże w tym co prawdy?

PAGE

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.