drukowana A5
25.84
Tytus Andronikus

Bezpłatny fragment - Tytus Andronikus


Objętość:
140 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0989-5

OSOBY:

Saturninus — syn ostatniego cesarza rzymskiego

Basjanus — brat Saturnina

Tytus Andronikus — rzymski patrycjusz

Markus Andronikus — trybun ludu, brat Tytusa

Lucjusz — syn Tytusa

Kwintus — syn Tytusa

Mucjusz — syn Tytusa

Marcjusz — syn Tytusa

Młody Lucjusz — dziecię, syn Lucjusza

Publiusz — syn Marka, trybuna

Emiliusz — znakomity Rzymianin

Alarbus — syn Tamory

Chiron — syn Tamory

Demetriusz — syn Tamory

Aaron — Murzyn

Dowódca

Trybun

Posłaniec

Chłop

Tamora — królowa Gotów

Lawinia — córka Tytusa Andronika

Mamka i dziecko murzyńskie

Krewni Tytusa, senatorowie, trybuni, żołnierze, służba, Goci i Rzymianie.

Rzecz dzieje się w Rzymie i okolicy.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Rzym.

Przy odgłosie trąb wchodzą trybuni, senatorowie i zasiadają na wzniesionej galerii; następnie z jednej strony wchodzi Saturninus i jego stronnicy, z drugiej Basjanus ze swoimi stronnikami, przy odgłosie trąb i bębnów, z rozwiniętymi chorągwiami.

SATURNINUS

Praw mych obrońco, dostojny senacie,

Poprzyj orężem słuszność mojej sprawy,

A wy, rodacy, drodzy towarzysze,

Szablą utwierdźcie me prawa dziedziczne;

Wszak pierworodnym jestem męża synem,

Który ostatni rzymskim był cesarzem;

Honory ojca niech odżyją we mnie,

Niech hańba mego nie skala starszeństwa.

BASJANUS

Bracia Rzymianie, moich praw obrońcy,

Jeśli Basjanus, syn Cezara, kiedy

Miał łaskę w oczach królewskiego Rzymu —

Zastąpcie drogę do bram Kapitolu

I nie pozwólcie, żeby bezwstyd zasiadł

Na tronie tylko cnocie poświęconym,

Sprawiedliwości i umiarkowaniu.

Niech większość głosów uwieńczy zasługę;

Walczcie za wolność waszego wyboru.

Markus Andronikus pokazuje się na wysokościach sceny, z koroną.

MARKUS

Książęta, chciwi korony i władzy,

Których szukacie w stronników zapasach,

Wiedzcie, że ludu rzymskiego wyborem

(Którego jestem tu reprezentantem),

Jednomyślnością na tron wyniesiony,

W nagrodę wielkich i uczciwych zasług,

Tytus Andronik, nazwany Pobożnym!

Mąż szlachetniejszy, a dzielniejszy rycerz

W murach naszego nie żyje dziś miasta.

Senat go wezwał, by wracał do Rzymu

Z mozolnych wojen z Gotem barbarzyńskim,

Którego dumny kark pod jarzmo ugiął

Z pomocą synów, wrogów naszych strachem.

Dziesięć lat temu, jak pierwszy raz stanął

W obronie Rzymu, jak orężem skarcił

Śmiałego wroga; pięćkroć krwią oblany

Wracał do Rzymu, aby z placu boju

Walecznych synów w trumnach przynieść zwłoki;

Teraz na koniec, syt lat i honorów,

Wraca do Rzymu dobry Andronikus,

Wsławiony Tytus, w chwały swojej blasku.

Błagam was teraz, wy, których życzeniem

Godnie zastąpić zmarłego cesarza,

Byście przez pamięć czystej jego chwały,

Przez wzgląd na prawa senatu i ludu,

Którym posłuszne oddajecie hołdy,

Zrzekli się waszych uroszczeń i gwałtów,

Waszych stronników bandy rozpuścili,

Jak kandydatom przystoi, w pokoju,

Pokornie waszą popierali sprawę.

SATURNINUS

Jak słowa jego koją moje myśli!

BASJANUS

Taką mam ufność, Marku Androniku,

W nieskazitelnej twojej uczciwości,

Tak czczę i kocham i ciebie, i twoich,

Brata twojego Tytusa z synami

I tę, przed którą myśl się ma uniża,

Lawinię, Rzymu bogatą ozdobę,

Że wszystkich żegnam drogich mych przyjaciół,

A łasce ludu i fortunie mojej

Polecam mojej sprawy rozsądzenie.

Wychodzą stronnicy Basjana.

SATURNINUS

Wy, dotąd wierni praw moich obrońcy,

Dzięki wam składam i żegnam was wszystkich.

Moją osobę, me prawa polecam

Mojej ojczyzny miłości i łaskom.

Wychodzą stronnicy Saturnina.

Niech teraz twoja sprawiedliwość, Rzymie,

Dorówna mojej w dobroć twą ufności!

Otwórzcie bramy i wejść mi dozwólcie.

BASJANUS

I mnie, biednemu współzawodnikowi.

Przy odgłosie trąb wchodzą do izby senatu.

SCENA DRUGA

Rzym.

Wchodzą Dowódca i inni.

DOWÓDCA

Otwórzcie drogę! Waleczny Andronik,

Cnoty obrońca, dzielny Rzymu rycerz,

Zwycięzca w bitwach przez siebie stoczonych,

Wraca honorem i szczęściem wieńczony

Z dalekich krain, w których Rzymu wrogów

Mieczem powstrzymał i pod jarzmo ugiął.

Przy odgłosie trąb i bębnów wchodzą dwaj synowie Tytusa; za nimi dwóch mężów niosących trumnę okrytą kirem; za nimi dwóch innych synów, następnie Tytus Andronikus; za nimi Tamora, królowa Gotów, i dwaj jej synowie: Chiron i Demetriusz, Murzyn Aaron i jeńcy w jak można największej liczbie. Tragarze składają trumnę, a Tytus głos zabiera.

TYTUS

Witaj, zwycięski Rzymie, w swej żałobie!

Jak okręt z brzegów dalekich gościny

Wraca na koniec z bogatym ładunkiem

Do opuszczonej przed laty przystani,

Tak dziś, bluszczowym ozdobiony wieńcem,

Wraca Andronik, aby znów pozdrowić

Swoją ojczyznę radości łzą szczerą.

O, ty wszechwładny stróżu Kapitolu,

Spojrzyj łaskawie na dzisiejszy obrzęd!

Z dwudziestu pięciu mych walecznych synów

(Połowy króla Priama potomstwa)

Patrzcie na resztki żywe i umarłe!

Żyjącym waszą zapłaćcie miłością,

Zwłoki umarłych w przodków złóżcie grobie.

Got mi dozwolił oręż w pochwę schować.

Na własne dzieci niepomny Tytusie,

Niepogrzebanym czy dozwolisz synom

Na pustych brzegach Styksu się wałęsać?

Otwórzcie groby! Niech się bracia z bracią

Milcząc pozdrowią umarłych zwyczajem.

Śpijcie w pokoju, za wasz kraj polegli!

Święty przytułku cnoty, szlachetności,

Iluż mych synów w swoim trzymasz łonie,

Których już nigdy, nigdy nie zobaczę!

LUCJUSZ

Najdumniejszego z Gotów daj nam jeńca,

Abyśmy jego posiekali członki,Ad manes fratrum na stosie spalili

U bram ziemskiego więzienia ich kości,

Aby się dusze ich uradowały,

A nas na ziemi nie trwożyły dziwy.

TYTUS

Weźcie z żyjących najszlachetniejszego,

Tej nieszczęśliwej najstarszego syna.

TAMORA

O, stójcie, bracia! Szlachetny zdobywco,

Łez się mych zlituj, zwycięzco Tytusie,

Łez biednej matki za synem płaczącej!

Jeśli ci były drogie twoje dzieci,

Pomnij, że syn mój równie mi jest drogi,

Czy nie dość na tym, że nas tu przywiodłeś,

Aby ozdobić twój triumf, a zostać

Rzymu i twymi na zawsze jeńcami?

Maż krew mych synów ulice te rosić

Za to, że mężnie bronili swej ziemi?

Jak u was cnotą jest za swego króla,

Za kraj swój walczyć — tak cnotą jest u nas.

Nie kal krwią grobu twego, Androniku!

Czy chcesz się zbliżyć do natury bogów?

To zbliż się do nich, pełniąc miłosierdzie,

Bo miłosierdzie bóstwa jest znamieniem.

Pierworodnego oszczędź mego syna!

TYTUS

Uzbrój się, pani, w cierpliwość i przebacz!

W wojnie z Gotami poległych rycerzy

Bracia pobożnie ofiary żądają,

By ległych cienie jęczące ukoić;

Syn więc twój musi umrzeć jak ofiara.

LUCJUSZ

Precz z nim! Ofiarny przygotujcie ogień,

A my orężem posiekane ciało

W płomieniach stosu na popiół spalimy.

Wychodzą synowie Tytusa i Alarbus.

TAMORA

O, pobożności straszna a bezbożna!

CHIRON

Był kiedyż Scyta na pół tak okrutny?

DEMETRIUSZ

Nie stawiaj Scytów przeciw Rzymu dumie.

Alarbus idzie spocząć, my zostajem,

By drżeć pod groźnym Tytusa spojrzeniem.

Cierpliwość, pani, ale i nadzieja,

Że bóg, co rękę Hekuby uzbroił

Do krwawej pomsty na trackim tyranie,

Równie i Gotów królowej, Tamorze

(Gdy Got był Gotem, Tamora królową),Ześle dzień błogi pomsty na jej wrogach.

Wracają synowie Andronika.

LUCJUSZ

Ojcze i panie, patrz, jak spełniliśmy

Rzymskie obrzędy; wnętrzności Alarba

I posiekane ciała jego członki

Są teraz strawą ofiarnego ognia,

Którego dymy wznoszą się ku niebu,

Jak woń kadzidła. Nic nam nie zostaje,

Jak w grobie złożyć braci naszych zwłoki

I trąb odgłosem w Rzymie ich powitać.

TYTUS

Niechaj tak będzie i niechaj Andronik

Ostatnie duszom ich da pożegnanie.

Przy odgłosie trąb składają trumnę w grobowcu.

Śpijcie tu, dzieci, w pokoju i sławie!

Śpijcie tu, Rzymu waleczni rycerze,

Od klęsk i przemian światowych bezpieczni!

Tu zazdrość kona, zdrada tu nie czyha,

Tu się nie rodzą obrzydłe niesnaski,

Tu burzy nie ma, wrzawa tu nieznana,

Sen tylko wieczny i wieczne milczenie.

Śpijcie tu, dzieci, w pokoju i sławie!

Wchodzi Lawinia.

LAWINIA

Żyj długo, ojcze, w pokoju i sławie!

Żyj długo w sławie, szlachetny Tytusie!

Na braci moich przynoszę grobowiec

Łez mych ofiarę, a u nóg twych klęcząc,

Powrót twój strugą łez witam radosnych.

Zwycięską dłonią błogosław mi, ojcze,

Którego szczęście Rzym podziwia cały.

TYTUS

Dzięki ci, Rzymie, żeś czule przechował

Skarb ten na mojej starości pociechę!

Żyj, córko! Przeżyj dni twojego ojca!

A cnoty sławą wieczność całą przeżyj!

Wchodzą Markus Andronikus, Saturninus, Basjanus i inni.

MARKUS

Witaj, Tytusie! Witaj, dzielny bracie,

Triumfatorze drogi Rzymu oczom!

TYTUS

Dzięki, mój bracie, szlachetny trybunie!

MARKUS

I wasz z szczęśliwej wojny witam powrót,

Synowcy, żywi albo w chwale śpiący!

We wszystkim równa wszystkich was fortuna,

Coście w ojczyzny swej walczyli służbie,

Lecz bezpieczniejsza chwała jest rycerzy,

Którzy dobiegli do szczęścia Solona,

A na honoru spoczywając łożu,

Wszystkie przygody życia zwyciężyli.

Teraz, Tytusie, szlachetny lud rzymski,

Którego zawsze byłeś przyjacielem,

Przeze mnie, swego wiernego trybuna,

Śnieżny, bez skazy płaszcz ci ten przysyła,

Współzawodnikiem do tronu mianuje

Z tymi zmarłego cesarza synami,

Więc płaszcz ten zarzuć i bądź kandydatem,

Pomóż dać głowę Rzymowi bez głowy.

TYTUS

Wielkiemu ciału lepszej głowy trzeba

Niż ta, od wieku i słabości drżąca.

Mamże w tym płaszczu o głosy was prosić,

By, zaszczycony dziś waszym wyborem,

Jutro pożegnać koronę i życie,

Znowu kłopotów ciężkich was nabawić?

Przez lat czterdzieści twym byłem żołnierzem,

Szczęśliwym dzieci twych wodzem, o Rzymie!

Dwudziestu jeden pogrzebałem synów,

W ojczyzny służbie poległych walecznie;

Daj mi na starość laskę honorową,

Ale nie berło, aby światem rządzić!

Godnie je dzierżył ostatni monarcha.

MARKUS

Zażądaj tylko, a będziesz cesarzem.

SATURNINUS

Śmiesz mówić, dumny, ambitny trybunie...

TYTUS

Cierpliwość, książę!

SATURNINUS

      Chcę sprawiedliwości!

Dobądźcie mieczy waszych, patrycjusze,

A nim cesarzem zostanie Saturnin,

Niechaj do swoich nie wracają pochew!

Wprzód do Erebu popłyń, Androniku,

Nim mi rzymskiego ludu skradniesz serca!

LUCJUSZ

Sam gwałtownością niszczysz dobre chęci,

Które dla ciebie miał szlachetny Tytus.

TYTUS

Ukój się, książę, moją bowiem sprawąSerca narodu skłonią się ku tobie.

BASJANUS

Nie pochlebstwami łudzę cię, Tytusie,

Ale do śmierci będę cię poważał,

Będę ci wdzięczny, jeśli moją stronę

Twoich przyjaciół pokrzepić chcesz głosem;

A dla człowieka wielkiej duszy wdzięczność

Jest najpiękniejszą usługi zapłatą.

TYTUS

Rzymski narodzie i ludu trybuni,

Tytus Andronik o głosy was prosi;

Czy chcecie jego kierować się radą?

TRYBUNI

Na znak miłości swej dla Andronika,

By uczcić powrót jego do ojczyzny,

Lud i trybuni wybór jego stwierdzą.

TYTUS

Dzięki wam! Teraz upraszam o wybór

Starszego syna zmarłego monarchy,

Bo cnoty jego, niepłonną mam wiarę,

Jak słońce będą Rzymowi przyświecać,

A sprawiedliwość w blasku ich dojrzeje.

Jeśli wasz wybór za mą pójdzie radą,

Krzyknijmy społem: «Niech żyje nasz cesarz!».

MARKUS

Za wspólną zgodą wszystkich klas narodu,

Panów i ludu, głoszę Saturnina

Imperatorem potężnego Rzymu,

Wołam: «Niech żyje cesarz Saturninus!».

Przy odgłosie trąb schodzą z galerii.

SATURNINUS

Za wyświadczoną łaskę i usługi

W tym dniu naszego wyboru, Tytusie,

Dzięki ci składam, a mojej wdzięczności

Uczynkiem także jasny dam ci dowód.

Przed wszystkim, żeby twojemu imieniu

Dorzucić blasku, żeby twój ród wsławić,

Na cesarzową wybieram Lawinię,

Na panią Rzymu i mojego serca,

I w Panteonie ją świętym poślubię.

Powiedz, Tytusie, czy to po twej myśli?

TYTUS

Dostojny panie, związek ten uważam

Za wielki zaszczyt dla mojego domu

I tu w obliczu Rzymu cesarzowi

Szerokiej ziemi, a naszemu panu,

Poświęcam miecz mój, mój rydwan, mych jeńców,

Ofiary godne wielkiego monarchy;

Przyjmij więc jako należną daninę

Znaki mej chwały u twych stóp złożone.

SATURNINUS

Dzięki, Tytusie, ojcze mego życia!

Jak jestem dumny z ciebie, z twoich darów,

Rzym popamięta, a jeśli zapomnę

Z niewysłowionych twych zasług najmniejszą,

Niech lud zapomni swej dla mnie wierności.

TYTUS

do Tamory

Cesarza jesteś teraz branką, pani,

Twojej minionej pamiętny wielkości,

Ciebie i twoich szlachetnie opatrzy.

SATURNINUS

na stronie

Prawdziwie, ją bym wybrał na królowę,

Gdyby mi przyszło wybierać na nowo.

głośno

Chmurne twe czoło rozjaśń, piękna pani:

Choć cię los wojny z wielkości twej strącił,

Nie pójdziesz w Rzymie na ludzi pogardę,

Ale królewskie znajdziesz w nim przyjęcie.

Ufaj mi, pani, i nie trać nadziei;

Ten, co cię słowem swym krzepi, jest zdolny

Większą cię zrobić od Gotów królowej.Lawinio, czy ci nie wstrętne te słowa?

LAWINIA

Nie, bo szlachetność twa jest mi rękojmią,

Że to monarszej tylko znak dobroci.

SATURNINUS

Dzięki, Lawinio. Lecz czas się oddalić.

Jeńcom dajemy wolność bez okupu.

Przy bębnów grzmocie wybór mój ogłoście.

Rozmawia z Tamorą.

BASJANUS

chwytając Lawinię

Tytusie, pozwól, dziewica ta moją.

TYTUS

Co mówisz, książę?

BASJANUS

      Mówię tylko prawdę,

Przygotowany własną sobie ręką

Wymierzyć, jeśli trzeba, sprawiedliwość.

MARKUS

Suum cuique, to rzymskie jest prawo;

Słusznie więc bierze, co mu się należy.

LUCJUSZ

I co zatrzyma, póki Lucjusz żyje.

TYTUS

Precz, precz stąd, zdrajcy! Gdzie jest straż cesarska?

Zdrada, mój panie! Lawinia porwana!

SATURNINUS

Przez kogo?

BASJANUS

      Tylko przez tego, co może

Choćby i ostrzem odebrać bułata

Swą narzeczoną z rąk całego świata.

Wychodzą Markus i Basjanus z Lawinią.

MUCJUSZ

Śpieszcie im w pomoc, bracia, ja z mej strony

Drzwi tej komnaty zamknę mym orężem.

Wychodzą Lucjusz, Kwintus i Marcjusz.

TYTUS

Idźmy, cesarzu, wkrótce ci ją wrócę.

MUCJUSZ

Drzwi te zamknięte...

TYTUS

      Co? nikczemny chłopcze,

Co? Ty mi w Rzymie drogę chcesz zamykać?

MUCJUSZ

Lucjuszu, ratuj!

Tytus zabija go. Wchodzi Lucjusz.

LUCJUSZ

      Jak niesprawiedliwie

Zabiłeś syna w niesłusznym zatargu!

TYTUS

Ni on mym synem, ani ty nim jesteś;

Nigdy syn ojca tak by nie zbezecnił.

Zdrajcy, Lawinię zwróćcie cesarzowi!

LUCJUSZ

Gdy chcesz, umarłą, lecz nigdy jak żonę,

Bo jest innego prawną narzeczoną.

Lucjusz wychodzi. Cesarz wchodzi na wzniesienie z Tamorą, dwoma jej synami i Murzynem Aaronem.

SATURNINUS

Nie, nie, Tytusie, cesarz jej nie żąda,

Ni jej, ni ciebie, ni żadnego z twoich.

Nie ufam temu, co raz ze mnie szydził;

Nie ufam tobie ni synom twym, zdrajcom,

Co się spiknęli na moją niesławę.

Czy na igraszkę nie mogliście w Rzymie

Innego wybrać? Jak ten czyn, Tytusie,

Z zuchwałą twoją zgadza się przechwałką,

Że o cesarstwo u ciebie żebrałem!

TYTUS

Co znaczą, przebóg, te krwawe zarzuty?

SATURNINUS

Lecz idź w pokoju, oddaj twą zmiennicę

Temu, co dla niej orężem młynkował.

Znalazłeś sobie walecznego zięcia,

Godnego synów twoich sprzymierzeńca,

By kłócić pokój rzeczypospolitej.

TYTUS

Słowa te krwawią serce me jak sztylet.

SATURNINUS

Tamoro, piękna ty Gotów królowo,

Co jak Dyjana w swych nimf jasnym kole

Prześcigasz blaskiem wszystkie damy rzymskie,

Jeśli mój nagły wybór ci niewstrętny,

Przyjmij ofiarę, bądź mą narzeczoną,

A ja cię zrobię Rzymu cesarzową.

Królowo Gotów, czy potwierdzasz wybór?

Na wszystkich bogów Rzymu tu przysięgam —

Gdy wodę świętą widzę i kapłana,

I blask pochodni, i gotowe wszystko

Do uroczystych Hymenu obrzędów —

Że póty ulic miasta nie powitam,

Mego pałacu nie przestąpię progu,

Póki stąd żony z sobą nie powiodę.

TAMORA

A ja w obliczu nieba tu przysięgam,

Że jeśli cesarz Saturnin podniesie

Królowę Gotów do swojej wielkości,

Żądz ona jego będzie służebnicą,

Młodości jego i matką, i mamką.

SATURNINUS

Do Panteonu idźmy, o królowo!

A wy, panowie, chciejcie cesarzowi

I narzeczonej towarzyszyć pięknej,

Którą mi niebo zesłało łaskawe,

A której losy mądrość ma zmieniła:

Tam święty obrzęd spełni się małżeństwa.

Wychodzą Saturninus i jego orszak, Tamora i jej synowie, Aaron i Goci.

TYTUS

Ja w dziewosłębów koło nie wezwany!

Kiedyż samotnym tak byłeś, Tytusie,

Tak pokrzywdzonym i hańbą okrytym?

Wchodzą Markus, Lucjusz, Kwintus i Marcjusz.

MARKUS

O, patrz, Tytusie, o, patrz, co zrobiłeś!

W złej sprawie synaś cnotliwego zabił.

TYTUS

To syn mój nie był, szalony trybunie,

On mi był obcy jak ty i jak wszyscy

W występnym czynie twoi sprzymierzeńcy,

By nasze czyste dotąd splamić imię!

Niegodny bracie! Niegodni synowie!

LUCJUSZ

Pogrzeb przynajmniej sprawmy mu uczciwy;

Przy braciach naszych niech Mucjusz spoczywa.

TYTUS

Nie, zdrajcy, w grobie on tym spać nie będzie.

Pięć temu wieków grób ten zbudowany,

A odnowiony bogato mym kosztem,

Krył tylko wiernych sług Rzymu, żołnierzy

W boju poległych, nie w ulicznym swarze;

Nie tu dlań miejsce; grzebcie go, gdzie chcecie.

MARKUS

Jest to bezbożny z twej strony uczynek;

Przeszłość za moim synowcem przemawia;

Przy swoich braciach on musi spoczywać.

KWINTUS I MARCJUSZ

Musi i będzie lub my za nim pójdziem.

TYTUS

Musi? To słowo który wyrzekł nędznik?

KWINTUS

Ten, który wszędzie jest poprzeć je gotów

Wyjąwszy tutaj.

TYTUS

      Jak to, wbrew mej woli?

MARKUS

Nie, nie, Tytusie, my tylko błagamy,

Przebacz mu, dozwól w tym grobie go złożyć.

TYTUS

I ty, z synami moimi w przymierzu,

Rzuciłeś plamę na czysty mój honor;

W każdym z was tylko wroga mego widzę;

Daremną prośbą nie dręczcie mnie dłużej.

MARCJUSZ

Stracił nad sobą panowanie. Idźmy.

KWINTUS

Nie, póki brata nie pogrzebiem kości.

Markus i synowie Tytusa klękają.

MARKUS

Bracie, natura błaga pod tym mianem!

KWINTUS

Ojcze, natura w imieniu tym mówi!

TYTUS

O, milcz, milcz tylko lub wszystkim wam biada!

MARKUS

Więcej niż duszy mej połowo, bracie!

LUCJUSZ

Ojcze, nas wszystkich duszo i istności!

MARKUS

Pozwól w tym cnoty gnieździe mi pochować

Mego synowca, co szlachetnie poległ

W obronie siostry Lawinii honoru.

Jesteś Rzymianin, nie bądź barbarzyńcą;

Grecy, mądrzejszą kierowani radą,

Nie odmówili grobu Ajaksowi,

Choć samobójcy; mądry syn Laerta

W jego pogrzebu wystąpił obronie,

I ty nie dozwól, aby radość twoja,

Aby twój Mucjusz wejścia tam nie znalazł.

TYTUS

Wstań, bracie! Dzień to z mych dni najczarniejszy,

Bo w nim me dzieci skalały mój honor.

Dobrze, w tym grobie złóżcie go — mnie potem.

Wnoszą Mucjusza do grobowca.

LUCJUSZ

Śpij tu, Mucjuszu, z twymi przyjaciółmi,

Aż uwieńczymy twój grób trofeami.

Wszyscy klękają.

Niech nikt nie płacze po Mucjusza zgonie,

Bo w sławie żyje, kto za cnotę umarł.

Wychodzą wszyscy prócz Marka i Tytusa.

MARKUS

By myśl odwrócić od bolesnych zdarzeń,

Powiedz mi, jaką sztuki subtelnościąKrólowa Gotów tak nagle urosła?

TYTUS

Nie wiem; wiem tylko, że jest cesarzową;

Czy w tym subtelność jaka, Bóg wie tylko.

Czy nie jest dłużną wdzięczności mężowi,

Co ją z daleka do tej chwały przywiódł?

Z swego się długu szlachetnie uiści.

Wchodzą Cesarz, Tamora i jej dwaj synowie z Murzynem z jednej strony, z drugiej Basjanus i Lawinia z orszakiem.

SATURNINUS

Tak więc, Basjanie, odniosłeś nagrodę;

Z piękną małżonką daj ci Boże radość!

BASJANUS

A tobie z twoją! Nic więcej nie dodam,

A mniej nie życzę; tym żegnam cię słowem.

SATURNINUS

Jeśli Rzym prawa, a ja mam potęgę,

Ten gwałt zapłacisz drogo z przyjaciółmi.

BASJANUS

Nazywasz gwałtem zabranie własności,

Mej narzeczonej, a teraz mej żony?

Niech prawa rzymskie tę rozstrzygną sprawę,

Tymczasem wziąłem to, co było moje.

SATURNINUS

W krótkich mnie, panie, dzisiaj zbywasz słowach,

Lecz i mój przyjdzie czas, byleśmy żyli.

BASJANUS

Odpowiem, panie, za wszystko, com zrobił,

Wedle sił moich, choćby kosztem życia.

Dziś moje względem Rzymu powinności

Jedno mi słowo dodać nalegają.

Ten pan szlachetny, Tytus, na honorze

I na swej sławie ciężko jest dotknięty;

Jednak on własną ręką syna zabił

W gorącej chęci oddania ci córki,

Gniewem szalony, że śmiał opór stawić

W szczerości ducha zrobionej ofierze.

Wróć mu więc łaskę twoją, Saturninie,

Bo w każdym czynie swojego żywota

Twoim i Rzymu pokazał się ojcem.

TYTUS

Twoich się wstawień nie dopraszam, książę,

Boś z nimi razem sprawcą mej ohydy.

Niech Rzym i niebo świadkami mi będą,

Jak szczerzem kochał i czcił Saturnina.

TAMORA

Dostojny panie, jeśli kiedykolwiek

Miała Tamora w oczach twoich łaskę,

We wszystkich sprawie dozwól mi przemówić:

Przebacz im wszystkim przez miłość Tamory.

SATURNINUS

Co? Pani, wobec wszystkich być zelżonym

I podle wszystko przebaczyć bez zemsty?

TAMORA

Uchowaj Boże, abym zapragnęła

Być kiedy sprawcą twego poniżenia!

Ale honorem odpowiadam własnym

Za Andronika Tytusa niewinność;

Gniew jego świadczy jasno jego boleść;

Więc na mą prośbę spojrzyj nań łaskawie,

Dla czczych przypuszczeń nie trać przyjaciela,

Szlachetnej duszy nie smuć gniewnym okiem.

cicho do Cesarza

Słuchaj mej rady, daj się ułagodzić,

Skryj gniew i utaj choć słuszną urazę.

Ledwo zasiadłeś na cesarskim tronie,

Strzeż się, ażeby lud z patrycjuszami,

Biorąc w opiekę słuszną jego sprawę,

Nie chciał cię strącić za grzech niewdzięczności,

Którą nad wszystkie brzydzi się występki.

Ustąp ich prośbie, a zostaw mi resztę;

Zagłady wszystkich wynajdę godzinę,

Ze stronnikami ten ród cały zmiotę.

Srogiego ojca, zdrajców jego synów,

U których darmo żebrałam o życie

Drogiego syna, i wszystkich nauczę,

Jak drogo płaci, kto u nóg swych widzi

Królowę darmo proszącą o łaskę.

głośno

Dobry cesarzu, podnieś Andronika

I pokrzep serce uczciwego starca,

W twojego gniewu burzy więdniejące.

SATURNINUS

Wstań, wstań! Przemogły słowa cesarzowej.

TYTUS

Dzięki ci, pani! I tobie, o panie!

Twe słowa, wzrok twój — wróciły mi życie.

TAMORA

Tytusie, jestem teraz Rzymu cząstką.

Przybraną córką rzeczypospolitej,

A dobre rady są mą powinnością.

W tym dniu, Tytusie, wszelka niechęć kona.

Niech mi to będzie chlubą, żem cię mogła

Pogodzić, panie, z twymi przyjaciółmi.

do Basjana

Za ciebie, książę, dałam cesarzowi

Słowo, że będziesz nadal potulniejszy.

Bądźcie bez trwogi, panowie, Lawinio,

A za mą radą wszyscy na kolanach

O przebaczenie błagajcie cesarza.

LUCJUSZ

Czynię to chętnie, bo niebo nam świadkiem,

Żeśmy stanęli bez żadnej złej myśli

W obronie siostry drogiego honoru.

MARKUS

Co ja honorem moim tu poświadczam.

SATURNINUS

Skończmy więc na tym, dość już słów natrętnych.

TAMORA

Nie, nie, musimy rozstać się w przyjaźni.

Trybun o łaskę prosi z synowcami,

Daj ją, cesarzu; nie przyjmę odmowy.

SATURNINUS

Przez wzgląd na ciebie i na twego brata,

Na przekładania drogiej nam Tamory,

Przebaczam szpetnej młokosów tych winie.

Wstańcie! Lawinio, choć mnie opuściłaś

Jak liche chłopię, przyjaciółkęm znalazł,

Bom na śmierć przysiągł, że od stóp ołtarza

Bez poślubionej nie odejdę żony.

Jeśli na dworze cesarskim dość miejsca

Na dwóch małżonek uczciwe przyjęcie,

Lawinio, bądź mym gościem z przyjaciółmi;

Tamoro, dzień ten poświęćmy miłości.

TYTUS

Jeśli łaskawie raczysz, panie, jutro

Polować ze mną panterę i łanię,

Z psami i rogiem przyjdziem na dzień dobry.

SATURNINUS

Twe zaprosiny przyjmuję z wdzięcznością.

Wychodzą.

AKT DRUGI

SCENA PIERWSZA

Rzym. Przed pałacem.

Wychodzi Aaron.

AARON

Teraz Tamora do Olimpu szczytów

Pnie się, bezpieczna od fortuny ciosów,

Wyżej piorunu grzmotów i błyskawic,

Bladej zazdrości groźbom niedosięgła.

Jak złote słońce pozdrawia poranek,

A promieniami morze ozłociwszy,

Pędzi po niebie w błyszczącym rydwanie,

Nad gór najwyższych panuje szczytami,

Tak dziś Tamora.

Jej rozum panem ziemskich jest honorów,

Cnota drży blada na brwi jej zmarszczenie,

Uzbrój więc serce i przygotuj myśli,

By z twą cesarską panią i kochanką

Do jej wielkości wznieść się, Aaronie.

Długo ją wiodłem, jak mą niewolnicę

Związaną silnym łańcuchem miłości,

Twardziej przykutą do ócz Aarona

Niż Prometeusz do skały Kaukazu.

Precz, niewolnicze myśli i ubranie!

Będę od złota i od pereł świecił,

By godnie nowej służyć cesarzowej.

Co? Służyć? Igrać z tą Semiramidą,

Nimfą, syreną, co Rzym oczaruje

I będzie świadkiem rozbicia cesarstwa

Z jego cesarzem. Lecz cóż to za wrzawa?

Wchodzą Chiron i Demetriusz, grożąc sobie wzajemnie.

DEMETRIUSZ

Chironie, dowcip twój jeszcze za młody,

Rozum za tępy, aby chciał się wdzierać

Tam, gdzie ja kocham, może i kochany.

CHIRON

Zawsześ zbyt ufał sobie, Demetriuszu,

I teraz myślisz, że groźbą mnie strwożysz.

Nie rok różnicy wdzięk mi odejmuje

Albo nade mną triumf ci zapewnia.

Mogę kochance jak ty służyć wiernie

I wierną służbą na miłość zarobić;

Tego w potrzebie szablą ci dowiodę,

Praw moich broniąc do serca Lawinii.

AARON

Gdzież straż? Te gaszki chcą pokój zamącić.

DEMETRIUSZ

Dzieciuchu, chociaż w chwili nierozwagi

Matka do boku przypięła ci szpadkę,

To już przypuszczasz, że grozić ci wolno?

Każ ten rożenek w pochwie zalutować,

Zanim się lepiej robić nim poduczysz.

CHIRON

Tymczasem, na co z mą małą zręcznością

Mogę się dzisiaj ważyć, wnet zobaczysz.

DEMETRIUSZ

Taki zuch z ciebie?

Dobywają mieczy.

AARON

      Co znowu, panowie?

Śmiecie tak blisko cesarskiego zamku

Dobywać szabli do otwartej walki?

Wiem dobrze powód waszej nienawiści;

Za skarby świata nie chciałbym, by doszedł

Tych wiedzy, których dotyczy najwięcej;

A matka wasza i za więcej nawet

Tej by niesławy nie chciała doczekać

Na rzymskim dworze. Przez wstyd, skończcie swary!

DEMETRIUSZ

Nie, póki w piersiach jego nie utopię

Mego oręża, w gardło mu nie wtłoczę

Słów na ohydę moją wyrzeczonych.

CHIRON

Jam na to równie jest przygotowany,

Piorunujący językiem twym tchórzu,

Ale nie śmiący orężem słów poprzeć.

AARON

Na bóstwa Gotów walecznych przysięgam:

Wszystkich nas zgubi ta zwada dziecinna!

Skończcie! Nie wiecież, jak jest niebezpiecznie

Na prawa księcia zuchwale się ważyć?

Co? Czy Lawinia taką rozpustnicą,

A tak wyrodnym stał się Basyjanus,

Że o jej miłość bój możecie zwodzić

Bez sprawiedliwej pomsty za zuchwalstwo?

Panicze, baczność! Gdyby cesarzowa

Tego zatargu usłyszała powód,

Pieśń by ta do jej nie przypadła serca.

CHIRON

Mniejsza! Niech ona, niech świat ją usłyszy,

Bo ja Lawinię kocham nad świat cały.

DEMETRIUSZ

Zstąp niżej w twoim wyborze, młokosie,

Ona starszego brata jest nadzieją.

AARON

Co za szaleństwo! Nie wiecież, jak wściekły

W wybuchu gniewu swojego Rzymianin,

Jak znieść rywala niezdolny w miłości?

Powtarzam, tylko grób sobie kopiecie

Waszą niesnaską.

CHIRON

      Wierzaj, Aaronie,

Na tysiąc śmierci polecę szczęśliwy,

Byle ją posiąść.

AARON

      Jak? Byle ją posiąść?

DEMETRIUSZ

Czemu cię dziwią tak moje nadzieje?

Wszak to kobieta, wolne zalecanki;

Wszak to kobieta, więc ją można zyskać;

Wszak to Lawinia, jakże jej nie kochać?

Ba, więcej wody, niźli młynarz widzi,

Przez młyn przepływa, i wiemy, jak łatwo

Ukraść kromeczkę z zaczętego bochna;

Chociaż Basjanus cesarskim jest bratem,

I lepsi godło Wulkana nosili.

AARON

na stronie

Może i tacy jak sam Saturninus.

DEMETRIUSZ

Czemu rozpaczać temu, co się umie

Słowem, spojrzeniem, szczodrotą zalecać?

Czy ci się łani nie udało zabić

I unieść nieraz pod leśnego okiem?

AARON

Więc jak się zdaje, to by ci starczyło

I na podkradku?

CHIRON

      Przestałbym i na tym.

DEMETRIUSZ

Zgadłeś.

AARON

      Od razu należało wyznać,

A wszystko byłbym bez hałasu skończył;

Także w was mało rozumu, że o to

Rąbać się chcecie? Czyby was bolało,

Gdybyście obaj do celu dobiegli?

CHIRON

Nie mnie, przynajmniej.

DEMETRIUSZ

      Ni mnie, bym miał swoje.

AARON

Dobrze więc, zgoda! Łączcie się miast swarzyć.

Musimy sztuką i podstępem działać;

Czego nie możem dokonać, jak chcemy,

Konieczność zmusza, jak możem, osiągnąć.

Wierzcie mi tylko, że od tej Lawinii

Lukrecja czystszą nie była matroną.

Tylko nie trzeba w biegu nam omdlewać:

Pośpiech jest wszystkim, a znalazłem ścieżkę.

Zapowiedziano łowy uroczyste,

Na które tłumnie zbiegną damy rzymskie;

Leśne chodniki są długie, szerokie,

A nie brak kątów dzikich i samotnych,

Jakby stworzonych na spełnienie zbrodni;

Tam waszą łanię przywabcie samotrzeć,

Dopnijcie celu wymową lub gwałtem;

Inaczej marne są wasze nadzieje.

A teraz nasze plany cesarzowej

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.