drukowana A5
16.8
Treny

Bezpłatny fragment - Treny


Objętość:
58 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0363-3

Treny — nota edytorska

Tekst Trenów został tu podany według drugiego wydania, ostatniego opublikowanego za życia poety, które ukazało się w roku 1583 w Drukarni Łazarzowej w Krakowie. Tekst przygotowałem zgodnie z kryteriami zawartymi w opracowaniu Zasady wydawania tekstów staropolskich. Projekt — typ B (edycje popularnonaukowe), Wrocław 1955. Zdecydowałem się jednak zachować pewne cechy językowe, których nie uwzględnia się w edycjach popularnonaukowych, zwłaszcza dawne końcówki fleksyjne i większość dawnych form ortograficznych.

Edycja utworu nie opiera się w całości na żadnym z wydań współczesnych, choć uwzględniono zarówno rozstrzygnięcia zawarte w edycji opracowanej w ramach sejmowego wydania Dzieł wszystkich Kochanowskiego przez Marię Renatę Mayenową, Lucynę Woronczakową oraz Jerzego Axera i Marię Cytowską, jak i wydaniu przygotowanym przez Janusza Pelca dla serii Biblioteki Narodowej.

Przy tworzeniu komentarza obok wyżej wspomnianych wydań bardzo pomocna była wcześniejsza edycja Trenów w serii Biblioteki Narodowej w opracowaniu Tadeusza Sinki, a także podstawowe słowniki, w tym Słownik polszczyzny XVI wieku oraz — w zakresie wyjaśnień historyczno-mitologicznych — współczesne wydania klasycznego Dictionary of Phrase and Fable Ebenezera Cobhama Brewera.

Gwiazdką oznaczono wyrazy, które są używane do dziś, ale których znaczenie w

Trenach

jest odmienne od znaczenia obecnego.

prof. dr hab. Piotr Wilczek

Uniwersytet Warszawski, Instytut Badań Interdyscyplinarnych ”Artes Liberales”

[Motto i dedykacja]

Tales sunt hominum mentes, quali pater ipse

Juppiter auctiferas lustravit lumine terras.

ORSZULI KOCHANOWSKIEJ,

WDZIĘCZNEJ, UCIESZONEJ, NIEPOSPOLITEJ DZIECINIE, KTÓRA CNÓT WSZYTKICH I DZIELNOŚCI PANIEŃSKICH POCZĄTKI WIELKIE POKAZAWSZY, NAGLE, NIEODPOWIEDNIE, W NIEDOSZŁYM WIEKU SWOIM, Z WIELKIM A NIEZNOŚNYM RODZICÓW SWYCH ŻALEM ZGASŁA, JAN KOCHANOWSKI, NIEFORTUNNY OCIEC, SWOJEJ NAMILSZEJ DZIEWCE ZŁZAMI NAPISAŁ.

NIE MASZ CIĘ, ORSZULO MOJA.

Tren I

Wszytki płacze, wszytki łzy Heraklitowe

  I lamenty, i skargi Symonidowe,

Wszytki troski na świecie, wszytki wzdychania

  I żale, i frasunki, i rąk łamania,

Wszytki a wszytki zaraz w dom sie mój noście,

  A mnie płakać mej wdzięcznej dziewki pomoście,

Z którą mię niepobożna śmierć rozdzieliła

  I wszytkich moich pociech nagle zbawiła.

Tak więc smok, upatrzywszy gniazdo kryjome,

  Słowiczki liche zbiera, a swe łakome

Gardło pasie; tym czasem matka szczebiece

  Uboga, a na zbójcę co raz sie miece.

Prózno, bo i na samę okrutnik zmierza,

  A ta nieboga ledwe umyka pierza.

«Prózno płakać» — podobno drudzy rzeczecie.

  Cóż, prze Bóg żywy, nie jest prózno na świecie?

Wszystko prózno; macamy, gdzie miękcej w rzeczy,

  A ono wszędy ciśnie: błąd wiek człowieczy.

Nie wiem, co lżej: czy w smutku jawnie żałować,

  Czyli sie z przyrodzeniem gwałtem mocować.

Tren II

Jeslim kiedy nad dziećmi piórko miał zabawić,

  A kwoli temu wieku lekkie rymy stawić,

Bodajżebych był raczej kolebkę kołysał

  I z drugiemi nieważne mamkom pieśni pisał,

Któremi by dziecinki noworodne spiły

  I swoich wychowańców lamenty toliły.

Takie fraszki mnie zbierać pożyteczniej było,

  Niżli, w co mię nieszczeście moje dziś wprawiło,

Płakać nad głuchym grobem mej wdzięcznej dziewczyny

  I skarżyć sie na srogość ciężkiej Prozerpiny.

Alem użyć w obojgu jednakiej wolności

  Nie mógł — owom ominął, jako w dordzałości

Dowcipu coś ranego, na to mię przygoda

  Gwałtem wbiła i moja nienagrodna szkoda.

Ani mi teraz łacno dowiadać sie o tym,

  Jaka mię z płaczu mego czeka cześć na potym.

Nie chciałem żywym śpiewać, dziś umarłym muszę,

  A cudzej śmierci płacząc, sam swe kości suszę.

Prózno to; jakie szczeście ludzi naszladuje,

  Tak w nas albo dobrą myśl, albo złą sprawuje.

O prawo krzywdy pełne! O znikomych cieni

  Sroga, nieubłagana, nieużyta ksieni!

Tak li moja Orszula, jeszcze żyć na świecie

  Nie umiawszy, musiała w ranym umrzeć lecie?

I nie napatrzawszy sie jasności słonecznej,

  Poszła nieboga widzieć krajów nocy wiecznej.

A bodaj ani była świata oglądała,

  Co bowiem więcej, jedno ród a śmierć poznała.

A miasto pociech, które winna z czasem była

  Rodzicom swym, w ciężkim je smutku zostawiła.

Tren III

Wzgardziłaś mną, dziedziczko moja ucieszona.

  Zdałać sie ojca twego barziej uszczuplona

Ojczyzna, niżlibyś ty przestać na niej miała;

  To prawda, żeby była nigdy nie zrownała

Z ranym rozumem twoim, z pięknemi przymioty,

  Z ktorych sie już znaczyły twoje przyszłe cnoty

O słowa, o zabawo, o wdzięczne ukłony,

  Jakożem ja dziś po was wielce zasmęcony.

A ty, pociecho moja, już mi sie nie wrócisz

  Na wieki ani mojej tesknice okrócisz.

Nie lza, nie lza, jedno sie za tobą gotować,

  A stopeczkami twemi ciebie naszladować.

Tam cię ujźrzę, da Pan Bóg, a ty więc z drogiemi

  Rzuć sie ojcu do szyje ręczynkami swemi.

Tren IV

Zgwałciłaś, niepobożna śmierci, oczy moje,

  Żem widział umierając miłe dziecię swoje.

Widziałem, kiedyś trzęsła owoc niedordzały,

  A rodzicom nieszczesnym serca sie krajały.

Nigdyć by ona była bez wielkiej żałości

  Mojej umrzeć nie mogła, nigdy bez ciężkości

I serdecznego bolu, w którymkolwiek lecie

  Mnie by smutnego była odbiegła na świecie;

Alem ja już z jej śmierci nigdy żałościwszy,

  Nigdy smutniejszy nie mógł być ani teskliwszy.

A ona (by był Bóg chciał) dłuższym wiekiem swoim

  Siła pociech przymnożyć mogła oczom moim.

A przynamniej tym czasem mogłem był odprawić

  Wiek swój i Persefonie ostatniej sie stawić,

Nie uczuwszy na sercu tak wielkiej żałości,

  Której równia nie widzę w tej tu śmiertelności.

Nie dziwuję Nijobie, że na martwe ciała

  Swoich namilszych dziatek patrząc, skamięniała.

Tren V

Jako oliwka mała pod wysokim sadem

  Idzie z ziemie ku górze macierzyńskim szladem,

Jeszcze ani gałązek, ani listków rodząc,

  Sama tylko dopiro szczupłym prątkiem wschodząc;

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.