drukowana A5
25.73
Taniec miłości

Bezpłatny fragment - Taniec miłości


Objętość:
139 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0864-5

OSOBY

DZIEWKA

ŻOŁNIERZ

POKOJÓWKA

PANICZ

MŁODA MĘŻATKA

MAŁŻONEK

SŁODKA DZIEWCZYNA

POETA

AKTORKA

HRABIA

ŻOŁNIERZ I DZIEWKA

Późnym wieczorem, koło Augartenbrücke.

Żołnierz nadchodzi gwiżdżąc, spieszy do domu

DZIEWKA

Pójdź, mój śliczny aniołku.

Żołnierz odwraca się, potem idzie znowu dalej

DZIEWKA

A co? Nie pójdziesz ze mną?

ŻOŁNIERZ

Ach, to ja jestem tym aniołkiem?

DZIEWKA

Pewnie, a któżby? Chodź do mnie. Mieszkam zaraz tutaj, w pobliżu.

ŻOŁNIERZ

Nimam czasu. Drałuję do kasarni!

DZIEWKA

Do kasarni zajdziesz zawsze jeszcze na czas. U mnie lepiej.

ŻOŁNIERZ

zbliża się

A co by nie?

DZIEWKA

Pst! Lada chwila może nadejść policjant.

ŻOŁNIERZ

Głupstwo! Policjant! Abo nimam to bagnetu?

DZIEWKA

No, chodźże.

ŻOŁNIERZ

Odczep si. Nimam ani dudka.

DZIEWKA

Nie chcę pieniędzy.

ŻOŁNIERZ

przystanął. Stoją przy latarni

Pieniędzy nie chcesz. A coś ty za jedna?

DZIEWKA

Pieniądze biorę od cywilów. Taki jak ty — może za darmo.

ŻOŁNIERZ

To ty pewnie ta, co to mi o niej Huber rozpowiadał.

DZIEWKA

Nie znam żadnego Hubera.

ŻOŁNIERZ

Rychtyk ta sama! Wisz... w tyj ci kawiarni na Schiffgasse... coście to poszli razem do domu.

DZIEWKA

Z tej kawiarni poszłam już z niejednym do domu... ho! ho!

ŻOŁNIERZ

No, to chodźmy, chodźmy.

DZIEWKA

Co cię tak przypiliło?

ŻOŁNIERZ

Ta na co czekać? O dziesiątej muszy być w kasarni.

DZIEWKA

Jak długo jesteś w służbie?

ŻOŁNIERZ

A co ci do tego! Daleko mieszkasz?

DZIEWKA

Dziesięć minut drogi.

ŻOŁNIERZ

To za daleko. Daj gęby.

DZIEWKA

całuje go

To mi najlepiej smakuje, jak kogo lubię!

ŻOŁNIERZ

Mnie niekoniecznie to. Ale pójść taki nie pójdę, bo za daleko.

DZIEWKA

Wiesz co? Przyjdź jutro popołudniu.

ŻOŁNIERZ

Zgoda. Daj mi swój adres.

DZIEWKA

A nuż nie przyjdziesz?

ŻOŁNIERZ

Jak ci mówię...

DZIEWKA

Wiesz co — jak ci teraz do mnie za daleko — to... to...

Wskazuje Dunaj.

ŻOŁNIERZ

Jakże to?

DZIEWKA

Tu także cichutko... nikt tu teraz nie przyjdzie.

ŻOŁNIERZ

Eh, to ni tak, jak ma być.

DZIEWKA

Ze mną zawsze tak, jak ma być. Pójdź! Kto tam wie, czy jutro będziemy jeszcze żyli?

ŻOŁNIERZ

To chodź — ale duchem!

DZIEWKA

Ostrożnie, tu tak ciemno. Jak się pośliźniesz, bęc! do Dunaju.

ŻOŁNIERZ

To by ci było.

DZIEWKA

Pst, czekaj krzynkę. Zaraz tu będzie ławka.

ŻOŁNIERZ

Jesteś sy tu jak w domu.

DZIEWKA

Takiego chciałabym mieć kochanka jak ty.

ŻOŁNIERZ

Byłbym straszennie zazdrosny.

DZIEWKA

Jużbym cię tego oduczyła.

ŻOŁNIERZ

Ha...

DZIEWKA

Cicho! Czasem zawieruszy się tu jaki policjant. Czy by kto wierzył, żeśmy w samym środku Wiednia?

ŻOŁNIERZ

Chodź tu, chodź.

DZIEWKA

Co ci strzeliło do głowy, jak się pośliźniemy, to wpadniemy do wody.

ŻOŁNIERZ

pochwycił ją

Ej, ty —...

DZIEWKA

Trzymaj się mocno.

ŻOŁNIERZ

Nie bój się...

DZIEWKA

Na ławce byłoby lepiej.

ŻOŁNIERZ

Tu albo tam... Nu, wyłaź!

DZIEWKA

Czego tak lecisz.

ŻOŁNIERZ

Lecę do kasarni, i tak bendzi za późno.

DZIEWKA

Jak ci na imię?

ŻOŁNIERZ

Co ci to obchodzi?

DZIEWKA

Ja się nazywam Leokadia...

ŻOŁNIERZ

He! Takiego przezwiska jeszczem nie słyszał.

DZIEWKA

Ty!

ŻOŁNIERZ

Czego?

DZIEWKA

Daj choć szóstkę na szperę!

ŻOŁNIERZ

Co!... Myślisz, żem twój frajer? Serwus! Leokadia...

DZIEWKA

Dziad! Baciarz!

Żołnierz znikł.

ŻOŁNIERZ I POKOJÓWKA

W Praterze. Wieczór niedzielny. Droga, prowadząca z Wurstelprateru w ciemne aleje. Słychać jeszcze niewyraźną muzykę z Wurstelprateru i dźwięki pięciocentowej polki, którą wygrywają fleciści. Żołnierz. Pokojówka.

POKOJÓWKA

Niechże mi pan powie, czemu to pan chciał na gwałt odchodzić.

Żołnierz zażenowany, śmieje się głupkowato

POKOJÓWKA

Tak było fajnie. Lubię tańczyć aż strach.

Żołnierz obejmuje ją wpół

POKOJÓWKA

zezwala na to

Teraz już nie tańczymy. Czego mnie pan tak ściska?

ŻOŁNIERZ

Jak się panna wabi? Kasia?

POKOJÓWKA

Panu ino Kasia w głowie.

ŻOŁNIERZ

Wim już, wim... Marysia...

POKOJÓWKA

Jej! Jak tu ciemno. Ja się boję.

ŻOŁNIERZ

Jak ja z panną jezdem, to się panna nic nie bój. Dzięki Bogu, co ja to ja!

POKOJÓWKA

Ale gdzie my tu idziemy? Tu nie ma ani żywej duszy. Chodź pan, wracajmy! — Tu Oj! jak ciemno!

ŻOŁNIERZ

pociąga silnie cygaro, które na końca się żarzy

Awo! już jasno! Aj ty moja rybko!

POKOJÓWKA

Ta co pan robi? Żeby ja to wiedziała!

ŻOŁNIERZ

Niech mnie diabli porwą, iźli która u Swobody była taka w ciele jak panna Marysia.

POKOJÓWKA

Czy pan tak wszystkie macał?

ŻOŁNIERZ

Przy tańcu można niejedno zmiarkować. Ho, ho, jeszcze jak!

POKOJÓWKA

Tak, ale z tą blondynką z krzywym pyskiem, to ci pan hulał! Więcej niż ze mną.

ŻOŁNIERZ

To dawna znajoma od mojego kamrata.

POKOJÓWKA

Tego kaprala z wąsami?

ŻOŁNIERZ

Ni, to był cywil, wi panna, ten co to z początku siedział ze mną przy stole i tak ci chrypiał jak kogut.

POKOJÓWKA

Aha, już wim. To taki napastliwy człowiek.

ŻOŁNIERZ

Może co pannie zrobił? Dałbym ja jemu! Co on pannie zrobił?

POKOJÓWKA

E nic, tylko widziałam, jak się do innych zabirał.

ŻOŁNIERZ

Niech no panna Marysia powi...

POKOJÓWKA

Jeszcze mnie pan podpali tym sygarem.

ŻOŁNIERZ

Gdzie zaś! — Panno Marysiu, mówmy sobi ty.

POKOJÓWKA

E... jeszcześmy nie takie dobre znajome. —

ŻOŁNIERZ

Insze to si ni cirpiom ani na oczy, a gadajom sobi ty.

POKOJÓWKA

Na inszy raz, kiedy... Ale, panie Franciszku.

ŻOŁNIERZ

To już panna źmiarkowała moje imię?

POKOJÓWKA

Ale panie Franciszku...

ŻOŁNIERZ

Mówże panna: Franek, panno Marysiu.

POKOJÓWKA

Nie bądź no pan taki nachalny — oj! Gdyby tak kto nadszedł!

ŻOŁNIERZ

Ta, niechny najdszedł, przecik ni widać po kuniec nosa...

POKOJÓWKA

Ola Boga, gdziemy też zaszli?

ŻOŁNIERZ

Patrz si panna, tutaj akurat taka parka jak my.

POKOJÓWKA

Gdzie? Nic nie widać.

ŻOŁNIERZ

Awo... przed nami.

POKOJÓWKA

Czego pan mówi: taka parka jak my?

ŻOŁNIERZ

Myślim sy, co oni się tyż kochajom.

POKOJÓWKA

Ojoj! Panie Franciszku, co to takiego? O mało co nie upadłam.

ŻOŁNIERZ

Aha, tu już sztachetki...

POKOJÓWKA

Niech się pan tak nie pcha, bo upadnę.

ŻOŁNIERZ

Pst! Cicho.

POKOJÓWKA

Teraz to naprawdę będę krzyczeć gwałtu — Co pan robi... ale —

ŻOŁNIERZ

Tera tu nima żywej duszy.

POKOJÓWKA

Wracajmy tam, gdzie są ludzie.

ŻOŁNIERZ

Ta do czego nam ludzi, Marysiu, na co nam ich do tego... ba... ha...

POKOJÓWKA

Ale, panie Franciszku, proszę pana, la Boga świętego, żebym to... była wiedziała... och... och... chodź!...

ŻOŁNIERZ

w uniesieniu

Dalibóg jeszcze raz... och...

POKOJÓWKA

... Nie śmiem ci nawet w oczy patrzeć.

ŻOŁNIERZ

E, co tam w oczy.

ŻOŁNIERZ

Ale Maryś, przecie panna nie może tu zostać leżeć w trawie.

POKOJÓWKA

Pomóż, pomóż mi, Franuś!

ŻOŁNIERZ

Nu, wstawaj.

POKOJÓWKA

O Boże, Franku.

ŻOŁNIERZ

No, co znowu Franek?

POKOJÓWKA

Niegodziwy z ciebie człowiek, Franku.

ŻOŁNIERZ

Czekaj ino trochu.

POKOJÓWKA

Już mnie porzucasz?

ŻOŁNIERZ

No, przecik wirdzinie wolno sy zapalić.

POKOJÓWKA

Tak ciemno.

ŻOŁNIERZ

Jutro z rana znów będzi jasno.

POKOJÓWKA

Powiedz, czy mnie kochasz?

ŻOŁNIERZ

No, przecik musiała to panna Marysia poczuć, ni?

POKOJÓWKA

Dokądże idziemy?

ŻOŁNIERZ

Ta z powrotem.

POKOJÓWKA

Oj! Nie leć tak prędko!

ŻOŁNIERZ

Ta co takiego! Ni bedy laz po omacku.

POKOJÓWKA

Powiedz, kochasz mnie odrobinę?

ŻOŁNIERZ

Dopirom ci to powiedział.

POKOJÓWKA

To choć mnie pocałuj!

ŻOŁNIERZ

łaskawie

Masz... Słuchaj no — teraz możemy znów pójść na muzykę.

POKOJÓWKA

Ty byś może znów chciał hulać?

ŻOŁNIERZ

Czemuż ni?

POKOJÓWKA

Kiedy bo ja muszę już iść do domu. I tak dostanę besztanie, moja pani to taka... ona by chciała, żebym wiecznie ino w domu siedziała.

ŻOŁNIERZ

To sy idź do domu.

POKOJÓWKA

Myślałam, co mnie pan Franciszek do domu odprowadzi.

ŻOŁNIERZ

Odprowadzić? Ta na co!

POKOJÓWKA

To tak smutno samej iść do domu.

ŻOŁNIERZ

A gdzie panna mieszka?

POKOJÓWKA

Niedaleko, na Porcelangasse.

ŻOŁNIERZ

Tak? To mamy jedny drogi... Ali tera to za wcześnie... tera to sobi jeszcze pohulamy, mam dziś frei... Przed dwunastą nie potrzebuję dekować si w kasarni. Tera jeszcze potańcujim.

POKOJÓWKA

Aha, teraz kolej na tę blondynkę z krzywym pyskiem.

ŻOŁNIERZ

Ph... jij pysk ni taki znówś krzywy.

POKOJÓWKA

Mój Boże, jakie te mężczyzny paskudne! Pewnie pan z każdą to samo robi, co?

ŻOŁNIERZ

Ta to by było za dużo.

POKOJÓWKA

Słuchaj Franek, nie tańcz dzisiaj, zostań ze mną.

ŻOŁNIERZ

Dobrze, dobrze. Trochu taki pohulam.

POKOJÓWKA

Ja już dziś z nikim tańczyć nie będę.

ŻOŁNIERZ

Oho, już jezd...

POKOJÓWKA

Kto taki?

ŻOŁNIERZ

Swoboda! Jak my tu duchem zaszli. Jeszcze to furt grają... tadarada, tadarada

nuci

No, jak zaczekasz,to ci odprowadzym.

POKOJÓWKA

Poczekam.

Wchodzą do sali tańców.

ŻOŁNIERZ

Wie panna Marysia co, każ se panna dać szklankę piwa.

Zwracając się do blondynki, która właśnie tańczyła z jakimś chłopakiem, z elegancją

Czy mogim pannę prosić?

POKOJÓWKA I PANICZ

Upalne popołudnie lata. — Rodzice na letnim mieszkaniu. Kucharka ma wychód. — Pokojówka pisze w kuchni list do kochanka żołnierza. Z pokoju panicza słychać dzwonek. Pokojówka wstaje i idzie do pokoju panicza.

Panicz leży na kanapie, pali cygaro i czyta francuską powieść.

POKOJÓWKA

Proszę Panicza?

PANICZ

A tak, Maryniu, tak, to ja dzwoniłem... czego ja to chciałem... prawda, niech no Marynia pospuszcza story... Jest chłodniej, gdy story spuszczone... tak...

Pokojówka idzie do okna i spuszcza story.

PANICZ

czyta

Co Marynia robi? Przecież tak ciemno, że czytać nie można.

POKOJÓWKA

Panicz zawsze taki pilny.

PANICZ

pomija te uwagę z miną pełną godności

Dobrze już.

Marynia odchodzi.

Panicz usiłuje dalej czytać, po chwili jednak odrzuca książkę i ponownie dzwoni.

Pokojówka wchodzi

PANICZ

Maryniu... cóżem to chciał powiedzieć... aha... prawda... czy nie ma koniaku w domu?

POKOJÓWKA

Jest, ale pewnie zamknięty.

PANICZ

A kto ma klucze?

POKOJÓWKA

Klucze ma Lina.

PANICZ

Kto to jest ta Lina?

POKOJÓWKA

Kucharka, proszę panicza.

PANICZ

To proszę powiedzieć Linie.

POKOJÓWKA

Kiedy Lina ma dziś wychód.

PANICZ

Tak...

POKOJÓWKA

Może paniczowi przynieść z kawiarni...

PANICZ

O, nie... i tak dość gorąco. Nie chcę koniaku. Wie Marynia co, proszę mi przynieść szklankę wody. Pst, Maryniu — proszę tylko dużo odtoczyć, niech będzie zimna.

Pokojówka odchodzi.

Panicz patrzy za nią, u drzwi pokojówka ogląda się za nim; panicz patrzy przed siebie. Pokojówka odkręca kurek wodociągu i toczy wodę. W międzyczasie idzie do swego pokoiku, myje ręce, poprawia przed lustrem grzywkę. Potem przynosi paniczowi szklankę wody. Zbliża się do kanapy.

Panicz podnosi się do połowy, pokojówka podaje mu szklankę, palce ich stykają się.

PANICZ

Tak, dziękuję. — No, cóż tam? — Niechże Marynia uważa, proszę postawić szklankę na podstawce...

Kładzie się i wyciąga znowu

Która to godzina?

POKOJÓWKA

Piąta, proszę panicza.

PANICZ

Piąta — dobrze.

Pokojówka odchodzi, u drzwi ogląda się; spostrzega wzrok panicza na sobie i uśmiecha się.

Panicz leży chwilę, potem wstaje nagle, idzie ku drzwiom, potem na powrót kładzie się na kanapę. Usiłuje znów czytać. Po kilku minutach znowu dzwoni.

Pokojówka z uśmiechem, którego nie stara się ukryć

PANICZ

Maryniu, chciałem się o coś zapytać. Czy nie był tu dziś przedpołudniem doktor Schüller?

POKOJÓWKA

Nie, dziś przedpołudniem nikogo nie było.

PANICZ

Hm, to szczególne. Więc doktor Schüller nie był? Czy Marynia w ogóle zna doktora Schüllera?

POKOJÓWKA

Naturalnie. To ten wysoki pan z czarną brodą.

PANICZ

Tak. A może przecież tu był?

POKOJÓWKA

Nie, proszę panicza, nikogo tu nie było.

PANICZ

zdecydowany

Niech Marynia się do mnie zbliży.

POKOJÓWKA

zbliża się nieco

Bardzo proszę.

PANICZ

Bliżej... tak... aa... zdawało mi się tylko...

POKOJÓWKA

Co to paniczowi się stało?

PANICZ

Zdawało... zdawało mi się — że ta bluzka... Cóż to za bluzka... Niechże Marynia się zbliży. Przecież nie ugryzę.

POKOJÓWKA

dochodzi

A co moja bluzka? Czy się paniczowi nie spodobała?

PANICZ

dotyka się bluzki, przyciągając zarazem pokojówkę do siebie

Niebieska? To ładny niebieski kolor.

z prostotą

Marynia się bardzo ładnie ubiera.

POKOJÓWKA

Ale — proszę panicza.

PANICZ

No, cóż tam...

Odpiął jej bluzkę. Rzeczowo

Marynia ma ładną, białą cerę.

POKOJÓWKA

Panicz mi pochlebia.

PANICZ

całuje ją w piersi

To przecież nie boli.

POKOJÓWKA

O nie.

PANICZ

Bo Marynia tak wzdycha? Czego Marynia tak wzdycha?

POKOJÓWKA

Ach, panie Alfredzie...

PANICZ

A jakie to Marynia ma pantofelki....

POKOJÓWKA

... Ależ... proszę panicza... gdyby tak ktoś zadzwonił?

PANICZ

Któżby teraz dzwonił?

POKOJÓWKA

Ależ proszę panicza doprawdy... tak jasno...

PANICZ

Przede mną Marynia nie ma się czego wstydzić, ani w ogóle przed nikim... jeżeli się jest tak ładną. Słowo daję, Marynia jest... Wie Marynia, nawet jej włosy pachną przyjemnie.

POKOJÓWKA

Panie Alfredzie...

PANICZ

Tylko bez tych historii... Widziałem już Marynię trochę inaczej... Wtedy, w nocy, com przyszedł do domu... i chciałem się napić wody. Drzwi do pokoju Maryni były otwarte, no i...

POKOJÓWKA

zakrywa twarz

O Boże, nie myślałam, że pan Alfred taki niedobry.

PANICZ

Wtedy widziałem... to... i to... i to... i —

POKOJÓWKA

Ależ, panie Alfredzie!

PANICZ

Pójdźże tu... tak, tak.

POKOJÓWKA

A jak teraz kto zadzwoni —

PANICZ

Przestań-że już raz... w najgorszym razie nie otworzysz...

Dzwonek.

PANICZ

Do diabła... Cóż to za hultaj takie hałasy wyprawia? Może już pierwej dzwonił, a myśmy nic nie słyszeli?

POKOJÓWKA

O, ja ciągle uważałam.

PANICZ

Niech tam Marynia popatrzy — przez okienko.

POKOJÓWKA

Panie Alfredzie... Pan taki... taki niedobry.

PANICZ

Niechże Marynia zobaczy...

Pokojówka odchodzi

Panicz podnosi prędko story

POKOJÓWKA

wraca

Pewnie odszedł. Bo nikogo nie było. Może to był doktór Schüller.

PANICZ

niemile dotknięty

Dobrze.

POKOJÓWKA

zbliża się doń

PANICZ

usuwa się

— Maryniu — idę do kawiarni.

POKOJÓWKA

czule

Już... panie Alfredzie?

PANICZ

surowo

Idę do kawiarni. Gdyby doktór Schüller nadszedł —

POKOJÓWKA

On już dziś pewnie nie przyjdzie.

PANICZ

z jeszcze surowszą miną

Gdyby doktór Schüller przyszedł, to... to — jestem w kawiarni. —

Wychodzi do drugiego pokoju.

Pokojówka bierze cygaro ze stolika, chowa je do kieszeni i odchodzi.

PANICZ I MŁODA MĘŻATKA

Wieczór. — Salon w kamienicy przy Schwindgasse, umeblowany z pretensjonalną a pospolitą elegancją. Panicz dopiero co wszedł. W kapeluszu na głowie i w paltocie zapala świece. Potem otwiera drzwi sąsiedniego pokoju i rzuca okiem do wnętrza. Świece salonu oświetlają posadzkę i łóżko z baldachimem, stojące przy ścianie. Z kominka umieszczonego w rogu sypialni pada na firanki łóżka czerwonawe światło. --- Panicz przygląda się także sypialni. Bierze z komódki rozpylacz i zlewa poduszki perfumą fiołkową. Potem przechadza się z rozpylaczem, naciskając bez ustanku mały balonik, tak, że wkrótce wszędzie rozlewa się woń fiołków. Nareszcie zdejmuje palto i kapelusz. Siada na fotelu z niebieskiego aksamitu i zapala papierosa. Po chwili wstaje i upewnia się, czy zielone żaluzje są spuszczone. Naraz wraca do sypialni, otwiera szufladę szafki. Wsuwa rękę i znajduje szpilkę szyldkretową. Szuka miejsca, aby ją schować, w końcu wkłada ją w kieszeń paltota. Potem otwiera szafę w salonie, wyjmuje srebrną tacę z flaszką koniaku i z dwoma kieliszkami i stawia na stole. Z paltota wyjmuje małą, białą paczkę. Otwiera ją i kładzie przy koniaku: wraca do szafy, wyjmuje dwa małe talerze i dwa nakrycia. Wyjmuje z paczki kandyzowany kasztan i zjada go. Nalewa sobie kieliszek koniaku i wypija go szybko. Potem spogląda na zegarek. Przechadza się po pokoju. Przed wielkim zwierciadłem zatrzymuje się chwilę i poprawia sobie grzebykiem włosy i wąsiki. — Potem idzie do przedpokoju i nasłuchuje. Nic nie słychać. Nareszcie zasuwa niebieskie portiery u wejścia do sypialni. Słychać głos dzwonka. Panicz zrywa się lekko. Potem rzuca się na fotel i wstaje dopiero wtedy, gdy drzwi się otwarły i weszła młoda mężatka.

Młoda mężatka gęsto zawoalowana, zamyka drzwi za sobą, zatrzymuje się chwilkę, przyciskając lewą rękę do serca, jak gdyby chciała stłumić gwałtowne wzruszenie.

PANICZ

podbiega ku niej, chwyta jej lewą rękę i wyciska na białej, czarno wyszywanej rękawiczce pocałunek. Mówi szeptem

Dziękuję pani.

MŁODA MĘŻATKA

Alfredzie — Alfredzie!

PANICZ

Pani... Łaskawa pani, proszę — pani Emmo...

MŁODA MĘŻATKA

Zaraz... niech odetchnę chwilę — proszę... proszę bardzo, Alfredzie!

Stoi jeszcze we drzwiach.

Panicz stoi przed nią, trzyma jej rękę

MŁODA MĘŻATKA

Gdzież właściwie jestem?

PANICZ

U mnie.

MŁODA MĘŻATKA

Ta kamienica jest straszną, Alfredzie.

PANICZ

Dlaczego? To bardzo elegancka kamienica.

MŁODA MĘŻATKA

Spotkałam na schodach dwóch panów.

PANICZ

Znajomych!

MŁODA MĘŻATKA

Nie wiem. Być może.

PANICZ

Przepraszam łaskawą panią, ale pani zna chyba swoich znajomych.

MŁODA MĘŻATKA

Nic przecież nie widziałam.

PANICZ

Gdyby to byli najlepsi przyjaciele, nie poznaliby pani. Ja sam... gdybym nie wiedział, że to pani... ta woalka —

MŁODA MĘŻATKA

To są dwie woalki.

PANICZ

Czy nie podejdzie pani trochę bliżej?... Niechże pani przynajmniej zdejmie kapelusz!

MŁODA MĘŻATKA

Co panu przychodzi do głowy? Powiedziałam pięć minut... Nie dłużej, przysięgam panu —

PANICZ

Więc woalkę —

MŁODA MĘŻATKA

Dwie.

PANICZ

No tak, obie woalki — niech przynajmniej zobaczę panią.

MŁODA MĘŻATKA

Czy kochasz mnie, Alfredzie?

PANICZ

urażony

Emmo — pani pyta...

MŁODA MĘŻATKA

Jak tu gorąco!

PANICZ

Ależ pani jeszcze we futrze — pani się przeziębi.

MŁODA MĘŻATKA

wchodzi nareszcie do pokoju, pada na fotel

Jestem śmiertelnie znużona.

PANICZ

Niech pani pozwoli...

Zdejmuje woalki, wyciąga szpilkę z kapelusza, kładzie kapelusz, szpilkę, woalki na boku.

Młoda mężatka nie wzbrania tego

Panicz staje przed nią, potrząsa głową

MŁODA MĘŻATKA

Cóż to panu?

PANICZ

Tak piękną nie była pani jeszcze nigdy.

MŁODA MĘŻATKA

Jak to?

PANICZ

Sam... na sam z panią — Emmo —

Przyklęka obok fotelu, bierze jej obie ręce i okrywa je pocałunkami

MŁODA MĘŻATKA

A teraz... pozwól mi pan odejść. Zrobiłam, czegoś pan ode mnie żądał.

Panicz ukrywa głowę w fałdach jej sukni

MŁODA MĘŻATKA

Przyrzekłeś mi pan, że będziesz grzeczny.

PANICZ

Tak.

MŁODA MĘŻATKA

Ależ można się udusić w tym pokoju.

PANICZ

wstaje

Pani ma jeszcze futro na sobie.

MŁODA MĘŻATKA

Połóż je pan obok kapelusza.

Panicz zdejmuje z niej futro i kładzie je również na kanapie.

MŁODA MĘŻATKA

A teraz — adieu

PANICZ

Emmo! — Emmo!

MŁODA MĘŻATKA

Pięć minut dawno już minęło.

PANICZ

Ani jedna!

MŁODA MĘŻATKA

Alfredzie, powiedz mi dokładnie, która godzina?

PANICZ

Kwadrans na siódmą.

MŁODA MĘŻATKA

Teraz powinnabym już dawno być u siostry.

PANICZ

Siostrę może pani często odwiedzać...

MŁODA MĘŻATKA

O Boże, Alfredzie, dlaczego mnie pan namówiłeś... do tego...

PANICZ

Bo cię... ubóstwiam Emmo!!

MŁODA MĘŻATKA

Ile razy pan to już innym mówiłeś?

PANICZ

Od czasu, kiedy panią poznałem, żadnej.

MŁODA MĘŻATKA

Co za lekkomyślność z mej strony! Gdyby mi kto był powiedział... jeszcze przed tygodniem... jeszcze wczoraj...

PANICZ

A przedwczoraj pani mi przecież już przyrzekła...

MŁODA MĘŻATKA

Tak mnie pan męczył. Nie chciałam. — Bóg mi świadkiem, że nie chciałam... Wczoraj byłam zdecydowana... Wie pan, że wczoraj wieczór napisałam do pana długi list?

PANICZ

Nie dostałem żadnego listu.

MŁODA MĘŻATKA

Podarłam go. Och! Powinnam była ten list posłać.

PANICZ

A przecież tak lepiej...

MŁODA MĘŻATKA

Nie, to jest niegodne. Sama siebie pojąć nie mogę. Adieu, Alfredzie, puść mnie pan.

Panicz obejmuje ją i okrywa jej twarz gorącymi pocałunkami.

MŁODA MĘŻATKA

Tak... pan dotrzymuje słowa.

PANICZ

Jeszcze raz — jeden raz tylko.

MŁODA MĘŻATKA

Po raz ostatni.

On ją całuje, ona pocałunek oddaje. Pozostają długo w uścisku.

PANICZ

Czy wiesz Emmo? Dopiero teraz wiem, co to jest szczęście.

Młoda mężatka przechyla się w tył na fotelu

PANICZ

siada na oparciu, obejmuje lekko ramieniem jej szyję

A właściwie... co mogłoby być szczęściem...

Młoda mężatka głęboko wzdycha

Panicz całuje ją znów

MŁODA MĘŻATKA

Alfredzie, Alfredzie, co pan ze mnie robi!

PANICZ

Nieprawdaż — tu wcale zacisznie... A jak bezpiecznie! Tysiąc razy milej, niż owe schadzki pod gołym niebem.

MŁODA MĘŻATKA

Ach, nie przypominaj mi...

PANICZ

Będę je zawsze z rozkoszą wspominał. Każda chwila, którą z panią spędziłem, pozostanie dla mnie słodkim wspomnieniem.

MŁODA MĘŻATKA

Pamięta pan bal przemysłowców?

PANICZ

Czy pamiętam?... Siedziałem przecież podczas kolacji obok pani, tak blisko. Mąż pani szampana...

Młoda mężatka patrzy nań z wyrzutem

PANICZ

Mówiłem tylko o szampanie. A może by pani wypiła kieliszek koniaku?

MŁODA MĘŻATKA

Kropelkę, ale przedtem proszę o szklankę wody.

PANICZ

Dobrze... Gdzie tylko jest — aha..

Uchyla portierę i idzie do sypialni.

Młoda mężatka patrzy za nim

Panicz wraca z karafką wody i dwiema szklankami

MŁODA MĘŻATKA

Gdzie pan był?

PANICZ

W... drugim pokoju.

Nalewa wody do szklanki.

MŁODA MĘŻATKA

Spytam cię o coś! Alfredzie — ale przysięgnij mi, że powiesz prawdę.

PANICZ

Przysięgam. —

MŁODA MĘŻATKA

Czy była już kiedy w tych pokojach inna kobieta?

PANICZ

Ależ, Emmo — dwadzieścia lat temu wybudowano ten dom...

MŁODA MĘŻATKA

Pan wie, co myślę, Alfredzie... Z panem! U pana!

PANICZ

Ze mną — tutaj — Emmo! — To nieładnie, że pani o czymś podobnem myśleć może.

MŁODA MĘŻATKA

Więc pan... jakże mam... Nie, wolę nie pytać. Lepiej będzie, gdy nie zapytam. Sama jestem temu winna. Wszystko się mści.

PANICZ

Cóż pani jest? Co takiego? Co się mści?

MŁODA MĘŻATKA

Nie, nie, nie wolno mi oprzytomnieć... Inaczej musiałabym się w ziemię zapaść ze wstydu.

PANICZ

z karafką wody w ręku, potrząsa smutnie głową

Emmo, gdyby pani wiedziała, jak mnie to boli.

Młoda mężatka nalewa sobie kieliszek koniaku

PANICZ

Powiem ci coś, Emmo. Jeżeli wstydzisz się, że jesteś tutaj — jeżeli ci jestem obojętnym — jeżeli nie czujesz, że jesteś dla mnie największym szczęściem na świecie... w takim razie odejdź lepiej...

MŁODA MĘŻATKA

Zrobię to.

PANICZ

chwytając ją za rękę

Jeżeli jednak domyślasz się, że bez ciebie nie mogę żyć, że pocałunek, złożony na twej ręce, znaczy dla mnie więcej niż wszystkie czułości kobiet całego świata... Emmo, nie jestem takim, jak inni młodzi ludzie, którzy umieją flirtować — może jestem zbyt naiwny... ja...

MŁODA MĘŻATKA

Jeżeli przecież jesteś takim, jak inni?

PANICZ

Nie byłabyś tutaj — bo ty nie jesteś taką, jak inne kobiety.

MŁODA MĘŻATKA

Skąd pan to wie?

PANICZ

pociągnął ją do kanapy i usiadł przy niej

Myślałem dużo o pani. Pani jest nieszczęśliwą.

MŁODA MĘŻATKA

ucieszona

Tak.

PANICZ

Życie jest tak czcze, tak marne — a wreszcie tak krótkie — tak strasznie krótkie. Jest tylko jedno szczęście... znaleść osobę, która kocha —

Młoda mężatka wkłada da ust kandyzowaną gruszkę, którą wzięła ze stołu

PANICZ

Mnie połowę.

Ona podaje mu ją ustami.

MŁODA MĘŻATKA

ujęła ręce panicza, które się chcą zabłąkać

Co pan robi, Alfredzie... Tak pan dotrzymuje przyrzeczenia?

PANICZ

połyka gruszkę, potem śmielej

Życie takie krótkie.

MŁODA MĘŻATKA

słabo

To jeszcze nie jest powodem —

PANICZ

mechanicznie

Owszem.

MŁODA MĘŻATKA

słabiej

Alfredzie, przyrzekłeś być grzeczny... I tak jest jasno...

PANICZ

Chodź, chodź, ty jedyna, jedyna...

Podnosi ją z kanapy.

MŁODA MĘŻATKA

Co pan robi?

PANICZ

Tam nie jest jasno.

MŁODA MĘŻATKA

Czy tam jest jeszcze jeden pokój?

PANICZ

ciągnie ją za sobą

Ładny pokój... i całkiem ciemny.

MŁODA MĘŻATKA

Zostańmy lepiej tutaj.

Panicz jest już z nią za portierą w sypialni, odpina jej stanik

MŁODA MĘŻATKA

Pan jest tak... o Boże, co pan ze mnie robi? — Alfredzie!

PANICZ

Ubóstwiam cię, Emmo!

MŁODA MĘŻATKA

Poczekaj trochę, poczekaj przynajmniej..

słabo

Idź... zawołam cię.

PANICZ

Pozwól mi ci — pozwól ci mi język mu się plącze... ... po... zwól — mi — ci dopomóc.

MŁODA MĘŻATKA

Ależ drzesz na mnie wszystko.

PANICZ

Nie nosisz gorsetu?

MŁODA MĘŻATKA

Nie noszę nigdy gorsetu. Odilon także nie nosi. Ale buciki możesz mi poodpinać.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.