drukowana A5
17.35
Rymy ulotne

Bezpłatny fragment - Rymy ulotne


Objętość:
63 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0965-9

Do niemowlęcia

Lata po latach jak woda płyną,

Czas już do wzrostu twojego bliski —

Czémże ty będziesz, mała dziecino,

Kiedy wynijdziesz z twojéj kołyski?

 Może ci z czasem służyć Temidzie,

I szalę sądu piastować przyjdzie —

Szkoda cię mały — zbrukałbyś rękę,

Albo byś zmazał, lub we krwi zbroczył

Twoją bieluchną, świętą sukienkę,

W którą cię pleban na chrzcie obłoczył.

Może twe młode i żądne serce

Zapragnie sławy szukać w żołnierce —

I umężniwszy piersi otwarte,

Stanąć jak rycerz w bojowych chwilach,

Żyć — jak Batory lub Bonaparte,

Paść jak Leonid przy Termopilach.

Lecz dziś rycerstwo zawód nietwardy,

Dziś niepopłatne mężne Bajardy

A jeśli wierzyć naszéj gazecie,

Że wojna zniknie z oblicza ziemi,

Kraje się zwiążą węzły bratniemi,

Więc i rycerstwo zniknie na świecie. —

Szkoda cię mały, jeżeli marnie

Masz nosić pancerz na twojém łonie;

Staczać potyczki — tylko w bostonie,

Napełniać strachem — tylko kawiarnie. —

Może twój umysł Bogu oddany,

Zechce porzucić troski światowe,

I przed ołtarzem między kapłany,

Głosem spod serca chwalić Jehowę. —

Lecz nie wiesz mały — rój mędrców liczny

Poważnie burzy, w co wierzyć trzeba,

I pragnie z gruzów starego nieba

Zmurować wszechświat filozoficzny. —

Wkrótce (jak piszą) znikną już wszędy

Nasze świątynie, nasze obrzędy,

I nasze «Wierzę» wyssane z mlekiem

Wkrótce przestanie rządzić człowiekiem.

Bo dziś człowieka para oświeca —

Parowe kotły w wozach, w okręcie,

Parowe myśli jak błyskawica

Z ludu do ludu lecą w momencie. —

Gdzież ci dziecino szukać swej doli

Pomiędzy tylu mądremi dziwy?

Chyba ci szczęście jakie pozwoli

Być maszynistą lokomotywy.

Nie, nie, malutki! inna twa droga,

Ty może pójdziesz wznioślejszą metą;

Kiedy podrośniesz, proś Pana Boga:

Niech cię uczyni wielkim poetą.

 Z sercem kamiennym, z głową Minerwy,

Wiek nasz zbezwładnił swe stare nerwy —

Syty rozkoszy, syty promieni,

Utracił miłość, wiarę, nadzieje,

Coraz się karli, coraz drętwieje,

Wkrótce się, wkrótce w kamień zamieni, —

Jedno się kładąc w cienie grobowe,

Złota chce jeszcze sobie pod głowę. —

Śpieszmy go wskrzesić! — Próżna ochoto!

Któż spod kamienia pierś mu uwolni?

Kto ją rozgrzeje tchnieniem żywota?

Kto w próchnie serca ogień roznieci?

O, wy jedynie ku temu zdolni,

Uderzcie w struny wielcy poeci! —

Nam trzeba wieszcza, wieszcza proroka,

Co by miał lirę i piersi grzmiące,

Co by piosenką i strzałem oka

Umiał oświecać i grzać jak słońce. —

Zrodź się poeto! Może w téj dobie

Już przyszedł na świat spełnić swe dzieło —

Mała dziecino! może na tobie

To posłannictwo boże spoczęło. —

Wskrzesić wiek martwy!... O jak to pięknie,

Gdy lód zakipi, skała rozmięknie,

Ziemia uczuje w swych pulsach drganie,

I serce ludzkie z martwych powstanie!

Wielkie to dzieło!

      Twe czoło młode

Potomność w jasną otoczy tęczę;

Ale za życia — czy wiész młodzieńcze,

Jaką świat sądził tobie nagrodę?

Twe czoło — w wieniec cierni ustroją

I zelżą ciebie hańbą sromotną

I w twoje piersi kamieniem grzmotną: —

Lecz wara kwilić! bo te męczarnie

To gwiazda cześci na twoje łono,

Wszak świat zabija proroki marnie,

Wszak i Chrystusa tu umęczono,

Chyba nikczemny zwolennik świata,

Zbyt polubiwszy cielesny oków,

Nie chciałby umrzeć śmiercią Sokrata,

Umrzeć za prawdę — śmiercią proroków.

O! tam Duch Święty pewno nie świeci,

Gdzie gdy się dotknie cierpienia rózga,

Męczennik płacze, przeklęctwy bluzga,

Jak dzisiejszego wieku poeci.

 Gdy boli serce, więc jęki swemi

Zioną przeklęctwo niebu i ziemi, —

Kiedy pioruny palą im w głowę,

Chcieliby wstąpić w ciemno grobowe,

I hańbią siebie przez płacz niewieści,

Że się fortuna z nimi nie pieści. —

Więc choć do liry wyścigiem śpieszą,

Głos słabych piersi przepada w tłumie —

Mętnéj ich pieśni nikt nie rozumie.

O! tacy wieszcze świata nie wskrzeszą.

Nie ten cel pieśni — i mistrzom świętym

Nie taka pieśnia z duszy się darła —

Cudem jéj dźwięku kamień był tkniętym

I wrzała w żyłach krew obumarła. —

Ten lejąc tony bystrym potokiem,

Śpiewał o przodkach wielkiemi słowy,

Ten opowiadał wolę Jehowy

I przyszłość orlém przebijał okiem. —

I biegły ludy, gdzie wieszcz im kazał,

Były to wielkie wieki na świecie

I wielcy wieszcze, i wielcy ludzie.

Nikt się nikczemną skargą nie zmazał,Że go już ciężar do ziemi gniecie,

Że pora spocząć po znojnym trudzie.

Wieszczu! daremnie inny się żali:

Że żadna pieśnia ludzi nie wzruszy —

Ty nam zakołacz, przemów do duszy,

Śpiewaj jak dawni mistrze śpiewali,

A od twéj pieśni jakby od cudu,

Wstąpi duch nowy do serca ludu. —

Jak Izajasz zabrzmij ludowi,

Co przez twe usta Jehowa mówi, —

Lub po Homerów stąpając śladach,

Zanuć nam wielką pieśń o pradziadach.

Niech na cześć przodków głos się natęża,

Spiéwaj nam powieść ich cnót i męstwa,

Gwar ich obrady, szczęk ich oręża,

Głos ich modlitwy — błogosławieństwa; —

Albo jak Orfej, rozpierzchłe rody

Idź bratać cudem piosenki twojéj!

Wieszczu Miłości, śpiewaku Zgody,

Cóż się przed siłą twoją ostoi?

Niech jeno Niechęć, Zemsta, Niezgoda,

Nie da się słyszeć w cierpkim rozgwarze,

Pan namaszczenia twéj lirze doda,

I strunom twoim dzielnie grać każe. —

Nie dosyć duchem przejęci bożym,

Wywołać cuda nie dosyć godni,

My starzy piewcy lirę już złożym —

Bóg pokolenie nowe odmłodni;

I lepszą dolę piewcom przeznaczy,

I da im zdobyć serca słuchaczy;

Śpiewaj: — a ludzie, co dziś jak głazy,

Będą cię słuchać sercem wzruszoném.

A zachwyceni uroczym tonem,

Wszędzie pobiegną na twe rozkazy.

I pod wielkiego śpiewaka wodzą

Uderzą serca żądzą zaszczytną

I wielcy ludzie znów się odrodzą,

I wielkie wieki znowu zakwitną. —

Oto są wieszcza i pieśni cele —

Dziécię! piać będziesz takiemi tony —

Jeśli odwagi i sił masz wiele,

Jeżeliś Duchem Świętym natchniony —

Spełnisz te cuda późno czy rano,

Lecz jeślić z nieba głosu nie dano, —

Nie pragnij darć się w Parnasu szranki,

Dosyć już dzisiaj pieją poety —

Dziś za sonety i triolety,

Nie zyskasz nawet łask u kochanki,

Bo próżno śpiewać nadobnym licom,

Wstrząsać słowiki, wody, zefiry, —

Naszego wieku mądrym dziewicom,

Milszy dźwięk złota — nad dźwięki liry.

17 lipca 1847

Wspomnienia Nieświeża

I

Wspomnienie

Gdzie po dwuwiecznym gwarze cisza uroczysta

Zaległa Radźwiłłowskich złotych sal obszary,

W murach, co pamiętają byt świetny, byt stary,

Ja wlokłem dni powszednie, biédny biuralista.

W starym blaszanym hełmie chowałem cygary,

A otrząsłszy zbutwiałe malowidła z pyłów,

Kiedy wiatr bił do okna, zastawiałem szpary,

Obrazami Ostrogskich, Sapiehów, Radźwiłłów!

W grobach, w gruzach, w gawędach i na starém płótnie

Tylko przeszłość przelotem swój cień zostawiła, —

Czytałem po tych cieniach — bolejąc okrutnie;

Bom widział! że ta przeszłość — choć zmarła, nadgniła,

Jeszcze przy naszym wieku wyglądała butnie,

Jak wśród wioski nędzarzów rycerska mogiła.

II

Miasto

Małe i liche miasto stoi w rozwalinie —

Tu i ówdzie wśród gruzów nowy mur się błyszczy,

Tu i ówdzie wieżyce, klasztory, świątynie —

Póki czas ich nie pozrze, burza nie poniszczy.

Małe i liche miasto, co stoi w ruinie,

Czyż komu łzę wywoła, ciekawość obudzi?

Wędrowiec go w przejeździe obojętnie minie —

Jak mijamy podeszłych pospolitych ludzi.

Lecz ten starzec — to żołnierz lub bywalec może,

W ranach swych męstwa, w zmarszczkach ma długich lat dzieje,

Opowie ci swe losy, bitwy lub podróże. —

Miasto ma swoją przeszłość! swoje przywileje.

Przestarzały pargamin?! — o pożal się Boże!

Człek go już nié wyczyta i mól nawet nie je.

III

Zamek

Za szérokiém jeziorom na krańcu krainy

Sterczy kamienny starzec — i niekiedy z wieży

Długo, z wolna, wydzwania ubiegłe godziny —

Nim ostatnią dni swoich godzinę uderzy. —

W piersiach jego, jak w piersiach stuletnich żołnierzy,

Tylko pamięć na dawne zdarzenia i czyny, —

Teraźniejszość z przeszłością pogardliwie mierzy,

Znał ojców — jakże śmieszne w jego oczach syny!

Czy odżyje? czy wskrzesi swoje dawne losy,

Huczno — po Radźwiłłowsku — jeszcze ma nadzieję,

Jeszcze dziad śmiało strzela wieżami w niebiosy,

Jeszcze herby, obrazy i szpargałów stosy —

Strzeże jak świętość — Boże! ta świętość spróchnieje

Jak słowo bez znaczenia, roślina bez rosy.

IV

Groby Radziwiłłów

W kościele pojezuickim

Pod ogromną świątynią jest miejsce grobowe,

Jest sklepisko podziemne, w niém ołtarz i krata,

Daléj trumna przy trumnie — wszystkie hebanowe,

Wszystkie z dębu — w nich kości długie leżą lata.

Z trumien zgnilizna wieje — choć arystokrata

Przesiękły balsamami złożył tutaj głowę,

Zgniły pany i panie — tylko trwalsza szata,

Szkiélet, herb — ci przypomni ich życia osnowę.

Swe imiona to złotem, to krwią nakreślili,

W wiecznej pamięci ludów albo w dziejów karcie! —

Nie złorzecz... nie błogosław... oni ludźmi byli.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.