drukowana A5
15.8
Córa Piastów

Bezpłatny fragment - Córa Piastów


Objętość:
49 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0960-4

I.

I znowu chodźcie posłuchać ciekawie, —

I znowu bitwę przed oczy wam stawię,

I znowu kreślę litewskie postacie,

Brodate, dzikie, ubrane w niedźwiednie,

Miękkie jak dzieci, gdy w domowej chacie,

Straszne, gdy idą w krainy sąsiednie,

Kiedy dzikości popuściwszy wodze,

Kąpią się we krwi, rabują w pożodze.

Nawet, niepomny obowiązków syna,

W niedobrej chwili kreślę ich oblicze,

Gdy ich bojaków skrwawiona drużyna

Wiedzie z sąsiady wojny napastnicze

I w cztery strony, czterma wiatry bieżyDla brzydkiej zemsty lub brzydszej łupieży.

II.

Wstyd nie płomieni synowskiego czoła,

Że mych praojców łupieżcami zową:

Czyż ich sąsiady żyjące dokoła,

Co wyznawały wiarę Chrystusową,

Lepsze poganom podawały wzory

Bratniej miłości i świętej pokory?

Kiedy zachodni rycerze jak fala

Zabijać Litwę dla odpustu płyną,

Zowiąc jej synów dziećmi Beliala,

Dzikim potworem i leśną gadziną;

Czegóż się dziwić, że gromada dziczy

Głowę podniesie i żądłem zasyczy,

Gdy krew' bojową Kawas mu poruszy,

Kiedy go Perkun do zemsty poduszczy?

Bardziej się dziwić, gdy dziki syn puszczy

Słodkim uczuciom da przystęp do duszy,

Gdy bałwochwalcy marsowa jagodaŁzami czułości zaleje się hojnie,

Kiedy starcowi dłoń synowską poda,

Gdy uszanuje słabszego na wojnie,

Kiedy oszczędzi dla rycerskiej cześciGłowę dziecięcą albo wstyd niewieści.

Spytajcie wtedy: skąd on cnotę bierze?

Gdzie on to widział? kto w nim ludzkość budzi?

Czy własne serce? albo leśne zwierzę?

Skąd się nauczył? — pewno nie od ludzi!

Gdy doń Krzyżacy pukają we wrota,

Wie, co go czeka od wyznawców Chrysta:

Starcom zaguba, niewiastom sromota,

Mężom kajdany i hańba wieczysta,

A chacie płomień, a bogom zniewaga —

Nikt nie wymodli, nikt się nie wybłaga.

I Litwin — srogi, gdy twierdzę zdobędzie,

Pluska się we krwi, nie oszczędza jęku,

A miecz i ogień, zniszczenia narzędzie,

Nie dopuść Boże widzieć w jego ręku!

Jednak wśród ognia, wśród jęków skonania

Uszy zatyka i oczy zasłania:

Bo mu potrzeba być sroższym od zwierza,

A on własnemu sercu nie dowierza.

Żelaznym hełmem uzbrojona głowa

Lęka się dumek, co rozczulić mogą,

A dzielna ręka w godzinę złowrogą

Od bicia serca zadrżeć mu gotowa:

Och! bo to serce bogowie odlali

Z miękkiego wosku i ze twardej stali.

III.

Stareć to czasy, które wam wygwarzę.

Dawno już w próchno rozpadły się ręce

Owego ludu, co w szumnym rozgwarze

Dał Trojdenowi oznaki książęce,

Co mu zwierzając przyszłość swojej doli,

Przybrał młodzieńca w uroczyste szaty,

W szkarłatną szubę i kołpak soboli,

Dał mu miecz kuty i pancerz bogaty.

Ten miecz i pancerz, i szubę z hatłasuDawno już wilgoć przejadła z mogiły;

Trzy łokcie ziemi i sześć wieków czasu

Tamtejszych ludzi dawno już przykryły.

 W stolicy Kniaziów, w odwiecznym Kiernowie,

Kurhany władców zaorane miedzą;Śpi stara Litwa — a jej potomkowie

Nawet podania swych ojców nie wiedzą.

Zimnym toporem ścinają dąb wzniosły

Z piersi pradziada na grobie wyrosły;

A z niego drewka szczepiąc do komina,

W święto do ognia zaprosiwszy gości,

Naród cóś marzy, niby przypomina,

Majaczy powieść o starej przeszłości.

Wtedy cóś burzy jego krew zaskrzepłą,

Iskra zapału odżywa w nim jawna;

Czy to z powieści, czy z kominka ciepło?

Może ten ogień tlał w duszy od dawna?

Bóg raczy wiedzieć!

IV.

      Litewską stolicę

Po Narymuncie objął Trojden młody.

Już go poznały sąsiednie narody,

Gdy jeszcze sprawiał podlaską dzielnicę,

Wiedzieli o nim i cudzy, i swoi,

Że mądry w radzie, a chrobry we zbroi.

Ze swej stolicy, jak ze skały sokół,

Śledził, skąd grożą najbliższe zamachy:

I Ruś, i Niemców, Mazowsze i LachyBystrem spojrzeniem obrzucił naokół.

Wszędy wrogowie na Litwę zażarci,

Gotowi działać czy jawnie, czy zdradnie.

Trojden rozmyślał: kogo naprzód skarci?

Czyje najazdy uprzedzić wypadnie?

Najniespokojniej jego oko pada

Na Mazowiecką dzielnicę Konrada.

V.

Syn Ziemowitów — od Białego Leszka

Dzierżył te kraje na prawach wasali.

Znajoma Litwie na Mazowsze ścieżka,

Znajome pola, gdzie krew przelewali,

I twarde mury mazowieckich grodów,

I twarde piersi tamecznych narodów.

Dziś dobra pora odznaczyć się świetnie:

Trojden wypadków mazowieckich świadom,

Konrad, pacholę siedemnastoletnie,

Sił jeszcze nie ma oprzeć się napadom;

Matka, po życia smutnego kolejach,

Mężowskiej śmierci płacząc dogorywa;

A lud Mazowszan pracuje we żniwa,

A baronowie polują po kniejach,

A starostowie ucztują w komnatach,

A straż zamkowa usypia na czatach.

Niechże ucztują, niech bawią się sami,

Niech śpią ich straże z bardyszem we dłoni,

Nim róg litewski pobudkę zadzwoni

Pod ceglanemi ich grodów basztami.

VI.

Trojden dał hasło o rannej jutrzence:

Pokorne echo z gór, lasów i rzeki

Poniosło pilnie rozkazy książęce —

Przez dzień obiegło po Litwie dalekiej,

Że każda strona, każdy Litwy przedział

Już się wieczorem o haśle dowiedział.

I z gór, i z lasów wychyliły głowę

Srogie postaci wojowniczej dziatwy.

Śpieszą pod Kiernów wojska Trojdenowe,

Że ich rachunek zaprawdę niełatwy,

A wszystko krzepka gdyby dęby młodzież,

Chrobre jej twarze, a straszliwa odzież.

W niedźwiedzich szubach, kudłami do góry,

Przy bokach trąba i siekiera wisi,

W rękach oszczepy, korbacze, kostury,

A zamiast czapki łeb wilczy lub rysi,

A jeszcze inszy uczepił na czole

Długie kły dzika lub rogi bawole;

A konie Litwy oszyte w rogożeParskają spięte tręzlą wojownika, —

Zdumione oko rozeznać nie może:

Jaki to potwór z lasu się wymyka?

Bo ludzkich kształtów dojrzeć tu niesnadnie,

Chyba je serce lękliwe odgadnie.

VII.

Na przodzie Litwy książę Trojden hasa:

Ma strój ozdobny junacko a suto,

Uderza w trąbę, co wisi u pasa,

W trąbę bawolą we srebro okutą.

Kibić ma smukłą — znać zaraz młodziana,

A hełm wysoki, roboty nie lada,

A kita strusia, wiatrami rozwiana,

W pysznych zakrętach na szyję mu spada.

Twarz ogorzała, lecz kraśna a świeża,

Brew' lekkim marsem pysznie się najeża;

A spod brwi gęstej gdy spojrzeniem strzela,

To mu i sokół zda się nie dostoi —

Wzrokiem przeszywa pierś nieprzyjaciela

I czułe serce niewinnej dziewoi.

Włos kędzierzawy i kita pierzasta

Igrają z wiatrem, gdy leciuchno wionie;

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.