drukowana A5
11.83
Stoliczku, nakryj się!

Bezpłatny fragment - Stoliczku, nakryj się!


Objętość:
13 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0282-7

Przed laty żył sobie krawiec, który miał trzech synów, a tylko jedną jedyną kozę. Ale że wszyscy żywili się jej mlekiem, więc dbali, aby koza miała dość paszy, i synowie co dzień po kolei paśli ją na łące.

Pewnego dnia najstarszy z braci zaprowadził kozę na cmentarz, gdzie pełno było bujnej trawy. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Ach, mój drogi, ach, mój miły,

tak najadłam się!

Nie zjem więcej ni ździebełka,

me, me, me!

— Chodź więc do domu! — zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

— Czy dobrze się dziś koza napasła? — zapytał krawiec.

— O! — odparł syn — ani ździebełka już zjeść nie może.

Ale ojciec chciał sam się przekonać, czy to prawda, poszedł więc do obory, pogłaskał stworzenie i zapytał:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Me, me, me,

Nie najadłam się!

Po rowach skakałam,

I trawki szukałam,

Lecz nie było ni ździebełka, meee...

— A cóż to znowu! — zawołał krawiec oburzony, pobiegł do izby i przywołał syna: — Kłamco! Powiedziałeś, że koza już syta, a ona nic nie jadła! — Po czym w srogim gniewie chwycił ze ściany drewniany łokieć, wygarbował chłopcu skórę i wygnał go za wrota.

Nazajutrz przyszła kolej na średniego brata. Ten wyszukał jeszcze piękniejszy kawałek łąki za ogrodem i poprowadził tam kozę. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Ach, mój drogi, ach, mój miły,

tak najadłam się!

Nie zjem więcej ni ździebełka,

me, me, me!

— Chodź więc do domu! — zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

— Czy dobrze się dziś koza napasła? — zapytał krawiec.

— O! — odparł syn — ani ździebełka już zjeść nie może.

Ale ojciec chciał sam się przekonać, czy to prawda, poszedł więc do obory i zapytał:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Me, me, me,

Nie najadłam się!

Po rowach skakałam,

I trawki szukałam,

Lecz nie było ni ździebełka, meee...

— A to łotr dopiero! — wykrzyknął krawiec w gniewie i zbił syna łokciem, po czym wygnał go z domu.

Trzeciego dnia przyszła kolej na najmłodszego z braci. By dogodzić ojcu, poprowadził kozę pod kępę krzaków pokrytych gęstym listowiem, aby tam się pasła. Wieczorem, gdy czas już było wracać do domu, zapytał chłopiec kozy:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Ach, mój drogi, ach, mój miły,

tak najadłam się!

Nie zjem więcej ni ździebełka,

me, me, me!

— Chodź więc do domu! — zawołał chłopiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory.

— Czy dobrze się dziś koza napasła? — zapytał krawiec.

— O! — odparł syn — ani ździebełka już zjeść nie może.

Ale ojciec chciał sam się przekonać, czy to prawda, poszedł więc do obory i zapytał:

— Najadłaś się, kózko?

Kózka zaś odparła:

Me, me, me,

Nie najadłam się!

Po rowach skakałam,

I trawki szukałam,

Lecz nie było ni ździebełka, meee...

— O, kłamco nikczemny! — zawołał krawiec oburzony — nie pozwolę się dłużej oszukiwać.

W gniewie wygarbował łokciem skórę także najmłodszemu synowi, po czym wygnał go za wrota.

Gdy już został sam z kozą, poprowadził ją nazajutrz pod zielony żywopłot i rzekł:

— Teraz najesz się wreszcie do syta!

Wieczorem zapytał krawiec:

— Najadłaś się, kózko?

A koza na to:

Ach, mój drogi, ach, mój miły,

tak najadłam się!

Nie zjem więcej ni ździebełka,

me, me, me!

— Więc chodź do domu! — zawołał krawiec, ujął ją za postronek i zaprowadził do obory. Przed odejściem zapytał raz jeszcze:

— Więc już jesteś syta?

A koza na to:

Me, me, me,

Nie najadłam się!

Po rowach skakałam,

I trawki szukałam,

Lecz nie było ni ździebełka, meee...

Kiedy to krawiec usłyszał, zrozumiał, że niesłusznie wygnał swoich synów.

— Poczekaj, ty niewdzięczne stworzenie! — zawołał — wygnać cię to za mało, muszę cię naznaczyć, żebyś nie mogła już przebywać wśród uczciwych krawców!

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.