drukowana A5
14.05
Sonety krymskie

Bezpłatny fragment - Sonety krymskie


Objętość:
33 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0543-9

[Motto i dedykacja]

Wer den Dichter will verstehen,

Muss in Dichter's Lande gehen.

Goethe im Chuld Nameh.

Towarzyszom

podróży krymskiej

Autor

Stepy akermańskie

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,

Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,

Omijam koralowe ostrowy burzanu.

Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;

Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi;

Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi?

To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.

Stójmy! — Jak cicho! — Słyszę ciągnące żurawie,

Których by nie dościgły źrenice sokoła;

Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,

Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła.

W takiéj ciszy — tak ucho natężam ciekawie,

Że słyszałbym głos z Litwy. — Jedźmy, nikt nie woła!

Cisza morska

Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie,

Cichemi gra piersiami rozjaśniona woda;

Jak marząca o szczęściu narzeczona młoda,

Zbudzi się, aby westchnąć, i wnet znowu uśnie.

Żagle, na kształt chorągwi gdy wojnę skończono,

Drzémią na masztach nagich; okręt lekkim ruchem

Kołysa się, jak gdyby przykuty łańcuchem;

Majtek wytchnął, podróżne rozśmiało się grono.

O morze! pośród twoich wesołych żyjątek

Jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy,

A na ciszę długiemi wywija ramiony.

O myśli! w twojéj głębi jest hydra pamiątek,

Co śpi wpośród złych losów i namiętnéj burzy;

A gdy serce spokojne, zatapia w niém szpony.

Żegluga

Szum większy, gęściéj morskie snują się straszydła,

Majtek wbiegł na drabinę: gotujcie się dzieci!

Wbiegł, rozciągnął się, zawisł w niewidzialnéj sieci,

Jak pająk, czatujący na skinienie sidła.

Wiatr! — wiatr! — Dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła,

Przewala się, nurkuje w pienistéj zamieci,

Wznosi kark, zdeptał fale, i skroś niebios leci,

Obłoki czołem sieka, wiatr chwyta pod skrzydła.

I mój duch masztu lotem buja śród odmętu,

Wzdyma się wyobraźnia, jak warkocz tych żagli,

Mimowolny krzyk łączę z wesołym orszakiem;

Wyciągam ręce, padam na piersi okrętu,

Zdaje się, że pierś moja do pędu go nagli:

Lekko mi! rzeźwo! lubo! wiem co to być ptakiem.

Burza

Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei,

Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki,

Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,

Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei.

Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry,

Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,

Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu,

Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury.

Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie,

Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.