drukowana A5
30.69
Sen srebrny Salomei

Bezpłatny fragment - Sen srebrny Salomei


Objętość:
184 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0942-0

AKT I

Komnata w regimentarskim dworze. — Pan Regimentarz STEMPOWSKI i Pan LEON, synRegimentarza, przy stoliku z papierami. — SEMENKO, kozak dworski, siedzi przyprogu na ławce, otulony burką.

REGIMENTARZ

Mój Leonie, już po Ave Marii,

Siadaj waćpan do tych ekspedycji.

Cóż tam piszą z króla kancelarii?

LEON

Rozkazują, byś rozesłał wiciPo Podolu jako regimentarz,

I z Grzyłowem się łączył MoskalemPrzeciw chłopstwu.

REGIMENTARZ

      Odpiszę im z żalem,

Żem nie Moskal; pierwej pójdę na cmentarz,

Niżbym moję moc regimentarską

Miał połączyć z kozacką i carską,

Z którą król mię żąda zaprzyjaźnić.

Chcąc, jak widzisz mocanie, mnie zbłaźnić

Za to, żem był królowi posłuszny.

Cóż tam daléj?

LEON

      Raport Gruszczyńskiego.

REGIMENTARZ

Czytaj wacan, bo to człowiek jest słuszny

I był dawniej moim szkolnym kolegą.

A dziś w mojej chorągwi mi służy.

Człowiek silnej ręki, człowiek duży!

Takich nie ma już dzisiaj na ziemi!

A są, to ich karty i kieliszek,

Już nie szabla z ogniami złotymi,

Nie koń bawi, harcujący przed szykiem.

Jak mi drogi ten święty FranciszekCałuje sygnet.Na pierścieniu dziadowskim z krwawnikiem,

Tak mi drogie serduszko w tym starcu!

Biały starzec — biały — jak kot w marcu,

A tak jeszcze ognisty...! Cóż pisze?

LEON

czytając list.

«Ja i moi towarzysze,

Stanąwszy u Czarnego Kurhana,

Stopy Jaśnie Wielmożnego Pana

Całujemy. Wszystko dobrze nam idzie.

A na wielkiej piramidzie

Nie spisać słowo po słowie,

Co jeszcze zamiarów w głowie

I projektów, i zasadzek.

Naszliśmy na kilka schadzek

W lesie hajdamackiej czerni,

I tak się moi pancerni

Popisali jak zazwyczaj.

W jednej sotnik pewien, Nyczaj,

Zarąbany; w drugiej sprawie,

Gdzie nam rzecz poszła na rękę,

Przydybaliśmy Tymenkę.

I tak uszedł nam ciekawie,

Że jeszcześmy w zadziwieniu,

Na Salamandry w płomieniu,

Na Pliniuszowe bajeczki

Myśl i mentes obracamy.

Widziałem go sam przy kordzie,

W żupanku ze złotej lamy,

W kontuszu, ze krwią po mordzie

Kapającą jak berberys;

Lecz bestia w żar się rzuciłaTanquam drago. De caeterisNie piszę. Chłopstwo jest czarne,

Krwawe, wściekłe i niekarne;

Wódką i miodem zalane,

Przez popy oszukiwane,

Karmione w cerkwiach proskurąŚród krwi, mordów, których pióro

Dotknąć się boi w pisaniu.

Powiem też, że dzisiaj rano,

Będąc sam na harcowaniu,

Razem z jutrzenką różaną,

Z ogniem płonącej auroryDo sławnego WernyhoryDotarłem. — Lecz żal się, Boże! —

Stary w samotnym futorze,

Nad którym dęby kołyszą

Swoje złote sybillińskie

Listeczki, nie wart tej famy,

Którą pieśni ukraińskie

Rozniosły, i z czem się słyszą

W kraju — i futor auguraDo Trofoniuszowej jamyNie umył się — choć i to dziura

W pobliżu dawnych kurhanów,

Pełna starych lir i dzbanów,

Mogłaby wiatrem przeszyta

Wydawać sybilne jęki.

Widziałem miecz DoroszenkiI złote końskie kopyta;

Sądzę, że są tylko z miedzi

W ogniu dobrze pozłocone.

Sam zaś starzec... w jamie siedzi

Spokojnie i rzeczy śnione,

Pełne szumu i zamętu

Rozpowiada bez talentu

Mieszanym chłopskim językiem.

Żeby zaś był czarownikiem,

Nie wierzę... Gdy na pytanieDe propriis, Wielmożny Panie,

Plótł mi, zwyczajnie gaduła,

Że mi żonka moja spruła

Kaftanik dawno zaczęty...

Że co do mnie, będę wzięty

Przez dwie chorągiewki w stepie,

Jak szczygieł i gil na lepie

W przerażeniu odrętwiały,

Że prócz głowy, będę cały

W grobie. — Na te przepowiednie

Spoglądam jako na brednie,

Nic z nich nie rokując złego,

A do krzyża się krwawego

W każdej niedoli uciekam.

Teraz na rozkazy czekam

Dalsze i jestem ostrożny.

A gdy Pan Jaśnie Wielmożny

Rozkażesz, to krew się zbudzi,

I będę ryzykował ludzi

I siebie...».

REGIMENTARZ

      Poczciwy szlaga!

LEON

czytając list.

«Kończąc list w zwykłym afekcie,

Który mi się z wiekiem wzmaga,

Jaśnie Wielmożnego Pana

Sługa, ściskam za kolana

I córce, co na respekcieW jego domu kornie służy,

Z tej krwawej mojej podróży

Posyłam błogosławieństwo,

Zupełnie o jej panieństwo

I dalsze losy spokojny».

REGIMENTARZ

Poślę mu huf jeden zbrojny.

A ty, Lwie, napisz, niech czeka

I niech unika rozprawy,

Aż przybędzie z niedaleka

Chorągiew Kozaka Sawy,

To pójdziemy na pewnika.

Teraz niech boju unika,

W lasach lega, nie na stepie,

Ani na wietrznym wertepie

Harcuje... Dodaj dwa słowa:

Że Salusia jego zdrowa,

Że my go wszyscy kochamy,

Z tej Trofoniuszowej jamy

Złego nie rokując sobie,

Wszakże omenu ciekawi...

A jeśliby już był w grobie,

Proś go, niech głowę wystawi

I nie straci polskiej duszy,

A ja go wyciągnę za uszy.

Cha! Cha! bajkarz Wernyhora

Staremu naplótł powiastek...!

Pójdę do naszych niewiastek

Powiedzieć o tej potyczce

Z duchami... A ty... czy wczoraOświadczyłeś się księżniczce?

LEON

Nie śmiałem, ojcze kochany!

REGIMENTARZ

Głupiś! Więc ja cię wyręczę.

LEON

Ojcze!

REGIMENTARZ

      Aniś do kieliszka,

Ani do... Serce zajęcze!

Na sygnet świętego Franciszka

Przysięgam! Że cię zaręczę

Dziś jeszcze tym oto krwawnikiem.

Całuje pierścień i wychodzi.

LEON

Semenko, siądź za stolikiem

I do Gruszczyńskiego napisz

Ekspedycją.

Wychodzi.

SEMENKO

      Dobrze, panie!

Zrzuca burkę i siadając przy stoliku, pisze.Złotyj Lach... Ot czart i papież

Na moje edukowanie

Musieli łożyć pieniądze.

Oj, staremu ja szlachciurze

Taką wannę przyporządzę,

Takim pismem się przysłużę,

Taki bodiak mu przyczepię,

Że, oj wspomni on w purpurze,

Toj dziad, cały w krwawych ranach,

Jak mię kiedyś bił na stepie,

Szukając skarbów w kurhanach.

 Stary dziad! Żałosny sknera!

Bywało chłopy odziera

I plecy nahajem porzeA złoto w szkatule dusi...

Każdy dzień, mówi, wyorze

Perełeczkę dla Salusi

I turkusik da błękitny,

Albo pasek aksamitny;

Aż, powiada, moja córka

Cała w perłach i brylantach,

Będzie grzebała jak kurka

W księciach i grafach amantach.

Ot i wybrała szczyglica,

Nim szesnastu latek doszła,

Gacha, przy blasku księżyca,

Z którym sobie za mąż poszła

Bez barwinku i bez księdza...

Tam stary w stepach się pędza

Za wiatrem i rzezuniami,

A tu młokos dziecko plami

Na respekcie w ojca domu.

A ja... a ja... a ja ginę

Z miłości!Nalewa szklankę romu i pije.

      Hej! Szklankę romu!

Ot za tę jednę dziewczynę,

Gdyby słowo miłe rzekła,

Skoczywby jak czart do piekła,

Wyrezałby dwór i pany.

 Był ja niegdyś wychowany

Na hetmana, nie na chłopa;

Choć syn Gruszczyńskiego popa,

To, bywało, na kurhanie,

Kiedy koń nade mną stanie

A miesiąc w oczy uderzy,

To ja sobie śnił z rycerzy

Wielkie hufce, błyskawice,

Rusałeczki i księżyce;

Hej, i zamek na Ostrowie,

I hetmański miecz w alkowie;

A ja, wtenczas pan mieczowy,

Wyśnił sobie, snem widuna,

Od miecza jak od pioruna

Wyzłocone dno alkowy;

I w tej wielkiej ognistości,

W tym oblasku i rubinie,Śnił ja siebie przy dziewczynie

Pełnej wiary i miłości;

A to była jakaś nowa,

Blaskiem miecza koralowa,

Jakaś wielka hetmanowa,

Jakieś serce bohaterne,

Zapalone, na śmierć wierne,

Na atłasach, na kobiercu

Bijące mi tuż przy sercu.

 A dziś, co ja? Kozak dworny,

Rześki, śmiały i przezorny,

I do korda, i do czaszy,

Lecz niedługo sługa laszy!

Hej! Kozaczek was nastraszy,

Pany Lachy! Taj w godzinę

Ruszy całą Ukrainę

I z królem ją rozgraniczy.

Wbiega panna Salomea Gruszczyńska

SALOMEA

Semenko!

SEMENKO

      Od jej słodyczy

Serce mi pęka... Szczo panna...?

SALOMEA

Troska jakaś nieustanna

Dręczy mię. Ciągłe sny miewam,

Chociaż przed każdem uśnięciem

Głośno Anioł Pański śpiewam.

Ciągłe sny, których pojęciem

Wytłumaczyć i pojąć nie mogę...

Ojciec mię także niebogę

Przestraszył tym Wernyhorą

I sen znowu spędził z powiek.

Powiedz mi, co to za człowiek?

Czy go znasz? Skąd mu się biorą

Te wróżby?

SEMENKO

      Z ducha, panienko.

SALOMEA

Kiedy ja byłam maleńką,

To o nim słyszałam wiele...

Powiedz mi, czy on bywa w kościele?

Czy się modli do Najświętszej Panny?

SEMENKO

Czart wie...

SALOMEA

      Czart wie? Ach! Jaki ty blady!

Lękam się go... Czy ty chory, czy ranny?

Ach!

Semenko nagle gasi świece, Salomea zlękniona ucieka.

SEMENKO

      Ptaszynę maleńką ja spłoszył...

Taj nie da z tą Laszką rady

Człowiek, póki się krwią nie spanoszył.

Siada znów na ławie i udaje drzemiącego. Wchodzą REGIMENTARZ i KSIĘŻNICZKAbędąca u niego na opiece.

REGIMENTARZ

Dosyć tu srebrnych blasków od księżyca,

Moja księżniczko, bo na to, co powiem,

Płoni się każda dostojna dziewica;

Mój syn przepłaci tej miłości zdrowiem,

Jeżeli serca dla niego nie ruszysz;

Chłopca mi, moja piękna panno, suszysz.

KSIĘŻNICZKA

Syn mię acana nazywa księżycem,

A księżyc ani suszy, ani grzeje.

REGIMENTARZ

Więc mi chłopczyna biedny oszaleje,

Ciągle pod twojem rozwidnionem licem,

Na białe, srebrne strzały wystawiony.

KSIĘŻNICZKA

Lecz mówi, żem ja księżyc jest czerwony.

REGIMENTARZ

Być może, moja dowcipna dziewczynko!

Czerwony, bo ty jesteś Ukrainką,

A ukraińskie miesiące w czerwieni,

Zresztą... Nie mogę w dowcip iść zapaśnie...

Jak się syn z białym miesiącem ożeni...

KSIĘŻNICZKA

przerywając

Będzie zaćmienie wielkie... Miesiąc zgaśnie.

REGIMENTARZ

Dobrze...! Po ciemku kochać się będziecie.

Weź ten pierścionek...

KSIĘŻNICZKA

      Zarzucę go w śmiecie.

REGIMENTARZ

Nie rób, acanna, sobie z tego śmieszek,

Bo to jest krwawnik mój święty Franciszek,

Sygnet cudowny przez dziada mi dany

A tak przez usta już wycałowany,

Że świętych rysów na nim ani śladu.

Usteczek twoich pierścionek, uwity

Z róż i perełek, będzie tak zużyty.

KSIĘŻNICZKA

Więc go drugiemu oddam.

REGIMENTARZ

      Daj cię gadu!

Jakaś dowcipna...! Tego nie chcę wcale.

Powiedz mi, kiedyż wam hymen zapalę?

I wniosę pierwszy za zdrowie kieliszek?

KSIĘŻNICZKA

Jak się pokaże ten święty Franciszek,

Zejdzie z pierścionka i ślub da w kościele.

REGIMENTARZ

Czasu ci nie dam, dziewczyno, tak wiele,

Jutro mi staniesz przed wielkim ołtarzem,

Nie darmo jestem tu regimentarzem;

Zregimentuję was do posłuszeństwa...

Dziwno, że wszystkie waćpanny błazeństwa

Tak mi są miłe jakby głos słowika.

KSIĘŻNICZKA

Więc jako wdowiec oświadcz mi się z ręką,

A ja ci wrócę twojego krwawnika.

REGIMENTARZ

Co za szalona i głupia dziewczyna!

Jak to? Więc wolisz mnie niż mego syna?

KSIĘŻNICZKA

Nie wiem, co wolę, namyśleć się muszę.

Skowronków pełną wiosennych mam duszę.

Kapryśną jestem i trudną dziewicą.

REGIMENTARZ

Więc się namyślaj, moja kapryśnico,

Ale nad suknią, nie zaś nad małżonkiem.

Wychodzi.

KSIĘŻNICZKA

Otóż zostałam z szlacheckim pierścionkiem

I sprawdzają się widzenia

I świat jest z duchami zgodny,

Bo krwawość tego pierścienia

Świadczy o tem, że to pierścień rozwodny.

Bo ta kropla z Dejaniry

Koszuli na mnie skapana

Dawno mi przez srebrne liry

Była już zapowiedziana.

Widzę na palcu człowieka

Ten pierścień; w ciało się wjada.

I do kości dłoń wypieka

I z węglem, z ręką upada.

Ach! i widzę, ach! i słyszę

Jeszcze głos lirnego dziada,

Co jak dumka na sen mię kołysze.

Ach! i wiosczaną ulicąLeci rycerz — tak że chaty

Miecza jego błyskawicą

Oświecone świecą w sadach

Jak złoto-różane kwiaty...

 Ach! i śpieszy po lewadach

Dziad do wesela potrzebny,

Podarunek niosąc srebrny,

A za nim co...? Drużka trupia...

 O! Boże, jaka ja głupia,

Że o snach marzę ogniście.

Jak gdybym z duchami żyła,

Gdym na świecie rzeczywiście

Takie głupstwo popełniła,

Że choćby się teraz dręczyć

I być braną przez miłość lub trwogę,

To już ani się zaręczyć,

Ani żoną być nie mogę.Spostrzegając Semenkę.Jezu! Kozak się rozczuchał,

Zginionam... jeśli podsłuchał,

Jeśli mi stanie za świadka,

Że gdy słońce zejdzie z czoła,

To ja nie zawsze wesoła,

Ale czasem jestem smętna wariatka.

Semenko.

SEMENKO

udając, że się budzi.

      Czego potrzeba księżniczce?

KSIĘŻNICZKA

Świętojańskiego robaczka w różyczce,

Gwiazdy i kwiatu, rybki i motyla,

Feniksa, myszki białej, krokodyla,

Sługi i pana, smutku i zabawy...

Czy ty służyłeś pod chorągwią Sawy?

SEMENKO

Nie, ale znam go.

KSIĘŻNICZKA

      Jakże on wygląda?

Czy na barana, czyli na wielbłąda?

Czy na kozaka, czyli na szlachcica?

Czy jest jak chmura? Czy jak błyskawica?

Czy z oczu jemu patrzy chłop czy książę?

SEMENKO

To patrzy, co mnie...

KSIĘŻNICZKA

      Ach! To być nie może,

Bo tobie z oczu popowicz wyziera.

SEMENKO

na stronie.

Ach! Ty proklata!

KSIĘŻNICZKA

      Przebacz mi, ja szczera...

Z tobą się o ten pierścionek założę,

Że ty syn popa.

SEMENKO

      A jak syn czarta?

KSIĘŻNICZKA

Jezu! Ten człowiek gotów mnie zadławić.

Ucieka.

SEMENKO

Budesz ty sto hroszy warta,

Jak pozwolę się pobawić

Moim chłopom po zamczysku...

Jak z kosami potańcujem

Po nocy, na cmentarzysku,

Taj w sobie czarta poczujem...

Wychodzi.

ZMIANA I

Las dębowy oświecony księżycem, między drzewami palą się ognie, i żołnierzepolscy gotują strawę... albo czyszczą konie. Wchodzą na scenę STARY GRUSZCZYŃSKIi pewien wojak PAFNUCY.

GRUSZCZYŃSKI

do obozujących.

Na tej się leśnej lewadzieRozłóżmy, mości panowie,

Miesiąc do snu ludzi kładzie...

Trzeba dbać o koni zdrowie

I od rosy strzec pałaszy;

Zgotujcie jaglanej kaszy,

Zaśpiewajcie hymn powstański;

A śpiewem na Anioł Pański

Zakończyć tę wieczernicę...

I sza! noc przepędzić cicho,

Bo po lasach nie śpi licho

I można bez ostrożności

Zobaczyć swój łeb na tyce...

Bo to wojna bez litości,

Z orłami biją się krucy.Wchodzi na scenę.

Mości wojaku Pafnucy,

Siądźmy tu na osobności,

Muszę pomówić z waćpanem.

Siadają.

PAFNUCY

Słucham, stary mój kolego.

GRUSZCZYŃSKI

Więc bez eksordu żadnego,

Jak gdybyś był kapelanem,

(Co być bardzo może... bo się

Dominus vobiscum niby

Przebija w acana głosie)

Powiem ci, że jakieś grzyby

Smutku na sercu mi rosną.

Oto, panie, z przeszłą wiosną,

Gdy biły trąby wojackie,

Na hasło konfederackieNie poszedłem... Tak to bywa,

Że starość radzi leniwa

A potem żal człowiekowi.

Bar upadł! Bar upadł, mocanie!

Zaufali Chrystusowi

A upadli...!

PAFNUCY

      Na kolanie

Pokutuj waść za te słowa.

GRUSZCZYŃSKI

Świątynia to purpurowa

Pokuty — pierś moja stara,

W której się serce rozparaNa wszystkich szwach, krwią lejące:

Bo serce było gorące,

Jak zwyczajnie w starym Lachu,

Ufne... A teraz w przestrachu

Do chmur wygląda nieśmiało,

Pod bicz ofiaruje ciało

A jednak, ptaszyna licha

W piersi mojej ledwo żywa

O odwrócenie kielicha

Modli się. Bo kto używa

Żywota obok potoku,

Którym sprawy boże płyną,

Kto chce spokojny z rodziną

Swoją kość gdzieś gryźć na boku,

Wiejskich kosztować słodyczy,

Choć się nie policzą ludzie,

To się Bóg z takim policzy...

A już wspomniałem podobne

Aści o posępnym cudzie,

Który mi rodzinę drobną

Nastraszył... Rzecz niesłychana!

PAFNUCY

Chrystus do domku waćpana

Zapukał...?

GRUSZCZYŃSKI

      Trzy razy! Trzy razy!

PAFNUCY

Mocanie, to są rozkazy,

Którym oprzeć się nie można.

GRUSZCZYŃSKI

Toż widzisz mię waść na koniu,

Choć rodzina o mnie trwożna,

Żona w ciąży — na ustroniu

Dom obok czarnego lasu.

A kiedym siadał na bryczkę

A dzieci aż pod kapliczkę

Biegły za mną, to się z pasuIrysowego widomieOdkryła jasność na domie,

Na którą dziatki łakomie

Patrzały, aż zdjęte strachem

Krzyknęły, że widzą nad dachem

Jakąś nową tajemnicę,

Jakąś gorejącą świécę,

Co je bardzo niespokoi,

Bo nad samym domem stoi,

Jak krwawe serce z płomyków.

Na co ja patrząc, zmaluchlałI z dziatkami razem struchlał

Bo nad domem nieboszczyków

I nad chatą ludzi chorą

Często takie światła gorą.

PAFNUCY

Pan Bóg litośniejszy bywa.

GRUSZCZYŃSKI

Toć ja ufam, i leniwa

Dusza się krzepi nadzieją.

Wszakże gdybym tu ja zginął,

A duchy świecy nie zwieją

Z dworku, gdzie mi wiek przeminął

Tak słodko przy mej rodzinie,

Gdziem ja miał ojcowskie graty

Jeszcze wzięte na Turczynie,

A pod dąb mój rosochatyWodził gości... i pił kawę

W dawnych, starych roztruchanach,

Pacierz mówił na kolanach,

Córkom gotował wyprawę;

Jeśli to wszystko pójść musi

Z wiatrem... pomnij o Salusi,

Bądź dla niej jak ojciec szczery

I groźny jak ojciec drugi.

Bo to skrzydlate chimeryGotowe złotymi cugiPrzybyć po nią z pieśnią słodką

I dzieciątko moje ciche,

Jakby jaką drugą Psyche,

Zrobić maleńką szczebiotką,

Którą za skrzydełka złote

Strzepotane Kupid chwyci.

A potem, gdy się nasyci,

To wypędzi na ciemnotę,

Rzuci gdzie jak dzban rozbity.

Pamiętaj! To dziecko krwiste,

Oczęta ma przezroczyste,

Zielone, jak selenity;

A zdają się na zuchwałość

Podwodzić szatańskie wzroki...

A taka płci wielka białość!

A takie gorsu uroki! Że się boję o nią — boję!

Bardzo boję!

PAFNUCY

      Bądź spokojny.

GRUSZCZYŃSKI

Powiedz, że ja przy niej stoję

Zawsze... choćbym pozbył ciała;

To w anielską palmę zbrojny

Stanę... I będzie słyszała,

Jeśli się złego dopuści,

Mój głos z piekielnej czeluści

Wołający.

PAFNUCY

      Nie wróż smutnie.

GRUSZCZYŃSKI

Bo to widzisz, po tych dworach

Są Włochy dzwoniące w lutnie,

Ubrane w różnych kolorach,

Niby diabli w opalowych

Zbrojach... a wewnątrz zepsuci;

Ci dziewczątek świeżych, zdrowych

Szukają... żądłem je wabią,

Aż ptaszeczek im w gardło się rzuci.

A są jeszcze sztuką babią

Zajęte stare matrony,

Co porzuciły robronyI kornety... A te dziecku,

Już ubrane po niemiecku,

Straszne czasem dają rady.

Gdy je widzę w strusich kitach,

Chodzące prawdziwe gady,

To bym się na tych kobiétachPastwił! Szelmy niegodziwe!

Prawdziwie są diablą milicją.Wchodzi KOZAK regimentarski.Skąd ty, Kozak?

KOZAK

      Z ekspedycją

Od dworu.

GRUSZCZYŃSKI

      Czemu twe ślipie

Takie jasne? Takie krzywe?

Czy się spił na jakiej stypie?

KOZAK

Witrom spity.

Odchodzi. Gruszczyński obraca się ku ogniowi i list czyta.

PAFNUCY

      Co się zdarza

Waćpanu? Bledniesz, czytając.

GRUSZCZYŃSKI

Pieczęć jest regimentarza,

Lecz list...? Czy on urągającPisał? Czy był śmierci blisko?

Hej, rozpalić tam ognisko!

Niech lepiej te charakteryWyczytam...

PAFNUCY

      Nie zmieniaj cery.

GRUSZCZYŃSKI

Mocanie! Pies pod podwórzem

Nieraz lepiej traktowany!

Patrzaj! Nazywa mię tchórzem!

Na czyste Chrystusa rany,

Którym ja się krwią zadłużył,

Klnę się... Powiada, żem stchórzył,

Żem zleniwiał, że... sto beczek

Krwi mojej na ludzi tych głowie!

Piszą, żem z chłopami w zmowie.

Że... Będę mały człowieczek

Nie człowiek, jeśli przebaczę!

PAFNUCY

Daj aść — niech ja list zobaczę.Bierze list.To ręka i styl jest sługi.

GRUSZCZYŃSKI

Na pieczęć patrz! Krwawe strugi

Acherontu z ognia i krwi!

Na te słowa marszczę brwi

I trzęsę światem... Ja tchórz!

Otóż to tak, ludziom służ.

Nocuj w lesie pod namiotem,

To cię obrzucają błotem!

Otóż to tak z ludźmi tymi

Nowego serca i wiary!

Kazali ciągnąć w te jary,

Ciemny komin, loch na ziemi;

Gdzie wiem, że pewna zasadzka

I cała czerń hajdamacka

Zasadzona.

PAFNUCY

      Więc im szczerze

Odpisz... Ja z listem pojadę.

GRUSZCZYŃSKI

Ja mazałbym po papierze?

Ja...! Oskarżony o zdradę

Nie krwią, życia fundamentem

Bronił się...? Lecz atramentem

I piórem z gęsi ogona?

Nie, mocanie! Krew czerwona!

Ten mózg pod chłopów obuszkiem!

Mózg i krew ta na ich głowy.

A potem duch purpurowy

Z rozdartą piersią nad łóżkiem!

I niech im Pan Bóg da zdrowie.

Ja tchórz... Na koń! Do szabel, panowie.

Wybiega i widać go ruszającego obóz.

PAFNUCY

sam.

O! Wielki Boże! Sprawdzać się zaczyna

Domowi temu wróżona ruina,

I Chrystusowe do drzwi zapukanie

Karcące, późne krwi ofiarowanie,

Spełni się jako straszliwa nauka

Dla czekających, aż Pan Bóg zapuka.

Leniwy starzec był, teraz ognisty.

Więc choć to pewno zmyślone są listy,

Teraz go w małej mogile położą

Za to, że wzgardził wielką sprawą bożą.

Lecz sądy boże są nieprzewidziane!

Cokolwiek będzie, piersią przy nim stanę.

Wychodzi.

ZMIANA II

Noc. Ogród nad stawem, księżyc świeci. Wchodzi LEON w głębokiem dumaniu.

LEON

To już ostatnia będzie schadzka nasza.

Ostatni raz czekam na nią.

Człowiek skarb serca rozprasza.

Każda chce mu zostać panią

Wieczną... a tego nie zgadnie,

Że gdy raz łatwo upadnie,

To później chyba pod kłódkę

Człowiek zamknie taką żonę.

 Na to dzieciątko stracone,

Jak na małą nezabudkęKsiężniczka patrzy z wysoka

I ze mnie nie spuszcza oka.

A kiedy uczyni wzmiankę,

To mię tak śmiechem uderza,

Jak gdybym kochał sielankę

I sam wyszedł na pasterza.

Sali prosta jest i wierna.

Ale w najprościejszej leży

Taka obłuda misterna,

Tyle głębokiej odzieży,

Taki kałkuł na dnie duszy.

Taki instynkt oszukaństwa,

Taka chciwość blasku, państwa.

Taka głęboka nauka

Zadawania ci katuszy,

Że wierność ich jest to sztuka,

W którą czart oczy pochował.

One wiedzą, że to ołów,

Co by samych archaniołów,

Wisząc u skrzydeł, zmordował...

One z tem na świat przychodzą.

Wiernością nudzą lub zwodzą,

Obdzierają nas z odwagi,

Liczą na litość! — od matek

Nauczone, że ten statek

I łzy, to są ich posagi.

Nim się ze światem obezna,

Każda wie, że woń w narcyzach

Jest drogą, że mąż ją zezna

I zapisze w intercyzach,

Ewikcjonując wyprawę.

Najprzód je widzisz ciekawe

Twego serca, słów niebacznych;

A do przyrzeczeń dwuznacznych

Podchwytywania umiętne;

Potem widzisz nagle smętne,

Ze łzą, co się w oczach kręci.

A pewne dziwnej pamięci,

Książki, gdzie w papier różany

Sam przez siebieś jest wpisany

Wszystkimi giesty i słowy;

Wkuty jak w kamień grobowy

W ich pamięć, już nie gorący,

Ale przez ten papier ssący

Z ognia, z kolorów wypity;

Kwiat zwiędły w sercu kobiéty.

 I ty, co z gwiazdy pochodzisz,

One dowiodą, żeś marny,

Głupi, żeś jak szatan czarny,

Że dla nich tylko się rodzisz.

Wchodzi SALOMEA.

SALOMEA

Jakże dzisiaj twoje zdrowie?

LEON

Tak jak zawsze — ogień w głowie!

SALOMEA

Ty wczoraj już byłeś dziki.

Już na miłość niepamiętny,

Bardzo dla mnie obojętny.

LEON

Wczoraj to były ogniki,

Dziś ogień... Dziś gorszy jeszcze.

SALOMEA

Daj rękę — ja cię popieszczę.

Zamówię i uspokoję.

LEON

Nie, nie, słodkie dziecię moje,

Ot byś lepiej szła nabożna...

Do stu diabłów! tak nie można

Żyć dłużej! Czy my Cyganie?

SALOMEA

Powiedz, cóż się ze mną stanie?

Cóż ja nieszczęsna uczynię?

LEON

Co...? Miłość twoja przeminie.

Dasz sobie na świecie radę,

Pójdziesz za mąż, ja przyjadę,

Jeśli na wojnie nie zginę,

Przyjadę kiedyś w gościnę;

A ty wtenczas, moja miła,

Przyjmiesz mnie, będziesz za siostrę.

SALOMEA

Słowa twoje bardzo ostre...

Jam się dziś szczerze modliła

Za ciebie.

LEON

na stronie.

      Baran do rznięcia!

SALOMEA

Ty nie masz ani pojęcia,

Co to jest modlić się za tych,

Co nas gubią?

LEON

      Rozkosz czysta!

Rozkosz aniołów skrzydlatych.

Dla drugich zaś krzyż i ognista

Męka, jeśli są modlitw niewarci...

Gdyby to wiedzieli czarci,

Mówiliby zawsze różańce.

SALOMEA

Ach! Piekielni obłąkańce

Więcej by litości mieli!

LEON

My nie jesteśmy anieli,

Ani ja... ani ty... mała!

SALOMEA

Jeśli ja tej gwiaździe widna,

To pewnie się rozpłakała,

Widząc mnie... jaka ja biédna!

LEON

Doskonała! doskonała!

Gwiazd wzywa! z kwiatami gada!

SALOMEA

Wiesz ty, dlaczego ja blada...?

Ja chora.

LEON

      Cóż ci dolega?

SALOMEA

Nic...

LEON

      Spuściłaś na dół oczy?

I łza ci po rzęsach zbiega?

SALOMEA

Ach! niechaj się ta łza stoczy...

Niechaj obmyje sumienie...

O Panie! Choć oburzenie

Czuję dla twojej srogości,

Jeszcze o trochę litości

Proszę, a to ci wynurzę

O czem dotąd same róże

I gwiazdy tylko wiedziały.

Otóż słuchaj... Na kawały

Serce się biedne rozpęta,

A jeżeli moja męka

Ciebie nie skruszy? to będzie

Cud... alboś ty jest narzędzie,

Którem Pan Bóg mnie ukarze.

 Dwa temu tygodnie... śnię ja,

Że matka moja mi każe,

Abym ja u dobrodzieja

Gruszczyniec, twojego taty,

Prosiła dla niej o konie,

Bo ją człek jakiś brodaty

Ściga, straszy, chwyta w dłonie

I... (rzekła to najwyraźniéj,

Jakby przestrachem wzdrygnięta...)

Jeśli się Salusia zbłaźni

A prośby tej nie spamięta,

To będę z dziećmi zarżnięta...

To rzekła i we mgłę wsiękła.

A ja zbudzona, przelękła

Myślałam, czy prosić, czy nie;

A najprzód wstyd był dziewczynie

Mówić o snach i o marze,

A potem: — (jak ja się ważę

Stać tu na takiej spowiedzi?)...

Myślę, jak tu nas odwiedzi

Matka — a spojrzy mi w oczy,

To mi rumieniec wyskoczy;

A ona słowo po słowie

Wyspowiada, drżąca trwogą,

I zapewne nic nie powie,

Ale na mnie spojrzy srogo,

Wzrok jak nóż w sercu obróci;

Zada mi boleści krocie;

Zacznie coś gadać o cnocie,

Z gorsu mi różę wyrzuci,

Każe włosy pleść inaczej,

Robotę na dzień naznaczy

I będzie patrzała z boku

Na łzy kręcące się w oku:

A ja... o Jezu kochany!

Nie będę już do altany

Mogła biegać nocną dobą,

Ani się widywać z tobą

Co wieczora pod tą brzozą,

Pod tą czarną altaneczką;

I może mię gdzie wywiozą,

Albo z jakim siejo-hreczkąOżenią. To o tych rzeczach

Gadałam ja sobie w nocy

I spałam jakby na mieczach;

A budziłam się bez mocy,

Jak ukraińscy widuni,

Którzy ciągle widzą trupy.

 A wstydziłam się też kupy

Dziatek... i ślepej babuni...

Tu, gdzie takie toalety

I woskowane parkiety;

A ona, co po jaskółkach

Świegotaniu deszcze wróży,

Albo się w krześle na kółkach

Każe wozić po ogrodzie...

Tu ja... w atłasie, przy róży

U boku, ja, panna w modzie,

Ze złoconym wachlarzykiem,

Musiałabym (myślę sobie)

Wozić ją i ach... przy tobie

Mówić z nią chłopskim językiem,

Bo ona po polsku nie umie...

To bywało w sercu tłumię

Przestrachy moje tajemne,

Zgryzoty, przeczucia ciemne,

I te sny nazywam marą:

Lecz w noc i w godzinę szarą

Myślę i myślę o domu

Pełna niepojętej troski,

Ach... i do Matki się BoskiéjModlę we łzach i nikomu

Nie mówię, lecz drżę i płaczę.

 Otóż ja tej matki, panie,

Może nigdy nie zobaczę!

Bo dziś pod samo zaranieŚniła mi się gdzieś, w pustkowiu;

Potem tu, cała z ołowiu

I w ołowianej spódnicy,

Niby z perłowej macicy,

Z jednej perły była cała.

A twarz zwiędła i schorzała

Także koloru ołówka

Była już jak trupia główka

Na krzyżu wyrysowana.

Tu szła, panie... tu... tą stecką...

A ja w tej róży schowana,

Drżąca jak maleńkie dziecko,

Które się przestraszy dziada,

Co główkę z liści wysadzę

A ujrzę, że ona blada

Idzie, to chowam się w ciernie,

Oczyma za nią prowadzę,

Zziębła i blada niezmiernie,

Cierniami cała pokłuta,

Bijąc się jak słowik w nocy,

Gdy w klateczce spadnie z druta,

Chce latać i nie ma mocy,

Tylko się trzepoce w klatce...

Tak ja, panie, mojej matce

Dziwiąca się, strzepotana,

Chowałam się w krzaku skryta,

Cała zziębła i rumiana,

Jak czerwona włóczka zwita

W kłębuszek... I cóż ty na to?

LEON

Sałynka, będziesz bogatą.

Srebrny sen bogactwo wróży;

A że się chowałaś w róży,

To dobrze; pisano w górze,

Że w twem życiu będą róże.

SALOMEA

I ciernie?

LEON

      I ciernie będą.

SALOMEA

Otóż ty mię złotą wędą,

Panie, ułowiłeś sobie

I porzucić chcesz, jak widzę?

Ale póki ja nie w grobie,

To się ty nie możesz żenić.

LEON

Jak to?

SALOMEA

      Bo ja cię zawstydzę:

Sama się będę rumienić,

Sama się wstydem ukarzę,

A ciebie publicznie oskarżę.

LEON

na stronie.

Co słyszę! Wejdźmy z nią w targi.

SALOMEA

Słuchaj, i będą dwie skargi

Z jednych ust przeciwko tobie...

LEON

na stronie.

Co ja z tą dziewczyną zrobię?

SALOMEA

Z jednych ust wyjdą dwa głosy.

LEON

na stronie.

Ach, wyrywać teraz włosy!

I z boleści kąsać ręce...!

SALOMEA

I zaręczyny książęce

Ja zerwę... zerwę szalona!

Bom jest na to podmówiona

I udarowana mocą

Przez duchy... co tu w altanę

Weszły i tam się trzepocą

Jak gołębie krwią zwalane,

O ten liść otarte suchy,

Jakieś białe, krwawe duchy!

Odchodzi.

LEON

sam.

Co? Czy w obłąkanie wpadła?

Czy widzi krwawe widziadła?

Albo li też chce udaniem

I aktorskiem obłąkaniem

Sumienie ciężej przywalić?

Na Boga! to nowa sztuka

Niewieścia! Serce rozżalić,

Potem jeść je dziobem kruka

I rozdzierać, aż zaboli,

Aż własnej pozbędzie się woli.

Wchodzi SEMENKO.

SEMENKO

na stronie.

Podsłuchałem ich w altanie.

LEON

Ach! Semenko.

SEMENKO

      Jasny panie!

LEON

Chodź tu, Semenko kochany,

Bóg mi cię pewno przysyła.

SEMENKO

na stronie.

Skaży: czort.

LEON

      Ot, z tej altany

Tylko co tu wyskoczyła

Tego Gruszczyńskiego córka,

Z którą ty nieraz mazurka

Tańczył... i tej młodej pani

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.