drukowana A5
33.17
Sen srebrny Salomei

Bezpłatny fragment - Sen srebrny Salomei


Objętość:
184 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0942-0

AKT I

Komnata w regimentarskim dworze. — Pan Regimentarz STEMPOWSKI i Pan LEON, synRegimentarza, przy stoliku z papierami. — SEMENKO, kozak dworski, siedzi przyprogu na ławce, otulony burką.

REGIMENTARZ

Mój Leonie, już po Ave Marii,

Siadaj waćpan do tych ekspedycji.

Cóż tam piszą z króla kancelarii?

LEON

Rozkazują, byś rozesłał wiciPo Podolu jako regimentarz,

I z Grzyłowem się łączył MoskalemPrzeciw chłopstwu.

REGIMENTARZ

      Odpiszę im z żalem,

Żem nie Moskal; pierwej pójdę na cmentarz,

Niżbym moję moc regimentarską

Miał połączyć z kozacką i carską,

Z którą król mię żąda zaprzyjaźnić.

Chcąc, jak widzisz mocanie, mnie zbłaźnić

Za to, żem był królowi posłuszny.

Cóż tam daléj?

LEON

      Raport Gruszczyńskiego.

REGIMENTARZ

Czytaj wacan, bo to człowiek jest słuszny

I był dawniej moim szkolnym kolegą.

A dziś w mojej chorągwi mi służy.

Człowiek silnej ręki, człowiek duży!

Takich nie ma już dzisiaj na ziemi!

A są, to ich karty i kieliszek,

Już nie szabla z ogniami złotymi,

Nie koń bawi, harcujący przed szykiem.

Jak mi drogi ten święty FranciszekCałuje sygnet.Na pierścieniu dziadowskim z krwawnikiem,

Tak mi drogie serduszko w tym starcu!

Biały starzec — biały — jak kot w marcu,

A tak jeszcze ognisty...! Cóż pisze?

LEON

czytając list.

«Ja i moi towarzysze,

Stanąwszy u Czarnego Kurhana,

Stopy Jaśnie Wielmożnego Pana

Całujemy. Wszystko dobrze nam idzie.

A na wielkiej piramidzie

Nie spisać słowo po słowie,

Co jeszcze zamiarów w głowie

I projektów, i zasadzek.

Naszliśmy na kilka schadzek

W lesie hajdamackiej czerni,

I tak się moi pancerni

Popisali jak zazwyczaj.

W jednej sotnik pewien, Nyczaj,

Zarąbany; w drugiej sprawie,

Gdzie nam rzecz poszła na rękę,

Przydybaliśmy Tymenkę.

I tak uszedł nam ciekawie,

Że jeszcześmy w zadziwieniu,

Na Salamandry w płomieniu,

Na Pliniuszowe bajeczki

Myśl i mentes obracamy.

Widziałem go sam przy kordzie,

W żupanku ze złotej lamy,

W kontuszu, ze krwią po mordzie

Kapającą jak berberys;

Lecz bestia w żar się rzuciłaTanquam drago. De caeterisNie piszę. Chłopstwo jest czarne,

Krwawe, wściekłe i niekarne;

Wódką i miodem zalane,

Przez popy oszukiwane,

Karmione w cerkwiach proskurąŚród krwi, mordów, których pióro

Dotknąć się boi w pisaniu.

Powiem też, że dzisiaj rano,

Będąc sam na harcowaniu,

Razem z jutrzenką różaną,

Z ogniem płonącej auroryDo sławnego WernyhoryDotarłem. — Lecz żal się, Boże! —

Stary w samotnym futorze,

Nad którym dęby kołyszą

Swoje złote sybillińskie

Listeczki, nie wart tej famy,

Którą pieśni ukraińskie

Rozniosły, i z czem się słyszą

W kraju — i futor auguraDo Trofoniuszowej jamyNie umył się — choć i to dziura

W pobliżu dawnych kurhanów,

Pełna starych lir i dzbanów,

Mogłaby wiatrem przeszyta

Wydawać sybilne jęki.

Widziałem miecz DoroszenkiI złote końskie kopyta;

Sądzę, że są tylko z miedzi

W ogniu dobrze pozłocone.

Sam zaś starzec... w jamie siedzi

Spokojnie i rzeczy śnione,

Pełne szumu i zamętu

Rozpowiada bez talentu

Mieszanym chłopskim językiem.

Żeby zaś był czarownikiem,

Nie wierzę... Gdy na pytanieDe propriis, Wielmożny Panie,

Plótł mi, zwyczajnie gaduła,

Że mi żonka moja spruła

Kaftanik dawno zaczęty...

Że co do mnie, będę wzięty

Przez dwie chorągiewki w stepie,

Jak szczygieł i gil na lepie

W przerażeniu odrętwiały,

Że prócz głowy, będę cały

W grobie. — Na te przepowiednie

Spoglądam jako na brednie,

Nic z nich nie rokując złego,

A do krzyża się krwawego

W każdej niedoli uciekam.

Teraz na rozkazy czekam

Dalsze i jestem ostrożny.

A gdy Pan Jaśnie Wielmożny

Rozkażesz, to krew się zbudzi,

I będę ryzykował ludzi

I siebie...».

REGIMENTARZ

      Poczciwy szlaga!

LEON

czytając list.

«Kończąc list w zwykłym afekcie,

Który mi się z wiekiem wzmaga,

Jaśnie Wielmożnego Pana

Sługa, ściskam za kolana

I córce, co na respekcieW jego domu kornie służy,

Z tej krwawej mojej podróży

Posyłam błogosławieństwo,

Zupełnie o jej panieństwo

I dalsze losy spokojny».

REGIMENTARZ

Poślę mu huf jeden zbrojny.

A ty, Lwie, napisz, niech czeka

I niech unika rozprawy,

Aż przybędzie z niedaleka

Chorągiew Kozaka Sawy,

To pójdziemy na pewnika.

Teraz niech boju unika,

W lasach lega, nie na stepie,

Ani na wietrznym wertepie

Harcuje... Dodaj dwa słowa:

Że Salusia jego zdrowa,

Że my go wszyscy kochamy,

Z tej Trofoniuszowej jamy

Złego nie rokując sobie,

Wszakże omenu ciekawi...

A jeśliby już był w grobie,

Proś go, niech głowę wystawi

I nie straci polskiej duszy,

A ja go wyciągnę za uszy.

Cha! Cha! bajkarz Wernyhora

Staremu naplótł powiastek...!

Pójdę do naszych niewiastek

Powiedzieć o tej potyczce

Z duchami... A ty... czy wczoraOświadczyłeś się księżniczce?

LEON

Nie śmiałem, ojcze kochany!

REGIMENTARZ

Głupiś! Więc ja cię wyręczę.

LEON

Ojcze!

REGIMENTARZ

      Aniś do kieliszka,

Ani do... Serce zajęcze!

Na sygnet świętego Franciszka

Przysięgam! Że cię zaręczę

Dziś jeszcze tym oto krwawnikiem.

Całuje pierścień i wychodzi.

LEON

Semenko, siądź za stolikiem

I do Gruszczyńskiego napisz

Ekspedycją.

Wychodzi.

SEMENKO

      Dobrze, panie!

Zrzuca burkę i siadając przy stoliku, pisze.Złotyj Lach... Ot czart i papież

Na moje edukowanie

Musieli łożyć pieniądze.

Oj, staremu ja szlachciurze

Taką wannę przyporządzę,

Takim pismem się przysłużę,

Taki bodiak mu przyczepię,

Że, oj wspomni on w purpurze,

Toj dziad, cały w krwawych ranach,

Jak mię kiedyś bił na stepie,

Szukając skarbów w kurhanach.

 Stary dziad! Żałosny sknera!

Bywało chłopy odziera

I plecy nahajem porzeA złoto w szkatule dusi...

Każdy dzień, mówi, wyorze

Perełeczkę dla Salusi

I turkusik da błękitny,

Albo pasek aksamitny;

Aż, powiada, moja córka

Cała w perłach i brylantach,

Będzie grzebała jak kurka

W księciach i grafach amantach.

Ot i wybrała szczyglica,

Nim szesnastu latek doszła,

Gacha, przy blasku księżyca,

Z którym sobie za mąż poszła

Bez barwinku i bez księdza...

Tam stary w stepach się pędza

Za wiatrem i rzezuniami,

A tu młokos dziecko plami

Na respekcie w ojca domu.

A ja... a ja... a ja ginę

Z miłości!Nalewa szklankę romu i pije.

      Hej! Szklankę romu!

Ot za tę jednę dziewczynę,

Gdyby słowo miłe rzekła,

Skoczywby jak czart do piekła,

Wyrezałby dwór i pany.

 Był ja niegdyś wychowany

Na hetmana, nie na chłopa;

Choć syn Gruszczyńskiego popa,

To, bywało, na kurhanie,

Kiedy koń nade mną stanie

A miesiąc w oczy uderzy,

To ja sobie śnił z rycerzy

Wielkie hufce, błyskawice,

Rusałeczki i księżyce;

Hej, i zamek na Ostrowie,

I hetmański miecz w alkowie;

A ja, wtenczas pan mieczowy,

Wyśnił sobie, snem widuna,

Od miecza jak od pioruna

Wyzłocone dno alkowy;

I w tej wielkiej ognistości,

W tym oblasku i rubinie,Śnił ja siebie przy dziewczynie

Pełnej wiary i miłości;

A to była jakaś nowa,

Blaskiem miecza koralowa,

Jakaś wielka hetmanowa,

Jakieś serce bohaterne,

Zapalone, na śmierć wierne,

Na atłasach, na kobiercu

Bijące mi tuż przy sercu.

 A dziś, co ja? Kozak dworny,

Rześki, śmiały i przezorny,

I do korda, i do czaszy,

Lecz niedługo sługa laszy!

Hej! Kozaczek was nastraszy,

Pany Lachy! Taj w godzinę

Ruszy całą Ukrainę

I z królem ją rozgraniczy.

Wbiega panna Salomea Gruszczyńska

SALOMEA

Semenko!

SEMENKO

      Od jej słodyczy

Serce mi pęka... Szczo panna...?

SALOMEA

Troska jakaś nieustanna

Dręczy mię. Ciągłe sny miewam,

Chociaż przed każdem uśnięciem

Głośno Anioł Pański śpiewam.

Ciągłe sny, których pojęciem

Wytłumaczyć i pojąć nie mogę...

Ojciec mię także niebogę

Przestraszył tym Wernyhorą

I sen znowu spędził z powiek.

Powiedz mi, co to za człowiek?

Czy go znasz? Skąd mu się biorą

Te wróżby?

SEMENKO

      Z ducha, panienko.

SALOMEA

Kiedy ja byłam maleńką,

To o nim słyszałam wiele...

Powiedz mi, czy on bywa w kościele?

Czy się modli do Najświętszej Panny?

SEMENKO

Czart wie...

SALOMEA

      Czart wie? Ach! Jaki ty blady!

Lękam się go... Czy ty chory, czy ranny?

Ach!

Semenko nagle gasi świece, Salomea zlękniona ucieka.

SEMENKO

      Ptaszynę maleńką ja spłoszył...

Taj nie da z tą Laszką rady

Człowiek, póki się krwią nie spanoszył.

Siada znów na ławie i udaje drzemiącego. Wchodzą REGIMENTARZ i KSIĘŻNICZKAbędąca u niego na opiece.

REGIMENTARZ

Dosyć tu srebrnych blasków od księżyca,

Moja księżniczko, bo na to, co powiem,

Płoni się każda dostojna dziewica;

Mój syn przepłaci tej miłości zdrowiem,

Jeżeli serca dla niego nie ruszysz;

Chłopca mi, moja piękna panno, suszysz.

KSIĘŻNICZKA

Syn mię acana nazywa księżycem,

A księżyc ani suszy, ani grzeje.

REGIMENTARZ

Więc mi chłopczyna biedny oszaleje,

Ciągle pod twojem rozwidnionem licem,

Na białe, srebrne strzały wystawiony.

KSIĘŻNICZKA

Lecz mówi, żem ja księżyc jest czerwony.

REGIMENTARZ

Być może, moja dowcipna dziewczynko!

Czerwony, bo ty jesteś Ukrainką,

A ukraińskie miesiące w czerwieni,

Zresztą... Nie mogę w dowcip iść zapaśnie...

Jak się syn z białym miesiącem ożeni...

KSIĘŻNICZKA

przerywając

Będzie zaćmienie wielkie... Miesiąc zgaśnie.

REGIMENTARZ

Dobrze...! Po ciemku kochać się będziecie.

Weź ten pierścionek...

KSIĘŻNICZKA

      Zarzucę go w śmiecie.

REGIMENTARZ

Nie rób, acanna, sobie z tego śmieszek,

Bo to jest krwawnik mój święty Franciszek,

Sygnet cudowny przez dziada mi dany

A tak przez usta już wycałowany,

Że świętych rysów na nim ani śladu.

Usteczek twoich pierścionek, uwity

Z róż i perełek, będzie tak zużyty.

KSIĘŻNICZKA

Więc go drugiemu oddam.

REGIMENTARZ

      Daj cię gadu!

Jakaś dowcipna...! Tego nie chcę wcale.

Powiedz mi, kiedyż wam hymen zapalę?

I wniosę pierwszy za zdrowie kieliszek?

KSIĘŻNICZKA

Jak się pokaże ten święty Franciszek,

Zejdzie z pierścionka i ślub da w kościele.

REGIMENTARZ

Czasu ci nie dam, dziewczyno, tak wiele,

Jutro mi staniesz przed wielkim ołtarzem,

Nie darmo jestem tu regimentarzem;

Zregimentuję was do posłuszeństwa...

Dziwno, że wszystkie waćpanny błazeństwa

Tak mi są miłe jakby głos słowika.

KSIĘŻNICZKA

Więc jako wdowiec oświadcz mi się z ręką,

A ja ci wrócę twojego krwawnika.

REGIMENTARZ

Co za szalona i głupia dziewczyna!

Jak to? Więc wolisz mnie niż mego syna?

KSIĘŻNICZKA

Nie wiem, co wolę, namyśleć się muszę.

Skowronków pełną wiosennych mam duszę.

Kapryśną jestem i trudną dziewicą.

REGIMENTARZ

Więc się namyślaj, moja kapryśnico,

Ale nad suknią, nie zaś nad małżonkiem.

Wychodzi.

KSIĘŻNICZKA

Otóż zostałam z szlacheckim pierścionkiem

I sprawdzają się widzenia

I świat jest z duchami zgodny,

Bo krwawość tego pierścienia

Świadczy o tem, że to pierścień rozwodny.

Bo ta kropla z Dejaniry

Koszuli na mnie skapana

Dawno mi przez srebrne liry

Była już zapowiedziana.

Widzę na palcu człowieka

Ten pierścień; w ciało się wjada.

I do kości dłoń wypieka

I z węglem, z ręką upada.

Ach! i widzę, ach! i słyszę

Jeszcze głos lirnego dziada,

Co jak dumka na sen mię kołysze.

Ach! i wiosczaną ulicąLeci rycerz — tak że chaty

Miecza jego błyskawicą

Oświecone świecą w sadach

Jak złoto-różane kwiaty...

 Ach! i śpieszy po lewadach

Dziad do wesela potrzebny,

Podarunek niosąc srebrny,

A za nim co...? Drużka trupia...

 O! Boże, jaka ja głupia,

Że o snach marzę ogniście.

Jak gdybym z duchami żyła,

Gdym na świecie rzeczywiście

Takie głupstwo popełniła,

Że choćby się teraz dręczyć

I być braną przez miłość lub trwogę,

To już ani się zaręczyć,

Ani żoną być nie mogę.Spostrzegając Semenkę.Jezu! Kozak się rozczuchał,

Zginionam... jeśli podsłuchał,

Jeśli mi stanie za świadka,

Że gdy słońce zejdzie z czoła,

To ja nie zawsze wesoła,

Ale czasem jestem smętna wariatka.

Semenko.

SEMENKO

udając, że się budzi.

      Czego potrzeba księżniczce?

KSIĘŻNICZKA

Świętojańskiego robaczka w różyczce,

Gwiazdy i kwiatu, rybki i motyla,

Feniksa, myszki białej, krokodyla,

Sługi i pana, smutku i zabawy...

Czy ty służyłeś pod chorągwią Sawy?

SEMENKO

Nie, ale znam go.

KSIĘŻNICZKA

      Jakże on wygląda?

Czy na barana, czyli na wielbłąda?

Czy na kozaka, czyli na szlachcica?

Czy jest jak chmura? Czy jak błyskawica?

Czy z oczu jemu patrzy chłop czy książę?

SEMENKO

To patrzy, co mnie...

KSIĘŻNICZKA

      Ach! To być nie może,

Bo tobie z oczu popowicz wyziera.

SEMENKO

na stronie.

Ach! Ty proklata!

KSIĘŻNICZKA

      Przebacz mi, ja szczera...

Z tobą się o ten pierścionek założę,

Że ty syn popa.

SEMENKO

      A jak syn czarta?

KSIĘŻNICZKA

Jezu! Ten człowiek gotów mnie zadławić.

Ucieka.

SEMENKO

Budesz ty sto hroszy warta,

Jak pozwolę się pobawić

Moim chłopom po zamczysku...

Jak z kosami potańcujem

Po nocy, na cmentarzysku,

Taj w sobie czarta poczujem...

Wychodzi.

ZMIANA I

Las dębowy oświecony księżycem, między drzewami palą się ognie, i żołnierzepolscy gotują strawę... albo czyszczą konie. Wchodzą na scenę STARY GRUSZCZYŃSKIi pewien wojak PAFNUCY.

GRUSZCZYŃSKI

do obozujących.

Na tej się leśnej lewadzieRozłóżmy, mości panowie,

Miesiąc do snu ludzi kładzie...

Trzeba dbać o koni zdrowie

I od rosy strzec pałaszy;

Zgotujcie jaglanej kaszy,

Zaśpiewajcie hymn powstański;

A śpiewem na Anioł Pański

Zakończyć tę wieczernicę...

I sza! noc przepędzić cicho,

Bo po lasach nie śpi licho

I można bez ostrożności

Zobaczyć swój łeb na tyce...

Bo to wojna bez litości,

Z orłami biją się krucy.Wchodzi na scenę.

Mości wojaku Pafnucy,

Siądźmy tu na osobności,

Muszę pomówić z waćpanem.

Siadają.

PAFNUCY

Słucham, stary mój kolego.

GRUSZCZYŃSKI

Więc bez eksordu żadnego,

Jak gdybyś był kapelanem,

(Co być bardzo może... bo się

Dominus vobiscum niby

Przebija w acana głosie)

Powiem ci, że jakieś grzyby

Smutku na sercu mi rosną.

Oto, panie, z przeszłą wiosną,

Gdy biły trąby wojackie,

Na hasło konfederackieNie poszedłem... Tak to bywa,

Że starość radzi leniwa

A potem żal człowiekowi.

Bar upadł! Bar upadł, mocanie!

Zaufali Chrystusowi

A upadli...!

PAFNUCY

      Na kolanie

Pokutuj waść za te słowa.

GRUSZCZYŃSKI

Świątynia to purpurowa

Pokuty — pierś moja stara,

W której się serce rozparaNa wszystkich szwach, krwią lejące:

Bo serce było gorące,

Jak zwyczajnie w starym Lachu,

Ufne... A teraz w przestrachu

Do chmur wygląda nieśmiało,

Pod bicz ofiaruje ciało

A jednak, ptaszyna licha

W piersi mojej ledwo żywa

O odwrócenie kielicha

Modli się. Bo kto używa

Żywota obok potoku,

Którym sprawy boże płyną,

Kto chce spokojny z rodziną

Swoją kość gdzieś gryźć na boku,

Wiejskich kosztować słodyczy,

Choć się nie policzą ludzie,

To się Bóg z takim policzy...

A już wspomniałem podobne

Aści o posępnym cudzie,

Który mi rodzinę drobną

Nastraszył... Rzecz niesłychana!

PAFNUCY

Chrystus do domku waćpana

Zapukał...?

GRUSZCZYŃSKI

      Trzy razy! Trzy razy!

PAFNUCY

Mocanie, to są rozkazy,

Którym oprzeć się nie można.

GRUSZCZYŃSKI

Toż widzisz mię waść na koniu,

Choć rodzina o mnie trwożna,

Żona w ciąży — na ustroniu

Dom obok czarnego lasu.

A kiedym siadał na bryczkę

A dzieci aż pod kapliczkę

Biegły za mną, to się z pasuIrysowego widomieOdkryła jasność na domie,

Na którą dziatki łakomie

Patrzały, aż zdjęte strachem

Krzyknęły, że widzą nad dachem

Jakąś nową tajemnicę,

Jakąś gorejącą świécę,

Co je bardzo niespokoi,

Bo nad samym domem stoi,

Jak krwawe serce z płomyków.

Na co ja patrząc, zmaluchlałI z dziatkami razem struchlał

Bo nad domem nieboszczyków

I nad chatą ludzi chorą

Często takie światła gorą.

PAFNUCY

Pan Bóg litośniejszy bywa.

GRUSZCZYŃSKI

Toć ja ufam, i leniwa

Dusza się krzepi nadzieją.

Wszakże gdybym tu ja zginął,

A duchy świecy nie zwieją

Z dworku, gdzie mi wiek przeminął

Tak słodko przy mej rodzinie,

Gdziem ja miał ojcowskie graty

Jeszcze wzięte na Turczynie,

A pod dąb mój rosochatyWodził gości... i pił kawę

W dawnych, starych roztruchanach,

Pacierz mówił na kolanach,

Córkom gotował wyprawę;

Jeśli to wszystko pójść musi

Z wiatrem... pomnij o Salusi,

Bądź dla niej jak ojciec szczery

I groźny jak ojciec drugi.

Bo to skrzydlate chimeryGotowe złotymi cugiPrzybyć po nią z pieśnią słodką

I dzieciątko moje ciche,

Jakby jaką drugą Psyche,

Zrobić maleńką szczebiotką,

Którą za skrzydełka złote

Strzepotane Kupid chwyci.

A potem, gdy się nasyci,

To wypędzi na ciemnotę,

Rzuci gdzie jak dzban rozbity.

Pamiętaj! To dziecko krwiste,

Oczęta ma przezroczyste,

Zielone, jak selenity;

A zdają się na zuchwałość

Podwodzić szatańskie wzroki...

A taka płci wielka białość!

A takie gorsu uroki! Że się boję o nią — boję!

Bardzo boję!

PAFNUCY

      Bądź spokojny.

GRUSZCZYŃSKI

Powiedz, że ja przy niej stoję

Zawsze... choćbym pozbył ciała;

To w anielską palmę zbrojny

Stanę... I będzie słyszała,

Jeśli się złego dopuści,

Mój głos z piekielnej czeluści

Wołający.

PAFNUCY

      Nie wróż smutnie.

GRUSZCZYŃSKI

Bo to widzisz, po tych dworach

Są Włochy dzwoniące w lutnie,

Ubrane w różnych kolorach,

Niby diabli w opalowych

Zbrojach... a wewnątrz zepsuci;

Ci dziewczątek świeżych, zdrowych

Szukają... żądłem je wabią,

Aż ptaszeczek im w gardło się rzuci.

A są jeszcze sztuką babią

Zajęte stare matrony,

Co porzuciły robronyI kornety... A te dziecku,

Już ubrane po niemiecku,

Straszne czasem dają rady.

Gdy je widzę w strusich kitach,

Chodzące prawdziwe gady,

To bym się na tych kobiétachPastwił! Szelmy niegodziwe!

Prawdziwie są diablą milicją.Wchodzi KOZAK regimentarski.Skąd ty, Kozak?

KOZAK

      Z ekspedycją

Od dworu.

GRUSZCZYŃSKI

      Czemu twe ślipie

Takie jasne? Takie krzywe?

Czy się spił na jakiej stypie?

KOZAK

Witrom spity.

Odchodzi. Gruszczyński obraca się ku ogniowi i list czyta.

PAFNUCY

      Co się zdarza

Waćpanu? Bledniesz, czytając.

GRUSZCZYŃSKI

Pieczęć jest regimentarza,

Lecz list...? Czy on urągającPisał? Czy był śmierci blisko?

Hej, rozpalić tam ognisko!

Niech lepiej te charakteryWyczytam...

PAFNUCY

      Nie zmieniaj cery.

GRUSZCZYŃSKI

Mocanie! Pies pod podwórzem

Nieraz lepiej traktowany!

Patrzaj! Nazywa mię tchórzem!

Na czyste Chrystusa rany,

Którym ja się krwią zadłużył,

Klnę się... Powiada, żem stchórzył,

Żem zleniwiał, że... sto beczek

Krwi mojej na ludzi tych głowie!

Piszą, żem z chłopami w zmowie.

Że... Będę mały człowieczek

Nie człowiek, jeśli przebaczę!

PAFNUCY

Daj aść — niech ja list zobaczę.Bierze list.To ręka i styl jest sługi.

GRUSZCZYŃSKI

Na pieczęć patrz! Krwawe strugi

Acherontu z ognia i krwi!

Na te słowa marszczę brwi

I trzęsę światem... Ja tchórz!

Otóż to tak, ludziom służ.

Nocuj w lesie pod namiotem,

To cię obrzucają błotem!

Otóż to tak z ludźmi tymi

Nowego serca i wiary!

Kazali ciągnąć w te jary,

Ciemny komin, loch na ziemi;

Gdzie wiem, że pewna zasadzka

I cała czerń hajdamacka

Zasadzona.

PAFNUCY

      Więc im szczerze

Odpisz... Ja z listem pojadę.

GRUSZCZYŃSKI

Ja mazałbym po papierze?

Ja...! Oskarżony o zdradę

Nie krwią, życia fundamentem

Bronił się...? Lecz atramentem

I piórem z gęsi ogona?

Nie, mocanie! Krew czerwona!

Ten mózg pod chłopów obuszkiem!

Mózg i krew ta na ich głowy.

A potem duch purpurowy

Z rozdartą piersią nad łóżkiem!

I niech im Pan Bóg da zdrowie.

Ja tchórz... Na koń! Do szabel, panowie.

Wybiega i widać go ruszającego obóz.

PAFNUCY

sam.

O! Wielki Boże! Sprawdzać się zaczyna

Domowi temu wróżona ruina,

I Chrystusowe do drzwi zapukanie

Karcące, późne krwi ofiarowanie,

Spełni się jako straszliwa nauka

Dla czekających, aż Pan Bóg zapuka.

Leniwy starzec był, teraz ognisty.

Więc choć to pewno zmyślone są listy,

Teraz go w małej mogile położą

Za to, że wzgardził wielką sprawą bożą.

Lecz sądy boże są nieprzewidziane!

Cokolwiek będzie, piersią przy nim stanę.

Wychodzi.

ZMIANA II

Noc. Ogród nad stawem, księżyc świeci. Wchodzi LEON w głębokiem dumaniu.

LEON

To już ostatnia będzie schadzka nasza.

Ostatni raz czekam na nią.

Człowiek skarb serca rozprasza.

Każda chce mu zostać panią

Wieczną... a tego nie zgadnie,

Że gdy raz łatwo upadnie,

To później chyba pod kłódkę

Człowiek zamknie taką żonę.

 Na to dzieciątko stracone,

Jak na małą nezabudkęKsiężniczka patrzy z wysoka

I ze mnie nie spuszcza oka.

A kiedy uczyni wzmiankę,

To mię tak śmiechem uderza,

Jak gdybym kochał sielankę

I sam wyszedł na pasterza.

Sali prosta jest i wierna.

Ale w najprościejszej leży

Taka obłuda misterna,

Tyle głębokiej odzieży,

Taki kałkuł na dnie duszy.

Taki instynkt oszukaństwa,

Taka chciwość blasku, państwa.

Taka głęboka nauka

Zadawania ci katuszy,

Że wierność ich jest to sztuka,

W którą czart oczy pochował.

One wiedzą, że to ołów,

Co by samych archaniołów,

Wisząc u skrzydeł, zmordował...

One z tem na świat przychodzą.

Wiernością nudzą lub zwodzą,

Obdzierają nas z odwagi,

Liczą na litość! — od matek

Nauczone, że ten statek

I łzy, to są ich posagi.

Nim się ze światem obezna,

Każda wie, że woń w narcyzach

Jest drogą, że mąż ją zezna

I zapisze w intercyzach,

Ewikcjonując wyprawę.

Najprzód je widzisz ciekawe

Twego serca, słów niebacznych;

A do przyrzeczeń dwuznacznych

Podchwytywania umiętne;

Potem widzisz nagle smętne,

Ze łzą, co się w oczach kręci.

A pewne dziwnej pamięci,

Książki, gdzie w papier różany

Sam przez siebieś jest wpisany

Wszystkimi giesty i słowy;

Wkuty jak w kamień grobowy

W ich pamięć, już nie gorący,

Ale przez ten papier ssący

Z ognia, z kolorów wypity;

Kwiat zwiędły w sercu kobiéty.

 I ty, co z gwiazdy pochodzisz,

One dowiodą, żeś marny,

Głupi, żeś jak szatan czarny,

Że dla nich tylko się rodzisz.

Wchodzi SALOMEA.

SALOMEA

Jakże dzisiaj twoje zdrowie?

LEON

Tak jak zawsze — ogień w głowie!

SALOMEA

Ty wczoraj już byłeś dziki.

Już na miłość niepamiętny,

Bardzo dla mnie obojętny.

LEON

Wczoraj to były ogniki,

Dziś ogień... Dziś gorszy jeszcze.

SALOMEA

Daj rękę — ja cię popieszczę.

Zamówię i uspokoję.

LEON

Nie, nie, słodkie dziecię moje,

Ot byś lepiej szła nabożna...

Do stu diabłów! tak nie można

Żyć dłużej! Czy my Cyganie?

SALOMEA

Powiedz, cóż się ze mną stanie?

Cóż ja nieszczęsna uczynię?

LEON

Co...? Miłość twoja przeminie.

Dasz sobie na świecie radę,

Pójdziesz za mąż, ja przyjadę,

Jeśli na wojnie nie zginę,

Przyjadę kiedyś w gościnę;

A ty wtenczas, moja miła,

Przyjmiesz mnie, będziesz za siostrę.

SALOMEA

Słowa twoje bardzo ostre...

Jam się dziś szczerze modliła

Za ciebie.

LEON

na stronie.

      Baran do rznięcia!

SALOMEA

Ty nie masz ani pojęcia,

Co to jest modlić się za tych,

Co nas gubią?

LEON

      Rozkosz czysta!

Rozkosz aniołów skrzydlatych.

Dla drugich zaś krzyż i ognista

Męka, jeśli są modlitw niewarci...

Gdyby to wiedzieli czarci,

Mówiliby zawsze różańce.

SALOMEA

Ach! Piekielni obłąkańce

Więcej by litości mieli!

LEON

My nie jesteśmy anieli,

Ani ja... ani ty... mała!

SALOMEA

Jeśli ja tej gwiaździe widna,

To pewnie się rozpłakała,

Widząc mnie... jaka ja biédna!

LEON

Doskonała! doskonała!

Gwiazd wzywa! z kwiatami gada!

SALOMEA

Wiesz ty, dlaczego ja blada...?

Ja chora.

LEON

      Cóż ci dolega?

SALOMEA

Nic...

LEON

      Spuściłaś na dół oczy?

I łza ci po rzęsach zbiega?

SALOMEA

Ach! niechaj się ta łza stoczy...

Niechaj obmyje sumienie...

O Panie! Choć oburzenie

Czuję dla twojej srogości,

Jeszcze o trochę litości

Proszę, a to ci wynurzę

O czem dotąd same róże

I gwiazdy tylko wiedziały.

Otóż słuchaj... Na kawały

Serce się biedne rozpęta,

A jeżeli moja męka

Ciebie nie skruszy? to będzie

Cud... alboś ty jest narzędzie,

Którem Pan Bóg mnie ukarze.

 Dwa temu tygodnie... śnię ja,

Że matka moja mi każe,

Abym ja u dobrodzieja

Gruszczyniec, twojego taty,

Prosiła dla niej o konie,

Bo ją człek jakiś brodaty

Ściga, straszy, chwyta w dłonie

I... (rzekła to najwyraźniéj,

Jakby przestrachem wzdrygnięta...)

Jeśli się Salusia zbłaźni

A prośby tej nie spamięta,

To będę z dziećmi zarżnięta...

To rzekła i we mgłę wsiękła.

A ja zbudzona, przelękła

Myślałam, czy prosić, czy nie;

A najprzód wstyd był dziewczynie

Mówić o snach i o marze,

A potem: — (jak ja się ważę

Stać tu na takiej spowiedzi?)...

Myślę, jak tu nas odwiedzi

Matka — a spojrzy mi w oczy,

To mi rumieniec wyskoczy;

A ona słowo po słowie

Wyspowiada, drżąca trwogą,

I zapewne nic nie powie,

Ale na mnie spojrzy srogo,

Wzrok jak nóż w sercu obróci;

Zada mi boleści krocie;

Zacznie coś gadać o cnocie,

Z gorsu mi różę wyrzuci,

Każe włosy pleść inaczej,

Robotę na dzień naznaczy

I będzie patrzała z boku

Na łzy kręcące się w oku:

A ja... o Jezu kochany!

Nie będę już do altany

Mogła biegać nocną dobą,

Ani się widywać z tobą

Co wieczora pod tą brzozą,

Pod tą czarną altaneczką;

I może mię gdzie wywiozą,

Albo z jakim siejo-hreczkąOżenią. To o tych rzeczach

Gadałam ja sobie w nocy

I spałam jakby na mieczach;

A budziłam się bez mocy,

Jak ukraińscy widuni,

Którzy ciągle widzą trupy.

 A wstydziłam się też kupy

Dziatek... i ślepej babuni...

Tu, gdzie takie toalety

I woskowane parkiety;

A ona, co po jaskółkach

Świegotaniu deszcze wróży,

Albo się w krześle na kółkach

Każe wozić po ogrodzie...

Tu ja... w atłasie, przy róży

U boku, ja, panna w modzie,

Ze złoconym wachlarzykiem,

Musiałabym (myślę sobie)

Wozić ją i ach... przy tobie

Mówić z nią chłopskim językiem,

Bo ona po polsku nie umie...

To bywało w sercu tłumię

Przestrachy moje tajemne,

Zgryzoty, przeczucia ciemne,

I te sny nazywam marą:

Lecz w noc i w godzinę szarą

Myślę i myślę o domu

Pełna niepojętej troski,

Ach... i do Matki się BoskiéjModlę we łzach i nikomu

Nie mówię, lecz drżę i płaczę.

 Otóż ja tej matki, panie,

Może nigdy nie zobaczę!

Bo dziś pod samo zaranieŚniła mi się gdzieś, w pustkowiu;

Potem tu, cała z ołowiu

I w ołowianej spódnicy,

Niby z perłowej macicy,

Z jednej perły była cała.

A twarz zwiędła i schorzała

Także koloru ołówka

Była już jak trupia główka

Na krzyżu wyrysowana.

Tu szła, panie... tu... tą stecką...

A ja w tej róży schowana,

Drżąca jak maleńkie dziecko,

Które się przestraszy dziada,

Co główkę z liści wysadzę

A ujrzę, że ona blada

Idzie, to chowam się w ciernie,

Oczyma za nią prowadzę,

Zziębła i blada niezmiernie,

Cierniami cała pokłuta,

Bijąc się jak słowik w nocy,

Gdy w klateczce spadnie z druta,

Chce latać i nie ma mocy,

Tylko się trzepoce w klatce...

Tak ja, panie, mojej matce

Dziwiąca się, strzepotana,

Chowałam się w krzaku skryta,

Cała zziębła i rumiana,

Jak czerwona włóczka zwita

W kłębuszek... I cóż ty na to?

LEON

Sałynka, będziesz bogatą.

Srebrny sen bogactwo wróży;

A że się chowałaś w róży,

To dobrze; pisano w górze,

Że w twem życiu będą róże.

SALOMEA

I ciernie?

LEON

      I ciernie będą.

SALOMEA

Otóż ty mię złotą wędą,

Panie, ułowiłeś sobie

I porzucić chcesz, jak widzę?

Ale póki ja nie w grobie,

To się ty nie możesz żenić.

LEON

Jak to?

SALOMEA

      Bo ja cię zawstydzę:

Sama się będę rumienić,

Sama się wstydem ukarzę,

A ciebie publicznie oskarżę.

LEON

na stronie.

Co słyszę! Wejdźmy z nią w targi.

SALOMEA

Słuchaj, i będą dwie skargi

Z jednych ust przeciwko tobie...

LEON

na stronie.

Co ja z tą dziewczyną zrobię?

SALOMEA

Z jednych ust wyjdą dwa głosy.

LEON

na stronie.

Ach, wyrywać teraz włosy!

I z boleści kąsać ręce...!

SALOMEA

I zaręczyny książęce

Ja zerwę... zerwę szalona!

Bom jest na to podmówiona

I udarowana mocą

Przez duchy... co tu w altanę

Weszły i tam się trzepocą

Jak gołębie krwią zwalane,

O ten liść otarte suchy,

Jakieś białe, krwawe duchy!

Odchodzi.

LEON

sam.

Co? Czy w obłąkanie wpadła?

Czy widzi krwawe widziadła?

Albo li też chce udaniem

I aktorskiem obłąkaniem

Sumienie ciężej przywalić?

Na Boga! to nowa sztuka

Niewieścia! Serce rozżalić,

Potem jeść je dziobem kruka

I rozdzierać, aż zaboli,

Aż własnej pozbędzie się woli.

Wchodzi SEMENKO.

SEMENKO

na stronie.

Podsłuchałem ich w altanie.

LEON

Ach! Semenko.

SEMENKO

      Jasny panie!

LEON

Chodź tu, Semenko kochany,

Bóg mi cię pewno przysyła.

SEMENKO

na stronie.

Skaży: czort.

LEON

      Ot, z tej altany

Tylko co tu wyskoczyła

Tego Gruszczyńskiego córka,

Z którą ty nieraz mazurka

Tańczył... i tej młodej pani

Zasługiwał się, figlował.

Ja wiem, że ty nieraz dla niéjTwoje dumki komponował

I pod oknem w torban dzwonił...

Ot, i teraz się zapłoniłJak dziewczyna.

SEMENKO

      Ta, czy druga!

Ja nie szlachcic, ale sługa,

Kozak pański, król na stepie,

Szukam, gdzie serce przyczepię,

A nie można? jeśli Laszka

Wyżej sobie okiem mruga

I złotego łowi ptaszka:

Tfu! to dla mnie ta czy druga!

LEON

Ja wiem... ale ta dziewczyna

Nie wyszła spod adamaszków;

To równa tobie chudzina,

A ty chwat do takich ptaszków.

Gdyby ty chciał, to by miał ją,

Spróbuj tylko.

SEMENKO

      Czart by chciał ją!

Na co mi się piąć do państwa!

Z asawulstwa i poddaństwa

Kontent jestem... i ze służby

U panycza.

LEON

      A mi już by

Ty szlachcianki tej odmówił!

Cóż, naprawdę, mój Semenko,

Jam z nią w tej altanie mówił

I serduszko miał pod ręką.

Kiedy wspomniałem o tobie,

Rzekła: «nie», ale tak cicho,

Że mnie aż porwało licho,

Bom ją kiedyś ja sam lubił...

Lecz takiej biednej chudobieNie mogłem (bobym się zgubił

U ludzi) oświadczyć z ręką.

Ot ja sobie z tą maleńką

Igrał, póki było można;

Lecz to dziewczyna pobożna,

Święcie w domu wychowana,

Gdyby ty miał ognia w kości,

To wyszedłby z nią na pana,

I przyszedłby do miłości.

SEMENKO

Zróbcież mnie, panyczu, panem...

Jeśli chcesz.

LEON

      A chcesz, to zrobię:

Osadzę gdzie nad limanem,

Dam ci futor na początek,

A wam, jak biednej chudobie,

Bóg pomoże i dzieciątek

Wam naśle, które z zapału

Gniewnego ojca ostudzą.

SEMENKO

padając do nóg z udanym płaczem

Nech tobi Boh!

LEON

      Stój... pomału...!

Trzeba z tą perełką cudzą

Ostrożnie... chociaż to cuda,

Jeżeli nam się nie uda,

Jak się dobrze weźmiem oba...

Ona ciebie upodoba.

Ja wiem, znam ją, z iskier cała...

Gdyby teraz nie kochała,

To cóż, że trochę zaszlocha?

Jak przywyknie, to pokocha...

Jak z tobą w stepach zagości,

To step... ach! step, raj w miłości

Z taką szlachecką panienką!

Cóż, głupcze...? Cóż ty, Semenko?

Czy nie myślisz o kochaniu?

SEMENKO

Ach! ja, panie, w obłąkaniu!

LEON

Nie bądź głupi...

SEMENKO

znów rzucając się do nóg

      Ja twój sługa...

LEON

podnosząc go i biorąc pod rękę

A co? a co...? Ta czy druga?

Wychodzą.

AKT II

Noc miesięczna w ogrodzie. — Wchodzi KSIĘŻNICZKA i służąca ANUSIA.

KSIĘŻNICZKA

Moja Anusiu, siądźmy w tej altanie...

Sama się boję chodzić po ogrodzie.

ANUSIA

Czy strach panience?

KSIĘŻNICZKA

      Powiedz mi, czy w modzie

Teraz u ludzi słowików śpiewanie?

ANUSIA

Nie, panno, teraz w modzie klawikordy.

KSIĘŻNICZKA

Głupiaś! W zapachu kwiatów są akordy

I różne wielkie na świecie muzyki...

Powiedz mi, czy dziś w modzie są krwawniki?

ANUSIA

Tfu! To horrendum, małej szlachty kamień.

KSIĘŻNICZKA

dając jej pierścień Regimentarza.

Więc mi ten pierścień krwawnikowy zamień

Za pierścioneczek chłopski, srebrny, gładki...

A choćby z kilku szkiełek były kwiatki,

Weź go i przynieś mi, proszę, do parku.

ANUSIA

Jak to? Prostego pierścionka z jarmarku?

Skądże księżniczce to dziwne zachcenie?

KSIĘŻNICZKA

Nie wiem; nie powiem, że miałam widzenie,

Bo widzeń żadnych ani snów nie miewam,

Choć często bardzo drzemię i poziewam,Łowiąc ustami, jak mówią, skowronka...

Dlaczego ja chcę srebrnego pierścionka...?

Może mię jaki Kozak ze snu budzi,

Może ten kamień krwawnikowy nudzi,

Może na palcu krwi kolorem straszy...

Ach, zgub ten sygnet albo zjedz go w kaszy,

Albo gdzie zamień za pierścień najprostszy.

ANUSIA

Panienka moją ciekawość zaostrzy.

KSIĘŻNICZKA

Więc zrób z niej sobie do krosien nożyczki.

Anusia wychodzi z pierścieniem.Róże i nieśmiertelniczkiTo są moje lube kwiaty;

Adonisy i granaty

Lubię i z malw piramidy;

Lecz gdybym mogła z opalów,

Z pereł, brylantów, z koralówPleść jako OceanidyWieniec na zielonej fali,

Albo z siarki, co się pali,

Robić powój pasożytny,

I włos długi, rozczesany

Owijać w ten kwiat błękitny,

Palący się, kwiat siarczany,

I pokazać się tej szlachcie

Taką, jaką w myślach jestem;

Nazwaliby mnie azbestem

I w moim ślubnym kontrakcie

Zawarowaliby sobie,Że w domu ognia nie zrobię,

Wioski nie spalę zarzewiem.

Skąd mi ten duch? Sama nie wiem.

To wiem tylko, że mię nie to

Bawi, co tych ludzi krwistych

I że myśli mych ognistych

Mój dowcip jest zdawkową monetą.

Wchodzi ANUSIA bez pierścionka.

ANUSIA

Ach! Panno, na nasz dziedziniec

Wjechał jakiś Ukrainiec,

Który oczy, serce grzeje

Swą rześkością, oka blaskiem.

Widziałam, jak przez aleje

Leciał z piorunowym trzaskiem,

A za nim jacyś pohańceNieśli czerwone kagańce,

Podobno jego lirnicy,

Dziady, w ognia błyskawicy

Świecące się jak upiory.

A śród lip, z jego żupana

Różne lały się kolory,

Niby od świętego Jana,

O którym panienka czyta

Widzenie.

KSIĘŻNICZKA

      A mój pierścionek?

ANUSIA

O pierścionek panna pyta?

Zgubiłam.

KSIĘŻNICZKA

      Zmów trzy koronek

A odniosą ci go duchy.

ANUSIA

A temu, co przybył, panu,

Jak dać imię?

KSIĘŻNICZKA

      Zawieruchy

Imię, nazwisko kurhanu

A przydomek: ludu sława.

Ten pan, Anusiu, to Sawa.

ANUSIA

Sawa? Ten syn hajdamaki?

To on wyrznie nas, panienko.

KSIĘŻNICZKA

Chowaj się, Anusiu, w krzaki,

Bo już ciebie ma pod ręką.

Patrz, z regimentarzem idą

I mówią oba o rżnięciu.

Wchodzi REGIMENTARZ i SAWA.

REGIMENTARZ

Przedstawię ciebie panięciuŁadnemu...Do Księżniczki.

      Ty zaś, Cyprydo,

Lub Hebe, zaraz nam musisz

Nalać ze srebrzystej stągwi...

Jest to wódz lekkiej chorągwi,

Pan Sawa.Do Sawy.

      Tobie zaś powiem,

Że jej łatwo nie ukusisz,

Bo ją Bóg obdarzył zdrowiem

I dowcipem, więc jest harda,

Jako alabastry twarda.

Nie proś o nic, bo się słowyJak wężyk mały wymyka;

I nie wdawaj się w rozmowy,

Bo zapomnisz z nią języka;

I nie mów z nią o miłości,

Bo doświadczysz z nią trudności,

Bolu głowy, snów gorących

I takich feber trzęsących,

Że świat przeklniesz... Dodam i to,

Że jest z mym Lwem zaręczona.

KSIĘŻNICZKA

To fałsz.

REGIMENTARZ

      Jak to! fałsz? kobiéto!

Zastanów się... Ty szalona!

Podstępna znowu jak liszka!

Na sygnet świętego Franciszka

Przysięgam, żeś mi przyrzekła.

KSIĘŻNICZKA

Sygnet rzuciłam do piekła.

Kto mi go wyrwie z płomieni

I odda, ten się ożeni.

Odchodzi z Anusią.

REGIMENTARZ

Widzisz, fantastka dziewczyna!

Idzie za mojego syna,

Ale się jeszcze z tem chowa.

Cóż ty na to? Ani słowa?

Cóż?

SAWA

      Jaśnie wielmożny panie,

Winszuję.

REGIMENTARZ

Chodź! Chodź, przy dzbanie...

Tak nie można... Nie można na sucho.

SAWA

W sercu mi teraz tak głucho

I tak ciemno, żem nie do kieliszka...

REGIMENTARZ

Na świętego przysięgam Franciszka,

Że ci serce to wnet rozweselę.

SAWA

Krwi dziś widziałem tak wiele!

Takie straszne nieboszczyki!

Taki mord i takie zbrodnie,

Że przez całe dwa tygodnie

Z obrzydzeniem na jadło popatrzę;

Pomnąc na te sine chłopczyki,

Na jakim one teatrze

Zakrwawionym czyniły horrory...

REGIMENTARZ

Co? widziałeś wyrżnięte gdzie dwory?

SAWA

Gruszczyniecki.

REGIMENTARZ

      Ach! co mówisz mi wasan?

SAWA

Gruszczyńskiego chłop na wszystko rozpasan,

Przez jakiegoś obcego człowieka

Podżegnięty, wyrżnął całą rodzinę

I przed mieczem w step ciemny ucieka.

REGIMENTARZ

Ja tu mam na respekcie dziewczynę.

SAWA

Więc z rodzeństwa ta jedna została.

REGIMENTARZ

Jak to? Cały dom...?

SAWA

      Rodzina cała

Bez litości w pień wymordowana.

REGIMENTARZ

Proszę! proszę wielmożnego pana...

Mam panienkę tu jego dorosłą;

Trzeba, aby się to nie doniosło

Do jej uszu.

SAWA

      Nikt o tem nie powie,

Bom chorągwi zakazał surowieSzerzyć strachu.

REGIMENTARZ

I widziałeś dom cały...?

Biedny ojciec...!

SAWA

      O słońca zachodzie,

Widząc, że mi koń mój biały

Utyka, a Ukraińce

Zmęczeni, kazałem w chłodzie

Na górze, skąd widać Gruszczyńce,

Rozłożyć się obozowi;

Sam zaś ku temu domowi

Obrócony, na te ściany

Patrząc podupadłe, stare,

Choć dom był zorzą różany,

Choć lipy i pola jareW słonecznem błyszczały złocie,

Choć... Ach! Dotąd jeszcze śledzę,

Czemu ja w takiej tęsknocie

Patrzałem na kwietną miedzę,

Idącą przez żyta i wzgórki,

Na te łany, i służebne

I pańskie, gdzie wróblów chmurki

Niby harfy szare, srebrne,

Ważąc się przez błękit blady,

Ulatywały na sady,

W korony śliw i czerechów,

Niby harfy pełne śmiechów,

Szmerów, świegotań i głosów;

Patrząc na te morza kłosów,

Drzewa, miedzę, wyznać muszę,

Że snów miałem pełną duszę,

Widzeń miałem pełne oczy.

Zdało mi się, że ów dworek

Powietrze błękitne broczy,

Że wróble jakiś paciorek

Nad tą kalwaryjską stacją,

Jakiś smętny Anioł Pański,

Jakąś smętną suplikacjąŚpiewają do Panny Marii.

 Zostawiwszy więc powstański

Huf, pasący stepów trawę,

Sam wziąłem kilku z rajtariiI uczyniłem wyprawę,

Rekonesans na dwór Lacha.

 A jeśli przyznam się kiedy,

Żem w głąb serca wpuścił stracha...

Ja, co na czele czeredyRzucał się na działa, smoki

I na spisach brał pod boki

Żywe ruskie kanoniery,

I z ich bladej strasznej cery

Chorągwie robił straszliwe,

Okiem łyskające, żywe,

Z śmiertelnych ludzi zrobione,

To wyznam, że strach miał oczy

Większe i bardziej czerwone,

Że mój włos, jak wicher smoczy,

Wchodzącemu w to pustkowie

Wyżej podniósł się na głowie.

 Niechaj pan jaśnie wielmożny

Wystawi sobie ów domek

Taki cichy i pobożny,

Od nimf laszych, ekonomek

Ubrany w cebuli wianki,

W malowane na papierze

Obrazki, miedziane dzbanki,

Cynowe misy, talerze,

Na policach tak błyszczące

Około ścian jak miesiące

Czarodziejskie, rusałczane;

Teraz wszystko krwią zbryzgane,

Co uniknęło grabieży.

Trupy ludzkie bez odzieży

I na ziemi, i na łóżkach.

Na krwią ociekłych poduszkach;

Dziatki porąbane srodze

I na ceglanej podłodze

Porzucone, i z puchówek

Pierze śnieżące podłogi.

Sama pani... Widok srogi...!

Dziateczki swoje bez główek

Za nóżki zimne, zielone

Trzymała... ach! jedną raną

Zabita, bo otworzone

Miała żywota świątniceI straszną płodu zamianą...

(Jasne stepowe księżyce!

Biorę was za krwawe świadki!)Że łono tej polskiej matki

Od strasznego nożów cięcia

Wyszło na łono szczenięcia

I stało się psią mogiłą;

Bo i szczenię martwe było

Na dnie martwego żywota!

 Ojczyzno moja! o złota

Ojczyzno moja kochana!

W matkach twoich zarzynana!

I gubiona w matek płodzie!

Jeśli mój żywot na wschodzie

Czego wart, to Bóg to widzi,

Że go składam na ofiarę

I wszelką żywota marę

Składam, aż to, co mię wstydzi

We mnie, krew moja kozacza

Wypłynie sotkiem strumieni

I na węże się przemieni,

I ślady swe powytłacza

Mordem, ogniami i jadem;

A ja wtenczas wpadnę na nią

I zewrę się jak gad z gadem,

Aż się stepy rozkurhanią,

Zniknie czar, co łby podchmiela,

Prawosławna wiara zgaśnie;

A we mnie, jak w niszczyciela

Na jakim starym kurhanie

Stojącego piorun trzaśnie.

 Straszne to ofiarowanie

I ciała mego, i ducha...

Bo i we mnie zawierucha

I krwi strasznej słychać granie,

Bo miesiąców pozłacanie

Ja znam także w myśli ciemnej.

Bo ja także duch tajemnej

Pełny myśli o przeszłości;

Lecz to votum, nie śród gości,

Nie przed szlachtą przy kielichu

Zrobił ja, ale po cichu

Tam w jednej wielkiej komnacie.

Przed babką rodu, co biała

Za firankami siedziała

W alkowie, w ponocnej szacie,

Jakoby furia tajemna,

Dawno już głucha i ciemna;

A teraz, na ten mord smoczy

I krwotok z ciemnej alkowy,

Wytrzeszczająca te oczy

Tak, jak gdyby przed nią głowy

Dziateczek z włoski złotémi

Krwawe, biegały po ziemi,

Strasząc ją razem i bawiąc;

Jak gdyby im błogosławiąc,

Oczyma się podziwiała,

Że one gadzinek ciała

Są biegające i zręczne;

Przed nią i przed tym zegarem,

Który tam jak koło miesięczne

Zatrzymany strachem, czarem,

Poznawszy, że czas nie płynie,

Stał na północnej godzinie,

Do srebrnego ducha głowy

Podobny, w głębi alkowy;

 Przed wskazówkami, co sine,

Groźnie podniesione w górę,

Pokazywały godzinę,

Na którą Bóg przywiódł naturę,

Łańcuchem trwogi pojmał,

Krwią przeraził i zatrzymał;

 Przed tym zegarem, co łóżko

Sczerwienione opłomieniał

I przed tą martwą staruszką,

Której trup suchy skamieniał

I czarny jak zmyta chusta

Otworzone trzymał usta,

Krzyczące: gwałt i morderstwo!

Przysiągłem, że kawalerstwo

Polskie wygna krew kozaczą!

Że Ukrainki zapłaczą,

Na mój miecz, na mego konia

Rzucając klątwy i czary.

Bo ja będę jak miecz kary,

Kosa ścinająca błonia,

Orlica na pół rozdarta,

Mająca dwa serca i dzioby;

Człowiek z troistej osoby,

Z Lacha, z Kozaka i z czarta.

REGIMENTARZ

Hamuj się waćpan w zapale,

Bo się takie słowa ważą

Srogo w bożym trybunale;

A te twoje — aniołów przerażą.

SAWA

Jak to? więc ten mord...?

REGIMENTARZ

      Mocanie!

Mam siłę i prawo miecza.

SAWA

Tam, gdzie krwi ohydna ciecza,

Znalazłem torban kozaczy,

A na tym były torbanie

Twoje herby.

REGIMENTARZ

      Co to znaczy?

Śmiałżebyś na mój dom stary

Rzucać jakie podejrzenie?

SAWA

Nie, ale twoje kotary

I tych lip wiekowych cienie

Może dają cień jakiemu

Zdrajcy słudze.

REGIMENTARZ

      Biada jemu...!

Bo jeśli go znajdę we dworze,

To mu na karku położę

Regimentarską rózeczkę.

Dotknę się go zimną ręką.

SAWA

Jest posłuch, że sam Tymenko

Kryje się w szlacheckich dworach,

Jak wilk nakryty owieczką,

I w różnych staje kolorach

Przed oczyma swego ludu,

Siłą rządzący fatalną.

A bunt, podobny do cudu

Ręką jakąś niewidzialną

Sprawionego, niby owe

Straszne napisy ogniowe

U Babilonii mocarza,

Napisane bez pisarza,

Tem okropniej szlachtę straszy.

REGIMENTARZ

Zmażemy ostrzem pałaszy

Te ogniowe dokumenta,

Które lud z czartem jurystąPiszą ręką ciemną, krwistą...

A tak zmażem, że lud popamięta

I przelęknie się naszego pióra.

Gdzież jest, Sawo, ta krwawa bandura?

SAWA

Lirnik ci ją mój Bajda pokaże.

REGIMENTARZ

Pozazdroszczą mi koronni pisarze

Mego oka w sądzeniu tej sprawy.

Znajdź tu sobie co dziś do zabawy,

Bo się trudnić waćpanem nie mogę.

Odchodzi.

SAWA

sam.

Jako trąba uderzyłem na trwogę

I podniosłem serce w tym szlachcicu.

Wychodzi spoza altany KSIĘŻNICZKA.

KSIĘŻNICZKA

Ach! Dwie gwiazd... Ach! Dwie gwiazdek po licu

Mi zleciało, gdyś mówił o rzezi.

SAWA

A do jakiej je przypiąć ferezji?

KSIĘŻNICZKA

Co, mój chłopku?

SAWA

      Co, mój biały księżycu?

KSIĘŻNICZKA

Kiedyż nasze ogłosim wesele?

SAWA

Dziś, kochanko...

KSIĘŻNICZKA

      Jak sobie podchmielę

Ukraińską wonią, tom gotowa

Przysiąc na to, żem twoją jest żoną.

SAWA

Sam czart na to jeszcze nie da słowa.

KSIĘŻNICZKA

Ach! Jak głupią byłam i szaloną,

Kiedym poszła za ciebie sekretnie.

SAWA

Kiedyś poszła, uczyniłaś szlachetnie;

Że się przyznać nie chcesz... jesteś Ewą.

KSIĘŻNICZKA

A rad by ty potrząść drzewo?

Co? Bo cierpisz na to srodze,

Że nie wiesz, jakie ja rodzę

Owoce?

SAWA

      Jabłuszka winne.

KSIĘŻNICZKA

Drzewko jestem bardzo czynne,

Co dzień w kwiatach jak pochodnia;

Kwiatek nowy rodzę co dnia.

Róże, astry i narcysy.

Ale co raz w myślach minie,

To już jak napój zakisyW listeczki się nie rozwinie.

Ach! Jaka ja byłam głupia,

Sekretnie idąc za ciebie!

SAWA

na stronie.

Gniew się srogi we mnie skupia

Jak piorun.

KSIĘŻNICZKA

      Pisano w niebie,

Że zawsze krzywo osądzę,

Zabłąkam się w zawierusze,

Wpadnę w dół, w lesie zabłądzę

I wybłąkiwać się muszę.

SAWA

Hej! Księżniczko na Ostrogu,

Czy panno, czy moja żono,

Pókiś tu na obcym progu,

Możesz sobie być szaloną,

Zimną, wzgardliwą, zalotną,

W tęczach od stóp aż do głowy.

Bo wiesz, żem człek honorowy,

Wprzód mię na kawałki potną,

Wprzód mi serce w piersiach zjedzą,

Nim się szlachcice dowiedzą

O naszem małżeństwie. Ale,

Choć nie mogę w trybunale

(Boś ty akt ślubny podarła)

Przez adwokackie się gardła

Upomnieć o moje prawa;

Chociaż wiem, że pierwej muszę

Chłopską z siebie wygnać duszę

I wysypać ci z rękawa

Me szlacheckie dokumenta,

Proszę cię, ach! nie bądź święta!

Nie bądź dla mnie tylko śmiechem,

Małżonki mojej zarysem,

Różą, bławatkiem, narcysem

I pożądliwości grzechem...

Lecz pamiętaj na mój statek,

Na cierpliwość pełną dumy;

I na rzecz miłosnej sumy

Wylicz mi dzisiaj zadatek.

KSIĘŻNICZKA

Co? Mój panie kredytorze?

SAWA

Posiadam ogniste morze,

Pełne pereł i korali,

Które widzę na dnie fali.

Jednej perły chcę, kochana!

KSIĘŻNICZKA

Nie, nic, tylko sama piana

Dla ciebie, małżonka cieniu.

SAWA

W diabelskiem ja odurzeniu.

Ach! raz, ach! raz tylko z ciebie

Trysnął płomień iskry boskiej...

Kiedy w rycerskiej potrzebie,

Puławskich broniąc odwrotu,

Ranny, w kołysce żydowskiej,

W chmurze świszczącego śrutu

Śród dwóch rumaków wiszący,

Kazałem się jako krwawy

Sztandar w ogień gorejący

Nieść... I krzyczał hasło Sawy,

Gdym jak bachur z tej wyprawy,

Gdziem niejeden dostał siniec,

Przyjechał na wasz dziedziniec,

Zawsze w tej kołysce siedząc,

W pokrwawionych na łbie chustach;

Blady, bo przez dwa dni nie jedząc;

Żółty, głód miałem na ustach;

Straszny, bom był cały w ranach;

Brudny, bom spał na kurhanach;

Głupi, bom o świecie nie wiedział

I kręciło mi się w głowie;

Śmieszny, bom w kołysce siedział;

Hardy, bom nie dbał o zdrowie,

Ni o piękność kawalera;

To wtenczas, ty byłaś szczera,

Potulna jak małe kotki.

W zamku u staruszki ciotki

Sama, bywało, w garnuszku

Warzysz mi kaszę jaglaną;

I widziałem cię co ranoW zorzach różanych przy łóżku;

Ach! i byłbym na kolano

Upadł jak przed bohomazem.

KSIĘŻNICZKA

Pięknym skończyłeś obrazem!

SAWA

Oszukałem się na tobie.

KSIĘŻNICZKA

Oszukaliśmy się razem.

SAWA

Kiedyż tej okropnej próbie

Koniec położysz?

KSIĘŻNICZKA

      Pomyślę

I wynajdę coś w umyśle...

Odpowiedź wariatki godną.

Słuchaj... póty będę chłodną,

Jak wąż ci uciekać śliski,

Póty na męża utyski,

Na twe skargi będę głucha

I będę czysta jak mniszka,

Aż z ręki ognistej ducha

Pierścień świętego Franciszka,

Pierścień z krwawej kornalinyZerwiesz... Na koniu tu wjedziesz

I przez drugie zaręczyny

Mnie zaręczoną rozwiedziesz...

Słowiki na ranek kwilą.

Bądź zdrów.

Odchodzi.

SAWA

sam.

      Bądź zdrowa, Sybillo.

Wymyśla różne przyczyny,

Ucieka się do wykrętów.

Ale serce tej dziewczyny

Chłopstwa się mojego boi.

A utrata dokumentów,

Które mieli ojce moi,

Co ród od Calińskich wiodą,

Jedyną mi jest przeszkodą.

Ach! Ukrainę przewrócę,

Kurhany wszystkie rozwalę

A z dokumentami wrócę.

Odchodzi.

Wchodzi LEON.

LEON

sam.

Ojciec mój w wielkim zapale,

Zachmurzony, nic nie gada,

Tylko w swoim gabinecie

Poosobno ludzi bada.

A mnie wielki strach napada,

Czy to już nie dziewki skarga?

Ach! To ona — list mój w ręku.

Sam jej widok za serce mię targa.

Kryje się za altanę i przez cały ciąg sceny zostaje na stronie. Wbiega SALOMEA wbieli, w wianku z rozmarynu, ubrana jak do ślubu.

SALOMEA

Ach, jak od słowików jęku

Kołysze się cały staw...

Jaka woń tych róż i traw!

Jak leci w usta! na czoło!

Ach! ach! jak mi wesoło!

Ach! ach! jak mi wesoło...!

LEON

na stronie.

Nieszczęśliwa, a szczęściem spojona!

SALOMEA

Ten listek włożę do łona.

Tutaj w białym gorseciku,

Tu siedź w tajemnym kąciku,

Gdzie jedna róża czerwona,

Jako lampa zapalona,

Rzuca na mnie takie blaski

I tak opłomienia szyję,

Jak dno filiżanki saskiéj,

Z której mój gołąbek pije

I cały się złotem rumieni.

Ach! ach! ze mną się Leon dziś żeni!

Ze mną żeni się Leon sekretnie!

LEON

na stronie.

Niech mi kto łeb teraz zetnie

I rzuci Meduzy głowę

Na trzewiczki atłasowe.

SALOMEA

Jeszcze nie czas. Jak ta sina

Gwiazda nad topolą stanie,

To będzie ślubu godzina.

A pod różane zaranie,

Sama wracając z cerkiewki,

Na tem miejscu sobie stanę

I pomnąc na smutek dziewki,

Na me serce oszukane,

Na wstyd, bom wstydu się bała,

Będę z radości płakała.

LEON

na stronie.

Szelma ze mnie!

SALOMEA

      Ach, Boże mój!

Dlaczego ta noc taka cicha!

Dlaczego tych gwiazd taki rój?

Dlaczego jedna, zda się, wzdycha?

A druga leci gdzieś z daleka?

A trzecia krwawa jak pies szczeka

I na błękitach mi ujada;

A czwarta — ach! a czwarta spada,

I nad Gruszczyńcami zgasła.

Ledwie żem z trwogi nie wrzasła,

Widząc tę gwiazdę przy zgonie

Jak główkę ducha z oczami.

Ach! jak tam smutno w tej stronie!

Jaka mgła nad Gruszczyńcami!

LEON

na stronie.

Każde jej słowo rozdziera.

SALOMEA

Czy tam w domu kto umiera?

Czy kto leży konający?

A ta gwiazda... Anioł złoty

Po duszę przylatujący!

Ach! ach! pełnam trwogi i tęsknoty.

LEON

na stronie.

O! słowiczku! o! skończ to śpiewanie!

SALOMEA

Przez głębokie się wsłuchanie

W powietrze, wsłuchałam w trwogę.

Ach, cóż ja? Ja nic nie mogę!

Co się ma stać, to się stanie.

Ach, jak smętnie, jak mi parno!

Jak mi smętnie, jak mi czarno!

O! stróżu, święty aniele,

Pamiętaj, że dziś moje wesele.

Wybiega ku wiosce.

LEON

wychodząc spoza altany.

Wesele... Ohydna sprawa!

Z Semenką ślub malowany

Przez spitego księdza dany,

Bez świec, skrycie, potajemnie.

I moje miłosne prawa

Ten chłop zrodzony nikczemnie

Będzie nad nią miał po ślubie.

On podejmie, co ja gubię:

Nie diament szlifowany,

Ale perłę czystej rosy;

Nie tęczę, ale jej włosy;

Nie rubin w ogniach, różany,

Ale usta jej... maliny;

Nie strojną w tony gitarę,

Ale czysty głos dziewczyny,

Który mu przysięże wiarę

I dotrzyma, gdy przysięże.

A ja co mam...? Włosy... węże!

Oczy, jak szatańskie bielma,

Głos, co mówi mi, żem szelma,

W sercu ranę i nóż w ranie;

I twarz, którą krew porzuci,

Która na szelmy nazwanie

Jak słonecznik się obróci.

Wchodzi REGIMENTARZ.

REGIMENTARZ

z daleka.

Panie Leon!

LEON

      Ojciec woła.

REGIMENTARZ

Panie Leon!

LEON

      Tu jestem w altanie.

Jakie grzmiące i ponure wołanie?

Co, mój ojcze?

REGIMENTARZ

      Lud nasz cały dokoła

Zbuntowany... Mój pop stanął na czele.

Wczoraj noże święcono w kościele.

Czy wiedziałeś, że tam takie święto?

A Gruszczyńce...

LEON

      Co, mój ojcze?

REGIMENTARZ

      Wyrżnięto.

LEON

Dom Gruszczyńskich?

REGIMENTARZ

      Naszych starych sąsiadów.

A wiesz, synu, kto zgrają tych gadów

Rządzi? Wieszli, kto Tymenko się zowie?

Zgadnij acan; bo ani ci w głowie

Taka myśl... Zgadnij, synu kochany?

Oto kozak twój Semenko, poznany

Po tej krwawej bandurze.

Wyjmuje spod kontusza bandurę kozacką.

LEON

      Chrystusie!

REGIMENTARZ

Wczoraj napadł w ogrodzie Anusię,

Która niosła mój pierścień z krwawnikiem,

Wyrwał jej z rąk, i chciał palec nożykiem

Uciąć dziewce, jeżeli zakrzyczy;

Potem kazał nie mówić nikomu

I ten pierścień tajemniczy,

Święty, uniósł z mego domu

I będzie nim łotr wierutnyOszukiwał szlachtę małą.

LEON

Gdyby zaraz...

REGIMENTARZ

      Łotr obrótny!

LEON

na stronie.

Wyjechawszy na noc całą,

Jeszcze mógłbym go dogonić:

Ale musiałbym odsłonić

Moję haniebną intrygę...

REGIMENTARZ

I cóż myślisz?

LEON

z pomięszaniem

      Ojcze drogi...

Na stronie.Ach, z czartami wszedłem w ligę!

Ani cofnąć teraz nogi,

Ani wprzód uczynić kroku...

REGIMENTARZ

Patrzałem na ciebie z boku...

Waść mi dziwnie zamyślony...?

LEON

Ojcze, daj mi dwa szwadrony.

REGIMENTARZ

Jak to? A twoje wesele?

LEON

Jutro czekajcie w kościele,

Przyjadę na czas z pierścionkiem.

REGIMENTARZ

Idź Waść.

LEON odchodzi.

      Za moim skowronkiem

I ja stary ptak polecę.

A teraz bożej opiece

Polecam mojego ptaka,

Syna mego jedynaka!

AKT III

W domu Regimentarza. Wchodzą REGIMENTARZ, SAWA i KSIĘŻNICZKA.

REGIMENTARZ

Czas teraz, mospanie Sawo,

Czynnie zająć się wyprawą

I buntowi uciąć głowę.

Czas pokazać w ciemnym jarze

Wielkie miecze koralowe,

Jak dawni regimentarze

Ukraińscy i podolscy.

Czas pokazać, żeśmy polscy

Posiadacze tej krainy,

Choć bez hełmów i kirysów;

To wszakże nie do pierzyny

Tylko i nie do kieliszka;

Ale naszych cór, narcysów,

Na świętego klnę Franciszka!

Nie damy chłopom za żony.

Syn mój, wziąwszy dwa szwadrony,

Przed nami zamiata pole

I pewnie się na rosole

Rusałczanym nie rozpieści...

A sądzę, że lada chwila

Od Gruszczyńskiego nam wieści

Nadlecą — pewnie się stary

Na erudycją wysila

A szablicą przygasza pożary.Do księżniczki.Ty zaś, moja piękna Parko,

Wiń nam żywota przędziwo.

Gdybyś była sprawiedliwą,

To bym cię regimentarką

Ogłosił na kraj okolny,

Gdy sam jako hetman polny

Po rosie w pole wyjadę...

Ale panienka ma wadę!

Ma wadę; pierścionki gubi...

Kto taką stratną poślubi,

To kiep...

KSIĘŻNICZKA

spozierając spod oka na Sawę.

      Czy słyszy pan Sawa?

REGIMENTARZ

On się jeszcze rozpoznawa,

Ale nie zna się na tobie,

Boś ty mu ni siostra, ni żona...

Cóż? tęskno ci bez Leona?

Ślubny wam dzień przyozdobię

I wyjaśnię wam świetlicę

Łbami Kozaków na tyce.

KSIĘŻNICZKA

Tateczku... A czy pan Sawa

Będzie pochodnią w lichtarzu?

REGIMENTARZ

gładząc ją pod brodę

Cóż to, mój regimentarzu?

Jaka ty już w myślach krwawa!

Ledwo dzisiaj na urzędzie

A już rączki masz łabędzie

Zajęte głów zdejmowaniem?

KSIĘŻNICZKA

Owszem, chciałabym rozdawać.

REGIMENTARZ

Cicho! Bądź z uszanowaniem...

Widzisz, Sawo, te ptaszęta

Trzeba śmieszkami napawać.

Na żartach się nie poznawać;

To one swem świegotaniemPrzez różne szpaczków talentaSmętny czas, grożący nocą,

Żywo po anielsku złocą,

I zdaje się, gdy świegocą,

Że ta ziemia cała gajem

Zielonym, gwiazdą i rajem;

Gdzie za teatru kurtyną

Ludzie lepsi za kraj giną.Wchodzi PAFNUCY z pałaszem Gruszczyńskiego w ręku.Cóż to znowu za szlachcic obdarty?

PAFNUCY

Od Gruszczyńskiego przychodzę.

REGIMENTARZ

A Gruszczyński?

PAFNUCY

      Pozostał na drodze.

REGIMENTARZ

Powiedz wszystko i bądź z nami otwarty;

Tobie z oczu nieszczęście wyziera.

Umarł starzec? czy umiera?

Czy przez chłopstwo gdzie w sztuki rozdarty?

PAFNUCY

Jasny panie, posłuchaj cierpliwie

A uderzę ci chrapliwie

(Tak, że zadrży serce mężne)

W nieszczęścia trąby mosiężne.

 Wczoraj, panie, po twym liście

Otrzymanym starzec biały

Ruszył się jak lew ogniście,

Gotów targać świat w kawały.

«Co, ja tchórz?» — krzyczał — «ja, stary

Rotmistrz służący za Sasów?

Mnie każą wychodzić z lasów?W twarzy i w gestach Regimentarza widać zadziwienie.Ciągnąć przez lochy i jary?

Gdzie ledwie węże się toczą

Po kwiatach wstążką błękitną?

Gdzie rzezunie nas otoczą,

Z gór wystrzelają, w pień wytną

I głowy nasze na tykach

Postawią żonom przed oczy...»

      Tak krzyczał, a na uboczy

Przy gwiazdach, wielkich świecznikach

Srebrnych, które ogonami

W niebie wisiały nad nami,

Zwierzyć się przede mną szukał

Z omenów, jak mu do dworku

Po trzykroć Chrystus zapukał

We drzwi, dwakroć we śnie zastał,

A raz zastał na paciorku;

Tak, że po stukaniu nastał

Wielki strach, i czeladź cała,

Matka, nawet dzieci drobne,

Owo stuknięcie żałobne,

Groźne, po którem nastała

Cisza w domu i na dworze,

Wzięli za stuknięcie boże.

«Jakoż — mówił do mnie stary —

Była to dla mnie nauka,

Abym poszedł pod sztandary,

Bo Pan do drzwi moich puka,

Pokazuje w kraju łodzi

Tonące ludzie w rozpaczy;

I sam w domek zajrzeć raczy,

Sam po rycerza przychodzi».

«Jakoż» — mówił — «mam ufanie,

Że na werbunku nie zginę».

To, jaśnie wielmożny panie,

Z jego ust słyszałem wczora,

Potem swoję mi dziewczynę,

Służkę u twojego dwora,

Polecił: i wnet z lewady

Pod rosę i księżyc blady

Ruszyliśmy, czyniąc pilny

Marsz, ażebyśmy o wschodzie

Przeszli cicho jar mohilny,

I o irdynieckim brodzieZachwycić mogli gdzie wieści...

Rano... (Ach, panie! w boleści

Mówić nie mogę!) nad rankiem,

Pod brzóz już ostatnich wiankiem

Jeszcze się zatrzymał stary,

Jeszcze mi tam swoje mary,

Swoje sny i wizje chore,

Oraz starca Wernyhorę

Z wróżbą o dwóch chorągiewkach

Przypomniał. A w leśnych drzewkach

Był dziwny z powieścią związek,

Jakieś szeptanie gałązek,

Szmery stłumione półgłośne;

Jakby śpiewania żałośne

Przez duchy tych drzew czynione

Na kwietnem lewad wybrzeżu,

Jakby po starym rycerzu

Jakieś głosy utęsknione,

(Które jeszcze w uchu słyszę)

Radzące staremu na ciszę

I spoczynek... Wtem z rozłogówPodniosło się słońce złote,

Na kształt mojżeszowych rogów

Ubrane w ogniste słupy;

I wiodło nas na robotę

Mieczową, którą już kupy

Kawek i wron, i szulaków,

Zwite koło naszych znaków

Czarną koroną piekielną,

Okrakały za śmiertelną.

 Rota za rotą sprawieni,

Wszyscy dobrzy przyjaciele,

Jechaliśmy — on na czele

Z chorągwią... I w jar ów głuchy

Pełny deszczowych strumieni,

A po ścianach czarny, suchy,

Bokami słońcu zakryty

Wjechaliśmy, tak że słońce

Ozłociło nasze kity

I same sztandarów końce:

A ciemność jaka w kościołach

Panuje, grobowej bliska,

Na naszych leżała czołach;

Gdyśmy przez te uroczyska

Ciągnęli, żując myśli surowe;

 I tylko kopyt iskrzyska,

Gdyśmy podkowa w podkowę

Za naszym wodzem lecieli,

Albo blask od karabeli,

Swoje ognie piorunowe

Na ciemne jary te kładły;

Jakby tam furie u skały

Z ognistymi prześcieradłyNa nasze ciała czekały,

Tych ludzi mających ginąć

Gotowe w płomień owinąć.

 Około dziewiątej rano

Przyjechaliśmy nad duże

Serca wód, wielkie kałuże,

Stawek, gdzie nam po kolano

Woda oraz grząskie błoto

Lgnące pętało rumaki...

Tam starzec z chorągwią złotą,

A za nim pomniejsze znaki

Wbrodziły... A wody śpiące

W srebrne się wielkie miesiące

Rozeszły; jakby, o panie!

Niosąc nasze pożegnanie

Ojczyźnie gdzieś stojącej na brzegu...

 Bo wtem, nie strzegąc szeregu

Ładu i żadnej komendy,

Przyszedłszy nie wiedzieć którędy,

Pokazał się lud gruszczyniecki.

 Ci się wężowymi stecki

Zlewali z gór na Polaków;

Ci się z jałowcowych krzaków

Ukazali, strasznej cery

Podpiłej... sinozielonej.

Rzekłbyś, że na ziemi onej

Jałowców ciemne ogrojcePrzeradzają się w siekiery,

W noże i w spisy, i w zbójce...Że te straszne jaru ciemnie

Całe się krwią zarumienią,

I wyreżą się wzajemnie,

I w dwie mogiły zamienią...

Że ze srebrnego jeziorka

Zrobi się teatrum nowe,

Na którem śmierć jak aktorka

Swe tragedie purpurowe

Będzie odgrywać w ciemności;

Krwawe sztandary pozwiesza,

Ludzką kość do wilczej kości,

Ciała ludzkie z psimi ciałyOhydną ręką pomięsza;

I temu, co trupy wskrzesza

A niebios jest gospodarzem,

Takim okropnym cmentarzem

Ta ohydna monarchini,

Mająca świat w panowaniu,

Przy wiekuistem wskrzeszaniu

Litość albo strach uczyni

I horror... Pierwszy Gruszczyński,

Obejrzawszy gór załogę

I cały lud ukraiński,

Któremu nie mógł podołać,

Kazał długo i na trwogę

Żałośnie w trąby zawołać;

A dotąd nie wiem, na kogo

Wołał — trąb serdeczną trwogą

I tem tak żałosnem graniem?

Bo mu góry z urąganiem

Odpowiedziały o męstwie

Próżnem, gdzie moc taka wroga...!

Więc sądzę, że Pana Boga

O swojem niebezpieczeństwie

Trąbami on zawiadamiał;

Więc sądzę, że pierwej duchy

Na powietrzu gdzieś rozgramiał

I bił o anielskie słuchy

I był w niebie, nim na świat powrócił,

Porwał sztandar i na wrogi się rzucił.

 I z białą głową odkrytą

Leciał gnany naszym gwarem

I krzykiem... (a nie słowiczy

To głos, kiedy szlachta krzyczy,

Pędząc zbrojna do ataku!)

Już wódz na czele orszaku

Dobył się z grząskiego błota,

Już koń się wspinał na brzegu,

Już chorągiew wielka, złota

Burczała, już rąbać zaczynał

I powietrze już zarzynał

Jęczące od szabli zamachu.

Wtem stanął i bladość strachu

Twarz mu oblała i rosła,

Z ust próżne wypadły dźwięki,

Sztandar złoty wypadł z ręki,

Miecz na tasiemce zawisnął;

A krew, co się wprzód podniosła

Tak, że rumieniec wytrysnął,

Wróciła trwożna do łona,

I bladość straszna, zielona,

Bladość, co nigdy na Lachu

Nie występuje — ohydna!

Bladość, która w nocy widna

Na złodzieju, bladość strachu

Zielona i ołowiana,

Pierwszy raz wtenczas widziana

Przeze mnie na polskiej twarzy,

Przeraziła nas husarzy

I mróz nam przeszedł przez kości.

Bośmy się zlękli bladości

Takiej czarnej, ołowianej,

Na twarzy wodza widzianej.

 Bo ta przy srebrnym warkoczu

Twarz biała jak u komety,

Bo w twarzy te węgle oczu,

W oczach te wzroku sztylety

I krwią, i ogniem czerwone,

Gdzieś na powietrzu utkwione,

Wylatujące z rozłogu,

Gdzieś utkwione... jakby w Bogu,

Dziś widzę...

      Teraz was proszę

Jeszcze o chwilę cierpliwą,

Bo starca pałasz przynoszę;

Więc i mękę jego żywą

Mymi słowy wszczepić muszę

Jego mścicielowi w duszę.

Niech tego ojca obraza

Przejdzie w serce, w dłoń człowieka;

Niech ten kawałek żelaza,

Który rdza wieków powleka,

Znajdzie tu ręce gorące.

I niech te umierające

Stare tureckie turkusy,

Gdy je polskie ręce chwycą,

Znów swe oczy rozbłękicą.

Niech tej klingi kolor rusy,

Gdy nią człowiek krzyż uczyni,

Znów swoję twarz rozrubini,

Jak piorun polskich pałaszy,

I świat krzyżem czerwonym przestraszy.

REGIMENTARZ

Zawiesiłeś nas ciekawych

Nad przepaścią pełną strachu

I widm jak upiory krwawych.

PAFNUCY

Mówiłem wam, że w zamachu

Szabli, lecąc na gromady,

Starzec, stanął... Stał się blady,

Głuchy, jakby skamieniony,

Wysoko gdzieś zapatrzony,

Jak na kruki, jak na wrony,

Na słońce i na niebiosa,

Na anioły i na Boga.

A na niego szedł las wroga,

Gromada spis złotowłosa;

Las niby jakiś bez liści,

Który słońce rozogniściI na wierzchołkach oświeci;

Las w środku pełny zamieci

Od mgieł zawiany posępnych;

Las tajemnic niedostępnych

Z girlandą ognia na głowie;

A w tej girlandzie, o! Boże!

Słuchajcie, mości panowie!

I dajcie też Wernyhorze

Świadectwo, że widzi, co gada:

Pośród spis dwoje główeczek.

Jedna i druga tak blada,

A tak utkwione na tyce,

Że z tych dwojga dzieciąteczek

Były dwie płonące świéceI dwa umarłe księżyce

Śród straszliwego ogrojca;

Dwie główki ścięte po szyje,

Szły prosto, prosto na ojca,

Jakby wiosenne lilijeNa krwawym zabójcy grobie;

Zda się, ucieszone obie

Tem wielkiem egzaltowaniem,

Tym powietrznym mogilnikiem,

Tą wolnością i lataniem;

Tem żelazem, co w nie tonął,

I z główek wyszedł ognikiem

I palił się na wietrze i płonął

Jako świętych serduszek oferta.

Kto wam to lepiej naczerta,

Nie wiem? Do ojca szły ręki,

Niby żebrać o niebieskie zasiłki;

A ja sądzę, że mogiłki

Prosiły go i trumienki...

Lecz on! Gdy te dziatki ścięte

Ujrzał... i te spis wierzchołki!

I wprzód pomyślał: aniołki!

A potem: że wniebowzięte,

A potem: że już zarżnięte,

Pomyślał... To, mości panowie,

Włos mu biały wstał na głowie;

W zupełne wpadł obłąkanie,

Pokazał na te świeczniki,

Ręką nam pokazał na nie

I bełknął: «Moje chłopczyki»,

I nic nie mógł mówić więcéj,

Bo w usta mu sto tysięcy

Pereł upadło... A wtedy

Jeden z nas krzyknął: «Mospanie!

Na potem domowe biedy!

Na potem po dziatkach płakanie!

Teraz wrogom stawmy czoło,

Nim otoczą nas wokoło

I wytną na tej moczarze...»

 To rzekł ów głos, a zaś starzy husarze

Pewni byli, że im zemstę poruczy.

Ale starzec cały w gniewie

Krzyknął: «Któż to mię tu uczy?

Czy to wasz komendant nie wie,

Skąd mu brać w rozpaczy radę?

Oto mój tu pałasz kładę» —

Rzekł i rzucił ten miecz goły —

«Tu mi stać, bo ja pojadę

Po dziatek moich popioły,

Po te krwawe jarzębiny

I po domowe nowiny.

Choćbym miał przed moje chłopy

Rzucić się, lizać im stopy,

To wyproszę je od krzyża

Te główki, które wiatr piecze;

Wszakże to resztki człowiecze!

Których świętościom ubliża

Pogrzeb taki bez szacunku,

Takie urąganie z ciałek,

Taki mięsiwa kawałek;

Ten z boskiego wizerunku

Łachman zatknięty na dzidę

I na strach pokazywany,

Oczom ludzkim na ohydę,

Berberysem krwi skąpany,

Którego kruk Kozakom zazdrości».

 To rzekł i pełen żałości

Pojechał... I wnet go czernie

Oblazły wkoło jak mrówki.

Z gestu widać, że niezmiernie,

O swoje maleńkie główki

Starzec prosząc, spuścił z tonu,

Z gestu widać i z pokłonu,

Że pokorę wielką kłamał,

Że zupełnie się tam złamał

Ów szlachcic pod ręką bożą.

 Podjechałem wtenczas bliżéj

I słyszałem, że go trwożą

Główek tych niezdjęciem z krzyży

I pogrzebem ich nieświętym,

O domie mówią wyrżniętym,

O krwi, mordach, o płomieniu;

Nareszcie o żony zlężeniuI powiciu szczenięcia.

 Wtenczas rękę jak do cięcia

Podniósł z miecza obnażony,

I cały wstydem czerwony...

Bo i starość ma wstyd swój dziewiczy

I pudorem się różanym maluje,

Gdy kto świętość jej roztajemniczy,

Krzyknął: «Hycle! pomorduję!

Wytnę w pień! szelmy! gadziny!

I nieba fundament siny

Krwią czarną waszą zamażę!

Gdzie szabla? Gdzie moi husarze...?»

Krzyknął obłąkany cały;

Obejrzał się... i stał się biały

Jak trup... Łzawić się zaczął i ślinić,

I ogłupiał, i nie wiedział, co czynić.

 Wtenczas jeden sotnik stary

Rzekł do niego: «Hej, Lachu i kumie!

Wydaj rozkaz, szczob tyje huzaryZe szkap zlazły, taj w jeziorka się szumie

Nie kąpały, a na łaskę zdały się...»

Słysząc to, oczy tygrysie,

Jasne, starzec w chłopy wlepił

I oczyma ich oślepił,

Jakby słońcami tej ziemi,

Słońcami obłąkanymi

We krwi, w płomieniach i w grozie,

I rzekł: «Więc mię na powrozie

Jak psa, pany gospodarze,

Wiedźcie przed moje husarze,Gotowe niosąc siekiery.

A jako znacie, żem szczery,

Tak i przed śmiercią nie zdradzę,

A wam szlachtę tu sprowadzę

I pod siekierami będę

Ostatnią dawał komendę».

To rzekł: a jemu pod boki

Włożywszy mordercze piki,

Tak, że zdawał się wysoki,

Jako dawne męczenniki,

Jak Chrystusowe sztandary,

Zbliżać się ku nam ów stary:

Chłopstwo go tak, pewne zdrady,

Wiodło przed własne szeregi.

Ale oczy, nasze szpiegi,

Poznały, że starzec blady

Z chłopstwem się czarnem nie kuma,

Ale żywota ostatki,

Swój dwór wyrżnięty i dziatki

Bogu na ofiarę składa

I sam też o palmach duma.

Lecz męczeńskich... O czem chłopstwa gromada

Nie wiedziała, nie znając Jezusa.

 Jakoż śród tych dzid obrusa,

Jak na chuście Magdaleny,

Słońce tej okropnej sceny,

Słońce jasne, jego głowa

Spokojna a purpurowa

Od męki cierniów serdecznych,

Jakoby w kręgach słonecznych

Dziś mi przed oczyma staje.

 Dał znak, by ucichły zgraje

I zamodlił się sam w sobie...

Nagle! W tem sercu, w tym grobie

Całej nieszczęsnej rodziny

Jakieś głosy wielkie, mężne,

Jakoby trąby mosiężne

Z Jozafatowej dolinyZagrały... I będzie słynąć

Ta komenda w okropnym parowie

Zatrąbiona: «Mościwi panowie!» —

Wrzasnął — «Za ojczyznę ginąć!

Ja trup...!» To nam starzec krzyknął,

Jakby groźna trąba sądna,

I okrwawił się, i z oczu nam zniknął.

I zaczęła się walka nierządna,

Bośmy z furią szatańską mścicieli

We łzach ślepi i na oślep lecieli.

REGIMENTARZ

Mniejszym stawią u ludów posągi.

U nas tylko powiedzą po wiekach:

Taki ojciec! Taki rycerz był ongi!

A husarze?

PAFNUCY

      Na chłopskich zasiekach

Dali gardło; kilku tylko zostało,

I ci wstydzić się muszą żywota.

REGIMENTARZ

Kto tak gada jak ty, ten niemało

Musiał czynić?

PAFNUCY

      Późniejsza robota

To pokaże, czy ja pański robotnik.

REGIMENTARZ

Któż ty jesteś...?

PAFNUCY

      Stary dziwak, samotnik,

Bez przyjaciół...

REGIMENTARZ

      To nieprawda, mospanie,

Bo ja jestem twój przyjaciel i w stanie

Dać za ciebie i gardło, i rękę...

PAFNUCY

O Gruszczyńskiego panienkę

Proszę, jako opiekun sieroty...

REGIMENTARZ

Gdzie Sałynka?

KSIĘŻNICZKA

      Ach! Dębu wywroty

Czasem łamią i róże podleśne!

REGIMENTARZ

Co mi wróżą te słowa boleśne?

KSIĘŻNICZKA

Kochany mój opiekunie,

Utraciliśmy Salunię.

Zniknęła dzisiaj ze dworu,

Jakby na nią ojciec krwawy

Rzucił kontusza rękawy

I do anielskiego choruNa srebrne łabędzie stawy,

Gdzie przy harfach grają dusze,

Zaciągnął. Może toż ona,

Jako listek w zawierusze

Z ziemi lekko podniesiona

Duchową z rodzeństwem współką,

Jak w jesieni listek klonu,

Co się wydaje jaskółką,

Lub jako listek jesionu,

Co się zdaje gwiazdą złotą,

Widząca się na świecie sierotą,

Jak ton zlewa się do tonu,

Jako ognik do ogników,

Za duszami nieboszczyków

Poleciała.

REGIMENTARZ

      Kontrefekcie

Szpaka, mów mi bez ogródek.

Ta panienka na respekcie

Dla wielu mi dziś pobudek

Droga — niech prawdy się dowiem.

KSIĘŻNICZKA

na stronie.

Cóż ja mu nieszczęsna powiem?

Domysłów mu nie wyjawię.

REGIMENTARZ

W krwawej nas trzymasz obawie.

KSIĘŻNICZKA

Śniła mi się Dejanirą

Porwaną, a potem śniła

U dziada ze srebrną lirą,

Jakoby brzoza pochyła

Dumająca nad dumkarzem;

Potem gwiazdą nad cmentarzem.

REGIMENTARZ

Tu o sny nie chodzi wcale.

KSIĘŻNICZKA

Więcej nie wiem nic prócz plotek.

REGIMENTARZ

Mów je.

KSIĘŻNICZKA

      Czy ja kołowrotek?

REGIMENTARZ

Waćpanna mi za zuchwale

Odpowiadasz. Tutaj chodzi

O cześć młodziutkiej dziewczyny,

O cześć szlacheckiej rodziny,

O mój dom, któremu szkodzi

Ten rapt, trafiwszy się u mnie.

KSIĘŻNICZKA

A waćpan mię też za dumnie

Pytasz się.

REGIMENTARZ

      Rzecz tego warta.

KSIĘŻNICZKA

z gniewem

Dziewczyna twoja rozdarta

Przez lwa... Miej to, czegoś pytał...

Odchodzi.

REGIMENTARZ

Gdyby to prawda!

SAWA

na stronie.

      Zazgrzytał.

REGIMENTARZ

Ha! Gdyby to prawda była,

Że mój Lew... To być nie może!

Wchodzi CHŁOP ukraiński.

CHŁOP

Panycz mię z listem przysyła.

REGIMENTARZ

Czy zdrów...? Nim ten list otworzę.

Pytam czy zdrów? Słyszysz, chłopie?

CHŁOP

Tak, panie.

REGIMENTARZ

      Co znaczy: tak, panie?

Oczy w tobie groźne topię;

Odpowiadaj na pytanie.

CHŁOP

Panicz ranny.

REGIMENTARZ

      A gdzie leży?

CHŁOP

W mohiłach.

REGIMENTARZ

      Czy ty pijany?

CHŁOP

Panicz żywcem pogrzebany.Do Regimentarza, który rękę podnosi do bicia.Tak; niechaj mię pan uderzy...

Cóż ja winien...? Chłopstwo męczy panicza.

REGIMENTARZ

Tego chłopa weźcie z mego oblicza,

Bo mię jego twarz czarna przestrasza...

Hura, pany! do pałasza!

W mojem dziecku ratować skrę duszy.

Wychodzi.

SAWA

Tego trzeba, aż szlachcic się ruszy

I zupełnie pałasza dobędzie.

Wychodzi.

PAFNUCY

sam

 Ach! Ukrainy nie będzie!

Bo ją ludzie ci na mieczach rozniosą.

 Ach! róż polnych z jasną rosą

Zabraknie, bo je ludzie ci kochankom rozdadzą.

 Ach! dumy w grobach ucichną!

Bo się pieśni do polskich już rycerzy uśmiechną.

 Ach! koniec Ukrainie!

Bo się sztandar szlachecki na kurhanach rozwinie.

Odchodzi.

ZMIANA I

Przy chałupie popa. Noc oświecona pożarem. Wchodzi SEMENKO z CHŁOPAMI.

SEMENKO

Hej, świat smutku trumnica!

 Pod czerwonym pożarem,

Serca nasze pod strachem,

 Duchy nasze pod czarem.

Gonta się nam pokazał

 Przy pożarnej pochodni;

Zabełkotał językiem

 Taj, wprost piszow do Kodni.

Trzeba, pany sotniki,

 Jeszcze siekier spróbować,

Jeszcze raz przeciw czarom

 I krwią się rozczarować.

Jutro ja, gospodarze,

 Przypnę czapline pióro,

A popi błahocześni

 Niech wystąpią z proskurą,

Niech nakarmią jak na śmierć

 Krwią Chrysta umęczoną.

Taj, znów łysną siekiery

 Na pożarach czerwono...

I budem ludźmi — Ojce...

CHŁOP

A szczo bude z tą szlachtą?

SEMENKO

Rizat'! Taj że bude strach to

Na te pany; dworów blisko

Takie czarne cmentarzysko,

Kędy żywe trupy stoją

Dzidami wsparte pod boki.

Niechaj się zaniespokojąI otworzą trakt szeroki,

Stumilowy trakt czerwony;

Gdzie jak spotkasz gród kamienny,

To uderzy w głośne dzwony

I rozpuści włos płomienny

I żydowskim płaczem wrzaśnie;

A jak chluśniem krwią, to zgaśnie

I przycichnie by mogiła.

Strach, panowie gospodarze,

Strach to cała nasza siła.

Szczob my mieli czortów twarze,

A z płomieni złotych kryła,

Hej...! A głos z szatańskich krzyków,

Rękawice jak z krwawników,

Piersi czarne i czuhunne,

Myśli gromkie i piorunne;

Tak świat nasz...! Idte sotniki!

Zabawcie'ś... jaką igraszką,

Bo ja dziś żonaty z Laszką,

Chciałby tę noc jak słowiki

Przepędzić na miłosnych gruchawkach...

Czekać mnie, dolawszy dzbanka.

Chłopi odchodzą. — Semenko stuka do chaty... i wchodzą na scenę dwie POPADIANKIw zielonych sukniach, w złotych kokosznikach.

SEMENKO

Hej, siostry! A cóż ta szlachcianka?

POPADIANKA

Ani usiądzie na ławkach,

Ani chce pogadać z nami.

SEMENKO

Jakże ona rubinami

Mogłaby wam co polecić?

Ustom takim tylko świecić

I palić się, i wyjadać

Serce z piersi, oczy z powiek;

Lecz nie jęczeć ani gadać,

Bo jękną — to skona człowiek!

Bo poproszą — w ogień skoczy!

Może was o co jej oczy

Prosiły?

POPADIANKA

      Na nic nie patrzy.

SEMENKO

Jakżeby te oczy — ognie

Patrzały, duszy nie zjadłszy?

Człowiek się, bywało, wzmognie

Na moc, na jedno spojrzenie...

Taj te oczy, jak kamienie

Szmaragdowe, gdy w nich błyśnie!

Ona z wami tak umyślnie

W słowach i spojrzeniach skąpa;

Po spojrzeniach waszych stąpa,

A po słowach waszych lata;

Aż ta sczarowana chata

Mej rusałce, mej dziewczynie,

W pałac srebrny się przekinie,

W zamek z pawich piór i złota...

Czy się ona nie kłopotaO co, siostry?

POPADIANKA

      Ciągle wzdycha.

SEMENKO

Ach! To uschnie od wzdychania,

Jak od wonności usycha

Kwiat, aż zbędzie malowaniaI pomięte liście zrzuci...

To wzdychaniem się wynuci

Z całej pieśni, z serca głębi

I serduszko swe zaziębi,

I wyszepce słodkie słowa.

Dajcież mi ją, bo gotowa,

Trwogą zaniespokojona,

Westchnąć z serca tak, że skona.

Popadianki wyprowadzają SALOMEĘ z chaty.

SALOMEA

Ach! jak straszno! Czy gdzie gore?

Czy to ty, panie Semenko?

Ach! bez męża mi nieskore

Płyną i smętne godziny...

Często posunięty ręką

Zegareczek u dziewczyny

Ukraca długą tęsknotę...

Ale choć ja słońce złote

Posuwałam serca biciem,

Choć księżyc wszedł nad futory,

Psy się odezwały wyciem,

Choć mruczą gdzieś senne znachory,

Nie słyszę mojego pana.

Ach! jaka ja jestem biedna!

W chacie chłopskiej sama jedna!

Wraz po ślubie zapomniana

I opuszczona po ślubie...

Ja tak tajemnic nie lubię...

Zawsze z ludźmi żyłam szczerze...!

Powiedz, kiedyż mię zabierze

Mój mąż od tych popadianek?

SEMENKO

Nie wiem, panno.

SALOMEA

      To ty może

Której z tych dziewcząt kochanek?

SEMENKO

Brat.

SALOMEA

      Ach! to ja się założę,

Że ci one nie do duszy.

SEMENKO

Hej! a to czemu, panienko?

SALOMEA

Bo każda z nich tak się puszy,

Humor mają kwaśny, dumny.

Gdyby mnie dotknęły ręką,

Myślałabym, że już leżę

Na marach... Ja tobie szczerze

Mówię, gdzie pop, tam i trumna.

Ale nie myśl, że ja dumna,

Lub z prostoty waszej szydzę,

Albo się chłopami brzydzę.

Ja, bywało, pieśni wasze

I wieczornic słucham lubo;

Bywało, świecę zagaszę,

Wyjdę nocą na poddasze

I tam, jak za serca zgubą

Tęsknię, słysząc na torbanie

Śpiew i tańców tupotanie;

To mi i zapachy leśne

I te głosy lecą dźwięczne;

Od smętności aż miesięczne,

Z wesołości — aż bolesne;

A od krzyków, niby wściekłe,

A od ech, długie, rozwlekłe,

A czasem czyste jak ślozy,

Jak szkło, na serce się leją.

To czasem się mgły odwieją

I odwiną srebrne brzozy,

I pokażą mi z kolorów

Wstążek girlandę upiorów

Lecącą... Czasem z kurhanu,

Kiedy się futrem otulę,

Patrzę, jak wy na Trzy KróleŚwięcicie wodę Jordanu.

Gdzieś, na srebrnym, rzecznym lodzie,

Co błyszczy, by złota blacha,

Pop wasz trojgiem świateł macha,

Ogniem rzuca po narodzie;

Z trzema płomieniami w dłoni

To wstanie, to się pokłoni,

To się pokłoni, to wstanie,

Aż z wody ognia dostanie

Zagaszoną wprzódy świécą;

I ten ogień mu rozchwycą,

Rozniosą wnet na różany

Lód, pomiędzy tulipany

Z chorągwi, gdzie mi w pamięci

Jeszcze dzisiaj widni Święci,

Na dnach złotych malowani,

I te popy...

SEMENKO

      Jak szatani.

SALOMEA

Nie, Semenko, każda wiara

Prowadzi ludzi do Boga.

Tatko mówi: świat to mara!

A dobrodziej: śmierci trwoga.

Taj my, bywało, we dworze,

Kiedy okna śnieg zawali,

Przy tatku kolędowali

W srebrne Narodzenie Boże.

Jak pośród małej stajenki

Pastuszkom strzygącym runoZjawiło się pańskie łuno,

Płomień przezroczysty, cienki,

Od złota rubinów żywszy;

I pastuszki oświeciwszy,

Takiem je natchnął weselem,

Że wybiegli, o dzieciątku,

Co miało być Zbawicielem,

Rozpytując się po drodze.

A potem, w jakimże kątku,

Na jakiej oni podłodze,

Na jakich prześcieradełkach,

Różach, rubinach, perełkach,

Narcyzeczkach i bławatkach,

Przy jakichże biednych świadkach,

W żłobeczku małym przed matką

Znaleźli Pańską Dziecinę!

Ach! gdy nam zaśpiewał tatko,

Że znaleźli, to mnie, małą dziewczynę,

Łzy zalały, dreszcz radosny przechodził,

I krzyczałam: «Chrystus Pan się narodził!»

I krzyczałam, i klaskałam tak w ręce:

«Chrystus Pan się narodził w stajence!».

A dziś, Boże! cóż ze mną się dzieje?

SEMENKO

Co mi ten kur ranny pieje?

Ot, nie mogę od łez... Słuchaj panna...

SALOMEA

Ach! ja, by świeża dziewanna,

Obrastałam w kwiatki złote,

A dziś porzuciłam cnotę.

Bóg wie, co to jeszcze będzie!

Co się ze mną jeszcze stanie...!

Te wspomnienia, śpiewające łabędzie...Wchodzi LEON z kością trupią w ręku, ścigany przez kilku chłopów.Co to jest? W brudnym żupanie

Mój mąż... w błocie cały, bez szabli?

SEMENKO

Czy go wypuścili diabli?

LEON

Ty podły zbójco! gałganie!

Chłopie! napadłeś mię w lesie,

Wyrąbałeś mi szwadrony,

Wiozłeś rannego w kolesie,

Gdzie jęczał szlachcic czerwony,

Gorącą mię krwią oblewał

I pode mną jak trup ziewał.

Jeńcem jestem, więc nie będę się targał,

Lecz ci powiem wprost w oczy, żeś szelma!

Żeś liberię moją krwią zaszargał!

Że ten szlachcic, co w oczach ma bielma,

To twój... Krwią cię on swoją zaleje,

Kiedy staniesz przed Boga jasnością.

Ot, wy katy! rzezunie! złodzieje!

Ot ja wolny... I trupią wam kością

Dam ostatnią i krwawą naukę...

Łby wam podłe na miazgę potłukę!

Tę kość w moim ręku Bóg zapali

Jako piorun i będę was gromił,

Aż się cmentarz pode mną zawali...

SEMENKO

Ot się Laszok na krew połakomił.

Hej... pokornie ja proszę waszmości.

Daj mi z żonką noc przepędzić miodową.

LEON

Ot ja przy tej trupiej kości,

Ty przy szabli — a tam purpurową

Błyskawicą pożary nam świecą;

Tu się tłuczmy, aż łby nasze polecą

W drobne drzazgi do błyskawic — i znikną.

SEMENKO

do chłopów.

Hej! parobki...

Chłopi chwytają Leona za ręce.

LEON

mocując się z chłopstwem

      Włosy wszystkie mi wstaną,

Wszystkie jak gadziny sykną,

Wszystkie jako węże świsną,

Wszystkie jak pioruny błysną.

A choć członki skrępowane

W rękach u czarnych rzezuni.

To cię włosami dostanę,

Bo się mój włos rozpioruni,

Powietrzem ciebie doleci

I na węgiel czarny spali,

A paląc, twarz ci oświeci,

Abyśmy się raz spotkali,

Nim się napotkamy w niebie,

Raz jak trupy spojrzeli na siebie.

Bóg to widzi, że nie chcę żywota,

Ale śmiercią chcę twej śmierci, gałganie!

Chcę do mogilnego błota

W robaków i krwi bluzganie

Zaciągnąć ciebie za włosy,

Zęby tobie wszczepić w gardło,

Gryźć się z tobą jak połosy,

Aby się na nas podarło

Ubranie nasze cielesne,

A członki same bolesne

Po stepie skakały jak żmije.

Ja cię prosto nie zabiję,

Za króla złoto i srebro;

Ale cię kiedyś za żebro

Odwinięte, kościo-pióre,

Siekierą tak odwalone,

Że ma zawiasami skórę,

Powieszę jak żywą wronę!

Jak ty, krwawy pastwicielu!

Na jednym obywatelu

Stawszy się piersi felczerem,

Usta mu zrobiłeś zerem

I straszną krwawą pustoszą,

A ze skór odartych skrzydła,

Które go w niebo unoszą

I pół ludzkiego straszydła

Panu Bogu teraz jawią

I pośród aniołów stawią,

Strasznym go czyniąc aniołem;

Otóż ja pod twojem czołem,

Jeśli się żywi spotkamy,

Wygryzę takie dwie jamy,

Aby w nie mózg wolno ściekał,

Jak ty woskiem powypiekał

U tych dwóch, co na wznak leżą

Kłębiąc się w krwi jak delfiny,

I bluzg roztopionej cyny

Na piersiach mają odzieżą,

Krzyżem i srebrną kałużą,

Pod którą ciało się dymi.

Więc ja cię, gadzie olbrzymi!

Nim cię duchy przenaturzą

W psa i obłok z krwawej pary

W żebrach ci porobię szpary

I te znituję ołowiem;

A jeśli kiedy odpowiem

Przed Bogiem, to wiem, że nie za to.

SEMENKO

Ty mój dobrodziej...! Ty chatą

Obdarzył mnie i połonkąI znitował mnie z tą żonką,

Która mi tu pachnie rajem.

Taj przyszedł... co? z korowajemNa wesele twego sługi?

Gdzie krew, to jak wina strugi,

Gdzie mogiły jak wyprawa,

Księstwo całe, ziemia krwawa;

A pieśń na te zaślubiny

To wasze straszne łaciny,

To wasz smętny pacierz laszy,

Co mi głupie chłopstwo straszy,

Wyjąc w nocy po mogiłach.

Szczob ty był lwem? przy lwich siłach,

To by wczora z twymi pany

Bił się niepardonowanyI krwią las ojcowski zrosił,

A u siekier się nie prosił,

Tego był, co dziś, humoru.

Gdyby ty był człek honoru,

To by swą kochankę cenił

I sługi z nią nie ożenił,

Wypaliwszy wstydu znamię.

SALOMEA

Leonie, mów mu, że kłamie.

SEMENKO

Ja twój mąż...

SALOMEA

      Leonie drogi,

Czemu ty patrzysz pod nogi?

Podnieś oczy, w oczach siła.

LEON

Trzeba, abyś uwierzyła

W smoki, że na złocie siedzą

A pisklęta własne jedzą;

W gadziny słońcem rozgrzane,

Ciałami własnych rodziców

Na stepach powypasane;

W upiory, co od księżyców

Wziąwszy gust do krwi czerwonej,

Częściej spowinowaconejPragną, niż obcą się mażą.

Gdy cię te wszystkie przerażą

Monstra, chodzące w purpurze,

Czyniące przeciw naturze,

By własnej dogodzić strawie,

Wierz we mnie... i bądź w obawie,

Czy ja nie gorszy niż one...

SALOMEA

Zdrapał rany... ach! utonę

W tej krwi...

SEMENKO

      Weźmijcie ją, siostry.

A ciebie, paniczu, ostry

Topór albo kosa skosi,

Albo miłość jej od śmierci wyprosi.

Popadianki wnoszą do chaty Salomeę. Semenko za Leonem, prowadzonym na cmentarzprzez chłopy, wychodzi.

AKT IV

Obóz polski... z dala widać okop czworogranny, oświecony wewnątrz przez chłopskieogniska... z bukietem lip i cerkwią. — Wchodzi REGIMENTARZ z garstką SZLACHTYzbrojnej.

REGIMENTARZ

Przed nami, mości panowie,

Serce buntu, gniazdo chłopie.

Oto w piaskowym okopie

Siedzą dymami nakryci.

I gdyby o jeńców zdrowie

Nie dbać, że będą zabici,

Nim się wedrzemy na wały,

Dawno bym polnymi działyZagrał śmiertelnego marsza.

Ale już drużyna starsza

Zaczyna z nami układy,

I ciągle lirowe dziady

Włóczą się niby upiory,

Tych kruków negocjatory,

Kawałki ludu chodzące.

Dawniej to, bywało, dziady

Szlachectwu dobrze życzące

Nieraz brano do porady

I przychodzili zgarbieni,

Zasiadali rzędem w sieni,

Lub na dziedzińcu pod drzewem;

I tam sobie lirnym śpiewem

Jak kawki, bywało, gwarzą.

Aż pan dziecko wyśle z groszem,

Z pełnym obwarzanków koszem;

To dziecinie błogosławią,

Obrazkiem nieraz obdarzą,

Albo coś o przodkach prawią

Dziwne i ciemne powieści,

Co się potem śnią w nocy dziecięciu.

To, bywało, ze czterdzieści

Dziadów, o wiosny poczęciu,

Schodziło się nam do domu.

Mój ojciec, niech mu Bóg świeci!

Polecał nie lada komu

Karmić te dawnych stuleci

Chodzące żywe kroniki,

Ale zawsze nas chłopczyki

Posyłał. Nie wiem dlaczego,

Dziś ten afekt ojca mego

Dla dziadów w myślach mi stoi?

Czy to, że dusza się boi

O syna i przeczuć słucha,

I ojca też jako ducha

O świętą pomoc uprasza;

Czy też, że dziwnie myśl nasza

Z wiatrem bożym się odmienia,

Raz pełna w sobie płomienia,

Pewna szczęśliwego skutku...

To znowu, trumnica smutku,

Dusza... niespokojna, trwożna,

Jako ślimak w skorupie ostrożna.Wchodzi SAWA w sukmanie diaczka ruskiego z wertepem pełnym jasełek na plecach.Cóż tam, Sawo? czy dobrze wertepem

Oszukałeś to chłopstwo pijane?

Czy im ciągnie jaka pomoc stepem?

Czy widziałeś cmentarze rumiane

Jeńców krwią? Czy mój Lew jeszcze dycha?

SAWA

zrzucając sukmanę.

Dajcie mi pierwej z kielicha

Pociągnąć nieco węgrzyna.

REGIMENTARZ

Widziałżeś mojego syna?

SAWA

Zdrów.

REGIMENTARZ

Czy dociągnie do nocy?

SAWA

Dęby przetrwa... On pełen jest mocy!

Cóż za myśli twe, Regimentarzu?

REGIMENTARZ

Więc byłeś na tym cmentarzu?

Ach, opowiedz, na coś patrzał oczyma.

SAWA

Dawno już, mości panowie,

Od Drewiczam się nauczył

Podstępów, różnych maskarad.

Więc i teraz z tym wertepem

Na plecach, udając diaczka,

Takem dobrze odgrał rolę,

Że jedne tylko sokole

Oczy na mnie się poznały.

Skoro tylko pociemniały

Czarne lipy nad cerkiewką,

Wszedłem na wał raźnie, krewko,

Na wał, gdzie przy kołowrocie

Dawniej żebrak lub Cyganka

Siedzieli... A dziś w ciemnocie

Straszna krwi hospodarzanka,

Rzeź czerwona, stoi w dymie

Pędzonym od Zaporożów.

Bo te zbrodnie tak olbrzymie,

Ta góra węży i nożów,

Nożów, które w Boga imię

Poświęcone śród rozruchów,

Mają zaciętą naturę,

I okropną świętość duchów;

Bo ten, który mogił górę

Olśnia, lecz nie wypogodzi

Księżyc... i sam przestrach czuje,

Bo z jednego trupa schodzi

I na drugiego wstępuje.

Bo jedną porzuci głowę

I zdejmie z niej białe skrzydło,

I znów drugie koralowe

Odkrywa we krwi straszydło,

Gdzie w ranach jak ślepy brodzi.

Wszystko to na myśl nawodzi

Tę marę wpół obłąkaną,

Niegdyś przed rzezią widzianą,

Na cmentarzach i kurhanach,

W ludzkich ślinach i psich pianach

I zgniliznach i w zamachu

I w zgrzytaniach, i w tęsknotach.

Bo przy ukraińskim strachu

Zawsze w miesięcznych pozłotach

Stoi smutek... W sercu boli

I myśl puszcza w lot sokoli.

Z takim to smutkiem a zręczne

Oczy posławszy za szpiegi

Na ciemne wzgórze miesięczne

I krwią zroszone mogiły,

Aby mi tam wypatrzyły

Na razie ratunku brzegi,

Wszedłem, strachu będąc blisko,

Na to ciemne uroczysko

Z krzyżami... I tam ujrzałem,

Że pomiędzy żywem ciałem

Niektóre resztki z krwawników,

Ciała smętne nieboszczyków

Leżały, a w oczach próżnych

Nie tylko że blakło życie,

Lecz na miesiąca odbicie

Nie było szkieł; więc się blaski

Po krwawnikach gdzieś kałużnych

Błąkały i szły w roztrzaski,

W garście złota, w kwiaty cudu,

Które pewnie wzroki ludu,

Co na krwi kałużach wiszą

Obłąkane strachu snami,

Nazwą krwi tulipanami

I Rusałkom je przypiszą,

Widząc kwitnące śród cieni...

Wszedłszy tam, gdzie mgła jesieni

Mży, a liść lipowy cięży

I na miesiącowych strunach

Kładzie swoje czarne plamy;

Gdzie gałęzie, jak kłąb węży

Lecących z piekielnej bramy,

Matki, przy synach ksykunach

Zatrzymały się i leżą

Na ogniach, jak na piorunach,

Panując nad horodyszczą,

A patrzą, gdzie żądłem uderzą

I na serce trupów świszczą;

Spostrzegłem drugi ponury

Tłum, co śmierci się spodziewa,

A czasami jeniec który

Odetchnie śmierci ciężarem,

A czasem który zaśpiewa,

A czasem jęknie nad żarem;

Albo ci nagle spod nogi

Zawoła kamień czerwony:

«Ratuj, Panie Jezu drogi!»

A drugi: «Bądź pochwalony!»

I tak to robactwo w próchnie

Szepce; aż z krwawych rozcieków

Straszniejsza głowa wybuchnie

I krzyknie: «Na wieki wieków!»

I wszystko na chwilę uciszy.

 Tam śród pjanych towarzyszy

(Miałem go prawie pod ręką)

Twój sługa siedział Tymenko,

Skarżąc się chrapliwie z gardła,

Jak człowiek, co ma suchoty,

Że małżonka mu umarła,

Że go z tą czernią kłopoty

Już do syta udręczyły,

Że, ot — wyjdzie na mogiły,

Każe rżnąć obywateli,

Krwawym się przypatrzy pluchom;

A potem na wiwat duchom

I diabłom w łeb sobie strzeli

I kopnąwszy o płomienie,

Jak szatan światem pomiota.

 Spojrzałem: a odurzenie

I niepamięć, i zgryzota,

Żył posiniałych napięcie,

Owo straszne przedsięwzięcie

Pisały na jego twarzy...

 Wtenczas ja, mając na straży

I pieczy jeńców żywoty,

Teatr mój łojówką złoty

Na srebrnej kurhanów darni

Odkryłem, mości panowie.

I na ciemnych mogił głowie

Zjawiłem w mojej latarni

To, o czem, jak wiecie sami,

Śni się nam pod mogiłami.

I tak to Betlejem złote,

Oświecone... gwiazdą było

Rozlewającą tęsknotę,

Słońcem myśli zakrwawionych;

Bo niektórym o domach mówiło,

O dzieciąteczkach straconych,

O śpiewanych gdzieś kolędach

I o tych żywota biedach,

Co dopiero przed śmiercią są widne.

 Wtem, o panie, na ohydne

Cmentarze i uroczyska,

Pod ciemne lip wężowiska,

Od kurhanów na kurhany...

Wiodąc świateł złotych roje,

Przez miesiąca ołowiany

Blask... sunąc chorągwi tęcze

Na wieczności gdzieś pokoje

Snujący złote obręcze

Wąż... pogrzeb wiosczany, lichy,

Pachnący czarnym jałowcem

Wszedł i rzucił nad grobowcem

Trumienkę bez żadnej pychy,

Ale ubraną w kielichy

Narcysowe i w konwalie;

Jasną... bo w niej anielica

Ubrana jak na batalie

Z piekłem, w słonecznoście lica

I w niewinności ubiory,

I w te ostatnie kolory

Śmiertelnej podobne zorzy,

W ostatni rumieniec przedboży,

Leżała.

      A skoro mary

Wstąpiły na cmentarzysko,

Ruszył się Gruszczyński stary,

Prawdziwe dla mnie zjawisko

Krwawego spod grobu trupa,

Za którym czarna wron kupa

Upędza się, goni i wrzeszczy.

Przybiegł, obaczył te mary

I... jak dąb, co w sobie zatrzeszczy,

Powieje liścia sztandary,

Pokłoni się światu — i runie,

Tak on na tej białej trunie,

Gniotąc narcysowe pączki,

Leżał, głową powalony

Na obrazek umarłej i rączki.

Z drugiej strony zaś syn twój szalony,

Z równą, zdaje się, żałością

Przybliżał się z trupią kością,

Białą, w ręku podniesioną,

I z taką twarzą szaloną,

Że strach nam serca zamroził;

Bo zdało się, że obłokom,

Gwiazdom, latającym smokom,

Chimerom, aniołom groził;

Że oczyma niebo ranił

I tą kością szatanom hetmanił.

 Nie wiedziałem, co wszystko to znaczy,

Aż twój syn padł na kolana

I w piekielnika rozpaczy

Zaczął siebie sam przeklinać.

«Dajcie» — krzyknął — «nóż starcowi!

Jeśli kto tu ma zarzynać?

Jeśli wy zarżnąć gotowi

I oblać się juchą krwawą?

To on większe ma tu prawo

Mścić się... bom uwiódł mu dziecko

I to dzieciąteczko cudze

Darowałem memu słudze,

Zrobiłem córką zbójecką;

Tak że ją rozpacz rozdarła

I oto leży umarła,

Jasna jak zwiędłe lilije,

Ludowi temu w podziwie.

Niechaj starzec mnie zabije

A uczyni sprawiedliwie.

Puśćcie! Proszę was z litości,

Jeśli nie chcecie dać noża,

Ja mu pożyczę tej kości;

I będzie jak ręka boża,

Którą ja zgonem uświęcę,

Jak dłoń boża, w ojca ręce

Jak grom... »Tu przerwał Gruszczyński,

Równie zdając się szalony:

«Co to za szatan czerwony» —

Krzyknął — «ów człowiek przede mną?

Czy jaki duch ukraiński

Z szatą gwiaździstą i ciemną,

Który mi tu płakać broni?

I stoi z piorunem w dłoni?

Z włosów swych uczynił gady,

Grożąc mojej córce bladéj,

Która jest aniołów panią;

I nie daje mi iść za nią,

Sił ostatecznych pozbawia

I krzyżem drogę zastawia;

O! bo tam krzyż z wielką gwiazdą» —

— Krzyknął, biorąc nas za świadki —

«Na nim pelikana gniazdo

Karmiącego krwią swe dziatki;

A z Chrystusa krew wytryska

Coraz jaśniejsza i bledsza.

Aniołkowi śród powietrza

Lejąca się w puchar złoty.

O! Chrystus i różne zjawiska

Jawią mi się śród ciemnoty

I przejęty jestem trwogą;

Ja nie mogę zabijać nikogo...»

 Tu mu głos twojego syna

Przerwał: «Jeśli widzisz Pana,

To Pan mię pewno przeklina;

Bo dusza zaturbowana

W oczach moich teraz stoi

I nie widzi, i Boga się boi».

 Tak ci gadali do siebie

Przez trumienkę otworzoną

Gdzie z narcysową koroną

Będąca na swym pogrzebie

Srebrna dusza pewnie onych

Mów się przelękła szalonych.

I od takiej świata lutni,

I od takich męki krzyży

Uciekała coraz smutniéj,

Uciekała coraz wyżéj...

I nie mogłem się obronić,

Aby nad nią łez nie ronić.

Nie zatrzymać w myśli rysów,

Nie żałować tych narcysów...

Co się z tymi ludźmi stało

Dalej? Panie, nie wiem wcale.

Bo mię jeden z brodą białą

Dziad w wielkim duchu i szale

Uderzył tam po ramieniu

I nazwawszy po imieniu,

Odwiódł od umarłej dziewki

I od obłąkanych ludzi

Do jednej pustej cerkiewki,

Gdzie... co mówił... to wam uszy utrudzi,

Bo wy gadek nie znacie stepowych.

REGIMENTARZ

Ach, rzeczy piekielnie nowych

Powieść twoja pełna, Sawo...

Mój syn z tą kością plugawą?

Mój syn mówisz, wariatem?

A starzec nie chciał być katem,

Pomnący na pokrewieństwo

Przyjaźni, co nas łączyła;

A może też przez szaleństwo,

A może wzgarda to była

W szatę szaleństwa ubrana,

Ach! i tak zamaskowanaZdała się tobie wariacją?

Ach! przed tym okopem klęczęklękaJak przed kalwaryjską stacją

I do Pana mego jęczę

W ufności i w krwawym żalu.

Mogiło! krwawy koralu!

Krwią mego dziecka oblana!

Patronuj za mną do Pana!

Przemów krwi modlitwą ciemną!

Niech się zlituje nade mną!

Cóż to jest...? Ktoś na okopach?

Pokazuje się na okopie w powietrzu mglistem GRUSZCZYŃSKIEGO DUCH.

DUCH

Gońcie! bo na czarnych chłopach

Krew nasza...! Powietrze rwiemy!

Gońcie! bo poszalejemy!

Bo nam na błękitach krwawo!

REGIMENTARZ

Czy widzisz go?

DUCH

      Sawo! Sawo!

Znika.

REGIMENTARZ

Czy go słyszysz?

SAWA

      Wernyhora

Prawdę zapowiedział wczora;

Ten krzyk, to jest nasze hasło...

REGIMENTARZ

Powietrze czerwone zgasło

I zniknął ten człowiek stary,

Skrwawiony.

SAWA

      Czekano tej mary

Na Ukrainie u ludu...

REGIMENTARZ

Nie ma w tem żadnego cudu.

Gruszczyński o pośpiech woła...

Każ uderzyć do kościoła

Z hakownic... Aż srebrne gontyPolecą na dachu zrębie

I pierzchną niby gołębie

Chmurą białą... niby świstki,

Na których nasze afrontySpisane...

SAWA

      Lub jako listki

Ruszone z białych narcysów...

REGIMENTARZ

Hej, Oreł... Burkę z tygrysów...

I szablę... Do szturmu, panowie!

Kto żyć będzie, ten jutro rozpowie

O dzisiejszej godzinie kobiétom...

Reszta szablom i końskim kopytom.

Wychodzi za nim Sawa i cała szlachta.

ZMIANA I

We dworze Regimentarza. Wchodzi KSIĘŻNICZKA i za nią ANUSIA.

KSIĘŻNICZKA

Ach, Anusiu! Anusiu!

ANUSIA

      Co, panno?

KSIĘŻNICZKA

Gruszczyńskiego duch mi się pokazał.

ANUSIA

Być nie może.

KSIĘŻNICZKA

      Z piersią krwawą i ranną

Cicho stojąc, na powietrzu namazał

Krzyż czerwony i zniknął.

ANUSIA

      Horrory!

KSIĘŻNICZKA

Przepowiednia się, ach! Wernyhory

Sprawdza na mnie...

ANUSIA

      Niech się modli panienka.

KSIĘŻNICZKA

Jeszcze krwawa i ognista ręka

Musi oddać mi ślubny pierścionek.

Widziałam już pierwszą marę.

ANUSIA

Zmów panienka choć kilka koronek;

Uczyń z czego serdeczną ofiarę.

KSIĘŻNICZKA

Ach! z rozumu ja i śmiechu

Ofiarę już uczyniłam.

Jak płótno jestem na blechuPokrwawione ducha dłonią;

Z oczu się jego napiłam

Świateł, co nad świętych skronią.

Dowiedziałam się z postaci,

Że człowiek nic w grobie nie traci,

Widząc go w złoconym pasie,

Może z ogni robaczliwych.

Każę się pogrześć w atłasie,

W kolorach nielitościwych

Dla serc, które teraz jęczą:

I po śmierci będę tęczą,

Jeśli mi Pan Bóg pozwoli,

Od topoli do topoli

Na cmentarzu pajęczyną

Z róż, brylantów i motyli...

Przez którą przejdą niemili,

A mili tak się owiną,

Że wiecznie ze mną zostaną...

Ach, Anusiu, jutro rano

Los mój się rozwiązać musi

Tak jak dumka śpiewana na Rusi.

Wychodzi z Anusią.

ZMIANA II

Przy cerkwi pod lipami... LEON z kością w ręku, obłąkany na twarzy... WbiegaSEMENKO.

SEMENKO

Złociste Lachów sztandary

Gnają wiatr... i dym, i krew.

Leci z szablą pan mój stary,

Złoty jak kudłaty lew;

Ołowiany ja mu grad

Ze szturmaka sypnął w brzuch,

Taj nie zadrżał i nie padł

I zdjął mię strach. Szczo ty za duch?

LEON

Przysięgam na blask księżyca,

Żem nie człowiek, ale lwica;

Żem nie człowiek na cmentarzu,

Ale śmierci herb w herbarzu:

Na czerwonem polu stoję

I złotych się gwiazd nie boję,

Nie boję się twojej spisy.

SEMENKO

Ach, daj paść na jej narcysy

I umrzeć.

LEON

      Nikt nie umiera,

Ale piekło się otwiera,

Gdy w bramy stukam tą kością.

Widzisz tam, pod lip ciemnością

Postacie widać piekielne,

O drzewa poopierane.

Powietrze jak ołowiane

A deszczem gonty kościelne

Lecące jak śniegi białe,

Na ogniu i krwi stopniałe,

Węży sinych bielą kuszcze...

Precz do piekła! bo do cerkwi nie puszczę.

Bo tam teraz z wielką ciszą

Dusze umęczonych wiszą

Na krzyżach i Boga chwalą,

A słońca jasne się palą

Koło ich głów jak tarcze złote.

SEMENKO

Miałby ja teraz robotę,

Gdyby z wariatami gadał;

Puskaj w cerkiew.

LEON

      Na pierś skoczę

I będę oczy wyjadał.

SEMENKO

Strach ty... lecz ja w tobie umoczę

Moją spisę aż po dłoń...

LEON

Odbija spisę kością... i wlatując na Semenkę, obala go na ziemię i dusi.

W rękach mam twe gardło i skroń,

A co?

SEMENKO

przyduszonym głosem.

      Dusysz mene, panyczu!

Wbiega REGIMENTARZ na czele polskich żołnierzy.

REGIMENTARZ

Co za widok? mój synu! mój synu!

Patrzcie! na jego obliczu

Obłąkanie, jedna ręka

Potrząsa palce z rubinu,

A w drugiej kość ludzka się pęka

W drzazgi, a wzniesione brwie.

Mój synu! mój drogi! mój Lwie!

Ach, co za okropny los...!

LEON

wstając i przychodząc do zmysłów

Co to jest? Ojcowski głos!

REGIMENTARZ

Poznał mnie... Weźcie go stąd!

Tu jeszcze kule świegocą.Wyprowadzają Leona.

A jutro rano na sąd

Dostawić tego zbrodniarza.Pokazuje na Semenkę.Żyły mu w gardle charchocą,

Oczy wyszły z wirydarza

Czaszki jak dwa blade króle

Pełne przestrachu, w purpurze,

Kiedy Pan ludów na chmurze

Napisze słowo stracenia.

Wziąć go... i w mojej szkatule

Znaleźć co do otrzeźwienia,

A zdrowego mi dostawić;

Bo ja się z nim będę bawić

Jak kot z myszką.Wchodzi SAWA.

      Coż za wieści?

SAWA

Pałasz mój do rękojeści

Czerwony krwią mego ludu.

Podobnie się nam do cudu

Ta krwawa walka powiodła,

Ani jeden z nas nie zginął...

REGIMENTARZ

Ten dzień wiecznie będzie słynął,

Bo mię Pańska nie zawiodła

Łaska, syn mi się odrodził.

Zmartwychwstał na moje słowo.

Co rok to będę obchodził

Jak wielką fetę domową

I aniwersarz rodzinny.

SAWA

Do końca muszę być czynny

I kopnąć się dziś z wieczora,

Bo nam zniknął Wernyhora

Z ciałem umarłej dziewczyny.

A teraz jasno to widzę,

Że on rozhukane gminy

Utrzymywał z sobą w lidze,

Z duchami wiązał w sojusze;

Aż go święte jakieś dusze

Wczoraj tak we śnie zmęczyły,

Że dziad uciekł na mogiły.

REGIMENTARZ

Ruszaj w pogoń, bo te trądyTrzeba zupełnie wyleczyć;

A choćby ziemię skaleczyć

W leczeniu, wrzód wyrżnąć trzeba.

Jutro rozpoczynam sądy,

Gdzie dom Gruszczyńskiego z nieba

Będzie mi adwokatował...

Bom go już zastawszy trupem,

W martwe czoło ucałował

I przyrzekłem, że kruków go łupem

Nie zostawię i beze mszy żałobnych,

Ale go do dziatek drobnych

Przybliżę... i niech uśpiony

Położy się obok żony

I u nóg staruszki matki...

A waść jemu przynieś kwiatki,

Ciche kwiatki narcysowe

Pod srebrną staruszka głowę...

To i wszystko w ciemnym grobie

Znajdzie ten człowiek przy sobie...

SAWA

W tem ci najwierniej usłużę,

Kładąc w tok kurenne spisy,

Ale ty mi za narcysy

Będziesz musiał oddać róże.

Do jutra, Regimentarzu!

Odchodzi.

REGIMENTARZ

Pokój duchom na tym smętnym cmentarzu.

Wychodzi z rycerstwem.

AKT V

Sala we dworze regimentarskim, przybrana posępnie jak na sądownictwo, oświeconajarzącem światłem. Wchodzi KSIĘŻNICZKA z orszakiem panien respektowych, bogato ustrojona.

KSIĘŻNICZKA

Jaki jęk na dziedzińcach!

Jak płaczą mołodyce!

Klną stepowe księżyce

I słońce i rwą włosy.

Ile krwi w Ukraińcach,

Tyle teraz tu rosy

Wyleje się na kwiaty,

Astry, gwoździki, róże.

Gdym wyszła na podwórze,

Zobaczyłam i katy

Okropne i czerwone,

Nie wiem skąd przywiezione.

Ach! a ze mną co będzie?

Czy jak srebrne łabędzie

Spłynę na krwi czerwieni?

Czyli mi się odmieni

Ten skrwawiony poranek

W wieczór słodkiej tęsknoty,

Cichy, księżycem złoty,Tak miły dla kochanek!

A dla pijaków panów

Tak wesoły po wojnie!

Świecący tak spokojnie

Dla starych gdzieś kurhanów!

A dla dziś osądzonych,

Mogił świeżo czerwonych

Taki pełny spoczynku!

Włos mam w listkach barwinku

A chociaż z wróżek szydzę,

Taką się dzisiaj widzę,

Jakąm się ach! widziała

W przyszłych myśli szafirze,

Kiedym dziesięć lat miała,

A dumkarz grał mi dumki na lirze.

Wchodzi REGIMENTARZ, LEON, SEKRETARZ sądu i orszak SZLACHTY.

REGIMENTARZ

Czemuś, moja panno, dziś nie w czerni?

W dzień tak straszny, tu, gdzie kryminały

Będę sądził... Towarzysze pancerni

Zasiadajcie... Żupan wdziałem dziś biały,

Gdy go zrzucę, to będzie czerwony...

Kazać w cerkwi uderzyć we dzwony

I wprowadzić tu herszty rzezunie.

Zasiada na krześle... Polscy wojacy wprowadzają okutego w łańcuchy SEMENKĘ i kilku z naczelników rzezi.

PIERWSZY Z CHŁOPÓW

kłaniając się.

Daruj, pane...! Taj czart niechaj splunie

Czarną krew, co my z panów wylały.

Taj bądź ty nam jak car biały,

Bądź litosny.

REGIMENTARZ

      Bóg to widzi! Nie mogę.

Uderzyliście w trąby na trwogę,

Zapaliliście wioski i dwory,

Świat was widział jak krwawe upiory

Tańcujące w pożarach, ohydni!

Niech wam Pan Bóg po śmierci rozwidni

Piorunami i drogę pokaże...

Ja nie mogę... Ja was śmiercią ukarzę,

Jako wężom jad czarny odbiorę

A na waszę udaną pokorę

Nie uważam... Ściąć im łby, i w kawały

Poćwiartować...

CHŁOPY

      Taj szczob bisy proklały

Twij dom czarny.

REGIMENTARZ

      Egzekwować ich zaraz.

Do Semenki.A ty?

SEMENKO

      Ze mną nie będzie ambaras,

Cienką szyję mam...

REGIMENTARZ

      Słuchaj, Semenko.

Jak ty jeszcze tu niedawno

Mój chleb jadł...!

SEMENKO

      Taj mi niestrawno.

REGIMENTARZ

A dzisiaj pod kata ręką?

Pod ręką sprawiedliwości...?

SEMENKO

Taj proszę ja jegomości

O śmierć, a nie o naukę.

REGIMENTARZ

Znałem cię za śmiałą sztukę;

Lecz za takie diable szczenię

Nie mógłbym nigdy osądzić.

Jak ty mógł tak rozporządzić

Buntem? I takie płomienie

Zapalić...?

SEMENKO

      Jak...? Sercem, panie...

REGIMENTARZ

Syna ty mego, gałganie,

Jak smok uwiodłeś na zgubę...

SEMENKO

Oj, dzieciątko twoje lube!

Jemuż to i rosa szkodzi...!

Nie czart... no, on czarty wodzi.

Szczob ja jego miał był oczy,

Jego serdeczną przynętę,

Byłby ja wiódł życie święte,

Uciekł z nią do Pawołoczy.

Byłby ja gdzieś o hetmanach

Śnił na trawie, na kurhanach,

Choćby przyszło pod Kozyrą

Zostać w Siczy tabuńczykiem,

Albo lud obchodzić z lirą;

Byle nie być niewolnikiem,

Nie żyć sercem przez połowę,

A położyć dumną głowę

Na kochanki wierne łono.

Że ja nie z tą się koroną

Co twój syn urodził, panie,

Toż ja za to na majdanieStał jak czart w pożarach czarny;

A dziś ty mi, pan bezkarny,

W domu twoim zetniesz głowę.

No, zobaczysz ciało zdrowe,

Żyły, jak krwią jasną trysną;

No, zobaczysz, jak się ścisną

Moje zęby, a nie zgrzytną;

No, zobaczysz twarz błękitną,

A nie strachem śmierci bladą;

No, rozporzesz przed gromadą

I rozedrzesz na dwie szmaty:

Taj poznasz, że ja chłop z chaty,

A nie tchórz na dokumentach.

REGIMENTARZ

Myśl teraz o sakramentach.

SEMENKO

Pan Bóg bez tego oczyści.

REGIMENTARZ

Cherubinowie ogniści

Najczystsze duchy uwodzą;

Lecz kto stoi aż do końca

Pod aniołów takich wodzą,

Ten zaprawdę nie wart słońca.

Semenko, ty Boga bliski,

Zamódlże się teraz w duchu...

Zakneblować jemu pyski,

Nogi zostawić w łańcuchu,

Zawiesić mu kir na czoło,

Ręce wznieść, słomą okręcić

I całego oblać smołą;

Potem przez księdza poświęcić

I czarną figurę smolną

Podparłszy, gdy zechce się walić,

Na samym wierzchu — zapalić

I przez wieś prowadzić wolno,

Jako świecznik zapalony:

A ciągle niech biją w dzwony,

Póki zgore żywa świéca,

Okropna ludu gromnicaŚwiecąca buntu trupowi.

Wyprowadzają Semenkę.

KSIĘŻNICZKA

do Regimentarza.

Ach! Strach mię przeleciał mrowi!

Panie!

REGIMENTARZ

      Cicho mi bądź, dziewko,

Bo ci żupana podszewką

Krwawą zamaluję usta.

KSIĘŻNICZKA

Ach, blada jestem jak chusta!

Jaka to czarna godzina!

REGIMENTARZ

Sąd się od drugich zaczyna

A zakończy się na sobie...

Wiedzcie zaś, że to, co robię

W imieniu swojem i syna,

Z aniołów idzie nakazu:

Którym nie tylko wyrazu

Wnętrznego trzeba od ludzi,

Lecz i kształtu, co żal budzi,

Skruchą serce zadawalnia,

A przed sądem już aniołów uwalnia.Daje rozkaz, wnoszą ciało Gruszczyńskiego i opierają trupa na krześle, z którego zszedł Regimentarz; ten zaś, wziąwszy syna za rękę, klęka przed umarłym i mówi:Szkolny mój niegdyś kolego,

Przyjacielu dziś nieżywy,

Tyś był zawsze sprawiedliwy,

Sądź mnie i syna mojego.

Zaprawdę! obaśmy winni!

Ja twojej, człowieku, zguby

A on hańby: my istynniZabójce twojej rodziny.

Choć w tobie już żadne szrubyMartwej ręki nie poruszą,

Weź ten miecz ognisty duszą,

Jeśli to uczynić zdolna,

I na karki spuść nam z wolna,

I każ odnieść na swój cmentarz.

Boś ty wielki Regimentarz,

Sędzia Pana Boga święty;

A my twoje delinkwenty,

Leżym w prochu... Zetnij! zetnij...!

Lecz co mówię? Przebacz, stary.

Ja wiem, żeś ty, pełny wiary,

Od nas czyściej żył, szlachetniéj...

Czy ja cię nie znam, człowieku?

Starego druha i kuma?

Czy ja nie wiem, co trup duma?

Trup, jednego ze mną wieku,

Trup, jednego ze mną serca,

Jak ja niegdyś śmiały, butny,

Jak ja teraz blady, smutny,

Na tym krześle zamyślony.Wstaje i mówi do przytomnych.Panowie! Ja nie morderca...

Oto boleścią szalony

Rzucam się w okropnej męce

Przyjacielowi na ręce...

Czy nie widzicie? Że ściska,

Że ściska mnie, nie odpycha?

Ta twarz jego smętna, cicha,

Patrzcie, niby słońcem błyska.

Wzywam was wszystkich na świadki,Że to jak twarz smętna matki,

Nie twarz, która sądem grozi...

JEDEN ZE SZLACHTY

Ten trup powietrze zamrozi...Daje znak i wynoszą umarłego.A ty, nasz Regimentarzu,

Ze smętnych myśli otrzeźwiej

I z żywymi staw się rzeźwiej.

REGIMENTARZ

Coraz więcej na cmentarzu

Mogił, a śmierć ciągle kosi,

I tam wszystko się przenosi

A tu coraz puściej co dnia;

I dla nowego przychodnia

Coraz obszerniej przy stole...

Sumienie zaś w sercu kole.

I to najgorsza z boleści!

Najstraszniejsza! Jak widzicie,

Gdy człowiek łez w oczach nie zmieści,

Smutku nie dożuje skrycie;

Ale żal otwarcie głosi,

Na zimne kamienie pada

I o przebaczenie prosi;

A śmierć mu nie odpowiada,

Cichą będąc tajemnicą.

 Więc tak pogodziwszy siebie

Z tą jasną duchów różycą,

Która pośmiertny na niebie

Kościół osłonecznia nieco,

By się oczy ducha pasły

Blaskiem serc, które tu zgasły,

A w anielskiej róży świecą...

Wiem i to, że mi koniecznie

Z światem się godzić należy

I biec razem, jak czas bieży,

Bo stanąć jest niebezpiecznie...

Jakoż pogrzebowe świeczki

Gęstym zagasiwszy płaczem,

Afektów będę tłumaczem

Mego syna dla księżniczki.

KSIĘŻNICZKA

na stronie.

Otóż znów spod rysiej burki

Szlacheckie pokazał ucho.

REGIMENTARZ

Mogęż cię imieniem córki

Powitać? Mogęż z otuchą

Wnosić, że mi jedynaka

Uszczęśliwisz?

KSIĘŻNICZKA

      Ja niezmienna.

REGIMENTARZ

I cóż?

KSIĘŻNICZKA

      Ja zawsze jednaka.

REGIMENTARZ

Zgadzasz się?

KSIĘŻNICZKA

      Jestem kamienna,

Nieskruszona.

REGIMENTARZ

      Pókiż tego?

KSIĘŻNICZKA

Aż pierścienia czerwonego

Dostanę...

REGIMENTARZ

      Dalejże synu!

Pierścień z jasnego rubinu

Wypal na bielutkiej dłoni

Pocałunkiem, aż się skłoni

Być twoją...

LEON

      Mój ojcze drogi,

Pozwól, żeć uścisnę nogi

I powiem także tej pani

Pokornie, żem nie jest dla niéjDzisiaj nic więcej prócz brata

I sługi... bo także muszę

Odejść od krwawego świata

I za tamtej pani duszę,

Przysypany od popiołów,

Odpokutować w klasztorze.

Bo moje serce nie może,

Przeklęte raz przez aniołów,

Ofiarować się nikomu.

REGIMENTARZ

Jakiś czar na moim domu...

Lękam się, że runie w gruzy.

KSIĘŻNICZKA

To jest coś na kształt rekuzy,

Na kształt grochowego wieńca.

REGIMENTARZ

do syna na boku.

Patrz na nią, w zorzach rumieńca

Stoi, na pół zagniewana,

Jak księżyc srebrno-różana;

W koronie ze złotych szpilek,

Na których siadają kwiatki

Jak przy motylku motylek,

A spodem buk i bławatki

Ciemności rzucają silne,

Alabastrom lic przychylne,

Szmaragdom oczu zazdrosne,

Rubinom ust nieszkodzące.

Patrz, te piersi, dwa miesiące

W staniku ze złotej lamy.

Dwa słońca, dwa kręgi głośne,

Które, gdy jej ust słuchamy,

One do ust niosą głosy,

Jak harfy sercem dotknięte.

Patrz na jej leciuchne włosy

Spod zieleni... Na te wcięte

A pełne tajemnych zacisz

Gorsy, te łabędzie chody...

Patrz i pomyśl, co ty tracisz?

Na Boga! Gdybym był młody,

Pomyślałbym o tem dwa razy.

KSIĘŻNICZKA

Ach! senne moje obrazy

Biorą kształt.

Wchodzi Wernyhora w płaszczu dziada z lirą.

REGIMENTARZ

      Czemu tu gwary

Ucichły jak wroni skir?

Co to za siwy dziad stary?

Wygląda jak dawny król lir.

Parobku, z jakiej ty chaty?

WERNYHORA

Z mohił, panie.

REGIMENTARZ

      Bardzo wierzę,

Boś podobny do upiora.

WERNYHORA

Ja stepowy Wernyhora.

REGIMENTARZ

Szukają ciebie rycerze.

WERNYHORA

Rycerze błądzą po drodze,

Ja sam na słowo przychodzę.

REGIMENTARZ

Więc jesteś mi w domu święty.

Siadaj, staruszku, na ławie.

WERNYHORA

Za żadne ja dyjamenty

Z wami długo nie pobawię,

Nie usiądę tu na ławie

Jako człowiek z wami bratni,

Bo ja lirny król ostatni

Pójdę... duchy jak żurawie

Odprowadzać do hetmanów.

Słyszeli wy, jak z kurhanów

Dobył ja stepowej liry?

Jakie płacze, jakie skwiry

Wron i orłów słychać było,

Gdy ta lira, pod mogiłą

Ręką Lacha zakopana,

Odezwała'ś spod kurhana

W blask miesiąca czerwonego:

Jak córka do ojca swego,

Jak zaklęta upiornica,

Jako Lachów niewolnica,

Jak duch srebrny do księżyca.

A gdy ja rozkopał doły

I przytulił ją na ręku,

Słyszał jej duch cały w brzęku

Jak pierś u brzęczącej pszczoły;

A gdy otrząsł z niej popioły

I w klawisz ręką zatętnił,

To się ja sam aż zasmętnił,

Usłyszawszy pierwsze granie

I rozpłakał na kurhanie,

Jakby w księżycowym raju.

 Wże ja teraz ne zahraju,

Pany...! Idę w sen, na ciszę...!

 Oj liro! Twoje klawisze,

Gdzieś ze srebra dawniej lane,

Nogą pieśni wydeptane,

Jakby stare sęki drzewne,

I kamienie przedcerkiewne

I zapadłe w dół mogiły

Świadczą, że pieśni chodziły

Po klawiszach, pieśni chyże!

I siadały na sen w lirze,

W krąg siadały pieśni tłumy;

Posążnice — stare dumy,

Piorunnice — stare krzyki,

Szumki lotu — konie kare,

Szumki płaczu — dum słowiki,

Błyskawice — myśli stare,

Rusałczanki — dzwony szklanne,

Smętne dumy podkurhanne,

Kędyś aż od Zaporoża.

Taj dla wszystkich dom uprzejmy...

Siądą w lirze, jak na sejmy;

A pośrodku duma boża,

Krwią Chrystusa purpurowa,

Siedzi jakby dum królowa

I radzi świat podbić cały...

 Darujcie, pany, ja biały

Dziad... ja trochę szalony,

Może co złego powiedział?

REGIMENTARZ

Zagrałeś nam w dziwne tony,

Jakbyś na kurhanie siedział.

Czego chcesz? Tłumacz się jaśniéj.

WERNYHORA

Pane, ot po krwawej waśni,

Gdyś ty ludu krwią czerwony,

Przyszedł ja ci w moje dzwony

Zagrać głucho, tuż nad uchem

I pożegnać ciebie duchem

Mego ludu.

REGIMENTARZ

      Gdzież idziecie?

WERNYHORA

Ot ja, panie, miał na świecie

Jeden futor gdzieś pod borem:

Dom bez złota, adamaszków,

I trzy brzozy pełne ptaszków,

I trzy źródła pod futorem,

Jak ze srebra tarcze lane,

Jak kąpiele rusałczane.

Taj póki lud był szczęśliwy,

Póki duch żył, ja był żywy;

Teraz, pane, Boh ze mnoju...!

REGIMENTARZ

Czegóż ty chcesz?

WERNYHORA

      Ot w pokoju

Rozstać się z wami, panicze.

Jeszcze spojrzeć wam w oblicze,

Aby zapamiętać długo

Duchom, szczo was proklinaje...

REGIMENTARZ

Mój staruszku, czas nastaje,

Że nie będąc naszym sługą,

Możesz cicho zostać z nami...

WERNYHORA

Szczo? Ja, bat'ku? Trup z trupami?

REGIMENTARZ

do szlachty.

Dumny szelma!

WERNYHORA

      Ja szalony!

Może ja głupstwo powiedział...

Przez dziedziniec wasz czerwony

Jam szedł i drogi nie wiedział,

Choć dwór widział odemknięty;

Aż mi jeden człowiek ścięty

Poswetył łbem aż do sieni.

KSIĘŻNICZKA

zbliżając się.

Ojcze! Ach, my przerażeni

Twymi słowy, wszyscy smutni.

Zagraj nam lepiej na lutni

Jaką piosenkę z księżyca.

WERNYHORA

Szczo heto za Anhełyca?

Ach! Ja do niej, idąc w lesie,

Szedł jak gdyby w interesie.

Panno, nie chodź mi od boku,

Bo mi widy jakieś w oku

Błyszczą, serce drga jak struna.

Ja odzyskał sen widuna,

Patrząc w lice tego dziecka.

Kto ty? Czy ty Wiśniowiecka?

Czy pamiętasz tego dziada,

Co, bywało, tobie gada

Śród pasieki dumy stare?

Co, bywało, ciebie senną

Na łóżeczko, pod kotarę

Nosi i tam, jak kamienną,

Uśpioną dumami kładzie?

Czy pamiętasz, co ja w sadzie

Wróżył tobie na dzień ślubny?

Że to ludu mego zgubny

Będzie dzień... jak pożar krwawy...

A w pożarach żywa świéca,

A koło niej lud ciekawy,

A ona aż w twarz księżyca

Tryskającą krwią czerwoną,

Aż na twoje tryśnie łono.

KSIĘŻNICZKA

Ach! pamiętam, i cóż daléj?

WERNYHORA

Taj gromnica gdy się spali

Pod szablicą pana Sawy,

Przyjdzie i franciszkan krwawy,

Pasem się krwi przewiązawszy,

Niosąc pierścień jeszcze krwawszy.

KSIĘŻNICZKA

Ach! pamiętam franciszkana!

Widzę nawet jego rysy.

WERNYHORA

A potem drużka ubrana

W srebrne, podśnieżne narcysy,

Przyjdzie drużka, trupie ciało...

KSIĘŻNICZKA

Ach! pamiętam drużkę białą.

WERNYHORA

A co pierwéj?

KSIĘŻNICZKA

      Ach! nie pomnę.

WERNYHORA

Przed mężem, księdzem i druhną?

KSIĘŻNICZKA

Ach! jakieś blaski ogromne,

Dary, świecące jak próchno,

Ślubne moje podarunki!

WERNYHORA

Podobna ty do widunki!

Wszystko sen i prawda szczéra!

Pierwej... moja srebrna lira

Rozbita i odemkniętaTłucze lirę o podłogę i wyrzucone z niej papiery oddaje Księżniczce.Wyrzuci te dokumenta,

Które ja krył, póki sądził,

Że Sawa będzie hetmanem.

A teraz ja rozporządził

Wszystkiem, nad czem ja był panem:

Lirą, pieśnią, wychowanką

I hetmanem, i hetmanką;

Taj wychodzę z szlachty proga,

Jak wszedł — a nie bez łez, pany,

Bo ja z wami chleb łamany,

Od jednego dany Boga,

Długo jadł — aż zęby stracił.

Bogdaj Pan Bóg wam zapłacił

Za jadło i za gościnę...

REGIMENTARZ

Gdzież idziesz?

WERNYHORA

      Na Ukrainę.

KSIĘŻNICZKA

Czy to prawda, że po ciebie

Koń jakiś biały przyleci?

Koń, co po mogiłach grzebie,

Okiem rubinowem świeci;

Jakiś dziwny koń piekielny,

Mówią, że koń nieśmiertelny?

WERNYHORA

Ja nie wiem, tak pieśni głoszą.

KSIĘŻNICZKA

Gdzież takie konie unoszą,

Powiedz....? Bo ja będę wiodła

Długo za tobą oczami...

Bo mi w oczy sypnął skrami,

Smutkiem napełnił nieznanym

Ten koń z lirą grającą u siodła

I z dumkarzem zapomnianym

Ulatujący na wieczność.

Czy tam jaka półsłoneczność

W tych mgłach? Czy tam ciągle strachy?

WERNYHORA

Każdy kwiat ma swe zapachy,

Każdy duch swój wid pół-jasny,

Każde serce swój strach własny,

Każdy orzeł lot przedlotny;

A ja wiem, że ja samotny,

Jak ty głoskiem to wywiodła,

Przez piekielnego rumaka

Porwan... wściekły... bez czapraka,

Z lirą grającą u siodła,

Umarłe trzaskając kości,

Polecę w niespokojności

W strachu, w żalu, ale w mocy.

Aż kiedyś, gdy na godzinie

Stanie miesiąc o północy;

To koń znowu z siodła skinie

Mego ducha na kurhany.

Taj znów zagra dziad z powagą;

Taj znów jęknie... A kto zna go,A kto słyszał poza światem

Pryde — w łańcuch żurawiany,

Pryde — lirą tchnąć jak kwiatem

Pryde — z serca pić jak z czary,

Pryde — z piersi czerpnąć wiary,

Pryde — iskry wziąć z ogniska.

Ten dziad, co tu lirę ciska

Jak fałszywą sorokówkę,

Taj z trupami na wędrówkę

Wietrznym koniem teraz pędzi,

Naprowadzi wam łabędzi

I rycerzy, i hetmanów.

Taj słuchajte, gdy z was panów

Budut' trupy, budut' hłazy,

Taj gdy się wasz trup trzy razy,

Pod mogiłą rwąc do sławy,

Znów przewróci na bok krwawy;

I pomyśli, nędzarz boży,

Że i piorun nie otworzy

I nie zdejmie wieka z truny,

Taj świat przeklnie i pioruny;

To jak stanę ja, dziad rzewny,

Jak mu ręce łzą uroszę,

Po żebracku jak poproszę;

Jak ja lirę upokorzę

I na sercu mu położę,

I do czoła mu przycisnę,

I przeszłością w oczy błysnę,

Starych dum nasypię w uszy;

Klnę się na duch! że się ruszy,

Taj swą twarzą księżycową

Spojrzy na was jak upiory...

Otóż macie moje słowo,

Macie dumę Wernyhory.

A stepowe gdzieś miesiące

Wiedzą, o czem ja nie wiedział;

Czemu ja przez usta klnące

Wam przekleństwa nie powiedział.

KSIĘŻNICZKA

Stój... więc Polska?

WERNYHORA

      Ja stepowy

Dziad, panienko... Ja nic nie wiem.

KSIĘŻNICZKA

Mówią, że kopiec grobowy,

Gdzie ty zaśniesz pod modrzewiem

Zniknie?

WERNYHORA

      Moja panno miła,

Mówią, że zniknie mogiła,

Ja nic nie wiem. Czas pokaże.

KSIĘŻNICZKA

Weźże ty ode mnie w darze

Tę zauszniczkę z turkusa;

Jak twój srebrny koń da kłusa

Tu z powrotem, na kurhany,

Czy po wiekach, czy po latach,

To mi, staruszku kochany,

Dasz ten turkus i przypomnisz pasiekę,

Gdzie ja, bywało, na kwiatach

Pod piastunki się opiekę

Uciekałam... gdyś ty gadał o marach.

WERNYHORA

Ot, panienko... młodość w czarach!

A co dziś? Ja człek grobowy!

Pany! Wasz dom purpurowy

Niech śpi... i ja spaty budu.

Odchodzi

KSIĘŻNICZKA

Pierwszy raz duch tego ludu

Słyszałam, jak o łzy żebrze.

Dotąd na miesięcznem srebrze

Malował nic kolorowe.

Dajcie mi księżyc na głowę!

Dajcie mi tęczę pod nogi!

Za tym dumkarzem polecę!

Ach, co widzę? Sawa! Z drogi?

W jakiej on czerwonej rzece

Kąpał się...? Figura krwawa!

Wchodzi SAWA w białym żupanie zbryzganyn krwią, z pałaszem w ręku.

SAWA

Nie udała się wyprawa.

Przebiegłem stepy, kurhany,

Całe mgieł posępnych morze;

A nigdzie o Wernyhorze

W Ukrainie ani słychu.

Co gorsza, że się tu lichu

Diabelskiemu dałem skusić,

I chcąc jeden ogień zdusić

Cały oblałem się krwią;

Dlatego z posępną brwią

Stoję tu, mości panowie.

 Jadąc przez wioski ulice,

Spotkałem żywą gromnicę,

Z płomieniskami na głowie,

Ze smołą ogniem kapiącą

Na mnie... w oczy wprost idącą.

Tak, że pomimo harapaZlękła, zdębiła się szkapa;

A ja rozjuszony złością,

A może też i litością

Wpół pomieszaną z przestrachem,

(Bo nie myślę czynu krasić)

Na koniu, szabli zamachem

Chciałem to światło jarzęce,

Tę straszną marę zagasić

I w zamachu uciąłem jej ręce.

A to wszystko w smolnym dymie

Stało się, niby w ukryciu,

Przy żałosnych dzwonów biciu.

Tak, że gdym wyleciał z chmury,

To za mną... widmo olbrzymie,

Ręce podniósłszy do góry,

Biegło, zda się, karku blisko

Lecące pogorzelisko;

Mszczące się samym horrorem

Goniło za mną widziadło.

I aż tutaj, pode dworem,

Na piasek złoty upadło,

Wylawszy dwa koralowe

Strumienie... co zda się piszą

Prześwięte Y Jezusowe.

REGIMENTARZ

Dość... bo uszy moje słyszą

Krzyczącą krew. Niech kto bieży,

Do łba mu lufę przymierzy

I skończy ciała męczarnie.Wchodzi PAFNUCY przewiązany pasem krwawym mnicha franciszkana.Cóż to? Czy krwawą latarnię

Duchy postawiły w sieni?

I wpuszczają mi tłum cieni

Skrwawionych do mego domu?

PAFNUCY

W chwilę chłopskiego rozgromu,

Szablą Gruszczyńskiego zbrojny,

Szukałem zemsty... jak mściciel;

Aż mi szabli tej właściciel,

Po śmierci, widzę, spokojny,

Zemsty nad ludem zabronił.

Jakoż, zaraz mię nieznany

Strach ujął, siłęm uronił,

Miecz się giął jak ołowiany;

Chłopstwo mię porwało srogie;

I poznawszy po tonsurzeZa księdza, ciało ubogie

Ustroiło w krwawe róże,

W świętego Franciszka pasy.

Bo dziś wiek, że polskie lasy

Dotąd kwiatkami panieńskie,

Od pszczółek by lutnie brzmiące,

Widzą nagoście męczeńskie,

W czaszkach siekier półmiesiące,

Ręce w płomiennych okowach,

Wszystkie męczeństwa oznaki,

Oprócz złotych słońc na głowach;

Bo te płomieniste ptaki

Później na czołach usiędą,

Gdy się nam duchy podniosą.

Takem się ja przed komendą

Sawy, krwi okryty rosą,

Meldował, cierpiąc katownie.

I miałem to już zasługą,

Że z ran uleczon cudownie

A pomny, żem bożym jest sługą.

Widząc tu dwie wielkie głownie

Zgaszone Sawy szablicą,

Nad tą konającą świécą,

Której duch w płomienie spieszył,

Tyle dokazałem słowy,

Że się ten duch purpurowy

Ugiął a jam go rozgrzeszył.

Tak mi dopomogły duchy,

Że wydobyłem akt skruchy,

Jęk spod smolnego płomienia

I rozkaz, dany oczyma,

Które szukając pierścienia,

Na rękę, co jeszcze się zżyma,

Krwią leje i w prochu się rusza,

Zwróciły moją uwagę.

REGIMENTARZ

biorąc pierścień krwawnikowy z rąk Pafnucego, obraca się do Księżniczki.

Pierścień... To wielką ma wagę!

Bo to mię, panno, przymusza

Ponowić ci prośby moje.

KSIĘŻNICZKA

A ja zaś przy dumkach stoję.

Sawa z ust ognistych węża

Jak błędny rycerz szalony

Wyrwał ten pierścień dla żony;

A ja z ręki mego męża

Biorąc, będę go nosiła.

REGIMENTARZ

Sawa? Czyś głowę straciła?

Sawa słuszny kawaler, lecz nowy,

Nie wiem nawet, czy szlachcic herbowy?

KSIĘŻNICZKA

Dla mnie: rycerz ukraiński,

A dla was już: pan Caliński.

Na co dokumenta składam

I te kościelne dowody.

A sama do nóg ci padam,

Prosząc przyzwolenia i zgody

Na ślub, który ci oszczędza,

Panie, kościelnych wydatków,

Bo dawno już był dany przez księdza.

REGIMENTARZ

Ty ślubna?

KSIĘŻNICZKA

      Lecz na kształt kwiatków

Jeszcze, panie, niedotknięta...

SAWA

Na co złoży dokumenta.

REGIMENTARZ

do Sawy

Pamiętaj, że z twoją szkodą

Bierzesz gadzinkę nadobną.

Caliński był tu podobno

Kiedyś naszym wojewodą?

SAWA

Tak, panie, dla tych szpargałów

Ojca mojego zabito

I te dokumenta skryto.

REGIMENTARZ

Życzę wam długich zapałów!

Życzę szczęścia...! Pij nektary

Z tej złoconej filiżanki,

A z trwogą... Cóż to za mary?

Wchodzą dwie popadianki, niosąc za końce prześcieradło białe.

POPADIANKA

My ze stepu popadianki

Przyszły z srebrnym darem w ręku,

Szczob tebe o brata Semenku

Prosyły...

REGIMENTARZ

      Na tom ja skałą.

Semenko, wasz brat, nie żyje.

POPADIANKI

odkrywając z prześcieradła śpiącą Salomeę.

Witże, daj ciało za ciało.

REGIMENTARZ

Co widzę...? Białe lilije!

Moja szlachcianeczka trusia?

W srebrnem prześcieradle Salusia!

Patrzaj, Lwie... dzieciątko miłe!

Ach! mogiła za mogiłę!

Oddać im zwłoki kozacze.

LEON

Ojcze! Puść... Niech ją zobaczę.

REGIMENTARZ

Trzymajcie go! Panie Boże!

On na to patrzeć nie może.

POPADIANKI

Bud' szczasływ... że ty nam ciała

Nie odmówił... My szczęśliwe...

No choć twa ręka wspaniała,

To my wspanialej wyrosły,

Bo wam dały ciało żywe

A od was trupa wyniosły.

Wychodzą.

REGIMENTARZ

Co mówicie? Synu! synu!

Patrzaj, kolorek rubinu

Wystąpił z ust bladziuteńki...

Jeden paluszek u ręki

Ruszył się... Słońce w nią wpływa...

Patrzajcie! ach! żywa, żywa!

Żywa w moich rękach... o! widzicie!Podnosi ją w rękach.Moje ukochane dziecię!

W rękach moich żyć zaczyna

Bijąca sercem ptaszyna.

SALOMEA

Co się ze mną biedną stało?

Czy ja w gorączce, czy chora?

Wczora usnęłam z wieczora

I śniłam coś biało... biało...

Przez te dziewczyny spojona,

W krainie jakiejś bez brzegu,

Gdzie jedna tylko na śniegu

Plama... okropna... czerwona...

Ach! strach mówić, com ja śniła!

REGIMENTARZ

W naszycheś ty rękach była,

Ciągleśmy widzieli śpiącą,

Duszkę twoję latającą

Ciągleśmy, panno, widzieli;

Teraz jaśniej nam, weseléj,Że jesteś z nami, dziewczyno!

A nim dwie pory przeminą,

Na świętego klnę Franciszka.

Z weselnego pociągniem kieliszka.

LEON

klękając przed Salomeą.

Narcysie mój...

REGIMENTARZ

      Już różowy!

Już nie narcyz, ale róża.

SALOMEA

Dla mego Anioła stróża

Ten wianuszek zdejmę z głowy,

Bo mię skrzydłami osłonił,

Stał ciągle nad mojem łożem

I narcysem łoża bronił,

Kiedym ja tam spała — z nożem

Skrytym pod moją poduszką.

REGIMENTARZ

Nie myśl o tem, moja duszko...

Wszystko dobrze się skończyło.

A kto tam już pod mogiłą,

Dowiesz się... Jesteś sierotą...

Aleś moją gwiazdą złotą,

Jesteś moją córką drugą,

A syn mój będzie twym sługą,

Choćby na lat sto tysięcy;

Lecz jeśli zechcesz, czem więcéj

Tobie mój chłopczyna będzie.

Ot, daj mu rękę, bo prosi.Salomea rzuca się klęczącemu Leonowi na ramiona.O, tak! Jako dwa łabędzie,

Jeden na swym grzbiecie nosi

Drugiego głowę w upały;

Tak mi dziatek tych dwie pary

Szczęsne za ręce pobrały,

A ja w środku jak dziad stary.

LEON

Błogosław mi, ojcze, z żoną.

REGIMENTARZ

Chodźcie tu na moje łono.

A za te przestrachy senne,

Dziatki, odprawcie nowennęZa dusze w czyścu będące;

A potem niechaj wam płyną

Słodko miodowe miesiące

I raj utracony winą

Odkwitnie; a ja odnowię

Przez obchody bardzo świetne

Te dwa małżeństwa sekretne,

Które wczoraj bym surowie

Karcił, a dzisiaj pochwalam.

SAWA

do Księżniczki.

Więc nie jeszcze?

KSIĘŻNICZKA

      Nie pozwalam,

Aż tę nowennę odprawię.

SAWA

Gołąbku z tęczowym pasem!

To ja pójdę ku Warszawie

I porwę króla tymczasem?

REGIMENTARZ

A wy się już tam kłócicie?

Sawa czegoś jak dziad żebrze!

KSIĘŻNICZKA

Chce mu się miesiąca w cebrze,

Chce się gwiazdy na błękicie.

REGIMENTARZ

do Sawy.

Nie znasz jej — a nie proś ładnie,

To sama ci na nos spadnie.

Sawo, chodźmy do kielicha,

Spłukać z ust proch i krwawiznę.

A weźmy i tego mnicha,

Który się bił za ojczyznę;

Obaczym, czy dobrze pije...

Pierwsze zdrowie: Salomea niech żyje!

A polećmy kraj i siebie

Tej Salomei na niebie,

Której święto nam przypada

W przedostatnim listopada.

1843.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.