drukowana A5
24.53
Mazepa

Bezpłatny fragment - Mazepa


Objętość:
128 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0940-6

OSOBY:

KRÓL JAN KAZIMIERZ.

MAZEPA, dworzanin Króla.

WOJEWODA.

AMELIA, żona Wojewody.

ZBIGNIEW, syn Wojewody z pierwszego małżeństwa.

CHMARA, dworzanin Wojewody.

CHRZĄSTKA, dworzanin Wojewody.

KASZTELANOWA.

Pokojowi królewscy, Szlachta, ludzie Wojewody, Ksiądz, itd.

Scena w zamku Wojewody.

AKT I

SCENA I

Sala oświecona jak na bal.WOJEWODA, ZBIGNIEW, potem KASZTELANOWA.

WOJEWODA

A przy moździerzach trzymać zapalone lonty.

Waść mi, panie Zbigniewie, synu, zajrzyj w kąty,

Czy wszystko jak potrzeba na królewskie gody?Do wchodzącej Kasztelanowej.Mościa kasztelanowo, mam wielkie powody

Cieszyć się, że cię widzę w zdrowiu i w świeżości.

KASZTELANOWA

Jakże mi pięknie zamek wygląda waszmości,

Co lamp! Co pozłotowin! — A gdzie aści żona?

WOJEWODA

Dotychczas nie gotowa i nie przystrojona —

A to mój syn zastąpi ją tu przy asindźce.

Pójdę tymczasem z wieży zajrzeć na gościńce,

Czy się już król nie toczy po drodze lipowej.

Zbigniewie, atentuj się waść kasztelanowej

I baw jaśnie wielmożną.

KASZTELANOWA

do Zbigniewa.

      Waść przyjeżdżasz z Padwy?

ZBIGNIEW

Nie, mościa dobrodziejko, już z wojska.

KASZTELANOWA

      Doprawdy?

Waść w wojsku?

ZBIGINIEW

      Tak, rotmistrzem zostałem pancernym.

KASZTELANOWA

Strzeż mi się waść, bo zaraz zostaniesz niewiernym,

Płochym uwodzicielem, jak wszyscy rotmistrze.

ZBIGNIEW

Broń Boże!

KASZTELANOWA

      Masz oczęta, co się błyszczą bystrze,

Ale coś trochę mgliste i afekcjonalne.

I cóż to jest waćpanu... ot, w pancerz cię palnę

Wachlarzykiem i wszystko serduszko wyśpiewa.

Mówże mi co o Włoszech asińdziej.

Słychać zgiełk za sceną.

WOJEWODA

      Cholewa!

Panie Cholewa, co tam za wrzask? Panie Chmara!

Mości Chrząstko! Czy wszystkich diabli wzięli? — Wiara!

Szablice dzwonią, trzeba iść pacyfikować.

Wychodzi.

SCENA II

ZBIGNIEW, KASZTELANOWA, PAN CHRZĄSTKA wchodząc innymi drzwiami.

CHRZĄSTKA

Gdzie Wojewoda?

KASZTELANOWA

      Chciej nas waść zainformować,

Co to za krzyk?

CHRZĄSTKA

      Zdarzenie, mościa dobrodziejko,

Bardzo smutne.

KASZTELANOWA

      A powiedz że?

CHRZĄSTKA

      Bryka za bryką

Wjechała na dziedziniec, mościa dobrodziejko.

Z tych bryk wysiadło szlachty, panów co niemiara.

Jednych prowadził pan marszałek ziemski Szczara,

Lubomirszczyk zajadły, rokoszanin, śmiałek;

Drugim pan Olgopolski przywodził, marszałek,

Babińcowym nazwany, bo trzyma z królową.

Zeszli się, mościa pani, przed bramą zamkową

Owi dwaj marszałkowie, a każdy jak patronCaudy swej przyjacielskiej, amicus i matron.

KASZTELANOWA

Proszę Waćpana, nie leź w łacinę jak w błoto.

CHRZĄSTKA

Obu więc tym marszałkom przeciwnym szło o to,

Który z nich krok najpierwszy ma mieć do przedsienia;

Lecz jako oba grzeczni, więc bez ubliżenia

Jeden drugiemu, oba, mając czapki w rękach,

Nuż się kłaniać, we dwoje giąć się, jak na mękach;

Próżno obu łysiny mroził księżyc chłodny,

Jeden krzyczał: niegodny — i drugi: niegodny!

I byłyby na wieki trwały te respekta,

Gdyby jeden z baczących na te kontrefektaJezuickiej grzeczności nie był krzyknął z brzucha:

A weźże, panie Szczara, krok i nakryj ucha.

Co słysząc Olgopolski, jak piorun z obłoku

W bramę — co widząc, równie accelerans kroku

I pan Szczara uczynił. — Waćpani się spytasz,

Co się stało? Jak razem wstąpili w korytarz,

Tak i razem ugrzęźli, brzuch z brzuchem, nos z nosem;

Próżno ich szlachta częstym szturchańcem i głosem

Podżega i na dalsze zaprasza pokoje —

Nie mogą — więc myśl wzięto seccare na dwoje

Zaciętych inimicos, więc błysnęły szable.

Jako więc w ciasnym porcie dwa wielkie korabie,

Które fortunam niosą przed burzliwym gromem...

WOJEWODA

za sceną.

Rozbić mur, niechaj wejdą Ichmoście wyłomem.

Panie Chmara! Rozwalić mur.

KASZTELANOWA

      O! Krotochwila.

Chrząstka wychodzi.

SCENA III

ZBIGNIEW, KASZTELANOWA, wchodzi AMELIA.

KASZTELANOWA

Cóż to jest za dzieweczka? Ze skrzydeł motyla

Trzewiczki ma; na głowie bez żadnego fiocha.

ZBIGNIEW

To, mościa dobrodziejko, jest moja macocha.

KASZTELANOWA

Ta młodziutka? To jeszcze dziecko!Do Amelii.

      A proszę cię,

Bądźże mi przyjaciółką, moje piękne dziecię.

Uważaj mnie jak swoją. — Cóż? Jaka ty ładna!

A to, panie Zbigniewie, cud! Z sąsiadek żadna

Nie wyrówna. Nie płoń się, starej wolno mówić.

Trzeba ci było muszek wiosennych nałowić,

Oberwać im skrzydełka i upstrzyć twarzyczkę.

Nadto białą we włosach zatknęłaś różyczkę,

Nadto białą. To jeszcze dzieciątko niewinne.

Panie Zbigniewie, czy masz respekta powinneDla takiej młodej matki? Jakże wy z nią razem?

To dziwnie, waszeć mi się zdajesz zimnym głazem,

Atentujże się wasze tej młodziutkiej matce.Do AmeliiTobie tu jak białemu gołębiowi w klatce:

Ten zamek bardzo smutny, tobie trzeba słońca.

Cóż — czy cię nudzi starej gawęda bez końca?

Powiem ci coś miłego: tu z królem przybywa

Pan Mazepa.

AMELIA

      Któż to jest?

KASZTELANOWA

      Jak to, nieszczęśliwa!

Ty nigdy nie słyszałaś o panu Mazepie?

AMELIA

Nie, mościa dobrodziejko.

KASZTELANOWA

      Ja ciebie oślepię,

Jak ci zacznę o złotym mówić sowizdrzale,

A może twoje czyste serduszko rozpalę

Ogniem nieugaszonym. — Obaczysz go sama.

Serce jego otwarte jak przejezdna brama,

Jedna wjeżdża, a druga wyjeżdża za wrota.

Spojrzenia jego na kształt kowalskiego młota,

Ciągle w biedne serduszka uderzają, tłuką

Na miazgę. Niech to będzie asińdźce nauką.

Walą z dział.

AMELIA

O Boże, król!

KASZTELANOWA

      Nim wejdzie, mamy czasu dużo,

Tam na ganku pan Pasek, z powagą papużą

I z wielkim stał papierem — Ba! To mówca śliczny,

Przygotował dla króla wiersz makaroniczny.

O czym że ja mówiła, mościa dobrodziejko?

Ha — otóż paź Mazepa — jeszcze mu czuć mleko

Pod nosem, a już o nim tyle rzeczy plotą.

SCENA IV

CIŻ SAMI.Mazepa włazi oknem nie widziany przez aktorów.

KASZTELANOWA

Wystaw ty sobie, co to za sowizdrzał! Co to

Za urwis ten Mazepa.

MAZEPA

na stronie.

      Ba, tu o mnie mowa.

KASZTELANOWA

Wystaw sobie, co to jest za przewrotna głowa!

Co to za wróg niewieści! Węża wziął za godło.

Paź kochanek włosami kazał wypchać siodło.

MAZEPA

kłaniając się kasztelanowej, nagle.

Fałsz, mościa dobrodziejko, proszę nie dać wiary.

KASZTELANOWA

Jakże tu pan przyszedłeś?

MAZEPA

      Z księżycem przez szpary.

Lecz w czas przychodzę bronić własnego honoru.

KASZTELANOWA

Lecz jak tu pan przyszedłeś?

MAZEPA

      Jak motylek dworu

Przez okno, mościa pani.

KASZTELANOWA

      Ba, kłamcy masz minę;

Okno wysokie.

MAZEPA

      Z włosów mam różnych drabinę.

KASZTELANOWA

Z włosów kochanek?

MAZEPA

      Tak jest.

KASZTELANOWA

      Lecz czemuż przez szyby,

Nie przez drzwi?

MAZEPA

      Bo we drzwiach jest pan Pasek, niby

Cerber z trzema głowami — krew się w żyłach ścina,

Co jedna skończy mówić, to druga zaczyna.

Myśląc, że to się nigdy nie skończy — uciekłem.

KASZTELANOWA

Już ja widzę, że Waćpan ten dom zrobisz piekłem,

Że tu Waćpan przez okno wniesiesz niepokoje.

MAZEPA

Skądże tak zła opinia?

KASZTELANOWA

      Ja bardzo się boję

Waszej niestateczności. — Niech nas Bóg ochrania,

Waszeć nigdy nie możesz być bez zakochania;

Lecz tutaj warto by się rozkochać ze skruchą.

Jak się zakochasz, to mi powiesz w kim na ucho,

Ja stara cię nie zdradzę.

MAZEPA

z ręką na sercu

      Paź aśćkę przekona.

SCENA V

CIŻ SAMI, KRÓL, WOJEWODA i wiele szlachty.

WOJEWODA

Oto jest, najjaśniejszy panie, moja żona,

Która ci się pokornie do kolan uniży.

A to — kasztelanowa Robroncka ze Spiży.

A to mój syn jedynak, twej potencji sługa.

KRÓL

Cóż to? Paź tu?

MAZEPA

      Oracja była bardzo długa,

Nie chciałem się rozczulić, wnet mi oczy mokną,

Wszedłem przez okno...

KRÓL

      Strzeż się wylecieć przez okno.

MAZEPA

W szczęśliwsze pozwól, królu, ufać horoskopy.

KRÓL

do Wojewodziny.

Pani, racz mi dać rękę. — Te ogniste stropy

Prawdziwie empirejskim zdają się obłokiem,

A ty, wojewodzino...

Kończy do ucha komplement.

WOJEWODA

      Za królewskim krokiem,

Mości panowie, proszę — proszę — bardzo proszę.

Wychodzą wszyscy, oprócz Mazepy, na dalsze pokoje.

SCENA VI

MAZEPA

sam.

O! Dziwny świat! Ten młody rotmistrz, przy macosze

Tak cudownej, a zimny jak lód się wydaje,

Gdy ja, ledwom ją ujrzał, już mi serce taje...

Już chciałbym albo żyć z nią, albo umrzeć dla niej.

Mościa kasztelanowo, o! Zgadłaś waćpani,

Że tu przyjdzie w miłości zapisać się wiecznik.

Zacznę jak słońce, może skończę jak słonecznik,

Ona mi będzie serce obracać oczyma.

Wojewoda wchodzi.

WOJEWODA

Cóż to — czy mój stół żadnych względów nie otrzyma,

Proszę, wielmożny panie, nie pogardzaj strawą.

Mazepa kłania się i odchodzi.

SCENA VII

WOJEWODA, CHMARA.

WOJEWODA

Panie Chmara, w ogrodzie czy od lamp jaskrawo?

CHMARA

Już się palą.

WOJEWODA

      Wyłamać zaraz tę przegrodę.

Niechaj król zobaczy dobrze w zamku Wojewodę.

Niechaj mu będzie jasno — cóż — wyjąć tę ścianę.

Ludzie wyjmują ścianę w głębi teatru, pokazuje się ogród iluminowany.To pięknie? Czy tam wszystkie rozkazy wydane?

Czy włość pije, mospanie, czy upiekli wołu?

CHMARA

Wszystko, panie.

Wchodzi p. Pasek.

PAN PASEK

      Jegomość król wstaje od stołu,

Już kazał sobie podać z nalewką miednicę.

WOJEWODA

Panie Pasek, każ urżnąć polskiego muzyce.

Rozchodzą się w różne strony, wojewoda idzie do króla.

SCENA VIII

Muzyka gra poloneza — Król wchodzi w pierwszej parze, prowadząc Wojewodzinę — Za nim paź Mazepa z Kasztelanową, potem opodal Zbigniew z jakąś panią. — Wojewoda na końcu.

KRÓL

do Amelii.

Pani Wojewodzino, to królewskie gody.

Jeśli wola, pójdziemy kołem przez ogrody?

AMELIA

Sługa waszej królewskiej mości.

KRÓL

      Proszę w ślady.

Polonez wychodzi do ogrodu.

KASZTELANOWA

przechodząc, do Mazepy.

A Waćpan się już kochasz?

MAZEPA

      Już.

PIERWSZA Z PAŃ

do Zbigniewa.

      Jak Waszmość blady.

ZBIGNIEW

Mościa pani, zapewne takim byłem wczora.

Wychodzą. Polonez wraca z ogrodu. Król puszcza rękę Wojewodziny, wszystkie pary rozłączają się.

KRÓL

Wielmożne panie, proszę iść same, gąsiora.

A teraz nowym wszystkich wyborem zaszczycić.

Kasztelanowa bierze rękę Króla — inne panie wybierają tancerzy — Amelia zostaje na przodzie sceny, a paź z boku — polonez cały wychodzi — i bal przenosi się dosal dalszych.

SCENA IX

AMELIA, MAZEPA.

MAZEPA

na stronie.

Udało mi się żadnej ręki nie uchwycić

I zostać z nią sam na sam... Piękności cudowna!

Owiała mnie przy tobie trwoga niewymowna,

Jak w miejscu świętym.

AMELIA

do siebie.

      Tak mi coś na sercu smutno!

MAZEPA

na stronie.

Niespokojnością jestem dręczony okrutną.

Jak tu zacząć?Do Amelii.

      Czy wolno panią prosić w tany?

AMELIA

Niech pan wybaczy.

MAZEPA

      Więc nie?

AMELIA

      Nie.

MAZEPA

      Głosek twój szklany

Wyuczył się harmonii od leśnych słowików;

Oczy twoje z błękitów całe i z promyków

Od gwiazd się nauczyły być tak błękitnymi,

I tak zawsze, tak prosto zlatywać ku ziemi.

Pozwól mi głos usłyszeć i zobaczyć oczy,

Bo pomyślę, żeś gniewna. Ty drżysz? Nikt nie wkroczy,

Wszyscy za królem ciągną po zamku. My sami.

O! To kraj dziwny! Tu są niebianek ustami

Róże zamknięte, nie chcą otworzyć się całe...

Widzę na ustach uśmiech... Muszę oczy śmiałe

Odwrócić, bo mnie twoich brwi mignienie zgubi.

AMELIA

Nie wiem, czy Waszmość wiejską prostotę polubi,

Ale muszę mu wyznać, że ta jego mowa

Wcale mi się nie zdaje...

MAZEPA

      Bywaj pani zdrowa,

Jeślim obraził...

AMELIA

      O! Nie.

MAZEPA

      Idę — i w łeb strzelę.

AMELIA

Tak żartować!

MAZEPA

      Bynajmniej — jak sobie podchmielę,

Gotów jestem na wszystko, idę pić z rozpaczy.

AMELIA

A potem?

MAZEPA

      Potem pani z okna mnie zobaczy

Strzelającego sobie w łeb.

AMELIA

      Pan stroi żarty.

MAZEPA

Cóż mam robić na świecie? co? — czy grać drużbarty,

Albo z królem odmawiać litanije smętne?

Ot — nie mam już w nic wiary, serce moje mętne —

Ciebie bym jeszcze, pani, wziął za spowiednika,

Boś podobna do świętej — ty słuchasz słowika,

A ja mam więcej, pani, z tobą do mówienia.

A ty mnie słuchać nie chcesz.Do siebie.

      Już się zarumienia,

Dobry znak.Głośno.

      O! Niebieska, bądź świętą osobą!

Tylko mi się ty pozwól spowiadać przed sobą;

Ja mam wiele na sercu ciążącej spowiedzi.

Pod oknem twem pewnie jaki ptaszek siedzi

I przez całą noc śpiewa piosnkę nieudolną;

Czyliż mi dziś słowika zastąpić nie wolno?

Czy to gniew twój obudzi?

AMELIA

      O, Boże! O, Boże!

MAZEPA

Jam się rozpytał dobrze o wszystko we dworze.

Wiem, że twój balkon brzozą płaczącą okryty.

Lilijami ubrany.

AMEMIA

      Pan nie jesteś skryty,

Gdy się do roli szpiega przyznajesz tak snadnie.

MAZEPA

Tak, jestem bez honoru.

AMELIA

      Pan tu w przepaść wpadnie.

Ja mam obrońcę, ja tu będę obroniona.

MAZEPA

Lecz pani będziesz tego żałować, kto skona.

AMELIA

Próżne słowa, tak błaho nikt życia nie traci

I bez żadnej nadziei.

MAZEPA

      W twej drżącej postaci

Wiele dla mnie nadziei.

AMELIA

      Żadnej nie ma — żadnej.

Odchodzi.

SCENA X

MAZEPA, potem KASZTELANOWA.

MAZEPA

Już się jak rybka wędki uchwyciła zdradnej,

Przysięgnę, że się z okna dziś do mnie wychyli.

Resztę uczyni diabeł.

Wchodzi Kasztelanowa.

KASZTELANOWA

      A gdzież to wy byli,

Mój panie dworzaninie? Z kim się to gwarzyło?

MAZEPA

Z nikim, wielmożna pani.

KASZTELANOWA

      Serduszko się wpiło

Jak kleszcz! Ja ci coś powiem — jestem tu na oku.

Widziałam, jak was Zbigniew wypatrywał z boku;

Strupiałbyś, panie paziu, gdybyś go zobaczył,

Bo tak wyglądał, jak trup. — Żeby Waszmość raczył

Podać mi do powozu rękę.

MAZEPA

      Już cię tracę,

Mościa kasztelanowo?

Daje rękę i wyprowadza Kasztelanową.

SCENA XI

ZBIGNIEW i WOJEWODA, który przez cały ciąg sceny wyprowadza gości z czapką w ręku i kłania się nisko.

ZBIGNIEW

      Serce mi kołace,

Jakbym miał omdleć. — Tutaj stała nieruchoma —

On gadał do niej, trwoga w niej była widoma.

O czym on do niej mówił? Jakimi wyrazy?

Ona się odwróciła, widziałem, dwa razy,

Jakby z niespokojności — trzebaż mi się było

Pokazać? — Ten dom będzie paziowi mogiłą.

WOJEWODA

Gasić światła! Król się pan ma ku spoczynkowi.

Wychodzi.

ZBIGNIEW

I niktże mi tu z duchów litosnych nie powie,

O czym oni gadali. Nie, ja spać nie będę;

Pójdę, aż się tych myśli dręczących pozbędę,

Ukołysany nocną cichością w ogrodzie.

Jeśli usłyszy — ona mnie pozna po chodzie

I przypomni, że jestem na świecie. O! Męka.

Wychodzi.

SCENA XII

Inny pokój w zamku.KRÓL, WOJEWODA z pochodnią, MAZEPA, POKOJOWI KRÓLEWSCY.

KRÓL

A niechże Waszmość przecie przede mną nie klęka.

WOJEWODA

Król się pozwoli rozzuć.

KRÓL

podnosząc go z ziemi.

      Waść zanadto czyni,

Prosimy cię, zostaw nas nocnej monarchini

Dyjanie, co w te szyby zamierzchłe zagląda,

Sam się ku spoczynkowi miej; Morfeusz żąda

Ofiary po ofierze Bachusa.Wojewoda kłania się i odchodzi.

      Bóg z wami.

Pokojowce królewscy odchodzą.

SCENA XIII

KRÓL, MAZEPA.

KRÓL

Podaj mi brewiarz. Niebo iskrzy się gwiazdami.Ave Maria gratias plena. — Mazo!

MAZEPA

      Panie!

KRÓL

Czy wiesz acan, gdzie tutaj śpią moi dworzanie?

MAZEPA

Na lewo.

KRÓL

      A pan zamku?

MAZEPA

      Nie wiem.

KRÓL

      Toś kiep.

MAZEPA

      Zgoda.

KRÓL

Ave Maria. — Nie wiesz, gdzie śpi wojewoda?

MAZEPA

      Nie wiem.

KRÓL

      Toś wielki dureń.

MAZEPA

      Już drugi raz słyszę.

KRÓL

      A ty gdzie śpisz?

MAZEPA

      Ja nie śpię.

KRÓL

      A coż robisz?

MAZEPA

      Piszę

Dzieje twe, miłościwy panie.

KRÓL

      Sowizdrzale,

Historiografie.

MAZEPA

na stronie,

      Bogdajś pękł, ex-kardynale.

KRÓL

Co waść mruczysz?

MAZEPA

      Nic, wiersze.

KRÓL

      Ba, ja się założę,

Że ty masz jaką schadzkę po nocy.

MAZEPA

      Być może.

KRÓL

Ja wiem pewnie. Waść gadał już z wojewodziną.

MAZEPA

Chwaliłem przed nią waszą królewską mość.

KRÓL

      Ino

Mów prawdę. Waść ją będziesz widział dzisiaj jeszcze?

MAZEPA

Jak tylko serce moje gdziekolwiek umieszczę,

To mi król miłościwy wnet zajrzysz.

KRÓL

      Nie zajrzę

Bynajmniej.

MAZEPA

      Wnet przeszkadzasz mi, królu...

KRÓL

      A dajże

Mi święty pokój, głupcze! Tak mi trąbisz w uszy,

Że aż uciekam...

Bierze na siebie płaszcz Mazepy zostawiony na krześle, i kapelusz Mazepy kładzie na głowę.

MAZEPA

      Królu! To mój płaszcz.

KRÓL

      Bez duszy!

Chcesz, żebym dostał febry, bez płaszcza, po rosie.

MAZEPA

Król miłościwy, wszakże masz swój.

KRÓL

      Co? Młokosie,

Chcesz, żeby mnie po nocy, w królewskiej odzieży,

Poznało zaraz całe wojsko nietoperzy

I oddawało winne królewskie honory?

Cóż, Mazo, waść nie jesteś na gorączkę chory;

Jeśli mnie płaszcz zarazi czym, to głupstwem chyba.

Czekaj tu waść.

Wychodzi do ogrodu.

SCENA XIV

MAZEPA

sam.

      Niech diabli wezmą tego grzyba!

Jemu to w pazia płaszczu po księżycu chodzić,

I pod oknami marznąć — i niewiasty zwodzić!Ortodoxus! Przeklęty Ortodoxus! Ckliwy!

Wszak jeszcze wczora włos mu wyrywałem siwy;

Poczekaj! Drugi raz mnie nie złapiesz tak snadnie.

Dalibóg, że mu w moim płaszczu bardzo ładnie,

Gotowa jeszcze okno otworzyć.

SCENA XV

KRÓL wraca ze szpadą dobytą, ranny w rękę. MAZEPA.

KRÓL

      Nędzniku!

MAZEPA

Królu!

KRÓL

      Zdrajco bezczelny.

MAZEPA

      Skądże tyle krzyku?

KRÓL

Waść mnie posłał na zgubę.

MAZEPA

      Ja?

KRÓL

      Zbójcę nasadził.

MAZEPA

Przysięgam, miłościwy panie...

KRÓL

      Waść mnie zdradził...

MAZEPA

Co widzę? Najjaśniejszy pan masz krew na dłoni!

KRÓL

Wytłumacz się, urwisie! Niech się waszeć broni,

Będziesz waść ukarany. — Ledwom dał dwa kroki,

Jakiś olbrzym wypada, jak sosna wysoki,

Z szablą dobytą — i wnet, nuż rąbać na ślepo;

Krzycząc: podły Mazepo! tchórzu ty Mazepo!

Nie będziesz ty mi więcej po księżycu łaził.

MAZEPA

I król go nie zabiłeś?

KRÓL

      On mnie nie obraził,

On waści lżył — a mnie co do tego, mospanie?

MAZEPA

Lecz on ranił królewską dłoń — i znak zostanie.

KRÓL

Bogdajeś pękł! — to wszystko ja cierpię za waści.

MAZEPA

On widział, że król, jego uchodząc napaści,

Zostałeś ranny?

KRÓL

      Widział... krew ciekła z oszczepa,

A mój ludojad krzyczał: jaki tchórz Mazepa,

Ranny już, a spod szabli jak łajdak uchodzi.

MAZEPA

I król go nie zabiłeś?

KRÓL

      A cóż to mi szkodzi,

Że ktoś waści nazywa tchórzem?

MAZEPA

      W żaden sposób...

KRÓL

Injurie takie zawsze należą do osób,

Do których wymierzone są i do nazwiska.

MAZEPA

Lecz jutro, miłościwy panie, krew odzyska

Swoje prawa.

KRÓL

      Co? Jakie krew odzyska prawa?

MAZEPA

Jutro nazwisko tchórza weźmie ręka krwawa.

KRÓL

Co ty mówisz?

MAZEPA

      Racz o tym pomyśleć raz drugi.

KRÓL

Idź waść i obudź moje pokojowe sługi.

Pakować się — ja jutro wyjeżdżam przed słońcem.

Przeklęta noc!

MAZEPA

      Przeklęta noc!

KRÓL

      I koniec końcem

Wyjedziemy.

MAZEPA

      I koniec końcem, wyjedziemy.

KRÓL

Ten zabójca rozpapla...

MAZEPA

      Nie musi być niemy.

KRÓL

Przeklęta noc!

MAZEPA

      Injurie należą do osób...

KRÓL

Co ty mruczysz?

MAZEPA

      Ot! Panie, wynalazłem sposób.

Aby tu zostać jutro.

KRÓL

      Ba! To rzecz ciekawa?

MAZEPA

Jutro nazwisko tchórza weźmie ręka krwawa.

KRÓL

No, i cóż? Jakże waszeć mój honor obroni?

MAZEPA

bierze szpadę króla i sam siebie w dłoń rani.

Oto mi, królu, patrzaj, krew trysnęła z dłoni.

KRÓL

ściskając go.

Dziecko moje kochane.

MAZEPA

      Cóż jest w tej zadzierce!

Ja bym się może, królu, dla niej ranił w serce.

AKT II

SCENA I

Galeria z arkadami otworzonymi na ogród.KRÓL, WOJEWODA.

KRÓL

Mój mości wojewodo! To rzecz nie do wiary,

Paź napadnięty.

WOJEWODA

      Niech mnie położą na mary,

Jeśli ja co rozumiem, Najjaśniejszy Panie,

W tej gmatwaninie.

KRÓL

      Niech to już tak i zostanie.

A waszeć, wojewodo, nie wdawaj się w śledztwo.

WOJEWODA

Co? Miłościwy panie, moje tu ślachectwo

Na szwank jest wystawione, assasynium w domu.

KRÓL

No, przecież się nie stało wielkie zło nikomu,

Paź tylko przywileju wietrznika nadużył

I oberwał, mospanie, to, na co zasłużył;

Dobrze mu tak, niech ładnym się oczkiem nie wabi.

No — cóż tak, wojewodo, dumasz?

WOJEWODA

      Wabik babi,

Ten paź, może się strasznie oparzyć. Mopanek

Niechaj się strzeże, niech tu nie szuka kochanek.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.