drukowana A5
23.65
Maria Stuart

Bezpłatny fragment - Maria Stuart


Objętość:
120 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0939-0

OSOBY:

MARIA STUART, królowa Szkocji.

HENRYK DARNLEJ, mąż Marii Stuart.

MORTON, kanclerz.

RIZZIO.

BOTWEL, kochanek Marii.

DUGLAS.

LINDSAY.

PAŹ Marii Stuart.

NICK, błazen Henryka.

ASTROLOG.

Scena w pałacu Holy Rood.

AKT I

SCENA I

Sala w pałacu Holy Rood,MARIA STUART, RIZZIO, PAŹ.

PAŹ

wbiega prędko.

Smutne wieści przynoszę, posłuchaj, królowo,

Od dawna cię znieważa płochy lud stolicy;

Dziś jeszcze byłem świadkiem, jak zniewagę nową

Wyrządził twym pałacom, królewskiej kaplicy.

Dziś, królowo, nad rankiem, za ogrodu murem

Ujrzałem piękne maski, orszak Robin Hooda:

Tłum tancerzy z dzwonkami, Tuck z czarnym kapturem

Mały Janek i strzelce i Marianna młoda,

Biała jak kość słoniowa, wesoła dziewczyna.

Szedłem z dala za tłumem; wtem zgraja wesoła

Staje — ucichły dzwonki — tłoczy się dokoła;

Jakiś człowiek nieznany grozi, napomina,

A potem wszedł do domu na rogu ulicy.

Wszyscy się uciszyli... Znów ten człowiek blady

Stanął w oknie i z okna jak na kazalnicy

Przeciwko tobie, pani, lud budził do zdrady.

RIZZIO

Poznałem z opisania, to był Knox, królowo;

Dzień i noc wiecznie z okna przemawia do ludu,

Lud modli się i słucha, w każde wierzy słowo,

I słuchając, z ust Knoxa oczekuje cudu.

Ten człowiek chrześcijańskie podaje nauki;

Raz wskazał na ten pałac i rzekł głosem gromu:

Zburzcie! Zburzcie to gniazdo, a odlecą kruki!

Jak Papież klątwy rzuca na świat z okien domu,

A lud się jak świętemu kłania obrazowi.

PAŹ

Królowo! Śmielsi z ludzi do zbrodni gotowi

Wpadli do twej kaplicy z dzikimi okrzyki;

Gniazdo papistów! Krzyczą, obdzierają ściany,

Niszczą obrazy, palą, unoszą świeczniki.

Wtem patrzę, oto w szaty kościelne przybrany

Na ołtarzu stał trefniś Darnleja — i śmiele

Jak ksiądz zaczął kazanie w święconym kościele.

Lud wesoło bluźnierczym odpowiadał śpiewem,

A błazen skarby święte unosił bez braku.

Dobyłem miecza zdjęty rozpaczą i gniewem,

Rzucam się, spadły dzwonki na błazna kołpaku.

Może krew popłynęła? Nie wiem — lud się tłoczył,

Okolił mnie orężem — o ścianę oparty

Miałem ulec — wtem Botwel z królewskimi warty

Przybył — ocalił pazia, kaplicę otoczył.

MARIA

Rizzio! Słyszałeś? Sama — sama więc na tronie,

Opuszczona od wszystkich, lud mnie nienawidzi;

Ów Knox śmiało urąga kobiecej koronie,

Takżem to nisko spadła? Przeklina mnie, szydzi,

Rozdzierają to serce. Wszak dziś jeszcze rano,

Dziś się za nich modliłam! Czyliż moja wiara

Tak różna od ich wiary? O Szkocjo!...

RIZZIO

      Przestaną!

Przestaną cię obrażać — zasłużona kara

Spadnie na tych zbrodniarzy. Tak, pozwól, królowo;

Paziu, pisz rozkaz — niechaj schwytani na zbrodni

Opłacą przewinienie więzieniem lub głową.Paź bierze pióro i siada nad kartą pergaminu.Pisz rozkaz, przewinili, litości niegodni.

Wszystkich bym jednym stosu ogarnął płomieniem.

MARIA

Cały lud byś wytępił? Jaka zemsta dzika!

Lud mnie zdradza.

PAŹ

pisząc.

      Królowo! Czyliż z twym imieniem

Połączę imię twego małżonka Henryka?

I dam mu tytuł króla?

MARIA

      Tak, wszak zawsze razem

Pisałeś jego imię. Nie, czekaj — co czynię?

Może lud działał zgodnie z Henryka rozkazem,

Wszak jego trefniś luby sam przewodził w gminie?

Nie pisz imienia króla — ja jestem królową!

Rizzio! Co myślisz? — nie wiem — może się obrazi?

Pierwszy czyn przeciw męża; opuszczone słowo

Struje szczęście domowe, dni pogodę skazi.

Ja mu dawałam tytuł króla w dni szczęśliwe,

Nieraz koroną jego dotykałam czoła.

RIZZIO

Królowo! Ty masz lice i serce anioła!

I czemuż siejesz kwiaty na tak dziką niwę?

Widziałem słońce, kiedy na obłoków tronie

Tonące w Tybrze patrzy na krzyż Rzymu złoty;

Ty jesteś jak to słońce, twój tron w falach tonie,

Lud cały już zatonął w obłędach ciemnoty;

Ty jedna wzniosłym czołem widzisz światło wiary.

Królowo! Zbrodnia czeka zasłużonej kary,

A cnót przyćmionych kiedyś znajdą się obrońce,

Kto jak słońce zagasa, wstanie jako słońce.

MARIA

Wiara każe przebaczyć.

RIZZIO

      Bóg ma kary w niebie,

Jesteś na tronie, karać od Boga masz prawo.

Obojętność twe imię okryje niesławą,

Obudź śpiące uczucia, lud patrzy na ciebie

Jak na zgaszoną lampę, trzeba w lampy łonie

Zapalić jasny świecznik, niech błyska i płonie.Do pazia, który skończył pisać i wstaje.Skończyłeś, paziu? Dobrze, zawołaj rycerza,

Który dziś straż odbywa.

Paź wychodzi.Wyrok swój usłyszą.

Niech straszny piorun zemsty na zdrajców uderza.

Jak pióra, co na mojej głowie się kołyszą,

Zadrżą przed tobą, do nóg twoich się uchylą.

SCENA II

MARIA, RIZZIO, DUGLAS, PAŹ

MARIA

Witam ciebie, Duglasie, niedawno, przed chwilą,

Widziałam tu Mortona w bramie pałacowej.

Nieś mu ten rozkaz, trzeba pieczęci kanclerza.Duglas odbiera pismo z rąk królowej, przegląda ja i czeka.Cóż to? Wszak posłuszeństwo jest cnotą rycerza,

Śmiałżebyś w nim ubliżyć kobiecie? Królowej?

DUGLAS

Królowej? O nie, Duglas nie zna zdrady cienia.

Lecz wybacz, pani — oto na tym pergaminie,

Pewnie skutkiem pośpiechu, w tak nagłej godzinie.

Braknie tytułu króla, Henryka imienia.

Twego małżonka święta dla ludu osoba,

Imię z twoim imieniem zawsze było w parze;

Wybacz śmiałości mojej, może się podoba

Sprostować błąd?

RIZZIO

      Królowa nie błądzi, gdy każe.

DUGLAS

ze wzgardą.

Niech z samych ust królowej otrzymam odprawę,

Czekam jej odpowiedzi.

MARIA

      Spełń rozkaz.

DUGLAS

zapalając się.

      Na Boga!

Wstrzymaj, pani! O! Wstrzymaj te rozkazy krwawe!

Królowo! Chceszże, aby krwią zalana droga

Wiodła do twego tronu? Do tronu kobiety?

I niezgody pochodnia na królewskim dworze,

Nie wiem, kto ją zapalił? jakiś wróg ukryty.

Albo ją wiatr francuski roznieca przez morze.

Słowa wyroku wzięte z weneckiego śpiewu,

Z barkaroli harfiarza, lub z hymnów Papieża.

Więc aż w Szkocji je słychać... pragną krwi rozlewu!

Ktoś umie radzić, może zastąpi kanclerza,

Może zostanie...

MARIA

      Dosyć! Pamiętaj, Duglasie!

Mnie twoje płoche słowa obrazić nie mogą,

Lecz pamiętaj, pobiegłeś nierycerską drogą,

Możesz stracić ostrogi, lub ozdobę w pasie...

A gdy pieczęć upuści dłoń Mortona drżąca,

Może ją weźmie ręka, co o struny trąca.

Jestem królową...

DUGLAS

      Przebóg! Ja stracę ostrogi?

Zetrze się z nich pozłota — żelazo zostanie,

Ani je podstępnymi zdobywałem drogi,

Nie dała mi ich harfa, nie dało śpiewanie,

Nie wziąłem — nie znalazłem ich u stopni tronu,

Gdziem je zyskał, powiedzą pola Albionu:

Winienem je potyczkom i niespanym wartom,

Szczycę się długim przodków szlachetnych poczetem,

A wszyscy! — wszyscy! mieczem służyli Stuartom.

RIZZIO

Pozwól — nieraz Stuartom służyli sztyletem...

DUGLAS

O nędzny! Coś wymówił? Co słyszałem? Boże!

Ha! Więc znasz, jak Duglasy mścili swej zniewagi?

Mścili się na Stuartach, na królewskim dworze,

Na kimże ja się zemszczę? — lalka, bez odwagi,

Oto trefione włosy i różane lice:

Przystąp tu, małe dziecko — rzucam rękawice!Rzuca rękawicę.Podnieś — jeśli ją podnieść, dźwignąć jesteś w stanie.

RIZZIO

podnosząc.

Podnoszę... Z mojej strony, oto masz wyzwanie.Bierze kwiaty leżące na stoliku przed królową i rzuca je pod nogi Duglasowi.Podnieś, gdy lubisz kwiaty — ta broń nam przystoi

Tu, w obliczu królowej...

MARIA

do Rizzia.

      Z mojego rozkazu

Odrzuć tę rękawicę...

RIZZIO

      Rzucam, nie mam zbroi,

I nadto ciężka — dłoń ma nie sprzyja żelazu...

Daj mi wachlarz, królowo!...

DUGLAS

z wściekłością.

      Jeszcze raz znieważył,

Odrzucił rękawicę... Królowo! Królowo!

Znajdę go, pod zasłoną znajdę go tronową,

Już nie zaśnie pod dachem, gdzie pożar rozżarzył.

Przysięgam, ścigać będę... Nie zechce się bronić?

Zostanę podłym zbójcą, pójdę za nim w ślady;

Ścigając wiecznie, kiedyś zdołam go dogonić.

Znajdzie mnie tu, w pałacu, gdzie śmiał szerzyć zdrady,

Znajdzie mnie u podwoi, w ogrodach, w kościele,

Znajdzie na dworze Francji, przed tronem Papieża,

Choćby mu się słał u nóg, jak się teraz ściele,

Wyrwę go — tu przysięgam! przysięgą rycerza...Zimno, ze wzgardą.Kiedyś, królowo... kiedy dworem okolona

Rzucisz na chwilę tronu ciężar i zgryzoty,

Gdy się będziesz uśmiechać — stanę pośród grona,

A naśladując dworzan uśmiech i zaloty,

Podam ci ten kwiat — we krwi!...

MARIA

      Rizzio! Chodź z tej sali.

Widzisz, Duglasie! Jestem ze Stuartów rodu,

Umiem pogardzać.

Odchodzi. Rizzio idzie za nią, ale potem wraca.

RIZZIO

      Jutro — w chłodnikach ogrodu

Czekam ciebie, Duglasie, i na ostrzu stali

Znajdziesz śmierć, albo zemstę.

Odchodzi śpiesznie za królową.

SCENA III

DUGLAS

sam.

      Jutro — dzięki tobie!

Zdjąłeś mi przecie z czoła czarny srom zniewagi;

Mam czekać jutra — jutro zaśniesz w cichym grobie...

Któżby się po nim tyle spodziewał odwagi?

Tak się lękliwy zdawał?... nawet drżącą dłonią

Rzucał pod nogi kwiaty — gardził?... być nie może,

Żeby Duglasem wzgardził! On wie — śmiercią grożę...

Zamyślony, spokojniej.

Lecz czy ten podły harfiarz umie robić bronią?...

Czuję, nie mógłbym w piersi odkryte uderzyć...

Dam Włochowi miecz dłuższy doświadczonej mocy,

Krótszemu mogę zemstę honoru powierzyć,

Oby już noc nadeszła — chciałbym zasnąć w nocy,

Uśpionemu czas prędko przeleci jak chwila,

Kiedy się zbudzę — będzie już jutro na niebie.

SCENA IV

DUGLAS, MORTON, wchodzi.

DUGLAS

Witam, wielki kanclerzu, właśnie szukam ciebie;

Obacz, jako małżeńska miłość się przesila,

Gdy się piękny głos harfy rozchodzi na dworze.Daje rozkaz królowej.Przyłóż pieczęć.

MORTON

przeglądając pismo.

      Gdzież Henryk — o nim ani słowa?

Ja mam przyłożyć pieczęć — jeśli nie przyłożę,

Królowa powie na to...

DUGLAS

      Mówiła królowa:

Jeśli pieczęć upuści dłoń Mortona drżąca,

Może ją weźmie ręka, co o struny trąca.

MORTON

Tak mówiła? Słyszałeś?...

DUGLAS

      Słyszałem.

MORTON

      Mówiła!?...

DUGLAS

Cha! cha! Straszna się przepaść przed tobą odkryła!

Trzeba pieczęć przyłożyć...

MORTON

      Lecz gdy król się dowie,

Co powie na to?

DUGLAS

      Łatwo zgadnąć, co król powie:

Jeśli pieczęć upuści dłoń Mortona drżąca,

Weźmie ją ręka dotąd dzwonkami brzęcząca.Śmiejąc się, odchodzi.

MORTON

Czekaj! czekaj, Duglasie — bojaźń mnie przenika.

Pójść do królowej?. .. Nie, nie, pójdę do Henryka.

Odchodzi

SCENA V

Scena w pokojach Henryka Darnleja. HENRYK DARNLEJ, NICK.

NICK

Nagródź mi, królu...

HENRYK

      Za co?...

NICK

      Jak rycerz bez zbroi

Wracam z placu potyczki bez dzwonków.

HENRYK

śmiejąc się.

      O! Szkoda!...

NICK

smutno.

Jeśli je znajdzie Morton, pewno je przyswoi,

Chleb mi odbierze. Jakaż za trudy nagroda?

Co o tobie wiedziałem, wszystko w dzwonki kryłem,

Jak w ziemię tajemnicę chowałem Midasa:

Nicku — śmiać się nie będziesz — wesołość zabiłem!Po chwili milczenia.Zdejm biret z głowy Knoxa, hełm z głowy Duglasa;

Niech między nami żadnej nie będzie różnicy...

Takiej żądam nagrody...

HENRYK

      Cha! Co ci się roi?...

Knox niech w birecie wiecznie prawi z kazalnicy,

Duglas niechaj ojczyzny wrogów ściga w zbroi;

A tobie sprawię dzwonki, sprawię ubiór nowy.

NICK

Prócz ubioru, coś jeszcze biedny Nick dostanie?

HENRYK

Żądaj więc...

NICK

myśląc.

      Królu, daj mi — daj —

Wesoło.

      Portret królowej.

HENRYK

Dam ci swój...

NICK

      Twego nie chcę, daj mi szyling, panie,

Na nim jest wizerunek królowej w koronie;

A ciebie na szylingu nie ma...

HENRYK

      O! Straszliwie!

Słowo błazna jak sztylet w moich piersiach tonie,

Jestem królem — nie jestem królem, sam się dziwię,

Że tak długo cierpiałem honoru zakałę...

Dosyć już poniżenia!... jam na wszystko gotów.

Gdzie się obrócę — dziecko wytyka mnie małe:

Oto jest mąż królowej!... Czemuż nie król Szkotów?

Mąż królowej — to wielka dla Darnleja sława?. ..

Zamyśla się.

NICK

niby do siebie mówiąc głośno.

Nie dał szylinga, pójdę, nie wytrzymam dłużej,

Pójdę służbę obierać, zła ze skąpym sprawa.

Ja służę Henrykowi — Rizzio Marii służy —

I któż z nas lepiej wyszedł?... Gdym przybył do dworu

Z zamkniętą torbą śmiechu, niewsławiony niczem,

Zaraz mi dano szatę różnego koloru,

I kij, na którym głowa z podwójnym obliczem.

I czapeczkę z dzwonkami, i pas, a przy pasie

Były dwa worki próżne, i dziś jeszcze próżne,

I dziś ta sama szata. W jednym ze mną czasie

Przybył Włoch — wiatrem szyte miał sakwy podróżne,

Opatrzony podwójną twarzą... i okryty

Łataną szatą... w workach żadnego cekina;

Dziś patrz! Włoch już drogimi błyszczy aksamity,

Pióra nosi na głowie, ostrogi przypina,

Z pełnych worków twarz Marii wygląda przyjazna,

Ona go swoim płaszczem królewskim otula:

I gdyby miał takiego, jak ja jestem, błazna,

Może by był podobny do takiego króla,

Jakim jest...Pokazuje ze złośliwym uśmiechem na Henryka.

      Zasnął w myślach, zaraz go obudzę...

Królu, słyszysz głos harfy?

HENRYK

      Gdzie?

NICK

      W tronowej sali...

HENRYK

z mocną boleścią

Szatanem jesteś, Nicku, ja się dręczę, trudzę —

Tak, dźwięk harfy. Niech zamek w gruzy się zawali.

Niech zagrzebie tron, harfę... Gdzież znajdę zacisze?

Coraz bliżej strasznymi nabawia mnie snami!

Budzę się zmordowany i znowu ją słyszę —

Jak jej nie słyszeć?

NICK

      Królu, wdziej czapkę z dzwonkami,

Ich dźwięk harfę zagłuszy.

HENRYK

      Sztylet struny przetnie.

SCENA VI

HENRYK, NICK, MORTON.

MORTON

Królu! Racz słuchać, królu! Z ważną wieścią dążę,

Z wieścią... Jestem życzliwy — i myślę szlachetnie.

HENRYK

Któż o tym wątpi?

MORTON

      Racz więc posłuchać mnie, książę.

HENRYK

z oburzeniem.

Książe?

MORTON

      Królu, racz słuchać!... Nie znajdę wyrazów...

Oto jest pismo, pieczęć przyłożyć kazano.

HENRYK

przegląda pismo.

Coż to? Gdzież moje imię? Z jakich to rozkazów?

Nie! To pomyłka...

MORTON

z uśmiechem.

      Tak jest, króla nie wpisano,

Przez pomyłkę zapewne?

HENRYK

      Wątpisz o tym, starcze?

Wnet pójdę do królowej, a wszystko przemieni!

Pójdę i wymówkami niewierną obarczę...

Nie, prosić będę... Długo żyjąc oddaleni,

Nie czujemy tak zgodnie jak dawniejśmy czuli;

To prawie moja wina... jakaś zazdrość płocha

Rozdzieliła nas... zdradę podstępni uknuli,

Lecz królowa kochała i teraz mnie kocha.

Gdzie jest Maria?

MORTON

      U siebie — Rizzio u niej bawi,

O zmienienie rozkazu zapewne się wstawi.

HENRYK

gwałtownie.

Ten Rizzio! Rizzio! Wkrótce sięgnie po koronę.

Któż mnie uwolni?

MORTON

      Panie! Zdołam to uczynić.

Poświęcę się... Trzeba go o zbrodnię obwinić.

Panie, przyjm zaskarżenie, ja przyjmę obronę,

Zginie.

HENRYK

      O nędzny starcze! Tyś dobry do rady!

Chciałbyś w oczach królowej być wolnym od zdrady,

Jak śnieg biało wyglądać, ze krwi obmyć dłonie.

Ja mam stawać przed sądem? W purpurze, w koronie!

Ja, Henryk? Przeciw Rizzia mówić w podłej sprawie?

Ten Włoch nikczemny może w sądzie uwolniony

Znów mi będzie urągał? Nie — ręce zakrwawię,

Bo zgon jego obfite przyniesie mi plony;

Powróci pokój w domu... Tak — ja się namyślę...

Po co myśleć, myślałem, wszystko mam w umyśle

Tak widne jak na niebie, tak czarne jak w piekle.

Myślałem długo, zimno, dziś wypełnię wściekle!

Dziś wypełnię! Nad wieczór już go grób pochłonie,

Grabarze na cmentarzach już dlań kopią doły.

NICK

widząc, że Morton nie może wesołości utaić.

Cóż to? Ty moje dzwonki znalazłeś, Mortonie,

Bo dziś byłeś dowcipny, a jesteś wesoły,

Oddaj mi dzwonki moje — bądź znowu kanclerzem.

SCENA VII

HENRYK, NICK, MORTON, LINDSAJ.

LINDSAJ

Królu! Dostałem dzisiaj sokoła, król ptaków!

Norweski, cały srebrnym osłoniony pierzem,

Gdy się podniesie, tonie wśród powietrznych szlaków.

HENRYK

Co mówisz? Czy od mego sokoła piękniejszy?

LINDSAJ

Cha! cha! Bez porównania, lekszy, trochę mniejszy,

Cacko dla kobiet, niegdyś Lady Hamiltonu

Nosiła go na dłoni nad Klydu rozłogi;

Pięknie mi się popisał, nie wrócił bez plonu,

Jak rycerz w krwi przepiórek pozłocił ostrogi.

Jedźmy dzisiaj na łowy.

MORTON

      Dziś król ma zajęcie.

HENRYK

Tak, prawda, przyjacielu, dziś mam inne łowy,

Raz na jaw wyszłe trzeba kończyć przedsięwzięcie.

Słuchaj, Lindsaju! Spadła mi korona z głowy,

Jestem igraszką kobiet, celem pośmiewiska,

Odmówiono mi władzy, nawet i nazwiska,

Czczego nazwiska króla! Czy wierzysz, Lindsaju?

LINDSAJ

Powinieneś się zemścić srogo! — to tak właśnie,

Jakby mi kto powiedział, że nie jestem w kraju

Pierwszym w sztuce łowieckiej.

HENRYK

      Nim słońce zagaśnie,

Lindsaju, dziś pomożesz zastawić mi sieci.

Wiesz, kto mnie zdradza? Rizzio, ów podły przychodzień!

Dzisiejszy księżyc jego mogiłę oświeci.

Przyszedł tu jako tułacz, zginie jako zbrodzień.

Pomożesz mi?

LINDSAJ

      Najchętniej w twe zamiary wchodzę,

Czy wiesz? W swoich mi lasach polować zabronił,

Zemszczę się.

HENRYK

      Ja cię za to sowicie nagrodzę.

Będziesz w jego zwierzyńcu płoche sarny gonił.

SCENA VIII

HENRYK, NICK, MORTON, LINDSAJ, DUGLAS.

LINDSAJ

do wchodzącego Duglasa.

Jakże się zdołał Rizzio od śmierci wyprosić?

Odgłos o waszej zwadzie rozszedł się daleki,

Słyszałem...

DUGLAS

      Dobrześ słyszał, lecz gdy chcesz rozgłosić,

Pamiętaj, że dzwon może zamilknąć na wieki,

Kiedy mu serce wydrą.

LINDSAJ

      Słuchaj! Złącz się z nami.

Dzisiaj jeszcze sztylety, dzisiaj zemsta świeża

Pozbawi ciebie wroga, co twój honor plami.

DUGLAS

Któż cudzej dłoni zemstę honoru powierza?

Ostrzegam was! Ja pragnę, Rizzio niechaj żyje!

Jutro go oddam waszej zemście — dziś nie zginie;

Dziś własną piersią sztylet od Włocha odbiję,

Ze mną walczyć będziecie, krew wasza popłynie.

Spodziewam się, że boju nie zechcesz, Mortonie?

Lindsaju! Jam nie jeleń, co w borach popasa?

Henryku! Pomnieć zechcesz, że w twojej koronie

Słabszy daleko kruszec niż w mieczu Duglasa.

Na jutro złóżcie zemstę — kto pójdzie inaczej,

Jest wrogiem moim.

Odchodzi.

SCENA IX

HENRYK. NICK. MORTON. LINDSAJ.

LINDSAJ

      Cóż to? Oszalał z rozpaczy?

MORTON

Królu! Czyliż cię groźba Duglasa zachwieje?

HENRYK

Nie — lecz na jutro wszystko odłożyć wypada.

Cieszę się nawet z tego, zamiar nasz dojrzeje,

Kwiat przed czasem rozwity, przed czasem opada.

Rycerze! Niechaj żadna nie płoszy was trwoga,

Trzymamy w ręku życie nieszczęsnej ofiary.

A ty, mały trefnisiu, śpiesz do astrologa,

Niech powie, jaki skutek odniosą zamiary.

AKT II

SCENA I

Teatr wystawia mieszkanie astrologa. Wśród sali stół zarzucony księgami;teleskopy w oknach obrócone Da niebo.

ASTROLOG

sam.

Nicość nauki — gorzki owoc doświadczenia!

Myśleć, zgłębiać, i potem wszystkiemu nie wierzyć;

Dręczyć się, żeby okraj swych marzeń rozszerzyć,

Czytać w gwiazdach! — sąż one księgą przeznaczenia?

Przeznaczenie!... szaleństwo walczyć z przeznaczeniem!

Ty, coś ręce zakrwawił, podnieś czoło blade!

Przeklinaj los, lecz przestań dręczyć się sumieniem,

Gwiazdy winne, że knułeś cudzą śmierć lub zdradę,

W kolebce byłeś takim jak dzisiaj zbrodniarzem,

Z pokarmu matki ssałeś dni strute zgryzotą!

Ty, co posiadłeś cnoty, umierasz nędzarzem,

Przestań się dręczyć — cnota twoja nie jest cnotą.

O! Gdybyś w późnej chwili, na śmiertelnym łożu,

Uznał ten błąd — tę nicość cnoty bez zasługi.

Dręczyłeś się — i po co? Po świata bezdrożu

Szedłeś samotny nędzarz... Jestże więc świat drugi?

SCENA II

ASTROLOG, NICK.

NICK

Jak się masz, ojcze?...

ASTROLOG

      Ojcze!... skąd to pokrewieństwo?

NICK

Z głupstwa rosną nauki — a z nauk szaleństwo;

Jestem więc twoim synem, a te wszystkie księgi

Są mi rodzone siostry, bo z ciebie się rodzą.

ASTROLOG

O nędzny! Nie znasz nauk i badań potęgi!

Myśli twoje okręgu ziemi nie przechodzą.

NICK

Więc mi pokaż kres dalszy — Ojcze! Proszę ciebie.Patrzy przez teleskop na niebo obrócony.Cha! cha! cha!

ASTROLOG

      Cóż widziałeś?

NICK

śmiejąc się.

      Niebo!

ASTROLOG

      A na niebie?

NICK

spokojnie.

Nic!...

ASTROLOG

      Zasiane jest ono światy rozlicznymi.

NICK

patrzy drugim końcem teleskopu zmniejszającym przedmioty.

Widziałem...

ASTROLOG

      Cóż widziałeś?

NICK

      Ziemię!

ASTROLOG

      A na ziemi?

NICK

Nic...

ASTROLOG

      Mnie musiałeś widzieć?

NICK

      Byłeś oddalony...

Byłeś mały jak proszek, mądry astronomie.

Nie patrz na niebo, znikniesz w tych światów ogromie.

Ale patrzaj na ziemię, patrzaj z tamtej strony,

Jak małą ci się wyda! Nauki! I sława!...

Tym lepszy jest teleskop im bardziej oddala.

Ale coś błazen króla na mędrca zakrawa,

A mędrzec króla...

ASTROLOG

      Błaznom rozprawiać dozwala.

Lecz z czymże tu przyszedłeś?

NICK

      Pyta mąż królowej,

Jaki los czeka Rizzia?. .. Nie łam sobie głowy,

Przy mojej się pomocy rzecz łatwo wysłowi,

Powiadam ci, że zginie — ty powiesz królowi,

Że zginie...

ASTROLOG

      Precz mi z oczu! Nie żądam pomocy.

Nieś to pismo królowi, w nim jest tajemnica;

Los Rizzia w jasnych gwiazdach czytałem tej nocy:

Wszystkie pobladły, srebrne zachmurzyły lica.

Precz mi z oczu.

NICK

      Lecz powiedz jeszcze, co mnie czeka?

ASTROLOG

Śmierć prędka...

NICK

      A po śmierci?

ASTROLOG

      Nie wiem...

NICK

      Do widzenia.

Równośmy mądrzy...

Odchodzi.

ASTROLOG

      Podłe jestestwo człowieka,

Kiedy głupstwem okrywa głębokie marzenia.

SCENA III

ASTROLOG, PAŹ.

PAŹ

Już wyszedł trefniś — dobrze. Na twoje wezwanie

Stawię się, mądry mistrzu.

ASTROLOG

      Słuchaj, paziu młody!

Czy ty kochasz królową?

PAŹ

      Skądże to pytanie?

Czy ja kocham królową? Jakież dam dowody?

Kocham ją jako matkę, siostrę, jak anioła.

Taki jestem szczęśliwy! Dzień cały od rana

Przepędzam przy jej stopach — nieraz na kolana

Spadnie mi róża na pół uwiędła z jej czoła;

Nieraz jej twarz ochładzam złocistym wachlarzem,

Twarz spłonioną jasnymi rumieńca szkarłaty;

Nieraz schylonej kornie przed boskim ołtarzem

Trzymam książkę modlitwy, lub niosę kraj szaty.

Szczęśliwy jestem!

ASTROLOG

      Paziu! Nim chwila przeminie,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.