drukowana A5
13.05
Hugo

Bezpłatny fragment - Hugo


Objętość:
24 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0932-1

I. Ucieczka

  Młoda dziewica dziś w klasztornym murze

Bogu na całe poświęcona życie,

Gdy odrzucała świeże wianku róże,

Łzy z pięknych oczu płynęły obficie;

Gdy pod całunem legła na marmurze,

Ustało prawie drżące serce bicie;

Łzy już nie płyną, lecz bladość straszliwa

Jak w chwilę śmierci jej lica pokrywa.

  Już mrok zapadał, już wieczorne chłody

Wróciły niebu barwy lazurowe.

Przed krzyżowymi kryjąc się narody,

Słońce skwarami utrudzoną głowę

Chowało w Morza Bałtyckiego wody;

Lecz nim się skryło w fale bursztynowe,

Zajrzało w gmachu zasępione skrzydła

Przez szyb kościelnych ciemne malowidła.

  Już lud ze świętych wychodzi podwoi,

Skończone boskich tajemnic ofiary.

Czemuż ten rycerz nieruchomy stoi,

O marmurowe oparty filary?

Twarzy nie widać, ale znać ze zbroi,

Że to obrońca chrześcijańskiej wiary.

Lecz w noc tak późną czegoż jeszcze czeka,

Gdy wszyscy wyszli, on odejście zwleka?

  Stał nieruchomy, jako posąg z głazu,

Co strzeże grobów zimnego marmuru.

Tam coś mignęło? — Nie, to błysk obrazu,

Co tak pozłotą odbija od muru.

Jakiś szmer słychać? — To odgłos wyrazu

Cichej modlitwy, przyniesiony z chóru.

A rycerz zadrżał, to może ze strachu?

W tak ciemną porę! W tak posępnym gmachu!

  Już księżyc wstąpił na niebieskie smugi,

I patrzał w ciche klasztoru ustronie.

Wychodzi rycerz, z rycerzem ktoś drugi;

Oba skoczyli z pośpiechem na konie;

Pewnie miał giermka, pazia do posługi;

Lecz czemuż pędzą tak spiesznie przez błonie?

Czemuż tak prędko z bitej zeszli drogi,

Biorąc się w lasy i dzikie odłogi?

  Z początku żadnej nie wiedli rozmowy;

Starszy ostrogą zachęcał rumaka,

A potem nagle gniew gorzkimi słowyWyrwał się z piersi gorącej Krzyżaka:

«Z radosnym sercem jam rzucić gotowy

Kraj ten przeklęty; chciałbym lotem ptaka

Z miejsc tych ulecieć, kędy mojej głowie

Grożą tajemnych wyroków sędziowie.

  Lubię zakonu turnieje, gonitwy,

Ale nie znoszę szpiegów tajnej sprawy;

Od nich uciekam w kraje dzikiej Litwy;

Lasy mi słodsze nad ciągłe obawy.

Jagiełło z bratem tocząc krwawe bitwy,

Przyzwał nas w swoje odległe dzierżawy;

Już zamek trocki do niego należy,

I tam krzyżackich osadził rycerzy.

  Tam ja nad braćmi zakonu przewodzę,

Śledzę Litwinów i spraszam biesiady;

A ufny w silnej i licznej załodze,

Wrogów choć licznych nie lękam się zdrady;

I sąd, co trzymał mych czynności wodze,

Puścić je musiał i stracił ich ślady.

W Litwie podstępem zdrady nie otoczy,

W Litwie nie dojrzy, choć ma bystre oczy.

  Oto krzyżackie zniknęły klasztory,

I błyszczy Niemen szeroki przed nami!»

Zaraz się w rzekę rzucił rumak skory,

Parskał i pianę mieszał z wód pianami.

Na drugim brzegu czerniły się bory,

Srebrnymi nocy uwieńczone mgłami.

Księżyc posępny, płonąc na zachodzie,

Długim się słupem srebrzył w Niemna wodzie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.