drukowana A5
29.04
Fantazy

Bezpłatny fragment - Fantazy


Objętość:
150 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0931-4

OSOBY:

HRABIA RESPEKT, były marszałek powiatowy,

HRABINA RESPEKTOWA, jego żona,

DIANA, STELLA, ich córki

HRABIA FANTAZY DAFNICKI,

RZECZNICKI, marszałek powiatowy, jego przyjaciel,

HRABINA IDALIA, rozwódka, sąsiadka Respektów,

KSIĄDZ LOGA, kapelan,

WOŁDEMAR HAWRYŁOWICZ, rodem Czerkies, stary major rosyjski,

JAN, zesłany na Sybir w sołdaty,

KAJETAN, kamerdyner hr. Respektów,

HELENKA, pokojowa Idalii,

KAŁMUK, sługa majora.

Rzecz dzieje się na Podolu, około r. 1841 — w trzech pierwszych aktach w domu hr. Respektów, w obu ostatnich — w majętności hr. Idalii.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

W domu hr. Respektów.

FANTAZY i RZECZNICKI. Później HR. RESPEKT.

FANTAZY

Widziałeś Wasan, jakie w przedpokoju

Hamadryjady, Laokonty, Psylle

W ojca Adama przenajświętszym stroju

Stoją, z lokajstwem w zgodzie? — A nie tyle

Lokajów, ile posągów! — a wszyscy

Postaci większej, niźli chce natura:

Bo ci lokaje są sufitów bliscy

Głowami, a ich olbrzymia struktura

Herkulesowe przypomina członki.

Sądzę więc, że i panny tu znajdziemy

Jako Dryjady albo Amazonki,

Nadludzkie. — Ślepy więc będę lub niemy,

A ty, rozsądny, patrz za mnie i gadaj;

Co człowieczego znajdziesz pod boskością

Kształtu, wydobądź, ojca wyspowiadaj

Z politycznego sumienia, z Jejmością

Wejdź w jak najbliższe stosunki, aż ci się

Przyzna, pod jakie jarzmo zegnie zięcia; —

Słowem: jak gdybyś zjechał na komisją.

Gadaj, rób i patrz; a ja się w dziecięcia

Roli dam wszystkim, gdzie chcą, za nos wodzić.

RZECZNICKI

Lecz ciebie znają.

FANTAZY

      Cóż? Że kilka listów,

Które w gorączce można było spłodzić,

Przepisać nawet przez płatnych kopistów,

Samemu nawet pisać nie umiejąc —

Że kilka listów, które na Podolu

Panny czytały wyuczone, mdlejąc

I krzycząc: — ach! ten list na Kapitolu

Był napisany! a ten z Wezuwiusza

Leciał jak gołąb aż na Ukrainę!

Że wykrzykniki te; ach co za dusza!

Ach! co za ogień!..........................Brzmiały tu stokroć razy: — to ja, hrabia

Fantazjusz, głupim być już nie mam prawa?

A cóż to, powiedz, jest opinia babia?

Czy to szacunku godna rzecz? czy strawa,

Na której serce tyje? czy poduszka,

Na której głowa leży? — Mój Rzecznicki,

Ty mój swat, ty mój — raczej moja drużka.

Bo się jak panna spłonię, w jezuicki

Talerz wlepiwszy me panieńskie wzroki...

Ty mnie zachwalaj, wynoś pod lazury,

Ponad Wezuwiusz, nad Alby, obłoki!

Mów, żem napisał poemat ponury

O czterech wiatrach; złoć mnie jak barana!

A mnie pozwól się troszeczkę zagapić

I z siebie lakier byroński szatana

Zrzucić...

RZECZNICKI

      Fantazy, możesz się poszkapić

I źle wyjść —

FANTAZY

      Jak to?

RZECZNICKI

      Pierwsze złe wrażenie

Trudno się ściera...

FANTAZY

przerywając niecierpliwie.

      Nie dbaj, nie dbaj o to!

Jeśli zakocham się, to się odmienię;

Jeśli nie...

Widząc wchodzącego HR. RESPEKTA.

      Hrabia Respekt.

HR. RESPEKT

      Jak to? co to?

Sami? nikogo na wasze przyjęcie?

Sami?... Przepraszam was za moje baby.

Przynajmniej tu was...

RZECZNICKI

na stronie do Fantazego.

      Nie chodź mi po pięcie!

HR. RESPEKT

Przynajmniej tu was moje główne sztaby

Przedpokojowe...

FANTAZY

do Rzecznickiego.

      Rekomendujże mnie!

RZECZNICKI

Hrabia Fantazy, mój przyjaciel.

HR. RESPEKT

      Miły

Będzie mi w domu gość: ziemia o ziemię

Nasze dwa dwory, a bogdajby były

Serce o serce nasze dwa stosunki!

Lecz gdzież to moja żona i figlarne

Córki? gdzież moje kobiety? Korónki

Mówią, czy jakie gdzie romanse czarne

Gryzą po kątach i żółć w sobie płodzą?Do lokaja.Kajetan! gości zaanonsuj paniom!

Ha! otóż przecie i są — otóż wchodzą.

SCENA DRUGA

Wchodzą HRABINA RESPEKTOWA, DIANA i STELLA.

HR. RESPEKT

Hrabia Dafnicki —

HRABINA

      Pana opisaniom

Rzymu winniśmy bardzo miłe chwile!

Znamy go dobrze: taki ogień w piórze

I tyle serca, entuzjazmu tyle!

Ach! listy Pana... to są na marmurze

Pisane lawą! czy prawda Dianno?

Te dwie fontanny, co przed Watykanem

Jak duchy, tęczą opasane ranną —

Ten krzyż drewniany w Cyrku — ach! my z Panem

Dawno się znamy, dawno!

FANTAZY

      To być może,

Żeśmy się znali przed śmiercią...

HRABINA

      Słyszałam,

Że Pan jest mistyk — teraz się założę,

Że Pan jest mistyk. — Ach, jak ja się bałam,

Że Pana znajdę mistycznym.

HR. RESPEKT

      Marianno,

Nie zaczynajże zaraz z gościem kłótni!

Proszę was za mną, proszę. Ty Dianno

Zagrasz nam; a was ostrzegam, że smutni

Ludzie są w mojem sercu podejrzani

O brak szczerości!

Wychodzą wszyscy oprócz Hrabiny.

SCENA TRZECIA

HRABINA

      Kajetanie!

Lokaj wchodzi.

LOKAJ

      Pani,

Co Pani każe?

HRABINA

      Każ zapędzić trzody

Na małą łąkę w ogrodzie! Niech stary

Anton zapuści swoję sieć do wody

I sam pod wierzbą siądzie obok pary

Chłopiąt plotących koszyki — jak w Tassie.

Opodal żeńców postawić gromadę

I niech śpiewają! Anna niechaj pasie

Kozy na skałach... Ach! puścić kaskadę!

Pamiętaj, puścić kaskadę wieczorem,

Wprzód nim wstaniemy od stołu... Ach, jeszcze

Powiedz Dubynie, niech stanie za dworem

I pieśń Padury śpiewa!

LOKAJ

      Ale deszcze

Popsuły rurę w kaskadzie — —

HRABINA

      Nowina!

No, to nie puszczać wody...

LOKAJ

      Ale, Pani...

HRABINA

Ale! co ale?!

LOKAJ

      Ale dziś Dubyna

Pojechał kupić cukru i araku

Do Berdyczowa —

HRABINA

      No, to się bez dumy

Obejdzie; ale pomnij o rybaku —

Pomnij o trzodach i...

LOKAJ

      Summa do summy:

Rybak i trzody.

HRABINA

      I małe chłopięta,

Które koszyki plotą.

LOKAJ

      I koszyki.

HRABINA

I żeńce!

LOKAJ

      Ale pszenica pożęta!

HRABINA

Mój Kajetanie, rób, co chcesz. Ten dziki

Ogród angielski, to kłopot prawdziwy!

LOKAJ

Zawsze w nim czegoś brak: to się altana

Załamie, burza krzyż umyślnie krzywy

Zwali — o mało co nie zabił Pana.

Odchodzi.

HRABINA

Ach, jaka, jaka z tym ogrodem biada!

Stelko!

SCENA CZWARTA

STELLA

za sceną.

Co?

HRABINA

      Stelko, chodź tutaj!

STELLA

wchodzi

      Co mamo?

HRABINA

Czy pan Fantazy już z Dianką gada?

STELLA

Nie.

HRABINA

      Zostaw, Stelko, ją w salonie samą,

A ty idź dziadka odwiedź, potem biało

Ubierz się cała, i wiesz — tam nad stawem,

Pod brzozą naszą płaczką — stań pod skałą

I wab łabędzie; bo my niezabawem

Wyjdziemy z gośćmi pod dąb Wernyhory

Pić kawę...

STELLA

      Dobrze, mamo; ale potem

Pozwolisz mi pójść z Hanką na nieszpory?

HRABINA

Dobrze... Lecz cóż to widzę? Ach, pod płotem

Kibitka jakaś i konne Baszkiry! —

Do wchodzącego LOKAJA.Co to?

LOKAJ

      Oficer moskiewski, gwardzista.

HRABINA

Proś! — ach! drżę cała... Nie wiesz, czy kwatery

Żąda?

LOKAJ

      Nic nie wiem.

HRABINA

      Proś!... Matko przeczysta!

Jeśli to jaki feldjegier... drżę cała...

Idź, ostrzeż ojca, Stelko!

Stella wybiega.

SCENA PIĄTA

Wchodzi MAJOR.

HRABINA

      Witam Pana...

Kogoż mam honor?...

MAJOR

      Pani nie poznała?

HRABINA

Ach! Pan Woldemar! Ach! cóż za kochana

Siurpryza! — Mężu! Steluniu! Dyjanko!

Wbiegają WOŁANI, a z nimi FANTAZY i RZECZNICKI.

HR. RESPEKT

Co to jest?

HRABINA

      Patrzcie! nasz dawny znajomy!

HR. RESPEKT

Ach Major! przyjąć-że go pełną szklanką!

Iluminować-że mój dach poziomy!

Cukrem wysypać srebrnym mój dziedziniec

I zamienić mu w Sybir! — Mój ty drogi!Ściska go.Teraz-że widzisz: ot ja, Ukrainiec,

Już nie twój więzień! już tobie bez trwogi

Patrzę za mundur, czy zeń nie wyziera

Jaki róg biały carskiego ukazu...

Panowie! w rękach tego oficera

Był mój los; a on — mówię, ani razu

Nie dał mi uczuć niewoli! i owszem —

Gdym z żoną, z dziećmi, w pobliżu Tobolska

Siedział, zasłany tam jakoby w zdrowszem

Dla mnie powietrzu, aby dżuma polska

Nie zaraziła mej skóry (bo wiecie,

Żem takiej rządu pieczołowitości

O moje zdrowie, jako tu w powiecie

Pierwszy urzędnik, doznał): — on, litości

Pełny, widząc mnie z córkami i z żoną

W małej wioszczynie, w dziurawej stodole,

Był nam pomocą wtenczas i obroną,

Tak, że nas wściekłe sybirskie Eole

Nie rozdmuchały.

MAJOR

      Szczęsny, żeście w zdrowiu.

HRABINA

A jak się ma pop Osip?

MAJOR

      Pijany z duszą!

STELLA

A moje gile czerwone?

MAJOR

      W pustkowiu

Świszczą po drzewach i w róże się puszą,

Smutne, że nie ma Panny na Sybirze!

STELLA

A oswojone szczygiełki?

MAJOR

      Jak w raju

U kaznaczeja...

DIANA

      A trzy polskie krzyże?

MAJOR

Stoją.

HRABINA

      A Pani Potopof.

MAJOR

      Przy czaju —

W zielonej sukni.

HRABINA

      I zawsze w zielonej?

MAJOR

I w kokoszniku —

STELLA

      Z którego ja chciałam

Zrobić gniazdeczko suczce oszczenionej!

Ach, jak tam zimno być musi! zadrżałam

Myśląc, jak zimno tam Pani Potopof!

Dianko, a nasz?...

DIANA

      Kto nasz?

STELLA

      Kto? — nasz drogi,

Nasz biedny Pan Jan, co na czele chłopów

Z kosą wzięty był. On taki ubogi,

A taki dobry! aresztant — i taki

Piękny, jak Michał Anioł na obrazie.

MAJOR

Ten wasz przyjaciel dał nam się we znaki:

Buntował nam lud — a dziś na Kaukazie

Bije się, w proste posłany sołdaty.

STELLA

Patrzaj Dianko!

HRABINA

      Dość, Steluniu! prowadź

Pana Majora do polskiej herbaty,

Którą przyrzekłaś jego uczęstować

Za kwas sybirski.

Wychodzą wszyscy oprócz Fantazego i Rzecznickiego.

SCENA SZÓSTA

FANTAZY i RZECZNICKI, przy końcu STELLA.

FANTAZY

      O nas zapomnieli!

RZECZNICKI

Gniewasz się?

FANTAZY

      O! nie.

RZECZNICKI

      Lecz trochę zazdrościsz.

FANTAZY

Czego?

RZECZNICKI

      Diany spojrzeń i łez Sttelli.

FANTAZY

Jeszcze nie kocham.

RZECZNICKI

      Ale już się złościsz.

FANTAZY

Wcale nie! — Ale powiedz mi, Rzecznicki,

Kto to jest ów to pan Jan, wzięty z kosą?

RZECZNICKI

Jakiś kosynier...

FANTAZY

      Jesteś jak delficki

Posąg: — wyrocznie twoje prosto niosą

W sam cel i w samo serce prawdy; ale

Rad bym dowiedzieć się, jaki to smutny

Upiór nad srebrne gdzieś sybirskie fale

Pierś pokazuje i łańcuch okrutny

Wstrząsa, i w panien tych ładnej pamięci

Staje z ranioną piersią i z brylantem

Tej łzy, co mu się w oczach mglistych kręci,

Próżno roniona. Z takim aresztantem

Adonis nie mógłby walczyć o miłość

Szlachetnej Polki!...

RZECZNICKI

      Przecudna tyrada:

Periody długie...

FANTAZY

      Ta dawna zażyłość

Sybirska — chmura ta błękitno-blada

Szronu złotego, która go obwiewa —

Te pod nim jary, pełne wilczych kości —

Te nad nim czarne sosny, straszne drzewa,

I to nieszczęście czarne...

RZECZNICKI

      I w czarności

Kominie białą napisane kredą

Imię Diany...

FANTAZY

      Przeklęty człowieku,

Któremu jeszcze dziś świątynie w Knido

Dostarczą wody kastalskiej! O! ćwieku

Z byronowego krzyża! O! baranie,

O którym niegdyś w mistycznem widzeniu

Śnił Sanczo Pansa, w niebie niespodzianie

Ujrzawszy bydło! O! ty, co w płomieniu

Wiekowym głupstwa jesteś Salamandrą

I w ogniu będąc, tyjesz, o Rzecznicki!

RZECZNICKI

O nieszczęśliwy wieszczu!

FANTAZY

      O Kasandro

Przedkontraktowa!

RZECZNICKI

      O ty, potrzebnicki

Zdrowego sensu!

FANTAZY

      O ty, sekaturo!

Patrz — poszli wszyscy na ogród, a o nas

Ani kto wspomniał!

RZECZNICKI

      Bo ty jesteś pióro,

Które sonety pisze... et andronasScribit — i bawisz ludzi, gdy się nudzą,

A nudzisz, gdy się bawią.

FANTAZY

      To być może...

RZECZNICKI

Abyś się widział sam, weź głowę cudzą

I włóż na swój kark.

FANTAZY

      A moją położę

Na twoim?

RZECZNICKI

      W karty przegraj twoją głowę.

Jeśli na stawkę szulery pozwolą

Stawić wiatr, a nie pieniądze gotowe.

Lecz pierwej złap ją tak, jak wróbla — solą

Na ogon, bo ci z rąk samych wyleci!

FANTAZY

Prawdę ty mówisz: same jakieś światła

Chodzą po mojej głowie — jak u dzieci —

Zielone, jasne, czerwone — jak na tła

Złote rzucone przez Wenecjanina

Świętych postaci; różne jakieś tony,

Z których ton każdy mi coś przypomina

Smutnego, a ma niewytłómaczony

Urok dla ducha. W powietrzu mi dzwonią

Różne pamiątki miejsc; koło mnie chodzą,

Każda ze swoją twarzą, swoją wonią,

Zmieniona w Nimfę, w postać... Ach! jak szkodzą

Uczuciom myśli nadto rozwinięte!

Zda się, upiory piękniejsze, że smętne —

Zdaje się, kwiaty smętniejsze, że ścięte —

Zda się, że bóstwa — tak, krwią nie namiętne,

Ale grzejące słonecznością lica —

W wieńcach, w kameliach z gwiazd, których kolory

Niepewne jako półtęcze księżyca

Srebrzeją... Myśli me — już pół-upiory,

A jeszcze myśli...

RZECZNICKI

      Bądź zdrów, bałaguło,

Który handlujesz końmi Apolina!

FANTAZY

Stój!

RZECZNICKI

      A co?

FANTAZY

      Serce moje coś uczuło.

RZECZNICKI

Fenomen!

FANTAZY

      Słuchaj: — ta w czerni dziewczyna,

Ta wybielona wiatrem na Sybirze

Diana, która czarnemi oczyma

Widzi tam jakieś mogiły i krzyże,

Słyszy tam jakieś łańcuchy, i trzyma

Ręce na piersiach, jak posąg słuchania

I bolu — słuchaj! — ta Diana dumna,

Co pod piorunem tu zatradowania,

Pod ruinami gmachu, jak kolumna

Ostatnia trzyma wysoko swe czoło —

Ta, która patrząc na matki aktorstwo

I na twarz ojca — zbladłą, a wesołą

Dla ludzi... czuje całe gladiatorstwo

Nędzy domowej, ze światem walczącej —

Ona, co na mnie jako narzeczona

Patrzeć tu musi, a w duszy gorącej

Czuje, że będzie majątkiem kupiona,

A cierpliwością wypłacić się musi —

Ta panna — czuję, że to podłość we mnie!

Ale mnie jakiś szatan wnętrzny kusi

Popełnić taką podłość i nikczemnie

Kupić ją złotych polskich pół-milionem!

RZECZNICKI

Rzecz ułożona.

FANTAZY

      Tak — lecz jakim tonem

Mówić z nią?

RZECZNICKI

      Tonem kupca trzeciej gildy.

Przychodzi STELLA

STELLA

Mama przysyła mi zaprosić Panów

Pod dąb, na małą wysepkę Matyldy.

FANTAZY

Z romansu Cottin...

STELLA

      Bo do trzech kurhanów

Pójdziemy potem na spacer.

FANTAZY

      Cudownie!

Fantazy i Rzecznicki wychodzą.

SCENA SIÓDMA

STELLA

sama.

Smutni dziś wszyscy! Dianka — tak blada,

Jakby opłatek, wzdryga się gwałtownie

I drży jak w febrze i z nóg, zda się, pada;

Papa nie mówi anegdot, a mama —

Kiedy spojrzałam na nią: tom się zlękła!

Taka przy oczach szafirowa plama

I taka wielka łza w jej oczach pękła

I taka twarz się wydaje stroskana!...Wbiega do pokoju JAN.Ach! jakiś Baszkir! Baszkir! ach! w drzwi wpada!

Baszkir!... Czego Pan chce! Ach! proszę Pana,

Ja jestem sama...

JAN

      Stelka mi nie rada?

STELLA

Ach! Pan Jan?!

JAN

      Cyt! cyt!

STELLA

      Ach! Pan Jan przebrany?

JAN

Moja Steluniu, cicho!... Jak urosła!

Jaki z niej kwiatek biały i różany!

STELLA

Puść mnie, ażebym Diance doniosła,

Że tutaj jesteś...

JAN

      Moja dobrodziejko,

Mój aniołeczku, o tem ani słowa!

Pamiętaj, że mnie prosiłaś na mleko

I miód z pasieki twojej, jak królowa

Rusałek, kwiatów podolskich caryna.

Bądźże mi teraz wierną i zaklętą,

Jak czar — bo dla mnie ta cała kraina

Musi być tylko snem i wizją świętą,

Na którą muszę patrzeć tak jak we śnie —

Z uśmiechem, ale w milczeniu... O! biada

Tym, co stracili Ojczyznę!...

STELLA

      Boleśnie

Gadasz — i słyszę, jak za ciebie gada

Głuchy sybirski wiatr, co tak okropnie

Wył, w szyby bijąc brzęczące...

JAN

      Milutka!

Proszę cię — teraz postępuj roztropnie,

Widząc mnie tutaj: jedna bowiem krótka

Radość mogłaby mnie i dom wasz cały

Strącić w nieszczęście...

STELLA

      Pan zawsze w niewoli?

JAN

Zawsze —

STELLA

      I wraca znów na Sybir biały?

JAN

Wracam.

STELLA

      I Pan mi mówić nie pozwoli,

Że Pan przyjechał?

JAN

      Zgubiłabyś obu

Mnie i Majora!

STELLA

Cóż mam robić?

JAM

      Oto

Ja, Stello, szukam jakiego sposobu,

Abym Dianie tę obrączkę złotą,

Zgubioną... dawno w śniegu, dziś wieczorem

Oddał. — O wschodzie słońca wyjeżdżamy!

STELLA

Jakże to zrobić? — Ach! oto za dworem

Jest staw i łódka, którą my pływamy —

Niekiedy same nawet tylko panny —

Na drugą stronę do ładnej pasieki.

Lasek należy cały do Dianny;

Lecz teraz, jak nam tutaj mnichy Greki

Wzięli kościółek i parafią, w dworku

Pasiecznym mieszka nasz ksiądz, ojciec Loga. —

Otóż w tym — jak dziś zwiemy go — klasztorku

Często z Dianką prosiłyśmy Boga

Za ciebie, biedny Panie Janie; często

Wieczorem, kiedy w łąkach derkacz krzyczy,

A staw nakryty mgłą srebrną i gęstą,

Pełny różowych smug, a głos słowiczy

Po czarnym lasku girlandami spada

Z dębów aż na staw, i za stawem jęczy:

Często Dianka księdzu Lodze gada

O tobie, o tej śnieżno złotej tęczy,

Która świeciła, gdyście wy cyganki

Na Sybirze się o wasz los pytali. —

Nie wiem, czy równie ty nas, dwie wygnanki,

Pamiętał? — Jak ty westchnąłeś! — Cóż dalej?...

Cóż ja mówiłam? Ha!... więc do tej chaty,

Jeśli chcesz, siostrę moją zaprowadzę.

JAN

Ale nic nie mów!

STELLA

      Nic...

JAN

      Ptaszku skrzydlaty!

Zawsze jak widzę, masz rusałki władzę

Nad twoją siostrą.

STELLA

      O! zawsze mnie słucha!

JAN

Więc dobrze: będę wieczorem w pasiece.

Wychodzi.

STELLA

Powiem Diance, że zobaczy ducha.Żywo.Ducha zobaczy! ach! zaraz polecę

I powiem Diani, że ducha zobaczy.

Chce wychodzić — wchodzi hrabina Idalia.

SCENA ÓSMA

STELLA i HRABINA IDALIA.

IDALIA

Stelko!

STELLA

      Ach! Pani hrabina —

IDALIA

      Gdzie mama?

STELLA

Niech Pani chwilę tu zaczekać raczy!

Pobiegnę, powiem...

IDALIA

      Stój! — ja pójdę sama?

Powiedz mi...

STELLA

      Pani jesteś cała drżąca.

IDALIA

To nic... serce mi bije... jestem chora:

Z podróży jestem... z wielkiego gorąca.

Prędko jechałam pomimo doktora

Rad... mimo własne stokrotne zakazy.Na stronie.O nieszczęśliwa ja!... ach, i szalona! —Głośno.Czy są tu goście?

STELLA

      Jest hrabia Fantazy

Z panem Rzecznickim.

IDALIA

      Czy niepostrzeżona

Mogłabym, powiedz, podejść tam, gdzie oni

Są teraz wszyscy?

STELLA

      Wszyscy są nad wodą...

IDALIA

Czy mnie tam jakie ukrycie zasłoni?

Powiedz — czy jakie drzewa tam dowiodą

Aż do nich — blisko — abym niewidziana

Mogła dać jaki znak twej mamie? Stello!

Patrzaj ty, jak drżą pode mną kolana,

Jak moje oczy...

Na stronie.

      Ach! piorunem strzelą

Na czoło tego zmiennika! sztyletem

Przebiją serce jego!

STELLA

      Chodźmy, Pani!

Staniemy za drzew tych oto bukietem

W kłąbach georgiń —

Wychodzą.

SCENA DZIEWIĄTA

Pod dębem w ogrodzie.

HRABIA i HRABINA RESPEKTOWIE, DIANA, MAJOR, FANTAZYi RZECZNICKI.

DIANA

nalewając w filiżanki.

      Pan Major herbaty?

MAJOR

Dawno ja takie widział jasne kwiaty

I takie drzewa!

HRABINA

      Bez kultury rosną.

MAJOR

Wasz kraj ogrodem zdaje się i wiosną

Temu, kto stoi w śniegach garnizonem.

Nie dziw, że tęskno wam do waszej ziemi,

Że wy wzdychali do niej pełnem łonem.

Ja to czuł dobrze!

HRABINA

do Fantazego będącego w zamyśleniu.

      Z uszkami złotemi

Ta filiżanka grotesque się należy

Panu Hrabiemu. Panie Hrabio, proszę

RZECZNICKI

Fantazy!

FANTAZY

      Niechaj piorun mię uderzy!

Chociaż amulet koralowy noszę

Od złego oka, słyszałem za sobą

Szelest... i znany krok... czyśćcowej duszy!

HRABINA

Ta dusza miłą być musi osobą,

Że tak w Hrabiego sercu wszystko głuszy

I tak daleko od nas odprowadza

Myśli... i w taką nieprzytomność wtrąca!

FANTAZY

Przepraszam Panią — to mi nie przeszkadza

Być tu — jak światło bladego miesiąca

Nie szkodzi lampom.

HRABINA

      Więc Pan Hrabia z nami?

FANTAZY

Duszą i ciałem, sercem i oczyma!

HRABINA

I nie zostało nic teraz z duchami?

FANTAZY

Ani włos jeden!

DIANA

podając filiżankę nieprzytomnemu Fantazemu.

      Ale czy Pan trzyma?

Niechże Pan trzyma! Ach! Pan puszcza z ręki!

Filiżanka pada i tłucze się.

HRABINA

To nic! Dyjanko, nalej Panu drugą!

FANTAZY

Na Chrystusowe zaklinam się męki,

Że nie umyślnie! — Jestem Pani sługą

Najpokorniejszym — przepraszam Ją za to;

Ale w tej chwili... gdybyś była Pani

W oczy mi lała gorącą herbatą:

Byłbym nie poczuł.Na stronie.

      Sami tu szatani

Grają komedię ze mną najsmutniejszą.

HRABINA

Dianko, nalejże Panu Hrabiemu,

Ale herbatę daj mu jak najlżejszą.

Daj cień herbaty.

FANTAZY

      Cień jej? a to czemu?

HRABINA

Szanuję nerwy Pana...Widać za plecami Fantazego stojącą śród zarośli Idalię.

      Co ja widzę?

FANTAZY

Co to jest? komuż ukłon ten, Hrabino?

Kłania głową.

HRABINA

Nic... Stelka widząc na jednej łodydze

Kwiat rzadki — za tą w gwiazdach georginią —

Gestem pytała, czy zerwać pozwolę,

A jam jej na to odkłoniła głową...

Dawno Pan z Rzymu przybył na Podole?

FANTAZY

Pół roku —

HRABINA

      Któż tam z naszych?

FANTAZY

      Daję słowo,

Że oprócz kilku wielkich dziwolągów

Suchych, co jeden za drugim się wleką,

Powysychani na kształt wodociągów

I wydają się ruinom opieką,

Jak mech i chwasty: nie ma w całym Rzymie,

Kogo bym wspomniał.

HRABINA

      Przecież dla nas sielan

Wszystko ciekawe.

FANTAZY

      Przy ruinach drzemie

Jeden katolik Polak — i szambelan

Cesarskiej Mości, wielki filharmonik:

Rogaty złotą lirą Apolina,

Śpiewa, ale tak, jak Egerii ponik

Mrucząc: niteczka głosu tylko sina

Z ust mu wypływa, młynów nie obróci,

A jednak ciurka wciąż włoską ruladą;

Milczenia anioł w nim siedzi i nuci;

Pitagor z całą swych uczni gromadą

Milczącą siedzi w nim; a rzec by można,

Że swojej szkolnej zasady nie łamie. —

HRABINA

Któż więcej?

FANTAZY

      Jedna hrabina pobożna,

Której spadają loki aż na ramię,

A w każdym włosa pierścieniu ukryty

Albo kanonik, albo Monsignore.

HRABINA

Dewotka. — Jakież są więcej kobiety?

FANTAZY

Najwięcej blade są i bardzo chore,

Ruiny kobiet, resztki Karlisbadu,

Wód stalaktyty, zgasłe Wezuwiusze.

HRABINA

Zacytuj mi Pan jedną dla przykładu!

FANTAZY

Ach! jest tam, chora do głębi na duszę,

Znajoma Pani — Hrabina Idalia,

Rodzaj Pani Staël — machina parowa

pisząca listy...

HRABINA

      Czy ładna?

FANTAZY

      Jej talia

Jest do połowy z mgły, druga połowa

Bez kości, sprężyn, samą siłą skrętu

Idąca naprzód — zresztą w oczach cała...

HRABINA

Piękne?

FANTAZY

      Dwie czarne plamy atramentu

Na prześcieradle białem...

HRABINA

      Taka biała?!

FANTAZY

Jak prześcieradło.

HRABINA

      I takie ma oczy?

FANTAZY

Jakby atrament.

HRABINA

      Widzę ją przed sobą!

FANTAZY

Kto prześcieradło to sztyletem zbroczy:

Popełni — wielką poezję... z osobą,

Która by dała dziś dziesięć lat życia

Za jaką scenę głodną i tragiczną. —

Jej trzeba rany, usta ma do picia

Trucizny; — byłaby osobą śliczną,

Mając rozdarte serce lub sumienie,

Do miesięcznego modląca się blasku.

Nieszczęściem — takie biednej przeznaczenie —

Że jako okręt rozbity na piasku

Siedzi i czeka; lecz żądane burze

Nigdy ją z ziemi zabrać nie przychodzą.

Gdym przybył, chciała mnie poznać: ja służę

Chętnie kobietom, ale się nie godzę

Być Danaidy beczką, w którą leją

Wszystkie serc swoich rdzawych niedokwasy. —

Przychodzę: — była zajęta ideą,

Że miłość wszędy i po wszystkie czasy

Była święconą, bo w treści jest wiarą

I jedynie się zasadza na wierze. —

Na to krzyknąłem bardzo wielkie „haro!”

I powiedziałem mojej Pani szczerze,

Że miłość nie jest taką narkotyczną,

Niedowiedzioną istotą; — że trzeba,

Aby tę gwiazdę zobaczyła śliczną

Przez alabastry płci jakiego Feba

Świecącą, w oczu sterze i na koralu

Ust gorączkowych... Gdym to rzekł, westchnienie

Z burnusowego wyrwało się szalu,

A ten szal — amiant — owinął płomienie

I przepalony, srebrniał w moich oczach,

Amiant prawdziwy! — Tu rzekłem, że widzę

Na jej błękitno kruczanych warkoczach

Gwiazdę nieszczęścia. — Myślała, że szydzę,

Z początku; ale widząc, że ja na tem

Stanąłem, jako okręt na kotwicy,

Rzekła: — Ach! Pan mi będziesz duszą bratem!

Pan jeden — w jednej czucia błyskawicy

Pojąłeś, co ja cierpię, co ja czuję,

Na jaką jestem samotność wskazana...

Rzekłem, że sercem się nad nią lituję,

Że mi potrzebna jest dusza siostrzana,

Jak rękawiczce nieparzystej druga

Z tej samej pary i z tego numeru.

HRABINA

Przepraszam Pana — Stelka na mnie mruga.

Wychodzi ku Idalii i odchodzi z nią razem.Respekt bierze Majora pod ramię i odchodzą w inną stronę ogrodu.

RZECZNICKI

na stronie do Fantazego.

Teraz, Fantazy, z drugiego krateru

Sypnij Dianie w oczy!

FANTAZY

      Idź do diabła!...

RZECZNICKI

do Diany.

Zapewne Mamie Pani co się stało —

Może tam w domu Stelunia zasłabła:

Pójdę zobaczę.Do Fantazego.

      Przypuść szturm, a śmiało!

Odchodzi.

SCENA DZIESIĄTA

FANTAZY i DIANA sami.

DIANA

Chce Pan herbaty?

FANTAZY

      Nie.

DIANA

      Chce Pan odwiedzić

Moją ptaszkarnię?

FANTAZY

      Nie — pozwól mi Pani

Przy samowarze tym, co zaczął cedzić

Ukrop — pozwól mi z Plutona otchłani

Wydobyć słowo, które na cmentarzu

Żywych jest, jako trupia głowa w kwiatach.

DIANA

Pan mówi?

FANTAZY

      Prosto mówię — o mariażu.

DIANA

Ha!

FANTAZY

      Czy mam klęknąć?

DIANA

      W tych namiętnych światach,

W których Pan żyjesz, klękanie nie w modzie.

FANTAZY

Zaprawdę — trochę już się zestarzało.

DIANA

Więc...

FANTAZY

      Więc, hrabianko?...

DIANA

      W słowach tych na spodzie

Jest oświadczenie...

FANTAZY

      Cukier...

DIANA

      To za śmiało,

Mój Panie Hrabio! Wcale po kupiecku

Zbliżyłeś się Pan po towar. Gdzież łokieć?

I gdzie są szalki? — Szlacheckiemu dziecku

Bóg dał — patrz, hrabio — nawet ten paznokieć

U palca, jako rubin gdzieś obmyty

Krwią przodków, a gdzieś wzięty na Wezyrze!

Me łzy — patrz, są jak perły Amfitryty,

Bom obrażona we łzach. — W tym szafirze

Oka mojego znajdziesz niby mętne

Łzami rodowych myśli zdrojowisko.

Wszystko, co mogło w spadku dziecko smętne

Wziąć po umarłych: całe serc ognisko,

Z szlachetnościami wszystkimi — i całą

Myśli ich piękność — ja mam po nich w spadku;

A ten mój posag ich — to moje ciało!

Gdybym więc nawet kładła na ostatku

Duszę, i o niej nie mówiła wcale,

Traktując z tobą o siebie na funty: —

To jeszcze by mi ust jasne korale,

To jeszcze oczy te, co straszne bunty

Podnoszą, ogniem i łzami ciskając,

Kazały dumną być w targu i trudną. —

Jak to? — więc chciałeś, hrabio, nie klękając

Jak przed Madonną na stepie odludną

Rafaelową, zrumienić jej lice

I grubijaństwem cud otrzymać święty,

Że się łzami jej napełnią źrenice

Lub z płótna tryśnie krew? — Więc żeś ty wzięty,

Żeś w okolicy sławny, że się ludzka

Miłość za tobą goni, żeś pomięty

Jak dziwna jaka perła kałakucka,

Tem droższa, że ma kształt nieodgadnięty

I do perły jest niepodobna wcale,

Ale jest jako monstrum dziwne, drogie:

To już myślałeś, że ja się zapalę

Do tego dziwu, jak dziecko ubogie

Pierwszy raz brylant słoneczny widzące

Na twej koszuli? — Bo wyznasz mi, Hrabio,

Że Endymiona mirty i miesiące

Niepotrzebne ci były tu, gdzie grabią

Siano tak podłych, jak ja, pełne kwiatków!...

Dobrze więc! oto odpowiem ci szczerze,

Tem szczerzej, że tu jesteśmy bez świadków;

Ojciec mój daje mnie tobie, a bierze

Twoje pieniądze. Przebacz, że wyraźnie

Mówię... Mój ojciec ma ojcowskie długi,

A sam jest winien pół miliona w kaźnie,

A jutro wszystkim chłopom biorą pługi

I w każdej chacie stawiają żołnierza.

Więc jeśli chaty te jutro posłyszę,

Że krzyczą: Boże: a Bóg nie uderza

Piorunem; jeśli duch, co we mnie dysze,

Modlitwą o! tej wioski nie obroni;

Jeśli mnie chłopki okrążą i padną

Do nóg, jak gdybym z gwiazdami na skroni

Stała w niebiosach, a ja męką żadną

Nie będę mogła wyratować ludu;

Jeśli Bóg z mego jedynie nieszczęścia

Chce siły, która, podobna do cudu,

Ten lud obroni: — to się do zamęścia

Z Panem... przychylę.

Wychodzi.

FANTAZY

      Co za duch! o Jezu!

RZECZNICKI

wychodząc z za drzew.

A cóż? — za drzewem stałem...

FANTAZY

      Wichry! burze!

Jestem szalony!

RZECZNICKI

      Napij się Xeresu.

FANTAZY

Rzecznicki! w mojej duchowej naturze

Wielka się stała, ogromna przemiana!

RZECZNICKI

Wiwat! — A cóż rzecz czy do skutku doszła?

Czy panna w tobie szczerze zakochana?

FANTAZY

Duchowi memu dała w pysk i poszła!

RZECZNICKI

Wiwat!...

FANTAZY

      Lecz partia ta nierozegrana!

Wybiega.

RZECZNICKI

Poleciał; — dziwnie ten Fantazjusz żyje:

Z babami się jak na pałasze bije.

AKT DRUGI

SCENA PIERWSZA

Z jednej strony widać domek księdza Logi, z drugiej sztucznągrotę otwartą; środek sceny zajmuje ogród, pełny w głębi skałpołamanych, mostków wiszących i kwiatów.

IDALIA

sama.

Nie! nie! Ja w domu tym, gdzie oni żyją,

Nie będę... tylko wytchnę sobie z drogi

I tu, gdzie różne powoje się wiją

Około sosen, w domku Księdza Logi

Pomieszkam. — Niech te źródła, gdzie Dianna

Widziała swą twarz, widzą me oblicze;

Niech widzą, że ja chociaż w serce ranna,

Bez trucizn jestem... Nie! — ja jej nie życzę

Żadnej tortury! Ja egzaltowana,

Mówią: — dlatego właśnie przebaczyłam

I w osty moje kolące ubrana —

W osty, które ja łzami uiskrzyłam —

Podobna jestem... do jakiej Rzymianki

Lub Florentynki, co poety słucha

I ma kolczate na warkoczach wianki,

Jak gdyby burza, powstająca z ducha,

Tłómaczyła się wieńca rozczochraniem

I kolcem liści zjeżonych na głowie. —

Poetą moim jest przeszłość: śpiewaniem

Mego poety, jestem tu w połowie

Smutna i razem na poły radosna

Jestem, że mnie ta pieśń nad nich podnosi. —

Widzę, że trzeba mi będzie wziąć krosna,

Jak dawnej Polsce; i ten duch, co prosi

O piękność, a chciał niegdyś miesiąc złoty

Uczynić swoim zwykłym domownikiem —

Trzeba go, widzę, pięknością prostoty

Upoić; i mieć nad moim stolikiem

Zamiast miesiąca twarz prababki białą,

Groźną — świętości lampę, twarz umarłą...

Tak, tak! — wrzeciono będzie mi burczało

I tańcząc złote me dywany darło,

A ja pomyślę patrząc: tak się kręci

Świat — tak tańcuje każdy modniś młody!

Taką niteczkę z jedwabnej pamięci

Snuje za sobą! tak się w jedwab mody

Obwija, i tak — ot z rąk mi wylata

I już... ode mnie wziął ruch, a mnie nie zna!...

Zaprawdę, że tak będę drwić ze świata,

Przędąc jedwabie —

SCENA DRUGA

STELLA i JAN wchodzą z przeciwnych stron, nie widząc Idalii.

JAN

      Stelleczko lubieżna!

A cóż?..

IDALIA

      Ktoś idzie! — skryjmy się do groty.

Wchodzi do groty.

STELLA

Niech Pan Jan do mnie po rusku nie gada.

JAN

Słuchaj — to język jest mojej tęsknoty,

Język, który mi z piersi tak wypada,

Jak pies, i wyje — wyje, jak przy trumnie,

A czasem w ustach jak karabin szczęknie...

STELLA

Dobrze — lecz Pan tu na gościnie u mnie,

W mojej pasiece: ............

............

JAN

Gdzież jest Diana?

STELLA

      Z bardzo wielkim żalem

Nie mogła tu przyjść.

JAN

      Ha!

STELLA

      Humla wariacją

Na fortepianie gra...

JAN

      I tu nie przyjdzie?

STELLA

Nie wiem; jak skończy, to może spacerem...

Bo wiesz, że ona jutro za mąż idzie.

JAN

Jutro?!...

STELLA

      Cóż ci to?

JAN

      Prawda! — to jest zerem

W moim rachunku... Jutro więc — drżę cały —

Dyjana za mąż idzie... a za kogo?

STELLA

Ach, jak szczęknęły dziwnie twoje strzały

W kołczanie! — Słuchaj — teraz z wielką trwogą

Patrzę na ciebie — teraz ty zupełny

Baszkir — ach, czarny teraz Baszkir z ciebie!

Czemu ty patrzysz tak na księżyc pełny!

JAN

To nic, Steluniu; szukałem na niebie

Tych gwiazd — tych siedmiu gwiazd, związanych razem,

Które ty niegdyś, astronomka złota,

Pokazałaś mi nad strasznym obrazem

Zmrożonej nędzy, zgasłego żywota,

Śnieżnego piekła. — Tutaj być powinny,

W tej stronie niebios — te skrzypce z gwiazd — skrzypce,

Po których ty jak aniołek niewinny

Wodziłaś smyczkiem. Twej pasieki lipce

Nie są tak słodkie, jako ta muzyka,

Która na gwiazdach po tobie została;

I kiedym siadał pośród mogilnika,

To na Sybirze mi tam grała — grała —

Grała — jak wasz głos, panny...Na stronie.

      Czy w łeb strzelę

Sobie? Czy pójdę po żołniersku spić się? —

STELLA

Skrzypeczka ta z gwiazd?

JAN

      Na siostry wesele

Sprowadź ją z nieba!

STELLA

      Więc ty musisz kryć się?

Więc ty nie przyjdziesz jutro do kościoła?

Więc ty...

JAN

      O! biedny! biedny! biedny! biedny,

Który ojczyznę straci!

STELLA

      Nie kryj czoła!

My z Dianią pacierz kończyły powszedny

Twojem imieniem; ty byłeś tu z nami

Każdej niedzieli i każdego piątku;

Dianka twojemi gadała słowami,

Na chrzcinach chłopskich każdemu dzieciątku

Dawała imię Jan... Dianka dzisiaj szlocha,

Dianka dziś blada, Dianka dzisiaj chora:

O! ty wiesz, ty wiesz, że cię Dianka kocha!

JAN

Ha!

STELLA

      Ale mama z papą przyszli wczora,

Na łóżku siedli, mnie kazali iść precz,

Zamknęli na klucz drzwi — i coś tam siostrze

Gadali. Ona krzyczała: To miecz!

Trucizny dajcie! Sama nóż wyostrzę

I sobie gardło poderżnę po ślubie! —

A mama z papę do niej: Jesteś głupia!

Gadasz, jak gdybyś żyła w jakiej grubie

Albo w romansach! — A tu nędza trupia!

A tu rodziny naszej honor trzeba

Ratować! — A ty, głupia fircynelo,

Myślisz co? — i torbą po kawałek chleba

Naprzód, a starych nas dwoje ze Stellą

Za tobą, grać po kawiarniach w Kijowie

Na starych harfach? — Tu zaczęła mama

Mdleć — i mój papa załamał na głowie

Ręce — i nie wiem, co... Ale ja sama

Pod drzwiami płakać zaczęłam i ryczeć,

Aż po mnie biedna Dyjanka wybiegła,

Wzięła na ręce i zaczęła krzyczeć:

— Wezmę krzyż! wezmę krzyż! — i prześcieradła

Wlokąc, na ręku mnie w ogród wyniosła,Jak obłąkana krzycząc; — Wezmę krzyża,

Bo widzę, żem tu w domu na to rosła!

JAN

To tak?... Więc niechaj do mnie się nie zbliża

Ta męczennica!... — Stelko, daj mi rączkę —

Proszę cię... teraz... na wszystko zaklinam,

Weź — oto widzisz tę złotą obrączkę!

Czekaj — bo jeszcze czegoś zapominam —

Weź... i ten suchy pierwiosnek, urwany

W dalekiej ziemi łez, do której wrócę

Kończyć mój straszny czas... dźwigać kajdany.

Cóż mi więc z tego, że tu w piersi rzucę

Więcej boleści i otworzę rany,

Zamiast... o! Stelko, dokończ tych wyrazów!...

I te — oto masz — drogie dla mnie dary

Schowaj!... I kiedyś, później — gdy z obrazów

Przeszłości żołdak, wasz przyjaciel stary,

Na umilenie jakiego wieczora

Wtrąci się nagle do waszej rozmowy;

Gdy ten dom czarny z postacią upiora,

Cały sybirską zorzą purpurowy,

W oczach wam stanie; gdy to wszystko dawno,

Co kiedyś serca biedne dręczyło,

Stanie się marą: — ty wtenczas te jawne

Ślady przeszłości — z twarzą taką miłą,

Jak anioł, który w niebie przypomina

Boleści nasze, już dawno przebyte —

Rzucisz przed siostrą twoją do komina

I w skrach pokażesz — czarne — łez już syte

I obrócone w popiół...

STELLA

      Więc już z tobą — —

JAN

Więcej już ze mną nic...

STELLA

      Lecz cię zobaczę?

JAN

W tym domu żadną nie jestem osobą,

Ale mundurem! Mniej niż człowiek znaczę,

A więcej żądałbym, niż król niebieski!

Więc wolę nie mieć nic — niż mieć pod miarą.

Nawet już, Stelko, te perłowe łezki,

Które ty, co mi serduszkiem i wiarą

Dotrwałaś, sączysz odwrócona bokiem —

Że są z litości, to mi są obrazą! —

Idź, Stelko — ja tu sobie nad potokiem

Legnę i strzałek mych będę żelazo

Ostrzył, bo w biedzie przywykłem do pracy —

Jest mi kochanką! — mam także piosenki,

Które śpiewamy sobie my żołdacy,

A w których jest — brud śmiechu i są jęki...

Bądź zdrowa! —

Stella odchodzi.

SCENA TRZECIA

JAN, IDALIA.

IDALIA

      Poszła!... O! cudowna scena!

JAN

kładzie się i śpiewa, Idalia słucha, postępując zwolna i cicho naprzód.

  Hej! hej! — Kaukaz nasz!

   Hej! hej — kopalnia cyn!

  Hej! matka gorzałka!

  Hej! kochanka mi pałka!

   Hej ojczyzny ja syn!

 Kto idiot? — Swoj! — Ty mój? ja nie wasz! —

— Dobrze ta straszna pieśń tu z echem wyje. —

Jeszcze raz niechaj mi jaka Kamena

Da głos i schwyci mnie razem za szyję,

Abym zacharkał i wył jak hyjena. —

 Hej! hej! trzymaj straż!

 Hej! hej! zabębnił grzmot!

 Hej! hej! siostra gorzałka!

 A śmierć generałka!

 Hej na konia, taj wlot!

 Kto idiot? — Swoj! — Ty mój? ja nie wasz!

Jaka cudowna pieśń! — szczekają skały,

Jakby stu wilków otworzyło paszcze

I razem z głosem czarną krwią rzygały.

Po pieśni jęczy powietrze i klaszcze,

Jak czarownica...

IDALIA

niepostrzeżona przez Jana.

      A on u strumienia

Niby cudowny rycerz z Ariosta:

Głowę mu srebrny kołczan opromienia,

I zda się, ciepłe to powietrze chłosta

Energią głosu. Sylaby ostatnie

Jeszcze grzmią. — Ach! to jedna z dusz ranionych,

Jedna z dusz, które są mi dawno bratnie...

Znam go — ach! i tych wyłogów czerwonych

Dotknę się — nie tak, jak ten świat francuski,

Ale się dotknę, jak relikwi świętych...

Podchodzi ku niemu.

JAK

Kto takoj?

IDALIA

      Polka!

JAN

      Nu tak szto?! ja Ruskij!

IDALIA

Czy wielu takich jest na Sybir wziętych,

Jak ty? — Przebacz mi, że cię prosto tykam,

A nie obrzucam cię światowym „Panem”.

W tem „ty” ja wiele — ja wiele zamykam!

I więcej daję ci nad ludzi stanem

Wyższości, niż świat da Jaśnie Wielmożnym.

JAN

Nu — ja nie znaju szto!... ja z moim Chanem

Z majorem... tak my tu za podorożnem

Zjechali pocztą.

IDALIA.

      Biedny ty, człowieku,

Że się wystrzegać musisz własnej mowy!

I ciągle być za serce — na tym ćwieku

Twojego krzyża! Jam mniejszej połowy

Historii twojej wysłuchała, w grocie

Ukrytą będąc: — domyślam się reszty.

JAN

Jeśli tak, powiem Pani, że w istocie

Śpiewałem z bolu i z męki.

IDALIA

      A wiesz ty,

Że ja słuchając przysięgłam na ciernie

Chrystusa, że tej boleści pół biorę,

I będę tobie tutaj służyć wiernie

Sercem, co we mnie także bolem gore,

Także ranione. — Nie pytaj o więcej,

Ale wiedz, że tu jedne mamy cele:

Ty ustępujesz — bo kochasz goręcej,

Boś jest mężczyzną, bo masz mocy wiele

I szlachetność ci męska nie pozwala

Za prawo serca przeciw prawom ziemi

Bunt podnieść. Lecz ja — ja — mnie tu krwi fala

Na brzeg rzuciła, żaglami złotymi

Płynącą; tu ja próchnieję — ja, dawniej

Różanym gwiazdom i kwiatom kochanka,

Ja, rozgłoszona już miłością sławniej,

Niźli niejedna Neapolitanka

Sztyletem romans kończąca — a przecie

Tak porzucona, jak Basia lub Rózia,

W której się cała palestra w powiecie

Kocha i wierszem dzwoni, że jej buzia

Jest pełna cukru!... Horor! mówię tobie.

Bo że ojczyzna ta mrze, to się zdaje,

Że wszystkie kwiaty więdną na tym grobie

I wszystko państwo ginie — a lokaje

W panów ubrawszy się, wiodą romanse,

Serca zdobyte czepiąc u zegarka;

Potem poezje piszą i bilanse

Handlowe... Taka wielka gospodarka

W głowie tych ludzi teraz, że na wszystko

Jest czas i miejsce: to też wszystko blade;

Każdy jest panem, paniczem i chłystką,

Każdy od kuchty swego bierze radę,

A gdy co czyni, to siebie się pyta,

Czy kamerdyner się tam gdzie na boku

Nie śmieje. — Słuchaj! ja jestem kobieta:

To co mam w sercu, to widzisz i w oku —

Wzgardę, ogromną wzgardę, błyskawicę!

Otóż tą wzgardą... z tą wzgardą, o Boże!

Z tą wzgardą ja to wpadłam w nawałnicę

Nieszczęścia — i coś rzucam w mgłę — coś tworzę —

Coś — sama nie wiem; ale jestem pewna,

Że przyjdzie jaki wypadek, zdarzenie,

Które tonącej mi jak kawał drewnaPomoże. A nie? — ha! to mam schronienie

Nie między ludźmi!...

JAN

      Darujesz mi Pani,

Lecz jeśli tutaj jest jaka kobieca

Zemsta...

IDALIA

z śmiechem szydersko-bolesnym.

      To ona się nie ukołczani! —

Co? — to ty, rycerz, nie spadniesz z księżyca

Na Ariostowym koniu, i kochanki

Jak sokół sobie nie weźmiesz z dziedzińca?

To za mnie bić się ty nie pójdziesz w szranki?

Cha! cha! cha! — ludzie myślą, że prócz sińca

Nic ofiarować nie można kobiecie!

Jeżeli nie dasz ręki — daj modlitwę,

Daj serce, sercem mi pomagaj skrycie!

Myśl twoją zawieś tak jako rybitwę

Nade mną — sercem bijącą, krzykliwą!

Niechaj mnie broni, niech wiem, że nade mną

Jest kto mój — z parą skrzydeł sprawiedliwą,

Z szalą, która tu przez rękę nikczemną

Pofałszowaną nie była. I więcej,

Więcej żądałabym jeszcze od ciebie —

Ale to ledwo za kilka tysięcy

Lat człowiek będzie mógł dać zaraz z siebie

Na pierwszą prośbę, anielską a szczerą...

JAN

Cóż to za taka prośba?

IDALIA

      O pokorę...

JAN

A! to jest dla mnie, Pani, wielkie zero!

Ja, który teraz z kazny co rok biorę

Na żołd pół rubla, a resztę u chłopa

Muszę wyżebrać, mam pokory tyle...

IDALIA

Nie masz jej dosyć!

JAN

      Patrzaj: moja stopa

Wygląda z buta...

IDALIA

      Słuchaj: ja się schylę

I pocałuję tę krzyczącą ranę

Twojego buta — jeśli mi dasz słowo...

JAN

Że...?

IDALIA

      Słuchaj! — wioski te są zrujnowane,

Połową jedną szlachcie, a połową

Skarbowi dłużne; — słuchaj! ślub Diany

Jest oto takiem buta załataniem.

JAN

A więc jest święty!

IDALIA

      Towar z niej nie tanny

Zrobiono długiem bardzo targowaniem!

Na pól miliona zbito panny cenę

I teraz idzie z domu w pół-milionie!

JAN

Niedrogo!

IDALIA

      Prosto idź na targu scenę

I mów, że siostra ci jedna po zgonie

Na zagranicznym banku zostawiła

Tyle, ile ci ludzie chcą za córkę...

Ja jestem twoją siostrą!

JAN

      Pani miła!

To przypomina mi „Z gorki na gorkę”,

Piosenkę ruską...

IDALIA

Oko moje śledzi

Twe czoło — i twarz zda się nieczłowiecza.

JAN

Nie, nie! — Coś w sercu to polskiego siedzi,

Coś w sercu siedzi tutaj i zaprzecza

Takiego czynu — jakieś straszne „veto”,

Przeciw któremu nic — świat cały! — Nawet

Gdybyś nie była, o Pani, kobietą;

Czuję, że musiałbym zaraz wet-za-wet

Na twoją złotą kulę odpowiedzieć

Ciężką, żebracką kulą — ołowianą...

Co to los! — Można nad strumieniem siedzieć

I kwiatów wonią oddychać różaną

I mieć w boleści ulgę od natury,

Co wszystkie, zda się, części zna bolące

I wie, gdzie dotknąć kości, a gdzie skóry.

Lecz człowiek, choćby wyższy nad tysiące

Ludzi, choć z chęcią najlepszą się zbliży,

Choć, jak ty, Pani, od róż weźmie woni

W słowach: — to zaraz czemś albo poniży,

Albo łzę taką nad człekiem uroni,

Że ona jemu pali na wskróś czoło

I czerni wstydem.

IDALIA

      Ha! widzisz, jak trudno

Wejść w czarodziejskie tych aniołów koło,

Dla których taki czyn nie byłby trudną

Pokorą brata...

JAN

      Na Boga! na Boga!

Opuść mnie, Pani — to jest dar szalonej!...

IDALIA

Bo ja szaloną jestem; bo złowroga

Gwiazda świeciła wcześnie urodzonej

Pomiędzy ludźmi, którzy jeszcze rosną,

Nie śmiejąc kroku zstąpić z bitej drogi.

Tak! — twa szlachetność jest cudowną wiosną

Dojrzalszych twych lat: każdy dziś ubogi —

Nie lokaj, ani piszczyk, wierz mi, Panie —Tak jak ty, rzuciłby mi złotem w oczy!...

Nie idzie za tem, by to odrzucanie

Było boskością: ono tak się toczy

Po bitej drodze ludzkiego zwyczaju,

Juk stara Państwa Rzecznickich kareta...

JAN

Tego już, Pani, ja nie panimaju

I śmiech mnie bierze —

IDALIA

      Śmiech? że ja, kobieta,

Moim majątkiem rzucam tak jak błotem,

A sama choćbym poszła za klucznicę?...

JAN

Kto Pani jesteś?!

IDALIA

      Jestem tu przelotem

Przelatujący anioł: błyskawicę

Rzuciłam w oczy tobie — i znikniona

Jestem dla oczu twych, jak błysk na niebie...

JAN

Stój!

IDALIA

Nie idź za mną!...

Odchodzi.

JAN

      To jakaś szalona!

Ale oddałaby, widzę, w potrzebie

Duszę — choć diabłu! Co do mnie, to może

Złoto więc rzucić swoje — — i do stawu,

Bo mnie jak więźnia karmią ręce boże...

Jednak — ja nie wiem — ona mi wszczepiła

W to serce jakiś gniew na tego człeka,

Który tu... który, jak pieniężna siła,

Jak wódz od swych wojsk dukatowych czeka

Zwycięstwa, a sam spokojnie i cicho —

Nic wytężywszy żadnej serca władzy —

Weźmie ją... Pójdę — bo jakieś mi licho

Ubrązowane, jak ja, trochą sadzy,

Wściekle, jak Baszkir gdzieś odzwierciedlony —

Pokazuje swe zęby zgrzytające.

O! co bym nie dał za plac rozmierzony

W dziesiątek kroków, a w ręku gorące

Dwa pistolety! — O! gdyby nie słowo,

Które ode mnie Major wziął, że będę

Jako baranek i nic własną głową

Nie przedsięwezmę, ale na komendę

Jako machina będę się obracał

I wszystko czynił, co mi on rozkaże; —

O! jakżebym dziś te lalki wywracał

I tym światowym ludziom zajrzał w twarze

Spokojnie — ale marmurowo, krwawo,

Jak niegdyś w gardło harmat pod Warszawą...

Siada i czyści broń.

SCENA CZWARTA

Wchodzi KSIĄDZ LOGA.

KSIĄDZ LOGA

Pobiegła... Męka to jakaś okrutna,

Która tę panią tak po lasach goni!

Chciałem przyjść z radą — a ona fiut za dom

I poleciała nad staw jak cyranka.

A byłbym tu dał miejsce kilku radom

Dobrym, pokazał jej śmierć i kochanka

W świetle właściwym... Czego chce ode mnie

Ten ruski żołdak?

JAN

      Pomówić z Waćpanem.

KSIĄDZ LOGA

Polak?

JAN

      Tak, Polak.

KSIĄDZ LOGA

      I Waćpan nikczemnie —

Po polsku czysto mówiący, więc stanem

Zapewne nie chłop rekrutowy, ale

Szlachcic — w moskiewskiej służbie, z dobrej woli?...

Czego Waćpan chcesz?

JAN

      W tym twoim zapale

Czuć, że na twojej, mój staruszku, roli

Nie rośnie zdrada. Więc się tobie zwierzę

Pod tajemnicą jakoby spowiedzi,

Żem szlachcic, w proste posłany żołnierze

Za rewolucją, że tu we mnie siedzi

Polska; że tutaj przybyłem sekretnie,

Abym się pozbył jednego ciężaru,

Który przez czasy mnie dziesięcioletnie

Dręczył i na kształt straszliwego czaru

Myśl moją ciągle wypijał z płomienia,

Serce mi z ognia mojego wyniszczał...

Proszę cię, księże, byś z tego pierścienia...

Zdejmuje pierścień z palca i daje go Ks. Lodze.

KSIĄDZ LOGA

opatrując.

Złoty pierścionek —

JAN

      Który mi tak błyszczał,

Jak gwiazda niegdyś świecąca na kucją

W domu rodzinnym...

KSIĄDZ LOGA

      Cóż z pierścionka tego...

JAN

Proszę, ażebyś zrobił restytucją,

Bo go ukradłem.

KSIĄDZ LOGA

      Nie!

JAN

      Na Boga mego!

Bo go ukradłem...

KSIĄDZ LOGA

      Z męką ty straszliwą

Mówisz! — a ja ci mówię, ojciec stary:

Przede mną oto nie przysięgaj krzywo,

Bo ja ten pierścień znam, bom go u fary

Dawniej poświęcił.

JAN

      Więc wiesz, że jest wzięty?

Że dziś do niego nie mam, Ojcze, prawa!

KSIĄDZ LOGA

Dobrze: wypełnisz obowiązek święty.

Niechaj ci, synu mój, wiara i sława

I patria będą pomyślne i dadzą

Swoje trzy wieńce, wieńce te zwyczajne,

Które na grobie wielkich ludzi sadzą

Te trzy kochanki. Bo ci to nie tajne,

Że ludzie wprzód do trumny odprowadzą —

Potem kochają. Cierp więc podłóg stanu,

A znoś cierpienia podług wielkiej duszy;

A ja pamiętać będę o Waćpanu

W moich pacierzach...

JAN

      I perłami prószy

Ze źrenic, jak król jaki ze skarbnicy...

Bądź zdrów, staruszku! — Dobrzy w Polsce ludzie!

Odchodzi.

KSIĄDZ LOGA

Otóż sumienie tej młodej dziewicy,

Która zrobiła ślub w sybirskiej budzie,

Wolne jest. — Pójdę i pierścionek zwrócę.

AKT TRZECI

SCENA PIERWSZA

Salon, jak w Akcie pierwszym.

FANTAZY i RZECZNICKI.

FANTAZY

Rzecznicki! Dasia tu jest, albo była.

RZECZNICKI

A ba!

FANTAZY

      Czułem ją po zapachu.

RZECZNICKI

      A ba!

FANTAZY

Mówię ci, że się już nad emną mściła

Przez tego czarta golijata, draba,

Baszkira: — już jej wenecki sztylecik

Uczułem — i wiatr z jej ust pełny szpilek

Już mnie obleciał — już miałem pasztecik

Z jej kuchni — już, już ten zemsty motylek

Zrzucił poczwarkę swoję i tu lata,

Zrobiwszy traktak z ludźmi na mą zgubę.

RZECZNICKI

Mści się nad tobą?

FANTAZY

      Tak jako harmata,

Nabita puszką ćwieków.

RZECZNICKI

      Daj mi próbę,

Bo nie uwierzę.

FANTAZY

      Ten Baszkir najęty,

Dziś właśnie połknąć mnie chce jak Jonasza.

Dziś właśnie, kiedy ranne dyjamenty,

Stały na kwiatach...

RZECZNICKI

      Słuchaj: niech ta kasza

Z gwiazd, z dyjamentów, z kwiatów...

FANTAZY

      Jesteś gapem!

Otóż ci powiem prosto: dziś stoimy

Na ganku — Baszkir z ogromnym harapem,

W futrach, jak bożek gdzieś sybirskiej zimy,

Ujeżdża konie — panny z ganku patrzą,

Starosta swoje anegdoty plecie...

RZECZNICKI

Ty stoisz z twarzą od księżyca bladszą,

Jak Manfred...

FANTAZY

      A ty, mój swat, przy bukiecie

Jak Gaweł...

RZECZNICKI

      No! kończ —

FANTAZY

      Wtem Baszkir niecnota

Naprzód mi konia prawie na pierś wsadza

Ogonem — zmykać przymusza, od błota

Spędza jak wróbla, pałaszem zawadza

I moje złote na piersiach binokle

O ciągnie —

RZECZNICKI

      No! to wszystko jest przypadek.

Takie zdarzenie mieli Temistokle

Na olimpijskich grach. — Ustępuj z kładek,

Kiedy przez błoto konie idą kłusa.

Baszkir nie winien nic.

FANTAZY

      Ale mi potem

Bestia mojego zabił Spartakusa!

RZECZNICKI

Jak to?

FANTAZY

      Kiedy mnie już obrzucił błotem,

Diabeł podszepnął jakiś pannie Stelli,

Że do Majora przybiegła i prosi:

,,Niechaj, Majorze, Baszkir z łuku strzeli!”

Ojciec tę prośbę natychmiast podnosi,

Prawi uczoną wielką dysertacją

O sławnem z łuku strzelaniu Baszkirów,

Dowodząc, że zna strzał przez elewacją.

Schodzą się panny, do niebios szafirów

Odprowadzają tę strzałę oczyma;

Ja sam aż w gwiazdy okiem idę za nią,

Widzę, jak srebrna się na niebie trzyma,

Maleńka — komar pod niebieską banią —

Potem przechyla — skręca — w ziemię mierzy

Główeczką srebrną, daje świdra, młyńca —Spadła: patrzże, gdzie? — Mój Spartakus leży,

Mój wyżeł leży na środku dziedzińca,

Drgając łapami! — Czy ty byś uwierzył

Albo spodziewał się? — W niebiosa godził,

A szelma w mego Spartaka wymierzył!

RZECZNICKI

Rzecz prosta; Spartak po dziedzińcu chodził —

To los...

FANTAZY

      Lecz psów tam — —

RZECZNICKI

przerywa.

      Więc Baszkir miał racją,

Że najpiękniejszy wybrał cel — Fantazy,

Strzelając, widzisz, tak przez elewacją,

Trzeba mieć piękność celem...

FANTAZY

      Po sto razy

Mówię ci, że w tem czuć rękę Idasi.

RZECZNICKI

Strzeliła z łuku?

FANTAZY

      No! zgryzłem to w sobie.

Wtem Stelka, co się do każdego łasi,

A coś z diabełka on w swojej osobie,

Pyta Baszkira, jak się to przez barki

Ów kołczan wkłada? czy ciężki? czy z blachy?

RZECZNICKI

No? I ten Baszkir...?

FANTAZY

      Syn jakiejś tatarki!

Zdjął kołczan i mnie — co jemu pod pachy,

Byłem, a właśnie wylazłem był z kąta

I stałem przy nim z maleńką dziewczynką —

Przez głowę rzuci nagle jak chomąta

Ten kołczan, pasy te żółtawą glinką

Pomalowane: i nagle przed okiem

Panien zniknąłem, jakby syn Latony,

Okryty białej kurzawy obłokiem —

RZECZNICKI

I obryzgany i ochomącony

Jak koń —

FANTAZY

      I straszny wstał na ganku klamor,

A gdy opadł kurz, tom się przy łajdaku

Baszkirze — —

RZECZNICKI

      Pannom pokazał, jak Amor

W kusym tużurku, w sążnistym sajdaku

I ożółcony pasem ładownicy!

A ba!

FANTAZY

      Idalka więc w zmowie z tym chłopem!

Przysięgnę, że gdzieś stała w okolicy

Na wieży lub na dębie z teleskopem.

RZECZNICKI

A ba!

FANTAZY

      Ty zawsze a! ba!

SCENA DRUGA

Wchodzi HRABIA RESPEKT.

HR. RESPEKT

      Cóż, Panowie?!

Major nadzwyczaj smutny z tych wypadków

Z żołdakiem się tym obejdzie surowie.

Kochałeś może tego psa? bez świadków

Może i parę łez nad nim zroniłeś?

Niech cię pocieszy to, że moja żona,

Której ty dawno głowę zawróciłeś

Twymi listami, już jest zatrudniona

Obraniem miejsca pięknego w ogrodzie

Na grób dla twego psa i monumenta.

Gdybyście byli z moją córką w zgodzie

Lepszej: to może by jakie mementa

Znalazła w książce angielskiej i napis

Godny. — Lecz z moją córką coś ty, Hrabio

Chciałbym was widzieć jak lazuli-lapis

Błękitnych! chciałbym to, pod czwartą schabią

Zobaczyć, czy ty masz serce?... Masz serce —

Ale zobaczyć chciałbym, czy się wreszcie...?

Wiesz, Hrabio, ojcem jestem... a kobierce

Nagotowane...

FANTAZY

      A my tu po kweście

Waszych serc...

HR. RESPEKT

      Niechże pan Fantazy gada,

Jeżeli można, bez żadnych floresów

Choć chwilę!

FANTAZY

na Rzecznickiego wskazując.

      Ten Pan mój podpis posiada.

HR. RESPEKT

Cha! cha! nie lubisz, widzę, interesów —

Dobrze — idź, same róże zrywaj, a my

Weźmiemy ciebie w siatkę — weźmiem w siatkę

I myśli twoje ładne pochwytamy

W piękne więzienie. — Masz ojca i matkę:

We mnie masz ojca, matkę — w mojej żonie;Do Rzecznickiego.A my, jak ludzie ziemi, chodźmy pisać.

Wychodzi z Rzecznickim.

FANTAZY

Czoło mi jeszcze całe wstydem płonie

Za tego starca. — Jak on się kołysać

Musiał — uśmiechać i na pół dowcipnie

A na pół serio rzucać mi na szyję

Tę córkę! — Krew tak czerwona nie lipnie

Do rąk zabójcy, ani modre żmije

Nie okręcają takimi uściski

Laokontowych ramion, jak on zięcia! —

To dziwna! — Jak on żebraka był bliski —

Jak cały drżący porwał mnie w objęcia —

Jak od psa zaczął, a skończył na sobie:

Niby wyraźnie mówiąc: nad psem płaczę —

Więc płacz nade mną! — Kiedy te łzy obie,

Co w oczach jego błysnęły, tłómaczę:

To mu odpuszczam uśmiech ów fałszywy,

Którym się zakrył przede mną jak maską.

SCENA TRZECIA

HRABINA RESPEKTOWA wchodzi.

HRABINA

Hrabio!

FANTAZY

      Jej sługa!

HRABINA

      Mąż mój... dzień szczęśliwy!

Sądzę, że pan Bóg nam swą świętą łaską

Pomoże... Hrabio! we łzach jestem cała,

Widzisz mnie drżącą: nie dziw się — ja matka!...

FANTAZY

Pani mnie mocno tem zobowiązała,

Żeś mnie tu wzięła pierwszego za świadka

Tych łez. Umiem je cenić.

HRABINA

      Niech Pan będzie

Pewny, że moja Diana zrozumie

To serce jego; i chociaż nie wszędzie

— Bo ona latać po gwiazdach nie umie —

Poleci za nim: to przecież Go w żadnym

Złym losie córka moja nie opuści.

Ona ci będzie, Hrabio, kwiatem ładnym

W domu; przed twoją błyskawicą spuści

Oczy, i będzie płakała — nie wiedząc,

Skąd te łzy, czemu się po licach toczą.

Nigdy cię ona nie obrazi, śledząc

Twoich czynności; ani z twą proroczą

Przyszłości myślą będzie się kłóciła —

Ani z przeszłością twych złotych pamiątek

W bój wstąpi. Dla nas ona wszystkich była

Jak w domu jaki czarodziejski kątek,

Gdzie jest najlepiej — smutnym!... Ale, Panie,

Ja, matka... muszę przewidywać za nią

I muszę matki to przewidywanie

Powierzyć tobie...

FANTAZY

      Od tej chwili z Panią

Nie powinienem mieć ładnych tajemnic.

HRABINA

O tak! — nieprawdaż? — otwarci oboje

Wpuścimy oczy do najskrytszych ciemnic

Naszego czucia. — Hrabio, ja się boję,

Że tu... pod lawą tą — jakaś Westalka

Rzymska ma ogień jeszcze nie zagasły...

FANTAZY

do siebie.

Jak widzę, była tu moja Idalka.Głośne.Pani, tym ogniem się serdecznym pasły

Różne... cóż powiem? różne salamandry

I w ogniu żyły...

HRABINA

      I są jeszcze żywe?

FANTAZY

Nie wiem. — Nimfy się takie w oleandry

Zmieniały dawniej — albo nieszczęśliwe

W źródła płaczące, lecz w ręku poety

Dafne zmieniała się zazwyczaj w laury.

Powinny by dziś to polskie kobiety

Dobrze rozważyć...

HRABINA

      Wy jesteście Giaury,

Wy wszyscy Giaury! wy zawsze wracacie

Do pierwszych waszych snów — na śmierci łożu...

FANTAZY

Czy tu przybyła?

HRABINA

      Jest.

FANTAZY

      Gdzie?

HRABINA

      W małej chacie

U księdza Logi.

FANTAZY

      Chora?

HRABINA

      Jak na morzu!

FANTAZY

Co?... ma chorobę morską?

HRABINA

      Ciągle mdleje.

FANTAZY

Pójdę — to moje fatum ta kobieta!

Wybiega.

HRABINA

Mężu! Diano! Stelko!

SCENA CZWARTA

Wchodzą wołani wszyscy — z nimi MAJOR i RZECZNICKI.

HR. RESPEKT

      Co się dzieje?

HRABINA

Poleciał do niej!

HR. RESPEKT

      Wojna więc odkryta! —

Jak się to skończy?

HRABINA

      Ach! jak się to skończy?

Nieszczęście jakieś wyniknie.

MAJOR

      Paniska!

Czart złączył — Moskal tę parę rozłączy.

Bo ja zrozumiał z mego stanowiska,

O co tu chodzi; tak dziś ja z Baszkirem

Moim niewiele sobie pogadawszy,

Zrozumiał, że tu mariaż — a tam wirem

Jakaś kobieta kręci... Tak ja krwawszy

Był żalem, niż wy, że mój Baszkir w zmowie

Z tamtą kobietą drwił z waszego zięcia.

Więc ja rozwidnił Baszkirowi w głowie,

Że on zobaczył waszego dziecięcia

Nieszczęście, i sam zapłakał nad wami

I przyrzekł pomóc wam przeciw tej furii.

Tak jeśli wam to nic, tak my to sami

Zrobimy sztukę. Tak ja na dyżuryi

Przy sobie teraz zatrzymał Kałmuka,

A Baszkirowi kazał jechać w pole.

Tak od tej pani hrabiny poszuka

I odprowadzi przez całe Podole

Babę do domu.

HR. RESPEKT

      To gwałt!

MAJOR

      Nasza sztuka!

Co wam do tego?

HRABINA

      Lecz, Panie Majorze!...

MAJOR

No! ja mam dekret na nią, że w jej domu

Jest Włoch, Franmason!

HR. RESPEKT

      Ale w moim domu

Taki rapt...

MAJOR

      Co? ja źle zrobił?

RZECZNICKI

      Nikomu

Do głowy ani przyszło, byś Pan sobie

Tak śmiał postąpić.

MAJOR

      Tak ja źle się sprawił?

HRABINA

Majorze, lepiej abyś był nas obie

Zaaresztował!

HR. RESPEKT

      Mnie przed sądem stawił!

STELLA

Nas kazał odwieźć wszystkich do Kijowa...

HR. RESPEKT

Mnie starca kazał chwycić na kibitkę...

MAJOR

Nu! cóż ja zrobił?!

HRABINA

      Nic już! ani słowa!

Mężu, każ zaprząc! — Dianko, włóż świtkę

Czarną, podszytą łabędziami! — Stelko,

Przynieś mi boa! — sama włóż szlafroczek!

Tak jak kompanią tu jesteśmy wielką,

Jedźmy!

Hrabia idzie do drzwi; służba się krząta; panny wychodzą i wchodzą przebrane.

MAJOR

      Ot piwa nawarzył!...

RZECZNICKI

      W tłómoczek

Włóżcie czem trzeźwić!

HRABINA

      Prawda! — Kajetanie!

Włóż do powozu — o! te dwa flakony.

Jedźmy!

MAJOR

      Ja zaraz tam dopędzę Panie

Z moim Baszkirem.

LOKAJ

      Powóz zaprzężony! —

HRABINA

Jedźmy kompanią całą w przeprosiny!

Pan Major konno niechaj przodem rusza!

MAJOR

Nu tak! ja przodem! —

HR. RESPEKT

      Przez lasek brzeziny!

Wszyscy oprócz Rzecznickiego wychodzą z pospiechem.

RZECZNICKI

A ja na mego czekam Fantazjusza.

SCENA PIĄTA

Wpada FANTAZY.

FANTAZY

Rzecznicki!

RZECZNICKI

      Co to?

FANTAZY

      Konia!

RZECZNICKI

      Intercyza

Już podpisana...

FANTAZY

      Słuchaj: w moich oczach

Porwał ją przez pół! chwycił jak narcyza!

Róże, co były w jej czarnych warkoczach,

Wytrząsał! uniósł jak wicher! — Rumaka

I pistoletów!!...

RZECZNICKI

      Stój!

FANTAZY

      Póki na siodle

Dosiedzi jedna kosteczka Polaka,

To będzie rąbać!

RZECZNICKI

      Bah!

FANTAZY

      Jeśli ją podle

Opuszczę, to mi w twarz pluń! — Do widzenia!

RZECZNICKI

Poczekaj! jakże to było?

FANTAZY

      Podchodzę —

Widzę ją z dala — nad brzegiem strumienia

Smętnie idącą: — już się na pół godzę

Z tą dawną myśli moich Pelejadą —

Wtem — patrzę: jakiś Kałmuk przed nią staje —

Pokorny zda się z razu — czy z doradą

Czy z prośbą?... Słucham, co? — wtem klasły gaje:

Dała mu ręką w twarz — do oczu skacze —

On ją porywa wpół, jak zwierz unosi...

Horor!! puść — konia sam, biegnę, kulbaczę —

Lecę... Jeżeli ten Major się zgłosi

O swego człego do sądu, daj parol

Za mnie, że człowiek ten wymazan z pułku

Znajdzie się w piekle!...

Wybiega.

RZECZNICKI

Widzę, że wziął rzecz z poetycznej strony!

A więc ja szłapię także — dla trzeźwienia

Różnych mdlejących; a zaś dla obrony

Od diabła, z którym już walczyć nie mogę,

Wezmę na bryczkę moją księdza Logę.

Chce wychodzić, wchodzi IDALIA.

SCENA SZÓSTA

IDALIA

Ha! Pan Rzecznicki?

RZECZNICKI

zdziwiony.

      Co widzę?!

IDALIA

      Dlaczego

Oczy Pan sobie przecierasz? — Zapewne

Cieniem się, marą wydaję dla niego!...

Obadwa macie serca bardzo rzewne:

Płaczecie trupów, nim umrą; a żywych

Macie za mary, gdy wam stają w oczy...

Cóż więc? natrętna jestem dla szczęśliwych?

RZECZNICKI

Czy ja śnię?

IDALIA

      Cóż to?

RZECZNICKI

      Róże z jej warkoczy

Mówił Fantazy — powylatywały!

Baszkir uchwycił ją w pół, jak narcyza!...

IDALIA

Gdzież są ci państwo? — i gdzie jest dwór cały?

Słyszałam, że już młodych intercyza

Jest podpisana: — wszystkie serca mocy

Zebrałam — świadkiem szczęścia być przychodzę.

RZECZNICKI

z szyderstwem.

To więc ten Kałmuk...?

IDALIA

      Co za Kałmuk?

RZECZNICKI

Nocy

Szecherazady!

IDALIA

wzgardliwie.

      Czy tu Panu szkodzę

W jakich intrygach?

RZECZNICKI

      Bynajmniej! nie widzę,

Abyś mi Pani teraz w czem szkodziła.

Sam jestem tylko w ogromnej intrydze:

Przed chwilą Pani Hrabina tu była

Porwaną...

IDALIA

      Jakto? ja?! — przez kogo, proszę?

RZECZNICKI

Przez.. przez... przez...Do siebie.

      W zmowie jest baba z Kałmukiem —

Głośno.Pani, jak widzę, masz wielkie rozkosze

Jak dawniej, rządzić amorowym łukiem,

Wszystko zamieniać jak pędzel Albana

W obrazek pełny róż i Kupidynów —

IDALIA

Co to za Sfinx jest nowy? — Proszę Pana

Mówić tu prozą!

RZECZNICKI

      Śród róż i jaśminów

Stojąc, jak słońce, co oku doskwiera —

Z oczu olśnionych kochankowi zniknąć —

Zniknąć z Centaurem, tak jak Dejanira —

IDALIA

Jak Dejanira?... Pan musiał nawyknąć

Lub do poezji, albo też do wódki

I spirytusu — żałuję Go mocno!

RZECZNICKI

Widać, że Pani czas wystarczył krótki

Na tę przejażdżkę, zdrowiu tak pomocną

I fantastyczną —

IDALIA

      Czy Pan do mnie gada?

RZECZNICKI

Pytam się Pani, czy koń dobrze niesie?

IDALIA

Jaki koń?

RZECZNICKI

      Centaur.

IDALIA

      Jestem bardzo rada,

Że Pan tak mocny mitolog — w zakresie

Swojego głupstwa.

RZECZNICKI

      Jam także szczęśliwy,

Że Pani wracasz bez żadnego szwanku.

IDALIA

Dziękuję, że Pan dla mnie taki tkliwy.

RZECZNICKI

A gdzie jest Nessus?

IDALIA

      Czy pan?... Mój kochanku,

Zawsześ lokajski spełniał obowiązek:

Gdy Fanio w Rzymie był, toś od służącej

Mojej dostawał dla niego podwiązek,

Róż, co na balu na piersi gorącej

Uwiędły; stałeś jako szpieg, przy bramie

Czekając, abyś doniósł, gdzie wyjadę...

A ja mówiłam: oto psie ma znamię

Ten człowiek — wierny jest! i nad gromadę

Ludzi wiernością wyższy jest ten człowiek;

A więc ma dobre serce, myśli świetne.

Choć więc spod twoich szarych, wężych powiek

Odrażająca szła skra; nieszlachetne

Choć z ciebie jakieś pary wychodziły

I odrażały mnie instynktem ducha: —

Tylem zdobyła, że mi stał się miły

Twój widok i głos dla mojego ucha

Umiłowany. — Miej więc dziś torturę

Z tej jednej męki, która żre głęboko

Tą myślą: żeś był podniesiony w górę,

Że w jednej stałeś opinii wysoko,

Że w jednej myśli ty byłeś istotą

Wyższą nad ludzi, żem była gotowa

Klęknąć przed tobą: — a ty byłeś błoto,

Jednego nie wart spojrzenia i słowa,

Chodzący dowód, że mój sąd o świecie

Był sądem młodej kobiety — pomyłką!

Teraz tu jesteś marszałkiem w powiecie:

Jego pieniądze wzniosły cię! Z posyłką

Już cię nie pośle po mego trzewika

Albo po zwiędły kwiat — pan teraz z ciebie!

Lecz to, co ludziom serce tu odmyka,

Szczęście... to ciebie tak, jak kreta grzebie

W intrygi — w lochy idące podziemnie —

W pochlebstwa, które ci u niego służą. —

Cóż? — czemu teraz Pan już nie drwisz ze mnie?

Jakąż to mnie Pan po stepach podróżą

Prześladowałeś?... Mów! — uwieńczę laurem

Komiczny talent Pana. Cóż? — ciekawa,

Z jakim mnie tu Pan wyprawiasz Centaurem?!...

Milczysz?

RZECZNICKI

      Więc to jest ta koszula krwawa,

Którą dał Nessus?

IDALIA

      Cóż, ciągle te żarty?!

RZECZNICKI

Wybacz mi Pani! — Cha! cha! cha! — nie mogę —

dozwól mi Pani, że będę otwarty

I spytam; dobrą Pani miałaś drogę?

Czy trakt byt bity i gładki i suchy?

Czy zdala widać było Kapitole?

Ach!... jak to się te nazywają muchy

Świecące, proszę Pani... czy lucziole

Za konia grzywą leciały jak grzywa

Z gwiazd? — Wszak podobno tak bywa w Italii —

Słowem, czy Centaur ten, który porywa

Z konia chwytając dziewicę w pół talii —

Czy nie obraził?

IDALIA

      Więc Panu się zdaje,

Ze ja porwaną byłam?

RZECZNICKI

      Tak wieść niesie.

Zresztą patrz Pani — państwo i lokaje

Wszystko rozbiegło się oto po lesie...

IDALIA

Gdzie?

RZECZNICKI

      Całe nasze poszło towarzystwo

W pogoń za Panią — sprzyja pora ranna —

Fantazy nawet tak jak na myśliwstwo

Wziął trąbkę.

IDALIA

      I on?!

RZECZNICKI

      A panna Diana

Wzięła lornetkę.

IDALIA

      Ha!

RZECZNICKI

      I Pani Fanio

Wziął pistolety.

IDALIA

      Zrozumieć nie mogę.

RZECZNICKI

Ja także, wierny sługa, chciałem za Nią

Pędzić się jak wiatr, wziąwszy księdza Logę,

Nie wiedząc, czy ślub, czy pogrzeb wypadnie

Z natury rzeczy.

IDALIA

      I Pan sam we dworze?

RZECZNICKI

Samiutki!

IDALIA

      I dwór wyjechał gromadnie?

RZECZNICKI

Wszyscy! i Baszkir nawet przy Majorze

Poczwałowali.

IDALIA

      Więc i Pańska żona?

RZECZNICKI

Jak to!?

IDALIA

      I żona Pańska z nimi razem?

RZECZNICKI

Ja tutaj jest na kształt Korydona,

Tęskniący za jej dalekim obrazem.

Szczęście to dla niej, bo z tą katolicką

Duszą, o Pani słysząca przygodzie...

IDALIA

Jak to? — ja z panią Omfalią Rzecznicką

Tu przed godziną gadałam w ogrodzie.

RZECZNICKI

zmięszany.

Pani żartuje...

IDALIA

      Nie żartuję wcale!

Owszem mówiła, że ci chce siurpryzę

Zrobić: — ubrała się w błękitne szale

I w blondynową wielką moją kryzę —

RZECZNICKI

I w Pani kryzę?! —

IDALIA

      Nawet wyznać muszę,

Że Pana chciała podejść w moim stroju

I pomieniała się na kapelusze

Ze mną.

RZECZNICKI

      I pieszo szła?

IDALIA

      Jak dla podboju

Serca Pańskiego!

RZECZNICKI

      Szła pieszo?... ogrodem?...

IDALIA

Przez parkan do mnie skoczyła z powozu.

RZECZNICKI

Prru! prru! prru!

IDALIA

      Że mnie naśladuje chodem,

To wiesz...

RZECZNICKI

do siebie.

      Czuję dreszcz — prru! ściętym od mrozu!

IDALIA

Czy Panu słabo?

RZECZNICKI

      To nic...

Do siebie.

      Z mego łona

Wychodzą mrówki, za serce mnie chwytaGłośnoCzy Pani pewna, że to moja żona!

IDALIA

Jak to?

RZECZNICKI

      Może to kto?... jaka wizyta?...

Ktoś wzrostem do niej podobny?... jej talia

Nie jest znacząca...

IDALIA

      Ja panu powiadam

Wyraźnie: Pani Rzecznicka Omfalia,

Z którą ja...

RZECZNICKI

      Więc — więc — więc do nóg upadam!

Chce wychodzić.

IDALIA

Gdzież Pan?

RZECZNICKI

      Niech Pani Hrabina przebaczy! —

Droga mi każda chwila i minuta.Do siebie.Ten Kałmuk... moja żona... sto kartaczy!!...

IDALIA

Ha! więc tu jakaś intryga popsuta — —

RZECZNICKI

Tak, tak! intryga jakaś —Krzyczy przez okno.

      Wyprząc z bryczki,

A włożyć siodło!

IDALIA

      Pan jest niespokojny?

RZECZNICKI

Ale czy Pani pewna?

IDALIA

      Przez uliczki

Te jaśminowe szła...

RZECZNICKI

      I Kałmuk zbrojny?...

IDALIA

Co?

RZECZNICKI

      Kałmuk zbrojny podjechał?

IDALIA

śmieje się.

      Cha! cha! cha!

Teraz rozumiem!...

RZECZNICKI

      Tak, Pani rozumie,

Że taki afront...

IDALIA

      Przejażdżka!.. Gdzieś macha

Z Kałmukiem, jak wiatr —

RZECZNICKI

przez okno.

      Ten szelma nie umie

Położyć siodła!... podepnij strzemiona!

Ale jeszcze raz błagam na kolanach,

Czy Pani pewna, że to moja żona,

Którą — —

IDALIA

      Tak — którą —

RZECZNICKI

      Niesie po kurhanach.

Nie! nie, nie! — bo to przechodzi granice

Wszelkiej na świecie znanej... tak nie było!...

Ale —

IDALIA

Być mogło!

RZECZNICKI

krzyczy w okno.

      Wkładaj-że terlicę!

Na Boga! Czy ty masz serce, Hawryło?!

Cóż ty tam myślisz?!

IDALIA

      Więc Pan także kłusa

Jako Kupidyn w obrazku Albana?...

RZECZNICKI

Pani widziałaś ją?...

IDALIA

      Nim przez Nessusa

Była porwaną...

RZECZNICKI

      Pani dzisiaj z rana

Widziałaś?

IDALIA

Dzisiaj.

RZECZNICKI

      Czy spytać pozwoli,

Jak to być może dawno?

IDALIA

      Niezbyt dawno!

RZECZNICKI

Karczmy dwie! — jeśli jechali powoli,

To przy tych karczmach... To jest bardzo jawno,

Że jeszcze nie są w lesie... Tak, być muszą

Przy karczmach... Gdyby tam jaki znajomy

Był taki dobry!...

IDALIA

      Nim do lasu ruszą...

RZECZNICKI

Ha! Pani ze mnie drwisz?... Niech trzasną gromy

We mnie i w moją hańbę!!

Wybiega.

IDALIA

      Przecież — człowiek!

Gdy ból mu wszystkie zęby powyrywał,

Zacierpiał sercem, krwią — i trysnął z powiek

Iskrą człowieka. — Lecz jak długo pływał

W błocie i patrzeć nie pozwolił z góry

Na konwulsyjne swoje śmieszne męki!

Ja, nawykniona śród każdej tortury

Nadziei z serca, a trucizny z ręki,

Za wszem gotowa powitać wypadek

Uśmiechem — albo śmiertelną bladością.

Lecz ten rozsądny i kościany dziadek

Za swą porwaną poleciał Jejmością

Już bez rozumu — na wychudłej szkapie,

Butów cholewy pokazując szare. —

I to się zowie świat zimny, co chrapie!

Kiedy mu serce, miłość albo wiarę

Wspomnisz — wszystko to romansem nazywa!

A gdy sam w romans wpadnie — kawał błota —

Jak żyd na koniu wychudłym się kiwa!

Gdyby na drodze stały, podruzgota

Apolinowe posągi! i wróci

Z małżonką w ręku, jako Hesperyda

Z jabłkiem. — O ten świat — że anioły smuci,

Nie dziw! — Mnie samą wzgarda i ohyda

Bierze, gdy widzę, że takie gadziny

Rozsądkiem przeciw egzaltacji świszczą?

A jakież to w tym domu były czyny

Ludzi, co sercem i rozumem błyszczą?

Przedali córkę — mnie, natrętną marę,

Chcieli oddalić — jak? — afrontowaną!

Tak że mi chyba wziąć habity szare

I za klasztorną trzeba było ścianą

Przeżyć ostatek... Precz, serca przedajne! —

Za was rumienię się, jak róża sromu. —

Szczęście, że blisko konie mam rozstajne.

Powrócę — sama — do smętnego domu

Z moją niedolą i z mojem cierpieniem

Dawnem, lecz mędrsza stokroć doświadczeniem.

AKT CZWARTY

SCENA PIERWSZA

Mieszkanie hrabiny Idalii.

RZECZNICKI i HELENKA, która uprząta pokój.

RZECZNICKI

Helusiu, widzisz — do waszego domu

Musiałem z moją żoną — była chora.

Proszę, nie mów też Panienka nikomu,

Że ja tu konno z nią. Tego wieczora

Miałem przypadek — powóz mi się złamał;

Musiałem na koń wziąć — żona mi słabła...

Czy doktór już był?

HELENKA

do siebie.

      O! to się wykłamał!

Żona w malignie mówi, że przez diabła

Była porwaną...

RZECZNICKI

      Co mówisz Acanna?

HELENKA

Mówię, że Pani Marszałkowa chora.

RZECZNICKI

Tak, chora trochę. Ta przejażdżka ranna...

Ona ma nerwy słabe... do wieczora

Na koniu... aura zła... więc nieco słaba...

To to kobieta delikatna, święta!

HELENKA

na stronie.

O! delikatna ta czerwona baba! —

Prawda, że teraz tak jak z krzyża zdjęta

I rozczochrana...

RZECZNICKI

      Patrzaj no Acanna,

Czyj to jest powóz?

HELENKA

      Jedzie Pani nasza!

RZECZNICKI

Idź, proszę, czy tam mojej żonie wanna

Przygotowana? Niech się nie rozgłasza

Ta awantura między służącymi...

Idź — ja tu Panią przyjmę i powitam.

Helenka odchodzi — wchodzi IDALIA.

SCENA DRUGA

IDALIARZECZNICKI.

IDALIA

nie spostrzegając Rzecznickiego.

O! jak tu miło! drzewami ciemnymi

Pozasłaniane okna — piersią chwytam

Powietrze pełne kwiatów...Zobaczywszy Rzecznickiego.

      Co?! Pan u mnie?

RZECZNICKI

Pani, pod samym jej domem... wypadło

Do Niej zajechać...

IDALIA

      I żona?

RZECZNICKI

      Jak w trumnie,

Jako grobowe, okropne widziadło.

IDALIA

Tak?...

RZECZNICKI

      Tak, Wielmożna Mościa Dobrodziejko,

Tutaj, na moich przyniesiona rękach.

IDALIA

Gdzież ją Pan?... lecz nie! nie jestem tak dziką,

Ażebym w Pana wycierpianych mękach

Szukała zemsty. Czyś Pan mógł zasłonić

Przed ciekawością sług?

RZECZNICKI

      Pani, ja sądzę...

IDALIA

Że?

RZECZNICKI

      Że nie wiedzą...

IDALIA

      Chciałabym obronić

Pana, więc muszę... Nessus?

RZECZNICKI

      Wziął pieniądze.

IDALIA

To słuchaj mnie Pan! — Awantura taka

Dla was, którzy ta jesteście na świecie

Nakrochmaleni — każdy pół Polaka,

A pół aktora we własnym powiecie,

Jak na aptecznych pułkach różne flaszki

Z etykietami: ten polityk dzielny —

Ten sensat — a ten dowcipny na fraszki .

Wam by, powiadam, niosła cios śmiertelny

Śmieszność, zabiłaby was na wiek wieków,

Na dzieci wasze spadła i na wnuki!

Bo z was można drwić, lecz tak jak z kaleków —

Nie potrącając nigdy krzywej sztuki

Waszego ciała. — Twoje więc kalectwo

W dowcipkowaniu było: — a tyś ranny

W ten garb rozumu na całe sąsiedztwo

Sławny!... Rogaty miesiącem Dianny,

Zgubiony człowiek! jeśli ja na siebie

Nie wezmę garbu twego, i niosąca

Ciężar, ciężaru tak nie upotrzebię,

Że skrzydlatością i blaskiem miesiąca

Moje ramiona dumne u wachlarzy

I upiękni mnie, zamiast ciebie zabić. —

Pozbądź więc, proszę, Pan tej smętnej twarzy,

Ja Mu przyrzekam przynajmniej osłabić

Pierwsze wrażenie — oczu mych szafiry

I postać moję ułożywszy zgodnie

Ze smutną rolą nowej Dejaniry...

RZECZNICKI

Nie! To nie może być! — ja udowodnię,

Że jestem człowiek!

IDALIA

      Lecz, szanowny Panie,

Tu przyjechałeś z żoną, twoją bryczką.

Kałmuk pieniądze dostał — i dostanie

Rozkaz milczenia. — Ja stoję z pożyczką

Mego honoru — ty szlachcic, bierz sumę,

Ani się pytaj! — bierz ją bez procentu!

RZECZNICKI

Ja także, Pani, mam tu swoję dumę

I tę rzecz biorę także z fundamentu...

IDALIA

Lecz patrz! Hrabiostwo Respektowie jadą: —

A więc ty powiesz im, że twoja żona...?

RZECZNICKI

Ja nie wymówię tego.

IDALIA

      Więc tą radą,

Którą ci dałam, nie gardź! — Rzecz skończona!

Ja byłam w stepie przez ciebie odbitą —

Ja jestem teraz w łóżku mojem chora...

Mów — żartuj ze mnie — baw ich — bądź kobietą,

Baw ich plotkami...

RZECZNICKI

      Lecz tego wieczora

Ja moję zrobię rzecz...

IDALIA

      Dobrze, pozwalam,

Lecz do wieczora ja rzecz moję zrobię

I te małżeństwa wasze porozwalam —

Albo... odejdę was, a wy na grobie

Grajcie komedją.

Odchodzi.

RZECZNICKI

      Zda się dobra rada:

Na czas niech ona będzie tu na celu

Żartom. Ja potem zrobię rzecz nie lada;

Bo trzeba, żeby na obywatelu

Nie było plamy —

SCENA TRZECIA

Państwo RESPEKTOWIE wchodzą z DIANĄ i STELLĄ.

HR. RESPEKT

      Witaj mi, Rzecznicki! —

A cóż tu? mówią — chora!

RZECZNICKI

      Tak, tą jazdą —

HR. RESPEKT

Cyt! cyt!... to jej dom — to kościół delficki!

Widzisz — przywiozłem całe moje gniazdo.

I Major z nami, ale go ukryłem

Poza kulisy; w sam czas wyprowadzę

Na perypecją... Ja z nim długo żyłem;

To prosty człowiek, dobry — —

HRABINA

      Czy ma władzę

We wszystkich członkach?

RZECZNICKI

      Co?

HRABINA

      Czy ją oszczędzał?

RZECZNICKI

Tak, dosyć — —

HR. RESPEKT

      Czy gdzie nie zawadził w lesie?

RZECZNICKI

Nie.

STELLA

      Więc nie bardzo rumaka rozpędzał?

HR. RESPEKT

Dosyć — widzicie, iż stanął przy kresie.

To dosyć... lecz nas nabawił kłopotu:

Wszyscy w cierniowej jesteśmy koronie! —

Widzisz, Rzecznicki, takiego powrotu

Nikt by nie życzył swojej własnej żonie.

W głębi — taka rzecz jest niemałej wagi!...

Co to jest?!... krew się na to każda burzy.

RZECZNICKI

Gdzie jest Fantazy?

HR. RESPEKT

      Brakło mu odwagi!

W ogrodzie chodzi — wena mu tam służy —

Coś komponuje...Do żony.

      Wypraw do ogrodu

Dianę, niech ze Stelką idą obie...

HRABINA

Czy położyli jej na głowę lodu?

RZECZNICKI

Tak, położyli.

HR. RESPEKT

      Przywieźliśmy tobie

Kapelusz —

RZECZNICKI

      Jak to?

HR. RESPEKT

      Przestrzelony z łuka,

Strzałą rogaty — tak, strzałą rogaty!

Widzisz — był rozkaz dany dla Kałmuka,

Ażeby leciał jak Amor skrzydlaty,

A nie dał tobie odbić tej hrabiny —

Major mu to sam wyraźnie powielił.

Otóż on widząc twe rycerskie czyny,

Gdyś go dopadał: przymierzył i strzelił —

Jak gdyby na twój rycerski kartelusz

Odpowiadając — prosto tobie z łuka.

Szczęście, że trafił cię tylko w kapelusz!

Stelusiu, niech go Kajetan poszuka,

Niech tu przyniesie.Stella wychodzi.

      Pokazać ci chcemy,

Że twój rycerski czyn nie uszedł oka;

I ubierzemy ciebie, ubierzemy

W strzały — —

RZECZNICKI

      Rzecz to jest zanadto wysoka,

Aby żartować...

HR. RESPEKT

      No — ty jesteś skromny,

Ja wiem; ty skromny jesteś. Cały w locie —

Możeś był nawet sobie nieprzytomny,

Gdy cię ten Kałmuk — —

RZECZNICKI

przerywa.

      Tak, Hrabio, w istocie!...

HR. RESPEKT

Gdy cię ten Kałmuk ubrał, ubrał w strzały —

Numida jakiś — —

RZECZNICKI

      Więc Pan wie?

HR. RESPEKT

      Numida,

Mówię ci, jeździec jesteś doskonały!

Widzisz — talent się taki zaraz wyda,

Mój ty kochany Rzecznicki!

RZECZNICKI

      Co, Hrabio?

HR. RESPEKT

Daj, niech cię z serca uściskam!... Szałaput!

Jeżeli w tobie lata nie osłabią

Tej żyłki, to gdzieś zrobisz verte-caput.

Orlando! — gonił się jak za podradem!

Orlando!

RZECZNICKI

      Hrabia się powtarza...

HR. RESPEKT

      Drogi!

RZECZNICKI

do siebie.

Zemszczę się!Głośno.

      Czy Hrabia jadąc moim śladem

Nie znalazł... czy gdzie nie postawił nogi

Na tym papierze..? Otóż to przypadek!

Intercyza mi wypadła z kieszeni.

HR. RESPEKT

Cóż! ty sam stoisz jak układów świadek —

Rzecz małej wagi — papier się odmieni —

Lekka odmiana! Nową intercyzę

Przypieczętujesz litewską Pogonią.

Tak! Pogoń teraz weźmiesz za dewizę,

Pogoń ognistą — z uwieńczoną skronią..

Lecz widzę, że zły jesteś... a to zwykłaRzecz w ludziach, co się heroizmu wstydzą —

Wstydzą i tak się czerwienią jak ćwikła,

Kiedy się nagle w laurach jasnych widzą,

A niby niemi gardzą... Moja żono,

Pójdźmy na ogród z dziećmi, nim Hrabina

Zgodzi się naszą postać zasmuconą

Oglądać.

Wychodzą.

RZECZNICKI

      Piekło! piekło!... Starowina

Pod paznogcie mi w nogi wbija drzazgi!

Na mękach jestem!...

Wbiega FANTAZY.

SCENA CZWARTA

RZECZNICKIFANTAZY.

FANTAZY

Rzecznicki, jestem trup!

RZECZNICKI

      Co to się znaczy?!

FANTAZY

rzuca się w fotel.

Okropny, mówię, miałem pojedynek!

RZECZNICKI!

Z kim?

FANTAZY

      Z tym Moskalem...

RZECZNICKI

      Tysiąc sto kartaczy!!

Bez sekundantów?!

FANTAZY

      Wieczny odpoczynek

Mów za mnie... jestem trup!

RZECZNICKI

      Na Pana Boga!

Gdzieżeś raniony? jesteś żywy, cały!

FANTAZY

Mówię ci, że już moja prawa noga

W grobie... i moje złote ideały

Biorą twarz czaszki. W myślach moich zamętWskazując na biurko.Masz papier? siadaj, proszę i bierz pióro:

Chciałbym... w trzech słowach tutaj mój testament

Napisać...

RZECZNICKI

      Słuchaj...

FANTAZY

      Pisz! —

Rzecznicki siada i bierze pióro do ręki.

      Milijon z górą

Mego majątku, kiedy się spienięży —

Zamienić w złoto, w jeden zlać pierścionek

Spleciony kształtem saturnowych węży —

Poświęcić — wyryć na nim: trup małżonekSwej narzeczonej — I Pannie Dyjannie

Wtoczyć go. Jeśli nie weźmie — w staw rzucić!

RZECZNICKI

wstając.

Czyś ty oszalał?!

FANTAZY

      Ja tej młodej pannie

Winienem wiele, — Gdybym mógł powrócić

Z grobu, to życie zacząłbym inaczej,

Prościej — i młody starałbym się o nią.

Jutro — jak ona w trumnie mię zobaczy:

To pewny jestem, że mnie siostry dłonią

Uściśnie... Ale ostatnia godzina

Moja... innym się tu duchom należy.

RZECZNICKI

Panie Fantazy! w imię Ojca, Syna...

Gdybym cię nie znał...

FANTAZY

      Dość! czas szybko bieży..

Do grobu spieszno — a strach!... Nie idź za mną!

Bo gdybyś i szedł: to nie trafisz wcale;

śmierć ma tebańską stolicę stubramną:

Jedne są bramy jak krwawe korale

Czerwone — inne są jak perły białe;

I białe, bez ran, duchy przez nie wchodzą.

Bądź zdrów!... Królestwo mego ducha całe

Niezbuntowane, ale z ciała już się płodzą

Robaki... i te w ustach słowa zimne

Są robakami...

RZECZNICKI

      Niech cię sto piorunów!!...

FANTAZY

Ha! ha! ha! teraz pod laurami drzemnę

I Plutonowych dosiędę biegunów

We śnie... Rzymianin jestem...

Wychodzi.

RZECZNICKI

      Co to znaczy?!

Na Boga! muszę widzieć się z Majorem

Twarz w twarz: on mi to wszystko wytłómaczy

I pod właściwym te rzeczy kolorem

Musi obaczyć ze mną, i traktować

Jak ze człowiekiem...

Wchodzi IDALIA.

SCENA PIĄTA

RZECZNICKIIDALIA.

IDALIA

      A cóż?

RZECZNICKI

      Niechaj Pani

Leci! Fantazy coś zaczął wariować...

Wszyscy w tym domu jak powariowani!

Ja także myślę po wariacku skończyć.

Do nóg upadam!..

Wychodzi.

IDALIA

      Co mówił? — Fantazy

Wariuje? — Cóż to? — Ach, jak łatwo złączyć

Miłość z szaleństwem! Są to dwa wyrazy

Nierozłączone. — Wariacja więc wraca

Do tych różanych uczuć, owiniętych

Girlandą kwiatów i gwiazd, i zbogaca

Krainę duchów, moc pieśni natchniętych

Rzucając wiatrom... Ach! gdyby godzina

Tego żywota, gdy mnie ciągle poił

Z serca, jak z czary! — Gdy na kształt murzyna

Otellowego — w sztylet się uzbroił

I przyłożywszy mi do piersi — czekał,

Czy w oczach moich strach, czy uśmiech będzie?

A uśmiech z oczu moich nie uciekał,

Ale jak pająk, który z blasku przędzie

Swe pajęczyny złote na szafirze

Jakiego kwiatu: podobnie mi radość,

Że się przez jego śmierć do nieba zbliżę,

Opromieniała oczy. — O! jak bladość

Śmierci daleka była od tej bieli,

Którą on wtenczas zwał alabastrową!

O! jak mi dobrze było, na pościeli

Granitów rzymskich --- z pochyloną głową

Nad nim, oddychać różami Cezarów

I widzieć, jak się w tym człowieku rodzi

Nowy ideał wieków, pełny czarów,

Który mu całą przyszłość rozpogodzi,

Jeśli nie skala się tem ludzi błotem

I nie zapragnie spić się moszczem wina.

SCENA SZÓSTA

HELENKA wchodzi.

HELENKA

Pani nie przyjmie więc Hrabiny?

IDALIA

      Potem.

HELENKA

Koniecznie Panią chce widzieć Hrabina,

Ze łzami prosi.

IDALIA

      Więc wpuść ją, Helenko;

A gdyby chciał tu wejść i pan Fantazy,

To... to mnie ostrzeż wprzód jaką piosenką,

Albo przed drzwiami kaszlnij kilka razy.

A teraz wpuść tę Walterskotkę...

Helenka wychodzi.

Wchodzi HRABINA RESPEKTOWA.

HRABINA

      Droga!

Moimi łzami zlana — krew bym dała!

Bogdaj by tutaj nigdy moja noga

Nigdy, ach! nigdy więcej nie postała:

Jeśli ja winna co, że tobie, duszo

Anielska, taki sztylet!... Ja to czuję...

Wszystkie się żółci we mnie tem poruszą,

Bo ja kobieta, bo mnie także truje

Ten świat, przeciwko nam ciągle i wszędy

Na wspak idący... Ja tego Majora —

Gdyby nie mój mąż — to bym do komendy

W łańcuszkach była odesłała wczora

Z mojego domu! — O! kraj nieszczęśliwy,

Gdzie Moskal, widzisz, pijany robi burdy,

A my musimy cierpieć!... Jak Bóg żywy,

Polacy dawniej byli haraburdy,

Lecz teraz... są mniej, niż...

IDALIA

      Nie płacz, Hrabino,

I nie utyskuj: moja reputacja

Jest taką dzisiaj odzłoconą cyną

I woskiem...

HRABINA

      Ja wiem, że ci aprobacja

Ludzi niczem jest; bo ty — w sobie złota,

W sobie zamknięta, jak brylant bez ceny —

Pogardzasz każdą garścią tego błota,

Którem świat... Lecz ten z nad Oki czy Leny

Major — prawdziwy jakiś barbarzyniec —

Wstyd mi, że w moim domu — wstyd mi wielki!

To ja zelżona! Wyjdę na gościniec

I siędę w karczmie, bo obywatelki

Dom stał się karczmą...

IDALIA

      Odmieńmy rozmowę,

Proszę... Powiedz mi, gdzie wyprawę szyto

Dla twej Dyjanki?

HRABINA

      Ach! ja tracę głowę!

Ten mariaż!... Głowę mi, Pani, nakryto

Jak kuropatwie... jam ani wiedziała,

Że pan Fantazy... nie jest sercem wolny.

IDALIA

On wolny.

HRABINA

      I tyż to mówisz, Idalko?! —

On! co powinien był, a był niezdolny,

Uznać, że tobie będąca rywalką

Moja Diana — bez pochlebstwa gadam —

Gaśnie, jak świeca gaśnie w słońca blasku...

O nie! Ja jemu teraz w oczy zadam

Fałsz! — Nie myśl, proszę, że my go w zatrzasku

Trzymamy, jako złowionego szczygła;

On wolny —

IDALIA

      Wolny?... wszakże już kontrakta

Pomiędzy wami —

HRABINA

      O nie! tyś prześcigła

Za rzeczywistość. Czyżby jakieś akta

Mogły poprzedzić czyn, gdzie miłość sama...

Ty to rozumiesz — mariaż jest osnuty

Na sercu —

IDALIA

      O tak, na sercu.

SCENA SIÓDMA

Wpada STELLA na scenę. HRABINA RESPEKTOWAIDALIA.

STELLA

      Niech Mama

Leci!...

HRABINA

      Co?!

STELLA

      Dianka — —

HRABINA

      Co?...

Wybiega ze Stelką.

IDALIA

      Mariaż popsuty

Sercem! — Zeszła się Dianka z panem Janem —

Sztambuch przejrzała i zeszła się w sieni

Twarz w twarz z tym pięknym brązowym ułanem,

Co teraz nosi koszulę z pierścieni

I burkę — straszny na miłości scenie

Aktor...Wbiega HELENKA.

      Helenko, cóż?

HELENKA

      Panna omdlała

I padła głową swoją na kamienie.

Gdy ją podjęto, z czoła krew się lała,

Zbladła jak kreda, a łkała jak dziecko.

IDALIA

Ale nie mocno ranna?

HELENKA

      Nie! przytomna...

IDALIA

do siebie.

Czuję, że scena ta była zdradziecką;

Ten sztambuch — potem on — taka ogromna

Nagłość — i takie przejście...Głośno.

      Daj mi burnus!

Lecz nie — ja się tam teraz nie pokażę;

Tu będę, jak ten brązowy Saturnus,

Co nieruchomy siedzi na zegarze

I pod nogami swymi ma godziny

Obracające się...

SCENA OSMA

Wchodzi LOKAJ i niesie karteczki i sztylet.

LOKAJ

      Pani, ten bilet...

IDALIA

Co widzę?! — Boże! Boże mój jedyny!Czyta.Daj burnus!... Ha! ha! ten wenecki sztylet

Tu?! Jezus! Maria!

Wybiega ze sztyletem, a bilet zostawia.

HELENKA

      Co to?

LOKAJ

      Pan Fantazy

Dał mi i kazał pani oddać w ręce.

Helenka bierze bilet i czyta go.

HELENKA

Niezrozumiale są dla mnie wyrazy!

Próżno ten papier w rękach gnę i kręcę.

Muszę biec za nią.

LOKAJ

      Daj, niech ja przeczytam!

„Schadzka ostatnia dusz naszych na ziemi

Dziś o północy...”

HELENKA

      Pana Boga pytam,

Czy jest tutaj sens?

LOKAJ

      „Czarami złotymi

Ostatni toast dziś — lub z tobą razem

Piję aniołom — albo też samotny...” —

Święty Józefie! za każdym wyrazem

Wykrzyknik, a list taki był wilgotny,

Że na nim moje palce znać wyraźnie

Wydrukowane. — Diabli jacyś wodzą

Pióra tym panom: piszą niepokaźnie

W gzygzaki.Czyta.

      „Tam, gdzie na świecie się schodzą

Wszyscy i wiecznie zostają — gdzie Juliet

Obudziła się i zasnęła — czekam”.

HELENKA

Muszę wziąć pani ten łabędzi duliet

I zanieść, bo to rosa. Psy powściekam,

Ażeby panią odstraszyć na zawsze

Od tych przechadzek nocnych po pustyni.

Bo to stworzenie dla ludzi łaskawsze,

Niż zwykle bywa taka monarchini

Zła, jak diablica! — U państwa Rzecznickich

Nie można służyć dla zimna a głodu.

A gdzie jest też dom w rękach jezuickich,

To także trzeba płakać bez powodu

Co piątek, albo oczy trzeć cebulą,

Gdy człowiek idzie na mszę za hrabiną. —

A tu się ludzie w domu jakoś tulą

I...

Wpada HRABIA RESPEKT — za nim MAJOR.

SCENA DZIEWIĄTA

HR. RESPEKT

Gdzie jest Pani?

HELENKA

      Nie wiem.

HR. RESPEKT

      Nad dziewczyną

Moją śmierć wisi!... Proszę was, doktora!Helenka i Lokaj wychodzą.Majorze! — z naszą ty, widzisz, krainą

Nie jesteś w tonie: jednego wieczora,

A tyleś mi tu napsuł! — Po co było

Tego człowieka przywozić?! — Że dzieci

Poznawszy się tam, sentymentu siłą

Były porwane środ śniegów, zamieci

I strasznych, białych sybirskich hororów...

Że sobie tęczę usnuli z sympatii:

To trzebaż było tu do naszych dworów

Z tej Antologii czy tam Chrestomatii

Wyrwaną kartkę?!... Jednem słowem, mówię,

Żeś Major mi tu — może z serca — aleś

Ćwieków nasypał strasznych pod obuwie!

Ten Sybir — to to straszna jakaś zaleś

I kraj przeklęty!!

MAJOR

      Nu! Hrabia bogaty —

Tak puskaj, niechaj córka sercem bierze!

HR. RESPEKT

Co mi tam gadasz? Dobryś do harmaty,

Ale nie do serc! — Mówię tobie szczerze,

Że... niech cię wszyscy diabli, mój Majorze!

Zięć mi się gotów ten zerwać z kontraktu!

MAJOR

Który zięć?

HR. RESPEKT

      Wszak wiesz, że mam zięcia...

MAJOR

      Może?

HR. RESPEKT

Jak to? — przytomny podpisowi aktuŚlubnego, wątpisz, że ja wkrótce będę

Kołysał wnuki?... Co? wątpisz?

MAJOR

      Jej Bogu,

Ja wątpię.

HR. RESPEKT

      Cha! cha! cha! zięcia pozbędę?...

A to jak?

MAJOR

      Nu! jak? — Tak karta na rogu

Kiedy zagięta przegra: tak prepały

Diengi. — Nu wot tak zięć Panu Hrabiemu

Może się ze mną grając, przegrał cały.

HR. RESPEKT

Co to jest?! — jak to?! — po co?! — jak i czemu?!

Zięć mój z Majorem grał? i o co chodzi?

MAJOR

Nu tak, o zięcia chodzi.

HR. RESPEKT

      Zgrał się w karty?!

Głową mi tylko kiwasz Pan Dobrodziej;

Mów proszę... proszę, bądź ze mną otwarty!

Nie wiesz, ile w tem mego interesu,

I jaki kamień na mem sercu leży!

MAJOR

Nu, tak weź hrabia tu z pugilaresu

Ten kontrakt: mój pysk do niego należy,

A do mnie jego łeb — wygrany w karty.

Nu! tak Hrabiemu ja ten łeb daruję,

A z pyska mego ręką honor zdarty

Znajdę u Boga!Oddaje mu papier.

      Niech Pan Hrabia czuje,

Że ja nie człowiek zły; — głupstwem zaszkodził,

A swoim własnym honorem zapłacił.

HR. RESPEKT

przeczytawszy dany mu papier.

Piorun szaleństwa w tych ludzi ugodził —

Mózgi pomięszał. — Zięć mój głowę stracił!

Marianno! zięć nasz truje się! Marianno,

Zięć nasz zabija się!

Wybiega.

MAJOR

      Wot i teatry!

Wchodzi JAN

SCENA DZIESTĄTA

JAN i MAJOR.

JAN

Majorze!

MAJOR

      A szto? obaczył się z panną?

JAN

Jedźmy w sybirskie nasze mgły i wiatry!

Major mi będziesz ojcem — tak jak dawniej —

I przyjacielem. — Ten świat to zagadka!

Gdybyś ty widział, jak tam najzabawniej,

Najwścieklej na mnie wrzeszczała ta matka:

— „Dzieckoś mi zabił! — idź precz! nie stój blisko,

Podły!... bo śmierdzisz tu prostym żołdakiem,

Bo cuchniesz, cuchniesz tak, jak lokaisko!

Bo cię czuć wódką prostą i tombakiem

Spleśniałym! precz mi z oczu!” — Tyle brudu,

Tyle znalazła przekleństw ta kobieta,

Że ja, com słyszał niegdyś wycie ludu

Wieszającego, ludu, co w jelita

Drgające ręce kładł...

      Na takie krzyki

Córka omdlała podniosła powieki

I wzrok rzuciła na nią taki dziki,

A na mnie taki anielski, że wieki

Będę pamiętał, jakie są balsamy

W rozmiłowanych oczach u dziewczyny!

MAJOR

Nu, my w Sybirze tobie dziewcząt damy

Piękniejszych...

JAN

      Jedźmy, jedźmy z tej krainy,

Która mi we snach była szczęścia rajem —

Matką! — a teraz jest taką macochą! —

Słuchaj: nazwała wygnańca lokajem

I w to bolesne me serce tak płocho

Wrzuciła ziarno gniewu...

MAJOR

      Tak duj babu!

A ja pomogę... Wot, wot! — polskie grafy!

A kazał ty już Kałmukowi drabu,

Żeby zaprzęgał?

JAN

      Już.

MAJOR

      Nu, tak waksztafy

Zakurym w trubkach, taj na pożegnanie

Temu szlachectwu dym!

JAN

      Jedźmy, Majorze!

Temu, kto wpadnie raz w nieszczęścia morze,

Trzeba iść na dno i dać falom głowę. —

Oczęta sine we łzach — bądźcie zdrowe!...

AKT PIĄTY

SCENA PIERWSZA

Cmentarz — w głębi kaplica zamknięta. Miesięczna noc.

Wchodzą FANTAZY i IDALIA.

FANTAZY

Oto są Idy marcowe Cezara

Śmiertelne — bo ty jesteś moją Idą.

Cóż? dotrzymałem słowa... Godzin para

Ostatnich — z tobą! Gwiazdy nasze przyjdą,

Miesiąc nasz złoty już jest i dotrzymał

Słowa — na ucztę śmierci przyszedł pierwszy.

Świat mnie był w takie łańcuchy poimał,Że teraz pewnie mój sen będzie szerszy,

Gdy oddam ducha. Tony moje drżące

Były boleścią ducha ostateczną. —

Siądź tu. W twych oczach widzę dwa miesiące

Błękitne: — będziesz mi harmonią wieczną,

A oczy wiecznem źródłem światła będą:

Wypiję wszystkie złote z nieb promienie.

IDALIA

Ten cmentarz zawsze był najmilszą grzędą

Mego ogrodu. — Patrz, jakie tam cienie

Czarne pod gęstwą lip! i głazów twarze

I na czarności krzyżów niewidzialnych

Głowice trupie..

FANTAZY

      Ja ci tam pokażę

Tęczowe duchy, twarze bóstw fatalnych,

Które mi zawsze w nocy były blisko

I to zrobiły, żem tak głupio — marnie

Życie me rzucił.

IDALIA

      Co tam za zjawisko?

FANTAZY

Nic! to są we mgle chodzące latarnie;

Pewnie szukają nas.

IDALIA

      Daruj mi, Fanio,

Jeszcze raz spytam ciebie... spytam ciebie —

Bo wszakże życia nie można tak tanio

Oddawać ludziom! bo wszakże na niebie

My zapisani jesteśmy u Boga

I tu aż — przezeń tu przyprowadzeni. —

Słuchaj — zdejmuje mnie tu jakaś trwoga —

Tyś drgnął: jesteśmy oboje ruszeni

Skrzydłami śmierci... Przyszłość ta bez kształtu

Okropność swoję ma. Słuchaj mnie, Panie:

Ja nie doznałam tu żadnego gwałtu.

I ta przyczyna śmierci, to porwanie —

Tak los uczynił, że obelga cała

Spadła na inną zupełnie osobę.

Jam więc jest winna — winna, żem skłamała;

Jam winna, żem tu całą jedną dobę

Chciała aktorką być i podług świata

Fałszem dopomóc sobie na tej ziemi...

Owszem posłuchaj: ta śmierć, która lata

Jak nocny motyl, skrzydły kościanymi

Gruchocąc, marną jest — i nam urąga

Jak dzieciom głupim; — boś nie za mnie mścił się,

Ale za jakąś furią — dziwoląga —

Za Rzecznickiego, który podły krył się

Ze swą obelgą, ze swoją kuchcianą

Żoną, z łachmanem swoim przewietrzonym,

Który ja w domu dziś znalazłam rano

W wannie z rumianku, z fontaziem czerwonym

Na czepcu, z krzykiem i z twarzą koguta,

Na cały cichy dom krzyczącą: gwałtu!

FANTAZY

Cha! cha! cha! Pani Rzecznicka popsuta!

Cha! cha! cha! — Gdyby sam Rzecznicki stał tu

I o truciznę prosił, to nie dałbym

Łezki opiatu! — Cha! cha! żyj, Brutusie!

Cha! cha! cha! jeszcze raz z Rzecznickim chciałbym

Zejść się na ziemi i w tym famulusie

Mego Faustyzmu niewydrwioną stronę

Wydrwić, ażeby drwin posągiem stanął

Na moim grobie. Cha! cha! cha! utonę

We łzach serdecznych! — Cha! Kałmuk archanioł,

Porywający z ręku Jezuitom

Panią Rzecznicką — i w galop — i w galop!...

Cha! cha! cha! śmiech mój gwiazdom i błękitom.

Wiwat typ wszystkich dewotek i salop,

Pani Rzecznicka która była duchem,

W pielgrzymce!! Diabli! diabli! cha! cha! cha! cha!

IDALIA

Ten śmiech — —

FANTAZY

      Uderzył po głowie obuchem

W posąg piękności — i w szarego stracha

Zamienił tę śmierć, która przy nas stała

Niby cudowna postać z alabastrów,

W gwiazdach, motylach i w miesiącach cała,

Z kobiercem maków, dziewanny i astrów

Pod cichą stopą. — Patrz, jakich komików

Wydaje Polska: aż do grobu śmieszą!O! o koncercie śmiechu i słowików,

Graj!... Otoczona dziwolągów rzeszą,

Straszliwa, w czepcu — nowa Dejanira

Poprzedza orszak nasz, dwie nasze trumny,

I krzyczy: za mnie ginie syn Zefira

Z córką Aurory!!

IDALIA

      O! szał nierozumny!...

FANTAZY

Co? wybijam cię ze snu? — Masz! w tej lasce,

W tej złotej gałce jest snu na lat tysiąc...

IDALIA

Więc to trucizna?

FANTAZY

      Tak! w cukrowej masce

Zamaskowana złość! można by przysiąc,

Że rzecz uczciwa.

IDALIA

      I nie ma ratunku?

FANTAZY

Jest!..

IDALIA

      A więc użyj go, żyj dla Ojczyzny!!

FANTAZY

Na to — o! na to trzeba by trafunku

Wielkiego.

IDALIA

      Aby...?

FANTAZY

      Aby na siwizny

Majora głowy, która jak Eolid

Harfa pod mojem policzkiem odjękła,

Spadł albo piorun albo aerolit

Przed... przed kwadransem!

IDALIA

      Jak to?

FANTAZY

      Aby pękła

Harfa, na której ja honoru strunę

Urwałem... Kontrakt — widzisz — jest wyraźny,

Że północ jednę dziś zapełni trunę —

Na stemplowanem papierze; do kaźny

Weszło pół rubla za ten papier, który

Poważnym kiedyś będzie dokumentem...

Daj laskę!

IDALIA

      Wieszczu! do góry! do góry!

Śmierć jest okropnym, słuchaj, sakramentem.

Nie jedz trucizny z taką twarzą.

FANTAZY

      Co to?

IDALIA

Po szatańsku się tobie twarz skrzywiła.

FANTAZY

Nieprawda... śmierć jest tą kolumną złotą

Powietrza. O! w tem powietrzu jest siła!...

O! to powietrze i ciepłe, i wonne,

O! to ramiony mymi ogarnięte,

Ma w sobie duchy piękne i niezgonne,

Jak ja, wyrwane z ciał, dawno poczęte,

Pełne miłości jak ja, niewidziane,

A kształtem swoim świat rozpierające.

Czekaj, przy tobie tak za chwilę stanę

Powietrzem...

IDALIA

      Widzisz me piersi dyszące?!...

O! znajdź, znajdź jakie słowo większej mocy,

Aby mnie w ciemnej śmierci rozmiłować!

FANTAZY

Patrz — ta kaplica z krzyżem złotym, w nocy

Stojąca jak duch, zacznie tu panować

Ducha naszego siłą... i z kamieni

Miłością świata lać sakramentalnie!

Jutro ten kościół tak się w nas wpromieni,

Jak w smętne światło, i będzie fatalnie

Działał na smutne duchy, serca młode —

Jak pieśń, która nam dzieciom w piersiach dzwoni.

Chodź! do kaplicy cię tej ciemnej wiodę.

Astarte!... o ty, bez lauru na skroni

Nieznanego tu ducha Beatricze,

Którą porwałem i aniołom niosę,

Chodź, chodź! i w Madonn się wpatruj oblicze

I w zachwyceniu świętem daj pod kosę

Miesięczną śmierci cichej twoję głowę!

Co mówię? — na niej stań, jak na miesiącu,

A on skrzydlaty z nami w światy nowe

Uleci — i w słońc ognistych gorącu

Postawi czoła nasze na granicy

Ostatniej, kędy ludzki duch dolata...

Chodź! chodź! chodź do tej, o siostro, kaplicy!

Chodź ze mną! stamtąd nie wyjdziesz bez brata,

Ani bez siostry ja — chociaż oboje

Bez ciał wyjdziemy...

IDALIA

      Duchu! w ręce twoje,

W twe usta ducha mego! —

FANTAZY

      Z błyskawicy

Twe usta, duchu mój!

IDALIA

      Chodź do kaplicy,

Niech świat za nami pędzi!

Słychać bliski strzał.

FANTAZY

      Stój! co słyszę?

Strzelono...

IDALIA

      Słuchaj! jęk —

GŁOS MAJORA

      Pomiłuj Boże!

FANTAZY

Co to jest? kto śmie tę miesięczną ciszę...

GŁOS RZECZNICKIEGO

Ratunku!

IDALIA

      Nie idź!

GŁOS RZECZNICKIEGO

      Ohe!

FANTAZY

      Na ugorze —

Blisko cmentarza...

GŁOS RZECZNICKIEGO

      Kto tu w Boga wierzy,

Niech mi pomoże! — ho!...

FANTAZY

      Rzecznicki krzyczy.

GŁOS HR. RESPEKTA

za sceną.

Strzelono!.. niechaj kto na cmentarz bieży!

Stamtąd strzał —

FANTAZY

      Hrabia! — Zegarek mi liczy

Pięć minut życia... Miałyżby te chwile

Z gadułą starcem tym przeminąć marnie?

SCENA DRUGA

Wpada HR. RESPEKT i służba z pochodniami — rozwidnia się głąb sceny.

HR. RESPEKT

Tu był strzał — tu są!... tu! tu! na mogile

Widzę białego coś... tu! tu latarnie!

Tu Pan Fantazy jest z Panią Hrabiną.

Tu! tu! — oboje żywi, Bogu chwała!

Co robisz? dziecko, stój... Młodzieńce giną,

Idąc na wały, reduty i działa,

A nie tak, jak ty! —Daje mu skrypt Majora.

      Struj się tym papierem

I tajemnicę połknij — i żyj z nami!Spostrzega Majora leżącego we krwi.Cóż to znów?...

RZECZNICKI

      Niechaj kto pójdzie z giwerem

Po wodę!...

MAJOR

      Nu? ja trup... pod chorągwiami

Boharodycy... jak człowiek honoru

Dał satysfakcją... i za honor ginę...Do Fantazego.Nu, tak nie będzie teraz z nami sporu

O trumnę. Panie Hrabio... Na godzinę

Dwunastą ja się zamelduję Bogu,

A ty zmów za mnie pacierz — ściśnij ruku,

Praszczaj! — ha, szkoda, że ja się nie mogu

Tłómaczyć jaśniej. — Ja twojego stuku

Po twarzy nie czuł już... Czuł? — to zapomniał:A nie zapomniał — to odpustył z duszy.

IDALIA

Ach! jak ten człowiek cudownie zogromniał

W śmierci godzinie — prosty...

MAJOR

do Idalii.

      Łzami pruszy

Duszeczka moja... daj ruku!... nie płacz ty!

Ja stary człowiek — czas do grobu dawno...

FANTAZY

Sprowadzić powóz!...

MAJOR

      Nu! nu! nu! a zacz ty

Do Chrysta myślisz wozom?... Sławno! sławno!

Wot i żart!... trupa sadzą do karety.Do Respekta.Hrabio! na ucho proszę coś...

HR. RESPEKT

po chwili rozmowy.

      Rzecznicki,

Sprowadź, tu, sprowadź tu moje kobiety.

Pan Major, jako człowiek katolicki — —

MAJOR

Grecki!...

HR. RESPEKT

      Chce z moją widzieć się rodziną

I niektóre swej myśli testamenta

Objawić...

MAJOR

      Nu tak! Niech matka z dziewczyną

Przyjdzie i niechaj to sobie pamięta,

Że ja, człek prosty — na śmiertelnym progu

Tak będę prosić o śmiertelną łaskę...

Rzecznicki odchodzi.

SCENA TRZECIA

Wpada JAN i KAŁMUK.

JAN

Gdzie Major?

HR. RESPEKT

      Tutaj na grobie —

MAJOR

      Przy Bogu.

JAN

Co to jest?! Pustą znalazłem kolaskę

W karczmie. Wyprawił mnie Major z posyłką.

Sam wyprawiony przodem, byłbym gonił

Aż do Tobolska, gdyby nie przeczucie

I strach... Co to jest? Głowę tak pokłonił,

Jak... jak... jak...

MAJOR

      Ruku daj.

FANTAZY

do Idalii.

      Nasze otrucie

Było błazeństwem! Patrz, patrz! jak bez jęku

Przez ręce, oni gadają do siebie...

Patrz, patrz: dziesięć lat sybirskich w tych ręku

Ściśniętych jak wosk...

SCENA CZWARTA

Wpada HRABINA z córkami — RZECZNICKI z dala za niemi.

HRABINA

      O święci na niebie!

Co to jest?

HR. RESPEKT

      Cicho! okropny wypadek:

W pojedynku nasz Major zastrzelony!

HRABINA

Patrzaj, list!

HR. RESPEKT

      Co to jest?

HRABINA

      Umarł nasz dziadek...

HR. RESPEKT

Co?!

HRABINA

Dzisiaj w nocy.

HR. RESPEKT

      Ha!

RZECZNICKI

      Jesteś czerwony,

Jak upiór.

HR. RESPEKT

      Krew mi uderzyła w głowę

Jakby siekierą.

HRABINA

      Pokryj to wrażenie!

HR. RESPEKT

To jest odmiana wielka! i domowe

Rzeczy — —

HRABINA

      Schowajże, mówię, list w kieszenie

I nie pokazuj twarzy, bo ci z oczu

Ta śmierć wygląda i pójdzie pod wnioski.

HR. RESPEKT

Czy wiedzą dzieci?

HRABINA

      Nie. —

Głośno.

      Może go w koczu

Można położyć?...

FANTAZY

      Cyt! Ten sen przedboski,

Który mu igra uśmiechem na twarzy,

Gdy anioł śmierci siwym włosem rusza,

Szanuj! On teraz o czemś takiem marzy,

Że pewnie, pewnie cała jego dusza

Jest jako słońce. — Cyt! oczy otwiera.

Majorze! oto jest z dziećmi Hrabina...

MAJOR

Dajcie mi wody potiahnut' z giwera!Pije.Nu tak — jeszcze świat... W imię Ojca, Syna

I Ducha!... Proszę Hrabiny tu bliżej

I dzieci proszę tu — koło mogiły...

Nie mógł ja ludzi kochać ani szczerzej,

Ani otwarciej, jak was. Syn Hawryły

Wołdemar Major, wasz dawny znajomy,

Serdecznie wasze serca umiłował.

Ot i odwiedził wasze dobre domyPrzyjaciel — i tu u was zanocował

Aż do prysudnych dni — Kałmuk! szkatuła! —Kałmuk odchodzi.Słuchaj Hrabina. Ja czerkieski plennik,

Porwany kiedyś dzieciątkiem z auła,

Taj zmoskalony — Grek, łotr i moszennik

(Odpusti mnie Boh!) Byłby i generał

Już, tak jak drudzy, by nie Murawiewy,

Z którymi ja był — człowiek i liberał,

Dopóki żyli... Dziś pod tymi drzewy

Ranny, ot wspomniał ja ich sobie czule,

Na własną patrząc krew. Ach! pod senatem

Gdyby ja był miał w sercu tutaj kulę,

Byłoby lepiej — ufff! ze mną i z światem...

Ufff! Apostołów! ufff! ufff! Apostolczyk...

HRABINA

Majorze!...

FANTAZY

      Cicho, Pani!...

MAJOR

      Ot ten kolczyk

Od Apostoła ja miał starej matki,

Której kawałek przyniósł wtenczas drzewa

Od szubienicy, ufff! ufff! ufff! staruszka —

Nu, tak ja potem przez Arakczejewa

Wyrobił sobie, że był bez łańcuszka

Posłan w sybirskie komendy w degradzie,

W upokorzeniu... Jak wy mnie poznali,

To ja w domeczku tam małym i w sadzie

Cały dzień trubku kurzył, a wy stali,

Patrząc na smutek mój, że ja milczący

Nie odpowiadał wam, gdzie serce boli. —

Wot liberalność tu, jak żar gorący —

Wot czarny smutek był, wot mej niedoli

Była przyczyna! — Tak gdy panna śpiewa

Piosenki smutne, to ja stojąc w kącie

Wspomniał, bywało, sobie Bestużewa,

Taj potem wspomniał, że ja stał przy loncie

I nie wypalił... Taka boleść była

Na sercu mojem wężem i kamieniem!

Kiedyście znali wy już mnie Hawryła,

Ja tam przed wami stał z upokorzeniem

I z trwogą, że wy mną biednym gardzicie

Jak starym, siwym, durnym liberałem.

.........................................

........................................

.........................................

.........................................

.........................................

.........................................

......................

IDALIA

      Na Boga, Majorze!

Krew ci się rzuca z rany — mów spokojnie!

MAJOR

Tu, tak to wszystko wielkie sądy Boże!

Bo ja był kiedyś na tureckiej wojnie,

Z Persami się bił, w kwarantanach służył,

I śmierci palcem dotykał — nie blady!

.....................

.....................

..........

Kałmuk wraca na scenę ze szkatułą.

HR. RESPEKT

      Cóż to? chory gada?

Zabronić jemu... cóż? zabronić mowy!

MAJOR

Nu, niech Pan Hrabia tu poważnie siada

I słucha, bo ja człowiek już grobowy

Mówię ostatkiem duszy. — Na Sybirze

Ja miał jednego sercem przyjaciela.

Tak my z nim często chodzili pod krzyże,

Na których imię Rumina, Pestela

I drugich — z tyłu jednego kościoła

Postawili my — na cichą pamiątkę...

Tak tam mojego pamięć Apostoła,

Którego kochał ja i lat dziesiątkę

Bez niego musiał żyć!... i byłby skonał,

Gdyby żył dziesięć lat bez przyjaciela!

Nu, on zmocował mnie, sercem pokonał!

Apostoła ja stracił, a Chrzciciela

Dostał, katoryj mnie ochrestił łzami...

Tak cóż ja jemu dam, jak mnie nie stanie?...Do Diany.Dziewoczka, siuda! nu tak ty, z różami

Na ustach, stań tu ot przy tym ułanie

I tu rodzicom pokińcieś oboje,

A ja, ja z wami trzeci — Kałmuk, siuda!Wstając.Nu ot ja, chociaż ranny, ot ja stoję

I wam do kolan ot...Klęka.Na boskie cuda!

Nie odmawiajcie!... przez krew moją proszę,

Nie odmawiajcie!

HR. RESPEKT

Lecz tu związki rodu — —

MAJOR

Słuchaj! — Ja zebrał wielkie, wielkie grosze,

A sam żył z gaży, z mojego ogrodu,

Z domu... No — niegdyś w kwarantanach, srogi

Dla kupców, nu tak przyjął podwieczorek

I okręt sobie przepuścił przez nogi

Z żaglami, z masztem, a chwycił za worek,

Jak za kotwicę — Nu tak i basetla

I skrzypce na to wesele u żyda

Leżą w Hamburgu. — Graf! wot bankocetla —Do Kałmuka.Stupaj, stupaj procz! Niech Graf córkę wyda!

My milionery... pfu!!...

HR. RESPEKT

Panie Majorze!

Tu pieniądz, chociaż w dosyć znacznej sumie,

Jest niczem — —

MAJOR

      Nu ja znaju.

HRABINA

      Ach mój Boże!

Pan Major może myśli i rozumie — —

MAJOR

Nu ja nie myślę nic...

HR. RESPEKT

      Bo nasze słowo

Ma pan Fantazy —

MAJOR

      Nu tak! pan Fantazy —

Ja przed nim pójdę moją siwą głową

W proch...

FANTAZY

      Stój na Boga! — W proch?... Twoje rozkazy

Są jak aniołów.Do Diany.

      Ręka ta szlachetna

Nie była jeszcze moją — dotąd wolna!

Oczarowałaś mnie, jak gwiazda świetna,

Sądzę, że Pani będziesz sercem zdolna

Ocenić powód, dla którego muszę

Tę rękę z mych rąk wypuścić na zawsze! —Do Idalii.Brat twój, Hrabino — dziś do Rzymu ruszę

I sądzę, że twe serce, najłaskawsze

Z serc, po królewsku obejdzie się ze mną,

Mniej biorąc, niż dać mogę.

IDALIA

      Chcę szacunku.

FANTAZY

Pani! przez tę śmierć, tak krwawą i ciemną,

Jestem człowiekiem ochrzczon!... Pocałunku

W serce ten człowiek wart... Żegnaj, Majorze!

Przyślę doktora mego... miej nadzieję!

MAJOR

Nu tak już teraz Pan Hrabia nie może

Odmówić córki. Krew ze mnie się leje —

Ot, z boku mego krew strumieniem leci

I prosi — prosi łaski, zmiłowania!

HR. RESPEKT

Majorze! — no to weź sobie te dzieci...

MAJOR

Ha! ot i z Janem moim moja Dania

Na wieki! — Więcej nie mogę!... W pigułce

Tej pistoletniej sto ognistych mieczy..

Dania — Jan — Dania — poszukaj w szkatułce...

Mnie się do niebios już...

Umiera.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.