drukowana A5
14.7
Pójdźmy za nim!

Bezpłatny fragment - Pójdźmy za nim!


Objętość:
39 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0902-4

I

Kajus Septimus Cinna był patrycjuszem rzymskim. Młodość spędził wlegionach i twardym obozowym życiu. Później wrócił do Rzymu, by używaćsławy, rozkoszy i wielkiego, lubo już nieco zachwianego majątku. Użył teżwówczas i nadużył wszystkiego, co dać mogło olbrzymie miasto. Noce spędzał na ucztach we wspaniałych podmiejskich willach; dni schodziły mu naszermierkach u lanistów, na rozmowach z retorami w tepidariach, gdzieprowadzono dysputy, a przy tym opowiadano plotki z miasta i świata — wcyrkach, na wyścigach lub zapasach gladiatorów — wśród lutnistów greckich,wśród wróżek trackich i cudnych tancerek, sprowadzanych z wysp Archipelagu. Krewny przez matkę sławnego niegdy Lukulla odziedziczył po nimzamiłowanie do wytwornego jadła. Na stołach jego podawano greckie wina,ostrygi z Neapolis, koszatki z Numidii i tłuste szarańcze, duszone na miodzie z Pontu. Wszystko, co posiadał Rzym, musiał posiadać i Cinna, począwszy od ryb z Morza Czerwonego aż do białych pardw znad brzegów Borystenu. Używał on jednak nie tylko jak żołnierz, który szaleje, ale jak patrycjusz, który przebiera. Wmówił w siebie, a może i wzbudził zamiłowanie dorzeczy pięknych: do posążków, wydobywanych ze zgliszcz Koryntu, doepilychniów z Attyki, do waz etruskich lub sprowadzanych z mglistegoSericum, do mozaik rzymskich, do tkanin znad Eufratu, do arabskich wonności i tych wszystkich osobliwych drobiazgów, które wypełniałyczczość patrycjuszowskiego życia. Umiał też o nich rozmawiać, jak znawca imiłośnik, z bezzębnymi starcami, którzy przyozdabiali do stołu łysiny wwieńce z róż, a po ucztach żuli kwiat heliotropu, by oddech płuc uczynićwonnym. Odczuwał również piękność Cyceronowskiego okresu, wierszHoracego lub Owidiusza. Wychowany przez retora Ateńczyka, mówił biegle po grecku, umiał na pamięć całe ustępy z Iliady i w czasie uczt mógł śpiewać tak długo pieśni Anakreonta, dopóki się nie spił lub nie ochrypł. Przez swego mistrza i innych retorów otarł się o filozofię i zapoznał się z nią otyle, że rozumiał architekturę różnych umysłowych gmachów, powznoszonych w Helladzie i Osadach; rozumiał i to również, że wszystkie leżały wgruzach. Znał osobiście wielu stoików, do których żywił niechęć, uważał ichbowiem raczej za partię polityczną, a prócz tego za tetryków, przeciwnychwesołemu życiu. Sceptycy zasiadali często przy jego stole, obalając międzypotrawami całe systemy i głosząc, przy kraterach napełnionych winem, żerozkosz jest marnością, prawda czymś niedoścignionym i że celem mędrcamoże być jedynie martwy spokój.

Wszystko to obijało się o jego uszy, nie wnikając do głębi. Nie wyznawał onżadnych zasad i nie chciał ich mieć. W postaci Katona widział skojarzeniesię wielkiego charakteru z wielką głupotą. Życie uważał za morze, na którymwieją wiatry, dokąd chcą — a mądrością była dla niego sztuka nadstawiania imżagla tak, by łódź popychały. Prócz tego cenił szerokie ramiona, któreposiadał, zdrowy żołądek, który posiadał, i piękną rzymską głowę, o orlimprofilu i potężnych szczękach, którą posiadał. Był też pewny, że z tym możnajakoś przejść przez życie.

Nie należąc do szkoły sceptyków, był życiowym sceptykiem, ale zarazemhedonikiem, chociaż wiedział, że rozkosz nie jest szczęściem. Prawdziwejnauki Epikura nie znał, skutkiem czego sam poczytywał się za epikurejczyka. W ogóle na filozofię patrzał jak na umysłową szermierkę, równiedobrą jak ta, której uczyli laniści. Gdy go rozprawy znudziły, szedł do cyrkupatrzeć na krew.

W bogów nie wierzył, tak samo jak w cnotę, prawdę i szczęście. Wierzyłtylko we wróżby i miał swoje przesądy, a oprócz tego tajemnice wiaryWschodu budziły jego ciekawość. Dla niewolników byl dobrym panem, o ilechwilowa nuda nie przywodziła go do okrucieństwa. Mniemał, że życie jestwielką amforą, którą im lepszy gatunek wina wypełnia, tym jest cenniejszą,więc starał się swoją wypełnić jak najlepszym. Nie kochał nikogo, ale lubiłwiele rzeczy, między innymi zaś własną orlą głowę o czaszce wspaniałej — iswoją kształtną patrycjuszowską nogę.

W pierwszych latach hulaszczej epoki lubił także zadziwiać Rzym i udałomu się to kilkakrotnie. Później zobojętniał i na to.

II

W końcu zrujnował się. Majątek rozdrapali wierzyciele. Cinnie natomiastpozostało znużenie jakby po wielkim trudzie, przesyt i jeszcze jedna, bardzoniespodziana rzecz, mianowicie jakiś głęboki niepokój. Użył przecie bogactwa, użył miłości, tak jak ją świat ówczesny rozumiał, użył rozkoszy, użyłsławy wojennej, użył niebezpieczeństw; poznał mniej więcej zakres myśliludzkiej, zetknął się z poezją i sztuką, więc mógł sądzić, że wziął z życiawszystko, co ono dać mogło. Tymczasem teraz miał takie uczucie, jakbyczegoś zaniechał — i to czegoś najważniejszego. Nie wiedział jednak, co to jest,i próżno łamał sobie nad tym głowę. Nieraz próbował się z tych rozmyślań i ztego niepokoju otrząsnąć, próbował w siebie wmówić, że w życiu nic więcejnie ma i być nie może, ale wówczas niepokój jego, zamiast się zmniejszać,wzrastał natychmiast do tego stopnia, iż mu się zdawało, że się niepokoi nietylko za siebie, ale za cały Rzym. Jednocześnie zazdrościł sceptykom i zarazem miał ich za głupców, ponieważ twierdzili, że próżnię można doskonalewypełnić niczym. Było w nim teraz jakby dwóch ludzi, z których jedenzdumiewał się własnym niepokojem, drugi uznawał go mimo woli za zupełnie słuszny.

Wkrótce po utracie majątku, dzięki możnym rodzinnym wpływom,wysłano Cinnę na urzędowanie do Aleksandrii, trochę w tym celu, by wbogatym kraju odbudował na nowo majątek. Niepokój siadł z nim na okręt wBrundisium i towarzyszył mu przez morze. W Aleksandrii myślał Cinna, żesprawy urzędu, nowi ludzie, inny świat, nowe wrażenia uwolnią go odnatrętnego towarzysza — i omylił się. Upłynął miesiąc, dwa — i równie jakziarno Demetry, przywiezione z Italii, wschodziło jeszcze bujniej na żyznym gruncie Delty, tak i ów niepokój z bujnego krzewu zmienił się jakby wcedr rozłożysty i począł rzucać coraz większy cień na duszę Cinny.

Z początku próbował Cinna zagłuszyć się takim życiem, jakie dawniejprowadził w Rzymie. Aleksandria była rozkosznym miastem, pełnym Greczynek o płowych włosach i jasnej cerze, którą egipskie słońce powłóczyłobursztynowym przezroczym połyskiem. W ich to ramionach szukał ukojenia.

Lecz gdy i to okazało się próżnym, począł myśleć o samobójstwie. Wielujego towarzyszów zbyło się trosk życia właśnie w taki sposób i z powodówjeszcze błahszych niż powód Cinny, często z nudy tylko, z czczości lub zbraku ochoty do dalszego używania. Gdy niewolnik trzymał miecz zręcznie idość silnie, jedna chwila kończyła wszystko. Cinna chwycił się tej myśli, leczgdy już prawie postanowił pójść za nią, powstrzymał go dziwny sen. Otozdawało mu się, że gdy przewożono go przez rzekę, spostrzegł na drugimbrzegu swój niepokój, w postaci wynędzniałego niewolnika, który skłoniwszymu się rzekł: „Uprzedziłem cię, by cię przyjąć”. — Cinna zląkł się po razpierwszy w życiu, zrozumiał bowiem, że skoro o pogrobowym istnieniu niemoże myśleć bez niepokoju, to pójdą tam we dwóch.

W ostateczności postanowił zbliżyć się do mędrców, od których roiło sięSerapeum, sądząc, że może u nich znajdzie rozwiązanie zagadki. Ci wprawdzie nie potrafili nic mu rozwiązać, ale za to mianowali go „tu museju”, któryto tytuł przyznawali zwykle Rzymianom wysokiego rodu i znaczenia. Narazie mała to była pociecha i stempel mędrca dany człowiekowi, który nieumiał sobie odpowiedzieć na to, co go obchodziło najżywiej, mógł wydawaćsię Cinnie ironią — przypuszczał jednak, że Serapeum może nie od razuodsłania całą swą mądrość — i nie tracił zupełnie nadziei.

Najczynniejszym między mędrcami w Aleksandrii był szlachetny TymonAteńczyk, człowiek możny i obywatel rzymski. Mieszkał on od kilkunastu latw Aleksandrii, dokąd przybył dla zgłębienia tajemniczej nauki egipskiej.Mówiono o nim, że nie było ani jednego pergaminu lub papirusu w Bibliotece, którego by nie przeczytał — i że posiadł całą mądrość ludzką. Był przytym człowiekiem słodkim i wyrozumiałym. Wśród mnóstwa pedantów ikomentatorów o skrzepłych mózgach Cinna wyróżnił go od razu i wkrótcezawarł z nim znajomość, która po pewnym czasie zmieniła się w bliższązażyłość, a nawet przyjaźń. Młody Rzymianin podziwiał jego biegłość wdialektyce, wymowę i rozwagę, z jaką starzec mówi o rzeczach wzniosłych,dotyczących przeznaczeń człowieka i świata. Uderzało w nim szczególnie to,że owa rozwaga była połączona jakby z pewnym smutkiem. Później, gdyzbliżyli się z sobą, niejednokrotnie brała Cinnę ochota zapytać staregomędrca o powód tego smutku, a zarazem otworzyć przed nim własne serce.Jakoż w końcu do tego przyszło.

III

Pewnego wieczoru, gdy po gwarnych rozprawach o wędrówce dusz zostalisam na sam na tarasie, z którego widok był na morze, Cinna, wziąwszy rękęTymona, wyznał otwarcie, co mu było największym udręczeniem życia i dlajakich powodów starał się zbliżyć do uczonych i filozofów z Serapeum.

— Tyle przynajmniej zyskałem — rzekł w końcu — żem poznał ciebie,Tymonie, i teraz wiem, że jeśli ty nie rozwiążesz zagadki mego życia, niktinny tego uczynić nie zdoła.

Tymon wpatrywał się czas jakiś w wygładzoną toń morską, w której odbijałsię nów księżyca, po czym rzekł:

— Widziałeś. Cinno, owe stada ptaków, które tu nadlatują w zimie z mroków północy? Czy wiesz, czego one szukają w Egipcie?

— Wiem. Ciepła i światła.

— Dusze ludzkie także szukają ciepła, które jest miłością, i światła, któreoznacza prawdę. Ale ptaki wiedzą, dokąd lecieć po swe dobro, dusze zaślatają po bezdrożach, w zabłąkaniu, smutku i niepokoju.

— Czemu, szlachetny Tymonie, nie mogą znaleźć drogi?

— Dawniej spoczynek był w bogach, dziś wiara w bogi wypaliła się jakbyoliwa w lampie. Potem sądzono, że filozofia będzie dla dusz słońcem prawdy— dziś, jak sam wiesz najlepiej, na jej gruzach i w Rzymie, i w Akademii wAtenach, i tu siedzą sceptycy, którym zdawało się, że wnoszą spokój, a wnieśliniepokój. Bo wyrzec się światła i ciepła jest to zostawić duszę w ciemności,która jest niepokojem. Więc wyciągnąwszy ręce przed siebie szukamy poomacku wyjścia.

— Zali i ty go nie znalazłeś?

— Szukałem i nie znalazłem. Tyś szukał go w rozkoszy, ja w myśleniu — i obunas jednaka mgła otacza; wiedz przeto, że nie sam jeden się dręczysz i że wtobie dręczy się dusza świata. Wszakże od dawna już nie wierzysz wbogów?

— W Rzymie czczą ich jeszcze publicznie i sprowadzają nawet nowych zAzji i Egiptu, ale wierzą w nich szczerze chyba tylko przekupnie jarzyn,którzy z rana przyjeżdżają ze wsi do miasta.

— I ci są jedynie spokojni.

— Równie jak ci, którzy tu biją pokłony kotom i cebuli.

— Równie jak ci, którzy, jak syte zwierzęta, nie pragną niczego więcej, tylkosnu po jadle.

— Lecz czyli wobec tego warto żyć?

— Zali wiemy, co nam przyniesie śmierć?

— Więc jakaż jest różnica między tobą a sceptykami?

— Sceptycy godzą się na ciemność lub udają, że się godzą, ja zaś męczę się wniej.

— I ty nie widzisz wybawienia?

Tymon umilkł na chwilę, po czym odrzekł z wolna, jakby z pewnymwahaniem:

— Czekam go.

— Skąd?

— Nie wiem.

Po czym wsparł głowę na dłoni i jakby pod wpływem ciszy, która zalegałatarasy, począł mówić również przyciszonym głosem:

— Bo dziwna rzecz, ale czasem mi się wydaje, że gdyby świat nie mieścił wsobie nic więcej nad to, co wiemy, i gdybyśmy niczym więcej być nie moglinad to, czym jesteśmy, to by nie było w nas niepokoju... Tak więc w chorobieczerpię nadzieję zdrowia... Wiara w Olimp i filozofia zmarły, ale zdrowiemmoże być jakaś nowa prawda, której nie znam.

Nadspodziewanie rozmowa ta przyniosła Cinnie wielką ulgę. Usłyszawszy,że nie tylko on jest chory, ale cały świat chory, doznał takiego uczucia, jakbyktoś zdjął z niego ogromny ciężar i rozłożył go na tysiące ramion.

IV

Od owego czasu przyjaźń łącząca Cinnę ze starym Grekiem stała się jeszcze ściślejsza. Odwiedzali się teraz często i dzielili się tak myślami, jak chlebem wczasie uczt. Cinna zresztą, mimo swych doświadczeń i znużenia, które idzieza użyciem, był zbyt młodym, by życie nie miało jeszcze chować dla niegoponęt nieznanych — i taką właśnie ponętę znalazł w jedynej córce Tymona,Antei.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.