drukowana A5
11.29
Płomyk

Bezpłatny fragment - Płomyk


Objętość:
8 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0901-7

Gdy po wykopaniu ziemniaków wypłacono w końcu strudzonym najmitom należność za cały czas robót polnych, pobrali wszyscy na plecy przygotowane już poprzednio węzełki i ruszyli pod wieczór do najbliższej stacjikolejowej. Przyzostał tylko Wojciech Lipiecki, chłop spod Kościana, któryprzypadkiem przyłączył się wraz z kilku innymi do obieżysasów z Królestwa i razem z nimi pracował. Przyzostał on dlatego, że się w dzień podźwigałworem ziemniaków i czuł się jakiś słaby, a po wtóre i z tej jeszcze przyczyny,że chciał wstąpić do baraku, w którym ludzie przez cały czas koczowali, izabrać stamtąd obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej i ołowianą lampkę.Sam je był zawiesił, jako chłop pobożny, w kącie nad swoim tapczanem, ioczywiście szkoda mu było świętych rzeczy, a to tym bardziej że Niemcy-lutrzy nie umieliby ich uszanować. Więc w tym zamiarze, po otrzymaniuzapłaty w kancelarii, powlókł się do baraku, wzniesionego na skraju przestronnego pola pod lasem, układając sobie w myśli po drodze, że się prześpi,wypocznie, a jutro skończy pakowanie i pociągnie za innymi.

Ale szło mu się jakoś dziwnie niesporo — i czuł, że ma nogi jak słomiane, żekrzyże go bolą i że w piersiach ma jakby gwoździe, które kłują go przy każdymporuszeniu. Robiło mu się to gorąco, to zimno. Przed samym barakiemrozebrało już chłopa do szczętu. Tyle tylko że wszedł, ledwo-ledwo zapaliłlampkę przed obrazem i zaraz gruchnął się jak długi na tapczan. Masz-żeteraz! Dopieroż zląkł się, bo zrozumiał, że przyszła na niego ciężka choroba. Ito tak nagle, i z taką siłą, jak latem przychodzi burza.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.