drukowana A5
35.23
Sprzysiężenie Fieska w Genui

Bezpłatny fragment - Sprzysiężenie Fieska w Genui


Objętość:
201 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0860-7

OSOBY:

ANDRZEJ DORIA, doża Genui.

GIANETTINO DORIA, jego synowiec.

FIESKO, hrabia Lawania.

WERRINA, sprzysiężony.

BURGONINO, sprzysiężony.

KALKANIO, sprzysiężony.

SAKKO, sprzysiężony.

LOMELLIN, powiernik Gianettina.

CENTURIONE, malkontent.

CIBO, malkontent.

ASSERATO, malkontent.

ROMANO, malarz.

MULEY-HASSAN, Murzyn z Tunisu.

NIEMIEC ze straży Doży.

TRZECH OBYWATELI.

LEONORA, żona Fieska.

HRABINA JULIA, wdowa po Imperialim.

BERTA, córka Werriny.

RÓŻA, pokojowa Leonory.

ARABELLA pokojowa Leonory.

Szlachta, obywatele, Niemcy, żołnierze, służący, złodzieje.

Rzecz dzieje się w Genui, 1547 r.

AKT PIERWSZY

Sala w pałacu Fieska — słychać z daleka muzykęi zgiełk biesiadny.

SCENA PIERWSZA

Leonora w masce. Róża, Arabella w pomieszaniu wpadają na scenę.

LEONORA

zrzucając maskę

Nie więcej! — anisłowa — to jak dzień widoczne.Rzuca się na krzesło. Ach! to —

ARABELLA

Łaskawa pani!...

LEONORA

powstając z krzesła

W moich oczach! na całe miasto głośna rozpustnica! w obliczuszlachty genueńskiej!Z boleścią. Różo! Bello!przed mymi oczyma zalanymi łzami!

RÓŻA

Weź pani tę rzecz za to, czym byław istocie — za grzeczność kawalerską. —

LEONORA

Grzeczność kawalerska? — A taich oczów gra nieustanna? To śledzenie jejruchów, ten długi ssący całus na jej obnażonymramieniu, tak że ślad jego zębów w czerwono-płomienistym znaku zajaśniał? A to ogłuszenie nieme, kamienne, w którym siedział pogrążonyjak malują zachwycenie, jakby świat cały w okołoniego zniknął i on tylko jeden z tą Juliąw wiecznej próżni pozostał. Grzeczność kawalerska? — Niewinna istoto, coś nigdy nie kochała!Przynajmniej ze mną nie wiedź sporu: co jestgrzeczność kawalerska, a co jest kochanie!

RÓŻA

Tym lepiej, pani! Strata małżonkadziesięciu cicisbeów sprowadza.

LEONORA

Strata małżonka? — Lekkie podniesienie pulsu rozgrzanego, i już Fiesko byłbystracony? Idź, jadowita szczebiotko — nigdy sięoczom moim nie pokazuj! — To żart niewinny —może grzeczność przelotna? Nieprawda, mojaczuła Bello?

ARABELLA

O! Tak bez wątpienia!

LEONORA

w zadumieniu

Ale żeby się mniemałapanią jego serca? — żeby jej imię za każdąmyślą stawało mu w pamięci? — przemawiałow każdym głosie natury? — Ha! co to jest? —gdzie ja się zapędzam? Żeby świat cały, piękny,majestatyczny był dla niego kosztownym brylantem, na którym tylko jej obrazjej obrazwyryty? — Żeby on ją kochał? — tę Juliękochał? O daj mi rękę — wspieraj mnie, Bello!

Chwila milczenia — słychać znowu muzykę.

Słuchaj! Czy to nie głos Fieska z tego sięzgiełku przebija? Możeż on śmiać się, gdy w samotni jego Leonora płacze? O nie, moje dziecko!To był głos chłopski Gianettina Dorii.

ARABELLA

W istocie to głos jego! Przejdźmy,pani, do drugiego pokoju.

LEONORA

Bledniejesz, Bello! kłamiesz — jaczytam w twoich oczach, w obliczach Genueńczyków coś — coś.Zasłaniając twarz.O zaiste! Ci Genueńczycy wiedzą więcej, aniżeli dla uchamałżonki wiedzieć potrzeba.

RÓŻA

O zazdrości wszystko zwiększająca!

LEONORA

w smętnym rozmarzeniu

Wonczas, gdyon Fieskiem był jeszcze — zjawił się w pomarańczowym gaju, gdzieśmy dziewczęta na igraszkibiegły, kwitnący Apollo z męsko pięknymAntinousem zlany. Tak dumnym i wspaniałympostępował krokiem, jak gdyby prześwietnaGenua na jego młodych kołysała się barkach;nasze oczy do jego lica się zakradały, alespotkawszy błyszczące spojrzenie w lot sięcofały, jakby je kto na świętokradzkim złowiłuczynku. Ach! Bello, jakże z nas każda chwytałajego spojrzenia, liczyła błyski oka do sąsiadkiposłane. Oczy jego jak złote jabłko niezgodymiędzy nas padały, tkliwe źrenice tlały dzikszymogniem, łagodne piersi gwałtowniej tętniły, zazdrośćnaszą harmonię rozdarła.

ARABELLA

Przypominam sobie. Cała Genuaniewieścia na odgłos pięknego zwycięstwa buntemzagrzmiała.

LEONORA

w uniesieniu

A dziś go moim nazywać!Zuchwała, straszna szczęśliwość! Moim nazywać męża w Genui największego, który w piękności kończonej wyszedł spod dłuta niewyczerpanegosztukmistrza, wszystkie płci swojej wielkościw najcudowniejszej harmonii połączył. — Słuchajcie, dziewczęta, już teraz przemilczeć nie mogę!Słuchajcie, dziewczęta, coś wam powierzę,tajemniczomyśl wam jedną powierzę. Gdym przed ołtarzemprzy Fiesku stanęła z dłonią w jego dłonizłożoną — miałam myśl, o której myśleć kobiecienie wolno: — ten Fiesko, którego rękę w twojejręce trzymasz — twój Fiesko — ale cicho, niechżaden mężczyzna nie podsłucha, jak się wysokonadymamy ździebełkami jego doskonałości — tentwój Fiesko — Biada, jeśli swym uczuciem wyżejsię nie wznosicie! — ten Fiesko nam Genuęod tyranów zbawi.

ARABELLA

zdziwiona

I to widzenie przyszłodziewicy na dniu jej wesela?

LEONORA

Dziw się, Bello! — ale tak jest —przyszło to oblubienicy w dniu jej szczęściaweselnego!Żywiej. Jestem kobietą, ale czuję krwimojej szlachetność — ścierpieć nie mogę, aby tendom Doriów nad naszymi przodkami miał góręzabierać. Ten łagodny Andrzej! — sprzyjać jemudla serca jest rozkoszą — on — bodajby sięwiecznie księciem Genui mianował; ale Gianettinojest jego synowcem, jego dziedzicem — a Gianettino ma bezczelnie dumne serce. Genua drżyprzed nim, a Fiesko — o, płaczcie nade mną! —Fiesko kocha siostrę Gianettina.

ARABELLA

Biedna, nieszczęśliwa kobieto!

LEONORA

Idźcie obaczyć to bożyszcze Genui,jak zasiada w bezwstydnym kole pijaków i rozpustnic, głaszcze im uszy niezgrabnym dowcipem,bajki o zaklętych księżniczkach opowiada — otomacie Fieska. — Ach, dziewczyno! nie tylkoGenua swojego utraciła bohatera — ja takżetracę swojego małżonka!

RÓŻA

Mów pani ciszej. Ktoś przez galerięprzechodzi.

LEONORA

przestraszona

Fiesko idzie. Uciekajcie!Uciekajcie! Mój widok mógłby jemu przykrąchwilę sprawić.

Wbiega do bocznego pokoju, służąceza nią.

SCENA DRUGA

Gianettino Doria zamaskowany, w zielonym płaszczu. Murzyn. Wchodzą rozmawiając.

GIANETTINO

Zrozumiałeś mnie?

MURZYN

Doskonale.

GIANETTINO

Maska biała.

MURZYN

Wiem.

GIANETTINO

Powiadam — biała maska.

MURZYN

Wiem, wiem, wiem.

GIANETTINO

Słyszysz? jeśli ją masz chybić —wskazując na pierśto jeno tu uderz.

MURZYN

Nie troszcz się, panie!

GIANETTINO

Tylko silnym pchnięciem!

MURZYN

Nie będzie się żalił.

GIANETTINO

Żeby biedny hrabia nie męczył siędługo.

MURZYN

Z przeproszeniem pana — ileżbygłowa jego mniej więcej ważyć mogła?

GIANETTINO

Sto cekinów.

MURZYN

dmuchając w palce

Pfu! Lekka jakpiórko.

GIANETTINO

Co tam pomrukujesz?

MURZYN

Mówię, że to lekka robota.

GIANETTINO

Twoja to sprawa. Ten człowiekjest magnesem. Wszystkie głowy niespokojneciągną do niego. Słuchaj, hultaju! Mierz gosprawnie.

MURZYN

Ależ panie! — Ja uporawszy sięmuszę spiesznie do Wenecji smykać.

GIANETTINO

Weź więc naprzód nagrodę.Rzucamu bilet bankowy. Najdalej we trzy dni powinienbyć nieboszczykiem.

Odchodzi.

MURZYN

podnosząc bilet

To u mnie kredyt!Jegomość zawierza memu złodziejskiemu słowubez żadnego podpisu.

Odchodzi.

SCENA TRZECIA

Kalkanio, za nim Sakko. Obaj w czarnych płaszczach.

KALKANIO

Postrzegam, że wszystkie moje krokiśledzisz.

SAKKO

Ja zaś uważam, że wszystkie przede mnąukrywasz. Słuchaj, Kalkanio, od kilku tygodnicoś w rysach twoich zdaje się poruszać, co tchnienie samym tylko uczuciem miłości ojczyzny. —Sądzę, iż moglibyśmy, braciszku, tajemnice naszezamieniać i na handlu nikt by, po ostatecznymrachunku, nie stracił — Chcesz być szczerymprzede mną?

KALKANIO

Tak nawet dalece, że jeśli uszytwoje nie mają ochoty do głębi łona megowstąpić, serce w pół drogi ustami naprzeciwciebie wyskoczy. — Kocham żonę Fieska.

SAKKO

cofając się zdziwiony

Tego bym przynajmniejnigdy nie odgadnął, choćbym wszystkich domysłów przegląd uczynił. — Wyborem swoim mójrozum wziąłeś na tortury, lecz go w niweczobrócisz, jeżeli ci się poszczęści.

KALKANIO

Mówią, że jest przykładem najsurowszej cnoty.

SAKKO

Kłamią. Jest całą księgą treści najnudniejszej. Jedno z dwojga Kalkanio, zrzecz sięrzemiosła swego albo uczuć swoich. —

KALKANIO

Hrabia niewierny, a zazdrość jestnajprzebieglejszą namową. Spisek na Doriów nieda hrabiemu odetchnąć, a mnie w jego pałacugospodarować pozwoli. Gdy on wilka od trzody odpędzać będzie, kuna wpadnie do kurnika.

SAKKO

Lepiej nie można, mój bracie! Dzięki, żeś mi tak szybko rumieńca oszczędził. O czym wstyd mi było pomyśleć, teraz głośno przed tobą wypowiedzieć mogę. Oto żebrakiem będę,jeżeli rząd teraźniejszy nie runie ze szczętem.

KALKANIO

Czy tak wielkie masz długi?

SAKKO

Tak ogromne, że nić życia megodziesięć razy ujęta, przy jednej dziesiątej ichczęści już by się wysnuła. Zmiana rządu da miwolniej odetchnąć i choć do zapłacenia niepomoże, to przynajmniej wierzycielom procesobmierzi.

KALKANIO

Rozumiem ciebie — a na końcujeżeli Genua przy takiej sposobności wolnośćuzyska, Sakko ojcem ojczyzny się nazwać gotów.Niechże kto teraz prawi niedorzeczną bajeczkęo poczciwości, kiedy tu bankructwo hultajai rządza rozpustnika rozstrzygają o szczęściu państwa.Przez Boga, mój Sakko, ja w nas obu podziwiammądrą nieba opatrzność, która serce ciała wrzodami członków ulecza. — Czy Werrina znatwój zamiar?

SAKKO

O ile patriota wiedzieć powinien.Genua, jak wiesz, jest wrzecionem, około któregowszystkie jego myśli toczą się z żelazną wiernością. Sokole jego oko spoczęło w tej chwili naFiesku. — Na tobie także zakłada nadzieję, żecię poniekąd użyje w śmiałym spisku.

KALKANIO

Ma węch wyborny. Spieszmy gowyszukać i jego uczucie wolności naszymżarzyć.

Odchodzą.

SCENA CZWARTA

Julia zagniewana. Fiesko w białym płaszczu za nią.

JULIA

Laufry, lokaje!

FIESKO

Hrabino, dokąd? Co czynić zamierzasz?

JULIA

Nic, nic zgoła. Służba wchodzi. Niechpowóz zajeżdża.

FIESKO

Przebacz! Nie dopuszczę. To jestobraza.

JULIA

Ej! gdzie tam? — Pójdź sobie! Drzeszw kawałki moje garnirowanie! — Obraza? Ktomnie tu obrażać może? Pójdźże, pójdź sobie!

FIESKO

przyklęka na jedno kolano

Nie wprzód, pani,aż mi zuchwalca wymienisz!

JULIA

patrząc na niego z wyciągniętymi rękoma

Ach! Pięknie! Pięknie, cudownie! Niechże kto hrabinęLawania prosi na to zachwycające widowisko! —Jak to, hrabio? Gdzież się podział małżonek? Takapostawa ujść by tylko mogła w sypialnym pokojutwojej żony, gdyby ta, przerzucając stronicekalendarza pieszczot, dostrzegła jakiego brakuw swoim rejestrze. Powstańże. Idź do kobiet,gdzie ci się lepiej powiedzie. Powstańże, hrabio!Alboż chcesz niegrzeczności żony odpokutowaćswoim nadskakiwaniem?

FIESKO

szybko powstając

Niegrzeczności? Wobecciebie, hrabino?

JULIA

Zerwać się — krzesło odepchnąć — dostołu tyłem się obrócić — do stołu, hrabio, przyktórym ja siedzę!

FIESKO

To nie do przebaczenia.

JULIA

A więcej nic? — — Jestże to mojąwiną, że hrabia ma oczy w głowie?

FIESKO

Wina twojej piękności, pani, że ichwszędzie nie mam.

JULIA

Żadnego względu, hrabio, gdzie o honoridzie. Mnie zemsty potrzeba. Czy jej szukaću ciebie? czy w piorunach księcia?

FIESKO

W objęciu miłości, która cię błaga,żebyś występek zazdrości puściła w niepamięć.

JULIA

Zazdrość? Zazdrość? Czegoż chce tagłówka? W zwierciadle się przezierając. Możeż ona większą pochwałę za swój gust otrzymać, niżże ja w jej wyborze swój własny znajduję?Dumnie. Doria i Fiesko! Czy to nie dosyć zaszczytu dla hrabiny Lawania, gdy synowicaksięcia jej wyborowi zazdrości? Przyjaźnie podajerękę hrabiemu do całowania. Przypuszczam, hrabio, żetak jest istotnie.

FIESKO

z żywością

Najokrutniejsza — i mnietak udręczać! Wiem ja, boska Julio, że ode mniecześć tylko tobie się należy. Rozum nakazujezginać korne kolano przed krwią Doriów, aleserce ubóstwia piękną Julię. Występną jestmiłość moja, ale bohaterską zarazem. Ona madosyć odwagi warowny mur różnicy stanu przełamać i lecieć do ognistego słońca majestatu.

JULIA

Wielkie hrabiowskie kłamstwo, co naszczudłach kuleje. Język twój ubóstwia mnie,a serce uderza pod miniaturą innej kobiety.

FIESKO

Mów raczej pani, że niechętnie podtym ciężarem uderza i chce go czym prędzejodrzucić. Zdejmuje sylwetę Leonory na błękitnej wstędzezawieszoną i oddaje Julii. Postaw twój obraz natym ołtarzu, a wolno ci będzie to pogańskiemalowidło zdruzgotać.

JULIA

chowając czym prędzej miniaturę

Na mójhonor, wielka ofiara, która na podziękowaniezasługuje. Zawiesza mu swą miniaturę. Noś więc,niewolniku, barwę pana twego.

Odchodzi.

FIESKO

Julia mnie kocha! Julia! Bogu janawet nie zazdroszczę. Z radością przebiegając salę. Niechaj ta noc będzie bogów biesiadą, uciechaniechaj wykona mistrzowskie swe dzieło! Hola, jesttam kto? Wielka liczba służących. Niechaj po podłogachmoich pokojów leją się cypryjskie nektary, niechkapela ze snu ołowianego północ wypłoszy,tysiąc pochodni zapalonych niechaj ćmi rannąsłońca jaskrawość. W godach powszechnychniech taniec bachancki królestwo śmierci zawaliw grzmiące gruzy.

Wybiega. Głośne allegro. Środkowazasłona podnosi się i ukazuje wielką oświeconą salę, gdziemnóstwo masek tańczy. Po bokach stoły z kartami i napojem, przy nich goście.

SCENA PIĄTA

Gianettino wpół pijany. Lomellin, Cibo, Centurione, Werrina, Sakko, Kalkanio, wszyscy w maskach. Wiele dam i szlachty.

GIANETTINO

głośno krzycząc

Brawo! brawo! Wina pienią się wspaniale, nasze tanecznice skaczą wybornie. Niech który z was po Genui roztrąbi,że dziś jestem w wesołym humorze; mogą sięradować. — Na ród mój przysięgam; dzień tenw kalendarzu czerwono naznaczą i napisać muszą:Dziś książę Doria wesoły.

GOŚCIE

wznosząc toasty

Niech żyje Rzeczpospolita!

GIANETTINO

rzuca kielich z całą mocą o podłogę

Tamleżą czerepy.

Trzy czarne maski otaczają Gianettina.

LOMELLIN

biorąc księcia na stronę

Łaskawy panie!Mówiłeś mi niedawno o pewnej dziewczynie,którą spotkałeś w kościele S. Lorenzo.

GIANETTINO

Prawda, mówiłem i muszę z niąsię zapoznać.

LOMELLIN

Mogę tę znajomość nastręczyćłaskawemu panu.

GIANETTINO

Możesz? — czy możesz?... Lomellin, niedawno podałeś się na prokuratora.Będziesz nim.

LOMELLIN

Łaskawy książę, jest to drugiemiejsce w państwie; więcej jak sześćdziesięciuszlachty dobija się o nie, a wszyscy bogatsii znakomitsi niżeli twój najpokorniejszy sługa.

GIANETTINO

Pioruny i Doria! będziesz prokuratorem. Trzy maski przysuwają się. Szlachta genueńska! Niechaj spróbuje na szali położyć,wszystkich przodków swoich i herby wszystkie,a jeden włosek z siwej brody mego stryja całąszlachtę genueńską w powietrze wysadzi. Jachcę, i ty prokuratorem zostaniesz. Moja wolawięcej znaczy niżeli głosy całej seniorii.

LOMELLIN

ciszej

Dziewczyna jest jedyną córkąniejakiego Werriny.

GIANETTINO

Dziewczyna jest piękną, i pomimowszystkich czartów piekła muszę ją skosztować.

LOMELLIN

Łaskawy panie! Jedyna córka najuporniejszego republikanina.

GIANETTINO

Pójdź do biesa z swoim republikaninem. Gniew wasala i moja namiętność! Jakby wieża latarni morskiej miała się w gruzachrozsypać, dlatego że uliczne chłopaki muszlamina nią ciskają. Trzy maski w silnym poruszeniu przysuwają się jeszcze bliżej. Czy dlatego książę Andrzejokrył się bliznami w bitwach tych łapserdakówrepublikańskich, żeby jego synowiec musiał żebraćo względy ich dzieci i oblubienic? Piorunyi Doria! W tej chęci przełkną sobie ślinkę, albona popiołach stryja mego wystawię im szubienicę,na której ich genueńska wolność na śmierć sięzadławi.

Trzy maski cofają się.

LOMELLIN

Właśnie w tej chwili dziewczynajest samą. Jej ojciec tu się znajduje i jest jednąz trzech masek.

GIANETTINO

Tym lepiej! Prowadź mnie do niejnatychmiast.

LOMELLIN

Ale Wasza Wysokość szukać będziezalotnicy, a znajdzie tkliwe dziewczę.

GIANETTINO

Gwałt jest najlepszą wymową.Prowadź mnie co prędzej. Chciałbym obaczyć,czy pies republikański skoczy na niedźwiedziaDorię.Fiesko spotyka go we drzwiach.Gdzie jest hrabina?

SCENA SZÓSTA

Poprzedzający. Fiesko.

FIESKO

Właśnie ją do powozu odprowadziłem.Ściska rękę Gianettina i przykłada ją do piersi. Książę,podwójnie jestem w więzach twoich. Gianettinonad moją głową i Genuą panuje, jego boskasiostra nad sercem moim.

LOMELLIN

Z Fieska zupełny zrobił się epikurejczyk. Wielki świat dużo stracił na nim.

FIESKO

Ale Fiesko nie stracił nic na wielkimświecie. U mnie żyć to marzyć; być mądrym,Lomellinie, to marzyć przyjemnie. A na toczyż nie lepiej być na łonie rozkochanej kobiety,niźli pod piorunami tronu, gdzie koła rządzącejwładzy wiecznie skrzypią w uszach pełnychhałasu? Niech Gianettino Doria nad Genuą panuje!Fiesko chce kochać.

GIANETTINO

Chodź, Lomellin. Północ niezadługo,zbliża się godzina. Dzięki, Lawania, za ugoszczenie wasze. Jestem zadowolony.

FIESKO

To wszystko, książę, czego pragnąć mogę.

GIANETTINO

A więc dobranoc. Jutro zabawa u Doriów, i Fiesko jest zaproszony. Chodź, prokuratorze.

FIESKO

Hej! Światła, muzyki!

GIANETTINO

dumnie obok trzech masek przechodząc

Z drogi przed imieniem księcia!

JEDNA Z TRZECH MASEK

mrucząc

W piekle —ale nie tu w Genui!

GOŚCIE

ruszając się

Książę wychodzi. — Dobranoc, Lawania!

Wychodzą tłumnie.

SCENA SIÓDMA

Trzy czarne maski. Fiesko. Chwila milczenia.

FIESKO

Postrzegam tu gości, co uciech biesiadymojej nie dzielą.

MASKI

z nieukontentowaniem jedna po drugiej

Anijeden.

FIESKO

Miałżeby, mimo dobrej mej chęci, choćjeden Genueńczyk wychodzić stąd niezadowolony!Służba, hej żwawo! niech bal na nowo rozpocznąi wielkie napełnią kielichy. Nie chciałbym, żebyktoś nudów u mnie doświadczał. Każecie, bymwasze oczy sztucznymi ubawił ogniami? Niepodoba wam się czasem słuchać śmiechówmojego arlekina? Może przy moich pokojówkachznajdziecie rozrywkę? Albo siądziemy do faraona,żeby czas grą zabić?

JEDNA MASKA

Myśmy go zwykli płacićczynami.

FIESKO

Męska odpowiedź — i to jest Werrina!

WERRINA

zdejmując maskę

Fiesko prędzej przyjaciół twoich pod ich maskami znajduje niż oniFieska pod jego.

FIESKO

Tego nie rozumiem. Ale co znaczykrepa na twoim ramieniu? Miałżeby Werrinakogo ze twoich pochować — a Fiesko o tymnie wiedzieć?

WERRINA

Wiadomość pogrzebowa nie przydasię dla Fieska biesiad wesołych.

FIESKO

Ale jeżeli przyjaciel go woła?Cisnąc jegorękę z uczuciem. Przyjacielu duszy mojej! Ktoumarł nam obu?

WERRINA

Prawda — nam obu, nam obu!Ale nie wszyscy synowie noszą żałobę po matce.

FIESKO

Matka twoja od dawna w proch sięobróciła.

WERRINA

znacząco

Pamiętam, że Fiesko bratemmnie nazywał dlatego, żem był synem jegoojczyzny.

FIESKO

żartobliwie

Ach! Czy to o tym? Na tenżart więc cała wymierzona mowa? Żałoba poGenui! A w samej rzeczy, Genua już dogorywa.Pomysł nowy i jedyny. Nasz krewniak zaczynadowcipną być głową.

KALKANIO

On ci to, Fiesko, bez żartu powiedział.

FIESKO

Zapewne, zapewne! Właśnie tak było.Sucho i płaczliwie. Żart wszystko traci, gdyżartowniś sam się śmieje — a tu właśnie pogrzebowa twarz była. Czyżem ja myślał, żeponury Werrina na stare swoje lata wesołymszpakiem zostanie?

SAKKO

Chodź, Werrina! Nigdy on naszym niebędzie.

FIESKO

Tylko wesoło odchodźmy, kolego!Bądźmy przynajmniej jak ci chytrzy dziedzice, coszlochając idą za karawanem, a pod chustkągłośno się śmieją. Czy dlatego zła macocha masię nam dostać? Choćby i tak było, macochaniech zrzędzi, a my hulajmy.

WERRINA

żywo poruszony

Boże na niebie! I nicnie róbmy? — Gdzież ty, Fiesko, zaszedłeś? Kędyja znajdę owego tyranów nieprzyjaciela! Pamiętamczas, gdzie ty łamania kości na sam widokkorony dostać by mogłeś. — Upadły synu rzeczypospolitej! Kiedy czas duchy nawet zużywa, naciebie spadnie wina, że ja szeląga nie dam zaswoją nieśmiertelność.

FIESKO

Z ciebie gdera wiekuisty. Niechsobie Genuę schowają do kieszeni i tunezyjskiemusprzedają korsarzowi — co to nas obchodzi?My cypryjskie pić będziemy wino i pięknedziewczęta całować.

WERRINA

surowym patrząc na niego okiem

Czy to jest twoja prawdziwa, bez żartu odpowiedź?

FIESKO

Czemu nie, przyjacielu? Czy to takarozkosz wielka być jedną nogą tego leniwegowielonożnego zwierzęcia, które rzecząpospolitązowiemy? Dziękujmy raczej, jeżeli kto skrzydełzechce mu użyczyć i od posług nogi uwolnić.Gianettino Doria będzie książęciem — sprawykrajowe nas więcej troszczyć nie będą.

WERRINA

Fiesko! I to jest twoja prawdziwa,bez żartu odpowiedź?

FIESKO

Andrzej ogłasza swojego synowcasynem i dziedzicem dóbr swoich, kto będzieszaleńcem i o dziedzictwo jego władzy się spierać?

WERRINA

z najwyższym nieukontentowaniem

Chodźciewięc, Genueńczycy!

Opuszcza Fieska, inni wychodząza nim.

FIESKO

Werrina! — Werrina! — Ten republikanin twardy jest jak stal. —

SCENA ÓSMA

Fiesko. Nieznajoma maska.

MASKA

Czy masz jedną wolną chwilę, Lawania?

FIESKO

przystępując do niej

Dla ciebie godzinę.

MASKA

Bądź więc łaskaw wyjść ze mną na miasto.

FIESKO

Mamy pięćdziesiąt minut na dwunastą.

MASKA

Czy zechcesz, hrabio?

FIESKO

Każę zaprząc do powozu.

MASKA

To zbyteczne. Wyślę konia naprzód.Więcej nie potrzeba, bo mam nadzieję, że tylkojeden z nas wróci.

FIESKO

zmieszany

I...?

MASKA

Za pewną łzę krwawego od ciebieżądają rachunku.

FIESKO

A ta łza?

MASKA

Niejakiej hrabiny Lawania. Znam dobrzetę kobietę i chcę wiedzieć, czym ona zasłużyłaofiarą być głupiej niewiasty?

FIESKO

Teraz cię rozumiem. Czy mogę zapytaćo imię tego dziwnego opiekuna?

MASKA

Jest to ten tam, który pannę Ciboniegdyś ubóstwiał i ustąpił przed narzeczonymFieską.

FIESKO

Scipio Burgonino.

BURGONINO

zdejmując maskę

A który dziś tustaje zadosyć uczynić honorowi swojemu, coustąpił przed rywalem tak mało wzniosłym, żeprzez niego łagodna dusza ponosi męczarnie.

FIESKO

ściska go z uczuciem

Szlachetny młodzieńcze! Błogosławię cierpienia małżonki mojej,kiedy tak godną znajomość mi podają. Czujęwzniosłość twojego gniewu, ale bić się nie będę.

BURGONINO

cofając się

Hrabia Lawania miałbysię lękać pierwszej próby mojego oręża!

FIESKO

Burgonino! Z całą potęgą Francji bićsię będę, ale nie z tobą! Szanuję ten drogi zapałza powód jeszcze droższy. Na wieniec laurowychęć twoja zasłużyła, ale czyn byłby dziecinny!

BURGONINO

urażony

Dziecinny, hrabio! Dziewicaobrażona płakać tylko może — do czegóżmężczyzna?

FIESKO

Wybornie powiedziane; ale ja bić sięnie będę.

BURGONINO

odwraca się i chce odchodzić

Pogardzętobą.

FIESKO

z żywością

Na Boga, młodzieńcze! Tegonie uczynisz, chociażby cnota stracić miała cenę.Biorąc go za rękę. Miałeś kiedy dla mnie uczucie,które — jakże ja powiem? czcią nazywa się?

BURGONINO

Czyżbym ustąpił człowiekowi, którego bym pierwszym nie uznał z ludzi?

FIESKO

A więc, przyjacielu! Człowiek, który nacześć moją zasłużył, długo by czekał, nim bym nimpogardził. Sądzę, że tkanina mistrza powinna takbyć sztuczną, żeby lekkomyślnemu czeladnikowina pierwszy rzut do oka nie wpadła. — Wracajdo siebie, Burgonino, i użyj czasu, aby rozważyć,dlaczego Fiesko tak a nie inaczej działa.Burgonino w milczeniu odchodzi. Idź, szlachetny młodzieńcze! Jeśli takie serca biją w ojczyźnie,Doriom mocno stać trzeba.

SCENA DZIEWIĄTA

Fiesko. Murzyn wchodzi bojaźliwie i starannie naokoło się ogląda.

FIESKO

uważając go pilnym okiem

Czego tu chceszi kto jesteś?

MURZYN

Niewolnik rzeczypospolitej.

FIESKO

Niewola jest podłym rzemiosłem. Zawszego pilnie śledząc oczyma. Czego tu szukasz?

MURZYN

Panie, uczciwym jestem człowiekiem.

FIESKO

Ten szyld przyczep do czoła, zbytecznymnie będzie. — Czegoż tu szukasz?

MURZYN

starając się bliżej przystąpić. Fiesko usuwa się

Panie, łajdakiem nie jestem.

FIESKO

Dobrze, że o tym uwiadamiasz — ale tonie dosyć.Z niecierpliwością. Czego tu szukasz?

MURZYN

Czy wy jesteście hrabia Lawania?

FIESKO

dumnie

Ślepi w Genui znają mój chód.— Na co ci hrabia potrzebny?

MURZYN

Bądźcie ostrożnym, Lawania!

Ostronacierając.

FIESKO

odskakując na drugą stronę

Jestem w istocie.

MURZYN

znowu nacierając

Niedobre mają przeciwwam zamiary, hrabio Lawania!

FIESKO

usuwając się

Widzę to wyraźnie.

MURZYN

Strzeżcie się Dorii.

FIESKO

poufale zbliżając się do niego

Przyjacielu!Może niesprawiedliwy byłem względem ciebie.Tego imienia lękam się w istocie.

MURZYN

Chroń się więc przed nim. Umiecieczytać?

FIESKO

Zabawne pytanie! Sługiwałeś zapewneu szlachty. Masz co na piśmie?

MURZYN

Twoje imię, przy kilku innych biednychgrzesznikach.

Podaje mu papier i stara się blisko niegoumieścić. Fiesko staje przed zwierciadłem i zyzem spogląda na papier. Murzyn obchodzi go wokoło, na koniecdobywa sztyletu i chce nim przebić.

FIESKO

odwraca się zręcznie i chwyta za ramię Murzyna

Powoli, hultaju!

Wyrywa mu sztylet.

MURZYN

tupiąc nogą o podłogę

Tam do diabła!— przepraszam!

Chce uciekać.

FIESKO

porywa go i głośno woła

Stefan! Drullo!Antonio! Za gardło trzymając Murzyna. Zatrzymaj się,dobry przyjacielu! Piekielne łotrostwo!Służącywpadają. Zostań i odpowiadaj! Niegodny czynpopełniłeś. U kogo o twój zarobek upominać siębędziesz?

MURZYN

po wielu próżnych usiłowaniach wymknięciasię, z rezygnacją

Wyżej mnie powiesić nie mogąjak na szubienicy.

FIESKO

O nie, pociesz się! Na rogach księżycanie powieszą pewnie — jednakże tak wysoko,że ci się szubienica wyda piórkiem od zębów.Ale twój wybór był mądro polityczny, i twemuwrodzonemu dowcipowi przypisać go nie można.Mów więc, kto cię wynajął?

MURZYN

Możesz mnie, panie, łajdakiem nazywać, ale nazwiskiem głupca lżyć siebie niepozwalam.

FIESKO

Patrzajcie, to bydlę ma jeszcze dumę.Mów mi, ośle, kto cię wynajął?

MURZYN

namyślając się

Hum! Więc ja nie samgłupi byłem? — Kto mnie wynajął? — i za stonędznych cekinów! — Kto mnie wynajął? —Książę Gianettino.

FIESKO

urażony przechadzając się wzdłuż pokoju

Stocekinów i nic więcej za głowę Fieska? Wstydźsię, królewiczu Genui! Idąc do szkatułki. Tu jest,hultaju, tysiąc cekinów dla ciebie i powiedztwojemu panu, że z niego skąpy rozbójnik.Murzyn ogląda to od stóp do głowy. Namyślasz się?Murzyn bierze pieniądze, kładzie i znowu, znowu podnosii ciągle ogląda Fieska z największym zadziwieniem. Corobisz, hultaju?

MURZYN

rzucając pieniądze na stół

Panie, ja tychpieniędzy nie zarobiłem.

FIESKO

Łotrze z baranią głową, na szubienicęzarobiłeś! Rozgniewany słoń tratuje człowieka,ale nie robaka pełznącego. Kazałbym cię powiesić,gdyby mnie to co więcej nad dwa słowakosztować miało.

MURZYN

z niskim ukłonem

Pan zanadto łaskawy!

FIESKO

Broń Boże, nie dla ciebie. Podoba misię, że takiego łajdaka jak ty, mogę podługkaprysu zdruzgotać albo ocalić — dlategowolno odejść możesz. Uważaj tylko: twojaniezręczność jest dla mnie rękojmią nieba, żemja do czegoś wielkiego przeznaczony — stądłaska moja, stąd twoje uwolnienie.

MURZYN

Uderz w dłoń, Lawania! Pięknaczynność warta jest drugiej. Jeżeli kto na tejpółkuli nosi gardło niepotrzebne tobie — rozkaż,a poderżnę go bezpłatnie.

FIESKO

Grzeczne bydlę — cudzym gardłemchce mi odpłacać.

MURZYN

My nic darmo nie bierzemy, panie,i u nas honor w duszy.

FIESKO

Honor rzeźnika!

MURZYN

Może on żywszy i silniejszy jakwaszych ludzi honorowych. Oni przysięgi swojełamią Panu Bogu, my je święcie dochowujemyszatanowi.

FIESKO

Zabawny łotr z ciebie!

MURZYN

Cieszę się, że macie gust do mnie.Wystaw mnie hrabio na próby, a poznasz człowieka, co swoje rzemiosło zna ekspedite. Wyzwijmnie, panie — a z każdego cechu łotrostwapokażę świadectwa najdoskonalsze — od najniższegodo najwyższego.

FIESKO

Cudowne rzeczy! Siadając. A więcłotry nawet mają swoje prawa i godności?Zacznijże od najniższego.

MURZYN

Pfe, łaskawy panie, jest to pogardliwewojsko długorękich. Nędzne rzemiosło, cojeszcze wielkiego nie wylęgło człowieka — nabizuny i dom poprawy pracuje i wiedzie conajwięcej do szubienicy.

FIESKO

Ponętny cel podróży? Ciekawy jestemlepszego.

MURZYN

Są to szpiegi i podsłuchiwacze.Znakomici panowie, którym magnaci użyczająswojego posłuchu, iżby do swojej wszechwiedzycokolwiek zaczerpnąć. Oni to jak pijawki doduszy się wgryzą, wysączą truciznę z głębi sercai podadzą komu należy.

FIESKO

Znam to — dalej!

MURZYN

Kolej przychodzi na zbójców, naprzyprawiaczów trucizn i tych wszystkich,co swoją ofiarę długo upatrują, zanim ją z nienacka z tyłu pochwycą. Lękliwe piecuchy, a jednakza naukę szatanowi biedną duszą płacą. Tu jużsąd ziemski wyżej się posuwa: łamie ich kościna koła, głowy ich sprytne na palach wystawia.Jest to trzecia klasa.

FIESKO

Mówże, kiedy twoja przyjdzie?

MURZYN

Pioruny! Tu łaskawy panie, właśniejest szczyt chwały. Jam te wszystkie klasyprzechodził. Geniusz mój wcześnie każdą przeskakiwał zaporę. Wczoraj w wieczór dokonałemmistrzowskiego popisu w trzeciej, przed godzinąfrycem zostałem w czwartej.

FIESKO

Któraż więc czwarta?

MURZYN

żywo i z zapałem

Tu są ludzie, coswoją zwierzynę między czterema ścianami wyśledzą, wśród niebezpieczeństw wyrąb dla swojejdrożyny przygotują, prosto w oczy skocząi pierwszym ukłonem nie dadzą czasu zadrugi ukłon podziękować. W naszym językunazywają się oni piekła ekstrapocztą. Jak tylkoMefistofela kaprys napadnie, jedno skinienie —a ciepła mu z rożna kurzy się pieczeń.

FIESKO

Z ciebie łotr na wszystkie zastawki.Dawno mi takiego było potrzeba — podaj mi rękę!Biorę cię do służby.

MURZYN

Czy to prawda, czy żart?

FIESKO

Prawda najistotniejsza — tysiąc cekinówmasz na rok.

MURZYN

Top, Lawania! Jestem twoim i doczarta niech idzie życie prywatne. Używaj mniedo czego zechcesz. Bierz mnie na wyżła, nabrytana, na lisa, na węża, na kuplera czy nakata. Do wszystkich spraw posyłaj; tylko naduszę moją, do uczciwej nie zaprzęgaj roboty, botam ja jak pniak niezgrabny.

FIESKO

Nie troszcz się — komu ja jagnięposyłam, wilka na posła nie wezmę. Zaraz więcrano Genuę obiegaj i dośledź, jak stoją interesapaństwa. Dowiedz się, co myślą o rządzie, coo domu Doriów podszeptują. Wybadaj na ostre,co moi ziomkowie o moim rozpustnym przebąkują życiu, co myślą o moich miłostkach. Zalejim winem mózgownice, żeby się serca z swoimuczuciem wylały. — Tu są pieniądze, syp jepomiędzy kupcami jedwabiów.

MURZYN

w niepewności patrzy mu w oczy

Panie!...

FIESKO

Nie lękaj się — nic w tym uczciwegonie ma. Bież i całą twoją hałastrę na pomocprzyzwij. Na rano przyniesiesz swoje nowiny.

Odchodzi.

MURZYN

idąc za nim

Spuść się na mnie. Terazjest czwarta? Jutro o ósmej tyle wiadomościnaznoszę, ile sto uszów nie zdoła usłuchać.

Odchodzi.

SCENA DZIESIĄTA

Pokój w domu Werriny.

Berta na sofie z głową rękoma zakrytą. — Werrinawchodząc ponury.

BERTA

przestraszona wstaje

Boże! To on!

WERRINA

w milczeniu, spogląda na nią zdziwiony

Mojacórka ojca się przelękła.

BERTA

Uciekaj! Puszczaj mnie! Ach ty strasznyojcze!

WERRINA

Straszny dla mego jedynego dziecka?

BERTA

z bolesnym wejrzeniem

Nie! Tobie trzebainną mieć córkę.

WERRINA

Czy ci czułość moja dokucza?

BERTA

Ach! Na śmierć, ojcze!

WERRINA

Jak to? Jakież to, córko, przyjęcie?Niegdyś gdy do domu z ciężkim jak góra w sercuwracałem brzemieniem, Berta naprzeciw mnieleciała i jednym uśmiechem zdejmowała ciężar.Chodź, uściskaj mnie, córko! Na tym łonieognistym niech się rozgrzeje moje serce przyłożu śmiertelnym ojczyzny przeziębłe. Dziecięmoje! Dziś ja wszystkie uciechy natury pożegnałem i tylko ty jedna pozostałaś dla mnie!

BERTA

spogląda na ojca długim spojrzeniem

Nieszczęśliwy ojcze!

WERRINA

przyciskając ją do siebie

Berto! jedyne dziecię moje! Berto, moja ostatnia nadziejo!Wolność Genui przepadła — Fiesko zgubiony —Bądź ty nałożnicą!

BERTA

wyrywa się z jego objęcia

Boże święty — ty wiesz?

WERRINA

drżący

Co?

BERTA

Cnota moja dziewicza...

WERRINA

z wściekłością

Co?

BERTA

Tej nocy...

WERRINA

jakby w szaleństwie

Co?

BERTA

Gwałt!

upadła na kanapę

WERRINA

po długim straszliwym milczeniu, głosem przytłumionym

Jeszcze raz tylko, córko, raz ostatniodetchnij i powiedz — kto?

BERTA

Biada mi! ach! Tej bladości śmiertelnejnie przybieraj, ojcze! Wspomagaj mnie, Boże! Onjąka się i drży.

WERRINA

Nie mogę jednak wiedzieć, mojacórko! kto?

BERTA

Spokojnie, spokojnie, mój drogi, mójnajlepszy ojcze!

WERRINA

Na imię Boga! Kto?

Chce upaść przednią na kolana.

BERTA

Maska.

WERRINA

cofając się

Nie! To być nie może!Tej myśli Bóg mi nie przysyła. Z szyderskimuśmiechem. Stara głowo, czyliż wszelki jad z jednejtylko i tej samej ropuchy wybryzga? Do Bertyspokojniej. Wzrostu jak mój, czy niższego?

BERTA

Wyższego.

WERRINA

prędzej

Włosy czarne, kędzierzawe?

BERTA

Kędzierzawe, czarne jak węgiel.

WERRINA

odchodząc od niej chwiejącym się krokiem

Boże, moja głowa! Moja głowa! — A głos?

BERTA

Głos gruby i mocny.

WERRINA

żywo

Jakiego koloru? — Nie, jużsłyszeć nie chcę! — Płaszcz — jakiego koloru?

BERTA

Płaszcz zielony, jak mi się zdawało.

WERRINA

obie ręce trzymając na twarzy upada nasofę

Nie bój się, to tylko zawrót głowy, córko.

Opuszcza ręce, bladość pokrywa twarz jego.

BERTA

załamując dłonie

Litościwe nieba! Ja ojcaw tych rysach poznaję.

WERRINA

z gorzkim uśmiechem po chwili milczenia

Dobrze ci tak, dobrze ci tak, lękliwy Werrino— za mało ci było, że łotr świętość praw naruszał, musiał aż świętości krwi twojej dotykać.Zrywając się. Żywo, wołaj mi Mikołaja — prochui ołowiu! — albo czekaj, co innego przyszłomi do głowy. Daj mi miecz mój, a sama odmawiaj Ojcze nasz. Kładąc rękę na czole. Co ja chcęrobić?

BERTA

Ojcze! Mnie tak okropnie!

WERRINA

Chodź tu, usiądź przy mnie. Znacząco.Berto, opowiedz mi, Berto, co zrobił ten siwyRzymianin, gdy jego córkę takie — jakże bopowiedzieć? tak przystojną, jak ciebie znaleziono...Słuchaj Berto, co mówił Wirginiusz do swojejcórki znieważonej?

BERTA

ze strachem

Nie wiem, co mówił.

WERRINA

Głupia głowo! — Nic nie powiedział. Za oręż swój chwytając. Za nóż porwałzabójczy.

BERTA

przestraszona rzuca mu się na łono

Boże mój wielki! Co ty począć chcesz, ojcze?

WERRINA

rzuca oręż na ziemię

Nie! — jeszczesprawiedliwość jest w Genui.

SCENA JEDENASTA

Poprzedzający. Sakko. Kalkanio.

KALKANIO

Werrino! Co żywo gotuj się natychmiast. Dzisiaj wybory rzeczypospolitej zaczynają się. Chodźmy wcześnie do seniorii, dziewięciu senatorów wybierać. Ulice tłumem ludunapełnione. Cała szlachta do ratusza dąży.Szyderczo. Przecież pójdziesz z nami, na tryumfnowej spoglądać wolności.

SAKKO

Miecz na zemi leży. Werrina dzikopogląda. Berta ma oczy czerwone.

KALKANIO

Przez Boga — dopiero to postrzegam,Sakko! Tu jakieś nieszczęście się stało.

WERRINA

stawiając dwa krzesła

Siadajcie.

SAKKO

Zastraszasz nas, przyjacielu!

KALKANIO

Jeszczem cię takim nigdy nie oglądał.Gdyby Berta nie płakała, musiałbym pytać, czyGenua nie przepada.

WERRINA

straszliwym głosem

Przepada! — Siadajcie!

KALKANIO

gdy obaj usiedli

Człowieku! Zaklinam cię!

WERRINA

Słuchajcie!

KALKANIO

Jaki domysł przychodzi mi, Sakko!

WERRINA

Genueńczycy! Wy obaj znacie starożytność imienia mojego. Wasi przodkowie ogonyszat za moimi nosili. Moi ojcowie w bitwachprzewodzili krajowi. Moje matki matkom genueńskimza przykład służyły. Honor był jedynym dobremnaszym i syn go po ojcu odziedziczał — czyzna kto inaczej?

SAKKO

Nikt!

KALKANIO

Nikt, jak Bóg na niebie!

WERRINA

Ostatni jestem z rodu mojego.W grobie żona spoczywa. Ta córka jest Jejostatnią spuścizną. Genueńczycy, wyście świadkami,jakem ją wychowywał. Czy jest kto, co by wystąpiłi mnie oskarżał, żem swoją Bertą zaniedbywał?

KALKANIO

Twoja córka jest w kraju wzoremcnoty.

WERRINA

Przyjaciele! Jestem stary człowiek.Gdybym ją utracił, drugiej mieć już nie mogę.Pamięć ma zniknie. Straciłem ją! Zhańbiony ródmój!

OBAJ

wzruszeni

Niech cię Bóg od tego zachowa!

Berta w jękach, tarza się po sofie.

WERRINA

Nie! — Nie rozpaczaj, córko! Ciludzie mężni są i uczciwi. Nad tobą gdy onizapłaczą, krew gdzieś toczyć się będzie. Niepoglądajcie z takim podziwieniem. Wolno z naciskiem. Kto Genuę ujarzmia, może zgwałcićdziewicę.

OBAJ

powstając z krzeseł

Gianettino Doria!

BERTA

z krzykiem

Zwalcie się mury na mnie!Mój Scipio!

SCENA DWUNASTA

Ciż. Burgonino.

BURGONINO

Podskocz, dziewczyno — szczęśliwa wiadomość. Szlachetny Werrino, przyszedłemniebo swoje na twoich ustach położyć. Od dawnajut kocham córkę twoją, a nigdy nie śmiałemo jej rękę prosić, bo całe mienie moje płynęłona wiotkich statkach. Ale w tej chwili pięknymajątek przybija do portu i jak mówią, niezmierzone wiedzie dla mnie skarby. Jestem bogaty —daj mi Boże, ja ją szczęśliwą uczynię.

Berta się zasłania. Długa pauza.

WERRINA

Czy masz chęć, młodzieńcze, w błotoserce swoje rzucić?

BURGONINO

porywa za oręż, ale w tej samej chwili cofa rękę

To ojciec powiedział.

WERRINA

To samo ostatni łajdak powie ciwe Włoszech. Czyż zadowalasz się resztkami zestołu innych?

BURGONINO

Starcze! Nie przywódź mnie doszaleństwa.

KALKANIO

Burgonino! Starzec prawdę mówi.

BURGONINO

w uniesieniu zbliża się do Berty

Prawdęmówi? Mnieżby dziewka oszukać miała?

KALKANIO

Nie tam, Burgonino! Dziewicajak anioł czysta.

BURGONINO

staje osłupiały

Jak zbawienia pragnę! — czysta, i zhańbiona! Nie pojmujętego. Spozieracie na siebie i stoicie w milczeniu.Jakieś nieszczęście, zbrodnia drży na ustachwaszych. Zaklinam was — na igraszkę nie ciągnijcie rozumu mojego. Ona byłaby czystą!Kto mówił, że czysta?

WERRINA

Moje dziecię winnym nie jest.

BURGONINO

A więc gwałt! Podnosi oręż z podłogi. Genueńczycy, przez wszystkie zbrodniepod słońcem! Gdzie — gdzież ja zbójcę wynajdę?

WERRINA

Tam, gdzie znajdziesz złodzieja Genui.

Burgonino w osłupieniu. Werrina w milczeniu przechadza się, wreszcie wraca.

WERRINA

Jeżelim zrozumiał skinienie twoje,o przedwieczna Opatrzności, ty chcesz Genuęprzez moją Bertę oswobodzić. Przystępuje do niej i z wolna odwija krepę z ramienia swego. Dopóki krewz serca Doriów nie zmyje haniebnej plamy twojego honoru, niech promień dzienny na tę twarznie pada. — Aż do tej chwili rzuca krepę na niąociemnij.

Milczenie — wszyscy wzruszeni spoglądają naniego.

WERRINA

kładąc uroczyście dłoń swoją na córki głowie

Przeklęte powietrze, co ciebie owieje! Przeklętysen, co twoje członki orzeźwi! Przeklęty człowiek,co litością nędzę twoją nawiedzi! Idź do najgłębszych sklepień mojego domu! Jęcz, skowycz,męczarnią swoją bieg czasu zwalniaj. Przerywanymgłosem. Twoje życie niech będzie wijącym siętarzaniem zdychającego robaka, uporną gruchocącąwalką między bytem i zniszczeniem! — Niech toprzekleństwo trzyma cię, dopóki Gianettino ostatniego nie wycharczy oddechu. Jeżeli nie —ciągnij je za tobą przez wieczność, aż znajdzieszpunkt, gdzie dwa końce jej koła stykają sięz sobą.

Długie milczenie, postrach w twarzach. Werrinaspogląda na każdego silnym i przenikliwym wzrokiem.

BURGONINO

Wyrodny ojcze! Cóżeś ty uczynił?To okrutne, potworne przekleństwo twojej biednejniewinnej córce?

WERRINA

Prawda — to straszliwie, mój czułyzięciu? — Z najsilniejszym znaczeniem. Kto z wasteraz wystąpi i z krwią zimną o przewłoce paplaćbędzie? Dola Genui na moją Bertę rzucona.Serce moje ojcowskie za powinność obywatelaodpowiada. Kto do tyla lękliwym będzie i zechcezbawienie Genui odwlekać, wiedząc, że to jagnięniewinne jego bojaźń męką nieskończoną opłacaćmusi? Przez Boga, to nie był pomysł głupca!Wykonałem przysięgę i nad dzieckiem nie zlitujęsię swoim, aż Doria upadnie, choćbym miałcoraz nowe męczarnie wymyślać jak pachołekkatowski, choćbym to jagnię niewinne na kanibalskiej zgruchotał katowni. Oni drżą — bladymijak duchy otaczają mnie twarzami! Jeszcze raz,Scipio! biorę ją w układ — żebyś ty tyranaumordował. Na tym drogim węźle trzymammocno twoją, moją, waszą powinność. GnębicielGenui upaść musi, albo dziewicę rozpacz umęczy.Nie odwołam.

BURGONINO

rzucając się do nóg Berty

Upadnieon — za Genuę upadnie — jako wół ofiarny.Jak pewno, że oręż ten w sercu Dorii zagłębię,tak pewno, że na twoich ustach złożę całusoblubieńczy.

wstaje

WERRINA

Pierwsza para, którą furie błogosławią! Podajcie sobie ręce. W sercu Dorii zagłębisz swój oręż? Weź ją — ona twoja.

KALKANIO

przyklęka

Oto jeszcze jeden klękaGenueńczyk i straszne swoje żelazo u nóg kładzie niewinności. Niech tak Kalkanio drogę donieba znajdzie, jak ten oręż ścieżkę do żywotaDorii.

wstaje

SAKKO

Ostatni, lecz niemniej w postanowieniumocny, klęka tu Rafał Sakko. Jeśli ten miecz mójnagi więzienia Berty nie otworzy, to niechajzamknie się ucho Zbawiciela na moją ostatniąw skonie modlitwę.

wstaje

WERRINA

rozweselony

Genua dziękuje wam przeze mnie, przyjaciele! Idź teraz, córko. Ciesz się, że ojczyzny jesteś wielką ofiarą.

BURGONINO

przyciskając ją

Idź, ufaj Bogu i Scipionowi. W jednym i tym samym dniu Bertai Genua będą wolne.

Berta oddala się.

SCENA TRZYNASTA

Pozostali.

KALKANIO

Nim dalej pójdziemy, jeszcze jednosłowo, Genueńczycy!

WERRINA

Zgaduję.

KALKANIO

Będzież dosyć trzech patriotówdo zgniecenia hydry tyraństwa? Nie trzebażlud podburzyć, szlachtę do naszego spiskuprzyciągnąć?

WERRINA

Rozumiem! Słuchajcie więc: oddawna na mojej płacy trzymam malarza, którycałą sztukę wysilił, ażeby upadek Appiusza Klaudiusza przedstawić. Fiesko jest malarstwa wielbicielem, wspaniałe sceny rozpalają go. Zaniesiemyobraz do jego pałacu i obaczymy, z jakim uczuciem oglądać go będzie. Może ten widok duchajego obudzi — Może...

BURGONINO

Precz z nim! Podwój niebezpieczeństwo, bohater mówi, ale nie liczbę walczących.Dawno ja w łonie swoim czułem takiego coś,czego niczym zaspokoić nie mogłem. Terazdopiero wiem, co to było. Mam cię, tyranie!

zasłona spada

AKT DRUGI

Przedsala w pałacu Fieska.

SCENA PIERWSZA

Leonora. Arabella.

ARABELLA

Nie — powiadam. Źleś pani widziała — zazdrość ci brzydkich pożyczyła oczów.

LEONORA

To był Julii żywy obraz — niewmawiaj daremnie. Moja sylweta na błękitnejwstędze wisiała, a ta była czerwono płomienista.Mój los rozstrzygnięty.

SCENA DRUGA

Poprzedzające. Julia.

JULIA

wchodząc z afektacją

Hrabia mi pałacswój ofiarował, ażebym się przypatrzyła paradzie,ciągnącej do ratusza. Czas mi się będzie za długiwydawał. Nim zrobią czekoladę, zabawiaj mniepani.

Bella oddala się i wraca po chwili.

LEONORA

Rozkażesz pani, ażebym towarzystwosprosiła?

JULIA

Zabawne — jakbym towarzystwa tutajszukać miała. Ty, pani, rozrywać mnie będziesz.Przechadzając się. Jeżeli do tego zdolną jesteś, pani! Bo wcale mi nie pilno.

ARABELLA

Ale wiele do czynienia miałby tenmurzynek! Jakie okrutnie, rozważ sinioro, pozbawiać perspektywki młodych elegantów tak pięknegowidoku? Ach! A też perły błyszczące, że ażoczy mogą oślepnąć! Przez Boga wszechmocnego!Pani całe morze wybrałaś!

JULIA

przed zwierciadłem

I to ci się dziwnąrzeczą wydaje, panienko? — Ale słuchaj nodziewczę, czyś ty i język swojej pani wynajęła?Ślicznie, pani! Gości swoich przez sługi zabawiać.

LEONORA

Jest to nieszczęście, sinioro, żemój zły humor zmniejsza przyjemność twojejobecności.

JULIA

Szkaradna nieznajomość świata robicię śmieszną i ociężałą. Żywo — a z dowcipem!to nie jest sposób przywiązania męża.

LEONORA

Jeden tylko sposób znany mi,hrabino! Twój niech na zawsze zostanie środkiemsympatycznym!

JULIA

nie zważając

A jak się trzymasz, mojapani! Pfe! Na ciałko twoje więcej potrzebawydatków — trzeba sztuki użyć, gdzie naturabyła ci macochą. — Na twarz trochę różu,żeby ta bezbarwna namiętność oczów nie raziła.Biedne stworzenie! Tym sposobem twarzyczkatwoja pewnie kupca nie znajdzie.

LEONORA

wesoło do Belli

Winszuj mi szczęścia,dziewczę moje! Niepodobieństwo, żebym Fieskamego straciła, albo nie straciłam nic na nim.

Bella nalewa czekoladę.

JULIA

O straceniu coś tam pomrukujesz?Ale, mój Boże! Skąd ci przyszedł ten napadtragiczny brać Fieska? Dlaczego piąć się natę wysokość, moje dziecko, z której konieczniemusisz być widzianą, porównywaną być musisz?Na mój honor, kochaneczko, musiał to być jakiśzłośnik, albo głupiec, co cię z Fieskiem złączył.Z litością biorąc ją za rękę. Poczciwa duszo, człowiek, który w towarzystwach dobrego tonuchciałby być cierpianym, nigdy twoją partią byćnie mógł.

Bierze filiżankę.

LEONORA

uśmiechając się do Arabelli

Albo w tychdomach dobrego tonu nie życzyłby sobie byćcierpianym?

JULIA

Hrabia ma postawę — znajomość świata— gust. Hrabia miał szczęście porobić dystyngowane znajomości. Hrabia ma charakter, ogień.I cóż? Wyrywa się gorący z tego koła świetnegotowarzystwa. Przychodzi do domu. Żona go witapowszednią czułością, gasi żar jego zimnym,ślinionym całusem, wydziela mu porcję pieszczotswoich, jak stołownikowi w oberży. Biednymałżonek! Tam mu kwitnący ideał się uśmiechał,tu smak mu brzydzi czułość nudząca. Sinioro, naBoga! nie straciż on rozumu — albo cóżodbierze?

LEONORA

podając jej filiżankę

Ciebie pani, jeżeligo już utracił.

JULIA

Dobrze. Widać, że ten ugryzek doszedłci aż do serca. Drżyj za ten żart, ale nim tonastąpi, rumień się.

LEONORA

Umiesz to, sinioro? Ale prawda!Wszakże to strój gotowalniany.

JULIA

Patrzajcie — trzeba aż było robaczkarozgniewać, żeby z niego iskierkę naturalnego dowcipu wydobyć. Na teraz dobrze. To był żart,pani — podaj mi rękę twoją, na zgodę!

LEONORA

podając jej rękę ze znaczącym wejrzeniem

Imperiali! — przed moim gniewem możesz byćbezpieczną.

JULIA

W samej rzeczy, to wspaniale! Alehrabino, czy tak być nie powinno? Z wolna i śledząc jej spojrzenie. Skoro czyjś portret przy sobienoszę, widać, że oryginał ma dla mnie cenę? Comyślisz?

LEONORA

z pomieszaniem rumieniąc się

Jak powiadasz? Spodziewam się, że wniosek za prędki.

JULIA

Mnie się samej tak zdaje. Serce nieprzywołuje zmysłów na pomoc. Prawdziwe uczucie nigdy się za pożyczaną ozdobą nie kryje.

LEONORA

Wielki Boże! Skąd ci ta prawdaprzyszła do myśli?

JULIA

Litość, litość tylko sama. — Bo widzisz,wtedy i odwrotnie jest to prawda — ty Fieskaposiadasz jeszcze dotąd.

Oddaje Leonorze jej sylwetę,śmiejąc się złośliwie.

LEONORA

unosząc się goryczą

Moja sylweta?Tobie? Rzuca się na krzesło, przytłoczona boleścią.O, nieszczęsny człowiek!

JULIA

rozradowana

Czym ci się odpłaciła? Czymsię odpłaciła? Jak to, moja pani, żadnego przekąsuw zapasie? Hej, powóz! — moja czynnośćspełniona. Do Leonory, głaszcząc ją pod brodę. Pocieszsię, dziecię moje! On mi sylwetę oddał w szaleństwie.

Odchodzi.

SCENA TRZECIA

Leonora. Kalkanio.

KALKANIO

W takim zagniewaniu wyszła stądImperiali — a ty, pani, tak poruszoną jesteś?

LEONORA

boleśnie

Nie — tego nikt nie słyszał jeszcze!

KALKANIO

Boże na niebie — czy ty płaczesz,pani?

LEONORA

Przyjaciel tego okrutnika! — preczz moich oczów!

KALKANIO

Jakiego okrutnika? — zastraszaszmnie.

LEONORA

Męża mojego — ale nie! Fieska.

KALKANIO

Co słyszę?

LEONORA

Nic, to tylko łotrostwo, co u wasmężczyzn uchodzi.

KALKANIO

biorąc ją za rękę gwałtownie

Łaskawapani, u mnie jest czułe serce dla płaczącejcnoty.

LEONORA

Tyś mężczyzna — twoje serce niedla mnie.

KALKANIO

Dla ciebie jednej, ciebie jednejpełne... O, gdybyś wiedziała, jak nieskończenie...

LEONORA

Człowieku, kłamiesz! Przed czynemzapewniasz.

KALKANIO

Przysięgam ci!

LEONORA

Krzywoprzysięstwo! Przestań! Zmęczycie rękę Bożą, która przysięgi zapisuje. —Mężczyźni, mężczyźni! Gdyby przysięgi waszezmieniały się w szatanów, można by z nimiszturm do nieba przypuścić i aniołów światłazabrać do niewoli.

KALKANIO

Marzysz, hrabino! Gniew twój niesprawiedliwą cię czyni. Czyliż cała płeć za zbrodnię jednego ma odpowiadać?

LEONORA

Człowieku! W jednym całą płećuwielbiałam, nie wolnoż mi w nim całą nienawidzieć?

KALKANIO

Próbuj, hrabino — pierwszy razserce twe się omyliło — Znam ja miejsce, gdzie byono na tronie zasiadło.

LEONORA

Wy byście kłamstwem stwórcę ze światawypędzić mogli. — Nie chcę nic słyszeć o tobie.

KALKANIO

Tę klątwę dziś jeszcze w moimobjęciu musiałabyś odwołać.

LEONORA

Dokończ! W twoim?

KALKANIO

W moim objęciu — które otwieram,żeby opuszczoną przyjąć i za straconą miłośćwynagrodzić.

LEONORA

szyderczo spoglądając na niego

Miłość?

KALKANIO

klękając

Tak — wymówiłem. Miłość,Madonna! śmierć i życie na twoich ustachspoczywa. Jeżeli grzechem jest namiętność moja,niech dwie ostateczności, cnota i zbrodnia, w jednospłyną ogniwo, niebo i piekło niech się w jednozleją potępienie.

LEONORA

cofa się z dumą i gniewem

Czy do tego,oszukańcze, litość twoja mierzyła? — W jednymzgięciu kolana przyjaźń i miłość zdradziłeś. Preczz moich oczów na zawsze! Przebrzydłe plemię!Dotąd myślałam, że tylko kobiety oszukujesz;nie wiedziałam, że na samym sobie dopełniaszzdradziectwa.

KALKANIO

zmieszany powstaje

Łaskawa pani!...

LEONORA

Nie dosyć, że świętą pieczęć zaufaniazłamał ten obłudnik, na czyste jeszcze cnotyprzeźrocze zaraźliwym wionął oddechem i chciałmoją niewinność w krzywoprzysięstwo potrącić.

KALKANIO

Krzywoprzysięstwo me od ciebieidzie, pani!

LEONORA

Rozumiem — i moja obraza miałauczucie moje przekupić? Tyś nie wiedział, żesamo nieszczęście wzniosłe: za Fieska cierpieć,kobiecie serce uszlachetnia. Słuchaj! Fieska upadek nie podniesie u mnie Kalkania, ludzkośćtylko poniży.

Odchodzi szybko.

KALKANIO

patrzy na nią w osłupieniu, potem uderza się w czoło

O, głupia głowo!

SCENA CZWARTA

Murzyn. Fiesko.

FIESKO

Kto stąd wyszedł?

MURZYN

Margrabia Kalkanio.

FIESKO

Na sofie chustka została. Tu byłażona moja.

MURZYN

Właśnie ją spotkałem w silnymporuszeniu.

FIESKO

Chustka jest wilgotna. Chowa ją. Kalkanio tu? Leonora w silnym poruszeniu? W wieczórzapytam ciebie, co tu się zdarzyło.

MURZYN

Panna Bella chętnie słucha, że jasnema włosy. Odpowiem.

FIESKO

A teraz — oto trzydzieści godzinupłynęło. Czy moje zlecenia wypełniłeś?

MURZYN

Co do joty, mój panie!

FIESKO

siadając

Mów więc, jak tam śpiewają o Doriach i teraźniejszym rządzie?

MURZYN

Pfe! — w przeraźliwy sposób. Samoimię Doriów trzęsie nimi jak febra. Gianettina naśmierć nienawidzą. Wszyscy szemrzą. Francuzi,jak mówią, byli szczurami w Genui, kot Doriaje pożarł, a teraz do myszy się dobiera.

FIESKO

To by mogło być prawdą — a na kotanie znają psa żadnego?

MURZYN

z uśmiechem

Miasto szeptało długoi szeroko o pewnym — o pewnym — Ejże!Czyżbym miał imię zapomnieć?

FIESKO

powstając

Głupcze? Tak łatwo je zapamiętać, jak trudno nabyć było. Czy Genua więcejma, jak jednego?

MURZYN

Tak jak nie ma dwóch hrabiówLawania.

FIESKO

siadając

To co innego! Cóż tam o moimhulackim życiu przeszeptują?

MURZYN

wielkimi oczyma go mierząc

Słuchaj,hrabio Lawania! Genua wysoko musi myślećo tobie. Strawić nie może, że mąż pierwszegodomu — pełny rozumu i zdolności, z takim zapałem i wpływem — pan czterech milionówfuntów, z krwią królewską w żyłach — mążtaki jak Fiesko, na którego pierwsze skinieniewszystkie serca polecą...

FIESKO

odwraca się z pogardą

Słyszeć od takiegohultaja!...

MURZYN

Że mąż wielki Genui Genui upadekprzesypia. Wielu żałuje, bardzo wielu przedrzeźnia,największa liczba potępia ciebie — a wszyscyboleją nad ojczyzną, która cię straciła. Jezuitajeden przewąchał, że lis ci spod sukniwygląda.

FIESKO

Lis zwąchał lisa. — Co mówiąo moich miłostkach z hrabiną Imperiali?

MURZYN

To, co ja wolę zamilczeć!

FIESKO

Mów śmiało. Im śmielsze, tym pożądańsze. Cóż tam pomrukują?

MURZYN

Nie pomrukują. We wszystkich kawiarniach, bilardowych salach, oberżach, naspacerach, na targu, na giełdzie krzyczą nagłos...

FIESKO

Cóż? Ja ci każę.

MURZYN

cofając się

Że pan błazen jesteś.

FIESKO

Dobrze! Weź tu cekina za tę wiadomość. Włożyłem na głowę czapkę z dzwonkami,żeby Genueńczycy mieli co radzić o mnie —niebawem tonsurę sobie wystrzygę, żeby mnieza arlekina wzięli. Jakże kupcy jedwabiów przyjęli moje podarunki?

MURZYN

Błaźnie! wyglądali jak biedni skazanina...

FIESKO

Błaznie? — czyś oszalał, hultaju!

MURZYN

Daruj panie! Miałem oskomę nacekina.

FIESKO

ze śmiechem dając mu jednego

A więc jakbiedni skazani?...

MURZYN

Na rusztowaniu, gdy im przebaczeniegłoszą. Oni do ciebie duszą i ciałem należą.

FIESKO

To mnie cieszy! Podburzą lud genueński.

MURZYN

Co to była za scena! Niech mniediabli porwą! Niewiele brakowało, żebymw wielkich cnotach zasmakował. Jak szalenirzucili mi się na szyję. Dziewczęta zakochały sięw czarnym kolorze ojca mego i sadzę z mojejtwarzy zlizywały. Pomyślałem sobie — co toza wszechmocne to złoto; Murzynów nawet pobielić może.

FIESKO

Twoja myśl była lepsza jak błoto,z którego wyszła. — Przyniesione słowa twojesą dobre. Czy można się po nich czynu spodziewać?

MURZYN

Jak z chmurnych obłoków burzygrożącej. Schylają głowy do siebie, w tłum sięgromadzą i szepcą: cyt! skoro nieznajomy przechodzi. W całej Genui głucha brzemiennośćpanuje. — Ta niechęć jak ciężka chmura wisinad rzeczpospolitą — jeden powiew wiatru,a grad spadnie i pioruny.

FIESKO

Cicho! Słuchaj, co to za gwar pomieszany?

MURZYN

patrząc przez okno

Krzyk wielu ludziwracających z ratusza.

FIESKO

Dziś jest wybór prokuratora. Każmojej kariolce zajechać. Posiedzenie nie mogłojeszcze się ukończyć. Muszę tam polecić. Prawniesię ukończyć nie mogło. Moja szpada i płaszcz— gdzież jest zapinka od płaszcza?

MURZYN

Ukradłem, panie, i zastawiłem.

FIESKO

To mnie cieszy.

MURZYN

No, jak to? Czyż nagrodę dostanę?

FIESKO

Żeś i płaszcza nie ukradł?

MURZYN

Żem odkrył złodzieja.

FIESKO

Tłum wali się tutaj. Słuchaj! to niejest okrzyk zadowolenia. Prędzej! Otwórz bramęna oścież. Mam przeczucie. Doria jest bezczelniezuchwały — państwo na ostrym końcu igły sięchwieje. Założę się, że senioria się poruszyła.

MURZYN

krzycząc w oknie

Co to jest? Na roguulicy Balbi tysiącami tłumu — halabardy błyszczą— miecze dobyte. Hej! Senatorowie pędzą tu. —

FIESKO

To bunt — leć do nich. Wymieńimię moje. Staraj się, żeby tu przyszli. Murzynwybiega. Co mrówka rozum z trudem do kupyzbierze, wiatr przypadkowy na jeden raz wszystkorozprasza.

SCENA PIĄTA

Fiesko, Centurione, Cibo, Asserato wpadajągwałtownie do pokoju.

CIBO

Hrabio! Przebacz, że w takim oburzeniuniezameldowani do ciebie wchodzimy.

CENTURIONE

Znieważony jestem, śmiertelnie znieważony od synowca książęcego, w obliczu całejseniorii.

ASSERATO

Doria brudem zmazał księgę złotą,w której każdy szlachcic genueński jest kartą.

CENTURIONE

Dlatego tuśmy przyszli. Całaszlachta we mnie jest obrażoną. Cała szlachtamusi zemstę moją podzielać. Mścić się honoruwłasnego, pomocy mi nie trzeba.

CIBO

Cała szlachta w nim jest dotknięta. Całaszlachta ogniem i płomieniami zionąć musi.

ASSERATO

Prawa narodu zdeptane. Republikańskiej wolności zadano cios śmiertelny.

FIESKO

Natężacie całą ciekawość moją.

CIBO

On był dwudziesty dziewiąty międzywyborcami. Wyciągnął złotą gałkę na wybórprokuratora. Dwadzieścia ośm głosów było zebranych. Czternaście miałem ja, tyleż Lomellino.Głosów Dorii i jego brakowało jeszcze.

CENTURIONE

przerywając

Jeszcze brakowało. Wotuję za Cibo. Doria — patrz na hańbę honorumego — Doria...

ASSERATO

przerywając

Nic podobnego nie widziano,od kiedy ocean Genuę oblewa.

CENTURIONE

coraz w większym uniesieniu

Doriadobył szpady, którą pod purpurowym płaszczemtrzymał ukrytą, przebił moją gałkę i zawołał dozgromadzonych:

CIBO

„Senatorowie, gałka nieważna — przedziurawiona; Lomellino prokuratorem wybrany”.

CENTURIONE

„Lomellino prokuratorem” i na stółoręż rzucił.

ASSERATO

Zawołał: „gałka nieważna” i orężrzucił na stół.

FIESKO

po chwili

Cóż przedsiębierzecie?

CENTURIONE

Rzeczpospolita w serce ugodzona.Co przedsiębierzemy?

FIESKO

Centurionie! Sitowie od podmuchu gniesię, na dęby burzy trzeba. Pytam, co przedsiębierzecie?

CIBO

Myślałem, że się pytasz, co Genua przedsiębierze.

FIESKO

Genua? Genua? Precz z nią. Próchnokruszy się, gdziekolwiek się dotkniesz. Liczyciena patrycjuszów? Może dlatego, że kwaśneminy stroją, albo wzruszają ramionami, gdyo sprawach kraju rzecz się toczy. Precz z nimi!Ich zapał bohaterski lepnie do pak lewantyńskichtowarów, ich dusze ze strachem latają wokołoich indyjskiej floty.

CENTURIONE

Poznaj lepiej patrycjuszów naszych.Zaledwo dumny czyn Dorii dopełnionym został,kilka ich set wyleciało na rynek z rozdartymisukniami. Cała senioria rozprószyła się.

FIESKO

drwiąc

Jak gołębie, gdy sęp na ichstado się rzuci.

CENTURIONE

podniesionym głosem

Nie! Jak beczkiprochu, gdy lont na nie padnie.

CIBO

Lud także jest wściekły — czego niedokaże dzik postrzelony!

FIESKO

śmiejąc się

Ślepy, bezrozumny kolos,co z początku ciężkimi gnatami łoskotu narobi,wszystko co wyższe i niższe, bliskie i dalekie,otwartą paszczą połknąć grozi, a w końcu —potknie na nici szpagatu. Genueńczycy, daremnie!Czas panowania na morzu już przeszedł. Genuasię zawaliła pod swoim imieniem. Dziś Genuatam, gdzie Rzym niezwyciężony, gdy jak piłkana palant wątłego młodzieńca Oktawiusza wleciał.Genua już wolną być nie może. Genuę królewskątrzeba władzą ogrzać. Genui pana trzeba. Schylciewięc głowy przed wietrznikiem Gianettino!

CENTURIONE

uniesiony gniewem

Chyba się gniewnepogodzą żywioły i biegun się północny zeskoczyz południowym. Chodźcie, koledzy!

FIESKO

Zostańcie! Zostańcie! Nad czym przemyśliwasz, Cibo?

CIBO

Nad niczym, lub nad małym żartem,który się trzęsieniem ziemi nazwie.

FIESKO

prowadząc ich do statuy

Patrzcie na tęstatuę!

CENTURIONE

Jest to Wenus florencka. Do czegonam ona?

FIESKO

Jednakże wam się podoba?

CIBO

Tak się zdaje, albo chybabyśmy złymibyli Włochami. Jak w tej chwili pytać o tomożesz?

FIESKO

Oto przejedźcie wszystkie części światai między żyjącymi rzeźbami kobiecej pięknościszukajcie najszczęśliwszej, gdzie by się zeszływszystkie wdzięki marzonej Wenus.

CIBO

I cóż za nasz trud odniesiemy?

FIESKO

Tedy wyobraźni dowiedziecie szalbierstwa...

CENTURIONE

z niecierpliwością

Cóż pozyskamy?

FIESKO

Zastarzały proces natury ze sztukmistrzami wygracie.

CENTURIONE

w gniewie

I cóż potem?

FIESKO

Potem! — potem? Ze śmiechem głośnym.Zapomnicie myśleć, że wolność Genui w ruinyzapada.

Centurione, Cibo, Asserato odchodzą.

SCENA SZÓSTA

FIESKO

sam. Zgiełk wokoło pałacu.

Szczęśliwie! Szczęśliwie! W płomieniu słomarzeczypospolitej. Ogień już domy i wieże ogarnął!Rozżarzajmy, rozżarzajmy! Niech pożar całą łunązaświeci, a wiatr niszczący wionie spustoszenie.

SCENA SIÓDMA

Murzyn wbiegając z pośpiechem. Fiesko.

MURZYN

Tłum za tłumem!

FIESKO

Otwórz na roścież oboje drzwi bramy,niech wchodzi, kto nogi ma.

MURZYN

Republikanie! Republikanie! Ciągnąswoją wolność pod jarzmem, dychają jak pługowewoły pod twą pychą arystokratyczną.

FIESKO

Głupcy, myślą, że Fiesko Lawaniabędzie kończył, czego Fiesko Lawania nie zaczynał? Powstanie przychodzi w porę. Alesprzysiężenie musi wyjść ode mnie. Walą sięna schody.

MURZYN

za drzwiami

Hola! hola! Oni tu z całego domu drzwi zrobią.

Lud wpada, drzwi się walą.

SCENA ÓSMA

Fiesko. Dwunastu rzemieślników.

WSZYSCY

Zemsta na Doriów! Zemsta na Gianettina!

FIESKO

Z wolna, moi ziomkowie! Wasza ufnośćwe mnie dowodzi serca dobrego, ale mam uszydelikatne.

WSZYSCY

Zwalić Doriów! Zwalić stryja i synowca!

FIESKO

ze śmiechem licząc ich

Dwunastu! Znakomite wojsko.

NIEKTÓRZY

Ci Doria muszą precz! Rząd musiinny kształt przybrać!

PIERWSZY RZEMIEŚLNIK

Naszych sędziów pokojuze schodów spychać — ze schodów sędziówpokoju!

DRUGI

Wyobraź sobie, Lawania, ze schodówza to, że mu się w wyborach sprzeciwili.

WSZYSCY

Tego ścierpieć nie można. Tegościerpieć nie powinno!

TRZECI

Za miecz brać w radzie!

PIERWSZY

Miecz! Znak wojny w izbie pokoju!

DRUGI

W szkarłatach do senatu przychodzić,nie w czarnym stroju jak inni radcy!

PIERWSZY

Ośmiu rumakami przez miasto przejeżdżać!

WSZYSCY

Tyran! Zdrajca kraju i rządu!

DRUGI

Dwustu Niemców do swojej straży odcesarza kupić.

PIERWSZY

Cudzoziemcy przeciw dzieciom ojczyzny! Niemcy przeciw Włochom! Żołnierze obok prawa!

WSZYSCY

Zdrada kraju! Bunt! Genui upadek!

PIERWSZY

Herb rzeczypospolitej kłaść na powozach!

DRUGI

Posąg Andrzeja przed pałacem seniorii!

WSZYSCY

Na sztuki Andrzeja! Na tysiąc sztuki posąg, i żywego!

FIESKO

Genueńczycy! Dlaczegóż z tym domnie?

PIERWSZY

Nie powinieneś tego ścierpieć! Powinieneś go moresu nauczyć!

DRUGI

Z ciebie mądry człowiek; nie powinieneś cierpieć, powinieneś za nas mieć rozum.

PIERWSZY

I lepszym od niego jesteś szlachcicem,i powinieneś oddać mu za to i tego nie ścierpieć!

FIESKO

Wasze zaufanie pochlebia mi bardzo!Mogęż na nie przez czyny zasłużyć?

WSZYSCY

z hałasem

Bij! Wal! Wyswobódź!

FIESKO

Dobre jednakże słowo przyjmiecieode mnie?

NIEKTÓRZY

Mów, Lawania!

FIESKO

siadając

Genueńczycy! W królestwiezwierząt przyszło niegdyś do niepokojów domowych. Stronnictwa biły na stronnictwa, i brytantronem owładnął. Nawykły pod nóż rzeźniczybydło zaganiać, po psiemu rządził on w kraju:warczał, kąsał, ludu swego kości ogryzał. Naródszemrał — najśmielsi znieśli się z sobą i zadławili książęcego kundysa. Sejm się otworzył,aleby wielkie rozwiązać zadanie: jaki rząd byłbynajpożądańszy. Głosy na trzy się strony podzieliły.Genueńczycy! Za którą byście poszli?

PIERWSZY

Za ludem, wszyscy za ludem!

FIESKO

Lud wziął górę — rząd był demokratyczny. Każdy obywatel dawał głosy swoje,większość rozstrzygała. Zaledwo kilka ubiegłotygodni, nowo sklejonej rzeczypospolitej człowiekwypowiedział wojnę. Rada się zebrała. Koń, lew,tygrys, niedźwiedź, słoń i nosorożec wystąpilii ryknęli na głos: Do broni! Kolej przyszła nainnych. Baran, zajęć, jeleń, osieł, całe królestwoowadów, ptaków, ryb, całe tchórzów wojskowpadło między nich i zajęczało: Pokój! Patrzcie,Genueńczycy! Tchórzów było więcej niż walecznych, głupich więcej jak mądrych. —Większość przekreskowała, zwierzęta złożyłybroń — człowiek ich państwo plądrował. Tenwięc kształt rządu został odrzucony. Genueńczycy!Do jakiego teraz bylibyście skłonni?

PIERWSZY I DRUGI

Do elekcyjnego! Bez sprzeczki,do elekcyjnego!

FIESKO

Zdanie to podobało się. Sprawy krajowe rozdzieliły się na kilka izb. Wilk rządziłskarbem, lis był jego sekretarzem. Gołębieprowadziły procesy kryminalne, tygrysy dobrowolne sądy, capy godziły spory małżeńskie.Zające były żołnierzami; lwy i słonie przybagażach; osieł był posłem, a kret inspektoremspraw urzędowych. Genueńczycy, czego spodziewać się możecie po tym mądrym rozdziale? Kogowilk nie rozszarpał, lis okpił. Kto mu się wymknął, pod ośle musiał wpaść kopyta. Tygrysydusiły niewinność; gołąb ułaskawiał złodziejówi rozbójników, a w końcu gdy urzędy byłyzłożone, kret je znajdywał sumiennie sprawowane. — Zwierzęta zbuntowały się. Wybierzmykróla! — zawołały zgodnie — który by miał pazuryi mózg i jeden tylko żołądek. Jednego naczelnika wszyscy słuchali jednego, Genueńczycy!— ale — z dumą przystępując do nich ten jedenbył lwem.

WSZYSCY

klaszczą w ręce i w górę czapki wyrzucają

Brawo! brawo! Sprytnie to zrobili.

PIERWSZY

I Genua powinna naśladować —Genua ma już swojego męża.

FIESKO

Nie chcę o nim wiedzieć. Idźcie dodomu i na lwa pomnijcie. Mieszczanie tłumem wychodzą. Wszystko idzie po myśli. Lud i senatprzeciw Doriom — Lud i senat za Fieskiem.Hassan! Hassan! — Trzeba tę nienawiść umocnić,tan pociąg odświeżyć. Tu, Hassan! Psi synupiekła! Hassan! Hassan!

SCENA DZIEWIĄTA

Murzyn, Fiesko.

MURZYN

dziko

Pięty palą się jeszcze. Cóżnowego?

FIESKO

Co rozkażą.

MURZYN

Gdzie mam lecieć naprzód — gdziena ostatku?

FIESKO

Od latania na ten raz cię uwalniam.Raczej powleką ciebie — przygotuj się; roztrąbięnatychmiast zabójstwo, któreś chciał popełnić,i związanego oddam cię inkwizycji.

MURZYN

cofając się

Panie! To przeciw umowie.

FIESKO

Bądź spokojny — to tylko dla zabawki.Wszystko w tej chwili na tym polega, żebyGianettina napaść na życie moje byłagłośną w mieście. Będą cię badali.

MURZYN

Mamże wyznać czy zaprzeć się?

FIESKO

Zaprzesz się. Wezmą cię na tortury.Pierwszą próbę wytrzymasz. Tę bagatelę możeszprzyjąć na konto twego zabójstwa. Na drugiejwyznasz.

MURZYN

poruszając głową

Szatan to figlarz —ci panowie mogą mnie na obiad zatrzymać i jadla niewinnej zabawki mogę być kołowany.

FIESKO

Wyjdziesz nietknięty — hrabiowskiedaję ci słowo. Zażądam twojej kary jako należnemi zadosyćuczynienie i w oczach całej rzeczypospolitej winę ci przebaczę.

MURZYN

Niech i tak będzie. Trochę mi stawyporozciągają, to mnie zwinniejszym uczyni.

FIESKO

Zadrażnij prędko ramię moje sztyletemtak, żeby krew wytrysła. Udam, że cię nauczynku w tej chwili złowiłem. Dobrze! Przeraźliwie krzycząc. Zbójca! Zbójca! Zbójca! Zabieżcie drogę,zaprzyjcie bramy!

Wlecze murzyna za gardło, służący przybiega na scenę.

SCENA DZIESIĄTA

Leonora, Róża wpadają przestraszone.

LEONORA

Zabójstwo! Krzyczeli, zabójstwo! Krzykstąd wychodził.

RÓŻA

Fałszywy gwar pewnie, jak to powszednie w Genui.

LEONORA

Krzyczeli: zabójstwo, i lud wyraźniepowtarzał: „Fiesko”. Nędzni oszukańce, oczymoje chcą oszczędzić — a serce moje ich podchodzi. Prędzej — bież tam, powiedz mi, gdziego ciągną?

RÓŻA

Uspokój się — Bella już poszła.

LEONORA

Bella jego gasnące spojrzenie jeszczeuchwyci. Szczeliwa Bella — biada mi, jegozabójczyni! Gdyby Fiesko mógł mnie kochać,nigdy by w świat się nie rzucał, nie rzucał sięna miecz zazdrości. Bella idzie — precz —Ach! nie mów mi nic, Bello!...

SCENA JEDENASTA

Poprzedzający. Bella.

BELLA

Hrabia żywy i w zdrowiu. Widziałam,jak przez miasto cwałował. Jeszcze tak pięknymnie był pan nasz nigdy. Koń się pod nim nadymał i spędzał wspaniałym kopytem lud cisnącysię do książęcego jeźdźca. Postrzegł mnie, rzuciłokiem na zamek i trzy całuski posłał — cozrobić z nimi, sinioro?

LEONORA

w uniesieniu radości

Swawolna szczebiotko, odnieś mu nazad.

RÓŻA

Patrzajże pani, otóż znowu szkarłatemtwarz się twoja oblała.

LEONORA

On serce swoje dla rozpustnic rzuca,a ja za jednym gonię spojrzeniem? — O kobiety!kobiety!

Odchodzą.

SCENA DWUNASTA

W pałacu Andrzeja.Gianettino, Lomellin wchodzą szybko.

GIANETTINO

Niech ryczą za wolnością swoją,jak lwica za dziećmi. Ja przy moim stoję.

LOMELLIN

Ale łaskawy panie...

GIANETTINO

Do szatana idź z swoim ale,trzygodzinny prokuratorze! Na włosek nie ustąpię.Niech wieże Genui wstrząsają szczyty twoje,niech groźne morze twoje Nie zaryczy. Tego siębuntu nie lękam.

LOMELLIN

Motłoch wprawdzie jest tylko drzewem zapalonym, ale szlachta swoim go wichremrozdyma. Cała rzeczpospolita wre gniewem —lud i patrycjusze.

GIANETTINO

Stoję więc jak Nero na górze i nabłazeński pożar spoglądam.

LOMELLIN

Aż cały tłum buntowny rzuci sięw objęcie jednego naczelnika, który żądzy swejpanowania przygotuje żniwo w spustoszeniu.

GIANETTINO

Kpiny! kpiny! — Znam tylkojednego, co by strasznym mógł zostać, ale o nimjuż pomyślano.

LOMELLIN

Jego Wysokość!

Wchodzi Andrzej — obaj nisko się kłaniają.

ANDRZEJ

Sinior Lomellino! moja synowicachce odjechać.

LOMELLIN

Będę miał łaskę towarzyszenia jej.

Odchodzi.

SCENA TRZYNASTA

Andrzej. Gianettino.

ANDRZEJ

Słuchaj, synowcze, niekontent jestemz ciebie.

GIANETTINO

Racz mnie posłuchać, prześwietnystryju!

ANDRZEJ

Najlichszego żebraka w Genui, jeślitego jest godzien; ale łotra nigdy, choćby byłmoim synowcem. Dość mojej łaski, że jak stryjtylko jawię się przed tobą. Zasłużyłeś księciai siniorię słyszeć.

GIANETTINO

Jedno tylko słowo, najłaskawszypanie!...

ANDRZEJ

Słuchaj, coś zrobił, a odpowiedzwtenczas sobie. — Zwaliłeś budynek, który japrzez pół wieku z trudem postawiłem — Pomnikgrobowy twojego stryja, jego jedyną piramidę —miłość Genueńczyków. Lekkość umysłu przebacza ci Andrzej.

GIANETTINO

Mój stryju i książę...

ANDRZEJ

Nie przerywaj! — Zniszczyłeś najpiękniejsze arcydzieło rządu, które ja sam niebuwydarłem i dałem Genueńczykom, które mnietyle nocy, tyle niebezpieczeństw, tyle krwikosztowało. Książęcą cześć moją przed całąGenuą znieważyłeś, boś mojej pracy nie uszanował. Komu ona świętą będzie, gdy nią własnakrew moja pogardza? To szaleństwo stryj ciprzebacza.

GIANETTINO

obrażony

Najłaskawszy panie, tyśmnie na księcia Genui wychował.

ANDRZEJ

Milcz! Zdrajcą jesteś państwa, sercejego życia zraniłeś. Rozważ, chłopcze! Tu trzebaposłuszeństwa. Dlatego, że pasterz na wieczórrzucił swoją pracę, tyś myślał, że trzodę opuścił?Dlatego, że Andrzej siwymi pokrył się włosami,ty jak chłopak uliczny masz prawa nogamideptać?

GIANETTINO

dumnie

Z wolna, książę. I w moichżyłach kipi krew Andrzeja, przed którym Francjadrżała.

ANDRZEJ

Milcz! Rozkazuję ci. Przywykłem,żeby morze słuchało, gdy ja głos podniosę.Oplwałeś majestat sprawiedliwości w środku jejwłasnej świątyni. Znasz ty, jak to karzą, buntowniku? Teraz odpowiadaj! Gianettino bezmownyspuszcza wzrok do ziemi. Nieszczęśliwy Andrzeju!W własnym twym sercu wylęgłeś robaka, cotwoje zasługi roztoczył. Wystawiłem Genueńczykom dom, co z całej przeszłości mógł szydzić,i własną ręką rzucam do niego pierwsze zarzewie pożaru — oto tego. Dziękuj, nierozważny,siwej mojej głowie, która na rękach krewnychswoich chce być do grobu niesioną. Dziękujmojej bezbożnej miłości, że obrażonemu państwuz rusztowania nie rzucę głowy buntownika.

Odchodzi szybko.

SCENA CZTERNASTA

Lomellin przestraszony bez tchu. Gianettino spoglądajcy za odchodzącym księciem w płomieniachi bezmowny.

LOMELLIN

Com ja widział, com ja słyszał?Teraz uciekaj, książę, wszystko stracone.

GIANETTINO

z gniewem

Cóż było do stracenia?

LOMELLIN

Genua, książę! Wracam z rynku.Lud ciśnie się wokoło Murzyna, którego tamna powrozie prowadzono. Hrabia Lawania naczele trzechset szlachty szedł do sądu, gdziezbójcę torturowano. Murzyn złapany był nauczynku w chwili, gdy Fieska chciał życia pozbawić.

GIANETTINO

uderzając nogą

Co? — czy wszystkieszatany z piekła dziś wyleciały?

LOMELLIN

Badano ostro, kto go przekupił.Murzyn nic nie wyznał; wzięto na pierwszą katownię — nic nie wyznał. Wzięto na drugą —powiedział, wszystko powiedział. Łaskawy panie,o czym myślałeś, gdyś twój honor takiemu łotrowina łup oddawał?

GIANETTINO

dzikim wzrokiem spoglądając na niego

Niepytaj mnie o nic!

LOMELLIN

Racz słuchać dalej. Zaledwie imięDoria wymówione było — wolałbym stokroćmoje nazwisko na szatańskiej tablicy wyczytać,jak tam twoje usłyszeć — Fiesko ukazał sięludowi. Znasz go, tego człowieka, co rozkazującbłaga, tego lichwiarza serc tłumu! Całe zgromadzenie wlokło się za nim osłupiałymi, przejętymistrachem grupami. Mało on mówił, ukazał tylkoramię zakrwawione — lud bił się o krople spadające jakby o relikwie, oddano Murzyna jegowoli, a Fiesko — sztylet w serca nasze! —Fiesko go ułaskawił. Teraz dopiero ponure milczenie ludu rozwściekliło się krzykiem straszliwym,każdy oddech zdawał się gruchotać Dorię —z tysiączno-głośnym okrzykiem odprowadzonoFieska do domu.

GIANETTINO

z przymuszonym śmiechem

Okrzyk buntowniczy w gardło mi się wraża. Cesarz Karol!Tym jednym słowem obalę ich, tak że głosnawet dzwonu po Genui rozchodzić się niebędzie.

LOMELLIN

Czechy daleko od Włoch leżą.Jeżeli się Karol pośpieszy, zdąży na czas, żebyna twojej pogrzebowej stypie uczestniczyć!

GIANETTINO

dobywając listu z wielką pieczęcią

Szczęście tylko, że już tu przybył. Czy się Lomellinzadziwia? Sądziłże mnie do tyla szalonym, żebymwściekłych republikanów rozdrażniał, gdyby onijuż przekupieni i zdradzeni nie byli?

LOMELLIN

zdziwiony

Nie wiem, co mam myśleć!

GIANETTINO

Ja myślę, o czym ty nie wiesz.Przymierze zawarte. Pojutrze dwunastu padniesenatorów. Doria wstanie królem, a Karol jegoprotektorem. Cofasz się?

LOMELLIN

Dwunastu senatorów! Moje sercejest za małe, aby dwanaście zabójstw rasempomieścić.

GIANETTINO

Głupcze! Tron zabójstwa gładzi.Rozważyłem widzisz z ministrami Karola, żeFrancja w Genui silne ma jeszcze stronnictwa,które by drugi raz mogły miasto w ręce im oddać,gdyby ich z korzeniem nie wyniszczono. Trafiłoto do rozumu starego Karola — podpisał mójprojekt — a ty napiszesz, co ja podyktuję.

LOMELLIN

Jeszcze nie wiem...

GIANETTINO

Siadaj i pisz!

LOMELLIN

siadając

Ale cóż mam pisać?

GIANETTINO

Nazwiska dwunastu kandydatów;Franciszek Centurione.

LOMELLIN

pisząc

W nagrodę za gałkę swojąprowadzi orszak pogrzebowy.

GIANETTINO

Korneliusz Kalwa.

LOMELLIN

Kalwa.

GIANETTINO

Michał Cibo.

LOMELLIN

Ochłodzenie na apetyt do prokuratorstwa.

GIANETTINO

Tomasz Asserato z trzema braćmi.

Lomellin zatrzymuje się w pisaniu.

GIANETTINO

z przyciskiem

Z trzema braćmi.

LOMELLIN

pisząc

Dalej.

GIANETTINO

Fiesko Lawania.

LOMELLIN

Ostrożnie, ostrożnie. O ten głazczarny szyję możesz złamać.

GIANETTINO

Scipio Burgonino.

LOMELLIN

Gdzie indziej niech idzie się żenić.

GIANETTINO

Tam, gdzie ja drużbą mu będę.Rafał Sakko.

LOMELLIN

Jemu by trzeba przebaczenie wyrobić,aż mi należne pięć tysięcy skudów zapłaci. —Pisze. Śmierć kwituje długi.

GIANETTINO

Wincenty Kalkanio.

LOMELLIN

Kalkanio. Dwunastego piszę na mojąodpowiedzialność, inaczej śmiertelny wróg naszzapomniany.

GIANETTINO

Koniec wieńczy dzieło. Józef Werrina.

LOMELLIN

To była głowa węża. Wstaje, pismo zasypuje piaskiem i podaje księciu. Śmierć jutro świetnybal daje i dwunastu genueńskich książąt zaprasza.

GIANETTINO

idzie do stołka i podpisuje

Stało się— za dwa dni wybór jest doży. Skoro zgromadzi się senioria, dwunastu senatorów na znakchustką podany pod strzałami padnie, gdy tymczasem dwustu Niemców moich szturmem ratuszosadzą. Jak to się skończy, Gianettino Doriawejdzie na salę i sobie pokłonić się każe.

Dzwoni.

LOMELLIN

A Andrzej?

GIANETTINO

pogardliwie

Stary już człowiek. —Służący wchodzi. Gdy książę o mnie się zapyta,powiedzieć, żem na mszę poszedł. Służący odchodzi. Szatan, którego mam w ciele, tylko pod maskąświętą incognito zachować może.

LOMELLIN

Książę! Cóż z pismem zrobić!

GIANETTINO

Weź je do siebie, niech naszestronnictwo obiega. Ten list trzeba ekstrapocztądo Lewanto odesłać. Uwiadamia on Spinolęo wszystkim i zaprasza, żeby jutro o ósmejz rana do miasta zawitał.

Chce odchodzić.

LOMELLIN

Dziura w beczce, książę! Fiesko niechodzi do senatu.

GIANETTINO

wracając

Jednego jeszcze zbójcyprzecież Genua dostarczy? Postaram się o to.

Odchodzi do pobocznego pokoju — Lomellin oddala się innymi drzwiami.

SCENA PIĘTNASTA

Przedsala w pałacu Fieska.Fiesko z listami i wekslami. Murzyn.

FIESKO

Cztery więc galery już przypłynęły?

MURZYN

W porcie Dorseny szczęśliwie nakotwicy spoczywają.

FIESKO

W porę przychodzą. Skąd pisma?

MURZYN

Z Rzymu, Francji i Piacenzy.

FIESKO

odpieczętowuje listy i przebiega je

Witamwas, witam w Genui. Z radością. Kurierów przyjąć po książęcemu.

MURZYN

Hum! —

Chce odejść.

FIESKO

Czekaj, czekaj! Jest tu pełno dla ciebieroboty.

MURZYN

Co na rozkazy? Węch wyżła, czyżądło niedźwiadka?

FIESKO

Na ten raz sidełko ptasznika. Jutrorano dwa tysiące ludzi przebranych wejdziew miasto do służby mojej. Rozsadź na okołoprzy bramach towarzyszy twoich z rozkazem,ażeby na przybywających podróżnych mieliczujne oko. Jedni z nich wejdą jako pielgrzymi doLorety wędrujący, drudzy jako zakonnicy, Sawojardzi albo aktorowie, inni znowu jako kupcy,muzykanci; największa część jako wysłużeni żołnierze, którzy mają ochotę genueńskiego chlebaskosztować. Spytać każdego cudzoziemca, gdziestanie? — jeżeli odpowie: pod złotym wężem,powitać go przyjaźnie i wskazać moje mieszkanie.Słuchaj, łotrze! liczę na twoją roztropność.

MURZYN

Licz, panie, na moją przebiegłość.Jeżeli choć włosek wypuszczę z ręki, pozwalamżebyż oboje oczu moich nabił do wiatrówkii strzelił nimi do wróbli.

Chce odejść.

FIESKO

Czekaj! — jeszcze jedna robota. Galerymogą wpaść w oczy ludu. Dośledź, co o nichmówią. Jeżeli cię zapyta kto, odpowiesz, że z dalasłyszałeś przebąkujących, jako twój pan naTurków ma łowy rozpocząć. Rozumiesz?

MURZYN

Rozumiem. Brody obrzezańców leżąna wierzchu — a co na spodzie, diabeł wietylko.

Chce odejść.

FIESKO

Powoli — jeszcze jedna ostrożność.Gianettino ma nowy powód nienawiści do mnie,nowy powód ustawiania sideł. Idź, uważaj towarzyszy twoich, czy nie wyśledzisz gdzie nowonajętego zbójcy. Doria nawiedza domy podejrzane;przyczep się do kobiet rozpustnych — tajemnicegabinetu kryją się często w fałdach spódnicy.Przyrzecz im złotem sypiących kupców — przyrzecz im nawet pana twojego. Wszystko, conajgodniejsze, możesz w tym błocie zanurzać, byledo dna się dostać.

MURZYN

To, to! mam przystęp do pewnejDiany Bononi, której przez pięć ćwierci rokugachów sprowadzałem. Onegdaj prokurator Lomellin od niej wychodził.

FIESKO

Dobra gratka. Ten Lomellin jest właśniegłówną sprężyną wszystkich szaleństw Dorii.Jutro rano musisz pójść do niej. Może on jeszczedzisiejszej nocy tej cnotliwej Diany Endymionem.

MURZYN

Jeszcze, łaskawy panie, jedna okoliczność. Jeżeli mnie Genueńczycy zapytają —a niech diabli porwą, jeśli nie zapytają — jeślizapytają: Co Fiesko myśli? — chcesz, panie,kryć się pod twoją maską, — albo jak każesz,żebym odpowiedział?

FIESKO

Jak odpowiedzieć? Czekaj! Owocjeszcze niedojrzały. Boleść rodzenia poprzedza.Odpowiesz, że Genua na katowskim klocu leży,i że twój pan zwie się Jan Ludwik Fiesko.

MURZYN

wyciągając się radośnie

O, tym co napłatam, będzie o czym gadać, na mój honor szubrawski! Dalej do roboty, drogi Hassanie! Naprzóddo winiarza! Jest dla nóg pełna garść roboty —trzeba popieścić żołądek, żeby się wstawił donóżek. Wybiega i wraca znowu. A propos, tylko conie zapomniałem. Chciałeś wiedzieć, panie, comiędzy waszą żoną a Kalkaniem zaszło? Paniczdostał harbuza, i wszystko na tym się skończyło.

Wybiega.

SCENA SZESNASTA

FIESKO

sam

Żałuję cię, Kalkanio, ale czyż myślisz, że jabym dotkliwy artykuł honoru łoża mego na łupwystawiał, gdyby mi cnota małżonki i własnagodność moja dostatecznej nie dawały rękojmi?Ze szwagierka cieszę się jednak — z ciebieżołnierz dobry, musisz mi ramię swoje na śmierćDorii poślubić. Przechadzając się dużym krokiem. Chodź teraz, Dorio, na plac bojowy! Wszystkiemachiny do śmiałego dzieła w obrót puszczone.Nastrojone wszystkie instrumenta do strasznegokoncertu. Brakuje tylko maskę zdjąć z twarzyI patriotom genueńskim Fieska pokazać. Słychaćchód. Wizyta! kto mi może w tej chwili przerywać?

SCENA SIEDMNASTA

Fiesko. Werrina. Romano z obrazem. Sakko.Burgonino. Kalkanio.

FIESKO

wychodząc naprzeciw nich z wesołą twarzą

Witam was, godni przyjaciele! Jakież ważnedzieło w pełnej was liczbie do mnie przyprowadza?I ty, drogi bracie Werrino? Jużbym cię wkrótcei poznać nie zdołał, gdybym myślami częściej nieprzebywał z tobą, niźli wzrokiem moim. Wszakżeżto od ostatniego balu, nie widziałem Werrinymego?

WERRINA

Nie miej mu za złe, Fiesko. Ciężkiebrzemię siwą jego głowę od tego czasu pochyliło.Ale dosyć już o tym.

FIESKO

Nie dosyć dla troskliwej przyjaźni.Powiesz mi obszerniej, gdy sami będziemy. DoBurgonina. Bądź mi pozdrowiony, młody bohaterze,jeszcze zielona znajomość nasza, a już mojaprzyjaźń dośpiała. Twoje zdanie czy zmieniłeśo mnie?

BURGONINO

Jestem na drodze.

FIESKO

Werrino! Mówią mi, że ten młodzieniectwoim zięciem ma zostać. Winszuję całym sercemtakiego wyboru. Raz z nim tylko mówiłem,a jednak byłbym dumny, gdybym go nazywaćmógł zięciem moim.

WERRINA

Przez ten sąd szczycić się mogęcórką moją.

FIESKO

do innych

Sakko? Kalkanio? Rzadkiezjawiska na pokojach moich. Wstydziłbym sięprawie gościnności mojej, gdyby ją najszlachetniejsze Genui ozdoby pomijać chciały. Pozdrawiamjeszcze piątego gościa; wprawdzie go nie znam,ale to godne grono dostatecznie go zaleca.

ROMANO

Jest to po prostu malarz, łaskawypanie, nazwiskiem Romano, który się kradzieżąnatury wyżywia — herbu nie ma, sam pędzeltylko — przychodzi do ciebie z głębokim ukłonemkilka rysów wielkich do głowy Brutusa uchwycić.

FIESKO

Daj mi rękę, Romano. Mistrzyni twojajest krewną mojego domu — kocham ją sercembraterskim. Sztuka jest prawą ręką natury. Tastworzenia, a tamta ludzi wydała. Co malujesz,Romano?

ROMANO

Sceny z jędrnej starożytności. WeFlorencji stoi mój Herkules umierający, mojaKleopatra w Wenecji, wściekły Ajaks w Rzymie, gdzie w Watykanie bohaterowie dawnegoświata z martwych powstają.

FIESKO

A obecnie nad czym pędzel twójpracuje?

ROMANO

Cisnąłem go, panie! Pochodniageniusza prędzej dogorywa niż życia pochodnia. Za pewny punkt gdy ujdzie, papierowątylko zapala koronę. To moja praca ostatnia.

FIESKO

z zachwyceniem

Pożądańszą być niemogła. Jestem nadzwyczaj wesoły, cała mojaistność święci dziś wzniosły pokój duszy i otwierają pięknej naturze. Postaw twój obraz! Pysznąon ucztę przysposobi dla mnie. Chodźcie dokoła, moi przyjaciele. Oddajmy się duszą całąmistrzowi. Postaw twój obraz!

WERRINA

dając znak innym

Patrzajcie, Genueńczycy!

ROMANO

ustawiając obraz

Światło musi z bokupadać. Odsuńcie te firanki! Tamte zapuśćcie!Dobrze! Staje na boku. Jest to historia Wirginii i Appiusza Klaudiusza.

Długie milczenie, podczas którego wszyscy na malowidłopoglądają.

WERRINA

w natchnieniu

Dalejże, siwowłosy ojcze!Ha! zadrżał tyran. U was bladość, Rzymianie,kloce bezwładne! Dalejże za nim, Rzymianie!Nóż ofiarny błyszczy. — Za mną, wy kloce,Genueńczycy. Śmierć Dorii! Śmierć! Śmierć!

Wpada z orężem na obraz.

FIESKO

z uśmiechem do malarza

Żądaszże większejpochwały? Sztuka twoja tego starca w bezbrodego zamienia marzyciela.

WERRINA

Gdzie jestem? Gdzie oni zniknęli?Zniknęli jak bańki mydlane. Ty tu, Fiesko?A tyran oddycha jeszcze?

FIESKO

Patrzałeś tyle, a nie miałeś oczów.Podziwiasz tę Rzymianina głowę? Precz z nią!Patrz raczej na dziewicę. Ten wyraz twarzyjakże lubieżny, jakże kobiecy! Patrz na wdziękust więdniejących, na rozkosz gasnącego spojrzenia. Nie do naśladowania, bosko, Romano! —A toż śnieżne, światło ćmiące łono jak jest milewzniesione falami ostatniego oddechu! Więcejtakich nimf, Romano, a uklęknę przed pomysłamitwymi, naturze pożegnawczy list napiszę.

BURGONINO

Werrino! jestże to wspaniałe natchnienie, którego się spodziewałeś?

WERRINA

Nie lękaj się, synu. Bóg odrzuciłramię Fieska i liczyć musi na nasze.

FIESKO

do malarza

Tak, to twoja ostatnia praca,Romano. Wyczerpałeś całą siłę i już pędzla niepowinieneś dotknąć. Ale przy artyście o dzielezapominam. Mógłbym stać przed nim i poglądaći trzęsienia ziemi nie dosłyszeć. Zabierz twójobraz. Gdybym chciał ci tę głowę Wirginiiopłacić, musiałbym Genuę zastawić. Zabierz twójobraz!

ROMANO

Sławą płaci się artysta. Obraz cidaruję.

Chce odejść.

FIESKO

Trochę cierpliwości, Romano. Majestatycznym krokiem przechodzi wzdłuż pokoju i nad czymświelkim zdaje się rozmyślać. Czasami spogląda naobecnych przelotnym i silnym wzrokiem, na koniec bierzemalarza za rękę i prowadzi go przed obraz. Przystąptu, malarzu! Z postawą wyniosłą. Tak dumnie spoglądasz dlatego, że życie martwemu płótnunadajesz i małym kosztem wielkie czyny unieśmiertelniasz. Chełpisz się zapałem poety, fantazjązimnej gry marionetek, bez serca, bez siły doczynów rozgrzewającej. Na płótnie tyranów obalasz, a sam nędznym jesteś niewolnikiem —jednym pędzla pociągiem wolność dajesz rzeczompospolitym, a własnych potargać nie możeszłańcuchów. Idź! Kuglarstwem jest praca twoja!Udanie niech czynowi ustąpi. Z dumą wywracającobraz. Ja zdziałałem, coś ty wymalował tylko.

Wszyscy uderzeni. Romano wynosi swój obraz przerażony.

SCENA OŚMNASTA

Ciż oprócz Romana.

FIESKO

przerywając milczenie zdziwionych

Czyściemyśleli, że lew śpi dlatego, że nie ryczy? Takieście próżni byli sądząc z pewnością, że wyścietylko jedni czuli Genui łańcuchy, że wy tylkojedni potargać je chcieli? Wy tylko z dalekabrzęk ich zasłyszeliście, a już je Fiesko rozerwał.Otwiera szkatułę, dobywa pakietu listów i rozrzuca je nastół. Tu żołnierze z Parmy, tu francuskie pieniądze, tu cztery galery od papieża. Czegóż brakowało jeszcze, żeby na tyrana w jego siedliskuuderzyć? Co mi macie przypomnieć jeszcze? Gdywszyscy osłupiali milczą, przystępuje do stołu. Republikanie! Zręczniejsi jesteście tyranów przeklinać jakich w powietrze wysadzać.

Wszyscy, oprócz Werriny,rzucają się do nóg Fieska.

WERRINA

Fiesko! Duch mój przed twoim sięzniża — moje kolano nie może. Wielkim jesteśczłowiekiem. — Ale wy powstańcie, Genueńczycy!

FIESKO

Cała Genua zżyma się patrząc naFieska lubieżnego; cała Genua przeklina Fieskarozpustnika! Genueńczycy, Genueńczycy! Mojezaloty chytrego oszukały tyrana, moje szaleństwo przenikliwemu rozumowi waszemu zakryłoniebezpieczną mądrość. Wirem uciech leżałootoczone zadziwiające dzieło sprzysiężenia. Dosyćjuż. Genua przez was mnie pozna. Już zaspokojone moje najżarliwsze chęci.

BURGONINO

rzuca się z żalem na krzesło

Ja więcsię na nic nie przydam?

FIESKO

Szybko tylko od myśli do czynówprzejdźmy! Wszystkie machiny skierowane. Lądemi morzem mogę miasto zdobywać. Rzym, Francja i Parma zasłaniają mnie. Szlachta jest zagniewana. Serca ludu do mnie należą. Ukołysałemw głęboki sen tyranów. Rzeczpospolita do wielkiego gotowa przeobrażenia. Szczęście nam sprzyja.Nic nie brakuje. — A Werrina zadumany?

BURGONINO

Czekajcie! Mam ja jedno słówko,co go prędzej wstrząśnie jak trąba dnia sądnego.Przystępuje do Werriny i woła. Ojcze! Zbudź się.Twoja Berta w rozpaczy.

WERRINA

Kto wołał? — Genueńczycy, dodzieła!

FIESKO

Rozmyślcie się nad wykonaniem planu.W czasie poważnej rozmowy naszej noc zaszła.Genua leży w śnie. Tyran znużony dziennymigrzechami na łoże pada. Czuwajcie nad nią i nadnim!

BURGONINO

Nim się rozłączymy, ściśnieniemdłoni zaprzysiężmy związek bohaterski. Podanymidłońmi formują koło. Tu w jedno wzrasta pięć sercnajwiększych Genui, ażeby najwyższy los Genuirozstrzygnąć. Gdy runie cała świata budowai wyrok sądu związki krwi, związki miłościrozetnie, ten popiętny liść bohaterski zostanienietknięty.

Rozłączają się.

WERRINA

Kiedyż znów się zejdziemy?

FIESKO

Jutro o południu zbierać będę głosywasze.

WERRINA

Jutro więc o południu. Dobranoc,Fiesko! Chodź, Burgonino! Coś nadzwyczajnegousłyszysz ode mnie.

Odchodzą obydwaj.

FIESKO

do innych

Wyjdźcie tylną bramą, żebyszpiegi Dorii nie dostrzegły was.

Wszyscy oddalają się.

SCENA DZIEWIĘTNASTA

FIESKO

sam

Jaka burza w piersiach moich, jaka myśl graciemna! — Jak ludzie podejrzani, na czarnązbrodnię czyhający, skradają się na palcach i zarumienione twarze lękliwie do ziemi schylają, takprzez duszę moją przemykają się pełne kształtówfantomy. — Stójcie! stójcie! Niech wam w oczyzajrzę — dobra myśl dodaje hartu sercu człowiekai bohaterstwo na dniu białym jaśnieje. — Ha!znam ja was! — w barwie niecnego kłamcychodzicie. Precz! przepadajcie! Milczenie — późniejżywiej. Fiesko republikanin, Fiesko książę? —Powoli! — Jest tu przepaść ze spadzistą ścianą,gdzie moc się cnoty zamyka, gdzie się rozdzielająniebo i piekło. — Tu właśnie potknęli się bohaterowie — bohaterowie upadli i świat przekleństwami otoczył ich imiona. — Tu się właśniebohaterowie wahali, bohaterowie dotrwali i półbogami świat ich uznał. Żywo. Ale one do mnienależą, te serca całej Genui? Ale moją ręką to tu, totam na pasku wodzić mogę tę straszną Genuę? —Przeklęta chytrość grzechu, co przed każdym szatanem anioła stawia! Nieszczęśliwa żądzo wyniesienia,odwieczna zwodzicielko! Aniołowie pocałunkiem zdmuchnęli niebo z szyi twojej, a śmierćwyszła z ciężarnego żywota. Wstrząsając się z przerażeniem. Aniołów podeszłaś syrenimi trelamio nieskończoności; ludzi łowisz złotem, kobietamii koronami. Po namyśle stanowczo. Berło zdobyćwielkim jest dziełem — odrzucić boskim! —Przepadaj, tyranie — bądź wolna, Genuo! a janajszczęśliwszym twoim obywatelem!

AKT TRZECI

Puszcza dzika.

SCENA PIERWSZA

Werrina. Burgonino, wchodzą wśród nocy.

BURGONINO

zatrzymując się

Gdzie mnie prowadzisz, ojcze? Głucha boleść, z którą mnie przywołałeś, dysze jeszcze w ciężkim twoim odetchnieniu.Przerwij to okropne milczenie. Mów — ja dalejnie pójdę.

WERRINA

Tu właśnie miejsce.

BURGONINO

Okropniejszego znaleźć nie mogłeś?Ojcze, jeśli to, co mi powiesz, do tego miejscapodobne, włosy na mojej głowie powstać muszą.

WERRINA

Miejsce to kwitnącą jest łąką w porównaniu do nocy duszy mojej. Chodź za mnątam, gdzie zgnilizna robactwem ciała toczy i gdzieśmierć straszne stoły zastawia — tam, gdzieskowyczenie dusz potępionych rozradowuje szatanów i gdzie łzy daremne rozpaczy przepływająprzez podziurawione rzeszoto wieczności — tam,mój synu, gdzie świat chybia swemu przeznaczeniu, a bóstwo swoje herby dobroczynnościgruchoce — tam ja do ciebie przez zniszczenieprzemówię, a ty ze zgrzytaniem zębów słuchać mniebędziesz.

BURGONINO

Słuchać? Co? Zaklinam ciebie.

WERRINA

Młodzieńcze, lękam się — młodzieńcze, krew twoja czerwieni się jak róża i ciałotwoje wątłe i łagodne — takie charaktery miękkiemają uczucia. Przy tym tkliwości płomieniutopnieje nawet mądrość moja okrutna. Gdybymróz starości, albo ból ołowiany podciął byłskrzydeł radosnemu duchowi twemu — gdybyczarna, zasiadła krew zamknęła była cierpiącejludzkości drogę do serca twojego — wtenczasbyłbyś usposobiony głos moich cierpień zrozumieći podziwiać przedsięwzięcie moje.

BURGONINO

Będę go słuchał i moim uczynię.

WERRINA

Nie, mój synu! Werrina chce twojeserce oszczędzić. Scipionie, ciężkie brzemię na tejpiersi leży — leży na niej myśl przerażająca jaknocy ciemność — i tyle straszna, że łono męskiemoże pod nią pęknąć. — Ale czy rozumiesz?Ja sam chcę jej dokonaćsam przenieśćnie zdołam. Gdybym był dumny, Scipionie,powiedziałbym, że to jest udręczenie samemutylko być wielkim człowiekiem. WielkośćStwórcy ciężyła, i dlatego wziął on duchy napowierników swoich. Słuchaj, Scipionie!

BURGONINO

Moja dusza pochłania twoją.

WERRINA

Słuchaj, ale nic nie odpowiadaj. Nic,młodzieńcze — słyszysz, ani jednego słowa odrzecmi nie możesz. — Fiesko musi umrzeć!

BURGONINO

przerażony

Umrzeć? Fiesko?

WERRINA

Umrzeć! Dzięki ci, Boże, że usta tosłowo wyrzekły. Tak, Fiesko musi umrzeć i umrzećprzeze mnie. Idź teraz — są czyny, które wyrokomludzkim podlegać nie mogą, niebo tylko nasędziego biorą. Jest to jeden z tych czynów.Idź — ani pochwały, ani nagany nie pragnętwojej. Znam ja sam, ile on mnie kosztuje —dosyć więc na tym. Ale — ty w domysłachoszaleć mógłbyś. — Słuchaj więc — widziałeśgo, jak tryumfująco w naszym zdziwieniu wczorajsię przezierał. Człowiek, którego uśmiech Włochyoszukał, potrafiż w Genui sobie równego ścierpieć?Fiesko strąci tyrana, to jest pewne! Ale Fieskodla Genui najniebezpieczniejszym zostanie tyranem— to jeszcze pewniejsze.

Odchodzi szybko. Burgonino spogląda za nim zdziwiony i bezmowny — potem z wolna postępuje za nim.

SCENA DRUGA

Sala w pałacu Fieska. W środku wielkie szklanedrzwi wychodzące na miasto i morze. Świta.

FIESKO

Co to jest? — księżyc zaszedł. Ranek ognistoz morza powstaje. Dzikie mary wyobraźni senmój przepłoszyły. Cała istność moja około jednegoskurczyła się uczucia. Muszę wyciągnąć się nawolnym powietrzu. Otwiera szklane drzwi. Miastoi morze rannym brzaskiem poczerwienione. Fiesko przechadza się z głośnym stąpaniem po pokoju. Największymmężem jestem w Genui całej, a mniejsze duszenie miałyby się pod władzę większej gromadzić?— Ale obrażam cnotę! Milczenie. Wzniosła głowainne ma pokusy niźli pospolita, czyliż powinna tęsamą z nią cnotę podzielać? Tancerz, co szczupłeciało Pigmejczyka ściska, piersi olbrzyma niezdoła opasać. Słońce wschodzi nad Genuą. To miastomajestatyczne! Z wyciągniętymi rękoma. Moje jest,i nad nim jaśnieć jako dzień królewski! —wielkie myśli rodzić — monarszą siłą wrzącechęci, nienasycone żądze w tym bezdennymoceanie zanurzać! — Zapewne — jeśli dowciposzukańca oszustwa nie uszlachetnia — to nagroda uszlachetnia przynajmniej oszukańca. Haniebną jest rzeczą kieszeń splądrować — zuchwalstwem miliony zabrać, ale niewypowiedzianiewielką jest koronę ukraść. Hańba zmniejszasię wzrastającym grzechem. — Milczenie. — Zdobitnością. Słuchać! — Panować! — Niezmierna, głowę zawracająca przepaść! Rzucajciedo niej wszystko, co człowiek ma najdroższego —wasze bitwy wygrane, wy zwycięzcy — waszenieśmiertelne dzieła, wy sztukmistrze — waszerozkosze, epikurejczycy — wasze morza i wyspy,żeglarze świata! Słuchać i panować! Byćalbo nie być. Ten tylko taki skok rozmierzy,kto ogromną przepaść od serafa do Boga nieskończonego przesadzić zdolny. Stać na tejstrasznej, wspaniałej wysokości, rzucać wzrokiemuśmiechniętym na rwący potok ludzkości, gdzieślepy los — ten oszust, chytrze koło toczy;pierwsze usta do kielicha uciech przytykać; niskopod sobą uzbrojonego olbrzyma: Prawo nadziecka przepasce wodzić; bezkarnie rany muzadawać i widzieć, jak jego gniew krótkoręki napróżno się bije o zapory majestatu; niesfornenamiętności motłochu jak brykające konie lekkągrą wędzideł powstrzymywać; dumę do zaszczytów pnących się wasalów jednymjednymtylko odetchnieniem w proch obracać, gdy tymczasem twórcze królów berło sny nawet królewskiej gorączki w życie wprowadzić może! — Coza obrazy i jak one zdziwionego ducha zakrańce mocy jego posuwają! — Jedna chwilaksiążęcego panowania cały szpik żywota pochłonęła. Nie przestrzeń życiem zajęta, ale jegotreść wartość życia stanowi. Rozłóż grzmotpiorunowy na pojedyncze dźwięki, a śpiewemich dziecko do snu ukołyszesz; zlej je razemw jeden huk gwałtowny, a wrzask ten wszechwładny wiekuistym niebem zatrzęsie. — Postanowiłem!

SCENA TRZECIA

Fiesko. Leonora wchodząc ostrożnie.

LEONORA

Przebacz, hrabio! Lękam się, abym ciporankowej nie przerwała godziny.

FIESKO

zmieszany cofa się

Zapewne, łaskawapani!... Schodzisz mnie niespodzianie...

LEONORA

Kochającego nigdy to nie spotyka.

FIESKO

Hrabino! Narażasz piękność swoją nanieprzyjazny oddech poranku.

LEONORA

Na cóż mam tę trochę, co pozostała,zgryzotom zachowywać?

FIESKO

Zgryzotom, moja droga? Mnie siędotąd zdało, że kto nie myśli rządu wywrócić, już ma spokojność umysłu!

LEONORA

Może być — ale ja czuję, że mojapierś kobieca pęka pod tą spokojnością umysłu.Przychodzę, mój panie, nic nie znaczącą prośbąobarczyć ciebie, jeżeli możesz trochę mi czasupoświęcić. Od siedmiu miesięcy miałam sen dziwny,jakobym hrabiną Lawania była. Sen zniknął — ale zawrót głowy zostawił. Muszę pamiątki niewinnych lat dzieciństwa przywoływać, żeby megoducha od tych żywych marzeń uleczyć. Pozwólmi zatem, żebym na łono dobrej mojej matkiwróciła.

FIESKO

pomieszany

Hrabino!

LEONORA

Słaba to, rozpieszczona istota, tomoje serce, nad którym litość mieć ci należy.Najleksze nawet wspomnienie snu mojego mogłoby chorej wyobraźni mojej zaszkodzić. Zwracam więc ostatnie pozostałe pamiątki prawemuwłaścicielowi. Kładzie na stół kilka drobnostek. I tensztylet, co moje serce przeszył; kładąc list. I tenjeszcze — głośno płacząc chce odejść nic sobie niezestawiam, same rany tylko!

FIESKO

bieży za nią i wstrzymuje

Leonoro! Co za scena! Na Boga zaklinam!

LEONORA

padając w ramiona jego

Nie zasłużyłam być małżonką twoją; ale małżonka twoja powinna by na szacunek zasłużyć. — Jakże sycządzisiaj te języki obmowne. Jak zyzem poglądająna mnie genueńskie panie i dziewice: „Patrzcie,tak więdnieje ta próżna kobieta, co Fieska poślubiła!” — Okrutna kara za moją dumę kobiecą!Całą płcią moją wzgardziłam w on czas, gdy mnieFiesko do ślubnego prowadził ołtarza.

FIESKO

Nie! zaiste — Madonna! Ta scena jestdziwaczna.

LEONORA

do siebie

Dzięki ci, Boże! Czerwienisię i blednie. Teraz przybywa mi odwagi.

FIESKO

Dwa tylko dni, hrabino — a wtenczasmnie osądzisz.

LEONORA

Poświęcona! O, nie daj mi słów tychwypowiedzieć, dziewicza światłości! poświęconarozpustnicy? Nie! — spojrzyj na mnie, małżonkumój! Zaiste, oczy, które całą Genuę w niewolnicze drżenie wprowadzają, muszą w tej chwiliprzed łzami jednej kobiety po ziemi się czołgać. —

FIESKO

pomieszany

Nic więcej, sinioro — nicdalej.

LEONORA

z boleścią i goryczą

Słabe serce kobiecerozdzierać, jakże to godne silnej płci męskiej.Rzuciłam się w objęcia tego człowieka. Przy tymolbrzymie pieściły się rozkosznie wszystkie mojesłabości kobiece — oddałam mu niebo moje całe— a ten człowiek wspaniały niesie je dojednej...

FIESKO

przerywając

Moja Leonoro! — Nie!

LEONORA

Moja Leonoro! Dzięki ci, Boże! Byłto znowu czysty oddźwięk miłości — powinna bymciebie nienawidzić, fałszywy, a jednak takchciwie rzucam się na okruchy czułości twojej.Nienawidzić? Czyżem ja „nienawidzić” powiedziała, Fiesko? Nie wierz temu! Umrzećkaże mi twoje krzywoprzysięstwo, ale nigdy nienawidzić. Moje serce oszukane jest.

słychać głos Murzyna

FIESKO

Leonoro! Spełń moją małą dziecinnąprośbę.

LEONORA

Wszystko, mój Fiesko, obojętnościtylko ci odmówię.

FIESKO

Co zechcesz, i jak zechcesz — znaczącotylko nim Genua o dwa dni starszą nie będzie,nie pytaj, nie potępiaj.

Odprowadza ją z grzecznością do drugiego pokoju.

SCENA CZWARTA

Murzyn zadyszany. Fiesko.

FIESKO

Skąd tak zadyszany?

MURZYN

Żywo, łaskawy panie.

FIESKO

Czy wpadło co do sieci?

MURZYN

Czytaj ten list. Czy istotnie tujestem? Sądzę, że Genua o dwanaście ulic stałasię krótszą, albo moje nogi o tyleż dłuższe.Bledniejesz, panie? Tak, tak — kartują talię nafigury, a twoja głowa panie jest tarokiem. Jaksię wam podoba?

FIESKO

pomieszany rzucając list na stół

Do wszystkich katów! Jakeś ty przyszedł do tego listu?

MURZYN

Prawie tak samo, jak Wasza Wysokość do rzeczypospolitej. — Umyślny kurierleciał z nim do Lewanto. Zwąchałem pismo — czaję się w wąwozie. Paf! kuna zabita, kurczęw naszym ręku.

FIESKO

Na ciebie krew jego! Listu tego złotemopłacić nie można.

MURZYN

Przestanę na srebrze. Poważnie i znacząco. Hrabio Lawania! Niedawno chętka mniebrała na głowę twoją. Wskazując na list. Tu znowuby jej było... Spodziewam się teraz, że pani sługa psubrat nic sobie nie winni. Resztęmożesz wziąć, hrabio, jako usługę przyjacielską.Podając mu drugi list. Numer drugi.

FIESKO

biorąc list ze zdziwieniem

Czy szalejesz?

MURZYN

Numer drugi! Stając dumnie przed Fieskiemi biorąc się pod boki. Nie tak głupio lew zrobił, żemyszce darował. Sprytnie to zrobił — bo któż bydzisiaj sieć porozgryzał? No! Jakże się topodoba?

FIESKO

Słuchaj! Ilu ty diabłów trzymasz naposługach?

MURZYN

Jednego tylko i ten na hrabiowskimobroku.

FIESKO

Dorii podpis własny! Skąd to pismodostałeś?

MURZYN

Świeżo z rączek mojej Bononi. Poszedłem tam przeszłej jeszcze nocy, zadzwoniłempięknymi słówkami pańskimi i jeszcze piękniejszymi cekinami. Ostatni dźwięk doszedł do uszów.Dano mi czas na szóstą godzinę z rana. Panhrabia był tam właśnie, jakeście przewidzielii czarnym na biało zapłacił wstępne do fabrykowanego raju.

FIESKO

w gniewie

Nędzni kobiet służalce! Rzeczypospolite chcą walić — przed nałożnicamimilczeć nie umieją. Widzę z tych pism, że Doriaze swoimi zausznikami zrobił spisek, ażeby mniei jedenastu senatorów zamordować, a Gianettinarządzącym księciem ogłosić!

MURZYN

Nie inaczej — i to w dniu wyborówna dożę, trzeciego tego miesiąca.

FIESKO

Nasza noc skrzętna w matczynymjeszcze żywocie ten dzień udusi. — Żywo, Hassanie! Sprawy moje dojrzały — zwołaj innych!— Krwawym kawałkiem pola wyprzedzimy tychpanów. Nogi za pas, Hassanie!

MURZYN

Jeszczem całego worka nowin niewypróżnił. Dwa tysiące ludzi szczęśliwie ściągnięto.Zawiodłem ich do kapucyńskiego klasztoru, gdzieani nawet promyczek słońca szpiegować nie może.Pali ich chęć oglądania pana swego — a dziarskie to chłopcy.

FIESKO

Od każdej głowy skud ci jeden świeci.Co Genua przebąkiwała o galerach moich?

MURZYN

W tym jest figiel kapitalny, łaskawy panie! czterystu awanturników, których pokójzawarty między Francją a Hiszpanią na koszuosadził, przyczepiło się do moich pomocników,iżby za ich wstawieniem hrabia Fiesko mógł ichposłać przeciw niewiernym. Zaprosiłem ich nawieczór do waszego pałacu.

FIESKO

uradowany

Ledwo ci na szyję nie skoczę,niecnoto! Mistrzowskie dzieło! Czterystu powiadasz? Już nic Genui nie wybawi. Czterystaskudów do ciebie należy.

MURZYN

szczerze

Uderz w dłoń, Fiesko! Mydwaj tak Genuę przerobimy, że prawo miotłamiwyrzucać będą. Nie mówiłem wam jeszcze, żemiędzy załogą tutejszą mam ja szpaków moich,na których liczyć mogę jak na mój kącik w piekielnym ogniu. Urządziłem więc tak, że przykażdej bramie przynajmniej sześciu naszych będziestało pod wartą — a to dosyć, ażeby innychprzegadać i wszystkie pięć zmysłów zalać imwinem. Jeżeli więc podoba wam się dzisiejszejnocy hulankę wyprawić, to warty zastanieszspojone.

FIESKO

Nic więcej nie mów! Aż do tej godzinyogromną bryłę sam bez pomocy ludzkiej toczyłem— u celu samego ostatni łotr jeszcze mniezawstydza? Podaj rękę! Co hrabia ci winien,książę wypłaci.

MURZYN

Oprócz tego wszystkiego mam tuliścik od hrabiny Imperiali. — Skinęła na mniez góry na ulicę. Nadzwyczaj była łaskawa.Pytała szyderczo, czy hrabinę Lawania nie napadłażółtaczka. Mówiłem, że wasza łaskawość o jednątylko rzecz pyta. Mówiłem...

FIESKO

przeczytawszy list rzucił go na ziemię

Dobrześ mówił. Cóż ona na to?

MURZYN

Ona mówiła — że ubolewa nadlosem nieszczęśliwej wdowy i podejmuje się pocieszyć ją, zakazując łaskawemu panu wszelkichgrzeczności na przyszłość.

FIESKO

Które do skończenia świata zapewnetrwać nie będą. Czy już wszystko, co maszważnego?

MURZYN

Łaskawy panie! Interesa kobiet natychmiast po politycznych. —

FIESKO

O bez wątpienia — a szczególniejtakie. Co tam robisz z tym papierkiem?

MURZYN

Chcę jedną szatańską sprawę przezdrugą wyskrobać. — Te proszki dała mi hrabina,ażebym waszej żonie co dzień jeden do czekoladywkładał.

FIESKO

pobladły cofa się

Kto ci dał?

MURZYN

Donna Julia, hrabina Imperiali.

FIESKO

wydzierając mu proszki, gwałtownie

Jeżeli kłamiesz, łotrze — każę cię żywcem przyśrubowaćdo chorągiewki wieży świętego Wawrzyńca,tak że cię wiatr za jednym powiewem dziewięćrazy do koła obracać będzie. Co, ten proszek?

MURZYN

niecierpliwie

Mam w czekoladzie dawaćżonie waszej podług rozkazu hrabiny Julii Imperiali.

FIESKO

z gniewem najwyższym

Potwór! potwór!— to cudowne stworzenie? — czy takie piekłozdolne jest w duszy jednej kobiety się pomieścić?— Ale zapominam dzięki ci złożyć, niebiańskaopatrzności, że go niszczysz — niszczysz zapomocą drugiego szatana. Dziwne są drogitwoje. Do Murzyna. Przyrzekniesz słuchać i milczeć.

MURZYN

Chętnie. Za milczenie gotówką mizapłaciła.

FIESKO

List ten zaprasza mnie do niej. Pójdędo ciebie, pani! Namówię cię, żebyś tu przyszła.— Dobrze. Przyśpieszaj teraz, co przyśpieszyćmożna i zwołaj wszystkich związkowych.

MURZYN

Przewąchałem ten rozkaz i dlategokażdego z nich na moją odpowiedzialność zamówiłem tu na godzinę dziesiątą.

FIESKO

Słyszę stąpania. To oni. — Zasłużyłeś,niecnoto, na osobną szubienicę, na której żadenjeszcze syn Adamowy nie dyndał. Idź do przedpokoju, aż zadzwonię.

MURZYN

odchodząc

Murzyn swoje dzieło sprawił,Murzyn odejść może.

SCENA PIĄTA

Wszyscy sprzysiężeni.

FIESKO

idąc naprzeciw nim

Burza się zbliża.Chmury się zlatują. Wchodźcie cicho i spuśćcieoba zamki.

WERRINA

Ośm drzwi za sobą zaryglowałem.Podejrzenie na sto kroków nie zbliży się do nas.

BURGONINO

Nie ma tu zdrajcy, chyba lękliwość nasza.

FIESKO

Lękliwość mojego progu nie przestąpi.Niech pozdrowiony będzie, kto jeszcze jestwczorajszym. Zabierzcie miejsca swoje!

Wszyscysiadają.

BURGONINO

przechadzając się

Niechętnie siedzę,gdy niszczyć myślę.

FIESKO

Genueńczycy! Pamiętna to godzina.

WERRINA

Wezwałeś nas, iżbyśmy się zastanowili nad planem wymordowania tyranów. Pytaj nas. — Jesteśmy gotowi dać ci odpowiedź.

FIESKO

Naprzód więc pytanie, które dziwniebrzmi, bo za późno przychodzi. — Kto ma zginąć?

Wszyscy milczą.

BURGONINO

wspierajac się o poręcz krzesła, na którym Fiesko siedzi, głosem znaczącym

Tyrani!

FIESKO

Dobra odpowiedź — Tyrani! — aleproszę was, zwróćcie uwagę na całe znaczeniesłowa. Kto jest większym tyranem, czy ten, copokazuje chęć obalenia wolności, czy ten, co maprzewagę?

WERRINA

Pierwszego nienawidzę, drugiego sięlękam. Andrzej Doria niech ginie!

KALKANIO

w poruszeniu

Andrzej? zgrzybiały starzec — Andrzej, którego ostateczny rachunekz naturą może pojutrze zapadnie?

SAKKO

Andrzej, ten starzec łagodny?

FIESKO

Straszną jest tego starca łagodność,mój Sakko, gdy tymczasem duma szalona Gianettina śmieszną tylko. Andrzej Doria niechginie, wyrzekła to mądrość twoja, Werrino!

BURGONINO

Łańcuch żelazny, czy jedwabny,zawsze jest łańcuchem, i Andrzej Doria niechginie!

FIESKO

idąc do stołu

Zapadł więc wyrok nasynowca i stryja. Podpiszcie! Wszyscy podpiszcie.Kto padnie, jużeśmy postanowili — a teraz dorównie ważnego zapytania! Jak? Mów najpierwszy,przyjacielu Kalkanio!

KALKANIO

Spełnimy to jak żołnierze, albojak buntownicy. Pierwsze jest niebezpiecznym, bo zmusza nas wielu mieć wspólników— niepewnym, bo nie wszystkie serca narodupozyskane. Na drugie mamy już pięć dobrychsztyletów. Za trzy dni jest uroczysta msza w kościeleŚw. Wawrzyńca — obaj Doriowie tam zwykleodprawiają modły swoje. W bliskości Bóstwausypia nawet trwoga tyranów. Skończyłem.

FIESKO

odwrócony

Kalkanio! Rada twoja rozumnawstręt budzi. — Rafale Sakko?

SAKKO

Powody Kalkania podobają mi się, jegowybór mnie oburza. Ale lepiej niech Fieskostryja i synowca na ucztę uprosi, gdzie całymgniewem rzeczypospolitej przyciśnieni wybiorą,spożyć śmierć na sztyletach naszych, albo w kielichu dobrego cypryjskiego wina. Ten sposóbwygodny przynajmniej.

FIESKO

z przerażeniem

Sakko! A jeśli ta kroplawina, którą umierającym kosztować będą językiem,w wrzącą się smołę zamieni i smak ci piekłaprzypomni — cóż wtenczas, Sakko? — Preczz tą radą! Mów ty, Werrino.

WERRINA

Otwarte serce otwarte ma czoło.Skryte zabójstwo do zgrai bandytów nas spycha.Miecz w ręku godłem jest bohatera. Moimzdaniem powinniśmy dać głośny sygnał powstania i szczękiem broni zwołać synów Genui do zemsty.

Powstaje z krzesła — inni za nim, Burgoninorzuca mu się na szyję.

BURGONINO

I ręką uzbrojoną zmusimy szczęście, by nam łaskę dało. Głos to jest honoru i mój.

FIESKO

I mój. Wstydźcie się, Genueńczycy!Do Kalkania i Sakka. Szczęście do tej chwili i takjuż dosyć dla nas uczyniło, powinniśmy samiszukać pracy dla siebie. Powstanie więc, i tojeszcze dzisiejszej nocy, Genueńczycy!

Werrina,Burgonino zdziwieni — inni przeklękli.

KALKANIO

Co? Tej nocy? Tyrani jeszcze sązanadto potężni, a zastęp nasz nieliczny.

SAKKO

Tej nocy jeszcze? A nic nie zrobione— a słońce bliskie już zachodu?

FIESKO

Uwagi wasze bardzo są słuszne, aleczytajcie te listy! Oddaje im pismo z podpisem Gianettina, a sam z szyderczym przechodzi się uśmiechem. Bądź zdrowa teraz, Doriów piękna gwiazdo!Dumnie i jasno iskrzyłaś się nad nami, jak gdybyś cały horyzont genueński wynajęła; widziszjednakże, że i słońce na niebie miejsca ustępujei z księżycem berło świata podziela. Bądź zdrowa,Doriów piękna gwiazdo! I Patrokles umrzećmusiał, a był większym od ciebie.

BURGONINO

po przeczytaniu

To okropne!

KALKANIO

Dwunastu za jednym strzałem?

WERRINA

Jutro w pałacu seniorii.

BURGONINO

Daj mi tę listę. Cwałem przejadęGenuę całą, trzymać ją będę do góry, a głazyza mną poskoczą, zaskowyczą psy na zabójców.

WSZYSCY

Zemsta! Zemsta! Zemsta! I to tejnocy jeszcze!

FIESKO

Mam więc was, gdzie mieć chciałem.Skoro wieczór zapadnie, zaproszę najznakomitszychmalkontentów do siebie na zabawę, a szczególniej wszystkich, którzy na zbójeckiej liście Gianettina wpisani — oprócz tego Saulów, Dżentilów,Wiwaldów i Wesodimarów, śmiertelnych domuDoriów nieprzyjaciół, których zbójca zapomniałsię lękać. Oni zamiar mój otwartym sercemprzyjmą, nie wątpię o tym.

BURGONINO

I ja nie wątpię.

FIESKO

Przede wszystkim musimy się od morzaupewnić. Galery i majtkowie już są w moichrękach. Dwadzieścia okrętów Dorii bez lin, bezludzi, lekko uzbrojone. Port Dorseny zamknie się,i wszelka nadzieja ucieczki stracona. Port w naszej mocy, a Genua w łańcuchach.

WERRINA

Niezawodnie!

FIESKO

Zaraz potem zdobędziemy i osadzimycytadele miasta. Najważniejszą jest wieża Św.Tomasza, która do portu prowadzi i naszą siłęmorską z lądową łączy. Obaj Doriowie zostanąw własnych pałacach napadnięci i zamordowani.Na gwałt po wszystkich zatętnią ulicach, uderządzwony i zwołają obywateli, ażeby z nami stanęlii razem wolność Genui zdobyli. Jeżeli szczęścienam posłuży, w pałacu seniorii posłyszycieresztę.

WERRINA

Plan jest dobry. Rozważmy, jak rolerozdzielić.

FIESKO

znacząco

Genueńczycy! Postawiliście mniedobrowolnym wyborem na czele sprzysiężenia.Czy chcecie dalszych moich słuchać rozkazów?

WERRINA

Skoro będą najlepsze.

FIESKO

Werrina! Znasz ty wielkie słowo, gdysię w szeregu stoi wojskowym? — Genueńczycy,nauczcie go, że ono zowie się posłuszeństwem.Jeżeli ja tych głów podług mej woli obracać niemogę — rozumiejcie mnie dobrze — jeżeli niebędę wodzem całego sprzysiężenia, sprzysiężenietraci jednego członka.

WERRINA

Wolność wieczną warto dwiemagodzinami niewolniczej służby opłacić. Będziemposłuszni.

FIESKO

To opuśćcie mnie teraz. Jeden z waszwiedzi miasto i zda mi sprawę, gdzie jest słaba,a gdzie mocna w twierdzach załoga. Drugiwyciągnie hasła. Trzeci uzbroi galery. Czwartyprzywiedzie do mojego pałacu dwa tysiące ludzi.Ja sam wszystko na wieczór przygotuję, a jeśliszczęście posłuży, bank faraonowy zabiję. Kiedydziewiąta uderzy, wszyscy znajdować się powinnina zamku, gdzie ostatnie rozkazy usłyszą.

Dzwoni.

WERRINA

Ja biorę port morski na siebie.

Odchodzi.

BURGONINO

Ja żołnierzy.

Odchodzi.

KALKANIO

Hasła ja wyciągnę.

Odchodzi.

SAKKO

Ja Genuę przejrzę.

Odchodzi.

SCENA SZÓSTA

Fiesko, potem Murzyn.

FIESKO

siada przy biurze i pisze

Skręcili się nasłowie „posłuszeństwo” jak gąsienica na szpilce— ale za późno już, republikanie!

MURZYN

Łaskawy panie...

FIESKO

wstaje i daje mu listę

Wszystkich, którychimiona na tej liście zapisane, zaprosisz na komedię tu — w nocy.

MURZYN

Na aktorów zapewne. Cena miejscagardło kosztować będzie.

FIESKO

obojętnie i z pogardą

Skoro tego dopełnisz, dłużej cię w Genui trzymać nie chcę.Odchodząc i ciskając na ziemię sakiewkę ze złotem. Jestto ostatnia praca twoja.

SCENA SIÓDMA

Murzyn podnosi worek i patrzy na niego z osłupieniem.

Czy tak stoimy? „Nie chcę cię dłużej w Genui trzymać”. To znaczy z chrześcijańskiego nabisurmański język: Gdy ja księciem zostanę,każę cię, mego dobrego przyjaciela, nagenueńskiej szubienicy powiesić. Dobrze!Troszczy się o to, że ja figle jego znam i honorjego przez moją gębę przepędzę, skoro księciemzostanie. Powoli, panie hrabio, ostatni wypadekjeszcze do rozważenia.Teraz, stary Dorio, twoja skóra jest na rozkazymoje! — Zginąłeś, jeśli cię nie przestrzegę. Alegdy pójdę i związek wydam, zachowam księciuGenui nie mniej jak życie i księstwo — na podziękowanie nie mniej jak ten kapelusz złotanasypać musi. Chce odchodzić, zatrzymuje się jednaknagle. Ale z wolna, przyjacielu Hassanie! Jesteś nadrodze wielkie głupstwo popełnić. Gdybyorgii śmierci nie było i coś dobrego spłynęło?Pfe! Pfe! Moja chciwość jakąś diabelską czynnośćchciała wyrządzić! — Z czego większe złe wyniknie? Czy gdy ja tego Fieska oszukam, czygdy tego Dorię oddam pod nóż zabójczy? To dlamnie za mądre, mój diable! Jeżeli uda sięFieskowi, Genua może się odrodzić. Nie, to byćnie może. Jeżeli wymknie się Doria, wszystkozostanie jak przedtem i Genua ma pokój — to byjeszcze szpetniej wyglądało! Ale to widowisko,gdy głowy buntowników do kosza katowskiegozlatywać będą. Na drugą obracając się stronę. Aleta huczna biesiada rzeźnicza tej nocy, gdy najeden figlarny świst Murzyna książęce pankidusić się będą. Nie, z tego zamieszania chybachrześcijanin wyjść może, dla pogańskiego synaza trudne pytanie. Muszę uczonego się poradzić.

Odchodzi.

SCENA ÓSMA

Sala u hrabiny Imperiali.Julia w negliżu. Gianettino wchodzi rozgniewany.

GIANETTINO

Dobry wieczór, siostro!

JULIA

powstając

Coś nadzwyczajnego musiksiążęcego następcę Genui do siostry jego sprowadzać.

GIANETTINO

Wszak ciebie, siostro, zawsze motyle,a mnie osy okrążają. Kto tu poradzi tobie?Usiądźmy!

JULIA

Wkrótce zniecierpliwisz mnie.

GIANETTINO

Siostro, kiedy cię po raz ostatniFiesko nawiedzał?

JULIA

Dziwna rzecz — jak gdyby moja pamięć podobne fraszki zatrzymywała!

GIANETTINO

Ja o tym muszę wiedzieć koniecznie.

JULIA

A więc — wczoraj tu był.

GIANETTINO

I szczerym się pokazywał.

JULIA

Jak zwykle.

GIANETTINO

Zawsze dawny fantastyk?

JULIA

obrażona

Panie bracie!

GIANETTINO

mocniejszym głosem

Słuchaj! Czyzawsze dawny fantastyk?

JULIA

wstaje rozgniewana

Za kogo masz mnie,bracie?

GIANETTINO

siedząc na miejscu, z przekąsem

Zakawał kobiecego mięsiwa w wielki — w wielkidyplom szlachecki zawinięty. Między nami, siostro,gdy nikt nie podsłuchuje.

JULIA

Między nami, gdy nikt nie podsłuchuje— jesteś swawolna małpa, co na kredycietwojego stryja, jakby na drewnianym jeździszkoniku.

GIANETTINO

Siostrzyczko! Siostrzyczko! — Niegniewaj się — rad jestem, że Fiesko dawnymjeszcze jest fantastykiem. O tym tylko wiedziećchciałem. Żegnam cię.

Chce odchodzić.

SCENA DZIEWIĄTA

Ciż. Lomellin.

LOMELLIN

całując rękę Julii

Przebacz, pani łaskawa,śmiałości mojej. Zwracając się do Gianettina. Pewnesprawy nie cierpiące zwłoki...

GIANETTINO

bierze Lomellina na stronę. Julia idzie doklawikordu i zagniewana przegrywa allegro

Czy wszystkoprzyrządzone na jutro?

LOMELLIN

Wszystko, książę. Ale kurier, którydziś rano do Lewanto poleciał, nie powróciłjeszcze. Spinoli także nie ma. Jeśli on uwięziony!— Jestem w największej niespokojności.

GIANETTINO

Nie troszcz się o nic. Masz listęu siebie.

LOMELLIN

zmieszany

Łaskawy panie! — lista...nie wiem — musiałem ją we wczorajszej suknizapomnieć. —

GIANETTINO

To dobrze. Gdyby tylko Spinolapowrócił. Fieska jutro rano martwym w łóżkuzastanę. Przyrządziłem wszystko.

LOMELLIN

Ale to straszne zrobi wrażenie.

GIANETTINO

W tym właśnie, mój człecze, leżynasze bezpieczeństwo. Codziennie wydarzające sięnadużycia podnoszą tylko krew obrażonego —a do wszystkiego zdolny jest człowiek. Nadzwyczajne zbrodnie strachem swoim w lód gozamieniają, i niczym wtenczas jest człowiek.Znasz powieść o głowie Meduzy? Sam jej widokw kamienie zamieniał. — A ileż to rzeczysprawić można, nim się kamienie rozgrzeją!

LOMELLIN

Daliście, książę, łaskawej siostrzeswojej do zrozumienia!

GIANETTINO

Pfe! Z nią trzeba, co się tyczyFieska, z wielką ostrożnością się obchodzić. Aleniech tylko owocu skosztuje, za resztkami długopłakać nie będzie. Chodź! Tego wieczora jeszczeczekam wojska z Mediolanu i muszę przy bramach wydać rozkazy. Do Julii. Cóż tam, siostro?Uśmierzyłaś gniew swój?

JULIA

Odejdź sobie. — Z ciebie gość nieokrzesany.

Gianettino chce odejść i we drzwiach potrąca się z Fieskiem.

SCENA DZIESIĄTA

Ciż i Fiesko.

GIANETTINO

cofając się

Ha!

FIESKO

zbliżając się do niego z uniżonością

Książę!Uwalniasz mnie od nawiedzin, które ci złożyćmiałem. —

GIANETTINO

I ja, hrabio, nic goręcej nie pragnąłem jak być w towarzystwie twoim.

FIESKO

zbliża się do Julii i z uszanowaniem całujejej rękę

U ciebie, siniora, każdy się przyzwyczajawidzieć nadzieje przewyższone.

JULIA

Dajże pokój! Dla innej mogłoby topodwójne mieć znaczenie — ale aż mnie strachbierze negliżu mojego. Przebacz, hrabio!

Chceodejść do gabinetu.

FIESKO

Zostańże, zostań, łaskawa pani! Dziewice są najpiękniejsze w wieczornym ubraniuuśmiechając się jest to strój ich rzemiosła. — Tedo góry zaczesane włosy pozwól mi, żebym zupełnie rozpuścił.

JULIA

Wy mężczyźni, tak lubicie zawieruszać.

FIESKO

z niewinnym spojrzeniem do Gianettina

Włosy i rzeczypospolite! Nieprawdaż, że dla nas tojedno znaczy. Ach! Ta wstążka niedobrze przypięta. Usiądź, piękna hrabino! Twoja Laura umieoczy oszukiwać, ale nie serca. Pozwól mi nateraz twoją być garderobianą.

Julia siada, Fieskojej ubiór poprawia.

GIANETTINO

do Lomellina

Biedny, spokojniuteńkiczłowiek!

FIESKO

przy gorsie Julii poprawiając

Patrz tylko.— To chcę ja zakryć przezornie. Zmysły powinnyzawsze ślepymi być posłami i nie wiedzieć, conatura i fantazja układają z sobą.

JULIA

Jakże to lekkie jest zdanie!

FIESKO

O wcale nie! Bo zważ tylko pani:najlepsza nowina traci na wartości swojej, skorojest na języku całego miasta. Nasze zmysły sątylko zaprawną polewką wewnętrznej rzeczypospolitej naszej. Szlachta żywi się niemi, ale niegustuje w ich ordynarnym smaku. Przyrządziłjej ubiór i do zwierciadła prowadzi. No, na honor mój,ten strój musi być jutro modą w całej Genui.Pozwolisz hrabino, żebym cię tak przez miastoprowadził?

JULIA

Przebiegła głowa! Jakże on chytrze sięsprawił, żeby mnie do chęci swojej namówić!Ale głowa mnie boli i muszę w domu pozostać.

FIESKO

Przebacz, hrabino — uczynisz, jakw woli twojej będzie, ale to wolą twoją być niemoże. — Dziś o południu przybyła trupa florenckich aktorów i grać będzie w pałacu moim.Nie mogłem przeszkodzić, ażeby największa częśćdam genueńskich nie przyszła na widowisko — ale niezmiernie mnie troszczy, kogo w najpierwszej loży posadzić bez uczynienia niegrzecznościdotkliwym gościom moim. Jeden tylko sposóbna to. Z niskim ukłonem. Możesz mi tę łaskę zrobić,sinioro?

JULIA

zarumieniona idzie żywo do gabinetu

Lauro!

GIANETTINO

przystępując do Fieska

Hrabio? Pomniszzapewne o nieprzyjemnym zdarzeniu, która niedawno między nami dwoma zaszło.

FIESKO

Chciałbym, książę, żebyśmy o nimobydwaj zapomnieli. My ludzie działamy względem siebie tak, jak się znamy — a czyjąż winą,jeśli nie moją, że mnie przyjaciel mój Doria niezupełnie poznał?

GIANETTINO

Przynajmniej nie wspomnę o tymnigdy, żebym was z całego serca nie przepraszał. —

FIESKO

I ja nigdy nie wspomnę, żebym wamz całego serca nie przebaczył.

Julia wchodzi cokolwiek więcej ustrojona.

GIANETTINO

Właśnie na myśl mi przychodzi, żepodobno hrabia chce na Turków polować.

FIESKO

Dziś w wieczór podejmą kotwice. —Z tej przyczyny w niejakiej niespokojności jestem,z której łaskawa grzeczność przyjaciela megoDorii może mnie wyprowadzić.

GIANETTINO

z całą grzecznością

Z największą radością! — Rozporządzaj całym wpływem moim!

FIESKO

Wyprawa mogłaby w wieczór zbiegowisko sprowadzić do portu i do pałacu mego —a książę stryj wasz źle może by tłumaczył...

GIANETTINO

dobrodusznie

Zostaw to mojemustaraniu. Wysyłaj, a ja ci życzę szczęścia w przedsięwzięciu.

FIESKO

z uśmiechem

Nieskończenie obowiązanywam jestem.

SCENA JEDENASTA

Poprzedzający. Niemiec od straży.

GIANETTINO

Co tam?

NIEMIEC

Gdym koło wieży Św. Tomasza przechodził, widziałem uzbrojonych żołnierzy w wielkiej liczbie spieszących do portu Dorseny i urządzających galery hrabiego Lawania do podróżymorskiej...

GIANETTINO

Czy nic ważniejszego? O tym nietrzeba meldować.

NIEMIEC

Dobrze. Z klasztoru także Kapucynówtłum jakiż podejrzany wygląda i skrycie przesuwasię po rynku. Ich chód i wejrzenie każą siędomyślać, że to są żołnierze.

GIANETTINO

z gniewem

Bodaj to usłużność głupiej głowy! Do Lomellina z zapewnieniem. To moiMediolańczycy.

NIEMIEC

Czy każe Wasza Wysokość zatrzymaćich?

GIANETTINO

Zobacz tam Lomellino. Do Niemcaz gniewem. Możesz odejść. Dobrze. Do Lomellina. Daj pognać temu niemieckiemu wołowi, żeby pyskstulił.

Lomellin odchodzi z Niemcem.

FIESKO

który dotąd był przy Julii, a jednak nieznacznie w strony Gianettina spozierał

Przyjaciel nasz cośniezadowolony — czy mogę wiedzieć przyczynę?

GIANETTINO

Nic dziwnego. Wieczne pytaniai meldunki!

Wychodzi szybko.

FIESKO

I na nas teatr czeka. Mogęż podać ciramię, łaskawa pani?

JULIA

Cierpliwości! Muszę wprzód płaszczykmój narzucić. Tylko żadnej tragedii, hrabio —zaraz usypiam.

FIESKO

złośliwie

O, można umrzeć ze śmiechu,hrabino!

Wyprowadza ją. Zasłona spada.

AKT CZWARTY

Noc — Dziedziniec pałacowy Fieska. Zapalają latarnie.Znoszą broń. Skrzydło jedno domu oświetlone.

SCENA PIERWSZA

Burgonino wprowadza warty.

BURGONINO

Stój! Do wielkiej bramy czterechżołnierzy. Po dwóch do każdych drzwi zamku.Straże zajmują swoje miejsca. Kto chce, wpuszczać;wyjść nikt nie powinien. Kto gwałtu użyje —zakłuć.

Z pozostałymi żołnierzami idzie do zamku. Wartyprzechadzają się — chwila niema.

SCENA DRUGA

WARTY

wołają przy bramie

Kto idzie?

CENTURIONE

Przyjaciel Lawanii.

Przechodzi w poprzek dziedzińca aż do prawej bramy zamkowej.

WARTY

przy prawej bramie

Nazad!

CENTURIONE

zdziwiony idzie do lewej bramy

WARTY

na lewym boku

Nazad!

CENTURIONE

zdziwiony milczy — idzie potem do wartyz lewej strony

Przyjacielu! Którędy idzie się nateatr?

WARTA

Nie wiem.

CENTURIONE

przechodzi się tu i tam z coraz większymzdziwieniem, udaje się nareszcie do warty z prawej strony

Przyjacielu, kiedy sztuka się zacznie?

WARTA

Nie wiem.

CENTURIONE

przechadza się — postrzega broń — zdumiony

Przyjacielu! Co to znaczy?

WARTA

Nie wiem.

CENTURIONE

przestraszony osłania się płaszczem

Dziwna rzecz!

WARTY

przy bramie dziedzińcowej

Kto idzie!

SCENA TRZECIA

Poprzedzający. Cibo.

CIBO

wchodząc

Przyjaciel Lawanii.

CENTURIONE

Cibo! Gdzie my jesteśmy?

CIBO

Co?

CENTURIONE

Patrz Cibo, na około.

CIBO

Gdzie? Co?

CENTURIONE

Wszystkie wejścia obsadzone.

CIBO

Broń tu leży.

CENTURIONE

Nikt nie objaśnia.

CIBO

To dziwna!

CENTURIONE

Która godzina?

CIBO

Po ósmej.

CENTURIONE

Brr... Zimno dokucza.

CIBO

Ósma jest właśnie naznaczona godzina.

CENTURIONE

trzęsąc głową

Coś tu niedobrzepatrzy.

CIBO

Fiesko chce figla wystroić.

CENTURIONE

Jutro wybór doży! Cibo, tu cośniedobrze patrzy.

CIBO

Cicho! Cicho! Cicho!

CENTURIONE

Prawe skrzydło pełne świateł.

CIBO

Czy nic nie słyszysz? Czy nic niesłyszysz?

CENTURIONE

Szmer jakiś przytłumiony — a prócztego...

CIBO

Głuchy szczęk jakby zbroi jedne o drugiebijących.

CENTURIONE

Okropność! Okropność!

CIBO

Powóz! — zatrzymuje się przy bramie.

STRAŻE

przy dziedzińcowej bramie

Kto idzie?

SCENA CZWARTA

Poprzedzający. Czterech braci Asseratów.

ASSERATO

wchodząc

Przyjaciel Fieska.

CIBO

To czterech braci Asseratów.

CENTURIONE

Dobry wieczór, ziomku!

ASSERATO

Idziemy na teatr.

CIBO

Szczęścia na drogę!...

ASSERATO

Wy nie idziecie z nami na teatr?

CENTURIONE

Idźcie naprzód. My trochę świeżymodetchniemy powietrzem.

ASSERATO

Wkrótce się zacznie. Chodźcie.

Postępuje dalej.

WARTY

Nazad!

ASSERATO

Gdzie tu droga prowadzi?

CENTURIONE

śmiejąc się

Na zamek.

ASSERATO

Tu jest nieporozumienie.

CIBO

Jasne i dotykalne.

Muzyka na prawymskrzydle.

ASSERATO

Słyszycie symfonię? Sztuka się zacznie.

CENTURIONE

Mnie się zdaje, że już się zaczęłai my w niej role błaznów grali.

CIBO

Nie mam już cierpliwości i idę.

ASSERATO

Broń leży!

CIBO

Ot! — sprzęty aktorskie.

CENTURION

Mamyż tu stać jak niedołęgi nadbrzegiem Acheronu? Chodźcie do kawiarni!

Wszyscy sześciu idą ku drzwiom.

WARTY

silnym głosem

Nazad!

CENTURIONE

Piekło i szatany! Jesteśmy więźniami.

CIBO

Mój oręż mówi, że nie na długo.

ASSERATO

Schowaj go, schowaj! Hrabia jestpoczciwym człowiekiem.

CIBO

Przedani, zdradzeni jesteśmy. Teatr byłto kawał słoniny, mysz wleciała i łapka zapadła.

ASSERATO

Och! Broń tego Boże! Mnie dreszczemprzejmuje myśl, jak to się rozwiąże.

SCENA PIĄTA

Ciż. Werrina i Sakko.

WARTA

Kto idzie?

WERRINO

Przyjaciel domu.

Nowych siedmiu szlachty przychodzą za nimi.

CIBO

To jego powiernicy! Wszystko sięwyjaśni.

SAKKO

w rozmowie z Werriną

Jakem ci mówił:Leskaro ma wartę przy bramie Świętego Tomasza. Jest to Dorii najlepszy oficer i ślepo doniego przywiązany.

WERRINA

To mnie cieszy.

CIBO

do Werriny

Dobrze, że przychodzisz, Werrino. Wywiedziesz nas ze snu dziwnego.

WERRINA

Jak kto? Jak to?

CENTURIONE

Na komedię zaproszeni jesteśmy.

WERRINA

Jedną więc mamy drogę.

CENTURIONE

niecierpliwie

Tak, drogę, którą każdyprzejść musi — znam ją. Ale widzisz przecież,te drzwi osadzone są wartą? Dlaczego osadzone?

CIBO

Na co warty?

CENTURIONE

Stoimy tu jak pod szubienicą.

WERRINA

Hrabia sam przyjdzie.

CENTURIONE

Niech się spieszy. Moja cierpliwośćjuż zmordowana.

Wszyscy przybyli przechadzają sięw głębi.

BURGONINO

wychodząc z zamku

Co się tam dziejew porcie, Werrino?

WERRINA

Wszystko szczęśliwie na pokładzie.

BURGONINO

Zamek jest także napełniony żołnierzami.

WERRINA

Już się zbliża do dziewiątej.

BURGONINO

Hrabia się spóźnia.

WERRINA

Za wcześnie on przyjdzie dla nadzieiswoich. Burgonino, kostnieję, gdy mi pewna myślprzychodzi.

BURGONINO

Ojcze, nie bądź porywczy.

WERRINA

Porywczym być niepodobna, gdzieodkładać nie można. Skoro drugiego zabójstwa nie dopełnię, z pierwszego nigdy się nieuniewinnię.

BURGONINO

Kiedyż Fiesko ma umrzeć?

WERRINA

Gdy Genua będzie wolną, Fieskoumrzeć musi.

WARTY

Kto idzie?

SCENA SZÓSTA

Ciż. Fiesko.

FIESKO

wchodząc

Przyjaciel! Wszyscy kłaniają się,warta prezentuje broń. Pozdrawiam was, zacni gościemoi! Niecierpliwiliście się, że gospodarz domu takdługo bawił. Przebaczcie. Cicho do Werriny. Czygotowe?

WERRINA

do Fieska

Podług życzenia.

FIESKO

cicho do Burgonina

A u ciebie?

BURGONINO

Wszystko w pogotowiu.

FIESKO

do Sakka

A tu?

SAKKO

Wszystko dobrze.

FIESKO

A Kalkanio?

BURGONINO

Jeszcze go nie ma.

FIESKO

głośno do warty

Pozamykać!Zdejmuje kapelusz i zbliża się z godnością do zgromadzonych. Pozwoliłem sobie zaprosić was na widowisko— ale nie na widzów, lecz żeby wam samymrole porozdawać. Długo już dosyć, przyjacielemoi, znosiliśmy dumę Gianettina i przywłaszczeniaAndrzeja. Jeżeli chcemy, przyjaciele, Genuę wybawić, nie ma czasu do stracenia. Na jaki koniec,myślicie, przeznaczono te dwadzieścia galer, któreojczysty port nasz oblegają? Na jaki koniecprzymierze, które Doriowie zawarli, ta obca broń,co do serca Genui przyciągnęła? — Szemraniemi klątwami już dziś poradzić nie można. Żebywszystko zbawić, wszystko ważyć potrzeba.Rozpaczająca choroba rozpaczliwego wymagalekarstwa. Jestże jeden w tym zgromadzeniu,który by tyle zimnej krwi miał, iżby uznał nadsobą pana w równym sobie? Szmer. — Nie matu ani jednego, którego by przodkowie nad kolebkąGenui nie stali. Co? Przez wszystko, co jestświętym! Co mają wyższego ci dwaj obywatele,że zuchwałym lotem nad nasze głowy wznieśćsię pragną? Szmer głośniejszy. — Każdy z wasuroczyście wezwany sprawę Genui wspieraćprzeciw jej ciemięzcom. Nikt z was na włosjeden praw swoich ustąpić nie może, żeby w tejsamej chwili duszy całego państwa nie zdradzał.Gwałtowne poruszenie między słuchaczami, przerywająmowę Fieska. Po chwili. Uczuliście — wszystko więc zyskane. Jużemprzed wami usłał drogę do chwały. Chcecie iśćza mną? — jam gotów was prowadzić. Te przygotowania, na które niedawno z przerażeniemspoglądaliście, nowym duchem bohaterskim powinny was natchnąć. Ten przestrach niepewnościw chwalebny zapał niech się przemieni i sprawi,byście z tymi patriotami i ze mną, jednejsprawie poślubiwszy, tyranów z gruntu obalili.Skutek śmiałości sprzyjać będzie, bo moje urządzenia są dobre. Przedsięwzięcie jest słuszne, boGenua cierpi. Pomysł nas unieśmiertelnia, bo jestniebezpieczny i olbrzymi.

CENTURIONE

w gwałtownym poruszeniu

Dosyć. Genua będzie wolną! Z tym okrzykiem bojowymchoćby przeciw piekłu!

CIBO

A kogo on ze snu ubudzić nie zdoła,niech wiekuiście stęka przy rudlu, aż go trąbaostatecznego sądu uwolni.

FIESKO

Prawdziwe słowa męża. Teraz dopierozasłużyliście wiedzieć o niebezpieczeństwie, którenad wami i Genuą zawieszone było. Podaje imlistę przez Murzyna przyniesioną. Poświećcie, żołnierze! Szlachta ciśnie się do pochodni i czyta. Do Werriny. Poszło, jakem sobie życzył, przyjacielu!

WERRINA

Nie mów jeszcze tak głośno. Nalewym skrzydle dostrzegłem twarze blade i chwiejące się kolana.

CENTURIONE

wściekły

Dwunastu senatorów! Szatańsko — bierzcie za bronie.

Wszyscy rzucają sięna broń leżącą, wyjąwszy dwóch.

CIBO

Jest tam i twoje imię, Burgonino!

BURGONINO

Dzisiaj jeszcze z łaski Bożej będziena gardle Dorii.

CENTURIONE

Jeszcze dwa leżą oręże.

CIBO

Co? Co?

CENTURIONE

Dwóch nie wzięło broni.

ASSERATO

Bracia moi nie mogą znieść krwiwidoku.

CENTURIONE

żywo

Co? Co? Nie mogą znieśćwidoku krwi tyrańskiej? Rozedrzeć piecuchów!Za ziemię rzeczypospolitej wyrzucić tych bękartów.

Niektórzy z obecnych rzucają się z gniewem na dwóchobywateli.

FIESKO

rozbraja ich

Stójcie! Stójcie! Maż Genua służalcom wolność swoją być winna? Mażzłoto nasze przez te złe metale dobry dźwiękswój tracić? Uwalnia porwanych. Wy moi panowie,zechcijcie zająć pokój w moim zamku, dopokądnasze sprawy się nie rozstrzygną. Do straży. Dwóch więźniów! Odpowiadacie za nich. Naprogu dwie czujne straże!

Odprowadzają dwóchAsseratów.

WARTA

na bramie

Kto tam?

Stukają.

KALKANIO

za bramą

Otwórzcie! Przyjaciel!Otwórzcie na Boga!

BURGONINO

To Kalkanio. Co to znaczy: NaBoga!

FIESKO

Otwórzcie, żołnierze!

SCENA SIÓDMA

Poprzedzający. Kalkanio bez tchu, przestraszony.

KALKANIO

Przepadło! przepadło! Uciekajcie, ktouciekać może — wszystko przepadło.

BURGONINO

Co przepadło? Czy ich ciała z miedzi a nasze oręże z sitowia?

FIESKO

Trochę rozwagi, Kalkanio! Pomyłkabyłaby tu nieprzebaczoną.

KALKANIO

Zdradzeni jesteśmy! Prawda to piekielna! Murzyn twój, Lawania.... ten łajdak —Przychodzę z pałacu seniorii... Miał posłuchanieu księcia.

Wszyscy blednieją, sam nawet Fieskomieni się.

WERRINA

do straży odźwiernej

Żołnierze! Nastawcie halabardy wasze! Ręką kata umierać niechcę.

Wszyscy w nieporządku rozbiegają się.

FIESKO

Gdzie? Co robicie? Pójdź do szatana,Kalkanio! — To był fałszywy postrach, panowie!...Babo! Takie rzeczy przed tymi dziećmi rozgadywać. — I ty, Werrino? — ty także, Burgonino —gdzie lecisz?

BURGONINO

Do domu, zabić moją Bertę i znowutu wrócić.

FIESKO

z głośnym śmiechem

Zostańcie! Stójcie!Jestże to odwaga pogromców tyrana? — Wybornie odegrałeś twoją rolę, Kalkanio! — Czyściesię nie poznali, że ta wiadomość była moimwymysłem? Kalkanio, mówię, nie byłże to mójrozkaz, żeby tych Rzymian wypróbować?

WERRINA

No! Jeżeli ty śmiać się możesz,muszę wierzyć, albo cię za człowieka nie uważać.

FIESKO

Wstyd wam, mężowie! W tej dziecinnej próbie upaść! Weźcie wasze oręże. Musiciejak niedźwiedzie walczyć, żeby tę szczerbęzagładzić. Cicho do Kalkania. Czy sam tam byłeś?

KALKANIO

Przecisnąłem się przez straż drabantów, żeby według polecenia dostać hasła doksięcia. — Właśnie gdym wracał, przyprowadzonoMurzyna.

FIESKO

głośno

Stary więc w łóżku! Spłoszymygo z pierzyn. Cicho. Długo gadał z księciem?

KALKANIO

Mój przestrach i wasze niebezpieczeństwo zaledwo mi dwie minuty pozwoliły tamzostać.

FIESKO

głośno i rześko

Patrzcie, jak nasi mężowie drżą jeszcze.

KALKANIO

Nie powinienneś był tak prędko imodkrywać. Cicho. Ale na Boga, hrabio, do czegonam to ciężkie kłamstwo przydać się może?

FIESKO

cicho

Da nam czas, przyjacielu, i takpierwszy strach przejdzie. Głośno. Hej! Niech tamwina przyniosą. Cicho. Nie widziałeś, czy zbladłksiążę? Głośno. Dalej bracia, wzniesiemy kielichna taniec dzisiejszej nocy! Cicho. Widziałeś go,czy zbladł?

KALKANIO

Pierwsze słowo Murzyna musiałobyć: sprzysiężenie, bo stary cofnął się jakśnieg biały.

FIESKO

pomieszany

Hum! Hum! Szatan przebiegły jest — nie zdradził aż nóż na gardlewaszym. W tej chwili jest on waszym dobrymaniołem. Murzyn przebiegły. Przynoszą wino, Fieskopodnosi kielich wobec zgromadzenia i pije. Za naszlos pomyślny, towarzysze!

Stukają w bramę.

WARTA

Kto tam?

GŁOS

Ordynans księcia.

Szlachta rozbiega sięw rozpaczy po dziedzińcu.

FIESKO

za nimi

Nie, dzieci! Nie lękajcie się!Nie lękajcie się! Ja tu jestem. Prędko! Sprzątnijciete bronie. Bądźcie mężami, proszę was! Te nawiedziny każą mi mieć nadzieję, że Andrzejwątpi jeszcze. Wejdźcie do domu. Zbierzcie zmysły!Otwórzcie, żołnierze.

Wszyscy oddalają się. Bramęotworzono.

SCENA ÓSMA

Fiesko jakby z zamku wychodził. Trzech Niemcówprzyprowadzają Murzyną związanego.

FIESKO

Kto mnie na dziedziniec wołał?

NIEMIEC

Prowadźcie nas do hrabiego!

FIESKO

Hrabia jest tu, kto mnie żąda?

NIEMIEC

salutując go

Książę zasyła dobry wieczór. Tego Murzyna oddaje wam związanego.Wygadał on wszystko haniebnie. Resztę list wampowie.

FIESKO

obojętnie list biorąc

Czyliż ci dzisiajgaler nie zapowiedziałem? Do Niemca. Dobrze,przyjacielu. Mój hołd winny księciu.

MURZYN

wołając na Niemców

I ode mnie także.Powiedz księciu, że gdyby tu był osła nie posłał,mógłby się był dowiedzieć, że na zamku jestdwa tysiące żołnierzy.

Niemcy odchodzą. Szlachta wraca.

SCENA DZIEWIĄTA

Fiesko. Sprzysiężeni. Murzyn w dumnej postawiepośrodku.

SPRZYSIĘŻENI

cofają się drżąc na widok Murzyna

Ha! Co to jest?

FIESKO

przeczytawszy list z ukrytym gniewem

Genueńczykowie! Niebezpieczeństwo znikło, ale zarazem i sprzysiężenie.

WERRINA

ze zdziwieniem

Jak to? Czy już Doriowie pomarli?

FIESKO

w żywym poruszeniu

Na Boga! Przygotowanybyłem na całą potęgę wojskową rzeczypospolitej— alem tego nie przewidział. Ten starzec pochylony czterema liniami swego listu pobił mi półtrzecia tysiąca ludzi. Opuszcza ręce. Doria pobiłFieska!

BURGONINO

Wytłumacz się — myśmy skamienieli.

FIESKO

czyta

„Lawanio! Masz widzę ze mnąjeden los w udziale. Twoje dobrodziejstwa niewdzięcznością płacą. — Murzyn ostrzega mnie o jakimś spisku — posyłam go związanego,i bez straży spać dzisiaj będę”.

Upuszcza list;wszyscy spoglądają na siebie.

WERRINA

Cóż ty na to, Fiesko?

FIESKO

Doria w wspaniałomyślności miałbynade mną górować? Jednej cnoty miałobybraknąć w rodzie Fiesków? Nie! Jak prawda, żeżyję — rozejdźcie się — ja pójdę i wszystkowyznam.

Chce wychodzić.

WERRINA

zatrzymując go

Czyś ty oszalał, człowieku? Czynże to zbrodniczy mieliśmy w zamiarze?Stój! — Nie byłaż to sprawa ojczyzny? Stój! —Chyba tylko na Andrzeja, a nie na tyrana godziłeś? Stój, mówię, uwiężam cię jako zdrajcępaństwa...

SPISKOWI

Zwiążcie go, obalcie!

FIESKO

wyrywa jednemu ze związkowych oręż i robisobie wolne przejście

Z wolna, panowie! Kto z waspierwszy arkan na szyję tygrysa zarzuci? Patrzcie!— oto wolny jestem, i mógłbym pójść gdziemi się podoba. Ale zostanę, bom się inaczejnamyślił.

BURGONINO

Namyśliłeś się wejść na drogę powinności?

FIESKO

w gniewie

Ha! chłopcze, naucz siępierwej obowiązków twoich względem mnie, i nigdymi tak się nie odzywaj. Spokojność, panowie —wszystko zostaje, jak wprzódy. Do Murzyna, któremurozcina powrozy. Masz zasługę, żeś do wielkiegodzieła się przyłożył. Uciekaj!

KALKANIO

z gniewem

Co, co? Ten poganin mażyć — żyć za to, że nas wszystkich zdradził!

FIESKO

Żyć — choć wam wszystkim strachunapędził. Precz, łotrze! Staraj się co prędzejGenuę mieć za plecami — mogliby na tobieodwagi swojej dawać dowody.

MURZYN

To się znaczy, że szatan łotrowinigdzie nie da miejsca zagrzać. Uniżony sługapanów moich. Widzę, że we Włoszech nieukręcą postronka dla mnie. Muszę go gdzieindziej poszukać.

Odchodzi ze śmiechem.

SCENA DZIESIĄTA

Służący i inni poprzedzający oprócz Murzyna.

SŁUŻĄCY

Hrabina Imperiali już trzy razy pytałao Waszą Wysokość.

FIESKO

Tam do licha! Komedia w samejrzeczy powinna już się zacząć. Powiedz, żeprzyjdę niezwłocznie. Stój jeszcze! Poprosiszmoją żonę, żeby do koncertowej sali weszła i zafirankami czekała na mnie. Służący odchodzi. Nakreśliłem na tym papierze role wasze; gdy każdyswoją wypełni, wszystko będzie skończone. Werrina pójdzie do portu i skoro okręty będązdobyte, strzałem armatnim da znak wybuchu. Odchodzę — mnie jeszcze wielka czynnośćoczekuje. Skoro dzwonek usłyszycie, zechcecieprzyjść do mojej koncertowej sali. Tymczasemwejdźcie do pałacu i skosztujcie mego cypryjczyka.

Rozchodzą się.

SCENA JEDENASTA

Sala koncertowa.Leonora. Arabella. Róża. Wszystkie w niespokojności.

LEONORA

Do koncertowej sali przyjść miałFiesko i nie przychodzi. Już po jedenastej. Pałachuczy straszliwie bronią i ludźmi, a Fiesko nieprzybył.

RÓŻA

Masz się za firanką ukryć — dlaczegopan tego żądał?

LEONORA

On tak chce, Różo! Dosyć więc,żebym mu posłuszną była, i dosyć, Bello, żebyżadnej nie mieć bojaźni — a jednakże, jednakżetak drżę, moje serce tak strasznie uderza. Namiłość Boga, nie odchodźcie ode mnie, dziewczęta!

BELLA

Niczego nie obawiaj się. Nasza bojaźństrzeże ciekawości naszej.

LEONORA

Gdziekolwiek okiem rzucę, spotykamobce twarze jak u upiorów zapadłe i wykrzywione. Kogo zapytam, drży jak na uczynkuzłowiony przestępca i ucieka w najczarniejsząnoc, tę straszną gospodę złego sumienia.Odpowiadają głosem uciętym, skrytym, który nadrżących ustach zdaje się wątpić, czy mu wolnośmiałym dźwiękiem zabrzmieć. — Fiesko? —Nie wiem, coś tu strasznego uknuli. Tylko Fieskamego składając ręce otoczcie wy, nieba potęgi!

RÓŻA

przelękniona

Jezus! Coś szeleszcze w galerii.

BELLA

Żołnierz wartę tam trzyma.

Straże wołają;Kto tam? Odpowiedź: „dama”.

LEONORA

Ludzie idą; za firanki! Prędko!

Kryją się.

SCENA DWUNASTA

Julia i Fiesko w rozmowie z sobą.

JULIA

roztargniona

Przestań, hrabio! Grzecznościtwoje już nie wpadają do nieuważnego ucha,ale do krwi kipiącej. Gdzie jestem? Nie ma tunikogo, noc tylko kusząca! Gdzieś ty moje sercebezbronne namówił?

FIESKO

Gdzie namiętność lękliwa śmielej, a żądzewolniej z żądzami rozmawiać mogą.

JULIA

Stój, Fiesko! Na wszystko co święte,ani kroku dalej! Gdyby noc nie była tak ciemną,obaczyłbyś moje lica rozpłomienione i ulitowałbyśsię nade mną.

FIESKO

Przeciwnie, Julio! Wtenczas właśniemoje uczucie postrzegłoby ognisty znak uczuciatwojego i z większą odwagą przebyłoby zaporę.

Całuje z zapałem jej rękę.

JULIA

Człowieku, lica twoje żarzą się gorączką tak jak twoja mowa! Biada, na mojejtwarzy także czuję, że dziki zuchwały ogień siępłomieni. Chodźmy do światła, proszę cię. Rozhukane zmysły mogłyby niebezpieczne znakiciemności zrozumieć. Te rozognione buntownikimogłyby za plecami dnia zawstydzonego bezbożneswoje igraszki prowadzić. Idź między ludzi,zaklinam cię.

FIESKO

natrętniej

Jakże niepotrzebnie się trwożysz, moja kochanko! Kiedyż władczyni lęka się niewolnika swego?

JULIA

Bodaj was mężczyzn i wasze wiecznesprzeczności! Właśnie najniebezpieczniejszymi jesteście zwycięzcami, gdy się naszej własnejmiłości poddajecie. Mamże ci wszystko wyznać,mój Fiesko? Wyznać, że tylko występność mojacnoty mojej strzeże, tylko moja duma twoje chęciwyśmiewała? Że dotąd tylko moje zasady opórci stawiały? A skoro nie wierząc przebiegłościswojej do krwi Julii uciekasz się — zasadymnie odbiegają.

FIESKO

z lekkomyślną śmiałością

I cóż utracisz przy tej stracie?

JULIA

uniesiona i z zapałem

Jak to? Co stracę,gdy klucz do uciech świętości kobiecych zabezcen oddam, a ty będziesz mógł mnie wstydemosłonić, skoro tylko zechcesz? Nie mogę mniejstracić jak wszystko. Żądasz jeszcze więcej siędowiedzieć, szyderco? Żądasz mieć to wyznanie,że cała tajemna mądrość płci naszej nędznymjest tylko urządzeniem, która dąży do zasłonienia najsłabszej strony naszej. Waszymi zaklęciami oblężona, z rumieńcem wyznać to muszę,chętnie ona pragnie być zdobyta, i przypierwszej nieuwadze cnoty nieprzyjaciela zdradziecko wpuszcza do siebie. Wszystkie naszekobiece wybiegi walczą o to miejsce niebezpieczne,jak na szachownicy wszyscy oficerowie wokołokróla bezbronnego. Podchwycisz go — mat —rozrzuć całą szachownicę. Po chwili. Masz obraznaszego chełpliwego ubóstwa. — Bądź wspaniałomyślny!

FIESKO

A jednakże, Julio! Gdzie lepiej, jeżelinie w mojej nieskończonej miłości ten skarbmożesz złożyć?

JULIA

Zapewne, nigdzie lepiej i nigdzie gorzej.— Słuchaj, Fiesko, jak długo ta nieskończonośćtrwać będzie? — Ach! Nadto nieszczęśliwie gręprowadziłam, żebym i ostatniego ważyć nie miała.Ciebie uwięzić miałam ufność w wdziękachmoich, ale nie dowierzam ich potędze, ażebymcię na zawsze zatrzymać mogła. Cóż znowu!Co ja wygaduję?

Cofa się i ręką twarz sobie zasłania.

FIESKO

W jednym tchu dwa wielkie grzechy.Nieufność w mój gust dobry, albo przestępstwostanu przeciw potędze wdzięków twoich. Coz dwojga trudniejsze jest do przebaczenia?

JULIA

urywanym głosem

Kłamstwo jest tylkopiekieł bronią — takiej broni Fiesko nie potrzebuje, żeby swoją Julię podbić. Upada na sofę —po chwili, uroczystym głosem. Słuchaj — jeszczejedno słowo, mój Fiesko, pozwól sobie powiedzieć: my jesteśmy bohaterkami, gdy wiemy,że nasza cnota jest w bezpieczeństwie, dziećmi,gdy jej bronimy! dzikim i osłupiałym wzrokiem pozierając na niego, furiami, gdy się jej mścimy.Słuchaj, Fiesko, jeśli ty zimnym chcesz mnie zabićuczuciem?

FIESKO

przybiera głos gniewny

Zimnym? Zimnym?I czegóż chce ta nienasycona próżność kobiety?Widzi przed sobą czołgającego się mężczyznęi jeszcze wątpi? Ha! budzi się on znowu,czuję... Przechodząc w ton zimny. W dobrą poręprzezierają oczy moje. — I co to było — o coja żebrać chciałem? — Najdrobniejsze uniżeniemężczyzny czyż może się najwyższą łaską kobiety opłacić? Zbliża się do niej i z zimnym niskim ukłonem. Nabierz serca, pani! Jesteś bezpieczną!

JULIA

uderzona

Hrabio! — co za zwrot?

FIESKO

obojętnie

Nie, pani! Masz słusznośćnajwiększą — oboje mogliśmy raz tylko naszhonor na grę postawić. Grzecznie całując jej rękę.Będę miał przyjemność złożyć jej moje uszanowanie w gronie towarzystwa.

Chce odejść.

JULIA

pędząc za nim zatrzymuje za suknię

Zostań! Czyś szalony? Zostań — mamże ci powiedzieć,z serca wydobyć, czego cała płeć męska nakrześle katowskim wyciągnąć by ze mnie nie byław stanie? Biada! Ta nawet ciemność nocna zajasną jest, żebym ukryć mogła ogień piersi moich,który wyznaniem na usta zaniosłam. Fiesko ---ja łono całej płci mojej przeszywam — cały ródniewieści będzie mnie nienawidził — Fiesko! Jacię uwielbiam!

Pada przed nim na kolana.

FIESKO

cofa się trzema krokami, zostawia ją w tympołożeniu i głośno się śmieje

Mocno żałuję, sinioro!Pociąga za dzwonek, podnosi firankę i wyprowadza Leonorę. Oto moja małżonka — boska kobieta.

Rzuca się w objęcia Leonory.

JULIA

z krzykiem z ziemi się podnosząc

Ach! Bezprzykładnie oszukana!

SCENA TRZYNASTA

Spiskowi. — Damy z drugiej strony. Fiesko,Leonora i Julia.

LEONORA

Mój mężu, to było zanadto surowo.

FIESKO

Na mniej tak złe serce zasłużyć niemogło. Twoim łzom dłużny byłem to zadosyćuczynienie wyrządzić. Do zgromadzenia. Nie, moipanowie i panie, nie zwykłem ja za ladazręcznością dziecinnym wybuchać płomieniem.Szaleństwa ludzi muszą mnie długo bawić, zanimrozgniewać są zdolne. Ale ta na cały gniew mójzasługuje, bo oto temu aniołowi chciała truciznęprzymieszać.

Pokazuje proszek zgromadzeniu, którez oburzeniem odwraca się.

JULIA

tłumiąc wściekłość swoją

Dobrze! Dobrze!— Bardzo dobrze, mój panie!

Chce odejść.

FIESKO

przyprowadzając ją pod ramię na powrót

Trochę cierpliwości, pani — jeszcześmy nie skończyli. Oto towarzystwo rade by wiedzieć, jakimsposobem ja mogłem, wbrew swemu rozumowi,szalony romans z najgłupszą w Genui istotąodgrywać.

JULIA

rzucając się

To nie do wytrzymania! Aledrżyj ty! Grożąc. Dorii władza grzmi jeszczew Genui, a ja — jestem siostrą jego.

FIESKO

Bardzo źle dla ciebie, jeżeli to jestostatnia ucieczka żółci twojej. Nieszczęściem,muszę cię uwiadomić, że Fiesko Lawania z ukradzionego przez twego Oświeconego brata diademuukręcił stryczek, którym złodzieja rzeczypospolitej tej nocy jeszcze powiesić ma ochotę, Juliablednieje; Fiesko śmiejąc się. Dajże go! To przyszłoniespodzianie — otóż wiedz, że dlatego właśniewidziałem potrzebę, ciekawe a nieproszone oczytwojego domu czymeś zatrudnić — dlategowłaśnie przebrałem się w tę namiętność arlekińską— dlatego ten brylant wskazując na Leonorę zaniechałem. — Zwierzyna wbiegła w zastawioneprzeze mnie oszukaństwo. Dziękuję, sinioro, zagrzeczność twoją i zwracam ci teatralny mójubiór.

Oddaje sylwetkę z niskim ukłonem.

LEONORA

tuląc się do Fieska

Mój Ludowiko — ona płacze. Czy drżąc może cię twoja Leonorabłagać?

JULIA

do Leonory dumnie

Milcz ty, przemierzła!

FIESKO

do służącego

Przyjacielu! Bądź grzecznymkawalerem i podaj rękę tej damie. Ma onaochotę zwiedzić moje więzienie stanu. Na twojąodpowiedzialność składam, żeby Madonnę niktderanżować nie śmiał — tam ciężkie powietrze —burza co nastąpi i tej nocy plemię Doriów obali,mogłaby jejmości strój na głowie popsuć.

JULIA

szlochając

Przekleństwo na ciebie, czarnyzłośliwy pochlebco! Do Leonory. Nie ciesz sięzwycięstwem swoim — bo on i ciebie dozguby przywiedzie, i siebie zagubi i — w rozpaczy skończy.

FIESKO

do gości

Byliście świadkami — brońciemojego honoru w Genui. Do związkowych. Przyjdziecie po mnie, skoro działo zagrzmi.

SCENA CZTERNASTA

Leonora. Fiesko.

LEONORA

z widoczną niespokojnością zbliżając się doFieska

Fiesko! — Fiesko! — ja cię w połowietylko rozumiem, a już drżeć zaczynam.

FIESKO

Leonoro! Kiedyś widziałem ciebie polewej stronie z jedną kobietą genueńską —w zgromadzeniach szlachty widziałem, że drugiedopiero pocałowanie ręki tobie przypadało. Leonoro! To mi w oczy kłuło i postanowiłem, że tobyć nie powinno — że tego nie będzie. Słyszyszwojenny szczęk oręży w pałacu moim? To, czegosię obawiasz, jest prawdą. Idź spać, hrabino —jutro cię księżną obudzę.

LEONORA

załamując ręce pada na krzesło

Boże! Moje przeczucie! Zgubioną jestem!

FIESKO

statecznie, z godnością

Pozwól wszystkowypowiedzieć, moja miła! Trzech moich przodkównosiło potrójną koronę — krew Fiesków tylkopod purpurą w dobrym zdrowiu bije. Czy twójmałżonek ma tylko odziedziczone rozrzucać promienie? Żywiej. Co? — Całą wysokość swoją mabyć winien kuglarskiemu przypadkowi, któryw nieznośnym kaprysie swoim z zabutwiałychzasług jakiegoś Jana Ludwika Fieska zlepił? Nie,Leonoro! Za dumny jestem brać w darowiźnie,na co jeszcze sam zarobić mogę. Dzisiejszej nocyw grób cisnę przodkom moim świetność z nichodziedziczoną. Hrabiowie wymarli — ród sięksiążąt zaczyna!

LEONORA

potrząsając głową

Widzę mojego małżonka w głębokich, śmiertelnych ranach naziemię upadającego. Boleśniej. Widzę niemychposługaczy grobowych rozdarte ciało mojegomałżonka do mnie niosących. — Przestraszona. Pierwsza — jedyna kula przez serce Fieskaprzelata.

FIESKO

z czułością biorąc ją za rękę

Spokojnie,dziecię moje — tego nie będzie.

LEONORA

Z takim zapewnieniem Fiesko niebowyzywa? — Gdyby tysiąc tysięczny przypadekbył tylko możebny — to tysiąc tysięcznymrazem mogłoby być prawdą, że mój małżonekzgubiony. — Wyobraź sobie, że o niebo grasz,Fiesko — gdyby bilion wygrywających a jedenbył tylko los chybny, byłżebyś tak dalece śmiały,żebyś kości mieszał i zuchwały zakład chciałz Bogiem trzymać? Nie, mój małżonku, gdy jużna stole całe twoje mienie, każdy rzut kościjest Boga obrazą.

FIESKO

z uśmiechem

Nie troszcz się, szczęścieze mną lepiej stoi.

LEONORA

Tak mówisz? — a stałeś przy stoletej niszczącej ducha gry, którą wy rozrywkąnazywacie. — Szczęście, ten oszukaniec, ciągnąłulubieńca swego kartami małego zysku, aż gdysię rozpalił, powstał, banko zawołał — on gow rozpaczy opuścił. — O mój małżonku! Ty nieidziesz, ażebyś się Genueńczykom ukazał, był odnich uwielbiany. Ze snu republikanów obudzić,rumakowi kopyta przypomnieć — nie jest toprzechadzka, Fiesko. Tym buntownikom nie ufaj.Mądrzy, co cię zachęcili, boją się ciebie. Głupcy,co cię ubóstwiali, na mało ci się przydadzą.Ach! Gdzie tylko spojrzę, Fiesko mój zgubiony.

FIESKO

szybkim krokiem przechadzając się

Lękliwość najpierwszem jest niebezpieczeństwem. Wielkość musi także mieć jakąś ofiarę.

LEONORA

Wielkość, mój Fiesko? Za co twójgeniusz tak memu sercu niechętny? — Patrz! —Oto dajmy, że ja ufam szczęściu twojemu, że tyzwyciężysz, chciałam powiedzieć. — Biada minajnieszczęśliwszej z rodzaju mojego! Nieszczęśliwa, gdy upadniesz: gdy tryumf odniesiesz —nieszczęśliwsza jeszcze! Nie ma tu wyboru,o kochanku mój! Skoro księciem nie będzie,Fiesko zgubiony — gdy księcia do łona przycisnę, nie mam już małżonka.

FIESKO

Tego nie rozumiem.

LEONORA

Ależ, mój Fiesko! W tej burzliwejstrefie tronowej usycha delikatna miłości roślina.Serce jednego człowieka, choćby i Fiesko był tymczłowiekiem, za ciasne jest, żeby dwa bóstwaobjąć, bóstwa tak sobie nieprzyjazne. Miłośćma łzy i łzy rozumie. U żądzy panowaniamiedziane są oczy, gdzie nigdy tkliwość w perłach nie zabłyśnie. Miłość jedno ma tylkodobro, wszystkich bogactw się zrzeka; żądzapanowania i po zrabowaniu całej natury jeszczezgłodniała — żądza panowania rozwala światcały na brzęczące łańcuchami więzienie; miłośćw każdej pustyni raj swój wyśni. Chciałżebyś namoim łonie spoczywać, gdy buntowny wasaldo twego państwa zakołacze — mogłażbymw twoje objęcia się rzucić, gdyby strach tyranaza każdą ścianą zabójcę widział i gonił cię odkomnaty do komnaty! A wielkooczne podejrzeniezmąciłoby w końcu zgodę domowego pożycia —może gdy twoja Leonora ożywny ci napój przyniesie, ty ją odtrącisz i za jej czułość nazwieszją przyprawiaczką trucizny.

FIESKO

w osłupieniu

Przestań, Leonoro — okropnyto obraz!

LEONORA

A jednak jeszcze nie skończony. Rzekłabym sama: poświęć miłość wielkości, poświęćjej spokojność twoją, byleby Fiesko pozostał —ale Boże! Tu cios jest katowski! Rzadko aniołowiena tron wstępują, mniej jeszcze często tronopuszczają. Kto ludzi lękać się nie ma potrzeby,jakże się nad ludźmi ulitować może? Kto ma mockażdą chęć swoją piorunem uzbroić, daż chęciswojej łagodne słowo za towarzysza? Zatrzymujesię, potem zbliża ku mężowi i obejmuje dłoń jego. Książęta, mój Fiesko, te niedojrzałe zamiarychcącej a niemogącej natury, radzi by zawszemiędzy ludzkością a bóstwem ująć miejsce swoje.Złe to stworzenia! Gorsi tworzyciele!

FIESKO

szybko przechadzając się po pokoju

Przestań, Leonoro! Za mną most zrzucony.

LEONORA

z czułością, poglądając na niego

Dlaczego, mój małżonku! Czyny tylko są nieodwrotne. Niegdyś, słyszałam jakeś przysięgał, żemoja piękność wszystkie twoje obaliła zamiary. —Fałszywieś przysięgał, pochlebco! — albo mojapiękność za wcześnie przekwitła. Zapytaj serca, ktotu zawinił? Ogniściej, obejmującąc go obydwoma ramionami. Wróć, mój Fiesko, opamiętaj się! Zaniechaj!Miłość ci wynagrodzi. Jeżeli moje serce niezdolneniezmiernego uciszyć pragnienia, korona jeszczemniej będzie miała mocy. — Chodź, ja wszystkieżyczenia twoje w pamięci zapiszę, w jednympocałunku miłości wszystkie natury stopię czarodziejstwa, dostojnego zbiega niebiańskimi więzamina wieki do siebie przykuję. Twoje serce jestnieskończone, niechże i miłość, mój Fiesko, nieskończoną będzie. Czyż uszczęśliwić biedne stworzenie, stworzenie, co niebo przy tej piersi wybrało,może próżnię w twoim sercu zostawić?

FIESKO

na wskroś wzruszony

Leonoro! coś tyuczyniła? Bezsilnie rzuca się w jej objęcia. Nie będęśmiał żadnemu Genueńczykowi na oczy siępokazać...

LEONORA

radośnie

Uciekajmy, Fiesko! W prochrzućmy te błyszczące nicestwa — na romantycznych łąkach miłości tylko żyjmy! Cisnąc go do serca. Dusze nasze, jasne jak błękit nieba nadnami, czarnym powietrzem smutku oddychać jużnie będą. Życie nasze jako strumyk szemrzącypopłynie melodyjnym biegiem do Boga.

Słychaćwystrzał armatni. Fiesko zrywa się. Związkowi wchodządo sali.

SCENA PIĘTNASTA

ZWIĄZKOWI

Czas już!

FIESKO

do Leonory

Bądź zdrowa! Na wieki,albo Genua jutro u nóg twoich leży.

Chce wybiec.

BURGONINO

krzycząc

Hrabina upada!

Leonoraw omdleniu. Wszyscy zrywają się do niej, Fiesko klęka.

FIESKO

bolesnym głosem

Leonoro! Ratujcie! naBoga! ratujcie! Róża i Bella nadbiegają z pomocą. Ona otwiera oczy! Zrywając się. Chodźcie więcje przywrzeć Dorii!

Związkowi wypadają z sali.Zasłona spada.

AKT PIĄTY

Po północy. Wielka Ulica w Genui. Tu i tam dogorywają lampy przy domach. W głębi sceny bramaŚwiętego Tomasza jeszcze zamknięta. W dalekościmorze. Kilku ludzi z latarniami przechodzi przezplac — później patrole i ronty. Wszystko spokojne,morze tylko nieco burzliwie huczy.

SCENA PIERWSZA

Fiesko uzbrojony zatrzymuje się przed pałacemAndrzeja Dorii. — Andrzej potem.

FIESKO

Stary dotrzymał słowa — w pałacuświatła pogaszone i straży nie ma. Zadzwonię.Dzwoni. Hej, hola! Zbudź się! Zbudź! Doria!Zdradzony, sprzedany Doria, zbudź się! Hola!Hola! Hola! Zbudź się!

ANDRZEJ

na balkonie

Kto dzwonek pociągnął?

FIESKO

odmienionym głosem

Nie pytaj! Uciekajraczej! Zachodzi już, książę, gwiazda twoja. Genuaprzeciw tobie powstaje. Zabójcy twoi blisko, a tyspać możesz, Andrzeju?

ANDRZEJ

Pamiętam, gdy groźne morze z moją,,Belloną” igrało, spód pękał, złamany upadłmaszt najwyższy. — Andrzej spał spokojnie.Któż zbójców nasyła?

FIESKO

Człowiek straszniejszy niż groźne morzetwoje — Jan Ludwik Fiesko.

ANDRZEJ

śmiejąc się

Żartujesz, przyjacielu! — Żartuj w dzień lepiej — północ nie jest zwyczajną godziną.

FIESKO

Szydzisz z tego, co cię ostrzega?

ANDRZEJ

Dziękuję mu i idę do łóżka. Fieskozasnął i nie ma czasu o Doriach myśleć.

FIESKO

Nieszczęśliwy starcze! Nie ufaj wężowi.— Siedm barw tęczowych na grzbiecie mupołyska — a skoro się zbliżysz, zawrót śmiertelny ogarnie cię. Wzgardziłeś zdrajcy donosem. Radą przyjaciela nie wzgardzaj. Na dziedzińcu twoim stoi koń osiodłany. — Uciekaj czym prędzej, z rad przyjaciela nie naśmiewaj się!

ANDRZEJ

Fiesko myśli szlachetnie. Jam gonigdy nie obraził — i Fiesko mnie nie zdradzi.

FIESKO

Myśli szlachetnie i zdradzi cię —jednego i drugiego daje ci dowody.

ANDRZEJ

Mam ja straż przyboczną, którejFiesko nie zwali, jeżeli cherubinów nie maw usługach swoich.

FIESKO

szyderczo

Mógłbym ją prosić, żeby list do wieczności zabrała z sobą.

ANDRZEJ

Nędzny żartownisiu! — Czyś nigdy nie słyszał, że Andrzej Doria ma lat ośmdziesiąt, a Genua — jest szczęśliwą.

Oddala się.

FIESKO

patrząc osłupiałym wzrokiem za odchodzącym

Muszęż tego człowieka pierwej strącić, nim sięnauczę, że mu ciężko zrównać. Zamyślony przechadza sięchwilę. Nie! Wspaniałomyślność za wspaniałomyślność oddałem — kwita z nami, Andrzeju — a teraz zniszczenie — idź za gwiazdątwoją!

Pospiesza w najdalszą ulicę — trąbią u wszystkich stron — walka zacięta przy bramie świętego Tomasza. Zdobytą otwierają i ukazuje się widok na portmorski, gdzie stoją okręty pochodniami oświecone.

SCENA DRUGA

Gianettino Doria w szkarłatnym płaszczu. Lomellin. Słudzy z pochodniami po przedzie. Wszyscyw wielkim pośpiechu.

GIANETTINO

zatrzymując się

Kto na gwałt kazałuderzyć?

LOMELLIN

Na galerach działo strzeliło.

GIANETTINO

Musieli niewolnicy łańcuchy pozrywać.

Strzały przy bramie świętego Tomasza.

LOMELLIN

Strzały w tamtej stronie!

GIANETTINO

Brama otwarta! Straż w ruchu!Do sług. Żwawo, hultaje! Poświećcie ku portowi.

Śpieszą do portu.

SCENA TRZECIA

Poprzedzający. Burgonino ze związkowymi wracając od bramy Świętego Tomasza.

BURGONINO

Sebastian Laskaro waleczny żołnierz.

CENTURIONE

Bronił się jak niedźwiedź, aż upadł.

GIANETTINO

cofając się z przerażeniem

Co słyszę?— Stójcie!

BURGONINO

Kto tam z pochodniami?

LOMELLIN

To nieprzyjaciele, książę! Zwróć się w lewo.

BURGONINO

głośniej

Kto tam z pochodniami?

CENTURIONE

Stójcie! — Hasło wasze?

GIANETTINO

dobywając oręż

Uległość i Doria!

BURGONINO

z wściekłością

Rozbójniku rzeczypospolitej i mojej narzeczonej! Do spiskowych nacierając na Gianettina. Oszczędzimy sobie drogi, bracia!Szatani sami go wydają.

Przebija go.

GIANETTINO

Zabójstwo! Zabójstwo! — Pomścijsię za mnie, Lomellino!

LOMELLIN I SŁUDZY

umykając

Pomocy! Zabójcy!Zabójcy!

CENTURIONE

Zabity. — Weźcie pod straż hrabiego.

Lomellin uwięziony.

LOMELLIN

na klęczkach

Darujcie życie! — przejdędo was!

BURGONINO

Czy ten potwór żyje jeszcze? —Możesz uciekać, piecuchu!

Lomellin wymyka się.

CENTURIONE

Brama Świętego Tomasza w naszych już ręku! Gianettino zginął! — Bieżcie co siła! Donieście o tym Fieskowi!

GIANETTINO

usiłując powstać

Piekło! — Fiesko!

Umiera.

BURGONINO

wyciągając oręż z trupa

Wolna jużGenua i Berta moja! Daj mi twój oręż, Centurione, a ten zakrwawiony nieś do kochanki mojej.Więzienie jej zdobyte. Niedługo przyjdę i ślubnyzłożę jej pocałunek.

Rozchodzą się w różne ulice.

SCENA CZWARTA

Andrzej Doria. Niemcy.

NIEMIEC

Tłum tam pociągnął! Siądź na konia,książę!

ANDRZEJ

Niech raz jeszcze na wieże Genuii na jej niebo popatrzę. Nie, to nie sen, Andrzejzdradzony.

NIEMIEC

Nieprzyjaciele wokoło! Uciekaj, przechodź granice.

ANDRZEJ

rzucając się na trupa synowca

Tu niechajskonam; nie mówcie mi o ucieczce. Tu leżypodpora mojej starości — droga moja skończona!

Kalkanio z dala ze związkowymi.

NIEMIEC

Zbójcy! Uciekaj, stary książę!

ANDRZEJ

słysząc głos trąb

Słuchajcie, cudzoziemcy, słuchajcie! To są Genueńczycy, którychkajdany ja skruszyłem. Zakrywa twarz. Czy i w waszym kraju tak odpłacają?

NIEMIEC

Precz! Precz! Uciekaj! Tymczasemniemieckie nasze kości będą szczerbiły ich oręże.

Kalkanio zbliża się.

ANDRZEJ

Ratujcie się! Mnie zostawcie — powiedzcie ludom wszystkim straszną wiadomość: że Genueńczycy swojego ojca zabili.

NIEMIEC

Dalej, do ubicia jeszcze daleko.Koledzy! Stańcie tu, weźcie księcia do środka.Obstępują go. Siecz tego psa włoskiego, żeby znałuszanowanie dla siwej głowy!...

KALKANIO

Kto idzie? — Co tam jest?

NIEMCY

siekąc pałaszami

Niemieckie cięcia!

Oddalają się walcząc — trupa Gianettina wynoszą.

SCENA PIĄTA

Leonora w męskim stroju, za nią Arabella, obiewsuwają się z ostrożnością.

ARABELLA

Chodź, łaskawa pani, chodźże tu!...

LEONORA

Tam grzmi powstanie — słuchaj, niebyłże to jęk konającego? — Biada! Otaczają go!— Do serca Fieska wymierzyli śmierć ziejącerury — do mojego serca, Bello. Ciągną zacyngiel — stójcie! Stójcie! To mój małżonek.

Wyciąga ręce do góry.

ARABELLA

Ależ na Boga!...

LEONORA

w marzeniu dzikim, krzyczy

Fiesko!Fiesko! — poza nim sprzymierzeńcy uciekają —wierność buntowników niestała. Przerażona. Mójmałżonek buntowników przywódcą? Bello! O nieba! Mój Fiesko walczy jako buntownik?

ARABELLA

Nie, sinioro, walczy jako Genuisędzia straszliwy.

LEONORA

To by było co innego — i Leonorasię lęka? Najpierwszego republikanina ściska najlękliwsza republikanka? Idź, Arabello, gdy mężowie o kraj walczą, kobiety także godność swojączuć winny. Głos trąb. Biegnę między walczących!

ARABELLA

załamując ręce

Litościwe nieba!

LEONORA

Cicho — o cóż to noga moja zawadziła? Tu jest płaszcz i kapelusz i oręż tu leży.Podnosi. Oręż ciężki, moja Bello, ale wlec gomogę i on wstydu swojemu rycerzowi zrobić niemoże.

Dzwony biją na gwałt.

ARABELLA

Słuchaj pani, słuchaj: dzwony dominikańskiej wieży. Zlituj się, Boże! Jakże tookropnie!...

LEONORA

Mów raczej: jak zachwycająco! W tymgłosie dzwonu na gwałt bijącym mój Fieskorozmawia z Genuą. Głośniej trąbią. Hura! Hura!Nigdy tak słodko flety mi nie brzmiały. — I tetrąby przez mego Fieska obudzone. Jakże wyżejpierś się moja wznosi! Cała Genua w weselu —najemnicy skaczą za imieniem jego, a żonamiałaby być lękliwą? Na trzech innych wieżach bijąw dzwony. Nie, bohaterkę mój bohater obejmie —mój Brutus Rzymiankę obejmie. — Nasadza kapelusz i płaszcz szkarłatny wdziewa. Jestem Porcja!

ARABELLA

Łaskawa pani! Ty nie wiesz, jakokropne twoje szaleństwa. O nie, ty tego niewiesz.

Dzwony na gwałt i trąby.

LEONORA

Nędzna! A ty wszystko to słyszyszi nie szalejesz? Płakać by chciały te głazy, żenóg nie mają i za moim Fieskiem pospieszyć niemogą. — Te pałace marszczą się na budownika,że je tak mocno do ziemi przytwierdził, że zaFieskiem moim poskoczyć nie mogą. — Brzegigdyby mogły, rzuciłyby powinność swoją, na łupmorza Genuę by oddały i szłyby tańczyć podźwiękach trąb jego. Jak to! Co śmierć z pieluchwyciąga, w tobie odwagi obudzić niezdolne?Idź! — ja znajdę drogę moją.

ARABELLA

Wielki Boże! Przecież tego napadunie zechcesz w prawdę zamienić?

LEONORA

dumnie i bohatersko

Właśnie że chcę —ty niedołężna! — Gdzie najdzikszy gwar huczy,gdzie w osobie swojej mój Fiesko walczy...Czy to Lawania? słyszę pytających — ten, którego nikt zwyciężyć nie może, co o Genuężelazne kości rzuca — czy to ten Lawania? —Genueńczycy, to on sam, odpowiem, to on, mójmąż — i ja także mam ranę.

Sakko ze sprzysiężonymi

SAKKO

Kto idzie? Doria czy Fiesko?

LEONORA

Fiesko i wolność!

Zwraca się w ulicę — tłum, w natłoku gubi się Bella.

SCENA SZÓSTA

Sakko z oddziałem, Kalkanio spotyka się z nimi z drugim.

KALKANIO

Andrzej Doria wymknął się.

SAKKO

Patent na najgorsze przyjęcie u Fieska.

KALKANIO

Niedźwiedzie ci Niemcy; stanęliwokoło starego jak skały. Nie mogłem godojrzeć. Dziewięciu z naszych poległo, ja sampo lewym uchu dostałem. Jeśli tak obcychtyranów strzegą, jakże, do pioruna, muszą oniwłasnych książąt bronić!

SAKKO

Mamy już licznych stronników, i wszystkiebramy w naszych są ręku.

KALKANIO

W cytadeli, słyszę, ostro się biją.

SAKKO

Burgonino jest między nimi. Co robiWerrina?

KALKANIO

Umieścił się między Genuą a morzemjak brytan piekielny, mysz by tam nie przeszła.

SAKKO

Muszę na przedmieściu w gwałt kazaćuderzyć.

KALKANIO

Ja popędzę przez Piaza Sarazena.Zbudź no się, trębaczu!

Oddalają się przy głosach trąb.

SCENA SIÓDMA

Murzyn i banda złodziei z lontami.

MURZYN

Wiedźcie, kanalie! Ja to tę polewkęnawarzyłem, a mnie jednej łyżki nie dadząpokosztować. Dobrze. Poszczwana psiarnia przyszła mi na rękę — podpalajmy i rabujmy. Tamsię tłuką o koronę książęcą, my podpalmykościoły, żeby zmarzli apostołowie się rozgrzali.

Rozsypują się po różnych domach.

SCENA ÓSMA

Burgonino. Berta przebrana.

BURGONINO

Tu odpocznij, mój chłopcze —w tym miejscu bezpiecznie. Czy jesteś gdzieranny?

BERTA

odmienionym głosem

Nigdzie.

BURGONINO

Wstydź się — chodź, ja cię zaprowadzę, gdzie można za Genuę rany pozyskać — i to piękne jako te.

Obnażając ramię swoje.

BERTA

cofając się

O, nieba!

BURGONINO

Boisz się? Cóż to, maleńki — za wcześnieś się na męża przystroił. Ile lat masz?

BERTA

Piętnaście!

BURGONINO

To źle; dla tej nocy pięć lat maszza mało. Kto jest twój ojciec?

BERTA

Najlepszy Genui obywatel.

BURGONINO

Z wolna, mój chłopcze! Tylko jedenjest taki — a jego córka moja narzeczona.Znasz dom Werriny?

BERTA

Znam.

BURGONINO

żywo

I boską jego córkę?

BERTA

Córka jego Berta się nazywa.

BURGONINO

Idźże co prędzej i zanieś jej tenpierścień. Powiedz, że sprawa o ślubny pierścień— i że błękitna kokarda mężnie się trzyma.Idź — muszę tam... Niebezpieczeństwo jeszczenie przeszło.

BERTA

wołając za nim słodkim głosem

Scipio?

BURGONINO

zatrzymuje się zdziwiony

Na mój oręż — ten głos mi znany.

BERTA

rzucając mu się na szyję

Na serce moje— jam ci dobrze znana.

BURGONINO

Berta!

Dzwony biją na gwałt w przedmieściu. Zbiegowisko — oboje gubią się w tłumie.

SCENA DZIEWIĄTA

Fiesko. Cibo. Oddział ludzi.

FIESKO

Kto ogień zapalił?

CIBO

Zamek zdobyty.

FIESKO

Kto ogień zapalił?

CIBO

do oddziału

Patrole, gońcie złoczyńcę!

Niektórzy rozbiegają się.

FIESKO

w gniewie

Czy mnie podpalaczem chcązrobić? Pospieszcie co prędzej z wiadramii sikawkami. Inni z oddziału wychodzą. Ale Gianettino jest w naszej mocy?

CIBO

Tak mówią.

FIESKO

Czy mówią tylko? Kto to mówi? Cibo,na twój honor, mów czy uciekł?

CIBO

z namysłem

Jeżeli mam ufać moim oczomwięcej niżeli opowiadaniu jednego szlachcica, toGianettino żyje.

FIESKO

O twoją głowę idzie tu, Cibo!

CIBO

Jeszcze raz — widziałem go przedośmiu minutami przy żółtej kitce i w szkarłatnym płaszczu.

FIESKO

w najwyższym gniewie

Na niebo i piekło— słuchaj, Cibo, ja tego Burgonina o głowęniższym zrobię. Biegaj, Cibo, niech wszystkiebramy miasta pozamykają, niech wszystkie łodzieutopią, a tak morzem się nie wymknie. Oto tendiament, Cibo, najkosztowniejszy na całą Genuę,Lukę, Wenecję i Pizę, ten diament dostanie,kto mi pierwszy doniesie, że Gianettino nieżywy.Śpiesz się, śpiesz, Cibo! Cibo wybiega.

SCENA DZIESIĄTA

Fiesko. Sakko. Murzyn. Żołnierze.

SAKKO

Zastaliśmy Murzyna, jak zapalony lontrzucał do jezuickiego kościoła.

FIESKO

Zdrada twoja uszła na sucho, bomnie tylko dotykała. Za podpalenie stryczek.Weźcie go natychmiast i na kościelnej powieściewieży.

MURZYN

Pfe! Pfe! Pfe! To mi nie na rękę. —Czy nic się z tego nie da wytargować?

FIESKO

Nie.

MURZYN

z potulnością

Poślij mnie na próbę tylkodo galer.

FIESKO

z gniewem

Na szubienicę.

MURZYN

Zostanę chrześcijaninem!

FIESKO

Kościół nie potrzebuje wyrzutkówpogaństwa.

MURZYN

Przynajmniej mnie pijanym wypraw dowieczności.

FIESKO

Nie, trzeźwiuteńkim.

MURZYN

Tylko mnie na chrześcijańskim niewieszaj kościele!

FIESKO

Szlachcic słowa dotrzymuje — jam ciprzyrzekł twoją własną szubienicę.

SAKKO

pomrukując

Bez korowodów, poganinie!Jest jeszcze coś więcej do roboty.

MURZYN

Ale — na przypadek wszelki —gdyby stryczek się urwał...

FIESKO

do Sakko

Na podwójnym go sznurzezawiesić.

MURZYN

z rezygnacją

Cóż robić — niechżesię diabeł na nadzwyczajne gotuje przyjęcie.

Odchodzi z żołnierzami, którzy go w niejakiej odległosciwieszają.

SCENA JEDENASTA

Fiesko. Leonora ukazuje się w szkarłatnympłaszczu Gianettina.

FIESKO

postrzega ją, zrywa się i cofa

Wszakże ja znam to pióro i płaszcz! Przybliża się żywo. Jaznam to pióro i płaszcz! Z wściekłością przebijającją. Jeśli trzy życia masz, to powstań jeszczei próbuj kroku.

Leonora pada z głuchym jękiem.Słychać marsz zwycięski. Trąby, rogi, oboje.

SCENA DWUNASTA

Fiesko, Kalkanio, Sakko, Centurione, Cibo,Żołnierze z muzyką i chorągwiami.

FIESKO

idąc naprzeciw nich z tryumfującą postawą

Genueńczycy! Kości rzucone — tu leży robakduszy mojej, straszna strawa mojej nienawiści.Wznieście wasze oręże — oto Gianettino!

KALKANIO

Ja zaś przychodzę ci oznajmić, żedwie trzecie części Genui przeszło na stronętwoją i pod Fieska chorągwiami przysięgło...

CIBO

Przeze mnie przysyła Werrina z admiralskiego okrętu pokłon i panowanie nad portemi morzem...

CENTURIONE

Przeze mnie gubernator miasta składaci swoją buławę i klucze...

SAKKO

W osobie mojej upada klęka mniejszai większa rada rzeczypospolitej przed panemswoim na kolana i prosi o łaskę i pobłażanie...

KALKANIO

Mnie pozwól, ażebym najpierwszywielkiego zwycięzcę w jego murach pozdrowił.Sława ci! Do ziemi schylcie sztandary przedksięciem Genui!

WSZYSCY

zdejmując kapelusze

Sława! Sława ci,książę genueński!

Marsz sztandarowy. —Fieskoprzez cały czas stoi w zadumaniu z głową pochyloną

KALKANIO

Lud i senat czeka z niecierpliwością,ażeby naczelnika swojego w purpurze książęcejpowitać. Pozwól nam, prześwietny książę, ażebyśmy cię w tryumfie do seniorii zaprowadzili.

FIESKO

Pozwólcie, niech wprzódy serce zaspokoję moje. Drogą mi osobę musiałem w ciężkiejtrwodze zostawić, osobę, która chwałę tej nocyze mną dzielić powinna. Ze wzruszeniem do obecnych.Raczcie mi towarzyszyć do waszej miłej księżny.

Chce odchodzić.

KALKANIO

Czy ten łotr i zbójca ma tu leżeći hańbę swoją w tym zakątku ukrywać?

CENTURIONE

Na halabardzie zatknijcie głowę jego.

CIBO

Rozszarpanym tułowem jego zamiećciebruk naszego miasta!

Przyświecają przy trupie.

KALKANIO

przestraszony i z cicha

Patrzcie, Genueńczycy! Przez Boga! To nie Gianettina twarz.

Wszyscy w osłupieniu spoglądają na trupa.

FIESKO

rzuca z boku śledcze spojrzenie na ciałoi cofa się z okropnym wyrazem

Nie, szatanie —nie! To nie twarz Gianettina, szatanie! Zataczającoczy. Genua moja, powiadacie? Moja? Z krzykiemwściekłym. Tumany piekielne! — to moja żona!

Pada. Związkowi grupami w martwym stoją milczeniu.

FIESKO

z wolna się podnosi i głuchym głosem odzywasię

Czy ja żonę moją zamordowałem, Genueńczycy? — Zaklinam was, nie spozierajcie bladzijako duchy, na to kuglarstwo natury. — DziękiBogu, są wypadki, których się człowiek nielęka dlatego, że jest człowiekiem tylko.Komu rozkosze nieba nie dostały się w udziale,ten piekielnych udręczeń przewidzieć nie może —a ta pomyłka byłaby czymś więcej jeszcze.Ze straszną spokojnością. Genueńczycy! Bogu niechbędą dzięki, to być nie może.

SCENA TRZYNASTA

Poprzedzający. Arabella z płaczem.

ARABELLA

Niech mnie zabiją — nic nie mam do stracenia. Zlitujcie się, panowie — zostawiłamtu panią moją i nigdzie jej znaleźć nie mogę.

FIESKO

zbliża się do niej i mówi cichym, drżącym głosem

Czy Leonora nazywała się pani twoja?

ARABELLA

z ukontentowaniem

Bogu chwała, że tujesteś, mój najmilszy, mój dobry, łaskawy panie— nie gniewaj się na nas, nie mogłyśmy jejwstrzymać.

FIESKO

Przeklęta! Od czego wstrzymać?

ARABELLA

Żeby nie pobiegła...

FIESKO

Milcz — gdzie nie pobiegła?

ARABELLA

Między tłum...

FIESKO

Bodaj się twój język w krokodylaprzemienił! Jakie jej suknie?

ARABELLA

Płaszcz szkarłatny. —

FIESKO

w szaleństwie rzucając się na nią

Pójdź do dziewiątego koła piekielnego! Skąd płaszcz?

ARABELLA

Leżał na ziemi...

NIEKTÓRZY ZE ZWIĄZKOWYCH

Gianettino w tymmiejscu był zamordowany...

FIESKO

z śmiertelną bladością na twarzy do Arabelli

Twoja pani znaleziona. Arabella odchodzi w niespokojności. Fiesko zmienione oczy wodzi po całym kole,potem mówi cichym głosem, który aż w grzmiący niekiedyprzechodzi. Tak jest istotnie — istotnie — i jasam byłem narzędziem piekielnego dzieła. Ustąpciesię ludzkie twarze! Ach! ze zgrzytaniem zębów, gdybym jego budowę świata miał między zębamitymi — czuję w sobie siłę naturę całą takrozedrzeć, aż by była jęczącym potworem, do męczarni moich podobną! Do otaczających. Człowieku!nędzny rodzaju, błogosławisz Boga, dziękujesz zaszczęście, że nie jesteś tym, czym ja — że jakoja nie jesteś. — Sam ja raz ten zadałem.Prędzej, dziko. — Ja? dlaczego ja? Dlaczego nie on razem ze mną? Dlaczego ból mój o bólwspółczującej istoty stępić się nie może?

KALKANIO

bojaźliwie

Mój drogi książę!...

FIESKO

porywa go, i z dziką radością

Ach! witajże tu — Bogu niech będą dzięki! Jest przeciejeden, którego piorun ten jako mnie zgruchotał.Obejmuje go ze wściekłością. Bracie piorunem zgnieciony! Niechaj służy potępienie! — ona umarła— tyś ją także kochał. Przyciąga go do trupai przychyla jego głowę do niego. Ona umarła. Och!Gdybym mógł stanąć przy wrotach wiecznegopotępienia, zagłębić oko moje w rozliczne męczarnie płodnego w wymysły piekła; gdyby uchomoje mogło połykać jęk torturowanych grzeszników— gdybym ich obaczył: kto wie, może bymzdołał znieść cierpienie moje. Zbliżając się do trupaz przerażeniem. Tu leży żona moja zamordowana. — Nie — to za mało powiedziane. —Ja, niegodziwiec, zamordowałem żonę moją.Och! Taka zbrodnia zaledwie piekłu podobać sięmoże. Ono mnie sztucznie uniosło wirem nanajwyższy, spadzisty szczęścia wierzchołek, przyłudziło aż do progów nieba — a potem —potem — w głąb przepaści... Och! Gdybym oddechem moim mógł zarazę we wnętrze duszwionąć — a potem — zabijam żonę własną...Ale nie, jego dowcip przebieglejszy — dwojeoczu oszukują się, i zabijam — żonę moją.Ze śmiechem ironicznym. Nie jestże to arcydzieło?Sprzysiężeni w ponurym milczeniu opierają się na orężach swoich — niektórzy płaczą. Czy tu kto płacze?Na Boga! Tak — płaczą ci, co zamordowaliswojego książęcia. Z boleścią. O mówcie, czypłaczecie nad tą zbrodnią stanu popełnioną przezśmierć, czy nad niewieścim upadkiem duchamojego? Tkliwie, stojąc przed trupem. Gdzie zabójcy, głazy twarde, w łzy się roztapiają, tam by rozpaczFieska miała tylko przeklinać? — Upada na trupa.Przebacz, o Leonoro! Żalu nie wygniewaszu nieba. Przez długie lata, Leonoro, połykałemto szczęście jednej godziny, w której Genueńczykom miałem księżnę darować. Jakie rozkosznienaprzód widziałem rumieniące się skromnościąlica twoje, twoją pierś książęcem odetchnieniem wspaniale dyszącą pod srebrną zasłoną,i twój głos cichy, który zachwycenia wymówićnie zdołał. Ha! Jakże upajająco brzmiało w uszachmoich dumne wołanie, i mojej miłości tryumfodzwierciedlał się w zawiści zwyciężonej. Leonoro!Oto godzina ta nadeszła. Twój Fiesko jest księciem Genui — a jednak ostatni jej żebraknamyślałby się, czy swoją nędzę zamienić zamoją purpurę i moje cierpienia. Żona jego troskędzieli — z kimże ja podzielę mój majestat?

Płacze — zakrywa twarz na łonie trupa — wzruszeniena wszystkich obecnych.

KALKANIO

Cnotliwa to była kobieta!

CIBO

Trzeba tę żałobę na jakiś czas przedludem zataić — mogłaby naszym zabrać odwagę,a jej dodać nieprzyjacielowi.

FIESKO

powstaje ze spokojem i z mocą

Słuchajcie,Genueńczycy! Opatrzność, jeżeli jej wyrok zrozumiałem, zadała mi tę ranę, ażeby moje sercedo bliskiej wielkości doświadczyć. Była tonajcięższa próba; nie lękam się teraz ani udręczeń,ani radości najwyższej. Chodźcie! Genua mnieczeka, jak powiadacie. — Dam Genui książęcia,jakiego żaden Europejczyk nie widział. Chodźcie— tej nieszczęśliwej księżnie wyprawię pogrzebtaki, że życie utraci swoich wielbicieli, a śmierćjako oblubienica pysznym strojem świecić będzie.Chodźcie za waszym książęciem.

Odchodzą przy marszu sztandarowym.

SCENA CZTERNASTA

Andrzej Doria. Lomellin.

ANDRZEJ

Tam ich wesela okrzyki.

LOMELLIN

Szczęście ich upoiło. Bramy miastaopuszczone. Wszyscy się tłoczą do seniorii.

ANDRZEJ

Pod moim synowcem tylko potknąłsię rumak. Mój synowiec nie żyje — słuchaj,Lomellino.

LOMELLIN

Jak to? — Jeszcze? Jeszcze książęma nadzieję?

ANDRZEJ

Czy drżysz o życie twoje — przedrzeźniasz mnie nazwiskiem księcia, kiedy minawet nadziei mieć nie wolno.

LOMELLIN

Najłaskawszy panie! — Burzliwynaród leży na szali Fieska — cóż leży natwojej?

ANDRZEJ

z dumą

Niebo!

LOMELLIN

pogardliwie

Od kiedy proch wynaleziono, już aniołowie nie obozują na ziemi.

ANDRZEJ

Nędzna małpo — rozpaczającemustarcowi odbierasz i niebo jego. — Głosem rozkazującym. Idź! — Ogłoś, że Andrzej żyje jeszcze.Andrzej, powiesz im, błaga dzieci swoje, żeby gow ośmdziesiątym roku życia do cudzoziemcównie wyganiały — bo oni Andrzejowi nigdy nieprzebaczą kwitnącego stanu jego ojczyzny. Powiedz im, że Andrzej prosi swoje dzieci o tyleziemi w ojczyźnie dla tylu kości!

LOMELLIN

Posłuszny jestem, ale o skutku rozpaczam.

Chce odejść.

ANDRZEJ

Słuchaj! I weź ten pukiel pobielałychwłosów — był on ostatnim na jego głowiei wypadł tej nocy trzeciego stycznia, gdy Genuaod mego serca się oderwała — ośmdziesiąt latsię trzymał i w ośmdziesiątym roku łysą głowę opuścił. Pukiel jest zwiędły, ale ma jeszcze dosyć mocy, żeby spiął purpurę wysmukłemu młodzieńcowi.

Odchodzi zasłaniając twarz ręką. Lomellin w przeciwną udaje się ulicę. Słychać tłumne okrzyki przy odgłosie trąb i kotłów.

SCENA PIĘTNASTA

Werrina przychodząc z portu. Berta. Burgonino.

WERRINA

Wznoszą okrzyki. Komuż to?

BURGONINO

Fieska zapewne książęciem obwołują.

BERTA

tuląc się do Burgonina

Scipionie, mójojciec okropny jest!

WERRINA

Zostawcie mnie, dzieci, samego. O Genuo! Genuo!

BURGONINO

Pospólstwo pod niebo go wznosiło, ze wściekłością chciało mieć purpurę. Szlachta ze strachem pozierała, nie śmiała słowaodrzeknąć.

WERRINA

Mój synu — zmieniłem złoto wszystko, co posiadam i zaniosłem na okręt. Weź swojążonę i pędź co prędzej w dal. Może ja do wasprzybędę — a może i nie. Płyńcie do Marsylii,i z ciężkim westchnieniem ściskając ich niech was Bóg prowadzi!

Odchodzi szybko.

BERTA

Na Boga! Nad czym mój ojciec przemyśliwa?

BURGONINO

Zrozumiałaś ty ojca?

BERTA

Uciekać! Boże! Uciekać w nocy ślubnej!

BURGONINO

Tak kazał — a my posłusznibędziem.

Odchodzą ku portowi.

SCENA SZESNASTA

Werrina. Fiesko w książęcym stroju.Obaj się schodzą.

FIESKO

Werrina! Szczęśliwe spotkanie —właśnie wyszedłem, ażeby cię szukać.

WERRINA

I moja droga była ta sama.

FIESKO

Czy Werrina nie postrzega żadnejodmiany na swoim przyjacielu?

WERRINA

Nie życzę żadnej.

FIESKO

Ale czy żadnej nie widzisz?

WERRINA

nie patrząc na niego

Spodziewam się,że nie!

FIESKO

Ale ja pytam cię, czy żadnej nieznajdujesz?

WERRINA

obzierając go

Żadnej nie znajduję.

FIESKO

No — widzisz, musi to być prawdą,że nie władza tyranów tworzy. Odkiedyśmy sięrozłączyli, zostałem Genui książęciem, a Werrinacisnąc go do serca jeszcze serdeczniejsze uściśnienieodbierze ode mnie.

WERRINA

Szkoda tylko, że zimno na nie odpowiedzieć muszę. Widok majestatu wpada jakokrający nóż między mną a książęciem! JanLudwik Fiesko posiadał dobra w sercu moim —dziś zdobył Genuę i ja własność moją odbieram.

FIESKO

pomięszany

Przebóg! Za jedno księstwota cena byłaby żydowską.

WERRINA

pomrukując ponuro

Hm! Czy już tak w modzie wolność upadła, że pierwszemu lepszemu rzeczypospolitych za lichy pieniądz narzucają?

FIESKO

zaciskając usta

To tylko Fieskowi mogłeśpowiedzieć, nikomu innemu.

WERRINA

O zapewne! Doskonała to głowa,która prawdę bez policzka puszcza. Szkoda tylkoże przebiegły gracz w jednej się karcie pomylił.Wyrachował całą grę zazdrości, ale na nieszczęście, z całym dowcipem swoim zapomniało patriotach. Bardzo znacząco. Ciemiężyciel wolności czy wynalazł także haczyk, żeby rzymskącnotę złowić? Przysięgam ci na Boga żywego!Żeby potomność miała kości moje z cmentarzaksięstwa wygrzebać, trzeba, żeby one na kolekatowskim pierwej pogruchotane były.

FIESKO

z łagodnością biorąc go za rękę

Czy i wtenczas nawet, gdy książę bratem twoim jest? Gdyon księstwo swoje zamienia w skarbnicę dobroczynności, która dotychczas u jego niedostatkużebrać musiała? Werrino, czy i wtenczas nie?

WERRINA

I wtenczas nie. Darowizna kradzieżyod szubienicy nie uwolniła jeszcze złodzieja —a zresztą cała ta wspaniałomyślność do Werrinynie trafi. Mojemu współobywatelowi mógłbympozwolić, żeby mi dobre wyrządził — bo memuwspółobywatelowi mógłbym się wzajemnie wypłacić. Dary księcia są łaską, a ja od Bogatylko łaskę przyjąć mogę.

FIESKO

Łatwiej bym Włochy Atlantykowi wydarł, jak tej głowie upornej jej widzimisię.

WERRINA

Wydzierać — nie jest jednakżenajgorszą z umiętności twoich — o tym mogłabycokolwiek opowiedzieć rzeczypospolita, biednejagnię, któreś z paszczy wilkowi Dorii wydarł,byś sam je pochłonął. Ale dość już. Powiedz mi,książę, co zawinił ten biedak Murzyn, któregoś najezuickim klasztorze powiesić kazał?

FIESKO

Łotr podpalał Genuę.

WERRINA

Na prawa jednak ten łotr się nietargał?

FIESKO

Werrina nadużywa przyjaźni mojej.

WERRINA

Precz z przyjaźnią! Powiadam ci,że cię nie lubię — przysięgam, że cię nienawidzę, nienawidzę jak tego węża, co się wkradł doraju i rodzajowi ludzkiemu zadał pierwszą ranę,z której pięćdziesiąt już wieków krew mu sięsączy. Słuchaj, Fiesko, nie poddany do pana, nieprzyjaciel do przyjaciela, ale człowiek doczłowieka przemawia w tej chwili. Haniebnejzbrodni dopuściłeś się względem majestatu boskiego, zmuszając cnotę do podania ci rękiw zdrożnej czynności, używając patriotów Genui do Genui zgwałcenia. Fiesko, myślisz, że jatak byłem prostodusznym, żem chytrego podstępcynie przeniknął? Na wszystkie straszydła wiecznościzaklinam się tobie, że rad bym z własnychwnętrzności powróz ukręcić, siebie samego dusićnim, byle moja ulatująca dusza trysnęła na ciebiepianą wściekłą ostatniego skonania. Zdrada książęcagniecie złotą szalę grzechów ludzkich — aleś tyniebo ułudził, i sąd świata zawezwie cię przed tronswój. Fiesko bezmowny mierzy go wielkimi oczyma. Nie namyślaj się do żadnej odpowiedzi — skończyliśmy z sobą. Przechadza się chwilę. KsiążęGenui! na okrętach wczorajszego tyrana poznałemrodzaj biednych stworzeń, które dawną winęprzeżuwają za każdym rudla uderzeniem i łzyswoje rzucają do oceanu, który jako bogaczzanadto wysoko stoi, ażeby je liczył. Dobryksiążę otwiera swoje rządy litością. Nie mógłbyśna galery skazanych uwolnić?

FIESKO

żywo

Niech w tym pierwsze krokibędą mojego ucisku. Idź i oznajm wszystkimprzebaczenie!

WERRINA

W połowie tylko czynu swego dopełniasz, skoro tracisz prawdziwą rozkosz jego.Skosztuj jej i idź sam. Wielcy panowie rzadkosą świadkami tych niegodziwości, które sprawują— czyż i dobrych dzieł przez drugich tylkomają dokonywać? Mnie się zdawało, że książęnie jest tak wysoko, żeby uczuć żebraka niemiał sam doświadczyć.

FIESKO

Człowieku, straszny jesteś. — Niewiem dlaczego, ale muszę iść za tobą.

Obydwaj idąku morzu.

WERRINA

zatrzymuje się z głosem bólu

Ale razjeszcze uściskaj mnie, Fiesko! Nie ma tu nikogo,co by patrzał na płacz Werriny, na czułośćksiążęcia. Ciśnie go z uczuciem. O zapewne, nigdydwa większe serca nie uderzały jedno przydrugim — my tak gorąco, my się tak braterskokochali. Głośno u szyi Fieska płacząc. Fiesko! Fiesko!Puste w piersi mojej zostawiasz miejsce, i ludzkośćtrzy razy nawet wzięta już go nigdy nie posiędzie.

FIESKO

wzruszony

O bądź, bądź mi przyjacielem!

WERRINA

Zrzuć tę purpurę nienawistną, a jestemnim na zawsze. Pierwszy król zbójcą być musiałi wdział szkarłatną purpurę, żeby czerwone plamykrwi osłonić. Słuchaj, Fiesko — jam żołnierz,na łzami skropionych nie znam się policzkach —to pierwsze łzy moje — zrzuć tę purpurę!

FIESKO

Milcz!

WERRINA

żywiej

Fiesko! Zbierz tu wszystkiekorony świata w nagrodę, a tam na postrachwszystkie jego katownie, żebym przed śmiertelnym zgiął kolana — nie zegnę. Fiesko!klękając to moje pierwsze uklęknienie. — Odrzućtę purpurę!

FIESKO

Powstań i nie gniewaj mnie więcej!

WERRINA

Powstaję i już cię nie gniewam.Stoją na kładce prowadzącej do okrętu. Pierwszy kroknależy książęciu.

Wchodzą na kładkę.

FIESKO

Po co za płaszcz mnie ciągniesz — ot pada!

WERRINA

ze straszliwym śmiechem szyderstwa

Jeślipurpura spada — książę za purpurą pójść powinien!

Spycha go do morza.

FIESKO

z fal wychylając głowę

Ratuj, Genuo! Ratuj swego książęcia!

Tonie.

SCENA SIEDEMNASTA

Kalkanio. Sakko. Cibo. Centurione. Związkowi.Lud. Wszyscy w pośpiechu i przerażeniu.

KALKANIO

krzycząc

Fiesko! Fiesko! Andrzejpowrócił! Pół Genui do Andrzeja bieży. Gdziejest Fiesko?

WERRINA

mocnym głosem

Utopił się!

KALKANIO

Czy piekło, czy dom szalonych miodpowiada?

WERRINA

A więc utopiony, jeśli to brzmipiękniej. — Ja idę do Andrzeja.

Wszyscy w niemych grupach stoją. Zasłona spada.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.