drukowana A5
18.33
Ryszard Wagner w Bayreuth

Bezpłatny fragment - Ryszard Wagner w Bayreuth


Objętość:
72 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0575-0

1

Dwóch potrzeba warunków, żeby zdarzeniebyło wielkie: wielkiego umysłu tych, którzygo dokonywają, i wielkiego umysłu tych, którzy je przeżywają. Wydarzenie samo przezsię nie posiada wielkości; choćby znikały całegwiazdozbiory, ludy ginęły, chociażby państwarozległe zakładano i prowadzono wojny z olbrzymimi siłami i stratami — tchnienie historiirozwiewa sprawy tego rodzaju, jak płatki śniegu. I zdarza się, że człowiek potężny uderza,a ciosy bezskutecznie odskakują od twardejskały; krótki, ostry odgłos — i wszystko mija.Historia i o takich, jakby stępiałych wydarzeniach prawie nic nie mówi. Więc troska napada na tego, kto widzi nadchodzące wydarzenie, troska, czy ci, którzy je przeżywają,będą go godni. Na tę wzajemną odpowiedniośćczynu i zdolności przyjęcia go liczymy i doniej na każdym kroku zmierzamy; kto chcedawać, niech zważa, by znalazł odbiorców, którzy by odpowiadali treści jego daru. Dlategoteż czyn pojedynczy wielkiego nawet człowieka nie jest wielki, gdy jest krótki, tępy i niepłodny, gdyż człowiekowi temu w chwili, gdyczyn spełniał, brakło głębokiego rozumienia, żeczyn ów teraz właśnie jest konieczny: nie dośćcelnie mierzył, nie dość dokładnie poznał i wybrał czas: przypadek stał się jego panem; podczas gdy być wielkim i mieć poczucie konieczności — to rzeczy ściśle ze sobą związane.

Wątpliwość, czy to, co się obecnie dziejew Bayreuth, dzieje się we właściwej chwilii czy jest konieczne, słusznie pozostawiamytym, którzy wątpią nawet o poczuciu konieczności u Wagnera. Nam, którzy mamy więcejufności, zdaje się, że on wierzy w wielkośćczynu swego, jak i w wielki umysł tych, którzy czyn ten przeżywają. Niech będą z tegodumni ci, do których wiara ta się odnosi, cimnodzy, czy nieliczni — gdyż, że nie są to wszyscy, że wiara ta nie stosuje się do całego czasu, nawet nie do całego narodu niemieckiegow jego obecnym przejawie, to powiedział namWagner w mowie swej przy poświęceniu 22.maja 1872 r., a nie ma wśród nas nikogo, kto by,pocieszając go, mógł mu zaprzeczyć. „Do wastylko — powiedział wówczas — przyjaciele mojejodrębnej sztuki, mojej działalności i twórczości, do was tylko, jak do współdziałaczy zwrócić się mogłem z moim pomysłem: was tylkomogłem prosić o współudział w dziele moim,ażeby móc dzieło to czyste i niezeszpeconeprzedstawić tym, którzy okazywali sztuce mojej prawdziwą przychylność, mimo że była imdotąd przedstawiana pod nieczystą i zeszpeconą postacią”.

W Bayreuth i widz godny jest widzenia;nie ma w tym wątpliwości. Mądry i badawczyumysł, przechodzący z jednego stulecia w drugie dla porównania godnych uwagi poruszeńkulturalnych, zobaczyłby tam dużo; uczułby, żedostał się tu nagle do ciepłej wody, jak pływak w jeziorze, gdy zbliża się do prądu źródła gorącego: źródło to bije z innych, głębszychpokładów, powiada — woda otaczająca nie tłumaczy go i jest w każdym razie płytszego pochodzenia. Tak też i ci, którzy obchodząświęto w Bayreuth, będą uważani za ludziprzedwczesnych: ojczyzna ich gdzie indziej leży —nie w czasie, gdzie indziej znajdą swoje wytłumaczenie i usprawiedliwienie. Coraz jaśniej rozumiem, że człowiek „wykształcony”, o ile cały jest płodem tej teraźniejszości, przez parodię jedynie przystępuje do tego, co Wagnerczyni i myśli — wszystko już sparodiowano —i że wydarzenie w Bayreuth oświetla sobie jedynie nader niemagiczną latarnią dowcipkujących naszych dziennikarzy. I szczęście to, żekończy się na parodii! Wyładowuje się w niejduch odstręczenia i wrogości, który mógłbywynaleźć sobie inne środki i drogi — i wynajdywał je przy sposobności. I na to nadzwyczajne napięcie i ostrość przeciwieństwa zwróciłby uwagę badacz kultury. To, że jednostkaw ciągu zwyczajnego życia ludzkiego może postawić coś zupełnie nowego, niechaj sobie oburza tych, którzy przysięgają na powolność rozwoju, jak na coś w rodzaju prawa zwyczajowego: sami są powolni i żądają powolności —a tu widzą kogoś bardzo prędkiego, nie wiedzą jak to robi, i oburzają się na niego. Takiego przedsięwzięcia jak Bayreuth nie poprzedziła żadna przepowiednia, żadne zjawiskoprzejściowe, pośrednie; nikt prócz Wagneranie znał długiej drogi do celu, ani samego celu. Jest to pierwsza podróż naokoło świataw królestwie sztuki: przy czym odkryto, jak sięzdaje, nie tylko sztukę nową, lecz samą sztukę.Sztuka współczesna straciła pół swojej wartości, gdyż stała się sztuką pustelniczo-wynędzniałą lub sztuką zbytku; nawet niepewne, bezładne wspomnienia sztuki prawdziwej, jakie mamy z czasów greckich, mogą teraz spoczywać,o ile same nie zdołają świecić w nowym pojęciu. Czas, aby wiele rzeczy obumarło; ta nowa sztuka jest wieszczką, która widzi nadchodzący zgon sztuki i nie tylko sztuki. Grożącajej ręka wydaje się wykształceniu teraźniejszemu niemiłą od chwili, gdy ustaje śmiechz jego parodii: niech się jeszcze pobawi i pośmieje czas krótki!

Lecz my, wyznawcy sztuki wskrzeszonej,chcemy powagi — głębokiej, świętej powagi! Gadanina dzisiejszego wykształcenia i wrzawao sztuce razi nas jako bezwstydne natręctwo;wszystko zniewala nas do milczenia, do pięcioletniego milczenia Pitagorasa. Kto z nasnie powalałby rąk i duszy przy wstrętnym bałwochwalstwie współczesnego wykształcenia! Ktonie pożądał wody oczyszczającej, kto nie słyszał głosu napomnienia: milczeć i być czystym!Milczeć i być czystym! I na zdarzenie w Bayreuth patrzymy spojrzeniem wielkim jako ci,co głos ten słyszą: i w takim jedynie wzrokuleży wielka przyszłość owego wydarzenia.

Gdy w maju roku 1872 położono kamieńwęgielny na wzgórzu w Bayreuth wśród deszczu ulewnego i mroków niepogody, Wagnerwracał z nami do miasta, milczał i patrzyłdługo w siebie spojrzeniem, którego niepodobna jednym określić wyrazem. Dnia tego rozpoczął sześćdziesiąty rok życia: życie poprzednie było przygotowaniem do tej chwili. Wiadomo, iż ludzie w chwili nadzwyczajnego niebezpieczeństwa, lub w ogóle ważnego postanowienia skupiają wszystko, co przeżyli, mocąogromnie przyspieszonej myśli i odróżniająz rzadką bystrością wydarzenia najbliższe, jak i najdalsze. Czegóż nie widział AleksanderWielki w chwili, gdy Azji i Europie dawałpić z jednego dzbana? A to, co widział Wagner wewnętrznie w owym dniu — jak stał siętym, czym jest, czym będzie — to my, jako najbliżsi możemy do pewnego stopnia określić:i możemy z punktu tego spojrzenia wagnerowskiego zrozumieć wielkie jego dzieło — ażeby zrozumieniem takim zaręczyć za jego płodność.

2

Dziwnym byłoby, gdyby to, co człowiekumie najlepiej i czyni najchętniej, nie stało sięwidocznym w całokształcie jego życia: u ludzi o wybitnych zdolnościach życie powinnosię stać nie tylko odzwierciedleniem charakterujak u każdego, lecz przede wszystkim odzwierciedleniem umysłu i własnych zdolności. Życiepoety epicznego będzie miało w sobie cośz epopei — jak, mówiąc nawiasem, u Goethego, którego Niemcy niesłusznie chcą uważać głównie za liryka; życie zaś dramaturga będzie dramatyczne.

Nie można przeoczyć dramatyczności w rozwoju Wagnera od chwili, gdy panująca w nimnamiętność staje się świadomą siebie i ogarnia całą jego naturę: odtąd ustępują na bok —szukanie omackiem, włóczenie się, krzewieniesię dziczek, a w najzawilszych jego drogachi postępkach, w rzucie często awanturniczym,z łuku planów jego — panuje jedyne prawo wewnętrzne, jedna wola. którą można plany te wytłumaczyć, chociażby wytłumaczenie brzmiałodziwacznie. Była jednak i część przeddramatyczna w życiu Wagnera: dzieciństwo jego i młodość, przez które nie można przejść, nie potykając się o zagadki. Tu nie ma jeszcze zapowiedzi jego; a to, co można uważać za zapowiedź, ukazuje się jako luźny związek przymiotów, które budzą raczej obawę niż nadzieję: duch niepokoju, drażliwości, nerwowy pośpiech w ujęciu stu rzeczy, namiętne upodobanie w nastrojach niemal chorobliwie napiętych,przejścia bezpośrednie od chwil spokoju pełnego duszy do gwałtowności i wrzawy. Niekrępował go żaden hamulec w postaci np. dziedzicznego w rodzie uprawiania sztuki: malarstwo, poezja, sztuka dramatyczna, muzyka były mu równie bliskie, jak wychowanie naukowe i przyszłość; kto patrzy powierzchownie,może sądzić, że Wagner urodził się na dyletanta. Mały świat, w jarzmie którego wyrósł,nie był takim, żeby go można było artyściepowinszować. Dotykał się z bliska niebezpiecznej żądzy znawstwa duchowego i zarozumiałości, połączonej z wiedzą wielostronną, jakiespotykamy w miastach uczonych; wrażliwośćbyła obudzona, lecz nie zadowolona; o ile okochłopca sięgało, widział się w otoczeniu istot przemądrzałych, ale ruchliwych, z którymi różnobarwny teatr stanowił śmieszne, a jarzmiącyduszę dźwięk muzyki — niepojęte przeciwieństwo.Badacz-porównawca łatwo zauważy, jak rzadkoczłowiek współczesny, jeżeli otrzymał wianowysokich zdolności, posiada w latach młodychi w dzieciństwie naiwność i skromną samoistność — jak trudno mu ją posiadać; ludzie rzadcy,jak Goethe i Wagner, którzy doszli w ogóle donaiwności, mają ją raczej w wieku męskim, niżw dziecinnym i młodzieńczym. Artystę, któryw szczególnej mierze posiada wrodzoną siłęnaśladowczą, wielostronność życia współczesnego nawiedza jak silna choroba dziecinna; jakochłopiec i młodzieniec jest on podobniejszy do starca niż do samego siebie. Zadziwiający, surowy pierwowzór młodzieńca Zygfryda w Pierścieniu Nibelungów mógł stworzyć tylko ten,kto sam późno odnalazł swoją młodość. Późno, jak młodość Wagnera, nadszedł i jego wiekmęski; tak więc przynajmniej w tym jest onprzeciwieństwem natury wyprzedzającej.

Z nadejściem męstwa umysłowego i moralnego zaczyna się też dramat jego życia. I oto —jakże inny mamy widok! Natura jego ukazujesię uproszczoną w okropny sposób, rozerwanąna dwa pędy, czy dwie sfery. Naprzód ryjewola gwałtowna w porywczym potoku i powszystkich drogach, jaskiniach i czeluściachszuka wyjścia na światło i żąda władzy. Tylkoczysta i wolna siła mogła tej woli wskazać drogę do dobra i skarbnic pomocy: połączonaz duchem ciasnym — wola taka przy swoich samowładczych i niepohamowanych pragnieniachmogłaby się stać losem złowrogim; w każdymrazie musiała się wkrótce znaleźć droga doswobody i jasne powietrze i światło słoneczne.Silne dążenie, gdy poznaje swoją bezskuteczność, budzi złość; niedosiężność może leżećw warunkach zewnętrznych, w niezmiennościlosu, a nie w braku sił, a kto nie może zatrzymać się w dążeniu, staje się pomimo tej niedosiężności jakby rozjątrzonym, a stąd drażliwymi niesprawiedliwym. Być może, iż właśnie w innych szuka on przyczyn chybienia swego — może nawet świat cały uważać za winny w uniesieniu namiętnej swej nienawiści; być może,iż chodzi on krnąbrnie po manowcach, alboużywa przemocy: zdarza się więc, że dobre natury dziczeją na drodze do najlepszego. Nawet wśród tych, którzy dążyli jedynie do własnego oczyszczenia moralnego, pośród mnichówi pustelników, znajdują się ludzie zdziczali,zbyt schorzali, wydrążeni i zjedzeni z powoduswego chybienia. Duch pełen miłości, dobroci i słodyczy, przemawiający łagodnie, nienawidzący przemocy i samozniszczenia, duch,który nie chce widzieć nikogo w kajdanach —przemówił do Wagnera. Zamieszkał w nim,pocieszał go, otoczył skrzydłami swymi, wskazał mu drogę. Rzucamy spojrzenie w drugąsferę istoty Wagnera: lecz jak mamy ją opisać?

Postacie, stworzone przez artystę, nie sąnim samym, ale następstwo kolejne postaci,z którymi jest on widocznie najszczerszą miłością związany, mówi istotnie coś o artyście.Przedstawmy sobie Rienziego, Holendra Latającego i Sentę, Tannhausera i Elżbietę, Lohengrina i Elzę, Tristana i Markego, Hansa Sachsa,Wotana i Brunhildę: wszystkie postacie przenika łączący je podziemny potok uszlachetnienia moralnego i wzrostu, potok płynący coraz czystszymi, jaśniejszymi falami; stoimy tu,chociaż ze wstydliwą nieśmiałością, przedwewnętrznym rozwojem własnej duszy Wagnera. W jakim artyście można coś podobnegow podobnej spostrzec mierze? Postacie Schillera, zacząwszy od Zbójców aż do Wallensteina i Tella przechodzą drogę uszlachetnieniai mówią również o rozwoju twórcy swego, aleskala Wagnera jest jeszcze większa, droga —dłuższa. Wszystko bierze udział w tym rozjaśnieniu; wyraża to nie tylko legenda, leczi muzyka; w Pierścieniu Nibelungów muzykęuważam za najmoralniejszą, jaką znam, tamna przykład, gdzie Brunhildę budzi Zygfryd; dochodzi ona tu do takiej wyżyny i świętości nastroju, że przypomina iskrzenie się lodowych, śnieżnych szczytów alpejskich: przyroda wznosi siętu czysta, samotna, niedostępna, beznamiętna,oblana jasnością miłości; chmury i burze, nawet wzniosłość są pod nią. Spoglądając stądna Tannhausera i Holendra, czujemy, jak człowiek stał się Wagnerem: jak ciemno i niespokojnie rozpoczął, jak burzliwie szukał zadowolenia, jak dążył do władzy i upajającej rozkoszy, jak odwracał się często z obrzydzeniem, jak chciał zrzucić z siebie brzemię, jakpragnął zapomnieć, zaprzeczyć, zrzec się — potok cały rzucał się to w tę, to w tamtą dolinę i wiercił w najciemniejszych czeluściach; —aż wśród nocy tego na pół podziemnego rycia ukazała się wysoko nad nim gwiazda o smutnym blasku, i nazwał ją, poznawszy: wierność,wierność niesamolubna! Dlaczego ona zaświeciła mu jaśniej i czyściej niż wszystko? Jakątajemnicę zawiera słowo „wierność” dla całejjego istoty? Na wszystkim, o czym myślałi marzył, wyciskał obraz i zagadnienie wierności; dzieła jego zawierają niemal całkowityszereg wszelkich możliwych rodzajów wierności, wśród nich — najwspanialsze i rzadko przeczuwane: wierność brata dla siostry, przyjaciela dla przyjaciela, służącego dla pana, Elżbiety dla Tannhausera, Senty dla Holendra, Elzy dla Lohengrina, Izoldy, Kurwenala i Markego dla Tristana, Brunhildy dla najskrytszegożyczenia Wotana — oto kilka z całego mnóstwa przykładów. Jest to własne pradoświadczenie, które Wagner czuł w sobie i uwielbiał,jak religijną tajemnicę: wyraża ją wyrazem,,wierność”, nie nuży się przedstawianiem jejw tysiącznych postaciach i pełen wdzięcznościobdarza ją wszystkim, co ma najwspanialszego; jest to owo cudowne doświadczenie i poznanie tego, że jedna sfera jego istoty zostaławierną drugiej, że zachowała wierność dziękiwolnej, niesamolubnej miłości, że sfera twórcza, niewinna, jaśniejsza zachowała wiernośćciemnej, niepohamowanej i samowładczej.

3

W zachowaniu się wzajemnym obu najgłębszych sił, w uległości jednej względemdrugiej tkwiła owa wielka konieczność, z powodu której jedynie Wagner mógł zostać całkowitym i sobą: była to zarazem jedyna rzecz,nad którą nie posiadał władzy, którą musiałwziąć pod uwagę w chwili, gdy widział zbliżające się, straszne dla siebie niebezpieczeństwo: pokusę niewierności. Tu bije przebogate źródło cierpień jego — niepewność. Każdaskłonność dążyła do niezmierzoności, uzdolnienia, rozradowana życiem chciały się pojedynczo oderwać i zadawalniać się same; im większa ich obfitość, tym większy był zgiełk, tymbardziej wrogie było ich krzyżowanie się. Przypadek i życie podbudzały, żeby osiągnąć władzę, blask, radość ognistą; częściej jeszcze męczyła bezlitośna niedola konieczności życia;wszędzie były pęta i zasadzki. Jakże pozostaćwiernym i całym? Zwątpienie takie owładało nim często, a jako artysta, wyrażał je w postaciach artystycznych: Elżbieta może tylko cierpieć, modlić się i umrzeć dla Tannhausera:wiernością swoją zbawia włóczęgę, nieznającego umiarkowania, lecz zbawia nie dla tegożycia. Niebezpieczne i rozpaczliwe są drogiżycia każdego prawdziwego artysty, rzuconego w czasy obecne. Różnymi sposobami może dojść do czci i władzy; spokój i zadowolenie nasuwają mu się wielokrotnie, ale zawszew postaci, którą zna człowiek współczesny,a która dla artysty uczciwego musi się staćwyziewem duszącym. W pokusach tych i w odrzucaniu tych pokus leży jego niebezpieczeństwo, w obrzydzaniu sobie sposobów współczesnych zdobycia rozkoszy i świetności, w złości ku samolubnemu zadowoleniu ludzi teraźniejszych. Wyobraźmy sobie Wagnera w zawodzie kapelmistrza przy teatrach miejskichi dworskich; zrozumiemy, jak to artysta najpoważniejszy przemocą usiłuje odnaleźć powagę tam, gdzie urządzenia współczesne z zasady niemal są lekkomyślne i wymagają lekkomyślności; — zrozumiemy, że udaje się to po częścitylko, a w gruncie rzeczy chybia wciąż, że następuje obrzydzenie, że artysta uciec chce, a niema dokąd i że powraca wciąż do cyganerii,do wygnańców naszej kultury, jako jeden z nich.Wyrwawszy się z jednego położenia, rzadkodopomaga sobie lepszym; czasami wpada w najsroższą nędzę. Tak zmieniał Wagner miasta,towarzyszów, kraje; trudno pojąć, jak mógłwytrzymać przez pewien czas wśród takich wymagań i otoczenia. Pod ciężarem dusznej tejatmosfery upływa większa część jego życia;zdawało się, że już nie miał nadziei życia ogólnego, lecz tylko życie z dnia na dzień; nierozpaczał, a jednak nie wierzył. I czuł sięczęsto jak wędrowiec, który idzie nocą znużony do głębi ciężkim brzemieniem, a jednakwzruszony ponadnocnie; śmierć nagła nie byłamu wówczas grozą, lecz marą ułudną i wabiącą. Brzemię, droga i noc — wszystko zniknieod razu! — brzmiało to zwodniczo. Stokrotnierzucał się w życie z nadzieją dyszącą i zostawiał za sobą widma. Ale we wzięciu się jegobyło nieumiarkowanie; znak to, że nie wierzyłmocno w nadzieję, upajał się nią tylko. Przeciwieństwo pożądań do zwykłej połowicznościi niemożności zadowolenia męczyło go jakkolce; pobudzana ciągłą biedą wyobraźnia zatracała się w wyuzdaniu; gdy nagle bieda ustała. Życie było coraz zawikłańsze, a coraz śmielsze i bardziej wynalazcze były środki i wybiegi, jakie odkrywał on, dramaturg, chociażbyły to tylko ostateczne środki dramatyczne,motywy podsunięte, łudzące na chwilę i wynalezione tylko dla chwili. Używa ich z szybkością piorunu — i wnet są zużyte. Życie Wagnera oglądane z bardzo bliska i bez miłości —przypominam tu myśl Schopenhauera — ma w sobie bardzo dużo komedii, i to dziwacznie przesądnej. Myślącemu daje to do myślenia, jakuczucie przyznania się do dziwacznego i długotrwałego braku powagi musiało działać naartystę, który bardziej, niż ktokolwiek, jedynie we wzniosłości i nadwzniosłości oddychaćjest w stanie.

Wśród takiego życia, które jedynie w bardzo dokładnym opisie wzbudzić może należyty stopień współczucia, przestrachu i podziwu,wśród takiego życia rozwija się zdolność uczenia się, nadzwyczajna nawet u Niemców, tegoprawdziwego narodu uczenia się; z tej zdolności wyrosło nowe niebezpieczeństwo, większe nawet, niż niebezpieczeństwo życia na pozór niestałego i wyrwanego z korzeniami, życia pełnego szału niespokojnego. Wagner z próbującego nowicjusza stał się wielostronnymmistrzem muzyki i sceny, a w technicznychpodstawach wynalazcą i mnożycielem. Nikt munie zaprzeczy sławy, że dał najwyższy wzórsztuki wielkiego wyrazu. A stał się czymś jeszcze więcej: a żeby stać się i tym i owym —ucząc się, przywłaszczał sobie najwyższą kulturę. A jak to czynił! Rozkosz na to patrzeć:wrasta ze wszystkich stron dokoła siebiei w siebie, a im większą i cięższą staje się budowa, tym mocniej napina się łuk porządkującego i owładającego umysłu. Rzadko kto jednak miał tyle trudu w odnajdywaniu dostępówdo nauk i biegłości; a on niejednokrotnie musiał sam wynajdywać sobie takie dostępy. Odnowiciel prostego dramatu, odkrywca stanowiska sztuk w prawdziwym społeczeństwieludzkim, poetyzujący tłumacz przeszłych dumań życiowych, filozof, historyk, estetyk, krytyk — Wagner, mistrz języka, znawca mitologiii poeta legend, który po raz pierwszy otoczyłpierścieniem utwór wspaniały, prastary, olbrzymi i zarył w nim znaki runiczne swojego ducha — jakąż on pełnię wiedzy musiał zebrać i objąć, ażeby stać się tym wszystkim! Wszystkoto jednak nie zgnębiło jego woli czynu; rzeczypojedyncze i najbardziej pociągające nie odciągały go na bok. Aby zmierzyć niezwykłośćtakiego postępowania, weźmiemy jako przeciwstawienie Goethego; jako człowiek naukii wiedzy, jest on niby szeroko rozgałęziona rzeka, która jednak nie zanosi całkowitej siły domorza, ale przynajmniej drugie tyle z tego,co ma u źródeł, zatraca i rozrzuca po drogach swoich i zakrętach. Istota Goethegoposiada istotnie więcej uroku; dokoła niegojest coś łagodnego i szlachetnie rozrzutnego,podczas gdy gwałtowność Wagnera może przerazić i odstraszyć. Niech się boi, kto chce:lecz my tym odważniejsi będziemy, iż wolnonam oglądać bohatera, który nie nauczył sięobawy nawet względem współczesnego wykształcenia.

Nie nauczył się również uspokajania się historią i filozofią i nie przejmował od nich ichczarująco-łagodnego i hamującego wpływu.Uczenie się i wykształcenie nie odciągnęło anitwórczego, ani walczącego artysty od jegodrogi życia. Gdy wstępuje weń siła twórcza,historia staje się gliną podatną w jego ręku:staje on nagle w innym stosunku do niej, niżuczony, podobnie jak Grek stawał do swego mitu, jako do czegoś, co artysta urabia i tworzy — z ukochaniem i pewną trwożliwą nabożnością, a jednak z prawem wyższości twórcy.A ponieważ historia jest dla niego giętsza i podatniejsza niż sen, więc do pojedynczego wydarzenia może wlać typowość epoki i możetym dosięgnąć takiej prawdy w przedstawieniu, do jakiej historyk nigdy dojść nie zdoła.Gdzież rycerskie wieki średnie weszły tak krwiąi duchem w utwór, jak w Lohengrinie? CzyŚpiewacy z Norymbergi nie będą przemawiać do najpóźniejszych czasów o istocie niemieckiej? więcej nawet — czy nie będą najdojrzalszym owocem tej istoty, która chce wciążnaprawiać, a nie burzyć, która na szerokiejpodstawie swego zadowolenia pamięta o najszlachetniejszym niezadowoleniu ożywczegoczynu.

Do tego niezadowolenia pchały Wagnerahistoria i filozofia: znajdywał w nich nie tylkooręż i zbroję, ale przede wszystkim czuł tuowo tchnienie ożywcze, wiejące z grobowcówwielkich szermierzy, wielkich męczennikówi myślicieli. Nic bardziej nie odsuwa od teraźniejszości, niż użytek, jaki się robi z historii i filozofii. Zdaje się, że historia w zwykłym pojęciu ma za zadanie dawać wytchnienie człowiekowi współczesnemu, który biegniedysząc i z trudem do swoich celów; tak więcmoże się czuć na chwilę jakby wyprzężonym.Czym w ruchliwości ducha reformacji jest pojedynczo Montaigne to jest dojściem do spokojuw sobie, spokojem dla siebie i wytchnieniem —tak odczuł go najlepszy jego czytelnik, Shakespeare — tym jest teraz historia dla duchawspółczesnego. To, że Niemcy w ostatnimstuleciu oddawali się studiom historycznym,dowodzi, że w ruchu świata nowszego są siłąwstrzymującą, opóźniającą, uspakajającą, co może niektórzy podadzą na ich pochwałę. Zresztą jest to oznaką niebezpieczną, gdy walkaumysłowa narodu zwraca się przeważnie doprzeszłości, jest to oznaką odrętwienia, cofaniasię i niedołęstwa: naród taki wystawiony jestprzeto na każdą szerzącą się gorączkę, na przykład polityczną. Taki stan słabości w przeciwstawieniu do ruchów reformacyjnych i rewolucyjnych przedstawiają uczeni nasi w historii ducha współczesnego; nie postawili sobie najdumniejszego zadania, lecz zapewnilisobie własny sposób szczęścia spokojnego.Każdy śmielszy i mężniejszy krok omija ich,ale nie historię! Ta posiada w sobie innezupełnie siły; przeczuwają je natury takie, jakWagner: historia powinna być pisana w pojęciu o wiele poważniejszym, surowszym, przezduszę potężniejszą, w ogóle — nie optymistycznie,inaczej zatem, niż dotąd czynili uczeni niemieccy. W pracach ich jest coś upiększającego, poddańczego i zadowolonego — bieg rzeczy jest dla nich zadawalniający. Dosyć, jeżeli kto jest zadowolony, gdyż mogło być gorzej: większość z nich wierzy pomimo woli, żedobrze jest właśnie tak, jak jest. Gdyby historię pisano z większą sprawiedliwością i żarliwością współczucia, służyłaby zaprawdę najmniej do tego, do czego dziś służy: jako dawka opium przeciwko temu, co burzy i odnawia. Podobnie dzieje się z filozofią, od której większość niczego innego nie chce się nauczyć nad zrozumienie rzeczy mniej więcej —tylko mniej więcej, ażeby następnie z nimisię pogodzić. Nawet najszlachetniejsi rzecznicy wynoszą z naciskiem jej potęgę uspokajania i pociechy; tak więc i żądni spokoju, i leniwi sądzą, że szukali tego, czego szuka filozofia. Mnie się zdaje, że najpoważniejszympytaniem filozofii jest, jak dalece rzeczy posiadają system i postać niezmienną, a to, ażeby następnie po rozwiązaniu tego pytania z bezwzględną walecznością poprawiać tę stronęświata, którą uznano za zmienną. Prawdziwifilozofowie nauczają tego czynem, pracując nadpoprawą zmiennych bardzo pojęć ludzkich, niezatrzymując mądrości swej dla siebie. Nauczają tego i prawdziwi uczniowie prawdziwej filozofii, którzy umieją tak jak Wagner ssaćz niej wzmagającą się stanowczość i nieugiętość woli, a nie soki usypiające. Wagner jestnajwiększym filozofem tam, gdzie jest najdzielniejszym i najbardziej bohaterskim. Jako filozof przechodził bez obawy nie tylko przez ogieńróżnych systemów filozoficznych, ale i przezopary wiedzy i uczoności i dotrzymał wierności wyższemu swemu Samo, które żądało odniego wszystkich czynów złożonej jego istotyi kazało inu cierpieć i uczyć się, ażeby czynówtych dokonać.

4

Historia cywilizacji, począwszy od Greków, jest dość krótka, gdy weźmiemy pod uwagę drogę właściwą, istotnie przebytą, a wyłączymy zastoje, cofania się, wahania i czołgania. Ostatnim wielkim wydarzeniem jest wciążjeszcze owo podwójne zadanie AleksandraWielkiego — shellenizowania świata i zorientalizowania w tym celu hellenizmu — owo starepytanie, czy obca kultura daje się w ogóle zaszczepiać, zadanie nad którym silą się współcześni. Rytmiczna i wzajem sobie sprzecznagra obu tych czynników stanowiła dotychczasowy bieg historii. Chrześcijaństwo na przykładukazuje się jako cząstka starożytności wschodniej, przemyślanej i zużytej do końca z nadmierną gruntownością. W miarę zaniku wpływu chrześcijaństwa rosła potęga kultury helleńskiej; napotykamy zjawiska zadziwiające,które wisiałyby niewytłumaczone w powietrzu,gdyby ich nie można było poprzez potężnyprzedział czasu powiązać z analogiami greckimi. Widzimy jak bliscy i jak spokrewnieni są — Kant z Eleatami, Schopenhauer z Empedoklesem, Eschylos z Ryszardem Wagnerem.Dowodzi to prawie namacalnie, jak bardzowzględną jest istota pojęcia czasu: wydaje sięniemal, iż rzeczy należą do siebie, że czas jestchmurą, która zasłania nam tę przynależność.Zwłaszcza historia nauk ścisłych wywołujewrażenie, jakbyśmy teraz byli bardzo bliskoświata aleksandryjsko-greckiego, jakby wahadło historii szło wstecz do miejsca, skąd zaczęło się poruszać i zatracało się w zagadkowej oddali. Obraz świata współczesnego niejest nowy: kto zna historię, rozpoznaje w nimstare, znane rysy twarzy. Duch kultury helleńskiej nieskończenie rozproszony rozpościera się nad teraźniejszością: podczas gdy tłocząsię dokoła potęgi różnorodne, podczas gdy podajemy sobie owoce nauk współczesnych gotowe jako środki wymiany — z dala, jak upióro bladych rysach, zmierzcha jeszcze obraz hellenizmu. Ziemia, znużona kulturą wschodnią,tęskni do helleńskiej: potrzeba szybkości i nogi uskrzydlonej, żeby móc zebrać punkty wiedzy najbardziej oddalone i różnorodne, dalekie światy uzdolnienia, żeby przebiec ogromny ten obszar i żeby nim zawładnąć. Nadszedł obecnie czas przeciwników Aleksandra,o sile potężnej, by mogli zbierać, wiązać i wydobywać nici oddalone i uchronić tkaninę odrozwiania. Zadaniem teraźniejszości nie jestrozwiązanie węzła gordyjskiego kultury greckiej tak, jak to uczynił Aleksander, że aż końce węzła rozwiały się na wszystkie stronyświata, ale związanie go. W Wagnerze poznaję takiego przeciwnika Aleksandra: obejmujei ujarzmia to, co było odosobnione, słabe i gnuśne; ma siłę ściągającą, mówiąc po lekarsku:przez to właśnie należy on do największychpotęg kultury. Włada sztuką i religią, historią rozmaitych ludów, jest jednak przeciwieństwem polihistoryka, ducha zbierającego jedynie i porządkującego: gdyż jest on kształcicielem i tchnieniem ożywczym tego, co zebrał,jest uprościcielem świata. Nie należy wpadaćw błąd przy porównaniu tego najogólniejszegozadania, które geniusz jego sobie postawił,z zadaniem o wiele ciaśniejszym i bliższym,które zwykle się ma na myśli, mówiąc o Wagnerze. Oczekują od niego reformy teatru: gdyby mu się to udało, cóż by przez to uczyniłdla zadania wyższego i dalszego?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.