drukowana A5
11.29
Z ,,Wigilii"

Bezpłatny fragment - Z ,,Wigilii"

Objętość:
8 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0777-8

Siedzę i myślę, czemu cię kochać musiałem.

Serce rozpala się wspomnieniem, jaśniejeprzebłyskami ognia, co w najtajniejszej głębi mejduszy się żarzy.

Zmrok wieczorny w kościele wiejskim. Głęboka cisza. Cisza oczekiwania czai się na sklepieniach i ścianach, cisza w parnym upojeniu kadzideł, cisza w głuchym, jakoby podziemnym, odgłosie organów.

Kamienne filary rzucają gęste cienie, ostrei czarne plamy przy głównym ołtarzu, co sięw blasku setek świec jarzy, niejasne i rozpłyniętew średniej nawie, a pod chórem rozlane w ciepłych pieszczotach półzmroku. A jakby odległedrganie powietrza rośnie coś i płynie przez kościół, wznosi się jakby ciche westchnienie, prężysię jak tygrys przysadzony do skoku, a narazpęka cisza, ryknęły organy, a z żelaznych objęćciszy i czekania wyrywa się pieśń straszna, potężna, pieśń co mury rozpiera i groby rozsadza,pieśń bólu i dnia sądnego:

Salve Regina.

I znowu noc. Iskrzy się niebo, o iskrzy się jakolbrzymia przestrzeń przed dworcami wielkich miast. Miliony świateł, jeden olbrzymi las rozpalonych pochodni, światła i światełka wichrzą, piętrzą się w górę, spływają w jedno ognisko —a w dali kwieci się łąka różnobarwnych palącychsię kwiatów.

A woń róż rozkwitłych płynie gdyby jaśnieniemgieł w parnej nocy letniej. I widzę tłum ludziz jarzącymi się świecami, a ponad nim zwieszanieszczęście czarne skrzydła upiora. I znowuśpiew, straszny, bolesny; śpiew, co serce szarpiei mózg przepala.

A pieśń staje się linią, oddech wiosny przybiera kształty, nastrój duszy stroi się w tęczowebarwy, a skłębiony chaos barw, dziwnie poplątane kształty i linie, oddech i woń: to wszystkotak różne, tak rozmaite, ale we wszystkim brzmiten sam ton nastroju, ten sam akord, co wrazw inne się formy wciela.

Bo w głębiach duszy przemienia się drżącewzruszenie i nabożna skrucha mrocznych kościołów w miękkie a drobne kształty twego ciała,a odległe drganie ciszy i westchnień stapia sięw cichym zamyśleniu twych oczu — głucha pieśńsmutku i bólu: toć to tęsknota twego głosu.

Pomnę: dzieckiem jeszcze jestem.

Niebieskie dale przede mną, bladoniebieskie,żarem płonące dale. Słońce przepala ziemię, trawizieloność, stoi nad jeziorem miliardem ostrychskaczących płomyków, a nade mną wybiega topólbystrym wierzchołkiem w błękit niebios.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.