drukowana A5
26.97
Śnieg

Bezpłatny fragment - Śnieg

Objętość:
104 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-5340-9

OSOBY

TADEUSZ

BRONKA — jego żona.

EWA — jej przyjaciółka.

KAZIMIERZ — brat Tadeusza.

MAKRYNA

LOKAJ

AKT PIERWSZY

SCENA I

KAZIMIERZ—BRONKA

Widz patrzy na wytworny pokój jadalny, z którego poprzez wielkie, wysokie okna i przez oszkloną, zimową oranżerię, widać nagie, szronem okryte drzewa ogrodui płaty gęste śniegu. W kącie wielki staroświecki komin, obok polana sosnowe,które Kazimierz dorzuca nerwowym ruchem raz po raz do ognia. Bronka stoi przy oknie, niespokojnie zapatrzona w śnieżycę.

KAZIMIERZ

Coś ty taka niespokojna? Nie bądźże dzieciakiem. Czegosię lękasz?

BRONKA

Ale, bój się Boga, Kaziu, czy nie widzisz, jaka śnieżyca?Prawie cały dzień sypie i sypie. Zaspy się potworzyły. Tam zamiastem droga bez drzew na jaki kilometr. Niechże stangretpobłądzi. Sanki się w rów przewrócą...

KAZIMIERZ

przerywa jej

I cóż z tego? Tadeusz wypadnie w rów. Będzie mumiękko.

BRONKA

O, jakiś ty brzydki.

KAZIMIERZ

No, nie gniewaj się. Ale patrzę rzeczywiście na was, jak nadwoje dzieciaków. Wasz stosunek — to rzadka anomalia. Rok jużjesteście pobrani, a bawicie się w takie czułostki, jakbyście siędopiero wczoraj poznali.

BRONKA

Ależ to, to właśnie robi nasze życie tak pięknym.

KAZIMIERZ

Oczywiście, oczywiście. Ale powiedz mi, kochana Bronko,ile miłosnych listów otrzymałaś od twego Tadzia przez ten jeden tydzień, odkąd go w domu nie ma?

BRONKA

Ach, gdybyś wiedział, jaki on piękny list mi napisał! Gdybyś wiedział, jak ja te listy kocham. Tak pięknych słów nikt nieumie powiedzieć.

KAZIMIERZ

No — o słowa nietrudno. Ale Tadeusz cię rzeczywiście kocha.

zamyślony

Tak, on cię bardzo kocha. Zazdroszczę wamwaszej miłości i waszego szczęścia.

po chwili

Całkiemsię tu przy was rozmazgaję. Coraz częściej śnią mi sięsentymentalne idylle o jakimś zakątku, gdzie bym przy ukochanej, pieszczonej i pieszczącej kobiecie mógł swobodniepracować. Znużyła, znudziła mnie ta wieczna włóczęgapo całym świecie. Zresztą to wszystko blaga. Wrażenieartystyczne, muzea, teatr, cyrk, Włochy, Paryż — to blaga, blaga,blaga. Tylko coraz większa nuda. Wszędzie jedno i to samo,i tak człowiek wlecze się z kąta w kąt z tą samą ustawicznąnudą...

BRONKA

Kaziu, Kaziu, jakiś ty smutny. Takiego bezdennego smutku jeszcze nie widziałam.

KAZIMIERZ

A tak.

BRONKA

A gdybyś się zakochał, Kaziu, co?

KAZIMIERZ

Chyba w tobie. Tak, czy tak, już mi do tego niedaleko.

BRONKA

żartując

Ej, ty głuptasie, co byś ty robił z taką prostą dziewczyną,jak ja. Takie proste, szlacheckie dziewczę to nie dla ciebie.

KAZIMIERZ

ironicznie

Otóż właśnie dla mnie. Mam dosyć tych głupich, próżnychsamiczek pawich, które grają rolę demonów i pieprzą ją mozolną i niesmaczną żonglerią temperamentu i namiętności, dosyćtych maślankowatych i ckliwych aniołów natchnienia. Dosyćtych zgarbionych wiedźm, co się rozbijają na łysej górze nauki,wiedzy i pracy społecznej. Och, wierz mi szczerze, straszniezmęczony jestem tymi Epipsychidionami, połowami i połowiczkami dusz męskich.

Pociera czoło i rzuca nerwowo parę gałęzi do kominka, chodzi wokół pokoju.

Oto właśnie, czego mi potrzeba, takiej prostej dziewczyny, takiej białej, szlacheckiejdziewczyny, tak... wieczory całe spędzać z nią razem przykominie, z taką niepokalaną, nieświadomą ni grzechu, ni cnoty.Czuć kobietę przy sobie, która nie zna ani zasad, ani teorii, anikierunków, ani żadnych izmów, tylko jest sercem, gorącym, czystym sercem. Ha! zapomniałoby się wtedy o bladze i nudzie.

BRONKA

Och, jak ty się okłamujesz. Dwa dni bawiłaby cię takaszlachecka dziewczyna, a potem... No, a co potem, to już sobie w duszy dośpiewaj...

KAZIMIERZ

Tak sądzisz?... Ale to dziwna, że ja z taką prostą dziewczyną, jak się nazwałaś, przez cały dzień rozmawiam, ze wszystkiego się jej spowiadam, każdą myśl z nią dzielę i nie tylkoże ani na sekundę nie uczułem nudy, ale przeciwnie, nigdy niezaznałem tak dobrych, kochanych dni, jak tu u brata i razem z tobą...

lekko

Wiesz, Bronka, ja się na serio w tobie pokocham.

BRONKA

naśladując ton jego mowy

Gdybyś nie mówił tego wszystkiego tak znudzony, troszkęsmutny, a przede wszystkim zamyślony o całkiem innych sprawach, to bym cię gotowa posądzić o jakiś flircik, który ze mnąchciałbyś rozpocząć.

KAZIMIERZ

śmiejąc się

A czemuż by nie moja piękna bratowo? Sztuka takiegoniewinnego podniecania siebie i drugich może być bardzo piękną i wytworną... to tak, jakby się człowiek napił kieliszekognistego Amontilado.

BRONKA

Ja nie mam ochoty kosztować tego ognistego Amontilado.

roztargniona

Ale co to ma znaczyć, że Tadeusz nie przyjeżdża? Powiadam ci, Kaziu, że stangret rzeczywiście sankiw rów przewrócił.

KAZIMIERZ

Ale nie bądź tak niecierpliwa, sanna jest utrudniona, śnieggłęboki, no, a przecież koni nie można na śmierć zajeździć.

BRONKA

No tak, masz słuszność. Swoją drogą, Kaziu, ty twoimznudzeniem i twoją zimną melancholią tak człowieka rozdrażniasz, tak przygnębiasz, że...

urywa.

KAZIMIERZ

No, że co? Że co?

BRONKA

Że gotowam pobiec i obudzić Ewę... Nie pojmuję, dlaczego ona wiecznie śpi?

KAZIMIERZ

A może i nie śpi.

BRONKA

Więc unika nas.

KAZIMIERZ

Nie, ale czuje, że nam lepiej bez niej.

BRONKA

Brzydki jesteś. To była zawsze moja najbliższa, najserdeczniejsza przyjaciółka. Nie masz wyobrażenia, jak jestemszczęśliwa, że wreszcie przyjechała, dwa lata jej nie widziałam.Ale wiesz, Kaziu, doszczętnie się zmieniła. Nie wiedziałam, żew tak krótkim czasie natura ludzka może się tak całkiem na ręby przewrócić.

KAZIMIERZ

Jak to, zmieniła się?

BRONKA

trochę zakłopotana

Widzisz... ja właściwie mam taki... wstyd pensjonarki...o tym wszystkim mówić. No, ale tobie wszystko powiedziećmożna, bo ty jakbyś nie był mężczyzną.

KAZIMIERZ

Bardzo słuszna uwaga. Ale opowiedz mi coś o pannieEwie, to mnie bardzo zaciekawia.

BRONKA

Widzisz, ona sierota i bardzo bogata. I to całe jej nieszczęście, że każdy swój kaprys zadowolnić mogła... Ale nie o tymchciałam mówić. Byłyśmy razem na pensji i łączyła nas dziwnajakaś miłość. Ona kochała mnie do szaleństwa, tak, że miłośćjej czasami była dla mnie udręczeniem i męką. To znowu byłatak nieskończenie dobrą, była jagnięciem, z którym się bawićmogłam: niewolnicą, która myśli na mym czole czytała, to znowu kapryśną jak tyran, zazdrosną o każdą myśl moją, o każdedrgnienie serca.

KAZIMIERZ

No i co potem?

BRONKA

Opiekun odebrał ją po śmierci swojej żony z pensjonatui odtąd stała się panią swej woli, swego majątku, swej melancholii,a może i nudy... Ot, widzisz, Kaziu, to byłaby żona dla ciebie.

KAZIMIERZ

Hm, hm. Ale jeszcze nic o tej zmianie nie mówiłaś, któratak nagle w niej zaszła.

BRONKA

No, widzisz, widzisz, jaka ja roztrzepana. Zdania dokończyć nie mogę.

zamyśla się

Otóż mimo wszystkich swychkaprysów i gwałtownych wybuchów była ogromnie wesoła, rejmiędzy nami wszystkimi wodziła. Wszystko i wszystkichumiała wykpić, w pole wyprowadzić A teraz... tak dokładniesobie sprawy nie zdaję, tylko czuję, że... wiesz, Kaziu, wstydzę się przyznać; że mi jest jakaś obca... Nie jestem już z niątak swobodna, jak byłam, i takie mam jakieś nieuchwytne uczucie lęku i... Ach, jaka ona piękna, widziałeś, jaka ona piękna?Widziałeś?

KAZIMIERZ

Nie patrzałem dotychczas na nią.

BRONKA

Człowieku, czyś ty ślepy? Nie, rzeczywiście przestałeś byćmężczyzną.

KAZIMIERZ

Przypuszczam, że masz słuszność, ale twój gość poczynamnie interesować. No i czemu przypisujesz tę zmianę? Złamanemu sercu? Zawiedzionej miłości?

BRONKA

Ona?... Nie — nie — mój Kaziu.

KAZIMIERZ

Jak możesz to tak na pewno twierdzić?

BRONKA

Bo znam wszystkich młodych ludzi, którzy ją otaczali —wiem, że się tylko nimi bawiła, a jedyny człowiek, który ją zajmował, to był Tadeusz; ale przeciwnie coś ich od siebie odpychało.

KAZIMIERZ

Jak to, Tadeusz ją znał?

BRONKA

Oczywiście, znał ją, zanim mnie poznał.

KAZIMIERZ

lekko

No i nie pokochali się w sobie?

BRONKA

cofa się, jakby czymś nagle przykro dotknięta

Więc ty sądzisz, że byłabym ją tak gorąco i tak serdeczniedo nas w gościnę prosiła, gdyby nie ta absolutna pewność, żebyli sobie zupełnie obcy?

KAZIMIERZ

Tak, to prawda, a raczej może być prawdą, bo tak daleceserca niewieściego nie znam.

BRONKA

Lękam się tylko, czy jakiej przykrości Tadeuszowi niezrobiłam, że bez jego wiedzy tak ją nagle, gwałtownie do siebie zaprosiłam. Może chciałby przynajmniej przez parę dni popowrocie być tylko z nami razem... Dla mnie jest ona milsząod siostry, kocham ją nade wszystko, ale dla Tadeusza jestobcą.

Słychać dzwonki u sanek zajeżdżających na podwórze.

BRONKA

z radosnym wykrzykiem

Tadek jedzie! Tadek jedzie! O, wreszcie!

Wybiega przezdrzwi na lewo.

SCENA II

KAZIMIERZ

Siedzi i patrzy z niewymownym smutkiem za nią, kręciniespokojnie wąsa, dorzuca gałęzi do kominka, chodzi wszerz i wzdłużpokoju, przystaje, chwyta się za głowę i mówi cichym szeptem:

Tak, tak — za późno — za późno.

Siada, pali papierosa, apatyczny, zamyślony. — W przedpokoju słychaćgłos Bronki: „Mój Tadek najdroższy, mój Tadek?”. Kazimierz drgnąłgwałtownie. — Głos Tadeusza: „Ach, jak ja za tobą tęskniłem”. TwarzKazimierza kurczy się bolesnym, przykrym uśmiechem.

SCENA III

BRONKA

Chodź, chodź, kochanie moje; jak ty przemarzłeś — chodź,ogrzejesz się przy kominku.

TADEUSZ

Ale mnie wcale nie jest zimno, dziecko drogie.

Wita się z Kazimierzem.

No, Kaziu kochany, strzegłeś dobrze domu?Nie zawracałeś Bronce głowy metafizyką i sztuką?

KAZIMIERZ

Gdzież tam, starałem się przede wszystkim Bronkę przygotować na to, że się już od was nie ruszę.

TADEUSZ

A co, dobrze ci tu?

BRONKA

Ale chodźże, Tadziu, chodź do kominka, tyś taki całyprzeziębnięty.

TADEUSZ

Pięknie ci dziękuję za twój kominek, ale z rozkoszą potym mrozie zjadłbym coś, bom bardzo głodny.

BRONKA

Dobrze, dobrze, w tej chwili

wybiega.

SCENA IV

TADEUSZ

wesoły i szczęśliwy

A co, Kaziu, znalazłem szczęście i spokój. Nigdym nieśmiał nawet zamarzyć o takim raju. A zanim Bronkę poznałem, zdawało mi się, żem już wszystkie siły do życia stracił.Serce było suchą jak wiór, dusza obolała i ta straszliwa, piekielna nasza nuda rodowa z wolna już się kładła na mnie, jak ciężka zmora.

KAZIMIERZ

A wiem, wiem, w jakim strasznym, beznadziejnym stanieznajdowałeś się wówczas. Każdy twój list czytałem z niepokojem, bom lękał się wyczytać: „Bądź zdrów, kochany bracie, zanudzam się na śmierć, więc przenoszę się na łono wieczności...” Właściwie się nie lękałem, bo na nudę to jedynyśrodek. Ale zawsze to nieprzyjemnie podobny list od brataswego odebrać...

nagle

Ale powiedz mi, dlaczego ty, któregoznałem takim dziarskim, kochanym chłopakiem, takim pełnym życia i siły, popadłeś w tę piekielną rozterkę? Mniesię nie dziwić; bo byłem mazgajem i niedołęgą od dziecka,ale ty, ty?

TADEUSZ

Długo musiałbym ci o tym mówić, znudziłbyś się opowiadaniem tych strasznych męczarni, które przeżyłem. Byłbymzmarniał, gdybym nie był Bronki poznał.

KAZIMIERZ

niedbale

Czy kobieta była tego przyczyną?

TADEUSZ

Tak i nie... Czy ja wiem... Nieokreślona jakaś tęsknota,za kim i za czym — nie wiem.

KAZIMIERZ

Czy kobieta ta była zła? Przewrotna?

TADEUSZ

Nie, przeciwnie. Ona tylko straciła zdolność do życia.Zamęcza siebie i innych. Opanowało ją jakieś obłędne pragnienie zniszczenia. Ach, jak ja się męczyłem!

KAZIMIERZ

No, i co potem?

TADEUSZ

Potem?... Hm... Chciała być niewolnicą, a musiała byćpanią. A ja za bardzo lękałem się utracić ją, a okiełzać jej nieumiałem. Pogardzałem sobą. Nienawidziłem jej i siebie. Nanic się nie zdało.

KAZIMIERZ

No — i...?

TADEUSZ

Skończyła się rozpaczna ballada.

KAZIMIERZ

No i odtąd nigdy jej już nie widziałeś?

TADEUSZ

Ostatni znak życia dostałem w dzień ślubu. Otrzymałemod niej tak serdeczny, gorący i wylany list, że o wszystkichkrzywdach zapomniałem.

KAZIMIERZ

A może to był tylko zły i mściwy podstęp kobiecy?

TADEUSZ

O, nie. Była Bronki przyjaciółką, kochała ją namiętną miłością i była rzeczywiście szczęśliwą, że Bronka wychodzi zaczłowieka, którego ona, jak pisała, co najwyżej mogłaby unieszczęśliwić.

KAZIMIERZ

badawczo

I już jej potem nie widziałeś?

TADEUSZ

Nie.

KAZIMIERZ

I nigdy o niej nie myślisz?

TADEUSZ.

Nie. W moim sercu i mózgu tylko dla Bronki miejsce.

KAZIMIERZ

A gdybyś ją nagle ujrzał?

TADEUSZ

zamyślony

Gdybym ją ujrzał? Nie... to by już na mnie żadnego wrażenia nie zrobiła. Miłość ku niej dawno się już spopieliła.A zresztą, czy ja wiem, czy to miłość była. Może to tylko junacza ambicja człowieka, który nigdy oporu nie doznał, i którysię do szału tym rozdrażnił, że nie mógł zdobyć zupełnie kobiety, którą chciał posiąść. Dodaj do tego wstyd, jaki czułemprzed samym sobą, uczucie niepewności i niezaspokojonychpragnień, a może będziesz miał dokładny obraz ówczesnegostanu mojej duszy.

Wstaje, przechadza się po pokoju.

Gdybym ją ujrzał... tak nagle... hm... Może by tam coś na dniemojej duszy drgnęło...

KAZIMIERZ

Zdaje się — że nie jesteś bardzo pewnym siebie.

TADEUSZ

Gdybym Bronki nie miał przy sobie. Ale widzisz, ja z moją energiczną i silną naturą nie czułem się dobrze w tych średniowiecznych, zimnych i smutnych murach, w których tamtatylko żyć umiała. Tam straszyło po nocach. Tam zagościływidma i mary. Energia topiła się jak wosk w ogniu. A tawściekła melancholia wyżerała mi tuk z kości. A patrz: mój łebstworzony na to, by się w słońcu kąpać, a moje pięści na to, byz większą jeszcze potęgą ode mnie iść w zapasy, jeżeliby tegozaszła potrzeba.

Prostuje się, mocny i silny, i nagle z wesołymśmiechem głośno klaszcze w ręce.

A bywajże, Bronka, bywaj!

BRONKA

zza sceny

Zaraz — zaraz.

KAZIMIERZ

Gdzieś ty Bronkę poznał?

TADEUSZ

A u wuja mojego. W lesie, jechała konno, koń jej się spłoszył czymś przestraszony. Patrzę, dziwię się takiemu szalonemu pędowi, alem zrozumiał, że takiego galopu amazonka niepragnęła, chociaż się bardzo dzielnie trzymała. W jaki sposóbkonia osadziłem na miejscu, tego już nie wiem. Odleżałem awanturę przez parę tygodni, alem zyskał Bronkę, spokój i szczęście.

KAZIMIERZ

z ironicznym uśmiechem

Ciekawa przygoda.

TADEUSZ

A tak, ciekawa. Tak ciekawa, że dopókim o tych przygodach czytał w romansach, bo z rozpacznej nudy czytywałem nieraz romanse, nie myślałem, że takie historie i w życiu zdarzyć się mogą.

SCENA V

Wchodzi Bronka, a za nią lokaj z tacą pełną przekąsek i nalewek.

BRONKA

Tuląc się pieszczotliwie do Tadeusza, głaszcze go rękąpo twarzy.

Jakiś ty niecierpliwy. Przecież ja sama chciałam ci towszystko przyrządzić.

TADEUSZ

Ale na co tak dużo?

BRONKA

Do kolacji jeszcze daleko, jedz — jedz.

TADEUSZ

nalewa wódkę i pije de Kazimierza, je zakąski i mówijedząc

A też to śnieżyca, że świata przed oczami nie widać. Zaspy po pas.

BRONKA

Ach, jak ja się o ciebie lękałam.

KAZIMIERZ

żartem

A tak, najstraszniejsze obrazy twoich mąk i cierpień podprzewróconymi sankami majaczyły jej się przed oczami.

TADEUSZ

obejmuje jej głowę

O, ty, niepoprawny dzieciaku, ani na krok się od ciebieruszyć nie mogę.

BRONKA

Bo wiem, że przy mnie nic ci się złego nie stanie.

TADEUSZ

zrywa się nagle

Ależ to dziwne! Pamięć moja gorsza niż u kury. Zarazzaraz przyjdę

idzie ku drzwiom.

BRONKA

Dokąd idziesz?

TADEUSZ

Zaraz, zaraz, kochanie... niespodzianka

Znika w przedpokoju.

Za sceną silny głos Tadeusza: Paweł, Paweł!

SCENA VI

BRONKA

wesoła jak dziecko

Pewno mi znowu zrobił jaką kosztowną niespodziankę.Muszę się na prawdę na niego pogniewać, bo już mam w bródaksamitów, jedwabi, tych kosztownych materii, którymi mniezasypuje.

KAZIMIERZ

Kocha cię, a dla kochającego mężczyzny to wielka rozkosz takie niespodzianki robić. Ale słuchaj, Bronka, tyś mu teżtaką niespodziankę zrobiła. Myślałem teraz nad tym, czy mubędzie przyjemna. Tadeusz teraz taki szczęśliwy, a to szczęściewe dwoje jest zazdrosne i egoistyczne. Lękam się czasami, żeja wam zawadzam, a cóż dopiero kobieta, która, jak mówiłaś,jest Tadeuszowi obcą...

BRONKA

żywo

Nie... nie... właśnie nie. W tym tkwi cała nasza przebiegłość kobieca. Jeżeli się chce zachować miłość mężczyzny,to trzeba go raz po raz od siebie odsuwać, raz po raz samopasgo puścić. Dobrze zrobiłam, dobrze zrobiłam. Ja z Ewą będęsię bawiła, grała, czytała, a on niech się włóczy po polowaniu,odwiedza sąsiadów, targuje się z Żydami o ceny zboża i wracaco dzień z większą jeszcze tęsknotą.

KAZIMIERZ

ze smutną ironią

Nie myślałem, żebyś umiała się posługiwać tak wyrafinowaną taktyką.

BRONKA

ze śmiechem

Wcale nie wyrafinowaną, tylko dobrze wypróbowaną przeznasze matki i babki.

KAZIMIERZ

Dobrze, dobrze, tylko się lękam, żeby coś Tadeuszowi dziśhumoru nie popsuło. Kocham go, gdy widzę w nim tę siłęi ten rozmach życiowy, i tę spokojną równowagę człowiekapewnego siebie, którą posiadł przy tobie.

BRONKA

O Tadeusza się nie lękaj. Bylebyś ty tylko nie chodziłprzez cały wieczór jak półtora nieszczęścia, i bylebyś mnie samej humoru nie psuł. Przeproś, pocałuj w rękę.

KAZIMIERZ

trzyma jej rękę, ale nie całuje i patrzy jej w oczy

BRONKA

No, co to ma znaczyć?

KAZIMIERZ

Nic, pozwalam sobie tylko na ten luksus, by potrzymaćtwoją dobrą, kochaną, ciepłą rączkę dziecka. To tak, jakby micoś wokoło serca tajało.

Całuje ją w rękę. Bronka patrzy naniego przeciągle.

BRONKA

Ty, Kaziu, jesteś rzeczywiście bardzo smutny i znużony.

KAZIMIERZ

Tak to bywa, jeżeli się człowiek nie narodzi pod tym czepkiem szczęścia, pod którym się Tadeusz urodził.

SCENA VII

Wchodzi Tadeusz, rozwija kosztowny jedwabny szal u nóg Bronki.

Tym szalem powinienem był zasiać drogę od sanek aż doprogu naszego domu, gdyś przed chwilą wybiegła na mojespotkanie. Tymczasem ja, ostatni z ostatnich, zapakowałem tęcudowną tkaninę pod siedzenie i całkiem o niej zapomniałem.

BRONKA

rzuca mu się na szyję

Mój złoty, mój ty słodki, mój ty niepoprawny rozrzutniku!

KAZIMIERZ

patrzy na nich chwilkę, potem wstaje

No zostawiam was waszemu szczęściu, ja tymczasem paręlistów napiszę.

do Bronki

A na kolację, na tę wielką uroczystość, trzeba będzie chyba frak przywdziać.

BRONKA

A jakbyś ty mi się śmiał inaczej na oczy pokazać?

KAZIMIERZ

A więc do widzenia!

Wychodzi, zatrzymuje się chwilę przyoknie i mruczy.

Och, kiedyż ten śnieg padać przestanie!

Obraca się do Tadeusza:

Ej, Tadeuszu, jakiś ty szczęśliwy, że śniegci duszy smucić nie potrzebuje wychodzi.

SCENA VIII

BRONKA

patrząc za Kazimierzem

Co Kaziowi brak? On taki dziwnie smutny, zamyślony.

TADEUSZ

Źle ci z nim? Jeszcześ się do niego nie przyzwyczaiła?

BRONKA

Ach, wiesz przecie, jak mi dobrze. On tak działa, jak tołagodne, bezżarne słońce jesienne. Trochę z nim smutno, aledobrze i cicho.

TADEUSZ

A tak, tak. Ród nasz ginie. On i ja, myśmy ostatnie, słabe,jesienne latorośle na starym, a kiedyś tak krzepkim pniu naszego rodu.

BRONKA

W Kazimierzu ród wasz ginie, tak, ale nie w tobie. Ach,jakiś ty silny, mocny, jak ci szczęście i moc z twarzy bije.

TADEUSZ

obejmuje ją, prowadzi do kominka i sadza obok siebie

To twoja miłość, twoja miłość dała mi tę moc i siłę.

BRONKA

A twoje oczy jak węgle płoną, jakbyś cały świat chciałzagarnąć, to znowu takie słodkie i dobre,

bierze jego głowę,tuli do piersi i całuje jego oczy

żebym je mogła całować —całować bez końca — bez pamięci...

TADEUSZ

kładzie głowę na jej piersi

Ty moje szczęście jedyne, jak ja kocham tę twoją pięknąmiłość.

BRONKA

bawi się jego włosami

Ach, jakie ty masz dziwnie miękkie włosy. Wiesz, mamwrażenie, że się włosów nie dotykam, tylko jakiejś nieskończenie miękkiej, puszystej roślinności... Wiesz, przed dworemmego ojca był kłąb takiej delikatnej, puszystej trawy, nie uwierzysz, z jaką rozkoszą tarzałam się w niej. Tak bym się w twoich włosach tarzać chciała.

Całuje jego włosy.

TADEUSZ

A pamiętasz, jak się wtedy koń pod tobą spłoszył?

BRONKA

Byłam w śmiertelnym lęku, straciłam przytomność, a równocześnie czułam dziwną rozkosz być niesioną przez to silne,nieokiełznane, harde, piękne zwierzę.

TADEUSZ

A pamiętasz, gdym cię tak schwycił i na piersi podrzucił,i obnosił dokoła pokoju?

Bierze ją na kolana, ona obejmujerękoma jego szyję.

BRONKA

Mój ty — ty jedyny. Podobno jest jakiś zwyczaj, że młodadziewczyna powinna przy ołtarzu płakać, rozpaczać, alem ja niepłakała — krzyczeć, krzyczeć pragnęłam ze szczęścia i uniesienia,krzyczeć z radości, że niezadługo popędzimy sankami w uprzęży twych dzikich ogierów do ciebie, do twego domu...

TADEUSZ

Pamiętasz tę noc styczniową, niebo się skrzyło, zmarzłyśnieg się skrzył, a konie pędziły, że całe pianą były zlane.

Obejmuje ją coraz silniej.

BRONKA

Och, przytul mnie tak, przytul do siebie, tak jak wtedy,gdyś mnie całą pod twoje wilczury schował.

Odsuwa się nagle od niego.

Ale powiedz, dlaczegoś ty, gdyśmy już w domustanęli, dostał nagle takiego zimnego, stalowego błysku w oczach?

TADEUSZ

Kładłem krzyżyk na moją przeszłość.

BRONKA

Jakąś ty miał przeszłość?

TADEUSZ

Jaką przeszłość... Ho... bogatą i strasznie smutną przeszłość... Całą Golgotę męczarni i bólu, całą Gehennę wewnętrznych walk, szamotań się ze sobą, upadków, rozpaczy, pogardydla siebie i całego świata...

BRONKA

Kochałeś kiedy?

TADEUSZ

Czy ja wiem, czy to była miłość? Może być, że mi się zdawało, że kocham. Nie chcę stawiać teorii, co jest miłością, a conią nie jest, ale zdaje mi się, że w każdej miłości musi być duma, królewska pewność siebie i tej istoty, którą się kocha, a tępewność uczułem jedynie przy tobie.

BRONKA

głaszcze go

Tadek, bądź szczerym. Mówiłam dziś z Kazimierzem dużoo Ewie.

TADEUSZ

zdziwiony, trochę chmurny

O Ewie?

BRONKA

Tak, o Ewie. Co się pan mój tak zachmurzył?

TADEUSZ

Nie, tylko mi się przypomniało, że już w pierwszych tygodniach po ślubie chciałaś się przed nią pochwalić naszymszczęściem, a ja niczego nie pragnę, tylko żyć z tobą, jedyniez tobą, bo szczęście w miłości jest niezmiernie delikatne i możebyć zakłócone lada drobnostką.

BRONKA

lękliwie

Jaką?

TADEUSZ

Najczęściej atmosferą obcego człowieka. A ty wiesz, żeEwa bardzo się zmieniła... Kazimierz cichy i smutny, słuszniepowiedziałaś, działa dobrze i łagodnie jak słońce jesienne, aleona jak krater wygasły na pozór, ogień z niego lada chwila wybuchnąć może.

BRONKA

Skąd ją tak dobrze znasz?

TADEUSZ

Skąd? Przecież wiesz, że ją raz po raz widywałem. Zaciekawiła mnie, jak Kazimierza jeszcze do niedawna zaciekawiał jakiś nieznany obraz albo jakiś okaz egzotyczny, kwiatlub zwierzę.

BRONKA

nieśmiało i lękliwie

Tadziu! Tadziu!

TADEUSZ

zdziwiony

No, co, moje dziecko, co?

BRONKA

Widzisz, słyszałam, że miłość słabnie, gdy ludzie zawszesą ze sobą razem, że potrzeba im chwilowego rozłączenia, że trzeba im raz po raz iść samopas, by miłość w ustawicznej świeżości podtrzymać i by z większą jeszcze tęsknotą dosiebie wracali... Nie wiem, co mi tę myśl podsunęło, ale jachciałabym, byś teraz na polowanie jeździł, byś sąsiadów odwiedzał... a znowu nie mogłabym tak sama cały dzień siedzieć,na ciebie czekać...

SCENA IX

Odchylają się ciężkie portiery prowadzące do przybocznego pokojui w drzwiach staje Ewa. Patrzy, trupioblada, z wyrazem zaciekłegosmutku na Tadeusza i Bronkę, którzy, zwróceni w stronę kominka,nie widzą jej.

BRONKA

Czy mam słuszność, Tadziu, co? Powiedz, wszak tak?

TADEUSZ

Ależ, dziecko drogie, skąd ci się takie myśli wzięły? Czyżmoże człowiek po całorocznym pożyciu więcej kobietę kochać,niż ja cię kocham, i więcej za nią tęsknić niż ja za tobą?

BRONKA

Tadziu, twoje listy, twoje najukochańsze, drogie listy...A ten ostatni — taki piękny, jeszcze go na piersiach noszę.

Wyjmuje list zza stanika i całuje go gorąco.

EWA

która się na chwilę wycofała za portierę przyległego pokojustanowiącego zimową oranżerię, przechadza się tam i z powrotemw nerwowym niepokoju. Nagle:

Słyszę głosy w pokoju. Dywany wasze za miękkie, byściemogli moje kroki posłyszeć.

TADEUSZ

zrywa się

Co to? Kto to?

EWA

Można wejść?

BRONKA

Tadek, co ci się stało?

Patrzy na niego przeciągle i idzieku drzwiom.

Ale chodźże, chodźże, Ewo, chodź. Och, jak Tadeusz się ucieszy!

Rozchyla na oścież portiery. Tadeusz patrzy jakby śnił. Ewa wchodzi i równocześnie kurtyna zapada.

Koniec aktu pierwszego.

AKT DRUGI

SCENA I

Ten sam pokój. Zmrok popołudnia zimowego. Za oknem skrzy się biały całunśniegu, na kominku ogień. Scena przez chwilę pusta. Po chwili wchodzą: Tadeusz i Ewa.

EWA

podbiega do kominka i grzeje sobie ręce

Och, jak mi zimno, jak mi zimno, a zdawało mi się, że sięprzy was rozgrzeję.

TADEUSZ

Ty się nigdzie nie rozgrzejesz.

EWA

Co? Przecież na to przyjechałam, żeby przy waszymszczęściu moje serce rozgrzać.

TADEUSZ

ironicznie

Aby je móc nagrzać, trzeba nasamprzód je mieć.

EWA

przeciągle

Ta-a-k?...

TADEUSZ

A tak... Ale dajmy temu wreszcie spokój. Przez cały czasnaszej przechadzki,

patrzy na zegarek

a trwało to przeszłotrzy godziny, dosyć już chyba komplementów sobie nagadaliśmy, może zaczniemy o czym innym mówić.

EWA

Zacznij ty... ale naprzód każ światło zapalić... tu zmrok,melancholijny ogień na kominku... skrzący blask śniegu zaoknami, te miękkie dywany, portiery... Ha — ha... to niebezpieczne — to budzi niepokój, wznieca tęsknotę...

Zamyślona,ogląda się dokoła.

Czyś ty sam to mieszkanie urządzał?

TADEUSZ

Sam.

EWA

Z całą świadomością tego, co robisz?

TADEUSZ

Z całą.

EWA

A wiesz, że twoje mieszkanie jest kopią mojego.

TADEUSZ

Wiem.

EWA

A dlaczegoś to zrobił?

TADEUSZ

By moich sił spróbować, przekonać się, żem już odwykł,zapomniał, zdusił zmorę w sobie.

EWA

uśmiechając się

I na to też powiesiłeś w pracowni obraz przeze mnie malowany, który ci darowałam?

TADEUSZ

Byłaś w mojej pracowni?

EWA

Przez noc całą w przeddzień twego przyjazdu.

TADEUSZ

I coś tam robiła?

EWA

Com ja robiła?... Byłam szczęśliwa, że mnie kochaszi za mną tęsknisz.

TADEUSZ

Tym razem mocno się pomyliłaś.

EWA

Nie, nie, ja się nie pomyliłam. Twoja pracownia wyglądaraczej na tę świątynię, w której godzinami całymi odrywasz sięod twojego szczęścia, od twego ciepłego zakątka, od koralowych ust Bronki, aby tam szarpać sobie serce i tęsknićza tym, co ci dziwną rozkosz sprawia, wszystkimi siłamipragnąć tego, co ci krew w szał wpędza. Och! pragnąć, tęsknić, tęsknić...

TADEUSZ

Za czym?

EWA

Za tym, co ci ból i pragnienie niezaspokojone sprawia.Tyś do walki stworzony — tyś marzył kiedyś być wodzem, noweświaty tworzyć. Przystanąć na to tylko, by śród trupów i rumowisk zdjąć szyszak z głowy, by tylko uznojone czołoobetrzeć... Nie dla ciebie ciche zakątki, miękkie dywany,wesołe kominki. Dobre to dla twego brata, któremu dusza spopielała.

TADEUSZ

patrzy na nią poważnie

Przede wszystkim, powiedz mi, po coś tu przyjechała? Boprzecież chyba nie masz takich zbrodniczych instynktów, byprzemocą burzyć szczęście dwojga ludzi, i to człowieka, któremu o mało co życia nie zniszczyłaś.

EWA

śmiejąc się pusto

O mało co... Jaka szkoda, żem cię tak prędko z moichrąk wypuściła.

TADEUSZ

Tyś mnie nie puszczała, ja się sam oderwałem.

EWA

zamyślona patrzy nieruchomie w ogień

Tak, to prawda. Podziwiałam twoją siłę i wtedy dopierocię pokochałam...

TADEUSZ

śmieje się szyderczo

Wiem już, wiem. Ale pozwól tylko, bo mi ustawicznieprzerywasz. Odpowiedz mi wreszcie na moje pytanie: po cośtu przyjechała?

EWA

To nie wiesz, że Bronka usilnie mnie prosiła? Że może nawet uciekła się do niewinnego kłamstwa, by mnie tu sprowadzić: pisała mi, że jest chora.

TADEUSZ

Nie powinnaś była przyjeżdżać.

EWA

zdziwiona

Dlaczego? Przecież mnie ustawicznie wołałeś, przecieżustawicznie za mną tęskniłeś!

TADEUSZ

Ja za tobą tęskniłem, ja ciebie wołałem!? Ależ ja zupełnieo tobie zapomniałem.

EWA

smutno

Tyś o mnie nie zapomniał. Cały twój dom jest mną przesiąknięty. Jak tylko przekroczyłam próg twego domu, czułam,że to mój dom, że tu niepodzielnie panuję, że sama jedna wypełniam wszystko naokół.

TADEUSZ

Ha... ha... myślisz o meblach. No, więc ci powiem, żeumyślnie starałem się wzorować na twoich pokojach, bo, widzisz,jeżeli na przykład pijak odzwyczaja się od wódki i chce sięprzekonać, czy się rzeczywiście odzwyczaił, to pomimo wstrętuwypija raz po raz jeden, dwa kieliszki. Jeżeli nie zapragnie całejflaszki, to znak, że się z pęt nałogu wyzwolił. Rozumiesz? Umyślnie tak się urządziłem, by wszystko mi ciebie przypominało...

EWA

złośliwie

A jednak...

TADEUSZ

Jednak nigdy o tobie nie myślałem, nawet we śnie mi sięnie zamajaczyłaś.

EWA

dorzuca gałęzi do ognia, jakby nie słyszała, co Tadeuszmówi

Nacierpiałeś się, biedaku. W twojej duszy musiała byćstraszna kłótnia i swar, i rozterka. Mieć wszystkie warunki doszczęścia i być bogatym, mieć wszystko na skinienie, przy tymżonę, która kocha i którą się kocha... A kochasz ty ją rzeczywiście? Możeś ty tylko syt walki i bólu, i cierpień, a terazprzez chwilę śród trupów i rumowisk zdjąłeś bojowy szyszaki ocierasz potem uznojone czoło?

TADEUSZ

szyderczo

Bawiły mnie kiedyś twoje przenośnie, dziś mi już nic niemówią.

EWA

nie zważając

Tyś tylko dlatego szczęśliwy, by móc spocząć w najzieleńszej z dolin, by góry szturmować...

Odwraca się znowu zamyślona do komina.

Ach, jakbym ja cię wtedy kochała.

TADEUSZ

Słuchaj, Ewa, ty musisz opuścić mój dom. Przestańmysię bawić w domyślniki i niedopowiedziane słówka. Wiesz, jakcię kochałem. Śnieg, biały, miękki śnieg, przyprószył wszystkie wspomnienia, i ból, i walki, i cierpienia, a gdy śnieg zniknie...

EWA

No, to i cóż?

TADEUSZ

To byłoby źle.

EWA

Dla kogo?

TADEUSZ

Dla ciebie, dla mnie, a przede wszystkim dla Bronki.

EWA

przeciera sobie czoło

Dla Bronki, dla Bronki. Och, ja ją bardzo kocham...

pochwili

Bronka będzie bardzo nieszczęśliwą...

TADEUSZ

podchodzi ku niej i siada obok niej

Słuchaj, ale słuchaj dobrze i postaraj się zrozumieć to, coci powiem. Masz zwyczaj udawać, że nie słyszysz, ale terazbądź łaskawa poświęcić ten piękny zwyczaj, bo ta zabawka niena miejscu.

EWA

obojętnie

Słucham i postaram się zrozumieć.

TADEUSZ

Przyznam się szczerze, że jestem rzeczywiście rozdrażniony i zaniepokojony, więcej ci jeszcze powiem, często nawet myślałem o tobie, tęskniłem nawet za tym cierpieniem, któreś midawała, być może tęskniłem za tą męką, którą przy tobie przeżyłem, ale teraz zostaw mnie w spokoju. Bronkę kocham, przyBronce zostanę.

EWA

Zostaniesz, to ją zamęczysz. Rany w twoim sercu odnowiły się, lecisz w ogień jak ćma, od chwili, jak posłyszałeś mójgłos za tą kotarą, runął od razu ten pałac z kart, który tak mozolnie i z takim trudem wybudowałeś, a nazwałeś swoimszczęściem.

ironicznie

He... he... mnie nie okłamiesz. Tobie ciasno tu w tym cichym, ciepłym zakątku. W tobie rwie sięwszystko, zapory łamać, światy zdobywać! Tyś ostatni z tegowielkiego, pięknego rodu konkwistadorów, którym głupi zakątek, zwany Europą, nie wystarczał.

TADEUSZ

zgryźliwie

Pięknie dziękuję za te nowe światy, które mogę zdobyćtym, że wyrżnę jakieś niewinne, głupie stado baranów.

EWA

To nie to. Trzeba nasamprzód morze ujarzmić, góry rozkopać, trzeba przejść wszystkie męczarnie i wszystkie rozkosze,by się ten nowy świat przed oczyma odsłonił, a to, że przypadkowo taki konkwistador żelazną nogą nastąpi na jakiś kwiat,cóż to znaczy.

przeciągle i jakby ospale

Cóż z tego,że wytnie się, choćby najpiękniejszy las, by oczy swoje nowymi nieznanym jeszcze cudem upoić...

TADEUSZ

I cóż dalej... dalej...

EWA

Z wolna... z wolna...

Nagle śmieje się.

Ha... ha... jaksię w tobie ustawicznie burzy namiętna, żarna krew konkwistadora.

patrzy na niego i znowu opada

Trzeba naprzód morzeujarzmić, góry rozkopać, żelazną stopą zgnieść jakiś kwiat.

TADEUSZ

groźnie

O Bronce myślisz?

EWA milczy, rozgrzebuje łopatką ogień i dorzuca świeżych gałęzi.

TADEUSZ

tajemniczo

O Bronce?

EWA

obojętnie

Zgadłeś.

Milczenie, podczas którego Tadeusz wzburzony przechadza siępo pokoju.

TADEUSZ

podchodzi ku niej

Ewo, proszę cię, błagam, zostaw nas w spokoju.

EWA

Ależ ty już spokoju mieć nie będziesz.

TADEUSZ

Wiem, wiem już o tym, ale Bronka go będzie przynajmniej miała.

EWA

Widzisz, Tadeuszu, tyś już oślepł na wszystko, co cię otacza. Czy nie widziałeś, jak cię śledziła niespokojnymi oczyma,jak jej oczy wylękłe jak spłoszone jaskółki spoczywały na mniei na tobie... Och, ja ją bardzo kocham... Nie widziałeś, jakbyła podniecona tym nienaturalnym podrażnieniem, jak się ustawicznie zwracała do Kazimierza, jakby u niego pomocy szukaćchciała...

Milczenie, Tadeusz chodzi ustawicznie wzdłuż i wszerz pokoju.

TADEUSZ

Hm... sądzisz więc, żem na to stworzony, by nowe światy zdobywać. Po co?

EWA

By żyć pięknie i być pięknym.

TADEUSZ

A jeżeli się nie umie zdobyć?

EWA

To legnie się, i to jest pięknym.

TADEUSZ

A jeżeli to wszystko jest daremną szarpaniną, bezmyślnymniszczeniem siebie i wszystkiego naokół?

EWA

I to jest piękne. Człowiek, który się szarpie i targa, męczyi pragnie czegoś, chociaż nie osiągnie nigdy celu, jest piękny.

TADEUSZ

A jeżeli pragnie tylko ciszy, spokoju, cichego zakątka, ciepłego kominka?

EWA

To dla Kazimierza.

TADEUSZ

A dla mnie?

EWA

patrzy przeciągle na niego i uśmiecha się

Dla ciebie? — ja — tylko ja — jedyna ja.

TADEUSZ

zatrzymuje się przed nią; stłumionym głosem

Dlaczego, dlaczego wtedy, gdym wszystko kładł u twychstóp, wtedy, gdym z tobą i przez ciebie mógł był zdobyć tenowe światy, o których mi teraz mówisz, dlaczegoś mnie wtedyodpychała i odrzucała?

EWA

Boś nie umiał być moim panem.

TADEUSZ

A teraz?

EWA

Teraz cię kocham, kocham za to, żeś chciał o mnie zapomnieć, za to, żeś chciał się przełamać, bo tylko silni umieją sięprzełamać. Kocham cię całą tęsknotą i lękiem, że nie zechcesz być moim.

TADEUSZ

śmieje się nerwowo

Trzeba lampę zapalić. Bronka lada chwila nadejdzie. Gotowa twoje literackie urojenia urzeczywistnić i mnie posadzić,że spędzani z tobą słodkie heures de confidence.

Zapalalampę. Milczenie.

EWA

obojętnie

Długo się tak po świecie włóczyłeś?

TADEUSZ

patrzy na nią zdziwiony, ale wpada w ten sam ton

A długo, prawie dwa lata.

EWA

Podobno w Afryce byłeś?

TADEUSZ

szyderczo

Byłem, ale tam wszystko, co było do odkrycia, to jużStanley odkrył, a ja się zabawiałem polowaniem na tygrysy...Masz rację... ha... ha... ha... Ja jestem stworzony na konkwistadora. Kiedy w moich oczach tygrys dwóch Murzynówrozszarpał, tom doprawdy nie miał uczucia triumfu...

EWA

szyderczo

Tylko?

TADEUSZ

I... najprostsza myśl przeleciała mi przez głowę, że terazna mnie kolej przyjdzie.

EWA

drwiąco

I nie miałeś broni przy sobie?

TADEUSZ

tym samym tonem

Naboje zamokły.

EWA

I nie lękałeś się śmierci?

TADEUSZ

Pragnąłem jej. Toć to także piękne — być rozszarpanymprzez jakieś królewskie zwierzę.

EWA

Tak, to piękne... Ale słyszę, że Bronka wraca.

Słychać,jak drzwi od przedpokoju się otwierają; głośna rozmowa Bronki z Kazimierzem.

SCENA II

Bronka i Kazimierz wchodzą.

BRONKA

sztucznie podniecona

Ach, gdybyście wiedzieli, co za cudna jazda była. Och, teskry śniegu zmarzłego na lodzie, księżyc, księżyc... ach, jakieto cudowne. Co, Kaziu, sam mówiłeś, że to cudowne.

zwrócona do Ewy

Jutro koniecznie musisz iść z nami, to wszystkojakby dla ciebie stworzone: śnieg, księżyc i Kazio, Kazio. Ha...ha... ha... patrz, Kazio taki znudzony, a nie widziałam człowieka, który by się tak pięknie ślizgał.

KAZIMIERZ

Bronka, jak zwykle, przesadza, wcale tak cudownie niebyło. Staw nie był cały zamieciony, a kochana moja bratowabawiła się tym, żeby brnąć w śniegu po kolana.

BRONKA

roztargniona

Ach, jak on kłamie, jak on kłamie... O ty niedobry...

nagle do Tadeusza

Tadziu, możeś niezadowolony, że takdługo pozwoliłam sobie wolności używać? Ale widzisz, kochanie, wiedziałam, że jesteś z moją drogą Ewą, chciałam umyślnie, byście razem zostali, chciałam, żebyś wreszcie po roku zrzucił ten kitel chreczkosieja i z Ewą pobujał tam, gdzie mniebiednej za wysoko.

Tuli się do Ewy.

Och, jakaś ty, Ewo, szczęśliwa, tyś całkiem inna niż my wszystkie. Ach, jak cię dobrzepamiętam, wtedy, gdy po moich zaręczynach przyjechałamdo ciebie. Słyszysz, Tadziu? Pokój był taki sam, taki samiuteńki, jak ten, w którym teraz siedzimy...

jakby się zesnu budziła

Ewa, to dziwne, ten pokój był zupełnie tak samoumeblowany jak nasz.

EWA

Ależ, Broniu, cóż w tym dziwnego, to chyba już zupełnieprzypadkowe.

TADEUSZ

zimno

Widocznie ten sam tapicer urządzał mieszkanie panny Ewyi moje.

BRONKA

Hm... oczywiście. Pamiętasz, Ewciu, jak siedziałyśmyprzy kominku? Patrzyłaś w ogień, a ja ci opowiadałam bezkońca, bez końca, nie wiem już nawet, co paplałam, tyś byłataka dobra, taka cierpliwa...

Wybucha nagle śmiechem, Tadeusz podchodzi ku niej czule.

TADEUSZ

Co tobie, dziecko kochane, coś ty dziś taka nerwowa?

BRONKA

Widzisz, ja bym chciała latać, latać wysoko jak ptak, a tylkotak biję skrzydłami o ziemię i tak tęsknię, i tak pragnę, pragnęsię wzbić, a skrzydła jak ołów...

do Ewy

Ach, Ewo, jakaśty szczęśliwa.

KAZIMIERZ

Widzisz, nie mówiłem ci, że taki forsowny sport jestniezdrowy? Tyle cię nabłagałem, naprosiłem, nie chciałaś mniesłuchać, a teraz będziesz musiała tę całą romantyczną ślizgawkę odpokutować.

BRONKA

uparcie

Otóż nie, właśnie nie, ja mam dosyć tych nerwowych przypadłości, jestem głupie, rozkapryszone dziecko

Wybucha naglepłaczem, wybiega do przyległego pokoju. Ewa się zrywa, chceiść za nią.

TADEUSZ

Niech pani tu pozostanie, ja ją sam wkrótce uspokoję.

Wychodzi za Bronką.

SCENA III

KAZIMIERZ

niespokojny

Bronka chyba chora, cały dzień była niespokojna, taka jakaś sztucznie podniecona...

EWA.

Sama jestem zdziwiona, nie widziałam jej jeszcze takiej.

KAZIMIERZ

nagle

Ale pani zauważyła, że Bronka od wczoraj się zmieniła?

EWA

Przed chwilą powiedziałam to samo bratu pana.

KAZIMIERZ

Zauważyła pani jej niepokój wczoraj podczas wieczerzyi dziś przez cały dzień?

EWA

Właśnie, zdziwiona jestem.

KAZIMIERZ

I nie przypuszcza pani, co by mogło być przyczyną tejnagłej zmiany?

EWA

Nie.

KAZIMIERZ

Hm... Ale pani zauważyła pewno, że i Tadeusz nieswój,zamyślony, roztargniony...

EWA

Innego go nie znałam.

KAZIMIERZ

Ale ja za to: przyjechał wesoły, szczęśliwy, stęskniony zaBronką, dawno go już nie widziałem tak pewnego siły i wiaryw siebie i swe szczęście.

EWA

Więc co?

KAZIMIERZ

patrząc bystro na nią

Otóż nie rozumiem takiego nagłego przełomu.

EWA

Pan, zdaje mi się, mnie przypisuje winę tej nagłej zmianyhumoru?

KAZIMIERZ

Czy zauważyła pani, że Bronka dziś na śniadanie przyszłaz zaczerwienionymi oczyma? Mógłbym przysiąc, że całą nocpłakała.

EWA

Pan sądzi, że ja temu jestem winna?

KAZIMIERZ

Ale gdzież tam, ani mi przez głowę nie przeszło paniąo coś posądzać... Otóż tu chodzi zupełnie o co innego... Niechciałbym, aby pani choć na sekundę myślała, że ja mam zamiarpanią badać, ale od wczoraj tak dziwnie i widocznie sytuacjasię zmieniła... Czuję w powietrzu jakąś mglistą zagadkę, którąrad bym rozwiązać... Widzi pani, jestem człowiekiem nerwowym, a tacy ludzie nie znoszą parności przed burzą.

EWA

Parności przed burzą?

KAZIMIERZ

Tak, tak, wszystko jedno jak to nazwiemy, w każdym razie, jest coś w powietrzu, co taka wrażliwa dusza jak Bronkainstynktem odczuwa... O, słyszy pani, jak płacze?

W przyległym pokoju widać Tadeusza, jak tuli Bronkę do siebie i starasię ją uspokoić. Milczenie.

KAZIMIERZ nasłuchując z coraz większym niepokojem.

EWA zrywa się i chodzi również niespokojnie po pokoju.

KAZIMIERZ idzie za nią.

Słyszy pani?

EWA

Cicho... cicho...

KAZIMIERZ

bierze ją za rękę, prowadzi ku oknu

Bądźmy szczerzy, ja pani nie znam, ale to, co słyszałem odBronki i od Tadeusza wystarczy mi, by sobie dość jasne pojęcie o duszy pani odtworzyć.

EWA

obojętnie

Panie, nie męcz mnie pan teraz. Ja wiem przecież wszystko, co mi pan chce powiedzieć.

KAZIMIERZ

Nie, nie, pani tego nie wie... Ja nigdy się nie mieszałemdo niczyich spraw, nawet do takich, które moich najbliższych,najukochańszych, a więc Bronki i Tadeusza dotyczą...

EWA

Więc mówmy otwarcie: pan wie od Tadeusza, że jegoi mnie łączyły ścisłe stosunki, wiem, że często do pana listy pisywał, w których oczywiście odsłonił przed panem stan swojejduszy sprzed trzech, czterech lat. Pan wie o tym, że mnie kochał. Pan wie również, że taką miłość śnieg przyprószyć może,ale na to, by ją ogrzać, silniejszą i namiętniejszą jeszcze uczynić.

KAZIMIERZ

To właśnie chciałem powiedzieć.

EWA

Bronka opowiadała panu, że ją szalenie kochałam, że byłyśmy nierozdzielne w pensjonacie. Wszak to wszystko panupowiedziała?

KAZIMIERZ

Tak. Wczoraj długo o tym mówiła.

EWA

Szczery pan jesteś, więc i ja będę szczerą. W parę lat później przyjechała jeszcze do mnie jako narzeczona Tadeusza,rozkoszna, szczęśliwa, och, tak szczęśliwa, że chociaż moje serce darło się na strzępy, pogodziłam się z tą myślą, że zostanieżoną człowieka, którego ja tak namiętnie kochałam.

KAZIMIERZ

Pani go kochała?

EWA

Tak, wtedy, gdym go utraciła...

Patrzą chwilę na siebie.

A teraz pan chce się zapytać, dlaczego przyjeżdżam burzyćszczęście mojej przyjaciółki, nieprawdaż?

KAZIMIERZ

Może być, że przez chwilę nasunęło mi się takie pytanie,ale to przecież zupełnie niedorzeczne... mówię otwarcie, żezbytniej sympatii do pani nie żywię. Nie, nie, nie to chciałempowiedzieć. Tylko, że mamy bardzo mało wspólnych cech, aleto mi nie przeszkadza być sprawiedliwym...

nagle

Panizawsze tęskniła?

EWA głowę oparła o szyby okna, milczy.

KAZIMIERZ

Pani zawsze rwała się do czegoś, o czym pani wiedziała,że dosięgnąć nie może.

EWA odwraca się ku niemu i milczy.

KAZIMIERZ

Całym pragnieniem życia pani — związać i wlec zasobą człowieka, który z nigdy nieugaszoną tęsknotą na oślepza panią pójdzie.

EWA

gorąco

Tak.

KAZIMIERZ

bystro

I tym człowiekiem jest Tadeusz?

EWA

z siłą

Tak!

KAZIMIERZ

bystro

A Bronka?

EWA

Słyszy pan, jak się teraz szczęśliwie śmieje... Wie pan,co teraz nastąpi?

KAZIMIERZ

No?

EWA

Wejdzie Bronka, rzuci mi się na szyję i będzie mnie takgorąco, gorąco przepraszać, że scenę zrobiła... Panie... księżycświeci — podaj mi pan moje futro... przejdźmy się trochę...znajdziemy może jeszcze szczersze akcenty w naszych zwierzeniach

Patrzy długo na Kazimierza.

Pan — wszak się pan niezaprze tego?

KAZIMIERZ

Czego?

EWA

Pan Bronkę kocha!

KAZIMIERZ

patrzy przeciągle na nią

Tak.

EWA

Słyszy pan jej śmiech? Och ten piękny, srebrny, dziewczęcy śmiech.

KAZIMIERZ

Chodźmy już, chodźmy.

SCENA IV

Bronka i Tadeusz wchodzą, trzymając się pod rękę, weseli i szczęśliwi — na pozór.

BRONKA

do Ewy

Droga, kochana moja Ewciu. Tak dawno przecież już mnieznasz. Wyście wszyscy byli za dobrzy dla mnie. Tyś mniepsuła swoją dobrocią. Tadeusz doszczętnie mnie zepsuł. Ewuchna, ty wiesz, że ja jestem wariatka, mam takie chwile, w którychjestem całkiem niepoczytalna.

EWA

Czemuś taka smutna, za co ty mnie przepraszasz?

Głaszcze ją po twarzy.

Och, ty mimozo moja, jakaś ty nerwowai przeczulona...

BRONKA

Dzieciakowi można było wybaczyć, że nie może zapanowaćnad swoimi kaprysami, ale mnie — nie wolno.

nerwowo, szybkoi bezładnie

Widzisz, czasem mnie takie ciężkie myśli opadają.Nie, to nie to, to nie to. To tak jest, jak wtedy... Nie, to niejest właściwie przeczucie nieszczęścia... to tylko dalekie, dalekie wspomnienie tych strasznych godzin, jakie dzieckiem przeżyłam, kiedy nadaremnie po całym folwarku szukałam mej siostry. Wiedziałam, że się coś złego z nią stało. Czułam to, czułam. Las cały obszukałam, cały brzeg rzeki obleciałam, wróciłam przerażona i zdyszana do domu.

Coraz więcej przerażona,tuli się coraz silniej do Ewy.

Ewciu! Ewciu! Zdawało mi się,że coś mnie ściga, że coś mnie targa za włosy... padłam przedwerandą w trawę. Twarz całą wtuliłam w dłonie, aby nie spojrzeć za siebie, a oni szli... szli...

EWA

Kto?

BRONKA

Chłopi, a przy nich niańka moja, i nieśli na noszach mojąukochaną siostrę... utopiła się w stawie...

EWA

mimo woli

W stawie?

BRONKA

Tak — tak — w stawie.

do Tadeusza

Każ zasypać ten staw.Ustawicznie przypomina mi się ten czarny, głęboki ślep naszego stawu...

TADEUSZ

Uspokój się Bronka, uspokój się, zrobię wszystko, czegozapragniesz. Chcesz, to wszystko tu naokół z ziemią zrównam.

Nagle poirytowany, patrząc bystro na Ewę, czego Bronka,przytulona do Ewy, widzieć nie może.

Tak, zrobię to. Stawyziemią zasypię, drzewa powycinam...

EWA

A może pan i śnieg z ziemi zmieść każe? Och dzieci,dzieci... Teraz na pana Tadeusza przyszła kolej podrażnienia.

BRONKA

Tadziu, czym ja cię dziś podrażniłam?

TADEUSZ

Ależ, Bronuś kochana, tyś mnie niczym nie podrażniła,wiesz tylko, żem zawsze smutny, gdy widzę, że o tych wszystkich bolesnych wrażeniach swego dzieciństwa przy mnie zapomnieć nie możesz.

EWA

głaszcząc ją po twarzy

Zapomnij, zapomnij. Pozostawcie mnie, panowie na chwilęz Bronką, uspokoi się przy mnie.

KAZIMIERZ

Pani ma słuszność, chodź, Tadeuszu.

TADEUSZ

Uspokój się, uspokój, Bronuś.

BRONKA

Patrz, już jestem spokojna, ale idźcie już, mnie tu z Ewąbędzie dobrze, ona jedyna umiała mnie zawsze uspokoić.

Kazimierz i Tadeusz wychodzą.

KAZIMIERZ

zwraca się przy drzwiach

Panno Ewo, pani miała ochotę przejść się po parku!

EWA

O, później, później, jak Bronka już całkiem będzie spokojna.

BRONKA

A to pójdziemy wszyscy razem.

EWA

Nie, nie, kochanie, ja chcę ci być miłym gościem, młodemu małżeństwu gość może bardzo przeszkadzać, gdy za dużozmusza ich do tego, by go bawić.

wciąż ją głaszcze

Ciebie czarny ślep stawu straszy, a tu tak miluchno w tym kącikuz mężem razem.

Kazimierz wychodzi już przy pierwszych słowach.

SCENA V

BRONKA

Ewciu, czy ja jestem bardzo nieznośna?

EWA

zamyślona

Nie, nie, tylko mnie dziwi ten twój nagły wybuch.

BRONKA

Nie bierz mi niczego za złe, Ewciu.

EWA.

Nie. Nawet wtedy...

BRONKA

jakby odgadując jej myśl

Kiedy?

EWA

Nawet wtedy, gdyby ta zmiana, która zaszła w tobie...

urywa

Bądź szczerą, ty masz jakiś nieokreślony lęk... możeto nie lęk, ale nie widzę tego zaufania, które miałaś zawsze domnie.

BRONKA

po chwili

Jestem szczera, wszystko ci szczerze powiem... Widzisz,tyś się tak zmieniła...

EWA

uśmiechając się

Zmieniłam się?

BRONKA

Tak mi trudno doszukać się w tobie mojej ukochanej Ewysprzed paru lat. Mam chwile, że mi się zdaje, iż cała wieczność spłynęła od tego czasu, kiedyś mnie tak serdecznie do siebie tuliła i moją radość odczuwała, że Tadeusz bierze mnie zażonę.

EWA

mimo woli

Tak, to już cała wieczność spłynęła.

BRONKA

Widzisz, ja patrzę tak bezradnie i z takim lękiem na dnotej wieczności. Widzisz, widzisz, dlatego mi się ten czarny ślepstawu przypomniał.

Ewa głaszcze ją po włosach.

Możesię trochę zaziębiłam. Może nie jestem całkiem przytomna,ale dotknięcie twych rąk czuję inne, inne niż dawniej. Dawniejbyło to, jakbyś mnie miłości stygmatem przepalić chciała, bowiesz, są dotknięcia, które parzą jak rozpalone żelazo, a teraztakie obce i dalekie... Wiesz, wiesz. O, czekaj tylko: to jakbytęsknota jesieni z kasztanowych alei żółte listowie zgarniała...

EWA

Tęsknota?

BRONKA

Tak, tęsknota! Ach, jak mnie przeraża twoja tęsknota! Pamiętasz, gdyśmy były razem w pensjonacie, lękałam się twojejgwałtownej i zazdrosnej miłości, teraz się twojej tęsknoty obawiam. Powiedz mi tylko, Ewa, dlaczego ja się zawsze ciebielękać musiałam?

EWA

Posłuchaj mnie, ty jesteś teraz rozdrażniona, ale ja wszystko w tobie rozumiem. Nie czuję świadomie najmniejszej zmiany wobec ciebie, ale może być, że rzeczywiście się zmieniłam...Nie jesteś moją, niepodzielnie moją, jak dawniej... ty kochaszmęża, może nieświadomie lękasz się czegoś nieuchwytnego...A ja wiem.

Nagle śmieje się.

A może ty, kochanie, jesteś zazdrosną? No, co? Powiedz mi szczerze.

BRONKA

Nie, nie, nie jestem zazdrosną, ale rzeczywiście czegoś sięlękam...

EWA

Czego?

BRONKA

Twojej piękności...

EWA

Co to znaczy?

BRONKA

Co to znaczy? Widzisz, mogłaby być kobieta piękną,o, najpiękniejszą ze wszystkich kobiet na świecie, a nigdy bymsię nie lękała, bo wiem, że Tadeusz ani okiem na taką piękność nie rzuci. Aleś ty inaczej piękna... Przy tobie budzą siętęsknoty i pragnienia, których się nie znało. Ty możesz przykući ciągnąć za sobą człowieka, choć nie wiesz, że ktoś w twojeślady idzie, a on znów nie wie, dokąd go twój urok zaprowadzi... a jednak idzie na ślepo... przed siebie... dalej... dalej...

EWA

I dokąd?

EWA

Ja nie wiem, nie wiem. Widzisz, ja tego wszystkiegonie rozumiem, ja tylko umiem czuć. Coś mi całą duszęrozpiera, głowę mi rozsadza, a ja nie wiem, co to jest...

zamyślona

Kazio mówił mi dzisiaj, że jest jakiś punkt,w którym wszystkie sprzeczności z sobą się zlewają... nie pamiętam dobrze, jak on to powiedział, ale coś takiego, że sferanieskończenie wielka staje się płaszczyzną, a ja myślałam o tym,że ten czarny lej stawu może się tak w nieskończoność pogłębić, że to, co było dołem, zlewa się z niebem...

zamyślona

Dokąd? Albo w czarną otchłań stawu, albo wzwyż, wzwyż, kumajestatowi nieba...

EWA

Skąd ci te myśli?

BRONKA

patrzy nagle bystro na nią, a potem się uśmiecha

Tak, tak, Ewciu, nie możemy siebie odnaleźć...

nagletkliwie

Patrz, teraz, kiedy się coś jaśniejszego wyłoniło z moich przeczuć, lęków, kiedy poczynam odgadywać to, co w głębimojej nurtowało, a na wierzch wydobyć się nie mogło, teraztak ci jestem wdzięczną... znowu wydajesz mi się bliższą... Aledziwne... i we mnie poczyna się jakaś tęsknota budzić... A możeja za słaba, by móc tęsknić? By móc znieść męczarnię tęsknoty?

EWA

Za czym ty możesz tęsknić? Czyż wszystkie twoje tęsknoty nie zostały już spełnione?

BRONKA

Jedna jeszcze nie.

EWA

Wiesz jaka? Znasz ją?

BRONKA

Jeszcze nie, jeszcze nie!

Milczenie.

SCENA VI

KAZIMIERZ

wchodzi, niespokojny do Bronki

No, już się kochana moja bratowa uspokoiła?

BRONKA

przeskakując nagle do wesołości

Idź sobie, chcesz mnie znowu podrażnić. Dosyć już mamtwojej filozofii o tych sprzecznościach, które się w jakimś punkcie ze sobą zlać muszą.

KAZIMIERZ

żartobliwie

Nie bardzo ściśle się wyraziłaś, ale swoją drogą sama nasobie możesz ten fakt zauważyć. Przed chwilą smutna, kapryśna, już jesteś teraz wesoła...

BRONKA

Tobie tego doprawdy nie mam do zawdzięczenia, bo tyswoją znudzoną miną możesz człowieka do rozpaczy doprowadzić?

KAZIMIERZ

Czekaj, jutro jeszcze więcej znudzoną minę u mnie zobaczysz.

BRONKA

Pięknie dziękuję.

KAZIMIERZ

do Ewy

No, może się pani teraz ze mną przejdzie. Tadeusza zaprzągłem na chwilę do roboty w jakiejś majątkowej sprawie,o której żadnego nie mam wyobrażenia.

EWA

A ty, Bronka, zapomnij twych urojeń, spocznij, spocznij...

obejmuje Bronkę, kładzie ją na szezlongu i przykrywa szalem.

BRONKA

Och, jak mi dobrze, jak mi dobrze.

Ewa i Kazimierz wychodzą.

SCENA VII

BRONKA

leży chwilę, podnosi się z wolna na szezlongu, nasłuchujetrwożnie, potem zza stanika wyjmuje list, patrzy na niego, całujego, zakrywa twarz listem i płacze cicho.

Tadziu, mój Tadziu jedyny!

Zasłona spada.

AKT TRZECI

SCENA I

BRONKA, TADEUSZ

Przez okna, jasno oświetlone, widać, jak z wolna idą przez oszkloną oranżerię dosalonu. Wczesny poranek. Słońce czerwieni się na śniegu poza oknami. Bronkawchodzi pierwsza, opiera się o szezlong.

BRONKA

Nigdzie spokoju, nigdzie spokoju znaleźć nie mogę.Nigdzie, nigdzie. A tak się chciałam do ciebie przytulić i ukojenie przy tobie znaleźć... Tadziu — Tadziu... Co się z namistało?

TADEUSZ

Ależ, dziecko drogie, kochane... Czy nie możesz zrozumieć, że jesteś podrażniona? Czyś zapomniała już, jak płakałaś, gdym na jeden tydzień odjeżdżał od ciebie?

BRONKA

O nie, nie. To było co innego... Wtedy to był tylko takiżal rozpieszczonej kobiety i obawa tej strasznej tęsknoty, gdycię przez tydzień cały, pomyśl tylko, przez tydzień cały widziećprzy sobie nie będę.

TADEUSZ

A teraz, cóż teraz? Przecież jestem przy tobie, dniem i nocą jestem przy tobie.

BRONKA

A dusza twoja gdzie błąka?

TADEUSZ

Moja dusza?

poważnie

Zawsze i zawsze przy tobie.

BRONKA

gwałtownie

Przy mnie? Powiedz mi raz jeszcze; że zawsze; zawszedusza twoja przy mnie.

TADEUSZ

mocno

Zawsze!

Chodzi wzdłuż i wszerz pokoju, głęboko zamonyślony, Bronka śledzi jego ruchy.

BRONKA

Zawsze przy mnie?

TADEUSZ

Mówię ci szczerze, żem raz po raz dawniej już czuł takąwielką tęsknotę, która mi serce i mózg szarpała...

BRONKA

przerywa gwałtownie

Tęsknotę!? I ty czułeś tęsknotę. Za czym, za czym ty czułeś tęsknotę?

TADEUSZ

Uspokój się, Bronuś, wiesz nadto dobrze, jak cię kocham.Tęsknoty za nikim czuć nie mogłem, prócz...

BRONKA

z krzykiem

Prócz... powiedz mi!

TADEUSZ

głaszcze ją

Prócz... za tęsknotą...

BRONKA

wstaje

Co? — tęsknotę za tęsknotą!! Co to ma znaczyć?

TADEUSZ

Nie bądź tylko tak przerażona. Pozwólże z sobą spokojnie pomówić... Siądź, Broniu, moja ukochana, siądź, ja ciwszystko opowiem... tęsknota za tęsknotą... hm... hm. Ot,widzisz, jak byłem młody, tom szarpał ziemię z tęsknoty, niewiedziałem, co począć, bom tęsknił, by spełnić coś tak wielkiego, mocnego i pięknego, czego dotychczas żaden człowieknie spełnił...

BRONKA

A może ja ci przeszkodziłam?

TADEUSZ

Nie, nie, Bronka, nie. To dawno, dawno już temu... Czułem wtedy taki nadmiar sił, że zdawało mi się, że cały świat zesiebie wyłonię... Ha... ha... ha... Chłonąłem w siebie naukę,grzebałem w odwiecznych śmieciach wiedzy ludzkiej, świat całyzjechałem, by spełnić zakon w duszy mej wypisany, stworzyćjakiś wielki czyn...

BRONKA

I ja, ja marna kobieta przeszkodziłam ci w tym?

TADEUSZ

Och nie, stokroć razy nie — to zupełnie co innego. Kazimierz i ja, myśmy ostatni z naszego rodu... Kazimierz tęsknotynie znał, a może ją znał... Ja nic nie wiem o Kazimierzu...

Chwila milczenia.

BRONKA

Mów, mów dalej.

TADEUSZ

Nic więcej nie mam do powiedzenia.

BRONKA

Tadziu! Czyś ty przy mnie utracił tę tęsknotę?

TADEUSZ

Widzisz — jak ja ci mam na twoje pytanie odpowiedzieć?Ja

jąkając się

uczułem nagle taką niemoc w sobie, byłem znużony, zrezygnowany — i czułem takie nieskończenie wielkiepragnienie spokoju, ukojenia...

BRONKA

A więc ja byłam tylko tą niemą poduszką pod twą skołataną głowę?

TADEUSZ

smutno

Czemu ty, Bronka, rzucasz się tak na mnie?

BRONKA

Ja się na ciebie nie rzucam, ale we mnie burzy się wszystko na myśl, żem była dotychczas tylko twoim pieścidełkiem,twoją towarzyszką, z którą tak miło było gawędzić w tym piekielnym, przeklętym kątku przy kominie...

TADEUSZ

Uspokój się, Bronka, uspokój. Dlaczego nie możesz słuchać spokojnie tego, co ci mówię. Przecież ja nic więcej niechciałem powiedzieć nad to, że przy tobie znalazłem spokóji szczęście, że przy tobie zapomniałem tęsknić, boś ty wszelkąmoją tęsknotę zaspokoić zdołała.

BRONKA

patrzy na niego długo i chwyta go za ręce

A dlaczegoś począł tęsknić za twoją tęsknotą?

TADEUSZ

z cichym uśmiechem

Dlaczego ty teraz tęsknisz za tym, żeś nigdy przedtem nietęskniła?

Milczenie.

BRONKA

zamyślona

A prawda.

po chwili

Pytałeś się mnie przed chwilą,dlaczego teraz jestem smutna i podrażniona, teraz, kiedy jużwróciłeś taki mocny, taki szczęśliwy, taki piekielnie stęskniony... za twoją Ewą!

TADEUSZ

przerażony

Ewą?

BRONKA

nie hamując się już

Ewą! Ewą! Tak, Ewą! Sądzisz, żem nie widziała, jakdrgnąłeś, jak się przeraziłeś, gdy ona stanęła tam na progu naszego domu? Sądzisz, że ja tylko na to jestem, by być twoim pieścidełkiem, poduszką pod twą zmęczoną głowę, i nie czuć, nieczuć tej straszliwej tęsknoty, która ciebie ode mnie odrywa!?

Szarpie go, ale nagle opada bezsilna i patrzy na niego zdumiona i prawie nieprzytomna.

Tadziu, przepraszam cię, zdajemi się, żem robiła ci wyrzuty z twojej tęsknoty... wiesz, to niesprawiedliwe wyrzuty, bo i moja tęsknota wybiegła dalekopoza ciebie.

TADEUSZ

tajemniczo

Bronka, za czym?

BRONKA

z silnym wybuchem

Za Ewą, za Ewą, za Ewą!

TADEUSZ

tajemniczo

To i ciebie też zaraziła?

BRONKA

opadając

Tak i mnie też...

SCENA II

Kazimierz wchodzi, patrzy zdziwiony.

KAZIMIERZ

Co, wyście już na nogach? Cóż tak wcześnie?

TADEUSZ

siląc się na swobodę

Właśnie chciałem się ciebie zapytać: Ty już na nogach?Co tak wcześnie?

KAZIMIERZ

Hm, ja czytałem całą noc, potem chciałem się orzeźwić,poszedłem na przechadzkę. Wracając z parku, widzę ze zdumieniem światło w oknach salonu, wstąpiłem zobaczyć, co siętu stało niezwykłego, a teraz pójdę spać.

BRONKA

Nic, nic się nie stało. Co się miało stać? Tylko te waszezagadnienia o celach życia, o wyjściu samego z siebie, szukanieczegoś, co się uchwycić nie da, a co może wcale nie istnieje,tak mnie ze snu wybiły i tak rozdrażniły, że całkiem Tadeuszowi spać nie pozwoliłam.

TADEUSZ

troskliwie

A może, Bronuś, teraz położysz się spać?

Całuje ją w rękę.

Idź, idź Bronuś, połóż się; widzisz, ja także spocznę.

BRONKA

żywo

Nie, nie... i ty Kaziu, też zostań, zostań. Nam tak dobrzez tobą...

KAZIMIERZ

śmieje się z przymusem

Słyszysz, Tadeuszu? Teraz, jak ty tu jesteś, to Bronce dobrze ze mną, teraz jestem parawanikiem, to znowu wygodnymmebelkiem, który dyskretnie sam siebie usuwa, wie, kiedywejść, kiedy wyjść...

BRONKA

Ty, niegodziwy.

KAZIMIERZ

do Tadeusza

A gdy ciebie nie było, to powiedziała, żem nieznośny, żemwniósł atmosferę nudy i zmęczenia w twój dom, co chwila biegła budzić pannę Ewę...

BRONKA

nagle z udanym zdumieniem

Wiesz, Tadeusz, jakie to niepojęte. Przez cały czas, jakciebie tu nie było, to Ewa cierpiała na ustawiczną senność, całydzień spala.

TADEUSZ

roztargniony

Spała?... Cały dzień spała? Hm...

Wstaje, idzie wzdłużi wszerz pokoju.

Więc słuchaj, Kaziu, ten twój interes majątkowy rzeczywiście bardzo zagmatwany. Myślę i myślę ustawicznie, albo brak jakichś papierów, albo też rachunki się niezgadzają.

wesoło

Słuchaj, Bronka, ubierz się, każ przygotowaćśniadanie, każ zaprząc do sanek, potem co koń wyskoczy poprzez pole, poprzez lasy...

BRONKA

Tak, tak... poprzez pole — poprzez lasy — och, jak to piękne,

rozwiązuje gwałtownym ruchem włosy

a w tym wietrze, w tympędzie, moje włosy, patrz, tak, o tak.

Rozwiewa swoje włosy, zakręca je znowu szybko, zrywa się.

I tak całą piersią wdychać,wchłaniać w siebie tę otchłań niebieską przed nami.

Oddychagłęboko i wyciąga ramiona... nagle z filuternym uśmiechem doTadeusza.

Patrz tylko, jaki Kazimierz zdziwiony, on myślał,że ja całkiem nie umiem tęsknić za burzą wichru, za niebieskąotchłanią...

KAZIMIERZ

Ależ, przeciwnie, ja nie patrzyłem zdumiony, ja tylko zazdroszczę ludziom, którzy za czymś jeszcze tęsknić umieją.

BRONKA

Słyszysz, Tadziu, ach jaki on naiwny, zazdrości ludziom,którzy tęsknią. No, ale idź, Tadziu, idź, załatw tę sprawę, tochyba długo nie potrwa.

TADEUSZ

Pół godziny najwyżej.

BRONKA

sztucznie

A ja będę tymczasem uczyła Kazia tęsknić.

TADEUSZ

Dobry pomysł, dobry pomysł.

Wychodzi.

SCENA III

BRONKA, KAZIMIERZ

BRONKA

podchodzi ku portierom, przez które Tadeusz wyszedł,rozgląda się, a potem podchodzi do Kazimierza i chwyta go za rękę.

Czy ty wiesz, dokąd on teraz poszedł?

KAZIMIERZ

Wiem.

BRONKA

Ty wiesz? Ty tego nie możesz wiedzieć Czy ty sądzisz, żeon poszedł twoje sprawy załatwiać?

KAZIMIERZ

Wiem, że nie.

BRONKA

z mocą

Do Ewy poszedł, do Ewy, do Ewy!

Milczenie.

BRONKA

To tak być musi?

KAZIMIERZ

Ha, taki los człowieczy, jak człowieka szarpnie taka straszna tęsknota, by wyjść poza siebie i wszystko, gdy żadne szczęście, żadna rozkosz nie wypełni duszy, nie jest w stanie ujarzmićtego wewnętrznego niepokoju, okiełzać tego wściekłego rozpędu, który gna, gna i gna człowieka na oślep, po trupach, poofiarach swej zbrodni, przed siebie naprzód...

BRONKA

przestraszona

To silniejsze niż huragan, co odwieczne dęby z korzeniami wyrywa?

KAZIMIERZ

Silniejsze.

BRONKA

Nieprzezwyciężalne?

KAZIMIERZ

Nie.

BRONKA

tajemniczo

Ale silniejsze od Ewy, nieprawda?

KAZIMIERZ

potrząsa głową

Niestety, nie.

BRONKA

zrywa się

Nie, mówisz, nie.

zrozpaczona

Powiedz mi, czemu nie,czemu nie?

KAZIMIERZ

Bo Ewa jest tą tęsknotą. On za nią nie tęskni, on może jej wcale nie widzi, nic o niej nie wie, ale widzisz to tak,jakby była w nim, jakby go szarpała, jakby go smagała w jakiśstraszliwy pościg.

BRONKA

Za czym, powiedz mi, za czym?

KAZIMIERZ

Tego nikt nie wie, nie wiedział, nie rozumiał ani nie zrozumie. Milczenie.

BRONKA

Cóż ja pocznę nieszczęśliwa? Och i ja tęsknię, i ja tęsknię,ale za jego duszą. Boże najdroższy, jaka ja ślepa byłam, jakmoja dusza oślepła od tego szału i teraz dopiero zrozumiała,że on nigdy do mnie nie należał.

KAZIMIERZ

smutno

Słuchaj, Bronka, ja na oczach twojej duszy tej operacjirobić nie chciałem. Wiedziałem dobrze i widziałem, że on nigdy twoim nie był, dlatego byłem tak smutny. Głęboki smutekpokrywałem maską nudy i zobojętnienia, co mi się zresztą niezawsze udawało, ale myślałem, że się te chmury rozproszą...

BRONKA

Czemuś mi tego nie powiedział, czemuś mi tego zaraz niepowiedział? Byłabym miała czas ochłonąć, a tak to spadło nagle jak grom. Dusza moja jak piorunem roztrzaskana wierzba,tysiąc szczap wokół korzeni, które się już też z ziemi wynurzają. Czemuś mi nie powiedział? Czemuś mi oczu nie roztworzył?

KAZIMIERZ

Słuchaj mnie, Bronka, spokojnie, zaraz zrozumiesz, dlaczego.

BRONKA

Kaziu, jakiś ty dziwny, co ci się stało?

KAZIMIERZ

Co mi się stało? Toś ty też dopiero teraz przejrzała, cośjuż od tygodnia powinna była wiedzieć?

BRONKA nieśmiało patrzy na niego wylęknionymi oczyma.

KAZIMIERZ

Nie lękaj się, Bronka, nic strasznego... Powiem ci prostoi szczerze. Z wolna w ciągu długich tygodni pokochałem cięmoją pierwszą miłością, bom, Bronka, nigdy dotąd nie kochał.A dusza moja była zimna, biała i czysta jak ten śnieg, tam, napolu. Dlaczegom cię pokochał, dlaczego z godziny na godzinęmiłość moja się pogłębiała i silniej, silniej się we mnie rozrasta,toś może zrozumiała z tego wszystkiego, com ci o sobie mówił.Zresztą, to zupełnie obojętne...

Patrzy na nią z cichym uśmiechem.

tylko nie bądź tak przerażona. Mogłabyś wtedy z przerażeniem się cofać i z pokoju uciekać, gdybym ja liczył na twoją wzajemność, ale ja na nią nie liczę ani też jej nie chcę. Chociażbym wiedział, żeś mi wzajemna, tobym ani na chwilę sięnie wahał wzajemność twoją ze wstrętem odrzucić. Nie dlatego, żeś moją bratową, ale dlatego, że dusza twoja o inną sięotarła, silniejszą może od mojej.

BRONKA

Cicho, Kaziu, ja ciebie nie rozumiem.

KAZIMIERZ

zmęczony

To nic nie szkodzi, umiem myśleć dzień i noc o tobie, kochać cię i pieścić, i umiem nie myśleć o tym, że jesteś żonąmego brata, i umiem ani na chwilę, choćby najodleglejszą myśląnie zbrukać ciebie w godności pani domu moich praojcówi żony mego brata, którego tak samo kocham, jak ty.

BRONKA

podchodzi ku niemu i głaszcze cicho jego włosy

Nie mów już o tym, nie mów.

KAZIMIERZ

Oczywiście, że ci już o mojej miłości mówić nie będę.Tylko rozumiesz tę tęsknotę człowieka, który przeważnie żyłw mętach, w brudach życia, w całym tym błocie, co się światem i życiem nazywa? Zapragnąłem schwycić to błędne światło, co mknie nad tym bagnem i kałużą życia, chciałem odczućtę rozkosz, gdy wypowiem to słowo „kocham”.

Milczenie, trzymają się za ręce i siedzą obok siebie. Po długiejchwili.

KAZIMIERZ

Jestem szczęśliwy, że zrobiłem taki piękny obrachunekz całym moim życiem... Jedna moja troska, jeden straszny ból:jak ty to ścierpisz?

BRONKA

przerażona

Co ścierpię, co?

KAZIMIERZ

Słuchaj, Bronka, z rozkoszą patrzałem, jak człowiek w tobie w ciągu ostatnich dni rósł i potężniał, jak walczyłaś z sobą,z jakim strasznym trudem jęłaś sobie uświadamiać wszystko to,co na dnie twej duszy drzemało. Cieszyłem się już, nie jakczłowiek, który kocha, ale jak artysta, gdyś nowe słowa tworzyładla wszystkiego tego, co dusza twoja w tych cierpieniach rodziła... Bronka, bądź silną i piękną, pochwyć w górze w samczas ten obuch, który ci ma głowę zmiażdżyć.

BRONKA

rozdrażniona

Co mnie może zmiażdżyć?

KAZIMIERZ

twardo

Tadeusz twoim nie był i nie będzie. Dusza jego poleci,a chcesz trupa mieć przy sobie, to miej.

BRONKA

Kłamiesz.

KAZIMIERZ

smutno

Gdybym nie gardził twoją wzajemnością, to może bym siędo tak nędznych środków uciekał; gdybym ciebie nie kochał,gdybym nie miał tej krwi w sobie, która we mnie płynie, tomoże bym się cieszył, że ci mogę serce rozranić. Nie mówiłemci tego wszystkiego, chociaż o wszystkim wiedziałem, a teraz,gdy już nic zmienić się nie da, pragnąłbym zahartować twojąduszę...

BRONKA

patrzy na pół błędnie na Kazimierza

Więc dobrze! Będę teraz silną, będę piękną. A ty, ty mipomożesz?

KAZIMIERZ

W czym ja ci mogę pomóc?

BRONKA

z tłumionym krzykiem

Ja ją zabiję, zabiję, zabiję! I ty mi pomożesz!

KAZIMIERZ

Ja — nie.

BRONKA

śmieje się wzgardliwie

I ty, ty powiedziałeś, że mnie kochasz? I ty, z któregosłów wyczuwałam, że wszystko jesteś w stanie dla mnie zrobići każdą ofiarę dla mnie z siebie ponieść, teraz się cofasz?

KAZIMIERZ

Ja się wcale nie cofam, nie pojmuję tylko, dlaczego bymmiał przykładać rękę do takiej bezcelowej i bezmyślnej zbrodni, którą może co najwyżej obłęd samiczki podyktować, alenigdy prawdziwa siła i piękność kobiety.

BRONKA

coraz gwałtowniej

Człowieku, co ty mówisz; czy ty nie masz krwi i serca?Powiedz, jak ty kochasz, czym ty kochasz? Ta twoja miłośćnie jest niczym więcej, jak tylko pieszczeniem się dźwiękiempięknych słów i niczym więcej, jak tylko rozkoszą sennych rojeń i majaczeń.

KAZIMIERZ

patrzy na nią przeciągle

Obłędny ból przemawia przez ciebie, a zresztą masz słuszność, niezdolny jestem, a może za silny do waszej krwiożerczej miłości, jej krwiożerczej cnoty i jej krwiożerczej zbrodni...

Podnosi się i z wolna idzie ku wyjściu. Bronka patrzy za nim,potem podbiega do niego, chwyta go za rękę i ciągnie na powrótdo pokoju.

BRONKA

Nie odchodź, nie odchodź, mój bracie jedyny. Widzisz,już oprzytomniałam, tyś, tyś jeden przemówił do mojej duszy.Widzisz, ja też mam duszę, Kaziu, taką skołataną duszę, aledosyć dużą na to, by ogarnąć całą piękność i dobroć twoichsłów, by pomieścić chociaż cząstkę twojego smutku i twojejtęsknoty. Bo, powiedz szczerze, Kaziu, ty też tęsknisz?

KAZIMIERZ

Teraz nie, teraz nie. Przez ciebie dokonała się we mniemoja tęsknota.

BRONKA

powtarza bezmyślnie

Przeze mnie... przeze mnie... przeze mnie...

naglePrzeskakuje do wesołości.

Kaziu, czyś ty mi rzeczywiściemówił, że mnie kochasz?

KAZIMIERZ

zamyślony

Mówiłem.

BRONKA

I mówiłeś, że gardziłbyś mną, gdybym ci się odwzajemniła?

KAZIMIERZ

Mówiłem.

BRONKA

I mówiłeś, żeś za dumny, za czysty, by najlżejszą myśląpożądania skalać panią domu twych praojców i żonę bratatwego?

KAZIMIERZ

Mówiłem — i to jest całą treścią mej duszy.

BRONKA

chwyta go nagle za ręce

Och, ty, bracie mój.

Obejmuje nagle jego szyję, tuli jegogłowę do swych piersi, potem przechyla się na ramię Kazimierza na pól sennie.

Tak mi się dusza wyczerpała, takam senna,tak bym chciała, byś mnie kołysał, kołysał bez końca, do takiego cichego, wiecznego snu, boś taki nieskończenie, nieskończenie dobry...

Nagle zrywa się.

Kaziu, ty wiesz, czym ja jestem?

KAZIMIERZ

Wiem.

BRONKA

Powiedz mi, powiedz, czym jestem?

KAZIMIERZ

Białym, czystym śniegiem, który na zmarzłą grudę ziemiopadnie, ugrzeje, otuli tego trupa, dopóki nie odżyje, budzić się nie pocznie, i z ciepłego już łona, z ziarn, zda sięzmarzłych ziarn, nowe, świeże kiełki puszczać pocznie...

BRONKA

w zamyśleniu

A zdawało się, że to ziarno w ziemię zasiane dawno jużwymarzło.

KAZIMIERZ

Wymarzło w mrozie, wygniło w błocie...

BRONKA

Ziarno kiełkuje, a śnieg taje... Masz rację — jestem śniegiem.

Zrywa się nagle.

Dlaczego Ewa nie śpi? Słyszysz?

Kazimierz nasłuchuje.

BRONKA

Słyszysz? Teraz idzie po schodach na dół... Za chwilętu będzie.

Przechodzi nagle do sztucznej wesołości.

Ach, Kaziu, jaka ja dziwnie wesoła i szczęśliwa.

Obejmuje go w ramiona stara się go przechylać w tę i ową stronę.

Lulu, lulu,mój maleńki, lulu... No, śpijże wreszcie, niesforny dzieciaku.

W drzwiach staje Ewa i patrzy pozornie rozbawiona na scenę.

SCENA IV

BRONKA

patrzy na nią

Lulu, lulu, mój maleńki. No, nie chcesz spać, to powiedzprzynajmniej pannie Ewie: dzień dobry!

KAZIMIERZ

ze sztuczną wesołością

Dzień dobry, pani.

BRONKA

wita Ewę

Pomyśl tylko, Ewciu, jak zerwaliśmy się dziś wszyscywcześnie. Zdaje mi się, że to dzień Bożego Narodzenia... U nasbył taki zwyczaj, że ten dzień dzieciom rózgami przypominano, dlatego tak rychło zrywaliśmy się z łóżek.

EWA

Ależ, bój się Boga, to w Wielki Piątek, czy w WielkąSobotę.

BRONKA

E, to wszystko jedno... Patrz tylko na tego mego wielkiego, łagodnego, dobrego niedźwiedzia. Ach, to poczciwe Kazimierzysko...

KAZIMIERZ

Bronka obudziła się dziś w wybornym usposobieniu.

BRONKA

Masz słuszność... zdaje mi się, że jestem młodym dzieciakiem, gdym jeszcze pięła się na najwyższe szczyty topoli nadtym przeklętym czarnym stawem.

EWA

I znowu ten czarny staw?

BRONKA

macha ręką

E — wszystko jedno. Staw, nie staw, brzytwa czy szubienica, pod kołami pociągu czy też jak najprzykładniej w świeciew swoim łóżeczku... Śmierć śmiercią. Wszystko jedno, jaki kiedy...

urywa nagle

Patrz tylko, Ewciu, to poczciweKazimierzysko wygląda jak rosochata topola, ach nie, jak tenmój olbrzymi wuj, na którego plecach tak często otrząsałamsobie wnętrzności.

EWA

Coś ty taka wesoła?

BRONKA

chwyta ją za ręce, pieszczotliwie

Widzisz, Ewciu, ja mam często takie jakieś głupie smutki,głupie tęsknoty, którymi sobie i innym życie zatruwam, ale towszystko mija i wtedy jestem podwójnie wesoła...

trochę zmęczona

Ale patrz tylko, ten Kazimierz do niczego. Ach, jaki ty,Kaziu nudny, jaki nudny... Ewo, wiesz co, gdybyśmy tak razem teraz wybiegły do ogrodu, śnieg po pas głęboki... Och,co za rozkosz brnąć w tym śniegu, rozrywać go piersią i nogami, by tylko, co prędzej zakiełkowała ta martwa, a teraz już odchuchana ozimina...

EWA

udaje, że nie zważa, pobłażliwie

Bronka znowu szaleje. Teraz, w śnieg, w porannej sukni,w pantofelkach?

BRONKA

No i cóż z tego, jam zahartowana. A tyś przecie jużubrana... Chodź, kochana Ewciu, tyś taka zimna, tak marzniesz, a ja cię tak w śniegu rozgrzeję. Całymi garściami śniegubędę tarła twoją twarz, będę myła śniegiem twoje włosy, ach,gdybyś ty wiedziała, jak śnieg umie przytulić, odchuchać, rozgrzać zziębnięte ręce i wymarzłe serce...

EWA

Nie, Bronko,

zawsze z tym samym tajemniczym uśmiechem

ja nie potrzebuję śniegu, mnie dobrze z moimi zziębniętymi rękami i zmarzłym sercem. Mojej duszy jeszcze żadenśnieg nie potrzebował przyprószać, by ją ogrzać.

BRONKA

patrzy na nią przeciągle

Nie? Rzeczywiście nie?... No, to chodź, Kaziu, to razem w śnieg polecimy, a pozwolisz się kulać w śniegu? Takiego cudnego bałwana z ciebie zrobię.

ilustruje gestami

Tu cidwa węgle włożę, będziesz miał oczy, tu ci kawałek błota przylepię, będziesz miał nos, a tu zrobię tak i będziesz miał usta,taką fajkę ci do ust włożę... Och Ewciu, Ewciu, że tyz nami iść nie chcesz. No, chodżże, Kaziu, chodź

Ciągnie Kazimierza za sobą.

Ewciu, Tadeusz tu zaraz przyjdzie.

Wybiegado przedsionka razem z Kazimierzem.

Głos Bronki z przedpokoju.

Tadeusz! Tadeusz! Ewa sama, przygotujcie nam śniadanie.

SCENA V

Ewa sama — podchodzi ku oknu, patrzy chwilę, uderzając palcamiw szybę, zimna i surowa, podchodzi do kominka, rozgrzebuje haczykiem żar, potem siada nieruchoma, wpatrzona w ogień.

SCENA VI

TADEUSZ

wchodzi, rozgląda się po pokoju, podchodzi do Ewy, bierzefotel i siada obok

Powiedzieć ci dzień dobry?

EWA milczy.

TADEUSZ

Spytać się ciebie, kto mnie wołał?

EWA

podnosi sennie głowę

Bronka cię wołała. Pobiegła w rannej sukni i w pantofelkach bawić się z Kazimierzem w śniegu... Mówiła, że to pięknie brodzić w śniegu po pas, rozrywać swoją piersią fale śniegu... Nie lękasz się, że się zaziębi?

TADEUSZ

jakby we śnie

To wszystko jedno.

EWA

Nie jesteś zazdrosny o Kazimierza?

TADEUSZ

patrzy na nią, ale nic nie odpowiada

EWA

Gdzie byłeś teraz?

TADEUSZ

Sam z sobą.

EWA

Przy mnie, ze mną?

TADEUSZ

wściekły

Nie, mówię ci: byłem sam z sobą.

EWA

głaszcze go po rękach

Dlaczego się tak wściekasz, że odtąd już raz na zawszemusisz zostać ze mną i wiecznie być przy mnie.

TADEUSZ

Być z tobą? Przy tobie? Śmierć mi stokroć razy milsza.

EWA

zamyślona

Gdym weszła w twój dom — ach nie nie, nie o tym chciałam mówić. Tak, ta chwila... To była jedna tylko chwila...Wtedy, gdyś wrócił, a ja stałam w tym oto pokoju, nie słyszałam coście mówili z sobą, ale czułam, że jesteście szczęśliwi,zawahałam się chwilę, zanim przestąpiłam Romowe waszegoszczęścia i spokoju.

TADEUSZ

jakby się ze snu budził

Gdzie Bronka?

EWA

Bronka poszła sama i z dobrej woli rozorywać śnieg, byozimina zasiana w grudzie zmarzłej twojej duszy prędzej kiełkować mogła.

TADEUSZ

waha się, patrzy na nią, patrzy w ogień, a potem nagle

Czegóż więc chcesz?

EWA

twardo

Czego? Ty jeszcze nie wiesz, czego?

Chwila milczenia.

TADEUSZ

To się nigdy nie stanie!

wściekły

Prędzej ci głowę skruszę, prędzej cię jak robaka zdepczę, sam sobie z tęsknoty zatobą, ty wściekły szatanie, łeb rozbiję, zanim bym pozwolił,żeby się to stać miało.

EWA

patrzy z zachwytem na niego

Jakiś ty piękny, że mnie taką straszną siłą kochasz.

TADEUSZ

chwyta ją za ręce

Nienawidzę cię.

EWA.

Wiem o tym i tym więcej kocham twoją miłość.

TADEUSZ

Nie wypieram się mojej miłości, nie wypieram się mojejstrasznej, strasznej tęsknoty za tobą, ale tej ofiary dla ciebienie poniosę, i to, przysięgam ci, nigdy, nigdy się nie stanie.

EWA

Stać się musi.

TADEUSZ

przerażony z tłumionym okrzykiem

Raz jeszcze ci powiadam, nigdy, nigdy.

EWA

nieruchoma, z szeroko rozwartymi oczyma

Dziś jeszcze się stanie.

Słychać gwar na korytarza, parę kłócących się głosów.

TADEUSZ

nasłuchuje

Co to ma znaczyć?

dzwoni.

Po chwili wchodzi lokaj.

SCENA VII

TADEUSZ

Co to za hałas i kłótnia?

LOKAJ

Wielmożny panie, to przyszła jakaś kobieta i chce się koniecznie z wielmożną panią widzieć.

TADEUSZ

Dlaczego nie kazałeś jej puścić do kuchni i poczekać?

LOKAJ

Powiedziałem jej, ale ona nie chce iść do kuchni; mówi, żema takie same prawo do wielmożnej pani, jak rodzona jej matka.

TADEUSZ

przeciera sobie czoło

Wpuść ją

Lokaj wychodzi.

Pauza.

SCENA VIII

Wchodzi obca kobieta, posępna, rozgląda się, a potem mówi spokojnie,bez śladu uniżoności.

MAKRYNA

Nie chciano mnie tędy wpuścić, kazano mi wejść dokuchni i czekać, ale ja mam prawo wchodzić tymi drzwiami,przez które do domu pana panowie i panie, a choćby najwięksimocarze tego świata wchodzą.

TADEUSZ

podchodzi przerażony do niej

Co to ma znaczyć?

EWA tyłem odwrócona do Tadeusza i do Makryny wybucha nagieśmiechem.

TADEUSZ

nie słysząc śmiechu Ewy, chwyta za rękę Makrynęw coraz większym lęku

Mówcie przecież, co to ma znaczyć.

MAKRYNA

wskazuje palcem na Ewę i mówi bardzo spokojniei poważnie

Ja tę panią znam i ona mnie dobrze zna.

Ewa przestajesię śmiać, ogląda się nagle i mierzą się spojrzeniem.

Pan pozwoli, że ja tu sobie w kącie usiądę i poczekam, aż moja pani przyjdzie, żona pańska — to najdroższe dziecko moje, które wypieściłam i wychowałam.

Siada w kącie, przy drzwiach, Tadeusz cofa się ku Ewie, ale Ewa, już znowu odwrócona do komina, nie widzi go. Nagle wbiega Bronka, cała ośnieżona,rzuca się na Tadeusza i obejmuje go z całej siły ramionami.

SCENA IX

BRONKA

Rozgrzej mnie, Tadziu. W ogień mnie włóż, drżę na całym ciele. Tadziu, rozgrzej mnie.

TADEUSZ

uwalnia się z jej uścisku

Niańka twoja przyszła.

BRONKA

odskakuje przerażona od Tadeusza, rozgląda się dokoła,widzi nagle kobietę, która z swego miejsca powstała, rzuca sięku niej

Ty, ty, moja jedyna, ty, matko moja kochana! Ach, jakdobrze, żeś przyszła! O, jak dobrze, że tu jesteś!

Zasłona spada.

Koniec aktu trzeciego.

AKT CZWARTY

SCENA I

Za oknami bieleje śnieg w mroku popołudniowym późnej zimy, na scenę wchodziz wolna Bronka zbolała i jakby męką oszołomiona, trzyma w ręku zmięty list, podchodzi ku oknu, patrzy długo w park, a potem rozwija list, głaszcze go rękamii czyta, tyłem do publiczności odwrócona.

BRONKA

cichym szeptem czyta

„Moja ty jedyna, najukochańsza Bronko...”

Opuszcza list i kwili.

„jedyna Bronka, mój Boże... A tak, tak, jedyna. Prawda, prawda, jedyna, jedyna na całym świecie.

Odwraca się.

Tak,to rzeczywiście prawda. Ja teraz rzeczywiście sama jedna naświecie... A! Makryna, Makryna!

Dzwoni, patrzy błędnie przedsiebie.

Makryna, piastunka — siostrę też wypiastowała, potemdo trumienki włożyła... och, ten staw, ten czarny staw...

SCENA II

LOKAJ

wchodzi

Wielmożna pani dzwoniła?

BRONKA

Tak, każ niech ludzie zmiotą śnieg ze stawu...

LOKAJ stoi i milczy.

BRONKA

niecierpliwie

Czegóż czekasz?

LOKAJ

Wielmożna pani, była tak straszna zamieć przed paru godzinami, że śnieg leży na metr wysoki, robota parę godzinpotrwa.

BRONKA

niecierpliwie

Co to ma znaczyć. Całą wieś zwołaj, staw musi być czysty jak szkło i każ przeręble wyrąbać, rybaka zawołaj, każ przygotować pochodnie, dziś będzie połów ryb.

LOKAJ

Zrobię, jak wielmożna pani rozkazała.

BRONKA

bardzo rozdrażniona

Ale to musi być zaraz, zaraz, zaraz!

LOKAJ kłania się i chce wychodzić.

BRONKA

Gdzie pan Kazimierz?

LOKAJ

Zamknął się w swoim pokoju i kazał powiedzieć...

BRONKA

Co kazał powiedzieć?

LOKAJ

Że dziś już nie zejdzie, bo musi pracować.

BRONKA

przeciągle

Ta-ak? Więc poprosisz go, żeby za chwilę zechciał tuzejść.

LOKAJ kłania się i chce znowu odchodzić.

BRONKA

A widziałeś pana?

LOKAJ

Wielmożny pan poszedł przed chwilą do lasu.

BRONKA

niespokojnie

Sam?

LOKAJ

Nie, z panią, która tu u nas jest.

BRONKA

patrzy na niego

Aha, no dobrze...

zamyślona

Poproś Makrynę, żeby do mnie przyszła, a pamiętaj, żeby jak najszybciej zmiecionośnieg ze stawu, wyrąbano przeręble i przygotowano pochodnie, a Makrynę poproś, niech zaraz przyjdzie.

Lokaj wychodzi.

SCENA III

BRONKA

sama, chwyta, się za głowę i chodzi po pokoju

Sama, sama, sama... On poszedł z Ewą... Kazio się zamknął... w całym domu Makryna i ja... ha... ha... ha...

Chodzi po pokoju.

I dwa dni temu byłam jego jedną, jedyną,a dziś, a dziś...

znowu rozwija list i czyta cicho

„tydzień zaledwie minął, a ja tak strasznie stęskniony za tobą, tak ciebiespragniony...

rzuca list na ziemię

kłamstwo! kłamstwo!

Pochwili namysłu schyla się i podnosi list, całuje go.

Nie, nie, tonie kłamstwo.

Pieści list, siada na otomanie.

Tak Bóg chciał,tak Bóg chciał...

SCENA IV

Wchodzi Makryna i stoi cicho przy drzwiach.

BRONKA

nie widząc Makryny, opada coraz więcej

Tak Bóg chciał.

Milczenie.

BRONKA

zrywa się nagle z przerażeniem

Kto tu jest?

Ujrzała nagle Makrynę.

Ach, to ty, Makryno, dobrze, dobrze, że tu jesteś.

Podchodzi ku niej, bierzeją za rękę i sadza obok siebie.

To bardzo dobrze, żeś przyszła, Makryno, bardzo dobrze...

Patrzy nagle bystro na Makrynę.

Powiedz mi tylko, skąd ci nagle ta myśl przyszła, iśćtyle dni w taką zawieję, w taki mróz, aby mnie odwiedzić? Tylelat nie myślałaś o tym, by zobaczyć to dziecko, dla którego odchwili sieroctwa byłaś najlepszą matką, skąd nagle?...

Przerywa i patrzy zdumiona na Makrynę.

MAKRYNA

zamyślona

O, to nie było nagle. Wychuchałam cię, strzegłam jakźrenicy w oku, byłam dla ciebie taką, że lepszą nie mogłaby byćrodzona matka dla dziecka.

BRONKA

Od kołyski mnie chowałaś... i gdy byłam taką małą, maleńką — swoim mlekiem mnie karmiłaś — wiesz, Makryna,nic a nic się nie postarzałaś i jesteś taka sama spokojna, dobra i cicha.

MAKRYNA

kiwa głową

Spokojna, dobra i cicha.

BRONKA

Makryna, czy pamiętasz, jak ostrożnie wyjmowałaś mniez kołyski, gdym była niespokojna, i całymi nocami chodziłaś zemną po pokoju i chuchałaś, i tuliłaś.

MAKRYNA

Pamiętam cię przed tym, zanim cię do kołyski złożyłam.

BRONKA

nagle

Co ty mówisz?

MAKRYNA

spokojnie

Znam cię, zanim na świat przyszłaś. Tuliłam cię, pieściłam, całowałam, by cię do życia ocknąć.

zamyślona

Terazprzychodzę, by te same powieki, które moim pocałunkiem dożycia budziłam, zamknąć, zamknąć... ale już nie pocałunkiem,tylko tymi, tymi palcami...

BRONKA

zrywa się

Czy ja śnię?

MAKRYNA

Czy ty śnisz? A czymże jest życie? Snem we śnie... Tosamo światło gwiazdy jakiejś, które cię do życia budzi, wędruje,wędruje błędne i nieświadome swych przeznaczeń ani przeznaczeń ludzi, na których swą łaskę zlewało, gdy na świat przychodzili, a potem wraca po wielu, wielu latach, by zniszczyćżycie, które wskrzesiło.

BRONKA

posuwa się z wolna do dzwonka

MAKRYNA

z uśmiechem

Czemu ty się mnie lękasz? Chcesz wołać swoich lokai.Może byś mnie stąd wypędzić chciała...? Chwyta Bronkę zarękę.

BRONKA

z przerażeniem

Jaka twoja ręka zimna, jaka zimna...

MAKRYNA

patrzy na nią czule

Bronka, jak mi teraz swego ojca przypominasz... Wtedysiedział w swojej pracowni, siedział, a nagle jakby piorun weńuderzył, zerwał się...

BRONKA

Czemu się zerwał?

MAKRYNA

Twoja siostra się utopiła...

BRONKA

Co? co? co?

MAKRYNA

Twoja siostra się utopiła. Sama ją ze stawu wyłowiłam,z takiego samiuteńkiego, jak ten wasz przed oknami. Wzięłamna rękę biedne trupiątko: chuchałam, ogrzewałam, tuliłam, całowałam — nic nie pomogło... Obudziłam ją do życia pocałunkiem, a zgasłe powieki palcami moimi zamykałam... Twój ojciec stał we drzwiach werandy jak słup kamienny, tyś leżałatwarzą w trawę wtulona, gdy z tym moim kosztownym ciężarem przeszłam obok ciebie.

BRONKA

patrzy na Makrynę wpół błędnie

Makryna, zdaje mi się, że jestem chora, nie rozumiemtego, co mówisz. Na to obudziłaś siostrę moją i mnie pocałunkiem swoim do życia, by potem nam zimnymi palcami powieki zamknąć? Wszak tak powiedziałaś? Nieprawda? A potem mówiłaś, że są takie gwiazdy, które ludzi budzą do życia,idą dalej błędną drogą ciemnych przeznaczeń i wracają znowu,by zniszczyć życie swym własnym światłem wskrzeszone? Takpowiedziałaś? Ach, jakie piękne bajki opowiadasz... O, opowiedz mi tę jedną; czekaj — czekaj... ja taka dziwnie senna...Prawda! Są takie gwiazdy, które rwą, ciągną, szarpią człowieka,trzeba iść za nimi wzwyż ku niebu, w dół ku otchłani; wszerzpo wszystkich oceanach, ale trzeba iść za nimi, trzeba...

Tuli siędo Makryny.

On poszedł za swoją gwiazdą, a ja, Makryno,ja... samiuteńka; wszak weźmiesz mnie na swoje ręce i poniesiesz mnie w swoich ramionach, by złożyć mnie u stóp mojegoojca. Siostrę zobaczę... matkę zobaczę... Makryno, tyś taka spokojna i dobra, i cicha... Och, jaka ja senna... Siedź przy mnie,Makryno...

Słania się, wyciąga się na otomanie. Zamyka oczy.

MAKRYNA wstaje po cichu, patrzy na nią, a potem wychodzipoważnie z pokoju.

Chwila głębokiego milczenia. Bronka zdaje się spać, wchodziKazimierz, podchodzi do Bronki.

SCENA V

KAZIMIERZ

Bronka, co tobie jest?

BRONKA

jak ze snu zbudzona

Och, Kaziu, Kaziu, jak to dobrze, żeś przyszedł.

KAZIMIERZ

Broniu, czy ty spałaś?

BRONKA

Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Moja głowa taka ciężka, a ja taka sama, samiuteńka. Tadeusz poszedł z Ewą do lasu,a ja taka sama. Kaziu, czemu ja taka sama?

KAZIMIERZ

i lękiem

Przecież Makryna była tu przy tobie?

BRONKA

przecierając oczy i skronie

Makryna? Co ty mi mówisz? Makryna? Śniła mi sięMakryna, śnił mi się mój ojciec, śniła mi się moja matka...Kaziu, Kaziu, moja matka mi się śniła! Wiesz, jak to było:szłam, szłam, szłam jakimś pustym, stromym ugorem. Wokółw szarym mroku tylko krzyże majaczą, a naraz, na drodze, siedzi jakaś kobieta, nie widziałam, nie słyszałam nic, tylko czułam, że tam moja matka siedzi i tuli do łona jedno zmarłe dziecko. Ha — ha — ha! Kaziu, czemuś ty taki przerażony? Słuchaj — i patrzy, jak drugie dziecko błądzi bosymi nogami poprzezcierniste ścieżki i ścieżyny... z mozołem w górę, w górę. I takidę i idę, jakby mnie ktoś wlókł przed siebie. A wtem matkamoja opuszcza dziecko, które do siebie tuliła i wyciąga domnie ramiona, a ja już śmiertelnie znużona rzucam się na pierśmatki... naraz, naraz, jakby wiatr całun mgły z niej zwiał, i leżę w strasznym, żelaznym uścisku kości i piszczeli trupich...O...!

KAZIMIERZ

Broniu, Broniu, tyś chora.

BRONKA

Ha... ha... ha... chora, chora. Co to znaczy być chorą?!

Patrzy na Kazimierza długo, a potem mówi tajemniczo.

Kaziu,Kaziu, mówiłeś mi dziś rano, że mnie kochasz. Czy mi się śniło,czy to rzeczywiście prawda, żeś mi mówił, że mnie kochasz?

KAZIMIERZ

A tak, tak, mówiłem ci i raz jeszcze ci to powtarzam, żecię kocham.

BRONKA

Ach, jak to dobrze, że ty mnie kochasz. Ty mnie nie opuścisz. Kaziu? Wszak nie?

KAZIMIERZ

Nie.

BRONKA

A wiesz ty, dlaczego mnie Tadeusz opuścił?

KAZIMIERZ

Wiem.

BRONKA

I ja też wiem. Wszak tak, Kaziu, nieprawdaż?

KAZIMIERZ

Co?

BRONKA

Ja byłam śniegiem, takim dobrym białym śniegiem, co tulibiedną ziemię, rozgrzewa ją, czy nie tak, Kaziu?

KAZIMIERZ

zamyślony.

Tak... A może byłaś dobrą, kojącą ręką, co przytuliła jakiegoś zranionego ptaka... tak mu było dobrze przy tobie, dopóki był chory, a teraz mu skrzydła nowym pierzem porosły —mięśnie wzmocniały i gotuje się do lotu... gotować się nie potrzebuje, bo już strzepnął swoje skrzydła...

BRONKA

przerażona

Nie mów, nie mów tego!

KAZIMIERZ

rozdrażniony

Otóż właśnie będę o tym mówił. Tadeusz odleci od ciebiez Ewą.

BRONKA

Z Ewą? Z Ewą? Kto to jest Ewa? Czym ona jest!

KAZIMIERZ

Kto to jest, czym ona jest? Moim snem, twoją bolesnązmorą, a piekielnym pragnieniem Tadeusza. Tym, otóż tym jestEwa.

uśmiecha się

Jeszcze nie rozumiesz? Więc słuchaj: Ewajest moim snem, bo potrzebowałem jej na to, by cię ujrzećw całej twej sile i piękności. Dla ciebie jest Ewa lękiem i przerażeniem, bo czujesz, że cię w czarną otchłań rozpaczy prowadzi, czujesz, że ci porywa Tadeusza, dla którego jest piekielnym pragnieniem jakiejś wielkiej mocy i potęgi, jest niepokojącą tęsknotą, która go zawsze rwała wzwyż — wzwyż kuniebu.

BRONKA

zrywa się i prostuje

Patrz, jam silna, jam dosyć mocna i zimna, by ją i jegozniszczyć, stratować! Ja silniejsza od nich wszystkich. Ja rozszarpię i zabiję ją, bo ja jestem jedyną, jedyną jego tęsknotą!

KAZIMIERZ

Oszczep jego tęsknoty wybiegł poza ciebie.

BRONKA

oszalała

Ale, Kaziu, patrz na mnie, patrz! Patrz, jam też młoda,piękna... wieczność całą powtarzał mi to słowo: jakaś ty piękna. Dlaczego jego tęsknota ma wybiec poza mnie?

KAZIMIERZ

ujmuje jej ręce i mówi cicho, i łagodnie

Dla mnie jesteś piękną i wielkim a świętym ukojeniem...

BRONKA

patrzy na niego, a potem nagle

Kusisz mnie?

KAZIMIERZ

Nie, Bronka, nie, już ci dziś rano powiedziałem, że gardziłbym tobą, gdybyś mi była wzajemną, ale ja cię kocham takąpiękną, jaką jesteś w całej twojej niemocy i rozpaczy... Cośzłego się dzieje w tym domu, a ja chcę ci być bratem, przyjacielem, czym chcesz...

BRONKA

Kaziu, czy ty naprawdę to mówisz?

KAZIMIERZ

Nie znasz mnie na tyle?

BRONKA

głaszcze go

Znam cię, Kaziu, znam. Ja jedna, jedyna na świecie, i tyśjeden, jedyny... ciebie nie kocham, ale kocham twoją dobrą,piękną miłość. Powiedz mi, Kaziu, co to znaczy, żem takasenna, taka zmęczona?

KAZIMIERZ

tkliwie

Całą noc nie spałaś.

BRONKA

Och, jak ja go męczyłam i jak on mnie męczył.

KAZIMIERZ

Co ci mówi!?

BRONKA

Nic, nic, nic. By! dobry, był słodki, był kochany, zrozumiałam tylko, że oszczep jego tęsknoty padł daleko, daleko poza mną.

nagle z krzykiem

Kaziu, gdzie Tadeusz?

KAZIMIERZ

Poszedł z Ewą do lasu.

BRONKA

nagle, zamyślona

Poprzez lasy, poprzez góry, poprzez morza... Ach, i poprzez Bronkę, poprzez tę jedyną, ukochaną Bronkę, a teraz takąosamotnioną Bronkę, dokąd? dokąd?!

KAZIMIERZ

głaszcze jej ręce

Nie wiem.

BRONKA

Kaziu, Kaziu, czy mi się śniło, ale zdaje mi się, że Makryna tu była?

KAZIMIERZ

Otarłem się o nią w korytarzu.

BRONKA

Ta-a-k? Otarłeś się o nią?... Powiedz, czym tyjesteś?

KAZIMIERZ

uśmiecha się tajemniczo

Ha... może bratem Makryny, bo nikt ciebie tak nie kochał i nie kocha, jak Makryna i ja.

BRONKA

To prawda, to prawda.

KAZIMIERZ

Prawda, z daleka przyszła Makryna do ciebie, z dalekaprzyszedłem ja do ciebie, by ci powiedzieć, że cię kocham...

Milczenie.

BRONKA

Tak, tak, ty i Makryna.

SCENA VI

Lokaj wchodzi.

LOKAJ

Wielmożna pani, śnieg odmieciony.

BRONKA

Och, jak ci jestem za to wdzięczna... Przeręble wyrąbane?

LOKAJ

Tak.

BRONKA

Rybaków kazałeś zwołać?

LOKAJ

Tak.

BRONKA

Pochodnie przygotowane?

LOKAJ

Tak, wielmożna pani.

BRONKA

Dziękuję. Możesz iść.

Lokaj wychodzi.

SCENA VII

KAZIMIERZ

Co to ma znaczyć?

BRONKA

Nic nie ma znaczyć, idę na połów ryb...

badawczo

Kaziu, idziesz ze mną?

KAZIMIERZ

Pojdę, gdzie chcesz.

Milczenie.

BRONKA

nagle wesoła

Pamiętasz naszą cudowną przejażdżkę po stawie wczoraji przedwczoraj?

KAZIMIERZ

zamyślony i w dal wpatrzony

Pamiętam.

BRONKA

szybko, potem coraz wolniej

Coś tak się nagle zamyślił i tak wpatrzył w siną dal, dalśniegu i w te czarne ugory, na których zakiełkuje zielona ozimina, gdy śnieg zniknie...

KAZIMIERZ

gdyby echo

Gdy śnieg zniknie...

BRONKA

Kaziu, ty mnie rzeczywiście kochasz?

KAZIMIERZ.

Kocham!

BRONKA

Ale ty wiesz, że ja tylko Tadeusza kocham?

KAZIMIERZ

Wiem.

BRONKA

I tyś taki piękny, że mógłbyś mną gardzić, gdybym ci byławzajemną?

KAZIMIERZ.

A tak, gardziłbym tobą, gdybyś mi jednym, jedynym ruchem wzajemność okazała.

BRONKA

Ale gdybym cię o coś bardzo, bardzo prosiła, czy jesteśw stanie to spełnić?

KAZIMIERZ.

Co?

BRONKA

badawczo

Nawet to?

Chwila milczenia, patrzą długo na siebie.

KAZIMIERZ

zamyślony

Wszystko, wszystko.

BRONKA

nagle

Gdzie są łyżwy?

KAZIMIERZ

Na co łyżwy?

BRONKA

Dla pozoru, dla pozoru...

KAZIMIERZ

Dobrze. Jak chcesz.

BRONKA

Niech się stanie.

KAZIMIERZ

Hm. Niech się stanie.

BRONKA

w najwyższym przerażeniu

Ma się stać?

KAZIMIERZ

Tak!

uśmiecha się

Ale po cóż kazałaś zwoływać rybaków?Na co ludzie? Pochodnie?

BRONKA

patrzy na Kazimierza

Prawda, prawda! Przecież to można wszystko tak zrobić,że nikt nie będzie wiedział. Ha, ha, ha, co za głupi pomysł!Gotowi jeszcze człowieka w ostatniej chwili wyratować —ha, ha, ha — och, co za głupią komedyjkę podyktowało mi mojerozżalone serce... Dzwoni.

SCENA VIII

Lokaj wchodzi.

LOKAJ

Co wielmożna pani rozkaże?

BRONKA

Powiedz, że nie będzie dziś połowu ryb. Jutro rano — jutro rano — rozumiesz?

LOKAJ

zdziwiony

A już wszystko przygotowane.

BRONKA

To bardzo dobrze. Ale dopiero jutro rano odbędzie siępołów ryb — ha, ha, niezwykłych ryb...

LOKAJ

Więc pochodnie niepotrzebne?

BRONKA

Czyś mnie jeszcze nie zrozumiał?

LOKAJ

Rozumiem, wielmożna pani. Ale staw już zamieciony.

BRONKA

Bardzo dobrze.

LOKAJ

Przeręble wyrąbane.

BRONKA

Jeszcze lepiej.

LOKAJ

Więc odwołać?

BRONKA

Przecież ci to już tysiąc razy powiedziałam.

LOKAJ kłania się i wychodzi.

SCENA IX

KAZIMIERZ

Więc chodźmy!

BRONKA

Chodźmy! — Tobie przecież wszystko jedno, czy tu, czytam będziesz się nudził? Śmieje się histerycznie.

KAZIMIERZ

Jak najzupełniej — no a zresztą moją osobą upozoruję jak najpiękniej dziwny, a raczej bardzo zwyczajny wypadek, żedwoje ludzi dostaje się pod przerębel. Śmieją się.

KAZIMIERZ

Nawet testamentu pisać nie potrzebujemy...

BRONKA

zbiera się nerwowo

Ha, ha, ha — bez testamentu, bez testamentu... Już jesteśgotów?

KAZIMIERZ

Dawno już.

BRONKA

Chodźmy, chodźmy... Ogląda się dokoła, żegna pokójwzrokiem — wychodzą.

SCENA X

Scena przez chwilę pusta. Wchodzi Makryna, rozgląda się po wszystkich kątach.

MAKRYNA

Poszli, już poszli... Moje żniwo... moje żniwo... jednąniosłam na moich rękach... a teraz drugą... drugą...

Podchodzi do otomany, obchodząc z wolna dokoła pokój.

Tu siedziałten kochany, biały gołąbek... tu... A ją najwięcej kochałam...

Obchodzi dalej pokój, po kolei dotyka mebli.

Tu... tu mojagołębica kryła swoje łzy.

Podchodzi do fotelu.

Tu jeszcze dziśrano siedziała Bronka... Bronka... Bronka... I już nie wróci,nie wróci... I ten piękny sokół nie wróci... Tak stać się musiało... Białe widmo jej matki chodzi po pałacu i woła... woła... Nie wrócą już, nie wrócą już nigdy... A teraz ja tu już pozostanę...

Siada nieruchoma i pozostaje.

Zasłona spada.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.