drukowana A5
28.59
Judasz

Bezpłatny fragment - Judasz

Objętość:
165 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0760-0

TEMAT:

XXVI, 6. A gdy Jezus był w Bethanii, w domu Symona trędowatego,

7. Przystąpiła do niego niewiasta, mając alabastr olejku drogiego, i wylała na głowę Jego, gdy u stołu siedział.

14. Tedy odszedł jeden ze dwanaście, którego zwano Judaszem Iszkariotem, do przedniejszych kapłanów,

15. I rzekł im: Co mi chcecie dać, a ja Go wam wydam?

16. A od onąd szukał pogody, aby Go wydał.

Evang. sec. Mat.

OSOBY:

Judasz, lat około 40

Sella, lat 16, córka Judasza

Ada, lat 17, córka Judasza

Mawiael, lat 16, syn Judasza

SzalonaNawrócona, lat 20

Jakób Zebedeuszów

Jan Zebedeuszów

Piotr

Andrzej

Mateusz

Symeon, znajomy Judasza

Ebal, lichwiarz

Lamech, sługa gminny

Nun i Kul, słudzy domowi

Sąsiedzi i sąsiadki Judasza

Przekupnie i przekupki

Młodzieńcy: Rzymianin, Egipcjanin, Assyryjczyk

FIGURY WIZYJNE:

Nieznany

Kaifasz

Annasz

Rada

Matka Judasza

Tłum dzieci, kobiet i mężczyzn

AKT PIERWSZY

Przed domem Judasza. Pod drzewem ławka, stół. Pod zachód słońca. Okolica pusta i posępna. Widok na jałowe wzgórza.

SCENA I

Judasz, niezamożnie, ale i nieubogo ubrany. Płaszcz na ramionach. Czarne włosy i broda. Wyraz twarzy posępny, odstręczający. Symeon, dobrotliwy staruszek z kijem podróżnym. — Siedzą pod drzewem.

JUDASZ

Dług mam zapłacić Ebalowi,

trzy srebrne — termin dziś już trzeci.

SYMEON

Nie masz?

JUDASZ

      Skąd? Wszystko zjedzą dzieci

i —

macha ręką z niechętną rezygnacją.

SYMEON

      Cóż więc poczniesz?

JUDASZ

      Że odmówi

czwartej odwłoki, z góry wiem.

SYMEON

Hm...

JUDASZ

      Szkołę jeszcze mi gotowi

zamknąć, że długów nie wypłacam.

Na uczyciela nie wypada — —

zły pogłos...

SYMEON

      Hm... No, a sąsiedzi?

JUDASZ

Z sąsiedztwem tylko wieczna zwada.

Jak zwykle... Com pożyczył, zwracam,

nie dziś, to jutro. I nie zjem,

a płacę, com gdzie winien komu.

Dziś darmo głowa mi się biedzi,

przyjdzie się gorzko najeść sromu,

a może nawet ruszyć z domu...

SYMEON

Zaś by cię wygnać z domu miał?!

Lichwiarz przeklęty!

JUDASZ

      Żebym dał

choć co — lecz groszam nie dał dotąd...

Com za naukę dzieci wziął —

macha ręką z niechętną rezygnacją.

SYMEON

Hm...

JUDASZ

wskazując na gardło

      Już mam tego potąd! potąd!

Niech Szatan!...

SYMEON

Nie trza, abyś klął!

JUDASZ

Więc co?! Mam może błogosławić?!

Już mnie tak nędza życie dławi,

że rad bym czartu je zastawić,

jeśli mnie od tej nędzy zbawi!

SYMEON

Biedny nie jesteś —

JUDASZ

      Biedy nie ma — —

ja jedną łyżką, inni trzema.

SYMEON

Nie trza zazdrościć, bracie, komu.

JUDASZ

Lecz mnie strach sromu — strach mi sromu...

Już dość przez dzieci — jeszcze i to —

niespłatny dłużnik — zbędę szkoły —

a wtedy jeno zagiąć poły

i w żebry —

SYMEON

      Hm...

JUDASZ

      Niech grom zatrzaśnie!

Bodaj mnie żywcem w ziemię wryto,

niźli doczekać tego właśnie

na ludzki śmiech, urągowisko!

Po całym życia znoju, trudzie...

SYMEON

Zaś by tak mieli źli być ludzie?

Pomogą raczej —

JUDASZ

      Starcze, drwisz,

czyli udajesz niedorostka

z cielęcem okiem, z gęsią szyją?!

Kiełźnij się tylko nogą z mostka,

pchną, byś miał wodę głowy wzwyż!

Ludzki świat to jest gnój, śmietnisko!

Ludzie pomogą — bo dobiją!

SYMEON

Gorzkie są słowa te —

JUDASZ

      Prawdziwe.

Tak mówi, kto zna sprawy świata.

SYMEON

Słuchajże... widzisz... bo to lata,

tych zębów nie ma, tamte krzywe,

człek więcej żyje już nabiałem,

otóż więc chciałem, u Anera,

wiesz, krowę ma, syryjka szczera,

cisula, łaty tak — łaciata —

posuwa rękę niby wzdłuż grzbietu

mleko, jak złoto — otóż chciałem

kupić, bo to wiesz, człowiek stary —

JUDASZ

niecierpliwie

Aha; więc co? co?

SYMEON

      Otóż chciałem

kupić — bo to mi nie do wiary

robi —

JUDASZ

j. w.

      Aha —

SYMEON

      Za darmo nie da,

jakiś tam grosik uciułałem —

JUDASZ

j. w.

Więc co?! Więc co?!

SYMEON

      Poczkajże, bracie;

więc wziąłem z domu —

JUDASZ

kończąc niecierpliwie

Pieniądze.

SYMEON

      Tak.

A gdy ci, bracie, dzisiaj brak,

i kiedy cię przycisła bieda,

otóż — schowane mam w tej szmacie —

wydobywając z za pazuchy

poczkajże — zaraz... gdyś w kłopocie,

weź —

wydobywa z zawinięcia pieniądze.

JUDASZ

zdumiony

      Ty byś — tyle mi pożyczył?!

SYMEON

rozdzielając pieniądze

Otóżem właśnie miedź odliczył —

JUDASZ

Trzy srebrne!... Tyle, ilem dłużen!

SYMEON

Tylko kiedy byś zwrócić mógł?

JUDASZ

O Symeonie! Niech ci Bóg

nagrodzi! Niech pomnoży w krocie!

Dzień twój niech będzie troski próżen!

SYMEON

zadowolony

Lecz kiedyż mógłbyś?

JUDASZ

      W dwa miesiące —

jak ziemię widzisz i to słońce,

co teraz za górami schodzi.

SYMEON

Pamiętaj, — bo to ludzie młodzi

często najmniej to pamiętają,

kiedy, co winni, oddać mają.

JUDASZ

niecierpliwie

Niech Bóg nagrodzi po sto razy!

Idziesz już?

SYMEON

      Pójdę dać zadatek.

Kwiatek nie krowa! A co płatek

to inny! No, bywaj mi zdrowy —

a gdzież to dzieci?

Judasz macha ręką z niechętną rezygnacją.

      Nie w posłuchu?

JUDASZ

Serce na piętach — a świat w brzuchu —

klątwa — na sercu mojem głazy —

SYMEON

Co —

JUDASZ

j. w.

      Czuję, widzę —

SYMEON

chcąc umknąć

      Ja już pójdę —

JUDASZ

Ręka dosięgnie mnie Jehowy —

grzeszyłem — wiem, że Mu nie ujdę —

SYMEON

kiwając głową przystaje

Czwartegoś nie czcił przykazania —

JUDASZ

Ściga mnie krzywda matki, ojca —

ty wiesz —

   jam bił —

      dzisiaj ta dwójca

swej pomsty czeka i karania...

SYMEON

Jam ci to nieraz gadał, bracie....

Jak jastrząb krwi, tak życie chciwe

zemsty i w zemście nie leniwe...

JUDASZ

Już mści się...

SYMEON

      Możeć lepiej by szło,

gdybyś zaś żonę pojął wtórą —

sam jeden siedzisz z dziećmi w chacie,

samemu w życiu jest ponuro.

JUDASZ

Samemu w życiu jest żałoba,

samemu w życiu jest tęsknica,

samemu oko świeci łzą

samemu więdną lica...

SYMEON

Pojmij —

JUDASZ

      Nie mogę...

SYMEON

      Przeczże?

JUDASZ

wskazując na piersi z rozpaczą

      Tu

jest żar, co pali...

po chwili

      O ramiona!

O duszo moja utęskniona!...

O miłowanie utracone!...

O tęskna nocy!... Tęskny dniu!...

O dolo moja nieszczęśliwa!...

SYMEON

Mówię ci, pojmij wtórą żonę —

JUDASZ

Jać mam.

SYMEON

zdumiony

      Gdzie?!

JUDASZ

      Śmiercią się nazywa.

SYMEON

Tyś, bracie, spragnion miłowania —

JUDASZ

posępnie

Jam godzien ukamionowania.

SYMEON

Wyrzutyć dręczą —

JUDASZ

po chwili głośno do siebie

      O miłości,

stracona, wiecznie pożądana!

po chwili

Jam cię pogrzebał... Żal rwie kości!

Nie zmartwychwstaniesz...

SYMEON

zabierając się

Chwalmy Pana

i poszukujmy szczęśliwości,

bo na to na świat jest posłana

i tego duch pożąda nasz.

JUDASZ

Lecz pojrzyj na mnie — na mą twarz!

Ona jest klątwą piętnowana!

Gdym w Jeruzalem w paschę był —

a byłem jeszcze młodym chłopcem —

gdziem się pokazał — zaraz szmer:

złodziej... Jakąem wściekłość krył —

a i ból jaki!... W oku obcem

myśl taką budzić — na pierwszy zer...

W końcum się chował, jak bity pies...

Złodziej... Wiesz, żem wsze uczciw był...

Złodziej!... tym szeptem w twarz mi pluto!...

SYMEON

Na złość ci jeno robił bies...

JUDASZ

nie zwracając uwagi

Obliczem z ludzi mnie wyzuto —

napiętnowano — i kto? Bóg...

wstrząśnięty

I słuchaj — miewam straszny sen —

straszny sen — czasem mi się zdaje,

że ile w świecie ścieżek, dróg,

chodników: zewsząd, przez wsze kraje,

pielgrzymi idą, idzie tłum

przez wieki, wieków wieki — hen —

wszyscy drży na całem ciele — zimny mnie zlewa pot —

wszyscy... urywanie

      przeciwko mnie...

      z rękoma

wyciągniętemi...

      w górą — wzwyż

podniesionemi —

z wysiłkiem

      z klątwą...

po chwili

      Szum

okropny w uszach... w sercu młot —

zjawa okropna — półwidoma,

kryjoma pół — i jakiś krzyż —

krzyż jakiś we mgle — w górze — gdzieś

nad mną — jak orzeł —

SYMEON

dając pieniądze, przerażony

      Bracie — weź —

muszę już...

wychodzi szybko.

Po wyjściu Symeona Judasz, który bezmyślnie bierze pieniądze, bezmyślnie je zawija w węzełek i zatyka za opasek, tak, że wiszą przewieszone i widoczne. Judasz stoi pod wrażeniem własnych słów chwilę. Lamech ukazuje się i schodzi ze wzgórza ku niemu.

SCENA II

Judasz, Lamech.

LAMECH

tęgi, z pałką w ręku, z dali

Hej tam! Judasz!

JUDASZ

      Co? Lamech?

LAMECH

      Ja.

Zwierzchność gminna mnie przysyła.

JUDASZ

Czego chcesz?

LAMECH

      Córka twa

Ada —

JUDASZ

poruszony

      Ada? Co?

LAMECH

      Dała zgorszenie.

JUDASZ

Ada się czego dopuściła!?

Kłamiesz! Łżesz!!

LAMECH

spokojnie

      Judasz, nie mów, że nie,

skoro ci prawda nie jest znana —

urzędowo naśladując sędziów, ordynarnie, z powagą, sucho

Ada w uczynku jest schwytana,

a że schwytana na uczynku,

już jej tem samem dowiedziono —

czy nie?

      Gdy zatem jest schwytana

i skoro dowód jest uczynku

o co została oskarżona:

ma być przez wieś we worze gnana,

stawiona oczom wszech na rynku,

gdzie, że jest jeszcze bardzo młoda,

karą jej będzie zimna woda:

czterdzieści wiader i śmiech ludzi.

JUDASZ

gwałtownie

O hańbo! Wstydzie! O boleści!

O podły płodzie ty niewieści!

LAMECH

Tak twoja córka się paskudzi;

twój syn Mawiael zaś u Sali

krawca skradł sukna postaw —

JUDASZ

      Boże!!

Łżesz! Kłamiesz!

LAMECH

niewzruszenie

      który tam schowali

kupiwszy —

JUDASZ

      Gorze mi!

LAMECH

      w komorze,

i ma być za to karan chłostą,

pletni czterdzieści ze spocznięciem,

ile że jeszcze jest chłopięciem.

JUDASZ

To wszystko kłamstwa! Niecne słowa!

Łżą! Breszą! Skarze ich Jehowa!!

LAMECH

Zwierzchności gminy jest ma mowa,

a ty się nie drzyj ponad miarę,

bo wół nie gada ze starostą.

Bądź zdrów.

JUDASZ

      Stój!

LAMECH

      Czego?

JUDASZ

      Nie pozwolę!

Ja jeden prawo karcić mam!

Ja ojciec!

LAMECH

obojętnie

      Dano taką karę,

bo twoje dzieci są zakałem,

wstydem i hańbą w mieście całem.

JUDASZ

Ty łotrze!!

LAMECH

j. w., poruszając pałę.

      Pilnuj się ty sam,

bo mówią: czyli winien w szkole

nauczać taki dzieci cudze,

co własne chował

znowu naśladując

      na bezecne

i które niecny płodzą czyn.

JUDASZ

Lamech!!

LAMECH

kpiąc głupkowato

      Kłaniaj się twemu słudze —

i niech ci słońce w północ świeci.

Wychodzi.

SCENA III

Judasz, Sella, Ada, Mawiael.

JUDASZ

O słowa, słowa, słowa niecne!

O niecne, niecne, niecne dzieci!

O córka moja!... O mój syn!...

Mawiael w koźlej skórze wchodzi. Judasz rzuca się ku niemu.

Coś ty uczynił?!

MAWIAEL

Ja?

JUDASZ

      U krawca!

Chwyta go za włosy. Sella, tęga, złowroga, wchodzi.

U krawca!!

SELLA

zatrzymuje Judasza w miejscu.

      Ojciec — czy oprawca?!

Ada bezczelna, głupia, wchodzi.

ADA

Tacie się śniło, że psy łowi,

o czem śnił, poznać dał synowi.

JUDASZ

tupiąc.

Bezczelna! Z ojca hycla robisz?!

ADA

Cóż tata tak nogami drobisz?

JUDASZ

Ty suko!

ADA

niezmieszana

      Albo?

JUDASZ

      Zasądzona!

ADA

Aha! To tata już wie o tem?

Owa! Nie z przodku, nie z ostatka.

JUDASZ

Bezecna!

ADA

obojętnie

      Wiem, że coś tam będzie,

głośno pomstują coś w urzędzie.

Bo ja to chciałam poza płotem,

a on, że szparę w ścianie zatka...

Już mnie nie złapią po raz drugi —

JUDASZ

Gdzieś była?

ADA

      Albo? U Arona.

JUDASZ

Żmija jest każdy włos twój długi!

Jaszczurek gniazdo usta twoje!

ADA

Rób ojciec swoje, a ja swoje.

JUDASZ

Szmato plugawa!

ADA

      Daj pieniądze —

czy ja to tak, jak inne chodzę?

JUDASZ

Dość masz! na ciebie!

ADA

głupio, bezmyślnie

      Ja chcę lepiej.

JUDASZ

Dość masz!

ADA

      Za co się oporządzę?

Mam taką być, jak groch przy drodze?

Ja chcę być ładnie.

MAWIAEL

      Daj pieniądze!

Nie będę kradał, gdy mieć będę!

Skąpiście jak czart!

SELLA

pogardliwie

      Nie jedz! Nie pij!

ADA

Może przy drodze prosić siędę?

JUDASZ

Czemu roboty nie szukacie?

MAWIAEL

unosząc nieszczególny płaszcz ojca

A wasz płaszcz jaki? Wszak ją macie!

ADA

Jam młoda —

JUDASZ

      Nie na cudze łoże!

ADA

bezczelnie

Gdzież się we własnem z kim położę?

pokazując na dom

      Tu?

JUDASZ

porywa kamień z ziemi

      Ty!!

SELLA

uderza go w piersi dłonią.

      Biłbyś!? Co?!

JUDASZ

z widoczną obawą Selli

      Ty ochrono!

Ty opiekunko!... Ty byś ojca

własnego śćmiła krwią czerwoną —

zbójczyni —

SELLA

      Któż tu chciał być zbójca?

JUDASZ

Dobrze, że matka już nie żyje!

SELLA

Zatem jej ojciec już nie bije.

JUDASZ

Milcz!

SELLA

zuchwale

Małoś bijał?

JUDASZ

odwracając głowę

      Gdy musiałem!

SELLA

Wściekłyś był!

JUDASZ

przyciszonym głosem

      Wężu!

SELLA

      Dzieckiem małem

byłam, lecz pomnę... Wieczna zwada,

wieczny krzyk, hałas, wyklinanie!

JUDASZ

z rozpaczą

Bom musiał!

SELLA

      Charkot o sąsiada,

stryjów, znajomych, o Uzala

szewca, o kupca Chusa — z dala,

czy z bliska kto nastąpił jeno,

Izraelici, czy poganie,

to o każdego podejrzenie,

gwałt, wrzaski, klątwy — i rzemienie!

Pamiętam dobrze!

JUDASZ

      Ty hyeno!

Przestań!

SELLA

      Nieprawdę mówię może?

Tymczasem pojawili się sąsiedzi zwabieni hałasem.

ADA

Więc gdzież mam to postawić łoże?

Mawiael parska śmiechem.

JUDASZ

do Ady

Ty nierządnico!

do Selli

       A co z matką,

Bóg niech —

SELLA

przerywając

      Bóg dał jej skórę gładką,

a twoja zazdrość — garbowaną.

JUDASZ

Kochałem ją!

SELLA

      Zabiłeś!... Rano —

pomnisz?

JUDASZ

      Nie żrej mnie!...

SELLA

      Pomnisz? Rano?

Rzuciłeś z łoża rozespaną —

nie wstała więcej —

      wyłeś potem —

JUDASZ

Zamilcz —

SELLA

lekceważąco

      I kto? Taki człeczyna —

z pierza, ni z mięsa — czyś to dał

sługi, pałace, wozy, konie?

Inna po uszy w zbytku tonie,

ty się dzień cały zlewasz potem

a nie masz w domu stągwi wina!

Cóżeś dał, żeś tak żądać śmiał?!

Cóż miała biedna kobiecina?!

A córkęś z lepszych, niż sam, miał!

JUDASZ

Jam —

SELLA

wpadając w słowo

Pracowałeś

z rosnącą wzgardą

      jakeś umiał.

Żuk rył się w łajnie, orzeł szumiał.

JUDASZ

dotknięty

A! Ty niegodna —

MAWIAEL

przerywając

      Mówię tacie —

JUDASZ

Ty masz wziąć chłostę!

MAWIAEL

      Niech mnie prędzej

złapią! A ty mi daj pieniędzy,

inaczej będę kradł, co da się!

Choćby spod własnej twej pościeli.

Podsuwa się.

JUDASZ

Psie!

MAWIAEL

      Choćby to, co sam masz w pasie!

chwyta i wyrywa pieniądze.

JUDASZ

A!

rzuca się ku niemu, Mawiael uderza go pieniędzmi w węzełku w czoło i ucieka; Judasz zatacza się w tył.

      A! A! A!

SĄSIADKA

drwiąc

      Gońże prędzej!

Ada, Sella wychodzą.

JUDASZ

nieprzytomnie

Wyście widzieli?

SĄSIADKA inna

      My widzieli.

SĄSIAD

Jakto sąsiedzi, po sąsiedzku.

SĄSIADKA

pierwsza, wskazując guz, drwiąc

Nie trzeba wody, to po dziecku...

Sąsiedzi odchodzą.

JUDASZ

pada na stół i zasłania twarz rękami

A! A! A!

SCENA IV

Judasz, Jakób Zebedeuszów.

Jakób wchodzi w płaszczu, młody.

JAKÓB

Pokój domowi temu.

JUDASZ

dźwigając głowę napółprzytomnie

Pokój —

      Kto zacz i czego chce?

JAKÓB

      Spocznienia.

JUDASZ

Jest.

JAKÓB

      Co jest z tobą?

JUDASZ

      Nic.

JAKÓB

      Z kamienia

nie poznasz śladu przeszłej nogi,

ale nie z lica człowieczego.

JUDASZ

Dobrześ rzekł; poznasz nóg stąpanie

po ludzkiem licu.

JAKÓB

      Żal uspokój

i ciszę weź do serca twego.

W wierzącym mieszka spokój błogi.

JUDASZ

W wierzącym? Wierzę w złość i zbrodnię,

w grzechy i w grzechów pokaranie!...

JAKÓB

dotykając mu czoła

Głowa ci gorze — niech ochłodnie.

Uderzyłć kto?

JUDASZ

      Syn.

JAKÓB

      A?!

JUDASZ

w rozdrażnieniu coraz większem

      Ja biłem —

JAKÓB

Gdy winien —

JUDASZ

      Jam bił me rodzice —

JAKÓB

A!?

JUDASZ

      Mnie z kolei —

JAKÓB

      Nie mów!

JUDASZ

      Drżysz?

W pokrzywyś wszedł, chciałeś w winnicę

W soczystem chciałeś, jesteś w zgniłem!

Myślałeś ogród, a to gnój!...

JAKÓB

Ukój się bracie, bracie mój!...

JUDASZ

Czyś ty rodzice swe katował

i sam od dzieci swych był bit,

że zwiesz mnie bratem?...

JAKÓB

kładzie mu rękę na ramieniu

      Bracie, cyt!

Dotykam ręką — dźwignę wzwyż —

JUDASZ

Jam dług miał spłacić — ukradł syn,

com na dług jeden zaś pożyczył

i com tu, o, za pasem schował —

w dwie strony teraz dwie mam win —

unosząc się

w dwie strony teraz czynić rzecz!

Precz! Bom jest wściekły! Mówię: precz!

jakby w szale

Precz! Bym cię pasem nie oćwiczyl!!

Precz!

JAKÓB

nie cofając się

      Bracie!

JUDASZ

      Bratem jest mi Szatan!

Z nim jednym jestem jednej krwi!

Pozdrowion bądź, jeżeliś on!

JAKÓB

Bracie, Jehowa —

JUDASZ

      Z ludzi drwi!

Na niebie siedzi utajony,

w ukryciu swój postawił tron,

aby tem snadniej patrzeć mógł —

a grzech żre ludzi, jak Lewiatan,

a śmiech jest Boga grom czerwony,

a żyje, kiedy żywych zmógł!

Szyderstwo jeno Jahwy duszą!

Na szyd swój stworzył człeczy ród!

Z Szatanem jest płomieniem zbratan!

Szatan — Jehowa! Jahwe --- Szatan!

Za szyję jego ręce duszą!

Jak topór, żywo rąbie z nóg!

Dymy ofiarne — piekła smród!

pieni się.

JAKÓB

Tyś opętany od Demona!

JUDASZ

On szczęsny, gdy kto w bólach kona!

Promienny, gdy w boleściach serca

człowiek się w krwawej glinie kurczy!

O ojce moi! O ma żona!

Wyrzutów, bólu straszny jad!

O Jahwe, Jahwe, o szyderca!

Człowieczy syn jest syn jaszczurczy!

Jam zbrodniarz — zbrodni pod nóż padł!...

słania się i opada w tył, plecami o drzewo się opierając.

JAKÓB

Zmilcz!

JUDASZ

szalony, pokazuje na gardło

Wszystkie lata ot, tu grzęzną —

cały mojego życia wiek!...

Pójdę — tam w lesie gałąź jest —

wynajdę gałąź tam uwięzną,

tęgą — zawisnę —

wyczerpany, dźwiga się, chce iść.

JAKÓB

      Brałeś chrzest?!

JUDASZ

jakby nie słysząc

I raz w spoczynku obym legł!...

JAKÓB

Pytam się: brałeś chrzest od Jana?!

JUDASZ

osłabły wybuchem

Była mi woda na grzbiet lana.

Wszyscy szli, tom też poszedł razem.

Prorok nauczał niedaleko.

Myślałem: może spłynie z rzeką

chwast zła i grzechu rodu mego,

lecz nie mknie z wodą, co jest głazem

i nie zostałem zbawion złego...

Lecz ktoś jest? Przecz mię pytasz? Jakie

prawo twe pytać? Nie znam cię!

JAKÓB

uroczyście

I jam cię nie znał, ale znał

Ten, co stworzenie zna wszelakie —

gdy zechce: w owoc zmienia kał.

JUDASZ

uderzony mimo rozdrażnienia słowami Jakóba, z pewnem zdziwieniem, nieco frazesowo

Mojżesz uczynił z laski węża —

aza się drugi Mojżesz zrodził?

JAKÓB

kończąc uprzednie

I ten mnie właśnie w drogę słał.

z akcentem

a snadź, abym po nic nie chodził.

JUDASZ

By w owoc zmienić kał?

JAKÓB

      By serce

człowiecze znaleźć w poniewierce.

JUDASZ

wyczerpany, wpadając w dialektykę.

Jesteś zbieraczem serc?

JAKÓB

      On z góry,

kto słał mię, rzeszom mówił:

,,I odpuść nam nasze winy

jako i my odpuszczamy

naszym winowajcom”.

JUDASZ

      Który?

JAKÓB

Ten, który rzeszom mówił z góry:

,,Błogosławieni, którzy płaczą; albowiem

będą pocieszeni. Błogosławieni

pokój czyniący, albowiem

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.