drukowana A5
13.82
Prawo dziecka do szacunku

Bezpłatny fragment - Prawo dziecka do szacunku


Objętość:
31 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-5270-9

Lekceważenie — nieufność

Od zarania wzrastamy w poczuciu, że większe —ważniejsze od małego.

— Jestem duży — cieszy się dziecko postawione nastole. — Jestem wyższy od ciebie — stwierdza z uczuciem dumy, mierząc się z rówieśnikiem.

Przykro wspinać się na palcach i nie móc dosięgnąć,ciężko drobnymi krokami nadążać za dorosłymi; z małej ręki wyślizgnie się szklanka. Niezręcznie z mozołempnie się na krzesło, do pojazdu, na schody; nie możeująć klamki, wyjrzeć przez okno, zdjąć tub zawiesić, bowysoko. W tłumie zasłaniają, nie dostrzegą, potrącą.Niewygodnie, przykro być małym.

Szacunek i podziw budzi to, co duże, więcej zajmujemiejsca. Mały — pospolity, nieciekawy. Mali ludzie,małe potrzeby, radości i smutki.

Imponują: wielkie miasto, wysokie góry, wyniosłedrzewo. — Mówimy:

„Wielki czyn, wielki człowiek”.

Dziecko — małe, lekkie, mniej go jest. — Musimy siępochylić, zniżyć ku niemu.

Co gorsze, dziecko jest słabe.Możemy podnieść, podrzucić do góry, wbrew woliposadzić, możemy przemocą zatrzymać w biegu, udaremnić wysiłek.

Ilekroć nie posłucha, mam w rezerwie siłę. Mówię:,,Nie odchodź, nie rusz, odsuń się, oddaj”. Ono wie, żemusi; ile razy próbuje bezskutecznie, zanim zrozumie,podda się, zrezygnuje.

Kto i kiedy, w jak wyjątkowych warunkach, ośmielisię dorosłego pchnąć, szarpnąć, uderzyć? A jak codzienny i niewinny klaps wymierzony dziecku, mocne pociągnięcie za rękę, bolesny uścisk pieszczoty.

Poczucie niemocy wychowuje cześć dla siły; każdy,już nie tylko dorosły, ale starszy i silniejszy, może brutalnie wyrazić niezadowolenie, siłą poprzeć żądaniei wymóc posłuch: może skrzywdzić bezkarnie.

Uczymy własnym przykładem lekceważenia tego, cosłabsze. Zła szkoła, ponura przepowiednia.

Zmieniło się oblicze świata. Już nie siła mięśni wykonywa pracę i broni przed wrogiem, nie siła mięśniwydziera ziemi, lasom, morzu — panowanie, dosyti bezpieczeństwo. Ujarzmiony niewolnik — maszyna.Mięśnie straciły wyłączny przywilej i walor. — Tymwiększy szacunek dla intelektu i wiedzy.

Podejrzany lamus, skromna cela myśliciela — rozrosły się w hale i gmachy badacza. Narastają piętra bibliotek, uginają się półki pod ciężarem ksiąg. Zaludniły sięświątynie dumnego rozumu. — Człowiek wiedzy tworzy i rozkazuje. Hieroglify cyfr i kresek raz wraz ciskają tłumom nowe zdobycze, dają świadectwo ludzkiejpotęgi. — Trzeba to wszystko ogarnąć pamięcią i rozumieniem.

Wydłużają się lata mozolnej nauki, coraz więcejszkół, egzaminów, drukowanego słowa. — A dzieckomałe, słabe, które krótko żyło — nie czytało, nie umie...

Groźne zagadnienie, jak dzielić zdobyte obszary,jakie komu zadanie i zapłata, jak się zagospodarować naopanowanym globie. Ile i jak rozrzucić warsztaty, bynakarmić głodne pracy ręce i mózgi, jak utrzymać mrowie ludzkie w posłuchu i ładzie, jak się zabezpieczyćprzed złą wolą i szaleństwem jednostki, jak godziny życia wypełnić działaniem, spoczynkiem i rozrywką, bronić przed apatią, przesytem i nudą. Jak wiązać ludziw karne skupienia, ułatwiać porozumienie; kiedy rozpraszać i dzielić. Tu popędzać i zachęcać, tam hamować,tu rozpalać, tam gasić.

Politycy i prawodawcy ostrożnie próbują, a raz wrazsię mylą.

I o dziecku radzą i postanawiają; ale któż pytać siębędzie naiwne o sąd i zgodę; cóż ono mieć może do powiedzenia?

Obok rozumu i wiedzy w walce o byt i wpływy pomaga spryt. Zabiegliwy wywęszy trop i nad wartośćotrzyma zapłatę; wbrew rzetelnym obliczeniom naglei łatwo zdobywa; olśniewa i zazdrość budzi. Przebiegletrzeba znać człowieka — już nie ołtarze, ale chlewikżycia.

A dziecko drepce niezaradnie z książką szkolną, piłką i lalką; przeczuwa, że bez jego udziału, ponad nim,dzieje się ważne i silne, co decyduje o doli i niedoli, karze i nagradza, i łamie.

Kwiat jest zapowiedzią przyszłego owocu, pisklę będzie kurą, która znosi jaja, cielę będzie dawało mleko.Tymczasem staranie, wydatek i troska: czy się uchowa,czy nie zawiedzie?

Młode budzi niepokój, długo czekać trzeba; możebędzie podporą starości i z nawiązką pokryje. Ale znażycie posuchy, przymrozki i grady, co warzą i niszcząplony.

Szukamy zapowiedzi, pragniemy przewidzieć, zapewnić; niespokojne oczekiwanie, co będzie, zwiększalekceważenie tego, co jest.

Mała rynkowa wartość młodego. Tylko wobec Prawa i Boga kwiat jabłoni tyle wart, co jabłko, zielonaruń, ile łan dojrzały.

Piastujemy, osłaniamy, żywimy, kształcimy. Nietroszcząc się, otrzymuje; czym byłoby bez nas, którymwszystko zawdzięcza?

Jedynie, wyłącznie, wszystko tylko — my.

Znamy drogi do pomyślności, dajemy wskazówkii rady. Rozwijamy zalety, tłumimy wady. Kierujemy,poprawiamy, zaprawiamy. Ono nic, wszystko — my.

Rozkazujemy i żądamy posłuchu.

Moralnie i prawnie odpowiedzialni, wiedząc i przewidując, jesteśmy jedynymi sędziami czynów, ruchów,myśli i zamierzeń dziecka.

Wydajemy zlecenia, czuwamy nad spełnieniem; zależnie od woli i rozumienia — nasze dzieci, nasza własność — wara.

(Zmieniło się prawda co nieco. Już nie tylko wolai autorytet wyłączny rodziny — ostrożna jeszcze, alejuż kontrola społeczna. Z lekka, niepostrzeżenie).

Żebrak rozporządza do woli jałmużną, dziecko nicnie ma własnego, musi zdać sprawę z każdego, otrzymanego za darmo do użytku przedmiotu.

Nie wolno podrzeć, złamać, zabrudzić, nie wolnopodarować, nie wolno odrzucić niechętnie. Ma przyjąći być zadowolone. — Wszystko w oznaczonym miejscui czasie, rozważnie i zgodnie z przeznaczeniem.

(Może dlatego ceni bezwartościowe drobiazgi, którebudzą zdziwione politowanie: rupiecie — jedyna naprawdę własność i bogactwo, sznurka, pudełka, paciorków).

Za świadczenia ma dziecko ulegać, zasłużyć dobrymsprawowaniem — niech wyprosi, wyłudzi, byle nie żądało. Nic mu się nie należy, z dobrej woli dajemy. (Nasuwa się bolesna analogia: przyjaciółka bogacza).

Przez nędzę dziecka i łaskę materialnej zależności —znieprawiony jest stosunek dorosłych do dzieci.

Lekceważymy dziecko, bo nie wie, nie domyśla się,nie przeczuwa.

Nie zna trudności i powikłań dorosłego życia, niewie, skąd płyną okresy naszych podnieceń, zniechęceńi znużeń, co płoszy spokój i kwasi humory: nie zna dojrzałych porażek i bankructw. Łatwo uśpić, zwieść naiwne i ukryć.

Sądzi, że życie jest proste i łatwe. Jest tatuś, jestmama; ojciec zarabia, mama kupuje. Nie zna zdrad wobec obowiązków, ani sposobów walki człowieka o swojei więcej.

Samo wolne od trosk materialnych, od mocnychpokus i wstrząśnień — znów nie wie i sądzić nie może. My zgadujemy je w lot, jednym niedbałym spojrzeniemna wskroś przenikamy, bez śledztw wykrywamy nieudolne podstępy.

A może łudzimy się, sądząc, że dziecko to tylkotyle, ile my chcemy? Może kryje się przed nami, możecierpi skrycie?

Łupimy góry, wycinamy drzewa, tępimy zwierzęta.Coraz liczniejsze osiedla, gdzie dawniej knieje i moczary. Zasadzamy człowieka na raz wraz nowych terenach.

Ukorzyliśmy świat, służy żelazo i zwierzę; ujarzmiliśmy rasy kolorowe, z gruba ułożyliśmy stosunek wzajemny narodów i ugłaskaliśmy masy. Odległy jeszcze ładsprawiedliwy, więcej krzywdy i poniewierki.

Niepoważne się zdają dziecięce wątpliwości i zastrzeżenia.

Jasny demokratyzm dziecka nie zna hierarchii. Doczasu boli je pot wyrobnika i głodny rówieśnik, niedoladręczonego konia, zarzynanej kury. Bliski mu piesi ptak, równy motyl i kwiat, w kamyku i muszelce odnajduje brata. Niesolidarne w wyniosłej dumie dorobkiewicza, nie wie, że człowiek tylko ma duszę.

Lekceważymy dziecko, bo ma przed sobą wiele godzin życia.

Czujemy trud własnych kroków, ociężałość interesownych ruchów, skąpstwo postrzegań i odczuwań.Dziecko biega i skacze, bez potrzeby patrzy, dziwi sięi rozpytuje; lekkomyślnie łzy roni i szczodrze się cieszy.

Cenę ma piękny dzień jesieni, gdy słońce rzadziej;wiosną i tak zielono. Wystarczy byle jak, mało do szczęścia potrzeba — zbędne starania. Pospiesznie, niedbaleje zbywamy. Lekceważymy mnogość jego życia i radość,którą dać łatwo.

Nam uciekają ważne kwadranse i lata; ono ma czas,zdąży jeszcze, doczeka.

Dziecko nie jest żołnierzem, nie broni ojczyzny,choć wraz z nią cierpi.

O opinię nie trzeba się ubiegać, bo nie jest wyborcą:nie grozi, nie żąda, nie mówi.

Słabe, małe, biedne, zależne — dopiero będzie obywatelem.

Pobłażliwe, szorstkie, brutalne, a zawsze lekceważenie.

Smarkacz, dziecko tylko, przyszły człowiek, nie teraźniejszy. Będzie dopiero naprawdę.

Pilnować, na chwilę nie spuszczać z oka. Pilnować,nie pozostawiać samego. Pilnować, nie odstępować.

Przewróci się, uderzy, skaleczy, zabrudzi, wyleje,podrze, złamie, zepsuje, zarzuci, zgubi, ogień zaprószy,wpuści do domu złodzieja. Zaszkodzi sobie, nam, o kalectwo przyprawi: siebie, nas, towarzysza zabawy.

Czuwać — żadnej samodzielności poczynań — pełne prawo kontroli i krytyki.

Nie wie, ile i co jeść, ile i kiedy pić, nie zna graniczmęczenia. Więc stać na straży diety, snu i spoczynku.

Jak długo, do kiedy? Zawsze. Z wiekiem zmienia się,ale nie zmniejsza, nawet wzrasta nieufność.

Nie odróżnia, co ważne, co błahe. Obcy mu ładi systematyczna praca. Roztargnione zapomni, zlekceważy, zaniedba. Nie wie, co — przyszłość odpowiedzialna.

Musimy pouczać, kierować, wdrażać, tłumić, powściągać, prostować, ostrzegać, zapobiegać, narzucaći zwalczać.

Zwalczać grymas, kaprys, upór.

Narzucać program ostrożności, przezorności, obawi niepokojów, złych przeczuć i mrocznych przewidywań.

My doświadczeni wiemy, ile wokoło niebezpieczeństw, zasadzek, pułapek, fatalnych przygód i katastrof.

Wiemy, że najwyższa ostrożność nie daje zupełnejgwarancji; ale tym podejrzliwsi: żeby mieć czyste sumienie, żeby w razie nieszczęścia nie mieć sobie przynajmniej nic do zarzucenia.

Miły mu hazard swawoli, dziwnie lgnie właśnie dozłego. Chętnie złym podszeptom posłuszne, najgorszenaśladuje wzory.

Łatwo się psuje, a trudna poprawa.

Pragniemy dobra, ułatwić chcemy; dajemy bez reszty całe doświadczenie: sięgnąć tylko — gotowe. Wiemy,co dzieciom szkodzi, pamiętamy, co nam szkodę przyniosło — niech wyminie, oszczędzi, nie zazna.

— Pamiętaj, wiedz, zrozum.

— Przekonasz się, zobaczysz.

Ono nie słucha. Jakby rozmyślnie, jakby złośliwie.

Trzeba pilnować, by posłuchało, trzeba pilnować,by wykonało. Samo jawnie dąży ku złemu, drogę wybiera gorszą, niebezpieczniejszą.

Jakże tolerować bezmyślne psoty, niedorzeczne wyskoki, niepoczytalne wybuchy.

Podejrzany człowiek pierwotny. Zda się uległy, niewinny, W istocie przebiegły, podstępny.

Potrafi wyślizgnąć się spod kontroli, uśpić czujność, oszukać. Zawsze ma w pogotowiu wymówkę, wykręt; ukryje i zgoła skłamie.

Niepewny, wątpliwość budzi.

Lekceważenie i nieufność, podejrzenia i oskarżenie.

Bolesna analogia: więc awanturnik, pijany, zbuntowany, obłąkany. — Jakże razem pod jednym dachem?

Niechęć

Nic to. Kochamy dzieci. Mimo wszystko są osłodą,otuchą i nadzieją, radością i wypoczynkiem, jasnym blaskiem żyda. Nie płoszymy, nie obarczamy, nie nękamy;czują się swobodne i szczęśliwe...

Czemu jednak — jakby ciężar, zawada, niewygodnydodatek? Skąd niechętna opinia o kochanym dziecku?

Zanim powitało niegościnny świat, już w życie rodziny wkradły się zamieszanie i ograniczenia. Załamująsię bezpowrotnie krótkie miesiące z dawna oczekiwanej,uprawnionej radości.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.