drukowana A5
13.82
„Pokociło się” i „Dam nogę”

Bezpłatny fragment - „Pokociło się” i „Dam nogę”


Objętość:
31 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0644-3

OSOBY:

WITOLD GAWDYŁŁO, obywatel wiejski, lat 40.

JADWIGA, jego żona, lat 25.

ZDZISŁAW PRĘDKOWSKI, koroniarz, brat Jadwigi, lat 30.

Rzecz się dzieje w Szydoszycach, majątku Gawdyłły, na Litwie.

SCENA I

JADWIGA I WITOLD

Salonik wiejski wygodnie, lecz skromnie urządzony. Na kanapie, przed stołem, zarzuconym dziennikami, siedzi Jadwiga; Witold, w długim wygodnym surducie, stoi przed nią i na rozpostartych rękach trzyma motek włóczki, którą ona zwija.

JADWIGA

Mój drogi! prędzéj poruszaj rękoma! prędzéj! prędzéj! bo takim sposobem do wieczora chyba włóczkę tę zwijać będę.

WITOLD

gderliwie i z mocno litewskim akcentem.

Prędzéj! prędzéj! a to dopiéro niewiasta, w gorącéj wodzie kąpana! mnie łokieć już tak zbolał, że niech Pan Bóg broni, a ona jeszcze: prędzéj! wszystko jéj prędzéj! czysta koroniarka z ciebie!

JADWIGA

z wymówką.

Wstydź się, Witoldzie! znowu wymawiasz mi, żem rodem z Korony... a tyle razy już cię prosiłam...

WITOLD

zawstydzony.

No, przepraszam, przepraszam cię, kiciu! Tak mi się to jakoś niechcący wypstryknęło. Ale bo, widzisz, duszeczko, to ten Zdzisław draźni mię trochę temi swemi koroniarskiemi bzikami. Odkąd przyjechał tu trejkocze a trejkocze, a to czemu nie ubierzesz się staranniéj? a to: czemu u was meble takie staroświeckie? a to: czemu zaprząg taki...

JADWIGA

upuszczając umyślnie kłębek.

Widziu! kłębek mój! kłębek!

WITOLD

pośpiesznie rzucając się za kłębkiem.

Oj, pokociło się! pokociło się! pokociło!

Wsuwa głowę pod kanapę; Jadwiga, śmiejąc się, popycha nogą kłębek, który zatacza się pod fotel. Witold biegnie ku fotelowi, ciężko upada na klęczki i wsuwa głowę pod fotel. Śmieją się oboje.

WITOLD

Koci się! koci się! Jezus, Panna Marya! ot i znowu pokociło się!

SCENA II

CIŻ I ZDZISŁAW

ZDZISŁAW

Staje we drzwiach w eleganckiém ranném ubraniu, z laseczką w jednéj ręce, a cylindrem w drugiéj.

Co się stało? Jadwisiu, zlituj się, co się tu u was stało? koci się! okociło się! pod fotelem... w salonie... Adio! daję nogę i nie zobaczycie mię, jak na obiad!...

JADWIGA

Zdzisiu! dajże pokój z żartami temi... chodź.

WITOLD

Z kłębkiem, wydobytym z pod fotela, w ręku, z osłupieniem, z za którego przebija się ironja, do Zdzisława, który zbliża się ku siostrze.

Co dajesz? co dasz? nie dosłyszałem, nogę... czy co? jak to: dasz nogę? komu? na co? za to? żebyś jeszcze rękę dawał, no, to połóżmy... ale jakże to można dać nogę? co?

ZDZISŁAW

Mówi płynnie i prędko, żartobliwie, ale z odcieniem wyższości w głosie i postawie.

Cóż dziwnego, szwagierku? usłyszawszy wchodząc rozpaczliwe wołanie twe, mniemałem, że miał tu miejsce wypadek... nieestetycznéj wcale natury, a że właśnie przed chwilą napawałem wzrok mój cudowną zielenią niw, a powonienie uroczą wonią kwiatów, nie chciałem rozkosznych wrażeń psuć trywialnością gospodarskiéj katastrofy i zawołałem: dam nogę! to jest: ucieknę.

WITOLD

Ach! będę teraz wiedział, że: ucieknę! mówi się w języku panów koroniarzy: dam nogę!

ZDZISŁAW

z żywą gestykulacyą.

Nie inaczéj, szwagierku, i jeżeli zechcesz być sprawiedliwym, podziwiać będziesz dosadność, co mówię, artystyczną plastyczność wyrażenia tego. Przez jakiż bowiem znak zewnętrzny objawia się ucieczka? Przez przyśpieszone stąpanie. Co czyni człowiek, który pośpiesznie stąpa? Posuwa on nogi swe prędko, coraz prędzéj. Kędyż posuwa je? pośród przestrzeni, w objęciach któréj szuka ratunku przed nienawistném lub zatrważającém zjawiskiem. Czémże więc jest w saméj istocie swéj owa mechaniczna czynność, dokonywana przez ustrój uciekającego człowieka? Najpewniéj, nie jest ona czém inném, jak tylko podawaniem, lub téż dawaniem nóg jego przestrzeni. Dixi.

WITOLD

na stronie.

Ależ gada? no gada! to dopiero język gdyby taradajka!... głośno z udaną pokorą: Słuchałem, podziwiałem i umocniłem się w mniemaniu, że nas biednych, zająkliwych litwinów, Pan Bóg na to musi być stworzył, żeby panowie koroniarze śmiać się z kogo mieli. Śmiejcie się sobie, drwijcie, kpijcie, na zdrowie! a my taki co wiemy, to wiemy. Języków nam, tak jak wam, białoskórnicy nie wyprawiali, aby mleły mowę człowieczą, niby pytel ziarno, ale kiedy przyjdzie do pracy, do czynu, wtedy... oho! kochanieńki, dużajmy się... dużajmy się... ile wlezie...

ZDZISŁAW

z lekkiem podrażnieniem.

Dużajmy się! dużajmy się! co prawda, zbyt często panowie litwini mówicie o tém, że przewyższacie nas na polu pracy i czynu, tak często, że mamy już tego dosyć...

WITOLD

Jeżeli wy możecie wyśmiewać się z mówienia naszego, niechże i nam wolno będzie błędy wasze wytykać. Mamy tego dosyć, jest wyrażeniem wcale nie polskiém, ale galicyzmem, czystym przekładem z francuzkiego: vous en avez assez. Litwini téż umieją czasem po francuzku tylko, że, mówiąc po polsku, z francuzkiego tłumaczyć zwyczaju nie mają. Myśmy wierni mowie ojców naszych.

ZDZISŁAW

Znowu przechwałki!

WITOLD

Wcale nie przechwałki, bo, jak żyję, nie słyszałem, żeby było rzeczą lisznią mówić prawdę. A prawdą jest, żeśmy od was, panowie koroniarze, pracowitsi, wytrwalsi, poważniejsi, moralniejsi...

ZDZISŁAW

z ironją.

Skromniejsi...

WITOLD

E! kochanieńki, daj pokój, tylkoż już ze skromnością daj pokój i brakiem jéj nam nie przytykaj, bo wié o tém dobrze świat i korona polska kędy to najżyźniéj urodziła blaga...

ZDZISŁAW

wesoło.

Wiem, wiem! w Koronie! wiecznie nam blagę tę w oczy rzucacie, ale mamy już tego dosyć! Muszę ja raz z tém skończyć i wytłomaczyć tobie, szwagierku, w szczególności, a całéj twojéj Litwie w ogóle, czego to właściwie objawem jest ta, tak przez was okrzyczana, blaga. Owóż, wiedziéć macie, że istnienie blagi w kraju jakimś dowodzi współrzędnego istnienia w nim cywilizacyi... czémże bowiem jest blaga, jeżeli nie naśladowaniem i udaniem wszystkiego, co świetne, wytworne, wielkie i piękne... słowem cywilizowane. A któż naśladować może to, czego nie widzi, nie słyszy, nie dotyka? gdzie są naśladowcy, tam musi być wzór; gdzie więc istnieje blaga, tam musi istniéć i cywilizacya...

WITOLD

z osłupieniem.

Otóż przewróciłeś kota do góry nogami!... No, już ja ciebie, braciszku, winszuję z takim wyobrażeniem o bladze i cywilizacyi.

ZDZISŁAW

parskając śmiechem.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.