drukowana A5
13.77
Pieśń przerwana (obrazek sceniczny)

Bezpłatny fragment - Pieśń przerwana (obrazek sceniczny)

Objętość:
24 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0642-9

OSOBY:

TEOFIL WYGRYCZ.

KLARA, jego córka.

PANI DUTKIEWICZOWA, sąsiadka.

OSKAR.

BENEDYKT, kamerdyner.

Rzecz się dzieje w małem miasteczku.

Scena przedstawia ogródek przed małym domkiem. Na prawo domek, biało pomalowany, z ganeczkiem na dwóch słupkach, w około ganeczka i na ścianach domku wije się fasola na tykach. Obok domku stara ławeczka. W głębi wzdłuż sceny sztachetki z furtką, za któremi prowadzi ścieżka. Przy samych sztachetkach nieco z boku altanka; wejście na scenę z lewej strony w kulisie. Kilka klombików, kwiatów i t. d.

SCENA PIERWSZA

KLARA — po chwili OSKAR.

KLARA

wybiega żywo z domku z koszyczkiem, w którym znajduje się książka, białe płótno, kromka chleba; ubrana skromnie w perkalikową sukienkę, urywa kwiat z fasoli i wpina go do włosów; robi to wszystko wesoło nucąc, następnie biegnie do altanki, rozkłada płótno do szycia — w głębi za sztachetkami przechodzi Oskar; ujrzawszy Klarę, zatrzymał się i następnie zbliża się do altanki.

OSKAR

pokłoniwszy się kapeluszem.

Czy mogę panią zapytać, kto mieszka w tym ładnym domku?

KLARA

nieco zmieszana.

My — tam mieszkamy. Ojciec mój Teofil Wygrycz, ja i rodzeństwo.

OSKAR

Miłe ustronie. Któż-to sadził przy domku te piękne rośliny, które ocieniają go w sposób tak malowniczy? Na klombach też wiele kwiatów?

KLARA

Nie wiele ich: ja i siostra moja nie mamy czasu uprawiać więcej.

OSKAR

Siostrzyczka pewno starsza.

KLARA

Owszem, młodsza odemnie o lat cztery.

OSKAR

Więc ma lat?

KLARA

Piętnaście.

OSKAR

Co pani robi?

KLARA

Szyję koszulę dla braciszka.

OSKAR

A mama?

KLARA

smutno.

Od czterech lat już nie mamy matki — umarła. Ja im ją zastępuję.

OSKAR

Widzę książkę w koszyczku. Pani lubi lekturę?

KLARA

O, lubię czytać.

OSKAR

wyciąga rękę po książkę, którą mu Klara podaje z pewnem wahaniem — otwiera książkę.

Czy to pani podkreśliła te wiersze?

KLARA

nieśmiało.

Tak...

OSKAR

czyta półgłosem.

... Przenoś moją duszę utęsknioną, do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych!

Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych.

Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem...

... Gdzie bursztynowy świeżop, gryka jak śnieg biała

Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała

A wszystko przepasane, jak wstęgą zieloną...

KLARA

która słuchała z widocznem wzruszeniem, otrząsnąwszy się z wrażenia — mówi zimno.

Pan daleko ztąd mieszka?

OSKAR

Bardzo blizko... Jestem Juljusz Przyjemski, mieszkam w tym dużym domu.

wskazuje ręką w kulisę.

KLARA

Myślałam, że w tym pałacu nikt nie mieszka.

OSKAR

Dotąd, oprócz służących nikt w nim nie mieszkał, ale wczoraj przybył tu na jakiś czas jego właściciel.

KLARA

Książę?!

OSKAR

Tak. Jestem domownikiem i zarazem przyjacielem najbliższym księcia.

KLARA

Czy książe jest młody?

OSKAR

Tak i nie — żyje niezbyt długo, lecz doświadczył wiele...

KLARA

O tak! Wyobrażam sobie, ile szczęścia i przyjemności doświadczyć musiał.

OSKAR

Pani tak myśli?

KLARA

Naturalnie, będąc tak bogatym, może robić zawsze co mu się podoba!

OSKAR

Nieszczęście jego w tem tylko, że mnóstwo rzeczy przestało mu się podobać.

KLARA

Jednak są rzeczy zawsze miłe i książę, mogąc tyle doświadczać, musi być jednak bardzo szczęśliwym...

OSKAR

Jakież to rzeczy?

KLARA

wskazując w głębi.

Naprzykład taki ogród. O Boże, ileż razy będąc tu, myślałam: jakie to szczęście siedzieć pod takiemi drzewami, patrzeć na piękne kwiaty; wie pan, w Kwietniu tyle fiołków bywa na tym trawniku, że trawa znika prawie pod niemi i robi się cały fioletowy, a zapach od niego idzie tak silny, że aż do naszego domku dochodzi.

OSKAR

Pani jesteś bardzo wrażliwą na piękność... Więc pani czuje się zupełnie szczęśliwą, odkąd tu mieszka?

KLARA

Nie zupełnie... bo wcale, wcale nie jestem spokojną o zdrowie ojca i przyszłość dzieci.

OSKAR

A o swoją?

KLARA

ze zdziwieniem.

O moją? — A cóż mi się stać może? Jestem już przecie dorosłą i w każdym wypadku dam sobie radę.

OSKAR

To pani szczęśliwszą jest od księcia, bo on nie może dać sobie rady. Sam nie wie, co ma robić z sercem zrażonem, bo po wielokroć zranionem, z dniami i godzinami, które nie mają celu.

KLARA

Biedny! Doprawdy, może jestem zarozumiała, ale zdaje mi się, że będąc na jego miejscu, wiedziałabym co robić z sercem i życiem.

OSKAR

Cóżby pani robiła?

KLARA

Weszłabym na szczyt tej baszty... — widzi pan — tej... na sam szczyt i obejrzała bym caluteńkie miasto. Zobaczyłabym wszystkich, którzy tylko w nim żyją, cierpią... Pan widział kiedy medaljonik z Matką Boską Paryską? Matka Boska stoi, a z obu jej rąk leją się potoki promieni, które pocieszają, oświecają i od złego bronią — gdybym była na miejscu księcia, weszłabym na tę basztę, spuściłabym ręce i lałabym z nich potoki promieni. — O Boże, jaka byłabym szczęśliwa! — chwila milczenia.

OSKAR

Szczęśliwy jestem, że traf pozwolił mi panią poznać...

KLARA

układając robotę w koszyku.

Pora mi już do domu.

OSKAR

Już? Czy pani będzie łaskawa pożyczyć mi tej książki chociaż na chwilkę, przerzucając kartki W Szwajcaryi Słowackiego, tyle razy byłem w tym kraju, poemat znam, zdaje mi się, że znam ale może nie, — może nie?

KLARA

Owszem, — proszę.

OSKAR

Niech mi pani na pożegnanie rączkę poda.

Klara podaje mu rękę — nieco zażenowana i szybkim krokiem zbliża się do domu. Oskar powoli otworzywszy książkę — znika w głębi.

SCENA DRUGA

KLARA po chwili WYGRYCZ

KLARA

sama

— Dziwny wypadek — spotkać człowieka nieznanego, rozmawiać z nim tak długo i nawet mu książkę pożyczyć — dziwny wypadek — po chw. Nie słyszałam nigdy, aby ktokolwiek tak pięknie czytał! Jaki on miły! Dziwna ta jego zmarszczka na czole, taka głęboka, a pod nią oczy takie szafirowe, czasem śmiałe i śmiejące się — a czasem takie smutne — doprawdy, dziwny wypadek — zamyśla się.

WYGRYCZ

wysoki, chudy, w długim starym paltocie, czapka z gwiazdką, twarz koścista, zżółkła, wyraz kwaśny — wchodzi głównem wejściem, zbliża się do Klary.

Klaro.

KLARA

jakby przebudzona.

Ach — to ty ojcze.

WYGRYCZ

Cóżeś tak się przestraszyła — moje dziecko, o czemże tak myślałaś?...

KLARA

nerwowo.

Myślałam — myślałam — o kwiatach, które tak pięknie kwitną około naszego domu i ocieniają go w sposób tak malowniczy, że nawet zwraca uwagę na siebie. Przed chwilą rozmawiałam dość długo z sekretarzem księcia, panem Przyjemskim, który bardzo chwalił nasz domek.

WYGRYCZ

kwaśny.

Więc książe powrócił?...

KLARA

Powrócił. Znasz go ojcze?

WYGRYCZ

j. w.

Widziałem raz — dawno już — od kilku lat nie pokazał się tutaj. Jest tak możnym, posiada takie imie, że gdyby był pomiędzy nami, gdyby nas znał, gdyby wchodził w stan rzeczy i ludzi, każde jego słowo mogło by być poparciem, oświeceniem, każdy czas błogosławieństwem... Książę jednak woli bujać po świecie...

KLARA

Mój tateczku — mnie się zdaje, że nie powinniśmy sądzić surowo ludzi, tak innych, od nas, zupełnie innych.

WYGRYCZ

Jakto innych?... Co za innych? Dlaczego innych? Zwarjowałaś, czy co? Wszystkich jeden Bóg stwarza i jedna ziemia nosi, wszyscy grzeszą, cierpią i muszą umierać, a to jest wielka jednostajność, ogromna jednostajność... Umrze, jedno prawo i jeden sąd: król albo cygan — albo człowiek słucha prawa boskiego, służy bliźnim swoim i każdej sprawie dobrej albo nie czyni tego. Pierwszy może sobie być nawet grzesznym człowiekiem, ale zawsze będzie czegoś wart, drugi trzech groszy nie wart i po wszystkiem — (całuje ją w czoło serdecznie). Ale ty jeszcze tego wszystkiego nie rozumiesz. — Słońce już zaszło — i nie długo gwiazdy świecić będą, czuję się dziś więcej niż zwykle zmęczonym. Ot bieda w górze, bieda w powietrzu, bieda na dole. Wiele brakuje do dobrego wszędzie i każdemu, kaszląc wchodzi do domku.

SCENA TRZECIA

KLARA. — OSKAR.

który przed chwilą ukazał się w głębi — wchodzi po cichu przez furtkę, znajdującą się między sztachetami.

OSKAR

z uśmiechem.

To znowu ja.

KLARA

zdziwiona.

Którędy pan wszedł?

OSKAR

j. w.

Drogą pospolitą — przez bramkę w sztachetach. Przechodząc przez ogród zobaczyłem panią na ganku. Z kim pani rozmawiała?

KLARA

To mój ojciec. — Jest bardzo słabego zdrowia.

OSKAR

Cóż jest ojcu pani?

KLARA

Coś piersiowego.

OSKAR

To smutne. Ponieważ pani tak bardzo lubi kwiaty, przynoszę je.

KLARA

z radością.

To z ogrodu księcia? — Móżeby się rozgniewał, gdyby wiedział że je pan dla mnie zrywał.

OSKAR

A teraz zapomnijmy o wszystkich kłopotach domowych i niedomowych, o wszystkiem co złe, co małe, co boli i pójdźmy w świat lepszy. — Wyszukałem w bibljotece książkę — dla pani — pozwoli pani, abym czytał?

KLARA

cicho.

Już się ściemniać zaczyna. — siada na ławeczce — Oskar obok niej.

OSKAR

Och — czytać jeszcze można doskonale. — czyta.

«Jest chwila, gdy się ma księżyc pokazać,

Kiedy się wszystkie słowiki uciszą.

I wszystkie liście bez szelestu wiszą,

I ciszej źródło po murawach dyszy.

O takiej chwili, och! dwa serca płoną,

Jeśli zaś mają przebaczyć — przebaczą,

Jeżeli o czemś zapomnieć — zapomną.

Słowiki jęczą i fontanna płynie,

Mówią mi o niej — ja serce otwieram,

I o śmierć prędką — modlę się z rozpaczą».

Spogląda na Klarę, która ma łzy w oczach.

Jaka pani wrażliwa...

KLARA

chce wstać.

Już pójdę do domu...

OSKAR

Niech pani jeszcze nie odchodzi, — proszę, proszę bardzo.

KLARA

cicho.

Już późno — ściemnia się za sceną słychać muzykę na fortepianie. Co to? Ktoś gra w pałacu?

OSKAR

To książę. Jest wielkim amatorem muzyki i często grywamy razem. Ja gram na wiolonczeli. Czy pani lubi muzykę?

KLARA

Nie mogę nigdy słuchać jej bez takiego jakiegoś wzruszenia.

OSKAR

A często ją pani słucha?

KLARA

Od śmierci mamy, która grywała ojcu wieczorami, słyszałam muzykę dwa razy.

OSKAR

Czy podobna! Przez cztery lata słyszeć muzykę tylko dwa razy.

KLARA

Cóż to tak ważnego, że nie mam tej przyjemności!

OSKAR

To prawda — cóż to tak ważnego nie mieć w życiu przyjemności, szczególniej w takim wieku...

KLARA

Tak — oddawna już jestem dorosłą.

OSKAR

Czy pani wie, kto był Heine?

KLARA

Wiem. Poeta niemiecki. Byłam przecież na pensji, nie skończyłam jej jednak, bo po śmierci mamy stałam się konieczną w domu dla ojca i dla rodzeństwa.

OSKAR

Aby być dla nich aniołem pociechy i pomocy. Otóż przychodzi mi na myśl jeden wierszyk Heinego, który pragnę pani jeszcze powiedzieć: deklamuje

«Ty jesteś jak kwiat,

Piękną, czystą, powiewną,

Gdy patrzę na Cię, ma pierś

Boleścią ściska się rzewną

I radbym wznieść dłoń

Do nieba z modlitwą śpiewną.

Oby zachował Cię Bóg

Tak piękną — czystą — powiewną.

Chwila milczenia — muzykę słychać ciągle.

KLARA

mówi wzruszonym głosem.

Istotnie — już późno wstaje.

OSKAR

cicho.

Gwiazdy spadają.

KLARA

W Sierpniu zawsze wiele gwiazd spada. Mówią, że gdy gwiazda spada, trzeba tylko nim zgaśnie wymówić w myśli życzenie, a będzie spełnione.

OSKAR

O co prosiłaby pani gwiazdy spadającej?

KLARA

Gdybym wierzyła, że spadające gwiazdy spełniają życzenia ludzkie, prosiłabym ich ciągle: niech ojciec mój wyzdrowieje, niech dzieci uczą się dobrze i będą dobre.

OSKAR

A dla siebie?

KLARA

Jakto? Przecież to prośba byłaby właśnie o to, czego pragnę najwięcej, więc prosiłabym dla siebie.

OSKAR

z uśmiechem.

Egoizm szkaradny. Ale czy doprawdy nie chciałaby pani, aby gwiazdka złota przysłała pani jakieś szczęście, takie wielkie, że serce przemienia w gwiazdę pałającą i zawieszoną wysoko nad wszystkiem, co jest na ziemi.

KLARA

siląc się na wesołość.

Jeżeli już koniecznie miałabym prosić o coś dla siebie jednej, to prosiłabym, aby tego lata jeszcze pójść za miasto i całe pół dnia przepędzić w lesie. Ogromnie lubię las. A pan o co najwięcej prosiłby gwiazdy spadającej?

OSKAR

Ja? Prosiłbym o wiarę, że są na ziemi serca dobre, czyste, wierne i o to, aby jedno z takich należało do mnie. Prosiłbym jej: gwiazdko jasna, daj mi zapomnieć o snach ciemnych, których miałem wiele, po chwili weselej: Czy wiesz pani, że przez tych kilka chwil, które razem spędziliśmy, ja dużo się od pani nauczyłem.

KLARA

Pan? odemnie? O Boże! Czegóż ja kogokolwiek mogę nauczyć? Tylko brata czytać i pisać nauczyłam.

OSKAR

A czego mnie pani nauczyła, wytłomaczę może później. Teraz mogę pani tylko powiedzieć, że dzięki tobie przekonałem się, że i nasza literatura jest wspaniałą; większą część życia spędziłem za granicą, w towarzystwie literatów zagranicznych. Poemat Słowackiego w „Szwajcaryi” dziś dopiero poznałem — zachwycił mnie — powtarza z pamięci:

O takiej to chwili — ach! dwa serca płoną!

Jeśli coś mają przebaczyć — przebaczą!

Jeżeli o czemś zapomnieć — zapomną.

Z za sceny słychać głos: Klarciu, Klarciu!

KLARA

jakby zbudzona ze snu.

Dobranoc panu.

OSKAR

O której godzinie kończy pani wszystkie swoje zajęcia domowe?

KLARA

Już nie długo. Brat i siostra idą wcześnie spać.

OSKAR

Więc kiedy oni zasną, niech pani wyjdzie do ogrodu posłuchać muzyki. Ja i mój przyjaciel będziemy grać dla pani. Dobrze?

KLARA

Dobrze. Dziękuję. Dobranoc panu.

OSKAR

ująwszy ją za obie ręce wpatruje się w nią.

... Grając będę myślał, że pani tu stoi gdzieś koło sztachet i słucha mojej muzyki. Tym sposobem dusze nasze będą razem.

Szybko uniósł do ust jej ręce i pocałował obie — odchodzi zwolna.

SCENA CZWARTA

KLARA

sama

powtarzając bezwiednie:

„Tym sposobem dusze nasze będą razem.” O Boże! — co się ze mną dziś dzieje — jakże ja czuję się szczęśliwą. Serce moje zatopione w słodyczy niewypowiedzianej, o jakiej dotąd nie miałam pojęcia. — powtarza: „Ja i mój przyjaciel będziemy grać dla pani,” — dla mnie — dla mnie grać będą”.. powtarza:

«I radbym wznieść dłoń

Do nieba z modlitwą rzewną

Oby zachował cię Bóg

Tak piękną, czystą powiewną.»

SCENA PIĄTA

KLARA. — WYGRYCZ. — DUTKIEWICZOWA.

wychodzą z domu: Dutkiewiczowa, niska krępa, ubrana czarno, włosy zupełnie siwe, na głowie czarna koronkowa chusteczka.

DUTKIEWICZOWA

Bywaj pan zdrów kochany panie Wygrycz — dobranoc, dobranoc.

KLARA

podbiegając ku niej.

Ach, to pani Dutkiewiczowa, nic nie wiedziałam, że pani była u nas.

DUTKIEWICZOWA

Wyszłam tylko na chwilkę, prosić cię, abyś jutro rano koniecznie przyszła do mnie, musimy pójść kupić trzewiki; bez ciebie nie kupię, bo oni mnie oszukają.

KLARA

Dobrze, przyjdę.

DUTKIEWICZOWA

Bywajcie zdrowi. Za sceną słychać muzykę — pianino i wiolonczela. Słyszycie wy?

WYGRYCZ

Ktoś gra na wiolonczeli i pianinie. Prześliczna melodya.

DUTKIEWICZOWA

Dawno już nie słyszałam takiej muzyki. Żebyś ty tylko Klarciu nie zapomniała jutro o moich trzewikach...

WYGRYCZ

z pewną zadumą i serdeczną czułością mówi do Klary.

Matka twoja grywała także pięknie! — pamiętasz?

KLARA

cicho.

Pamiętam, ojcze!

WYGRYCZ

j. w.

O, mam ja w życiu dobre wspomnienia, święte wspomnienia. A na tamtym świecie mam moją świętą, z którą pragnąłbym się połączyć jaknajprędzej, gdyby nie dzieci, tuli Klarę do serca. Ale ona mi was zostawiła, i znowu człowiek do tej ziemi przywiązany.

KLARA

Mój ojcze, co też ty mówisz! Ty zdrowie tutaj musisz odzyskać.

WYGRYCZ

Ot są na ziemi poematy takich związków i takich wspomnień. Jakże biednymi są ci, którzy ich zrozumieć ani ocenić nie potrafią...

DUTKIEWICZOWA

To ja już idę — dobranoc kochany panie Teofilu — dobranoc — a ty Klarciu, jak tylko brata wyprawisz do szkoły, to przychodź zaraz jakby sobie coś przypomniała, ciszej do Klarci: ale, ale — dam ci jutro na wpisowe dla Stasia — już pora zapłacić — no, bywajcie zdrowi wychodząc w kulisę: a nie zapomnij o moich trzewikach — bo przecie boso chodzić nie mogę.

Słychać tylko pianino.

WYGRYCZ

zwracając się ku drzwiom.

A ty nie idziesz ze mną?

KLARA

Chwileczkę jeszcze pozostanę tutaj.

WYGRYCZ

A nie zapomnij zamknąć drzwi... wchodzi do domu:

SCENA SZÓSTA

KLARA. po chw. — OSKAR. — BENEDYKT. — WYGRYCZ.

KLARA

patrzy chwilę czy ojciec odszedł — potem idzie zwolna ku sztachetom — opiera się o nie — i jakby w upojeniu spogląda w stronę pałacu; w tej samej chwili zbliżył się Oskar.

To pan...

OSKAR

ująwszy jej dłonie mówi szeptem:

Musiałem koniecznie dziś jeszcze panią widzieć. Grając myślałem ciągle: „Pójdę do niej!” Przestałem grać i przyszedłem. Powiedziałem jemu „graj dalej, graj ciągle, bo chciałem z tobą rozmawiać przy wtórze muzyki. Czy dobrze, że przyszedłem? Musiałem cię widzieć i pożegnać na cały dzień jutrzejszy. Dziś zaraz mój stryj przyjedzie i zabierze mnie do siebie na całe jutro. Czym dobrze zrobił, przychodząc dziś jeszcze na chwilkę?

KLARA

Dobrze.

OSKAR

...Zaczekaj, wejdę do waszego ogródka — usiądziemy razem — dobrze?

KLARA

błagalnie.

...Nie. — Niech mnie pan nie prosi, o — niech mnie pan o to nie prosi — bo pójdę — chce odejść.

OSKAR

przyciągając ją ku sobie.

Tak! nie idź, dziękuję ci, żeś nie poszła. Niech rozdzielają nas te sztachety. Ale nie odchylaj główki. — Przybliż się — pochyl — tak — o moja droga. Klara przytula głowę do jego piersi: Kochasz mnie?

KLARA

Kocham — chwila milczenia.

BENEDYKT

wszedł i spostrzegłszy Oskara mówi największą uniżonością:

Oświecony książe...

OSKAR

ze złością.

A co tam?

BENEDYKT

Jaśnie Oświecony Książe stryj przyjechał i rozkazał szukać Jaśnie Oświeconego...

OSKAR

surowo.

Precz! — do Klary która jakby skamieniała Wydało się wszystko, nie gniewaj się — bo uczyniłem to z obawy — abyś...

KLARA

przerywa, prawie osłupiała.

Pan? — książę? — pan, książę?

OSKAR

No — tak — ale cóż ztąd? — czyż dlatego?...

KLARA

j. w.

Pan? książę? — jak gdyby zrozumiała całą sytuacyę — odbiega od sztachet, obejmuje głowę rękoma i z okrzykiem trwogi — biegnie prawie nieprzytomnie ku drzwiom: Ojcze — ojcze — ojcze.

WYGRYCZ

ukazuje się w drzwiach:

Co to jest? — co się stało?

KLARA

rzuca się do kolan ojcu:

Ojcze — uciekajmy ztąd! Uciekajmy jaknajprędzej — dziś jeszcze — jeszcze dziś. — Ja tu jednej chwili pozostać nie powinnam... — Nie mogę!

Zasłona spada.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.