drukowana A5
12.72
O Jasiu Dręczycielu, o Józiu Gapicielu, o Cesi Cmokosi i o spalonej Zosi

Bezpłatny fragment - O Jasiu Dręczycielu, o Józiu Gapicielu, o Cesi Cmokosi i o spalonej Zosi


Objętość:
21 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0597-2

O Jasiu Dręczycielu

To jest brzydal nad brzydale,

Co się dotąd nie mył wcale.

Na pół łokcia ma paznogcie,

A czuprynę na dwa łokcie.

Słabszych bije, wciąż im broi,

Lecz silniejszych to się boi.

Jak tych gąsek co za psoty

Chcą brzydala wziąć w obroty.

Historya o nieznośnym Jasiu

Czy też znacie Pana Jana,

Co zaledwie wstanie zrana,

Już z nim każdy ma ambaras,

Bo dokucza wszystkim zaraz?

Czy też znacie chłopca tego

Co z serduszka słynie złego,

Co ma jedną wciąż robotę:

Jakby komu spłatać psotę?

Prosi mama, grozi tata,

A on ciągle figle płata:

W domu, w sadzie, broi wszędzie!

Ej, co też to z niego będzie?

To na igły lub na szpilki

Wsadza żuczki i motylki,

To znów bije gąskę biedną...

Ot, gąsiątko zabił jedno!

Raz kocinę złapał małą,

Jak biedactwo to miauczało!

Jak błagało go daremnie:

,,Miau! puść, Jasiu! nie męcz że mnie!

A ten brzydki Jaś niecnota

Z dużych schodów zrzucił kota!

I cóż kotek mu zawinił,

Że kaleką go uczynił?

Krzyczy, wrzeszczy! hu! ha! ha! ha!

Swym biczykiem ciągle macha;

To też płacze mama jego,

Że ma synka tak psotnego.

Raz pies wodę pił u studni:

Już Jaś pędzi, że aż dudni.

Trzask! uderza i ucieka.

A wtem gniewnie pies zaszczeka.

— Przecież ci nie wlazłem w drogę?

I urwisa cap! za nogę.

Oj! aj! boli!... krew się leje,

Janek krzyczy, prawie mdleje.

Spuchła noga do wieczora,

Więc posłano po doktora.

Przyszedł doktór, opatruje:

A tu rana szczypie, kłuje,

Tydzień było bólu, krzyku,

Tydzień Jaś był na kleiku;

A obiadek wyśmienity

Jadł za niego Bryś obity.

O Cesi, co ssała paluszek i o krawcu z nożycami

Była jedna Cesia mała,

Co paluszek ciągle ssała,

I choć miała piąty rok,

Jak niemowlę, wciąż: cmok! cmok!

Mówi mama: „Brzydka wada!

Ssać paluszka nie wypada!

Moja Cesiu, nie martw mnie,

Bo zobaczysz, będzie źle!

Przyjdzie krawiec zły okrutnie,

I paluszki Cesi utnie...

Ach! już nikt by ich nie zszył,

Toż dopiero płacz by był!”

Ale Cesia myśli sobie:

,,Ej, toć złego nic nie robię!

Mama tylko straszy mnie,

Skądby krawiec wziął tu się?

Gdzieżto zresztą krawców znają,

Co paluszki obcinają?

O tem, choć mam piąty rok,

Nie słyszałam — i znów: „cmok!”

Raz, na miasto idąc mama,

Rzekła: „Cesiu! będziesz sama,

Grzeczną bądź! przyniosę gruszek,

A pamiętaj!... wiesz?... paluszek!”

Ledwo się zamknęły drzwi,

Cesia mówi: „Ej co mi!

Possię trochę... tak. .. troszeczkę,”

Raz jedyny, przez chwileczkę...

I paluszek w buzię chlup.

Wtem ktoś biegnie: tup, tup tup!

Wpada krawiec, strasznie zły,

,,Palec — woła — utnę ci!”

Zdjął okropny Cesię strach!

Słyszy groźne: szach! szach! szach!

Tnie zły krawiec nożycami,

A sukienkę krew już plami.

Skaleczywszy, jak duch znikł.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.