drukowana A5
11.51
O dzielnym krawczyku

Bezpłatny fragment - O dzielnym krawczyku


Objętość:
10 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0270-4

Pewnego letniego poranka siedział sobie krawczyk przy stole koło okna i, pogwizdując wesoło, szył ile siły. Ulicą zaś szła wieśniaczka wołając:

— Powidła doskonałe! Powidła doskonałe!

Mile brzmiało to w uszach krawczyka; wytknął więc głowę przez okno i zawołał:

— Chodźcie tu na górę, dobra kobiecino, tu się najłacniej pozbędziecie swego towaru!

Wieśniaczka z ciężkimi koszami weszła po trzech schodkach do mieszkania krawczyka, który kazał jej otworzyć wszystkie garnki. Po kolei podnosił każdy z nich, obwąchiwał starannie, a wreszcie rzekł:

— Powidła wydają mi się dobre, odważcie mi, droga kobiecino, cztery łuty albo choćby i ćwierć funta!

Kobieta, która spodziewała się tu wielkiego zbytu, dała mu, ile żądał, ale zeszła ze schodów bardzo zagniewana.

— No, niechaj mi Bóg pobłogosławi te powidła! — zawołał krawczyk. — Oby mi one dodały siły i mocy!

Po czym wyjął z szafy chleb, ukroił sobie sporą pajdę i posmarował ją powidłami.

— Niezłe to będzie — rzekł — ale zanim skosztuję, muszę wpierw skończyć surdut.

Położył chleb na oknie i począł szyć dalej, robiąc z radości coraz dłuższe ściegi.

Tymczasem zapach powideł dotarł do much na ścianie i zwabił je na ucztę. Wielką chmarą obsiadły wnet chleb.

— Ejże, kto was tu prosił? — rzekł krawczyk i odegnał je.

Ale muchy, które nie rozumiały ludzkiej mowy, wracały ciągle w coraz liczniejszym towarzystwie. Wreszcie krawczyk rozsierdził się bardzo, chwycił ścierkę i... — Poczekajcie, ja was nauczę! — trzepnął nią bez litości. Kiedy podniósł ścierkę i policzył swoje ofiary, przekonał się, że siedem much padło trupem!

— Toś ty taki zuch! — rzekł krawczyk do siebie, podziwiając sam swoje męstwo — niechaj się o tym całe miasto dowie! I szybko przykroił sobie pas, a na nim wyszył wielkimi literami: „7 za jednym zamachem!”.

— Ej, cóż tam miasto! — rzekł do siebie. — Cały świat powinien się o tym dowiedzieć! — a serce aż mu podskoczyło z radości.

Wdział więc krawczyk swój pas i postanowił ruszyć w świat, gdyż warsztat był za ciasny dla jego waleczności. Przed wyjściem przeszukał całe mieszkanie, aby się przekonać, czy nie znajdzie czegoś, co by mógł zabrać ze sobą, ale nic więcej nie znalazł, tylko kawałek sera, który wsadził do kieszeni. Przed domem ujrzał ptaszka, który zaplątał się w gałęziach krzaka, schował więc i jego do kieszeni.

Wreszcie ruszył bohaterski krawczyk w drogę, a że był lekki, nie odczuwał zmęczenia. Droga wiodła na górę. Gdy krawczyk dotarł na szczyt, ujrzał strasznego olbrzyma, który rozglądał się dokoła.

— Dzień dobry, kolego! — zawołał krawczyk. — Oglądasz sobie daleki świat? Ja właśnie tam idę, jeśli chcesz, zabierz się ze mną!

Olbrzym spojrzał wzgardliwie na krawczyka i rzekł:

— Ty smyku! Ty mizerny łapserdaku!

A na to krawczyk:

— Przeczytaj tu, jaki ze mnie mąż!

Olbrzym przeczytał: „7 za jednym zamachem!”, a sądząc, że mowa tu o ludziach, których krawczyk zabił za jednym zamachem, nabrał wielkiego respektu dla małego zucha.

Chciał go jednak wpierw wypróbować, wziął więc do ręki kamień i ścisnął go, aż trysnęła woda.

— Zrób i ty to — rzekł — a uznam cię za silnego męża!

— Jeśli o to tylko idzie! — odparł krawczyk — to dla mnie zabawka — sięgnął do kieszeni, wydobył ser i ścisnął go w dłoni, aż sok wyciekł z niego.

— Widzisz — rzekł — to było nawet lepiej zrobione!

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.