drukowana A5
42.4
Noc listopadowa

Bezpłatny fragment - Noc listopadowa

Objętość:
290 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-1032-7

Rzecz dzieje się w Warszawie 29-ego listopada roku 1830.

Korytarz w Szkole Podchorążych,

przez całą sceny szerz szeroki,

do pół drugiego planu w głąb.

Z lewej księżyca zieleń wpada

przez okna ścianę szklaną;

pośrodku brama, nad tą bramą

chorągwi czworo w pęk złożono;

giwery w rzędów dwa pod ścianą.

Noc — wieczór — pusto; — szum od pola,

z Łazienkowskiego parku…

Warta gdzieś stąpa — słychać kroki.

Na kozłach bębny, dwa moździerze

i kopczyk kul i szpada.

Podziemu prysną wraz ościeże:

w tym korytarzu wstaje Dziewa,

hełm z kitą na jej karku,

prawicą włócznia, tarcz jej lewa;

jej pierwszy głos i rola.

Ze spiżu czerwony kask kryje jej lica

a oczy jej gorą w przyłbicy;

jej szata się łyska w odblasku księżyca;

tarcz wielka na złotej pętlicy:

Egida śrebrzysta, przez ramię rzucona,

wężami szeleści żywemi.

Wężami ciążące podźwiga ramiona

i spisę wbija do ziemi.

I głosem zawoła, aż gromem uderzy,

że ku niej skrzydlatych chór dziewek nadbieży

a każda na skrzydłach niesiona.

PALLAS

Do mnie! Do mnie! Do mnie!!

Zwycięskie duchy w orli lot

powietrznym szlakiem

biegajcie we wichrowym szumie;

potrząsam władnym znakiem!

Wy wszystkie razem,

mężobójczym sprzysięgłe żelazem,

co byt poświęcacie dumie;

na szczytach Hymetu, Ossy

Słońcu ślubujecie niezłomnie!

Ze szczytów Pelionu

biegajcie, biegajcie tłumnie,

śmiertelnych żądne zgonu.

Oto stawiłam grot!

Hej ku mnie, ku mnie, ku mnie!!

gromy

Ty, co zwyciężyłaś pod Maratonem,

że Ateny radośne nowiną;

ty, co zwyciężyłaś pod Salaminą,

że Pers smagał morze rózgami,

że w złości nurzał się w pył;

ty co byłaś pod Termopilami;

ty coś wiodła Aleksandra pod Tyr,

przydając mu Achillesowych sił;

ty, którą wieść wędrownych lir

pod Troją wsławiła Hektorem;

ty, co wiodłaś Cezarów Romy,

że świat zeszli taborem

wszerz i wzdłuż.

Gdy gasły gwiazdy Północy,

ty, coś Sławie przydała mocy;

ty, coś zwyciężała Teutony,

gdy Witołd, jako Ares, szalony,

odbywał kąpiel krwi;

coś wiodła Boży-Bicz w łunach

we chwałę przekleństw ognistą,

że zachwiał się krzyż

śród miasta siedmiu wzgórz,

gdyś we światło rzuciła miot lwi!

Do mnie sam! Do mnie w piorunach!

pioruny

Przyzywam was władnym znakiem,

na Egidy złoto, kość i spiż;

zaklinam przez Noc wieczystą,

kędy was siłą pchnąć mogę,

na Słońce zaklinam palące,

na Zewsa kędziory straszliwe,

na moc wężową Gorgony,

w drogę!!!

Wy, którym nieśmiertelność dam,

stawajcie żywe, przytomnie!

Powietrznym okrążajcie szlakiem!

Do mnie sam! Do mnie! Do mnie!

I otóż lecą ku niej, lecą

zwycięstwa dziwne Panie:

skrzydlate wielkim skrzydeł lotem.

Wielkim kołują wprzód zawrotem,

nim w kole która stanie.

PALLAS

Ten, co z zawrotnych szczytów

Olbrzymów pchnął w głąb Tartaru

i włada w państwie chmurnem błękitów,

skąd gromem i błyskiem spada,

przeze mnie każe!

Niechaj błysk piorunowy

zapala ognie-ołtarze!

Szał być ma Aresowy!!!!

Pobierajcie z bożego daru:

Zews nawołuje sług!

CHÓR

Ares!! Mój pan i bóg!!

PALLAS

Oto Ares, zwalony z pętów,

uleciał z Olimpu bram,

jako burza

i opadł nad miastem sam

a teraz przelatuje konny

i krzyczy i podjudza i podburza.

CHÓR

Powalim męże i poranim!

PALLAS

Lećcie za nim!!!

CHÓR

Hej! Skrzydła porozwijane

nad miastem szeroko rozprężem,

aż one uzbrojone dosiężem,

dopadniem, pochwycim siłą;

rola się stanie mogiłą

narodom; przez krew zwyciężem!!

PALLAS

Nad ludami uderzą gromy,

chmury się zapalą pożarem,

w gruzy zapadną domy,

ogień z niebios wyleci widomy,

zaciąży Gniew!

CHÓR

Kto walczy — ?

PALLAS

      Polska z Carem! — —

Powołane są i wysłane

Kery, sine dajmony,

z przeklętych nor Tartaru —

Harpije, co ssają krew

konających…

Znacie tę Nike Fidiaszową,

jak sandał wiąże szybka,

jak ze zwróconą w górę głową,

(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem)

wstrzymana w locie, gibka,

sandał chce splątać rozplątany

a strój jej, taśmą nie wiązany,

z polotnych fałdów tors odkrywa

i pierś na ciele wpół przegiętem.

Otóż to ona się odzywa

Jako:

NIKE NAPOLEONIDÓW

Pod Moskwę, na gniazdo Carów,

wiodłam Cezara Franków.

W orłowej leciałam chmurze,

nad lasem sztandarów,

w górze! w górze!

Szczęście unosiło skrzydła:

Rycerzy wiodłam kochanków…

PALLAS

Odzyszczesz rycerzy kochanków:

leć…

NIKE NAPOLEONIDÓW

      Nad duszami zaciążę.

Zwycięzców ramiony uniosę

na bój.

PALLAS

      Leć!

NIKE NAPOLEONIDÓW

      Sandały zwiążę;

biegłam z Olimpu chyża,

na twoje zaklęcia zlękła;

o olimpijskie dźwirza

uwadziłam; — ażem uklękła —

zawiązuje sandały

Kto będzie im wrogiem?

PALLAS

      Książę.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Oni jego pochwycą?!

PALLAS

      Zdradą!!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie!

PALLAS

      Oni tam wlecą gromadą

i pochwycą książęcia w pół-śnie.

Pójdziesz za nimi!

NIKE NAPOLEONIDÓW

      Nie!! — --

Niech walczą twarzą w twarz,

niech pierś o pierś ubroczą,

niech działa na się zatoczą,

tej nocy walce wydolę,

niech wyjdą w pole!

Uderzą miecz o miecz!

PALLAS

Przeznaczeniu ty nieposłuszna;

Rzecz ma się dopełnić już.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Ty wielka, a ty małoduszna!

Niechaj podejmą oręże

i idą walczyć, jak Bogi!

Olimpu zeszłam progi!

PALLAS

Spalę cię w ogniach rumieńca:

poznajesz Gorgony węże?!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie zwolę wieńca!

PALLAS

Więc nie! — i bez ciebie poradzą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Nie poradzą! — Zwycięża ten, kto z nami:

patrzaj, my ze skrzydłami.

PALLAS

Trojej dobyłam tą władzą,

wsławiłam Odysa nad męże;

Księcia pochwycę jeńca.

NIKE TROJAŃSKA

Dobywcom Trojej biada,

nie zwyciężysz.

PALLAS

      Zwyciężę!!

Losów dopełnić muszę.

Kajdany zejmę i pokruszę!

NIKE NAPOLEONIDÓW

Orlico, nie zwyciężysz.

PALLAS

      Orlico!

Gdy rzucę tarcz strasznolicą,

drży tron Zeusa skrzydlaty orłami;

gdy widmem zatrwożę duszę

i najmocniejszy pada.

NIKE SPOD TERMOPIL

Byłam pod Termopilami:

krocie bohaterów we krwi

zdradzieckimi zabiłam mieczami,

zdrada nie plami!!!

Gdy legną pobici zdradą,

te ręce wawrzyn pokładą.

Zamęczyłam je w zwycięskiej dumie;

padli, przykryci chmurą strzał,

w grotów zabójczych szumie,

w jarach niedostępnych skał.

Do czynu siostry, do czynu!

Jedli podstęp przyspieszy wawrzynu —

podstępem! —

NIKE SPOD SALAMINY

Narodom stanę się sępem;

byłam pod Salaminą!

Których losy dopełnione, niech giną.

Jeśli-że za zaborem szli,

niechże je ziemia pochłonie;

Jeśli-że ognie ma w łonie;

na cudzym-że chcą orać zagonie

i cudze piony kraść — ?

Lepiejże trupem paść,

niżal dopuścić tę właść! —

Czego-że to pragniemy?!

CHÓR

      Krwi!

NIKE SPOD SALAMINY

Jak sięgniem po wawrzyny — ?

CHÓR

Przez krew!!

PALLAS

      W krwi nie masz winy!

NIKE SPOD SALAMINY

Kto ludy powiedzie?!

CHÓR

      Gniew.

NIKE SPOD SALAMINY

Kto weźmie wieniec róż — ?

CHÓR

Wódz!

NIKE SPOD SALAMINY

Kto on?

PALLAS

      Chmurny, jak Noc.

NIKE SPOD MARATONU

Czyli będzie rówien, jak mój,

któren wzeszedł w gaju Maratonu,

we szczęku krwią płynących zbrój,

nim Helios z nieśmiertelnych dróg

przebieżał połowę skłonu.

Jego imię?

PALLAS

Wołane w skrach i dymie,

w mgławicy Napoleonidów.

On pierwszy i on jedyny.

CHÓR

Jakie jego imię — ?

NIKE NAPOLEONIDÓW

      Czyny!!

Mnie jego daj i zwól;

pożądaniem jemu krew rozpalę.

Jak poznać?

PALLAS

      Chodzi w chwale;

wszyscy ku niemu drżą.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Gdzie jest?!

PALLAS

      Satyry

bawią go śpiewem i grą

na teatrze.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Satyrom skruszę liry,

przy nim stanę i w oczy popatrzę

i krzyknę: w mieście bój!!

PALLAS

Leć, skrzydła nad nim sprząż,

unieś go i skryj w arsenale.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Jest mój.

PALLAS

Chwytaj i wiąż!

NIKE SPOD CHERONEI

Posępna weszła i cmentarna

i wiew przynosi grobów, blada

i wieńce niesie choinowe

i ciska — ręce składa —

to wznosi je tragicznie nad głowę

i jakby wieszczka rozpowiada

gestem,

wróżąca jedno słowo: biada.

Czarne welony, czarne chusty;

z zaciśniętemi idzie usty;

że cała onych Bogiń gromada

przystanęła przycichła i bada.

NIKE SPOD CHERONEI

Oto wieńce wam niosę wiązane

z choin; przystanęłam w ogrodzie

i rwałam —

NIKE SPOD SALAMINY

      Chcę wieńców z róż.

NIKE SPOD CHERONEI

Róż nie ma, róże pomarły;

badyle kwiatów suche

wichry przegonne w puch starły;

z liści złotych kobierzec na wodzie.

NIKE NAPOLEONIDÓW

Chcę wawrzynu wieńców i dębu.

Jakoż zwycięstwo się ziści — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Dęby odarte z liści.

Wichr przegnał zimną zawieruchę

nad ogrodem; — i liście opadły;

ogrody puste i głuche

a gałązki zmartwiałe i kruche;

ni ptaków świergoty letnie,

ni Marsjasowe fletnie;

zbłąkane dzieci Eola

dmą mierzwę przegniłą z pola,

słomę dziergają na drzewa,

że drzewo, jak arfa śpiewa

we wichrze miotem gałęzi;

a krzewy, co najdroższe,

w zimowej słomianej uwięzi;

a krzewy, co najuboższe,

w łachmanach sczerniałych liści.

CHÓR

Jakoż zwycięstwo się ziści — — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Uprzołek suchy jaśminu

i perły owocu, jako łzy

duże —

krwawe po jarzębinach korale —

NIKE SPOD MARATONU

Gdy zwycięskie proporce zawarczą,

po kierz bohatery nie sięgną.

NIKE SPOD SALAMINY

Nędzą zmartwiałe badyle;

oto je stopą podepcę —

i w pierwszym ogniu spalę.

Wstanąli to pieśniarze i ślepce

lirni — czy męże, jako spiż?!

NIKE SPOD CHERONEI

Onym te wieńce wystarczą

za róże —

NIKE SPOD SALAMINY

      Pieśniarze!?

NIKE SPOD CHERONEI

      Drwisz!

Będą jaśnieć przez chwilę.

NIKE SPOD SALAMINY

Jacyż ludzie?

NIKE SPOD CHERONEI

Wzrośli w mękach i trudzie.

CHÓR

Jacyż ludzie?!

PALLAS

      Męże się lęgną?

NIKE SPOD CHERONEI

Na urwiskach jałowiec i sosna,

przygięta wichrem, drży…

NIKE SPOD MARATONU

Drzewa żałoby!

NIKE SPOD CHERONEI

      Siostry!

Krzew zwarzył wicher ostry

i szron bieluchny mży.

Laurów nie ma, a róże pomarły.

CHÓR

Jakoż zwycięstwo się ziści — ?

NIKE SPOD CHERONEI

Niech giną, synowie moi —

kres hańbie, wstrętom, zawiści;

łza już się w oczach nie ląże,

do lotu się skrzydła rozwarły…

CHÓR

Gdzie dążysz? —

NIKE SPOD CHERONEI

      Oto po Śmierć dążę.

Obaczę ich znowu we krwi.

Pozwalasz mi znowu wstać,

poległym łoże słać.

O Pallas, Zewsowa dziewo,

jakożem dzisiaj szczęśliwą.

O Sławo, przecz znowu mogę

dziełami znaczyć drogę.

Widziałam Maciejowice

i ległą zakłutą brać.

Na bój, na bój!

Podajcie ręce siostrzyce:

otośmy przymierze zawarły.

CHÓR

podają sobie ręce

Cyt! — — — Stój.

Krzew zwarzył wicher ostry;

wylękłe, wyschłe drzewa,

w nich Eol, jak w arfach śpiewa;

laurów nie ma a róże pomarły — —

NIKE SPOD CHERONEI

Siostry!

Otośmy przymierze zawarły:

oto po Śmierć, po Śmierć dążę:

niech giną we chwale zbroi,

łza już się w oczach nie ląże.

ujmuje za ręce Chór

PALLAS

Ujrzycie bohatery i karły

i wojenniki i gachy

i dumne, pychą pojęte

i podłe, jako gad liche

i wyniosłe i groźne i ciche

i zbrodnicze i jako cud: święte. —

Leć! leć! w puste, w ciemne ulice!

Wołajcie, tam Ares goni,

uderzcie o dzwon błyskawice,

niech trwogą przez miasto dzwoni!

Krzyczcie: do broni!!…

CHÓR

      Do broni!!!

Chór odlatuje; — zaś Pallada

ze smugi świetlnej w cień wstępuje

i kęs przystaje, czatująca. —

I tejże chwili samej wpada

Wysocki Piotr do korytarza,

od prawej biegnąc strony.

Ku drzwiom środkowym prosto bieży;

płaszcz wielki kryje go po oczy;

biegnie — drzwi pchnął do sali;

dobył szpady — i tą koło zatoczy;

płaszcza odkrył — oni już go poznali;

do drzwi się cisną: chór młodzieży;

słuchają, a on nawołuje:

WYSOCKI

Hej bracia, dzieci, żołnierze

za broń, za broń, za broń!

Niech każdy za giwer bierze

i ustawia się w szeregu, w podwórze.

Hej bracia, oto budzą się burze:

za broń, za broń, za broń;

przyszedł czas, gdy zrywamy obroże,

co gardła i ręce porze

i święcim noże!!!

Śmierć przywłaszczycielom,

tyranom,

co nasze kalają trony,

co brudem ołtarze ścielą!

Bóg wziął nasze obrony:

Śle wolność ludom i stanom!

Czas pomsty za bezprawie,

czas pomsty, lećcie żurawie,

roznieście po polach skry

z płonących chat!

Za łzy, za urąganie męce,

hej bracia, rycerze, dzieci,

młodzieńcze sprzęgajcie ręce.

Oto godzina wybija,

gnana tęsknotą lat:

do broni, Jezus, Maryja!

Do broni za Polskę, za krew,

za lata niewoli i nędz,

za widma, upiory jędz,

co nasz obsiadły dom,

niosąc srom;

niech krzyż upiory wyżenie,

spełniajcie przeznaczenie:

Czas przyszedł, zwyciężym dziś.

Hej dzieci, rycerskie łupy

dla was, czas iść!

Drogę zaścielą wam trupy;

to wam ratować się z toni,

wasz los od waszych dłoni,

wam serca! — Mężowie dzieła!

Już za nim Dziewa znów się zjawia

i słowem-ogniem go zaprawia

i słowem-ogniem go porywa,

płonąca wiedźma łun straszliwa:

PALLAS

Niech płoną grody i miasta!!

Do broni, do broni, do broni!

WYSOCKI

Tyżeś to koło mnie stanęła,

we wieńcu błyskawic niewiasta:

łuną palisz się jasną…

PALLAS

Oto jestem przy tobie siostrzyca;

błyskawice w mym ręku się palą

i gwiazdy w mym ręku gasną.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Patrzajcie, gorą mu lica.

WYSOCKI

Hej, naszym krzywdom granica!

PALLAS

Opętańcze mieczowy, do dzieła!!

WYSOCKI

Poprzysięgam się tobie: miecz;

zgaduję cię, radosne widziadło;

tyżeś mnie za włosy ujęła,

Córo Zewsa, dziewo nieśmiertelna;

tysiące mężów pobladło,

przed tobą upadło w pył…

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Dla nas Sława, Sława niepodzielna!

Wyżeniem księcia precz!

PALLAS

Patrz, jak się prężą do sił;

patrz, lecą, ja z nimi orlica;

zapalę ich duchy, jak pochodnie;

niech lecą spełnić zbrodnię;

wężami osmagam twarze.

Zaklinam je w wojennym gniewie;

zapalę, jako zarzewie;

duchy młodzieńcze obnażę,

rozedmę piersi okrzykiem,

każden wstanie skrzydlatym orlikiem

i wzleci w śmiertelnym śpiewie.

WYSOCKI

Przez krew, przez krew, wy w gniewie:

rycerze krwawego przymierza,

słuchajcie, piorun uderza

przez pierś, przez polskie serca.

Oto wszystko wam odebrał wydzierca!

Pallado! tyżeś z piorunów urosła,

potrząśnij tarcz gromowładą,

niechaj patrzą w płomień uniesieni,

niech się łuna nad nimi rumieni!

Rozedrzej piorunem mrok!

gromy

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Łuna się na niebie uniosła — !

WYSOCKI

Zapamiętajcie rok

trzydziesty,

dzień dwudziesty dziewiąty

listopada:

dzień wzeszedł dla was, ta noc!

łuna

PALLAS

Wam dana potęga i moc!

WYSOCKI

Wskrześnijcie mściwce!

Krzepcie się, orężna gromada!

PALLAS

Zdobywce;

Tratujcie, depczcie Centaury!

WYSOCKI

Na moim stawajcie Słowie:

Do broni!

PALLAS

      Jutro laury!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Każesz iść, o ty oczekiwany,

mówiono, że przyjdziesz k'nam.

PALLAS

Na Słowo pękają kurhany.

Wam duch, latami wołany,

poima serca łańcuchem;

kto się oprze tej wolej serdecznej,

tego tarczy uderzę obuchem

i męce przekażę wiecznej.

Oto głos, co wam woła: Sława!

Hej, stado orłów szeleści,

powietrze skrzydłami porą,

łuna tęczą ogniową je pieści.

Niechaj duchy płomieniem zagorą!

Miecz świętość, miecz twoja Sprawa,

Los w wasze ręce dan.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Rozkazuj!

WYSOCKI

      Bierzcie za giwery —

oto stoją rzędami u ścian;

chwyć w lot;

czas ucieka, trza nam chyżo do wrot,

nim was ubiegą.

Jest tu cała hurma Moskali,

co wrót strzegą.

Trza, by was nie poznali;

trza nam wpaść na koszary na Solcu;

to tam się pali szopa

opodal przedmiejskich kopców

i to jest umówiony znak.

Iluż was tu jest chłopców?

Stu sześćdziesięciu?

CHÓR PODCHORĄŻYCH

      Tak!

WYSOCKI

Są wszyscy?

CHÓR PODCHORĄŻYCH

      Wszyscy są.

Patrz, pełnią się korytarze…

WYSOCKI

Dostajecie do działania część lwią:

trza rozbroić trzy pułki ułanów,

most zająć, omylić straże.

Dam naboje, sam sprawię waćpanów.

Potem zejdziem na miejski szlak.

do nowych, którzy nadbiegli

Imać za broń!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

      Za broń!!

WYSOCKI

Czas mija, nie trza dzieła odwlekać.

Przelecimy koło Belwederu ku miastu,

by przedostać się do Arsenału.

Zaliwski Arsenału dobędzie.

PALLAS

szeptem za jego uchem

Nie zazdrosnyś-że jego udziału,

że i on sławę równą posiądzie — ?

WYSOCKI

W ogrodzie, koło mostu-posągu,

jest młodych, umówionych szesnastu;

wszystko z uniwersytetu studenty

i literaci,

Tym trza dać broń

i drogę do pałacu pokazać;

dwóch przydzielę i sam ich wyznaczę;

oni mają pochwycić książęcia,

gdyby zechciał ogrodem uciekać.

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Więc to dziś — to nie do pojęcia…

WYSOCKI

Dziś dzień wyzwolin braci!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

Leć z nami, jako orzeł z orlęty!

Już biegą, już biegą.

Już nic ich nie wstrzyma,

Już bronie mają w ręku;

do niego, do wodza przykuci oczyma,

śród gwaru, rumotu, śród szczęku.

Kurty w granat a żółte rabaty;

białe spodnie i białe kamasze.

Na giwerach piętrzą bajonety

przypasują do boków pałasze,

tornistry przytroczą na grzbiety.

na krzyż pasy przez pierśne kolety.

Już się stawią we czwórki-kwadraty,

Już w rząd długi wyciągli się sznurem

a wesołym radują się chórem.

WYSOCKI

To dziś — do broni! za giwery!

Bajonety nasadzić!

W podwórzu się gromadzić,

przeć do wrot!

Żeby wrot wam nie zamkli — w lot!

Dostaniecie ładunki u bram.

Ja z wami — ja powiodę was sam!

Do broni, godzina wybiła,

przy nas Potęga, Siła.

Za wstyd, za lata niewoli,

za lata, lata łez

przywłaszczycielom kres!

Miecz wyoralim z roli,

Będziemy tym, co naszą łamali cześć,

grób grześć,

na piersi kolanem sieść

i łamać kości.

PALLAS

Będziesz nieśmiertelność mieć!

WYSOCKI

Wnijdziecie do nieśmiertelności!

Hej dzieci, męże, rycerze!

PALLAS

Niech każdy płomieniem płonie,

lećcie gorejące pochodnie,

ozwarte świątyni ościeże.

We światło przez mieczów zbrodnie!

WYSOCKI

Hej bracia, żołnierze, dzieci!

PALLAS

Gwiazda wam wzeszła i świeci!

WYSOCKI

Bóstwo przed nami goni!

PALLAS

Do broni!!

WYSOCKI

      Do broni!!

CHÓR PODCHORĄŻYCH

      Do broni!!!

SALON W BELWEDERZE

Dwoje drzwi z prawej. Dwoje drzwi z lewej.

W głębi potrójne okno, aż do posadzki.

Za oknami ogród-park łazienkowski.

W oddalenia nad stawem posąg konny biały.

JOANNA

wchodząc

Patrzajcie, łuna pożaru!

W. KSIĄŻĘ

wchodząc

Gdzie pożar?

KURUTA

wchodząc

      Miasto się pali.

GENDRE

wchodząc

Nie miasto.

W. KSIĄŻĘ

      Gdzie?

GENDRE

      Tam, w oddali.

W dziedzińce lecą sygnały.

KURUTA

Dwa się szwadrony zerwały

i pędzą…

JOANNA

wychodzi

GENDRE

      Konia dla księcia!

KURUTA

Już wiodą.

W. KSIĄŻĘ

      Nie — pozostanę. —

Tam — po co? — Niech ogień płonie.

KURUTA

A co by książę powiedział,

gdy płomień drugi uderzy

i trzeci i czwarty wstanie,

i tak te czarne otchłanie

zaczną grać — ?

W. KSIĄŻĘ

      Że to powstanie.

KURUTA

A tak — tak — ogień — bunt, ogień pożarny;

tak, jak rozpali się ten lud cmentarny;

tak świeże groby wystrzelą piorunem;

będziemy tańczyć trupy.

W. KSIĄŻĘ

      Z złotym Runem

na piersi; — jak kto nasze odkryje opończe,

pozna stróże Carskiego słowa — wsio rycerni,

my nie będziemy umierać, lecz ginąć

albo zwyciężać; —

jak zechce Car, będziemy słynąć.

GENDRE

A jeśli Car nie zechce — ?

KURUTA

      Będziem wierni.

GENDRE

wychodzi

W. KSIĄŻĘ

Postój sam!

KURUTA

      Słuszajus.

W. KSIĄŻĘ

      Ot, ty durny.

KURUTA

      Ja ludzki.

W. KSIĄŻĘ

A potrafiłby ty, jak jaki kniaź Zarudzki,

porwać dziewkę? — i chcieć być Moskwie Carem sam?

KURUTA

Wy gospodyn — ja sługa.

W. KSIĄŻĘ

      No ja znam.

KURUTA

Wierny.

W. KSIĄŻĘ

      Głupi zadość.

KURUTA

      Mudry po rozkazu.

W. KSIĄŻĘ

Przebiegły Grek; na tonie pozna się do razu.

No — lubię gaworzyć…

KURUTA

      Paplać swobodno.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj — — — no ruszaj won — — a służyć!

KURUTA

      Niezawodno.

W. KSIĄŻĘ

A potrafiłby ty w ogień za Carem skoczyć?

KURUTA

Choćby i carski brat —

W. KSIĄŻĘ

      Nóż jemu w pierś — ubroczyć

i chresty wziąć — ty zbladł?

Car skazałby powiesić wprzód,

potem by chresty kładł. —

Paszoł! — — Adieu — — masz dłoń — po kamracku.

KURUTA

Wasza miłość…

W. KSIĄŻĘ

      Flozof ja — tak po omacku

szukam ludzi; człowieka zwącham w grubej skórze.

KURUTA

Dar boski wasz.

W. KSIĄŻĘ

      Tak ja wam się wynurzę, Kamràt — — powiem słowo —

      li nie zlękniesz się kar?

KURUTA

Diabeł bierz — cóże jest to — — ?

W. KSIĄŻĘ

      …Że książę będzie Car.

KURUTA

zaśmiał się

Cha, cha cha,

W. KSIĄŻĘ

pchnął go

      Precz! — czego ty się zaśmiał, jak czart?

KURUTA

milczy

W. KSIĄŻĘ

Precz — no nie trza służby mnie.

KURUTA

pozostaje

W. KSIĄŻĘ

      Precz. Ruszaj do kart.

wypycha Kurutę za drzwi

został sam

puka do drzwi na lewo

z tychże drzwi wychodzi:

JOANNA

podeszła ku środkowi salonu

W. KSIĄŻĘ

zamyka wszystkie drzwi

idzie do biurka

      Od samego rana

zwlekałem — i wczoraj, cały dzień i pozawczora,

aże do chwili tej — gdy na zegarze

dziejowym, taka znaczyła się pora

dla mnie i ich godzina ta.

uderza ręką o biurko

Tu — list Cesarza —

JOANNA

      Cara!?

W. KSIĄŻĘ

      Cara brata.

I nominacja.

JOANNA

      Na zbawcę!

W. KSIĄŻĘ

      Na kata!

JOANNA

Co to jest — ?!

W. KSIĄŻĘ

      Car oszalał.

JOANNA

      Co znaczy…?

W. KSIĄŻĘ

      — Milczenie,

tajemnica — wsiowładztwo — komedia — skażenie!

Otom jest…

JOANNA

      W ogniu cały…

W. KSIĄŻĘ

      I we krwi się zjawię

i albo los podejmę i Polskę wybawię

i będę czymś — nie błaznem, nie kpem, nie dworakiem,

ale Carem Polski — przez krew.

JOANNA

      Ty!!!

W. KSIĄŻĘ

      Polakiem.

JOANNA

Łżesz.

W. KSIĄŻĘ

      Małczaj!

JOANNA

      Ty łasisz się i klniesz — —

W. KSIĄŻĘ

Słuchaj — ty milcz — ja mówię świętą rzecz;

ja się zbudził od dziś — ja będę lew,

ja chcę krwi, walczyć chcę — ja poczuł krew

w powietrzu. — Będę Bóg przez ciebie.

JOANNA

      Łżesz.

W. KSIĄŻĘ

Ty piękna — ciszej ty, bo ty mnie słowem gniesz.

Słuchaj mnie ty. — Jak była wielka wojna,

tak będzie teraz znów — a ty dostojna

Carowa; — — ja każę kuć koronę

dla ciebie — jako wziąłem cię za żonę.

Wojna, wojna — Polaki to są lwy.

Oni zdobędą wsio — jak lodowcowe kry,

przebojem wzdłuż i wszerz! Co? Napoleonidzi

przeszli?! A co, Polkà!?

JOANNA

      A serce moje widzi.

Ty śnisz — ty — co, ty knujesz — —

W. KSIĄŻĘ

      Zblednie Car.

JOANNA

Przeciw bratu — ty brat — —

W. KSIĄŻĘ

      Wot rzucił na cię czar.

Wiesz ty? — Jedyne słowo takie, jakom tu rzekł

a Car by żywcem pasy darł i żywcem piekł,

zazdrosny Car — a ja będę nad Cara;

ja będę Polski król — i ze mną twoja wiara.

Wot co? ty zrozumiała — ?

JOANNA

      Zamach.

W. KSIĄŻĘ

      Wsiej czas — mój los.

A co — ja poszedł gdzie mnie wiódł twój głos.

Polkà.

JOANNA

      W obłędzie ty — chcesz mnie udaniem zwieść.

Daj list — czytać mi daj…

W. KSIĄŻĘ

otwiera biurko,

podaje list

      Czytaj. — Co wiesz?

Plein pouvoir. — Co? — Znasz! Ha mów, ze słowem spiesz.

Wyrzec ty — krzycz — bo w tobie gore krew.

Ty w oczach moich, ty przede mną stoisz

zbrojna nożem — ty uderz — — co…?

JOANNA

      Precz.

W. KSIĄŻĘ

      Ty się boisz. —

A czego ty się lękasz? W blaskach ty polska dusza,

ty we świetle, w twych oczach skry i żar i zorza.

A chciałabyś ty — co — od morza, hej do morza?

No, skrzydła rozwiń twe — roztaczaj ty twój lot,

nie skrywaj się — ja znam — — a to katusza —

tam ogień święty wre — ty westalka.

Cha, zgadnij moją myśl — cha — ?

JOANNA

      Ty bankrot.

Chcesz naigrawać się — pójdź precz.

Ze serca, z duszy drwisz.

W. KSIĄŻĘ

      Ty lalka —

ty cud — ty świętość polska ukradziona,

ty z twoim rysem dumy i bladością lica,

ty u mnie niewolnica — no — ty u mnie żona —

kochaj — ot we mnie geniusz się obudził;

ty nie zapomnij mnie — patrz, ja się zbudził;

duchem ja był ugrzęzły w nędzy i rozpuście,

padlèc — ale mi świecisz ty sławo, urodo,

ty moja — ja cię miał, przygarnął świeżo, młodo;

moja ty służebnica — daj ust — pić, ja głodny

pić duszy czystość — w uścisku rozpalić

białą lilijkę do żaru płomieni —

daj ust —

JOANNA

      Puszczaj —

W. KSIĄŻĘ

      Krew, lice się rumieni.

JOANNA

Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ

      Czuj moc.

JOANNA

      Precz.

W. KSIĄŻĘ

      — Ty będziesz chwalić

za uściski — kobieta ty — legniesz…

JOANNA

      Ty cham.

W. KSIĄŻĘ

Ha — ty słaba — ty kwiat, bierz rozkosz, lubość dam. —

— Dziewka! — Ruszaj!

JOANNA

oddala się

W. KSIĄŻĘ

      Postój!

JOANNA

staje

chwila milczenia

W. KSIĄŻĘ

opuszcza wzrok ku ziemi

stoi obezwładniony

JOANNA

zwraca głowę ku oknu

Czy nie wydaje się, że ot tam jacyś ludzie

stoją — ?

W. KSIĄŻĘ

nie poruszył się

      Może to być — to i cóż? Myśl moja w trudzie.

Trzeba gwałtownie działać, rządzić, rozkazywać.

Tyle potrzeba umieć, wiedzieć, znać, przemóc na sobie,

przełamać podejrzenia — precz rozgonić cienie. —

Któż to jest moim wrogiem — ?

JOANNA

      Spójrz no tam.

W. KSIĄŻĘ

      Sumienie.

ostro

Czego chcesz?

czule

      Pójdź no ku mnie. — Nie pragniesz się tulić?

miłość — sen — za marami gonisz po ogrodzie.

JOANNA

Spójrz no — patrz — jakieś smugi odbite na wodzie

i cień koło posągu.

W. KSIĄŻĘ

      Ty marząca — luba —

ty patrzysz za cieniami — ot, mnie czeka zguba,

jeśli się duch nie wzmoże, w moc się nie rozpręży.

Dzisiaj przeczułem moc — nade mną cięży.

Innym dziś, niźli indziej — nie rozumiem siebie.

Widzę wielkość i drżę…

JOANNA

Krocie iskrzących gwiazd…

W. KSIĄŻĘ

      Ty myślą w niebie,

za światem —

JOANNA

      Chłód.

W. KSIĄŻĘ

      Po oknach cienie gonią.

JOANNA

Tam jacyś ludzie są. —

W. KSIĄŻĘ

      Przystępu straże bronią.

Czytujesz Lamartina —

JOANNA

      Zaczęłam dziś rano.

Harmonijne harmonie w muzyce przestworów

i ten Bóg, objawiony w kształcie wszelkich stworów.

Religijne romanse duszy nad jeziorem;

jego myśli nad ranem, myśli nad wieczorem.

W. KSIĄŻĘ

Tak więc masz ideami duszę zadumaną

i ludzi tam dostrzegasz, gdzie ich cale nie ma;

gdzie są żywi, nie widzisz.

JOANNA

      Tak duszy oczyma

patrzę i wdzięczna jestem…

W. KSIĄŻĘ

      Francuskiemu hrabi,

który ma sowi mózg i ma sentyment babi. —

Otoczony jest ogród sotniami żołnierzy.

Nie przejdzie nikt — no a ty myślisz, kto — ?

JOANNA

— Nikt — — Może drzewa tam gałęźmi trzęsą — ?

Tak wszystko kryje mrok. — —

W. KSIĄŻĘ

      Łzy masz pod rzęsą.

JOANNA

To nic.

W. KSIĄŻĘ

Pokorny ja — bez gniewu — jużem rozczulony —

już całuję, przepraszam. —

JOANNA

      Ten tam oddalony

posąg — coraz się bardziej uporczywie wbija

w oczy — i ciągnie ku sobie urokiem.

W. KSIĄŻĘ

Dosyć.

JOANNA

      Na ogród pójdę. — —

W. KSIĄŻĘ

tupie nogą

      Nigdzie krokiem.

Nie pójdziesz nigdzie.

JOANNA

      To nie. — Już zostaję. —

O czym ty myślisz — ?

W. KSIĄŻĘ

      To idź.

JOANNA

      Tam. — A po co?

W. KSIĄŻĘ

Urok, czarodziej biały — świecący bohater.

Słyszysz — — ?

JOANNA

      Szept.

W. KSIĄŻĘ

      W gałązkach szemrze wiater.

Wszystkie się cienie na ogrodzie razem

zakołysały.

JOANNA

      Cicho znów.

W. KSIĄŻĘ

      Tym głazem

ty rozkochana… — ?

JOANNA

      Może.

W. KSIĄŻĘ

      Ja go każę zrzucić z konia!

JOANNA

Już nie patrzę. — — —

W. KSIĄŻĘ

      Wysadzić go każę.

JOANNA

Ech. —

W. KSIĄŻĘ

      Każę ozłocić — blachą okuć złotą.

Zmierzym się oko w oko — bohater…

JOANNA

      Z hołotą.

W. KSIĄŻĘ

Małczaj!

chwyta ją za rękę

JOANNA

      Ot żeś co jest — ?

W. KSIĄŻĘ

      Ty dumą i pychą

karmiona duszo — patrz — ty bańką lichą,

skrzysz się w kolorach twych żądz niedościgłych,

jak tęcza rzucasz farby przez obłoki,

a lada wicher je zdmuchnie — pogrzebie;

roślino wiotka — polskiej oderwana glebie —

czar ciebie polski owiał — pojęły uroki — —

tak ja złamię. —

JOANNA

      Ty wstrętny.

W. KSIĄŻĘ

      Ot, ty kochanica.

A już krwią, już purpurą rozgorzały lica.

Pójdź.

JOANNA

      Puszczaj.

W. KSIĄŻĘ

      Pójdź.

JOANNA

      Precz.

W. KSIĄŻĘ

      Suko! Ruszaj!

JOANNA

Najświętsza Panno! — Nie — ty nie wymuszaj.

W. KSIĄŻĘ

Zapomnisz. — Czego chciałaś? Tam — już ciebie widzę,

pół omdlałą w mym ręku — z wstrętów, doniu, szydzę;

będziesz pieścić i tulić, hołubić i wołać,

cha, cha — co będziesz wołać…

JOANNA

      Najświętsza Panienko. —

W. KSIĄŻĘ

Precz ręce!

JOANNA

      Łamiesz. O wstydzie, o męko.

W. KSIĄŻĘ

Znaj rozkosz. — Ty kobieta — jak panna wstydliwa —

godna tronu. Carowa będziesz ty…

JOANNA

upada

      Ja nieszczęśliwa.

W. KSIĄŻĘ

Nie klnij — nie płacz — milcz! — cicho — cicho!

JOANNA

      Precz.

W. KSIĄŻĘ

Gniewna, żałosna.

JOANNA

      Odejdź; — ja szalona.

W. KSIĄŻĘ

Ty głupia. — Ty obłędna. — Obłęd moja siła.

Ja dziś w obłędzie lew. — Gdyby ty się paliła.

Gdyby żar — gdyby ogień, płomienie i skry

ogarnęły twą twarz — twą postać w ogniów mgły,

gdyby ty twoje ręce zarzuciła na szyję

mnie — gdyby ty…

JOANNA

      Ja się w męczeństwie wiję,

mój rozum mi się mąci — krzyczysz — ty jak burza.

W. KSIĄŻĘ

Jak wichr — ja byłbym wichr, huragan…

JOANNA

      Jak z podwórza

słychać — ? czy jęk? — czy drzew to łoskot — ?

W. KSIĄŻĘ

      Czar.

Ty śnij — w objęciach moich śnij — oczarowana wróżka.

Spokojność duszy daj — — daj ust…

JOANNA

      Ty…

W. KSIĄŻĘ

      Chodź do łóżka.

JOANNA

Daj ust — ty mój — — — o bierz tę twoję moc —

podtrzymaj mnie — na oczach, w duszy noc;

w obłędzie myśli moje — splątane myśli, chmura,

nie widzę nic. — łyskanie — szum —

W. KSIĄŻĘ

      To miłość — ura!

Pocałuj —

JOANNA

      Ha —

W. KSIĄŻĘ

      Pocałuj.

JOANNA

      Cyt…

W. KSIĄŻĘ

To nic. — —

JOANNA

      Co to? — po oknach śwista — zgrzyt —

zgrzyt szyb — brzęk — szept — ktoś jęczy — czy kto łka — ?

W. KSIĄŻĘ

To wiatr północny dmie. —

JOANNA

      Wichr wyje.

W. KSIĄŻĘ

      W oczach łza —

ty płaczesz, łza miłośna — lubość, ty poddana,

ty kochanka — miłośna ty. —

JOANNA

      Ja obłąkana —

ty mój. — — ty mój. — — Kto jęczy tam na dworze?

Kto z wichrem goni tam? Kto klnie? — Przeklina — może —

ciebie i mnie. —

W. KSIĄŻĘ

      Daj ust —

JOANNA

      Pocałuj — skon.

W. KSIĄŻĘ

Daj ust — pocałuj —

JOANNA

      Tyś dla mnie rzucił tron.

W. KSIĄŻĘ

Dla ciebie tron zdobędę, koronę dam na skroń.

JOANNA

Ty mój — kochanku — panie —

W. KSIĄŻĘ

Dam tobie królowanie.

JOANNA

W kościele Świętego Jana.

W. KSIĄŻĘ

Carstwo.

JOANNA

      Korona zmartwychwstana.

Nie od dziś to czuję i wiem

i pragnę, chcę i drżę — ty mój —

ty zadmiesz w róg — powołasz — ty na bój!

A oni z tobą rycerze; —

zwyciężą! — Szał mnie bierze. —

Kochanku — powstań ty, zdruzgotaj Cara, zgnieć!

Zapalaj burze, ognie nieć.

Kochaj — daj ust — tam pożar się rozpali:

Tam są gotowi wszyscy już! — — Powstali!!

W. KSIĄŻĘ

Co!? — wiesz!!

JOANNA

      Wiem. Tam w sercach ogień wre.

Tam czekają i rwą się już. — —

W. KSIĄŻĘ

      Tam?! — gdzie?!

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.