drukowana A5
42.5
Natan mędrzec

Bezpłatny fragment - Natan mędrzec

Objętość:
261 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0504-0

OSOBY:

Sułtan Saladyn

Sittah, jego siostra

Natan, bogaty żyd w Jerozolimie

Recha, jego przybrana córka

Daja, chrześcijanka, bawiąca w domu

Natana, jako towarzyszka Rechy

Templariusz

Derwisz

Patriarcha jerozolimski

Braciszek klasztorny

Emir

Mamelucy Saladyna

Rzecz dzieje się w Jerozolimie.

AKT I

Przedsionek domu Natana.

SCENA I

Natan, Daja.

Natan powraca z podróży; Daja wychodzi naprzeciw niemu.

DAJA

To on! To Natan!... Bóg niech przyjąć raczy

Dzięki, że wreszcie powracacie do nas.

NATAN

Tak, Dajo, dzięki Bogu! Ale czemu

Powiadasz: wreszcie? Czyż wprzód wrócić chciałem?

Czyż wrócić mogłem?... Wszakże z Babilonu

Do Jeruzalem, gdy kto zbaczać musi

W prawo i w lewo, jest mil najmniej dwieście,

A ściągać długi nie jest interesem

Tak do zrobienia łatwym.

DAJA

      O Natanie!

Do jakiej nędzy moglibyście byli

Dojść tutaj!... Dom wasz...

NATAN

      Uległ pogorzeli.

o tym słyszałem już... Daj Boże, żebym

Słyszał już wszystko, co mam słyszeć jeszcze.

DAJA

Niewiele brakło, żeby zgorzał cały.

NATAN

Naówczas, Dajo, wznieślibyśmy nowy

I wygodniejszy.

DAJA

      Prawda. Lecz w pożarze

O włos, że Recha także nie straciła

Życia!

NATAN

      Kto? Recha moja? Ona? Ona?

Tegom nie słyszał!... Ha! więc byłbym domu

Nie potrzebował!... Więc o włos, powiadasz,

Że nie spłonęła?... Ha! Spłonęła może!

Może zginęła w tym pożarze?... powiedz!

Mówże!... Od razu zabij mnie, a dłużej

Nie dręcz... A zatem tak? Spłonęła?

DAJA

      Gdyby

Tak było, czyżbym ja wam to mówiła?

NATAN

Czemuż więc straszysz mnie?... O Recho, Recho!

O Recho moja!

DAJA

      Wasza? Wasza Recha?

NATAN

Czyliż nie było zawsze mym zwyczajem

To dziecko moim zwać?

DAJA

      Czy równym prawem

Zowiecie swoim wszystko to, co macie?

NATAN

Nie większym! Wszystko dała mi przyrodaI szczęście, tylko własność tę jedyną

Zawdzięczam cnocie.

DAJA

      Jakże mi, Natanie,

Drogo za dobroć swą każecie płacić!

Jeżeli dobroć, co ma takie cele,

Dobrocią można nazwać!

NATAN

      Takie cele?...

Jakież to, Dajo?

DAJA

      Nie sumienie...

NATAN

      Dajo,

Pozwól, że najprzód ci opowiem...

DAJA

      Moje

Sumienie, mówię...

NATAN

      Jaką w Babilonie

Piękną materię ci kupiłem! Śliczna,

I w najpiękniejszym guście! Nie przywożę

Dla Rechy nawet nic wyszukańszego!

DAJA

I cóż to znaczy, gdy sumienie moje —

Muszę to wyznać — już się nie da dłużej

Zagłuszać!

NATAN

      Pozwól, pilno mi zobaczyć,

Czy będą ci się podobały sprzączki,

Kolczyki, pierścień, oraz łańcuch, którem

Kupił w Damaszku...

DAJA

      Wyście zawsze tacy!

Pragniecie tylko darzyć, tylko darzyć!

NATAN

Więc przyjm tak chętnie dary, jak je daję.

I milcz.

DAJA

      I milczeć! Któż by wątpił o tym,

Natanie, żeście hojni i uczciwi?

A jednak...

NATAN

      Jednak jestem tylko Żydem!

Co? Czyś to mówić chciała?

DAJA

      Co chcę mówić,

Wiecie wy lepiej.

NATAN

      A więc milcz!

DAJA

      Ja milczę.

Co tu na bożą zasługuje karę,

Czego nie mogę ani nie dopuścić,

Ani odmienić, niechaj na was spadnie.

NATAN

Niech spadnie na mnie!... Lecz gdzież ona? Dajo!

Jeśli mnie łudzisz!... Czyliż wie już o tym,

Że przyjechałem?

DAJA

      Was się spytać o to!

Dotąd jej nerwy jeszcze drżą z przestrachu

I dotąd pożar jej fantazja plącze

W obrazy swoje. Duch jej śpi na jawie,

A we śnie czuwa: raz mniej niż zwierzęciem

Zda się, a czasem więcej niż aniołem.

NATAN

Biedna! Czymżeśmy, ludzie!

DAJA

      Dzisiaj rano

Leżała, oczy zamknąwszy, jak martwa.

Nagle się zrywa, woła: „Słuchaj, słuchaj!

Przyszły wielbłądy mego ojca... Słyszysz?

To jego luby głos!...” I znów zamknęła

Oczy, a głowa, którą podpierała

Ręką, opadła na poduszki... Biegnę

Do drzwi i patrzę: to wy! Wy wracacie!...

Cóż w tym dziwnego? Dusza jej bawiłaPrzy was i przy nim cały czas.

NATAN

      I przy nim?

Jak to? i przy kim?

DAJA

      Przy tym, co z pożaru

Ją wyratował.

NATAN

      Któż to był? Kto? Gdzie on?

Kto mi ocalił moją Rechę? Któż to?

DAJA

Młody templariusz, przed kilkoma dniami

Przyprowadzony tutaj jako jeniec,

Którego sułtan ułaskawił.

NATAN

      Jak to?

Sułtan Saladyn podarował życie

Templariuszowi? A więc mniejszym cudem

Nie byłbyś Rechy mej ocalił, Boże?

DAJA

Gdyby on nie był chciał narazić życia,

Które odzyskał tak niespodziewanie,

Byłoby po niej.

NATAN

      Gdzież on? Dajo! Powiedz,

Gdzie ten szlachetny człowiek? Do nóg jego

Prowadź mnie! Skarby, którem wam zostawił,

Wszakże mu dałyście? Dałyście wszystkie?

I więcej mu przyrzekłyście? Wiele więcej?

DAJA

Jakżeśmy mogły?

NATAN

      Nic? Nic?

DAJA

      Nie wiadomo,

Skąd przyszedł. Dokąd poszedł, nie wiadomo.

Nie znając wcale domu, tylko uchem

Wiedziony, w swoim rozpostartym płaszczu,

Przez dym i płomień śmiało szedł za głosem,

Który o pomoc wołał. Już się zdało,

Że zginął, kiedy z śród płomieni nagle

Wyszedł, unosząc ją ramieniem silnym,

I niewzruszony, zimny wobec dzięków,

Złożył swą zdobycz, między lud się wcisnął,

I znikł.

NATAN

      Spodziewam się, że nie na zawsze.

DAJA

Ujrzałyśmy go znowu dni następnych,

Jak się przechadzał w cieniu palm, którymi

Jest otoczony grób Zmartwychwstałego.

Ja przystąpiłam doń i dziękowałam,

I zaklinałam, by odwiedzić zechciał

Biedną istotę, co spoczynku nie ma,

Póki dziękczynnych łez swych nie wypłacze

U jego kolan.

NATAN

      I cóż?

DAJA

      Nadaremnie!

Na prośby głuchym został, i wyszydził

Mnie bez litości...

NATAN

      To cię odstraszyło...

DAJA

Bynajmniej! Co dzień doń przystępywałam

On co dzień szydził ze mnie jednakowo.

Com wycierpiała odeń już! I czego

Z chęcią nie zniosłabym!... Od dawna przecież

Już nie przychodzi więcej pod te palmy,

Co ocieniają grób naszego Pana...

Nikt nie wie, gdzie się podział. Was to dziwi

I zastanawia?

NATAN

      Myślę o tym, jaki

Wpływ to wywarło na umyśle Rechy.

Tak się wzgardzoną widzieć, i przez tego,

Którego serce każe cenić drogo;

Być odepchniętą tak, i pociąganą

Zarazem. Sądzę, że w podobnym razie

Serce i głowa długo walczyć muszą,

Czy ma zwycięstwo odnieść wstręt do ludzi,

Czy cichy smutek? Często nie zwycięża

Żadne z nich, tylko w walkę ich się miesza

Bujna fantazja, tworząc marzycieli,

U których głowa pełni serca rolę,

A serce głowy!... Smutna to zamiana!

Taki wypadek, jeśli się nie mylę,

Musiał zajść z Rechą... Ona marzy...

DAJA

      Marzy,

Tak słodko jednak, lubo...

NATAN

      Ale marzy!

DAJA

Jedna z jej... chimer — jeśli tak je zwiecie —

Jest jej szczególniej godną. Ów templariusz

Nie ziemską dla niej jest istotą, ale

Aniołem owym, pod którego pieczę

Oddane było serce jej od dziecka.

Spłynął on do niej z chmury, co go zawsze

Okrywa, którą nawet wśród płomieni

Był otoczony, i wziął templariusza

Postać... Nie śmiejcie się z niej!... Kto wie?... Albo,

Choć w was to budzi uśmiech, pozostawcie

Jej to marzenie, w którym się jednoczą

W jedno miłości koło: Żyd, chrześcianinI muzułmanin... Jest to tak przyjemne

Marzenie!

NATAN

      Dla mnie także jest przyjemnym!

Idź, dobra Dajo, idź i spójrz, co robi,

Czy mówić mogę z nią. Poszukam potem

Tego dzikiego i tak gniewliwego

Anioła stróża, a jeżeli jeszcze

Na tym padole bawi, wzniosłe czyny

W tak szorstki sposób pełniąc, to go znajdę

I przyprowadzę tu!

DAJA

      Zadanie trudne

Przedsiębierzecie...

NATAN

      Wówczas obłęd miły

Ustąpi miejsca prawdzie milszej jeszcze;

Bo wierz mi, Dajo, zawsze człowiekowi

Człowiek jest milszym od anioła. Toteż

I ty się na mnie nie rozgniewasz pewnie,

Jeśli uzdrowię naszą marzycielkę.

DAJA

Tacy jesteście dobrzy, a zarazem

Tacy złośliwi!... Idę!... Ach! lecz patrzcie!...

To ona!...

SCENA II

Ciż sami, Recha.

RECHA

      Tyżeś, tyżeś to, mój ojcze?

Sądziłam, żeś tu naprzód wysłał tylko

Swój głos. Gdzież byłeś? Jakież to pustynie,

Góry i rzeki z sobą nas dzieliły?

Słyszałam prawie oddech twój, a przecież

Nie pośpieszyłeś Rechy twej uściskać;

Tej Rechy, która omal nie spłonęła!

Omal, o mało, ledwie! Nie drżyj, ojcze!

To brzydka bardzo śmierć, w płomieniach zginąć!

Och!

NATAN

      Moje dziecię, moje dziecię drogie!

RECHA

Ty tam musiałeś przez Eufrat, Tygrys,

Jordan, i kto wie jakie jeszcze wody

Brodzić... Och! Jakże często ja o ciebie

Drżałam, dopóki sama się tak blisko

Ognia nie tknęłam. Ale odkąd płomień

Był mnie tak bliski, śmierć wśród fal zda mi się

Ochłodą, czarem, ocaleniem. Jednak

Tyś nie utonął, ja zaś nie zginęłam

Wśród ognia. Będziem sobą się cieszyli

I chwałę Bogu damy! On niósł ciebie

I czółno twoje, na niewidzialnego

Anioła skrzydłach, przez zdradliwe prądy,

On dał znak także aniołowi memu,

By mnie widzialny na swych skrzydłach białych

Przeniósł przez płomień.

NATAN

do siebie

      Na swych skrzydłach białych!

Tak, tak! To biały płaszcz, co templariusza

Okrywał.

RECHA

      On to mnie widzialnie przeniósł

Przez płomień, skrzydłem swoim owiewany.

Zatem anioła mogłam oko w oko

Widzieć, anioła mego.

NATAN

      Byłoby to

Godnym mej Rechy, i nie znalazłaby

Piękności więcej w nim, niż on w niej samej.

RECHA

z uśmiechem

Komuż to schlebiasz, ojcze? Aniołowi

Czy sobie?

NATAN

      Jednak, chociażby to tylko

Zwyczajny człowiek, człowiek, jakich co dzień

Spotykasz, taką oddał ci usługę,

Musiałby stać się w oczach twych aniołem,

I stałby się nim pewnie...

RECHA

      Nie, nie takim.

On był aniołem! Nie! On rzeczywistym,

On rzeczywistym był z pewnością!... Czyżeś

Mnie sam nie uczył, że są aniołowie?

Czyś mnie nie uczył, że Bóg może czynić

Cuda dla takich, którzy go kochają?

A ja go kocham przecież.

NATAN

      I on ciebie

Kocha i cuda czyni w każdej chwili

Dla ciebie i dla bliźnich twoich. Tak jest,

Przez całą wieczność wciąż je dla was czynił.

RECHA

Wierzę w to chętnie.

NATAN

      Jak to? Więc dlatego,

Że to zwyczajnie brzmi i naturalnie,

Iż cię templariusz wyratował, ma to

Już nie być cudem? Nie! Największym z cudów,

Że powszednimi tak się dla nas mogły

Stać rzeczywiste i prawdziwe cuda!

I gdyby nie ten cud ogólny, to by

Człowiek myślący rzadko uznał cudem

To, co zwać cudem mogą tylko dzieci,

Które się gapią na to, co niezwykłe,

I za nowością tylko gonią.

DAJA

do Natana

      Chcecież

Jej biedny umysł, i tak naprężony,

Subtelnościami tymi do ostatka

Obłąkać?

NATAN

      Daj mi pokój!... Dla mej Rechy

Nie dosyć wielkim zdaje się to cudem,

Że ją ocalił z ognia człowiek taki,

Który sam musiał wprzód być ocalony

Przez cud... niemały cud! Bo czyż słyszano,

Żeby Saladyn kiedy podarował

Templariuszowi życie? By templariusz

Chciał jego łaski? Albo się spodziewał,

By mu za wolność swą chciał dać w zamianę

Bodaj skórzany pas, na którym nosi

Swój miecz lub sztylet?

RECHA

      To przemawia właśnie

Za moim zdaniem, ojcze. Z tej przyczyny

Nie był on wcale templariuszem, tylko

Postać tę przybrał. Czyliż do niewoli

Wzięty templariusz przybył kiedykolwiek

Po co innego do Jerozolimy,

Jak po śmierć pewną? Czyliż chodził wolno

Po Jeruzalem? Jakże mógł z nich który

Mnie wyratować w nocy?

NATAN

      Ho! Jak zręcznie!

Teraz ty, Dajo, przemów. Wszak mówiłaś,

Że sprowadzono go tu jako jeńca?

Coś więcej musisz wiedzieć bez wątpienia.

DAJA

No, tak. Tak mówią, lecz zarazem mówią,

Że mu Saladyn podarował życie,

Bo w jego twarzy znalazł rysy brata,

Którego niegdyś kochał bardzo. Brat ten,

Jak powiadają, już od lat dwudziestu

Nie żyje. Nie wiem, jakie nosił imię,

Nie wiem, gdzie podział się... To wszystko razem

Zda się tak dziwnym, nieprawdopodobnym,

Że w tym zapewne słowa prawdy nie ma...

NATAN

Dlaczegóż, Dajo, nieprawdopodobnym

To ci się zdaje? Czyliż nie dlatego,

Że wolisz wierzyć w to, co jest mniej jeszcze

Prawdopodobne? Czemużby Saladyn,

Który tak kocha swe rodzeństwo całe,

Nie miał mieć w młodszych latach swoich brata,

Ukochanego bardziej niźli inni?

Czyż być nie może dwóch podobnych twarzy?

Nie może obraz rysów trwać w pamięci?

Czyż przypomnienie nie wywiera wrażeń?

Gdzież tu jest, w czym tu jest niepodobieństwo?

Co, mądra Dajo? Więc to jest dla ciebie

Nie cudem wcale, tylko w twoje cuda

Koniecznie trzeba, warto jest uwierzyć?

DAJA

Szydzicie ze mnie!

NATAN

      Bo ty ze mnie szydzisz.

Mimo to jednak, twoje ocalenie,

Recho, zostaje cudem, który zdziałać

Mógł Ten jedynie, co postanowienia

Najstalsze królów i najniezmienniejsze

Najsłabszej nici poruszeniem zwala,

Są bowiem przed Nim głupstwem i błahością.

RECHA

Ojcze mój, ojcze, jeśli jestem w błędzie,

Wiesz, że niechętnie bym w nim trwała.

NATAN

      Czyli,

Że chętnie przyjmiesz prawdę. Zważ więc tylko

Wydatność większa albo mniejsza czoła,

Inakszy zarys nosa, brwi osada

Nieco odmienna na czołowej kości,

Jeden rys, zmarszczka, zgięcie, kąt, nic jedno

W twarzy jakiegoś Europejczyka,

I to wystarcza, by cię tutaj, w Azji,

Ocalić z ognia! Czyż to nie jest cudem?

Jeśli koniecznie cudu wam potrzeba,

Po co anioła trudzić?

DAJA

      Cóż to szkodzi,

Natanie? — Jeśli mówić mi jest wolno,

Milej jest zawsze mniemać, że ratunek

Winniśmy niebu, a nie człowiekowi.

Czyż tak mniemając, nie jesteśmy bliżsi

Pierwszej przyczyny ocalenia?

NATAN

      Pycha!

Nic tylko pycha!... Garnek z prostej gliny

Pragnie, ażeby z żaru go wyjęto

Srebrnymi cęgi, by mu się zdawało,

Że sam jest srebrny. Ba! Co szkodzi, mówisz?

Ja spytam, jaką korzyść to przynosi,

Bo twoja bliższość pierwszych, boskich przyczyn,

To niedorzeczność tylko lub bluźnierstwo.

Ale to szkodzi, tak jest, zawsze szkodzi.

Słuchajcie tylko. Wszakże tej istocie,

Co ocaliła cię, czy to był człowiek,

Czy anioł, pragniesz szczerze oddać wzajem

Jakieś usługi, jak najwięcej usług?

Nieprawdaż? Jakież można aniołowi

Oddać usługi? Można mu dziękować,

Można doń wzdychać, modlić się, w zachwycie

Przed nim upadać, w święto jego pościć,

Dawać jałmużny — więcej już nic. Otóż

Mnie się wydaje, że na tym wy same

Większe korzyści niż on odnosicie.

Wasze go posty nie utuczą wcale,

Wasze jałmużny jego nie zbogacą,

Ani wasz zachwyt go nie uszczęśliwi,

Ani go większym zrobi ufność wasza.

Czy tak? To wszystko tylko dla człowieka.

DAJA

Zaprawdę, człowiek więcej sposobności

Byłby nam podał, by dlań coś uczynić,

A Bóg wie, żeśmy szczerze jej pragnęły!

Ale on nie chciał nic, nie potrzebował

Nic, tak stanowczo, tak sam starczył sobie,

Jak aniołowie tylko starczyć mogą.

RECHA

Wreszcie, gdy zniknął...

NATAN

      Zniknął? ... jak to zniknął?

Nie pokazuje się już pod palmami!

Czyście szukały go gdzie indziej jeszcze?

DAJA

Nie szukałyśmy.

NATAN

      Jak to? Nie? Nie, Dajo?

To wielka szkoda!... Marzycielstwo wasze

Jest okrucieństwem! A jeśli... a jeśli

Anioł ten... chory?

RECHA

      Chory!

DAJA

      Chory! Gdzieżby!

RECHA

Jakiż dreszcz zimny mnie przebiega, Dajo!

Skroń rozpaloną miałam, teraz czuję,

Że lodowata.

NATAN

      Jest on cudzoziemcem,

Nie przywykł jeszcze do klimatu tego,

Jest młody, nie mógł jeszcze się wzwyczaić

Do obowiązków twardych swego stanu,

Do nocnych czuwań, głodu.

RECHA

      Dajo! Dajo!

DAJA

To jest Natana tylko przypuszczenie.

NATAN

Więc teraz leży sam, bez przyjaciela

I bez pieniędzy, by przyjaciół kupić.

RECHA

Ach! Ojcze!

NATAN

      Leży bez opieki, rady,

Bez przychylnego głosu, przeznaczony

Na pastwę cierpień, na łup śmierci!

RECHA

      Gdzie? Gdzie?

NATAN

On, co dla takiej, której nie znał, ani

Nie widział przedtem... cóż stąd? To był człowiek!

Rzucił się w ogień!

DAJA

      Litość nad nią miejcie,

Natanie!

NATAN

      On, co nie chciał ocalonej

Ujrzeć, ażeby dzięków jej oszczędzić!

DAJA

Natanie! Litość! Litość nad nią miejcie!

NATAN

On, co zobaczyć nie chciał jej i potem

Chyba w tym razie, gdyby mu wypadło

Powtórnie wyrwać ją z płomieni... Ale

Cóż to jest wszystko? Był to tylko człowiek!

DAJA

Słuchajcie! Patrzcie!

NATAN

      On! On, bliski zgonu.

Jedyny balsam ma we świadomości

Swojego czynu!

DAJA

      Dość! Przestańcie! To ją

Zabija! Patrzcie!

NATAN

      Tyś jego zabiła!...

Mogłaś go zabić!... Recho! Recho moja!...

Ja ci lekarstwo, nie truciznę daję!...

On żyje, żyje!... Przyjdź do siebie!... Nawet

Nie chory! Nawet nie jest chory!

RECHA

      Pewno?...

Żyje? Nie chory?...

NATAN

      Żyje niezawodnie!

Bo Bóg za dobro, które tu spełniamy,

Nagradza tutaj jeszcze. Widzisz teraz,

Że nie tak trudno jest pobożnie marzyć,

Jak dobrze czynić. Jakże często ludzie

Leniwi w święte bawią się marzenia,

Ażeby tylko... choć zamiaru tego

Nie są świadomi... aby tylko czynów

Dobrych nie spełniać!

RECHA

      Ach! Mój ojcze! Nigdy

Już nie zostawiaj twojej Rechy samą!

Nieprawdaż, może on wyjechał tylko?

NATAN

Tak... niezawodnie... Patrzcie, tam w oddali

Jakiś muzułman wpatrzył się ciekawie

W moje wielbłądy objuczone. Czyliż

Znacie go?

DAJA

      To jest derwisz wasz.

NATAN

      Kto?

DAJA

      Derwisz,

Co z wami w szachy grywa.

NATAN

      To on? Hafi?...

To jest Al-Hafi?

DAJA

      Teraz jest sułtana

Skarbnikiem.

NATAN

      Jak to? On? Al-Hafi? Znowu

Zaczynasz marzyć! Tak... to on w istocie

Zbliża się do nas. Idźcie już do domu!

Cóż to usłyszę?

Daja i Recha odchodzą. Wchodzi Derwisz.

SCENA III

Ciż sami, Derwisz.

DERWISZ

      Wytrzeszczajcie oczy

I patrzcie na mnie!

NATAN

      Tyżeś to, czy nie ty?

W tym świetnym stroju, derwisz?

DERWISZ

      Cóż dziwnego?

Czyż się już zrobić nie da nic z derwisza?

NATAN

To prawda. Ale mnie się wydawało,

Że derwisz, prawy derwisz, nie pozwoli

Nic robić z siebie.

DERWISZ

      Na proroka! Zatem

Chyba nieprawym jestem... Ale skoro

Kto musi...

NATAN

      Musi derwisz? Derwisz musi?

Nikogo zmusić niepodobna, czyżby

Derwisza zmusić można? I do czego?

DERWISZ

Do tego, o co bardzo jest proszony,

A co sam uzna dobrem. To derwisza

Jest obowiązkiem spełnić.

NATAN

      Tak, na Boga!

Prawdęś powiedział. Chodź, niech cię uściskam,

Człowieku! Wszakżeś moim przyjacielem?

DERWISZ

Więc nie spytacie nawet, czym zostałem?

NATAN

Pomimo tego, czym zostałeś?

DERWISZ

      Czyliż

Stać się nie mogłem w stroju tym hultajem,

Z którym wejść w przyjaźń brakłoby wam chęci?

NATAN

Jeśli derwisza serce ci zostało,

To się nie lękam o to. Tym hultajem,

Paradnie strojnym, może wtedy tylko

Być twoja suknia.

DERWISZ

      Ona też wymaga

Poszanowania. No, i jak myślicie,

Czym bym na waszym mógł był zostać dworze?

NATAN

Derwiszem, niczym więcej. Przy tym może

Jeszcze kucharzem.

DERWISZ

      Tak jest! Bym mej sztuki

Zapomniał u was. Więc kucharzem? Czemu

I nie piwniczym? No, nie zaprzeczycie,

Że mnie Saladyn poznał lepiej, skoro

Dał mi skarbnika urząd.

NATAN

      On? U siebie?

DERWISZ

Tak, ale tylko przy podręcznym skarbie,

Albowiem główny wciąż ma ojciec jego

W zawiadywaniu; ja domowy tylko.

NATAN

Dom jego wielki?

DERWISZ

      Większy niż myślicie,

Bo każdy żebrak doń należy...

NATAN

      Jednak

Saladyn wrogiem jest żebraków...

DERWISZ

      Takim,

Że ich chce całkiem z państwa wykorzenić,

Choćby miał przez to sam wyjść na żebraka.

NATAN

Tom właśnie myślał.

DERWISZ

      Wyszedł też w istocie

Już na żebraka, bo skarb jego co dzień,

Gdy przyjdzie wieczór, jest do szczętu pusty.

Chociażby z rana przypływ był największy,

Wszystko odpływa do południa,

NATAN

      Może

Do odpływania służą mu kanały,

Których nie można zatkać lub napełnić?

DERWISZ

Zgadliście.

NATAN

      Łatwo było.

DERWISZ

      Źle jest, jeśli

Książę lud szarpie, niby sęp padlinę,

Ale dziesięćkroć gorzej, jeśli jego,

Jako padlinę, rozszarpują sępy!

NATAN

O nie, derwiszu! Nie!

DERWISZ

      Wam mówić łatwo!...

No... ile dacie? a natychmiast moje

Miejsce wam oddam.

NATAN

      Ileż ci przynosi

To miejsce?

DERWISZ

      Ile? Mnie niewiele, ale

Wam może ono przynieść lichwę wielką,

Bo kiedy przyjdzie odpływ, który często

Zdarza się, śluzy wasze otworzycie,

Dacie zaliczkę, i będziecie mogli

Wziąć procent, jaki sami chcecie.

NATAN

      Procent

I od procentu procent.

DERWISZ

      Tak.

NATAN

      Aż wreszcie

Zaliczka cała stanie się procentem.

DERWISZ

To was nie nęci? No, to piszcie kwita

Z naszej przyjaźni, bo w istocie bardzo

Na was liczyłem!

NATAN

      Co? W istocie? Jak to?

Jakże to?...

DERWISZ

      Że mi pomożecie, abym

Mógł pełnić godnie urząd mój, to znaczy,

Żebym otwartą miał wciąż waszą kassę.

Wstrząsacie głową?

NATAN

      Trzeba się w tym względzie

Dobrze zrozumieć... Jest różnica wielka...

Ciebie, derwisza Al-Hafiego, chętnie

Wesprę we wszystkim, co jest w mocy mojej,

Ale Al-Hafi, co jest defterdaremSułtana... temu... ten...

DERWISZ

      A co? Nie zgadłem?

W was zawsze dobroć brata się z rozwagą,

Rozwadze mądrość towarzyszy! Ale

Bądźcie cierpliwi! To, co rozróżniacie

W Al-Hafim, wkrótce samo się rozróżni.

Patrzcie, ta szata, którą dał mi sułtan,

Zanim się zniszczy, nim się podrze w szmaty,

W jakich derwisze chodzą, już na kołku

Wisieć tu będzie w Jeruzalem; ja zaś

Nad brzegiem świętej rzeki, nad Gangesem,

Z mistrzami mymi, po gorących piaskach,

Lekki i bosy błądzić będę...

NATAN

      Wiem, żeś

Zdolny do tego.

DERWISZ

      I grać z nimi w szachy.

NATAN

To twe największe szczęście!

DERWISZ

      A czy wiecie,

Co mnie skusiło, żebym przestał żebrać,

I z żebrakami bawił się w bogacza?

Co było zdolnym mnie, najbogatszego

Między biednymi, w jednej chwili zmienić

W najbiedniejszego wśród bogatych?

NATAN

      Pewno

Nie świetna odzież?

DERWISZ

      Coś o wiele jeszcze

Gorszego. Oto, po raz pierwszy w życiu

Byłem przedmiotem pochlebstw. Tak jest, sułtan,

W obłędzie swojej wspaniałomyślności,

Schlebiał mi.

NATAN

      Jak to?

DERWISZ

      Rzekł mi: „Żebrak tylko

Wie, co żebrakom może być przyjemnym.

Żebrak nauczył się żebraków wspierać

W sposób właściwy. Twój poprzednik nadto

Był zimnym, ostrym. Szorstkim był w dawaniu,

I jeśli dawał, to zbyt skrzętnie badał

O biorącego. Nie dość mu się zdało,

Że niedostatek widział, chciał przyczyny

Jego wyśledzić, by wysokość datku

Najskąpiej do nich zastosować. Tego

Al-Hafi robić mi nie będzie. Takim

Niedobroczynnym dobroczyńcą w Hafim

Saladyn biednym się nie wyda. Hafi

Nie będzie, jako zamulone ścieki,

Które przyjmują strumień czystej wody,

Aby zmąconą po kropelce sączyć,

Bo Hafi myśli, czuje jak Saladyn.”

Tak brzmiał ptasznika wabik, i niebaczny

Gil wpadł do siatki. Ach! pyszałek ze mnie!

I pyszałkowi tak się podejść dałem!

NATAN

No, no, powoli, mój derwiszu! Pozwól...

DERWISZ

Co? Nie nazwiecie tego pyszałkostwem,

Że ktoś chce wobec stu tysięcy takich,

Co ludzi gnębią, dławią i mordują,

Sam jeden zdawać się ich przyjacielem?

Nie pyszałkostwem, że ktoś chce małpować

Wszechmogącego miłosierdzie, które

Na złych i dobrych, na uprawną rolę

I na pustynię spływa bez różnicy?

Nie pyszałkostwem wreszcie, że ktoś mniema,

Iż zawsze będzie miał dłoń pełną? Mówcie,

Nie pyszałkostwem to jest czystym?

NATAN

      Dosyć!

Przestań już!

DERWISZ

      Zaraz, niechże i o moim

Zarozumieniu wspomnę! Czyż nie byłem

I ja pyszałkiem, gdy w zamiarach takich

Szukałem dobrych stron, żem je znajdował,

I że w tym udział wziąłem?... Co? Nieprawda?

NATAN

Al-Hafi, wracaj śpiesznie na pustynię,

Bo się obawiam, żebyś pośród ludzi

Nie przestał wkrótce być człowiekiem.

DERWISZ

      Słusznie...

I ja się tego lękam... bądźcie zdrowi!

NATAN

Idziesz, Al-Hafi? Wstrzymajże się trochę!

Czyż ci ucieknie puszcza? Czekaj chwilę!...

Nie chce mnie słuchać... Hej! Al-Hafi, czekaj!...

Derwisz wychodzi.

Poszedł, a jeszcze chciałem go zapytać

O templariusza... Wie coś o nim może.

Daja wbiega szybko.

SCENA IV

Natan, Daja.

DAJA

Natanie!

NATAN

      Co tam? Co nowego?

DAJA

      Znowu

Widzieć go można! Znowu jest widzialny!

NATAN

Ależ kto, Dajo?

DAJA

      On! On!

NATAN

      On? On?... Wszędzie

Jakoś „on” da się spotkać. Czyż dla ciebie

On jest „on” tylko? ... Tak być nie powinno,

Chociażby nawet był aniołem...

DAJA

      Chodzi

Znów pod palmami i daktyle zrywa...

NATAN

Przyjmuje pokarm?... i ma templariusza

Postać?...

DAJA

      Nie dręczcie mnie! Poza gęstwiną

Wzrok jej dopatrzył go, i wciąż go śledzi...

Ona was prosi i zaklina, byście

Do niego poszli bez odwłoki! Śpieszcie!...

Ona wam z okna wskaże, w którą stronę

Poszedł... O! Śpieszcież!

NATAN

      Co? Tak jak z wielbłąda

Zsiadłem? Czyż można? Idź! Ty śpiesz do niego,

Powiedz mu, żem już wrócił, bo ten dzielny

Człowiek jedynie w mej nieobecności

W me progi wstąpić nie chciał. Teraz chętnie

Przyjdzie, gdy ojciec prosi... Idź i powiedz,

Że ja go proszę, że go z serca proszę.

DAJA

Daremnie! Do was przyjść nie zechce wcale,

Nie zechce wstąpić w progi Żyda.

NATAN

      Zatem

Wstrzymaj go chwilę, lub przynajmniej wzrokiem

Śledź, gdzie się uda; ja natychmiast śpieszę.

Idzie spiesznie do domu, Daja odchodzi

Zmiana. Miejsce pod palmami.

SCENA V

Templariusz, Braciszek.

Templariusz przechadza się pod palmami. Braciszek idzie za nim z boku, w pewnym oddaleniu, okazując, że chciałby do niego przemówić.

TEMPLARIUSZ

do siebie

Ten mnie nie z nudów ściga! Och! Jak zerka

Na moje ręce!

głośno

      Dobry bracie!... Chociaż

Może was ojcem zwać winienem. Prawda?

BRACISZEK

Bratem, laikiem jestem...

TEMPLARIUSZ

      Zatem, bracie,

Gdybym miał... ale... Bóg mi świadkiem... nie mam.

BRACISZEK

I za to dzięki! Niech wam Bóg odpłaci

Stokroć, co byście chcieli dać, bo wola,

Nie datek dawcę czyni... Nie po datek

Zresztą za panem mnie wysłano...

TEMPLARIUSZ

      Zatem

Wysłano?

BRACISZEK

      Tak jest, stąd, z klasztoru!

TEMPLARIUSZ

      Z tego,

Gdziem się spodziewał znaleźć kawał chleba

Pielgrzymi?

BRACISZEK

      Stoły były już zajęte,

Lecz niech pan wróci.

TEMPLARIUSZ

      Po co? Wprawdzie mięsa

Dawno nie jadłem, ale cóż to szkodzi?

Daktyle za to są dojrzałe.

BRACISZEK

      Niech pan

Ostrożny będzie z tym pokarmem; w większej

Ilości bardzo na śledzionę działa,

Melancholiczny temperament sprawia.

TEMPLARIUSZ

A jeśli lubię być melancholicznym?...

No, ale przecież nie z tą tylko radą

Was tu przysłano?

BRACISZEK

      O nie! Mam zlecenie

Dojść myśli waszych, panie, i wybadać...

TEMPLARIUSZ

I to mówicie mi tak wprost?...

BRACISZEK

      Dlaczegóż

Nie miałbym mówić tego? ...

TEMPLARIUSZ

do siebie

      To przebiegły

Braciszek!...

głośno

      Pewno jest was tam w klasztorze

Więcej podobnych?

BRACISZEK

      Nie wiem. Muszę słuchać,

Panie.

TEMPLARIUSZ

      Słuchacie więc, nic nie badając?

BRACISZEK

Czyżby inaczej było to słuchaniem?

TEMPLARIUSZ

na stronie

Prostota zawsze słuszność ma!

głośno

      Możecież

Wyznać przede mną, kto to tak ciekawy

Poznać mnie bliżej? Bo że nie wy sami,

Przysiągłbym.

BRACISZEK

      Czyżby mi to wypadało

Lub zdać się mogło?

TEMPLARIUSZ

      Komuż więc wypada,

I ma się przydać na co ta ciekawość?

Komuż?

BRACISZEK

      Jak sądzę, patryjarsze, bowiem

On przysłał mnie tu.

TEMPLARIUSZ

      Co? Czyż patryjarcha

Na białym płaszczu czerwonego krzyża

Nie zna?

BRACISZEK

      Ja także znam go.

TEMPLARIUSZ

      Więc, braciszku,

Jestem templariusz, jeniec... jeśli dodam,

Żem do niewoli wzięty pod Tebninem,

Gdyśmy w ostatniej chwili zawieszenia

Broni to miasto chcieli zdobyć, aby

Na Sydon prosto pójść... jeżeli dodam,

Że nas dwudziestu wzięto, a jednego

Mnie tylko sułtan ułaskawił, to już

Dość będzie wiedział patryjarcha, może

I więcej niż mu trzeba...

BRACISZEK

      Lecz nie więcej

Niż wie. On chciałby wiedzieć, z jakich przyczyn,

Saladyn panu podarował życie,

Panu jednemu.

TEMPLARIUSZ

      Czyż ja sam wiem? Miałem

Już obnażoną szyję, już klęczałem

Na płaszczu moim, oczekując ciosu,

Kiedy Saladyn spojrzał na mnie bystrzej,

Przyskoczył, skinął. Wnet mnie podniesiono,

Rozcięto pęta... Chciałem mu dziękować;

Ujrzałem oczy jego we łzach... nie wyrzekłem

Słowa, on milcząc odszedł... ja zostałem.

Co w tym być mogło, jak do tego przyszło,

Niechaj odgadnie to sam patryjarcha.

BRACISZEK

Wnosi on z tego, że was Bóg do wielkich,

Do bardzo wielkich dzieł zachował.

TEMPLARIUSZ

      Prawda!

Żebym żydowskie dziewczę wyniósł z ognia,

Żebym pielgrzymom na Synaju górę

Był przewodnikiem, i do tym podobnych

Dzieł wielkich.

BRACISZEK

      Większe znajdą się. Te zresztą

Nie są tak drobne. Może patryjarcha

Znajdzie sam dla was sprawy większej wagi.

TEMPLARIUSZ

Co? Co, braciszku?... Czyli może o tym

Wspomniał coś?...

BRACISZEK

      Tak jest! Dał mi polecenie

Wymiarkowanie z pana, czyś pan skłonny

Do tego...

TEMPLARIUSZ

      Zatem wymiarkujcie.

na stronie

      Ciekaw

Jestem, jak sobie pocznie.

głośno

      Cóż?

BRACISZEK

      Najprościej

Będzie, gdy powiem panu bez ogródek

Myśl patryjarchy.

TEMPLARIUSZ

      Dobrze.

BRACISZEK

      On by pragnął

Przez pana przesłać list...

TEMPLARIUSZ

      Przeze mnie przesłać?

Jam nie posłaniec... Czyż to ma być zresztą

Owo chlubniejsze dzieło niż wyrwanie

Żydówki z ognia?

BRACISZEK

      Tak się zdaje, bowiem

Na owym liście — mówi patryjarcha —

Chrześciaństwu wiele ma zależeć. Tego,

Kto list ten — mówi patryjarcha — wiernie

Doręczy, Pan Bóg osobliwszą łaską

Niebios obdarzy. A tej łaski — mówi

Patriarcha — pan jest najgodniejszy z wszystkich.

TEMPLARIUSZ

Ja? Ja? Dlaczego?

BRACISZEK

      Bo pan jesteś wolny,

Możesz rozpatrzeć się gdzie trzeba, wszędzie,

Wiesz, jak się broni miast i szturmem bierze

Twierdze, więc mógłbyś — mówi patryjarcha —

Wewnętrzny, drugi mur, świeżo wzniesiony,

Najlepiej zbadać i najdokładniejszy

Rycerzom krzyża — mówi patryjarcha —

Dać jego opis.

TEMPLARIUSZ

      Dobry bracie, czyliż

Mogę treść tego listu wiedzieć?

BRACISZEK

      Ja sam

Nie znam jej dobrze... List ten ma dojść ręki

Króla Filipa... Patryjarcha... Często

W podziw wpadałem, skąd tak święty człowiek,

Żyjący niebem tylko, miewać może

O sprawach ziemi tyle wiadomości,

I myśleć o nich tyle... Muszą one

Męczyć go bardzo...

TEMPLARIUSZ

      Więc cóż? Patryjarcha...

BRACISZEK

Wie on dokładnie, jak i z której strony,

W razie nowego rozpoczęcia wojny,

Saladyn swoje zacząć ma działania.

TEMPLARIUSZ

Wie o tym?

BRACISZEK

      Tak jest, i chce zawiadomić

Króla Filipa, aby mógł rozważyć,

Czyli tak wielkie jest niebezpieczeństwo?

Czy jest konieczność rozejm z Saladynem,

Który wasz zakon złamał tak walecznie,

Wznawiać, i ofiar na to łożyć tyle?

TEMPLARIUSZ

To mi patriarcha! Prawda, dzielny człowiek!

Nie chce zwykłego ze mnie mieć posłańca,

Lecz chce mieć — szpiega! Powiedz patryjarsze,

Dobry braciszku, że o ile mogłem

Sam siebie zbadać, nie jest to rzemiosło

Dla mnie... Za jeńca tutaj się uważam,

A templariusza powołanie — mieczem

Walczyć z wrogami, nie wywiadom służyć!

BRACISZEK

I jam tak myślał... Lecz niech to was, panie,

Nie gniewa... Teraz jeszcze coś... Patriarcha

Powziął wiadomość, jak się zwie warownia,

I w którym miejscu leży na Libanie,

Gdzie przechowane są te skarby, z których

Przezorny ojciec Saladyna płaci

Wojsku, i z których koszta uzbrojenia

Jego opędza. Często i Saladyn

Do tej warowni zwykł przybywać boczną

Ścieżką... bez straży prawie... Pan pojmuje?

TEMPLARIUSZ

Dotąd nie.

BRACISZEK

      Cóż by mogło być łatwiejszym,

Jak w tej wycieczce schwytać Saladyna,

I raz z nim koniec zrobić?... Pan się wzdryga?

Już Maronitów kilku bogobojnych

Ofiarowało się do tego czynu,

Byleby tylko jaki mąż waleczny

Chciał przewodnikiem być...

TEMPLARIUSZ

      I patryjarcha

Chce, żebym ja był tym walecznym mężem?

BRACISZEK

Mniema on przy tym, że z Ptolomaidy

Król Filip będzie mógł w tej sprawie pomóc.

TEMPLARIUSZ

Mnie, mnie więc wybrał, bracie? Czyż nie wiecie,

Czyście przed chwilą znowu nie słyszeli,

Żem wdzięczność winien sułtanowi?

BRACISZEK

      Tak jest,

Lecz — patryjarcha mówi — że to piękne,

Ale Bóg... zakon...

TEMPLARIUSZ

      Nic w tym nie odmienią,

I nie nakażą mi podłego czynu...

BRACISZEK

Lecz — patryjarcha mówi — że czyn podły

W obliczu ludzi, nie jest podłym czynem

W obliczu Boga...

TEMPLARIUSZ

      Ja Saladynowi

Zawdzięczam życie, i ja miałbym jemu

Wydrzeć je?...

BRACISZEK

      Prawda... Ale — patryjarcha

Mówi — że zawsze wrogiem jest Saladyn

Chrześciaństwa, zatem nie ma prawa waszym

Być przyjacielem.

TEMPLARIUSZ

      Moim przyjacielem?

Ja tylko nie chcę łotrem względem niego

Stać się! Niewdzięcznym łotrem!

BRACISZEK

      I to prawda!

Lecz patryjarcha mówi, że wdzięczności

Nikt nie jest winien, tak w obliczu Boga,

Jak wobec świata za usługę, której

Nie uczyniono wprost dla niego. A że,

Jak powiadają — mówi patryjarcha —

Sułtan dlatego życie wam darował,

Iż mu się zdało w rysach waszej twarzy

Coś przypominać jego brata.

TEMPLARIUSZ

      Nawet

I o tym wie już patryjarcha?... Cóż stąd?...

A gdyby było tak?... O Saladynie!

Co? Więc natura dałaby mi tylko

Twarz brata twego, a nic w duszy mojej

Z rysami jego zgodnym by nie było?

Albo, jeżeli coś się z nimi zgadza,

Ja bym to stłumić miał dla patryjarchy?

Nie! Tak przyroda kłamać nie jest zdolną!

Tak Bóg w swych dziełach sam nie przeczy sobie!

Idź, bracie! Nie burz żółci mej i odejdź!

BRACISZEK

Odchodzę, bardziej rad, niż tutaj szedłem.

Wybaczcie, panie! My, klasztorni ludzie,

Winniśmy słuchać naszych przełożonych.

Odchodzi. Daja, która już od pewnego czasu z daleka patrzyła na Templariusza, zbliża się do niego.

SCENA VI

Templariusz, Daja.

DAJA

do siebie

Coś mi się zdaje, że go ten braciszek

Nie bardzo dobrze usposobił... Ale

Muszę zlecenie spełnić...

TEMPLARIUSZ

      Otóż macie!

Czym się w szatańskie dostał dziś pazury?...

Ledwiem uwolnił się od mnicha, zaraz

Nadchodzi baba!

DAJA

przystępując do niego

      Co ja widzę! Zacny

Rycerzu! Wyż-to!... Bogu dzięki! Dzięki

Tysiączne! Gdzież to przez ten czas byliście?

Nie chorowaliście?

TEMPLARIUSZ

      Nie.

DAJA

      Zdrowie służy?

TEMPLARIUSZ

Tak.

DAJA

      Myśmy bardzo o was zatrwożeni

Byli.

TEMPLARIUSZ

      Tak?...

DAJA

      Podróż odbyliście pewno?

TEMPLARIUSZ

Właśnie.

DAJA

      Dopiero dziś z niej wróciliście?

TEMPLARIUSZ

Wczoraj.

DAJA

      A dzisiaj ojciec Rechy wrócił,

A zatem Recha się spodziewa...

TEMPLARIUSZ

      Czego?

DAJA

O co tak często prosić was kazała...

Ojciec jej także was jak najusilniej

Zaprasza. Wraca właśnie z Babilonu,

Wraz z dwudziestoma wielbłądami, które

Niosą na grzbietach wszystko, czym najlepszym

Oraz najdroższym mogą się poszczycić

Z drogich kamieni, tkanin i klejnotów,

Indie i Persja, Syria, nawet Chiny.

TEMPLARIUSZ

Nic nie kupuję.

DAJA

      On wśród swego ludu

Czczonym jest, jakby książę. Często przecież

Mnie to dziwiło, że go zwie lud jego

Natanem „mądrym”, nie „bogatym”.

TEMPLARIUSZ

      Może

Lud jego mądrość ma za jedno z pełną

Kieszenią...

DAJA

      Wprawdzie, chcąc go zwać właściwie,

Podobno „dobrym” zwać go trzeba. Nie wiem

Jak wam przedstawić, jaki on jest dobry!

Gdy się dowiedział, coście uczynili

Dla jego Rechy, byłby w tym momencie

Uczynił dla was wszystko...

TEMPLARIUSZ

      Eh?

DAJA

      Więc pójdźcie,

Zobaczcie sami..

TEMPLARIUSZ

      Co? Czy to, jak prędko

Minie ów moment?

DAJA

      Gdyby Natan nie był

Tak dobry, czyżbym chciała pozostawać

Przy nim tak długo? Czyliż sądzisz, że ja

Nie pomnę o tym, żem chrześcianką, i że,

Gdym za małżonkiem mym do Palestyny

Dążyła, nie to było mym marzeniem,

Że tu żydowskie dziewczę wychowywać

Będę? Nieboszczyk mój małżonek służył

W wojsku cesarza Fryderyka...

TEMPLARIUSZ

      Z rodu

Był on Szwajcarem, i miał zaszczyt w jednej

Rzece z cesarzem się utopić... Powiedz,

Kobieto, ileś razy mi to plotła?

Czyż nie przestaniesz ścigać mnie?

DAJA

      Ja, ścigać?

Boże!

TEMPLARIUSZ

      Tak, ścigać. Mówię wam wyraźnie,

Że was już więcej widzieć ani słyszeć

Nie chcę; że nie chcę, byście nieustannie

Przypominali mi o czynie, który-m

Spełnił nie myśląc, a gdy myśleć o nim

Zacznę, zagadką sam się dla mnie stanie.

Wprawdzie żałować go nie będę. Ale,

Jeśli wypadek taki się przytrafi

Powtórnie, na was ciążyć będzie wina,

Jeśli nie będę działał tak pochopnie,

I pozostawię w ogniu, co się pali!

DAJA

Boże uchowaj!

TEMPLARIUSZ

      Więc mi zróbcie grzeczność,

Od dzisiaj więcej mnie nie napastujcie!

Proszę was o to! Oraz uwolnijcie

Mnie od jej ojca! Żyd jest Żydem, ja zaś

Jestem Szwab prosty. Obraz tej dziewczyny

Z duszy mej dawno znikł już, jeśli kiedy

Tam był.

DAJA

      Lecz nie znikł obraz wasz z jej duszy.

TEMPLARIUSZ

Cóż stąd wynika? Co wynika?

DAJA

      Kto wie?

Ludzie nie zawsze są tym, czym się zdają.

TEMPLARIUSZ

Lecz rzadko lepsi są.

Chce odejść.

DAJA

      Czekajcież chwilę!

Gdzież się śpieszycie tak?

TEMPLARIUSZ

      Kobieto, czyliż

Chcesz mi obrzydzić palmy, pod którymi

Lubię przechadzkę?

Odchodzi.

DAJA

do siebie

      Idź, idź, ty niemiecki

Niedźwiedziu! Idź! Idź! Muszę jednak zważać,

Żebym zwierzyny tropu nie zgubiła.

Idzie za nim z daleka.

AKT II

W pałacu Sułtana.

SCENA I

Saladyn i Sittah grają w szachy.

SITTAH

Co, Saladynie, jak grasz dzisiaj?

SALADYN

      Słabo?

Sądziłem jednak...

SITTAH

      Grasz na moją korzyść...

To posunięcie trzeba cofnąć...

SALADYN

      Czemu?

SITTAH

Konik odkryty.

SALADYN

      Prawda, więc tak.

SITTAH

      W takim

Razie uciekam.

SALADYN

      Dobrze. Szach!

SITTAH

      Na cóż to

Przydało ci się? Dość mi się zastawić,

I wszystko jest, jak było.

SALADYN

      Z tej zasadzki

Nie uda mi się widać wyjść bezkarnie!

Chcesz, to weź konia.

SITTAH

      Nie chcę go. Przechodzę.

SALADYN

Nie chcesz ustąpić. Na tym stanowisku

Więcej zależy ci, niż na koniku.

SITTAH

Może.

SALADYN

      Lecz nie ciesz się przedwcześnie. Oto

Coś, czego pewnie się nie spodziewałaś.

SITTAH

W istocie, że nie. Jakżem się spodziewać

Mogła, że pragniesz pozbyć się królowej?

SALADYN

Mojej królowej?

SITTAH

      Widzę ja to dobrze,

Że wygrać muszę dziś bezwarunkowo

Tysiąc denarów.

SALADYN

      Jak to?

SITTAH

      Bo usilnie

Starasz się przegrać... Lecz ja tracę na tym

Podwójnie. Najprzód, taka gra nie bawi,

A przy tym z tobą, gdybym mogła przegrać,

To bym wygrała więcej, bo masz zwyczaj

W dwójnasób, kiedy przegram, na pociechę

Obdarowywać mnie...

SALADYN

      Więc miałbym prawo

Myśleć, siostrzyczko, że i ty usilnie

Starasz się przegrać?

SITTAH

      Bądź co bądź, mój bracie,

Ta szczodrobliwość twoja jest powodem,

Że nigdy lepiej grać się nie nauczę.

SALADYN

No, grajmy tylko dalej! Skończ raz wreszcie!

SITTAH

Tak posunąłeś? Dobrze! Szach podwójny!

SALADYN

Prawda! Takiego szachu nie spostrzegłem,

Co by zabierał i królową razem.

SITTAH

Pomyśl, czy nie ma na to rady?

SALADYN

      Nie ma.

Zabierz królową! Nie mam nigdy szczęścia

Do niej.

SITTAH

      Czy w szachach tylko?

SALADYN

      Precz z nią! Szkoda

Niewielka! Jestem znowu zasłonięty.

SITTAH

nie biorąc

Brat mój nauczył mnie, że się królowym

Grzeczność należy.

SALADYN

      Bierzesz, czy nie bierzesz,

Nie mam królowej..

SITTAH

      Po co brać?... Szach!

SALADYN

      Dalej!

SITTAH

Jeszcze szach!... jeszcze!... jeszcze!... i raz jeszcze!...

SALADYN

I mat!...

SITTAH

      Bynajmniej. Możesz się konikiem

Zastawić, albo czym chcesz, choć to zresztą

Jest wszystko jedno.

SALADYN

      Prawda!... Więc wygrałaś,

Hafi zapłaci. Trzeba zaraz posłać

Po niego. Miałaś słuszność. Myśli moje

Nie przy grze były, byłem roztargniony,

Sitto, a przy tym, po cóż wciąż nam dają

Te gładkie szachy, które nie przywodzą

Na myśl niczego? Czyż z imanem grałem?

Ale cóż znowu!... Chciałbym mą porażkę

Czymś bądź osłonić.. — Nie bezkształtność figur

Spowodowała mą porażkę, Sitto,

Ale twa sztuka, wzrok spokojny, bystry...

SITTAH

Te słowa również mają słodzić przykrość

Przegranej... Dosyć... Byłeś roztargniony

Bardziej ode mnie...

SALADYN

      Co? Cóż twą uwagę

Mogło rozpraszać?

SITTAH

      Nie twe roztargnienie

Zapewne. Kiedyż będziem znów, mój bracie,

Grali tak pilnie, jak bywało dawniej!

SALADYN

Tym chętniej wówczas będziem grali!... Myślisz,

Że wybuch wojny nam przeszkodzi?... Trudno!

Cóż na to począć? Ja jej nie zaczynam!

Chętnie na dłuższy rozejm bym pozwolił,

I chętnie Sicie mojej dałbym męża,

Dobrego męża, który byłby bratem

Ryszarda, jego bratem...

SITTAH

      Zawsze chwalisz

Twego Ryszarda!

SALADYN

      Gdyby brat nasz, Malek,

Siostrę Ryszarda pojąć mógł za żonę,

Jakąż rodziną bylibyśmy razem!

Najpierwszą z pierwszych! Słyszysz, że i sobie

Nie szczędzę pochwał... Mam się za godnego

Moich przyjaciół... Takie związki, to by

Wydały ludzi!...

SITTAH

      Z pięknych twoich marzeń

Śmiałam się tylko!... Nie znasz chrześcian, bracie...

Nie chcesz ich poznać... Nie to jest ich dumą,

Żeby być ludźmi... oni chrześcianami

Pragną być tylko, i to co im podał

Twórca ich wiary, pełnią nie dlatego,

Że to jest ludzkim, ale że tak uczył

I że tak robił Chrystus. Szczęście dla nich,

Że to był człowiek dobry... Szczęście dla nich,

Że cnoty jego mogą naśladować

Na ślepo... Ale czyliż jego cnoty?...

Nie! Ich zadaniem głosić jego imię;

Ono ma zaćmić i pochłonąć wszystkie

Imiona ludzi dobrych. O to tylko,

O imię tylko idzie im...

SALADYN

      Inaczej,

Czyliż byliby chcieli od was, byście

Ty wraz z Melekiem odmienili wiarę,

Nim was małżeństwo z chrześcianami złączy?

To chcesz powiedzieć?

SITTAH

      Tak jest! Jakby miłość,

Którą Stworzyciel łączy męża z żoną,

Było wyłącznym chrześcian przywilejem.

SALADYN

Chrześcianie wierzą w płonnych rzeczy tyle,Że i w to mogliby uwierzyć. Ale

Mylisz się, siostro. Templariusze tylko,

A nie chrześcianie winni są w tym względzie,

I tylko jako templariusze, nie zaś

Jako chrześcianie. Tylko z ich przyczyny

Rzecz ta nie mogła przyjść do skutku. Oni

Nie chcieli za nic puścić z rąk swych Akry,

Którą Ryszarda siostra Melekowi,

Bratu naszemu, miała wnieść w posagu.

Oni to głupich udawali mnichów,

Aby zatrzymać gród zdobyty w wojnie;

Oni pośpiesznie skorzystali z chwili,

Zaledwie rozejm zdążył dojść do kresu...

I owszem! Dobrze! Dalej, tylko dalej!

Nic przeciw temu nie mam! Wszystko zresztą

Stało się, jak się stać musiało.

SITTAH

      Zatem

W czymże się mylę? Cóż, jeżeli nie to,

Swobodę myśli dzisiaj ci odjęło?

SALADYN

To, co jedynie odjąć mi ją może.

Niedawno byłem na Libanie, siostro,

U ojca... walczy z ciągłym brakiem...

SITTAH

      Biada!

SALADYN

Nie może wybrnąć... potrzeb tyle... wszędzie

Brak...

SITTAH

      Czego braknie?

SALADYN

      Czego braknie? Tego,

Czemu nie warto nawet dać nazwiska,

Co, gdy posiadam, zda mi się zbytecznym,

A kiedy nie mam, nieodzownym. Gdzież jest

Al-Hafi? Gdzie jest? Czyli już posłano

Po niego? Czego braknie? Tych przeklętych

Nędznych pieniędzy!... Ach! Al-Hafi, dobrze,

Żeś przyszedł!

Wchodzi Al-Hafi.

SCENA II

Ciż sami, Derwisz.

DERWISZ

      Pewno przyszły już pieniądze

Z Egiptu? Czy też jest ich aby dużo?

SALADYN

Więc masz wiadomość?

AL-HAFI

      Ja? Ja nie. Myślałem,

Że tu odebrać je mam.

SALADYN

      Wypłać Sicie

Tysiąc denarów!

Przechadza się w zamyśleniu.

AL-HAFI

      Wypłać, zamiast odbierz!

To mniej podobno, niż nic! Mam je Sicie

Wypłacić? Znowu Sicie? To przegrana?

Znowu przegrana w szachy!... Prawda, stoją

Jeszcze...

SITTAH

      Zazdrościsz mego szczęścia?

AL-HAFI

patrząc na szachownicę

      Czego

Zazdrościć, skoro... wiecie dobrze...

SITTAH

dając mu znak

      Hafi!

Pst! Cicho!

AL-HAFI

jak wyżej

      Sami go zazdrośćcie sobie!

SITTAH

Pst! Pst! Al-Hafi!

AL-HAFI

do Sitty

      Graliście białymi?

Tu szach daliście?

SITTAH

      Szczęście, że nie słyszy.

AL-HAFI

Teraz posuwa on?

SITTAH

zblizając się do niego

      Powiedzże przecież,

Że mi pieniądze dasz?...

AL-HAFI

ciągle wpatrzony w grę

      Tak je weźmiecie,

Jak je braliście zawsze!

SITTAH

      Czyś szalony!

AL-HAFI

Gra nie skończona jeszcze, Saladynie!

To nie przegrana partia!

SALADYN

nie słuchając uważnie

      Dość, dość, zapłać!

AL-HAFI

Zapłać! Królowa przecież wasza stoi!

SALADYN

jak wyżej.

To nic; nie wchodzi do gry.

SITTAH

na stronie, do Al-Hafiego

      Dajże pokój!

Powiedz, że dasz mi zaraz te pieniądze...

AL-HAFI

coraz bardziej zapatrzony w szachy.

Tak, jak wam zawsze daję... naturalnie!...

Choćby królowej w partii tej nie było,

To jeszcze nie mat.

SALADYN

zbliża się i przewraca szachy.

      Mat. Tak chcę i basta!

AL-HAFI

Taka wygrana, jaka gra! Zapłaty

Tak się dopełni, jak wygrano.

SALADYN

do Sitty.

      Cóż to?

Co on powiada?

SITTAH

dając co chwila znaki Hafiemu

      Czyż go nie znasz, bracie?

Bywa upartym, pragnie być proszonym;

Zazdrosny nawet trochę.

SALADYN

      Względem ciebie?

Względem mej siostry? Co ja słyszę, Hafi?

Jesteś zazdrosny? Ty?

AL-HAFI

      A może! może!

Pragnąłbym mieć jej rozum, i jak ona

Być dobrym.

SITTAH

      Dotąd zawsze sprawiedliwie

Płacił mi, zatem teraz też zapłaci.

Przestańmy o tym mówić. Idź, Al-Hafi,

Odejdź! Ja wkrótce przyślę po pieniądze.

AL-HAFI

O nie! Już dłużej łudzić go nie będę,

Niech raz wie prawdę.

SALADYN

      Jaką? Kto?...

SITTAH

      Al-Hafi!

Przyrzekłeś przecież! Tak mi dotrzymujesz

Słowa?

AL-HAFI

      Czyż mogłem myśleć, że to zajdzie

Aż tak daleko?

SALADYN

      No! Niech raz się dowiem!

SITTAH

Al-Hafi, proszę, miej wzgląd...

SALADYN

      Rzecz w istocie

Dziwna! I cóż to może być takiego,

W czym Sittah woli ufać derwiszowi,

Obcemu, niżli bratu?... Rozkazuję

Tobie, Al-Hafi! Mów, derwiszu...

SITTAH

      Bracie,

Nie chciej w szczegóły wchodzić, bo nie warte

Tego zupełnie. Wiesz, że wiele razy

Podobną sumę wygrywałam w szachy

Od ciebie, a że nie są mi potrzebne

Pieniądze, w kasie zaś Al-Hafi nie ma

Ich nazbyt wiele, więc te należności

Są w zawieszeniu... Nie bój się jednakże;

Nie myślę wcale robić z nich podarku

Tobie, Hafiemu, ani kssie...

AL-HAFI

      Prawda!

Lecz czyż to tylko to?...

SITTAH

      Są jeszcze jakieś

W takim rodzaju kwoty. Pensji, którą

Mi wyznaczyłeś, od miesięcy kilku

Nie pobierałam...

AL-HAFI

      To nie wszystko jeszcze.

SALADYN

Jeszcze nie wszystko, co ty mówisz?...

AL-HAFI

      Odkąd

Czekamy próżno na należne sumy

Z Egiptu... ona...

SITTAH

do Saladyna.

      Po co tego słuchać?

AL-HAFI

Nie tylko, że nic wziąć nie chciała...

SALADYN

      Dobra

Dziewczyna! Ale to, co miała, wniosła

Do kasy... Prawda?

AL-HAFI

      Tak, utrzymywała

Cały dwór, wszystkie koszta ponosiła!

SALADYN

Ha! To jest moja siostra!

Ściska ją.

SITTAH

      Któż uczynił

Mnie tak bogatą, żem to zrobić mogła,

Jeżeli nie ty, bracie?

AL-HAFI

      Toteż wkrótce

Brat ten ją zrobi biedną, jak sam biedny.

SALADYN

Ja biedny? Brat jej biedny? Kiedyż miałem

Mniej albo więcej nad miecz jeden, suknię

Jednę, jednego konia i jednego

Boga? I czegóż więcej mi potrzeba?

I kiedyż tego może mi zabraknąć?

Toteż, Al-Hafi, winien bym cię zgromić...

SITTAH

Nie łaj go, bracie... Gdybym tak i ojcu

Naszemu ulżyć mogła w jego troskach...

SALADYN

Ach! Znów odpędzasz myśl swobodną... Mnie tu

Niczego nie brak i nie może braknąć,

Lecz braknie jemu, a przez niego braknie

Nam wszystkim... Mówcie, co tu począć?... Sumy

Z Egiptu może nie nadejdą prędko...

Co jest powodem tego, Bóg wie. Przecież

Jeszcze tam spokój trwa niezamącony...Uszczuplić, ująć, zaoszczędzić rad bym,

Byleby tylko mnie się to tyczyło,

A inni na tym nie cierpieli... Ale

Cóż począć?... Przecież konia, miecz i szatę

Mieć muszę... Trudno także utargować

Coś z tej daniny, jaką składam Bogu,

Który się zresztą zadawalnia małym,

Bo sercem moim... Więc na zapas w kasie

Twojej, Al-Hafi, wiele rachowałem.

AL-HAFI

Na zapas w kasie?... Chciejcie mi powiedzieć,

Czy nie kazalibyście mnie zadusić,

Albo też zakłuć, gdyby się wydało,

Że mam zapasy? Na niedobór prędzej

Odważyłbym się!

SALADYN

      Lecz cóż zrobim teraz?

Czyż niepodobna było u nikogo

Wprzód się zadłużyć, niż u Sitty?

SITTAH

      Czyliż

Dałabym sobie wydrzeć to pierwszeństwo,

Bracie? I teraz jeszcze o nie stoję!Całkiem ubogą nie zostałam jeszcze...

SALADYN

Całkiem ubogą? Tego brakowało!

Idź zaraz, Hafi, bierz skąd się da, pożycz

Skąd będzie można i jak będzie można...

Przyrzecz, obiecuj! Tylko nie pożyczaj

Od takich, którzy mnie bogactwo swoje

Winni... Pożyczka u nich zaciągnięta

Mogłaby zdawać się żądaniem zwrotu...

Idź do najskąpszych... Tacy mi najchętniej

Pożyczą, wiedzą bowiem, jak sowicie

Pieniądz się u mnie procentuje.

AL-HAFI

      Takich

Nie znam.

SITTAH

      Przychodzi mi na myśl, że właśnie

Wrócił przyjaciel twój.

AL-HAFI

zdziwiony.

      Co? Mój przyjaciel?

Któż to?

SITTAH

      Żyd pewien, wielce szanowany.

AL-HAFI

Żyd szanowany wielce i przeze mnie?

SITTAH

Któremu Bóg dał... mam jeszcze w pamięci

Własne twe słowa... który z ręki Boga

Posiadł ze wszystkich ziemskich dóbr najmniejsze,

Oraz największe w szczodrobliwym dziale.

AL-HAFI

Tak powiedziałem? A cóż rozumiałem

Przez to?

SITTAH

      Najmniejsze dobro to bogactwo,

Największe: mądrość.

AL-HAFI

      Co? o jakimś Żydzie,

O Żydzie tak się wyraziłem?

SITTAH

      Czyliż

Nie powiedziałeś tego o Natanie?

AL-HAFI

Ach! Tak! Tak! O tym! O nim! O Natanie!

Na myśl nie przyszło mi od razu!... Prawda!

Ą więc powrócił!... No, z nim tam zapewne

Źle nie jest... Prawda! Ma u swego ludu

Nazwisko mędrca i bogacza!...

SITTAH

      Teraz

Bardziej niż kiedy może być nazwany

Bogaczem. Całe miasto brzmi rozgłosem,

Jakie klejnoty, jakie skarby przywiózł.

AL-HAFI

No, jeśli bogacz wrócił, to i mędrzec

Wrócił zapewne.

SITTAH

      Cóż Al-Hafi? Gdybyś

Poszedł do niego?

AL-HAFI

      Po cóż mam iść? po co? ...

Nie po pożyczkę przecież... Nie! Znam ja go

Dobrze... Pożyczyć?... On pożyczyć miałby?...

Mądrością jego właśnie jest, że nigdy

Nic nie pożycza.

SITTAH

      Kiedyś wcale inny

Dałeś mi jego obraz...

AL-HAFI

      W konieczności

Zakredytuje towar, lecz pieniędzy,

Pieniędzy nigdy nie pożyczy. Zresztą

Jest to Żyd taki, jakich nie ma wielu:

Rozumny, umie żyć, gra dobrze w szachy.

Lecz w złym odmienny jest tak, jak i w dobrym

Od innych Żydów... Liczyć nań nie można.

Ubogim daje, daje na przekorę

Saladynowi... może nie tak wiele

Jak on, lecz jak on szczerze, bez wglądania

W powody nędzy. Żyd czy muzułmanin,

Pers czy chrześcianin, to dla niego jedno...

SITTAH

I taki człowiek...

SALADYN

      Jakże się to stało,

Że o nim dotąd nie słyszałem?

SITTAH

      Ten by

Nie chciał pożyczki dać Saladynowi,

Saladynowi, co jej chce dla drugich,

A nie dla siebie?...

AL-HAFI

      W tym się okazuje

Znów Żydem, zwykłym Żydem! Wierzcie, jest

Kiedy o datek idzie, tak zazdrosny,

Że chciałby wszystkie: „Niechaj Bóg zapłaci”

Jakie wymawia kto bądź w świecie całym,

Zabrać na własność swoją. Nie pożycza

Nikomu, żeby mógł obdarzać zawsze.

Ponieważ zakon litość mu nakazał,A nie nakazał oddawania usług

Tym, co litości nie żądają, przeto

Litość nad nędzą sprawia, że ten człowiek

Do usług możnym wcale nie jest skłonny.

Jestem ja wprawdzie trochę poróżniony

Z nim od dość dawna, lecz nie sądźcie, żebym

Nie chciał mu przyznać, co należy. Jest on

Najlepszy w świecie do wszystkiego, tylko

Do tego wcale nie... Gdzie indziej pójdę

Szukać pomocy... Przypominam sobie,

Że jest tu Murzyn jeden, wielki bogacz,

I skąpiec wielki... Idę!

SITTAH

      Po cóż śpieszysz

Tak bardzo, Hafi?...

SALADYN

      Pozwól mu, niech idzie.

Al-Hafi wychodzi.

SCENA III

Sittah, Saladyn.

SITTAH

Odszedł, jak gdyby wymknąć się chciał tylko.

Co to jest? Czyliż on by się tak na nim

Oszukał, czy też chciałby nas oszukać?

SALADYN

Co? O co pytasz? Nie wiem prawie, o kim

Mówiliście. Ja słyszę o tym Żydzie,

O tym Natanie, dzisiaj po raz pierwszy.

SITTAH

Czyż to podobna, by ci był nieznanym

Człowiek, o którym mówią, że Dawida

I Salomona odkrył grób? Że odgadł

Potężne słowo, którym ich pieczęcie

Otwierać można, i że stamtąd skarby

Nieprzeliczone czerpie.

SALADYN

      Jeśli skarby

Jego w istocie z grobów są czerpane,

To nie Salomon ani Dawid leżą

W tych grobach, ale głupcy.

SITTAH

      Albo łotry!...

Toteż obfitsze bogactw jego źródło

Niż groby pełne złota.

SALADYN

      Jak słyszałem,

Jest kupcem.

SITTAH

      Tak jest. Juczne ciężarami

Wielbłądy jego są na wszystkich drogach,

I przez pustynie ciągną, a okręty

Jego do wszystkich zawijają portów.

Mówił mi o tym kiedyś sam Al-Hafi,

I z zachwyceniem opowiadał, jak on

Szlachetnie, zacnie użytkuje z skarbów,

Które tak pilnie stara się gromadzić.

Dodawał, jak jest wolnym od przesądów

Duch jego, jak jest serce jego pełne

Cnót wszelkich, które z pięknem chodzą w parze.

SALADYN

A teraz o nim mówił tak niepewnie,

Tak zimno...

SITTAH

      Nie tak zimno! Mówił, jakby

Sądził, że chwalić go jest niebezpiecznie,

A ganić nie jest sprawiedliwie... Jak to?

Więc i najlepszy pośród swego ludu

Musiałby takim być, jak ten lud cały,

Tak, że Al-Hafi musiałby się wstydzić

Jego przyjaźni w pewnym względzie? Zresztą

Żyd ten wystarczy nam, choćby był Żydem

Mniej albo więcej.

SALADYN

      Nie chciałabyś przecież,

Żeby mu gwałtem zabrać jego własność?

SITTAH

Co zowiesz gwałtem? Ogień? Miecz? Tych środków

Nie radzę wcale. Trzebaż innej broni

Na słabych, jak ich słabość? Chodź tymczasem

Ze mną na chwilę do haremu mego,

Posłuchać śpiewu nowej niewolnicy,

Którą kupiłam wczoraj. Przez tę chwilę

Dojrzeje może w mojej głowie projekt,

Który powzięłam względem niego. Chodźmy!

Wychodzą.

Zmiana. Miejsce przed domem Natana, dotykające ustroni pod palmami.

SCENA IV

Recha i Natan wychodzą z domu; później Daja.

RECHA

Bardzoś się spóźnił, ojcze. Już go może

Nie będzie można zastać tutaj.

NATAN

      No, no!

Jeśli nie znajdę go tu pod palmami,

Znajdę gdzie indziej... Bądź spokojną... Widzisz!

Daja się zbliża do nas!

RECHA

      Niezawodnie

Zgubiła jego ślad.

NATAN

      To być nie może.

RECHA

W przeciwnym razie szłaby prędzej.

NATAN

      Jeszcze

Nas nie spostrzegła pewno.

RECHA

      Teraz widzi,

Że tu jesteśmy.

NATAN

      I przyśpiesza kroku;

Patrz!... bądź spokojną, bądź spokojną!...

RECHA

      Czyliż

Chciałbyś mieć córkę, która by w tej chwili

Była spokojną, nie myślała o tym,

Któremu winna życie, drogie dla niej

Najwięcej przez to, że je ma od ciebie?

NATAN

Nie chcę, byś inną była, niżli jesteś,

Chociażbym wiedział, że się w twojej duszy

I co innego jeszcze budzi...

RECHA

      Cóżby,

Mój ojcze?

NATAN

      Pytasz? Pytasz tak nieśmiało?

Mnie? Wszystko, co się dzieje w twoim łonie,

Jest niewinnością i przyrody prawem;

Niech cię nie trwoży więc, jak mnie nie trwoży.

Ale mi przyrzecz, że gdy się wyraźniej

Ozwie twe serce, kryć nie będziesz życzeń

Swoich przede mną.

RECHA

      Na myśl, że przed tobą

Mogłabym taić... drżę.

NATAN

      Dość teraz o tym!

Układ zawarty raz na zawsze... Oto

Daja!... Cóż?

DAJA

      Chodzi jeszcze pod palmami,

I wkrótce przy tym murze się ukaże...

Patrzcie, nadchodzi!

RECHA

      Zdaje się rozważać,

Dokąd iść: naprzód? Czy też nazad? W prawo?

Czy w lewo?

DAJA

      Nie, nie! On tą właśnie drogą

Koło klasztoru chodzi częściej, zatem

Będzie przechodził tędy... Zakład!...

RECHA

      Prawda!

Więc rozmawiałaś z nim? I cóż? Cóż dzisiaj?

DAJA

Taki jak zawsze.

NATAN

      Więc ustąpcie, żeby

Was tu nie spostrzegł, albo lepiej wróćcie

Do domu!

RECHA

      Chwilkę jeszcze!... Ach! Te krzaki!

Kradną mi widok jego! ...

DAJA

      Chodźmy, Recho!

Ojciec ma słuszność; gdyby cię tu spostrzegł,

Gotów by wrócić zaraz!

RECHA

      Ach! Te krzaki!

NATAN

Kryją go, ale, skoro je wyminie,

Spostrzec was musi... Idźcie!

DAJA

      Chodź więc, Recho.

Przez okno będziesz mogła go zobaczyć.

RECHA

Doprawdy?

Wchodzą do domu.

SCENA V

Natan, później Templariusz.

Natan

sam.

      Prawie że się lękać muszę

Tego dziwaka. Wobec tej surowej

Zacności czuję, żem zapomnieć gotów

Języka. Jest to rzecz szczególna, żeby

Mógł się tak mięszać człowiek przed człowiekiem! ...

Ha! Idzie!... Boże!... Młodzian ten wygląda

Na męża... Dobrze wróży ten wzrok śmiały

I ten chód pewny. Może to łupina

Gorzką jest tylko, a nie ziarno samo!...

Gdziem ja mógł widzieć taką twarz?... Wybaczcie,

Szlachetny Franku...

TEMPLARIUSZ

      Co?

NATAN

      Wybaczcie!

TEMPLARIUSZ

      Czego?...

Czego chcesz, Żydzie?

NATAN

      Że śmiem kilku słowy

Do was przemówić.

TEMPLARIUSZ

      Czyż zabronić mogę?...

Lecz mówcie krótko.

NATAN

      Raczcie mi wybaczyć...

Nie wymijajcie pogardliwie tego,

Co wam na wieki winien wdzięczność.

TEMPLARIUSZ

      Jak to?

Ach! Odgaduję!... Prawda? Wy jesteście...

NATAN

Zowię się Natan, jestem tej dziewczyny,

Przez was z pożaru ocalonej, ojcem,

I chcę...

TEMPLARIUSZ

      Dziękować?... To zbyteczne!... Dosyć,

Za wiele nawet dzięków znieść musiałem

Za tę drobnostkę. Zresztą, nie jesteście

Żadnej wdzięczności winni mi. Czym wiedział,

Że ta dziewczyna była córką waszą?

Jest obowiązkiem templariuszów śpieszyć

Z pomocą wszystkim bez różnicy, których

W nieszczęściu widzą. Życie dla mnie byłoCiężarem wówczas; chętnie, bardzo chętnie

Okoliczności się chwyciłem, w której

Za inne dać je mogłem, choćby tylko

Za życie jakiejś tam Żydówki.

NATAN

      Wielkie,

Ale potworne słowa! Lecz to łatwo

Zrozumieć... Skromność każe się wielkości

Kryć za potworność, aby uniknęła

Podziwu. Jeśli jednak pogardzacie

Podziwem, raczcie odpowiedzieć, jaka

Dań mniej byłaby dla was wstrętną? Zacny

Rycerzu, obcym tu jesteście, oraz

Jesteście jeńcem; tylko to jedynie

Daje mi śmiałość spytać, czym wam mógłbym

Usłużyć?

TEMPLARIUSZ

      Niczym.

NATAN

      Jestem bogacz.

TEMPLARIUSZ

      W moim

Pojęciu nie był nigdy Żyd bogaty

Lepszym od innych Żydów.

NATAN

      Czemuż jednak

Nie mógłby służyć wam, pomimo tego

Tym, co lepszego ma — bogactwem swoim?

TEMPLARIUSZ

I owszem, tego nie chcę się zarzekać,

Ze względu na mój płaszcz. Gdy mi się zniszczy,

Spruje, rozpadnie w szmaty, przyjdę do was

Pożyczyć sobie sukna lub pieniędzy

Na nowy! Tylko niech to was nie trwoży,

Nie spoglądajcie na mnie tak ponuro!

Jeszcze do tego dość daleko, patrzcie!

Jeszcze wygląda jako tako, chociaż

Róg jeden brzydko ma splamiony. Jest to

Przypalenizna, ślad pożaru, w którym

Wyratowałem waszą córkę.

NATAN

      Przecież

Rzecz to szczególna, że ta brzydka plama

Lepsze świadectwo daje człowiekowi

Niż jego własne usta. Ucałować

Chciałbym tę plamę... Ach! Wybaczcie, panie,

To mimo woli...

TEMPLARIUSZ

      Co?

NATAN

      Łza nań kapnęła.

TEMPLARIUSZ

Nie szkodzi to, nie jest on po raz pierwszy

Skropionym.

na stronie

      Żyd ten wkrótce mnie zwycięży.

NATAN

Szlachetny panie! Czy nie pozwolicie

Płaszcz ten na chwilę posłać do mej córki?

TEMPLARIUSZ

Po co?

NATAN

      By mogła usta do tej plamy

Przycisnąć, skoro nadaremnie pragnie

Kolana wasze oblać łzami...

TEMPLARIUSZ

      Ależ...

Żydzie... więc imię wasze Natan... zatem...

Natanie... silnych słów umiecie użyć!

Mięsza mnie mowa wasza... zresztą... byłbym...

NATAN

Kryjcie swe myśli, jak wam się podoba,

Ja was odgadnę pod wszelaką maską...

Jesteście nazbyt prawym, nazbyt zacnym,

Abyście mogli być grzeczniejszym, panie.

Uczucie tylko mówi przez dziewczynę,

A przez służącą posłuszeństwo; ojciec

Wyjechał z domu... o jej dobre imię

Szło wam, chcieliście uciec od pokusy,

Ujść, byle tylko nie zwyciężyć. Dzięki

I za to składam wam...

TEMPLARIUSZ

      Przyznaję, wiecie,

Jak templariusze myśleć winni.

NATAN

      Jak to?

Więc templariusze tylko?... i „powinni”? ...

Tylko „powinni”, bo im tak kazały

Prawa zakonu? Ja wiem tylko, jakie

Są myśli ludzi dobrych, wiem też o tym,

Że wszystkie kraje dobrych ludzi rodzą.

TEMPLARIUSZ

Którzy się jednak, sądzę, różnią trochę.

NATAN

Tak, barwą twarzy, szatą i postacią,

I że ich w jednym więcej, mniej zaś bywa

W innym narodzie. O! W tej mierze niezbyt

Różnica znaczna. Wielkim mężom, prawda,

Jak wielkim drzewom, trzeba miejsca wiele,

A gdy ich kilka obok siebie stanie,

Łamią gałęzie sobie wzajem. Za to

Średnio poczciwych znajdziem wszędzie wielu.

Niech tylko jeden drugim nie pogardza,

Niech tylko zgodnie obok siebie żyją,

Niech tylko szczytom drzewa się nie zdaje,

Że nie wyrosły, jak pień, z łona ziemi.

TEMPLARIUSZ

Dobrze mówicie! Znam jednakże naród,

Który okazał pierwszy tę pogardę

Innym. Czy wiecie, który ród, Natanie,

Najpierwszy nazwał się wybranym? Czyliż

Nie miałbym prawa za tę jego dumę

Odpłacać wzgardą albo nienawiścią?

Za ową dumę, co uważa tylko

Swojego Boga za prawego Boga?

Dumę, przejętą później po tym ludzie

W spadku przez chrześcian oraz muzułmanów?...

Dziwi was, że tak mówię, ja, templariusz,

Ja chrześcijanin? Ale gdzież szkaradniej

Niż tu objawia się ten religijny

Obłęd, co pragnie mieć lepszego Boga,

I tego Boga wszystkim chce narzucić?...Jeżeli komu tu nie spadnie łuszczkaZ oczu... Lecz co tam! Kto chce zostać ślepym,

Niech będzie ślepym... Zapomnijcie o tym,

Co powiedziałem... Idźcie!

Chce odejść.

NATAN

      Ha! Nie wiecie,

Że mnie te wasze słowa pociągają

Tym bardziej ku wam... Darmo! My musimy

Być przyjaciółmi, tak! Musimy!... Gardźcie

Narodem moim, jak wam się podoba!...

Czyżeśmy sobie naród wybierali?

Czyż my a naród nasz jesteśmy jedno?

Cóż to jest naród? Żyd lub chrześcijanin,

Czyż wprzód był Żydem lub chrześcijaninem,

Niżli człowiekiem? Ach! Gdy w was człowieka

Znajduję, dość mi, że się zwę człowiekiem.

TEMPLARIUSZ

Na Boga, słuszność macie, macie słuszność,

Natanie! Dajcie rękę! Wstyd mi teraz,

Że się przez chwilę na was nie poznałem.

NATAN

A mnie to dumnym czyni, bo od razu

Poznać się tylko daje pospolitość.

TEMPLARIUSZ

Za to w pamięci pozostaje wiecznie

To, co niezwykłe. Tak, tak, przyjaciółmi

Zostać musimy.

NATAN

      Już jesteśmy. Z jakąż

Radością Recha przyjmie tę wiadomość!...

Ach! Jak urocza przyszłość w oddaleniu

Przed moim wzrokiem się rysuje!... Najprzód

Musicie poznać Rechę.

TEMPLARIUSZ

      Najgoręcej

Chcę tego... Któż to wybiegł od was z domu?

Czy Daja?

NATAN

      Tak jest. Przestraszona.

TEMPLARIUSZ

      Czyżby

Naszej się Resze stało co?

Daja zbliża się spiesznie.

SCENA IV

Ciż sami, Daja.

DAJA

      Natanie!

Natanie!

NATAN

      Cóż tam?

DAJA

      Chciejcie mi wybaczyć,

Zacny rycerzu, że wam przerwać muszę!

NATAN

Cóż tam?

TEMPLARIUSZ

      Cóż zaszło?

DAJA

      Sułtan przysłał, sułtan

Chce z wami mówić. Boże! Sułtan!

NATAN

      Ze mną?

Saladyn?... Pewno chce zobaczyć rzeczy,

Które przywiozłem. Powiedz, że dotychcżas

Wszystko to prawie nierozpakowane.

DAJA

Nie, nie, nic widzieć nie chce, tylko z wami

Chce mówić, prędko, jak najprędzej!

NATAN

      Przyjdę;

Idź, powiedz!

DAJA

      Raczcie nam wybaczyć, gniewny

Rycerzu! Boże! Myśmy tak strwożone!...

Czego chcieć może sułtan?...

NATAN

      Wnet to będzie

Wiadome... idź już.

Daja odchodzi.

SCENA VII

Natan, Templariusz.

TEMPLARIUSZ

      Zatem go nie znacie

Dotąd?

NATAN

      Sułtana? Nie, nie unikałem,

Lecz nie szukałem jego znajomości.

Tyle dobrego wieści o nim głoszą,

Żem wolał wierzyć temu, niż się starać

Poznać go. Ale dziś niech sobie wieści

Jakie chcą będą... Skoro wam darował

Życie...

TEMPLARIUSZ

      To prawda... Życie, którym żyję,

Jest jego darem.

NATAN

      Przez ten czyn podwójnie,

Po trzykroć życiem mnie obdarzył. Przez to

Wszystko się między nim a mną zmieniło,

Jednym tym czynem przykuł mnie na wieki

Do siebie. Czekam tylko, co mi najprzód

Spełnić rozkaże; wszystkom spełnić gotów,

I wyznać przed nim, że to czynię dla was.

TEMPLARIUSZ

Sam mu nie mogłem jeszcze podziękować,

Choć go na drodze spotykałem często.

Widać wrażenie, jakie nań wywarłem,

Jak szybkim było, tak też szybko znikło.

Kto wie, czy jeszcze mnie pamięta. Jednak

Raz jeszcze musi mnie przypomnieć sobie,

Aby rozstrzygnąć o mym losie... Nie dość,

Że z jego tylko woli jestem, żyję,

Lecz czekać muszę, podług czyjej woli

Żyć mi rozkaże.

NATAN

      Prawda, tym więc bardziej

Pośpieszać muszę. Może padnie słowo

Z ust jego, które wspomnieć mi pozwoli

O was... pozwólcie i wybaczcie... śpieszę...

Lecz kiedyż w domu naszym was ujrzymy?...

TEMPLARIUSZ

Gdy pozwolicie.

NATAN

      Kiedy chcecie?

TEMPLARIUSZ

      Zatem

Dziś jeszcze.

NATAN

      Jakże imię wasze, jeśli

Zapytać wolno?

TEMPLARIUSZ

      Zwę się Kurd von Stauffen...

Kurd...

NATAN

      Co? Von Stauffen?... Co? Von Stauffen? Stauffen?

TEMPLARIUSZ

Czy was to dziwi?

NATAN

      Kurd von Stauffen!... Inni

Tego nazwiska byli tu...

TEMPLARIUSZ

      Tak, było

I legło tutaj z tego rodu kilku...

Mój wuj... mój ojciec raczej... ale czemu

Wzrok tak wlepiacie we mnie?... coraz bardziej...

NATAN

Nic! Nic to! Czyżbym mógł się dość napatrzeć

Na was?...

TEMPLARIUSZ

      Więc teraz was opuszczę. Oko

Badacza często dopatruje więcej

Niż pragnął dojrzeć. Niechaj czas powoli,

A nie ciekawość z sobą nas zapozna.

Odchodzi.

NATAN

patrząc za nim ze zdziwieniem.

„Oko badacza dopatruje często

Więcej niż pragnął dojrzeć”! Jakby czytał

W mej duszy... Tak jest... mnie to spotkać może.

Nie tylko Wolfa wzrost, chód Wolfa, ale

I jego głos. Tak... tak zupełnie... tak jest...

Tak samo wstrząsał głową Wolf, tak samo

Wolf nosił miecz swój, Wolf tak samo ręką

Czoło pocierał, żeby wzroku swego

Przyćmić płomienie... Tak głęboko wryte

W pamięć obrazy spać w nas mogą, aż je

Dźwięk jeden, słowo jedno zbudzi! Stauffen!...

Tak niezawodnie... tak jest... Filnek... Stauffen!...

Wkrótce dokładniej wiedzieć będę... wkrótce...

Lecz do sułtana najprzód... Cóż to? Daja

Zagląda tutaj... Chodźże bliżej, Dajo.

SCENA VIII

Daja, Natan.

NATAN

Cóż tam? Ciekawi was obydwie teraz

Zapewne wcale co innego, nie to,

Czego ode mnie sułtan żąda?

DAJA

      Czyliż

Można jej za złe brać to?... Zaczęliście

Właśnie rozmawiać z sobą poufalej,

Gdy nas przestraszył w oknie ten sułtański

Posłaniec.

NATAN

      Możesz jej powiedzieć tylko,

Że w każdej chwili niechaj się spodziewa

Jego przybycia.

DAJA

      Pewno? Pewno?

NATAN

      Sądzę,

Że się na ciebie mogę spuścić, Dajo...

Proszę cię, baczną bądź... nie pożałujesz

Tego... sumienie nawet twoje może

Dozna w tym ulgi... Tylko mi nie popsuj

Mych planów, tylko opowiadaj, pytaj

Z wstrzemięźliwością, z oględnością wszelką.

DAJA

Że też wam przyszło na myśl mnie przestrzegać

O tym! Odchodzę. Idźcie też, bo śpieszy

Drugi posłaniec od sułtana, Hafi,

Wasz Derwisz.

Odchodzi.

SCENA IX

Natan, Al-Hafi.

AL-HAFI

      Ha! Ha! Znów do was przychodzę!

NATAN

Czyż to tak pilne? Czego chce ode mnie?

AL-HAFI

Kto?

NATAN

      Sułtan. Idę, idę.

AL-HAFI

      Do sułtana?

NATAN

Więc nie Saladyn przysłał cię tu?

AL-HAFI

      Nie on;

Zatem przysyłał już?

NATAN

      Przysyłał.

AL-HAFI

      Zgadłem.

NATAN

Co? Coś zgadł?

AL-HAFI

      Że... że... Jam niewinny temu,

Niewinny temu jestem... Ile mogłem,

Tylem nagadał, tyle nakłamałem,

By to odmienić!

NATAN

      Ależ co odmienić?

Coś zgadł?

AL-HAFI

      Że teraz wyście defterdarem

Zostali. Bardzo was żałuję, ale

Patrzeć się na to nie chcę. Idę zaraz,

Zaraz odchodzę... Jeśli macie jakie

Dać mi zlecenia, abym je załatwił

W drodze, to proszę. Tylko coś takiego,

Co człowiek nagi wziąć lub spełnić może...

Odchodzę, mówcie prędko.

NATAN

      Lecz, Al-Hafi,

Zastanówże się, że o niczym nie wiem...

Co pleciesz?

AL-HAFI

      Wszakże worek zabieracie

Ze sobą?

NATAN

      Worek?

AL-HAFI

      No, tak jest, pieniądze,

Które zaliczyć macie sułtanowi.

NATAN

Więc o to tylko idzie?

AL-HAFI

      Ja mam na to

Patrzeć, jak będzie was dzień w dzień obdzierał

Aż do ostatka? Ja mam patrzeć na to,

Jak wciąż rozrzutność będzie pożyczała

Z pełnego śpichrza mądrej przezorności,

Dopóki biedne myszy w tym spichlerzu,

Z głodu nie zginą? Czy wam się wydaje,

Że kto pieniędzy waszych potrzebuje,

Rad waszych słuchać będzie? On, Saladyn,

Rad miałby słuchać? Kiedyż on pozwolił,

By mu radzono? Wystaw sobie tylko,

Natanie, co mnie teraz z nim spotkało!

NATAN

Co?

AL-HAFI

      Gdy przyszedłem, właśnie ze swą siostrą

Przestał grać w szachy... Sittah gra dość dobrze,

Lecz partia, którą miał już za przegraną

Saladyn, jeszcze była ustawiona...Patrzę i widzę, że daleko bardzo

Do mata!...

NATAN

      Toż to tryumf był dla ciebie!

AL-HAFI

Dość było na jej szach posunąć króla

W tył, ku pionkowi... Ja bym wam to zaraz

Pokazał...

NATAN

      Wierzę i tak.

AL-HAFI

      Tym sposobem

Mógłby wyjść z wieżą... chcę mu to powiedzieć,

Wołam go, a on... Wyobraźcie sobie...

NATAN

Innego zdania był?

AL-HAFI

      Nie słuchał wcale!

Rozrzucił całą partię!

NATAN

      Czy podobna!...

AL-HAFI

I rzekł, że chce mieć mata! Chce mieć mata!

Czyż to jest granie?...

NATAN

      Tak, jest to w istocie

Tylko bawienie się grą.

AL-HAFI

      Dziurawego

Orzecha taka gra nie warta.

NATAN

      Szastać

Pieniędzmi, trwonić, to drobnostka, ale

Ciebie nie słuchać w jednym tylko razie,

W razie tak ważnym ciebie nie wysłuchać,

Bystrości twego oka nie podziwiać,

To, to jest godne zemsty, czy nie prawda?

AL-HAFI

Cóż znów? Powiadam wam to, byście mieli

Jakieś pojęcie o uporze jego...

Słowem, już dłużej wytrwać z nim nie mogę.

Teraz się włóczę po Murzynach brudnych,

I rozpytuję, czyby mu z nich który

Nie chciał pożyczyć. Nigdym u nich żebrać

Nie chciał dla siebie, teraz u nich właśnie

Szukać pożyczki dla innego muszę!

Pożyczać, jest to prawie być żebrakiem,

Tak jak na lichwę dawać, jest kraść prawie.

Tam wpośród moich dawców, nad Gangesem,

Nie będę tego potrzebował, ani

Nie będę innym za narzędzie służył.

Tam nad Gangesem, tylko tam są ludzie!

Tu wy jesteście jednym, który godzien

Żyć nad Gangesem... A więc pójdźcie ze mną

Na łup mu dajcie wszystkie te marności,

O które idzie mu tak bardzo... Troski,

Mozoły wasze raz się skończą... chodźcie!

NATAN

Sądzę, że to nam nie uciecze, Hafi.

Namyśleć mi się pozwól... czekaj...

AL-HAFI

      Po co?...

Nad czymś podobnym się nie myśli wcale...

NATAN

Póki nie wrócę od sułtana... póki

Się nie pożegnam...

AL-HAFI

      Ten, kto się namyśla,

Szuka powodów niezrobienia czegoś...

Kto nie ma siły zaraz, bez wahania,

Zacząć dla siebie żyć, ten niewolnikiem

Zostanie wiecznie. Bądźcie zdrowi. Żyjcie

Jak sobie chcecie... Tam jest moja droga,

A wasza tutaj...

NATAN

      Lecz, Al-Hafi, musisz

Zdać wprzód swój urząd...

AL-HAFI

      Ha! Ha! Żarty!... Tego,

Co jest w mej kasie, liczyć nie jest warto...

Zresztą porękę za rachunki moje

Wy dacie albo Sittah! Bądźcie zdrowi...

Odchodzi.

NATAN

Dam ją z ochotą!... Dziki, dobry, zacny...

Jak mam go nazwać... Tak, prawdziwy żebrak

Jeden na świecie jest prawdziwym królem.

Odchodzi w inną stronę.

AKT III

W domu Natana.

SCENA I

Recha, Daja.

RECHA

Jakże się ojciec mój wyraził, Dajo?...

Że „w każdej chwili mogę się spodziewać

Jego przybycia”?... — Ileż chwil jednakże

Już upłynęło!... Ach! i któż by myślał

O upłynionych? ... Żyję teraz tylko

Każdą najbliższą chwilą, bo z nich jedna

Ma go sprowadzić tutaj!

DAJA

      O przeklęte

To zawezwanie od sułtana! Natan

Byłby go zaraz z sobą przyprowadził.

RECHA

A gdyby teraz przyszedł? Gdyby teraz

W tej chwili z życzeń moich najgorętsze

Się wypełniło?... Cóż stąd? Cóż stąd?...

DAJA

      Cóż stąd?...

Sądzę, że także najgorętsze z moich

Życzeń spełniłoby się.

RECHA

      Cóż naówczas

W mej piersi zastąpiłoby pragnienie,

Która odwykła czuć się próżną takich

Najwyższych pragnień?... Nie?... Ach! To okropne!...

DAJA

Moje życzenie pragnień już spełnionych

Miejsce obejmie... me życzenia, abym

Mogła cię widzieć w Europie, w rękach,

Które są godne ciebie...

RECHA

      Jesteś w błędzie!

Z tejże przyczyny, z której ono twoim,

Życzenie takie moim być nie może.

Ciebie ojczyzna wabi, a mnie moja

Czyżby zatrzymać tutaj nie zdołała?

Czyliżby obraz twoich, w duszy twojej

Przechowywany, miał być potężniejszym

Od wpływu, który na mnie wywierają

Ci, których widzę, słyszę i dotykam?

Moi!...

DAJA

      Daremnie pragniesz się upierać!...

Niebo ma swoje niepojęte drogi!

Cóż, jeśli właśnie przez twojego zbawcę

Bóg jego, Bóg ten, za którego walczy,

Powiedzie cię do kraju i do ludu,

Dla których jesteś przeznaczoną?

RECHA

      Dajo!

Co ty mi mówisz?... Masz pojęcia jakieś

Dziwne... „Bóg jego, ten Bóg za którego

On walczy”!... Czyliż może Bóg być czyim?

Jaki to byłby Bóg, którego człowiek

Mógłby zwać swoim własnym? Za którego

Trzeba by było walczyć? Skądby człowiek

Wiedział, dla której cząstki tego świataJest urodzony, jeżeli nie dla tej,

Na której przyszedł na świat?... Dajo! Dajo!

Gdyby mój ojciec słyszał twoje słowa!...

Co on ci zrobił, że mi zawsze tylko

W dali od niego pokazujesz szczęście?...

Co on ci zrobił, że do ziarn mądrości,

Które tak czyste zasiał w mojej duszy,

Mięszasz tak chętnie chwasty, czy też kwiaty

Swojego kraju?... Dajo! Droga Dajo!

On nie chce twoich kwiatów różnowzorych

Na mojej grządce... A ja wyznać muszę,

Że choćby kwiaty te na mojej grzędzie

Najpiękniej rosły, wycieńczają one

Jej grunt, a czuję się ich słodką wonią

Zbyt odurzoną, upojoną prawie.

Twój umysł do nich nawykł. Nie chcę ganić

Silniejszych nerwów, co ten zapach znoszą,

Lecz mnie nie dawaj ich... Już twym aniołem

Małoś umysłu mi nie obłąkała...

Jeszcze się wstydzę przed mym ojcem tego

Głupstwa!...

DAJA

      Tak! Głupstwa!... Jakby rozum zdrowy

Tu tylko znaleźć można!... Głupstwa! Głupstwa!...

Gdybym ja mogła mówić!...

RECHA

      Czyż nie możesz? ...

Czyżem cię kiedy nie słuchała pilnie,

Gdyś mi o wiary swojej bohaterach

Opowiadała?... Czym nie podziwiała

Ich czynów?... Czylim nad ich cierpieniami

Nie przelewała szczerych łez?... Ta wiara

Nie zdała mi się w nich zbyt bohaterską,

Ale natomiast stała się tym dla mnie

Większą pociechą ta nauka wzniosła,

Że miłość Boga nie zależy wcale

Od błędnych pojęć, jakie o nim mamy...

Kochana Dajo! Ojciec nam tak często

Mówił to! Samaś na to się zgadzała!

Czemuż chcesz burzyć sama, coś z nim razem

Wzniosła?... Nie, Dajo, nie jest to rozmowa

Na chwilę, w której mamy go powitać...

Chociaż... mnie samej... mnie zależy bardzo

Na tym, czy i on... Dajo! Słuchaj! Dajo!

Ktoś idzie... słuchaj!... On... on może!

Wchodzi Templariusz, któremu ktoś z zewnątrz drzwi otwiera.

SCENA II

Też same, Templariusz.

GŁOS ZA DRZWIAMI

      Tutaj!

RECHA

przestrasza się, po chwili przychodzi do siebie i chce mu upaść do nóg

To on... mój zbawca! Ach!...

TEMPLARIUSZ

      Dla uniknienia

Tego jedynie tu nie przychodziłem

Dotąd... więc...

RECHA

      Pragnę tylko u stóp tego

Dumnego męża złożyć dzięki Bogu,

Nie człowiekowi... Człowiek dzięków nie chce...

Nie chce ich tak, jak kubeł wody, który

Także był czynny przy gaszeniu ognia...

Dał się napełnić, wylać, nic nikomu,

Nikt jemu nic nie winien. Tak i człowiek!

Coś go wrzuciło w ogień, ja upadłam

W jego ramiona, niby na płaszcz jego

Iskra, i potem znowu nas oboje

Coś wyrzuciło z ognia. Za cóż tutaj

Dziękować? Wino czasem w Europie

Do jeszcze większych rzeczy jest podnietą,

A templariusze muszą postępować

W ten sposób, muszą, jak psy tresowane,

Dobywać z wody równie jak z płomieni.

TEMPLARIUSZ

który podczas tych słów patrzył na nią ze zdziwieniem i niepokojem

      O niedobra Dajo!

Jeśli w przystępie żółci albo troski

Przykrym być mogłem, czyż potrzeba było

Wszystkie te głupstwa, co z języka mego

Spłynęły, do niej tu przynosić?... Dajo!

Była to zemsta zbyt okrutna!... Obyś

Na przyszłość nie tak źle mnie przedstawiała

Przed nią!

DAJA

      Rycerzu! Zdaje mi się, że te

Drobne ukłucia nie są zbyt bolesne

Dla was...

RECHA

      Co? Jak to? Więc mieliście troski?

I chętniej życie swe składacie innym

W ofierze, niżli swoje troski?

TEMPLARIUSZ

      Dziecię!

Urocze dziecię! Dusza ma pomiędzy

Okiem i uchem zda się podzieloną!

Nie! Ro jest nie to dziewczę, nie to, które

Wyniosłem z ognia! Któż by tę dziewczynę

Mógł znać i w płomień za nią nie poskoczył?

Któż byłby czekał na mnie?... Wprawdzie... przestrach...

Odmienia w oczach postać...

Chwila milczenia, podczas której wpatruje się w nią w niemym zachwycie.

RECHA

      Ja jednakże

Takim was widzę, jak widziałam wówczas.

Po nowej chwili milczenia, mówi dalej, ażeby przerwać jego wpatrywanie się

Teraz, rycerzu, chciejcie mi powiedzieć,

Gdzieście tak długo byli? Może nawet

Winnabym spytać, gdzie jesteście teraz...

TEMPLARIUSZ

Jestem... tam może, gdziem być nie powinien.

RECHA

A gdzież byliście?... Czy tam także, gdzieście

Być nie powinni?... To niedobrze.

TEMPLARIUSZ

Byłem na... górze... jakże się ta góra

Nazywa? Byłem... byłem na Synaju.

RECHA

Na górze Synaj? ... Dobrze! Zatem mogę

Was się zapytać, czyli to jest prawdą...

TEMPLARIUSZ

Co? Co? Czy prawdą jest, że tam dziś jeszcze

Oglądać można owo miejsce, w którym

Mojżesz przed Bogiem stał, gdy...

RECHA

      Nie, nie o to

Chciałam was spytać; wiem, że gdzie bądź stanął,

To stał przed Bogiem; ale czy to prawda,

Że nie tak trudno wchodzić na tę górę,

Jak schodzić. Dotąd, ilem gór zwiedziła,

Nie doświadczyłam tego nigdzie jeszcze.

Jakże, rycerzu? Cóż to? Odwracacie

Twarz swą ode mnie? Widzieć mnie nie chcecie?

TEMPLARIUSZ

Bo chcę was słuchać.

RECHA

      Bo się ukryć chcecie,

Że was porywa pusty śmiech z dziewczyny,

Która nie umie o tej świętej górze

O coś innego spytać?... Prawdaż?...

TEMPLARIUSZ

      Zatem

Znów będę patrzył na was. Co? Lecz teraz

Wy spuszczacie wzrok, i wasze lica

Uśmiech przebiega? Mamże więc dopiero

Z wymowy rysów waszych chcieć to czytać,

Co mi mówicie, tak wyraźnie milcząc?

O Recho! Recho! Jak on słusznie mówił:

,,Wprzód ją poznajcie”!

RECHA

      Kto tak mówił? O kim?

TEMPLARIUSZ

„Wprzód ją poznajcie”. Tak wasz ojciec do mnie

Powiedział o was!

DAJA

      A ja nie mówiłam?

Ja nie mówiłam tego?

TEMPLARIUSZ

      Ale gdzież on?

Gdzie jest wasz ojciec? Jeszcze u sułtana?

RECHA

Zapewne.

TEMPLARIUSZ

      Jeszcze! Jakąż ja mam pamięć!

Nie, tam tak długo być nie może; pewno

Już oczekuje na mnie pod klasztorem.

Tak się umawiał ze mną przecież... Zatem

Wybaczcie, muszę iść po niego.

DAJA

      To już

Należy do mnie... Pozostańcie tutaj,

Rycerzu... Wkrótce razem z nim powrócę.

TEMPLARIUSZ

Nie, nie, on na mnie czeka, a nie na was.

A przy tym może... Któż wie? ... u sułtana

Mógłby... Nie znacie Saladyna!... Mógłby...

Wpaść w jakie przykre położenie... Wierzcie,

Niebezpieczeństwo grozi... śpieszyć muszę...

RECHA

Niebezpieczeństwo grozi? Jakie? Komu?

TEMPLARIUSZ

Mnie, wam i jemu, jeśli stąd natychmiast,

Zaraz nie pójdę.

Wychodzi.

SCENA III

Recha, Daja.

RECHA

      Co to znaczy, Dajo?

Odszedł tak prędko? Co go wypędziło?

DAJA

Nie obawiajcie się! Nie sądzę, by to

Złym było znakiem.

RECHA

      Jest więc znakiem? Czego?

DAJA

Tego, co czuje... wre w nim, lecz się lęka

Wykipieć... Waszym już jest...

RECHA

      Jak to, moim?

Ty, jak on także, jesteś niepojętą

Dla mnie.

DAJA

      Niedługo wszystkie niepokoje,

Jakich nabawił was, będziecie mogli

Mu odwzajemnić; ale nie należy

Być zbyt surową, mściwą.

RECHA

      Sama chyba

Wiesz, o czym mówisz.

DAJA

      Czyliż wam już teraz

Spokój nie wrócił?

RECHA

      Wrócił, prawda, wrócił.

DAJA

Przyznajcie zatem, że niepokój jego

Radość wam sprawia, i że tylko temu

Niepokojowi spokój wasz winniście.

RECHA

Zupełnie o tym nie wiem. Tyle tylko

Powiedzieć mogę, że się sama dziwię,

Iż po tak strasznej burzy w sercu moim

Tak błogi spokój nagle zapanował.

Jego wzrok, mowa i obejście jego,

Wszystko w nim, tak mnie...

DAJA

      Tak was nasyciło?

RECHA

Tego nie powiem, lecz...

DAJA

      Lecz głód wasz pierwszy

Zaspokoiło...

RECHA

      To już prędzej, jeśli

Tak sądzisz.

DAJA

      Sądzić muszę.

RECHA

      Drogim zawsze

Będzie on dla mnie i nad życie droższym,

Choć już nie będzie na myśl każdą o nim

Silniej mi biło serce... Lecz co plotę?...

Chodź, droga Dajo, chodź do okna, które

Wychodzi na te palmy...

DAJA

      Coś podobno

Nie tak zupełnie jest zaspokojony

Głód pierwszy.

RECHA

      Teraz patrzeć chcę na palmy,

A nie na niego tylko pod palmami.

DAJA

Ten chłód gorączkę nową zapowiada.

RECHA

Chłód? Nie ostygłam! Równie chętnie patrzę

Się na to, co spokoju mi nie mąci.

Odchodzą.

Zmiana. Sala posłuchalna w pałacu Saladyna.

SCENA IV

Saladyn, Sittah.

SALADYN

wchodząc, mówi we drzwiach

Tu przyprowadźcie go, gdy przyjdzie. Ale

Coś się nie zdaje śpieszyć...

SITTAH

      Może nie był

W domu i trudno było go odszukać.

SALADYN

Oh! Siostro! Siostro!

SITTAH

      Zdajesz się być, jakby

Przed rozpoczęciem bitwy.

SALADYN

      Na broń taką,

Którą się władać nie uczyłem! Muszę

Udawać, zwodzić, obiecywać!... Kiedyż

W tym się ćwiczyłem, kiedyż próbowałem

Tego?... Dziś muszę czynić to... i po co?

Ażeby dostać garść pieniędzy! Żeby

Trochę pieniędzy dostać z ręki Żyda! ...

Pieniędzy!... Takich jestem przymuszony

Chwytać się środków, by zapewnić sobie

Tę najmarniejszą z rzeczy marnych!...

SITTAH

      Bracie!

Marności takie mszczą się, jeśli nimi

Zbyt pogardzamy.

SALADYN

      Prawda to, niestety!

A jeśli Żyd ten jest w istocie dobrym,

Mądrym człowiekiem, jak go nam opisał

Derwisz?...

SITTAH

      O! Wtedy czegóż się obawiać?

Łapki potrzebne są na chytrych tylko,

Na bojaźliwych a przebiegłych Żydów,

Nie na dobrego i mądrego. Taki

Jest nasz, bez łapki. Będzie to przyjemność,

Słuchać takiego słów... czy zechce śmiało

Pozrywać sznurki sieci, czy zamierzy

Zręcznym wybiegiem z niej ci się wyśliznąć?...

Taką przyjemność masz w dodatku.

SALADYN

      Prawda;

Rad jestem z takiej sposobności.

SITTAH

      Zatem

Nie ma już o co troszczyć się, albowiem,

Jeśli to człowiek taki, jacy zwykle

Bywają Żydzi, czemużbyś się wstydził

Okazać takim, za jakich uważa

On wszystkich ludzi?... Taki by lepszego

Od innych pewno wziął za głupca.

SALADYN

      A więc

Musiałbym czynić źle, by nie myśleli

Źle o mnie ludzie źli?

SITTAH

      Ba! Jeśli zowiesz

Złem używanie każdej rzeczy w sposób

Dla niej właściwy.

SALADYN

      Jak to wy kobiety

Ubrać umiecie wszystko, co do głowy

Wam przyjdzie!

SITTAH

      Ubrać!

SALADYN

      Ja bo się obchodzić

Z tym, co zręczności albo przebiegłości

Większej wymaga, nie potrafię wcale...

Kruszą się zaraz w mej niezgrabnej dłoni

Podobne rzeczy... Coś takiego trzeba

Z taką zgrabnością wykonywać, z jaką

Jest pomyślane. Ale to już trudno! ...

Działam jak umiem... tegom tylko pewny,

Że raczej gorzej mógłbym, niżli lepiej.

SITTAH

Tylkoż o sobie nie wątp. Jam gotowa

Stanąć za ciebie, jeśli mi pozwolisz...

Mężczyzni tacy jak ty, pragną zawsze

Nam okazywać, że jedynie miecz ich

Wywalcza dla nich wyższe stanowisko.

Tak lew się wstydzi walk na podstęp z lisem,

Ale się lisa, nie podstępów wstydzi.

SALADYN

      Jak to

Wam by się chciało dowieść, że mężczyźni

Do was podobni! No, idź, idź już, siostro.

Sadzę, że umiem lekcję.

SITTAH

      Co? Mam odejść?

SALADYN

Nie myślisz przecież zostać?

SITTAH

      Choć nie zostać

Tutaj, przy tobie... lecz w przyległej sali...

SALADYN

Słuchać!... Nie! Nic bym wskórać nie potrafił!

Idź już!... Nadchodzi... tylko nie podsłuchuj!

Ja zajrzę!

Sittah odchodzi jednymi drzwiami, jednocześnie drugimi wchodzi Natan. Saladyn siada.

SCENA V

Saladyn, Natan.

SALADYN

      Przystąp bliżej, Żydzie... bliżej...

Tu... Bez obawy...

NATAN

      Ta niech twoim wrogom

Zostanie.

SALADYN

      Zatem Natan się nazywasz?

NATAN

Tak.

SALADYN

      Natan mędrzec?

NATAN

      Nie.

SALADYN

      Sam siebie, prawda,

Tak nie nazywasz, lecz cię lud tak zowie.

NATAN

Lud, może.

SALADYN

      Nie sądź, żebym miał w pogardzie

Głos ludu. Dawnom pragnął poznać męża,

Którego lud zwie mądrym.

NATAN

      A jeżeli

Lud przez szyderstwo dał mu to nazwisko?

Jeśli mądrością zwie roztropność zwykłą,

A za roztropnych ma tych, co się znają

Na tym, co korzyść niesie?

SALADYN

      Masz na myśli

Korzyść prawdziwą?

NATAN

      Nie, bo w takim razie

Najroztropniejszym byłby, kto najchciwszy;

Wtedy w istocie mądrość i roztropność

Byłyby jednym.

SALADYN

      Składasz dowód tego,

Czegoś się zaparł. Wiesz, co jest prawdziwą

Korzyścią, której lud zazwyczaj nie zna.

Pragniesz ją poznać, myślisz o niej — właśnie

To czyni mędrzec.

NATAN

      Takim każdy sądzi

Samego siebie.

SALADYN

      Dosyć tej skromności!

Nie lubię słuchać jej, gdziem się spodziewał

Usłyszeć zimny rozum.

wstaje

      Więc do rzeczy!

Lecz bądź otwartym, Żydzie, bądź otwartym.

NATAN

Sułtanie! Tak bym pragnął ci usłużyć,

Żebym był godnym nadal twych poleceń.

SALADYN

Usłużyć? Jak to?

NATAN

      Będziesz miał najlepsze

Rzeczy i będziesz miał je za najtańszą

Cenę.

SALADYN

      O czymże mówisz? O towarach?

Szachrować z tobą będzie moja siostra.

do siebie

To dla tej, co tam podsłuchuje.

głośno

      Z kupcem

Nic do czynienia nie mam.

NATAN

      Więc zapewne

Chcesz się dowiedzieć, com w podróży mojej

Mógł zauważyć względem nieprzyjaciół,

Którzy się znów ruszają... Mówiąc szczerze...

SALADYN

I tegom także nie ciekawy teraz.

Wiem o tym tyle, ile mi potrzeba...

Chcę tylko...

NATAN

      Rozkaż, panie.

SALADYN

      Pragnę spytać

O co innego, co innego wcale.

Ponieważ jesteś mądrym, więc mi powiedz,

Jaka religia, zakon, twoim zdaniem

Zawiera prawdę?

NATAN

      Jestem Żydem, panie.

SALADYN

Ja muzułmanin jestem. Między nami

Stoi chrześcianin. Z tych trzech wiar prawdziwą

Może być jedna tylko. Taki człowiek,

Jak ty, pozostać tam nie może, gdzie go

Los przypadkowy urodzenia rzucił,

Lub gdy zostaje, czyni to z zasady,

Z zastanowienia, z przekonania, z woli

Swej wolnej. A więc objaw mi swe zdanie!

Wskaż mi powody, których ja sam badać

Czasu nie miałem. Wymień mi zasady,

Które ten wybór twój spowodowały;

Wymień poufnie, bym się przejął nimi...

Jak to? Ty milczysz?... mierzysz mnie spojrzeniem?...

Zapewne pierwszym muszę być sułtanem,

Który objawia tę ciekawość, chociaż

Sądzę, że godną ona jest sułtana...

Nieprawdaż?... Mów więc!... Powiedz... Może żądasz

Chwili namysłu... Chętnie ci ją daję...

do siebie

Czy ona słucha? Muszę ją podpatrzeć...

Chce słyszeć, czy się zręcznie biorę...

głośno

      Pomyśl,

Tak, pomyśl nad tym. Ja powrócę wkrótce.

Wychodzi do pokoju, do którego weszła Sittah.

SCENA VI

NATAN

sam

Hm! Hm! To dziwne! Co to znaczyć może?...

Czego chce sułtan? żądać miał pieniędzy,

A żąda... prawdy! Żąda jej tak zaraz...

W gotówce, jakby była to moneta...

Tak! Chyba z owych starych monet, które

Na wagę brano — taką, to być może,

Lecz nie monetą nową, której wartość

Stempel nadaje, którą by wyliczyć

Można na stole... taką prawda nie jest.

Możnaż ją w głowę kłaść, jak pieniądz w worek?...

Kto z nas dwóch tutaj, ja czy on, jest Żydem?...

Tak... ale czemuż nie miałby istotnie

Wymagać prawdy?... Może chce jej użyć

Jako zasadzki na mnie?... To byłoby

Nazbyt nikczemne; lecz cóż jest dla wielkich

Nazbyt nikczemnym?... Tak ni stąd ni zowąd

Wystąpił z takim zapytaniem. Prosto,

Bez żadnych wstępów.. Muszę być ostrożnym.

Lecz jak postąpić?... Żydem się okazać,

Wyłącznie Żydem, źle... nie Żydem... gorzej!

Mógłby zapytać: czemu, gdy nie jestem

Żydem, nie chciałbym być muzułmaninem?...

Tak, tylko bajka może mnie ocalić.

Bajki nie tylko są dla dzieci... Idzie...

Niech przyjdzie!...

SCENA VII

Saladyn, Natan.

SALADYN

wchodząc, na stronie

      Tam już oczyściłem pole.

głośno

Czym nie za prędko wrócił? Czyś już gotów?...

Więc mów... nie słucha nikt nas...

NATAN

      Słuchać może

Choćby świat cały...

SALADYN

      Natan swojej sprawy

Tak pewny? Dobrze! To jest mądrość właśnie!

Nie kryć się z prawdą, dla niej na ofiarę

Poświęcać wszystko: życie, byt, krew, mienie!

NATAN

Tak, jeśli trzeba, i jeżeli może

Zdać się to na co.

SALADYN

      Odtąd może będzie

Słuszniejszym jeden z mych tytułów, tytuł

Ulepszyciela świata i zakonu.

NATAN

Piękny to tytuł; lecz, sułtanie, pozwól,

Że nim zupełnie moją myśl ci zwierzę,

Przypowieść pewną wprzód opowiem.

SALADYN

      Zgoda!

Lubiłem zawsze przypowieści, dobrze

Opowiadane.

NATAN

      Dobrze opowiadać

Nie moją rzeczą.

SALADYN

      Znów ta skromność dumna!

No, mówże, mów już! Zacznij, opowiadaj!

NATAN

Niegdyś, przed laty, na dalekim wschodzie

Żył mąż, co pierścień cenny z drogiej ręki

Otrzymał. Opal igrał w tym pierścieniu

Barw tysiącami i miał moc tajemną,

Że czynił tego, kto go nosił ufnie,

Bogu i ludziom miłym. Nie dziwota,

Że mąż ze wschodu nigdy nie zdejmował

Pierścienia tego z palca, i zamierzył

Wiecznie go w swoim pozostawić rodzie,

W ten sposób, że ten pierścień drogi złożył,

Ze wszystkich synów najukochańszemu,

I że mu zlecił, by po swoim zgonie,

Znów dał go temu z synów, dla którego

Największą miłość będzie miał, tak, aby

Najulubieńszy, bez żadnego względu

Na kolej rodu, tylko na podstawie

Pierścienia, głową był i księciem domu...

Czy mnie rozumiesz, panie?...

SALADYN

      Mów, rozumiem.

NATAN

Tak pierścień ciągle z syna szedł na syna,

Aż go trzech synów ojciec odziedziczył,

Który jednako kochał ich, i którzy

Jednako wzajem go kochali. Czasem

Ten mu się zdawał, czasem znowu inny,

W miarę jak z którym bawił, gdy dwaj drudzy

Byli od serca jego oddaleni,

Godnym pierścienia, i przez słabość, której

Źródło w miłości było, przyobiecał

Pierścień każdemu. Póki żył, nie było

Żadnych stąd skutków, lecz gdy umrzeć przyszło,

Ojciec w kłopocie znalazł się niemałym.

Przykro mu było zmartwić tych dwóch synów,

Którzy na jego polegali słowie...

Cóż robić? Posłał skrycie do złotnika,

Kazał mu zrobić dwa pierścienie nowe

Na wzór pierwszego, kosztów ani trudu

Nie szczędząc. Złotnik spełnił polecenie,

I gdy robotę odniósł, sam właściciel

Nie mógł rozpoznać, który był prawdziwy

Wśród trzech pierścieni. Więc zawołał synów,

Mówił osobno z każdym, i każdemu

Dał pierścień jeden i błogosławieństwo,

A potem umarł... Czy słuchacie, panie?

SALADYN

Słucham cię, słucham. Powieść twoja pewnie

Bliską jest końca.

NATAN

      Powieść już skończona,

Bo łatwo zgadnąć, co się potem stało...

Zaledwie ojciec umarł, każdy przyszedł

Ze swym pierścieniem, chcąc być panem domu...

Zaczęli badać, skarżyć się i spierać...

Daremnie!... Dowieść, który z trzech pierścieni

Prawdziwy, było już niepodobieństwem,

Prawie zupełnie takim, jakim dla nas

Powiedzieć, która wiara jest prawdziwą.

SALADYN

Co? Więc to miało na pytanie moje

Być odpowiedzią?

NATAN

      Miało to mnie tylko

Usprawiedliwić, że się nie podejmę

Rozpoznawania tych pierścieni, które

Ojciec polecił zrobić podobnymi.

SALADYN

Pierścienie! Żarty na bok! Mnie się zdaje,

Że te religie, które wymieniłem,

Różnią się wielce wszystkim, aż do jadła,

Aż do napoju i odzieży...

NATAN

      Tylko

Pod względem zasad nie są tak odmienne...

Czyż nie są wszystkie wsparte na podstawie

Dziejów pisanych, albo przekazanych

Ustnym podaniem?... Otóż można dzieje

Przyjmować tylko na podstawie wiary

W czyjeś świadectwo... Wszakże tak?... A w czyim

Świadectwie większą ufność pokładamy?

Wszakże w świadectwie swoich, tych co mają

Krew jednę z nami, którzy nam od młodu

Okazywali miłość swoję, którzy

Tam nas zwodzili tylko, gdzie dla dobra

Naszego zwieść nas było koniecznością?

Mamże mojemu ojcu mniej dać wiary,

Niż ty twojemu? Albo też przeciwnie,

Czyż mogę żądać, żebyś ty swym przodkom

Zarzucił kłamstwo, byłeś tylko moim

Fałszu nie zadał? Co?

SALADYN

do siebie

      Na Boga! Prawda!

On słusznie mówi. Muszę milczeć.

NATAN

      Wróćmy

Do tych pierścieni. Jak już powiedziałem,

Synowie wnieśli skargę, i przed sędzią

Każdy z nich przysiągł, że ma pierścień z własnej

Ręki ojcowskiej — jak w istocie było! —

I że każdemu z nich przyrzekał ojciec,

Iż jemu pierścień odda w posiadanie, —

Co także było prawdą!... Każdy twierdził,

Że względem niego ojciec nie popełnił

Fałszu, że ojca o to podejrzewać

Nie może, musi zatem mimowolnie

Oskarżać braci, chociaż o nich zawsze

Sądził najlepiej. Każdy żądał, żeby

Zdrajcy wykryci byli i ponieśli

Karę.

SALADYN

      A sędzia?... Bardzo mnie ciekawi,

Co odrzekł sędzia. Mów!

NATAN

      A sędzia na to

Rzekł: Jeśli ojca tutaj nie stawicie,

To was oddalam z waszą sprawą! Cóż to?

Czy wam się zdaje, żem ja tutaj po to,

Abym zagadki rozwiązywał? Albo

Sądzicie może, że prawdziwy pierścień

Sam się odezwie? Ale stójcie! Wszakże

Mówicie, że ten pierścień miał tajemną

Siłę, że czynił swego posiadacza

Bogu i ludziom miłym... To rozstrzygnie!

Bo tej potęgi mieć nie mogą przecież

Fałszywe.. Mówcie! Kto z was jest dwóm innym

Najmilszy? Mówcie!... Ha! Milczycie... wszyscy!

Wasze pierścienie widać są bezsilne!

Każdy samego siebie tylko kocha...

Więc widać z tego, że oszukanymi

I oszustami wszyscy trzej jesteście!

Wszystkie pierścienie wasze są fałszywe!

Prawdziwy zginąć musiał, a wasz ojciec,

Pragnąc utaić zgubę, zrobić kazał

Trzy jednakowe!...

SALADYN

      Świetnie! Znakomicie!

NATAN

A zatem — mówił sędzia dalej — jeśli

Zamiast wyroku nie pragniecie rady,

Odejdźcie!... Radziłbym wam jednak przyjąć

To, co się stało. Każdy z was ma pierścień

Od swego ojca, niech więc każdy wierzy,

Że ma prawdziwy. Ojciec nie chciał może,

Żeby przywilej, co jednego wznosił

Nad innych, dłużej miał trwać w jego domu.

Musiał was wszystkich kochać jednakowo,

I nie chciał krzywdzić dwóch, aby jednego

Obdarzyć... Dobrze!... Niech się współubiega

Każdy z innymi, aby rzeczywistą,

Nie na przesądzie wspartą zyskać miłość!

Niech się ubiega każdy, by w pierścieniu

Swym dowieść siły jego tajemniczej!

Niech dopomaga tej wewnętrznej sile

Przez swą łagodność, słodycz, dobroczynność,

Przez miłość Boga i przez ufność w Bogu!

A gdy się kiedyś dzieciom dzieci waszych

Kamienia tego moc objawi, wówczas,

Po lat tysiącach, wzywam was znów przed ten

Trybunał... Wtedy będzie tu zasiadał

Mądrzejszy człowiek niźli ja, on wyda

Wyrok!... Odejdźcie!... Tak powiedział skromny

Ów sędzia...

SALADYN

      Boże! Boże!

NATAN

      Saladynie!

Jeżeli czujesz, żeś tym przyrzeczonym,

Mądrzejszym mężem...

SALADYN

zbliża się do niego, chwyta go za rękę, której już następnie nie puszcza

      Ja, proch? Ja, nic? Boże!...

NATAN

Co ci jest, panie?...

SALADYN

      O Natanie! Drogi

Natanie! Owe lat tysiące jeszcze

Nie upłynęły! Krzesło, w którym sędzia

Twój siedział, nie jest moim tronem... Odejdź,

Ale bądź moim przyjacielem!

NATAN

      Więcej

Saladyn nie ma nic do powiedzenia?

SALADYN

Nic.

NATAN

      Nic?

SALADYN

      Nic wcale... lecz dlaczego?...

NATAN

      Chciałem

Znaleźć sposobność, aby prośbę zanieść.

SALADYN

Czyliż do prośby sposobności trzeba?

Mów!...

NATAN

      Wracam właśnie z drogi... odebrałem

Należytości znaczne... Mam gotówki

Trochę za wiele... Znowu czas zaczyna

Być niespokojnym... Nie wiem, gdzie bezpiecznie

Mógłbym ją chować... Więc mi przyszło na myśl,

Czyżbyś ty może... skoro bliska wojna

Wymaga wielkich kosztów... jakiej części

Nie potrzebował?

SALADYN

patrząc mu bystro w oczy

      Co?... Natanie! Nie chcę

Pytać, czy Hafi nie był już u ciebie;

Nie chcę dochodzić, czy nie podejrzliwość

Skłania cię tylko, że mi dobrowolnie

To proponujesz...

NATAN

      Podejrzliwość?...

SALADYN

      Słuszną

Byłaby... Wybacz mi!... Na co się zdało?...

Muszę się przyznać, żem miał zamiar...

NATAN

      Przecież

Nie o pieniądze mówić mi?...

SALADYN

      W istocie

O to...

NATAN

      Tym lepiej!... Obu to nam będzie

Dogodne... Jednak, nie mógłbym ci całej

Gotówki mojej dać, a to ze względu

Na templariusza... Znasz go... Muszę wprzódy

Spłacić mu wielki dług.

SALADYN

      Templariuszowi?

Nie zechcesz przecież mych największych wrogów

Wspierać swym złotem?

NATAN

      Mówię o tym jednym,

Którego życie oszczędziłeś.

SALADYN

      O tym!

Tegoś przypomniał mi! Ten młody człowiek

Zupełnie wyszedł mi z pamięci! Znasz go?

Gdzież on jest?

NATAN

      Jak to? Nie wiesz więc, sułtanie,

Jak skutki łaski twojej względem niego

Na mnie spłynęły? On to z narażeniem

Owego życia, któreś mu darował,

Mą córkę wyniósł z ognia.

SALADYN

      On to zrobił?

Wyglądał na to! Brat mój, co podobnym

Był tak do niego, zrobiłby toż samo...

Więc jest tu jeszcze?... Sprowadź go tu do mnie.

Mej siostrze, która wcale tego brata

Nie znała, tylem o nim opowiadał,

Że jej pokazać jego portret muszę.

Sprowadź go! Oto, jak z dobrego czynu,

Choć był spełniony tylko pod wrażeniem

Uczucia, dalej płyną dobre czyny!...

Sprowadź go!

NATAN

puszczając rękę Saladyna

      Idę. A z tą drugą sprawą

Rzecz załatwiona?

Wychodzi.

SALADYN

      Ach! I czemuż siostrze

Broniłem słuchać? Do niej! Do niej śpieszmy!

Jak jej to wszystko teraz opowiedzieć?

Wychodzi w inną stronę.

Zmiana. Miejsce pod palmami, w bliskości klasztoru, gdzie Templariusz oczekuje Natana.

SCENA VIII

Templariusz

sam, przechadza się w milczeniu, walcząc sam z sobą; wreszcie wybucha

Tutaj dopiero znów odetchnąć może

Ścigana ze wszech stron ofiara! Dosyć!

Sam wiedzieć nie chcę co się we mnie dzieje,

Ani przypuszczać, co się będzie działo...

Dość tego! Próżno uciekałem, próżno!

I nic innego też nie byłem w stanie

Zrobić! A teraz niech się stanie, co się

Ma stać! Za prędko padł, bym ujść go zdołał,

Ten cios, pod który tak się uporczywie

Wzbraniałem podejść... Ujrzeć ją raz jeszcze,

Tę, którą ujrzeć tak się opierałem,

I postanowić, że jej nigdy więcej

Nie stracę z oczu... Jak to postanowić?...

Postanowienie jest to czyn... ja cierpię,

Ja cierpię tylko... Ujrzeć ją i uczuć,

Że nieodłącznie jestem z nią związany,

Było to i jest jedno... Żyć w oddali

Od niej, jest dla mnie rzeczą niepojętą,

Śmiercią... w tym życiu, które się po zgonie

Zacznie, tam nawet śmiercią.. Czy to miłość?...

Tak!... Więc templariusz kocha... więc chrześcianin

Kocha Żydówkę?... Ha! Tak!... Jestem w ziemi,

Którą ludowi swemu Bóg na wieki

Oddać ślubował, więc dlatego także

I ja ślubuję oddać się na wieki...

Wielu przesądów już się tu pozbyłem...

Czego ode mnie może chcieć mój zakon?...

Jako templariusz już nie żyję... Z chwilą,

W której zostałem jeńcem Saladyna,

Ustało życie moje. Głowa, którą

On mi darował, czyliż jest tą samą?

Nie, to jest nowa; nie wie, co wmówiono

W tamtę, czym związaną była tamta...

Dzisiejsza lepsza i godniejsza nieba,

O którym ojciec mój miał kiedyś marzyć.

Tak, bo tą nową głową rozpoczynam

Myśleć dopiero, jak mój ojciec pewnie

Myślał, gdy tutaj bawił, jeśli tylko

Baśni mi o nim nie prawiono. Baśni?

Lecz wiarygodnych, które mi się teraz

Podobniejszymi zdają być do prawdy,

Niż przypuszczałem dotąd, gdy mi przyszło

Potknąć się tylko, gdzie on upadł... Upadł?...

Wolę z mężami upaść, niż stać z dziećmi!

Przykład mi jego starczy za uznanie,

A oprócz niego, mógłżebym o czyje

Dbać jeszcze sądy? O Natana? Przecież

Zachęty jego, nie uznania tylko

Pewnym być mogę. Co to za Żyd! Chociaż

Żydem się tylko okazywać pragnie...

Idzie tu... śpieszy... twarz mu szczęściem płonie...

Któż by inaczej szedł od Saladyna?...

Hej! Hej! Natanie!

SCENA IX

Natan, Templariusz.

NATAN

      Jak to? Wy tu?

TEMPLARIUSZ

      Sułtan

Długo was trzymał.

NATAN

      Nie tak znowu długo.

Nim tam poszedłem, dość straciłem czasu.

Ach! Wierzcie, człowiek ten jest wart swej sławy,

Jest ona tylko jego cieniem! Ale

Najprzód wam powiem...

TEMPLARIUSZ

      Co?...

NATAN

      Że na was czeka,

Chce z wami mówić zaraz. Chodźcie do mnie

Na chwilę, jeszcze coś załatwić muszę;

Potem pójdziemy razem tam.

TEMPLARIUSZ

      Natanie,

W progi waszego domu nie chcę wstąpić

Powtórnie, póki...

NATAN

      Więc tam już byliście?

Więc z nią mówiliście? Cóż? Mówcie! Jakże

Podoba się wam Recha?

TEMPLARIUSZ

      Nad pojęcie!...

Ale drugi raz widzieć jej nie będę

Nigdy... nie!... nigdy! Chyba, gdybyście mi

Przyrzekli tutaj, zaraz, że ją zawsze

Będę mógł widzieć!

NATAN

      Jak to mam rozumieć?

TEMPLARIUSZ

po krótkim milczeniu, nagle, rzucając mu się na szyję

Ojcze!

NATAN

      Młodzieńcze!

TEMPLARIUSZ

puszczając go również nagle

      Co? Nie synu? Błagam

O to, Natanie!

NATAN

      Och! Młodzieńcze drogi! ...

TEMPLARIUSZ

Nie synu? Błagam was, Natanie, błagam,

Zaklinam na Natury pierwsze związki:

Nie przekładajcie nad nie pęt późniejszych!

Bądźcie człowiekiem i nie odpychajcie

Mnie od nóg waszych!

NATAN

      Drogi przyjacielu!

TEMPLARIUSZ

Nie synu? Więc nie synu? Chociaż wdzięczność

Już w sercu córki waszej dla miłości

Utorowała drogę? Chociaż tylko

Czekaliśmy skinienia waszej dłoni,

By się zespolić z sobą? Co? Milczycie?...

NATAN

Wy zadziwiacie mnie, rycerzu młody.

TEMPLARIUSZ

Ja was zadziwiam? Własną myślą waszą

Ja was zadziwiam?... Czyż nie poznajecie

Jej w moich ustach?... Więc was dziwi?...

NATAN

      Zanim

Wiem nawet, jaki Stauffen był wasz ojciec.

TEMPLARIUSZ

Co wy mówicie? Jak to? Wy, Natanie,

Wy w takiej chwili nic nie uczuwacie,

Prócz ciekawości?...

NATAN

      Bo, widzicie, znałem

Kiedyś Stauffena... Konrad miał na imię...

TEMPLARIUSZ

Więc gdyby ojciec mój to imię nosił?...

NATAN

Doprawdy?...

TEMPLARIUSZ

      Tak jest. Ja mam imię ojca...

Kurd znaczy Konrad...

NATAN

      A więc, w takim razie

Mój Konrad nie był waszym ojcem, bowiem

Był, czym jesteście wy, był templariuszem...

Nie był żonaty.

TEMPLARIUSZ

      Cóż stąd?

NATAN

      Jak to?

TEMPLARIUSZ

      Cóż stąd?

Mimo to przecież mógł być ojcem moim.

NATAN

Wy chyba żartujecie!

TEMPLARIUSZ

      A wy chyba

Zbyt skrupulatnie się na rzecz patrzycie...

Cóż stąd?... Bękartem mogę być... nieprawym

Dzieckiem! Cóż stąd?... Ale mi darujcie

Wywód mych przodków, a ja wam daruję

Wywody waszych. Nie dlatego, żebym

Myślał o waszym wątpić rodowodzie!

Boże uchowaj! Wiem, że pokolenie

Po pokoleniu, wywieść ród możecie

Od Abrahama i od jego ojców,

Wiem i sam na to przysiąc jestem gotów.

NATAN

Gorycz przemawia przez was... Lecz czy słuszna?...

Czym już odmówił wam?... Nie... Nie chcę tylko

Tak w jednej chwili wiązać się. Nic więcej.

TEMPLARIUSZ

Pewno? Nic więcej? O! Wybaczcie!

NATAN

      Chodźcie!

Pójdziemy!

TEMPLARIUSZ

      Dokąd? Do waszego domu?

Nie, nie, nie mogę! Tu was czekać będę!

Idźcie! Jeżeli mam ją ujrzeć jeszcze,

To dosyć często będę ją w tym życiu

Widywał... jeśli nie, to już za wiele

Na nią patrzyłem...

NATAN

      Wrócę jak najspieszniej.

Odchodzi.

SCENA X

Templariusz, wkrótce potem Daja.

TEMPLARIUSZ

sam

To już za wiele!... Mózg człowieczy zda się

Móc objąć naraz tyle, a jednakże

Często drobnostką jedną się przepełnia!

Drobnostką!... Bieda! niechby czym nie wiedzieć

Był przepełniony!... Ale cierpliwości!

Duch prędko zwiąże wzdęte te pierwiastki,

Utworzy przestrzeń, światło... ład powróci...

Czyż po raz pierwszy kocham? Albo czyliż

To, co miłością zwę, miłością nie jest?

Czyż to miłością jest, co dzisiaj czuję?

DAJA

wchodzi ostrożnie, ukrywając się za drzewami

Rycerzu!

TEMPLARIUSZ

      Kto mnie woła? To wy, Dajo!

DAJA

Ja przesunęłam się tak koło niego,

Że mnie nie spostrzegł. Ale mógłby jeszcze

Dojrzeć mnie stamtąd, gdzie jesteście... Chciejcie

Zbliżyć się do mnie, pod to drzewo.

TEMPLARIUSZ

      Cóż tam?

Tak tajemniczo! Cóż tam?

DAJA

      Tajemnicą

Jest rzeczywiście to, co mnie sprowadza,

I to podwójną. Jedna mnie jest tylko

Znaną, a druga tylko wam. Możemy

Zrobić zamianę. Chciejcie mi powierzyć

Waszą, a ja wam powiem moją.

TEMPLARIUSZ

      Chętnie,

Bylebym wiedział, co zowiecie moją...

Ale to z waszej zaraz się wyjaśni.

Więc mówcie.

DAJA

      Nie, nie! Wy powiedzcie pierwsi,

Ja potem powiem, bo wierzajcie, na nic

Wam się nie przyda tajemnica moja,

Jeśli ja waszej wiedzieć wprzód nie będę.

Więc dalej! Mówcie, bo gdy was wybadam,

To znaczyć będzie, żeście mi niczego

Nie powierzyli. Moja tajemnica

Zostanie wówczas moją, a wy swojej

Już nie będziecie panem. Och! rycerzu!

I wam mężczyznom zdaje się, że można

Oku kobiety ukryć tajemnicę

Taką...

TEMPLARIUSZ

      O której często nawet sami

Nie wiemy.

DAJA

      Może. Jestem więc zmuszoną

Tę tajemnicę waszą wam odsłonić!

Cóż to znaczyło, żeście tak pośpiesznie

Od nas odeszli, zostawili same?

Żeście z Natanem teraz nie wrócili?

Czy Recha na was tak wywarła mało

Wrażenia? Albo czy tak wiele? Wiele!

Tak wiele!... Mówcie, niech zobaczę, jak to

Ptaszę na wiotkiej płonce skrzydełkami

Trzepocze! Mówcie, chciejcie mi się przyznać,

Że ją kochacie do szaleństwa... Ja wam

Coś za to powiem.

TEMPLARIUSZ

      Do szaleństwa?... Prawda,

Że na szaleństwach wy się znać musicie

Wybornie.

DAJA

      Zgódźcie tylko się na miłość,

Szaleństwo wam daruję...

TEMPLARIUSZ

      Czy datego,

Że o nim nikt nie wątpi? Wszak templariusz

Kocha Żydówkę?...

DAJA

      Tak jest, to się zdaje

Czemś bezsensownym, lecz w niejednej rzeczy

Więcej jest czasem sensu niż myślimy.

Nie jest to wreszcie rzecz tak niezwyczajna,

Że nas Zbawiciel mimo woli naszej

Na takie drogi wiedzie, których rozum

Nie byłby wskazał nam.

TEMPLARIUSZ

      Tak uroczyście

Mówicie!

na stronie

      Jeśli zamiast Zbawiciela

Powiem Opatrzność, czyż nieprawdę mówi?

głośno

Zaciekawiacie bardziej mnie, niż zwykłem

Bywać ciekawym.

DAJA

      O! Tu jest kraina

Cudów.

TEMPLARIUSZ

na stronie

      To prawda! Cudowności; czyżby

Inaczej mogło być? Tu świat się skupia.

głośno

Niech więc tak będzie! Wyznam, że ją kocham,

Wyznam, że bez niej nie pojmuję życia,

Że...

DAJA

      Rzeczywiście? Więc mi zaprzysiążcie,

Panie rycerzu, że ją poślubicie,

Uratujecie i docześnie na tym,

I wiecznie też na tamtym świecie.

TEMPLARIUSZ

      Jak to?

Mam przysiąc na to, co nie w mojej mocy?

DAJA

Jest w mocy waszej... ja wam jednym słowem

Tę moc dać mogę.

TEMPLARIUSZ

      Tak, że nawet ojciec

Nic przeciw temu mieć nie będzie?...

DAJA

      Ojciec?

Ech! Co tam ojciec!... Ojciec będzie musiał.

TEMPLARIUSZ

Co musiał, Dajo?... W ręce rozbójników

Nie wpadł, ażeby musiał...

DAJA

      Będzie musiał

Chętnie się zgodzić!

TEMPLARIUSZ

      Musiał?... chętnie?... Dajo,

Powiem wam tylko, że sam próbowałem

Dotknąć tej struny...

DAJA

      Jakimże wam dźwiękiem

Odpowiedziała?

TEMPLARIUSZ

      Dźwiękiem, który ucho

Moje obraził.

DAJA

      Co mówicie? Jak to?

Choć cień mu objawiliście tęsknoty

Za Rechą i nie uczuł się szczęśliwym?

Chłodno wymówił się, albo trudności

Robił wam jakie?...

TEMPLARIUSZ

      Tak, mniej więcej...

DAJA

      Zatem

Dłużej się wahać nie chcę ani chwili!

Chwila milczenia.

TEMPLARIUSZ

Jednak wahacie się.

DAJA

      Jest on tak dobry!

Sama mu tyle winnam!... Ale czemuż

Nie chce posłuchać mnie! Wiadomo Bogu,

Że serce pęka mi, gdy krok ten czynię.

TEMPLARIUSZ

Proszę was, Dajo, chciejcie wyprowadzić

Mnie z niepewności... Albo, jeśli jeszcze

Macie niepewność, czyli to, co chcecie

Powiedzieć, dobrym lub złym, czy chwalebnym,

Czy też nagannym nazwać, to zamilczcie.

Zapomnę o tym nawet, że mieliście

Do zamilczenia coś...

DAJA

      Dajecie bodźca,

Zamiast wstrzymywać... A więc wiedzcie wszystko!

Recha Żydówką nie jest, jest chrześcianką!

TEMPLARIUSZ

zimno

Czy tak? Winszuję!... Czy to trudne było?...

Czyście dość bólów przy tym przecierpieli?...

Dalej! gorliwie zaludniajcie niebo,

Skoro już ziemi nie możecie!...

DAJA

      Jak to,

Rycerzu? Czyliż ta wiadomość godna

Tego szyderstwa? Więc to was nie cieszy,

Was, chrześcianina, i was, templariusza,

Że jest chrześcianką ta, którą kochacie?

TEMPLARIUSZ

Szczególnie, jeśli z waszej jest nauki

Chrześcianką.

DAJA

      Zatem tak zrozumieliście

Moje wyrazy! Tak, to wam wybaczam!

Chciałabym widzieć tego, co nawrócić

Ją by potrafił... Szczęście to jest dla niej,

Że jest od dawna tym, czym by inaczej

Nie była chyba nigdy...

TEMPLARIUSZ

      Mówcie jaśniej,

Albo odejdźcie...

DAJA

      Ona jest chrześcianką,

Z rodziców chrześcian urodzoną, chrzczoną.

TEMPLARIUSZ

żywo

A Natan?

DAJA

      Nie jest ojcem jej.

TEMPLARIUSZ

      Co? Natan

Ojcem jej nie jest?... Wiecież, co mówicie?

DAJA

Prawdę, która mi często wyciskała

Łzy krwawe... Och! Tak! On jej ojcem nie jest.

TEMPLARIUSZ

Tylko wychował ją za swoją córkę,

Tylko chrześciańskie dziecko na Żydówkę

Wychował?

DAJA

      Tak jest.

TEMPLARIUSZ

      Ona nie wiedziała

O swoim rodzie? Nigdy się od niego

Nie dowiedziała, że jest chrześcijanką,

A nie Żydówką?

DAJA

      Nigdy.

TEMPLARIUSZ

      Więc nie tylko,

Że w tym obłędzie dziecię to wychował,

Lecz je zostawił dotąd w tym obłędzie?

DAJA

Niestety!

TEMPLARIUSZ

      Natan... jak to? Dobry, mądry

Natan odważył się fałsz taki zadać

Głosom natury? Tak wykrzywić drogę

Serca, które by zostawione sobie

Zapełnię inną poszło?... Tak, w istocie,

Coś mi ważnego zwierzyliście, Dajo,

Coś, co mieć może skutki... co mnie w zamęt

Wprowadza... Nie wiem, co mam wobec tego

Uczynić... zatem czas mi pozostawcie...

Odejdźcie! Może będzie szedł tą stroną,

Mógłby nas spotkać... Idźcie!...

DAJA

      Chyba bym zginęła!

TEMPLARIUSZ

Mówić z nim teraz jestem najzupełniej

Niezdolny. Jeśli go ujrzycie, to mu

Powiedzcie tylko, że się u sułtana

Zejdziemy.

DAJA

      Ale nic nie okazujcie

Po sobie. Wszystko, com wam powiedziała,

Miało na celu popchnąć was, zachęcić...

Rozwiać skrupuły wasze względem Rechy...

Lecz wówczas, gdy ją wziąć będziecie mogli

Do Europy, mnie nie zostawicie

Tutaj? ...

TEMPLARIUSZ

      To pewna. Teraz idźcie! idźcie!

AKT IV

W krużgankach klasztoru.

SCENA I

Braciszek, wkrótce potem Templariusz.

BRACISZEK

sam

Tak, tak! Ma słuszność patriarcha! Prawda,

Bardzo niewiele z tego się powiodło,

Co mi polecił... Lecz dlaczego na mnie

Podobne rzeczy wkłada?... Ja przebiegłym

Być nie chcę... nie chcę przekonywać... nie chcę

We wszystko nosa wtykać, do wszystkiego

Rąk swych przykładać!... Czym się z światem po to

Rozstał dla siebie, abym się dla innych

Do niego mięszał?...

TEMPLARIUSZ

przystępując spiesznie do niego

      Wyż-to, dobry bracie?

Dość długo już was szukam.

BRACISZEK

      Co? Mnie, panie?

TEMPLARIUSZ

Nie poznajecie mnie więc?

BRACISZEK

      Tak, tak, ale

Sądziłem, że już pana nie zobaczę

W mym życiu. Miałem tę nadzieję w Bogu.

Bóg wie, jak przykro było mi, żem pana

Nakłaniać musiał do podobnych rzeczy;

Bóg wie, czym pragnął znaleźć posłuchanie!

Bóg wie, jak byłem rad, że tak otwarcie

I bez namysłu pan odrzucił wszystko,

Co nie przystoi rycerzowi... Ale

Wracasz pan, widać... Namysł odniósł skutek.

TEMPLARIUSZ

Więc wy już wiecie, z czym przychodzę? Ja zaś

Prawie sam nie wiem.

BRACISZEK

      Pan rozważył sobie

I wytłumaczył, że ma patriarcha

Niejaką słuszność, że w tej sprawie można

Cześć i pieniądze jednocześnie zyskać,

Że wróg jest wrogiem, choćby siedmiokrotnie

Aniołem zbawczym dla nas się okazał.

Toś pan rozważył i powracasz... Boże!

TEMPLARIUSZ

Pobożny, dobry człeku! Bądź spokojny!

Nie po tom przyszedł; ni edlatego wcale

Chcę z patriarchą mówić!... Jeszcze dotąd

Myślę o wszystkim, tak jak wprzód myślałem,

I za nic w świecie nie chciałbym utracić

Dobrej opinii, którą powziął o mnie

Tak dobry, prosty i uczciwy człowiek,

Jak wy... Przychodzę tu zasięgnąć rady...

BRACISZEK

Od patriarchy?... Wy od patriarchy?...

Rycerz od... mnicha?

Ogląda się bojaźliwie.

TEMPLARIUSZ

      Tak... rzecz ta jest rzeczą

Mnichów...

BRACISZEK

      I cóż stąd? Czyliż mnich się pyta

Rycerza w rzeczach jakich, choćby one

Były rycerskie?

TEMPLARIUSZ

      Bo mnich ma przywilej

Wiedzieć o wszystkim... My nie zazdrościmy

Mu tego... Wprawdzie, gdyby tu szło o mnie,

Gdybym miał sobie tylko liczbę zdawać,

Do patriarchy bym nie poszedł. Ale

Są rzeczy, które wolę według cudzej

Woli źle zrobić, niż według swej dobrze.

A przy tym widzę, że religia jest to

Stronnictwo. Każdy, choćby się bezstronnym

Mniemał, jednakże mimowolnie stoi

Przy jego godłach. Skoro tak jest, widać,

Że to jest dobrym.

BRACISZEK

      Na to milczeć wolę,

Bo nie rozumiem pana dobrze...

TEMPLARIUSZ

      Jednak...

do siebie

Czegom ja tutaj szukać przyszedł?... Rady

Czy też wyroku?... Rady szczerej, czy też

Uczonej tylko? ...

głośno

      Dzięki, bracie, dzięki

Wam za wskazówkę! Co mi patriarcha?...

Bądźcie patriarchą moim... Pragnę przecież

Chrześcianina raczej w patriarsze,

Niż patriarchy w chrześcianinie pytać!...

Rzecz jest...

BRACISZEK

      Nie kończcie, panie mój, nie kończcie!...

Po co?... Mylicie się co do mnie, panie!

Ten, kto wie wiele, wiele ma na głowie,

Ja zaś o jedno chcę się troszczyć tylko.

O, dobrze! Patrzcie! Na me szczęście właśnie

On sam... Tu tylko stańcie... Już was spostrzegł.

Patriarcha, w całym przepychu kościelnym wychodzi z jednego z krużganków klasztornych.

SCENA II

Ciż sami, Patriarcha.

TEMPLARIUSZ

Wolałbym odejść stąd. Inaczej sobie

Wyobrażałem go. Rumiany, tłusty

Prałat... A jaki przepych!

BRACISZEK

      Cóż dopiero,

Gdy do sułtana idzie! Od chorego

Teraz powraca tylko.

TEMPLARIUSZ

      Sam Saladyn

Pewno nie może się z nim mierzyć.

PATRIARCHA

zbliżając się, daje znak braciszkowi

      Zbliż się!

To ów templariusz? Czego żąda?

BRACISZEK

      Nie wiem.

PATRIARCHA

skinąwszy na braciszka i na swój orszak, żeby się usunęli

Witam, rycerzu!... Ho! Tak młody człowiek!

Ba! Z bożą łaską może coś być z tego!

TEMPLARIUSZ

Więcej niż dziś jest trudno, godny panie,

I mniej też trudno.

PATRIARCHA

      Ja bym życzył szczerze,

By tak pobożny rycerz jeszcze długo

Ku chrześciaństwa chwale i korzyści

Bożego dzieła, w czci i pobożności

Żył nam i kwitnął! I tak będzie pewno,

Jeżeli tylko młoda dzielność zechce

Dojrzałej rady starszych słuchać!... Czymże

Mam panu służyć?...

TEMPLARIUSZ

      Właśnie tym, co będzie

Młodości mojej pożyteczne: radą.

PATRIARCHA

Chętnie. Lecz radę trzeba przyjąć.

TEMPLARIUSZ

      Ślepo?

PATRIARCHA

Któż tego żąda?... Każdy niech używa

Rozumu, który Bóg mu dał — gdzie trzeba;

Czy jednak wszędzie trzeba? Nie!... Jeżeli

Bóg przez anioła... że tak powiem... to jest

Przez sługę słowa swego, nam wskazuje,

Że chrześcijaństwa dobro i Kościoła

W jaki szczególny sposób moglibyśmy

Podnieść, powiększyć... Któż śmie wówczas badać

Rozumem swoim słabym wolę Tego,

Co rozum stworzył? Któż śmie wieczne prawa

Nieba stosować do prawideł marnych

Swego honoru?... Lecz dość o tym!... W czymże

Naszej porady dziś pan potrzebuje?

TEMPLARIUSZ

Przypuśćmy, godny panie, że Żyd pewien

Jedyne dziecko ma, na przykład córkę,

Którą starannie i w miłości dobra

Wychował, którą kocha nad swą duszę,

Która mu wzajem okazuje miłość

Najczulszą. Otóż doniesiono komuś,

Że ta dziewczyna nie jest córką Żyda,

Że ją w dzieciństwie znalazł, ukradł, kupił,

Lub tym podobnie — doniesiono dalej,

Że ta dziewczyna jest chrześciańskim dzieckiem,

Że jest ochrzczone, lecz Żyd ją wychował

Jako Żydówkę i zostawił w błędzie,

Że jest Żydówką oraz jego córką...

Powiedźcież, godny ojcze, w takim razie

Co trzeba zrobić?...

PATRIARCHA

      Dreszcz mnie przebiegł! Ale

Powiedzcie najprzód, panie, czy wypadek

Taki jest faktem, czy też hipotezą?...

To jest czy panu tylko się myśl taka

Nasuwa, czy też to się wydarzyło

I jest tak?...

TEMPLARIUSZ

      Sądzę, że to wszystko jedno,

Chcę tylko słyszeć waszej dostojności

Zdanie...

PATRIARCHA

      To jedno?... Niech się pan przekona,

Jak dumny rozum ludzki błądzić może

W rzeczach duchownych! Nie! To nie jest jedno!

Jeśli przypadek ten jest tylko płodem

Dowcipu, nie wart on jest, by się nad nim

Namyślać serio i mozolnie. Wtedy

Na teatr panu wskażę, gdzie się często

Rozbierać zwykły takie pro i contraZ wielkim sukcesem. Lecz w przeciwnym razie,

Jeśli to nie jest teatralną bajką,

Jeśli to fakt jest, jeśli fakt ten zaszedł

W naszej diecezji, w naszym drogim mieście

Jerozolimie... wtedy...

TEMPLARIUSZ

      I cóż wtedy?

PATRIARCHA

Wtedy na Żyda wnet by spadła kara,

Jaką papieskie i cesarskie prawa

Stanowią na tę straszną niegodziwość.

TEMPLARIUSZ

Czy tak?

PATRIARCHA

      A prawa, które wzmiankowałem,

Żyda, który by przywiódł chrześcianina

Do apostazji, na stos przeznaczają.

TEMPLARIUSZ

Czy tak?

PATRIARCHA

      Tym bardziej zatem Żyda, który

Przemocą, gwałtem chrześcijańskie dziecko

Ze społeczności chrześcijańskiej wyrwał.

Albowiem czyliż nie jest gwałtem wszystko,

Co czynim z dziećmi... oprócz tego tylko,

Co z nimi Kościół czyni.

TEMPLARIUSZ

      Jeśli jednak

Dziecię byłoby w nędzy zaginęło,

Gdyby się nad nim Żyd ów nie zlitował?

PATRIARCHA

Nic to nie znaczy! Żyd spalonym będzie...

Gdyż lepiej, żeby zaginęło w nędzy,

Niż ocalało ku zagubie wiecznej.

Po cóż się zresztą mięszał w sprawę bożą

Ów Żyd? Bóg mógłby dziecko to ocalić

Bez niego.

TEMPLARIUSZ

      Również mógłby je bez niego

Zbawić!

PATRIARCHA

      Nie znaczy i to nic! Żyd będzie

Spalony!

TEMPLARIUSZ

      Ależ to okropne! Zwłaszcza

Że powiadają, iż nie wychowywał

Dziecka w swej wierze, tylko w nie nie wszczepił

Żadnej religii. Uczył je o Bogu,

Jedynie tego, co sam rozum uczy.

PATRIARCHA

Nic to nie znaczy! Żyd spalonym będzie!...

I nawet właśnie z tej przyczyny wart jest

Stosu trzykrotnie!... Jak to? Dać wyrosnąć

Dziecku bez żadnej wiary!... Jak to?... W dziecko

Nie wlać pojęcia, że jest obowiązkiem

Najpierwszym wierzyć! Tego już za wiele!

Dziwi mnie, żeście wy, rycerzu, mogli...

TEMPLARIUSZ

Czcigodny panie, resztę na spowiedzi

Powiem, jeżeli Bóg pozwoli.

Chce odejść.

PATRIARCHA

      Jak to?

Nie chcecie wyznać?... tego łotra Żyda

Wyjawić?... zaraz stawić go przede mną? ...

Mam na to radę!... Zaraz do sułtana

Pójdę!... Saladyn w moc kapitulacji,

Którą zaprzysiągł, jest obowiązany

Dawać nam pomoc, musi nas popierać

We wszystkich prawach i naukach wszelkich,

Które do zasad naszej świętej wiary

Liczymy. Mamy na to, Bogu dzięki,

Oryginalny akt z podpisem jego,

Z jego pieczęcią! Mamy!... Przy tym łatwo

Zdołam mu dowieść, jak jest niebezpieczną

Niewiara dla państw nawet... Wszystkie węzły

Poddańcze wówczas rwą się, rozwiązują,

Jeżeli człowiek w nic nie wierzy... Biada!

Biada zbrodniarzom takim!...

TEMPLARIUSZ

      Żal mi bardzo,

Że nie mam więcej czasu do słuchania

Tak trafnych nauk... Jestem zawezwany

Do Saladyna...

PATRIARCHA

      Tak?... więc... to jest... bowiem...

TEMPLARIUSZ

Mogę sułtana przysposobić, jeśli

Wasza dostojność sobie tego życzy.

PATRIARCHA

Wiem, że pan łaskę ma u Saladyna;

Proszę nie natchnąć mu złych myśli o mnie,

Tylko gorliwość koło służby bożej

Jest dla mnie bodźcem. Jeśli więcej czynię,

Niż trzeba, czynię tylko z tej przyczyny.

Pamiętać, panie, o tym zechciej, proszę.

Przy tym, rycerzu, to co mówiliśmy

O Żydzie, było tylko problematem

Zapewne... to jest.. niby...

TEMPLARIUSZ

      Problematem...

PATRIARCHA

na stronie

Który rozważyć muszę zasadniczo

Brat Bonafides będzie mógł najlepiej

Rozstrzygnąć taką kwestię.

głośno

      Zbliż się, synu!

Odchodzi, rozmawiając z Braciszkiem.

Zmiana. Pokój w pałacu Saladyna. Niewolnicy wnoszą wielką liczbą worków z pieniądzmi i ustawiają jedne przy drugich.

SCENA III

Saladyn, wkrótce potem Sittah.

SALADYN

wchodząc

Doprawdy, że to nie ma końca!... Czy tam

Jest tego dużo jeszcze?

JEDEN Z NIEWOLNIKÓW

      Drugie tyle

Prawie.

SALADYN

      Więc resztę odnieść do mej siostry...

Lecz gdzież Al-Hafi? To, co tu jest, niechaj

Zaraz do siebie weźmie... Albo może

Byłoby lepiej posłać ojcu?... Tutaj

Wszystko to pójdzie w mgnieniu oka. Chociaż

Człowiek się w końcu staje twardym. Teraz

Dokaże sztuki ten, kto wydobędzie

Ode mnie większy datek, nim nadejdzie

Haracz z Egiptu... Niechaj chociaż trochę

Nędza poczeka... Byle tylko datki

Przy grobie trwały wciąż, i byle tylko

Nie odchodzili próżno chrześcijańscy

Pielgrzymi... byle...

SITTAH

wchodząc

      Cóż to znaczy? Po co

Pieniądze znoszą do mnie?

SALADYN

      Wypłać sobie

Swoją należność i na zapas zostaw,

Co zbywać będzie.

SITTAH

      Czy nie przyszedł Natan

Z tym templariuszem?

SALADYN

      Jeszcze go nie znalazł.

SITTAH

Patrz, co przypadkiem wpadło mi dziś w ręce,

Kiedym klejnoty przeglądała stare.

Pokazuje mu małe malowidło.

SALADYN

Mój brat!... to on jest!... to on był niestety!

Dzielny młodzieńcze, czemuż cię tak wcześnie

Straciłem!... Cóż bym teraz mógł przedsięwziąć,

Gdybym przy boku miał cię! Sitto, daj mi

Ten portret. Znam go! Dał go starszej siostrze,

Swej drogiej Lilii, gdy pewnego razu

Z objęć swych puścić go nie chciała wcale.

Było to po raz już ostatni; potem

Pojechał... ja mu pozwalałem jeździć

Samemu!... Lilia zmarła wkrótce z żalu!

Nie przebaczyła mi, żem mu samemu

Pozwolił jeździć! Nie powrócił więcej.

SITTAH

Biedny brat!

SALADYN

      Dosyć!... Wszyscy my tak kiedyś

Nie powrócimy... Któż wie zresztą?... Czyliż

Śmierć tylko jedna młodych zwraca z drogi?...

Jest innych wrogów dosyć... Często silny

Tak samo pada, jak najsłabszy... Trudno!

Stało się! Muszę teraz wizerunek

Porównać z młodym templariuszem, sprawdzić,

Czy wyobraźnia bardzo mnie złudziła.

SITTAH

Właśnie też po to tutaj go przyniosłam,

Lecz mi go oddaj... Ja porównam sama...

Oko kobiety lepiej zna się na tym...

SALADYN

do wchodzącego służącego

Kto tam?... Templariusz? Niechaj przyjdzie tutaj...

SITTAH

Nie chcąc przeszkadzać wam i ciekawością

Moją go mięszać...

Siada na boku na sofie i zapuszcza zasłonę.

SALADYN

      Dobrze.

do siebie

      A głos jego?

Jakiż ten będzie?... Przecież głos Assada

Na dnie mej duszy musi być uśpiony...

SCENA IV

Templariusz, Saladyn.

TEMPLARIUSZ

Sułtanie, jestem twoim jeńcem.

SALADYN

      Jeńcem?

Czyż, komu daję życie, to nie daję

Razem wolności?

TEMPLARIUSZ

      Co przystoi tobie

Czynić, przystoi mnie z ust twych usłyszeć,

A nie zgadywać... Lecz, sułtanie, nie jest

Z mym charakterem i z mym stanem zgodne

Szczególne dzięki składać ci za życie...

Jest ono w każdym razie znów na twoje

Rozkazy...

SALADYN

      Nie chciej tylko go używać

Przeciw mnie. Chętnie nieprzyjacielowi

Zwracam dwie ręce, lecz takiego serca

Nie chciałbym zwracać mu. Nie byłem w błędzie,

Młodzieńcze, co do ciebie... Duszą, równie

Jak ciałem, jesteś mym Assadem. Widzisz,

Prawie mnie bierze chęć zapytać, gdzieś się

Krył czas tak długi?... Czyś w zaklętej jakiej

Pieczarze zasnął? Czyli w GennistanieDobre cię duchy uchowały dotąd

W świeżej młodości? Widzisz, chęć mnie bierze

Przypomnieć, cośmy w rozmaitych miejscach

Razem robili! Chciałbym się pogniewać,

Żeś miał przede mną jednę tajemnicę,

Żeś mi przygody jednej twego życia

Nie dał podzielić z sobą... I to wszystko

Pewnie bym zrobił, gdybym tylko ciebie

Widział, nie siebie także... Lecz daremnie

Łudzić się!... Tylko to jest jedno prawdą

Z tych słodkich marzeń, że w jesieni mojej,

Wiosna Assada mego znów zakwita...

A ty, rycerzu, czyś zadowolony

Z tego?...

TEMPLARIUSZ

      To wszystko, co mi z twojej ręki

Przychodzi... czym bądź będzie... mojej duszy

Było życzeniem.

SALADYN

      Zróbmy zaraz próbę...

Chcesz zostać przy mnie? U mnie?... Chrześcianinem,

Czy muzułmanem, mniejsza!... W białym płaszczu,

Czy w jamerlonku, w kapeluszu twoim,

Czy też w turbanie, mniejsza!... Nigdym nie chciał,

By wszystkie drzewa miały jednę korę.

TEMPLARIUSZ

Chcąc tego, nie stałbyś się, czym się stałeś,

Nie byłbyś stał się bohaterem, godnym

Być ogrodnikiem bożym.

SALADYN

      A więc, jeśli

Nie myślisz gorzej o mnie, to już z nami

Zgoda w połowie! Co?

TEMPLARIUSZ

      Zupełna.

SALADYN

podając mu rękę

      Słowo?...

TEMPLARIUSZ

podając mu rękę

Ręka! Przyjm więcej, niż odebrać mogłeś;

Cały twój jestem.

SALADYN

      Zbytek powodzenia

Na ten dzień jeden... On czy przyszedł z tobą?

TEMPLARIUSZ

Kto taki?

TEMPLARIUSZ

      Natan...

TEMPLARIUSZ

zimno

      Nie... ja sam przyszedłem.

SALADYN

Jaki szlachetny, dzielny czyn spełniłeś!

I jak się dobrze stało, że czyn taki

Wypadł na korzyść podobnego męża!

TEMPLARIUSZ

Tak, tak.

SALADYN

      Tak zimno mówisz? Nie, młodzieńcze,

Kiedy Bóg przez nas działa, nie należy

Być obojętnym, ani też przez skromność

Chcieć obojętność okazywać...

TEMPLARIUSZ

      Prawda!

Rzecz każda jednak ma tak różne strony,

Że często pojąć nawet niepodobna,

By razem jedno stanowiły.

SALADYN

      Trzeba

Zawsze najlepszą tylko mieć na oku,

I wielbić Boga, bo On sam jedynie

Wie, jak się one godzą z sobą... Ale,

Gdyś tak surowym, to być muszę bardzo

Ostrożnym z tobą, bo ja też, niestety,

Mam różne strony, co nie zawsze z sobą

Zgadzać się zdają.

TEMPLARIUSZ

      Zarzut to bolesny,

Gdyż podejrzliwość nie jest moją wadą.

SALADYN

A więc mi powiedz, względem kogo jednak

Masz podejrzenie... Jeśli się nie mylę,

Względem Natana?... Jak to? Względem niego

Masz podejrzenie? Ty? Mów jaśniej, powiedz,

Ufności we mnie daj mi pierwszy dowód.

TEMPLARIUSZ

Przeciwko niemu nie mam nic zupełnie,

Lecz się nań gniewam.

SALADYN

      O cóż?

TEMPLARIUSZ

      Oto, że mi

Mogło się marzyć, iż Żyd może czasem

Nie być zupełnie Żydem, że na jawie

Mogłem tak marzyć...

SALADYN

      Ten swój sen na jawie

Opowiedz-że mi.

TEMPLARIUSZ

      Wiesz, sułtanie, o tym,

Że on ma córkę... Com uczynił dla niej,

To uczyniłem, bom uczynił. Jestem

Zanadto dumny, by tam wdzięczność zbierać,

Gdziem jej nie posiał. Widzieć jej raz jeszcze

Nie chciałem. Ojciec był w podróży, wraca,

Mówią mu, słucha, szuka mnie, znajduje,

Składa mi dzięki, pragnie, żeby córka

Spodobać mi się mogła, napomyka

Coś o widokach, o przyszłości błogiej

W oddali... Dałem się namówić, idę,

I rzeczywiście napotykam dziewczę...

Ach! Muszę wstydzić się, sułtanie!...

SALADYN

      Czego?

Przecież nie tego, żeś wrażenia doznał,

Widząc żydowskie dziewczę?...

TEMPLARIUSZ

      Że me serce,

Pod wpływem mowy ojca ujmującej,

Tak się wrażeniu opierało słabo.

Ja głupiec! W chwilę byłem znów w płomieniach!...

Potem prosiłem o nią i zostałem

Wzgardzony!...

SALADYN

      Jak to?

TEMPLARIUSZ

      Mądry ojciec wprawdzie

Wprost nie odmówił, ale mądry ojciec

Chce wprzód wybadać, chce się wprzód namyślać!...

Ma słuszność!... Czyliż ja tak nie robiłem?...

Czym nie namyślał się? Nie dowiadywał,

Gdym głos jej w ogniu słyszał? Słusznie! Słusznie!

Na Boga! Jest to pięknie, tak być mądrym,

Tak być przezornym!...

SALADYN

      No, staremu trzeba

Ustąpić trochę!... Czyliż długo będą

Jego wahania trwały? Czyż zażąda,

Byś wprzódy Żydem został?

TEMPLARIUSZ

      Kto wie! ...

SALADYN

      Kto wie? ...

Ten, kto zna lepiej tego Żyda.

TEMPLARIUSZ

      Przesąd,

W którym my wzrośli, chociaż go poznamy,

Jeszcze nad nami władzy swej nie traci...

Nie wszyscy wolni, co z swych kajdan szydzą!

SALADYN

Trafna uwaga; ale Natan, Natan

Zaprawdę...

TEMPLARIUSZ

      Jest to między przesądami

Największy przesąd, sądzić, że nasz własny

Mniej jest przesądny, niżli inne...

SALADYN

      Prawda!

Lecz Natan...

TEMPLARIUSZ

      Pragnąc w tym przesądzie całą

Utrzymać ludzkość, nim dzień prawdy dla niej

Zaświeci... pragnąć...

SALADYN

      Prawda! Ale Natan....

On tej słabości nie podlega wcale.

TEMPLARIUSZ

I jam tak sądził. A jeżeli jednak

Ten wyborowy mąż jest pospolitym

Żydem, co szuka chrześcijańskich dzieci,

By je w żydostwie chować, to cóż wtedy?

SALADYN

Któż go oskarża o to?...

TEMPLARIUSZ

      Ta dziewczyna,

Której nadzieją pragnie mi zapłacić

To, com był winien darmo dla niej zrobić,

Otóż to dziewczę nie jest jego córką,

Jest zagubionym chrześcijańskim dzieckiem.

SALADYN

I dać ci nie chciał jej pomimo tego?

TEMPLARIUSZ

żywo

Chce dać, czy nie chce, zdarta z niego maska,

I wyjaśnione są przechwałki jego!

Za tym żydowskim wilkiem, przyodzianym

W baranią skórę mędrca, nie tak trudno

Będzie mi puścić sforę psów, co w szmaty

Porwą fałszywą odzież!

SALADYN

poważnie

      Chrześcianinie,

Spokojnie!

TEMPLARIUSZ

      Jak to? Co?... spokojnie,

Chrześcijaninie?... Gdy Żyd i muzułman

Przy swym żydostwie i przy muzułmaństwie

Obstają, tylko chrześcijanin winien

O swe chrześciaństwo nie dbać?...

SALADYN

jeszcze poważniej

Chrześcianinie,

Spokojnie!

TEMPLARIUSZ

spokojnie

      Czuję całą moc wyrzutu,

Jaki Saladyn w tym wyrazie mieści!...

Ach! Gdybym wiedział, jak by Assad w moim

Postąpił miejscu!

SALADYN

      Nie o wiele lepiej!

Zapewne również tak porywczo! Ale

Kto cię nauczył tak mnie jednym słowem

Rozbrajać, powiedz? Rzeczywiście, jeśli

Rzecz się tak miała, to Natana mego

Sam nie poznaję wcale. Jest on zresztą

Mym przyjacielem. Moi przyjaciele

Gniewać się z sobą nie powinni. Słuchaj!

Działaj ostrożnie! Nie śpiesz się, Natana

Dawać na pastwę fanatykom waszym!

Milcz o tym, za co wasze duchowieństwo

Karać go zechce, mnie sprawiając boleść...

Nie sil się na to, byś na przekór Żydom

I muzułmanom był chrześcijaninem.

TEMPLARIUSZ

Omal wszystkiego już nie wyjawiłem.

To mnie wstrzymało, że mi patryjarcha

Swoją żądnością krwi zohydził zamiar

Wyznania prawdy.

SALADYN

      Jak to? Więc poszedłeś

Do patryjarchy wprzód niż do mnie?

TEMPLARIUSZ

      W szale,

Pod namiętności wpływem... Przebacz... Teraz

Lękam się, czyli nadal zechcesz we mnie

Uznawać jeszcze jaki rys Assada.

SALADYN

Tę twą obawę właśnie. Widzę teraz,

Z jakich to błędów rosną nasze cnoty.

Bądź tylko takim, jakim jesteś, dalej,

Nic nie zaszkodzi ci to w sercu moim.

Lecz idź go szukać, jak on szukał ciebie,

Sprowadź go tutaj. Chcę cię z nim pojednać.

Jeśli ci idzie tak o tę dziewczynę,

To się nie lękaj, będzie ona twoją,

I Natanowi nie przepuszczę płazem,

Że chrześcijańskie dziecko śmiał wychować

Bez wieprzowiny!... Idź!...

Templariusz odchodzi, Sittah opuszcza sofę.

SCENA V

Saladyn, Sittah.

SITTAH

      To rzecz szczególna!...

SALADYN

Więc prawda, Sitto? Assad mój być nie mógł

Ani dzielniejszym, ani też piękniejszym

Młodzieńcem?...

SITTAH

      Jeśli takim był, i jeśli

Z niego ten portret, a nie z templariusza

Jest zdjęty!... Ale jakżeś mógł zapomnieć

Zapytać się go o rodziców?...

SALADYN

      Zwłaszcza

O matkę?... Czyli kiedy w naszym kraju

Nie była?... Prawda?...

SITTAH

      Tak, to jest możebne.

SALADYN

O! To możebne! Assad był widziany

Mile przez piękne chrześcijańskie damy,

I tak lgnął do nich, że opowiadano...

No, no... niechętnie o tym mówię... Dosyć!...

Więc mam go znowu! Z całym charakterem

I miękkim sercem! Dziecko swoje Natan

Musi mu oddać — prawda?...

SITTAH

      Raczej mu zostawić,

Niżeli oddać!

SALADYN

      W każdym razie! Jakie

Ma prawo do niej, gdy jej ojcem nie jest?...

Ten, kto przedłużył życie jej w ten sposób,

Wstępuje w prawa tego, co dał życie.

SITTAH

Cóż teraz zrobić myślisz, Saladynie?

Gdybyś dziewczynę zaraz wziął do siebie,

By ją usunąć spod nieprawej władzy?

SALADYN

Więc sądzisz, że to byłoby koniecznym?

SITTAH

Koniecznym może nie... ciekawość tylko

Nasuwa mi tę radę, bo o pewnych

Ludziach chciałabym jak najprędzej wiedzieć,

Jaką dziewczynę mogą kochać.

SALADYN

      Zatem

Poślij i każ ją przyprowadzić.

SITTAH

      Mogęż,

Mój bracie?

SALADYN

      Tylko wzgląd miej na Natana!

Niechaj nic nie wie, że ją ma od niego

Przemoc oddzielić.

SITTAH

      Nie bój się.

SALADYN

      Tymczasem

Pójdę dowiedzieć się, gdzie jest Al-Hafi.

Wychodzą.

Zmiana. Otwarte podwórze w domu Natana od strony palm, jak w pierwszej scenie pierwszego aktu. Część towarów i kosztowności leży rozpakowana.

SCENA VI

Natan, Daja.

DAJA

Wszystko wspaniałe, wszystko wyborowe!

Takie, jak tylko wy umiecie dawać!

Gdzież to robiona ta materia srebrna

W złote gałązki? Co kosztuje?... Śliczna

Suknia do ślubu!... Dla królowej nawet

Lepszej nie trzeba!...

NATAN

      Suknia ślubna? Czemu

Ślubna?...

DAJA

      Być może, żeście nie myśleli

O tym, kupując... Lecz, Natanie, tylko

Ta, a nie inna, może być do ślubu...

Jest jak umyślnie wyrobiona na to...

Tło białe jest to godło niewinności,

A pasma złote, co widnieją na nim,

Godło bogactwa!... Czy widzicie?... Śliczna!

NATAN

Skąd ci te żarty, i o czyjej sukni

Majaczysz w sposób tak uczony?... Czyliż

Chcesz panną młodą zostać?

DAJA

      Ja?...

NATAN

      Dlaczegóż!

DAJA

Ja?... mocny Boże!...

NATAN

      Skąd więc i o czyjej

Mówisz mi sukni ślubnej? Ta jest twoja,

Więcej niczyja!

DAJA

      Moja? Ma być moja?...

Więc nie dla Rechy?...

NATAN

      Com dla Rechy przywiózł,

Jest w innych skrzyniach... Zabierz to dla siebie,

Zabierz manatki swoje!

DAJA

      Kusicielu! ...

Nie! Nie! Za wszystkie kosztowności świata,

Nie!... Nie tknę się ich, chyba że mi zaraz

Zaprzysiężecie użyć tej jedynej

Okazji, którą niebo wam nastręcza!...

NATAN

Okazji? Jakiej? Użyć? Lecz do czego?...

DAJA

Po co udawać, że nie rozumiecie?

Powiem wam krótko: ten templariusz kocha

Rechę. Oddajcie mu ją... Tym sposobem

Skończy się grzech wasz, grzech, o którym dłużej

Milczeć nie mogę. Tak dziewczyna wróci

Znów między chrześcian, będzie tym, czym była,

A wy za dobro, które nam świadczycie,

Ogni piekielnych nie będziecie dłużej

Ściągali na swą głowę...

NATAN

      Znowu stara

Piosenka! Struny wprawdzie naciągnięte

Nowe, lecz jakoś niezbyt strojnie dźwięczą.

DAJA

Jak to?

NATAN

      Templariusz miłym jest. Jemu

Oddałbym Rechę pewno jak najchętniej,

Lecz... cierpliwości.

DAJA

      Cierpliwości!... Czyż to

Nie wasza stara piosnka?...

NATAN

      Tylko kilka

Dni cierpliwości. Patrzaj... ktoś tu idzie..

Braciszek! Spytaj, czego żąda?

DAJA

      Czego

Pragnie?

Odchodzi.

NATAN

      I daj mu, nim poprosi.

na stronie

      Gdybym

Mógł znaleźć sposób, jak do templariusza

Przystąpić, przyczyn mojej ciekawości

Nie wyjawiając... Bo jeżeli powiem,

A me domysły są bezzasadnymi,

To niepotrzebnie wmięszam jego ojca.

głośno do wracającej Daji

Cóż tam?...

DAJA

      Chce mówić z wami.

NATAN

      Więc go wprowadź,

A sama odejdź.

Daja wychodzi.

SCENA VII

Natan, Braciszek.

NATAN

na stronie

      Tak bym chętnie ojcem

Rechy pozostał... Ba! Czyż być przestanę,

Chociaż przestanę nosić nazwę?... Dla niej

Ojcem się zawsze będę zwał, gdy pozna

Jak chętnie byłbym nim.

głośno

      Pobożny bracie,

Witajcie! Czymże służyć wam?

BRACISZEK

      O! Niczym!...

Panie Natanie, cieszę się, że w zdrowiu

Znów was oglądam...

NATAN

      Więc mnie znacie?

BRACISZEK

      Czyliż

Może kto nie znać was?... Czyż nie wsuwacie

Każdemu w rękę, wraz ze szczodrym datkiem,

Wspomnienia swego? Ja mam je od wielu

Lat...

NATAN

sięgając po pieniądze

      Dobry bracie, niechże się odświeży...

BRACISZEK

Dziękuję... Biednych okradłbym, nie mogę

Przyjąć... Pozwólcie jednak, że ja wzajem

Wspomnienie moje wam odświeżę trochę...

Chlubię się bowiem, że i ja wsunąłem

Coś w waszą rękę, co swą wartość miało...

NATAN

Wybaczcie!... wstyd mi... mówcie co... Za karę

Zwrócę siedemkroć wartość...

BRACISZEK

      Przede wszystkim

Muszę powiedzieć wam, jak się to stało,

Że dziś dopiero przypomniałem sobie

O tym, com kiedyś wam powierzył.

NATAN

      Mnieście

Coś powierzyli?

BRACISZEK

      Do niedawna jeszcze,

Jako pustelnik żyłem pod Jerycho,

Przy kwarantannie, lecz arabscy zbójcy

Obrabowali mi mój domek boży,

Złupili celę i uprowadzili

Mnie z sobą. Szczęściem w drodze im umknąłem,

I tu przybyłem, by od patryjarchy

Otrzymać inne miejsce, w którym mógłbym

Bogu samotnie przez dni moich resztę

Służyć...

NATAN

      Niepokój dręczy mnie, więc, bracie,

Mówcie od razu, coście powierzyli

Mnie...

BRACISZEK

      Zaraz, panie. Otóż patryjarcha

Na górze Tabor przyrzekł mi pustelnię,

Jak tylko która będzie opróżnioną;

Tymczasem kazał przyjąć mnie w klasztorze,

Jako braciszka... Po sto razy dziennie

Do mej pustelni wzdycham, bo patriarcha

Wciąż mnie używa do spraw, co są dla mnie

Wstrętne... Na przykład...

NATAN

      Kończcie, bracie, proszę.

BRACISZEK

Zaraz. Na przykład teraz ktoś mu mówił,

Że jest tu pewien Żyd, co chrześcijańskie

Dziecko za córkę sobie wychowuje.

NATAN

z niepokojem

Co?

BRACISZEK

      Posłuchajcie tylko!... Zatem na mnie

Włożył zlecenie, żebym, jeśli zdołam,

Wpadł na trop tego Żyda, i okropnie

Gniewał się na to straszne wykroczenie,

Które się zbrodnią zwie przeciw Duchowi

Świętemu, to jest najstraszniejszym grzechem

Ze wszystkich grzechów... chociaż, Bogu dzięki,

Nie wiemy dobrze, na czym to właściwie

Grzech ten zależy... Wtenczas się zbudziło

Nagle sumienie we mnie i w pamięci

Mojej stanęło, że to ja sam może

Do tego grzechu nieodpuszczonego

Przed laty powód dałem... Więc powiedzcie,

Czy nie wam konny giermek przed latami

Osiemnastoma oddał do rąk dziecko,

Dziewczynkę kilkotygodniową?

NATAN

      Jak to?...

W istocie... to jest...

BRACISZEK

      Lecz przypatrzcie mi się,

Ten konny giermek to ja...

NATAN

      To wy?

BRACISZEK

      Pan ów,

Który wam oddać kazał dziecko, zwał się...

Jak sądzę... Filneck.. Wolf von Filneck...

NATAN

      Właśnie!

BRACISZEK

Ponieważ matka krótko przed tym zmarła,

A ojciec musiał... jeśli pomnę dobrze...

Jechać do Gazza, dokąd nie mógł z sobą

Zabrać robaczka, więc go przysłał do was...

Czy to nie w Darun wówczas was znalazłem?

NATAN

Tak jest.

BRACISZEK

      Nie byłoby to wcale dziwnym,

Gdyby mnie pamięć zwiodła. Rozmaitych

Miewałem panów, a u tego krótko

Służyłem... Poległ wnet pod Askalonem...

Dobry to zresztą pan był!

NATAN

      Prawda! Prawda!

Tyle wdzięczności jemu winien jestem,

Tyle mi razy uratował życie!

BRACISZEK

To bardzo ładnie. A więc tym ochotniej

Córeczkę jego przyjęliście?

NATAN

      Łatwo

To pojąć!

BRACISZEK

      A więc gdzież jest ona? Przecież

Nie zmarła? Śmiało mówcie, że nie zmarła...

Jeśli nikt zresztą więcej o tym nie wie,

To nie ma strachu...

NATAN

      Nie ma?...

BRACISZEK

      Mnie możecie

Ufać, Natanie! Bo ja sobie myślę

Tak: jeśli z dobrem, które mam uczynić,

Blisko graniczy złe, to tego dobra

Czynić nie trzeba, bo choć dość dokładnie

Wiemy, co złem jest, ale co jest dobrem,

Tego tak ściśle nie możemy wiedzieć.

Było to bardzo naturalnym, żeście,

Chcąc chrześcijańskie dziecię dobrze chować,

Jako swe własne je chowali. Miłość

Kazała wam tak zrobić, i miałaby

Was za to czekać kara? To byłoby

Niesprawiedliwe. Prawda, że przezorniej

Zrobilibyście, gdybyście kazali

Obcym chrześciańskie wychowywać dziecię

W wierze chrześciańskiej, ale w takim razie

Czyżby to dziecko przyjaciela było

Kochanym przez was? A miłości dziecku,

Choćby dzikiego zwierza, jest potrzeba

W tych młodych latach bardziej, niż chrześciaństwa.

Na chrześciaństwo jeszcze ma dość czasu.

Jeśli więc dziewczę zdrowo i pobożnie

Pod okiem waszym wzrosło, to zostało

Przed okiem bożym tym, czym było. Czyliż

Całe chrześciaństwo nie jest zbudowane

Na judaizmie? Nieraz mnie bolało,

I wiele nad tym łez wylałem, żeśmy

Chrześcianie często zapominać zwykli,

Iż sam Zbawiciel nasz był także Żydem.

NATAN

Wy, dobry bracie, za mną przemówicie,

Gdy złość, obłuda, przeciw mnie podniosą

Głosy... z powodu czynu... czynu, który...

Wy tylko sami wiedzieć to będziecie,

Ale do grobu weźcie tajemnicę...

Nigdy mnie jeszcze nie popchnęła pycha,

Bym ją powierzył komukolwiek... wam ją

Opowiem tylko... Zacnej ją prostocie

Opowiem tylko... Bo wy tylko sami

Zdolniście pojąć, jakie czyny może

Wymóc na sobie człowiek, co się boi

Boga...

BRACISZEK

      Wzruszenie was przejęło... oczy

Wasze łez pełne...

NATAN

      W Darun z owym dzieckiem

Mnie znaleźliście, lecz nie wiecie o tym,

Że na dni kilka przedtem chrześcijanie

Wymordowali Żydów w Gath, nie szczędząc

Kobiet i dzieci... lecz nie wiecie o tym,

Że między nimi była moja żona

Z siedmiu synami, co się ukrywała

U mego brata, i że wszyscy razem

Zginęli w ogniu...

BRACISZEK

      Sprawiedliwy Boże!

NATAN

Gdym przybył, trzy dni, w prochu i popiele

Dzień i noc leżąc, przepędziłem w płaczu

Przed Bogiem... W płaczu? Nie! Ja przeciw Bogu

Bunt podnosiłem, wrzałem, przeklinałem

Siebie, świat, wszystko, a chrześciaństwu wieczną

Zaprzysięgałem zemstę...

BRACISZEK

      Ach! Pojmuję!

NATAN

Powoli jednak rozum mój powrócił

I rzekł łagodnie: „Przecież na niebiosach

Jest Bóg! To wszystko było jego wolą!

Idź, pełń to, co już dawno pojmowałeś,

A co trudniejszym nie jest do spełnienia,

Niż do pojęcia, byłeś pełnić zechciał.

Wstań!” A więc wstałem... Zawołałem: „Boże!

Chcę, jeśli ty chcesz, żebym chciał”. W tej chwili

Zsiedliście z konia i oddaliście mi

Dziecię, co było w płaszcz wasz zawinięte.

Coście mówili, co odpowiedziałem,

Już nie pamiętam... Tylko wiem, że dziecię

Wziąłem do siebie, że je całowałem,

Żem na kolana upadł, i żem wołał:

,,Boże! Z siedmiorga jednoś mi już zwrócił!”

BRACISZEK

Natanie! Wyście chrześcijanin! Świadkiem

Bóg wielki, żeście chrześcijanin! Nie ma

Lepszego nad was chrześcianina!

NATAN

      Bracie!

Co w waszych oczach mnie chrześcijaninem

Czyni, to w moich was przedstawia Żydem...

Lecz rozczulenia rzućmy! Trzeba czynu!...

I choć mnie wkrótce siedmiokrotna miłość

Do tej dziewczyny cudzej przywiązała,

Choć mnie zabija sama myśl, że mogę,

Tracąc ją, znowu siedmiu moich synów

Utracić — jeśli chce Opatrzność z moich

Rąk ją odebrać — słucham.

BRACISZEK

      Ja to samo

Chciałem wam radzić, co wam duch wasz własny

Poradził mądrze.

NATAN

      Ale pierwszy lepszy

Nie może mi jej wydrzeć.

BRACISZEK

      O! To pewna!

NATAN

Większych praw do niej, niż ja, mieć nie może

Nikt, więc przynajmniej musi mieć wcześniejsze.

BRACISZEK

Które natura mu i krew nadała?

NATAN

Tak właśnie myślę! A więc mi wymieńcie

Kogoś, co jako brat, stryj albo krewny,

Lub kuzyn zgłasza się... ja się nie wzbronię

Oddać jej, pewny, że ją wychowałem

Tak, żeby mogła dla każdego domu

I każdej wiary być ozdobą. Sądzę,

Że o tym waszym panu i o rodzie

Jego cokolwiek więcej wiecie?

BRACISZEK

      Dobry

Natanie, to już trudno. Powiedziałem,

Żem krótko w służbie był u niego.

NATAN

      Wiecież

Choć to, z jakiego rodu była matka?...

Czy nie z Stauffenów?...

BRACISZEK

      Może... Tak, tak sądzę.

NATAN

Czy brat jej nie był Konrad ze Stauffenów

Rodziny? Czyli nie był templariuszem?...

BRACISZEK

Jeżeli dobrze pomnę... Ale zaraz!

Przyszło mi na myśl, że po nieboszczyku

Panu książeczkę jeszcze mam... Wyjąłem

Mu ją z zanadrza, gdy pod Askalonem

Grzebaliśmy go...

NATAN

      Więc?

BRACISZEK

      Są tam modlitwy.

Brewiarzem zwiemy ją... Chrześcianin każdy,

Jak sądzę, może jej używać. Wprawdzie

Ja nie... nie umiem czytać...

NATAN

      Mniejsza o to!

Do rzeczy!

BRACISZEK

      W książce tej jest na okładkach,

Jak mi mówiono, własną ręką pana,

Pisane o nim i o jego rodzie.

NATAN

Co za szczęśliwy traf! Biegnijcie! Idźcie!

Prędko! przynieście mi tu tę książeczkę...

Na wagę złota gotów jestem za nią

Zapłacić, stokroć jeszcze będę wdzięczny!

Idźcie! Biegnijcie!

BRACISZEK

      Bardzo chętnie! Ale

To po arabsku jest, co tam pisane.

NATAN

To wszystko jedno, tylko ją przynieście.

Braciszek odchodzi.

O Boże! Gdybym zdołał ją zachować,

I mógł pozyskać podobnego zięcia! ...

Trudno przypuścić to!... Lecz niech się stanie,

Co się stać musi!... Kto by mógł jednakże

Do patryjarchy o tym donieść?... Muszę

Pamiętać o to spytać... Może Daja

Coś wygadała...

Daja wbiega spiesznie.

SCENA VIII

Natan, Daja.

DAJA

pomięszana

      Wyobraźcie sobie,

Natanie! ...

NATAN

      Cóż tam?

DAJA

      Biedne dziecko, tak się

Zlękło!... Przysłano po nią...

NATAN

      Od patriarchy?

DAJA

Nie, od sułtana siostry, księżny Sitty.

NATAN

Nie od patriarchy?

DAJA

      Nie — od Sitty, przecież

Tak powiedziałam... Od księżniczki Sitty...

Chce, żeby do niej przyszła...

NATAN

      Kto? Czy Recha?...

Chce, żeby Recha przyszła?... No, jeżeli

Nie patryjarcha przysłał, ale Sittah...

DAJA

Skądże wam myśl ta?

NATAN

      Czyś ty nie słyszała

O nim w tych czasach?... czyś mu nie szepnęła?...

DAJA

Ja? Jemu?...

NATAN

      Gdzież jest ten posłaniec? ...

DAJA

      Tutaj.

NATAN

Ostrożność każe, bym z nim sam pomówił.

Chodź. Oby tylko w tym nie było ręki

Patriarchy!

Wychodzi.

DAJA

      A ja drżę o co innego!...

Tak, jedynaczka, domniemana córka

Tak bogatego Żyda, być by mogła

Dosyć ponętną i dla muzułmana...

Oho! Templariusz przepadł!... Przepadł, jeśli

Na jeden jeszcze krok się nie odważę...

Jeśli jej samej prawdy nie odkryję...

Dobrze! Skorzystam z pierwszej sposobności,

Gdy sama będę z nią, by to uczynić.

Sposobność taka może wnet się zdarzy,

Gdy ją prowadzić będę do pałacu...

Przynajmniej szkody tym nie zrobię! Tak jest!

Teraz lub nigdy! Trzeba to uczynić!

Idzie za Natanem.

AKT V

Pokój w pałacu Saladyna, ten sam co w czwartym akcie. Worki z pieniędzmi na tym samym miejscu.

SCENA I

Saladyn, wkrótce potem trzej mamelucy.

SALADYN

wchodząc

Pieniądze tu są jeszcze! A derwisza

Ani wynaleźć! Musiał się zasiedzieć

Nad szachownicą i o sobie samym

Zapomniał, czemuż więc nie miałby o mnie

Zapomnieć?... Ale cierpliwości...

do wchodzącego mameluka.

      Cóż tam?

MAMELUK

Sułtanie, radość! Pożądane wieści!

Właśnie z Kairu przyszła karawana,

Przyszła szczęśliwie, i przynosi haracz

Znad bogatego Nilu za lat siedem.

SALADYN

Zuch, Ibrahimie, z ciebie!... Pożądaną

Wieść mi przynosisz!... A więc wreszcie!... wreszcie!...

Dzięki ci za to!...

MAMELUK

czekając, do siebie

      No? Co będzie dalej? ...

SALADYN

I na cóż czekasz?... Odejdź.

MAMELUK

      Zwiastunowi

Dobrej nowiny więcej nic?

SALADYN

      Cóż więcej?

MAMELUK

Żadnego daru dla zwiastuna?... Czyliż

Ja mam być pierwszy, co od Saladyna

Jedynie z dobrym słowem wyszedł? Pierwszy,

Względem którego mąż tak sławny, skąpym

Chce się okazać?...

SALADYN

      Weźże sobie jeden

Z tych worków.

MAMELUK

      Teraz nie chcę, choćbyś nawet

Dawał mi wszystkie.

Wychodzi.

SALADYN

      Cóż znów? Chodź! Dwa zabierz!...

Odszedł na serio! Czyż we wspaniałości

Mnie chce przewyższyć? Bo mu przykrzej pewno

Odmawiać, niż mnie dawać!... Ibrahimie!...

Skądże mi przyszło w moich dni ostatku

Chcieć być inakszym, niż dotychczas byłem?

Czyliż Saladyn nie ma Saladynem

Umrzeć!... Musiałby chyba wówczas nie żyć

Jako Saladyn.

DRUGI MAMELUK

wchodząc

      Dobra wieść, sułtanie!

SALADYN

Jeśli chcesz donieść mi...

DRUGI MAMELUK

      Że karawana

Przyszła z Egiptu.

SALADYN

      To już wiem.

DRUGI MAMELUK

      Zbyt późno

Przybyłem zatem.

SALADYN

      Czemu późno? Zabierz

Za dobrą wolę jeden lub dwa worki.

DRUGI MAMELUK

Jeden i dwa to trzy.

SALADYN

      Ha! Skoro liczysz

Tak, to weź.

DRUGI MAMELUK

      Przyjdzie tutaj jeszcze trzeci,

Jeśli tu będzie mógł przyjść.

SALADYN

      Jak to jeśli?...

DRUGI MAMELUK

Ot, bo kark skręcił... Gdyśmy byli pewni,

Że karawana już się zbliża, każdy

Rzucił się naprzód, by ci pierwszy donieść.

Ten nas wyścignął wszystkich, lecz spadł z konia,

Więc wyprzedziłem ja go. Aż do miasta

Byłem na przodzie, lecz Ibrahim, hultaj,

Lepiej tu w mieście zna ulice.

SALADYN

      Biedak!

Spadł!... przyjacielu! Jedź do niego! Wracaj!

DRUGI MAMELUK

Wracam natychmiast, i jeżeli żyje,

Połowa tego złota doń należy.

Wychodzi.

SALADYN

I to poczciwy chłopiec! Kto się może

Poszczycić, że ma takich mameluków?...

Gdyby mi wolno było, to bym myślał,

Że im mój przykład pomógł, by się stali

Takimi, jacy są... Precz zatem z myślą

Przyzwyczajenia ich do inakszego

Postępowania na dni moich schyłku.

TRZECI MAMELUK

wchodząc

Sułtanie!

SALADYN

      Tyś spadł z konia?

TRZECI MAMELUK

      Nie. Donoszę

Tylko, Emir Mansor, dowodzący

Transportem zsiada z konia..

SALADYN

      Niech przychodzi

Co prędzej! Otóż i on!...

SCENA II

Saladyn, emir Mansor.

SALADYN

      Pozdrowiony

Bądź nam, emirze! Jakże poszła droga?...

Mansorze! Długo czekać nam kazałeś

Na siebie.

MANSOR

      List ten powie ci, sułtanie,

Jakie w Tebajdzie musiał Abdulkassem

Stłumić zamieszki, nim mogliśmy ruszyć.

Ja przyśpieszałem transport, ile było

W mej mocy.

SALADYN

      Wierzę ci. Bez zwłoki teraz

Weź nowy konwój... musisz zaraz jechać

Dalej, odstawić większą część pieniędzy

Na Liban, ojcu memu... Czy to chętnie

Uczynisz?

MANSOR

      Chętnie, bardzo chętnie.

SALADYN

      Tylko

Niech konwój będzie silny... Na Libanie

Nie tak bezpiecznie teraz. Nie słyszałeś?

Znów się ruszają templariusze... Miej się

Na ostrożności. Idź!... Gdzież karawana?...

Pójdę zobaczyć ją i sam zarządzę

Wszystko. A potem muszę iść do Sitty.

Wychodzą.

Zmiana. Miejsce pod palmami, przed domem Natana.

SCENA III

TEMPLARIUSZ

sam, przechadza się

Do domu jego wejść nie mogę... Przecież

Musi się wreszcie tu pokazać. Przedtem

Tak przed tym domem chętnie mnie widziano!

Mamże doczekać tego, że się stanie

Przykrym dla niego, iż tak uporczywie

Tu się przechadzam?... Hm! Tak wielka gorycz

Mówi przeze mnie!... Cóż mnie nań zgniewało

Tak bardzo?... Nic mi jeszcze nie odmówił,

Jak sam powiada, a Saladyn przyrzekł

Wziąć to na siebie, przyrzekł go nakłonić...

Czyżby chrześcianin we mnie jeszcze bardziej

Był wkorzeniony, niż w nim Żyd?... Ha! Może!...

Któż się zna dobrze?... Jakże mogłem zresztą

Przeczyć mu tego łupu, który sobie

Na chrześcijaństwie zdobył?... Jest to, prawda,

Łup niezwyczajny!... tak urocze dziecko!...

Dziecko, lecz czyje?... Czy tamtego, który

Nieurobioną bryłę na pustynię

Żywota rzucił, a sam poszedł dalej?

Czyli też tego, co tę bryłę podniósł,

I boskie dla niej obmyśliwszy kształty,

W nie ją przyoblókł? Niechaj chrześcijanie

Mówią co zechcą, ojcem Rechy, ojcem

Prawdziwym, mimo tego chrześcianina

Co jej dał życie, zawsze Żyd zostanie!...

Gdy myślę o niej, jako o chrześciance,

Gdy wyobrażam sobie, że jej braknie

Tego wszystkiego, co jedynie mogła

Od podobnego nabyć Żyda, wtedy...

Mów serce moje, co by ciebie do niej

Wabiło?... Prawie nic! Jej uśmiech nawet,

Gdyby był tylko kurczem jej muskułów,

Pięknym i miłym, ale gdyby to, co

Uśmiech ten budzi, czaru, co przystraja

Usta jej lube miało nie być godnym, ---

Nie! Taki uśmiech mnie by nie porywał!...

Tyle uśmiechów takich już widziałem,

Którymi hojnie obdarzano głupców,

Frantów, szyderców, zalotników, albo

Pochlebców — przecież mnie nie czarowały...

Czyżbym i wtedy uczuł jakąś żądzę,

Bujać motylem w jej słonecznym blasku? —

Nie wiem!... I oto jestem zagniewany

Na tego, co jej taką wartość nadał!...

O co? Dlaczego?... Bom zasłużył na to

Szyderstwo, jakim żegnał mnie Saladyn!...

Źle ze mną bardzo, gdy Saladyn mógł w to

Uwierzyć!.. Jakże małym ja się muszę

Wydawać w jego oczach, jakże nędznym!...

I to z powodu tej dziewczyny!... Kurdzie!

Kurdzie!... Inaczej być powinno! Zwróć się

Z tej błędnej drogi! Jeśli zresztą Daja

Mówiła rzeczy, których dowieść trudno?

A! On nareszcie!... Wyszedł z domu... mówi...

Aa! Lecz z kim mówi?... Z kim?... Z braciszkiem!

Wie już o wszystkim... może już wydany

Przed patryjarchą!... Ha! W mej zaciekłości

Co ja zrobiłem?... Jak to jedna iskra

Namiętnych ogni łatwo mózg wypala! ...

Prędko! Pomyślmy, co uczynić trzeba!...

Będę nań czekał tutaj, aż odejdzie

Braciszek.

Odchodzi na stronę.

SCENA IV

Natan, Braciszek.

NATAN

      Dzięki! Jeszcze dzięki, dobry

Bracie!

BRACISZEK

      Ja także wam winienem dzięki!

NATAN

Wy? Mnie? I za co?... żem wam uporczywie

Narzucił to, co nie jest wam potrzebne?...

Gdybyście tylko uporowi swemu

Ulec nie chcieli; gdybyście wy gwałtem

Bogatszym się ode mnie stać nie chcieli.

BRACISZEK

Wszakże i tak ta książka nie jest moją,

Lecz jest własnością córki, jest jedynym

Spadkiem po ojcu jej... Daj tylko, Boże,

Abyście kiedyś nie pożałowali,

Żeście tak wiele dla niej uczynili.

NATAN

Czyżbym mógł?... Nigdy nie mógłbym żałować...

BRACISZEK

Tak, lecz patriarcha oraz templariusze...

NATAN

Niezdolni tyle złego mi wyrządzić,

Bym czegokolwiek kiedy mógł żałować,

Tym bardziej tego. Czy jesteście pewni,

Że to templariusz podał myśl patriarsze?...

BRACISZEK

Niepodobieństwo prawie, żeby to był

Kto inny! Tyle wiem, że niezbyt dawno

Pewien templariusz mówił z nim, a z tego,

Co uszu moich doszło, wnosić mogę...

NATAN

Ale w tej chwili w całym Jeruzalem

Jeden jest tylko. Tego znam. Ten moim

Jest przyjacielem. Zacny, szczery człowiek.

BRACISZEK

Ten sam... Lecz często to, czym rzeczywiście

Jesteśmy w świecie i czym być musimy,

Nie bywa w zgodzie...

NATAN

      Tak niestety! Kto bądź

Mógł to być zresztą, niechaj co chce czyni,

Ja z waszą książką, na nic nie zważając,

Zaraz stąd prosto pójdę do sułtana.

BRACISZEK

Życzę wam szczęścia; żegnam was...

NATAN

      A nawet

Jej nie widzieliście... Wróćcież się jeszcze...

Byleby tylko dziś się patriarcha

Nic nie dowiedział... Bah! I dziś możecie

Powiedzieć wszystko, co wam się podoba.

BRACISZEK

Nic mu nie powiem. Bądźcie zdrowi.

NATAN

      Bracie,

Chciejcie pamiętać o nas!

Braciszek odchodzi.

      Boże wielki!

Czemuż nie mogę upaść na kolana

Tu, zaraz! Jakże łatwo się rozplata

Ten węzeł, który często mnie przerażał!

Boże! Jak lekkim czyni mnie nadzieja,

Że już nie będę nic kryć potrzebował,

Że tak swobodnie będę mógł wśród ludzi

Stawać, jak staję przed Twym tronem, Boże,

Który nie sądzisz ludzi podług czynów,

Bo wiesz, że czyny te rzadko własnymi

Są ich czynami!

SCENA V

Natan, Templariusz.

TEMPLARIUSZ

zbliżając się

      Zaczekajcie na mnie,

Natanie, pójdę z wami!

NATAN

      Kto mnie woła?

To wy, rycerzu? Gdzieżeście bawili,Żem u sułtana z wami się nie spotkał!

TEMPLARIUSZ

Zminęliśmy się... za złe mi nie bierzcie.

NATAN

Ja nie, lecz sułtan.

TEMPLARIUSZ

      Wnet po wyjściu waszym...

NATAN

Mówiliście z nim, to już dobrze.

TEMPLARIUSZ

      Ale

Chce mówić z nami obydwoma.

NATAN

      Owszem,

Tym lepiej. Chodźmy. Ja tam szedłem właśnie.

TEMPLARIUSZ

Czy mogę spytać was, Natanie, z kim to

Rozstaliście się?...

NATAN

      Czyliż go nie znacie?

TEMPLARIUSZ

Jeśli się nie mylę, był to ten poczciwy

Braciszek, który patryjarsze musi

Służyć za wyżła.

NATAN

      Może u patriarchy

Jest rzeczywiście.

TEMPLARIUSZ

      Fortel to jest zręczny

Użyć prostoty, żeby torowała

Drogi matactwu...

NATAN

      Tak, prostoty głupiej,

Lecz nie poczciwej.

TEMPLARIUSZ

      Czyż w poczciwą wierzyć

Może patriarcha?

NATAN

      Ja za tego ręczę,

Że patryjarsze swemu nie pomoże

Do żadnych czynów złych.

TEMPLARIUSZ

      Tak się wydaje

Przynajmniej. Czy wam nic nie mówił o mnie?

NATAN

O was?... Właściwie o was nic. Być może,

Że mu nieznane nawet wasze imię.

TEMPLARIUSZ

Zapewne.

NATAN

      Ale mi o templariuszu

Mówił.

TEMPLARIUSZ

      Co mówił?

NATAN

      Coś takiego, co się

Was niezawodnie nie tyczyło.

TEMPLARIUSZ

      Kto wie!...

Powiedzcie.

NATAN

      Że mnie jeden z templariuszów

Przed patryjarchą miał oskarżyć...

TEMPLARIUSZ

      Że was

Oskarżył, jest to, chciejcie wierzyć, kłamstwo!

Chciejcie posłuchać mnie, Natanie. Jestem

Nie z takich ludzi, którzy się umieją

Zapierać czynów swoich. Com uczynił,

To uczyniłem! I nie jestem z takich,

Którzy o wszystkim, co uczynią, twierdzą,

Że było dobrem. Czemużbym się wstydził

Błędu? Czyż nie mam chęci go naprawić?...

I czyliż nie wiem, ile z taką chęcią

Dokonać może człowiek?... Posłuchajcie...

Jam ten templariusz, który miał was niby

Oskarżyć. Wiecie, co mnie rozdrażniło,

Co krew w mych żyłach wprowadziło w wrzenie!...

Zarozumialec jestem!... Tak od razu

Ciałem i duszą padłem wam w objęcia!...

Jak mnie przyjęliście, jak zimno... chłodno...

A chłodno, wierzcie, to jest gorzej jeszcze,

Niżeli zimno... jak się staraliście

Wymówkę znaleźć, i zapytaniami

Obojętnymi, jakeście mi chcieli

Do zrozumienia dać odmowę waszą,

Otem i teraz jeszcze nie potrafię

Myśleć spokojnie!... A więc, posłuchajcie...

Byłem wzburzony strasznie, kiedy Daja

Cichaczem przyszła do mnie i wyznała

Mi tajemnicę waszą. Zdało mi się,

Że w niej znajduję wyjaśnienie, co was

Skłoniło, byście tak zrobili.

NATAN

      Jak to?...

TEMPLARIUSZ

Chciejcie wysłuchać mnie. Zdawało mi się,

Żeście nie chcieli w ręce chrześcianina

Powrócić tego, co wam się udało

Wydrzeć chrześcianom. Więc mi przyszło na myśl

Po prostu zmusić was... nóż wam do gardła

Przyłożyć...

NATAN

      Czyż to tak po prostu? czyż to

Jest proste?

TEMPLARIUSZ

      Chciejcie mnie posłuchać. Prawda!

Źlem zrobił!... Może nie jesteście winni,

I głupia Daja plecie bez podstawy;

Może ma do was złość i chce w ten sposób

Szkodzić wam... może, może!... Jestem młokos,

Z ostateczności jednej wpadam w drugą,

I raz za wiele czynię, a za mało

Drugi raz! Sam to widzę! Więc wybaczcie,

Natanie!

NATAN

      Jeśli tak mnie uważacie...

TEMPLARIUSZ

U patryjarchy byłem, lecz imienia

Waszego przed nim nie zdradziłem. Jest to

Kłamstwo, powtarzam. Tylkom mu ogólnie

Opisał zajście i żądałem zdania...

I tego czynić nie potrzeba było,

Prawda, bom wiedział wprzód, że patryjarcha

Jest niegodziwcem... Czyż nie mogłem z wami

Mówić otwarcie?... Czyż mi wolno było

Narażać dziewczę na utratę ojca

Takiego, jakim wy jesteście? ... Trudno!...

Sam patryjarcha swą niegodziwością,

Której utaić nie potrafi, prędko

Zwrócić mnie umiał na właściwą drogę..

Bo posłuchajcie mnie, Natanie!... Dajmy,

Że jest mu znanym wasze imię!.. Cóż stąd?

Może dziewczynę wam odebrać wtedy,

Jeżeli tylko waszą jest, niczyją

Więcej. Z waszego domu do klasztoru

Zabrać ją może, a więc mnie ją dajcie!...

Mojej mi żony nie zabierze!... Dajcie,

Mnie ją oddajcie! Prędko!... Czy jest waszą

Córką, czy nie jest, czy jest chrześcijanką,

Czy też Żydówką, czy bez żadnej wiary...

To wszystko jedno!... Ja was ani teraz,

Ani też nigdy o to w moim życiu

Pytać nie będę... Jak jest, tak niech będzie.

NATAN

Więc wam się zdaje, że mi tak zależy

Na ukrywaniu prawdy?

TEMPLARIUSZ

      Niech tak będzie,

Jak jest.

NATAN

      Ja przecież ani do was, ani

Do kogokolwiek, co ma do niej prawo,

Nie zaprzeczyłem, że jest chrześcijanką,

I że jest tylko mą wychowanką...

Żem zaś nie odkrył tego, z tego liczbę

Jej jestem winien tylko.

TEMPLARIUSZ

      Nawet przed nią

Wyjawiać tego nie potrzebujecie!

Pozwólcie, żeby nic jej nie zmuszało

Inaczej na was patrzeć, jak na ojca!

Służy wam jeszcze nad nią cała władza,

Więc mnie ją dajcie!... Błagam was, Natanie,

Mnie ją oddajcie!... Ja ją tylko mogę

I pragnę po raz drugi uratować!...

NATAN

Tak jest, wy byście byli mogli, ale

Już nie w tej chwili... Teraz już za późno!

TEMPLARIUSZ

Jak to? Za późno?...

NATAN

      Dzięki patryjarsze...

TEMPLARIUSZ

Co? Patryjarsze? Dzięki?... Dzięki? Za co?

On by zasłużyć mógł na wasze dzięki?...

Jakim sposobem?...

NATAN

      Bo przez niego wiemy,

Czyją jest krewną, wiemy, w czyje ręce

Z całą pewnością może być wydaną.

TEMPLARIUSZ

Niech mu dziękuje za to ten, kto będzie

Mógł mu dziękować za coś więcej.

NATAN

      Teraz

Z tych rąk możecie dostać ją, nie z moich.

TEMPLARIUSZ

O biedna Recho! Jakiż los cię ściga!...

Co by dla innych sierot szczęściem było,

Nieszczęściem staje się dla ciebie... Gdzie są,

Natanie, gdzie są owi krewni?

NATAN

      Gdzie są?

TEMPLARIUSZ

I kim są oni?...

NATAN

      Jest brat, od którego

Zależeć będzie ręka jej...

TEMPLARIUSZ

      Brat? Kto jest

Tym bratem?... Żołnierz? Kapłan? Niech się dowiem,

Czego się mam spodziewać!...

NATAN

      Jak ja sądzę,

Nie jest tym ani owym, albo może

Jest tym i owym... Ja go zresztą jeszcze

Nie znam tak dobrze...

TEMPLARIUSZ

      I cóż więcej?

NATAN

      Człowiek

Zacny, i Recha pod opieką jego

Szczęśliwą pewnie będzie.

TEMPLARIUSZ

      To chrześcianin!...

Ja czasem nie wiem, co mam o was myśleć...

Nie chciejcie tego za złe brać, Natanie!...

Czyż w pośród chrześcian żyjąc, nie zostanie

Zmuszoną także grać chrześcianki rolę?..

Czyż się nie przejmie nią, gdy ją odgrywać

Będzie zbyt długo?... Czy zdrowego ziarna,

Któreście sieli, kąkol nie zagłuszy?...

I o to wy się tak troszczycie mało?...

I nie zważając na to, powiadacie,

Że jej u brata będzie dobrze?

NATAN

      Tak jest,

Tak myślę; zresztą gdyby jej u niego

Czego zabrakło, czyż mnie i was nie ma?

TEMPLARIUSZ

O! Czegóż może braknąć jej u brata?...

Czyż jej braciszek nie nakarmi, czyż jej

Nie zaopatrzy w stroje i łakocie?...

A czegóż więcej dla siostrzyczki trzeba?...

Ach! Prawda! Jeszcze męża!... No, i tego,

Znajdzie brat dla niej w końcu, a im będzie

Bardziej chrześciańskim, tym się lepszym wyda!...

Natanie! Z waszych rąk aniołem wyszła,

A tam jej duszę szpecić będą inni!...

NATAN

Ja nie obawiam się!... Miłości naszej

Zawsze zostanie godną!...

TEMPLARIUSZ

      Tak nie mówcie!

O mej miłości tak nie mówcie! Ja jej

Udać nie umiem, nie, ani na chwilę...

Ale czekajcie!... Czy się ona może

Domyślać, co się ma z nią stać?...

NATAN

      Ha! Kto wie,

Choć nie wiem, skąd by...

TEMPLARIUSZ

      A więc wie, czy nie wie

O tym, co losom jej zagraża, musi

Z ust moich także to usłyszeć!... Zamiar

Niezobaczenia jej, aż kiedy będę

Mógł ją zwać moją, zmieniam, cofam!... Śpieszę...

NATAN

Czekajcie! Dokąd?

TEMPLARIUSZ

      Do niej! Tam się dowiem,

Czy ta dziewczęca dusza dość jest męską,

Aby się mogła na krok godny siebie

Odważyć?

NATAN

      Na krok jaki?...

TEMPLARIUSZ

      Żeby o was,

Ani o swego brata nie pytała,

Nie dbała więcej...

NATAN

      I?...

TEMPLARIUSZ

      I poszła za mną,

Chociażby miała przez to zostać żoną

Muzułmanina!

NATAN

      Stójcie! Nie znajdziecie

Jej w domu, jest u Sitty, u sułtana

Siostry...

TEMPLARIUSZ

      Dlaczego? Odkąd?

NATAN

      Jeśli chcecie.

Zastać tam z nią jej brata, chodźcie ze mną...

TEMPLARIUSZ

Brata czyjego? Sitty czy też Rechy?

NATAN

Ich obu może!... Chodźcie, chodźcie, proszę!

Wychodzi, wyprowadzając go.

Zmiana. Harem Sitty.

SCENA VI

Sittah, Recha.

SITTAH

w dalszym ciągu rozmowy

Jakże się cieszę tobą, dziewczę lube! ...

Lecz tak spłoszona nie bądź, tak trwożliwa!...

Rozpogódź czoło, bądź rozmowną, ufną...

RECHA

Księżniczko!

SITTAH

      Nie! Nie! Nie zwij mnie księżniczką!

Nazwij mnie Sittą, przyjaciółką, siostrą,

Mateczką twoją. Mogłabym, jak sądzę,

Być nią!... Tak młoda jesteś, tak rozsądna,

Ile ty rzeczy umiesz! Coś ty pewno

Już przeczytała!...

RECHA

      Ja?... Żartujesz, Sitto,

Z swej młodej siostry... Ja zaledwie umiem

Czytać!...

SITTAH

      Zaledwie umiesz! O! Kłamczyni!

RECHA

Cokolwiek pismo ojca mego... Ale

Myślałam, że o książkach mówisz...

SITTAH

      Tak jest,

O książkach.

RECHA

      Książki trudno mi jest czytać.

SITTAH

Doprawdy?

RECHA

      Tak jest. Ojciec mój nie lubi

Mądrości z książek zaczerpniętej, która

Martwymi znaki zbyt się słabo wpaja

W umysł.

SITTAH

      Co mówisz?... Ha! Ma słuszność może,

Lecz wiadomości twe...

RECHA

      Te zaczerpnęłam

Z ust jego własnych, i przy każdej prawie

Mogę wymienić, z jakich przyczyn, kiedy,

Gdzie, w jaki sposób on mi jej udzielił.

SITTAH

W ten sposób wiedza łatwo się udziela,

A nauczyciel uczy duszą całą.

RECHA

Pewno i Sittah nie czytała dużo,

Lub wcale?

SITTAH

      Jak to?... Wprawdzie się nie chlubię,

Że nie tak było, ale powiedz, czemu

Tak sądzisz?...

RECHA

      Jesteś taka szczera, taka

Otwarta, taka naturalna...

SITTAH

      Cóż stąd?...

RECHA

Ojciec powiada, że takimi rzadko

Nas zostawiają książki... tak powiada

Ojciec.

SITTAH

      Och! Ten twój ojciec, jakiż to jest

Człowiek!

RECHA

      Nieprawdaż? ...

SITTAH

      Jak on zawsze bliskim

Jest prawdy!

RECHA

      Prawda?... I takiego ojca...

SITTAH

Co ci jest, Recho droga?

RECHA

      I takiego

Ojca...

SITTAH

      O Boże! Płaczesz!

RECHA

      I takiego

Ojca... Ach! Muszę to powiedzieć! Muszę!...

Serce me pragnie wylać boleść swoją...

Zalana łzami pada do nóg Sitty.

SITTAH

Co ci jest, Recho?

RECHA

      I takiego ojca

Ja mam... mam... stracić!...

SITTAH

      Ty? Masz stracić ojca?...

Jak to?... Spokojną bądź!... Nie, nigdy!... Powstań...

RECHA

Och! Ty daremnie moją przyjaciółką

I moją siostrą być nie chciałaś!...

SITTAH

      Jestem,

Jestem twą siostrą, przyjaciółką, ale

Powstań, bo zwołam ludzi!

RECHA

odzyskuje moc nad sobą i wstaje

      Przebacz! Przebacz!

W boleści mojej zapomniałam o tym,

Kim jesteś... Wobec Sitty nie przystoją

Jęki i rozpacz!... Zimny tylko rozum,

Spokojny, może zrobić wszystko! Czyjej

On sprawy broni, ten zwycięża...

SITTAH

      Cóż więc?

RECHA

Nie! Przyjaciółko moja, moja siostro,

Ty nie pozwalaj na to, nie pozwalaj,

By mi innego narzucano ojca!

SITTAH

Ojca innego ci narzucić? Tobie?

Któż by mógł? Któż by pragnął tego, dziecię?

RECHA

Kto?... moja dobra... niepoczciwa Daja...

I chce... i może... Tak... ale ty nie znasz

Tej niepoczciwej... dobrej Dai... Boże!

Przebacz jej! Ty ją nagródź za to!... Tyle

Dobrego, tyle złego mi zrobiła!

SITTAH

Tyle zrobiła złego? O! To pewnie

Dobrego w niej niewiele...

RECHA

      Wiele, bardzo

Wiele!...

SITTAH

      Któż ona jest?

RECHA

      Chrześcianka, która

W dzieciństwie moim mnie pielęgnowała,

Pielęgnowała tak troskliwie!... Nie chcesz

Mi wierzyć?... Dzięki jej, nie czułam braku

Matki. Nagrodzić racz ją za to, Boże!...

Lecz tak straszyła mnie, tak mnie męczyła!...

SITTAH

Jak? Czym?

RECHA

      Ach! Biedna Daja!... już mówiłam,

Że jest chrześcianką, więc z miłości musi

Dręczyć... należy do tych marzycieli,

Którym się zdaje, że poznali jednę,

Jedyną drogę, co do Boga wiedzie.

SITTAH

Teraz pojmuję!...

RECHA

      I dlatego sądzą,

Że obowiązkiem ich każdego zwracać

Na ową drogę. Jest to naturalne,

Bo jeśli wierzą, że to jest jedyna,

Prawdziwa droga, jakże pozostawiać

Mogą na innej swych przyjaciół, którzy

Dążą do zguby i do potępienia?...

Chyba musieliby tych samych ludzi

Kochać, a razem nienawidzić. Toteż

Nie o to się dziś skarżyć na nią głośno

Jestem zmuszona... Łkania jej, przestrogi,

Groźby, modlitwy, chętnie bym znosiła

I nadal jeszcze, bo gdym ich słuchała,

Dobre się myśli po mej głowie snuły...

I komuż wreszcie by to nie schlebiało,

Że dla istoty innej jest tak drogim,

Iż ta istota drży z obawy, aby

W wieczności odeń nie być odłączoną.

SITTAH

To prawda...

RECHA

      Ale... tego już za wiele,

Tego odeprzeć niczym już nie mogę,

Ani słowami, ani cierpliwością.

SITTAH

Co? Czego?...

RECHA

      Tego, co mi, jak powiada,

Teraz dopiero wyjawiła.

SITTAH

      Teraz?...

RECHA

Tak, właśnie teraz, kiedyśmy z nią tutaj...

Koło opuszczonej przechodziły

Świątyni chrześcian. Ona nagle staje,

Zdaje się walczyć z sobą, wilgotnymi

Oczyma patrzy w niebo, to znów na mnie...

Chodź — mówi wreszcie — tędy, przez ten kościół

Pójdziemy prosto... Idę, z dreszczem patrzę

Na rozpadnięte ściany... Ona staje...

Widzę, że jestem na zwalonych stopniach

Ołtarza, który mchem już porósł. Co się

Działo tam ze mną, kiedy ona nagle,

Łzy rzewne lejąc, załamując ręce,

Do stóp mych padła...

SITTAH

      Biedne dziecię!

RECHA

      Kiedy

Na Boga, co tam tylu modłów słuchał,

I tyle cudów czynił, zaklinała

Mnie... ze współczuciem zaklinała, abym

Miała nad sobą litość, lub przynajmniej

Jej przebaczyła to, że jest zmuszoną

Odkryć przede mną, jakie prawa do mnie

Ma jej religia... Kościół...

SITTAH

do siebie

      Nieszczęśliwa! ...

Jam to przeczuła!

RECHA

      Żem ja z krwi chrześciańskiej...

Że jestem chrzczona... że nie jestem córką

Natana!... że on nie jest moim ojcem!...

O Boże! Boże!... on mym ojcem nie jest!...

Sitto! Ach! Sitto! Jam u nóg twych znowu...

SITTAH

Recho! Nie! Powstań! Mój brat! Powstań, Recho!...

SCENA VII

Też same, Saladyn.

SALADYN

Cóż to się stało, Sitto?

SITTAH

      Jest w rozpaczy,

O Boże!...

SALADYN

      Któż to?

SITTAH

      Przecież wiesz...

SALADYN

      To córka

Natana! Co jej?...

SITTAH

      Przyjdź do siebie, dziecię!

Sułtan!

RECHA

czołgając się na kolanach, ze spuszczoną głową, do stóp Saladyna

      Nie wstanę! Nie! Nie wstanę wprzódy!

Nie spojrzę wprzódy w to oblicze, które

Sprawiedliwości i dobroci bożej

Jest nam odblaskiem...

SITTAH

      Wstań!... wstań!...

RECHA

      Aż przyrzecze...

SALADYN

Wstań! Wstań, przyrzekam wszystko, co chcesz...

RECHA

      Że mi

Zostawią ojca mego, a mnie jemu!...

Nie wiem dotychczas, kto chce być mym ojcem,

I kto chcieć może... Nie chcę tego wiedzieć!...

Bo czyż krew tylko czyni ojcem?... Czyliż

Krew tylko?...

SALADYN

podnosząc ją

      Teraz zrozumiałem! Któż to

Był tak okrutny, że mógł tobie samej,

Mógł tobie samej mówić takie rzeczy?...

Czyż to sprawdzone?... dowiedzione?...

RECHA

      Tak się

Zdaje, bo Daja mówi, że od mamki

Mojej wie o tym.

SALADYN

      Od twej mamki?

RECHA

      Która

Konając, wyznać miała jej...

SALADYN

      Konając! ...

I bezprzytomna może!... Choćby wreszcie

Prawdą to było, to krew, krew jedynie

Nie czyni jeszcze ojcem... Co najwięcej

Zwierzęcia ojcem czyni, co najwięcej

Nadaje pierwsze prawo do nabycia

Tego imienia... Więc się nie bój, dziecię!...

Skoro dwóch ojców spiera się o ciebie,

Porzuć ich obu, weź trzeciego... mnie weź

Za swego ojca!

SITTAH

      Uczyń tak, ach! Uczyń!

SALADYN

Ja będę dobrym ojcem, bardzo dobrym...

Ale poczekaj! Mam myśl jeszcze lepszą!...

Co ci po ojcach?... Oni umierają!

Lepiej obejrzyj się za takim, kto by

Mógł żyć tak długo, jak ty... Czy takiego

Nie znasz?

SITTAH

      Rumienić się ją zmuszasz!

SALADYN

      Tego

Właśnie pragnąłem. Bo rumieniec nawet

Brzydką twarz piękną czyni, czyżby pięknej

Nie miał piękniejszą jeszcze zrobić?... Właśnie

Natana, ojca twego, czekam tutaj,

I kogoś jeszcze... Czy zgadujesz, kogo?...

Tutaj... wszak na to mi pozwolisz, Sitto?

SITTAH

Bracie!...

SALADYN

      Przed tamtym, lube dziewczę, pewno

Jeszcze się bardziej zarumienisz...

RECHA

      Przed kim?

SALADYN

Oh! Obłudnico!... No, no, zblednij, zblednij,

Jeśli potrafisz i chcesz.

Wchodzi niewolnica i zbliża się do Sitty.

      Czy to oni?

SITTAH

Dobrze, niech przyjdą. Tak, to oni, bracie.

SCENA VIII

Ciż sami, Natan, Templariusz.

SALADYN

Ach! Moi drodzy przyjaciele! Tobie

Tobie, Natanie, muszę przede wszystkim

Powiedzieć, że już kiedy tylko zechcesz,

Możesz odebrać, coś mi dał...

NATAN

      Sułtanie!

SALADYN

Ja teraz nawet mógłbym ci sam służyć...

NATAN

Sułtanie!...

SALADYN

      Przyszła karawana. Jestem

Taki bogaty, jak nie byłem dawno.

Powiedz mi, może ci potrzeba złota

Na jakie wielkie przedsięwzięcie? Wiem ja,

Że i wy kupcy czasem nie miewacie

Gotówki nazbyt wiele.

NATAN

      I dlaczegóż

Otej drobnostce mówisz najprzód? Mam tu

Oko złzawione, które mi jest pilno

Osuszyć!

Zbliża się do Rechy.

      Recho! Tyś płakała!... Co ci?

Przecieżeś jeszcze moją córką!

RECHA

      Ojcze!...

Mój ojcze!...

NATAN

      Dosyć!... Wzajem pojmujemy

Siebie. Wesołą bądź, spokojną!... Jeśli

Twe serce twoim jeszcze jest, jeżeli

Nic mu innego nie zagraża, ojciec

Twój jeszcze twym jest ojcem.

RECHA

      Nikt! Nikt inny!...

TEMPLARIUSZ

Nikt inny! Zatem byłem w błędzie! Czego

Nie obawiamy się utracić, tego

Nie posiadaliśmy i nie pragniemy!...

Dobrze! Tak! Dobrze!... To rzecz całą zmienia,

Natanie, to rzecz zmienia!... Saladynie!

Przybyliśmy na twe wezwanie, ale

W błąd wprowadziłem cię. Już nie potrzeba,

Żebyś się trudził.

SALADYN

      Jak porywczo znowu

Działasz, młodzieńcze! Czyliż ma ci wszystko

Iść w ręce samo? Chęci twe zgadywać?

TEMPLARIUSZ

Widziałeś przecież sam, sułtanie, przecież

Słyszałeś!...

SALADYN

      Tak jest. Ale to niedobrze,

Żeś tak niepewny był swej sprawy.

TEMPLARIUSZ

      Teraz

Jestem jej pewny!

SALADYN

      Kto zbyteczne prawa

Rości z powodu najlepszego czynu,

Ten czyn ów cofa... To, coś wyratował,

Nie jest własnością twoją, bo inaczej

Zbójca, którego chciwość w płomień rzuca,

Byłby podobnym tobie bohaterem.

Zbliża się do Rechy.

Chodź, moje dziecię, chodź!... Nie bądź zbyt srogą!...

Gdyby on mniej był dumnym, zapalonym,

Byłby cię pewno nie ratował... Niechże

Jedno za drugie mu się liczy... Chodź więc,

Zawstydź go! Uczyń to, co należało

Uczynić jemu... Wyznaj mu swą miłość,

Oddaj się jemu, a jeżeli tobą

Pogardzi, albo jeśli kiedykolwiek

Zapomni o tym, że już przez to samo

Więcej dla niego czynisz, niż on zrobił

Dla ciebie... Bo cóż zrobił on dla ciebie?...

Trochę okopcił się?... i cóż to znaczy?...

Jeśli zapomni o tym, to w nim nie ma

Duszy Assada... Jego tylko maskęMa, a nie serce! Chodź więc!

SITTAH

      Idź, idź, dziecię!

Dla twej wdzięczności i to poświęcenie

Niczym się wyda!

NATAN

      Wstrzymaj się, sułtanie!...

Wstrzymaj się, Sitto!...

SALADYN

      Czemuż?

NATAN

      Ktoś tu jeszcze

Ma prawo mówić!

SALADYN

      Któż zaprzecza temu?...

Tak... przybranemu ojcu służy prawo

Mówić, najpierwsze nawet, jeśli zechcesz...

Słyszysz?... o wszystkim wiem już!

NATAN

      Nie o wszystkim! ...

Ja nie o sobie mówię. Jest kto inny,

Wcale kto inny. Temu, Saladynie,

Głos przede wszystkim udziel.

SALADYN

      Któż to?

NATAN

      Brat jej!

SALADYN

Brat Rechy?

NATAN

      Tak jest!

RECHA

      Brat mój? Więc mam brata?...

TEMPLARIUSZ

budząc się z zadumy

Gdzie? Gdzie on? Gdzie ten brat? Więc jeszcze nie tu?

Mieliśmy go tu zastać!...

NATAN

      Cierpliwości!

TEMPLARIUSZ

z największą goryczą

Potrafił ojca jej narzucić!... Miałby

Brata nie znaleźć?...

SALADYN

      Znowu cios chybiony!...

Chrześcijaninie! Takie podejrzenie

Nędzne, Assada ust by nie splamiło!...

Dobrze! Bądź takim dalej! ...

NATAN

      Przebacz mu to,

Sułtanie! Ja mu chętnie to przebaczam...

Któż wie, jak w miejscu jego, w jego wieku

Postępowalibyśmy? ...

zbliżając się do niego, przyjaźnie

      Naturalna

To rzecz, rycerzu... gdybyście mi byli

Od razu chcieli wyznać swe prawdziwe

Nazwisko...

TEMPLARIUSZ

      Jak to?...

NATAN

      Nie jesteście Stauffen.

TEMPLARIUSZ

Któż zatem jestem?

NATAN

      Nie jesteście Kurdem

Von Stauffen.

TEMPLARIUSZ

      Kimże jestem?

NATAN

      Imię wasze

Leon von Filneck.

TEMPLARIUSZ

      Jak to?...

NATAN

      Was to dziwi?...

TEMPLARIUSZ

Zapewne! Któż tak twierdzi?...

NATAN

      Ja tak twierdzę,

I wiele jeszcze rzeczy twierdzić mogę,

Choć nie oskarżam was o kłamstwo...

TEMPLARIUSZ

      Jak to?

NATAN

Być może także, że i tamto imię

Nosicie prawnie...

TEMPLARIUSZ

      Tak i mnie się zdaje...

na stronie

To Bóg mu natchnął te wyrazy.

NATAN

      Wasza

Matka z Stauffenów pochodziła rodu.

Jej brat, a wuj wasz, który was wychował,

I u którego was pozostawili

Wasi rodzice w Niemczech, gdy ich ostry

Klimat wypędził stamtąd, ten w istocie

Zwał się von Stauffen, ten miał Kurd na imię,

I jako syna mógł was adoptować...

Czyście od dawna z nim się rozłączyli?

Czy żyje jeszcze?

TEMPLARIUSZ

      Cóż wam powiem na to?

Natanie! Prawda, co mówicie! Tak jest!

Lecz on nie żyje. Ja przybyłem tutaj

Wraz z ostatnimi posiłkami, które

Nasz zakon ściągnął z Europy... Ale

Jakiż to związek mieć by mogło z bratem

Rechy?...

NATAN

      Wasz ojciec...

TEMPLARIUSZ

      Jak to? Więc i jego

Znaliście?...

NATAN

      Był on moim przyjacielem.

TEMPLARIUSZ

Był przyjacielem waszym? Czy podobna,

Natanie?...

NATAN

      Zwał się Wolf von Filneck, Niemcem

Jednakże nie był.

TEMPLARIUSZ

      Więc i o tym wiecie?

NATAN

Tylko żonaty z Niemką, matką waszą,

Krótki czas tylko w Niemczech z nią przebywał...

Następnie...

TEMPLARIUSZ

      Ani słowa więcej? Błagam

Was o to!... Ale mówcież, gdzież ten

Brat Rechy?...

NATAN

      Bratem Rechy wy jesteście!

TEMPLARIUSZ

Ja?...

RECHA

      On mym bratem?...

SITTAH

      To rodzeństwo?

SALADYN

      Oni

Rodzeństwo?...

RECHA

zbliżając się do Templariusza

      Ah! mój bracie!...

TEMPLARIUSZ

cofając się

      Ja jej bratem!

RECHA

wstrzymując się i zwracając do Natana

To być nie może! Nie! Bo jego serce

Nic o tym nie wie!... Boże! My jesteśmy

Oszuści!...

SALADYN

do Templariusza

      Jak to? To oszuści?... Czyliż

Możesz tak myśleć?... Ty tak myślisz?... Chyba

Tyś sam oszustem, bo jest kłamstwem w tobie

Wszystko: postawa, głos i twarz!... Nie uznać

Podobnej siostry! Idź!..

TEMPLARIUSZ

zbliżając się do niego z pokorą

      O! Źle nie tłumacz

Mego zdziwienia, Saladynie! W chwili

Takiej zapewne nigdy nie widziałeś

Swego Assada, a więc nie potępiaj

Mnie, ani jego!

śpiesząc do Natana

      Coście mi zabrali,

To oddajecie pełną dłonią!... Więcej

Dajecie nawet, niżeście mi wzięli!

Tak! Nieskończenie więcej!..

ściskając Rechę

      Siostro moja!

O siostro! Siostro moja! Recho!

NATAN

      Blanda

Von Filneck!...

TEMPLARIUSZ

      Blanda! Blanda! Więc nie Recka?

Nie wasza Recha? Więc ją odpychacie?...

Więc jej dajecie znów chrześciańskie imię?...

Czyż to z przyczyny mojej?... O Natanie!...

Czemuż ma za to cierpieć ona? Ona?...

NATAN

Co znów?... O dzieci moje! Moje dzieci!...

Czyż brat mej córki nie jest także moim

Synem... jeżeli chce...

SALADYN

pozostawiając ich we wzajemnych uściskach, zbliża się ze zdumieniem i niepokojem do Sitty

      Co powiesz, siostro?...

SITTAH

Jestem wzruszona!

SALADYN

      Mnie przejmuje drżeniem

Myśl, że doznamy większych jeszcze wzruszeń.

Przygotuj umysł do nich, jeśli możesz.

SITTAH

Jak to?

SALADYN

      Natanie! Jeszcze słowo! Słowo!

Przystępuje do Natana i rozmawia z nim po cichu; tymczasem Sittah zbliża się do rodzeństwa z oznakami współczucia

Słuchaj, Natanie, czyliż nie mówiłeś...

NATAN

Czego?

SALADYN

      Że ojciec Rechy nie był z rodu

Niemcem... Któż zatem był i skąd pochodził?

NATAN

Tej tajemnicy nigdy mi nie zwierzył,

Z ust jego nie wiem o tym...

SALADYN

      Ale nie był

Z Zachodu? Frankiem?

NATAN

      Z tym się nie ukrywał!

Najchętniej mówił mową perską.

SALADYN

      Perską?

Perską? I czegóż więcej jeszcze trzeba?...

To on!

NATAN

      Kto?

SALADYN

      Brat mój! Tak jest! On! Mój Assad

Z pewnością.

NATAN

      Skoro sam na domysł wpadasz,

To w tej książeczce znajdziesz potwierdzenie.

Oddaje mu książeczkę.

SALADYN

otwierając ją szybko

A! Jego pismo! Także je poznaję!...

NATAN

Nic jeszcze nie wiesz! Od twej woli tylko

Zawisło, czego chcesz się stąd dowiedzieć!

SALADYN

przejrzawszy książeczkę

Co? Ja bym nie chciał dzieci mego brata

Uznać za moją krew, za moje dzieci?

Ich bym nie uznał? Tobie je zostawił?

To one, Sitto, tak, to one! One!

Tak! To są moje... mego brata dzieci!

Rzuca się w ich objęcia.

SITTAH

podobnież

Co słyszę?... Ale mogłoż być inaczej?

SALADYN

do Templariusza

Teraz, uparty chłopcze, musisz, musisz

Mnie kochać!

do Rechy

      Chcesz, czy nie chcesz, czym być chciałem,

Jestem dla ciebie...

SITTAH

      Tak! I ja, me dzieci!

SALADYN

do Templariusza

Synu! Mój synu! Mój Assadzie! Synu

Mego Assada!

TEMPLARIUSZ

      Ja z twej krwi pochodzę!

A więc te bajki, które mi prawiono

W dzieciństwie moim, nie snem tylko były!

Pada mu do nóg.

SALADYN

podnosząc go

Patrzcie! Niedobry! Więc coś słyszał o tym,

I swym mordercą chciał mnie zrobić! Czekaj!

Ściskają się w milczeniu. Zasłona spada.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.