drukowana A5
16.92
Na Wzgórzu Śmierci

Bezpłatny fragment - Na Wzgórzu Śmierci


Objętość:
59 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0338-1

Wzgórze Śmierci. Noc księżycowa, później świt i dzień i znowu noc.

DUSZA WYGNANA Z RAJU

Świat cały drzemie —

Świat cały śpi...

Olbrzymie cienie kładą się na ziemię,

Nad którą księżyc świeci nieruchomy,

Jakby umarły...

Niebios ogromy

Ciężko się sparły

Na sennych, mrocznych pochyłościach globu.

O jakże smutno mi!

O jak mi tęskno, samotno i smutno!

Lucyferze! Lucyferze!

Drogi kochanku mój!

Z tobą wieczyste zawarłam przymierze —

Czy mnie opuszczasz?Na to sine płótno

Mojego lica rozlej barwy świeże —

Tchów ciepłych zdrój!

Luby wybrańcze mój,

Czemu nie spieszysz do swojej wybranej,

Do swojej duszy?...

Cicho... to nie ty! O kamienne łany

Uderza echo ludzkich stóp...

Kto śmie przychodzić na ten życia grób?

Kto ze śmiertelnych waży się w tej głuszy

Szeleścić włosem, rozwianym u czoła,

Trupiego wzgórza nieskłóconą ciszę

Zakłócać swoim oddechem?

Fałdami płaszcza rozbudzać dokoła

Zamęt w powietrzu, jakiego nie słyszę

Nigdy w tym miejscu?.. Ja się boję ludzi,

Bo ile razy kto z poddanych śmierci

Zajdzie mi drogę, przeklina wnet chwilę,

W której spełniony był grzech pierworodny

W Raju straconym...

SZYMON Z KYRENY

      Jesteśmy na wzgórzu —

Tu krzyż ten stanie.

ALETHEJ

      Me wnętrze się łudzi,

Że chociaż gotów już haniebny wyrok,

Krwią Niewinnego ludzkość się nie splami.

SZYMON Z KYRENY

Ty, przyjacielu, jeśli jeszcze wierzysz,

Wątpiąc o wszystkim, wierzysz, że nad wszystkim

Jest przeznaczenie, któremu podlegał

Nawet twój Jowisz... Dla mnie, żydowina,

Inne pisano prawo, ale to ci mówię,

Że życie Jego upadło już z włoska.

Rano spoglądać będą nasze oczy,

Jeśli przed świtem nie zgasną z boleści,

Jak na to wzgórze motłoch Go przywiedzie —

I ten obdarty i ten co w szkarłatach:

Tak stać się musi... Przyczyna tej śmierci

Nie w dni dzisiejszych strasznym leży łonie...

Wyrokowano o niej przy pogrzebie

Ludzkiego szczęścia, przed wiekami, w Raju,

Gdy za poszeptem węża--kusiciela

Niewinna nagość, z drzewa świadomości

Zerwawszy owoc, zmieniła się w ciało,

Piękne, nęcące marmurami kształtów,

Świeżością barwy i wonią, co zmysły

Nasze tumani, ale w którym mieszka

Grzech...

GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

      Lucyferze!

ALETHEJ

      Słyszysz? coś tu woła.

SZYMON Z KYRENY

Nie! to złudzenie... Do rana daleko...

Śpi jeszcze wokół cały świat, śpi jeszcze...

W sam czas się zbudzi, aby — spełnić zbrodnię.

Zresztą, zbyt od nas odległy ten motłoch,

Ażeby jego warczenie dotarło

Do tej wyżyny...

ALETHEJ

Przysiągłbym, drogi, że o moje ucho

Jak gdyby dziwny jakiś szept uderzył,

Który me kości przebiegł dreszczem... Nieraz

Wstrząsa tak nami szelest zeschłych liści,

Opadających w jesieni...

SZYMON Z KYRENY

      To złuda.

Ogród oliwny daleko za nami...

Naokół cisza, jak przed wielką burzą;

Wiatr o konary nie trąca...

Bywa, gad jakiś w trawie się poruszy,

Lub ptak się spłoszy w krzewinie i wówczas

Człek zamyślony gotów się przerazić...

Lecz na tym wzgórzu martwe tylko głazy,

Ni źdźbła zieleni; nawet mech najmniejszy

Skał tych nie upstrzył; żmija nie ma żeru,

A z trupich czaszek, które tu spotykasz,

Uszło już dawno robactwo, wyssawszy

Wszystkie z nich soki.

ALETHEJ

      Może...

SZYMON Z KYRENY

      Czybyś wątpił

O tym, co widzisz własnymi oczyma?

Tak! tak! szczególni z was ludzie!... Wątpieniem

Wypędziliście już bogów z Olimpu,

A na ich miejscu stawiacie — wątpienie.

ALETHEJ

Nie!... Do tej chwili czuję oddech głosu...

Jest tu ktoś trzeci między mną a tobą...

Znów...

GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

      Lucyferze! dlaczego śród ludzi

Zostawiasz duszę, gdzie jej tak samotno

I tak jej smutno...?!

SZYMON Z KYRENY

      Prawdziwie... W powietrzu,

Cichym, miesięczną dyszącym zadumą,

Niby jęk zadrgał... Widać, niezupełnie

Gwar ucichł w mieście... Widać, wrzask motłochu

Na sowich skrzydłach dolatuje nawet

Do szczytów Śmierci... U bram Jeruzalem

Porozkładały się tłumy, przybyłe

Na święto Paschy... Pewnie wielbłądnicy

Strzegą swych zwierząt, by się nie rozbiegły...

A może miasto już przed świtem wstaje,

By się nie spóźnić w drogę na to wzgórze.

Tak... tak! ciekawość chodzi po zaułkach

I niecierpliwość, dwie siostry rodzone,

Dla których noc ta w tysiąc lat się zmienia —

Tak się nie mogą doczekać poranku:

Ofiar grzechu, ciężki na Golgotę

Krzyż dźwigająca, to dla nich igrzysko

Nad igrzyskami...

ALETHEJ

      Nędzny świat! Zaiste!

Dla filozofa, co by go chciał zbawić,

A, mając oko jaśniejsze od innych,

Spoglądać musi, jak się coraz bardziej

Wszystko rozpada pod grzybem podłości,

Najlepiej ciemię przyozdobić w róże,

Wychylić miarę cypryjskiego wina,

Objąć rękami obnażone uda

Ciepłej Laidy i potem w rozkosznym

Zapamiętaniu rozciąć sobie żyły.

SZYMON Z KYRENY

Mądrość rozpaczy... Oto jakim jesteś —

Jakimi wszyscy jesteśmy, co w sercu

Mamy uczciwość, a nie mamy woli,

By tę uczciwość ubrać w stal i śmiało

Na bój wyruszyć... Ale ja ci mówię,

Że czas nadchodzi wielkich zmian. Nie będzie

Muzyką linii krągła KallipygosPrzygłuszać mocy w szlachetnym człowieku,

Że zamiast walić żelaznym taranem

W przybytek grzechu, którego jest świadom

I który chciałby uprzątnąć ze świata,

Rzuca się w jego objęcia, pijany,

I czołem bijąc swej własnej słabości,

Ginie, choć prawo miał zostać zwycięzcą.

Wiesz, Aletheju: Któryś z waszych mędrców

Uczył, że wszystko jest z ognia... Nie umiem

Tego--ć wyłożyć, ale jedno widzę:

Że z ognistego krzaka znów przemawia

Bóg do nas, ludzi, i że od płomieni

Głosu bożego cały świat się pali,

Ażeby miejsca ustąpić lepszemu...

Stanąłem dzisiaj, zmieszawszy się z tłumem,

Na szarych stopniach, wiodących do kaźni

Synedrjonu... Przed bramą ciemnicy

Usadowili na błazeńskim krześle

Jednego z nędznych i marnych, o którym

Nigdy by ludzki nie przypuścił rozum,

Że stać się może groźnym królów tronom,

Że może ręką, słabą, bladą ręką,

Tjary strącać z głów arcykapłanów,

Że na puch zetrze metal cielców złotych

I tak na cztery rozwieje go wiatry

Swym tchem, iż wszystek ślad od razu zginie

Kształtu i treści tych bożyszcz.. Posłuchaj:

Pluli Mu w oczy, żelazną prawicą

Żołdak Mu ciężkie wymierzał policzki,

A na ciemiona stalowymi pręty

Tak z cierni zwity wtłaczali djadem,

Że Mu po twarzy krew strugami ciekła,

Na pierś spadając wklęsłą i na chwiejne,

Żałość budzące kolana i stopy.

Okryty błotem, krwią i plwocinami,

Siedział ten biedny syn cieśli, pokorny,

Prawie bezkształtny dla oka, jak kupa

Gliny, na której zaledwie zostały

Roztarte znaki rzeźbiarskiego palca.

A jednak czułem — może z przywidzenia

Udręczonego niepewnością mózgu,

Co będzie z światem i co będzie z nami,

Jeśli to wszystko, co z śmiechem szyderczym —

Czelnie istocie człowieczeństwa przeczy,

Bezmiernym pływać będzie lewiatanem

Po niezmierzonym oceanie życia

Na hańbę niebios i ziemi: być może —,

Lecz obojętnym jest to mnie i tobie,

Skąd i dlaczego? — dosyć ci, że czułem,

Iż w tym Człowieku jest nie łotr, lecz zbawca

Iż On tym krzakiem ognistym, iż płomień,

Który Zeń idzie, towarzysząc głosom

Bożej wszechmocy, wypełnia ogromy

I przez stulecia sięga swym językiem...

Czułem, że prawdą były Jego słowa

O rozwalonej świątyni i przezeń

Pobudowanej na nowo... Posłuchaj:

Czułem, że motłoch, który Mu urągałNie dziś, to jutro, nie jutro, to kiedyś

Upadnie przed Nim, tak, jak ja o mało

Że nie upadłem w obliczu siepaczy

Kaifaszowych przed uroczną mocą,

Co spod przymkniętej biła mu powieki.

Czułem, iż On to usunie ten przedział

Co w dłoń Kaina wcisnął miecz na Abla,

Że On do Raju otworzy znów drogę

Wypędzonemu Adamowi... Czułem,

Że przepowiednią On jest i pragnieniem,

Nieugaszonym żarem i tęsknotą

I snem i jawą ludzkiego dążenia,

Co nieustannie, z wiedzą i bezwiednie,

Zwraca swe oczy ku skrytym, zawartym,

Przez Cherubina żarliwie strzeżonym

Utraconego polanom Ogrodu...

Umrze, bo — musi!.. Śmierć zwycięzcą śmierci.

Nad Adamową wzniesie się mogiłą

Krzyż, znamię hańby, co się w chwałę zmienia,

Krzyż, znamię śmierci, co się zmienia w życie...

W tym miejscu grób jest pierwszego człowieka,

Grób, który odtąd przestaje być grobem...

ALETHEJ

Bracie Szymonie! podaj dłoń! spójrz w oczy

Swemu druhowi i powiedz: tyś moim,

Jak ja ci powiem, żem jest twój... Miodowy

Słów twoich posmak. Nie ma tej harmonii

Ani w przegięciach boskiego Apolla,

Gdy z łukiem czyha napiętym, ni w białych,

W twardym, a jednak przemiękkym marmurze

Wykutych kształtach naszej Kallipygi.

Zmarły już bóstwa na naszym Olimpie,

Brzegi Peneju już się dziś nie roją

Zróżowionymi postaciami najad,

W lasach Diana nie wyprawia harców,

Zostały tylko rzeźbione kamienie,

Które do Rzymu uwozi zwycięski

Złodziej i zbójca... Tak! Prawda! Wątpieniem

Postrącaliśmy swoich dawnych bogów,

By na ich miejsce postawić — wątpienie.

Ono dziś berłem potrząsa nad światem,

A takie jego dzisiaj królowanie,

Że świat ten z karbów już wyszedł: nie wiedzieć,

Jak i którędy i dokąd? Ślepota

Cel zasłoniła przed oczami ludzi,

Chromość im weszła w kolana i stopy,

Że kroku naprzód ustąpić nie mogą.

Nawet błagalnych rąk już nie podniosą,

Bo ich ramiona dotknęła bezwładność...

A zresztą — po co i do kogo? W górze,

Jak i na dole głucha śmierć... Śmierć, mówisz,

Zwycięzcą śmierci? Nie rozumiem tego,

Bo mnie się zdaje, że tylko słoneczne

I pełne życie może iść ze skutkiem

W zapasy z śmiercią... Nie rozumiem także,

Choć i mnie gnało na szczyt tego wzgórza,

Skądże tak prosty, skąd tak zwykły człowiek

Miałby posiadać boską moc przemiany.

Prześladowanie oraz skon męczeński

Czar wywierają na dusze szlachetnych...

Chociaż przyznaję, że im bliższą chwila,

W której, jak łotra, przypną go do krzyża,

Tym coraz większy i mnie lęk ogarnia,

Jakbym miał skonać z nim razem... A może

I to jest złuda... Wątpienie tak moje

Przeżarło kości, że chyba już nigdzie

Nie znajdę kuli, o którą bym wsparty

Mógł przejść przez życie bez szwanku...

      Dziś wątpię,

Czy me współczucie i mój lęk są prawdą.

Dla człeka złem jest największym wątpienie.

SZYMON Z KYRENY

Wątpienie zniknie z ziemi...

GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

      Lucyferze!

ALETHEJ

Dziwnie... w tej chwili znów mnie strach ogarnął.

SZYMON Z KYRENY

Trąciłeś nogą jakąś czaszkę.

ALETHEJ

      Czaszkę?

Nigdym się nie bał kawała skorupy,

Zlepionej z gliny. Rażą mnie jedynie

Brzydota pustych jam ocznych i szczerby

W pożółkłej szczęce; wstrętem mnie napełnia

Zapach zgnilizny, która szwy rozsadza

Słabej pokrywy człowieczego mózgu...

W tym coś innego: doznaję uczucia,

Jakby w tej chwili przejmował mą duszę

Głęboki przestrach ginącego świata...

Powiedz mi, bracie: Co nas tu przywiodło?

SZYMON Z KYRENY

Nie wiem... W istocie, sam się teraz dziwię,

Po cośmy przyszli na ten szczyt... w tej porze...

Pełni byliśmy rozmowy o śmierci

Tego Człowieka i zanim się spostrzegł

Rozum, już nogi wyprzedziły szybkość

Zastanowienia... Jest prawda w twych słowach:

Prześladowanie oraz skon męczeński

Czar wywierają na dusze... Golgota

Niezrozumiałą ma potęgę... Krzyża

Nie ustawili jeszcze dla jednego,

A na jej wzgórzu już siada bezwiednie

I nieświadoma swej tragicznej siły

Smętna tęsknica innych dusz... Golgota

Jest, widzisz, grobem pierwszego człowieka

I będzie grobem ostatniego...

ALETHEJ

      Strasznym

Dla nas wątpienie... Ale nie straszniejszą--ż

Ta jedna pewność, jeśli — jest pewnością?..

Według twej wiary było na początku

Jedynie życie, lecz śmierci nie było.

Przyszła dopiero wówczas, kiedy w tamtym

Powstała żądza poznania, co dobre,

A zaś co złe jest... Miecz to sprawiedliwy,

Który swym ostrzem płomiennym wypędził

Z Raju to życie! —

GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

      Gdzieżeś, Lucyferze?

Cierpię! Gdzie jesteś? Jęków mych nie słyszysz?

Bezwładna jestem —

ALETHEJ

      Można przekląć chwilę

Tej świadomości! Przez nią dziś umiera

Niegodną śmiercią ów Człowiek. A słuchaj:

Gdyby to jeszcze można kosztem śmierci

Posiąść tę wielką, upragnioną pewność,

Że to, co dla nas dobrem się wydaje,

Jest nim naprawdę, a nie złem... Ohydnym

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.