drukowana A5
26.72
Miarka za miarkę

Bezpłatny fragment - Miarka za miarkę


Objętość:
148 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0982-6

OSOBY

Wincencjo — książę

Angelo — namiestnik w nieobecności Księcia

Eskalus — stary pan, kolega Angela w namiestnikostwie

Klaudio — młody szlachcic

Lucjo — dziwak

Dwóch innych podobnego charakteru szlachciców

Stróż więzienia

Tomasz — mnich

Piotr — mnich

Sędzia

Łokieć — głupowaty sługa policyjny

Pianka — głupowaty szlachcic

Pompej — służący Pani Przepieczonej

Abhorson — kat

Barnardyn — rozpustny więzień

Izabela — siostra Klaudia

Mariana — narzeczona Angela

Julia — kochanka Klaudia

Franciszka — zakonnica

Pani Przepieczona — rajfurka

Panowie, szlachta, straż, oficerowie, służba.

Scena w Wiedniu.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Pokój w pałacu Księcia.Wchodzą Książę, Eskalus, panowie, służba.

KSIĄŻĘ

Eskalus...

ESKALUS

Panie.

KSIĄŻĘ

Chcieć ci wykładać rządu tajemnice,

Byłoby tylko słowa marnotrawić,

Bo wiem, że twoja w rzeczach tych nauka

Prześciga wszystko, co mógłbym powiedzieć;

Jedno więc tylko teraz mi zostaje:

Przyrzucić władzę do twojej zasługi,

Wolne ci pole działania zostawić.

Nie znam prawnika dosyć ćwiczonego

Samotną pracą i długą praktyką,

Co by cię przeszedł znajomością ludzi

I ustaw naszych, i prawnych terminów.

Papier ten nasze zawiera zlecenia,

A pragnę, żebyś wiernie się ich trzymał.

Niechaj Angelo stawi się przed nami.Wychodzi sługa.Jak sądzisz, naszą zastąpi osobę?

Trzeba ci wiedzieć, że go wybieramy

Naszym zastępcą na czas oddalenia.

Naszym postrachem i łaską odziany,

Wszystkie przybory władzy naszej weźmie.

Co o tym myślisz?

ESKALUS

      Jeśli mąż jest w Wiedniu

Godny tej łaski i takich honorów,

Mężem tym jeden Angelo.

Wchodzi Angelo.

KSIĄŻĘ

      Przychodzi.

ANGELO

Zawsze książęcym rozkazom posłuszny,

Przybiegam, panie, po twoje zlecenia.

KSIĄŻĘ

Słuchaj, Angelo, życie twoje całe

Głośnym jest świadkiem duszy twej przymiotów,

Lecz sam nie jesteś swych cnót właścicielem,

Nie masz więc prawa w cieniu ich marnować!

Co my z pochodnią, niebo robi z nami;

Jak dla niej samej nie palim pochodni,

Tak cnoty nasze, gdyby na jaw nie szły,

Śpią w naszej duszy, jak gdyby nie były.

Duch nasz odbiera piękne dary nieba,

Tylko ażeby piękności był twórcą;

Natura bowiem nigdy nie pożycza,

Choćby skrupułu swej doskonałości,

Żeby zarazem, gospodarna pani,

Od swych dłużników, jak chciwy wierzyciel,

Nie wymagała dzięków i procentów.

Lecz na co długie mowy do człowieka,

Co zna tak dobrze wielkość mych poruczeń?

Przyjm więc, Angelo, w mej nieobecności

Władzę mą całą; śmierć i przebaczenie

W twym będą sercu i na twym języku.

Stary Eskalus, choć pierwszy wybrany,

Twym jest podwładnym. To twa nominacja.

ANGELO

Racz, panie, metal mój wprzód wypróbować,

Nim tak szlachetny, wielki wizerunek

Na nim wyciśniesz.

KSIĄŻĘ

      Nie szukaj wybiegów;

Nasz wybór długich skutkiem jest rozmysłów,

Przyjmij więc honor, który ci dajemy.

Odjazd nasz śpieszny nie daje nam czasu

O ważnych z tobą rozmówić się sprawach;

Lecz gdy pozwolą czas i interesa,

Damy ci listem wiadomość o sobie,

Jak wy listownie wszystko opowiecie,

Co się tu dzieje. Teraz bądźcie zdrowi!

A mam nadzieję, że wiernie i pilnie

Będziecie pełnić powierzoną władzę.

ANGELO

Pozwól nam, panie, byśmy cię część drogi

Odprowadzili.

KSIĄŻĘ

      Pośpiech nie dozwala.

Zresztą, na honor, nie troszczcie się o nic;

Całą wam moją powierzyłem władzę,

Możecie prawo ostrzyć lub łagodzić,

Jak to myśl wasza za stosowne uzna.

Dajcie mi rękę. Odjeżdżam tajemnie;

Choć lud mój kocham, mam jakąś odrazę

Na próżne dawać mu się widowisko

Ni mi do smaku, chociaż w dobrej chęci,

Głośne oklaski i krzykliwe „wiwat”!

Liche mam zdanie o rozumie ludzi,

Co za takimi gonią się fraszkami.

Raz jeszcze jeden bywajcie mi zdrowi!

ANGELO

Niechaj Bóg waszym poszczęści zamiarom!

ESKALUS

I niech szczęśliwie do domu was wróci!

KSIĄŻĘ

Dzięki wam za to; bywajcie mi zdrowi!

Wychodzi.

ESKALUS

Pozwól mi, panie, szczerze z sobą mówić,

Albowiem wiele na tym mi zależy,

Bym poznał całą władzy mej rozciągłość.

Wiem, że mam władzę, lecz jaka jej siła,

Jaka natura, nie rozumiem jeszcze.

ANGELO

I ja nie więcej. Odejdźmy na stronę,

A cała nasza w sprawie tej wątpliwość

Skończy się wkrótce.

ESKALUS

      Jestem na rozkazy.

Wychodzą.

SCENA DRUGA

Ulica.Wchodzą Lucjo i dwaj szlachcice.

LUCJO

Jeśli książę z innymi książętami nie pogodzi się z królem węgierskim, to wszyscy książęta rzucą się na króla.

PIERWSZY SZLACHCIC

Niech nam da niebo swój pokój, ale nie pokój króla węgierskiego!

DRUGI SZLACHCIC

Amen.

LUCJO

Kończysz jak pobożny korsarz, który wypłynął na morze z dziesięcioma przykazaniami, ale wyskrobał jedno z tablicy.

DRUGI SZLACHCIC

Nie kradnij?

LUCJO

To właśnie przykazanie wyskrobał.

PIERWSZY SZLACHCIC

Bo to przykazanie nakazywało kapitanowi i jego ludziom wyrzecsię własnego rzemiosła; boć, żeby kraść, wypłynęli. Nie mamiędzy nami jednego żołnierza, który by odmawiając modlitwyprzed obiadem, smakował w prośbie, która błaga o pokój.

DRUGI SZLACHCIC

Nie słyszałem jednego żołnierza sarkającego na tę modlitwę.

LUCJO

Coś mi się wszystko zdaje, że nie byłeś tam nigdy, gdzie odmawiają modlitwy.

DRUGI SZLACHCIC

Nigdy? Przynajmniej tuzin razy.

PIERWSZY SZLACHCIC

A na jaką nutę śpiewanych?

LUCJO

Na jaką chcesz nutę i w jakim chcesz języku.

PIERWSZY SZLACHCIC

A ja bym jeszcze dodał: i w jakiej chcesz religii.

LUCJO

A czemu nie? Modlitwa jest modlitwą na przekór wszystkimdysputom; jak na przykład: z ciebie łotr wierutny mimo wszelkich cnót.

PIERWSZY SZLACHCIC

Przypuśćmy. Z jednej jesteśmy sztuki, jednymi wystrzyżeni nożycami.

LUCJO

Zgoda, toć krajka i aksamit jedną robią sztukę: ty jesteś krajką.

PIERWSZY SZLACHCIC

A ty aksamitem. To prawda, trzy razy postrzyżonym aksamitem.Ja też wolę być krajką angielskiego szaraczku niż jak ty strzyżonym na francuski aksamit. Czy się jasno wytłumaczyłem?

LUCJO

Bardzo jasno. Z mowy twej widzę, że nie bez kosztów przyszedłeś do takiej nauki. Twoje własne zeznanie uczy mnie, jakpić twoje zdrowie: zawsze pierwszy, a nigdy po tobie i nigdyz twojej szklanki.

PIERWSZY SZLACHCIC

Zdaje mi się, że sam sobie zaszkodziłem. Jak sądzisz?

DRUGI SZLACHCIC

Nie ma wątpliwości, a to czyś zdrów, czy robaczywy.

LUCJO

Patrzcie, patrzcie, zbliża się pani Uśmierznicka.

PIERWSZY SZLACHCIC

Pod jej dachem tyle kupiłem chorób, że mi wypadają...

DRUGI SZLACHCIC

Na ile?

LUCJO

Zgadnij.

DRUGI SZLACHCIC

Na trzy tysiące talarów rocznie.

PIERWSZY SZLACHCIC

I trochę więcej.

LUCJO

Francuską koronę w dodatku.

PIERWSZY SZLACHCIC

Tylko choroby we mnie widzisz, ale się mylisz, jam czerstwy jakrydz.

LUCJO

Nie przeczę; ale twoje: czerstwy, nie znaczy: zdrowy, ale wyschły. Kości twoje wyschły; bezbożność ucztowała na tobie.

Wchodzi Rajfurka.

PIERWSZY SZLACHCIC

Witamy! W którym dziś biodrze głębsza scyjatyka?

RAJFURKA

Dobrze, dobrze, tylko że nie pora teraz żartować; aresztowanotam i poprowadzono do więzienia człowieka, który wart takichjak wy wszyscy pięć tysięcy.

PIERWSZY SZLACHCIC

Kogo? Powiedz, proszę.

RAJFURKA

Kogoż, jeśli nie Klaudia, sinior Klaudia.

PIERWSZY SZLACHCIC

Klaudio w więzieniu? To być nie może!

RAJFURKA

A ja wiem, że to jest. Widziałam sama, jak go aresztowano, jakgo poprowadzono; ale co gorsza, za trzy dni utną mu głowę.

LUCJO

Mimo naszych żartów nie chciałbym, żeby go to spotkało. Czyjesteś tego pewna?

RAJFURKA

Zbyt tylko pewna; a za to jedynie, że pani Julii zrobił dziecko.

LUCJO

Zaczynam wierzyć, że to być może; dwie już godziny minęły, jakmiał przyjść do mnie, a on zawsze był słowny.

DRUGI SZLACHCIC

Prócz tego, zgadza się to, jak wiesz, z tym, cośmy przed chwiląmówili.

PIERWSZY SZLACHCIC

A przede wszystkim zgadza się to z ostatnią proklamacją.

LUCJO

Spieszmy wywiedzieć się o prawdzie.

Wychodzi Lucjo i szlachcic.

RAJFURKA

Tak więc trochę przez wojnę, trochę przez potnicę, trochę przezszubienicę, a trochę przez ubóstwo, dość, że straciłam całąklientelę.Wchodzi Pompej.A ty tu po co? Co za nowiny przynosisz?

POMPEJ

Prowadzą tam człowieka do więzienia.

RAJFURKA

Co on zrobił?

POMPEJ

Panią...

RAJFURKA

Ale jakie jego przewinienie?

POMPEJ

Łowił pstrągi nie w swej rzece.

RAJFURKA

Co? Czy jakiej pannie zrobił dziecko?

POMPEJ

Nie, ale z panny zrobił panią. Jak to, czy nie słyszałaś o proklamacji?

RAJFURKA

O jakiej proklamacji, człowieku?

POMPEJ

Że wszystkie domy na przedmieściach Wiednia będą zburzone?

RAJFURKA

A co zrobią z domami w samym mieście?

POMPEJ

Zostawią je na zasiew; a i one także ten sam los byłby spotkał,gdyby nie jeden mądry obywatel, który się wstawił za nimi.

RAJFURKA

Jak to, wszystkie nasze domy schadzek na przedmieściach mająbyć zburzone?

POMPEJ

Z ziemią zrównane.

RAJFURKA

A to mi zmiana w rzeczypospolitej! A ze mną co się stanie?

POMPEJ

Ba, ba, nie lękaj się niczego. Dobremu konsyliarzowi nie braknienigdy na klientach. Zmieniając mieszkanie, nie potrzebujeszzmieniać rzemiosła, a ja zawsze twoim będę pomocnikiem. Nietrać serca, zmiłują się nad tobą ludzie; ty, co prawie straciłaśoczy na publicznej służbie, znajdziesz u ludzi poważanie.

RAJFURKA

Co nam tu wypadnie robić, chłopcze mój, Tomaszu? Idźmy dodomu.

POMPEJ

Właśnie nadchodzi sinior Klaudio pod strażą dozorcy więzienia,a z tamtej strony zbliża się, widzę, pani Julia.

Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Klasztor.Wchodzą Stróż więzienia, Klaudio, Julia, straż, Lucjo,dwaj szlachcice.

KLAUDIO

Czemu po mieście wodzisz mnie jak dziwo?

Wedle rozkazu zamknij mnie w więzieniu.

STRÓŻ

Co robię, panie, nie robię w złej myśli,

Ale z wyraźnych poleceń Angela.

KLAUDIO

Tak więc półbożek Władza samowolnie

Żelazną ręką uciskać nas może,

Kogo chce, może łaskami osypać,

Bez miłosierdzia, kogo chce, katować,

Ale się zawsze zowie: Sprawiedliwość.

LUCJO

Jaki jest powód, mój Klaudio, twojego uwięzienia?

KLAUDIO

Zbytek wolności, mój Lucjo, wolności.

Jak przesycenie postu jest rodzicem,

Tak i swawola niewoli jest matką.

Jak szczur swą trutkę pożera łakomie,

Tak serce ludzkie, zguby swojej chciwe,

Truciznę własną pije — i umiera.

LUCJO

Gdybym był pewny, że pod kluczem tak będę mądrze rozprawiał,

posłałbym po którego z moich wierzycieli. Żeby jednak nie kłamać, wyznam, że przenoszę prawić duby na wolności niż moralizować w więzieniu. Jaki twój występek Klaudio?

KLAUDIO

Mówić o tym byłoby nowym występkiem.

LUCJO

Co? Mężobójstwo?

KLAUDIO

Nie.

LUCJO

Wszeteczeństwo?

KLAUDIO

Nazwij tak rzecz, jeśli ci się podoba.

STRÓŻ

W drogę, panie, czas nagli.

KLAUDIO

Jeszcze słowo, dobry przyjacielu. Lucjo, chciałbym ci powiedzieć

jedno słowo.

Bierze go na stronę.

LUCJO

Sto, jeśli ci się przydać na co mogę. Czy taki los czeka wszeteczeństwo?

KLAUDIO

Mnie taki spotkał. Do mej Julii łoża

Kontrakt zupełne nadawał mi prawo.

Wszak znasz ją; ona ślubną jest mi żoną;

Jeśli brak jeszcze pewnych formalności,

Te odłożyłem dlatego jedynie,

By wyrwać posag z szkatuły jej krewnych;

Przed nimi sprawę ukryliśmy całą,

Póki nam lepszych nie pokażą chęci.

Lecz los zawzięty na osobie Julii

Zbyt jasno nasze wypisał zamęście.

LUCJO

Czy zaszła w ciążę?

KLAUDIO

      Tak jest, na nieszczęście

Nowy namiestnik, czy to zaślepiony

Blaskiem potęgi uchwyconej świeżo,

Czy, naród cały biorąc za rumaka,

Chciał mu dać uczuć władzy swej ostrogę

W tej zaraz chwili, w której siodła dosiadł;

Czy miejsce samo tyranii jest gniazdem,

Czy też osoba, co na nim zasiadła,

Nie wiem, wiem tylko, że nowy namiestnik

Rozbudził wszystkie prawa zapleśniałe,

Które, jak zbroja rdzą czasu okryta,

Od tak już dawna wisiały na ścianie,

Że dziewiętnaście przeszło lat ubiegło,

Jak się ich żadna nie dotknęła ręka;

Aż nagle, żeby zrobić sobie imię,

Drzemiące prawo do mnie zastosował,

Tak tylko, żeby zrobić sobie imię.

LUCJO

Nie wątpię o tym. Twoja głowa tak słabo teraz na twoim karku

się trzyma, że zakochana mleczarka strąciłaby ją westchnieniem.

Wyślij za księciem; załóż do niego apelację.

KLAUDIO

Chciałem, lecz księcia niepodobna znaleźć.

Proszę cię, Lucjo, zrób mi jedną łaskę;

Dziś siostra moja wchodzi do klasztoru,

Aby rozpocząć próby nowicjatu;

Śpiesz do niej, opisz me niebezpieczeństwo,

Proś w mym imieniu, niechaj mi wyszuka

Przy namiestniku surowym obrońców,

Błagaj, niech sama do niego pośpieszy;

Niemało liczę na jej pośrednictwo,

Bo jest w młodości milcząca wymowa

Na serca mężów silnie działająca,

A przy tym sztukę posiada szczęśliwą,

Że kiedy zechce, budzi przekonanie

Rozumnym słowem w słuchaczów swych myśli.

LUCJO

Daj Boże, aby się jej to udało tak dla pociechy podobnych tobie,którzy inaczej pod surowym staliby prawem, jak dla uratowaniatwojego życia, które bym widział z żalem tak głupio przegranew jednej partii mariasza.

KLAUDIO

Dziękuję ci, dobry przyjacielu Lucjo.

LUCJO

Nim dwie godzin upłynie.

KLAUDIO

Stróżu, idźmy teraz.

Wychodzą.

SCENA CZWARTA

Klasztor.Wchodzi Książę i Mnich Tomasz.

KSIĄŻĘ

Nie, święty ojcze, myśl odrzuć podobną;

Nie chciej przypuszczać, że miłości strzała

Może dosięgnąć zbrojne męża serce.

Jeżeli żądam u ciebie schronienia,

To w poważniejszych, dojrzalszych zamiarach

Niż płoche cele gorącej młodości.

MNICH

Wolnoż mi pytać o te tajemnice?

KSIĄŻĘ

Nikt lepiej nie wie jak ty, święty ojcze,

Żem zawsze lubił życie na ustroniu,

Że zawsze w niskiej były u mnie cenie

Huczne zebrania, gdzie szalona młodzież

Z dziecinną pychą marnowała skarby.

Mąż niezachwiany, surowy i czysty,

Angelo, w Wiedniu władzę moją dzierży;

On i lud cały są dziś przekonani,

Że wyruszyłem tajemnie do Polski,

Bo sam z umysłu wieść tę rozpuściłem.

Chcesz teraz wiedzieć dla jakich powodów?

MNICH

Chętnie, mój książę.

KSIĄŻĘ

      Są u nas ustawy,

Są u nas prawa ostre i surowe

(Brykliwym koniom potrzebne wędzidło),

Których czternaście lat nie rozbudziłem,

Jak lew w jaskini, starością przykuty,

Co przestał szukać pastwy pośród kniei.

Lecz kiedy ojciec w zbytku pobłażania

Związane rózgi przed dziećmi postawi

Raczej na groźbę niż na ich użycie,

Wnet rózga budzi szyderstwo, nie postrach.

Tak prawa nasze, nie zastosowane,

Są jak umarłe; zuchwała swawola

Bezkarnie ciągnie za nos sprawiedliwość,

Dziecko swą mamkę bije, przyzwoitość

Znikła do szczętu.

MNICH

      W twojej było mocy

Sprawiedliwości rozwiązać znów pęta.

Kara z twej ręki większy by wśród ludzi

Zrobiła postrach.

KSIĄŻĘ

      Lękam się, zbyt wielki.

Z mej winy lud się na swawolę puścił,

Tyranią teraz z mej byłoby strony

Karać za grzechy, które wywołałem,

Bo kto nie karze winy przy spełnieniu,

Ten upoważnia do spełnienia winy.

Dlategom władzę Angelowi zwierzył;

Pod moją tarczą śmiało może karcić,

A mnie od ciężkich zasłonić wyrzutów.

By jego rządom przypatrzeć się bliżej,

Niby braciszek twojego zakonu

Odwiedzę władcę i lud mu podległy.

Daj mi więc habit i naucz mnie, proszę,

Jak się mam trzymać, bym uszedł za mnicha.

W wolniejszej chwili obszerniej wyłożę

Moje powody; teraz jeszcze słowo:

Angelo, człowiek sumienny, surowy

I zawsze baczny na zawistnych sądy,

Ledwo chce przyznać, że ma krew w swych żyłach,

Że kawał chleba nad kamień przenosi;

Obaczę, czyli władza zmienia ludzi,

Czy pozór często mylną ufność budzi.

Wychodzą.

SCENA PIĄTA

Klasztor zakonnic.Wchodzą Izabela i Franciszka.

IZABELA

Nie macie żadnych innych przywilejów?

FRANCISZKA

Czy tych nie dosyć?

IZABELA

      O, aż nadto dosyć,

Uchowaj Boże, bym pragnęła więcej;

Chciałabym raczej surowszej reguły

Dla sióstr pod świętej Klary inwokacją.

LUCJO

za sceną

Pokój tym ścianom! Hola!

IZABELA

      Kto tam woła?

FRANCISZKA

To głos mężczyzny. Słodka Izabelo,

Otwórz mu furtkę, spytaj, czego pragnie;

Jeszcze ci wolno, nie przyjęłaś ślubów;

Bo gdy je przyjmiesz, nie będziesz już mogła,

Jak ja nie mogę, z mężczyzną rozmawiać

Bez obecności matki przeoryszy,

A wtedy nawet nie wolno ci będzie

W ciągu rozmowy oblicza odsłonić

Lub słowa wyrzec, jeśli kwef odchylisz.

Raz jeszcze woła. Idź się z nim rozmówić.

Wychodzi.

IZABELA

Pokój i szczęście z tobą! Kto mnie woła?

Wchodzi Lucjo.

LUCJO

Witaj, dziewico! Bo lic twoich róże

Są mi świadkami, że jesteś dziewicą.

Czy możesz wielką wyświadczyć mi łaskę,

Dać mi sposobność mówić z Izabelą.

Nowicyjuszką w tych murach, a siostrą

Nieszczęśliwego brata Klaudiusza?

IZABELA

Nieszczęśliwego? A z jakich powodów?

Pozwól mi, proszę, pytanie to zrobić,

Bo ja tą siostrą jestem Izabelą.

LUCJO

Piękna dziewico, twój brat cię pozdrawia,

A w krótkich słowach — brat twój jest w więzieniu.

IZABELA

Biada mi, biada! Za jakie przestępstwo?

LUCJO

Przestępstwo, które, gdybym ja był sędzią,

Karę by jego zmieniło na dzięki:

Swojej kochance zrobił prezent z dziecka.

IZABELA

Proszę cię, panie, racz żarty te skończyć.

LUCJO

To czysta prawda. Choć moim zwyczajem

Przy młodych pannach żartami się bawić,

Wśród których język daleko od serca,

Nie chciałbym z tobą wolności tej użyć,

Bo mi się zdajesz niebieskim stworzeniem,

Przez ślub zrzeczenia duchem nieśmiertelnym,

Przy którym szczerość jest mi powinnością,

Jakby przy świętym.

IZABELA

      Jeśli ze mnie szydzisz,

Jesteś bluźniercą.

LUCJO

      Wierzaj memu słowu

I słuchaj prawdy, która tej jest treści:

Twój brat kochankę do łona przycisnął;

Lecz kto się karmi, ten się i napełnia;

Jak pole długim odłogiem leżące,

Jeśli posiane w porę, plon przynosi,

Tak jej dziś łono jasny daje dowód

Skrzętnej uprawy swego gospodarza.

IZABELA

Jakaś kobieta w ciąży jego sprawą?

Czy to nie Julia, a moja kuzynka?

LUCJO

Czy jest twą krewną?

IZABELA

      Tylko przez przybranie.

Dziewczyny w szkole dają sobie miana,

Które ich uczuć szczerym są wyrazem.

LUCJO

Tak jest, to Julia.

IZABELA

      Niech ją więc zaślubi.

LUCJO

W tym cała trudność. Jest temu dni kilka,

Jak książę w dziwny oddalił się sposób;

Dawał nadzieje kilku młodym panom,

I mnie w ich liczbie, władzy i urzędów,

Aż my tu dzisiaj słyszymy od ludzi,

Dla których nie ma tajemnicy stanu,

Że obietnica ta była odległa

O nieskończoność od jego zamiarów.

Na jego miejscu z całą jego władzą

Stoi Angelo, mąż, w którego żyłach

Zamiast krwi płynie tylko śnieg stopiony;

On nie czuł nigdy zmysłowości żądła,

Postem i pracą, na duszy swej korzyść,

Przytępia ostrze natury popędów.

Żeby przestraszyć swawolę, co z dawna

Przed srogim prawem igrała bezkarnie

Jak przed lwem myszka, on odkopał prawo,

Które twojego brata śmiercią karze;

Na jego mocy do turmy go wtrącił,

A dla przykładu chce bez miłosierdzia

Całą surowość jego na nim spełnić.

Ostatni promień nadziei nam zgaśnie,

Jeśli nie zdołasz tkliwą twoją prośbą

Wzruszyć Angela; w tym mnie właśnie celu

Brat twój przysyła.

IZABELA

      Czy pewno nastaje

Na jego życie?

LUCJO

      Już wyrok nań wydał,

A jak słyszałem, rozkaz egzekucji

Był wyprawiony.

IZABELA

      O ja nieszczęśliwa!

Cóż ja dla niego zrobić będę w stanie?

LUCJO

Próbuj sił swoich.

IZABELA

      Sił moich? Niestety!

Ja wątpię bardzo...

LUCJO

      Wątpienie to zdrajca,

Który zwycięstwo często z rąk wydziera,

Kiedy nas trwogą odwodzi od próby.

Idź do Angela, naucz go, że ludzie,

Gdy dziewczę prosi, szczodrzy są jak bogi,

Gdy dziewczę klęknie, kiedy łzę wyleje,

Każda jej prośba jest tylko rozkazem.

IZABELA

Obaczę, panie, co mogę dlań zrobić.

LUCJO

A nie trać czasu.

IZABELA

      Nie zabawię dłużej

Niż trzeba, żeby matkę zawiadomić.

Poleć mnie bratu, sam przyjmij me dzięki.

Tej jeszcze nocy przyślę wam wiadomość,

Jaki osiągną skutek me zabiegi.

LUCJO

Żegnam cię teraz.

IZABELA

      Bądź zdrów, dobry panie.

Wychodzą.

AKT DRUGI

SCENA PIERWSZA

Sala w domu Angela.Wchodzą Angelo, Eskalus, Sędzia, Stróż więzienia, służba.

ANGELO

Nie róbmy z prawa śmiesznego straszydła,

Co miało ptaki drapieżne odganiać,

A które wkrótce przez przyzwyczajenie

Stało się grzędą zamiast być postrachem.

ESKALUS

Zgoda, zaostrzmy miecz sprawiedliwości,

By lekko zaciąć, nie żeby zabijać.

Ach, ten młodzieniec, za którym się wstawiam,

Jest synem ojca wysokiej zasługi.

Rozważ sam, panie (choć wierzę, że ciągle

Życie twe biegło prostą drogą cnoty),

Czyli w wybuchu twoich namiętności,

Gdyby czas, miejsce twym sprzyjało żądzom,

Gdyby podszepty twej krwi rozpalonej

Znalazły pewną do celów swych drogę,

O, rozważ, czyli nie uległbyś czasem

Pokusom, które potępiasz w nim dzisiaj,

Czy by cię prawa nie dosięgła srogość.

ANGELO

Inną jest rzeczą pokus być przedmiotem,

A inną rzeczą pokusom tym ulec.

Wiem ja, że nieraz w dwunastu przysięgłych

O życiu więźnia mających stanowić,

Zasiada stokroć wierutniejszy złodziej

Niż ten, którego ma dotknąć ich wyrok;

Lecz sprawiedliwość jawne chwyta zbrodnie;

Rzecz obojętna dla prawa, że złodziej

Złodzieja sądzi. Gdy obaczę klejnot,

Zapewne skrzętnie podejmę go z ziemi,

Lecz klejnot, który oczów moich uszedł,

Rozgniotę stopą bez myśli i żalu.

To jego winy wcale nie umniejsza,

Że grzech podobny i ja popełniłem,

To może tylko służyć za prawidło

(Jeżeli kiedy ja, sędzia surowy,

Stanę się winnym podobnego czynu),

Aby ta sama dosięgła mnie kara

Bez żadnych względów. On więc musi umrzeć.

ESKALUS

Niechaj się stanie wedle twej mądrości.

ANGELO

Gdzie stróż więzienia?

STRÓŻ

      Jestem na rozkazy.

ANGELO

Dopilnuj, żeby jutro o dziewiątej

Wyrok spełniono. Daj mu spowiednika,

Niech się na drogę dobrze przygotuje,

Bo to ostatnia jest jego pielgrzymka.

Wychodzi Stróż.

ESKALUS

I nam, i jemu racz przebaczyć Boże!

Grzech wznosi jednych, innych cnota traci:

Jeden bezkarnie ciągle grzeszyć może,

Inny grzech jeden gardłem swoim płaci.

Wchodzą Łokieć, Pianka, Pompej i straż.

ŁOKIEĆ

Dalej, odstawcie ich tu. Jeśli to są dobrzy ludzie w rzeczypospolitej, co marnie czas marnują po domach publicznych, to ja się nie znam na prawie. Odstawcie ich tu.

ANGELO

Cóż to, mości panie? Jak się nazywasz i po co tu przychodzisz?

ŁOKIEĆ

Z pozwoleniem waszej dostojności, jestem ubogi konstabel jego książęcej mości, a nazywam się Łokieć. Stoję na sprawiedliwości i przyprowadzam przed waszą dostojność dwóch znanych dobroczyńców.

ANGELO

Dobroczyńców? Cóż to za dobroczyńcy? Czy nie chcesz czasempowiedzieć złoczyńców?

ŁOKIEĆ

Jeśli tak się waszej dostojności podoba. Nie wiem ja dobrze,czym oni są, ale to wiem i tego jestem pewny, że wierutnez nich hultaje, że nie ma w nich okruszyny bezbożności, którądobry chrześcijan mieć powinien.

ESKALUS

Sprawa doskonale wyłożona; dowodzi mądrości urzędnika.

ANGELO

Ciągnij rzecz dalej. Co to za ludzie? Imię twoje Łokieć; czemunie mówisz, panie Łokciu?

POMPEJ

Nie może, dostojny panie, do tego trzeba światła, a u niegotylko łokcie świecą.

ANGELO

A ty co za jeden?

ŁOKIEĆ

On, panie? To szynkarczyk, panie, a półrajfur, sługa złej niewiasty, której dom, jak powiadają, rozwalono na przedmieściu,a która teraz trzyma łazienki, choć nie radziłbym nikomu szukać w nich czystości.

ESKALUS

Skąd wiesz o tym?

ŁOKIEĆ

Żona moja, panie, którą przed niebem i waszą dostojnością prostytuję...

ESKALUS

Jak to? Twoją żonę?

ŁOKIEĆ

Tak jest, panie, bo to, dzięki Bogu, uczciwa jest niewiasta.

ESKALUS

I dlatego ją prostytujesz?

ŁOKIEĆ

I siebie samego tak dobrze jak ją prostytuję, że jeśli ten dom niejest domem wszeteczności, to tym gorzej dla niej, bo to nicwarte domisko.

ESKALUS

Ale skąd wiesz o tym, konstablu?

ŁOKIEĆ

Skąd wiem? Od mojej żony, która, gdyby miała cielesne depozycje, mogłaby się tam była dopuścić porubstwa, cudzołóstwai wszystkich nieczystości.

ESKALUS

Z podszeptów tej kobiety?

ŁOKIEĆ

Tak jest, panie, z podszeptów pani Przepieczonej; ale jak muw twarz plunęła, obaczył dopiero, z kim ma do czynienia.

POMPEJ

Z pozwoleniem waszej dostojności, nie tak stoi sprawa.

ŁOKIEĆ

Dowiedź tego przed tymi hajdamakami, ty honorowy człowieku, dowiedź tego.

ESKALUS

do Angela

Uważaj na jego przekładnię.

POMPEJ

Przyszła ona do nas brzemienna, bo się jej zachciało, z pańskim przeproszeniem, gotowanych śliwek. Mieliśmy podówczas dwietylko w całym domu, a i te, w owym odległym czasie, leżały, żetak powiem, na talerzyku od wetów wartującym mniej więcejtrzy grosze. Wasza dostojność widziała zapewne tego rodzajutalerzyki; nie chińska to porcelana, ale fajans niezgorszy.

ESKALUS

Do rzeczy, do rzeczy, mniejsza o talerzyk.

POMPEJ

To prawda, talerzyk niewart niucha tabaki. Wasza dostojnośćma w tym zupełną rację, a więc do rzeczy. Otóż więc, jak jużpowiedziałem, ta pani Łokciowa, będąc, jak już powiedziałem,brzemienną, miała żywot odęty, a zachciało się jej gotowanychśliwek, a że nie mieliśmy więcej jak dwie na talerzyku, jak tojuż powiedziałem, bo pan Pianka, ten sam właśnie tu człowiek,zjadł resztę, jak powiedziałem, i jak powiedziałem, zapłacił zanie uczciwie, bo jak pewnie zapamiętasz, panie Pianko, nie miałem ci wydać reszty trzech groszy...

PIANKA

To prawda, nie miałeś.

POMPEJ

Bardzo dobrze; gdy więc, jak zapamiętasz, w tę właśnie poręgryzłeś pestki śliwek wyż rzeczonych...

PIANKA

To prawda, gryzłem podówczas pestki.

POMPEJ

Więc dobrze, a ja ci mówiłem, jeśli zapamiętasz, że ten jedeni tamten drugi nie wyleczą się z wiadomej ci rzeczy, jeśli niepójdą na ścisłą dietę, jak ci powiedziałem...

PIANKA

Wszystko prawda.

POMPEJ

Więc dobrze...

ESKALUS

Do rzeczy; nudny z ciebie błazen; do rzeczy. Coście zrobiliżonie Łokcia, że przychodzi na skargę? Opowiedz, coście jej zrobili. Przystąp do rzeczy.

POMPEJ

Wasza dostojność nie może jeszcze do niej przystąpić.

ESKALUS

Ani też myślę.

POMPEJ

A jednak przystąpi do niej wasza dostojność, z waszej dostojności przyzwoleniem. Błagam, niech wasza dostojność raczy spojrzeć na tego tu Piankę; człowiek ten ma osiemdziesiąt funtówintraty, a jego ojciec umarł w dzień Wszystkich Świętych. Czy nie w dzień Wszystkich Świętych, panie Pianko?

PIANKA

W wilię Wszystkich Świętych.

POMPEJ

A, tak jest, w wilię Wszystkich Świętych. Spodziewam się, żeto mi są prawdy. Otóż więc, jak powiedziałem, siedział panPianka na stołeczku w izbie Winogradu, w której, jak wiadomo,najwięcej sobie upodobałeś. Czy to prawda?

PIANKA

Prawda, bo to ciepła izba i doskonała na zimę.

POMPEJ

Dobrze więc; spodziewam się, że to mi są prawdy.

ANGELO

Widzę, że będziesz bajał przez noc ruską

W porze, gdy noce ciągną się najdłużej.

Ja muszę odejść; zostawiam ci sprawę,

A mam nadzieję, że znajdziesz powody,

Aby na chłostę wszystkich razem skazać.

ESKALUS

I ja tak myślę. Więc żegnam cię, panie.Wychodzi Angelo.Wróćmy teraz do rzeczy. Coście zrobili żonie Łokcia? Raz jeszcze pytam.

POMPEJ

Raz, panie? Nic jej raz nie zrobiliśmy.

ŁOKIEĆ

Błagam cię, panie, zapytaj, co hultaj ten żonie mojej zrobił.

POMPEJ

I ja także błagam cię, panie, zapytaj mnie.

ESKALUS

Więc pytam, co zrobił jej ten jegomość.

POMPEJ

Błagam cię, panie, przyjrzyj się twarzy tego jegomościa. Dobrypanie Pianko, spojrzyj na jego dostojność, proszę cię o to w dobrej myśli. Czy przypatrzyła się wasza dostojność jego twarzy?

ESKALUS

Przypatrzyłem się jej dobrze.

POMPEJ

Błagam cię, panie, przypatrz się jej tylko dobrze.

ESKALUS

Już to zrobiłem.

POMPEJ

Czy wasza dostojność widzi co złego w jego twarzy?

ESKALUS

Nic wcale.

POMPEJ

Otóż ja gotów przysiąc na Biblię, że co w nim najgorsze, totwarz jego; jeśli więc co w nim najgorsze, to twarz jego, jakżeby mógł pan Pianka zrobić co złego żonie konstabla? Pragnąłbym, żeby mi na to pytanie wasza dostojność odpowiedział.

ESKALUS

Ma rację. Cóż ty na to, konstablu?

ŁOKIEĆ

Naprzód, z pozwoleniem waszej dostojności, dom tamten jestrespektowany, po wtóre, jegomość ten jest respektowany, a nakoniec, pani jego jest respektowana kobieta.

POMPEJ

A ja, panie, na tę rękę przysięgam, że żona jego więcej jestrespektowana jak my wszyscy.

ŁOKIEĆ

Łżesz, hultaju, łżesz, obrzydły hultaju, nie przyszedł jeszcze czas,w którym by żona moja była respektowana przez mężczyznę,kobietę lub dziecię.

POMPEJ

Panie, panie, ona była z nim respektowana, nim jeszcze wziąłją za żonę.

ESKALUS

Kto tu jest mądrzejszy? Sprawiedliwość czy niegodziwość? — Czy to prawda?

ŁOKIEĆ

A, ty łotrze! a ty hajdamaku! ty złośliwy Hannibalu! Ja z niąrespektowany, nim ją wziąłem za żonę? Jeśli się pokaże, że jabyłem z nią respektowany albo ona ze mną, to niech mnie waszadostojność nie uważa więcej za urzędnika jego książęcej mości.Dowiedź tego, złośliwy Hannibalu, albo ci wytoczę proceso gwałt publiczny.

ESKALUS

A gdyby ci jeszcze dał w gębę, mógłbyś dołączyć proces o potwarz!

ŁOKIEĆ

To prawda; dziękuję waszej dostojności za radę. Co mi każewasza dostojność zrobić z tym hultajem?

ESKALUS

Żeby ci powiedzieć prawdę, mój konstablu, skoro ten człowiek dopuścił się rzeczy, które byś denuncjował, gdybyś mógł, pozwól, niech brnie w nich dalej, póki się nie dowiesz, co to zarzeczy.

ŁOKIEĆ

Dziękuję waszej dostojności za wyrok. Widzisz, rozpustny hultaju, na co ci przyszło, musisz brnąć teraz, hultaju, tak jest, musisz brnąć, hultaju, w twoich rzeczach.

ESKALUS

do Pianki

Gdzie się rodziłeś, przyjacielu?

PIANKA

Tu w Wiedniu, panie.

ESKALUS

Czy masz osiemdziesiąt funtów rocznej intraty?

PIANKA

Mam, z pozwoleniem waszej dostojności.

ESKALUS

do Pompeja

Jakie twoje rzemiosło?

POMPEJ

Szynkarczyk, szynkarczyk w służbie u biednej wdowy.

ESKALUS

Nazwisko twojej pani?

POMPEJ

Pani Przepieczona.

ESKALUS

Czy miała więcej niż jednego męża?

POMPEJ

Dziewięciu, panie, ostatni był Przepieczony.

ESKALUS

Dziewięciu! — Zbliż się tu, panie Pianko. Panie Pianko, nie życzyłbym sobie, żebyś zabierał znajomość z szynkarczykami, onicię odszumują, panie Pianko, a ty ich poprowadzisz na szubienicę.Idź teraz z Bogiem i niech nie słyszę o tobie więcej.

PIANKA

Dziękuję waszej dostojności. Co do mnie, moja noga nie postaniew szynkowni, żeby mnie tam kto nie pociągnął.

ESKALUS

Dosyć na tym, panie Pianko, żegnam cię.Wychodzi Pianka.Teraz na ciebie kolej, panie szynkarczyku. Twoje nazwisko, panie szynkarczyku?

POMPEJ

Pompejusz.

ESKALUS

Pompejusz, a potem?

POMPEJ

Zad, z przeproszeniem waszej dostojności.

ESKALUS

Sprawiedliwie cię nazwano od rzeczy, którą celujesz, tak więcw najbestliwszym znaczeniu wyrazu jesteś Pompejusz Wielki.Pompejuszu, jesteś trochę rajfurem, choć osłaniasz twoje rzemiosło szynkarskim fartuchem. Czy nie prawda? Bądź ze mnąszczery, nic na tym nie stracisz.

POMPEJ

Uznaję, panie, że biedny ze mnie chudeusz, że chcę na kawałekchleba zarobić.

ESKALUS

Chcesz na kawałek chleba zarobić, Pompejuszu, rajfurując? Comyślisz o twoim rzemiośle? Czy to prawne rzemiosło?

POMPEJ

Gdyby prawo pozwoliło.

ESKALUS

Ale prawo nie pozwoliło; rzemiosło to zakazane w Wiedniu.

POMPEJ

Czy wasza dostojność zamierza owałaszyć i okapłonić wszystkąmłodzież naszego miasta?

ESKALUS

Bynajmniej.

POMPEJ

To wedle mojego biednego sądu młodzież pójdzie, gdzie chodziła. Niech tylko wasza dostojność weźmie w dobrą ryzę jejmościanki i birbantów, a nie będzie miała potrzeby obawiać sięrajfurów.

ESKALUS

Przedsięwzięte są już środki zaradcze, możesz wierzyć mojemusłowu: miecz i szubienica.

POMPEJ

Jeżeli tylko przez lat dziesięć będziecie ścinać i wieszać tegorodzaju przestępców, to radzę wam zawczasu za granicą świeżytransport głów zapisać. Niech to prawo utrzyma się w Wiedniuprzez lat dziesięć, to ja najpiękniejszy dom wynajmę po trojakuod łokcia fasady. Jeśli wasza dostojność dnia tego dożyje, niechpowie: Pompejusz mi to przepowiedział.

ESKALUS

Dziękuję ci, dobry Pompejuszu, a słuchaj, co ci powiem w nagrodę twoich przepowiedni: Strzeż się, żebym cię znowu nieobaczył przed sobą oskarżonego o cokolwiek bądź, choćby tylkoo dalszy pobyt w twoim dzisiejszym mieszkaniu, bo inaczej przepędzę cię do twoich namiotów i będę dla ciebie niemiłosiernymCezarem, a tłumacząc się jaśniej, każę cię wychłostać. Na teraz,żegnam cię, Pompejuszu.

POMPEJ

Dziękuję waszej dostojności za dobrą radę; o ile jej usłucham,będzie to zależało od ciała i fortuny. Wychłostać! Chłop chamswego niech wychłoszcze osła: Kij nie odstraszy męża od jegorzemiosła.

Wychodzi.

ESKALUS

Zbliż się, panie Łokciu, zbliż się, panie konstablu. Od jak dawnapiastujesz godność konstabla?

ŁOKIEĆ

Od siedmiu lat i sześciu miesięcy, panie.

ESKALUS

Domyślałem się z twojej zręczności w pełnieniu urzędu, że gosprawowałeś czas długi. Powiadasz więc, całych lat siedem?

ŁOKIEĆ

I sześć miesięcy.

ESKALUS

Ach, niemały to być musiał krzyż dla ciebie! Źle, że tak częstoobarczasz się tą godnością. Czy nie ma w twoim cyrkule zdolnychdo tego ludzi?

ŁOKIEĆ

Mało, panie, mających dość sprytu do takich rzeczy; wybraniradzi wybierają mnie na zastępcę. Podejmuję się obowiązku zatrochę grosiwa, a starczę wszystkiemu.

ESKALUS

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.