drukowana A5
27.16
Makbet

Bezpłatny fragment - Makbet


Objętość:
152 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0981-9

AKT PIERWSZY

SCENA I

Otwarte pole.

Grzmoty i błyskawice. — Wchodzą trzy Czarownice.

1 CZAROWNICA

Gdzie, kiedy nowe spotkanie?

W grzmotach, błyskach, huraganie?

2 CZAROWNICA

Gdy wrzawa bitwy ustanie,

Jedno wojsko z pola pierzchnie.

3 CZAROWNICA

A więc jeszcze zanim zmierzchnie.

1 CZAROWNICA

Gdzie?

2 CZAROWNICA

      Na stepie.

3 CZAROWNICA

      Sam na sam,

By Makbeta spotkać tam.

1 CZAROWNICA

Idę, kotku.

WSZYSTKIE

      Już ropucha

Woła na nas. Zaraz! Zaraz!

Brzydnieje uroda, brzydota pięknieje,

Więc dalej, więc dalej, przez mgły i zawieje!

Znikają.

SCENA II

Obóz niedaleko Forres.

Alarm za sceną. — Wchodzą: król Duncan, Malcolm, Donalbain, Lennox, Służba, spotykają rannego Żołnierza.

KRÓL DUNCAN

Co to za żołnierz? Wnosząc z jego stanu,

On nam potrafi świeżą dać wiadomość,

Jak stoi teraz bój z buntownikami.

MALCOLM

To sierżant, który z lwią odwagą walczył,

Aby mię wyrwać z rąk nieprzyjaciela.

Witaj, kolego! Opowiedz królowi,

Jak się ważyły losy wojujących,

Kiedy plac bitwy ranny opuszczałeś.

ŻOŁNIERZ

Zwycięstwo, królu, wahało się jeszcze,

Armie podobne dwom były pływakom,

Co się chwytając śmiertelnym uściskiem,

Daremnią całą sztuki swojej biegłość.

Srogi Macdonwald (wart być buntownikiem,

Tak wszystkie ludzkiej natury sprosności

Do jego podłej zleciały się duszy)

Przyzwał do siebie z zachodnich wysp kernów

I gallowglasów, a zmienna fortuna

Do buntownika uśmiechać się zdała,

Jakby chcąc jego nałożnicą zostać.

Wszystko daremno, bo Makbet waleczny

(Nikt na tę nazwę lepiej nie zasłużył),

Gardząc fortuną, z dobytym orężem,

Który się dymił krwią nieprzyjaciela,

Chwały kochanek, do tego nędznika

Drogę wyrąbał, nie ścisnął mu ręki,

Ni go pożegnał, dopóki mu wprzódy

Czaszki po samą nie rozpłatał szczękę,

Głowy na naszych nie zawiesił blankach.

KRÓL DUNCAN

Dzielny szlachcicu! Waleczny kuzynie!

ŻOŁNIERZ

Jak nieraz z strony, z której wstaje słońce,

Wybiega chmura gromami brzemienna,

Tak nam ze źródła spodziewanych zwycięstw

Niebezpieczeństwo wytrysnęło nowe.

Słuchaj mnie tylko, królu Szkocji, słuchaj!

Zaledwo męstwem wsparta sprawiedliwość

Z placu potyczki zniosła kernów śmiecie,

Gdy król norweski, który na nas czyhał,

Z świeżym zastępem, z wyostrzoną bronią.

Rozpoczął atak.

KRÓL DUNCAN

      Czy to nie strwożyło

Mych wodzów dzielnych, Makbeta i Banqua?

ŻOŁNIERZ

O tak, jak stado wróbli trwoży orła,

Albo lwa zając. By prawdę powiedzieć,

Byli jak działa podwójnie nabite,

Tak swoje krwawe ciosy podwoili,

Jakby się chcieli kąpać w krwi dymiącej,

Lub jaką drugą uwiecznić Golgotę.

Lecz rany moje wołają o pomoc.

KRÓL DUNCAN

Słowa ci twoje, jak rany przystoją,

W obu zarówno jasny świeci honor.

Więc go bez zwłoki wiedźcie do doktora!

Wyprowadzają Żołnierza. — Wchodzi Ross.

Kto się tam zbliża?

MALCOLM

      Ross, nasz than waleczny.

LENNOX

Jaki w źrenicach jego pośpiech widać!

Twarz to człowieka, który wiadomości

Przynosi dziwne.

ROSS

      Boże, strzeż nam króla!

KRÓL DUNCAN

Waleczny thanie, skąd do nas przybywasz?

ROSS

Z Fife, wielki królu, gdzie norweska flaga,

Miotana wichrem, mrozi naszych serca.

Sam król norweski, z niezliczoną armią,

Przez niewiernego popierany zdrajcę,

Thana Cawdoru, bój rozpoczął straszny.

Lecz nasz waleczny Bellony małżonek,

Zbrojny odwagą, stanął z nim się mierzyć

Ramię na ramię, szabla przeciw szabli,

I dziką jego poskromił odwagę.

Zwycięstwo przy nas!

KRÓL DUNCAN

      O szczęście bez granic!

ROSS

Sweno, norweski król, błaga o pokój.

Zanim otrzymał od nas przyzwolenie,

Aby pogrzebał swych poległych trupy,

Na Kolumbana świętego wprzód wyspie

Dziesięć tysięcy talarów nam spłacił.

KRÓL DUNCAN

Than nas Cawdoru drugi raz nie zdradzi.

Idź, niech natychmiast głowa jego spadnie,

A pozdrów jego tytułem Makbeta!

ROSS

Spełni się wola króla, mego pana.

KRÓL DUNCAN

Co Cawdor przegrał, Makbeta wygrana.

Wychodzą.

SCENA III

Step.

Pioruny. — Wchodzą trzy Czarownice.

1 CZAROWNICA

Gdzie byłaś, siostro?

2 CZAROWNICA

      Zabijałam świnie.

3 CZAROWNICA

A ty gdzie?

1 CZAROWNICA

      Żona majtka w swym fartuchu

Miała kasztany; mlaska, mlaska, mlaska!

Daj mi, mówiłam. — Precz stąd, czarownico!

Otyłe ścierwo zawołało do mnie.

Mąż jej na Tygrze płynie do Aleppo,

By go dognać, w przetak siędę,

Bez ogona szczurem będę,

Będę deski gryść, gryść, gryść!

2 CZAROWNICA

Wiatr ci jeden w pomoc dam.

1 CZAROWNICA

Dzięki wam!

3 CZAROWNICA

      Ja dam drugi.

1 CZAROWNICA

Ja mam resztę na usługi,

Wiem gdzie, kiedy, wieje jaki,

Znam każdego wszystkie szlaki,

Jakby na żeglarza karcie.

Ja wysuszę go jak siano;

Ani wieczór, ani rano

Sen nie zamknie jego powiek;

Jak wyklęty będzie człowiek.

Miesiące, tygodnie, dnie,

Niech więdnie, marnieje, schnie;

Choć się barka nie rozpryska,

Niech nią wieczna burza ciska!

Patrzcie, co mam.

2 CZAROWNICA

      Pokaż! pokaż!

1 CZAROWNICA

Palec majtka, który zginął,

Kiedy już do domu płynął.

Bęben za sceną.

3 CZAROWNICA

Bębny biją; czas już nam!

Makbet tam!

WSZYSTKIE

Przeznaczeń siostry, dłoń w dłoni,

Posłanki lądów i toni,

Tak kołują, krążą tak.

Trzy te biorę, te trzy ty,

Do dziewiątki jesacze trzy.

Koło czarów zakreślone.

Wchodzą: MakbetBanquo.

MAKBET

Dnia tak szpetnego i pięknego razem

Nie miałem jeszcze.

BANQUO

      Do Forres jak daleko?

Co to za wyschłe i dziwne stworzenia?

Nie wyglądają na mieszkańców ziemi,

Chociaż są na niej. Mówcie, czy żyjecie?

Czy was śmiertelny człowiek pytać może?

Zda się, że moje rozumiecie słowa,

Każda z was bowiem suchy kładzie palec

Na zwiędłe usta. Macie kobiet postać,

Lecz brody wasze tak myśleć mi bronią.

MAKBET

Jeśli możecie, mówcie, kto jesteście?

1 CZAROWNICA

Witaj, Makbecie, witaj, thanie Glamis!

2 CZAROWNICA

Witaj, Makbecie, witaj, thanie Cawdor!

3 CZAROWNICA

Witaj, Makbecie, przyszły witaj królu!

BANQUO

Dobry mój panie, dlaczego się wzdrygasz,

Lękasz się rzeczy, co brzmi tak rozkosznie?

W imię was prawdy zaklinam, powiedzcie,

Czy tylko zmysłów jesteście złudzeniem,

Czy kształty wasze są rzeczywistością?

Kolegę mego godnością dzisiejszą

Witacie, razem z wielką przepowiednią

Przyszłych dostojeństw, królewskiej nadziei,

Tak, że oniemiał, jakby zachwycony.

Dla mnie milczycie; lecz jeśli możecie

Sięgnąć spojrzeniem w przyszłości nasiona,

I przepowiedzieć jakie ziarno puści,

Przemówcie do mnie, do mnie, co nie proszę

O łaskę waszą, jak się nienawiści

Waszej nie lękam.

1 CZAROWNICA

Witaj!

2 CZAROWNICA

Witaj!

3 CZAROWNICA

Witaj!

1 CZAROWNICA

Mniejszy, a przecie większy od Makbeta.

2 CZAROWNICA

Nie tak szczęśliwy, a przecie szczęśliwy.

3 CZAROWNICA

Ty królów spłodzisz, choć nie jesteś królem.

Witajcie przeto, Makbecie i Banquo!

1 CZAROWNICA

Banquo, Makbecie, witajcie, witajcie!

MAKBET

O, jeszcze jedno słowo, ciemne wieszczki!

Przez śmierć Sinela jestem thanem Glamis,

Lecz jak Cawdoru? Than Cawdoru żyje,

Żyje szczęśliwy; żeby królem zostać,

To równie wiary przechodzi granice,

Jak to, że jestem dziś thanem Cawdoru.

Mówcie, skąd dziwna wiedza wam ta przyszła?

Mówcie, dlaczego na tym dzikim stepie,

Tym pozdrowieniem proroczym nasz pochód

Zatrzymujecie? Zaklinam was, mówcie!

(Czarownice znikają.)

BANQUO

Ziemia, jak woda, ma także swe bańki;

To były bańki ziemskie; gdzie zniknęły?

MAKBET

W powietrzu; co nam zdało się cielesne,

Jak gdyby oddech w wiatr się rozpłynęło.

Ach, jakbym pragnął, by zostały dłużej!

BANQUO

Czy to stworzenia były tu istotne,

Lub czyśmy jedli zatrute korzonki,

Których nasz rozum został niewolnikiem?

MAKBET

Twe dzieci będą królami.

BANQUO

      Ty królem.

MAKBET

Thanem Cawdoru wprzódy, czy nie prawda?

BANQUO

Tak jest, to były własne ich wyrazy.

Kto się przybliża?

Wchodzą: RossAngus.

ROSS

      Król błogą wiadomość

O twych zwycięstwach odebrał, Makbecie;

Czytając twoje wśród walki przygody,

Niepewny, czy ma wielbić, czy się dziwić,

Sam nie wie, jak ma objawić swe czucia,

Dumając niemy, przy rozprawy końcu,

Widzi cię znowu wśród norweskich pułków,

Niestrwożonego własnej szabli dziełem;

Co chwila nowe odbiera poselstwa

O nowych kształtach potyczki i śmierci;

Każdy posłaniec do nóg jego ciska

Nowe pochwały dzieł twych bohaterskich,

Spełnionych w jego królestwa obronie.

ANGUS

Naszego pana dzięki ci przynosim,

Nie żeby twoje zasługi zapłacić,

Żeby cię tylko prowadzić do niego.

ROSS

A na zadatek świetniejszych zaszczytów

Thanem Cawdoru pozdrowić cię kazał.

Więc cię tytułem witam, thanie, nowym,

Jest twoim.

BANQUO

      Możeż diabeł mówić prawdę?

MAKBET

Jak to? Wszak jeszcze than Cawdoru żyje,

Czemu mnie w odzież stroisz pożyczaną?

ANGUS

Żyje ten, który Cawdoru był thanem,

Lecz życiu jego sąd grozi surowy,

Które utracić zbrodnią swą zasłużył.

Czy spiski knował z Norwegią otwarte,

Czy buntownikom tajemnie pomagał,

Czy z dwoma razem wrogami pracował

Na zgubę kraju, nie umiem powiedzieć,

Lecz dowiedziona zdrada i wyznana

Potępia zdrajcę.

MAKBET

na stronie

      Glamis, than Cawdoru,

A potem — potem — jeszcze tytuł wyższy!

do Rossa i Angusa

Przyjmcie me dzięki!

do Banqua

      Czy się nie spodziewasz,

Że kiedyś dzieci twe królami będą,

Gdy mają na to od tych obietnice,

Które mi thaństwo Cawdoru przyrzekły?

BANQUO

Wiara w ich słowa może w thanie Cawdor

Rozbudzić także myśli o koronie.

To dziwna! Nie raz ciemności narzędzia,

Żeby do naszej pociągnąć nas zguby,

Prawdę nam mówią; chwytają nam dusze

Zwodną ponętą uczciwych drobnostek,

Aby nas potem popchnąć w ciemną przepaść. —

Kuzynie, słowo.

MAKBET

na stronie

      Dwie ich przepowiednie

Już się spełniły, jak szczęśliwy prolog

Do królewskiego w przyszłości dramatu. —

Raz jeszcze dzięki składam wam, panowie! —

na stronie

Nadprzyrodzone trzech istot podszepty

Złe być nie mogą, nie mogą być dobre.

Jeśli złe, czemu prawdą zaczynają

I pomyślności dają mi zadatek?

Jestem Cawdoru thanem. Jeśli dobre,

Dlaczego ucho nadstawiam pokusom,

Na których straszny obraz włos się jeży,

Mężne me serce w mych się tłucze piersiach,

Z siłą naturze ludzkiej niezwyczajną?

Strach mniej jest straszny, mniej ma w sobie grozy

W rzeczywistości, niż strach w wyobraźni.

Myśl, której tylko marzeniem morderstwo,

Wstrząsa tak słabą ludzką mą naturą,

Że siły duszy mdleją w przypuszczeniach,

I nie istnieje tylko to, co nie jest.

BANQUO

Patrzcie, towarzysz nasz jak zadumany!

MAKBET

na stronie

Jeśli chce los mój, abym królem został,

Bez mej pomocy los zrobi mnie królem.

BANQUO

Zaszczyt dla niego jak nowa jest odzież,

Czasu jej trzeba, by przylgła do ciała.

MAKBET

na stronie

Niech co chce będzie; czas i sposobności

Burz najgroźniejsze znoszą przeciwności.

BANQUO

Makbecie, na twe czekamy rozkazy.

MAKBET

Przebaczcie, proszę, ale mózg mój ciężki

Dręczyły sprawy dawno zapomniane.

Wasze usługi wciągnąłem do księgi,

W której codziennie jedną czytam kartę.

Idźmy do króla. — Myśl o tym, co zaszło,

Przy wolnej chwili, po dobrej rozwadze,

Otworzym sobie naszych serc tajniki.

BANQUO

Chętnie.

MAKBET

      Tymczasem dość na tym. Idziemy.

Wychodzą.

SCENA IV

Forres. Sala w pałacu.

Przy odgłosie trąb wchodzą: król Duncan, Malcolm, Donalbain, Lennox, Służba.

KRÓL DUNCAN

Czy egzekucja Cawdora spełniona?

Czy komisarze nasi powrócili?

MALCOLM

Jeszcze nie, królu, lecz miałem sposobność

Rozmawiać chwilę z świadkiem jego śmierci.

Na rusztowaniu zdradę swoją wyznał,

O twe królewskie błagał przebaczenie,

Swój żal serdeczny za zbrodnię objawił.

Nic piękniejszego nie miał w swoim życiu,

Jak chwila, w której z życiem się tym żegnał;

Umarł, jak człowiek, co umrzeć się uczył;

Skarb swój najdroższy oddał obojętnie,

Jak liche cacko.

KRÓL DUNCAN

      O nie, nie ma sztuki,

Zdolnej na twarzy tajnie myśli czytać:

Ja w nim zupełną ufność pokładałem.

Wchodzą: Makbet, Banquo, Ross i Angus.

Dzielny kuzynie, grzech mej niewdzięczności

Na duszy mojej niby kamień ciężał,

Tak się wysoko wzbiły twe zasługi,

Że ich doścignąć nigdy nie wydoła

Najszybsze skrzydło monarszej nagrody.

Jakżebym pragnął, abyś mniej zadłużył!

Aby zapłata moja i ma wdzięczność

Mogły dorównać wszystkiemu, com dłużny!

Teraz mi tylko wyznanie zostało,

Że na me długi skarbów mych za mało.

MAKBET

Wierność ma, królu, i me posłuszeństwo

Same się płacą, gdy ci mogą służyć.

Twa rzecz przyjmować nasze powinności,

A powinności nasze są dla tronu

I dla królestwa jak dzieci i sługi;

Gdy robią wszystko, co zdolne są zrobić

Dla twej miłości i dla twojej chwały,

Tylko należny pełnią obowiązek.

KRÓL DUNCAN

Witaj nam tutaj! Zacząłem cię szczepić,

Dołożę pracy, byś z czasem zakwitnął.

Szlachetny Banquo, i twoje zasługi

Równie są wielkie; świat się o nich dowie;

Pozwól do moich przycisnąć cię piersi.

BANQUO

Jeśli tam wzrosnę, żniwo jest dla ciebie.

KRÓL DUNCAN

Przepełniająca moje serce radość

Chce teraz w kroplach smutku się utaić.

Synowie, krewni i wy, dostojnicy

Najbliżej berła mego postawieni,

Wiedzcie, że myślą naszą tron zostawić

Pierworodnemu memu Malcolmowi;

Dziś go mianuję księciem Cumberlandu.

Lecz nie samotny ten zostanie honor,

Na każdej bowiem zasłudze, jak gwiazdy,

Mojej wdzięczności oznaki zaświecą.

Teraz, Makbecie, śpieszmy do Inverness,

Przyjaźni naszej silniej ścisnąć węzeł.

MAKBET

Każda godzina jest dla mnie straconą,

Której nie mogę służbie twej poświęcić.

Sam będę posłem twojego przybycia,

Sam serce żony wieścią tą pocieszę.

A teraz, składam pokorne me służby.

KRÓL DUNCAN

Zacny Cawdorze!

MAKBET

na stronie

      Książę Cumberlandu!

Ten kamień, który zawala mi drogę,

Przeskoczyć muszę, jeśli upaść nie chcę.

Przymrużcie, gwiazdy, ogniste źrenice,

Na czarne duszy mojej tajemnice!

Niechaj mej ręki oko me nie widzi!

Niech się czyn spełni, którym wzrok się brzydzi!

Wychodzi.

KRÓL DUNCAN

Tak jest, mój Banquo, wielka jego dzielność;

Jego pochwała jest moim pokarmem,

Jest mym bankietem. Śpieszmy teraz za nim,

Już nas troskliwość jego wyprzedziła,

Aby uprzejme dać nam powitanie.

Nieporównanym Makbet jest kuzynem.

Wychodzą przy odgłosie trąb.

SCENA V

Inverness. Sala w zamku Makbeta.

Wchodzi Lady Makbet czytając list.

LADY MAKBET

czyta

„Spotkały mnie w dniu zwycięstwa; a bieg wypadków przekonał mnie, że więcej w nich jest niż śmiertelna wiedza. Gdy pałałem żądzą pytania się o więcej, rozpłynęły się w powietrzu i zniknęły. Stałem jeszcze zachwycony cudownym zjawiskiem, gdy przybyli posłańcy od króla i pozdrowili mnie thanem Cawdoru, tytuł, którym przed chwilą powitały mnie siostry przeznaczeń, odraczając mnie do przyszłości przepowiednią: Przyszły witaj królu! Uznałem za stosowne przesłać ci tę wiadomość, najdroższa towarzyszko mojej wielkości, abyś nie straciła należnej ci cząstki wesela nieświadomością, jaka przyobiecana ci jest wielkość. Zachowaj to w twoim sercu i bądź mi zdrowa.”

Jesteś już thanem Glamis i Cawdoru,

I tym zostaniesz, co ci obiecane —

Tylko, że twojej lękam się natury,

Zbyt jest tkliwości ludzkiej pełna mleka,

Aby najkrótszą pogoniła drogą.

Być wielkim chciałbyś, ambicję masz w sercu,

Ale ci słabość stoi na przeszkodzie;

Chcesz zajść wysoko, ale chcesz uczciwie,

Nie chcesz szachrować, a wygrać chcesz grzesznie;

To, czego pragniesz, woła ci, Glamisie:

„To zrobić musisz, jeśli chcesz mnie posiąść,

A czego raczej wykonać się lękasz,

Niż żebyś pragnął, aby się nie stało”.

Spiesz się, przybywaj! abym mego ducha

W twe uszy wlała, moich słów potęgą

Zdołała wszystkie zażegnać zawady,

Które od złotej dzielą cię obręczy,

Twojemu czołu, zda się, obiecanej

Wolą przeznaczeń i nadprzyrodzonych

Potęg pomocą.

Wchodzi Sługa.

      Co za wieść przynosisz?

SŁUGA

Dziś wieczór, pani, król tutaj przybywa.

LADY MAKBET

Czyś rozum stracił? Czy pan twój z nim nie jest?

Gdyby tak było, przysłałby wiadomość,

Przygotowania nakazał należne.

SŁUGA

Wierzaj mi, pani, nasz than niedaleko,

Jeden go sługa na chwile wyprzedził,

A bez tchu prawie i na pół umarły

Ledwo potrafił spełnić swe poselstwo.

LADY MAKBET

Idź go pokrzepić; wielkie przyniósł wieści.

Sługa wychodzi.

Kruk nawet ochrypł, który pod me blanki

Kracze fatalne przybycie Duncana.

Duchy, morderczych towarzysze myśli,

Do mnie tu! duszę moją odniewieśćcie,

A najczarniejszym jadem okrucieństwa

Od stóp do głowy napełńcie mnie całą!

Krew moją zgęśćcie, zamknijcie szczeliny,

Którymi wkraść by mogła się zgryzota,

By żadnych ludzkich uczuć nawiedzenie

Mym nie zachwiało okrutnym zamiarem,

Nie rozdzieliło myśli od spełnienia!

Wejdźcie w pierś moją, mleko w żółć przemieńcie,

Morderstwa duchy, gdziekolwiek w przestrzeniach

Czatuje wasza istność niewidoma

Na złe natury! Przybądź, nocy ciemna,

W najgęstsze dymy piekła owinięta!

By nóż nie dojrzał rany, którą zada,

By przez zasłonę nie przejrzało niebo,

Nie zawołało: stój! stój!

Wchodzi Makbet.

      Wielki Glamis,

Szlachetny Cawdor! A większy od obu

Przez pozdrowienie trzecie, niespełnione!

List twój mnie uniósł za teraźniejszości

Ciemne granice i w chwili obecnej

Już czuję przyszłość.

MAKBET

      Duncan, droga żono,

Dziś tu przybywa.

LADY MAKBET

      A kiedy odjedzie?

MAKBET

Jutro, jak myśli.

LADY MAKBET

      Nigdy tego jutra

Słońce nie ujrzy!

Twoje oblicze jest podobne księdze,

Treść której dziwną czytać mogą ludzie.

By świat oszukać, bądź jak świat jest cały,

Nieś pozdrowienie w oku, ręce, ustach,

I niewinnego miej pozory kwiatka,

Ale bądź wężem, co się pod nim kryje.

Ten, co przybywa, znajdzie tu przyjęcie;

Lecz wielką nocy tej sprawę mnie zostaw,

Która na wszystkie dnie potem i noce

Całej nas robi ziemi tej panami.

MAKBET

Pomówim o tym.

LADY MAKBET

      Wypogódź spojrzenia;

Trwogę ten zdradza, co oblicze zmienia.

Mnie zostaw resztę.

Wychodzą.

SCENA VI

Inverness. Przed zamkiem.

Oboje. Domownicy Makbeta stoją zebrani pod bramą. Wchodzą: Duncan, Malcolm, Donalbain, Banquo, Lennox, Macduff, Ross, Angus, Służba.

KRÓL DUNCAN

Zamek ten w pięknej leży okolicy;

Łagodny wietrzyk słodkim swoim tchnieniem

Wdzięcznie przenika zachwycone zmysły.

BANQUO

I ten gość lata, kościołów mieszkanka,

Jaskółka świadczy miłą obecnością,

Że oddech niebios przynosi tu wonie.

Na każdym fryzie, każdym kapitelu,

Każdej wystawie, byle jakim kątku,

Ptak ten zawiesił płodną swą kolebkę.

Zauważałem, że tam, gdzie jaskółka

Swe gniazdo lepi, czyste jest powietrze.

Wchodzi Lady Makbet.

KRÓL DUNCAN

Patrz! Patrz! Dostojna nasza gospodyni!

Choć miłość, która w trop za nami leci,

Dręczy nas nieraz, wdzięczność za nią mamy,

Zawsze to miłość; to uczy cię, pani,

Że powinnością twą Boga jest prosić,

By nam zapłacił za wszystkie kłopoty,

Które ci dajem.

LADY MAKBET

      Wszystkie nasze służby,

Choć dwakroć, choćby czterykroć zwiększone,

Lichą są pracą za wielkie honory,

Którymi dom nasz raczyłeś obsypać.

Za wszystkie dawne i nowe zaszczyty,

Dom nasz się zmieni, królu, na kaplicę,

W której się modlić będziemy za ciebie.

KRÓL DUNCAN

Gdzie than Cawdoru? Pędziliśmy za nim,

Chcąc sami donieść o jego przybyciu;

Lepszy zeń jeździec; wierna jego miłość

Była ostrogą, która mu pomogła,

Że nas wyprzedził i przed nami stanął.

Szlachetna, piękna gospodyni nasza,

Na tę noc gośćmi twoimi jesteśmy.

LADY MAKBET

Sługi twe, królu, swój dom, swoje mienie,

I siebie samych mają jak depozyt,

Gotowi zawsze, na pierwszy twój rozkaz,

Rachunek złożyć i własność twą zwrócić.

KRÓL DUNCAN

Daj mi twą rękę, pani, racz prowadzić

Do gospodarza; kochamy go z serca,

Nigdy go nasza nie opuści łaska.

Więc idźmy, proszę, piękna gospodyni.

Wychodzą.

SCENA VII

Inverness. Sala w zamku.

Oboje i pochodnie. Przechodzą scenę Krojczy i tłum Sług z półmiskami. Wchodzi Makbet.

MAKBET

Gdyby z uczynkiem skończyło się wszystko,

Byłoby dobrze czyn wykonać spiesznie;

Gdyby morderstwo, swe niszcząc następstwa,

Pomyślność śmiercią jego nam złowiło;

Gdyby wszystkiego ten cios był tu końcem,

Choćby tu tylko, tu, na tym wybrzeżu

Ziemskiego życia: bez trwogi bym przyjął

Wszystko, co może za grobem mnie czekać;

Lecz w takich sprawach zawsze tu sąd mamy;

Krwawa nauka, przez nas samych dana,

Na mistrza swego odwraca się zgubę;

Bezstronną dłonią sprawiedliwość zbliża

Zatruty przez nas kielich do ust naszych.

Nad nim tu dzisiaj podwójna straż czuwa:

Naprzód, jak krewny jego i poddany

Dwa mam powody wzdrygać się przed czynem;

Potem, jak jego gospodarz, winienem

Drzwi jego izby przed mordercą zamknąć,

Nie sam na głowę jego nóż podnosić.

A potem, Duncan tak łagodnie władał,

Na tronie swoim posadził cnót tyle,

Że wszystkie, jakby chór świętych aniołów,

Głosem od trąby grzmotu potężniejszym,

Przeciw tej czarnej odezwą się zbrodni;

Litość, jak nagie, nowo narodzone

Na skrzydłach burzy lecące niemowlę,

Lub jak niebieski posłaniec, cherubin,

Na niewidomym powietrznym rumaku,

W każde by oko czyn dmuchała krwawy,

I w łez potoku zatopiła wichry.

Jedyną moich zamiarów ostrogą

Moja ambicja, własną pochopnością

Za szranki celów swych przeskakująca.

Wchodzi Lady Makbet.

Co tam?

LADY MAKBET

      Już prawie skończył swą wieczerzę.

Czemu tak nagle izbę opuściłeś?

MAKBET

Czy pytał o mnie?

LADY MAKBET

      Czy nie wiesz, że pytał?

MAKBET

Dalszego kroku w sprawie tej nie zrobim.

Tyle niedawno zlał na mnie honorów;

Na złotąm chwałę u ludzi zarobił,

Chciałbym ją w całej dziś świetności nosić,

A nie tak prędko z pogardą odrzucać.

LADY MAKBET

Alboż pijaną była ta nadzieja,

W którąś się ubrał? Czyli spała dotąd?

A rozbudzona blednieje z przestrachu

Na myśl, tak skrzętnie wprzód pielęgnowaną?

Tak samo odtąd miłość twoją cenię.

Czyliż się lękasz w twoim być uczynku

I rezolucji, czym jesteś w twej żądzy?

Chcesz mieć, co krasą zdaje ci się życia,

A razem w własnym uznaniu być tchórzem,

Za „chciałbym” w pogoń wysyłać „lecz nie śmiem”,

Jak kot w przysłowiu.

MAKBET

      O cicho, skończ, proszę!

Śmiem wszystko zrobić, co mężom przystoi,

A kto śmie więcej, ten nie jest człowiekiem.

LADY MAKBET

Jakież to bydlę było ci podnietą,

Żeś mi się z twoim otworzył zamiarem?

Gdyś śmiał to zrobić, wtedy byłeś mężem;

Bądź więcej, niźli byłeś, będziesz razem

I więcej mężem. Ni ci czas, ni miejsce

Sprzyjały ongi, sam chciałeś je stworzyć;

Dziś przyszły same, a ty serce tracisz?

Karmiłam dzieci i wiem, jak jest drogie

Przy matki łonie wiszące niemowlę,

A przecie, gdy się uśmiechało do mnie,

Pierś bym wyrwała z dziąsł jego bezzębnych,

A mózgiem jego zbryzgałabym kamień,

Gdybym przysięgła, tak jak ty przysiągłeś!

MAKBET

Gdy się nie uda zamiar —

LADY MAKBET

      To nie uda!

Dośrubuj męstwo do ostatnich gwintów,

A rzecz się uda. Skoro Duncan zaśnie —

Męcząca podróż sen mu ześle łatwy —

Dwóch jego dworzan tak winem upoję,

Że pamięć wszelka, ta mózgu strażnica,

W dym się ulotni, siedlisko rozumu

W alembik przejdzie; kiedy w śnie zwierzęcym,

Jak gdyby w śmierci, natura ich legnie,

Czegóż z Duncanem nie potrafim zrobić?

Trudnoż nam będzie na pijanych dworzan

Naszego dzieła całą zwalić winę?

MAKBET

Ródź tylko synów! Twój hart nieugięty

Mężów jedynie powinien kształtować!

Naszemu słowu czyż świat nie uwierzy,

Gdy krwią pobroczym izby jego stróżów,

Do czynu własnej broni ich użyjem,

Że to ich sprawa?

LADY MAKBET

      Kto by się odważył

Inaczej myśleć, gdy krzyki usłyszy

Boleści naszej nad Duncana śmiercią?

MAKBET

Postanowiłem. Do strasznego czynu

Przywołam wszystkie duszy mej potęgi.

Idźmy pozorem pięknym zwodzić gości,

Serc kłamstwo ukryć w twarzy kłamliwości!

Wychodzą.

AKT DRUGI

SCENA I

Inverness. Dziedziniec zamkowy.

Wchodzą: BanquoFleance, przed nimi Sługa z pochodnią.

BANQUO

Jak noc daleko?

FLEANCE

      Już księżyc się schował,

Lecz nie słyszałem bijącej godziny.

BANQUO

Księżyc zachodzi dziś koło północy.

FLEANCE

Lecz ja bym myślał, ojcze, że jest później.

BANQUO

Weź miecz mój. — Niebo, myślę, przez oszczędność

Wszystkie swe lampy zgasiło. — I to weź.

Senność, jak ołów, cięży mi na oczach,

A spać bym nie chciał. Litosne potęgi,

Brońcie mnie, proszę, od myśli przeklętych,

Którym natura we śnie daje przystęp! —

Daj mi miecz.

Wchodzi Makbet i Sługa z pochodnią.

      Kto tam?

MAKBET

      Przyjaciel.

BANQUO

      Co, panie,

Jeszcze nie w łóżku? Król spać się położył.

Dziś był nadzwyczaj dobrego humoru,

Sługom twym drogie rozdał podarunki,

A ten diament twej posyła żonie,

Najuprzejmiejszej swojej gospodyni.

Pełny radości wszedł do swej komnaty.

MAKBET

Gościnność nasza nieprzygotowana

Była koniecznych niedostatków sługą,

A chęciom naszym nie mogła wystarczyć.

BANQUO

Wszystko jest dobrze. — Miałem sen tej nocy

O trzech przeznaczeń siostrach; co do ciebie,

Słowa ich trochę zawierały prawdy.

MAKBET

Nie myślę o nich. Później jednakowo,

Jeśli sposobna nadarzy się pora,

Chciałbym słów kilka w sprawie tej powiedzieć,

Gdybyś mnie zechciał słuchać.

BANQUO

      Każdej chwili.

MAKBET

Gdy me podzielisz zdanie, a czas przyjdzie,

Rzecz by ci mogła przysporzyć honoru.

BANQUO

Bylem nic z tego, co mam, nie uronił,

Pragnąc przysporzyć, bylem mógł zachować

Sumienie czyste i wiarę bez skazy,

Posłucham rady.

MAKBET

      Tymczasem, dobranoc!

BANQUO

Dzięki! Racz przyjąć wzajemne życzenie

Wychodzi.

MAKBET

Idź, powiedz pani, że skoro gotowy

Będzie mój napój, niech mi da znać dzwonkiem.

Wychodzi Sługa.

Czy to jest sztylet, co przede mną błyszczy,

Zwrócony do mej dłoni rękojeścią?

Przyjdź, niech cię chwycę! Chociaż cię nie trzymam,

Ciągle cię widzę. O widmo fatalne,

Czy dotykaniu nie jesteś przystępne,

Tak jak widzeniu? Lub czy jesteś tylko

Sztyletem myśli, ułudnym zjawiskiem,

Rozpalonego mózgu czczym stworzeniem?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.