drukowana A5
12.82
Liryki lozańskie

Bezpłatny fragment - Liryki lozańskie


Objętość:
22 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0541-5

Ach, już i w rodzicielskim domu...

 Ach, już i w rodzicielskim domu

Byłom złe dziecię;

Choć nie chciałem się naprzykrzać nikomu,

A przecie

Byłem między krewnymi i czeladzi gromadą

Przeszkodą i zawadą.

A choć wszystkich kochałem, ni w dzień ni w nocy

Nie byłem nikomu ku pociesze, ni ku pomocy.

Broń mnie przed sobą samym...

 Broń mnie przed sobą samym — maszże dość potęgi!

Są chwile, w których na wskroś widzę Twoje księgi,

Jak słońce mgłę przeziera, która ludziom złotą,

Brylantową zdaje się — a słońcu ciemnotą...

Człowiek większy nad słońce, wie, że ta powłoka

Złota — ciemną jest, tylko tworem jego oka.

Oko w oko zatapiam w Tobie me źrenice,

Chwytam Ciebie rękami za obie prawice

I krzyczę na głos cały: «Wydaj tajemnicę!»

Dowiedź, żeś jest mocniejszy, lub wyznaj, że tyle

Tylko, ile ja, możesz w mądrości i w sile...

Nie znasz początku Twego, a czyż ludzkie plemię

Wie, od jakiego czasu upadło na ziemię?

Bawisz się tylko ciągle, badając sam siebie —

Cóż robi rodzaj ludzki? w swych dziejach się grzebie.

Twoja mądrość samego siebie nie dociecze.

A czyliż samo siebie zna plemię człowiecze?

Jeden masz nieśmiertelność; my czy jej nie mamy?

I znasz siebie, i nie znasz; my czy siebie znamy?

Końca Twojego nie znasz; my kiedyż się skończym?

Dzielisz się, łączysz; i my dzielim się i łączym.

Tyś różny: i my zawsze myślą rozróżnieni.

Tyś jeden: i my zawsze sercem połączeni.

Tyś potężny w niebiosach; my tam gwiazdy śledzim.

Wielkiś w morzach; my po nich jeździm, głąb ich zwiedzim.

O Ty, co świecąc nie znasz wschodu i zachodu,

Powiedz, czem się Ty różnisz od ludzkiego rodu?

Toczysz walkę z szatanem w niebie i na ziemi;

My walczym w sobie, w świecie z chęciami własnemi.

Ty sam na siebie wdziałeś raz postać człowieka.

Powiedz, czyś wziął na chwilę, czyś ją miał od wieka!

Do B. Z.

 Słowiczku mój! a leć a piej!

Na pożegnanie piej,

Wylanym łzom, spełnionym snom,

Skończonej piosnce twej!

 Słowiczku mój! twe pióra zzuj,

Sokole skrzydła weź,

I w ostrzu szpon, zołoto-stron,

Dawidzki hymn tu nieś!

 Bo wyszedł głos, i padł już los,

I tajne brzemię lat

Wydało płód! i stał się cud!

I rozraduje świat.

Paryż, 10. sierpnia 1841 roku.

Gdy tu mój trup...

 Gdy tu mój trup w pośrodku was zasiada,

W oczy zagląda wam i głośno gada,

Dusza w ten czas daleka, ach daleka!

Błąka się i narzeka, ach narzeka!

 Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojéj,

I liczne mam serca mego rodzeństwo:

Piękniejszy kraj, niż ten, co w oczach stoi,

Rodzina milsza, niż całe pokrewieństwo...

 Tam, wpośród prac i trosk, i wśród zabawy,

Uciekam ja. Tam siedzę pod jodłami,

Tam leżę śród bujnej i wonnej trawy,

Tam pędzę za wróblami, motylami.

 Tam widzę ją, jak z ganku biała stąpa,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.