drukowana A5
62.1
Legenda Młodej Polski

Bezpłatny fragment - Legenda Młodej Polski


Objętość:
506 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0113-4

No! Io non sono morto/ Dietro me — cadavere/ Lasciai la prima vita!

Carducci

Trovan mi duro/ E io lo so:/ Pensar li fo!

Alfieri

Myśli rodzące się i pojawiające jak pokusa —myśli, co wkradają się, jak wróg, który mąci spokój —myśli, co wiodą precz i każą się rozstawać z drogimi,jak sad dzieciństwa, widnokręgami —

(Ilekroć wykradać się trzeba chyłkiem starym nawyknieniom, omijać pewne słowa,stawiać się im hardo, by nie zajrzały głębiej w oczy, nie odnalazły słabości);

Chwile rozstania z duchowym światem, pustki, zsychania się wewnętrznego —

Chwile najstraszniejsze, gdy dusza zawisa w próżnia osaczy ją świat nienawiścią —

Wam, których wierna, drogocenna przyjaźń byłami podtrzymaniem, gruntem, do którego dążyło słowoniewypowiedziane, jak ziarno do swojej gleby;

którzy byliście mi pewnością, że mnie ten grunt niezawiedzie;

Wam — przyjaciele — moi — a przede wszystkim

Tobie, najwierniejszej i najbliższej z przyjaciół —

(wszystko, co żyć jeszcze może we mnie, jest z Wasi przez Was drodzy, z Ciebie i przez Ciebie — jedyna)

więc mając Was wszystkich na myśli, wszystkich,których twarze mam przed sobą, gdy to piszę, którzypoczujecie, czytając, żem o Was myślał;

poświęcam i przypisuję tę książkę — Tej, którajest, była i będzie niezawodna — cierpliwa — jedyna.

Florencja, 26. lipca 1909

Spis rzeczy

I. Nasze „Ja” i historia: Świadomość kulturalna uważa swoje życie wewnętrzne za proces samoistny i wystarczający samemu sobie: polega on na przyswajaniu sobiewartości i treści wytwarzanych przez dzieje; wartości te wytworzone przez historię posiadają swoją własną dziejową logikę;przyswajając je sobie, wprowadzamy do naszego wnętrza całedzieje; dramat historyczny Europy w nas się rozgrywa. Charakter zachodniej kultury polega na dążeniu do świadomegowytwarzania samej psychiki, samej historii. Psychika nagromadzająca w sobie wartości wytworzone przez dzieje Europy niemoże znaleźć dla siebie wyzwolenia jak tylko przez zawładnięcie tym procesem dziejowym, który całą kulturę europejską,Europę psychiczną wytwarza. Społeczeństwo świadomej i wyzwolonej pracy jest wzorem dziejowym, ku któremu ciąży mocąswej wewnętrznej logiki kultura. Świadomość kulturalna rozwijasię dziś w kierunku wyzyskiwania pracy dziejów na rzecz bezdziejowego subiektywizmu. Tak powstaje sprzeczność zasadnicza kultury nowoczesnej: nie może ona być wyrównana przezżaden automatyczny rozwój — krytyka ciągłości kulturalnej —ale wymaga heroicznego zwrotu woli: heroizmu dziejowegojako planu życia.

II. Kryzys romantyzmu: Samotna jednostka,nieznajdująca dla siebie miejsca w życiu klas posiadających,do których należy jako działacz kulturalny „Młodej Polski”.Romantyzm jako stan świadomości, wytwarzanej w społeczeństwie, lecz niezdolnej do wytwarzania samego społecznegożycia. Zwrot współczesnej krytyki francuskiej przeciwko romantyzmowi. Sama krytyka ta powstaje w granicach romantyzmu, tj. chciałaby przyjąć psychiczny rezultat życia, a odrzucić samą naturę tego życia. Romantyzm jako wynik nieuchronny życia dziejowego, w którym prawo jest nieobecne.Głęboka krytyka romantyzmu musi być krytyką społecznegoustroju. Wartość wewnętrzna świadomości romantycznej zależnajest od procesu życiowego, który ją stworzył. Ubóstwo psychiczne Młodej Polski jako wynik nicości wewnętrznejtego polskiego status quo, przeciwko któremu była MłodaPolska buntem. Usiłowania przywrócenia ciągłości tradycjiprzez „obłaskawienie” ruchu młodopolskiego i zapoznaniedziejowego znaczenia lat 1904--1906. Ciągłość tradycji jakociągłość dobrowolnej i idealizowanej niewoli. Liryzm helotów.Intelekt taroczkowy.

III. Polska zdziecinniała: Za organ narodowego czucia i myślenia służą nam warstwy bierne i bezsilne.Pragnienie spokoju i wygody jako postulat dziejowy, założeniefilozofii. Epikureizm pogodnego dogasania. Polska tragiczna:zbudzenie się dziejowej siły. Problem dziejowy to przymierzei żywa łączność między myślą klasy robotniczej a włościaństwem. Jesteśmy na takiej głębokości, że myśleć trzeba o zasadniczym zwrocie w całym dziejowym życiu. Krytyka tradycji.Katolicyzm jako system myśli i jako fakt dziejowy. Jezuityzmjako formacja dziejowo-kulturalna. Stosunek dziejów Polskido Zachodu. Nasza tragiczna — wreszcie obłudna izolacja.Chrześcijaństwo. Prawo i łaska. Chrześcijaństwo jest w całkowitej sprzeczności z socjalizmem. Kościół katolicki jako chrześcijaństwo prawdziwe. Katolicyzm jako powszechność izolacji.Kościół Milusińskich. Katolicyzm Sienkiewicza. Polska, odciętaod świata, rodzina. Klasycyzm Polski zdziecinniałej.

IV. Mity i legendy: Filozofia bezwzględnego tworzenia. Krytyka języka. Słowo, wytwór dziejów, ukrywaje przed nami, staje się źródłem wszelkiego dogmatyzmu,wszelkiej metafizyki. Metafizyka — mistycyzm wyrywają nasze związku z dziejami obecnymi; maskują własną naszą twórczość; oddają nas we władzę historii minionej. Wyzwoleniedziejowe. Twórcza istota społeczeństwa. Irracjonalizm zasadniczy. Filozoficzne znaczenie historii. Idea prawa. Krytykanaturalizmu. Przesilenie w teorii poznania. Samowiedza i dojrzałość człowieka odczute jak jego zniknięcie. Granice pragmatyzmu. Krytyka empiriokrytycyzmu. Filozofia Sorela. Vico.Idea mitów dziejowych. Tworzenie i jego logika. Ocalenie naszego twórczego ja; ja głębokie. Filozofia Bergsona. MłodaPolska na zasadniczym rozdrożu świadomości kulturalnej.

V. Duszy nie potrzeba!: Świadomośćheroiczna klasy robotniczej jako zadanie. Zabobon gotowegoświata. Polska bezskrzydłych. Poezja i prawda polskich klasposiadających. Skok w próżnię. Fikcje świata istniejącego bezludzkiego męstwa. Racjonalizm jako atrofia woli i odwagi.Irracjonalizm słabości.

VI. Wyprzedaż starych zabawek: Rozkład świadomości kulturalnej i tworzenie się świadomości heroicznej. Moment przesilenia. Ucieczka świadomości rozszczepionej. Parodia swobody; etapy dekadentyzmu. Bunt psychiczny konsumentów. Psychologia i filozofia śp. zasługi.Wyzwolony dekadent i robotnik. Filozofia heroicznego prawa,bezwzględnego samostwarzania się ludzkości.

VII. Polskie Oberamergau: Skandal kulturalny. Patriotyczne grabarstwo: polski romantyzm jest literaturą zaginioną, apokryficzną. Romantyzm i „Młoda Polska”.Psychologia na wspak odwrócona. I. Przemilczany i przegadany Norwid. Styl i dusza. Dziejowość bezwzględna i samotna,niewzruszona wiara. Transcendentalizm Norwida: Dzieje jakoswoboda. Cywilizacja chrześcijańska. Katolicyzm Norwida: filozofia łaski. Dziejowe znaczenie sztuki. II. Tragizm dziejowegowpływu. Ciągłość pracy i teatralizm wyobraźni. Złudzenia perspektywy teatralnej. Praca dziejowa emigracji. Emigracja i Zachód ówczesny. Filozofia dziejowego ducha. Mickiewicz i psychika europejska. Złudzenia polskiej swobody. Monsalwat. Towiański i komuna duchowa Romina. Odwrócenie zasadniczychdążeń romantyzmu w psychologii i myśli Młodej Polski. MłodaPolska i Krasiński. Hamlet i Chrystus. Obłuda umęczonej psychiki. Kultura bezpłodności dziejowej i psychologicznej izolacji.Nieprzemijająca prawda romantyzmu. Romantyzm i bezwzględnetworzenie. Praca życia Słowackiego. Znaczenie piękna. Romantyzm i światopogląd tragiczny. Zadania twórczości polskiej.

VIII. Rozbrojenie duszy: Bezdziejowośćwspółczesnej psychiki polskiej: jej metamorfozy i maski. Widmobezdziejowego świata. Dziejowa rzeczywistość jako jedynygrunt bezwzględnego tworzenia. Bankructwo fetyszyzmu naukowego. Wyzwolenie nauki żywej. Proudhon. Złudzenie naukowości. Metafizyka jaźni wolnej od życia. Ibsen pocieszyciel.Duchowe znaczenie biologii. Nowaczyński. Psychologia bezwzględnego gestu. Tworzenie od biologicznych głębin. Polskabezcielesna. Jaźń i biologia.

IX. Nieboska dni naszych: Upiór i maszyna. Patos kultury zachodniej i filozoficzne wyznania wiaryrozbitków. Idea klasy robotniczej. Fikcje demokracji. MłodaPolska i Europa psychiczna. Postulaty samoistności narodowej. Historia i tożsamość. Miriam jako inicjator kultury zachodniej. Psychologia ponaddziejowego absolutu. Czyste przeżycie. Sztuka i dusza Hamsuna. Indywidualność królewskai psychologiczne atomy. Metafizyczne znaczenie piękna. Geneza estetyzmu: krytyka metafizyczna czystej sztuki. Pateri Miriam. Trochę zwierzęcej młodości.

X. Naturalizm, dekadentyzm, symbolizm:Literatura francuska II cesarstwa; koncepcja sztuki i psychologia Flauberta. Świadomość kulturalna i dzieje. Emil Zolai wiara w naukę. Bezwzględna rzetelność psychiki: twórczośćBaudelaire'a. Psychologia symbolizmu. Bezwzględnie kształtowana psychika: Laforgue, Barrès. Granice literatury francuskiej.Absolutne wypowiedzenie; kult psychiki zawsze gotowej.

XI. Humor i prawo: Wychowawcze znaczenie kultur obcych. Psychologia abstrakcyjnej dziejowości.Engels i Guliwer. Humor jako religia narodowa, jego dziejowezałożenia. Dickens. Filozofia konkretnego czasu. Humor jakoheroizm konkretności. Pochwała śmiechu. Apologia śmieszności. Humor jako tworzenie bezwzględne. Zachodnie bajkiStevensona. Humor jako platonizm; jako dobre sumienie bezwzględnego indywidualizmu. Morze jako wychowawca. Meredith. — Dusza kultury włoskiej. Filozofia wszechobecnegoprawa. Vico. — Leopardi. — Carlyle i Carducci. Dusze narodów. My i Europa.

XII. Dusza samotna: Religijne znaczenietwórczości Kasprowicza. Jej momenty. Liryzm Norwida. Kilkasłów o Whitmanie. Bezwzględne znaczenie liryzmu. PoezjaStaffa.

XIII. Czciciele tajemnic: Psychologiamistycyzmu. Mistycyzm i empiryzm. Mistycyzm naukowy. Neomistyka jako wola chaosu. Poezja Micińskiego. Epicki standusz i rozlewność mistyczna. Goethe.

XIV. Sam na sam z klęską: Epopejaklęski. Psychologia klęski bezwzględnej. Życie pozostawionesobie. Żeromski i sztuka zadomowiona. Złudzenia obojętnościdziejowej. Reymont. Poezja Orkana. Psychologia twórczościŻeromskiego. Siedlisko wewnętrznej klęski. Złudzenia artystycznego wyzwolenia. Wyrzeczenie się woli dziejowej. Dumao Hetmanie i Dzieje grzechu.

XV. Stanisław Wyspiański: Walka z bezdziejowością. I. Psychologia utworów młodzieńczych. Śmierćza życia i estetyzm. Myśl jako zjawisko estetyczne. Rozszczepienie wewnętrzne. Moment Klątwy. Psychologia zwierciadeł.II. Tworzenie symbolicznego czynu. Myśl jako gest. Czynw teatrze. Czyn jako linia. Dusza bezdziejowa i naród: strachprzed zoologią dziejów. III. Znaczenie Achilleidy. Przyjęcieodpowiedzialności za czyn irracjonalny i konkretny. Usiłowaniewyjścia poza logikę indywidualną. Skałka, Bolesław.Wyznanie Powrotu.Znaczenie trwałe twórczości Wyspiańskiego. Tworzeniesię Europy żywych, swobodnie stworzonych narodów. Książkaniniejsza.

I. Nasze „ja” i historia

Świadomość kulturalna uważa swoje życie wewnętrzne za proces samoistny i wystarczający samemu sobie: polega on na przyswajaniu sobie wartości i treści wytwarzanych przez dzieje; wartości te wytworzone przez historię posiadają swoją własną dziejową logikę; przyswajając je sobie, wprowadzamy do naszego wnętrza całe dzieje; dramat historyczny Europy w nas się rozgrywa. Charakter zachodniej kultury polega na dążeniu do świadomego wytwarzania samej psychiki, samej historii. Psychika nagromadzająca w sobie wartości wytworzone przez dzieje Europy nie może znaleźć dla siebie wyzwolenia jak tylko przez zawładnięcie tym procesem dziejowym, który całą kulturę europejską, Europę psychiczną wytwarza. Społeczeństwo świadomej i wyzwolonej pracy jest wzorem dziejowym, ku któremu ciąży mocą swej wewnętrznej logiki kultura. Świadomość kulturalna rozwija się dziś w kierunku wyzyskiwania pracy dziejów na rzecz bezdziejowego subiektywizmu. Tak powstaje sprzeczność zasadnicza kultury nowoczesnej: nie może ona być wyrównana przez żaden automatyczny rozwój — krytyka ciągłości kulturalnej — ale wymaga heroicznego zwrotu woli: heroizmu dziejowego jako planu życia.

Byłoby rzeczą ciekawą i pożyteczną zdać sobiesprawę, jakiego rodzaju pojęcia i wyobrażenia kojarząsię dziś w umyśle przeciętnego Europejczyka z wyrazem „kultura”, „kultura nowoczesna”. Sam wyraz nieschodzi z ust i mimo woli nasuwa się reminiscencjaz Carlyle'a, iż wszelkie sprawy życia rozstrzygają sięw ciszy, że hałaśliwa uwaga oznacza najczęściej zanikjakiejś funkcji, niezdolność całkowitą do wypełnianiaczynności i prac, o których się mówi. Kiedy rozważasię styl, strukturę myślową dzieł i pisarzy, do których określenie „kulturalny” stosowane jest dziś najczęściej, nabiera się dość dziwnego wyobrażenia o tym,jakiego rodzaju pojęcia mają nasi współcześni o warunkach i naturze wielkich procesów historycznych.W samej rzeczy, typem „kulturalnego” w nowoczesnym stylu umysłu są ludzie w rodzaju Rèmy deGourmonta, Anatola France'a, Oscara Wilde'a, Patera, Jerzego Simmla itp. Cechuje ich wszystkichjedna wspólna właściwość: oto wykorzystanie wielkich doświadczeń dorobków dziejowych dla celówindywidualnych; cechuje ich taki stosunek do całegozasobu myśli, uczuć, wartości wytworzonych przezludzkość, jak gdyby całe zadanie historii redukowałosię do tego, by wytworzyć w umyśle danej jednostkiobraz świata harmonijny, piękny lub zaciekawiający.

Kulturą nazywa się dzisiaj przetwarzanie pracydziejowej ludzkości i jej dorobku na czyniące zadośćaspiracjom indywidualnym subiektywne sny o życiuumysłów giętkich i wyrafinowanych.

Zadajmy sobie trud przeanalizowania dokładniei szczerze procesów psychologicznych oznaczanychprzez nas jako nabywanie kultury, a przekonamy się,że mają one na ogół charakter ucieczki intelektualnej,oddalenia się od tego, co stanowi treść naszego nowoczesnego życia. Wydaje się rzeczą niezaprzeczalną,że potrzeby życia czynnego, w którym bierzemy udział,odgrywają bardzo małą i przeważnie negatywną rolęw tym procesie. Nikt nie zechce twierdzić, że nowoczesna literatura i sztuka powstają pod naciskiem impulsów bezpośrednich, dążeń mających za zadanie zabezpieczyć istnienie i trwanie danej grupy ludzkiej.Niewątpliwą zaś jest rzeczą, że wszystko, co wartośćkultury przez nas odziedziczonej stanowi, w tenwłaśnie zostało wytworzone sposób. Swój intelekt,swoją wrażliwość zdobył człowiek, walcząc o sweistnienie: są to dorobki społecznej walki o byt. Dziśnabywamy je, oddalając się od tego zasadniczego stanowiska życiowego, które je wytworzyło. Przyswajaniesobie wyników działalności, pracy, walki dziejowej,olbrzymiego twórczego życiowego procesu historii niejest związane ze zdolnościami i dążeniami czynnymilub też pozostaje w całkowitej z nimi sprzeczności.Stąd wynika paradoksalne ukształtowanie nowoczesnejpsychiki kulturalnej: opanowujemy wyniki pracy dziejowej, stając się niezdolnymi do brania w niej udziału,przyswajamy sobie wartości kulturalne, zatracając tewłaściwości życiowe i psychiczne, które są koniecznedo ich wytwarzania. Dlatego też nowoczesny kulturalny umysł — to w tej lub w innej formie rezultatdziejowej pracy zamieniony w bezwyjściową przygodę indywidualną.

Utożsamiając ten typ nowoczesnego kulturalnegoczłowieka z twórcą kultury, nasz proces nabywaniakultury z procesem jej wytwarzania, wykrzywiamyw sposób niezmiernie skomplikowany i charakterystyczny wszystkie pojęcia o naturze życia i pracy dziejowej, tracimy zdolność pojmowania samej istoty tegoprocesu, który wytworzył wyniki cenione przez nasi przyswajane. Jerzy Sorel wykazuje, że na tymzasadza się wewnętrzna sprzeczność Renana jakohistoryka: nie umie on zdać sobie sprawy, co skłoniło ludzkość, poszczególne społeczeństwa i jednostkido wytwarzania kosztem ofiar dorobku kulturalnego,który ujęty jako całość nie prowadzi nigdzie. Nowoczesny człowiek kulturalny — to jednostka przystosowująca do swoich intelektualnych i emocjonalnychpotrzeb wyniki dziejowej pracy, która była nieustannym podporządkowywaniem jednostek celom częstonam dziś dopiero widocznym, a samym pracownikomnieznanym. Stąd sprzeczność. Każda kultura powstałajako metoda przeobrażenia dusz jednostek w ten sposób, by stały się one zdolne do wykonywania pewnych danych przez naturę procesu społecznego czynności. Każda kultura to to system narzędzi samozachowania, którego wynikiem miało być takie albo inneuzdolnienie czynne. Życie czynne, rzeczywisty processpołeczny to punkt wyjścia: podporządkowując sięjego wymaganiom, przygotowując się do nich, biorącw nich udział, jednostki i pokolenia wytwarzały pewne systematy wartości. Oderwane od tego procesu,pojęte jako coś niezależnego, zmieniają wartości teswój charakter: stają się fermentem rozkładającymnasze zdolności czynne. Renesans, reformacja, filozofia XVIII wieku — to były wyniki olbrzymichprocesów dziejowych: walki i prace wydobywały z siebie to historyczne powietrze, którym my dzisiaj uczymysię oddychać, gdy chcemy rozumieć „style”, „duchyczasów”. To, co było charakterem, staje się dla nassztucznym temperamentem, modyfikacją naszej wrażliwości.

Żyjemy i chcemy żyć w środowisku umysłowymi moralnym, stworzonym kosztem olbrzymiej pracyi utrzymywanym jedynie dzięki niezmiernym a nieprzerwanym wysiłkom, jak w żywiole, stanowiącym własność przyrodzoną człowieka. Traktujemy kulturę, wynik niezmiernie złożonego procesu społeczno-biologicznego, rezultat olbrzymiej pracy człowieka — jakostan wrażliwości, coś zastanego, coś, co jest samoprzez się. Zaszczepiamy w duszy swej roślinność,która żyć może tylko na glebie posiadającej te właśnie pierwiastki, jakich się pozbywamy. Kultura utrzymuje się przez te właśnie procesy, od udziału w których uchylamy się, zwracając się ku niej. Świat historyczny, w którym żyjemy, świat pracy i walki stworzył wszystko, co istnieje dzisiaj jako kultura; mychcemy brać udział w rezultatach i wyzbywamy sięwarunków, z którymi ściśle rezultaty te są złączone.Jules Gaultier, jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy francuskich — określa romantyzmjako nieporozumienie, polegające na tym, że wytworompsychiczno-dziejowym, związanym ściśle z pewnymi warunkami i postawami dziejowo-życiowymi — nadaje się znaczenie bezwzględne. Powiedziałbym więcej. Proces,który doprowadza nowoczesnych ludzi do nabycia kultury, to jest do przyswojenia sobie wyników pracy dziejowej, jest ściśle związany z procesem psychologicznym,rozkładającym w nich wszystkie zdolności do czynnegoudziału w tej pracy. To sprawia, że kulturą nazywa siędzisiaj w Europie pewien gatunek intoksykacjipsychologiczno-historycznej, bowaryzm — jak nazywato Gaultier, rozszczepienie ideologiczne — jak mówiSorel.

Powiedzą mi jednak: utrzymanie wątku kulturalnego, ciągłości kulturalnej, niemożliwym jest przecieżbez przyswojenia sobie przez każde nowe pokoleniedorobku kulturalnego dotychczasowej historii. Należybyć niezmiernie ostrożnym przy posługiwaniu się tymipojęciami ciągłości, rozwoju kulturalnego, postępu etc.Zawierają one w sobie mnóstwo sprzeczności i w tejformie, w jakiej przeciętnie są używane, nie wytrzymują krytyki; nie wytrzymuje jej zasadniczy dla nowoczesnych frazesów o postępie moment automatyzmu. Mówimy o procesie kulturalnym, rozwojuitp. jako o czymś, co trwa samo przez się, samoprzez się się utrzymuje. Otóż oczywiście to „samoprzez się” jest złudzeniem. Rzekomy automatyzmjest działalnością ludzką, działalnością wymagającą dla swego trwania i rozrostu pewnych warunkówpsychologicznych i dziejowych. Jerzy Sorel wielokrotnie wykazał, że pojęcie automatyzmu, poczucieautomatycznie dokonywającego się postępu, związanesą jak najściślej z pomyślnym rozwojem ekonomicznym danego kraju, społeczeństwa, danej epoki. Ideologowie przypisują sile własnych wytworów te powodzenia związane z rozrostem i utrzymaniem się danej ekonomicznej kultury. Hegelwypowiedział tu decydujące słowo: prawdą świadomości panującej jest świadomość służebna. Stosunek prawdziwy danej grupy ludzkiej do przyrody i do całokształtu życia określony jestprzez jej rozwój ekonomiczny, lecz w świadomości kulturalnej stosunek ten odbija się zupełnie inaczej.

Warstwy kulturalne uważają swojeperypetie w nabywaniu kultury, swojeprzejścia ideologiczne, stany dusz, zawłaściwy rdzeń dziejów. Psychologia warstwkulturalnych jest zawsze bardzo skomplikowanym wynikiem zmian, zachodzących w strukturze społeczeństwa: ale warstwy te sądzą, iż psychologia ta rozwijasię z samej siebie, samą siebie wytwarza i przekształca.Historycy literatury i krytycy ulegają nieustannie temubłędowi, nieustannie tworzą całkiem fikcyjne połączenia, ustalają prawdziwie mitologiczne związki genealogiczne. Nie piszemy tu jednak krytyki fikcji, jakimihistoria literatury żyje. Konsekwencje dotyczące tegoprzedmiotu nasuwają się same przez się, gdy się zanalizuje założenia, z których rodzą się tego rodzaju fikcyjne stanowiska i metody. Fikcje te i złudzenia są tylkoposzczególną postacią, poszczególnym wynikiem złudzeńbardziej ogólnych i zasadniczych, które nazwać by można złudzeniami kulturalnej świadomości.Świadomość uważana jest za coś wystarczającego samej sobie: czyż może być coś pierwotniejszego niż to, co jest punktem wyjścia wszystkich naszych dzieł, czynów — nasza psychika, nasze ja — myślą ludzie nowocześni. Człowiek nowoczesny łudzi się niezmiernie.Wszystko, co w naszym ja ma kształt określony, cosię da ująć — jest wynikiem, rezultatem procesu dokonywającego się poza naszymi plecami, jak mówił Hegel w swej Fenomenologii, książce, która,mówiąc nawiasem, powinna być studiowana przez każdego, kto pragnie w myśli swej być niezależnym odwszystkich tych samowmówień, omamień mitologicznych, fetyszystycznych przesądów, w jakie gardzącaHeglem myśl nowoczesnych kulturalnych ludzi wpadanieustannie. Ja nasze jest zawsze wynikiem, produktem: wytwarza się ono poza naszymi plecami, wytworzone zostało w przeważnej części przed naszym naświat przyjściem. Gdy teraz usiłujemy na gruncie tegonaszego ja pracować tak, jak gdyby stwarzało onoaktami swojej woli samo siebie z nicości, gdy usiłujemy żyć, opierając się na nim, jak na opanowanejprzez nas podstawie, wpadamy w cały szereg sprzeczności i powikłań. Rozpatrujemy naszą psychikę jakoświat, podległy własnym swoim prawom, w sobiezamknięty. Psychika ta, o ile jest ujęta w jakieśkształty względnie określone, zależna jest od wszystkich tych zakresów życia, z których pochodzą składające się na nią elementy. Gdybyśmy nawet zdołaliprzeprowadzić zasadę całkowitego uniezależnienia sięod otoczenia, to i wtedy jeszcze wszelkie perypetiewewnętrzne naszej psychiki byłyby tylko momentemz wielkiego dramatu nowoczesnej europejskiej historii, gdyż nie ma w psychice tej i nie może być nic,co by nie zostało wytworzone jako przeżycie grup ludzkich, walczących o istnienie w warunkach, których przekształcenia tworzą właśnie tkankę europejskich dziejów.Historia wytworzyła nas: — marzyć o uniezależnieniu się od historii jest to marzyć o samounicestwieniu, o rozpłynięciu się w eterze feerii i baśni.Jestnaszą istotą właśnie to, że jesteśmy Europejczykami, żyjącymi w tym, a nie innym momencie. — Nasze ja — to nie jest cośstojącego na zewnątrz historii, lecz ona sama; nie mamożności wyzwolenia się od niej, gdyż nie ma w naswłókna, które by do niej nie należało. Gdy więc łudzimy się, że w naszym wnętrzu jesteśmy samotnii niezależni, wyrywamy z właściwego związku to, cotylko w związku tym pojmowane być może. Gdy usiłujemy odgadnąć tajemnicę człowieka za pomocą introspekcji, refleksji filozoficznej — dokonywamy zawsze tylko próby systemizacji wytworów historii. Nasza metafizyka jest zawsze mitologią społeczną, przypisuje bowiem samoistne znaczenie momentom społecznego istnienia. Od czasów Vica powinno byłostać się to przekonanie o wszechobecności historii,o jej zasadniczym metafizycznym znaczeniu, podstawowym założeniem wszelkiej filozoficznej myśli. Nic paradoksalniejszego nad złudzenie metafizyków, mistyków, którzy z lekceważeniem mówią o historii, zagadnieniach dziejowych i usiłują ponad nią, niezależnieod niej zrozumieć byt, wieczną tajemnicę itp.; niesą oni w stanie znaleźć nigdzie ani okrucha gruntupozahistorycznego: każda myśl, każda wartość jestwytworem historii: poza wszelką psychiką i jej formami jest to, co ją tworzy: walka zbiorowaludzkości o życie swe i utrzymanie. Dziejeludzkości są dla nas niezaprzeczalną i ostatecznąrzeczywistością konkretną: w nich to człowiekstyka się z tym, co jest pozaludzkie i swoje przeznaczenie stwarza. Gdy usiłujemy przeznaczenie to zrozumieć niezależnie od historii, hipostazujemy tylko momenty tej ostatniej i zamieniamy je w istności niezawisłe. Gdy usiłujemy wyzwolić się od historii, padamy ofiarą historii niezrozumianej. I historią niezrozumianą, mitologią dziejową, jest zawsze każda metafizyka, wszelka ponad- czypozahistoryczna koncepcja życia. Na to już nie marady: — „notre moi le magnifique tak jest wplątanew pasmo dziejów, że nie uda się nam go z tej tkaniny wyplątać. Podoba się nam to, czy też nie: jesteśmy tym, czym jesteśmy — tj. wytworami pewnejhistorii. Nie uda nam się wyjść poza nią. Możemyzmieniać tylko maski, formy, nie zmienimy samej zasadniczej treści. Rzeczywistość nasza określona jest całkowicie przez historię, jest tą historią. Łudząc się, żetak nie jest, tracimy własne życie, bo kto myśli, że odhistorii uciekł, ten już padł jej ofiarą, tego ona wlecze już, urabia, kształtuje, a on te wyciskane przez niąstygmaty — tłumaczy jako runy swej poza czasemprzebywającej duszy. Tam dopiero zaczyna się możność swobodnego spojrzenia, gdzie są okopy ludzkiegoobozowiska: trzeba całą historię objąć, wziąć w pierśwłasną, by w jej imieniu móc samemu sobie, światu —rzucić groźne i istotne: po co? Dopóki tylko w sobie,w ukształtowaniu przypadkowym własnej świadomościszukamy absolutnego sensu, nie wychodzimy poza granice tego odłamu dziejów, który wysnuł, wyprządł całąnaszą psychikę. Wszystkie błędy i złudzenia nowoczesnej myśli są różnymi formami i konsekwencjami tegozasadniczego błędu: — nadawania pozahistorycznego znaczenia momentom historii, uznawania za klucz bytu tego,co jest tylko momentem i wynikiem dziejów ludzkości.

Ewolucjonizm à la Spencer i Haeckel, idealizmabstrakcyjny, indywidualizm, materializm, iluzjonizm,estetyzm à la Wilde — wszelkie postacie romantyzmu —wszystko to są tylko różne wzory, wysnute na tkancenowoczesnej świadomości przez proces dokonywającysię poza jej plecami: — nowoczesne dzieje Europy.

I rzecz oczywista, sprawa komplikuje się tylko,gdy ta tak wytworzona i zmistyfikowana świadomośćz kolei zwraca się do tych dziejów i usiłuje je wysnućz siebie. Te Münchausiady historyczne czynią dlanas raz na zawsze nieczytelnymi wszelkie publikacjeepigonów naszego romantyzmu na temat historii, polityki, życia społecznego. Gdy bowiem zwracamy sięku ponadindywidualnym formom działania i myśli, niedogodności zamistyfikowanej świadomości kulturalnejwystępują szczególniej dobitnie. Znika możliwość względnej chociażby, chociażby czysto hipotetycznej izolacjipsychicznej: podstawa naszej działalności — psychika —nie tylko jest wynikiem dokonanego poza nami procesu, lecz przekształca się nieustannie, zależnie od głęboko poza nią i pod nią działających przyczyn. Dalej.Rezultaty naszego, opartego na tak chwiejnym grunciedziałania wnikają w świat jeszcze bardziej od nas niezależny. Mitologia wprowadzona w czyn kończy sięniepowodzeniem, ale zamistyfikowana świadomość przekształca samo to niepowodzenie, stwarza sobie widmowroga, w walce z którym niby to ulega, dalej walkętę w myśli swej prowadzi. W biografii każdego typowego idealisty europejskiego XIX stulecia możemyz łatwością odnaleźć scharakteryzowane tutaj momenty.Niepowodzenia same stają się więc potwierdzeniamiz punktu widzenia zamistyfikowanej świadomości: złudzenie tylko staje się szczelniejszym. Dorobek kulturalny XIX stulecia został w znacznej mierze uwarunkowany przez tego rodzaju właśnie perypetie. Nie należy ani na chwilę zapominać o tym.

Idzie wciąż o to, aby zrozumieć, że zapanowaćnad życiem, stać się swobodnymi, możemy jedynie przezzrozumienie i opanowanie tych sił, które stworzyły naszą psychikę. Idzie o całkowite przeniknięcie się tą myślą,że historia nie jest czymś, co stoi na zewnątrz nas, względem czego możemy zajmować dowolne stanowiska.

Psychika związana jest z bytem jedynie i wyłącznie przez ten proces życiowy, który ją wytworzył: gdyuważa samą siebie za istnienie niezawisłe od tego procesu, traci możność zapanowania nad nim. Sen o swobodzie staje się istotną niewolą. Gdy dumnie zamykamysię w granicach naszego ja, poddajemy się ślepo tymsiłom, które je stworzyły i przekształcają. Ja nasze —to wytwór, związany mniej lub więcej ściśle z całymrozwojem kultury nowoczesnej. Gdy najbardziej nawetzacieśniamy własne życie, nie zmieniamy tego faktu, żejest ono uwarunkowane przez pewną fazę, pewien moment ogólnej historii europejskiej. Żadna z tych faznie jest zamknięta w sobie: każda pozostaje w związkuz całością i przez całość tę jedynie zrozumiana i wytłumaczona być może. Ja nasze pełne jest czarów i zaklęć: to, co uważamy za naszą własność, jest darem potęg przekształcających nasze istnienie. Rzeka historii europejskiej przecieka przez nasze wnętrze. Nie udasię nam zrozumieć samych siebie, wyzwolić samychsiebie, jeżeli nie sięgniemy aż do dna tego procesu.Kto chce istotnie być panem swoich losów, świadomieprzeżyć i tworzyć swoje życie, musi sięgnąć aż do tychgłębin, w których rodzą się siły, określające bieg i kierunek wielkiej dziejowej rzeki.

Pociąga to niezmierne ważne konsekwencje.

Psychika nasza, świadomość nasza, są wytworemnowoczesnej europejskiej historii: tym są w istocieswojej, czym czyni je bieg tej historii, ich udział w niej. Stąd więc wtedy tylko swobodnymibyć byśmy mogli, gdybyśmy w samej rzeczy władalitymi siłami, które nasze ja określają. Nasze ja, jegotreść, wskazuje nam jedną tylko możliwą drogę do swobody, drogę, która prowadzi poprzez zapanowanie nadprocesem stanowiącym istotę nowoczesnej europejskiejhistorii. W tej tylko głębinie chwytamy i ujmujemy nagąwolność naszą: nasze ja właściwe przebywa aż na dniepod nurtem historii; na każdej innej powierzchni ujmujemy samych siebie poprzez kształty wytworzone przezbieg zdarzeń, utożsamiamy się z nimi, stajemy się bałwochwalcami. Zapanować nad samym sobą, siebie samego tworzyć, być artystą i twórcą własnego przeznaczenia, siebie samego znać i posiadać w ten tylko sposób może nowoczesny Europejczyk: taką jest siła fatalna, tkwiąca w naszym pozornie osobistym, izolowanym, prywatnym ja. I taką jest klątwa czy błogosławieństwo nowoczesnej europejskiej kultury, że nie możejuż ona ustalić się na żadnym innym poziomie, że logika wewnętrzna ciągnie ją ku tym głębinom, w których wykuć i ująć siebie musi prawdziwa, panująca nadlosem własnym, nad duszą swą i jej drogami samowładza ludzka. Ciężar gatunkowy europejskiej psychikinie pozwoli jej ustalić się na żadnym innym poziomie:jeżeli tego nie rozumiemy, padamy ofiarą zapoznanych,niezrozumianych praw dziejowego ciążenia.

Nie zastanawiamy się nad zagadnieniami najistotniejszymi, które dlatego właśnie, że tak istotne — nieustannie nam towarzyszą; zapominamy, jak straszliwewprost znaczenie tkwi w samym pojęciu naszego ja,w ja jako formie. Oto pewna ukształtowana w pewienspecjalny sposób psychika przyjmuje samą siebie zapodstawę działania. Działa i gdy jej czyny wracają doniej, przełamawszy się w pryzmacie całego otaczającegoją życia, musi uznać je za swoje. Co to znaczy? Otoani mniej ani więcej, jak to, że każde ja zostaje uznaneza pana całego przyczynowego splotu życia. Świat cały,mówi francuski filozof Le-Roy, jest naszym ciałem.Ja z tego punktu widzenia jest zadaniem: psychika masię stać odpowiedzialnym i niezależnym władcą świata,kształtować ma życie jak swą własność. W działaniuswoim na niej się opieramy, działanie to zaś przeistacza się zależnie od tego, co zeń świat uczyni i to przeistoczone działanie wraca ku nam jako dzieło, nasza odpowiedzialność. Rysem znamiennym nowoczesnej europejskiej kultury jest to, że opiera się ona na tak pojętej indywidualności, że przyjmuje ona cały bezmiartkwiący w samym pojęciu ja, że usiłuje to ja zrealizować.

To wyznacza zasadniczy, podstawowy kierunek europejskiej historii. Ja tu jest nie złudzeniem, lecz czymśistotnym. Kultura europejska — to usiłowanie zmierzająceku utożsamieniu pojęcia jaźni i człowieka, topodniesienie człowieka do godności swobodnego, rzeczywistego sprawcy swoich losów.

Ja każdego z nas wplecione jest w proces, któryobejmuje całokształt europejskiej kultury i historii: niebędziemy wolni, nie będziemy sobą, jeżeli całej kulturytej nie opanujemy w jej korzeniach, jeżeli władać sięnią nie nauczymy, jak posłusznym nam dziełem. To,co Hegel uważał za podstawę, jest celem i zadaniem. Człowiek musi zawładnąć tak życiem, aby nie było w nim, w jego własnej duszy nic prócz tego, co on samświadomie zamierzył i stworzył. Hoene-Wroński sformułował istotnie w terminach teologicznych rys najbardziej zasadniczy, wyróżniający EuropęZachodnią od wszelkich innych kultur: człowiek dążytu do tego, by stać się własnym, świadomym stwórcą,by samego siebie swobodnie i świadomie tworzyć.

Psychika samą siebie swobodnie utrzymująca i rozwijająca — oto niewątpliwie określenie pojęcia ja, jegoistota. Lecz w jaki sposób psychika utrzymuje się,narzuca światu poza nią istniejącemu swoje prawa?Tu przechodzi linia graniczna pomiędzy nowoczesnąfilozofią a filozofią Hegla. Dla Hegla świat był zasadniczo tej samej co i psychika natury. Psychika ujmowała jego istotę, poznając. Opanowanie świata byłoprocesem logicznym. Dla nas inaczej stoją te sprawy.Utrzymanie się psychiki wobec świata ukazuje się w zasadzie jako rezultat walki. Psychika związana jest ściślez życiem. Zwycięska psychika ukazuje się nam jakowynik nie logicznego, lecz biologicznego procesu. Racjonalizm posługuje się irracjonalizmem jako narzędziem. Stworzyć formy życia, w których ja byłobyswobodne, stworzyć formy życia zdolne utrzymywaćsię wobec naporu wrogiego świata, z całkowitą samowiedzą i samowładzą ostawać się wobec niego i ponadjego skłębienie siebie wydźwigać — tak oto przedstawiasię sprawa. Pomiędzy myślą a światem nie ma przedustawnej harmonii. Człowiek musi sam stworzyć sobieswój posłuszny świat. Praca ukazuje się jakojedyny fundament myśli. Myśl żyje w świecie,o ile utrzymywana jest na jego powierzchni przez wysiłek życia. Sama przez się nie ma żadnej władzy. Tu występuje nieubłagana surowość nowoczesnego stanowiska. Samo przez się nasze ja, jako forma psychiki, jest bezsilne. Istnieje, o ile jest utrzymywane na gruncie pracy. Jeżeli z pracą tą nie jest związane bezpośrednio, zależnym jest od niej, od jej przypadkowych wymagań i konstelacji. Ja jest swobodne jedynie jako psychika człowieka swobodnie stwarzającego swoje podstawy bytu wobec wszechświata. Jedynie jako ja swobodnie rządzące swoją pracą, realizuje ono swoja swobodę, staje się niezależnym od warunków stwarzanych przez przypadkowe konstelacje procesu ekonomiczno-dziejowego, w takich tylko warunkach ja stwarza i utrzymuje samo siebie, nie zaś jest wytwarzane w głębiach nieopanowanej historii, poza własnymi plecami. Psychika — to podstawa samoistnych czynów i odpowiedzialności; by mogła ona wytrzymywać ten ciężar, musi istotnie sama sobie wystarczać wobec wszechświata, musi być formą życia, zdolną utrzymywać samą siebie. Jeżeli psychika jest tylko wynikiem przypadkowego ukształtowania życia historycznego, poprzedzającego ją i współczesnego jej, jeżeli wpleciona jest w proces niezawisły od niej i przekształcający ją — jest rzeczą jasną, że wpadać ona będzie w kolizje, gdy zechce sama siebie uznawać za podstawę działania.

Każda psychika zawiera w samej sobie logikę swych postępków; gdy logika ta nie jest w stanie wytrzymać nacisku świata, psychika wytwarza sobie obrazy świata sztuczne, mające za zadanie uzasadnić ją we własnych oczach. Współczesna literatura przynosi niezmiernie charakterystyczne przykłady prawdziwych zdziczeń duchowych, powstających stąd, że psychika wytworzona przez pewne specjalne ukształtowanie społeczno-historyczne — usiłuje stworzyć sobie obrazświata, w którym mogłaby samej sobie wystarczać,samą siebie utrzymywać. Myśl nowoczesna utrzymujesię na podstawie bezmiaru dokonywanej nieustanniepracy; gdy usiłuje wytłumaczyć sobie, że stoi o własnych siłach, powstają obrazy świata przerażające wprostswą fantastycznością. Będziemy mieli sposobność zająćsię bliżej poszczególnymi zjawiskami tego typu. Tu wracamy do zajmującego nas przedmiotu, do zagadnienia,jakim warunkom musi uczynić zadość kultura nowoczesna.

Wszelkie określenia i schematy mają oczywiściewartość względną. Dla naszych celów możemy jednakprzyjąć następujące określenie kultury. — Kulturą nazywamy systemat wymagań, przez których spełnienienadajemy trwałość naszym właściwościom psychicznym, utrwalamy je poza sobą. Tak w epoce renesansu trwałym wydawało się to, co stanowiło przedmiot upodobań męża, zdolnego siłą lub chytrościąutrzymać się w walce wszystkich przeciwko wszystkimna powierzchni historycznego życia. Być przedmiotemupodobania ludzi zdolnych wywrzeć wpływ na wypadkipaństwowe — oto co nadawało znaczenie trwałe wartościom kulturalnym i psychicznym. Stać się cechą,zdolną wytrzymać miarę „dworskości” — oto co znaczyło być podniesionym do stopnia kultury w epoceLudwika XIV. Stać się cząstką kultury znaczyło tozawsze stać się pierwiastkiem w życiu typu istnienia,ukazującego się w danym momencie jako trwały. Gdydziś szukamy typu, który by wytrzymywał tę miarę,ukazuje się nam jako konieczny warunek: zdolnośćsamoistnego utrzymywania swego życia wobec wszechświata. Kulturalną wartość będą posiadały stany psychiczne niezbędne dla istnienia takiego typu. Trwałośćkulturalną nadajemy naszej psychice jedynie przez takiejej przeistoczenie i zużycie, aby stała się jednym z momentów istnienia typu utrzymującego się wobec wszechświata swą własną pracą. Trwałość kulturalną ma to,co jest niezbędnym momentem w życiu takiego typu.

Zrozumiejmy bliższe znaczenie tego określenia.

Aby dany typ mógł istnieć, musi on być zdolnymwytwarzać swobodnie to wszystko, co jest koniecznym do rozwinięcia nie mniejszej ilości poddanejludzkiej woli energii, niż ta ilość, jaką wytwarzają dzisiejsze, opierające się na reglamentacji z góry społeczeństwa. Poziom swobodnej pracy niemoże ustępować poziomowi pracy skrępowanej, jeżeliswoboda pracy ma być możliwa jako fakt ekonomiczny.Nie dość na tym, aby swoboda ta stała się możliwajako fakt ekonomiczny — niezbędne dla niej warunkibiologiczne i psychiczne muszą stać się pożądanymi,muszą stać się podstawą biologicznego samodoboru,muszą jednym słowem wejść w skład ideału erotycznego ludzkości. Rola erotyzmu w naszym życiu umysłowym, zwłaszcza zaś w wytworach zbiorowej kulturalnej myśli jest niezmiernie ważna i bywa na ogółsłabo rozumiana. Można, jak sądzę, twierdzić, że znaczenie kulturalne w wielkim stylu może pozyskać tylkotaki sposób pojmowania życia, który odpowiada jednocześnie i wymaganiom praktycznym nowego typu, tj. może się stać dla niego regułą ekonomicznego zachowania się i działa w sposób zgodny z wymaganiami najszczęśliwszego rozwoju na jego instynkty i potrzebyerotyczne. Jeżeli życie erotyczne człowieka upływaw sposób niezgodny z jego sposobem pojmowaniaświata, jeżeli świat jego pracy nie jest światem jegomiłości, rozterka ta prędzej czy później zburzy harmonię danej kultury. Stosunki te są niezmiernie skomplikowane: niewątpliwą jednak jest rzeczą, że przyocenie każdego systematu kultury należy badać jegostosunek do świata erotycznego życia człowieka. Nasza polska literatura odznaczała się i odznacza zdumiewającym brakiem zmysłu dla tego rodzaju zagadnień. Będziemy mieli sposobność przekonać się, jakniezmiernie cennym i ważnym dla zrozumienia twórczości jest zaznaczony tutaj przez nas punkt widzenia.Tu raz jeszcze powtarzamy, że utrwalonym w znaczeniu istotnym może być tylko taki typ istnienia, któryjest w stanie samoistnie ostać się wobec wszechświata,tj. taki, który zdoła nie tylko wyrobić w sobie warunki niezbędne dla swobodnej, kierującej samą sobąpracy, lecz tak dalece zrośnie się z nimi, że stanowićbędą one moment jego erotycznego ideału. W takimtylko wypadku świat prawny i naukowy danego typubędzie jednocześnie jego światem estetycznym.

Nie należy ulegać złudzeniu, że w przeszłości kultura powstawała przez podporządkowanie się jednostekwzorom gotowym i danym. Kultury ukazują się namjako wystarczające sobie całości wtedy tylko, gdy zostały już stworzone. Każdy świat kulturalny w momencie swego powstania był czymś nowym, niebywałym, bezzasadnym, chaotycznym, grzesznym: powstawałwraz z narodzeniem jakiegoś nowego typu istnienia,typu, który był zaprzeczeniem poprzednich, buntemwobec nich, zerwaniem ciągłości. Kultura klasycznaXVII wieku we Francji, ów wzór tradycjonalizmuprzyświecający Brunetiére'om i Lemaître'om, była teżw momencie swoich narodzin zerwaniem tradycjonalnego wątku i odstępstwem. Przedstawiciel tej nowejkultury sprzeniewierzał się ideałom feudalnej dumy i niepodległości, był odstępcą od czcigodnych sędziwych tradycji i obyczajów. To samo działo się w każdym momencie kulturalnych narodzin. Dziś tylko większym niż kiedykolwiek jest przedział do wypełnienia:wszystkie dotychczasowe typy kulturalne żyły i rozwijały się na gruncie niesamodzielnej, utrzymującej jepracy. Pomimo to, ten jeden tylko pozostał niewątpliwie kierunek. Wola kultury tę jedną ma tylkoprzed sobą drogę: tworzenia i hodowania psychikiswobodnych, samoistnie stwarzających całe swe życie,cały gmach swego istnienia pracowników.

Użyłem wyrazu „wola”. Gdy się czyta dzisiejszeprace historyczno-społeczne, doznaje się wrażenia, żejest ona nieobecna i niepotrzebna. Deprawujący i usypiający mit nieustannego, automatycznego postępu —przesłania nam tę prawdę, że wszystko, co kiedykolwiek było i jest wartością kulturalną, zostało stworzone przez wysiłek, że aby nowy świat kultury powstał, musi on stać się przedmiotem dążeń, celem, kuktóremu zmierza i wytęża się wola pokoleń. W danymwypadku zaś mamy do czynienia z koniecznością dokonania świadomego i celowego skrętu w swym życiupsychicznym. To, co jest automatyzmem w życiu warstwkulturalnych, skierowuje bowiem ich myśli i dążeniaw zgoła innym kierunku. Literatura, sztuka, filozofia,ideologia w ogóle powstają dzisiaj za sprawą pierwiastków niezwiązanych z żadną określoną funkcją, z żadnym określonym typem społecznym. Pierwiastki tew psychice swej przynoszą struktury najrozmaitszychminionych typów kulturalnych; niezwiązane z żadnymokreślonym kierunkiem działalności i wystawione nadziałanie zmieniającego się bez ich wdania się otoczenia, zawisają one wprost w powietrzu bez żadnego oparcia. Nie znajdują naokoło siebie żadnego trwałego typuistnienia, nie znajdują w swoim życiu żadnej celowejkonieczności: życie wydaje im się dowolną grą psychicznych przypadków, pewnym rodzajem creatio exnihilo, powoływanym do istnienia przez psyche. Psyche — ten twór mozolnie zrodzony pod naciskiemnajróżnorodniejszych konieczności historii — uchodzićzaczyna za historii tej swobodną twórczynię. Dowolność, przypadkowość istnienia, właściwa żyjącym jakbyw porach dzisiejszego społeczeństwa przedstawicielomkultury, zostają odczuwane jako typ właściwy życialudzkiego. To, co nazywa się w języku tego rodzajuelementów twórczością kulturalną, jest właściwie całkowitym przeciwstawieniem tego stosunku do życia,który zawsze i wszędzie kulturę wytwarzał. Zamiastpodporządkowywania przypadkowej psychiki indywidualnej wymaganiom trwałego typu życiowego — mamypodporządkowywanie wytworów historii subiektywnymwymaganiom przemijającej indywidualności. Tworzyćznaczy to tu przystosowywać treść życia do wymagańnaszej indywidualnej wrażliwości, znaczy to przemieniać życie i jego pracę w sen mile nas kołyszący,w ponętną i zajmującą bajkę. Świat cały istnieje tylkopo to, aby miały w sobie co odbijać bańki mydlane.Nie jest w naszej mocy zmienić warunków, w jakichpowstaje dziś ideologia, ale nie trzeba przeceniać kulturalnego znaczenia powstających tu ruchów, strzecsię należy narzucających się tu perspektyw, zachowaćświeżość głowy wobec wytwarzanej tu odurzającejatmosfery. Rzeczy trwałe mogą powstawać tu tylkoprzypadkowo lub pod wpływem niezwykle silnej,heroicznej woli. Idzie o to, aby woli tej ułatwiać powstanie, aby usuwać przynajmniej psychologiczne, intelektualne przeszkody, jakie zagłuszają prawiekażdy jej pierwiastek. Idzie o to, aby zrozumieć życiowe znaczenie procesów, przykuwających do siebieuwagę swą hałaśliwością.

Inną jest rzeczą kulturę tworzyć, a inną rozumieći tłumaczyć to, co już stworzone. Każdy świat kulturalnypowstawał nie z logicznej analizy poprzedniego, leczz zupełnie nowego wątku, z zaprzeczenia tego, czymżył poprzedni. Każdy był przed powstaniem swym nagim barbarzyńcą, każda nowa kultura ukazywała sięzrazu jako zaprzeczenie poprzedniej, wydawała się samej sobie zaprzeczeniem kultury, wartości. Tworzyćnową kulturę znaczy to tworzyć nowy typ życia. Narastając, walcząc o swe istnienie, wyłoni on z siebieto, co gdy będzie dokonane, ukaże się jako systematyczna całość, rozumny organizm wartości, a co w momencie powstania wydaje się zaprzeczeniem wszystkichtych form, w jakich wyobrażają sobie życie umysływychowane na zakończonych, przeminionych kulturach. Toteż przy ocenianiu kulturalnej wartości danejmyśli, danego kierunku — badamy nie intelektualnąjego logiczność, lecz życiową wydajność: zastanawiamysię nad tym, do jakiej formy życia on należy i jakajest podstawa trwania tej formy, tj. zastanawiamysię nie nad tym, czy odpowiada ten kierunek naszymupodobaniom, nałogom, przesądom, lecz czy zdoła onutrzymać i rozwinąć sam siebie wobec świata, czyzdoła ostać się wobec życia. Czy znaczy to, że mamywypierać się samych siebie, że mamy wyrzekać sięwłasnej duszy dla tak lub inaczej pojętej doktryny?Bynajmniej. Znaczy to tylko, że mamy walczyćo utrwalenie tego, co cenimy w sobie, znaczy to, żemamy pracować nad tym, aby zapewnić trwanie temu,co wydaje się nam w nas najcenniejszym. Widzieliśmy,że w ten sposób powstawała każda kultura, każda kultura wynikała z takiego przetworzenia subiektywnychwłaściwości, że stawały się one momentami trwałejhistorycznie formy życia. Nasza psychika współczesnajest wynikiem dotychczasowej europejskiej historii i jejwytworem, stać się może ona elementem kultury o tyletylko, o ile powstanie i dojrzeje typ życia, panującynad tymi siłami, których gra stworzyła dotychczasoweeuropejskie dzieje. Jest tylko jedna droga, prowadzącado ocalenia kulturalnych wartości: polega ona na takim ich przetworzeniu, aby stały się organami panowania nad światem rządzącej sobą niepodległej pracy.

Należeć do trwałego świata, stanowić jego moment organiczny — takim było zawsze określenie kultury, twórczości kulturalnej. Kulturą stają się właśnienasze cechy indywidualne jedynie, gdy są oparte natakim trwałym gruncie. Dzisiaj zadanie nasze jest szczególnie trudne, gdyż świat kultury, na którym jedynieoprzeć się możemy, nie istnieje, nie można nawet powiedzieć, że powstaje. Nie uciska on nas z zewnątrz,w sobie samych zbudować i ugruntować musimy, założyć siłą woli podstawy trwałe i niezapadające siępod nogami. Odpowiedzialność wobec historii — otojest rys zasadniczy każdej mającej doniosłość kulturalną działalności. Wrogiem najgroźniejszym jest dziśżycie bez historycznego planu, miękki i bezkostny subiektywizm. Brak kulturalnej, historycznejwoli, brak męstwa, odległych historycznych perspektyw— oto cechy, rzucające się w oczy nowoczesnej europejskiej psychice kulturalnej. Tym kanałem wycieka najszlachetniejsza krew naszej myśli. Kultura dzisiejsza tow znacznej mierze system złudzeń i iluzji, przesłaniających ten istotny stan rzeczy: — to system ucieczek przed historią. Niewiara w historię, bezsiła dziejowa — oto treść, przybierająca najróżnorodniejszeformy. Jedną z najniebezpieczniejszych jest optymistyczna wiara w przyszłość powstającą automatycznie:zabija ona to, co jest najniezbędniejsze — heroizmwoli, i to dziś, gdy jest on dla nas, nieposiadającychnad sobą żadnej istniejącej obowiązującej formy — jedynym gruntem. Fundament nasz i sklepienie naszew nas tylko przebywają, nie ma ich poza nami.

II. Kryzys romantyzmu

Samotna jednostka, nieznajdująca dla siebie miejsca w życiu klas posiadających, do których należy jako działacz kulturalny „Młodej Polski”. Romantyzm jako stan świadomości, wytwarzanej w społeczeństwie, lecz niezdolnej do wytwarzania samego społecznego życia. Zwrot współczesnej krytyki francuskiej przeciwko romantyzmowi. Sama krytyka ta powstaje w granicach romantyzmu, tj. chciałaby przyjąć psychiczny rezultat życia, a odrzucić samą naturę tego życia. Romantyzm jako wynik nieuchronny życia dziejowego, w którym prawo jest nieobecne. Głęboka krytyka romantyzmu musi być krytyką społecznego ustroju. Wartość wewnętrzna świadomości romantycznej zależna jest od procesu życiowego, który ją stworzył. Ubóstwo psychiczne Młodej Polski jako wynik nicości wewnętrznej tego polskiego status quo, przeciwko któremu była Młoda Polska buntem. Usiłowania przywrócenia ciągłości tradycji przez „obłaskawienie” ruchu młodopolskiego i zapoznanie dziejowego znaczenia lat 1904--1906. Ciągłość tradycji jako ciągłość dobrowolnej i idealizowanej niewoli. Liryzm helotów. Intelekt taroczkowy.

Podczas czytania prac Burckhardta i Symondsa o włoskim renesansie przychodziła mi do głowy myśl,jak przedstawiłby się nasz okres „Młodej Polski”, gdybyśmy wobec niego zajęli tak rozległe, historyczne,opisowe stanowisko. Zginęłoby mnóstwo złudzeń subiektywnych, ale na ogół mielibyśmy więcej szans dlasformułowania obiektywnego, sprawiedliwego sądu.Gdy się wżyjemy w warunki dziejowe, wśród którychpowstawało i rozwijało się włoskie odrodzenie, czujesię wprost w sobie tę moc fatalną, która ciążyła tuna duszach, kształtowała je, tworzyła ich charakter i tragizm. Ginie osobista wina lub zasługa, giną nawetsympatie i antypatie: wydaje się, że cała epoka byłajedną wielką duszą, a momenty jej życia, oddzielnejego kierunki, ukazują się nam jako Savonarola, Machiavelli, Juliusz II, Michał Anioł, Botticelli, Ariost.Z samych urządzeń i stosunków wydobywa się pewnalogika, która wołać zdaje się o taką lub inną ludzkąpostać; i ukazują się nam w tragicznym świetle Włoch,ginących wśród szamotania się z zamierzchłej przeszłości w przyszłość do dziś dnia nierozwikłaną rwących.się sił — protagoniści dziejowego dramatu. I dziś wydaje mi się, że i u nas Kasprowicz, Przybyszewski,Wyspiański, Żeromski, Staff, Irzykowski są tak zrośnięci z logiką samego życia naszego społeczeństwa, żedaliby się z niej wprost wydedukować. Jest to niewątpliwie złudzenie, ale częściowo tylko: nie tłumaczy onosamo przez się nic, ale opiera się na wyczuciu rzeczywistego istotnego związku pomiędzy elementami naszego poznania. Nadaremnie jednak kusilibyśmy się o zajęcie czysto historycznego stanowiska. Logikę ogólną życia aktualnego tworzy nasz względem niego stosunek;jest to nieuniknione i dość, gdy zdajemy sobie z tegosprawę.

Gdy zadajemy sobie pytanie, kto był właściwymtwórcą ruchu młodopolskiego, jego protagonistą, jakityp społeczny doszedł w nim do swego wyrazu —odpowiedź nasza musi być całkiem jasna. Typem tymbyła osamotniona jednostka, nieznajdująca dla siebiew ramach istniejącego społeczeństwa zadania ani stanowiska, pochodząca z warstw posiadających lub psychicznie od nich zależna. Odrywanie się jednostki tejod społecznego podłoża, jej dojrzewanie do samotności,usiłowanie przełamania tej samotności, stworzenia naokoło siebie nowej rzeczywistości, próby uzasadnieniaswego stosunku do świata, oparcia na tym stosunkujakiejś akcji, jakiegoś dziejowego czy choćby tylko indywidualnego planu — oto są zasadnicze momentyprzejść psychicznych, których wyrazem była i jesttwórczość Młodej Polski. Dla jednostek, biorących w tym ruchu udział, proces ten trwa do dziś dnia,wciąga coraz to nowe osoby i grupy, usiłuje dziś, niezmieniając swej natury, wejść jako moment w życietego samego społeczeństwa, od którego, wyodrębniającsię, rozpoczął się i powstał. Właściwe wypadki 1904--1906roku zmieniły tak dalece atmosferę umysłową u nas,z taką plastycznością zarysowały stosunki, zachodzącepomiędzy oddzielnymi warstwami, iż moment MłodejPolski takiej, jaką ona była przed wielkim wstrząśnieniem, przeminął. Niewinność została utracona. Zachować swój status quo ante ruch może tylkokostniejąc, wchodząc w świadomie albo bezwiednie kompromisy, wsiąkając w rodzime bagienko. Dotyczy toMłodej Polski jako formacji umysłowej, kierunku; oddzielne jednostki, oddzielni twórcy zbyt sązaabsorbowani przez dzieło swoje, przez jego z fatalnąsiłą rozwijającą się logikę wewnętrzną, aby istniała dlanich możliwość bezpośredniego reagowania na przeistoczenia życiowe. Kogo lata 1904--06 zastały panemswego duchowego świata, tym nie zdołały one wstrząsnąć zbyt silnie: być może przyspieszyły tylko krystalizację.

Gdy teraz charakteryzuję w rysach ogólnych psychospołeczną genezę ruchu, czynię to bez bezpośrednio polemicznych celów. Pragnę nie tyle przeciwstawiać się oddzielnym myślom i ludziom, ile raczej określić ogólną atmosferę i wpłynąć, o ile to możliwe, najej dalsze przeistoczenie.

Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć swoje stanowisko względem pewnego zestawienia, które nasuwasię samo przez się. Déracinées Barrésa są midobrze znani. Wiem, że niejednemu z czytelników nawinie się to przypomnienie, gdy czytać będzie o wspomnianej samotnej jednostce. Nie będę walczył przeciwkosamemu terminowi. Tak jest, ruch Młodej Polski byłusiłowaniem znalezienia gruntu pod nogami, wrośnięcia w żywą sprawę, zlania się z nią, zapuszczenia korzeni w istotny czarnoziem. Dzisiejsi francuscy krytycyromantyzmu, Piotr Lasserre przede wszystkim,którym zajmowano się i u nas, powinni by zastanowićsię nad jedną rzeczą. Cała niemal wartościowa literatura, produkowana przez społeczeństwa dzisiejsze, jestromantyczna; — otóż, czy nie jest utopizmem ze stronykrytyków przypuszczać, że społeczeństwo, nie zmieniając swojej natury, nagle zacznie produkować inną literaturę, tj. zacznie wytwarzać inne procesy psychicznejedynie dzięki wdaniu się krytyki. Czy istotnie tak jużcałkiem pozbawieni woli byli Flaubert, Taine, Carlyle,Renan — zaliczeni przez Seillière'a do czwartej generacji romantycznej, czy jedynie fałszywej dyscyplinieumysłowej i moralnej przypisać można charakter twórczości Chateaubrianda, dajmy na to Micheleta, Stendhalaalbo Baudelaire'a, czy nie wchodzi tu w grę coś innego? Czy kierunek nie był tu wytwarzany przez samą,,materię psychiczną”, produkowaną przez życie społeczno-dziejowe?

Osobiście jestem tego zdania. Wydaje mi się, żeistnieje tu tylko wybór formy, postaci, kierunku romantyzmu, ale że sam romantyzm jest koniecznością, ugruntowaną w samej naturze procesu, dokonywającego się w naszych społeczeństwach, w samejich budowie wewnętrznej. Czy istotnie tak całkowiciewyzbył się romantyzmu, przezwyciężył go, uleczył sięz niego Maurycy Barrés, którego wpływ na styli poglądy Lasserre'a jest tak widoczny? Czy nienależałoby sobie przypomnieć tej subtelnej ironii, z jakąsię zwraca w Appel au Soldat babka de Saint-Phlina do swego wnuka: to dziwne — mówi — twoiprzodkowie mieszkali tu i nie troszczyli się tak bardzoo dialekt, ty zaś robisz z mówienia gwarą jakąś uroczystość. Czy pamiętacie powrót do domu Zielonego Henryka Gottfrieda Kellera, tej epopeikapitulującego romantyzmu? Marnotrawny syn wkładatajemniczy sens w czynności, jakie porzucił; dekadentodkrywa nagle rodzinę, subordynację wojskową, jakikolwiek plan życia, którego mu brak, i idealizuje toswoje odkrycie. Ileż to już razy idealizował i apoteozował nawrócony romantyk porzucony ład domowyi porzuciwszy buntownicze sztandary, zatykał na okopach swego ducha ścierkę, serwetkę albo fartuszek!Cały romantyzm pełen jest tego rodzaju rewelacji.Ileż to jeszcze odkryć tego rodzaju dokona u nas takłatwo się rozczulający Adolf Nowaczyński. Z wieluidylli i utopii romantycznych sielanka prawnego ładuna tle mieszczańskiego społeczeństwa jest najbardziejzdyskredytowana. Gdy romantyzm upada, gdy przestaje szukać naokoło siebie rzeczywistości wytrzymującej miarę jego krytyki, poprzestaje on zazwyczaj na byle jakiej rzeczywistości.

Sprawa wymaga zastanowienia. Na czym polegaromantyzm? Na tym, że człowiek usiłuje stworzyćświat, w którym jego ja nie byłoby bezsilnym widzem,chce stworzyć świat posłuszny naszej woli, odpowiadający naszej myśli, psychice. Obiera za punkt wyjściapsychikę taką, jaką ukształtowało w nim społeczeństwo, wytworzoną w nim przez nie — gdy usiłuje żyćna zasadzie tej psychiki, nie kłamiąc przed samymsobą, spostrzega, że jest to niemożliwe, że otaczającago rzeczywistość nie odpowiada temu postulatowi.Psychika musi kapitulować, zrzec się samej siebie,podporządkować się nieuznawanemu przez nią ładowirzeczy, brać udział w życiu społecznym, nie zważając,że nie czuje się z nim aż do dna solidarną — alboteż musi ona wstąpić na drogę buntu. Bunt psychikiprzeciwko społeczeństwu, które ją wytworzyło — oto jest romantyzm. Romantyzm — o ile psychika, walczącprzeciwko społeczeństwu, przyjmuje samą siebie zapodstawę tej walki, gdyż ona sama jest właśnie cząstkątego społeczeństwa, jego kwiatem. Romantyzm to buntkwiatu przeciwko swym korzeniom. Flaubert przeklina burżuazyjne społeczeństwo, ale wzdryga się namyśl, że jego siostrzenica Karolina mogłaby wyjść zamąż za człowieka nieposiadającego majątku. Oto jestbrzydkie słowo. Romantyk pragnie, aby jego piękneja mogło dzięki swoim właściwościom psychicznym istnieć w społeczeństwie jak w stanie natury, tj. żyćna tle potężnego organizmu cudzej pracy, nie biorącw niej udziału, pojmując życie jedynie jako rozwijanie, wyrażanie, potęgowanie swych psychicznych właściwości. Czy cała ta psychika nadaje się w czymkolwiek do tej pracy, czy jest jej potrzebna? Tego pytania nie zadaje sobie romantyk. Nie zadaje sobie pytania, czy jego psychika, zwolniona od biologiczno-ekonomicznych konieczności, uchodzić może za miarężycia. Kwiatowi wydaje się, że żyć to znaczy pachnąć.Nie zdaje sobie sprawy, zapomina romantyk, że w dzisiejszym społeczeństwie iść za głosem swojej psychikimoże człowiek niezależny od konieczności pracy, czyliżyjący na fundamencie cudzej pracy. Na fundamenciecudzej pracy została wytworzona cała świadomośćkulturalna. Warunki istnienia tej świadomości zależąod tego, czy zdoła się ona na tym fundamencie utrzymać. Raz jeszcze stwierdzają się słowa Hegla: „świadomość panująca zależy od świadomości służebnej”. Świadomość kulturalna musi zachowywać się tak, aby fundament cudzej pracy istniał i rozwijał się nieustannie;nadaje ona sobie pozory samodzielności, lecz zależnajest od warunków od niej niezależnych, od konieczności procesu produkcji. Proces ten daje miejsce tym lubinnym określonym formom kulturalnej psychiki: szlachcie lub duchowieństwu na przykład, psychika zaś śnio poddanym swojej władzy świecie. Ale obraca sięciężkie koło losu. Proces ekonomiczny innych wywyższa niewolników, uważających się za wodzów: poprzednia psychika zawisa w powietrzu, usiłuje walczyć ze światem; jutro nową czeka ten sam los.

Psychika kulturalna, zależna od dokonywającegosię poza nią w sposób niedostępny dla jej woli procesu ekonomicznego — musi nieustannie zawisać w powietrzu, walczyć ze zdradziecką rzeczywistością. Romantyzm jest jej losem i oto mamy nową formę romantyzmu: teoretyków literatury, którzy pragnęliby, aby los i kierunek życia, zawisły od procesu ekonomicznego,stał się zależnym od nich. Romantyzmu generacjaszósta należy tutaj: Piotr Lasserre, Ernest Seillère,Lemaître — ich polscy naśladowcy. Pragną ci panowierzeczy ani odrobinę nie łatwiejszej do osiągnięcia niżte cele, jakie stawiali sobie romantycy; pragną oni,aby społeczeństwo, rozwijające się w drodze automatycznie powstających przekształceń, obciążone tradycjami społecznymi należącymi do innych zgoła struktur, nie wywoływało, wyrzucając całe warstwy pozadotychczasowe ich warunki bytu, rozterek wewnętrznych. Kto chce, aby w nowoczesnym społeczeństwiekapitalistyczno-przemysłowym, uwikłanym w caływszechświatowy organizm ekonomiczny, psychika społeczna powstawała i kształtowała się w myśl praw, dających się pomyśleć w jakimś społeczeństwie hierarchicznie feudalnym, ten podstawia swoją utopię, swojąfantazję społeczną, na miejsce rzeczywistości, ten postępuje w myśl metod, które się tak surowo wytykabiednemu Janowi Jakubowi Rousseau. Kto przypuszczadalej, że stosunki pomiędzy procesami życiowymi, zachodzącymi w społeczeństwie, dają się pomyśleć nawzór retoryczno-logicznej kompozycji, ten pisze romans utopijny (forma literacka tak umiłowana przezwszystkich „humanistów”). I w samej rzeczy romansekrytyczne na temat tradycjonalizmu lub stoickiegoanarchizmu, gdy są pisane przez ludzi tak wykształconych i rozumnych jak Seillère i Lasserre, stanowiąlekturę przyjemną i pouczającą. Romantyzm jednak innych jeszcze posiadał i posiada wrogów. Jeżeli Lasserre zarzuca mu to, że jest buntem, to istnieją ludzie,którzy mają mu za złe, iż ten bunt pozostaje wyłącznieromantycznym tj. rozgrywa się w dziedzinie psychikii wyobraźni. Enfoncés les romantiques! zawołał stawiając z łoskotem na posadzkę literackiego salonu swąstrzelbę 29 czerwca 1830 roku Ludwik AugustBlanqui. Istnieją książki, w których „feminizm romantyczny”, „romantyka ekonomiczna Saint-Simonistów” „romantyka polityczna” Lamartine'a i Mazziniego, Lammenais'go, zostały poddane surowej krytyce,która do dziś dnia zachowała całą swą wartość. Pisałje Proudhon, mistrz, którego pora by już z zapomnienia wydobyć. Istnieją książki, w których złudzenia „romantyczne” demokracji nowoczesnej przeanalizowane są głębiej niż u Barrèsa i Lasserre'a. Wyszłyone spod pióra Sorela, a bez znajomości pismjego nie można dzisiaj z pożytkiem pracować w żadnejdziedzinie nauk o kulturze. Seillère i Lasserre, pomimogłębokich różnic, jakie zachodzą skądinąd pomiędzynimi, zgadzają się w zasadniczym określeniu romantyzmu. Romantyzm jest to dla nich podporządkowanieumysłu uczuciom; jest to odwrócenie hierarchii czynności i zdolności psychicznych. Formuła ta oddajeusługi przy analizie utworów literackich, gdy jednakusiłujemy ją przemyśleć, napotykamy dość rychłozagadnienia, które czynią bardzo problematycznymzwycięstwo Lasserre'a nad romantyzmem. Podporządkowanie intelektu postulatom uczuciowym — czyjest to bezwzględnie rzecz zdrożna? W czym możeczłowiek znaleźć w ogóle cel i sens życia, jeżeli wyeliminować stronę uczuciową? Jules Gaultier ma zupełną słuszność, gdy mówi, że istnieje w romantyzmieelement niezaprzeczalnej, wyższej prawdy: że zasada, iż psychika ludzka, jej wymagania, są ostatecznym sprawdzianem życia, nie jest tak całkowicie pozbawiona sensu. Spróbujmy przemyśleć tylko zasadęwręcz przeciwną, a otrzymamy życie jako proces dokonywający się niezależnie od człowieka, nieliczącysię z nim, jako pewien rodzaj porywającego go i wciągającego w swe tryby fatalizmu. Gdy mamy fakt rozdwojenia, rozszczepienia pomiędzy psychiką ludzkąa życiem, w jakie jest ona pogrążona, nie należy przypuszczać, że słuszność absolutna leży po jednej tylkostronie. Prawdziwe położenie może być tragiczniejsze:ani psychika nie jest w stanie stworzyć dla siebie rzeczywistego, odpowiadającego jej wymaganiom życia,ani otaczające ją, potępione przez nią życie nie jestgodne, aby świadomie, odpowiedzialnie było przezmyślącego człowieka przeżyte. Kto widzi w zrzeczeniusię odpowiedzialności za niewytrzymujące miary myśliżycie społeczne bunt przeciwko życiu społecznemuw ogóle, ten przyjmuje jako dogmat, że społeczeństwo musi być niezależnym od człowieka, żywiołowo i niezależnie od jego woli dokonywującym się procesem. W krytyce, która jest obroną porządkuspołecznego przeciwko romantycznej świadomości, samo pojęcie prawa jest całkowicie nieobecne. Już tosamo jest charakterystyczne: społeczeństwo nie jestdziedziną odpowiedzialności ludzkiej; jest faktem, którytrzeba przyjąć. „Przyjęcie determinizmu” określa swojestanowisko filozoficzne Barrès. Charakterystycznei pouczające jest także to, że cała rozprawa zamkniętajest w ciasnych literacko-szkolnych ramach. Idzie tylkoo pedagogiczną reformę, o poprawę błędu, zaktóry odpowiedzialność spada na J.J. Rousseau. Można by pomyśleć, gdy czyta się Lassere'a, że gdyby nieten jeden człowiek, nie istniałby cały romantyzm. O procesie dziejowym, ponad którym i z którego wykrystalizował się romantyzm, ani słowa. To mogłoby zaprowadzić autora zbyt daleko. Zagadnienie kultury nowoczesnejnie na tym polega, aby warstwy kulturalne przystosowywały swą psychikę do dokonywającego się żywiołowego procesu, lecz aby stworzyć prawo, tj. stanrzeczy, w którym kierując się swoją świadomością, jejwymaganiami, człowiek przez to samo spełniałby swąrolę w wielkiej zbiorowej walce ludzkości przeciwkożywiołom. Nieobecność prawa — tak można by scharakteryzować stan rzeczy, którego poszczególnym wyrazem tylko jest świadomość romantyczna. Świadomość romantyczna jest tylko pewną poszczególną postacią bardziej ogólnegofaktu, jest jednym z wyników oddarcia, oddzielenia procesu powstawania świadomości od procesu życia i walki o jego zachowanie. Człowiek myślący nie był nigdy człowiekiem stykającym się bezpośrednio z przyrodą. Uważałsię zawsze zaś za takiego, uważał swoje oddarte odpracy i utrzymywane przez cały skomplikowany zbiorowy wysiłek życie za typ ludzkiego istnienia, uważałwięc swoje stosunki do tego świata cudzych wysiłkówza stosunki do świata pozaludzkiego, swoją utrzymującą się na powierzchni wielkiego, zbiorowego dziejowego procesu — psychikę za siłę utrzymującą się o własnej mocy. Walki i przejścia wewnętrzne psychiki stałysię dla niej typem pracy, typem działalności, utrzymującej ludzkie istnienie na powierzchni bytu. Procesylogiczne i etyczne, czyli czysto wewnętrzne sprawy ludzkiego psychicznego życia nabierały znaczenia zwycięstwbytowych, poznania swego bytu, opanowania go. GdyHegel dostrzega w logicznym procesie istotę bytu, zamyka on tylko i reasumuje cały wielki okres myśliludzkiej; jest on istotnie jedynym konsekwentnym filozofem. Jest rzeczą niezmiernie trudną zrozumieć w całej pełni rozpatrywaną tu sprawę. Idzie tu o znacznie głębiej sięgającą przebudowę świadomości niż ta,jaką usiłują przeprowadzić współcześni krytycy romantyzmu. Świadomość ma właściwie znaczenietylko dla biologicznego procesu, w obrębie którego powstaje, tylko dla życia, które ją wyłoniło. Nadając jej absolutne pozażyciowe znaczenie, widząc w jej wytworach określenie niezależnego od nas bytu, zapoznajemy całą jej życiowąnaturę, całą istotę ludzkiego życia. Gdy napotykamyjakąś formę świadomości, zapytać powinniśmy się, w jakisposób utrzymuje się na powierzchni chaosu to życie,które ją stworzyło. Myśl nasza zapoznaje to zagadnienie, nie dostrzega go: sądzi ona, że ustalając ład wewnętrzny w swej psychice, systematyzując w sposób stałyi jednostajny swoje wartości i pojęcia, zapewnia onasamej sobie podstawy trwania we wszechświecie. Usunąć zagadnienie, rozwiązać je, czyli zaprowadzić w swym życiu stan taki, w którym nie ma sprzeczności pomiędzyoddzielnymi dążeniami i myślami: tak przedstawiają sięświadomości jej zagadnienia bytowe.

Nie wychodząc ze swego wnętrza, łudzi się ona,że świat obiegła: świat bowiem przecież to właściwie treść naszej psychiki. Problemy bytowe są w istocie rzeczy naszymi indywidualnymi problemami. Niejest w stanie zrozumieć perypetii, poprzez któreprowadzi „świadomość romantyczna”, „świadomośćwspółczesna” — w ogóle, jeżeli się nie zrozumie, żewewnętrzne przeżycia nasze ukazują się myśli w formiezmian zachodzących w obiektywnym, na zewnątrz istniejącym świecie. Przekształcenia w indywidualnej psychiceukazują się jako utrata przez świat wartości, jej pozyskanie — jako odnalezienie ducha w świecie, przekonaniesię, że świat jest materią: te stany duszy ciążą nad nami,jak rzeczywistości, jako wynik pewnego poznania, cośbytowego. Człowiek znajdujący się w pewnym specyficznym stanie psychicznym nie rozumie, że ten świat,który on przecież dostrzega, widzi, zastaje, który jestniewątpliwy, jedyny — nie istnieje w tej formie dlainnych ludzi: że pozornie tylko oznaczają oni za pomocą jednych i tych samych wyrazów — jedne i te samerzeczy, że w istocie rzeczy mamy do czynienia niez różnymi wynikami poznania, lecz z różnymi uwarunkowaniami społeczno-psychicznych wartości. Toteż dopóki krytyka zostaje zamknięta w dziedzinie „kulturalnej” świadomości — wszystkie jej punkty widzenia sązazwyczaj jałowe. Dają się one najczęściej sprowadzićdo dwóch zasadniczych typów: logiczno-poznawczegoi etycznego. Albo się przeciwstawia danemu widzeniui pojęciu świata inne, i w taki sposób rozpatruje sięjako błąd logiczno-poznawczy to, co jest różnicą w samym stosunku do życia i traktuje się jako pomyłkę,zboczenie to właśnie, co jest najistotniejsze, indywidualność dążącą do zrozumienia swego stanowiska w życiu; albo też przeciwstawia się ścierającymsię w duszy zagadnieniom jakąś postać dobrej woli —miłość bliźniego, samozaparcie, zbyteczność dla celówogólnych wyrafinowania umysłowego. Poczyniliśmy takie postępy na drodze tego etycznego wyparowywaniaproblematów, iż sumienie intelektualne, uczciwość wobecwłasnych zagadnień, są w nowoczesnej Polsce rzecząniemal nieznaną. Niczego tak chętnie nie składa Polakna ołtarzu Ojczyzny — jak pracy swej wewnętrznej.Gdy chodzi o wykazanie pogardy i lekceważenia dlanajgłębszych problematów myślowych — „sumienie obywatelskie” przemawia w nas niezwykle głośno. Wobeczagadnień myśli i wymagań szczerości umysłowej każdyprzeciętny Polak ma już nie tylko odwagę, ale wprostczelność cywilną. Bij go w łeb — mawiał Szczepanowski. Pokutuje w całej szlachecko-romantycznej psychice przekonanie, iż da się ona utrzymać wbrewwymaganiom myśli. Intelektualna wiernośćsamemu sobie jest niezbędnym warunkiemumysłowego życia: kto nie jest odpowiedzialnymsprawcą swych myśli, kto bez wewnętrznego uzasadnienia jedną dla drugiej porzuca — w kim sprzecznościmyślowe nie wzbudzają piekącej potrzeby usunięcia ich,ten jako ja myślące nie istnieje: w tym w ogóle unicestwiona została najbardziej zasadnicza wartość ludzka.Gdy się rozważa, z jaką łatwością i z jaką naiwną beztroskliwością posługują się u nas ludzie niedającymisię pogodzić założeniami, dla jak błahych powodówpoświęcają swą prawość umysłową, doznaje się wrażenia, że nie istnieje ona u nas wcale, że zatraconyzostał sam zmysł prawdy. Brak tej konsekwentneji wytrwałej woli w myśleniu jest fatalny wobec tej bytowej formy, jaką przybierają nasze wewnętrzne zagadnienia. Nasze przekształcenia duchowe ukazują się namjako zmiany w istocie świata; gdy przestajemyczuć swój choćby tylko poznawczy związek z tymiobrazami bytu, życie nasze myślowe staje się jakimśkalejdoskopem, a my sami igraszką mirażów, błąkających się bez celu i związku po powierzchni życia.Istnieją już w literaturze przykłady całkowitego opanowania duszy przez zmienną grę dorywczych, przypadkowych wahań. Na tym właśnie zasadza się znaczeniezmysłu prawdy, że reprezentuje on wolę, pierwiastekczynny, że w nim ujawnia się prawdziwa etyczna, czynnanatura naszego duchowego życia. Psychika nasza, świadomość nasza, przywiązuje wagę do rezultatów, zatrzymuje się ona na poznawczych obrazach świata, na etycznym samopoczuciu; wszystko to są już wyniki: całaświadomość nasza jest wynikiem procesu życiowego,w którym bierzemy udział. Poprzez walki poznania,rozterki wewnętrzne, do tego właściwie dążymy; dozrozumienia, czym jesteśmy jako cząstka życia, coczynimy w życiu. Świadomość nasza i ukazująca sięnam, jako dany gotowy świat, jej zawartość — to wynikbiologicznego historycznego procesu: samo poznaniewłaściwie polega nie na tym, by zrozumieć, w jaką harmonijną całość da się zawrzeć nasza świadomość, leczczym jesteśmy jako żywi ludzie wobec zbiorowego życia ludzkości. Świadomość kulturalna rozważa zawszejako dany świat swoją własną, wytworzoną przez biologiczno-dziejowy proces zawartość. Żyje jak w stanienatury w świecie stworzonym przez olbrzymi wysiłek;pragnie stąpać, jako po trwałym gruncie, po tym, cojest wynikiem olbrzymiego, nieznanego jej, skomplikowanego życia. Gdy gmach ten chwieje się na skutekzmian, jakie w tym potężnym procesie zachodzą, świadomość rozpada się i rozwiera. Romantyzm jestkoniecznym wynikiem tego stanu rzeczyi wyjście z niego prowadzi jedyniepoprzez krytykę rzeczywistą świadomości,poprzez zrozumienie, że jedynym gruntemnaszym jest udział nasz w zbiorowej walceczłowieka z otaczającym go, pozaludzkimświatem i żywiołowymi siłami, śpiącymiw ludzkiej piersi, odziedziczonymi przezczłowieka z czasów jego przedhistorycznego, zwierzęcego istnienia. Zrozumieć potrzeba, że świadomość ma tyle tylko znaczenia, ile mago ten życiowy proces, który ją wytworzył i nią sięposługuje. O tyle tylko posiadamy pewny grunt, o ileżycie nasze jest momentem w zbiorowej walce człowieka z żywiołami: kto jest niczym w tej walce, ktonie jest momentem walki o utrzymanie i rozszerzaniebiologicznych i technicznych zdobyczy człowieka, tenwisi w powietrzu i nie wrośnie w ziemię, mimo wszelkich kombinacji myślowych. Tylko tworząc narzędzia dlawalki człowieka z żywiołem, rozszerzając zakres jegośrodków porozumienia międzypsychicznego, zachowania się biologicznego: słowem, tylko wzmagając potęgę,zdolność i chęć życia człowieka, jesteśmy czymś rzeczywistym: w przeciwnym razie życie nasze jest fałszem,a nasza myśl próbą przedstawienia tego fałszu zaprawdę. Fałsz zaś woła o to, dopomina sięo to, aby go zniweczono, starto z obliczaziemi, mówi Carlyle.Nie istnieją rzeczy obojętne, nieistnieją myśli czysto teoretyczne: wszystko, co tylkozaprząta świadomość ludzką — wylegitymować się winnoprzed prawem. Każda myśl jest formą stosunku międzyludzkiego, każda staje się podstawą,motywem, powodem okolicznościowym dokonania lubzaniechania czynów, takiego lub innego ukształtowaniacałego naszego czynnego stanowiska; każda jest momentem w potężnym dramacie ludzkości walczącej o bytswój, usiłującej żyć i życie świadomie pokochać. Moment, w którym jednostka zaczyna się wyodrębniać odjakiegoś środowiska kulturalnego, charakteryzuje sięzazwyczaj w jej życiu duchowym przez rozpadnieciepoprzedniego dotychczasowego obrazu świata lubzmianę w jego wartości. Jest rzeczą bardzo ważną zdaćsobie sprawę, jak bogata była zawartość tegoopuszczonego światopoglądu, jak bogata była ta zawartość świadomości, która tu fermentować i przeistaczać się zaczyna. Ważną niezmiernie rzeczą jest zrozumieć, jakiego rodzaju proces doprowadził do wyodrębnienia się jednostki spod władzy ustalonych wartościi pojęć. Zdaje mi się, że pod tym względem ruch młodopolski w szczególnie nieszczęśliwych powstał warunkach. Pierwszym punktem wyjścia była ta obłudnanicość, która nadaje sobie miano zachowawczo-narodowego światopoglądu u nas. Żyć bez troski w cieleolbrzymiego, kulturalnego organizmu nowoczesnegoświata, starać się jak najmniej ustąpić ze swoich nałogów, nawyknień, nie zadać sobie ani jednego głębokopomyślanego zagadnienia, życie swe użyć na dopełznięcie do takiej lub innej kariery, na jej podstawiezałożyć ognisko domowe i trwanie tego całego upokarzającego, zabójczego stanu rzeczy — nazywać Polską — ładem społecznym — oto był punkt wyjścia. —Życie niezwiązane z żadną odpowiedzialną, samoistną gałęzią działalności, przemysł rozpatrywany jedynie jako źródło pensji, polityka jako środek kariery, nauka jako przywilej uwalniający od wysiłku i dający dostęp do mniej lub więcej chlebodajnych zawodów, a więc brak jakiegokolwiek szczerego stosunku do wielkich pracludzkości, mętne poczucie, że zapał bywa szkodliwy,przeświadczenie, że żaden Darwin ani Marks, Helmholtz, albo Spencer bezpośrednio tej atmosferze domowej i publicznej lichoty nie zaszkodzi, ani nie pomoże, żew każdej kombinacji wypadków zawsze jakaś tam pensja,jakiś tam dochód pozostanie, że wobec tego trwa w dalszym ciągu nieprzedawnione prawo liberum vetowobec nauki i myśli: wszystko to składało się na atmosferę jedyną w swoim rodzaju. Atmosferę, która przecież przez lat trzydzieści była oficjalną, obowiązującą, wpływową w całej literaturze polskiej. OpróczŚwiętochowskiego nie mieliśmy w tym czasiepisarza, na którym nie wycisnęłaby ona swojego pomniejszającego, zaściankowego piętna. Tu wszystkozależało od dobrej woli: dziś się było członkiem sodalicji, jutro darwinistą; dziś bełkotało się coś o zachowaniu energii, jutro mówiło się o nieomylności papieskiej. Panowało głębokie przekonanie, że co sięz kultury podoba, co się do nawyknień nada — to sięprzyjmie, resztę zaś odrzuca się jako niepotrzebną naleciałość. Tak we wszystkim: w sztuce, w nauce, w literaturze, w kwestiach społecznych, zawsze się czuje, wchodząc w tę sferę, że tu istnieje specyfik, czyniący najniezbędniejsze na całym świecie cechy umysłu i woli całkiemzbytecznymi, niewłaściwymi nawet. Logika była intruzem, głębokie przekonanie śmiesznością; a wreszcie miano cały lamus historycznych wspomnień, który wytaczanoprzeciwko każdemu, kto ten błogi stan rzeczy zmącił.

Byłoby przesadą twierdzić, że polski neoromantyzmprzeżył świadomie tak charakterystyczny dla neoromantyki zachodniej kryzys walki przeciwko pozytywizmowi, naturalizmowi, hegemonii nauki przyrodniczej.Nie wątpię, że indywidualnie wybitniejsi z pisarzymłodopolskich mieli z tym problematem do czynienia:na ogół jednak czuje się w atmosferze intelektualnejMłodej Polski, że odziedziczyła ona polskie niezżyciesię, nieoswojenie się z nauką, z wymaganiami intensywnego, samowiedniego życia umysłowego. Podobnienie można twierdzić, aby polska neoromantyka była, jak to miało miejsce niekiedy na Zachodzie, reakcją indywidualistycznej psychologii oderwanych odswego podłoża jednostek z mieszczaństwa i w ogólez warstw posiadających przeciwko klasowej myśliproletariackiej, czy też takim formom ideologiipolitycznej, które za myśl tę pragną uchodzić.

Zróżniczkowanie społeczeństw zachodnioeuropejskich, ich antagonizm wewnętrzny, sam dominujący nadwszystkim twardy mus ekonomicznego życia — wszystkoto uchodziło aż do roku 1905 u nas za przesadę lub zmyślenie, słowem coś, względem czego można zachować swąrodzimą, zasadniczą względem wszystkiego nonszalancję.Chcę, to zrozumiem; nie chcę, to nikt mnie nie zmusi. Prawo w jego nowoczesnym pojmowaniu było czymś równiezawisłym od kaprysu łaski pańskiej, jak nauka. I w buntach młodej Polski przeciwko określoności w dążeniachspołecznych, ścisłości w myśleniu, przebija się niewątpliwie nie tyle nasz skrajny indywidualizm, ile raczejukrywający się poza tym mianem nasz rdzennie polskiintelekt taroczkowo-bezikowy. Młoda Polska była buntem, oderwaniem się od społeczeństwa! Przyjrzyjmy siętemu społeczeństwu, które dzisiaj w imię tradycji ideału,rozumu, jasności, Bóg wreszcie wie w imię czego, przeciwko anarchii w twórczości protestuje. Jest,staje nam przed oczyma: w łachman królewski wielkiej umarłej się stroi, kajdanami nam na rękach brząka,sińcami nam błyska. Wiesław Wrona udrapował sięna powieszonego Wójcika. Do przewidzenia. SukmanąKościuszki gotów był się przesłaniać każdy z lubelskichszlachciców, którym w 1794 r. tak żal było pańszczyźnianego chłopa, inwentarza i zboża. Cała Połaniecczyzna siada jak wygnana królowa, najżałośniejszym, męczeńskim głosem dopomina się dla siebie o szacunek.

Ile razy trafisz Polskę posiadającą w rentę, onaodkrzyknie, jak widmo spod Maciejowic. Te metamorfozy, jezuickie transformacje, to chleb powszedninaszych dziennikarzy, naszych patriotycznych publicystów. Dość tego. Wasze kajdany! Przykuci jesteścienimi do żłobu, z którego jecie. Polska pracująca,Polska proletariatu, Polska chłopskiej ciemnoty, Polska tworzących naszą myśl i sztukę nędzarzów, ten całygnący się pod ciężarem pracy łamiącej barki polskiświat — to wasza miska soczewicy: za prawo eksploatowania go oddacie wszystko. Oddacie! Oddaliście jużdawno. Gdy spracowany, skatowany olbrzym prostujesię, gdy z piersi jego rwie się groźny pomruk — wywtedy w płacz: cicho bądź, bo zginiemy. Bo zginiemymy, którym przecież żyć na cudzych barkach pozwalają. Wasza ojczyzna? To jest splot warunków, w których wam z cudzej pracy żyć pozwalają. Wam wszystkim, którym posiadanie, tytuł jakikolwiek bądź profesji,wykształcenia, czelności, daje możność darcia tego,,czerwonego sukna”. Póki jest co szarpać, co drzeć,póki jest łup, o który można walczyć, skamlać, łasićsię — jest ojczyzna: gdzie się to kończy — tam zaczyna się wasza nicość. I dlatego takim przeklętymblaskiem, taką złowieszczą łuną zaświeciły wam w oczyte lata 1904--1906. Ojczyzna ocalała: jeszcze jest.Jeszcze zginają się barki nad naszą ziemią, jeszcze pracują ramiona, gną się karki, jeszcze przypływa renta, zarobek, dochód, miesięczna pensja. Jeszcze jest Polska.Polski już nie ma w obliczu praw ludzkich. Prawaludzkie wykreśliły ją z pocztu żywych istnień. To,które wam żyć pozwala, prawo własności, żelazne prawodawstwo kapitału i renty, strąciło Polskę w noc.Tam ona trwa. Tam, kędy nie sięga prawo spisaneprzez was i tolerujący was świat. Istnieje jeszcze prawożycia. Wielki zakon, który stanowi sobie sam człowiek,szponami palców wydzierając istnienie swe z żelaznegołona natury, tam, gdzie to prawo przemawia: dzisiajpodziemne, głuche, groźne, jak ryk wulkanu, jak tenhuk, który poprzedza trzęsienie ziemi, prawo, którewykuwa samo siebie wobec żywiołu — tam milczą wszystkie inne. Już nie stworzy pisane słowo, nakaz dyplomatyczny, tego, co tam w głębinie umarło.I tam żyje Polska nie urojona, istotna: Polska, którejco dzień na nowo z potu i krwi rodzącym się ciałempozwalają się wam żywić — wam, sępy i kruki. Podwaszym ciężarem, pod ciężarem bagnetów, ochraniającychi wasze też nad nią władanie, gnąc się i drżąc w śmiertelnym trudzie, tworzy ona własne swoje jutro.I o tym wiecie wy, że gdyby nie istniała Polska, faktstworzony tą mocą, której jedynie słucha szydzącaswą ślepotą i głuchotą ze słów i gestów natura — nieistniałoby już tyle nawet ojczyzny, ile ojcom narodupotrzeba jej na jedno dzienny żer. Polska — to jestorganizm polskiej pracy walczącej o swoje trwanie wobec przemocy ludzi i oporu rzeczy. Kto nie jest ścięgnem i mięśniem w tymolbrzymim ciele, blaskiem jego oczu, drgnieniem jegomyśli, kto sam przed sobą i w obliczu świata, któryzna tylko zwyciężający przyrodę wysiłek człowieczy,nie może odpowiedzieć, w co włożył pot swego wysiłku, czym zasilił kruszące się w nadmiernej walceciało, kto z Polski tylko żył i był jej przeszkodą, tenniechaj przynajmniej ma odwagę swego stanowiskaPolska tradycji jeszcze żyje, jeszcze dyszy, podparłaswoją siedzibę szubienicami, przysypała krew i ogieńpiaskiem i darnią. Żyjcie. Ale nie mówcie nam przynajmniej o łańcuchach: nimi przykuto was do Polski,która się męczy i pracuje, pilnujcie, by się nie zbudziłolbrzym. Strażą jesteście, pierwszą, najczujniejszą strażą.Młoda Polska! Oto wyciągacie dzisiaj ręce, aby przygarnąć plon. Już wołacie, ukazując na Żeromskiego,Wyspiańskiego, Kasprowicza, na polskie malarstwo:to nasze. Nie! Młodą polską sztukę, młodą literaturęstworzyła garść zbuntowanych przeciwko wam nędzarzów: oni pracowali, z głodu mrąc, wyście żyli ichszkalowaniem. Obliczyć przynajmniej te od wiersza,które wpłynęły za pamflety, za paszkwile na MłodąPolskę — potem będziecie mówić: to nasze. Nic waszego w tym nie ma. Wam się przynależy tylko tawzgarda, którą dzieła ich oddychają, tylko ta gorycz,która dusze twórców truła, tylko te braki, jakie w nichsą: wyście je stworzyli. Wyście byli pleśnią i grzybem,który wznoszone budowy rujnował. Wasze są brakii ułomności — bo ile razy współczuciem dla was, żalem, litością dla waszej małości i nędzy zabiło serce,tyle razy zgrzeszyła myśl, osłabł artysta, tyle razysprzeniewierzyła się dusza wielkiej, pracującej Polsce.Każdy, kto zdaje sobie sprawę z tej potężnej siły bezwładu, jaką rozporządza u nas Polska zdziecinniała, każdy, kto wie, jak potężnych sprzymierzeńcówposiada ona w niewyrobieniu naszej struktury umysłowej, w lichości naszych nawyknień kulturalnych, powinien użyć wszystkich sił, aby nie dopuścić do rozpoczynającej się tu asymilacji. „Młoda Polska” pobłogosławiona przez króle kierowe naszej literatury, wcielona do tego narodowego pasjansu, jaki sobie opinianasza rozkłada, byłoby to zmarnotrawieniem zużytejenergii, byłby to nowy cios zadany męskości i stanowczości myśli w Polsce. Polska Zagłobów i Benetów chce upiec tu dwie pieczenie przy jednym ogniu:chce pogrzebać za jednym zamachem bunt dusz i rwanie się ku życiu nowych sił społecznych. Nieporozumieniem były lata 1904--06, nieporozumieniem byłacała Młoda Polska, jest jedna tylko niepodzielna Polska uwiądu starczego. Niestety. Nieporozumienia sąistotnie, niemożliwe już do zagładzenia. Lata ostatniewykazały już, że istnieje tylko jedna siła zdolna objąć całkowity rząd nad dążeniami i interesami narodu, jednasiła, która jest w stanie ugruntować społeczne podstawy narodowego życia, nie na takim lub innymzbiegu wypadków, lecz na samej mocy własnej wobecżycia, jedyna wreszcie, która nie oddziela zagadnieniasamoistności politycznej od zagadnień rozwoju i postępu kultury. Tylko uświadomiony klasowo proletariat polski domaga się jednocześnie jak najintensywniejszego skupienia i wyzyskania wszystkich sił wytwórczych kraju, spotęgowania jego technicznej, ekonomicznej energii, podniesienia warunków umysłowegorozwoju, wytworzenia wreszcie całego aparatu kulturalnego, niezbędnego, aby człowiek mógł w Polscejak najwyższym organizmem ekonomiczno-technicznymwładać, siebie podnosić do wyżyn umysłowo-moralnych, umożliwiających swobodną na tym poziomiepracę i wreszcie, aby tę twardą i czynną swobodę swąnauczył się cenić i kochać. Tylko proletariatowi potrzebna jest nowoczesna kultura w całym tym zakresie,tylko on niczego się w tej kulturze nie lęka, tylko dlaniego wreszcie nie istnieje rozdwojenie pomiędzy interesem narodu i stanem posiadania. Swobodne, rozumnie rządzące sobą życie narodowe jest jego ideałem,niepodległość polityczna niezbędnym do oddychaniapowietrzem. Proletariat polski jest dziś wreszcie jedynąklasą posiadającą własną swą, wspólną wszystkim zaborom tradycję. Rzeczywistość Polski w ten jedentylko może być pojmowana sposób: organizm rwącejsię do życia pracy lub z niewoli tego organizmu, z jegoskrępowania czerpiący byt swój stan posiadania. Szukacie prawdy. Nie znajdziecie innej prócz tej: wrosnąć w to olbrzymie stające się ciało, sprawić, abyzrosły się jego członki, aby poprzez wszystkie rozlałasię jego wola: oto jedyne przeznaczenie. Ta tylkodroga pozostała lub wieczny pobyt w krainie majaków, albo też wreszcie powrót w zapowietrzone, zatrute ogniska „domowe”. To jedno Młoda Polskastwierdziła: niczym z tego, czym oszukać się usiłujePolska posiadająca, żyć dusza nowoczesna nie jestw stanie. Co wyniosła Młoda Polska z panującejw polskich warstwach posiadających atmosfery? Nic —prócz niewyrobienia umysłowego i psychicznego z poczuciem pustki, która niedostrzegalnie dusze dławi;nic prócz osamotnienia, odcięcia od wszystkiego w świecie, od przeszłości, przyszłości, dnia dzisiejszego.Niebyło chyba podobnie bezradnej samotności, jak ta, w jakiej się znalazła dusza Młodej Polski. W Polsce wynaleziono sposób tracenia wiar nawet niepozyskanych.Polska nauczyła się przeżywać wszelkie załamaniasię myśli nowoczesnej, nie przeżywając jej wzlotów,wszystkie porażki nowoczesnego człowieka kładły siętu na duszę śmiertelnym pokostem. I niech mi tylkonie mówią o cenzurze! Cenzura tylko mogła nie dopuszczać nowej myśli: prasa polska ją zawsze z rozkoszą szkalowała. Cenzura nie dopuszczała wieści o tajemnie pod ziemią wrącym życiu: nie ona stworzyłaliteraturę, w której świat cały zamknięto w czterechścianach prywatnego, deskami od życia odgrodzonegopartykularza. Wróg stworzył warunki zewnętrzne naszego upośledzenia kulturalnego — nie on je idyllizował. Wróg zabijał, ciemiężył polską pracę we wszystkichjej formach, przecinał wszystkie tętnice, poprzez któredopływała do niej gorąca krew z Zachodu, ale nie onstworzył przeklęty nastrój tryumfującego, miałkiego rozsądku, idyllę słodkiego pod osłoną bagnetów dobrobytu, cnót domowych, wiodących do niezawodnegona pohańbionym ciele skutej, mordowanej pracy, bytowania. Nie on wytworzył ten patriotyzm, przychodzącypo przepiciu jak czkawka, patriotyzm toastów i rozrzewnień, buńczucznych wspomnień i roztropnego pełzania.

Żyć, póki można i jak można — to była całamądrość. Wszystko: cała przeszłość, teraźniejszość,praca ludu, dopływy kulturalne z Zachodu — wszystko— nawet sama niewola, przetwarzały się w podstawydomowego dobrobytu. Usłanie zacisznego gniazdkawbrew wszystkiemu i mimo wszystko — to był dominujący fakt życiowy, podstawowa troska: niech tam sobie,co chcą, mówią, myślał pan Benet, a przecież co mam —to mam, beatus qui tenet, i nie ma takiej rzeczy, z której by rozsądny człowiek nie mógł ulepić maluteńkiejsobie, skromniutkiej, ale pewnej kariery. I stąd ten zdrowyśmiech, ten szczeropolski złoty humor. Cały świat tamsię biedzi, gdzieś się rwie, a ja tu sobie siedzę na uboczu: myślę, że można tak, można inaczej. Po co sięprzejmować — nauka, Kościół, postęp, zacofanie,wszystko to dobre, o ile się przyda, o ile zdołam dlasiebie, dla swoich, dla rodziny, coś z tego wysnuć.Wszystko kocham — o nic nie dbam. Z rodu kurkiczubate! Niczemu się nie oddam w niewolę, żadnejidei, dogmatowi: wszystko jest dobre, o ile na dobrewychodzi. Gdziekolwiek gniazdko można usłać, ścielęje: na kominie fabrycznym, wieży kościelnej, na strażnicy ideowej; wszystko jedno. To tylko jest właściwe:rodzina posiadająca coś, mniej lub więcej wygodnawegetacja; wszystko inne, cały świat, chlubne wspomnienia i dzisiejsza hańba — wszystko to się przemieli na chleb powszedni. Wszystko w swoich granicach. Byle ów dobrobyt, dobrobyt fikcyjny nieraz,w nadziejach tylko istniejący, nie został zachwiany. Onjeden jest niewątpliwy. Żaden Hume ani Nietzsche niezdobyli się nigdy na tyle sceptycyzmu, ile go ma wobecwszystkich idei, wszystkich nauk, wobec literatury i sztuki,świata całego, przeciętna polska matka domu i dobragospodyni, kochana, najzacniejsza Marynia Połaniecka; nawet Galliani, Mandeville, nie posiadają takiejobojętności, takiej jenseits von Gut und Böse, obojętności wobec wszelkich, niewpływających na gratyfikację, zagadnień świata moralnego, jak ta, która cechuje przeciętnego polskiego, pracującego na utrzymanie domu ojca rodziny. Ten świat — to najszczelniejszy z izolatorów: na dnie duszy, gdy się w nim wyrosło, pozostaje zawsze coś jak przypuszczenie, że towszystko jest tylko wymyślone — cała ta Europa,kultura, sztuka, rozwój społeczny, że niczego tam nie maa jest szczelnie zamknięty pokój, ćwierkający świerszczi wreszcie „das ewig weibliche” polskiej bezmyślności.

III. Polska zdziecinniała

Za organ narodowego czucia i myślenia służą nam warstwy bierne i bezsilne. Pragnienie spokoju i wygody jako postulat dziejowy, założenie filozofii. Epikureizm pogodnego dogasania. Polska tragiczna: zbudzenie się dziejowej siły. Problem dziejowy to przymierze i żywa łączność między myślą klasy robotniczej a włościaństwem. Jesteśmy na takiej głębokości, że myśleć trzeba o zasadniczym zwrocie w całym dziejowym życiu. Krytyka tradycji. Katolicyzm jako system myśli i jako fakt dziejowy. Jezuityzm jako formacja dziejowo--kulturalna. Stosunek dziejów Polski do Zachodu. Nasza tragiczna — wreszcie obłudna izolacja. Chrześcijaństwo. Prawo i łaska. Chrześcijaństwo jest w całkowitej sprzeczności z socjalizmem. Kościół katolicki jako chrześcijaństwo prawdziwe. Katolicyzm jako powszechność izolacji. Kościół Milusińskich. Katolicyzm Sienkiewicza. Polska, odcięta od świata, rodzina. Klasycyzm Polski zdziecinniałej.

Istnieje u nas kategoria umysłów, która z dobroci,wyrozumiałości uczyniła jedyny kulturalny sprawdzian.Dobre, cenne, słuszne jest to, co nas nie rani, conami nie wstrząsa, nie razi naszych nałogów i przyzwyczajeń. Szukają oni w myśleniu nie prawdy, leczwzględności, domagają się od świata, by miał dla nichwyrozumienie, sądzą, że zakon życia, cel istnienialudzkości nie może, nie powinien ich skołatanymiistnieniami targać. Los nie oszczędza ich; widzą, jakna społeczeństwo, do którego należą, sypią się razy,widzą, jak zrywa się ono i rozpaczliwie, po omacku,krwią własną znacząc swoje ślady, drogi dla siebieszuka, słyszą, jak głuchym jękiem dopomina się o myśli słowo. Słyszą i widzą i właśnie dlatego twierdzą, żemają prawo domagać się od myśli pociechy. Pociechyi ukojenia — nie prawdy. Na głos jęczą, ukazują ranyna ciele i duszy narodu, krwawe, straszliwe stygmaty,kopce wzniesione z męczeńskich prochów i u stóp tejgóry nieszczęścia, tego strasznego zwaliska, pod którego ciężarem szamoce się i zmaga życie, błagają:litości, mówcie nam same miękkie, pocieszające rzeczy.Niech słowo twoje będzie nam litościwe, bo bezlitościwy jest los. Istnienie nasze to staczanie się w przepaść, myśl niechaj będzie nam odpocznieniem. Patrz,patrz, co dnia giną nasi najlepsi, w ciemnocie, głodziedusz i głodzie ciał zstępuje w śmierć, walczy z niąrozpaczliwie, ostatni nasz twór dziejowy — nasza klasarobotnicza. Kadzidłem kościelnym, jak umarłego, ukołysać usiłujemy masę wieśniaczą. Niechaj śpi, niechjej śpiewają dzwony kościelne: w imię nędzy i głodunaszych robotników, ciemnoty naszych chłopów, w imiętych trudności, jakie budzące się w nich życie napotyka,w imię szubienic, na których konają rycerze, w imiętej ciszy, która powstaje nad ich mogiłą, w imię brakuprawdy wierzącej w siebie w naszym społeczeństwie,w imię tortur, na jakie skazani są nasi artyści, w imięzaniku sił myślowych u nas — oszczędzaj nas, oszczędzaj nas — kimkolwiek bądź jesteś a chcesz pisać w Polsce. Pamiętaj, że przeszłość nasza skończyła się katastrofą i rozbiciem, pamiętaj, że nie wiemy, czym będzie przyszłość, pamiętaj, że nie mamy chleba dlanaszych robotników, prawdy dla naszych dzieci, żenie możemy nic, nie chcemy nic, że nas zabija życie:bądź dla nas dobry i nie mąć nam spokoju. Powitamyi my wtedy ciebie braterskim sercem, boś i ty bratemnam w niedoli. Wszyscy spleceni bądźmy miłościąi wyrozumieniem. I kiedy noc każda spycha nas o jeden krok znów ku wspólnej mogile, kiedy tarcicerozpadają się w naszej tratwie, nie jątrzmy przynajmniej naszych ran, w miłości i zgodzie mówiąc o rzeczach pocieszających, stoczymy się słodko na dno.W braterstwie i miłości, nie dostrzegając zagłady, ulegniemy jej i niechaj ostatnie słowo dwóch ostatnichPolaków będzie pełne pogody i szlachetnego optymizmu: kochajmy się bracia i sursum corda!

I wiecznie, i wiecznie ci, co przeżyli wszystkie nieszczęścia i niczego się z nich nie nauczyli, domagają się,aby w imię tej niedoli, którą wraz z innymi gotowali,być dla nich, dla wszystkich, dla samych siebie wyrozumiałym. Ci, co żyją z tłumienia myśli polskiej, protestują, gdy idzie ona naprzód w ostrej, śmiałej, żywej samokrytyce, siebie samej nie szczędząc. U naslichy dziennikarski skryba, żyjący z wykrzywiania i wykoślawiania myśli twórczej, powołuje się na majestatcierpienia narodowego, gdy się dowodzi mu, że i on,i jemu podobni są jednym z ciężarów, które zmagającysię z wrogim nurtem pływak — myśl polska, pozawieszane ma u nóg i rąk. Nie, żadne na świecie kazamaty, żadna szkoła apuchtinowska nie sprawi, abyfałsz, świadomie i celowo nieraz ręką polską pisany fałsz,stał się prawdą, żaden ucisk nie uczyni eksploatowanego zyskownie nieuctwa zasługą obywatelską. Pisarze, którzy byliby tłumicielami ducha w najszczęśliwszym społeczeństwie — nie stają się dzięki stanowiwojennemu pożałowania godnymi ofiarami u nas,zwłaszcza jeżeli swą pracę pisarską, swoje pełne dobrych intencji partactwo, umieją w sposób zdumiewająco roztropny wyzyskać i sprzedać. Nie, po stokroćnie, w najnieszczęśliwszym narodzie nieuk nie staje siępowołanym przewodnikiem — żaden jenerał Skałłoni oberpolicmajster Meyer nie są w stanie uczynić pochwały godnym pisania o filozofii przez ludzi niemających o niej pojęcia, o literaturze przez ludzi, którzymoże ze względu na smutny nasz stan kariery urzędniczej nie zrobili — ale pomimo to gustu do swobodnejpracy myśli, do bezinteresownego życia, ducha nie nabrali.Są pisarze, których można by nawet ukrzyżować,nie czyniąc przez to prac ich godnymi czytania — alezupełnie już niewiarygodnym i niezasługującym nauwzględnienie byłoby żądanie jakiegoś faryzeusza-grafomana, który pragnąłby, aby chwalono i oszczędzanojego utwory, ponieważ i on mieszkał w Jerozolimiew czasie ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Nie, po tysiąckroć nawet pomnożone niedole Polski nie uczyniąJaksy Marcinkowskiego poetą, Stanisława Kozłowskiegodramaturgiem, a nawet doszczętne zniszczenie Warszawynie pozwoliłoby mi na jedną choćby chwilę powątpiewać, że naród, który wydał Wyspiańskiego, może pozwolić sobie jeszcze na stu Kozłowskich i pomimo toposiadać własny swój teatr, i chociażby Teodor Jeske-Choiński pisał Ostatnich Rzymian, Gasnące słońceitd. nawet w najbardziej zaprzepaszczonym zakątkutajgi jakuckiej, to i wtedy pomimo to czytać ich nienależy, zajmować się nimi nie warto, a myśleć zbytdługo z goryczą wobec faktu, że istnieją Dziejegrzechu i Popioły, jest nieusprawiedliwioną przesadą. Bezwzględnie zaś nieumotywowany jest wniosek,że wobec nieszczęść narodu można milczkiem grzebaćWyspiańskiego, pobłażliwie tolerować jego królewskicień, jak dopust boży przyjmować trwalsze od spiżudzieło Żeromskiego, mordować latami Przybyszewskiego, zabijać, niszczyć, lekceważyć wszystko, co cenne,twórcze i żywe, a natomiast na kształt relikwii pielęgnować każdy rupieć. Głód i nędza zlokautowanejŁodzi nie czyni, zaiste nie — polskich fabrykantówpomazańcami cierpienia; straszliwa tragedia szarpiącejsię ze śmiercią, pracującej, tworzącej Polski nieuświęca w niczym jej pasożytów i grabarzów. I chociażby dziesięciu nowych Apuchtinów kark skręcićmiało na zrusyfikowaniu Królestwa, działalność galicyjskiej rady szkolnej nie przestanie być skrytobójstwem na duszy narodu popełnianym. Choćby stuMiłkowskich życiem przypłacić miało zuchwałą chęćwzniecenia ognia Prometeuszowego w kapłańskiej szacie — nie uczyni to arcybiskupa Popiela ojcem ojczyzny, chociażby noc ciemnoty, którą roztacza Kościółnad naszym włościaństwem, stała się jeszcze ciemniejszą, nie stanie się Kościół ten życie budzącym słońcem.Nie — zaiste nie — ale pozostanie wrogiem i przeszkodą. I nie stanie się literatura Tarnowskiego pomnikiem duszy narodowej, chociażby istotnie liczbazmarnowanych, zaprzepaszczonych duchów i dzieł polskich dzięki niej wzrosła w trójnasób. I chociażbyostatni egzemplarz dzieł Hoene-Wrońskiego miałzbutwieć — nie uczyni to wydawania przez AkademięKrakowską bizantyńskich ojców Kościoła pożytecznymprzedsięwzięciem tak, jak nie sprawiłoby nawet ostateczne zaginienie Króla Ducha lub rzadkich druków Norwida żadnych zmian w poetyckiej wartości dzieł zgasłej Deotymy. Tak bowiem już jest, że nawet protestostatecznego nędzarza nie zawiesi działania praw Newtonowskich, jeżeli są prawdą. Żadna moc na świeciei żadne politowanie nie zmieni złośliwego nowotworuw pożyteczny organ, nie uczyni z postępowego paraliżu drogi wiodącej do doskonałości psychicznej i cielesnej. Żadna na świecie moc nie sprawi, aby trwałymi zdolnym do życia stało się to, co żyć nie jest w stanie: naród, który upierałby się czynić tradycję swąz tego, co jest chorobą myśli i woli, który przechowałby wszystko, co samo przez się rozpada i o zapomnienie woła, naród, który by przez pietyzm czyniłz pamięci swej archiwum absurdu, sam stałby sięabsurdem. Śmiecie nawet w muzeum przechowane niestają się cenną rzeczą, co w momencie narodzin duszy nie miało, nie nabierze jej nigdy. Impedimentanazywali Rzymianie bagaże: naród, który czci i wielbiprzeszkody rozwoju, sam stanie się w końcu dla życia swego przeszkodą; i dlatego też badać u naskażdy twór ducha trzeba stupudowym młotem, bićweń ciężarem, jakim wali w nas los: co nie wytrzymapróby, niech od razu ginie. Gdy się ma iść przez cieśninę, górskie przebywać potoki, nie czyni się przewodnikami kulawych, a nie staje się paralityk powołanym do kierownictwa strażą ochotniczą dzięki temutylko, że go już dziesięćkroć z płonącego domu wyniesiono. Dlatego też i ostatnie lat kilka utworom i pisarzom zawsze i o każdej porze wartości pozbawionym jej nie nadało i zapewnić mogę, że pomimo całej grozy wywłaszczenia nie udało mi się wyszukaćgłębokiego pojmowania duszy ludzkiej w powieściachMarii Rodziewiczówny i chociaż skłonny jestem mniemać, że list pisany przez Sienkiewicza do Wilhelmabył dużym upokorzeniem narodowym, to i ten ciosjednak nie pogłębił psychologii Quo Vadis i po nim,jak i przed nim nie udaje mi się na żaden sposóbpostawić tego autora obok Stendhala, Balzaka, Dickensa, Mereditha, Dostojewskiego, Tołstoja, Żeromskiego, i to samo przeświadczenie, które mówi mi,że mimo bezgranicznego upokorzenia Włoch w XVIIi XVIII wieku, nędzarz i samotnik neapolitański, Vico,był najwybitniejszym myślicielem swej epoki, każe mimniemać, że chociażby Anglia stała się tak nieszczęsną, jak my, a my tak szczęśliwymi, jak ona, na stosunek zachodzący między Carlyle'em a StanisławemTarnowskim lub R. Browningiem a Lucjanem Rydlemto by nie wpłynęło. Tylko jest pewne, że społeczeństwo tak potężne, jak angielskie, czyni mniej niebezpieczny błąd, nie widząc dystansu między Carlyle'emdajmy na to a Macaulayem lub nawet Millem, niż my,przypuszczając, iż dożywotnio powinien mieć prawodo wzmagania chaosu w naszej narodowej kadzi każdy,komu się Stańczykowski kaduceusz w ręce dostanie.Każdy, kto staje się organem myśli, musi być traktowany jej miarą; każdy, kto staje się narzędziem życianarodowego — badanym być musi, czy funkcje swojespełnia. Funkcja bowiem życiowa musi być spełnionai nie jest obojętne, w jakiej mierze to się dzieje: dlatego też tę jedną posiadamy miarę wobec dzieł i myśli:czy są one zdobyczą naszego życia, czy trucizną i przeszkodą. Prawda to nie jest jakaś wiecznie cierpliwa babunia — to jest właśnie zwycięstwo i tryumf w śmiertelnej walce o życie. Naród polski chce nie zmiłowania, nie pociechy, lecz zwycięstwa: chce być nie rezydentem u bogatego krewniaka — losu, lecz własnym swoimpanem. Żyć chce w słońcu, myślą swoją los własnystwarzać, siłami swoimi kierować. Przestańcie słuchaćwrzawy, nie zważajcie na to, co się mówi, czy nieczujecie, że coś się robi, że w milczeniu dojrzewa,nabrzmiewa, tężeje jakieś narodowe jądro? Dzieją siędziś rzeczy olbrzymie w ludzie, zmienia się psychologia i struktura polskiej wsi, narodził się potężny, świadomy działacz historii w polskim robotniku. Przecieżto jest nowy, na niczyje oczy niewidziany, niebywałyfakt. Młoda Polska niezawodna, jak to, że pomimowszystko każdy najlichszy lojalny trójpolak poczułobecność w społeczeństwie polskim tak twardej, takrzeczywistej, jak przyroda pozaludzka i międzyludzkiżywioł dziejów, zmagającej się z nimi za bary — mocy.Krytyka literacka pojęć, uczuć, nastrojów? — nie czujecie, jaka krytyka rzeczy dokonywa się w samymżyciu: wykuwa się, powstaje nowy typ Polaka, dziśjeszcze nieokreślony. Każda chwila tu stanowi, czymbędzie: może jeszcze być wszystkim. Sprawcie, niechmyśl, urodzona w miejskiej klasie robotniczej, zawładnie polskim włościaństwem, niech skojarzy się z ziemią, przepoi jej oddechem, skąpie w słońcu, rozszerzy,uspokoi, stężeje, a stanie się rzecz niebywała: nowylud, nowa moralność, prawo, kultura. Nie lękajcie sięorać zbyt głęboko, trzeba dojść aż do tej oto głębi;nie lękajcie się sięgać zbyt wysoko: jesteście w samejpiersi narodu — z niej wszystko powstało; tu jestmiejsce sądzić bogi, idee, wartości; tu jest trwałaopoka. Nie — mimo całej czci dla Wyspiańskiego,mimo pewności, że jest w nim coś z Ajschyla i Danta,mimo uwielbienia dla Żeromskiego, podziwu dla Norwida — nie w nich, nie w żadnej literaturze szukajcie,,koncepcji polskiej”, skończcie z tym mesjanizmemestradowym, z tym całym polskim Oberamergau. Tu — oto tu, między fabrycznym młotem a chłopskim pługiem, między proletariuszem — robotnikiem a polską,chłopską wsią zaczyna się, poczyna Polska. Tujest koncepcja nie z bibuły i druku, lecz z ciała i krwi,tu jest młoda Polska, która oto już jest, żyć usiłujewobec pozaludzkiego i międzyludzkiego żywiołu. Onajest, o siebie, o przyszłość, o to, czym będzie, walczy.To nie marzenie — to żywa prawda: naród się stwarza, szuka dla siebie myśli, wyrazu, powstaje w naszychoczach z miazgi bezkształtnej ten poprzez wieki trwaćmający twór, nowy fakt dziejowy; nie urojenie, niemyśl — lecz życie, nasze życie, które może, gdy zdołamy, nadać trwanie temu, co stworzyć potrafimy, jeżeli stworzymy coś, co się wobec tego faktu w jegołonie ostoi. Historię ludzie tworzą i oto jest moment,w którym zawiązują się pąki, dojrzewać mające stulecia.Młoda Polska zaiste to nie ta, o której szczebiocze kawiarnia, to ta, którą czuł, nosił w piersi ten największy z duchów polskich, całej jednej epoki, Wyspiański: poeta tak — ale nade wszystko twórca świadomości, wielki prawodawca narodowy, mąż, któryrok temu zgasł, a już jest w jakiejś niezmierzonej dali,obok tych, co w życiu narodów, nieprzelotnych pokoleń zaważyli, to ta nade wszystko, która jest ciałema walczy, aby posiąść ducha, aby siebie w całej swej,niebywałej nowości, cudownym po raz pierwszy narodzeniu zrozumieć, utrwalić i posiąść.

To, czy myśl tę posiądzie ona, czy ją stworzy sobie — to jest jedyna sprawa, nie ma żadnej innej,o której mówić by dziś warto. Literatura nasza latostatnich, literatura Wyspiańskich, Żeromskich, Kasprowiczów, Przybyszewskich (tak jest, wbrew protestom stu tysięcy Zagłobów, silnych w pięści RochówKowalskich) sama pragnęła być sądzona tą miarą.Sama uznawała się nie za zabawkę, nie za pokrzepienie umierających (lud nasz wydziera im spod głowypoduszkę), lecz za organ prawdy, zakon życia. Życiemzajmować się tylko należy: życie rośnie, zmagając sięz sobą. Książka ta jest bojową, walczy ona z żywymiformami: umarłym, konającym, nieuleczalnym rada byjak najmniej poświęcać miejsca. Tu na wstępie więcPolsce dobrowolnie dziecinniejącej i zdziecinniałej wypisuję ostrzeżenie. Zadaniem książki tej jest zbadać,w jaki sposób literatura przyczynić się może do zwycięstwa świadomości klasy robotniczej nad całym naszym ludem pracującym, w jakiej mierze przyczynićsię może do przekształcenia Polski całej w wielki, samoistnie i samodzielnie rządzący sobą organizm pracy.To jest cel i zadanie. Polska zdziecinniała szepce dziścoś o upadku romantyzmu. Niech pada. Pragnę realnej walki o rzeczywiste ludu polskiego nad sobą panowanie, pragnę, aby jasna myśl stała się jedyną Polskipracującej kierowniczką. Chcę jasności i przepowiadamtym, co szeplenią dziś o niezrozumiałości „modernizmu”,,,neoromantyzmu”, „mitów” Wyspiańskiego, że oni topod osłonę mroku i cienia uciekać się będą.

Na jasności, konsekwencji i sile zależy nam przede wszystkim, nam, którzy pragnęliśmy, aby myśl polska stała się narzędziem Polski pracującej nadsobą, aby rozwiały się mgły i powstał ten jeden tylkofakt: wobec pozaludzkiej nocy, wobec ucisku historiinaród pracowników, siebie tylko wobec wszechświatamających, siłę tylko własną, myśl tylko własną i wolęponad sobą, własne, wykute w głębi dusz szczerzeludzkie prawo, aby stała się Polska pierwszym organizmem samorządnej pracy, ojczyzną prawdy, klasycznym krajem samorządu człowieka. Marzę. Rzeczywistość widziałem. Stała nam wszystkim przed oczyma.Na sobie tylko, na własnym męstwie, na wierze w zwycięstwo pracy nad żywiołem wsparty był proletariatpolski w ciągu dwu lat. Z narodowego ciała więzyrwał, o rozkucie duszy narodowej się dopominał. Corzeczywiste — nie ginie. Siła ta trwa pod popiołem,zbroi się i rośnie; czy czekać chcecie znów, aż przyjdąlata, gdy życie krwią płacić będzie za naszą ospałość?To jest zasadniczy, jedyny fakt: świadomość klasypracującej uczynić duszą kraju, na niej wesprzeć gmachkultury — niech wychowuje, hartuje — zbroi. Jestczyn nad miarę ludzką — czyn do spełnienia. Narodzić się może naprawdę ta literatura, która będziesiłą dziejową. Tylko śmieć, tylko nie cofać się, niedrżeć, tylko raz na zawsze skończyć z atmosferą samozachwytu i słabości. Świadomość klasy pracującej,powiecie mi, jakie to ciasne, gdzie dusza, gdzie jaźń,gdzie walka płci, absolut? Świadomość klasy robotniczej! I zarysowują się wam obrazy szare, nudne, szeregi martwych stronic z ekonomii. Chcecie wiedzieć,czym jest ten ciasny, klasowo obcy wam, zatrważający świat.

Ja nie umiem tworzyć pięknych słów. Myśl każdąsam przed sobą uzasadniam, ważąc ją długo. Przebyłem wiele dróg, po których dzisiaj myśl błądzi, zbadałem setki sylogizmów: cała ta książka — to jestpamiętnik tych wędrówek. Możecie jej nie czytać.Wolno wam o niej milczeć. Wolno wzgardzić. Ale naprawość waszej własnej myśli zaklinam was, nie przeciwstawiajcie jej stęchłych frazesów, nie mówcie mikomunałów, w których nigdy nie było krwi.

Świadomość klasy robotniczej to nie jest żadnaspecyficzna polityczna forma, żadna specjalna doktryna:to jest ruch żywych ludzi, dążących do przekucia społeczeństw nowoczesnych w organizmy samowładnie rządzącej sobą pracy, do wyzbycia się wszystkiego, copracą nie jest, niczym rozwoju biologiczno-ekonomicznego ludzkości nie wzmaga, a na powierzchni życiasię utrzymuje i warunki tego swego utrzymania się uważa za istotę społeczeństwa, zadanie ludzkości, sens bytu. Myślimy dziś myślątych ludzi, ich głowami: myśl nasza unosi się ponadpracą, nie wrasta w jej ciało, nie odtwarza jej kształtu.Człowiek musi dokonać wielkiej przebudowy myśli:urodziła się ona na zależnej od pracy, posługującejsię nią, lecz niepracującej powierzchni — stać sięmusi wzrokiem samym, widzeniem, rozumem i woląpracujących. Zbliża się moment, w którym znajdziesię człowiek sam oko w oko z bezmiarem i zrozumie, że sam z siebie musi wydobyć cel swego istnienia,miłość do niego, prawo swego życia, niezłomną wolę,która je wykona. W złą godzinę wybrano się mówićo romantyzmie. Idzie istotnie czas klasycznej, wielkiejjasności: czas pełnoletności człowieka, pełniącegowłasną swą wolę, w słońcu własnej swej myśli wydźwigającego ponad otchłanie swobodny swój byt. Alewątpię, aby o tej jasności mówili ci, dla którychH. Sienkiewicz jest klasykiem.

Jasność Wasza!

Znamy jej źródła i granice. Ciemnym był za czasów Augusta II ten, komu się jakieś wizje apokaliptyczne dziejowego sądu i zatraty po głowie snuły,jasnym ten, kto wbrew wszystkim mane tekel fareswidział jak na dłoni, czuł tłustą i świecącą gładziznąbrzucha, że mimo wszystko żyje się przecież.

Czy zastanawialiście się, co i jak czują ginącenarody? Czy sądzicie, że istotnie, jak w powieści Sienkiewicza, przychodzą znaki i widma ostrzegawcze?Przeciwnie. Jasność, pogoda, słodycz rozlewają sięw duszach. Już nie trzeba myśleć, nie trzeba pracować. Na widnokręgu nie ma żadnych zagadnień: wszystkojest zrozumiałe, dostępne, przejrzyste. Ostatecznie nie matakich warunków, w których człowiek nie widziałbyprzed sobą możliwości przeżycia tych lat, które muzostały. Chyba by ziemia pod nogami zapadła. I gdyziemia zdaje się zapadać, gdy zaczynają się pojawiaćznaki, że może ona przestać wydawać kupony, listyzastawne, pensje miesięczne — wtedy istotnie wydajesię, że wszystko ginie. Gdy to przechodzi, gdy znowunatura powraca do swoich praw, jest rzeczą oczywistą,że pomimo wszystko przeciętna kulturalna polska rodzina wyżyć zdoła, przeciętnie wychowa dzieci, któreznów, byle tylko różne formy renty nie zanikły, przeciętnie dalej żyć będą — czyli perspektywa całkiemjasna i niezamącona. Nic nie przedstawia się tak jasnoi przejrzyście, jak przyszłość bezużytecznych warstwi ludzi: czas niczego od nich nie zażąda, oni jemu nicnie dadzą. Stąd nastrój pewności siebie, jasności,spokoju, nastrój pokrzepionych serc, wiara, że choćbytam nie wiem co, Marynia do Krzemienia wróci. Nazywa się to dziś plemienną mocą; jest tylko starcząbeztroskliwością. I wielką musi być istotnie siła w żywych warstwach narodu, jeżeli się jej parcie przedostaje nawet przez tę martwą atmosferę. Atmosferę tęznamy od dawna i dławiła ona kraj całe trzydziestolecie. Powstała ona dzięki tym, którym nie wolnobyło nic z tego, co ma związek z głębokimi, idącymiw przyszłość sprawami: nie wolno im było widzieć,myśleć, chcieć; oni sami zaś zrobili odkrycie, że imi tak dobrze: wczuli się i wżyli w tę swoją prywatnąjasność. Nie zazierała tu żadna zagadka, bo nikt sięo nic nie pytał — o tym mieli myśleć starsi — tam,gdzie załatwia się wszystko — a wy tu sobie żyjciena pogodnym osiedleniu, w tym oto „prywiślańskim”kraju. Stosunki całkiem helleńskie: wszystko przetworzone w jedną bez wydarzeń chwilę. I gdy się spłaciło daninę cieniom, można było wyznać, że chwilajest słoneczna. Ludzie, którzy studiowali Grecję nadywanowych deseniach i podziwiali w obrazach Siemiradzkiego, byli przekonani, że wszyscy oni reprezentują jeżeli nie Helladę, to przynajmniej zachodniąkulturę: że jest Olimpem, a przynajmniej już Wersalemta tyjąca w słońcu Atlantyda kapłonów.

I znowu rzecz godna podziwu. W razie ataku nabeztroskliwość, lekkomyślność, próżniactwo wywoływano wnet krwawe i żałobne mary: widmo Rejtanastrzegło progu każdej polskiej spiżarni i każdej narodowej alkowy. Wnet więc powołanie na niesprawiedliwość losu, gorzka łza kapiąca na wąsy, że oto namnie wolno nic — a wnet potem spiżarniana nirwanaistnienia, któremu myśleć o przeszłości, przyszłości,teraźniejszości, o czymkolwiek bądź wreszcie Apuchtin,Hurko, etc. nie pozwala — istnienia, w którym wolnotylko optymistycznie tyć — poza przestrzenią i czasem. Jednocześnie więc było się ofiarą i miało jejmajestat i przebywało się nadal na sienkiewiczowskimOlimpie. Z miłości dla tego nieszczęśliwego kraju zmieniano swoje istnienia w nim w jedną wielką mesjaniczną synekurę. Nacierające zagadnienia odpierano tym,że my je wspaniale rozwiążemy, gdy już nam to będzie wolno. Tym się pocieszano. Świat tam na Zachodzie stawał się coraz dziwniejszy i bardziej skomplikowany, ale my byliśmy wyżsi ponad to wszystko.Dzięki pomocy Hurki, Apuchtina, Iwanowskiego tryumfowaliśmy nad „postępem”. Do nas on nie przenikał,chyba całkiem już zdezynfekowany, nieszkodliwy. Można więc było mówić o sile tradycji, która taki opórstawia wszystkim nowoczesnym aberracjom. I tak powstała ta psychologia Polaka, który swoją przymusową niedojrzałość przekuł we własnych oczach w pewien gatunek wyższości, który z niewoli swej i bezwładu uczynił olimpijski spokój i naprawdę uwierzył,że w jego wyjałowionej głowie wszystko jest tak powietrzne i błahe nie dlatego, że świat rzeczy poważnych pozostał poza granicami jego woli i działania,lecz dlatego, że w ogóle nic trudnego i głębokiego nieistnieje. To pewna, że tak nigdy nie czuł i nie myślałżaden w przyszłość idący naród. Kto jutro swoje tworzy, ten go nie zna, na tego następuje ono i walisię czarną ścianą czasu, ten widzi braki i luki, wołające o zapełnienie, ten żyje wśród rzeczy niegotowych,czuje się za coś odpowiedzialnym, coś ryzykuje. I niewątpliwie istnieje u nas i dziś ta potężna, nieokreślonacyklopiczna wola; jej to hart jest prawdą tego szychu,który Polska Sienkiewiczowska za siłę swą wydaje.Istnieją dziś w polskiej duszy siły, milczące poprzezzaciśnięte zęby, bez słowa i bez gestu chwytające każdy okruch życia, stokrotnie poczynające dzieło, któreim wróg z rąk wyrywa. Siły, które nie potrzebują mowy, by w siebie wierzyć, nie potrzebują przysiąg. Rozumieją one same siebie bez słów, i niechce rozumieć, kto ich nieraz wbrew słowom, które co innego głoszą, nie odgadnie. Tam, gdzie stykając się piersią w pierś z nieznanym, chłop polski stwarza podwalinę przyszłości,której nie zna, tam, gdzie na straconym posterunkuginie walcząc z złą wolą, nędzą, ciemnotą — jakiśsiłę rycerzy i wyznawców mający w piersi lekarz prowincjonalny, nauczyciel ludowy, tam, gdzie słuchającfrazesów tłumaczonej broszury, robotnik polski rozumie nagle jasnym, krótkim, ślepiącym oczy łzami widzeniem, że stał się cud i jego zaprzepaszczone, zaprzedane życie zajaśniało od jakichś świtań, a los ludzkości w jego piersi kołace, tam, gdzie artysta chwytaza skrzydła nieznane, nakazuje mu żyć i mówićbarwą, słowem, tonem — tam wszędzie, gdzie stykasię piersią w pierś moc ludzka stwarzająca siebiez wielkim nieznanym czynu, co dopiero ma być dokonany, tam gdzie się rodzi życie, więc jest ból i męka, tam jest Polska, jest siła, przyszłość. Przyszłość, która zawsze to jedno ma oblicze — męstwa, biorącego się za bary z nieznanym losem. Gdzie nie ma już walki,pasowania się, wysiłku, natężenia woli, myśli, mięśni— tam istotnie jasne już i skończone jest wszystko.Wieczne odpocznienie! I brzmi ono modłami tysiącakościołów!

Jesteśmy katolikami i zagadnienia, które świat całyszarpią, załatwione są dla nas w symbolu wiary.

Katolicyzm jest dziwną budową.

Kto nie usiłował wżyć się weń, nie zna jego tajemnic, jego czarów. Przeciętny Polak-katolik mało lubwcale nic nie wie o tym, jak głębokim umie być katolicyzm, gdy się w nim szuka głębokości. Pierwszympozorem, rzucającym się w oczy, jest subordynacja,brak krążenia krwi i ducha — martwota. Posłuszeństwo hierarchiczne, podporządkowanie laików duchowieństwu, są to najbardziej uderzające rysy kościelnej budowy. Ale w granicach tego posłuszeństwa Kościół posiada swoje kaplice dla samotników, krypty dlamyślicieli, baszty dla rycerzy: to, co orle, i to, co podziemne w ludzkiej duszy, znajduje tu schronienie. Istniejącałe systematy głębokich filozoficznych, artystycznychkoncepcji świata, które uzasadniają to posłuszeństwoKościołowi, ale jednocześnie pozostawiają myśli indywidualnej bezgraniczny niemal przestwór dla spekulatywnych dociekań, intensywnej kultury ducha.

Nigdzie chyba na całym świecie stosunki pomiędzykatolicyzmem jako religią ludową a katolicyzmem jakogłęboką dyscypliną moralną, obejmującą całe życie człowieka, pomiędzy katolicyzmem maluczkich i katolicyzmem doktorów, nie ułożyły się w sposób tak straszliwiedemoralizujący, jak u nas. Nie wątpię, że pośród naszego duchowieństwa mogą istnieć jednostki o wybitnejwiedzy teologicznej, to pewna, że w życiu umysłowymoświeconych laików katolicyzm nie odgrywa niemalżadnej roli. Francuska literatura XIX stulecia posiadaszereg pierwszorzędnych myślicieli i twórców, którzypracowali istotnie dla pogłębienia katolicyzmu lub teżprzynajmniej tworzyli pod jego natchnieniem i kierownictwem. Pomimo wszystkich drwin na temat katolicyzmu Balzaka, Barbeya d'Aurévilly, Baudelaire'a, Villiers de I'Isle Adama, było w ich stosunku do Kościoławiele szczerej i głębokiej powagi. Wydaje mi się, żenie można sobie wyobrazić ich życia duchowego bez katolicyzmu. Polscy postępowcyposługują się niezmiernie uproszczoną metodą, gdychodzi o tego rodzaju sprawy. Kiedy napotykają faktkatolicyzmu u wybitnego człowieka — wietrzą w tymobłudę, udanie, w ostateczności zaćmienie umysłowe.Przysłowiowa wprost ignorancja oddaje im tu niepospolite usługi. Dość zbadać, jak wielkie zainteresowaniewywołują w kołach najbardziej wykształconej europejskiej inteligencji dyskusje i polemiki na temat modernizmu, aby przekonać się, jak wiele jeszcze życia pozostało w wielkim starym ciele. W literaturze polskiejistnieją bardzo głębokie i ciekawe próby pogłębienialub ugruntowania katolickiego światopoglądu. Wydajemi się wielkim nieporozumieniem, gdy słyszę o panteizmie Cypriana Norwida. Dla mnie jest Norwid jednym z najbardziej i najgłębiej katolickich umysłówstulecia, najniezaprzeczalniej katolickim z pośród wszystkich naszych poetów. W związku z katolicyzmem snułswoje koncepcje Hoene-Wroński, nie zrywał z nim conajmniej Cieszkowski. Koncepcje religijne Mickiewiczazostaną może i u nas dokładniej poznane, gdy zajmiesię nimi jaki francuski lub włoski modernista.

Z radością widzę, że przynajmniej kończy się okresobowiązkowej ignorancji co do Towiańskiego i że wyjątki z jego pism włączone zostały do wielkich wypisów, wydawanych w Warszawie (Wiek XIX, stuleciemyśli polskiej — niewątpliwie jedno z najpożyteczniejszych chyba obecnie przedsięwzięć wydawniczych). Codo przekonań religijnych naszych poetów i ich ścisłegookreślenia panuje umyślny i obłudny półzmrok. Dlajednych zgorszeniem jest sam fakt jakichkolwiek przekonań religijnych (w dzisiejszych czasach postępu!),innym niebezpiecznym wydawało się wszystko, co dotyczyło religii, a nie odbywało się pod kontrolą Kościoła).

Żadne pogłębienia i uzasadnienia nie są polskiemu katolikowi potrzebne: to już należy do księdza.Polak wie, że msza się odprawia, że żona i służbachodzą do spowiedzi, że jest święcone i że przed śmiercią trzeba będzie o tym wszystkim pomyśleć. Ignorancja co do właściwego przedmiotu wiary, dziejówKościoła i jego organizacji wprost nieprawdopodobna:a przecież ten martwy fakt przynależności do Kościołapozwala nie myśleć o całym szeregu kwestii, pozwalazbywać niczym, ot przeżegnaniem się lub zdjęciem czapkiprzy spotkaniu księdza, omijaniu kościoła. Czego niezabija, od czego nie uwalnia ten jeden gest? Oto niemuszę już kłopotać głowy różnymi filozofiami, trućsobie duszę wątpliwościami: przecież tam w kościeleco dzień na mszę dzwonią. I co dzień po wszystkich kościołach odbywa się msza żałobna za setki tysięcy myślinierozbudzonych, sumień na wieki pogrzebanych. Itemissa est! Wracajcie dziateczki do swych zatrudnień,idźcie wszyscy razem, lichwiarz, sędzia, złodziej, adwokat, prostytutka. Coś tam wy robicie w życiu, siebie,przyszłość własną w błoto spychacie. Nic to. Mszasię odprawia. Tu załatwiają się wszystkie wasze z wszechświatem zatargi. I tak od odcienia do odcienia dochodzimy do absolutnego względem katolicyzmu indyferentyzmu, do punktu widzenia „lud nasz potrzebujewiary”. I tak nie wiedząc, czym jest ta wiara, nie chcąco tym myśleć lub lekceważąc ją, o ile idzie o nią samą,nasza inteligencja ochrania w „katolicyzmie” jakiś skarbludowy. — Jestem w stanie pojąć punkt widzenia głęboko myślącego katolicyzmu; zna on wszystkie arkana,wszystkie rozgałęzienia potężnej nauki, żyje pod jejsklepieniami, i choć widzi, że katolicyzm maluczkich jestczymś bardzo odmiennym, pociesza się, że to jest tylkopierwszy stopień: ta jednak polska beztroskliwa połaniecczyzna, która ukuła sobie religię po prostu z niechęcimyślenia, zastanawiania się nad czymkolwiek, która rezygnuje ze wszystkiego, byle się jej dobrze spało, jestrzeczą wzbudzającą głęboką wzgardę i obrzydzenie.

Carlyle napisał głęboki, wstrząsający pamflet o jezuityzmie. Jezuityzm pojmowany bywa u nas powierzchownie. Widzimy w nim tylko działalność jednegozakonu, jego złej woli, przewrotnej dyscyplinie przypisujemy rozmaite popełnione i niepopełnione winy.Jak zawsze w takich wypadkach, zakon jezusowy jestkozłem ofiarnym, eksponentem naszych własnych grzechów: jezuityzm tkwi w nas samych, wszyscy jesteśmy mniej lub więcej jezuitami.Istnieją różne odcienie jezuityzmu: fakt moralny w istocie pozostaje niezmiennym. W zasadzie polega jezuityzm na eksploatowaniu wyników, osiągniętych przezformy życia i działania potępiane, odrzucane, nieuznawane przez nas. Jezuityzm w powstaniu swym był wyzyskaniem zdobyczy nowoczesnej myśli i sztuki nowoczesnego rozwoju ludzkości dla celów z rozwojem tymniezgodnych, wręcz mu wrogich. Odrzuca on pracęi trud, odpowiedzialność i mękę, sam mękę tę potęguje,lecz przyswaja sobie wynik, czyni przedmiot użyciai wygody dla swych wiernych z rezultatu pracy, dokonywanej poza ich obrębem, wyklinanej przez nich.Jezuityzm powstał jako usiłowanie wyzyskania dlacelów Kościoła zdobyczy nowoczesnej myśli ludzkiej,twórczości artystycznej i literackiej. Jest on wyrafinowaną formą eksploatacji duchowej: zatrzymuje bowiemwynik i odrzuca trud, co go stworzył; formą znieprawienia duchowego: czyni bowiem stanem nieodpowiedzialnego posiadania, bezmozolnego użycia, to, co człowiek wytrwałą i tragiczną pracą wywalczył. Jest tonajzupełniejsze zaprzeczenie idei prawa: przedmiotemłaski staje się tu wytwór pracy, zachowany zostajeplon, przeklętą działalność. Jezuityzm oznacza kapitulację moralną katolicyzmu: od tego momentu Kościółprzestaje być samoistnym organizmem moralnym, stajesię pasożytem, od tego momentu przestaje on żyćwłasną prawdą i poprzestaje na znieprawianiu prawd,poza nim zdobytych. Jezuityzm nie jest przypadkiem:powstanie jego w pewnym momencie dziejów chrześcijaństwa i katolicyzmu było koniecznością. Musimyto zrozumieć, jeżeli nie chcemy poprzestawać w swychpracach i zamierzeniach kulturalnych na tej powierzchni, jaką nam przyjęty jako force majeurekatolicyzm pozostawia, lecz jeżeli w samej rzeczy pracować chcemy dla stworzenia całkowitej kultury, jasnej, całe życie narodu obejmującej świadomości. Jest to tym konieczniejsze, żedzięki modernizmowi wpływ zagadnień katolickich i zainteresowanie dla nich niewątpliwie wzrastają. Kościółcałkowicie szczerze potępia modernistów; pomimo tosą oni jego przednią strażą: rozszerzają jego posiadłości i wpływy w dziedzinie intelektualnego i kulturalnegożycia. Nie ma w tym świadomej i celowej perfidii. Nazbyt często przypisuje się makiawelizmowi jednostekto, co jest jedynie działaniem samej logiki, samej siłyciążenia urządzeń. Polityka Kościoła, jego zachowaniesię w sprawach kultury uwarunkowane są przez jegobudowę, przez sam typ zbiorowego życia, urzeczywistnionego w Kościele. Kościół jest systematycznym rozwinięciem typu współżycia ludzkiego, nieopartego na wytwórczości. Kościół wytwórczość ignoruje: jest ona dla niego nieprzyczyną, lecz skutkiem. Dobra materialne i kulturalnenapływają, Kościół nimi zarządza, rozdziela je; w tensposób umożliwia życie, staje się jego źródłem. Jeżeli życie to w dalszym ciągu dobra te stwarza, to i towydaje się wynikiem spływającej z góry łaski. Jest tologiczne i nieuniknione.

Dzisiaj przeciwstawia się nazbyt często Kościołowijakieś ewangeliczne chrześcijaństwo pierwotne: „chrześcijaństwo prawdziwe”. Jest to złudzenie: — prawdziwym jest właśnie to chrześcijaństwo, jakie widzimy.Chrześcijaństwo, rozwinięte w fakt społeczny — to właśnie Kościół katolicki. Inne formy chrześcijaństwa sątylko mniej pełne. Zrozumiemy to z łatwością, jeżelizamiast zatrzymywać się na ideologicznej powłoce,wejrzymy w sam zasadniczy fakt budowy społecznej,stanowiącej zrąb Kościoła. Zarazem posłuży to do wyjaśnienia jeszcze innej ważnej sprawy. Mówi się u nasczęsto o socjalizmie jako o chrześcijaństwie prawdziwym. Jest to niedorzeczność. Chrześcijaństwo jest organizacją społeczną opartą na spożyciu, socjalizmbędzie świadomym, samorządnym organizmem pracy,będzie systematem celowej i swobodnej wytwórczościi zbudowanego na niej społeczeństwa opanowanegoprzez świadomych i swobodnych robotników; tym jedynie może być socjalizm, lub też nie jest on i niebędzie niczym, rozpłynie się w potoku słów i mglezłudzeń, które gorączkować mogą ludzi, lecz są całkowicie i absolutnie obojętne, nieistniejące z punktuwidzenia milczącej i głuchej na wszystko, co nie jestpracą i wysiłkiem pozaludzkiej przyrody, i o tym również dobrze jest pamiętać, bo pewna mieszanina idyllisocjalizmu i chrześcijaństwa, rewolucji, ewangelii i caféchantant'u unosi się dziś w powietrzu jako szerokasynteza społecznych dążeń i aspiracji. Bardziej niż jakiekolwiek inne społeczeństwo, potrzebujemy idei kościstych i mocno określonych. Pamiętać zawsze trzebato, co mówił Carlyle: „Sankiulotyzm jest buntownikiem,urodził się on i żyje w stanie otwartego buntu: niemoże on nam dać przykładu posłuszeństwa, tak samorzeczy stoją względem niektórych innych cnót i tokardynalnych, wydaje się, że znikły one ze świata,i często powtarzam sobie, że dobrze jest, iż jezuityzmi inne skandale przesądu trwają do dziś dnia, aż doczasu, dopóki nie przyswoimy sobie tradycji utraconejszlachetności i nie uczynimy z niej swego posiadania,biorąc w rachubę oczywiście nowe warunki. Jezuityzm,papież ze swą potrójną tiarą i całe lądy chimerycznejstarzyzny będą musiały wówczas zniknąć: rola ich będzie całkowicie skończona. Nie wyjdziemy z naszegodomu łachmanów, dopóki nie zawładniemy naprawdętym, co rzeczywiście posiadamy. Wtedy będą starełachmany prawdziwą zarazą i podlegać będą spaleniuw ogniu rewolucyjnym; będzie to tylko sprawiedliwe.Ale dopóty nie ruszycie się z miejsca — póki nie odszukacie w popiele tego, co było w łachmany zaszyte,jak złoto i cenne metale. Takim bowiem jest koniecznybieg ludzkich rzeczy”. — Katolicyzm jest typem zachowania kulturalnego: odnajdywać go będziemy na swojej drodze, póki nie wyjdziemy naprawdęz tego błędnego koła, tworząc nowy typ zachowywania i tworzenia kultury, przekazywania dóbr kulturalnych. Tak postawione jest zagadnienie; ująć jetrzeba w całej istocie. Ten tylko zostaje się w historii,tworzy w niej, kto umie uczynić z życia swego organrzeczy trwałych. Kto zaś sam siebie nie utrwala, tenprzerabiany jest w trwały wynik przez tych, którzyposiadają dzięki dyscyplinie życia i tworzenia moc nadprzyszłością. Kto nie troszczy się o zagadnienia budowania, ten już sam idzie na budulec, na wapno i spój, ale zaiste nie wie, co z niego wyrasta. O tym już wiedzą ci, którzy mają wolę. Come l'uom s'eterna — takmożna by określić całą treść pojęcia kultury. Tylkojako ostający się wobec natury, wobec wewnętrznychparć życia fakt, trwa człowiek; kto życia swego w diamencie tym nie pisze, kto poprzestaje na własnymswym odczuciu, ten może być zbuntowanym przeciwkożyciu niewolnikiem; twórcą i prawodawcą nigdy się niestanie. Co dzień spotykam na swojej drodze czcigodne,wiekami wznoszone budowy — znak widzialny niezmierzonego mozołu, bezimiennego samozaparcia i samoutwierdzenia wobec wiecznie milczących, twardych,groźnych mocy. Tylko szept myśli swej ma człowiekza świadka, a stać mu się ona ma opoką, zdolną wytrzymać napór sił, które zawsze czyhają zewsząd nakażdy nasz błąd: poprzez szczelinę każdą wciska sięw nasz okręt wrogi, mroczny żywioł i ciągnie na dno.Wolą swą, myślą i pracą człowiek musi sam siebiewobec przyrody oszańcować: wrogiem naszymwszystko nieopanowane, samemu sobiepozostawione w nas i poza nami; wrogiemnaszym jest wszelki stan natury: nagi żywioł i naga dusza. Prawa chcemy, twardego, jasnego, na wskroś przez wolę ludzką przenizanego gmachu. Nie poznawaćswe przeznaczenie, ale je stwarzać, takim jest utajonew głębi istoty naszej prawo życia. Katolicyzm jest najtrwalszym z dzieł, stworzonych przez nowoczesnegoczłowieka. Kto chce stać poza nim, komu sumieniestać w nim nie pozwala, ten powinien o tym pamiętać.Dla kogo katolicyzm jest najtrwalszym z naszych dziśżyjących błędów, ten mieć powinien w sobie grozęmyśli, by błędem wobec nieznanego, co zawsze jesti o swoim istnieniu mówi ruinami, nie okazał się całynowoczesny człowiek. Nie, zaiste nie — nie jest swoboda łatwą do zniesienia rzeczą: — nie jest absolutnym od wszystkiego, co nas przerasta, zwolnieniem.Musem jest, twardym, bezlitosnym musem: — nie zesnów, ale z czegoś, co twardsze jest od żelaza, wiecznie groźne i wiecznie milczące, z czegoś, co nie jestnigdy naszym ja, naszą duszą, naszą myślą, lecz zawszeobcym nam, na granicy naszej mocy szczelnie oblegającym nas wrogiem — zbudowany jest świat! W nimwyżyć i trwać — jest to swoboda: wszystko inne jestjuż variété — mądrością dzieci, tancerzy i skoczków,skrybów słów pisanych na piasku — tłumu istot, któremyślą, że sumując pusty wrzask, sam wszechświat przekrzyczą, a wyjaławiając dusze swe, sam czas wygłodząi do kapitulacji skłonią — ludzi, dla których światjest maskaradą miłości własnej, ambicji, zazdrości — Bóg wie czego, którzy śnią, że tworzą świat nowy,ponieważ na stu mityngach uchwalili zniesienie staregoi ośmieszyli go w setce kupletów. Nie to, czegonie chcesz, lecz jak umiesz chcieć, nieod czego się uchylasz, ale co tworzysz,jak i co budujesz i co o twoich budowachsądzi wiecznie obecna i coś swojego tworząca pozaludzka moc — oto są zagadnienia.Dekorator, który setki razy zmieniał krajobraz naswym teatrze zawiedzie się — zapewniam was — gdyuwierzy, że jest panem i twórcą milczącego naokołoczłowieka i nad nim pejzażu. Są prawa teatru, są i inneprawa; i poza sceną waszej myśli, na której doskonałość waszego ja samą siebie podziwia — są zawszegotowe wpełznąć na gruzy, zaniedbane przez myśli wolę ludzką — meduzy, owe węże, które stały sięjedyną przyszłością; jedynym potomstwem Laokoonajest ten świat pozaludzkich zjaw, którego obecnośćczuł głębokim dreszczem, w krótkich bolesnych widzeniach St. Wyspiański, człowiek, który słyszał, jakgroźnie milczy za murem ludzkich twierdz wieczniepozaludzka, obca moc żywiołów, który czuł już hańbęprochów, deptanych stopą obcego, nieznanego im życia.

Mówicie wszyscy dziś o różnicy pomiędzy pierwotnym chrześcijaństwem a katolicyzmem, lecz na tymwłaśnie zasadzało się chrześcijaństwo, że było onobraterstwem w dobrej woli, sojuszem ludzi bezsilnych,opuszczonych, nie troszczących się o nic, co jest pozanimi.

Z nich wyrósł katolicyzm, jest ich dziełem, synem ich jest Loyola; Święta Inkwizycja, zakon psówpańskich św. Dominika — wszystko to byli wierni,dobrzy słudzy Kościoła, takiego Kościoła, jaki wyrósł,jaki musiał wyróść z rojeń i zrzeszeń „czcicieli Baranka”. Tak, i że wyrosło z nich przynajmniej to, totylko dzięki temu, że poza ich świadomościątrwał i istniał żywy i chcący żyć, kłębiący się od namiętności, pożądań i walki ludzki świat. Kto nie stwarza rzeczy trwałych, ten jest przetwarzany, lecz ktowie, że jest poza nim, pod nim wielkie i potężne życie i na jego powierzchni, jak na pogrzebanej Pompei, sny własnej samotności roi, ten niechaj zważy, bynie stało się zadość jego dumie, by nie stał się onkamieniem grobowym na mogile żywcem pogrzebanego życia. A myśmy widzieli przecież jego twarzśniadą, dumną i śmiałą, owianą dymem prochu, widzimy jeszcze zwalisko, z pod którego groźna, skrwawiona dłoń wydobywa się spod ciężaru złomów, słyszymy, jak w głuche noce czyjeś potężne serce, jakmłot, jak dzwon bije. Tam jest fundament, tam kładąsię w muł żywioły ludzkie, jak kamienie — przebywai tworzy się zmagająca się z żywiołem wola: haec estpetra wielkiego ludzkiego nie Kościoła już, a civitatishominum ojczyzny, trwałego domu, w którym tylkoczłowiek, pan żywiołów rządzi. Tu jest walka o pełnąwładzę człowieka nad sobą, o jasne, słoneczne prawo — nie ma kompromisów. Chrześcijaństwo powstało jakozrzeszenie opuszczenia i bezsiły; stworzyli je ludzie,którzy utracili wszystko: ojczyznę zewnętrzną i wewnętrzną, którzy czuli się prochem, wystawionym naprzypadek wiatru, gliną, lepioną przez ślepą, wrogąprzemoc. Nie rozumieli życia; porozpadały się starożytne społeczeństwa i światy wewnętrzne, przez niezrodzone. W obrębie olbrzymiego państwa rzymskiego,pod osłoną praw, wszędzie obecnych, zimnych, niedostrzegalnych, jak powietrze, tworzyli się ludzie nierozumiejący procesu, w którym brali udział, niepojmujący tego olbrzymiego fundamentu społecznego,który ich dźwigał, zawieszeni jak gdyby w próżni. Czulisię bezsilnymi, widzieli okrucieństwo życia, i gdy przyszła do nich wieść, że są braćmi, synami Boga, któryprzyjdzie i weźmie ich jak swoich, że nie potrzeba imnic czynić, jak tylko kochać się wzajemnie i czekaćdnia, który pochłonie niezrozumiały świat, a ich ocali — była ona dla nich wyjściem z mroku. Było to wyjście jedyne, jakie zrozumieć mogli. Byli bezsilni, bezradni: nie potrzebowali mieć inicjatywy w niczym,zrzec się mogli wszelkiej odpowiedzialności za pracężycia, mogli poprzestać na skupieniu się z innymi, równie osieroconymi pyłkami i wierzyć. Chrześcijaństwoto było właśnie zrzeszenie ludzi bez praw, bez przyrody, bez przedmiotu badań poza sobą, bez żadnychzadań poza własną duszą. Wszystko inne było jakmiraż, który zgasi Pan, jak złudzenie, majak obłoczny,który się rozpierzchnie, gdy przyjdzie sędzia z twarząbiałą jak słońce. I oto ich nowe życie nadziei i wiarybyło łaską; życie i pulsowanie duszy stworzonej przezdługie wieki zapoznanej kultury, reminiscencje, nagłeprzebłyski myśli, sam dar mowy, wszystko to był cudi łaska. Łaską było życie. Mniejsza o to, jak je podtrzymywano: jedni żebrali, inni pracowali, inni bylibogaci — wszystko to była łaska — nie zdobyczludzkiej pracy na przyrodzie, lecz dar Boży. Całe życieukazywało się jako coś podarowanego, coś wytworzonego poza człowiekiem, bez jego udziału, coś, cotrzeba tylko przyjąć. Taką była prawda ich położenia,przeżyli oni ją tylko, tworząc chrześcijaństwo. Myślich odbijała zupełnie plastycznie stosunek ich do całego ówczesnego świata. Nie widzieli oni świata,który ich dźwigał, który stwarzał ich życie duchowei stosunki, w jakich żyli. Pomimo to istniał przecież tenświat, był prawdą ich wobec pozaludzkiej nocy, a niewidzeniem ich serc, zmorą ich dusz. On trzymał ichna powierzchni bytu: w przyrodzie istnieli oni jakowytwór pewnej określonej historii. Imperium Rzymskiestanowiło ich fundament. I gdy przekształcał się tenświat, musiały zmienić się ich myśli, sama posłanaim od Boga prawda. Usiłowali oni zachować swąwiarę, swe zasadnicze stanowisko; zawsze było tak,że życie wytwarzane było poza nimi, dopływało donich, było im darowywane jako łaska, spadało nanich jako dopust. Ale łaską stawało się to życie,gdy było już wytworzone, aby zaś było ono, trzebabyło je wytworzyć: sami oni wytwarzali je. I ponieważ, aby coś mieć, człowiek musi to wykuć samw świecie głuchym na objawienia serca, więc nie odich woli zależało, czym będą w tym twardym świecie,w którym wytwarzane jest życie: tam byli oni robotnikami, celnikami, żołnierzami, dostojnikami państwa.Świat ten zmieniał się i coraz inne narzucał role wyznawcom Chrystusa: wykuwali oni sami swe nieszczęście lub sławę, a zdobywszy je, korzyli się przed własnym dziełem, jak przed błogosławieństwem lub karą.Wytworzone przez nich życie wracało do nich jakodar boży. Gdy gmina chrześcijańska objęła całe narody, musiał zmienić się jej wewnętrzny charakter; jużtylko de nominepodział dóbr doczesnych był darem Bożym, w gruncie rzeczy należał on do twardegotutejszego świata.

Szybko rozrósł się przedział między ogółem wiernych i duchowieństwem zawiadującym ich życiemduchowym. Życie duchowe stało się własnością duchownych, oni mieli klucz rozumienia życia, stwarzanego przez innych. Życie Kościoła zależne byłood tego, aby wszystko, co zostanie pozyskane jakozdobycz ludzkości, zostało ujęte, przepracowane,utrwalone przez jego hierarchię — aby istotnie Kościół był świadomością, wytwarzaną przez życie. Byłoto niemożliwe. Cała organizacja ta pozostawała w stanowczej sprzeczności z samą istotą życia. Kościółbył zrzeszeniem wiernych, wyniesionych ponad rzeczywiste, „historyczne” życie. Życie to było rozpatrywane nie jako zdobywanie prawdy, nie jako nowy,tworzący rzeczy niebywałe proces; lecz co najwyżej jako pewien rodzaj emblematu. Metody opracowywania myśli nie miały nic wspólnego z procesemżycia: polegały one na logicznym zestawieniu myślizdobytych przez życie. Samo pochodzenie ich byłoignorowane. Sam proces logicznego opracowywaniadanych już treści ukazywał się jako źródło poznania.Na długie wieki myśl została uznana za pozażyciową,ponadhistoryczną sprawę. Logika straciła związek z biologią. Poznanie stało się kontemplacją. Było to nieuniknione. Jeżeli zapoznaje się, że wytwórcza działalność człowieka, jego byt ekonomiczno-społeczny jestjego prawdą, jego bezpośrednim zetknięciem sięz nieznanym, jeżeli przeocza się rzeczywiste, z walkispołeczeństwa z pozaludzkim żywiołem wyrastające pochodzenie duszy, znika cały rzeczywisty proces, poprzezktóry człowiek duszę swoją stwarza — pozostaje zaśona sama. Musi ona uznać siebie, treść swoją, wypracowaną w wielkim, zbiorowym trudzie za coś niezmiennie danego, objawiającego się i obnażającego w procesach czysto poznawczych: mistycznych lub logicznych. Proces porządkowania treści staje się jej zdobywaniem — poznaniem. Sama treść — bytem, wyrazem jego — prawda. Rzecz ustalona, zamkniętaw umysłach duchowieństwa zstępować tylko miała doogółu żywych.

Oczywiście, Kościół nie był w stanie zapanowaćnad całością życia: nie tylko był zmuszony uznać dwiesfery, dwie prawdy, „duchowną” i „świecką”, ale przestał opanowywać nawet specjalnie „duchowne” procesy,rodzące się w społeczeństwie. Gdy powstawały w obrębie istniejącego już Kościoła grupy, które na nowo przeżywały dramat osamotnienia i skupienia w braterstwiewiary — łaskę spłynąć mającego na nie życia, Kościół oficjalny albo zmuszał je do posłuszeństwa, alboniweczył; w każdym razie rezultaty ich działalności,rozszerzenie wpływu chrześcijańskiej myśli — przyswajałon sobie. Posiadanie pozahistorycznej, pozaekonomicznej, pozabiologicznej prawdy — samo stało się pozycją ekonomiczno-historyczną. Myślenie stało się procesem antyhistorycznym, antyekonomicznym, antybiologicznym. Kościół miał swoją własną ekonomię,swoją własną politykę: interesy tej ekonomii, tej polityki decydowały o kształcie prawdy. Węzeł pomiędzyżyciem twórczym a Kościołem został zerwany. Kościółstał się organizacją polityczno-ekonomiczną, całkiemw dobrej wierze utożsamiającą znaczenie posiadanejprzez się „prawdy” z interesami swego utrzymania. Całkiem w dobrej wierze: swoje bowiem niezależne odwytwórczości trwanie, swój sposób życia, przeciwnywręcz istotnemu położeniu człowieka wobec wszechświata Kościół uznaje za organ prawdy, za metodę jejsprawdzania. Życie nasze — to sprawdzian naszej myśli; jeżeli jest ono wrogie prawdziwemu stosunkowiczłowieka do wszechświata, wytwory jego będą fałszem,tj. myślami, z którymi człowiek, jako gatunek, idzie kuswej porażce. Fałszem katolicyzmu jest, że życie oddarte od wytwórczości, nie troszczące się o nią, madecydować o istnieniu człowieka we wszechświecie,utrzymywać go w nim. Organizacją życia na takich zasadach, jak gdyby było ono nie procesem tworzeniarzeczy nowych, lecz wysługiwania się na rzeczy istniejące — jest kręgosłupem tego gmachu fałszu, któryjest gmachem wiary dla większości naszego narodu.Wysłużyć ani wyprosić nie można tego, czego nie ma.Stworzyć sobie musi człowiek świat, w jakim żyje, stworzyć całkowicie: nie znalazłby ani okrucha poza sobągotowego, przydatnego dla siebie istnienia.

Gdy w swoich zamierzeniach kulturalnych nie liczymy się z wytwórczością utrzymującą człowieka napowierzchni istnienia, gdy usiłujemy ominąć ją, wynieść się ponad nią, budować bezpośrednio na samejnaszej psychice, psychika ta z wolna i niedostrzegalnieprzeobraża się, staje się tym, czym ją uczyni wielki,dziejowo-twórczy proces, czym uczyni on nas, biorących w nim przez sam fakt istnienia udział, udział chociażby tej muchy, co pomaga ciągnąć wóz ładowny,a choćby nawet ciernia, tkwiącego w nodze, lub zakażającego krew pasożyta. I dalsza niezbłagana logikasprawia, że nasze niezależne od dziejowego procesużycie myślowe zależnym staje się od naszego pozadziejowego gnuśnienia. Życie wytwarza zawsze całątreść psychiczną; nie ma i nie może w niej być nicinnego prócz tego, co życie wytworzy. Gdy myśl jestwytwarzana przez sfery, niebiorące udziału w pracyi tworzeniu: treścią jej staje się skamieniała bezczynność i pustka. Dzisiaj katolicyzm oficjalny jest takimmartwym ciężarem, leżącym na życiu. Mówi się, że jeston tym, co nas łączy z Zachodem; połączenie to prowadzi od jednych pobielanych grobów do innych: sąto korytarze pomiędzy kryptami, pełnymi zaduchu i zgnilizny. Nic nie istnieje jednak, nie tworząc skutków: fałszi błąd nagromadzają samym swym trwaniem coraznowe pokłady fałszu. Ustalony i trwający fałsz zabijaprawdę: w życiu naszym martwy ciężar katolicyzmuzagłusza całe obszary psychiczne i społeczne. Katolicyzm ma nam wyjaśniać zagadnienia naszego, a przynajmniej cudzego życia. Gdy przed oczyma naszymipada z wyczerpania pomywaczka podłóg, wydaje sięnam, że jej zżarte przez brud, ług, mokre ścierki życienabiera znaczenia, zostaje usprawiedliwione, gdy jejnędzne ciało pokropi ksiądz i, o ile jest zapłacony, nacmentarz odprowadzi. To uspokaja, uspokaja wobecwszystkiego. Wieże kościelne są konduktorami, chroniącymi nas przed burzą sumienia. Katolicyzm to pozwala każdej prywatnej, odosobnionej komórce ludzkiejkarmić się potężnym światem kultury i pracy, jak gdybybył on tym tylko właśnie: darowanym przez Boga żerowiskiem dla bogobojnych polskich rodzin. Katolicyzmjest w naszym życiu czynnikiem izolacji kulturalnej,dziejowej, społecznej: pozwala on nam wegetowaćw świecie, który cały na wskroś jest dziełem pracyi twórczości, tak, jak gdyby był to powstający samoistnie substrat rodzinnego odżywiania. Twór uciskuzaborców i własnej słabości, izolowania, pozahistoryczna, pozaspołeczna polska rodzina — to socjologiczne podłoże Polski zdziecinniałej styka się tuw swoich instynktach i potrzebach z Kościołem, pomniejszając go do swych mikroskopijnych, jednogodzinnych rozmiarów i tworzy swój własny uśmiechniętypolski jezuityzm czapki i papki: najpłytszą chyba i dlatego najfałszywszą ze wszystkich formacji kulturalnych, stwarzanych przez produkujący jezuityzm, jak swąspecyficzną toksynę, katolicyzm porenesansowy, katolicyzm wykrystalizowany i ustalony od czasu soboru trydenckiego. Żyjąc jako niebiorące udziału w twórczejdziejowej pracy, lecz niemogące się uniezależnić sięcałkowicie od jej wpływów ciało, katolicyzm musiałwytworzyć tę taktykę dziejowego wyzysku, którą oznaczamy mianem jezuityzmu. Przyjmuje się nie prawdę,lecz jej przyjemne i pożyteczne konsekwencje — niewielką sztukę, wynik tragicznego życia, lecz jej pozory, „umilające życie” zewnętrzne zdobycze, nie pracęekonomiczną, lecz dochody, nie kulturę — lecz komfort.Kościół staje się ofiarą niezbłaganych, w samej jegoorganizacji zawartych praw ciążenia. Jezuityzm przekształcił, znieprawił i znieprawia całą naszą tradycjękulturalną. Jemu to zawdzięczamy ten beztroskliwyi pomadkowy świat helleński, który dzisiaj na całymświecie poważnie przyjmowany jest na wiarę — jedynie chyba przez „klasyczny” intelekt Henryka Sienkiewicza. Rola jezuityzmu w stosunku do kulturalnychzdobyczy renesansu — bywa zazwyczaj pojmowananazbyt ciasno. Najbardziej rzuca się w oczy jezuickiwpływ w architekturze: istniał on we wszystkich dziedzinach życia kulturalnego. Jezuityzm to nie zakon, toformacja umysłowa — to zasadnicza nieszczerość w całym naszym kulturalnym życiu. Europa pragnieużywać swej własnej kultury, ale nie chcesię uznać odpowiedzialną za jej wytwarzanie. Kultura wytwarza się w jakiejś grzesznej, potępionej dziedzinie przez skazanych na dożywotnie galery potomków Kaina; potomstwo Abla używa tylkoowoców, składa z nich ofiary i co najwyżej gotowejest stwarzającym całe jego snujące się poprzez wiekikłamstwa życie — Cyklopom dobrotliwie wybaczyć.Ostatecznie w obliczu tego świata, który milczy, aleprzenigdy nie kłamie — kłamstwo nie może trwać samoprzez się, musi istnieć dźwigająca je prawda. Jestwięc ona i żyje w cielsku naszej starej Europy: niemógłby bez niej istnieć długo i sam jezuityzm — aletragedią jest, że on, on sam jeden tylko, on wielokształtny i poprzez wielorakie formy wciąż niezmienny— jest reprezentantem świadomego życia, że ludzkośćwłasną swą prawdę w formie kłamstwa otrzymuje,jako kordiał i powietrze do oddychania.

U nas w Polsce taki stosunek do świata kultury,jakby istniał on sam przez się, a nasze ja miałoco najwyżej znaleźć do niego dostęp — dosłużyć się,dopościć, dorąbać, dokłaniać, docierpieć — tkwi głębokimi korzeniami w naszym historycznym życiu.Rycerz nie wytwarza świata: on go — co najwyżejbroni --- a potem w promieniu swego miecza uważaza dzieło swoje. Byliśmy „przedmurzem” Europy. Pozanaszymi plecami snuła ona swoje pracowite dzieło:broniliśmy go. Rycerz uważa męstwo za siłę dźwigającą go w świecie: ono stwarza. Miecz przecina węzły— nie zmusi mnie nikt, abym z życia, które osłaniam,przyjmował więcej, niż chcę. Co nie po mojej woli— odrąbię. I pierwszą z historycznych form psychepolskiej — była wsparta na sobie, nieznająca przyrody,prawa, nauki, pracy — odwaga. Rycerz temu samemuulega złudzeniu, co i nieznający świata ani historii— Syn Boży: — nie stwarza on życia, on je osłania— a ono w myśl własnych swoich praw się toczyi na mogile jego własny swój, nieznany mu światwznosi. Od wspólności ze światem kultury i pracymyśl polska się przede wszystkim heroicznym czynemodrąbała. Warneńczyk, Zawisza, Żółkiewski, Jan IIIsą wytycznymi postaciami tego dramatu. Król Duchdziejów polskich od XVII wieku zwał się już w Europie Don Kichotem. W innym miejscu miałem jużsposobność zauważyć, jak niezbędnie się dopełniająrycerz i kapłan. Ku Aleksandrowi Borgia, ku następcom maga Symona szły z Polski śmiertelne przysięgi,krwawe zapamiętania. Zbyt bolesna to sprawa. Polskierycerstwo stało się polskim ziemiaństwem: „karmiłoświat”. Pot poddanych złotym ziarnem ku Gdańskowipłynął galarami po Wiśle. Związek z twórczym życiem nie stawał się przez to istotniejszym. Szlachtaobrastała w dobrobyt: swoje istnienie w naturze,twardej pracy jedynie podległej, przypisywała wciążwaleczności swej, wierze, złotym wolnościom wreszcie. Polski indywidualizm! Przestańmy już gadaćo tym. Polski indywidualizm to tylko polskie odosobnienie, to tylko Polska wbrew wszystkiemu, co wygodę chwili zamąca — uparta samowola. Siedząc natłustym połciu ziemi — szlachcic ufał swojej szabli,pyskatości swej i sprytowi. Rozum, jako konstrukcjawładających przyrodą urządzeń — był mu niepotrzebny. Nie wchodził w rachubę. Był przyjmowany, jakorękodajny, o ile się podobał. Nie ma narodu tak małoposzanowania mającego dla indywidualności twórczej,twardą pracą wykuwającej sobie rozumienie świata,władzę nad nim, jak my właśnie. Każdy gotów tuuznawać cudzą formę indywidualnego kaprysu, bylebyogólna podstawa, całej klasie wspólna beztroskliwawygoda nie została zagrożona. Oddawszy się odświata, szlachcic polski zaczął się od niego gruntownieodsypiać. Nullum nisi hungaricum i ojcowiejezuici skutecznie pomagali. Kultura była zamorskąnowinką, czymś, czym można w razie potrzeby sobiei innym oczy ćmić: nie była własnym, tu stwarzanymdziełem. Polskie nieszczęście stało się nową postaciąizolacji; z jej wszystkich form powstał nasz dziwny,dwuznaczny do Europy stosunek: treścią i podstawąjest zawsze to, że żyjemy w świecie ludzkiej historiii pracy, nie rozumiejąc go, korzystając z jego wyników,przystosowując się zewnętrznie do nich, lecz nie wżywając się weń całą istotą. To cała nasza tradycja historyczna sprawiła, że nie odczuliśmy i nie odczuwamy całego znaczenia tego pomniejszenia, jakiemużycie nasze ulega nieustannie: — inne głębsze sposoby pojmowania życia były w Polsce zawsze dziełemmniejszości, oddzielnych jednostek, którymi tradycjalubi się pysznić. Tradycję kształtują przeżycia dziejowewarstw kierowniczych: pierwszym zaś przeżyciem historycznym, w którym występował u nas świadomie nowoczesny, na wytwórczości i prawie wyrastającym z niejoparty człowiek — była akcja proletariatu polskiego w latach ostatnich. W poprzednich kryzysach górował typ, który z natury jużmusiał szukać siły Polski w tym, co było jej tragizmem dziejowym: — w jej odosobnieniu od nowoczesnej, choć bezwiednie, ale niezaprzeczalnie kierowanej przez rozrost wytwórczości, tj. przez podbójświata pozaludzkiego, żywiołu przez człowieka — historii. Czy nie był cały romantyzm Polski heroicznąi męczeńską próbą przewartościowania tego odosobnienia w twórczą, dominującą siłę, przeskoczenia duchem historii, ekonomii, prawa przyrody?

Z drugiej strony, jak opornie i powoli przedostajesię tu do tradycji każdy okruch pracy dokonanejprzez reprezentującą nowoczesność mniejszość. Jakprędko w ostatnim okresie Wokulski stał się Połanieckim, który i na organizmie nowoczesnego ekonomicznego życia umie zbudować swoją izolowaną odwszystkiego, „nieprzemakalną” wobec kultury rodzinę.Fatalne słowo wyrzekł Sienkiewicz w tym tytule. Takjest, atmosferę kulturalną, myśl dominującą wytwarzałw tym okresie Polak, przeżywając tę jedyną sprawę,która pozostała w jego mocy: — tworząc rodzinę.Cały świat poza tym faktem, to tylko podłoże; całyświat istotny zamykał się w czterech ścianach budującejswoje szczęście i niepytającej, skąd ono idzie — rodzinyPołanieckich. Niepotrzebnymi stały się wszystkie skomplikowane myśli, niezrozumiałymi zbyt potężne uczucia; wszystko przykrojone zostało do miary dominującego, zasadniczego faktu. Nauka — o ile temu faktowisłuży, sztuka, o ile go upiększa, religia, o ile go osłania, poza tym nic, cztery białe ściany. I każdy znajdujew przeżyciu swojego sąsiada przeżycia swoje własnetakie same jasne, jednodniowe: — świadczące więco wspólnej świadomości. Wspólnota złudna. Korzeniami swymi tkwią rodziny w pełnym antagonizmówświecie: jedna życiem swym zabija bezwiednie drugą.Legł przecież czyjś głód w osnowę szczęścia dziedziców na Krzemieniu. Maszko stracił swój jasny dom,bo ktoś go zyskał (ale to może dlatego, że miał ontylko fałszowane portrety przodków). Rodzina, utrzymująca się w świecie, poza nią wytwarzanym — przezkogo i jak, nie pytajmy o to: — oto wykładnik światopoglądu. Pracę myślową nad pozostałymi problematami zastępowały dzwonek kościelny, opłatek i wielkanocne jajko. Nie byli ci Milusińscy w stanie uwierzyć,że istnieje jakiś inny świat. Sądzili, że życie było w gruncie rzeczy zawsze takie samo, tak samo proste i bezzagadnieniowe. Nie dostrzegali dziejów, w jakich żyli,nie troszczyli się, co szepce noc poza ich czteremaścianami, co najwyżej martwili się, że ktoś ich niezasłużenie gnębi; więc jeszcze bardziej kulili się w swychdomostwach i pokrzepiali serca myślą, że kiedyś jużtakże było źle, a jednak Kmicic zdołał mieć z Oleńkądużo dzieci, a chociaż Hektor Kamieniecki zginął, toprzyszedł Salwator, który Polskę zbawił pod Wiedniemi pozostawił dziedzictwo dla tak strasznie i niezaprzeczalnie świetnych saskich czasów: takeśmy wtedy wybrnęli z Potopu, myśli Milusiński, siedząc na dnie bagniska, w które już wcześniej, bodaj, że od zygmuntowskich czasów, zaczął wrastać. I Milusińscy byli pewni,że i oni nadal będą brać udział w tej zbawiennej pracy.Byle Kmicic pojął Oleńkę, a pan Stach Marynię — wszystko da się przetrwać: cały pozostały świat to jużtylko tło tej zasadniczej sprawy. Pan Połaniecki umiałdoskonale dziedzictwo Wokulskich wyzyskać i sfałszować. Wokulski chciał żelaznym wiązaniem pracy całykraj objąć, podważyć, wciągnąć w wielki proces niezbłaganego wykuwania panującego nad przyrodą człowieka: chciał być przede wszystkim wytwórcą, wychowawcą ekonomicznej energii. Połaniecki zrozumiał, żei w tych żelaznych przęsłach on potrafi usłać gniazdko:polski mieszczanin rychło przestał się czuć organizatorem, producentem i pionierem. Produkcja zeszła nadrugi plan, szczęśliwe spożycie stało się kardynalnąsprawą, osią uczuciowości i ideologii. Przemysł dlaPołanieckich nie przełamał wewnętrznej izolacji. Kapitalizm sam przez się, gdy się nie wytwarza w jakimkraju z wolna i samoistnie, lecz przenika od razu w stanie dojrzałym i wciąga w swoje obroty klasy już ukształtowane, zewnętrznie tylko zmienia ich psychologię.Fakt zasadniczy izolowanej polskiej rodziny pozostałten sam: zmieniło się tylko tło, i na jakiś czas stałosię kwestią mody, aby w polskiej powieści mąż i ojciecrodziny strasznie gdzieś pracował i przychodził dodomu z rękami zwalanymi sadzą, farbą chemiczną, słowem czymś takim, czemu pani Marynia mogła byłaprzyglądać się z zachwytem: patrzcie, z jakich to brzydkich rzeczy wydobywa ten człowiek szczęście rodzinne — no i czy nie jest on genialny, czy nie zbawi on kraju?

Pragnę, aby było zrozumiane, że nie idzie miw całym tym wywodzie o luźną polemikę, lecz o skonstatowanie dominującego nad całym naszym życiemkulturalnym socjologicznego faktu. Jest ważną rzeczą,przy określaniu jakiegoś systemu wierzeń, pojęć, wartości — zrozumieć, z jakim faktem, z jakim procesemżyciowym pozostają one w związku? Możemy nazwaćproces ten lub fakt typem ideogenetycznymdanej kultury. Typem ideogenetycznym kultury odrodzenia był człowiek wyzwolony z więzów średniowiecznej organizacji społecznej i usiłujący utrzymać sięna wzburzonej powierzchni politycznego życia. Typemideogenetycznym Polski zdziecinniałej stał się Polak,usiłujący założyć swą rodzinę w świecie rozpatrywanymjedynie jako środowisko, w którym rodzina założonabyć może, ma i powinna. Królestwo różni się tu odGalicji pod tym tylko względem, że w tej ostatniej serwilizm urzędniczy i polityczne matactwo służą też jakometody, sposoby ugruntowywania rodziny, jako jej korzenie, tkwiące w świecie. Tam nawet, gdzie Polak tegotypu usiłował przezwyciężyć to stanowisko, wnosił onw tę pracę wszystkie wyrobione pod wpływem scharakteryzowanego tu procesu nawyknienia i instynkty:brak metod zdolnych służyć w celowej pracy na dalszą,poza zakres rodzinnego trwania obliczoną metę.

Natomiast wszystko, co dało się pogodzić i o iledało się pogodzić z niewzruszonym, niezamąconymspokojem w czterech ścianach, mogło być w tych granicach przyjęte: wrogiem i niebezpieczeństwem stawałasię konsekwencja, samoistność życia umysłowego, wszystkie zasadnicze, tworzące kulturę namiętności i męskieumiłowania. Powstał pewien rodzaj dobrodusznego,niechlujnego eklektyzmu, sceptycyzmu niezwalczonegow stosunku do wszystkiego, co sferę tak ograniczonegoistnienia przekracza. Proces życia, w którym tkwiłapolska rodzina, nie zatrzymywał się oczywiście, chociaż zapoznawała go ona: przeciwnie ona sama służyła mu, brała udział w wielkim, niezrozumiałym dlaniej dziele. Ale tego nie obejmował, to z całą stanowczością wykluczał ten pogodny, jasny, spiżarniany,milusiński światopogląd. Dziś jeszcze epigoni zdziecinniałej Polski sądzą, że uda im się zamurować otchłanie krwi i ducha i dalej gruchać w swoim gołębniku.

Jest to wykluczone jednak.

Nastał czas twardy i surowy. Być może, samiMilusińscy dziwią się, wspominając — nie uda im sięjuż powrócić do dawnej natury. W całym organizmienarodowym czuć parcie nowych sił; jak dotychczasowym typem ideogenetycznym był Polak, ścielący gniazdko na złość światu, tak teraz rodzi się może nowytyp Polaka usiłującego światem zawładnąć, w granicach swego życia rządzić nim. Sumują się przesłankijakiegoś nowego a olbrzymiego faktu: jeżeli zdoła onsam siebie ująć w całości — będzie nim polskiwytwórca, polski świadomy robotnik, obejmujący w odpowiedzialne władanie kraj cały, przekształcający Polskę w samoistny organizm swobodnie rządzącej sobąpracy. Oddzielne momenty tego faktu stają się i szarpią naokoło nas: — trzeba, aby stał się on całością,poznał sam siebie, aby objął go i zagorzał w nimjeden duch.

Czym była, czym może być wobec tego potężnego zadania Młoda Polska?

Młoda Polska sama była faktem, faktem odosobnienia, w jakim się poczuli synowie odciętej od świata rodziny Milusińskich.

Była ona ich buntem. Przeciwstawiali się oniPolsce zdziecinniałej, lecz sami czym byli? Dziećmi jej,krwią z jej krwi. Każdy z nich znalazł się sam z sobą,a poczuli się zbiorowością tylko w imieniu tej swejsamotności. Rozwinęli się w otoczeniu, gdzie wszystko,co ludzkie w dzisiejszym, nowoczesnym znaczeniu,było nieobecne. Stąd było ich życie umysłowe nieustannym odkrywaniem. Człowiek był im cudem, jegodzieła objawieniem, własna dusza — niespodzianką. I tenswój młody pęd — to odkrywanie jako snów i marzeń — strzępów twardej ustalonej rzeczywistości — musieli uznać za typ życia.

Każde zaprzeczenie ma w sobie naturę tego tak,od którego się oddziela: to przecież byli synowie rodziny Połanieckich — nie istniała więc dla nich przyroda, ekonomia, dzieje istotne ludzkości. Jedyną rzeczą,którą znali, był świat, z którego wyszli, zabity szczelniedeskami „Olimp” Sienkiewiczowski i własne przebudzenie pełne oszołomień. Ile etapów do przebycia,zanim ci samotni spośród samotnych, bezsilni z bezsilnych nauczą się widzieć, pojmować twardą rzeczywistość. Rzeczywistością ich było to wierzące w siebie, naiwne kłamstwo polskich rodzin, bytujących, jakżyjątka w limburskim serze, w nowoczesnym świecie.Młoda Polska oddzieliła się od tej podstawy, swojąsamotność przeciwstawiła jej trwaniu. Jej samotność — to była zrazu izolacja człowieka, który w świecie nawet trwałej rodziny założyć nie potrafi, stąd wnioskuje,że nawet tyle nie ma w świecie rzeczywistości, ile jejna przeprowadzenie tego celu potrzeba: proces ideogenetyczny, rządzący tu — to pojedyncza jednostka,usiłująca w wielkim nowoczesnym świecie tylko myśleć, tylko marzyć, potrzebująca tyle tylko oparcia, ilego potrzeba, aby mogło istnieć niezrealizowane marzenie.

Czy zdołają przekuć samych siebie — i na wskrośpojedynczy, w twardych i samowiednych twórców zbiorowego życia, założycieli kultur, od podstaw usiłujących zawładnąć całym nowoczesnym światem swobodnych robotników.

Faktem, jaki ich stwarza, jest bankructwo — oninawet rodziny Połanieckich nie założą. — Zwycięzcami świata stać się mają lub niczym.

IV. Mity i legendy

Filozofia bezwzględnego tworzenia. Krytyka języka. Słowo, wytwór dziejów, ukrywa je przed nami, staje się źródłem wszelkiego dogmatyzmu, wszelkiej metafizyki. Metafizyka — mistycyzm wyrywają nas ze związku z dziejami obecnymi; maskują własną naszą twórczość; oddają nas we władzę historii minionej. Wyzwolenie dziejowe. Twórcza istota społeczeństwa. Irracjonalizm zasadniczy. Filozoficzne znaczenie historii. Idea prawa. Krytyka naturalizmu. Przesilenie w teorii poznania. Samowiedza i dojrzałość człowieka odczute jak jego zniknięcie. Granice pragmatyzmu. Krytyka empiriokrytycyzmu. Filozofia Sorela. Vico. Idea mitów dziejowych. Tworzenie i jego logika. Ocalenie naszego twórczego ja; ja głębokie. Filozofia Bergsona. Młoda Polska na zasadniczym rozdrożu świadomości kulturalnej.

Życie istotne i życie urojone — nieprawdaż, nicłatwiejszego nad przeprowadzenie takiego rozgraniczenia: — tu rzeczywistość, tam marzenie. Praca kamieniarza, ubijającego bruk i stan duszy poety, który ponad jego głową snuje niedostrzegalny, niepozostawiający w przestrzeni śladu szlak marzeń. I stąd też łatwoprzewidzieć znaczenie ironicznego tytułu książki: legenda. Atak więc znowu na bezczynność i oczywiścieznowu szereg hymnów o niezaprzeczalnej, twardej,mięśniowej pracy. Wniosek przedwczesny. W wyraz,,legenda” nie wkładam żadnej ironii, posługuję sięnim jak terminem naukowym, dla oznaczenia pewnej metody, pewnego kierunku zużytkowywania i opracowywania swego wewnętrznego życia, swych stanówpsychicznych. Zakładamy sobie przede wszystkiem tęsferę badania. O psychikę nam idzie. Nie zajmujemysię pochodzeniem przepływającego przez nas, a raczejstanowiącego nas potoku życiowego, nie zajmujemysię choćby dlatego, że z punktu widzenia tego potoku — wszelka genealogia jest już czymś wtórnym, jest jużmetodą, opracowaniem, strukturą. Wszystko, co przybiera postać twardej, niezmiennej rzeczywistości: zarówno świat fizyczny, jak nasze ja, zarówno społeczeństwo, jak i wymarzone istoty, o których mówinam religia i sztuka, są już stwardnieniami, krystalizacjami, wytworami — a ściślej, pewnymi stałymi metodami, typami ujmowania i wartościowania tego stwarzającego wszystkie ujęcia, treść chwytaną i formę, cochwyta — potoku. Więc tu nie ma jeszcze ojczyzny,nie ma proletariatu, nie ma sztuki, nie ma zasadniczejróżnicy między rzeczywistością przeżyć kamieniarzai przeżyć poety. I te, i tamte są. Przeminąwszy, zostawiają ślad w życiu naszym, zabarwiają nurt, którympopłyną wszystkie inne. Nie wywabi się już z życia, niewyrwie z samego jego przęsła zarówno marzenia bezsennej nocy, jak i nałogu, pozostawionego przez twardy, monotonny mus pracy.

Jesteśmy więc znowu u starego, solipsystycznegopunktu wyjścia? Bynajmniej nie jałowszego, niż te teoriopoznawcze igraszki. Idzie tu nie o zaprzeczanierzeczywistości, lecz o analizowanie jej natury. Nikt poważnie myślący nie przywiązuje żadnego znaczenia doprób dedukowania rzeczywistości z myśli. Przeciwnie,sama myśl, samo poznawanie, zwłaszcza w swoichanalitycznych, logicznych formach jest późnym i powierzchownym produktem procesu życiowego. Idzieo co innego. Idzie o zburzenie pojęć o pozażyciowym,gotowym bycie.

Złudzenie takiego bytu tworzone jest i utrzymywane w znacznej bardzo mierze przez słowo, przezprzekonanie, że odpowiada mu coś niezależnie, na zewnątrz — obiektywnie istniejącego.Słowo jest organem koordynacji procesów życiowych, przeżywań różnych jednostek: jest ich wytworem społecznym. Rzeczywiste jego korzenie tkwiąw tych procesach życiowych, w tych wstrząśnieniachi ustaleniach zbiorowego życia, które zrodziły słowo,jako nagły i przelotny lub stale powracający sygnał.

Słowo, jako medium społecznej koordynacji, ukazujesię naszym przeżyciom jako coś starszego i głębszegood nich, jako pozaspołeczne dno, ponadludzki firmament istnienia. Powstaje złudzenie, że wyraża ono cośpozażyciowego, pozaludzkiego, odrębnego od ludzkiegowspółżycia i głębszego niż ono. Słowo — organ ludzkiego współżycia zapanowuje nad nim, jego treśćukazuje się jako podstawa współżycia, niezależna odniego, przed nim istniejąca. Świat zewnętrzny, obiektywnie istniejące, niezależne od współżycia, od zmiennego potoku przeżywań, kompleksy stałe --- czy tooznaczamy je mianem przyrody, czy Boga lub materii — wszystko to są za wdaniem się mowy dokonane hipostazy konkretnych koordynacji współżycia ludzkiego.

Byłoby jednostronnym przepisywać mowie powstawanie mitów, widzieć w niej jedyny lub najgłębszyczynnik mitotwórczy. Mitologizm sięga głębiej korzeniami w psychikę ludzką, w sam rdzeń współżycialudzkiego. Mowa nie tyle mity stwarza, ile raczej jeustala, przechowuje; jest ona czynnikiem konserwatywnym, przekształca ona w trwałą, niezależną od ludzi rzeczywistość własne ich przeżycia; ona czyniz mitu, formy twórczości, czynnego współżycia — dogmat teologii. Teologią zaś nazywam pewien specjalnystan duszy ludzkiej, teologiem nazywam człowieka,który usiłuje wydobyć „prawdę” przez systematyzowanie i analizowanie hipostaz zamarłego ludzkiego życiai tworzenia. Teologia obywa się doskonale bez pojęciabóstwa. Teologami par excellence są dzisiejsi naturaliści, materialiści. ewolucjoniści. Komu stwardniałe, zahipostazowane wytwory współżycia ludzkiego przesłaniają współczesne, aktualne, oczywiste współżycie, ktoszuka „prawdy”, „poznania” w skamieniałościach życiaminionego, w dziedzinie gotowego już bytu, ten jestteologiem, chociażby ze zwalczania dogmatów oficjalnej religii uczynił swoje powołanie.

Pomimo tej niewątpliwie zachowawczej roli języka,społeczeństwo, które posiadałoby jako jedyną swą moczachowania, jako jedyną siłę skupienia to tylko, cojest już zintelektualizowane, zawarte w słowie, byłobyw stanie takim, w jakim znajdowało się bizantyńskiecesarstwo w czasach swego ostatecznego już strupieszenia i upadku. I tu, jak zawsze, gdy idzie o głębokiezagadnienia kultury i dziejów, monumentalna myśl nieocenionego Vica oddać nam może niezmierne usługi.Społeczeństwo istnieje jako fakt emocjonalno-uczuciowy,jako różnorodnie uczuwany ślepy mus koordynacjinaszych czynów. To wielkie ciemne ja zbiorowe tkwiw każdym z nas poza obrzeżem logicznej, dostępnejdla jasnego sformułowania, świadomej naszej myśli.Istnieje jako pewien rodzaj uczuciowego musu. Nienadaremnie Renan, a za nim Sorel stwierdzają, że w pojęciu ojczyzny pozostaje zawsze jakieś mistyczne, mitologiczne jądro: irreductibile quid. Społeczeństwo istniejew naszym wnętrzu jako irracjonalna więź i tawłaśnie irracjonalna, wyczerpana dziedzina ma znaczenie, gdy idzie o przyszłość. Rozum nasz to sumadoświadczeń przebytych i zaklasyfikowanych. Rozstrzyga onaszej przyszłości to, co istnieje w nas jako zdolność nabywania nowych doświadczeń, a więc siła nowych wobec nieznanego, nieobjętego przez doświadczenie dotychczasowe — decyzji, zamierzeń, czynów. Tu,w tej dziedzinie popędu, w tym ciemnym królestwiemotywów, które rozstrzygają o naszej woli, a samesiebie poznają jasno dopiero, gdy uwarunkowany przeznie czyn dokonany zostanie — muszą istnieć podstawy i podwaliny naszego społecznego istnienia. Społeczeństwo, które nie istnieje jako na wpół instynktowny, niewyrozumowany, irracjonalny stan dusz swoich członków, niczego już nie dokona, znajduje się w stanierozkładu. Dlatego też trzeba być bardzo ostrożnymw wyprowadzaniu wniosków co do stanu społecznegoskupienia, odporności i żywotności danego społeczeństwa; — obierając za podstawę zracjonalizowaną powierzchnię kulturalnego życia danego społeczeństwa,popełniać możemy niezmierne wprost błędy. Pamiętaćteż trzeba, że związki pomiędzy życiem intelektualnyma tą irracjonalna dziedziną są bardzo skomplikowane,różnorodne i w każdym razie nie identyczne z czystointelektualnymi, logicznymi stosunkami. Dana myślmoże niejednokrotnie wyładowywać działania, dążącedo wprost sprzecznych z nią rezultatów. Gdy chodzio ocenę jakiegoś systematu myśli i wartości — trzebaumieć rozróżniać tę życiową czynną logikę — od prostolinijnej logiki pojęć. Ta ostatnia bywa, gdy idzieo historyczne, życiowe ocenianie myśli i obrazówświata, zgoła nieprzydatna. Gdy się rozważy to, wydająsię typowo intelektualistyczne polemiki naszych postępowców przeciwko wszechpolakom zgoła nieczytelnymi — i niejednokrotnie nasuwa się pytanie, czy naiwność ta da się pogodzić z dobrą wiarą. Ludzie, którzy znają np. prace ideologów francuskiego bloku o Tainie lub kwiatuszki polemiki włoskich reformistówz syndykalistami lub w ogóle sposób, w jaki traktowanibywają przez patentowanych „postępowców” pisarze,,reakcyjni”, wiedzą, jak wspaniale umie nieubłaganaracja stanu partii kryć się poza pozorami całkiemwzruszającej niewinności umysłowej. Schlebianie prostactwu umysłów niewyszkolonych, niedostrzeganie odcieni, wymagających dla ich rozróżniania specjalnegoprzygotowania, przekonanie o nieomylności każdegowyborcy, który z nami w ten lub inny sposób iść sięzgadza — nieustanny cichy apel do nieuctwa i chamstwa — oto są elementy niezbędne demagogicznejsztuki pisania. Z punktu widzenia psychologii, z punktuwidzenia konkretnego życia — społeczeństwo jest tospontanicznie, instynktownie ustalająca się koordynacjaczynnych usposobień współżyjących ze sobą jednostek;jest to wielki irracjonalny fakt życiowy.

Badania natury tego faktu są bardzo mozolne:w każdym razie jednak prawa, rządzące nim, nie mogąbyć utożsamione z logicznymi prawami myśli. Tenzbiorowy, irracjonalny fakt stanowi właściwe podłożewszelkich kultur, siła danego społeczeństwa w nimspoczywa, siła danej kultury, danego systematu myślii wartości tkwi w znaczeniu, jakie mają one dla niego.Proszę pamiętać zaś, że nie chodzi tu o żadną jaźńzbiorową, o żadną świadomość ponad-indywidualną,o żadne mistyczne, w znaczeniu „do źródeł duszy polskiej”, „Monsalvatu”, źródło deklamacji. Chodzi o rzeczbardzo realną, o coś realniejszego od rzeczy, gdybybowiem tego coś nie stało, przestałoby istnieć dlaPolaków cokolwiek bądź, co rzeczą może być nazwane:zaczęła się by zaś ta noc, o której mówi Carlyle, że,,w niej już nie będzie czynów”. Nie jest już mojąwiną, iż życie jest głębszą rzeczą, niż to sobie wyobrażają polscy postępowcy, którzy mogą od tej poryszczebiotać, że skompromitowany raz na zawszew oczach socjalistów kokietować usiłuję z nacjonalizmem.

Najdrożsi moi, zapewniam was, że umiem ocenićprzywilej, który posiadam, przywilej mianowicie, żemogę, muszę, chcę — tłumaczcie sobie, jak chcecie — nie liczyć się z opinią żadnej grupy ludzi w Polsce, żemogę całkowicie i jedynie wsłuchać się w to, co myślmoja pozna z praw, rządzących głębszym i rzeczywistszym od wszelkich grup życiem zbiorowym, a razposiadłszy przywilej ten i zrozumiawszy jego siłę, niewyrzeknę się go, chociażby grupy wyszły poza dzisiejszy, Bakajowski okres swego o mnie mniemania. Tak,i nie zmieni nic tego faktu, że natura społecznegowęzła taką jest, jak tu ją przedstawiam, a polskim postępowcom nie pomoże nic przekonanie, że to samotwierdził Carlyle, a przecież można o nim w polskiejprasie nie pisać. Nie, nie pomoże to nic w tym, jaki w innych wypadku, bo oto wchodzi w grę widmo,na wieki dla wszystkich „paplających” niedostępne:twarda, niezmienna natura życia. So und nicht anders,a reszta w Pamfletach dnia ostatniego Carlyle'a. I choćbym chciał nawet pocieszyć polskiegopostępowca, że o książce tej Marks i Engels wcale źlepisali, to nie przyda się i to mu na nic, bo sporymiędzy „rzeczywistościami” — a w obliczu czasu, pókion będzie istniał dla człowieka, rzeczywistością nieprzestanie być ani Marks, ani Carlyle — nie dotycząw niczym istot, które świerzb językowy mają — tak — niezawodnie, i pewną zdolność w naśladownictwie tychform językowych, za pomocą których ludzie wyrażająmyśli, lecz zdolności pomyślenia choćby jednej jedynejsprawy rzeczywistej — nie, przenigdy nie. Tak oto jest.Różne style przepłyną jeszcze przez głowę polskiegopostępowego „inteligenta”, ale nie wniknie w nią nigdyżadna rzeczywistość, i chociaż kupi on sobie i studiować zacznie dzieła Vica, Newmana, Bergsona, Sorela,Carlyle'a, Durkheima — nie przyda się to na nic — pomiędzy głową a koniuszkiem pióra zniknie całatreść i pozostanie to, co było — pusta samowola, którasądzi, że gdy frazeologię swoją tak lub inaczej przykroi — samą rzeczywistość zmieni.

Pozostanie jednak to, co jest i było: społeczeństwo jest ugruntowane w żywych siłach jednostkowychlub nie ma go wcale; istnieje ono jako pewna właściwość woli lub tych dziedzin życiowych, z których rodzi się wola; w każdym zaś razie jest ono wcześniejsze, istotniejsze, niż wszystkie w słowie wyrażone i dogodności bytu podniesione doświadczenia zbiorowe.Ma tu miejsce niezmiernie charakterystyczne zjawisko.Pojedyncze rozumujące ja znajduje na zewnątrz siebiewytwory poprzedniej historii — i wydają mu się one tągłębszą, potężniejszą rzeczywistością, z którą czuje sięono związane. Słowo — byt niezawisły, czyli słowo-hipostaza przesłania samą społeczną czynną rzeczywistość, z której wyrosło ono i wyrasta. Z niego,z całej hierarchii utrwalonych przez nie i wykrystalizowanych w „byty niezawisłe” istot wywodzi swą społeczną przynależność świadoma myśl. „Bogowie”,,,przyroda”, „materia”, „ewolucja” — wszystko jedno,jak nazywają się te istności, w każdym razie zawszema miejsce to samo: coś pozaludzkiego ukazuje sięjako głębsza od społeczeństwa podstawa jego istnienia. Samo życie społeczne zostaje rozpatrywane jakozależne od tych bytów, rozgrywające się na ich powierzchni, a więc „pod kierownictwem opatrzności”,w „myśl praw przyrody”, „idąc za kolejnym porządkiem faz ewolucji”. W ten sposób zostaje przez słowo,przez jego wszechsięgający wpływ przekształcone całenasze życie. Będąc organem społecznego porozumienia — utrwala ono, jako byty niezawisłe, jako „rzeczy”, stałe formy społecznej koordynacji czynnej czywzruszeniowej. Wewnętrzna struktura społeczna, rozczłonkowanie funkcji społeczeństwa zostają wyrzuconeprzez myśl na zewnątrz, jako ten trwały szemat, tenkościec, na którym rozmieszczamy nasze osobisteczucia i doświadczenia. Całkiem dokładnie określająrosyjscy neomarksiści (z którymi zresztą nie zgadzamsię w dalszych wywodach z tego założenia) Bogdanow, A. Łunaczarski — stosunek psychiki do światafizycznego jako stosunek doświadczenia osobistego dodoświadczenia społecznie zorganizowanego. Dziękitakiemu zobiektyzowaniu świadomość zastaje naokołosiebie, pod sobą, poza sobą, jakiś świat pozaspołecznych, ponadspołecznych czy podspołecznych istot.Ustalone doświadczenie zbiorowe ukazuje się jako byt,uciska ją swym nieludzkim ciężarem: — Bóg czy materia, świat nadprzyrodzony czy przyrodniczy — ukazują się jako zasadnicza rzeczywistość, świat ludzkimusi poprzestać na tym skromnym miejscu, jakie mute byty pozostawiają, załatwiać swoje sprawy pod ciężarem, na powierzchni tych niezmiennych, gotowych rzeczy. Prawa czynnej postawy kończą się u tej granicy, gdzie zaczyna się sfera tych zahipostazowanychbytów: — cała ekonomia ludzkiej myśli ulega tu nadwyraz charakterystycznemu przestawieniu planów. Wynik staje się przyczyną i gruntem.

Może mi ktoś powiedzieć, że w tej formie dokonywa się zachowanie osiągniętych wyników. Niezawodnie. Nie wydaje mi się jednak forma ta jedynie możliwą, a co najważniejsza, rozkłada się ona dzisiaji ginie w naszych oczach. Proszę wziąć do ręki jakąkolwiek z nowoczesnych przeciętnych książek teoriopoznawczych: Macha, Poincarégo, jakiegoś z neokantystów, proszę przeanalizować proces, z jakim mamytu do czynienia. Przyroda, materia etc. — zostają zredukowane do pewnych form ludzkiej działalności; alesam człowiek był z punktu widzenia naturalizmu, tj.filozofii uznającej za byt przyrodę — cząstką tej przyrody i on więc jest zredukowany wraz z całą przyrodądo roli kompleksu czuć. Nie ma więc ani przyrody,ani człowieka. Cóż pozostaje? Jakaś wisząca w powietrzu psychika właściwie już nie ludzka, gdyż człowiek jest to pewne już tylko upostaciowanie jej — lub też coś jeszcze mniej określonego. Dopóki człowiek nie przestanie ulegać złudzeniom bytu, tj. właściwie wierzyć, że społeczne własności jego słowa,treść jego słowa — istnieją same przez się poza nim,poza społeczeństwem — analiza teoriopoznawczadoprowadzać nas będzie zawsze do teoretycznego nihilizmu lub właściwie do pewnego stanu mglistegorozpływania się myśli, pojęć, stanowisk. Jest rzecząkonieczną pamiętać o tym: w życiu każdej kulturalnej,samoistnie myślącej jednostki istnieje jakiś moment,w którym ginie w niej w ten sposób wszelka bytowarzeczywistość. Ponieważ zaś rzeczywistość ta ukazywała się jednostce jako podstawa społeczeństwa, grunt,na którym utrzymują się i utrwalają społeczne związki,w życiu umysłowym jej wraz z bytem zapada się społeczeństwo, zapada się więc i ona sama jako cośokreślonego; ginie wszelki plan życia, wszelka różnicamiędzy realnym gruntem działania a mgłą marzeń.Taki moment w rzeczywistości lub in potentia tkwiw strukturze umysłowej Młodej Polski. Był w niejmoment, kiedy własne życie wewnętrzne stawało sięwykolejoną, pozbawioną planu, gruntu, kryterium — możliwością. Alles war erlaubt. Naokoło duszy rozpościerało się błędne koło majaków. Wrócimy do tego punktu. Tu idziemy dalej.

Nasze dotychczasowe wywody wyjaśniły, że mamyw tym wszystkim do czynienia ze wzmiankowanymwyżej przestawieniem planów. Społeczne życie inasze jest pierwotną, pierwszą, jedyną,bezpośrednio daną nam rzeczywistością,wszystko inne jest już jej wynikiem.

Obecnie pragmatyści zbliżają się do tego punktuwidzenia. Wszystko, co stanowi treść naszej myśli,wszystkie nasze pojęcia, cała nasza „teoria” — wszystkoto są narzędzia naszej praktyki. Czynność naszawytworzyła to wszystko: są to jej perspektywy i plany.Na heidelberskim kongresie filozoficznym — pragmatyzm zetknął się z prawowierną szkolną filozofią. Moralny wynik kongresu jest oczywisty dla wszystkich:w zetknięciu z każdą formą bytowej filozofii (wszystkojedno, czy byt przedstawiany jest jako Bóg, czy jakomateria, jako mozaika elementów i charakterów, nieokreślone „zastanie” faktów, spekulatywna forma czystejjaźni) — pragmatyzm tryumfować musi. I tryumf tenmożna powitać z radością — jest to zwycięstwo czynnego, wytwórczego współżycia ludzkości nad różnymiformami klerykalnego, teologicznego ducha. Pomimoto jednak pragmatyzm nie wydaje mi się najwyższąformą nowoczesnej myśli filozoficznej. Gdy się zestawia założenia pragmatyzmu z wynikami badań i dociekań Jerzego Sorela — ukazują się nam wszystkienierozwikłane zagadnienia i sprzeczności utajone w tezach pragmatyzmu. Wszystko, co służy działalności,co umożliwia działanie — stwierdza swą żywotność,swą rację bytu. To twierdzenie służy za punkt wyjściadla apologetycznych zastosowań pragmatyzmu, w tenmniej więcej sposób posługują się nim moderniścikatoliccy. Sprawa jest dość subtelna. Prawdziwą jestkażda myśl, która umożliwia działanie. Ale co terazrozstrzyga, że działanie miało miejsce. Widzimy przecież, świat i nasze działanie jedynie przez pryzmat naszej myśli, jeżeli myślę, że dostępne mi są pewnewłaściwości czterowymiarowej przestrzeni, że dokonywam w tej przestrzeni pewnych działań: wiara mojajest praktyczna w swoim własnym, stwarzanym przeznią samą zakresie. Tu leży wielkie niebezpieczeństwopragmatyzmu — jeżeli nie posuniemy się dalej, tonie wyszliśmy właściwie poza aforyzmy Pascalao „automatyzmie duchowym”, poza jego „prenez del'eau bénite, abrutissez vous”. Odcień różnicy jest,ale odcień tylko. Ch. Peirce mówił, że próbą rozumowań było zawsze powodzenie naszych działań. Aleco nazwiemy powodzeniem? — Moje lub twoje powodzenie indywidualne? Jest rzeczą aż nazbyt oczywistą, że tu nie ma dostatecznej przestrzeni dla ujawnienia się praktycznych następstw danej myśli. Jedynie rozpatrywana jako część historycznego doświadczenia zbiorowości ludzkiej dana myśl ujawnia swą praktycznąsprawność. Utrzymanie się życiowe, rozwój grupspołecznych, społeczne następstwa i skutki idei, systematów ideologicznych — oto jedyny sprawdzian. Jeżelichodzi o kryterium prawdy, to możliwe jest to tylkojedno: prawdą jest ten zespół myśli, którym posługując się, zbiorowość ludzka zdołałaby zapanować nadpozaludzkim światem, raz na zawsze utrwalić naszludzki świat Kosmos — wbrew Chaosowi w nas samych i poza nami.

Formuła ta przypomina może te, jakimi się zamyka pomnikowa Krytyka Czystego Doświadczenia Ryszarda Avenariusa, ale właśnie zestawienie to posłuży do wydobycia niezmiernie ważnychróżnic. Formuła Avenariusa pomyślana jest w kategoriach biologicznego rozwoju. Biologia obejmuje tuspołeczeństwo. Henryk Bergson wykazuje, że nie mamyprawa podporządkowywać przekształceń, jakim ulegaumysłowość ludzka, prawom rządzącym rozwojem instynktu u zwierząt. Wykazał on, że podczas gdy zmianypostępowe w życiu psychicznym zwierząt — związanesą z przekształceniami samego ustroju, z przekształceniami budowy narządów nerwowych, postępy inteligencji ludzkiej innego są typu. Zwierzę przystosowuje się do otoczenia, zapanowuje nad nim, przekształcając się pod jego wpływem, zmieniając się organicznie. Medium panowania człowieka nad przyrodąjest technika. Homo faber — tak proponuje zmienićznaną formułę homo sapiens Bergson. Człowiekzapanowuje nad przyrodą, stwarzając sobie sztuczneśrodowisko. To jest właściwy typ, forma jego rozwoju.Avenarius, Mach, Petzoldt utożsamiają wciąż rozwójhistoryczny z biologicznym: stosunki pomiędzy biologicznym rozwojem człowieka a jego dziejową działalnością są bardziej skomplikowane. Nie może tu byćmowy o zwykłym zapanowaniu nad światem — przezprzystosowanie się do niego. Formuły biologicznegorozwoju w rodzaju Avenariusowskiej lub Petzoldtowskiej posiadają inne jeszcze bardziej zasadnicze braki.O znaczeniu przeżywanych przez nas zmian rozstrzygarozwój. Życie jest procesem, któremu ulegamy. Cowięcej, fikcyjnie zostaje scharakteryzowane całe środowisko, w jakim procesy te się odbywają. Gdy czytasię Avenariusa, doznaje się wrażenia, że intelekt, system C — każdego pojedynczego człowieka pozostajebezpośrednio w stosunku ze światem pozaludzkim.Struktura społeczna jako zasadniczemedium, w którym myśl się wykrystalizowuje, nie wchodzi tu całkowicie w rachubę. Społeczeństwo pojmowane jest jako faktwspółżycia i współdziałania umysłów, z których każdypogrążony jest bezpośrednio w świecie pozaludzkim.Odnajduje się tu pomimo wszystko idylliczne niezrozumienie prawa i ekonomii: właściwe wszystkim czcicielom natury. Widzieliśmy, że świat zewnętrzny, niezależnie od tego, w jaki sposób zostaje bliżej określony — jest zawsze hipostazą samego społecznegożycia, jego wytworem. Natura Avenariusa, pomimo iżpojmuje on ją w czysto funkcjonalny, matematycznysposób, nie stanowi bynajmniej od tej zasady wyjątku.Faktem pierwotnym są rzeczywiste, bezpośrednie, żywestosunki między współżyjącymi ludźmi, jest społeczeństwo jako życiowy fakt, wszystko inne jest już wytworem i wynikiem. Zrozumienie charakteru swojejdziałalności, swojego życia jako cząstki, pierwiastkucałego życia danej społecznej grupy, zrozumienie swejspołeczno-historycznej rzeczywistości jest jedyną drogąwiodącą do samopoznania. Kto usiłuje ustalić związekbezpośredni pomiędzy swoim wspaniałym ja a czymśstarszym, głębszym od społeczeństwa — wiązać możeżycie swe jedynie z jakąś istnością, utrwaloną przezmowę: czyli chcąc wyjść poza społeczeństwo żywe — pada ofiarą martwego; chcąc wyjść poza rzeczywistośćobecną, pada ofiarą mgły, zrodzonej przez rzeczywistość zamierzchłą. Takim jest znaczenie wszelkichprób bezpośredniego ugruntowania duszy indywidualnej w bycie: — mniejsza o to, jak nazywamy ten byt:duszą świata, rozwojem, ideą, wolą itp. Nie należyo tym ani na chwilę zapominać: — albo samopoznanie w społeczeństwie żywym, albo też samozatracenie w omamieniach stwardniałych stanów dusz, które unosiły się niegdyś ponad społeczeństwami, dziś nieżyjącymi.

Zwracam uwagę, że mówię tu o indywidualnych próbach ustalenia związku pomiędzy jednostkową duszą a ponadspołecznym sensem bytu, o próbach bezpośredniego wyrzucenia swojej psychiki naponadhistoryczne, ponadspołeczne tło bytowe. Mówię,słowem, o procesach psychicznych, prowadzących dopowstawania metafizycznych, mistycznych systematów;charakteryzuję to, co by nazwać można metafizycznymstanem duszy. Rozpatrujemy więc tu pewien momentw życiu tak zwanej kulturalnej indywidualności, zjawisko powstające tylko w bardzo zróżniczkowanych,posiadających znaczną przeszłość środowiskach kulturalnych. Jeżeli przesadą byłoby twierdzić, że metafizyczna, systematyczna, konstruktywna praca odgrywałaznaczną rolę w działalności Młodej Polski, toniezaprzeczalne natomiast jest, że metafizyczny standuszy, jako stałe ognisko trudnych do pochwycenia,gdyż pozbawionych samokontroli i samowiedzy nastrojów i usposobień umysłowych, zabarwia w ten lubinny sposób całą niemal twórczość Młodej Polski, przede wszystkim zaś jej wysiłki w kierunku teoretyzowania. Trzeba z całą dokładnością zbadać zjawisko: brak bowiem karności myślowej, brak kulturymyślenia czyni u nas walkę z zastarzałymi narowami myśli bardzo trudną. Naiwność ich i bezwiedność czyni je niemal niedostępnymi dla krytyki. Idzie tu o to, aby powyszukiwać, powykrywać wszystkie tetajemne przejścia i szczeliny, poprzez które wyciekaz naszego myślenia prawość intelektualna, męska wola,poprzez które wciska się i zalewa szańce jasnej myśliczarna woda gnuśnoty i bierności.

Rzecz prosta: intelektualnymi środkami nie da sięzastąpić tego, co jest samym źródłem życia; gdzie jużsama siła planowego działania, sam heroiczny pierwiastek podporządkowywania swego życia wielkim,poza nas wybiegającym zadaniom zostały utracone,tam już nic ich nie zastąpi. Tu jest właśnie ten irracjonalny, najgłębszy związek psychiczny społeczeństwa. Istnieje on wszędzie, gdzie odnajdujemy wolę,panującą nad indywidualnymi przeżyciami. Heroicznawola artystycznej skończoności reprezentuje go u Baudelaire'a. Społeczna natura naszej psychiki bynajmniejnie wypowiada się w naszych świadomie uznawanychspołecznych przekonaniach. Rozstrzygające jest to, czyistnieje w nas taka dziedzina, w której trwałość, wartość tego, co robimy, przemaga nad naszymi czystoindywidualnymi odczuciami, czy istnieje w nas siła, pracująca w naszym wnętrzu i reprezentująca interesy niezależne od naszego istnienia. Gdzie tej siły nie ma,tam nie ma już żadnej społecznej energii. Siły tej niestwarza się przez ustalenie tej lub innej teorii, ale teoria stwarza dla istniejącej już i szukającej dla siebiedróg mocy — plan, płaszczyznę działania. Brak wszelkiego historycznego, ponadindywidualnego planu, niemożliwość konstrukcji dziejowej — oto są pod tym względem wyniki logiczne tych przesłanek, które krążą jakonajbardziej rozpowszechnione pojęcia, więcej — nałogimyślowe, w atmosferze intelektualnej współczesnejEuropy. W jednej z powieści Dostojewskiego mówiktoś o tym, że jest tak „jak gdyby nikt nigdy nie miałjuż posadzić drzewa” — w pojęciach i stanach duszywspółczesnej kulturalnej Europy wszędzie czuje siępod drżącymi, chwiejnymi przęsłami abstrakcji noc,w której gasną już raz na zawsze wszystkie postanowienia. „My żyjemy cieniem przeszłości — pisał Renan — czym będzie żyła przyszłość?”

Cieniem przeszłości! — Tak jest. Poimy krwiąnaszych najistotniejszych przeżyć widma przeszłości,a pod naszymi stopami, tuż obok we wnętrzu naszychspołeczeństw dokonywają się procesy i zmiany, któremogłyby się stać zawiązkiem zwycięstwa człowieka.Dokonać dzieła syntezy, stopić w jedno mamy trawioną przez niemoc, lecz niezawodną wolę kulturyz bezwiednym lub na wpół bezwiednym procesem ekonomiczno-społecznym, dokonywującym się w narodowejmiazdze, uczynić z tych wszystkich drgnień woli polskiej jeden potężny organizm, ustalić w nim duszężywą, roztoczyć potężny plan bohaterskiego i twórczego życia przed łamiącą się, samotną myślą — otosą postulaty najbliższe, najistotniejsze zadania myślinaszej i kultury. Ustąpić pod ciosami analizy i krytykimusi wszystko, co nie pozwala nam widzieć jasnej,oczywistej jak słońce prawdy życia. Tak już odwykliśmy od jasnej, klasycznej szczerości w myśleniu, żeczymś dziwnym wydaje się nam, gdy pryskają myślowezłudy i gdy widzimy jako prawdę naszą — samychsiebie, żywych ludzi, wplecionych w wielkie zbioroweżycie narodu — a przecież, gdy się już tylko analitycznie bada wytwory myśli współczesnej, widzi się,że nieuchronnie, jak sylogizm, zbliża się to wyzwolenie: społeczne, zbiorowe życie ukaże się człowiekowijako jego pierwsza, najistotniejsza rzeczywistość. Powiedzą mi: przecież w klasycznej „ojczyźnie” starożytnego świata, świat pozaludzki, ponadspołeczny odgrywał ważną rolę. Istotnie, metodą dyscypliny społecznej było zawsze takie zorganizowanie życia umysłowego narodu, aby wżywając się i wmyślając w ponadspołeczny świat, jednostka stawała się przez towłaśnie zdolną do udziału w narodowym życiu. Jestrzeczą ważną, abyśmy zrozumieli różnice pomiędzytakim życiowo automatycznie ustalonym stosunkiema indywidualnymi próbami wzniesienia się, wybiciaponad społeczeństwo w dziedzinę czystego, wiecznego,,bytu”. Żaden historyk kultury nie uzna, że mocą jednego i tego samego procesu dochodził do stosunków z ponadspołecznym światem Grek homerycki,współczesny Platona lub gnostyk II, III wieku. Sorel w swoim Procesie Sokratesa uwydatnianiezmiernie ściśle ten moment, w którym ponadspołeczny świat staje się przedmiotem indywidualnych poszukiwań. Gdy Dante objął świat średniowieczny jakoswą indywidualną, artystycznie opanowaną własność,był on już ponad nim: — w zasadzie nowoczesnaindywidualność, człowiek renesansu — są już tuobecni.

Zagadnienie, które tu rozpatrujemy, jest niezmiernie ważne: zdaniem naszym tu leży centralny punktwszelkich dzisiejszych filozoficznych dyskusji. Naszpunkt widzenia da się może najdokładniej określićprzez zaznaczenie, że myśl nowoczesna nie może dojśćdo jasności z samą sobą — na skutek zapoznaniacentralnego znaczenia idei prawa. Naturalnie wymaga to dalszych wyjaśnień.

Nasza myśl, nasze wyobrażenie o świecie, ogółemmówiąc nasza świadomość służy za podstawę naszegodziałania. Działanie nasze wpływa na życie innychludzi, zmienia warunki ich istnienia, chociażby tylkowewnętrznego na razie, przez wprowadzanie do ichżycia psychicznego pewnych nowych myśli, wartościetc. Opieramy się na naszej świadomości tak, jak gdybybyła ona bytem, obejmującym istnienie i życie innychludzi, podporządkowujemy naszej świadomości, opierając się na niej, życie poza nami. Stąd wysnuwa sięwniosek, że aby stanowić pewną podstawę działania,aby umożliwić działanie zgodne z naszą wolą, nie wymykające się spod kontroli naszej myśli — świadomość nasza musi wypracować w sobie formy, zdolneobjąć istotną, pozaświadomościową podstawą działaniato życie, w które wpada nasz każdy czyn, w którymsam nasz proces życiowy pozostawia skutki. Na czymma się oprzeć w pracy swojej nad ustaleniem tychform myśl nasza? — na innych świadomościach? Sąone w tym samym, co i nasza położeniu — stanowiąrównież grunt, wymagający utwierdzenia. W jakich warunkach świadomość, psychika stają się czymś realnym? Gdy opieramy się na jakimkolwiek elemenciepoznawczym, na jakimś pojęciu o świecie — nie wychodzimy poza zakres świadomości: materia, energia, ewolucja, idea Heglowska, wola Schopenhauera,nieświadome Hartmanna — wszystko to są pewnetreści świadomości, pewne jej wytwory. Tu ona sama,która wszystko to stwarza, uzasadnić musi własneswoje prawo opierania się na samej sobie — niezależnie od tego, jaką treść w sobie posiada: — w jakiej mierze jakakolwiek bądź treść świadomości możestać się podstawą niewymykającego się spod kontroli myśli działania, które przecież skutki swe spowodywać będzie nie w świadomości samej, lecz w tymwłaśnie życiu, co jest poza nią. Oto pytanie.

Świadomość jest wytworem życia, jego cząstką.Jedynie tworząc życie stałe, zdolne utrzymać się wobecpozaludzkiego świata, działamy we właściwym znaczeniu tego wyrazu, jedynie stając się podstawą takiegodziałania, świadomość nie mistyfikuje samej siebie, nieprzeistacza się w bezsilne złudzenie, towarzyszące procesowi, obcemu nam i niezależnemu od nas, lubo przeistaczającemu samą ludzką naturę, sam rdzeń ludzkiegożycia. Działanie nasze musi stać się elementem życiapoza nami: formy świadomości naszej muszą byćwięc tego rodzaju, by to życie objąć były w stanie.Zasadniczą formą świadomości musi się stać idea ludzkości, prowadzącej zbiorową walkę z żywiołem istnienia. Tylko to, czym jest dana jednostka jako uczestniczka tej walki, jest jej rzeczywistością: — o tyle tylkopsychika jej jest czymś więcej niż złudzeniem, o ileprowadzi ona do działań, potęgujących zbiorową siłęludzkości wobec pozaludzkiego żywiołu. Ludzkość,walcząca o swe istnienie, stwarzająca je i utrzymującanieustannym wysiłkiem wobec wszechświata — otojest zasadnicza idea — podstawa wszystkich innych,jest to podstawa naszego zbiorowego ludzkiego prawa,jedynie stwarzając je, wywalczając je — mamy je.Nie ma go nigdzie poza własnym naszym, zwycięskimwobec żywiołu wysiłkiem. Podstawą całego naszego ludzkiego gmachu jest siła naszegogatunku wobec wszechświata: o ile siłata staje się poddanym naszej myśli narzędziem, o ile świadomość nasza zawładnąćzdoła tym podstawowym, utrzymującym jąirracjonalnym faktem, o tyle bardziej człowiek żyje w atmosferze swojego własnego,stworzonego przez się prawa. Trzeba jednakzawsze pamiętać, na czym właściwie opierają się nasze świadomościowe budowy. Podstawą naszą jestczłowiek, jako istota zdolna własnym swym wysiłkiem stwarzać grunt swego istnienia w przyrodziei o tyle kochająca to swoje pełne trudu życie, abymieć i wychowywać dla niego dzieci.

Takim jest najgłębsze kryterium wszelkich kulturalnych ruchów i zamierzeń: — czy prowadzą one dotakich zmian w psychice ludzkiej, że na ich podstawiebędzie możliwa praca na tym samym co najmniejpoziomie technicznym, jak i przedtem, i czy sprzyjająone takiemu ukształtowaniu życia płciowego, aby niezagrażało ono niezbędnym dla utrzymania pracy natym poziomie właściwościom. Niezbędne do utrzymania pracy na danym poziomie właściwości są utrwalone właściwie wtedy dopiero, gdy wejdą w skład erotycznego ideału danej grupy ludzkiej. Ideał ten bowiemniezależnie od wszystkiego innego normuje podstawyspontanicznego rodzinnego wychowania, tę atmosferę kulturalną, która żłobi i kształtuje psychikę dziecinną. Gdy praca nasza staje się w naszych oczachtak wartościowa, że chcemy, aby dla niej żyły naszedzieci, jesteśmy świadomymi pracownikami, uczestnikami zbiorowej walki, nie zaś jej narzędziem. Świadomość nasza zyskuje tu trwały grunt: działa ona, opierając się na prawie; regułą działania staje się wzglądna to, czym będzie ono dla zbiorowej walki z żywiołem, czym będzie dla organizmu żyjącej naokoło naspracy. Nie to, co człowiek o sobie myśli, lecz czymjest jako uczestnik tej zbiorowej pracy — jest jegorzeczywistością: każdy nasz proces życiowy ma swójcharakter prawny; prawo przenika nas na wskroś, anina chwilę nie wymykamy się jego wszechobecności.Stające się, bojujące prawo ludzkie — oto ta rzeczywistość, do której jak najbardziej zbliżać się powinnastanowiąca plany działania i życia świadomość. Prawo jest typem i wzorem rzeczywistościdla nas.

Znika tu wszelki subiektywizm filozoficzny. Jesteśmy. Jedno ściśle określone znaczenie ma każdachwila naszego życia; prawo — oto twarda, określona,niezmienna nasza rzeczywistość. Tylko jako ja prawa — ja nasze jest czymś istotnym — tylko stosunki międzyokreślonymi prawnie (określonymi nie w żadnym kodeksie oczywiście, lecz w zmieniającej się nieustanniemiazdze gatunkowego życia) — indywidualnościamistosunki są istotnie tym, czym są. Zlać świadomośćswą z prawem, żyć prawem — jest osiągnąć tę jednolitość życia, do której tęskni cała myśl naszej epoki.Tym jestem, czym jestem: w sobie wykuwam to, copozostaje: — nie wykrada mi własnej mej rzeczywistości ułuda, każdym drgnieniem duszy biorę udziałw rzeczywistym, nieustannym boju, każde moje przeżycie ma swoją niezaprzeczalną wartość, jest cząstkąnieskończenie ważnej, jedynej walki: w każdej chwilirozstrzygam coś i decyzja moja trwa w życiu. Wszystkostaje się jedynym i stanowczym, tragicznie prawdziwym:epicka rzetelność walki staje się duchowym powietrzem; otacza nas znowu klasyczna jasność. „Znowu”jest tu fałszywym słowem. Ta jasność klasyczna w tejformie nie istniała poza nami w przeszłości: to myślnowoczesna stworzyła ją w swym obcowaniu ze starożytnym światem. Klasyczna starożytność była tylkojednym z narzędzi nowoczesnego samopoznania: — w rzeczywistym starożytnym świecie rozkład planówkulturalnych, struktura psychiki kulturalnej były całkiem inne niż w nowoczesnej myśli, która zastanawiając się nad starożytnymi społeczeństwami, uczyłasię pojmować i poznawać na tym odległym wzorzewłaściwą prawdę — anatomię ludzkiego współistnienia. Poczucie, że mamy tu do czynienia ze światemzamkniętym w sobie, pozwalało rozpatrywać społeczeństwa i kultury starożytne z dość znaczną bezinteresownością intelektualną. Tam, gdzie dzięki specjalnym warunkom bezinteresowność ta powstać nie mogła,byt społeczeństw starożytnych pozostał pełen obiektywnych i subiektywnych zagadek. Jak trudno na przykład jest wyrobić sobie jasne pojęcie o świecieżydowskim. Świat klasyczny był szkołą myślenia o zagadnieniach społecznych i kulturalnych w sposób niezależny od postulatów specjalnie określonej historycznej świadomości. Świadomość badacza stała na zewnątrz tego świata i mogła śledzić, jak powstawałyformy tej zamierzchłej, minionej świadomości z samego życia. Jako fakt pierwotny ukazuje się tu samożycie danej grupy ludzkiej, z jej życia, z prawnychi obyczajowych stosunków wyrastają jej pojęcia o świecie zewnętrznym. Pojęcia o świecie zewnętrznym ukazują się tu jako wytwór prawno-społecznej rzeczywistości. Człowiek w ten sposób myśli świat, aby skutecznymi i trwałymi wydawały mu się prawno-obyczajowe formy życia, ustalone w jego społeczeństwie.Świat intelektualny i świadomościowy istnieje tu jakosynteza metod pedagogicznych, stanowiących tę atmosferę, która samym swym działaniem urabia psychikęobywatela danego społeczeństwa. Wiemy, że w rzeczywistości było inaczej, wiemy, że świat wierzeńprzesłaniał starożytnym ludziom ich rzeczywiste, społeczne istnienie, że prawo było dla nich wynikiemi konsekwencją religii, ale dla człowieka nowoczesnego zmieniają się rozkład i stosunki tych perspektyw: on, nie związany przez te zamierzchłe wierzenia,widzi na pierwszym planie, jako zasadniczą rzeczywistość, grupę ludzką, która żyjąc, walcząc o swoje istnienie, wytwarza przez sam proces swego życia swój intelektualny, ideologiczny świat. Dlatego też studia nadstarożytnością klasyczną powinny stanowić koniecznypierwiastek w dalszym rozwoju materializmu dziejowego. Świat dziejowo-społeczny, wytwarzający swoimrozwojem, samym procesem swego życia pewną psychikę — bywa zawsze pojmowany w tym zabarwieniu,w jakim ukazuje się on tej psychice. Tu, w świeciestarożytnym, łatwiej nam dokonać tego wyzwolenia od ideologicznych przeobrażeń, które stanowipunkt wyjścia materializmu dziejowego. Badania te wykazałyby, jak wielką metodą jest materializm dziejowy,na jak niewzruszonych przesłankach opiera się oni jak całkowicie nic wspólnego nie ma z tym ewolucyjno-ekonomicznym fetyszyzmem, który dzisiaj najniesłuszniej w świecie przywłaszczył sobie miano marksowskiego pojmowania życia i historii. Klasycznepojęcie współżycia jako zasadniczego faktu, panującego nad wszelkimi wytworami umysłowymi, nad religijnymi wierzeniami, teoriami naukowymi, filozoficznymi hipotezami: pojęcie prawa stwarzanego przez człowieka jako pierwszej rzeczywistości, która nas otacza,są to wydobyte przez zetknięcie nowoczesnej myśli zestarożytnym światem wielkie wychowawcze wzory, aleaby mogły stać się one czymś więcej, musimy w tensposób pojąć jako swoje dzieło, swoje prawo — otaczającą nas rzeczywistość społeczno-kulturalną: musimy opanować ją tak, aby nasza świadomość żyław niej, jak w swojej przejrzystej, zależnej od siebieatmosferze. I niewątpliwą jest rzeczą, że dojrzewa, dorasta pośród nas ten twardy i jasny, klasyczny świat,świat bojującego prawa, świat świadomie i swobodniestwarzanego kulturalnego życia.

Widzieliśmy, na jakim fundamencie opiera sięcała kultura, widzieliśmy, że jest nim sam irracjonalny,nie podlegający żadnym formom fakt życia; nie umiemywytwarzać życia, nie znamy tych tajemniczych związków, jakie istnieją pomiędzy jego właściwościami. Myślmusi tu posłusznie i czujnie iść za faktami, tak jakpowstają one. Podstawą społeczeństwa wobec pozaludzkiego świata jest technika, ale technika ta maznaczenie o tyle tylko, o ile są ludzie zdolni pracować na jej poziomie, prowadzić tę pracę na wyższeszczeble i utrzymywać swoje życie tak określone, jakostałą zdobycz gatunku przekazywać ją i wszczepiaćdzieciom. Podstawę społeczeństwa stanowi proces życiowy, odpowiadający wskazanym tu warunkom i określeniom: dlatego też tylko to, co jest ustalone jakozdobycz i właściwość klasy pracującej, posiada istotnątrwałość. Najgłębsze znaczenia posiadają dziś przekształcenia, dokonywujące się w tej klasie: zasadniczym faktem nowoczesnej historii jest dojrzewanieklasy robotniczej, przekształcanie jej w społeczeństwoswobodnych robotników, zdolnych samoistnie pracować na osiągniętym poziomie technicznym, zabezpieczyć dalsze postępy techniki wraz z zachowaniem własnych swych, niezbędnych do utrzymywania życia na tympoziomie cech i zdolności.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.