drukowana A5
13.27
Trzy róże (cykl)

Bezpłatny fragment - Trzy róże (cykl)


Objętość:
26 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
zeszytowa
ISBN:
978-83-288-0501-9

Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?...

Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?

  Nic, prócz tego, że żegluje.

A co wiosna w zielonej dolinie?

      Nic, prócz tego, że wiosnuje.

Czym są rany, co pierś tobie krwawią?

  To amulet koralowy.

A czym łzy, co gardło twoje dławią?

      To różaniec bursztynowy.

Czym ty byłeś o słońca zachodzie?

  Byłem duchem, byłem ciałem.

Czemuś zabił dziewczynę w ogrodzie?

      Nie zabiłem, lecz kochałem.

Dusza w niebiosach

Przybyła dusza na klęczkach do nieba w bożą obczyznę,

Nie chciała patrzeć na gwiazdy i na wieczności pierwszyznę.

Nie chciała ulec weselu, ni nowym jaśnieć obliczem,

Ani wspominać nikogo, ani zapomnieć o niczem.

I rozpuściła warkocze, i pomyślała w błękicie,

Że w niekochanych objęciach przemarnowała swe życie.

Bez zdrady i bez oporu, starannie kryjąc swą ranę,

Pieściła usta nielube i oczy niemiłowane.

I trwała dla nich bezwolna, i kwitła dla nich bezduszna,

I przezywała je — losem, i była losom posłuszna.

A nie kochała tak tkliwie, a nie kochała tak czule,

Że nikt w jej jasnym uśmiechu nie trafił myślą na bóle.

Lecz teraz nagle pojęła, że wobec Boga i nieba

Już nic nie wolno ukrywać i nic ukrywać nie trzeba.

Śmierć w niej obnaża pośpiesznie prawdę tak długo tajoną,

Tą prawdą skrzą się źrenice, tą prawdą błyska się łono!

I dusza lękiem spłonęła, że wkrótce po jej pogrzebie

Przyjdzie w ślad za nią kochanek, aby odnaleźć ją w niebie.

Wyciągnie ku niej ramiona, ziemskiej wyzbyte rozpaczy,

I zajrzy w oczy, i dawne jej niekochanie zobaczy.

Dwoje ludzieńków

Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie

O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.

Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania

Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.

Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,

A czas ciągle upływał — bezpowrotny, jedyny.

A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,

Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Pod jaworem — dwa łóżka, pod jaworem — dwa cienie,

Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.

I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu,

Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.

Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,

I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!

Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,

Ale miłość umarła, już miłości nie było.

I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,

By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.

Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata,

By powrócić na ziemię — lecz nie było już świata.

Dziś w naszego spotkania rocznicę...

Dziś w naszego spotkania rocznicę

Pozawrzemy szczelnie okiennice,

By powtórzyć wśród nocnej ciemnotyDawne nasze, najpierwsze pieszczoty.

Dawne słowa z dni pierwszych kochania,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.