drukowana A5
20.88
Krótka rozprawa między trzemi osobami, Panem, Wójtem a Plebanem

Bezpłatny fragment - Krótka rozprawa między trzemi osobami, Panem, Wójtem a Plebanem


Objętość:
95 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0787-7

Ambroży Korczbok Rożek ku dobrym towarzyszom

Towarzyszu, posłysz, nie maszli co czynić,

 Postój mało, nie wadzić to przeczcić;

Acz są rzeczy niepoważne prawie,

 Podziwuj się też prostej ludzkiej sprawie.

Rozmawia tu z sobą trojaki stan:

 Pan, wójt prosty, trzeci z nim pleban,

Wyczytając przypadłe przygody,

 Skąd przychodzą ludziom zysk i szkody.

Bo snadź człowiek z przyrodzenia każdy

 Nawięcej się o to stara zawżdy,

Aby wiedział, co się w ludzioch dzieje:

 Więc jedno chwali, z drugiego się śmieje.

Bo gdzie mądry przydzie w proste rzeczy,

 Co lepszego snadnie ma na pieczy.

A snadź na tym więcej mistrza poznać,

 Który umie z miedzi złoto kować,

Takież z prostych rzeczy wżdy co obrać,

 Co by się wżdy przygodziło schować.

A tak i to snadź przeczyść nie wadzi,

 Jako głupi niemądremu radzi;

Bo snadź każdy może temu sprostać,

 Co złe, ganić, a przy dobrym zostać.

Ja, com słyszał, tom krótko napisał,

 Ale ty cztąc nie mów: bodaj wisiał!

Bo więc mówią: iście temu kotki

 Darły we łbie, kto pisał ty plotki.

Lecz iż się ja snadź snadnie wyprawię,

 Zwłaszcza gdy tu powiedacze stawię;

Jam napisał, kto chce, niechaj wierzy.

 Co ma próżny czynić? Wodę mierzy.

Pan

mówi:

Miły wójcie, cóż się dzieje,

 Aboć się ten ksiądz z nas śmieje!

Mało śpiewa, wszytko dzwoni,

 Msza nie była jako łoni.

Na naszym dobrym nieszporze

 Już więc tam swą każdy porze:

Jeden wrzeszczy, drugi śpiewa,

 A też jednak rzadko bywa.

Jutrzniej, tej nigdy nie słychać,

 Podobno musi zasypiać;

Odśpiewa ją czasem sowa,

 Bo więc księdzu cięży głowa.

A wżdy przedsię jednak łają,

 Chocia mało nauczają.

Ano wie Bóg, za tą sprawą

 Obrócimli się na prawą…

Bychmy jedno na lewicy

 I z księdzem nie byli wszytcy.

Wójt

Wiara prostych

Miły panie, my prostacy,

 A cóż wiemy nieboracy?

To mamy za wszytko zdrowie,

 Co on nam w kazanie powie:

Iż, gdy wydam dziesięcinę,

 Bych był nagorszy, nie zginę;

A damli dobrą kolendę,

 Że z nogami w niebie będę.

Abo gdy w obiad przybieży,

 A kukla na stole leży,

To ją wnet z stołu ogoli,

 A mnie kęs posypie soli,

Jakoby mię nogieć napadł:

 Mniema, bych już chleba nie jadł.

Potym mię pokropi wodą,

 To już z Bogiem idę zgodą.

Alić przedsię jako gorze

 Ciągni się wójcie, nieboże.

Jednak niźli cię rozmachnie,

 Przedsię ta rzecz mieszkiem pachnie.

Ja mniemam, gdy wszystko spłacą,

 Iż się z świętemi pobracą.

Pleban

A wójtże się to jął gdakać?

 Czymżeby tę gębę zatkać?

Gdzieśto dzban piwa dobrego,

 Przegadałby mędrca tego

Iście trzeciem nachyleniem;

 Byłby tańszy z tym zbawieniem.

A jeszczeż ci w tym ksiądz wadzi,

 Żeć owo na dobre radzi?

Bo nas sam Pan uczył temu:

 Chceszli sam brać, daj drugiemu.

A wielkie to upominki

 U Boga, takie uczynki.

A tyś wszytek świat rozwołał,

 Żeś tej dziesięciny kęs dał.

Wszakeś tak słychał o Bodze,

 Iż gdy był tu, na tej drodze,

Potwierdziwszy zakon wszytek

 Tu wszem ludziom na pożytek,

Na to stan duchowny sprawił,

 By ji przezeń ludziom zjawił,

A my, duchowni stanowie,

 Jesteśmy ku wam posłowie.

Tę pracą na was przełożył,

 A mało was tym zubożył,

Iż z jego hojnego dobra

 Słabo wasza ręka szczodra,

A nas tym opatrzujecie,

 Czym z niego obfitujecie.

Bo byś baczył, miły bracie,

 Na jakiemci ksiądz warstacie:

Musi wszytkiego zaniechać,

 Kto się chce wami opiekać,

A opuścić dobre mienie,

 Łatając wasze zbawienie.

Wszak wiesz, że rzemieślnik każdy

 Potrzebuje płacej zawżdy.

A to jest święta utrata,

 Bo za nię hojna zapłata.

A tak lżej mów, boś mię ruszył;

 Latasz, a snaś nie zasuszył.

Waruj na rynku zabłądzić,

 Bo snadź nie dziś twój dzień rządzić.

Pan

Miły księże, dobrzećby tak,

 Lecz podobno czciesz czasem wspak;

Hardzie tu strząsasz porożym,

 A zowiesz się posłem bożym.

Prawda, żeś jego pastyrzem

 A w wielu sprawach kanclerzem,

Lecz czasem na wełnę godzisz,

 Kiedy za tym stadem chodzisz.

Owa choć trzoda niespełna,

 Gdy się wam dostanie wełna,

Wierę z ostatka ty owce

 Niechaj skubie, jako kto chce.

Bo dziś prawie prości ludzie

 Gonią skowronka na grudzie,

A tak się prawie zbłaźnili

Wiara jaka ma być

 Wszytkę wiarę w to włożyli,

Iż go żadna rzecz nie zbawi,

 Jestli go ksiądz nie wyprawi.

Ano by snadź tak miało być,

 Jednego wiarą nagrodzić,

Bo acz żadny w to nie łuczy,

 Jako święte Pismo uczy,

A każdy człowiek z krewkości

 Więcej się ciągnie ku złości.

Lecz się wżdy tym ciesz, nieboże:

 Prawa wiara wiele może;

Tą masz wszytkiego nagrodzić,

 Choćby miało potym szkodzić,

Drugiego dobremi uczynki,

 A nie wszytko upominki.

Małoć Pan Bóg dba o datki;

 Azać mu zbierać na dziatki

Abo się troskać o długi,

 Abo odprawować sługi?

Nie trzeba mu się nic starać,

 Nigdy tam przednowia nie znać;

A snadź, co ma, wszytko nam dał,

 Sam na równej rzeczy przestał,

Jedno chce, bychmy się bali,

 A iż każdy niech go chwali,

A prawym sercem miłuje,

 A bliźniego tak szanuje,

Iż to, w czym by się kochał,

 By też rad u niego widział.

Ale dziś wasze nauki…

 Rozliczne w nich najdzie sztuki,

Nie rzecze nic żadny próżno,

 Chocia z sobą siedzą różno.

Aboć wezmą, abo co daj,

 Tak kazał święty Mikołaj:

Bo jestli mu barana dasz,

 Pewny pokój od wilka masz.

Dobry też Lenart dla koni,

 Dla wieprzów święty Antoni:

Więc świętego Marka chwali,

 Więc Piotra, co kopy pali,

Więc Michał, co liczy dusze —

 Alić Masia z gęsią kłusze;

Bo już sobie tak spopadły,

 Iżby dusze gęsi jadły,

A ona z tego gorąca

 Nie jadłaby i zająca.

Na szyi wisi kobiałka,

 W niej gomółka a powałka.

Mniema, że wszytko sprawiła,

 Że tam z tą kobiałką była,

Że już siedm dusz wybawiła,

 Sama się ósma upiła.

Bo się już więc tam łomi chróst,

Odpusty

 Kiedy się zejdą na odpust:

Ksiądz w kościele woła, wrzeszczy,

 Na cmyntarzu beczka trzeszczy,

Jeden potrząsa kobiałką,

 Drugi bębnem a piszczałką,

Trzeci, wyciągając szyję,

 Woła, do kantora pije;

Kury wrzeszczą, świnie kwiczą,

 Na ołtarzu jajca liczą:

Wieręśmy odpust zyskali,

 Iżechmy się napiskali.

Jednak też tak Dawid czynił,

 Zawżdy z arfą Boga chwalił.

Także idą precz z tą wiarą,

 Iż wygrali tą ofiarą,

Razem też odpłatę znają,

 Pełną szyję nalewają,

A rzadki z onej odpłaty

 Aby doczekał komplaty,

Bo więc drugi na nieszporze

 Dawno ziemię szyją porze.

Wloką go za łeb do chróstu,

 Nie mógł przechować odpustu,

A jednak się był nie dopiekł,

 Ledwy drugi przed nim uciekł

A tak dzisia ludzie prości

 Ważą się rozlicznych złości,

A mało o Boga dbają,

 Gdy się z plebanem zjednają,

Bo się ten dobrze nie wściecze;

 Bóg nikomu nic nie rzecze.

Wójt

Miły panie, Bógżeć zapłać!

 Snadźby tobie lepiej gęś dać,

Kiedybyś nam tak chciał kazać,

 Niż ten tłusty połeć mazać.

Bo przedsię tak nie słychamy,

 Chocia w kościele bywamy,

Jedno kiedy przydzie święto,

 Usłyszysz, iż cię zaklęto.

Wójt, Bartek, Maciek z Grzegorzem

 Nie uleży przed tym gorzem;

Świętopietrze u jednego,

 A kolenda u drugiego,

Trzeci też pokupił winę:

 Nierychło zwiózł dziesięcinę.

Tu więc będzie fukał srodze,

 Rzadko usłyszysz o Bodze,

A tym zamknie wszytkę wiarę:

 „Idźcież, dziatki, na ofiarę,

A czekajcie mię z obiadem,

 Boć nam barzo grożą gradem;

A niechaj rychlej dowiera,

 Wieręć po stronach przymiera.

Trzebać teraz będzie księdza,

 Zać jedna nastanie nędza,

Bo oń przedsię mało dbacie,

 Jako bydło tak mieszkacie.

Już to rychło dwie niedzieli

 Niceśmy od was nie mieli.

Czyście o tę duszę dbacie;

 Acz nie trzeba, też kęs dajcie”.

Wszytko chce brać, daj mu psią mać,

 A o Bogu nic nie słychać.

Pleban

A przedsięż to wójt harcuje

 Rad, iż panu pochlebuje,

Lecz to w posłach mało idzie;

 A co się przeciwić gnidzie?

Ale mnie wam dziwno, panie,

 Skąd wam przyszło to kazanie,

Bo na wszytko docieracie

 I o święte mało dbacie.

Ofiary

Czcicie jedno zakon stary

 Więtszeć tam były ofiary:

Tak jemi Boga chwalili,

 Aż drugie czasem palili,

A tym go chcieli wyznawać,

 Bo nie mieli komu dawać.

Abram jednegoż syna miał,

 I tego był ofiarował;

Chciał ji Bogu ku czci spalić —

 A u nas to wszytko za nic.

A co Bogu wdzięczniejszego,

 A nad jałmużnę milszego?

I w nowym zakonie kazał,

 By każdy, co winien, to dał,

Co cesarskie, to dać jemu,

 A co boże, to dać samemu.

Niedawnom tak od was słychał,

 Że Bóg, co miał, wszytko rozdał,

A prawie przed swą dobrotą

 Mało nie został gołotą.

A iż wszego obfituje,

 Nic od nas nie potrzebuje,

A wżdy nie chciał z tym omieszkać,

 Co jest boże, to kazał dać.

A naczże to rozkazano,

 I komuż to ma być dano?

Iścieć nie inszemu komu,

 Jedno sługam z jego domu.

Albo tym kęsem przeklętym,

Godność świętych

 Iż co czyni ku czci świętym,

Iście się mało zuboży,

 Że pieniądz w tablicę włoży;

Boć próżno inaczej mówić,

 Mogąć nam wżdy pomocni być.

Mojżesz w onym starym wieku

 Wiele pomagał człowieku,

Abo Dawid i prorocy,

 Wiele słychać o ich mocy,

A wiele Bóg prze nie czynił,

 A częstokroć swój gniew mienił.

A snadź za świeżej pamięci

 Co dziwów czynili święci:

Że umarłe ożywiali,

 Krzywe kości napraszczali.

Acz to idzie z boskiej mocy,

 Ale wżdy przez ich pomocy,

Bo rzekł to oddać we troje,

 Co uczynicie prze moje.

A tak niemasz ci ocz ciążyć,

 Obadwaście nie dali nic,

A bychmy się nie oparli,

 I ten kęs byście wydarli.

Pan

Ba, toć prawda, miły ojcze,

 Niechaj kto powiada, co chce,

Że nam trudno k' zbawieniu przyść

 Nie będziemli dobrze czynić.

Aleć tym trzeba zapieprzyć,

 Wiarą wszytkiego podeprzeć,

A to iście na pieczy mieć:

 Dobrowolnie wszystko czynić;

Bo zać Bogu za dzień robić,

 Dobrowolną chce służbę mieć.

Ksiądz wszytko chce mieć w kłopocie,

 Stoi, by wójt, przy robocie.

Ano sami darmo macie,

 Darmo nam też udzielajcie,

A my, widząc tę dobrotę,

 Będziem mieć więtszą ochotę.

I sam, chociam o tym słychał,

 Dam też gęś na święty Michał,

Ba, i strucla cię nie minie

 Ondzie o świętym Marcinie.

Bo tak księża powiadają,

 Iż go za hojnego mają,

Iż zjadł wołu na wieczerzy —

 Kto chce, niechaj temu wierzy, —

A iż za płaszcz niebo kupił;

 Toby już Bóg komorą żył!

Aleście to nań zmówili,

 Abychmy też woły bili,

A za takiemi przysmaki

 Wżdy się wam dostaną flaki.

Nie takci święci czynili,

 Nie płaszczmi, ni wołów bili,

Lecz Panu wiernie służyli,

 A świat prawie opuścili.

Lecz wy dziś, mili kapłani,

 Bujni, jako hardzi pani,

A na wasze ty utraty

 Nie zniosą was wasze płaty:

By też więc dusze przyłożyć,

 Musi skąd inąd dołożyć.

A nas więc przedsię karzecie,

 Choć sami barana drzecie,

Powiedając, iż imienie

 Przekaża duszne zbawienie,

A iż tak czciecie o Bodze,

 Iż nam to rozkazał srodze

Wszytko na ziemi opuszczać,

 W niebie osiadłości szukać,

A iż mól gryzie skarb ziemski,

 Kazał ji Bóg kłaść niebieski.

A na końcu zawołają:

 „Dawajcie, wszak wam też dają!”

Ano, kto chce rzecz utwierdzić,

 Trzeba jej skutkiem poprawić.

Lecz różno skutek od rzeczy;

 Coś inszego wam na pieczy,

Bo nasze pierwsze ćwiczenie

 Starać się o dobre mienie,

A przedsię na to nie myślić,

 Aby za to dosyć czynić.

Pacierz

Na ony wasze pacierze

 Ledwo że się raz w rok zbierze,

Często quesumus próżnuje,

 Oremus mało pracuje,

Ona wasza Alleluja

 Jako pani sobie buja,

collecta za nią chodzi,

 Też sobie na starość godzi.

Amen, ten robi jako chłop,

 Bo się k'niemu ma każdy pop,

Bo z tym wijatyk leci w kąt:

 Dosyć się nas dzierżał ten błąd

To więc aż do dnia dopija,

 Długa nań była feria,

Sfatygował się nieborak,

 Odpoczywa ubogi żak,

Często sobie oczy chłodzi,

 Bo mu drobne pismo szkodzi.

A iżby szanował dusze,

 Jako osłem, tak ją kłusze.

Beneficja

Nie może mu tak wiele dać

 Jako on śmie na nię nabrać:

Kustodya, dziekania,

 Prebenda i kanonia,

Abo też owo probostwo,

 Chocia piekielne ubóstwo. …

A co to jest sto kóp płatu?

 Czym pomóc chudemu bratu

Abo onej siestrzenicy,

 Co tam mieszka na ulicy?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.