drukowana A5
35.66
Król Ryszard III

Bezpłatny fragment - Król Ryszard III


Objętość:
229 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0980-2

OSOBY:

KRÓL EDWARD IV

EDWARD, książę Walii, później król Edward V, syn króla

RYSZARD, książę Yorku, syn króla

GRZEGORZ, książę KLARENS, brat króla

RYSZARD, książę GLOSTER, później król Ryszard III, brat króla

Młody syn księcia Klarensa

HENRYK, hrabia RYSZMOND, później król Henryk VII

Kardynał BOURCHIER, arcybiskup kenterbryjski

ARCYBISKUP Yorku

Biskup ELY

Książę BUCKINGHAM

Książę NORFOLK

Hrabia SURREY, jego syn

Hrabia RIVERS, brat małżonki króla Edwarda

Markiz DORSET, syn tejże

Lord GREY, syn tejże

Hrabia OXFORD

Lord HASTINGS

Lord STANLEY

Lord LOVEL

Sir TOMASZ WOGAN

Sir RYSZARD RATKLIF

Sir WILIAM KETSBY

Sir JAKUB TYRREL

Sir JAKUB BLUNT

Sir WALTER HERBERT

Sir ROBERT BRAKENBERY, komendant Towru

KRZYSZTOFOR URSWIK, ksiądz

Drugi ksiądz

LORD MAJOR Londynu

SZERYF z Wiltszajr

PODHEROLD — PISARZ

ELŻBIETA, małżonka króla Edwarda IV

MAŁGORZATA, wdowa po królu Henryku VI

Księżna YORKU, matka króla Edwarda IV, książąt Klarensa i Glostera

Lady ANNA, wdowa po Edwardzie, księciu Walii, synu króla Henryka VI, później żona księcia Glostera

Córka księcia Klarensa, dziecko

Lordowie i inne osoby z orszaków, obywatele, mordercy, gońcy, żołnierze, duchy itd.

Rzecz dzieje się w Anglii.

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Londyn. Ulica.

Wchodzi Gloster.

GLOSTER

Tak więc nam słońce Yorku zamieniło

Zimę niesnasek w promieniste lato

I chmury zwisłe ponad naszym domem

Legły w głębokim łonie oceanu.

Teraz nam zdobią skroń zwycięskie wieńce;

Oręże nasze wyszczerbione wiszą

Na kształt trofeów; z obozowej wrzawy

Do uroczystych przeszliśmy festynów,

Z forsownych marszów do wesołych pląsów.

Wojownik chmurne rozpogodził czoło,

I zsiadłszy z krytego stalą rumaka,

Którym przerażał strasznych nieprzyjaciół,

Podryga teraz po dworskich komnatach,

W lubieżnych skokach przy odgłosie lutni.

Lecz do igraszek jam nie jest stworzony,

Ni do palenia kadzideł miłosnych,

Ja z gruba kuty, za ciężki, za sztywny

Do czupurzenia się przed lekką nimfą,

Prostak pod względem wszelkich dwornych manier,

Upośledzony z natury, niekształtny,

Nieokrzesany, zesłany przed czasem

W ten świat oddechu, i to tak koślawo

I nieudatnie, że psy ujadają,

Gdy sztykutając mimo nich przechodzę;

Ja w ten piskliwy czas pokoju nie mam

Innej uciechy, którą bym czas zabił,

Jak chyba śledzić własny cień na słońcu

I rozpatrywać szpetność mej postaci.

Nie mogąc przeto zostać adonisem,

By godnie spędzić ten ciąg dni różanych,

Postanowiłem zostać infamisemI do tych marnych pustot się nie mieszać.

Osnułem sieci intryg za pomocą

Zdradnych poszeptów, snów i przepowiedni,

By w moim bracie, Klarensie i w królu

Zażec wzajemną nienawiść ku sobie.

Jestli król Edward szczery i rzetelny,

Tak jak ja chytry jestem i obłudny,

Dziś jeszcze Klarens będzie w ciupie siedział,

A to na mocy wróżby, która mówi:

Że ktoś, co miano swe od G zaczyna,

Zabójcą będzie Edwardowych dzieci.

Myśli me, dajcie nurka! Oto Klarens.wchodzi Klarens pod strażą, za nim BrakenberyDzień dobry, bracie! Co znaczy ta zbrojna

Straż przy osobie Waszej Wysokości?

KLARENS

Jego Królewska Mość w dbałości swojej

O moją całość raczyła mi dodać

Taką eskortę na drogę do Towru.

GLOSTER

Z przyczyny?

KLARENS

      Tej, że Jerzy mi na imię.

GLOSTER

Ależ, milordzie, to nie twoja wina:

Niechajby za to do więzienia wsadził

Tych, co ci na chrzcie dali takie imię.

Może ma Jego Królewska Mość zamiar

Kazać cię w Towrze ochrzcić po raz drugi?

Ależ na serio, co to jest, Klarensie?

Nie mogęż wiedzieć?

KLARENS

      Czemu nie, Ryszardzie,

Bylebym tylko sam wiedział: bo dotąd,

Na honor, nie wiem. Mówią, że król Edward

Bierze do serca sny i przepowiednie,

Że z alfabetu głoskę G wykreśla;

Bo mu jasnowidz jakiś miał powiedzieć,

Że G potomstwo jego wydziedziczy;

Że zaś me imię od G się zaczyna,

Wnosi więc, że się to ma stać przeze mnie.

Te oraz inne podobne androny

Skłoniły Jego Wysokość, jak słyszę,

Do uwięzienia mnie.

GLOSTER

      Otóż to skutki,

Kiedy nad nami kobiety przewodzą!

Nie król to Edward wtrąca cię do Towru,

Lecz jego żona, lady Grey, Klarensie,

Do tej przywodzi go ostateczności.

Czyliż nie ona, wespół z tym poczciwym

Antonim Wudwil, swym bratem, sprawiła,

Że lorda Hastings zataszczył do Towru?

Źle z nami, bracie Klarensie, źle z nami.

KLARENS

Dalibóg, nikt tu nie jest pewnym siebie

Prócz parenteli królowej i owych

Czynnych heroldów, co o nocnej porze

Pomiędzy królem a panią Szor łażą.

Czy też słyszałeś, z jak korną submisjąBłagał ją Hastings o swe uwolnienie?

GLOSTER

Chyląc się kornie przed nią jak przed bóstwem,

Wymodlił sobie lord szambelan wolność,

Wiesz co? ja myślę, że jeżeli chcemy

Cieszyć się nadal królewskimi względy,

To nic innego nam nie pozostaje,

Jak pójść jej służyć i wdziać jej liberię.

Owa zużyta wdowa zazdrośnica

I ona, odkąd je nasz brat uszlachcił,

Najsamowładniej trzęsą naszym państwem.

BRAKENBERY

przystępując

Wasze miłoście raczą mi wybaczyć;

Jego Królewska Mość surowo zlecił,

By, niezależnie od stopnia, nikt nie miał

Z księciem Klarensem potajemnych rozmów.

GLOSTER

Czy tak? Toć możesz, mości Brakenbury,

Słyszeć, jeżeli chcesz, wszystko, co mówim.

Nie knujem spisków, panie, mówiliśmy,

Że Król Jegomość jest mądry, cnotliwy;

Że Jej Królewska Mość jest już cokolwiek

W latach podeszłą, piękną, nie zazdrosną;

Że żona Szora ma prześliczną nóżkę,

Milutkie oczy, koralowe usta,

Dźwięczny głos; wreszcie, że krewni królowej

Wyszli na wielce znakomitych ludzi.

Cóż waćpan na to? Sądziszli przeciwnie?

BRAKENBERY

Milordzie, jestem w tym punkcie jak w rogu.

GLOSTER

Jak w rogu, w punkcie pani Szor? Wiedz aspan,Że prócz jednego nie wolno nikomu

Bywać w tym punkcie, chyba po kryjomu.

BRAKENBERY

Cóż to za jeden, panie, co mu wolno?

GLOSTER

Jej mąż, obwiesiu; chciałżebyś mnie podejść?

BRAKENBERY

Racz mi przebaczyć, a, milordzie, przy tym

Zaniechać dalszej z książęciem rozmowy.

KLARENS

Znamy powinność twoją, Brakenbery,

Będziemy przeto posłuszni.

GLOSTER

      Jesteśmy

Poniżonymi sługami królowej.

Być więc posłuszni musim. Bądź zdrów, bracie:

Pójdę do króla i do czegokolwiek

Zechcesz mnie użyć, chociażby mi przyszło

Nazwać Edwarda połowicę siostrą,

Wszystko uczynię, aby cię uwolnić.

Bądź jak bądź twardy ten postępek brata

Dotknął mnie bardziej, niż sobie wystawiasz.

KLARENS

Wiem, że to obu nam się nie podoba.

GLOSTER

Niedługo zresztą potrwa twa klauzura;

Wyrwęć z niej lub się sam do niej dostanę:

Bądź więc cierpliwy.

KLARENS

      Muszęć być rad nie rad.

Bądź zdrów.

Wychodzi z Brakenberym i strażą.

GLOSTER

Idź w drogę, z której już nie wrócisz,

O, dobroduszny Klarensie! miłujęćDo tego stopnia, że wkrótce twą duszę

Do nieba poślę, jeśli tylko niebo

Zechce z rąk moich ten dar przyjąć. Któż to?

Wszak to świeżo uwolniony Hastings.

Wchodzi Hastings.

HASTINGS

Miłościwego witam księcia pana.

GLOSTER

Witaj, kochany lordzie szambelanie!

Rad cię oglądam na wolnym powietrzu.

Jakżeś zniósł, powiedz, swoje uwięzienie?

HASTINGS

Cierpliwie, panie, jak przystoi więźniom,

I mam nadzieję wywdzięczyć się kiedyś

Tym, z których łaski w sztuce cierpliwości

Nabyłem wprawy.

GLOSTER

      Ani wątpić o tym;

Tak się wywdzięczy i Klarens, bo twoi

Nieprzyjaciele są także i jego

Nieprzyjaciółmi i tak samo jemu

Uszyli buty jak tobie.

HASTINGS

      Niestety!

Orła zamknięto w klatce, by jastrzębie

I kanie mogły samopas bonować.

GLOSTER

Cóż tam nowego słychać?

HASTINGS

      Nic tak złego,

Tam jak tu: król jest niedomagający,

Cierpiący, smutny; bardzo się o niego

Boją lekarze.

GLOSTER

      Na świętego Pawła!

Zła to nowina, w istocie za długo

Ścisłej się trzymał diety; tym sposobem

Wycieńczył swoją królewską osobę.

Boleśnie myśleć o tym. Czy on w łóżku?

HASTINGS

W łóżku.

GLOSTER

      Idź przodem, pośpieszę za tobą

wychodzi HastingsOn żyć nie może długo, a nie może

Umrzeć, dopóki Klarens ekstrapocztą

Do bram niebieskich nie będzie wyprawion.

Muszę natychmiast udać się do niego

I podżec jego niechęć do Klarensa

Kłamstwami w racje niezbite kutymi.

Jeśli głęboki plan mój mi się uda,

Klarens drugiego dnia już nie dożyje.

Niech wtedy Pan Bóg wezwie do swej chwały

Króla Edwarda i mnie świat zostawi,

Bym się swobodnie w nim rozpostarł. Wtedy

Najmłodszą córkę Warwika zaślubię,

Chociażem zabił jej męża i ojca.

Najlepszym środkiem do udobruchania

Tej hardej dziewki ten mi się wydaje,

Abym sam został jej mężem i ojcem;

Tak też uczynię, nie tyle z miłości,

Co gwoli innych tajnych celów, których

Przez ocenienie to będę mógł dopiąć

Ale ja łowię ryby przed niewodem:

Edward panuje, Klarens jeszcze żyje;

Gdy ich grób skryje, zysk mój się wykryje.

Wychodzi.

SCENA DRUGA

Tamże. Inna ulica.

W otwartej trumnie niosą przez scenę ciało Henryka VI: obok postępują dworzanie z halabardami jako straż i lady Anna jako płaczka.

ANNA

Stawcie tu, stawcie to cne wasze brzemię.

Możeli zacność w trumnie lec na wieki,

Bym uroczystym żalem uświęciła

Wczesne drogiego Lankastra zgaśnięcie.

Zimny świętego króla wizerunku!

Domu Lankastrów pobladły popiele!

Bezkrwawy szczątku czystej krwi królewskiej!

Niech mi się godzi duch twój tu przywołać,

Dla wysłuchania żalu biednej Anny,

Żony Edwarda, syna twego, który

Zgładzony został przez tę samą rękę,

Co ci zabójczo rany te zadała!

Z tych okien, dotąd otwartych, którymi

Wyszło twe życie, ja, niestety, czerpię

Dla moich oczu balsam bezskuteczny.

Przeklęta dłoń, co przejścia te otwarła!

Przeklęte serce, co do tego wiodło!

Przeklęta krew, co krew tę wytoczyła!

Oby ten nędznik, co nas śmiercią twoją

Przywiódł do nędzy, gorszej doli doznał

Od tej, jakiej bym mogła życzyć żmijom,

Padalcom, wszelkim jadowitym płazom;

Niech jego dzieci, jeśli je mieć będzie,

Przychodzą na świat przedwcześnie, potwornie,

Odrażającym, szpetnym swym widokiem

Straszą w nadziejach zawiedzioną matkę

I wszelką po nim niedolę dziedziczą!

Jeśli mieć będzie kiedykolwiek żonę,

Niech ją śmierć jego nieszczęśliwszą zrobi,

Niż mnie zrobiła śmierć męża i twoja!

Podejmcie teraz i do Czertsej nieście

Ten święty ciężar, wyniesiony z sklepień

Świętego Pawła, by tam był złożonym;

A ile razy przystaniecie znowu,

Celem wytchnienia, ja wtedy rozpaczne

Żale me znowu rozpościerać zacznę.

Tragarze podejmują trumnę i postępują dalej. Wchodzi Gloster.

GLOSTER

Stójcie i trupa postawcie na ziemi.

ANNA

Przez jakież czary ten zły duch tu przyszedł,

Wstrzymywać nasze pobożne obrzędy?

GLOSTER

Postawcie trupa, hultaje, lub w trupa

Zamienię tego, co mnie nie posłucha.

PIERWSZY DWORZANIN

Odstąp, milordzie, i pozwól przejść z trumną.

GLOSTER

Krnąbrny warchole, stój, kiedy ci każę;

Nie właź mi pod nos z swoją halabardą!

Bo, na świętego Pawła, w proch cię zgniotę

I zdepczę, gburze, za twoją zuchwałość.

Tragarze stawiają trumnę.

ANNA

Cóż to jest? drżycie? struchleliście wszyscy!

Ach, ja wam tego za złe mieć nie mogę;

Wyście śmiertelni, a śmiertelne oko

Znieść nie potrafi widoku szatana. —

Precz stąd, ty straszny posłanniku piekieł!

Ty miałeś tylko moc nad jego ciałem,

Duszy mieć jego nie możesz; precz zatem!

GLOSTER

Kochana, święta, przez miłość bliźniego,

Nie klnij tak.

ANNA

      Odstąp, diable, w imię Boga!

I nie przeszkadzaj nam: tyś to obrócił

Szczęśliwą ziemię naszą w istne piekło,

W ojczyznę przekleństw i jęków. Jeżeli

Żądno ci widzieć twe czyny ohydne,

To spojrzyj na tę próbę swoich rzezi. —

Patrzcie, panowie, patrzcie: czy widzicie,

Jak się zastygłe zmarłego Henryka

Otwarły rany i świeżą krew sączą?

Wzdrygnij się, bryło obmierzłej szpetności!

Twoja to bowiem obecność dobywa

Tę krew z tych zimnych żył, w których krwi nie ma;

Twój czyn nieludzki i nienaturalny

Nienaturalny potok ten sprowadza.

Boże, tyś stworzył tę krew, Ty ją pomścij!

Ziemio, ty pijesz tę krew, ty ją pomścij!

Powalcie, nieba, gromem tego zbójcę.

Albo ty ziemio otwórz się i schłoń go,

Jakeś schłonęła tę krew wytoczoną

Jego ramieniem zaprzedanym piekłu.

GLOSTER

Nie znasz prawideł miłości bliźniego,

Milady, która za złe każe dobrem,

Błogosławieństwem za przekleństwa płacić.

ANNA

A ty, poczwaro, ty żadnych praw nie znasz,

Boskich ni ludzkich; najdzikszy zwierz nawet

Zna przecie jakieś uczucia litości.

GLOSTER

Ja nie znam żadnych, przetom też nie zwierzę.

ANNA

Co za dziw, kiedy szatan mówi prawdę!

GLOSTER

Większy dziw, kiedy anioł tak jest gniewny. —

Pozwól, niewiasty boski arcywzorze,

Bym się z zakału tej mniemanej winy

Przy sposobności oczyścił przed tobą.

ANNA

Pozwól, zarazo w postaci człowieka,

Bym cię z powodu tej winy uznanej

Przy sposobności przekleństwem okryła.

GLOSTER

Piękności, wyższa nad wszystkie wyrazy!

Ścierp, bym z zarzutów się usprawiedliwił.

ANNA

Szkarado, niższa nad wszelkie pojęcie,

Stryczkiem najlepiej się usprawiedliwisz.

GLOSTER

Taką rozpaczą obwiniłbym siebie.

ANNA

Rozpacz by ciebie usprawiedliwiła,

Skorobyś wywarł zasłużoną zemstę

Na sobie samym, za niezasłużone

Zabójstwo drugich.

GLOSTER

      Przypuśćmy, milady,

Żem nie ja śmierć im zadał.

ANNA

      Więc przypuszczasz,

Że nie zginęli: zginęli jednakże

I to z twej ręki, piekielny siepaczu.

GLOSTER

Nie ja zabiłem twego, pani, męża.

ANNA

Więc jeszcze żyje?

GLOSTER

      Nie, zaiste: padł on

Z ręki Edwarda.

ANNA

      Kłamiesz! Małgorzata

Widziała nóż twój jego krwią dymiący,

Tenże sam, coś go niegdyś na nią podniósł,

Tylko go twoi bracia odtrącili.

GLOSTER

Uniósł mnie jej zły język, co potwarczo

Ich winę zwalał na mój kark niewinny.

ANNA

Uniósł cię twój zły umysł, który nigdy

O niczym innym nie śnił jak o rzeziach.

Nie tyżeś tego zamordował króla?

GLOSTER

      Dajmy na to.

ANNA

      Dajmy na to, zbójco!

Daj Boże także, abyś za bezbożny

Ten czyn na wieki został potępiony! —

On był tak dobry, łagodny, cnotliwy!

GLOSTER

Tym ci godniejszy być u króla niebios.

ANNA

W niebie on, dokąd ty nigdy nie dojdziesz.

GLOSTER

Wdzięczność mi winien za to, żem mu pomógł

Dostać się ówdzie; tam odpowiedniejsze

Miejsce dla niego niżeli na ziemi.

ANNA

Dla ciebie tylko jedno odpowiednie:

A tym jest piekło.

GLOSTER

      Tak, i jeszcze jedno;

Chceszli, milady, abym je wymienił?

ANNA

Chyba więzienie.

GLOSTER

      Sypialnia, milady.

ANNA

Zatruty spokój niech będzie w pokoju,

Gdzie ty spoczywasz!

GLOSTER

      Będzie nim, o pani.

Tak długo, póki nie spocznę przy tobie.

ANNA

Tak się spodziewam.

GLOSTER

      Ani wątpię o tym.

Tymczasem, pełna wdzięków lady Anno,

Aby sprowadzić w poważniejsze szranki

To ostre starcie się naszych dowcipów,

Powiedz mi, czyli ktoś, co spowodował

Przedwczesną śmierć tych dwóch Plantagenetów:

Henryka i Edwarda, czy ktoś taki

Nie zasługuje na równą naganę,

Jak ten, co przywiódł ją do skutku?

ANNA

      Tyś to

Był doń powodem i niecnym jej sprawcą.

GLOSTER

Twój to wdzięk do tej sprawy był powodem,

Twój wdzięk, co we śnie mię drażni i bodzie

Do przelewania krwi całego świata,

W nadziei słodkich godzin w twym objęciu.

ANNA

Gdybym tę pewność miała, te paznokcie

Zdarłyby, zbójco, ten wdzięk z mego lica.

GLOSTER

Oczy me nigdy nie ścierpią tej krzywdy;

Nigdy byś, pani, jej nie wyrządziła,

Gdybym był przy tym. Jak słońcem świat cały,

Tak ja się twoim rozkoszuję wdziękiem:

On jest mym dniem, mym życiem.

ANNA

      Niech noc czarna

Dzień twój zamroczy, a śmierć życie twoje!

GLOSTER

Piękna istoto, nie klnij sobie samej:

Tyś tym obojgiem.

ANNA

      Z serca bym być rada

Obojgiem, aby zemścić się na tobie.

GLOSTER

Takie życzenie jest nienaturalne:

Chcieć się mścić na kimś, co cię czule kocha.

ANNA

Jest to życzenie słuszne i właściwe:

Chcieć się mścić na kimś, co mi zabił męża.

GLOSTER

Ten, co cię męża pozbawił, milady,

Zrobił to, by ci dać lepszego w zamian.

ANNA

Lepszego niż on nie ma na tej ziemi.

GLOSTER

Jest ktoś, co lepiej cię od niego kocha.

ANNA

Wymień go.

GLOSTER

      Miano jego Plantagenet.

ANNA

To miano mego męża.

GLOSTER

      Takież same

Ma i ten, tylko przy lepszych warunkach.

ANNA

Gdzie on?

GLOSTER

      Tu.

Anna pluje na niego

      Za co pani na mnie plujesz?

ANNA

Rada bym, aby to był jad śmiertelny.

GLOSTER

Nigdy jad nie trysł z piękniejszego źródła.

ANNA

Nigdy jad nie zwisł na brzydszej gadzinie.

Precz z moich oczu! zarażasz je.

GLOSTER

      Pani,

Twoje to oko zaraziło moje.

ANNA

Oby to oko było bazyliszkiem,

Co by cię na śmierć olśnił!

GLOSTER

      Oby było!

Bo tym sposobem umarłbym od razu,

Zamiast powolnie konać. Twoje oko

Słone łzy nieraz wycisnęło z moich;

Zdrojem dziecinnych kropel zsromociło

Ten wzrok, którego nigdy do tej pory

Wilgoć czułości nie zamgliła jeszcze;

Który pozostał jasnym nawet wtedy,

Kiedy mój ojciec York i Edward płakał,

Słysząc żałosny jęk Rutlanda w chwili,

Gdy go czarnego Klifforda miecz przeszył;

I wtedy, kiedy twój waleczny ojciec

Rzewnie, jak małe dziecko opisywał

Śmierć mego ojca i kilkakroć razy

Przerywał opis, aby łkać i szlochać,

Tak, że ktokolwiek był przy tym obecny,

Mokre miał lica, jak liście po deszczu.

W smutnych tych czasach męskie moje oko

Wzgardziło łzami niegodnymi męża.

I czego wtedy żałość nie zdołała

Wydobyć z niego, to wydobył teraz

Twój wdzięk; oślepił je prawie od płaczu.

Nigdy o żadną łaskę nie błagałem

Ani przyjaciół, ani nieprzyjaciół;

Nigdy mój język nie mógł się nauczyć

Słodko pochlebnej mowy; ale teraz,

Gdy wdzięk twój celem, dumne moje serce

Błaga i znagla język do mówienia.Anna spogląda nań z pogardąNie szpeć, o pani, ust swych tym wyrazem

Odpychającym, one są stworzone

Do pocałunków, a nie do pogardy.

Jeśli twe mściwe serce nie przebacza,

Oto dowodny miecz z spiczastym ostrzem;

Utop go, jeśli chcesz, w tej wiernej piersi

I wygnaj duszę, która cię uwielbia,

Gołoć go daję, oczekując śmierci;

I na kolanach kornie o nią proszę.odsłania pierś, Anna mierzy w nią mieczemNie ociągaj się: jam to zamordował

Króla Henryka, ale twoja piękność

Spowodowała mnie do tego. Uderz!

Ja to zgładziłem młodego Edwarda;Anna zamierza się znowuAle mnie k'temu wiódł twój boski powab.Anna upuszcza mieczPodnieś, aniele, miecz albo mnie podnieś.

ANNA

Wstań, obłudniku! choć śmierci twej pragnę,

Nie chcę jednakże być jej wykonawcą.

GLOSTER

To mi każ z własnej lec dłoni, a legnę.

ANNA

      Jużem kazała.

GLOSTER

      Wtedy byłaś w gniewie.

Powtórz ten rozkaz, a zaraz ta ręka,

Co przedmiot twojej miłości zabiła

Z żywej miłości ku tobie, zabije

Przedmiot twej wzgardy dla miłości twojej.

Będziesz więc winną obydwu tych śmierci.

ANNA

Gdybym twe serce znać mogła!

GLOSTER

      Me serce

Jest w moich ustach.

ANNA

      Boję się, czy tylko

W jednym i drugim fałsz się nie ukrywa.

GLOSTER

Nie ma więc prawdy w ludziach.

ANNA

      Dobrze, dobrze;

Włóż miecz do pochwy.

GLOSTER

      Czy już zgoda z nami?

ANNA

Później się dowiesz.

GLOSTER

      Mogęż mieć nadzieję?

ANNA

Nadzieję każdy ma.

GLOSTER

      Przyjmij ten pierścień.

ANNA

wkłada pierścień na palec

Przyjęcie nie jest daniem.

GLOSTER

      Jak ten pierścień

Objął ten palec, tak niech twoje serce

Obejmie moją miłość: dzierż oboje,

Oboje bowiem do ciebie należą.

Jeśli zaś wierny twój niewolnik zdoła

Wyprosić sobie jeszcze coś u ciebie.

To szczęście jego zapewnisz na wieki.

ANNA

Czego chcesz?

GLOSTER

      Abyś tę żałobną czynność

Pozostawiła temu, co ma więcej

Niż ty powodów do żałoby; tudzież

Abyś się zaraz do Krosby udała,

Gdzie ja złożywszy uroczyście tego

Zacnego króla w czortsejskim klasztorze,

I łzami żalu oblawszy grób jego,

Z całą czcią winną przybędę do ciebie;

Dla wielu względów, których nie wymieniam,

Błagam cię, pani, wyświadcz mi tę łaskę.

ANNA

Chętnie uczynięć w tym zadość, milordzie,

I wielce cieszy mnie ta twoja skrucha.

Tresser i Berkley, pójdźcie.

GLOSTER

      Nie usłyszęż

Pożegnawczego słowa z twych ust, pani?

ANNA

Żądasz, milordzie, więcej, niżeś godzien;

Ponieważ jednak dzięki twej nauce

Muszę ci schlebiać, wyobraź więc sobie,

Żem pożegnawcze słowo już wyrzekła.

Wychodzi z Tresslem i Berkleyem.

GLOSTER

Ponieście zwłoki, panowie.

JEDEN Z DWORZAN

      Do Czertsej,

Szlachetny lordzie?

GLOSTER

      Nie, do karmelitów;

I tam czekajcie na moje przybycie.orszak wychodzi, niosąc ciałoCzy się kto kiedy zalecał w ten sposób?

Czy sobie ujął w ten sposób kobietę?

Chcę ją posiadać, ale nie na długo.

Jak to? Jam zabił jej męża i ojca

I ja zdołałem ją sobie zniewolić?

Mimo najgłębszej odrazy jej serca,

Jej łez i przekleństw; wobec tych zwłok niemo

Podżegających jej nienawiść; mając

Przeciwko sobie Boga, jej sumienie,

Wszystko; nie mając ni jednej istoty,

Co by przyjaźnie za mną przemówiła,

Oprócz szatana i obłudnych spojrzeń!

I mimo tego pozyskać ją, niczym

Wszystko zwyciężyć! Ha! to nie do wiary!

Także się prędko zatarł w jej pamięci

Ów walny książę Edward, jej małżonek,

Co go niespełna trzy miesiące temu

W przystępie gniewu zabiłem w Tiuksbury?

Równie godnego miłości człowieka,

Równego dzieła rozrzutnej natury,

Pełnego męstwa i mądrości razem,

W tak młodym wieku posiadającego

Wszelkie przymioty zdobiące monarchę

Nie ma drugiego na obszarze świata.

I ona zniża swoje oczy ku mnie,

Com zerwał złoty kwiat takiego księcia

I puste łoże wdowy jej zgotował?

Ku mnie, którego zsumowana wartość

Nie dorównywa połowie Edwarda?

Ku mnie, szpetnemu kuternodze? W zamian

Za skarb książęcy brać dziadowski szeląg!

Nie wiem doprawdy, co myśleć o sobie:

Bo gdy sam sądzę się wzorem brzydoty,

Ona znajduje mnie dziwnie przystojnym.

Muszę wydatek zrobić na zwierciadło

I utrzymywać jaki tuzin krawców

Ku ozdobieniu kształtów mego ciała.

Skoro się lepiej podobam sam sobie,

Słuszna, bym pewnym kosztem to opłacił.

Świeć, jasne słońce, nim zwierciadło sprawię,

Bym się na cieniu przyjrzał mej postawie!

Wychodzi.

SCENA TRZECIA

Tamże. Pokój w pałacu.

Wchodzą: Królowa Elżbieta, lord Rivers i lord Grey.

LORD RIVERS

Nie trap się, pani: ani wątpić o tym,

Że wkrótce Jego Królewska Mość wróci

Do pierwotnego stanu zdrowia.

LORD GREY

Przez to,Że je wystawiasz sobie w tak złym świetle,

Przez to je właśnie pogarszasz, królowo.

Bądź dobrej myśli, dla Boga, i pokrzep

Jego Królewską Mość wesołym słowem.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Gdyby on umarł, cóż by mnie spotkało!

GREY

Nic, krom boleści z tak dotkliwej straty.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Tak wielka boleść włącza wszelką inną.

GREY

Niebo cię, pani, obdarzyło synem,

Co cię pocieszy w razie jego śmierci.

KRÓLOWA ELŻBIETA

On jest tak młody, nim zaś do lat dojdzie,

Opiekę nad nim ma mieć Ryszard Gloster,

Człowiek niechętny i mnie, i nam wszystkim.

GREY

Onże stanowczo ma być protektorem?

KRÓLOWA ELŻBIETA

Na teraz jeszcze nie, będzie nim jednak

Stanowczo, jeśli król zstąpi do grobu.

Wchodzą Buckingham i Stanley.

GREY

Oto lordowie Buckingham i Stanley.

BUCKINGHAM

Waszej Królewskiej Mości korni słudzy.

STANLEY

Bogdajby nasza miłościwa pani

Mogła odzyskać swą wesołość dawną!

KRÓLOWA ELŻBIETA

Wątpię, kochany milordzie Stanley'u,

Czy by hrabina Ryszmond była skorą

Przyłączyć amen do waszej modlitwy,

Choć ona jednak jest małżonką waszą

I mnie nie lubi, bądź pewien, milordzie,

Że niezależnie od jej wyniosłości

Życzliwość moja ku wam jest niezmienną.

STANLEY

Nie dawaj Wasza Królewska Mość wiary

Niecnym potwarzom tych, co ją śmią czernić;

Gdyby zaś była słusznie oskarżoną,

Racz wyrozumieć jej ułomność, która

Z chorobliwego raczej widzimisię,

Nie z złego serca, jak mniemam, pochodzi.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Lordzie Stanley'u, widział żeś dziś króla?

STANLEY

Właśnie w tej chwili z lordem Buckinghamem

Idę od niego.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Jaka jest nadzieja

Jego powrotu do zdrowia?

BUCKINGHAM

      Najlepsza:

Jego Królewska Mość raźnie rozmawiał.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Oby tak było! Więc z nim mówiliście?

BUCKINGHAM

Tak, miłościwa pani: Król Jegomość

Pragnie pojednać księcia Gloster z braćmi

Waszej Królewskiej Mości, tych zaś skłonić

Do pojednania z lordem szambelanem;

I w tym ich celu zawezwał do siebie.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Dałby Bóg, aby mu się to udało!

Ale nic z tego; mam jakieś przeczucie,

Że szczęście nasze jest na przesileniu.

Wchodzą Gloster, Hastings i Dorset.

GLOSTER

Oni mnie krzywdzą, nie zniosę ja tego.

Któż są ci, co się skarżyli przed królem,

Że ja mam serce kamienne i jestem

Im nieprzyjazny? Na świętego Pawła!

Jego to raczej jest nieprzyjacielem,

Kto mu do ucha tka takie powieści.

Przeto że schlebiać nie umiem i głaskać,

Słów cedzić, mizdrzyć się i durzyć ludzi,

Dwornie się zginać jak Francuz lub małpa:

Przeto zawziętym mianują mnie wrogiem!

Nie możeż prawy człowiek żyć spokojnie?

Zawszeż otwartą jego prostoduszność

Na złe tłumaczyć i przekręcać będą

Chytre, układne półgłówki w jedwabiach?

GREY

Do kogoż Wasza Cześć mówi w tym kole?

GLOSTER

Do ciebie, który czci nie masz i cnoty.

Kiedy żem jaką krzywdę ci wyrządził?

W czym ci uchybił? — lub tobie? — lub tobie?

Lub komukolwiek z waszej archandryi?Żeby was wszystkich!... Nasz pan miłościwy

(Którego bogdaj uchowały nieba

Dłużej, niż tego wy sobie życzycie!)

Ledwie odetchnąć może pod skargami,

Którymi jego mieszacie spokojność.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Bracie Glosterze, błędnie rzeczy bierzesz.

Król, mój małżonek, z własnego natchnienia,

Nie pobudzony czyją bądź namową,

Zgadując pewnie twą skrytą nienawiść

Do moich dzieci i braci, i do mnie,

Która na zewnątrz jawiła się w czynach,

Posłał do ciebie, aby dojść powodu

Niechęci twojej i kres jej położyć.

GLOSTER

Powodu? czyż ja wiem? świat się tak popsuł!

Mysikróliki sadowią się teraz

W siedzibie orłów. Odkąd lada Maciek

Patentowym szlachcicem się staje,

Odtąd niejeden szlachcic stał się Maćkiem.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Dość, dość, Glosterze; wiemy już, co myślisz:

Zazdrościsz mnie i moim powodzenia,

Nie daj nam, Boże, kiedykolwiek od was

Być zależnymi!

GLOSTER

Bóg daje tymczasem,

Że my jesteśmy zależnymi od was;

Bo przez was został nasz brat uwięziony,

Ja sam popadłem w niełaskę, a szlachta

W niesławę, skoro najwyższe urzędy

Przechodzą co dzień w ręce takich figur,

Które na dwa dni wprzód w ręce chuchały.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Na tego, który mię z błogiej mierności

Do tej nieszczęsnej wysokości wyniósł!

Nigdym przeciwko księciu Klarensowi

Nie podbudzała króla; nieraz owszem

Jak najżarliwiej przemawiałam za nim.

Milordzie, ciężką czynisz mi obelgę,

Zwracając do mnie tak nikczemny zarzut.

GLOSTER

Możesz, milady, zaprzeczyć i temu,

Że z twojej winy lord Hastings był więzion?

RIVERS

Może, milordzie, bo w istocie —

GLOSTER

      Może,

Lordzie Riversie? O, któż wątpi? może

I więcej zrobić, niż zaprzeczyć temu:

Może waćpanu wyjednać znów jaką

Piękną posadę, a potem zaprzeczyć,

Że miała czynny w tym udział, i wszystko

Wysokim waszym przypisać zasługom.

Czegoż nie może? Ba, ba, może ona.

RIVERS

Ba! ba! cóż może? co?

GLOSTER

      Co baba może?

Może pójść jeszcze za jakiego króla,

Gładkiego chłopca; i cóż w tym zdrożnego!

KRÓLOWA ELŻBIETA

Milordzie Gloster, za długo już znoszę

Twoje brutalstwa i gorzkie szyderstwa.

Na Boga! pójdę natychmiast wyjawić

Jego Królewskiej Mości te zniewagi,

Które tak często w milczeniu cierpiałam.

Lepiej być wiejską dziewką niż królową

Wielkiego państwa, mogącą być celem

Takich napaści, wzgardy i urągań,

Skąpo mam uciech na angielskim tronie.

Królowa Małgorzata ukazuje się w głębi.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Obyś ich miała jeszcze skąpiej! modły

Oto zasyłam, bo mnie przynależy

Twe stanowisko, dostojność i stopień.

GLOSTER

do Elżbiety

Grozisz mi pani, że pójdziesz do króla

Powtórzyć moje wyrazy; idź, powtórz,

Nie taj niczego. To, co powiedziałem,

I wobec króla utrzymywać będę,

Chociażbym się miał narazić na Tower.

Czas mówić teraz, o usługach moich

Zapamiętano całkiem.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

      Precz, szatanie!

Dobrze ja o nich pamiętam. Tyś zabił

Mojego męża w Towrze, a biednego

Mojego syna Edwarda w Tiuksbury.

GLOSTER

jak wprzódy

Nim pani przyszłaś do tronu i mąż jej,

Ja byłem jucznym koniem jego sprawy,

Wypleńcą jego butnych przeciwników

I hojnym jego przyjaciół płatnikiem.

Aby krew jego ukrólewszczyć, chętnie

Przelałem moją.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

      Tak, i inną jeszcze,

Stokroć cenniejszą niż jego i twoja.

GLOSTER

jak wprzódy

Pani podówczas i jej mąż Grey, domu

Lankastrowego trzymaliście stronę;

I waćpan także, mości Rivers. Czyliż

Mąż pani nie padł w bitwie pod Saint-Albans,

Dla Małgorzaty? Muszę wam odświeżać

Pamięć tych dziejów, gdy zapominacie,

Czymeście byli wprzódy, a czym jesteście;

Jak niemniej, czym ja byłem, a czym jestem.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Byłeś morderczym niecnotą i jesteś.

GLOSTER

Nieszczęsny Klarens odstąpił Warwika,

Ojca swego i przysięgę złamał —

Przebacz mu, Chryste!

KRÓLOWA MAŁGORZATA

      Skarz go, Boże!

GLOSTER

      Aby

Obok Edwarda o koronę walczyć,

I za to wzięto pod klucz nieboraka.

Obym miał serce tak twarde jak Edward

Lub on tak czułe jak ja i litosne!

Za miękki jestem, za dziecinnie głupi

Dla tego świata.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

      Znijdź więc zeń do piekła,

Kakodemonie! tam twoje królestwo.

RIVERS

Milordzie Gloster, w owych dniach burzliwych,

Które przytaczasz, celem wykazania

nieżyczliwości naszej, służyliśmy

Naszemu panu, prawemu królowi;

Tak samo byśmy ponieśli usługi

I tobie, gdybyś nim był.

GLOSTER

      Gdybym był nim?

Wolałbym być kramarzem wędrującym:

Samą myśl o tym serce me odpycha.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Równego braku radości, milordzie,

Jak ten, którego, myślisz, że byś doznał,

Gdybyś był królem w tym kraju, równego

Braku radości, pomyśl, ja doznaję,

Odkąd w nim jestem królową.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Zaprawdę

Małą ma radość królowa w tym kraju:

Jam tu królową i jam z niej wyzuta,

Nie mogę dłużej znieść tego cierpliwie.postępuje naprzódO wy, rabusie! co się drzecie z sobą

O podział tego, coście mi wydarli,

Kogóż z was dreszczem nie przejmie mój widok?

Uchylcie jako poddani kolana

Przed tą, co prawo ma wam rozkazywać,

Lub drżyjcie jako buntownicy przed tą,

Którąście tego prawa pozbawili.do Glostera, który chce wyjśćStój, wdzięczny łotrze; nie kwap się do wyjścia.

GLOSTER

Czego ode mnie chcesz, wywiędła wiedźmo?

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Stawić ci obraz tego, coś zniweczył:

To tylko zrobić chcę, nim cię stąd puszczę.

GLOSTER

Czyż cię pod karą śmierci nie wygnano?

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Wygnano, ale wygnanie dotkliwszym

Byłoby dla mnie niżeli śmierć, która

Grozi mi za to, że tu pozostałam.

Męża i syna ty mi jesteś winien,

Ty tron — wy wszyscy poddańczą uległość.

Cierpienie moje wam słusznie przypada,

A wszelka wasza błogość mnie wyłącznie.

GLOSTER

Przekleństwo, które mój czcigodny ojciec

Rzucił na ciebie, kiedyś mu papierem

Koronowała bohaterskie czoło

I szydząc, rzeki z ócz mu dobywała,

A potem, gwoli osuszenia tychże,

Kładła mu do rąk chustkę umaczaną

We krwi niewinnej zacnego Rutlanda —

Owo przekleństwo jego przepełnionej

Goryczą duszy spadło na twą głowę;

Bóg to, a nie my, pomścił czyn twój krwawy.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Tak to Bóg sprawę niewinnych popiera.

HASTINGS

Zabójstwo tego dziecka było dziełem

Najokrutniejszym, najnielitościwszym,

O jakiem w dziejach ludzkości słyszano.

RIVERS

Tyrani nawet płakali, gdy o tym

Opowiadano.

DORSET

      Nie było człowieka,

Który by nie był zemsty przepowiadał.

BUCKINGHAM

Obecny temu Northumberland ronił

Łzy rzewne.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

      Jak to? gryźliście się z sobą,

Gdym tu wchodziła, gotowi się pożreć,

A teraz wszyscy zwracacie się na mnie?

Czyż straszne Yorka przekleństwo tak wiele

Ważyło w niebie, żeby zgon Henryka,

Śmierć najmilszego mojego Edwarda,

Strata ich berła, moje stąd wygnanie,

Tyle niedoli miało czynić zadość

Za owo marne niedorosłe chłopię?

Czyliż przekleństwa mogą się przez chmury

Przedrzeć do nieba? Jeśli tak jest, dajcież

Przejście i moim, o, wy ciężkie chmury!

Niech przesyt, jeśli nie wojna, zabije

Waszego króla, tak jak go na króla

Wyniosło było zabicie naszego!

Niech Edward, syn twój, teraz książę Walii,

W miejsce Edwarda, mego syna, niegdyś

Książęcia Walii, umrze w kwiecie wieku,

Równie przedwczesną i gwałtowną śmiercią!

Ty, dziś królowa, w moje miejsce, która

Byłam królową, przeżyj swoją świetność,

Jak ja przeżyłam moją! w długie lata

Żyj, opłakując stratę swoich dzieci,

I patrz na inną, jak ja dziś na ciebie,

Przybraną w twoje prawa, jak ty w moje!

Niechaj na długi czas przed twoją śmiercią

Zgasną dni twego szczęścia i po ciągu

Mnogich pasm cierpień umrzyj, ni to żoną,

Ni to królową Anglii, ni to matką!

Riversie i ty, Dorsecie, i waćpan,

Milordzie Hastings, wyście przy tym byli,

Gdy mój syn konał pod nożem; daj Boże,

Aby z was żaden zwykłych lat nie dożył,

Lecz każdy nagłą śmiercią zszedł ze świata!

GLOSTER

Dość już tych zaklęć, wyschła czarownico!

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Ciebie pominąć? Nie, psie, weź część twoją!

Mająli nieba jaką ciężką plagę,

Przewyższającą to, coć mogę życzyć,

O, niech ją póty chowają w zapasie,

Póki występki twoje nie dojrzeją:

Wtedy dopiero niech ich oburzenie

Nawałem runie na ciebie, na ciebie,

Zawzięty wrogu spokojności świata!

Niech cię sumienia robak wiecznie toczy!

Miej, póki życia, przyjaciół za zdrajców,

A szczwanych zdrajców za braci od serca!

Niech ci sen nigdy zbójczych ócz nie zawrze,

Chybaby jakie dręczące marzenia

Miały cię straszyć widm piekielnych rojem!

Ty, zlewku szpetnych cech, ryjący wieprzu!

Ty, coś w kolebce już był piętnowany

Na syna piekła i zakał natury!

Ty, hańbo łona matki! ty, wyrodku

Ojcowskich lędźwi! łachmanie honoru!

Wieczne przekleństwo tobie —

GLOSTER

      Małgorzato!

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Ryszardzie!

GLOSTER

      Czego?

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Jam ciebie nie zwała.

GLOSTER

Wybacz mi przeto, rozumiałem bowiem,

Żeś mnie tak cierpko zwała tym i owym.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Ciebie w istocie, ale nie żądałam,

Abyś mi na to odpowiadał. Czekaj,

Póki przekleństwa mego nie dokończę.

GLOSTER

Jam to już zrobił, Małgorzata była

Ostatnim słowem.

KRÓLOWA ELŻBIETA

      Tak więc twe przekleństwo

Przeciwko tobie samej się zwróciło.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Biedna królowo malowana! maro

Przeszłości mojej! po co sypiesz cukier

Na tę pękatą pajęczą poczwarę,

Co cię zabójczą przędzą swą obwija?

Niebaczna! sama nóż na siebie ostrzysz;

Przyjdzie czas, w którym mię przyzywać będziesz,

Ażebym razem z tobą przeklinała

Tę jadowitą garbatą ropuchę.

HASTINGS

Fałszywa prorokini, połóż koniec

Szalonej swojej klątwie; nie wyczerpuj

Na swoją szkodę naszej cierpliwości.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Hańba wam! boście wyczerpali moją.

RIVERS

Lepiej się naucz swego obowiązku.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Wy to się lepiej nauczcie swojego,

Jako poddani względem mnie, królowej.

O, zobowążcie mnie lepszą nauką!

DORSET

Dajcie jej pokój, ona obłąkana.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Niedowarzony panku, poskrom język;

Godność twa tylko co wyszła spod stempla,

Jeszcze w obiegu nie jest. O, bogdajby

Młode szlachectwo wasze mogło pojąć,

Co to jest stracić je i przyjść do nędzy!

Kto w górze stoi, wichrów jest igrzyskiem.

A kto z niej spadnie, w niwecz się druzgoce.

GLOSTER

Dobra przestroga, kochany markizie,

Weź ją do serca.

DORSET

      Zarówno się ona

Ściąga do ciebie, milordzie, jak do mnie.

GLOSTER

I bardziej; alem ja wysoko zrodzon.

Ród nasz się lęże na wierzchołkach cedrów,

Igra z wiatrami i urąga słońcu.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

I sprawia słońca zaćmienie: niestety!

Dowodem tego mój syn, dziś będący

W ciemnicach śmierci, którego promienie

Pochmurny duch twój pokrył wiecznym mrokiem.

Ród się wasz lęże w gnieździe naszych piskląt.

O Boże, ty to widzisz, nie ścierp tego!

Co krwią zyskane, to niech krew odpłaci!

BUCKINGHAM

Dość już, dość tego: przez sam wstyd, milady,

Jeżeli nie przez miłość chrześcijańską.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

O chrześcijańskiej nie mówcie miłości,

Ani o wstydzie: nie po chrześcijańsku

Postąpiliście ze mną i bezwstydnie

Zniweczyliście wszystkie me nadzieje.

Gniew jest miłością moją, życie wstydem

I tym żyć będzie wiecznie żal mój wściekły.

BUCKINGHAM

Skończ już, milady; skończ.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

      O, Buckinghamie!

Gotowam twoją rękę ucałować

Na znak przymierza i przyjaźni z tobą.

Szczęść Boże tobie i domowi twemu!

Twe szaty nie są krwią naszą splamione,

Ni ciebie moje dotyka przekleństwo.

BUCKINGHAM

Jak i nikogo z tych, co tu obecni:

Przekleństwa bowiem nigdy nie przechodzą

Za obręb tych ust, co je na wiatr zioną.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

I owszem, sądzę, że idą do nieba

I tam drzemiącą budzą pomstę Bożą.

Strzeż się brytana tego, Buckinghamie!

On kąsa łasząc się, a gdy ukąsi,

Zjadliwy jego ząb na śmierć rozrania.

Strzeż się go, nie miej z nim żadnej styczności!

Grzech, śmierć i piekło położyły na nim

Swoje pieczęcie i oddały wszelkie

Narzędzia swoje na jego usługi.

GLOSTER

Co ona mówi, lordzie Buckinghamie?

BUCKINGHAM

Nie zważam na to, mój łaskawy panie.

KRÓLOWA MAŁGORZATA

Jak to? pogardzasz mą życzliwą radą,

I głaszczesz tego szatana, którego

Strzec ci się radzę? O, wspomnisz to kiedyś,

Gdy on ci serce rozedrze, i powiesz:

Że Małgorzata była dobrą wróżką.

Niechże na każdym z was z osobna cięży

Nienawiść tego piekielnego wroga,

A na nim wasza, na was wszystkich — Boga!

Wychodzi.

HASTINGS

Włos mi się jeży, słysząc jej przekleństwa.

RIVERS

I mnie też; dziwna, że jest na wolności.

GLOSTER

Ja jej nie winię, na królową niebios!

Za wiele ona krzywd zniosła i żal mi,

Żem się poniekąd przyczynił do tego.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Jam jej świadomie nie skrzywdziła nigdy.

GLOSTER

Ale posiadasz pani z krzywd jej korzyść.

Co się mnie tyczy, za żarliwy byłem

W czynieniu dobrze ludziom, którzy teraz

Tak są oziębli, że o tym nie pomną.

I Klarens także dobrą ma zapłatę!

W nagrodę trudów w karmniku go tuczą.

Niech Bóg przebaczy tym, co temu winni!

RIVERS

Piękna to cnota, godna chrześcijanina,

Modlić się za tych, którzy nam źle czynią.

GLOSTER

Zawsze tak czynię, po zdrowym namyśle.do siebieBo gdybym teraz klął, kląłbym sam sobie.

Wchodzi Ketsby.

KETSBY

Jego Królewska Mość wzywa cię, pani,

I Waszą Miłość — i was, cni lordowie.

KRÓLOWA ELŻBIETA

Idę natychmiast. — A wy, milordowie,

Idziecież ze mną?

RIVERS

      Służymy ci, pani.

Wychodzą wszyscy prócz Glostera.

GLOSTER

Siejąc złe, pierwszy krzyczeć o to będę;

Własne bezprawia zwalę na kark drugim.

Klarensa, który w istocie z mej łaski

W ciemnicy siedzi, opłakiwać będę

Przed cymbałami takimi jak Stanley,

Hastings, Buckingham i wtykać im w ucho,

Że to królowa jejmość i jej klika

Podburza króla przeciw memu bratu.

Oni uwierzą i z swojej mię strony

Podżegać będą, ażebym się za to

Zemścił na Grey'u, Riversie, Woganie.

Wtedy głębokie westchnienie wydając,

Powiem im wedle słów Pisma Świętego:

Że Bóg nam każe dobrem za złe płacić;

Tak ubarwiwszy nagą mą niecnotę

Zbutwiałym pierzem z Biblii wyskubanem,

Świętym się wydam, gdym w gruncie szatanem. wchodzą dwaj mordercyLecz oto moich planów wykonawcy.

No i cóż, moje dziarskie, walne chłopcy?

Gotowi żeście tę rzecz spełnić zaraz?

PIERWSZY MORDERCA

Tak jest, łaskawy panie, i przychodzim

Po list, za którym by nas tam wpuszczono.

GLOSTER

Dobra przezorność, mam go tu przy sobie.oddaje im pismoStawcie się w Krosby, jak będzie po wszystkim,

Tylko się śpieszcie, bądźcie niezmiękczeni

I nie słuchajcie go: bo on wymowny,

Mógłby was wzruszyć i wzbudzić w was litość,

Gdybyście ucho mu podali.

PIERWSZY MORDERCA

      Spuść się

Na nas, milordzie; my nie lubim rozpraw,

Kto wiele gada, mało czyni: wierzaj,

Że użyjemy rąk, nie gąb.

GLOSTER

      Wam z oczu

Młyńskie kamienie kapią, moje zuchy,

Tam, gdzie łzy ciekną z oczu niedołęgom;

Lubię was za to. — Dalejże do dzieła!

Śpieszcie się!

PIERWSZY MORDERCA

Śpieszym, miłościwy książę.

Wychodzą.

SCENA CZWARTA

Więzienie w Towrze.

Wchodzi Klarens i Brakenbery.

BRAKENBERY

Co dziś tak smutno Wasza Cześć wygląda?

KLARENS

Miałem noc zeszłą bardzo niespokojną,

Pełną okropnych snów, straszliwych widzeń.

Jakem chrześcijanin i uczciwy człowiek,

Nie chciałbym spędzić drugiej takiej nocy

Za nieprzerwany ciąg dni najszczęśliwszych;

Tak pełne zgrozy były te marzenia.

BRAKENBERY

Jakież to były marzenia, milordzie?

KLARENS

Zdawało mi się, żem się stąd wyłamał

I na okręcie płynął do Burgundii;

Będący ze mną tamże brat mój, Gloster,

Z wnętrza kajuty wywiódł mnie na pokład;

Spoglądaliśmy stamtąd w stronę Anglii,

Mówiąc o smutnych kolejach tych wojen,

Między domami Yorków i Lankasterów,

Któreśmy przeszli. Gdyśmy tak chodzili

Po kołyszących się deskach pokładu,

Zdawało mi się, że się Gloster potknął,

I upadając, mnie, com go chciał wstrzymać,

Zrzucił przez burtę w odmęt morskich wałów.

O, jakąż męką zdało mi się tonąć!

Jak przeraźliwy szum wód miałem w uszach!

Jak szpetny widok śmierci przed oczyma!

Zdawało mi się, jakobym był świadkiem

Tysiąca rozbić, jakobym tysiące

Widział ciał ludzkich, które ryby jadły;

Kotwice, bryły złota, stosy pereł,

Drogie kamienie, kosztowne klejnoty,

Porozrzucane zewsząd na dnie morza:

Niektóre tkwiły w czaszkach; w wydrążeniach,

Gdzie niegdyś oczy mieszkały, widziałem

Jakby na pośmiech błyszczące brylanty,

Co się wdzięczyły do podwodnych szlamów

I natrząsały z kości w krąg rozpierzłych. —

BRAKENBERY

Jakieś mógł, mości książę, w chwili śmierci

Te tajemnice otchłani uważać?

KLARENS

Nie wiem, jak się to działo, ale mogłem.

Nie razem ducha oddać usiłował,

Ale zawzięta fala wciąż go we mnie

Zatrzymywała i nie chciała puścić

Na wolne, pełne, otwarte powietrze;

Dusiła mi go w zaciśniętej piersi,

Która pękała prawie, chcąc go z siebie

W morze wyzionąć.

BRAKENBERY

      Czyli żeś się, panie,

W tym pasowaniu z śmiercią nie przebudził?

KLARENS

Nie: sen mój ciągnął się dalej po śmierci,

Wtedy, o, wtedy zwaliła się burza

Na duszę moją. Ów groźny przewodnik,

O którym tyle pisali poeci,

Przez smętną powódź przewiózł mnie do krain

Wiecznego mroku. Tam błędną mą duszę

Spotkał nasamprzód mój dostojny ojczym,

Sławnej pamięci Warwik, który gromkim

Rzekł głosem: «Jakąż kaźń za wiarołomstwo

Znajdzie w tym ciemnym państwie zdrajca Klarens?»

I zniknął. Potem zjawił się przede mną

Inny duch, istny anioł, z jasnym włosem

Krwią obryzganym i krzyknął: «To Klarens,

Fałszywy, zmienny, wiarołomny Klarens,

Co mię na polach pod Tiuksbury zabił.

Chwyćcie go, furie, weźcie go na męki!».

Wtedy otoczył mię zastęp złych duchów

I wył mi w uszy tak przerażająco,

Tak strasznie, żem się aż zbudził, drżąc cały,

I długo jeszcze potem rozumiałem,

Że jestem w piekle: tak okropne sen ów

Na mym umyśle uczynił wrażenie.

BRAKENBERY

Nie dziw, milordzie, żeś się tym przeraził;

Mnie sam ten opis dreszczem już przejmuje.

KLARENS

O, Brakenbery, jam zrobił to wszystko,

Co teraz świadczy przeciw duszy mojej;

Jam dla Edwarda to zrobił i patrzże,

Jak on mi teraz za to się wywdzięcza.

O, Boże! jeśli me gorące modły

Gniewu Twojego nie mogą przebłagać,

Jeśli ukarać chcesz moje występki,

To wywrzyj swoją zemstę na mnie tylko!

Oszczędź niewinną żonę mą i dzieci! —

Nie odchodź, proszę, kochany dozorco:

Głowa mi cięży, na sen mi się zbiera —

Zostań tu przy mnie.

BRAKENBERY

Zostanę, milordzie.

Oby Bóg waszą książęcą mość skrzepił

Błogim spoczynkiem!

Klarens siada w krześle i wkrótce potem zasypia

      Zmartwienia mieszają

Porządek czasu i wytchnienia chwile,

Z nocy poranek, z południa noc czynią.

Tylko tytuły są korzyścią książąt;

Blask ich zewnętrzny opłacany bywa

Wewnętrzną nędzą, za marne złudzenia

Znoszą częstokroć nawał trosk niezbytych;

Tak, że ich doli od nędzarza losu

Nic nie odróżnia, krom czczego rozgłosu.

Dwaj mordercy wchodzą.

PIERWSZY MORDERCA

Hola! jest tu kto?

BRAKENBERY

Czego chcesz, wasze? jakeś się tu dostał?

PIERWSZY MORDERCA

Chcę mówić z Klarensem, a dostałem się tu na nogach.

BRAKENBERY

Tak węzłowato?

DRUGI MORDERCA

Lepiej węzłowato niż rozwlekle. —

Pokaż mu papier; nie traćmy czasu na gadanie.

Oddaje papier, Brakenbery czyta.

BRAKENBERY

Odbieram rozkaz, abym szlachetnego

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.