drukowana A5
18.56
Król-Duch

Bezpłatny fragment - Król-Duch


Objętość:
74 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0934-5

Rapsod I

Pieśń I

I

Cierpienia moje i męki serdeczne,

 I ciągłą walkę z szatanów gromadą,

Ich bronie jasne i tarcze słoneczne,

 Jamy wężową napełnione zdradą

Powiem... wyroki wypełniając wieczne,

 Które to na mnie dzisiaj brzemię kładą,

Abym wyśpiewał rzeczy przeminięte

I wielkie duchów świętych wojny święte.

II

Ja, Her Armeńczyk, leżałem na stosie

 Trupem... przy niebios jasnej błyskawicy;

Kaukaz w piorunów się ciągłym rozgłosie

 Odzywał do ech ciemnej okolicy.

Niebo sczerniało...ale świeciło się

 Grzmotami, jak wid szatańskiej stolicy.

A ja świecący od ciągłego grzmota

Leżałem. — Zbroja była na mnie złota.

III

I duch niewyszły z umarłego ciała

 Czuł jakąś dumę, że spokojnie leży;

A nad nim ziemia poruszona grzmiała

 I unosiły się duchy rycerzy.

Trójca widm mój stos ogniem zapalała,

 A ja czekałem, aż piorun uderzy;

Tak byłem pewny, że w owe rumiane

Grzmotem powietrze jak duch zmartwychwstanę.

IV

Już przybliżały straszne czarownice

 Chwast zapalony i suche piołuny

I moje blade oświeciwszy lice,

 Wrzeszcząc, posępne swe śpiewały runy;

Kiedy je trzasły aż trzy błyskawice

 I trzy siarczane ogniste pioruny;

I tak strzaskały płomienie czerwone,

Żem je nie martwe sądził, lecz zniknione.

V

Wtenczas to dusza wystąpiła ze mnie

 I o swe ciało już nie utroskana,

Ale za ciałem płacząca daremnie,

 Cała poddana pod wyroki Pana;

W Styksie, w letejskiej wodzie albo w Niemnie

 Gotowa tracić rzeczy ludzkich miana,

Poszła: — a wiedzą tylko Wniebowzięci,

Czym jest moc czucia! a strata pamięci!

VI

Tam, kędy dusze jasne jak brylanty

 Swe dobrowolne czyniły wybory,

Moc utrudzona biegiem Atalanty

 Szukała tylko szczęścia i pokory...

Orfeusz między ptaki muzykanty

 Szedł umęczony i na sercu chory;

A jam pomyślał, że mu śpiewem będzie

Składać i skrzydła rozszerzać łabędzie.

VII

Ulisses poszedł w prostego oracza,

 Aby odpocząć po swych wędrowaniach.

Tak ludziom Pan Bóg zmęczonym wybacza!

 I odpoczywać daje w zmartwychwstaniach!

Niech wyniszczony pracą nie rozpacza,

 Że mu na ogniach braknie i błyskaniach,

Ani też myśli, że jest upominek

Dla ducha większy jaki — nad spoczynek.

VIII

Ja sam z harmonią obeznany młodą,

 Własnego ciała nie chciałem odmiany.

I siadłem smutny nad letejską wodą,

 Nie usta moje myjąc, ale rany.

Odtąd już nigdy nad cielesną szkodą

 Nie płakał mój duch z ciała rozebrany,

Ani za wielką sobie brał wymowę

Otwierać tych ran usta purpurowe.

IX

Wszakże letejską przykładając wodę

 Do ran — by pamięć boleści straciły,

Niejedną poniósł na pamięci szkodę,

 Niejeden obraz stracił senny, miły.

Jutrzenek greckich różaną pogodę

 Duchy mu nagle ręką zasłoniły,

A pokazały — jako świt daleki,

Umiłowaną odtąd — i na wieki!

X

Ani gwiaździce, co się w morzach palą,

 A mają w świetle tęczowe kolory

I są gwiazdami w ciemnicy pod falą

 Tak błyszczącymi, że mórz dziwotwory,

Delfiny w morzu swoje łuski skalą

 I obchodzą je cicho jak upiory;

A płynąć wierzchem nad nimi nie śmieją,

Tak mocno w morzu te gwiazdy jaśnieją!

XI

Ani tych gwiaździc jasność tajemnicza

 Tak nie przeraża owe pierwopłody,

Jak piękność, którąm ja poznał z oblicza

 We mgłach letejskiej zapomnienia wody.

Nad nią dźwięk, duchów girlanda słowicza;

 Pod nią, jakoby złote zejścia schody

Na świat daleki i zamglony wiodły,

Na kwiatki jasne pod ciemnymi jodły.

XII

Z tych łąk i z tych puszcz, jakby wiatr poranny

 Pieśnią zapraszał na ziemię szczęśliwą;

Szedłem... choć strzały numidzkimi ranny...

 Niepewny, czy śmierć? czy żywota dziwo?

Czy Irys, którą na świat znosi szklanny

 Obłok? a tęcze świecące nad niwą

Tyle kolorów i słońc tyle mają,

Że ją nad ziemią na światłach trzymają?

XIII

Ona przede mną do lesistych zacisz

 Weszła... a harfy śpiewały wiatrzane:

«Dobrze ją poznaj, bo wkrótce utracisz,

 Jak sny przez dobre duchy malowane;

Żywot tysiącem żywotów zapłacisz;

 A zawsze jedną tę serdeczną ranę

Przyciśniesz w piersi rękami obiema;

Tę jedną smętną ranę: że Jej nie ma!

XIV

Sławę ci damy, lecz tobie obrzydnie,

 Serce ci damy, ale spustoszeje.

Przyjdzie do tego, że będziesz bezwstydnie

 Urągał w Bogu mającym nadzieję».

Na to ja: «Niechaj me oczy rozwidnię

 Rubinem, który z jej ust światło leje,

A nie dbam o to, co mię dalej czeka:

Żywoty ducha, czy męki człowieka!

XV

W jednę girlandę męki me uwiążę

 Jak człowiek, który za tysiące czuje

I tą girlandą, jako świata książę,

 Czoło uwieńczę i ukoronuję;

Niechajże na mnie idą duchy węże!

 Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!

Niech mię ognistą otoczy otchłanią...

Choćby aż w piekło wiodła — pójdę za nią!»

XVI

Pamiętam ten głos i straszne zaklęcie,

 Na które odwrzasł mi duch: «To Królowa!»

I całe mego ducha wniebowzięcie

 Upadło... A wtem jasność przyszła nowa

I w tem powietrzu jako w dyjamencie

 Ukazał się wid... Piękność, córka Słowa.

Pani któregoś z ludów na północy,

Jaką judejscy widzieli prorocy...

XVII

Słońce lecące trzymała nad czołem,

 A miesiąc srebrny pod nogami gniotła;

Szła nad lasami i leciała dołem

 Nad chaty jako komeciana miotła;

Tęcze ją ciągłym oskrzydlały kołem;

 W słońcu girlandy niby z kwiatów plotła

I na powietrze rzucała niedbale

Perły-jaśminy i maki-korale.

XVIII

Błękit się cały zdawał uśmiechniony,

 Pełny języków złotych niby fala;

Jak atłas, który bierze różne tony

 I drząc, swe hafty gwiaździste zapala;

Tak niebo za nią od północnej strony

 Gwiazdy swoimi łyskające z dala,

Różnym się dało gwiazdom pozłacanym

Ukazać... w ogniu od zorzy rumianym.

XIX

Więc czego woda letejska nie mogła,

 To ona swoim zrobiła zjawieniem,

Że moja dusza na nowe się wzmogła

 Loty i nowym buchnęła płomieniem.

A jako pierwszy raz ciało przemogła

 I uczyniła swoim wiernym cieniem...

Opowiem. — Ja, Her, powalony grzmotem

Nagle gdzieś w puszczy, pod wieśniaczym płotem

XX

Budzę się. — Straszna nade mną kobiéta

 Śpiewała swoje czarodziejskie runy.

«Ojczyzna twoja — wrzeszczała — zabita;

 Ja jedna żywa... A ty zamiast truny

Miałeś mój żywot. Popiołem nakryta

 I zapłodniona przez proch i piołuny

Wydałam ciebie, abyś był mścicielem!

Synu popiołów, nazwany Popielem.

XXI

Sam jeden jesteś, ale cię przymioty

 Ojców napełnią... a ja dam dwa duchy:

Na prawo stanieć jeden Anioł złoty,

 Na lewo jeden z krwi i zawieruchy;

Ci dwaj, ty trzeci i mój głos jak grzmoty

 Pędzący w zemstę». To mówiąc, pieluchy

Moje chwytała i trzęsąc nad głową,

Rzucała dzieckiem jak skrą piorunową.

XXII

Jeszczem nie dorósł, a już karmem duszy

 Zemsta mi była, a nauką zdrada.

Często bywało, że ktoś włos mi ruszy

 I we śnie do mnie jak anioł zagada;

Gdy spojrzę, liść się tylko zawieruszy

 I w kształt złotego widma wstaje, pada,

Czasem na moją pierś tumanem runie,

Ręka mi zadrży, nóż się sam wysunie.

XXIII

O! pierwsze mego ducha nawałnice!

 Jakże wy straszne wstajecie w pamięci!

Widzę tę straszną krew jak błyskawicę,

 W której się mój duch niby gołąb kręci;

Dziś, nieraz, kiedy w czarną okolicę

 I w puszczę wejdę, to mię coś tak smęci,

Że radbym własne wyrywał wnętrzności!

Albo u bolów swych prosił litości!

XXIV

Do gwiaździc morskich tajemniczej jaśni

 Porównywałem to ludu zjawienie,

Który żył w chatach próżen wszelkiej waśni,

 A miał z jabłoni swój napój i cienie.

Królowie jemu panowali właśni;

 Cudowne jakieś Lecha pokolenie!

Mające w sobie całe Polski Słowo,

I moc, i rózgę cudów mojżeszową.

XXV

Teraz wiem, jako duch pod ziemią widzi,

 A w ślepym często ten cud ujrzysz dziadu,

Którego wiejski ci pies nienawidzi,

 Żurawianemu gdy podobne stadu

Za nim się wloką duchy; świat zeń szydzi,

 Ale go chłopek czuje królem gadu;

I wie, że na te źrenicy blachmanyBije świat duchów tęczą malowany.

XXVI

Te oczy ręką zasłonione bożą

 Czasem pod ziemią idą złotą żyłą,

Aż im się ciemne kurhany otworzą,

 Jak gdyby słońce pod ziemią świeciło.

Blachy się złote na wzrok ludzki srożą!

 Proch ludzki wstaje pod wziętą mogiłą

I w kształt człowieka znowu się układa,

Na nogi wstaje i w proch się rozpada.

XXVII

Oni to widzą... właśnie... gdy gromada

 Urąga... śledząc zamyślone czoło.

Ta mądrość, która cały świat spowiada,

 Dawniej perłową wieńczona jemiołą,

Z królem na tronie lub przy królu siada

 I w płomieniste się upiorów koło

Zamyka: nie czar... nie próżna guślarka,

Lecz mądrość — chorób duchowych lekarka.

XXVIII

Więc wkoło... wioski w wieńce kaliniane

 Strojne i Roki poświęcone duchom,

Mogiły kozom i pasterzom znane,

 Trzody dziwiące się ptaków rozruchom,

Mogiły dawne! dawno zapomniane!

 Dawno oddane mgłom i zawieruchom!

Z darni odarte...

XXIX

Czasami tylko jaki zwyczaj dawny,

 Indyjski, na kształt złotego upiora

W lasach powstanie... Kiedy rycerz sławny

 Umrze... to lud go grzebie jak Hektora:

Dwanaście koni bije i krwią spławny

 Stos... gdzieś pod lasem... pod mgłami wieczora,

Ubrany w rogi jelenie i w głowy,

Zamienia w ogień... i w słup purpurowy.

XXX

Wieszcze się jawią w ogniu i guślarze,

 Przepowiadają przyszły świat nieznany.

Co w pieśni stworzą, to się wraz pokaże

 Przyprowadzone na świat przez szatany.

Każdy wiek wielkie miał prawdy ołtarze,

 Cześć ducha, ducha namiętne kapłany,

Którzy, wyroki uprzedzając boże,

Dla ciał... nie krzyże mieli... ale noże.

XXXI

Wzgarda je wielka ku ciału paliła,

 A duch upajał jak sok bachusowy.

Niejedna teraz Druidów mogiła,

 Którą oplata wkoło krzew różowy,

Kiedy ją słońca strzała wskroś przeszyła

 I przeszył ogień zorzy brylantowy...

Gdy wejdziesz w ciemne granitowe bramy,

Pokaże ci swe słońca: krwawe plamy...

XXXII

A jednak ty się nie cofasz przed nimi?

 A choćby miesiąc był, nie czujesz trwogi?

Ale jak żuraw skrzydłami ciężkimi

 Próbujesz nowej po błękitach drogi.

Między głazami dawniej czerwonymi,

 Między miesiącem i polnymi głogi

Srebrne się ciągle jakieś wstęgi snują,

Po których myśli jak sny przelatują.

XXXIII

W takich kościołach, Duch z wysokim czołem,

 Sądząc, że nigdy świat się nie odmieni,

Obecność wtenczas mię dręczącą kląłem,

 Nogą trącałem czoła tych kamieni:

«Padajcie, głazy, przed ducha aniołem!» —

 Krzyczałem — «jako gromada jeleni

Przed mą niszczącą myślą uciekajcie!

Trupy grobowców tych... gińcie lub wstajcie

XXXIV

I nic! Urągał mi ten świat cichością

 I biegiem, co jak żółw za słońcem chodzi.

Nad południowych gdzieś łąk zielonością...

 Bom przewędrował kraj, który mię rodzi...

Inaczej z trupów postępował kością

 Lud, który palił umarłego w łodzi

I w mgieł krainę posyłał gościnną

Z umiłowaną kochanką niewinną...

XXXV

Ja, syn wyrżniętych ludów... ja, istota

 Nieznana wtenczas na ziemi nikomu...

Gdy obaczyłem, jako ta łódź złota

 Lepszą się zdaje od ziemskiego domu,

Jak płomień pod nią huczy i druzgota

 Garście suchego liścia, pęki łomu,

A na te śpiące, we śnie rozkochane,

Rzuca swe straszne jutrzenki różane:

XXXVI

Gdym to obaczył — a wysłuchał śpiewu

 Dziewicy (grobów smętnego słowika),

Która złotemu się tej łodzi drzewu

 Tak wydawała, jak kwiat słonecznika,

A już od krain zaświatnych powiewu

 Brała głos nowy i światłość płomyka...

Już tchem... już ogniem była... już bez ciała...

Już mgłą... a jeszcze za światem śpiewała.

XXXVII

Gdym to obaczył... tom kupcowi temu

 (Bo kupiec jakiś to był, który gorzał)

Zazdrościł drogi... sam nie wiedząc czemu...

 Drżąc, abym kiedyś duchem nie zubożał,

Skrzydeł nie stracił, które ku złotemu

 Światowi niosą, jak lew nie zesrożał,

Nie szedł na tamten świat z szatana trwogą,

Jak duch... na czarnej łodzi... bez nikogo....

XXXVIII

Przerażon w lasy wróciłem rodzinne,

 A wkrótce wziął mię Lech król za pachołka.

Jam oczy groźne miał i ręce czynne,

 I uwiązany cel do wież wierzchołka.

Trucizny wlano w to serce niewinne!

 A zemsta, jako pierwsza apostołka,

Ciągle kłóciła mię z ludźmi i z losem...

A głos jej czasem nie był — ludzkim głosem.

XXXIX

Więc ile razy posłucham jej rady,

 (A rada była dla ducha fatalna)

To widzę, że mi na świecie zawady

 Usuwa jakaś ręka niewidzialna.

Na działającą moc patrzałem blady,

 Sądząc, że biała mi orlica skalna

Zlatuje na hełm... usiada na czele...

I drogę moją piorunami ściele.

XL

Żądałem wodzem być... i wraz dwa wodze

 Krwi rozszalonej piorun w mózg uderzył.

Ja, co bywało za stadami chodzę,

 Kiedym się z duchy ciemnymi sprzymierzył,

Teraz tak straszny!... że komu Ja szkodzę,

 Choćbym się tylko nań myślą zamierzył...

Choćbym oczyma uderzył po stali...

W pancerz... i w serce ruszył — wnet się wali.

XLI

I sczerniał cały świat: a Ja, syn borów,

 Patrzałem jako na las do wycięcia.

Spod przyłbic wielkich bladość mię upiorów

 Trwożyła. Byłem pierwszą ręką księcia.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.