drukowana A5
17.46
Czem chata bogata, tem rada

Bezpłatny fragment - Czem chata bogata, tem rada


Objętość:
64 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0400-5

Słówko do czytelnika

Za sumienny dla się poczytuję obowiązek,na czele tego skromnego zbiorku poezjirzec słówko do czytelnika za młodym,skromnym autorem, który obecnie odważa się wejść w szranki naszych pieśniarzy.Od lat kilku mieszkający w moim domu,u tychże zródeł wioski, miłości ludu,przyrody, książki, doli i niedoli czerpałswoje natchnienia, co my sami. Udarowany wrodzoną zdolnością, od nas może powziął ochotę do pieśni, przy nas ją może rozwinął, ale rozwinął samoistnie. Zanaszą na koniec poradą puszczając w światswoje piosnki, co się długo odbijały tylko od ściany domowej, chciał abyśmywywiedli go jako debiutanta na scenę publiczną, z której deskami bardziej jesteśmy oswojeni.

Idź młody piewco! Leć młody ptaku!

Niech się twój zapał co chwila budzi:

Śpiewać w litewskich piewców orszaku,

To znaczy śpiewać dla dobrych ludzi.

Kochać tych ludzi — serca nie szkoda;

Śpiewać — nie szkoda piersi młodzieńczej:

Bo każda nuta, co się im poda,

Zaraz w ich sercach mile oddźwięczy.

Ja znam te serca! Trafisz najprościej

W duszę słuchacza, sąsiada, brata;

Jeno kołataj w imię miłości,

Postaw, czym chata twoja bogata; —

A nie pogardzą twoją chudobą,

Przyjdą gromadnie do twego stołu,

I chleb duchowy rozłamią z tobą,

I łzę wyleją z tobą pospołu.

Śmiało się, grajku, spuść na ich serca:

Nie ogadają twojego chleba.

A choć się znajdzie jaki oszczerca,

To się i tutaj troszczyć nie trzeba:

Bo ten lud Boży tak go zasyczy,

Że sam odwoła słowa goryczy.

O serce Litwy, jakby o ścianę,

Krzepko oparty, przypatrz się nieco:

A piosnki twoje wiatrem rozwiane

Lotem jaskółki nasz kraj oblecą;

Nad każdym oknem strzechy Litwina

Będzie twe gniazdo, twoja gościna.

Dla twoich pieśni szerokie echo,

Szerokie pole dla twego trudu.

Patrz na te wioski: pod każdą strzechą

Żyją gromadki Bożego ludu.

Zajrzyj w ich serca — jak tam bogato!

Niechże to skarby piosnka rozświeci.

Spojrzyj na dymy nad każdą chatą,

Z nimi pod niebo niech myśl poleci,

Niechaj wybłaga o łaskę Nieba,

Czego tym chatom, tym sercom trzeba

Grusze na polach, krzyże z mogiły,

Wieże kościelne, swojskie powietrze —

Jakież to barwy na twej paletrze!

Jakiż z nich obraz stworzy się miły!

Jakże myśl każdą zamkniesz tu zwięźle!

Śmiało, malarzu, bierz się za pędzle.

O, dobrzy ludzie litewskiej włości!

Przyjmijcież piewcy dar niebogaty: —

I ja przyszedłem do was przed laty

Bez żadnych zasług okrom miłości;

Mnie spotkał uśmiech waszego oka,

Waszym współczuciem dotąd się pieszczę —

Wszak niwa piosnek taka szeroka,

Tyle zostaje wyśpiewać jeszcze,

Na tyle taktów piosnka się klei,

To o cierpieniach, to o nadziei.

Och, nie zawadzi — och, nie zawadzi

W struny rodzime zagrać goręcej!

Wy, jako tuszę, będziecie radzi,

Że jeden pieśniarz przybędzie więcej:

Przyjmijcież sercem braterskie dźwięki,

Odbijcie w sercach echo piosenki.

Patrz za górami na przestrzeń mglistą:

Świat promienieje albo się chmurzy.

Przygotuj czoło, młody lutnisto,

Na wieniec cierni i wieniec róży; —

I wyśpiewując, co serce mieści,

Umiej być wesół kiedy wesele,

Płacz z bolejącym w chwilę boleści,

Ukazuj braciom ich wyższe cele.

Nie zginie piosnka w piosenek tłumie:

Bóg cię nagrodzi, a kraj zrozumie.

Wł. Syrokomla

Lipiec, Borejkowszczyzna.

Postrzyżyny

Bóg zesłał was, Bracia, na me postrzyżyny:

 Witamy was chlebem i solą!

Ja nie mam tu ojca, ni matki jedynej —

 Wy za nich obdzielcie mnie dolą.

Uczyńcie modlitwę (Pan niebios wysłucha),

 By dusza nie darmo szukała

I rosy niebieskiej, posiłku dla ducha;

 I ziemskiej płodności — dla ciała.

Po świętym obrzędzie — usiądźcież, Rówieśni!

 To moja odświętna biesiada,

Plewiste kołacze, nieświeże już pieśni:

 Czym chata bogata, tym rada.

Jam Litwin — ach! wstyd mi, o Goście łaskawi!

 Że wziąłem co lepsze z mej kleci,

A piękne się danie przed Wami nie stawi,

 Gwiaździsta piosenka nie świeci!

Tu wrota na oścież, tu domek wciąż roście,

 Tu sercem każdego się raczy;

Nie taką biesiadą częstują swe goście,

 Nie taką piosenką — słuchaczy.

Lecz zawsze i chleba czarnego okrucha

 Coś z mocy zasilnej posiada,

I pieśń, choć uboga, jest krewną dla ducha...

 Czym chata bogata, tym rada.

Ja winem zielonym, co rzeźwi nam łono,

 Z kolei przepijałbym szczerze;

Ja mleko ptaszęce, ja rosę sperloną

 Na Wasze bym nosił talerze; —

Lecz gdzie są te dziwy? Gdy byłem pacholę,

 Nikt żywy nie wskazał mi drogi!

Dziś, kiedy odgadłem — pańszczyzna za rolę

 Skowała mi ręce i nogi.

Pracuję przed sobą, pracuję za sobą,

 Lecz mozół daremnie przepada.

O Bracia serdeczni! nie gardźcie chudobą:

 Czym chata bogata, tym rada.

Wiem o tym, że kędyś są dziwni pieśniarze,

 Co kiedy zanucą dla gości,

Promienią się serca, promienią się twarze

 I ludzie aż płaczą z radości.

Jam takich nie zaznał: me sioło biedacze

 Nie widzi radośnej niedzieli;

Tu jedno śpiewają żniwiarki, oracze,

 Co cierpią, co dawniej cierpieli.

Nie umiem inaczej; a w świętej mnie chwili

 Chce pieśni obyczaj z pradziada —

Nie wolno go łamać! przebaczcie, o mili!

 Czym chata bogata, tym rada.

Lecz kiedy mej wiosce trzy słonka zabłyśnie

 I dusze wesołość ogarnie,

Gdy rola, dziś chora, plon wyda korzystnie

 I biedne napełni śpiżarnie; —

O! wtedy Was prosim na inne obrzędy,

 Na białe kołacze bez pleśni,

Na piwo pieniste, na szumne gawędy,

 Na pieśni — nie takie już pieśni!

Dziś — dzięki Wam, Bracia, że przyszliście z dali,

 Uświęcić mój dzionek nie lada,

I chleba zażyli, i pieśni słuchali...

 Czym chata bogata, tym rada.

Dzień pierwszy wiosny

Zawiośniało wiele mało,

      Słonko w górę pnie się,

Po spadlinie woda płynie,

      Taje śnieg na strzesie.

Z brzaskiem dzionka pieśń skowronka

      Rozwesela ludzi —

Och! na gody do swobody

      Bóg przyrodę budzi!

Kmieć wesoły, na swe woły

      Jarzmo naporządza;

W każdym łonie ogniem płonie

      Jakaś nowa żądza.

Smutny stoję!... Serce moje,

      Przecz nie bijesz głośniéj?

Czyż się w tobie, jakby w grobie,

      Nigdy nie zawiośni?

Wspomnieć miło, co to było

      Onegdajszej wiosny!

Człek był inny, tak dziecinny,

      Pusty, tak radosny!

Tak śpiewaniem, tak kochaniem

      Wszystkie czucia brzmiały,

Że w ramiona, że do łona

      Tuliłby świat cały!

Toż z zapałem wzrok mój słałem

      W siedziby aniołów;

Dziś się głowa w dłonie chowa,

      Ciężka jakby ołów.

Toż piosneczka skowroneczka

      Szczęściem pierś zaludni;

Dziś szeleści smutne wieści

      Jak w bezwodnej studni.

Toż szalony, na przegony

      Z wiatrami biegałem;

Dziś się sunę, jakbym trunę

      Wiódł z ojcowskiem ciałem.

Prawda, zima srogo trzyma

      Aż — od Listopada;

Ziemia cała skamieniała,

      Jak trup sina, blada.

Lecz... czyż przecie wszystko w świecie

      Mróz tak ścina, suszy,

Że wyniszcza nawet zgliszcza

      Świętych uczuć duszy? ...

Cudów dzieło!... Coś mignęło,

      Jakieś ptaszę wieszcze:

„To nie cuda, to ułuda,

      To nie wiosna jeszcze!

To nie ona upragniona

      „Liczko swe odsłania:

To przedwieśnie — ona wskrześnie

      W sam dzień zmartwychwstania!”

Dni pustoty, śnie mój złoty,

      Więc mi powrócicie,

Gdy w naturze przejdą burze

      Wskrześnie nowe życie?

Więc mi wróci dawne czucie,

      Co pogardza znoje,

Dawna wiara, rzewność stara

      I kochanie moje?

I myśl łódka, wesolutka

      Wyrwie się mieliźnie,

Z objęć burzy się wynurzy

      Falom się wyśliźnie?!

Wolaż Boża! — u podnoża

      Twego, o Jehowo!

Smutną moję gęśl nastroję

      Na piosenkę nową.

I rozgłośnie młodej wiośnie

      Piosnka ma wybuja,

Z ludźmi społy i z anioły,

      Pod takt: Alleluja!

Miłość

Całą przyrodę jeden duch sprzęga:

Ten duch jest Miłość; — jak myśl zaścignie,

Od pyłku kwiecia, do planet kręga,

W niej mamy życia źródło i dźwignię.

Najpierwsze związki rodzinne, święte,

Ziarno, z którego miłość się wznosi.

To pierwsze kółko w sobie zamknięte,

To obieg ziemi wkoło swej osi.

Druga piękniejsza, czystsza i większa,

Miłość ojczyzny z pierwszej płynąca:

Ona to ziemski zawód upiększa,

To droga ziemi wokoło słońca.

Trzecia, co z obu pierwszych wykwita,

Zdumione myśli przed nią się korzą:

Jest to ludzkości miłość zakryta,

Po pochód światów za Myślą Bożą.

Gdy się zjednoczą potrójne koła,

Miłość Rodziny, Kraju, Ludzkości,

Kiedy je ziemia ogarnąć zdoła,

Wtenczas na ziemi Pan Bóg zagości.

Wicinnik na wiosnę

Słońce chmurki rozgania,

Wiosna rączkę nam poda,

Niemen skoczy z posłania,

Będzie niebo a woda;

My tą dróżką — drożyną

Popłyniemy z wiciną.

Co tam rapa, zawała!

Precz, kto lękasz się biedy!

Kto odważny — jak strzała

Do Królewca, Kłajpedy!

Jak my rannych żurawi,

Tam wiciny ciekawi.

Wraz na bacie k'nam zgrają

Płyną spasłe Niemczyska:

,,Mospan Polak!” wołają,

Starszy kupca uściska;

Oj, podskoczy okrutnie

Kiedy żytko nam utnie!

Byłoż ziarna bogato!

Podziobały je wróble,

Że choć prosto na lato,

Zęby schowaj gdzieś w kuble;

Reszta płynie do Gdańska...

Wola Bożka i pańska!

I tam jeść chcą niezgorzej:

Wszyscy Boża drużyna!

My im damy dar Boży,

Oni dadzą nam wina —

Ot i kupcy, i pany

Radzi będą z zamiany!...

Maszcie, druhu jedyny!

Wtenczas ciebie ustroję

W kraśną flagę i w liny,

Jak we wstęgi dziewoję,

I wicina popłynie

Ku serdecznej rodzinie...

Sierota

Ani u mnie siwe woły,

 Jak sokoły,

Ani owiec z białą wełną

 U mnie pełno,

I w gumienku, i w komorze

 Żal się Boże!

Nikt nie puka w moje wrota:

 Bom sierota.

W żółtym piasku ojciec leży

 Na wybrzeży;

Matka ojca nie przeżyła —

 I mogiła

Zasypała jej powieki

 Na wiek wieki;

Mną niedoli wicher miota:

 Bom sierota.

Wpośród obcych zła godzina!

 Jak kalina

Przezroczystą rosą z rana

 Posypana,

Gdy się w wiotkiej jej gałęzi

 Ptak uwięzi,

Ronię rosę — łzy żywota:

 Bom sierota.

Rówiennice płochą zgrają

 Mnie mijają; —

Na nich lama lśni zuchwale

 I korale,

Powiązane wstążką włosy

 Rusej kosy;

Na mnie jeno ruta złota:

 Bom sierota.

Innej wolno pobiec z pola,

 Gdzie swawola,

Gdzie z nią chłopak ukochany

 Wiedzie tany;

Ja go ujrzę raz w niedzielę

 Lub na dziele,

1 obmowa już grzechota:

 Bom sierota.

Boże, Boże! co im szkodzi,

 Żeśmy... młodzi?

Że nam trochę serce boli

 Z dobrej woli?

Że pomożem sobie w trudzie?...

 Ej ci ludzie!

Jaka krzywda?... nie dziwota:

 Bom sierota.

Niechże sobie dobrych ludzi

 Potwarz trudzi!

Gdy pod wieńcem młodzi staną —

 Zaprzestaną,

I do czarki się przysiędą,

 Sławić będą,

Że mnie zdobi praca, cnota:

 Bom sierota.

Choć za całe z Niebios wiano

 Trud nam dano —

Czyż nie dosyć, zdrowe ręce,

 Przy piosence

I przy lubym, co mnie schroni

 Od złej toni?...

O! nie będziem darli kota:

 Bom sierota.

Do swojej świty

Świto moja z samodziału!

Dzień po dzionku nam ucieka,

Starość zbliża się pomału

Do odzieży, do człowieka.

I my gości na spotkanie

Bez wytchnienia śpieszym wierni,

Nim zasypią mnie w kurhanie,

Nim cię dadzą do papierni...

Któż nas wspomni? Kto opiejeBratnim sercom nasze dzieje?

Gdybym umiał żyć dla chwili,

Szedłbym w służbę między pany:

Tam by guzy ci przyszli

Z Porajami lub Pomiany;

A gdy zdrowie się styrałoDo ostatniej odrobinki,

Ty byś miała skrzynię białą,

Ja łaskawy chleb — docinki;

I po śmierci w panów dworze

Pamiętano by nas może.

Gdyby przyszło mi do głowy

Żebrzeć uczuć jak jałmużny,

Dałbym krój ci żurnalowy —

Znęcić oczy nieostróżnej;

I rozkosze bym polubił

U kościelnych nawet kratek

Ładny posag bym zaślubił,

Ładną żonę na przydatek;

Ta po zgonie — rok bez mała

Nas by pewnie wspominała.

Gdyby sława mnie nęciła,

Świat stratowałbym kopyty,

I jak Cezar lub Attyla

Był wielkością upowity;

Potem drzemał syty chwały,

Piasek oczy nim zasypie;

O mych cnotach znać by dały

Płatne treny na mej stypie;

A dla cześci — ciebie pono

Do muzeum by złożono.

Darmo! darmo!.. nie dla ciebie,

Szara świto, krój bezcześci;

Myśl o blasku i o niebie

W jednej głowie się nie zmieści.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.