drukowana A5
24.41
Poezje dla dzieci do lat 10, część II

Bezpłatny fragment - Poezje dla dzieci do lat 10, część II


Objętość:
127 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, druk czarno-biały
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-5268-6

Nasz świat

I miasto i wioska

To jeden nasz świat!

I wszędzie, dziecino,

Twa siostra, twój brat!

I wszędzie, dziecino,

Wśród lasów, wśród pól,

Jak ty czują radość,

Jak ty czują ból.

Dzień dobry

Zaszumiało nasze pole

Złotą pieśnią zbóż,

Wschodzi, wschodzi śliczne słonko

Wśród różanych zórz.

Wschodzi, wschodzi złotą drogą

Nad ten ciemny las,

A skowronek z gniazdka leci,

Piosnką budzi nas.

Dobry dzień ci, wiosko miła,

Drogi domku ty!

I wy świeżo rozkwitnione

Pod okienkiem bzy!

Dobry dzień wam, dobrzy ludzie,

Co idziecie w świt,

Z jasną kosą na ramieniu

Miedzą wpośród żyt!

Dobry dzień wam, lasy ciemne,

Stojące we mgle,

I ty, mały skowroneczku,

Co zbudziłeś mnie!

Czytanie

No, już na dziś dość biegania!

Niech tu nisko siądzie Hania,

Julcia z lalką wyżej trochę,

Na kolana wezmę Zochę,

Bo Zosieńka jeszcze mała...

No, i będę wam czytała.

O czem chcecie? — Ja chcę bajkę

Jak to kotek palił fajkę!

— A ja chcę o szklanej górze,

Gdzie to rosną złote róże!

— A ja chcę o jędzy babie,

Co ma malowane grabie!

— A to ja chcę o tym smoku,

Co to pękł z jednego boku! —

— Ejże! Co wam przyjdzie z bajki?

Czy to koty palą fajki?

Na cóżby się zdały babie

Jakieś malowane grabie?

Czy kto widział złote róże?

Czy kto był na szklanej górze?

Wszak wam wiedzieć będzie miło,

Co się u nas wydarzyło.

Posłuchajcie...

      W bok Kruszwicy

Żył Piast w cudnej okolicy...

Miał synaczka...

      — Wiemy! Wiemy!

— No i chcecie?

      — Chcemy! chcemy!

Sierotki (W oknie stoją dwie sieroty...)

W oknie stoją dwie sieroty:

— Ach miesiączku ty nasz złoty,

Co u niebios świecisz bramy,

Czyś nie widział naszej mamy?

— Oj widziałem, moja miła!

Idź do dzieci mych — mówiła —

Niech pracują, niech nie płaczą,

To mnie w sercu swem zobaczą.

Cichy wieczór

Cichy wieczór już zapada,

Zgaśnie zorza wnet,

A pod lasem, pod olszowym,

Słychać rżenie — het!

Siwy konik tam się pasie,

Siwy konik mój;

Jest tam łączka z drobną trawką,

Jest kryniczny zdrój!

Siwy konik rży po łące,

Rozlega się głos;

Leci echo od olszyny

Polem pełnem ros.

A miesiączek cicho wstaje,

Lipa sypie kwiat.

Cudnaż, cudna noc ta letnia,

Cudny jest nasz świat!

Dobranoc

Dobranoc, ty wiosko,

Dobranoc, kochana!

Oj będziesz ty spała

Do nowego rana.

Do nowego rana,

Co wzejdzie na niebie,

Kiedy nowa wiosna

Znów obudzi ciebie.

Dobranoc, ty wiosko,

Dobranoc, kochana!

Oj będziesz ty spała

Do nowego rana!

Wiatr

— Czego ty jęczysz, ty bujny wietrze

I czego tak zawodzisz?

Czemu nie siedzisz w chateczce swojej,

Tylko po polu chodzisz?

— Oj! tego jęczę, tego zawodzę,

Moje ty drogie dziecię,

Że nie mam chatki, rodzonej chatki

I tułam się po świecie.

Śnieżyca

Zahuczały, zaświstały

Wichry w srebrny róg:

Leci, leci tuman biały,

Aż na chaty próg.

Na tej chaty próg lipowy,

Co ochrania nas,

Co otula nasze głowy

W złej śnieżycy czas.

A ja stoję u okienka,

A ja patrzę wdal;

Milknie, cichnie ma piosenka,

Serce chwyta żal.

Oj nie jedna tam sierota

Na tem zimnie drży!

Wiatr chuściną biedną miota,

A mróz ścina łzy...

O ty, chato nasza droga,

Rozszerz ściany swe!

Pójdź, sieroto, dziecię Boga,

My utulim cię!

Rzeka

Za tą głębią, za tym brodem,

Tam stanęła rzeka lodem;

Ani szumi, ani płynie,

Tylko duma w swej głębinie:

Gdzie jej wiosna,

Gdzie jej zorza?

Gdzie jej droga

Het do morza?

Oj, ty rzeko, oj, ty sina,

Lody tobie nie nowina;

Co rok zima więzi ciebie,

Co rok wichry mkną po niebie.

Aż znów przyjdzie

Wiosna hoża

I popłyniesz

Het do morza.

Nie na zawsze słonko gaśnie,

Nie na zawsze ziemia zaśnie,

Nie na zawsze więdnie kwiecie,

Nie na zawsze mróz na świecie.

Przyjdzie wiosna,

Przyjdzie hoża,

Pójdą rzeki

Het do morza!

Kolędnicy

A ten chudy Janek

Po ulicy chodzi,

Z trzejkrólową gwiazdą

Kolędników wodzi.

Trzejkrólowa gwiazda

Zaświeci w okienko,

Kolędnicy hukną

Wesołą piosenką.

Kolęda, kolęda,

Wesoła nowina!

A pójdźcież się ogrzać

Bliżej do komina!

Trzejkrólowa gwiazda,

A po niej zapusty;

Nie bój się ty, Janku,

Będziesz jeszcze tłusty.

Skowronek

Skowroneczek śpiewa

Nad tą cichą niwą;

Orzcie, wołki siwe,

Prosto, a nie krzywo.

Orzcie, wołki siwe,

Na ten chleb razowy,

Na ten chlebek żytni,

Czarny, ale zdrowy.

Skowroneczek śpiewa,

Wiszący pod niebem;

Daj nam Boże razem

Przełamać się chlebem.

Chlebem się przełamać,

Kąskiem choć ostatnim,

Dobrem się podzielić słowem

I uściskiem bratnim!

Kukułeczka

Po tym ciemnym boru

Kukułeczka kuka,

Z ranka do wieczoru

Gniazdka sobie szuka.

Kuku! Kuku!

Gniazdka sobie szuka.

— A ty kukułeczko,

Co na drzewach siadasz,

Jakie ty nowiny

W lesie rozpowiadasz?

Kuku! Kuku!

W lesie rozpowiadasz?

Leciałam ja w maju,

Z ciepłego wyraju,

Zagubiłam w drodze

Ścieżynę do gaju!

Kuku! Kuku!

Ścieżynę do gaju.

Zagubiłam ścieżkę

Do gniazdeczka mego,

Teraz latam, kukam,

Ot już wiesz dlaczego.

Kuku! Kuku!

Ot już wiesz dlaczego.

Sokół

Poczerniało niebo,

Poczerniało pole;

— A gdzie lecisz, odlatujesz,

Siwy mój sokole?

Czy lecisz za góry,

Czy za morze sine,

Za tem słonkiem, za tem złotem,

W weselszą gościnę?

Weselszą gościnę

Znajdziesz sobie wszędzie;

Lecz za cichą wioską naszą

Tęskno tobie będzie.

Co spojrzysz za siebie,

To serce zasmucisz,

Aż się z nową wiosną do nas

I do gniazdka wrócisz.

Wianki

A ta modra rzeka

Ogniami się pali;

Wesoła drużyna

Płynie po jej fali.

Wesoła drużyna

Chwyta kwietne wieńce,

Co je zaplatały

Tych panienek ręce.

Na wysokim brzegu

Panieneczka stała,

Modremi oczkami

Na wianek patrzała.

Płyńże, mój wianeczku,

Po tej bystrej fali,

Póki się ten ogień

Świętojański pali.

Płyńże, mój wianeczku,

Do brzegu drugiego,

Pytaj się tam ludzi

O braciszka mego.

Mój braciszek miły

Wędruje po świecie,

A ja mu posyłam

Te różane kwiecie.

Dożynki

Mamuniu! Tatuniu!

Otwierajcie wrota,

Niosą nam tu wieniec

Ze szczerego złota!

Grajże, grajku, a wesoło,

Bo dziś wszyscy staniem wkoło.

Plon przynieśli, plon!

Przynieśli nam wieniec

Z kłosów naszej ziemi,

Ślicznie przewijany

Wstęgami krasnemi!

Grajże, grajku, a wesoło,

Bo dziś wszyscy staniem wkoło.

Plon przynieśli, plon!

Bodaj się te ręce

Z naszemi złączyły,

Co ten śliczny wieniec

Z złotych zbóż uwiły.

Grajże, grajku, a wesoło,

Bo dziś wszyscy staniem wkoło.

Plon przynieśli, plon!

Taniec

Dalej raźno, dalej wkoło,

Dalej wszyscy wraz!

Wszak wyskoczyć i zaśpiewać

Umie każdy z nas.

Graj nam, skrzypku, krakowiaka,

A zaś potem kujawiaka

I mazura graj!

Jak się dobrze zapocimy,

To polskiego się puścimy,

Toż to będzie raj!

Dalej raźno, dalej wkoło,

Dalej wszyscy wraz!

Wszak wyskoczyć i zaśpiewać

Umie każdy z nas.

Choinka

Rozszumiał się, rozhoworzył

Czarny bór z wieczora:

Idą, idą świerki młode

Do białego dwora.

 Idą, idą na choinki,

 Dla tych małych dzieci,

 Muszą przebyć długą drogę,

 Nim gwiazdka zaświeci.

Idą, idą z czarnej puszczy

W gościnę doroczną,

Pytają się dębów starych,

Jak tam sobie poczną?

 Zaszumiały, zahuczały

 Dęby przedwiekowe,

 I podniosły aż pod niebo

 Swoją hardą głowę.

Zaszumiały, zahuczały,

Jak królowie leśni:

— Idźcie, syny, między ludzi,

Wśród borowej pieśni.

 Jak staniecie w białym dworze,

 Przy lipowym progu,

 Zaśpiewajcie pieśń borową

 Na łowieckim rogu!

Zaśpiewajcie pieśń borową,

Jak to w leśnej głuszy

Żubr poryka, jeżąc grzywy,

A lis stula uszy...

 Jak Miś bury śpi w barłogu,

 Łapy ssąc na mrozy,

 Jak się jeleń z rogów pyszni,

 Jak wilk zmyka w łozy.

Zaśpiewajcie jak to grają

Po kniejach ogary,

Jak wiewiórka orzech gryzie,

Jak drży zając szary.

 Jak to okiść srebrną frenzlą

 U konarów wisi,

 Jaki trop borsuczy w śniegu,

 A jaki znów lisi...

Jak się echa w puszczy niosą,

Od końca do końca,

Jak my, dęby, w złocie stoim

Od jasnego słońca.

 Niechże wiedzą, niechże znają

 Wśród białego dworu,

 Że nie byle skąd wy rodem,

 Lecz z naszego boru!

Do mamy

— A gdzie to idziesz, dziecino droga?

Gdzie to tak późno błąkasz się sama?

— O, ja daleko idę do Boga,

Do nieba idę, gdzie moja mama!

— Ależ ty słaba jesteś sierotka,

A droga twoja bardzo daleka.

A nuż co złego w drodze cię spotka?

Człowiek cię skrzywdzi? Zły pies zaszczeka?

— O, mnie duch mamy kochanej strzeże,

I nie odstąpi ode mnie kroku;

Ja sobie idąc mówię pacierze,

A mama idzie przy moim boku.

— I nic-że tobie, dziecię, nie trzeba?

Ani zabawki? Ani sukienki?

— Nie, bo ja idę sobie do nieba,

A w drodze śpiewam smutne piosenki.

— I dawnoż idziesz?

— Wstałam o świcie,

Przed wschodem słońca wyszłam z mej chatki,

I tak iść będę przez całe życie,

Póki nie zajdę do drogiej matki!

Piosenki majowe

Przyszła do nas wiosna,

Przyszła do nas hoża,

Nasiała nam kwiecia

Między trawy, zboża.

Nasiała nam kwiecia —

Jaskrów i stokroci,

Aż się łączka bieli,

Aż się pole złoci.

Narwę ja kwiateczków,

Pod krzyżyk je złożę,

Szepnę zcicha: — Za tę wiosnę

Dzięki Tobie, Boże!

A gdzie zimno, ciemno,

Gdzie kwiatki nie rosną,

Daj-że, Boże, złote słonko,

Niech świat kwitnie wiosną!

Świeć-że nam, słoneczko,

Promieńmi złotemi,

Dobądź-że nam kwiatki

Z naszej miłej ziemi.

Deszczyku, deszczyku,

Sławny ogrodniku,

Rozwiń-że nam w sadach

Kwiateczków bez liku.

Roś-że, bujna roso,

Co wieczór, co ranek,

Żeby nasz ogródek

Wyglądał jak wianek.

I ty, ziemio droga,

I ty, ziemio czarna,

Wychowaj szczęśliwie

Kwiatków naszych ziarna.

Maik (Na ganku, we dworze...)

Na ganku, we dworze,

Pełno wrzawy, krzyku...

— Idą dzieci ze wsi,

Idą «po Maiku».

Błyszczą się oczęta,

Buzia się uśmiecha,

Furczy ponad głową,

Maikowa wiecha.

Maikowa wiecha

Wstążkami szeleści,

A na niej kwiatuszków

Co się tylko zmieści.

Marysia ją niesie

Z Jaśkiem od kowala,

Poznały ich dzieci,

Klaszczą w ręce zdala:

— Jaki śliczny gorset

Złotkiem wyszywany.

— Jakie ma wyłogi

Jasiek u sukmany.

— Jakie u Marysi

Korale różowe.

— Jaką to magierkę

Wdział Jasiek na głowę.

— Mamusiu złocista.

— Tatuńciu kochany.

— I ja chcę gorsetu.

— I ja chcę sukmany.

— I ja chcę magierki,

Co z niej piórko świeci.

— My tak samo chcemy,

Jak te wiejskie dzieci.

My tak samo chcemy,

Z wesołym okrzykiem,

Wszyscy razem, kupą,

Cieszyć się maikiem.

Co robią ptaszki

Od wschodu, od rzeczki,

Wietrzyk tuman niesie,

Zbudziły się ptaszki

Na gałązce w lesie.

Zbudziły się ptaszki

Na ten dzionek złoty,

Dalej, dalej, śpiochy,

Do swojej roboty!

Ty jeden polecisz,

Gdzie te kwiaty białe,

Będziesz razem z niemi

Śpiewał Bogu chwałę.

Ty drugi polecisz

Pod tę niską strzechę,

Będziesz ludziom w pracy

Śpiewał na pociechę.

Ty trzeci polecisz

Na łąkę, na rosę,

Będziesz uczył piosnek

Te pastuszki bose.

Dla kogo kwiaty

— Cóż to tam za chłopczyk taki

Zrywa w zbożu śliczne maki?

Ach, to Staś, braciszek Zosi,

Na wianki jej kwiaty znosi!

Ej, Zosieńko, moja miła,

Na co ci to wszystko kwiecie,

Kiedyś wianek już uwiła?

Dosyć masz jednego przecie!

— O, niechaj się pan nie boi,

Ten wianuszek nie stracony!

Tam na drodze krzyżyk stoi,

Czarny krzyżyk pochylony.

Dokoła go ocieniły

Cztery brzózki i topola,

A na krzyżu Jezus miły

Strzeże wioski, strzeże pola.

Ledwo zorza wstanie zrana,

Krzyż w promieniach wioskę budzi,

Bo Pan Jezus, proszę pana,

Bardzo kocha biednych ludzi.

A gdy słonko już się zniża,

Gdy ptaszęta w gniazdach posną,

Widać jeszcze z tego krzyża

Jego ciemną twarz litosną.

W Jego straży i opiece

Śpią te łany, śpią te chaty,

I ta modra woda w rzece,

I te lasy, i te kwiaty.

On i dzieci małe kocha,

I strzeże je ode złego...

Widzi pan, ten wianek Zocha

Dla Jezusa zwija tego!

Pan Franciszek

Nic milszego, powiem szczerze,

Jak widok pana Franciszka,

Kiedy się do książki bierze,

Aby uczyć z niej braciszka.

Pan Franciszek — to nie Franio!

Franio... także mi osoba!

Co to musi chodzić z nianią,

Tam, gdzie niani się podoba!

Pan Franciszek rok dziewiąty

Zaczął jakoś w same żniwa;

W szkole, w ławce siedzi piąty,

I powagi tam zażywa.

Pan Franciszek nie tak dawno

Był ot sobie! to ni owo!

Nawet powiem rzecz zabawną,

Nie dorastał stołu głową!

Aż w tym roku — co za zmiana!

Nie uwierzyłby nikt zgoła,

Wyrósł raptem aż na pana,

I jest wyższy, gdzie! od stoła!

Zaraz nabrał innej miny:

Ręce czyste, kurtek nie drze,

A przygładza tak czupryny,

Jak profesor na katedrze.

II

Dawniej... różnie to tam było:

Ojciec go woła do gości,

A tu ciągnij z kąta siłą,

Myj, przebieraj jegomości!...

A przy stole! Mój Ty Boże!

Toć i wspomnieć dziś niemiło,

Sam Antoni tylko może

Opowiedzieć, jak to było.

Teraz kiedy szastnie nogą,

W prawo, w lewo się ukłoni,

To napatrzeć się nie mogą

Stara niania i Antoni.

A czy wiecie, skąd te zmiany,

Skąd tak grzeczny pan Franciszek?

Oto podrósł Jaś kochany,

Jaś najmilszy, Jaś braciszek.

Dla braciszka to przykładu

Tak się panicz ślicznie sprawia,

Taki czysty do obiadu,

Tak przystojnie się zabawia.

Dla nauki to braciszka

Tak do książki rad się bierze.

— Ja szanuję — powiem szczerze,

Za ten takt pana Franciszka!

Didko

Była sobie Julcia mała,

Co się ciągłe przeglądała.

Ot, tak się jej uroiło,

Że jest sobie bardzo miłą.

Od lusterka do lusterka

Biega, patrzy, oczkiem zerka,

A jeżeli gdzie przysiadła,

To na pewno wprost zwierciadła.

Nieraz stara Tomaszowa

Grozi Julce: «A pfe, brzydko!

Panna nie wie, że się chowa

Za każdziutkiem lustrem Didko,

Co to ma słomiane nogi,

A na głowie kozie rogi?

Jeszcze, nie daj Boże, kiedy

Dopyta się panna biedy!» —

Ale Julcia ani pyta:

— Co tam baje Tomaszowa!

Niema Didka, wiem i kwita.

Za lustrem się pająk chowa,

Jak nie zmiotą pajęczyny...

Didko?... Także! Czyste drwiny!

Tomaszowa głową kiwa:

— No, niech panna nie wyzywa,

Bo jak kiedy co zobaczy,

To zaśpiewa mi inaczej!

Aż raz tata banię sprawił

I w ogrodzie ją postawił.

Szklana bania figle stroi:

Jedno skraca, drugie dwoi,

Tamto wydmie, to wypaczy,

Słowem, wszystko w niej inaczej.

Jaki taki tam przystanie,

Jaki taki spojrzy w banię,

Ramionami z śmiechem wzruszy;

Bo też co to tam za uszy,

Co za nosy, co za zęby,

A nad wszystko — jakie gęby!

Ale nasza Julcia mała

Wcale o tem nie wiedziała.

Wnet jej błyska myśl szczęśliwa:

Lustro szklane, bania szklana,

Więc zobaczy się jak żywa,

Jak laleczka malowana!

Biegnie, patrzy... Kto to taki?

Nos ogromny, do tabaki;

Uszy sterczą jak u sowy,

Oczy ledwo widać z głowy,

A od ucha aż do ucha

Gęba brzydka, jak ropucha..

Patrzy, patrzy... aż nad głową

Sterczy coś... ni to, ni owo...

Może gałąź jakaś właśnie...

Rusza się, jak kozie rogi...

«Didko! Didko!» — Julcia wrzaśnie

I puszcza się pędem w nogi.

Próżno stara Tomaszowa

Tuli Julcię i tłumaczy...

Julcia zaraz oczki chowa,

Kiedy lustro gdzie zobaczy.

Lustro dobre jest w potrzebie:

Czas w niem tracić jest rzecz brzydka.

Kto się zbyt wpatruje w siebie,

Prędzej, później ujrzy — Didka!

Nad rzeką

Z kamyka na kamyk, aż nad samą rzeczkę,

A gdzież to, panienko, pchasz swoją łódeczkę?

Czy na bystrą falę, na modrą głębinę,

Czyli między trawy i zieloną trzcinę?

A na tej głębinie tam się rybka pluska,

Tylko jej pod słonko świeci srebrna łuska...

A między tą trzciną złoty kaczor pływa,

Tylko się kaczuszkom u brzegu odzywa...

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.