drukowana A5
21.09
Komedia omyłek

Bezpłatny fragment - Komedia omyłek


Objętość:
97 str.
Blok tekstowy:
papier offsetowy 90 g/m2, styly
Format:
145 × 205 mm
Okładka:
miękka
Rodzaj oprawy:
blok klejony
ISBN:
978-83-288-0977-2

OSOBY:

SOLINUS — książę Efezu

EGEON — kupiec syrakuzański

ANTYFOLUS z Efezu,ANTYFOLUS z Syrakuzy — bliźniacy, synowie Egeona i Emilii, lecz wzajemnie sobie nie znani

DROMIO z Efezu,DROMIO z Syrakuzy — bliźniacy w służbie dwóch Antyfolów

BALTAZAR — kupiec

ANGELO — złotnik

PIERWSZY KUPIEC — przyjaciel Antyfolusa z Syrakuzy

DRUGI KUPIEC — mający stosunki handlowe z Angelem

SZCZYPAK — bakałarz i czarownik

EMILIA — żona Egeona, Ksieni w Efezie

ADRIANA — żona Antyfolusa z Efezu

LUCJANA — jej siostra

LUCJA — służąca Adriany

KURTYZAZNA

STRÓŻ WIĘZIENIA, słudzy sądowi, służba.

Scena w Efezie

AKT PIERWSZY

SCENA PIERWSZA

Sala w pałacu książęcym

Wchodzą Książę, Egeon, Stróż więzienia, słudzy sądowi,służba

EGEON

Coś zaczął, książę, dokończ bez spóźnienia,

Niechaj się z życiem skończą me cierpienia.

KSIĄŻĘ

Marne twe słowa, kupcze z Syrakuzy,

Praw naszych gwałcić nie myślę dla ciebie.

Krwawa niezgoda, którą między nami

Zrodziło księcia twego okrucieństwo

Względem niewinnych kupców, mych poddanych,

Którzy, gdy życia okupić nie mogli,

Surowe prawo krwią pieczętowali,

Z mojego serca wypędziła litość.

Od czasu, gdy się zapaliła wojna

Między spółziomków twych tłuszczą a nami,

Na walnych zborach zapadły ustawy,

Tak w Syrakuzie, jak i w naszym mieście,

Że wszelki handel ustał między nami,

Że jeśli człowiek zrodzony w Efezie

Będzie schwytany na waszych jarmarkach,

Jak każdy kupiec rodem z Syrakuzy,

Co się w Efezie odważy pokazać,

Zapłaci gardłem i dóbr konfiskatą,

Jeśli tysiąca grzywien nie wyliczy

Na okup swego zuchwalstwa i życia.

Gdy twój dobytek, najwyżej ceniony,

Dochodzi ledwo stu grzywien wartości,

Ustawy nasze na gardle cię karzą.

EGEON

To mą pociechą, że z zachodem słońca

Cierpień mych wszystkich doczekam się końca.

KSIĄŻĘ

Lecz wprzódy w krótkich opowiedz mi słowach,

Dlaczego dom twój rodzinny rzuciłeś

I co cię mogło przygnać do Efezu.

EGEON

Z wszystkich boleści boleść jest największa

Żal opowiadać niewypowiedziany.

By jednak dowieść, że śmierć na mnie czeka,

Nie żebym pragnął wasze prawa gwałcić,

Lecz że poszedłem za głosem natury,

Powiem, co smutek dozwoli powiedzieć.

Ujrzałem światło dzienne w Syrakuzie,

Pojąłem żonę, która, gdyby nie ja,

Błogie by życie w swoim wiodła mieście,

Która i ze mną byłaby szczęśliwa,

Gdyby się losy na nas nie sprzysięgły.

Rósł mój majątek, radość była w domu,

Do Epidamnum każda moja podróż

Wielkie pieniądze przynosiła w zysku;

Wtem wieść odbieram, że agent mój umarł;

Trwoga o towar na szwank wystawiony

Z objęć małżonki wydarła mnie nagle.

Po długich sześciu miesiącach rozdziału,

Choć bolejąca pod słodkim ciężarem,

Który kobietom przeznacza natura,

Żona ma, wszystkie załatwiwszy sprawy,

Gdziem czekał na nią, przybyła bezpiecznie.

A za przybyciem została w dni kilka

Szczęśliwą matką rozkosznych dwóch chłopców,

A dziwnym trafem tak sobie podobnych,

Że imię tylko obu rozróżniało.

O jednej porze w tej samej gospodzie

Równie podobnych do siebie dwóch synów

Naraz uboga powiła kobieta;

Od biednej matki kupiłem bliźniaków,

Ażeby później dzieciom mym służyli,

Lecz wkrótce żona, z synów swoich dumna,

Co dzień nagliła o powrót do domu,

I ach! zbyt prędko uległem jej woli!

Więc w Epidamnum siedliśmy na okręt;

Lecz już o milę od brzegu bałwany,

Zawsze posłuszne wiatrom rozdąsanym,

I żal, i rozpacz w duszach nam zbudziły;

Za chwilę wszelka zagasła nadzieja.

Słabe światełko, co spadało z nieba,

Tylko straszniejsze dawało świadectwo,

Że lada chwila śmierć zajrzy nam w oczy.

Choć sam gotowy umrzeć bez szemrania,

Żony mej słysząc szlochania i krzyki,

Nieuniknionym losem przerażonej,

I słysząc płacze słodkich mych niemowląt,

Które kwiliły za przykładem matki,

Niebezpieczeństwa jeszcze nieświadome,

Dla mnie i dla nich szukałem ratunku,

Jedna została nam tylko nadzieja:

W łodzi szukali majtkowie ratunku,

Nam został okręt na pół zatopiony.

Żona troskliwa o młodsze niemowlę

Wiąże je, płacząc, do drąga, co zwykle

Służy wśród burzy na maszt zapasowy,

A razem jedno z dwóch kupionych bliźniąt:

Równą usługę jam dwóm drugim oddał.

Kiedy bolesną skończyliśmy pracę,

Z wlepionym okiem w skarby nam najdroższe

Ja się i żona moja nieszczęśliwa

Przywiązaliśmy do dwóch kończyn masztu.

Świszczące wichry i prądy nas niosły,

Jak się nam zdało, do brzegów korynckich.

Kiedy na koniec z chmur wyjrzało słońce,

Mgły rozpędziło wiszące nad nami,

Siłą promieni swych ukołysało

Ryczące fale, ujrzeliśmy razem

Z dwóch stron płynące dwa ku nam okręty,

Z Koryntu jeden, z Epidauru drugi.

Lecz nim dobiegły — nie wymagaj więcej —

Z tego, com wyrzekł, sam domyśl się reszty.

KSIĄŻĘ

Prowadź rzecz, starcze, bo nad twoim losem

Możemy płakać, nie mogąc przebaczyć.

EGEON

Gdyby bogowie tak jak ty zdziałali,

Skarżyć ich teraz nie miałbym powodów,

Że bez litości ongi dla mnie byli.

O pięć mil jeszcze statki od nas były,

Gdy nawa nasza trąciła o skałę,

A uderzenie było tak potężne,

Że maszt w pośrodku strzaskał się na dwoje.

Los, co sprowadził ten rozwód okrutny,

Zostawił razem mnie i żonie mojej

Słodkiej pociechy i łez gorzkich powód.

Jej część, niestety! niosącą na sobie

Nie mniejszą boleść, ale mniejszy ciężar,

Z większą chyżością wiatry pogoniły

I w naszych oczach z Koryntu rybacy,

Jak się nam zdało, troje ocalili.

Nas także wkrótce drugi okręt zbawił.

Gdym dzieje nasze majtkom opowiedział,

Dali gościnne rozbitkom przyjęcie,

Nawet pragnęli wydrzeć łup rybakom,

Tylko ich barki marsz nazbyt leniwy

Zmusił ich w końcu płynąć do ojczyzny.

Tak całe szczęście żywota straciłem.

Na to mnie tylko zły los mój oszczędził,

Bym nieszczęść moich smutne prawił dzieje.

KSIĄŻĘ

Opowiedz teraz, co się wydarzyło

Tobie i dzieciom, za którymi płaczesz,

Od dnia niedoli do dzisiejszej chwili.

EGEON

Syn młodszy, ale trosk mych przedmiot starszy,

Zaledwo doszedł osiemnastej wiosny,

Zaczął o losy brata się kłopotać,

Nalegał, aby z sługą, który także

Utracił brata jednego z nim miana,

W świat mógł wyruszyć i szukać go wszędzie.

Tęskny obaczyć zgubione me dziecię,

Na szwank stawiłem to, co mi zostało.

Gdym się po Grecji przez lat pięć wałęsał,

Gdym wszystkie Azji splądrował wybrzeża,

Płynąc z powrotem, wbiegłem do Efezu,

Nie tak w nadziei, że znajdę mą stratę,

Jak żeby miejsca jednego nie minąć,

Na którym ludzie obrali siedlisko.

Tu się żywota mego skończą dzieje,

A śmierć przedwczesną bez szemrania przyjmę,

Byłem usłyszał, że dzieci me żyją.

KSIĄŻĘ

Przez los skazany, biedny Egeonie,

Na wszelką cierpień ludzkich ostateczność,

Gdyby to prawu nie było przeciwne,

Mojej koronie, przysięgom, godności,

Których król zgwałcić, choćby chciał, nie może,

Wierzaj mi, byłbym sam twoim rzecznikiem.

Lecz chociaż wyrok zapadł już na ciebie,

Choć go odwołać nie w mojej jest mocy

Bez ciężkiej krzywdy dla mego honoru,

Jaką mi wolno, okażę ci łaskę:

Jeszcze ci jedną całą dobę daję,

Ażebyś szukał twojego zbawienia.

Próbuj przyjaciół, których masz w Efezie.

Żebrz lub pożyczaj, byłeś znalazł sumę

I żył — inaczej dług zapłacisz gardłem.

Prowadź go, stróżu.

STRÓŻ

      Rozkaz się twój spełni.

EGEON

Nie ma ratunku! Nadzieja ucieka!

I śmierć się tylko na dobę odwleka.

Wychodzą

SCENA DRUGA

Plac publiczny

Wchodzą Antyfolus i Dromio z Syrakuzy, Pierwszy kupiec

PIERWSZY KUPIEC

Radzę więc, udaj, żeś jest z Epidamnum,

Lub twym towarom konfiskata grozi.

Toć właśnie dzisiaj kupiec z Syrakuzy

Był w naszym mieście przyaresztowany,

A że swej głowy nie miał czym okupić,

Umrze, stosownie do przepisów prawa,

Nim dojdzie słońce znużone zachodu.

Zabierz pieniądze, któreś mi powierzył.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Ponieś je, Dromio, do naszej gospody,

Tam czekaj na mnie, dopóki nie wrócę.

Jeszcze godzinę mamy do obiadu,

Czas ten poświęcę, aby miasto zwiedzić,

Gmachom się przyjrzeć, zważać obyczaje,

A potem spać się co prędzej położę,

Bo czuję długiej podróży fatygę.

Ruszaj!

DROMIO Z SYRAKUZY

      Niejeden wziąłby cię za słowo

I z dobrą kieską ruszyłby daleko.

Wychodzi

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Wierny to sługa, panie, który często,

Gdy troska czarną myślą mnie owieje,

Wesołym żartem pogodę mi wraca.

Racz teraz ze mną parę ulic zwiedzić

I obiadować ze mną w mej gospodzie.

PIERWSZY KUPIEC

Daruj, że przyjąć nie mogę zaprosin,

Lecz muszę śpieszyć do pewnego kupca,

Z którym się dobry nastręcza interes.

Jeżeli zechcesz, o piątej godzinie

Mogę na rynek przyjść na twe spotkanie

I zostać, póki spać się nie położysz;

Tylko na teraz opuścić cię muszę.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Do zobaczenia! Tymczasem, samotny,

Na chybił trafił będę się wałęsał.

PIERWSZY KUPIEC

A więc cię z własnym zostawiam twym szczęściem.

Wychodzi

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Kto z moim własnym zostawia mnie szczęściem,

Ten mnie zostawia w smutnym towarzystwie.

Jestem na świecie jak ta kropla wody,

Co drugiej kropli szuka w oceanie,

A co, nim znajdzie swoją towarzyszkę,

Ginie samotna i niepostrzeżona.

Tak ja, gdy gonię za matką i bratem,

Ich nie znalazłem, a sam, biedny, ginę.

Wchodzi Dromio z EfezuLecz wraca żywy akt moich urodzin.

Cóż to się stało, że tak prędko wracasz?

DROMIO Z EFEZU

Tak prędko? Raczej, że tak późno wracam.

Kapłon się pali, prosię z rożna spada,

Już na zegarze wybiła dwunasta,

Pani na twarzy mej wybiła pierwszą,

A jej gorącość stąd, że obiad stygnie,

A obiad stygnie, bo pan nie powraca,

A pan nie wraca, bo pan nie jest głodny,

A pan nie głodny, bo pan post przełamał;

Lecz my, co znamy post i dni krzyżowe,

Pościm za grzechy nasze i panowe.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Wstrzymaj kołowrót, a powiedz mi, proszę,

Gdzie są pieniądze, którem ci powierzył?

DROMIO Z EFEZU

Dziesiątak, który dał mi pan we środę

Na podogonie do siodła mej pani?

Już dawno, jak go siodlarzowi dałem.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Pamiętaj tylko, że śmiać mi się nie chce;

Daj pokój żartom, powiedz, gdzie pieniądze?

W obcym nam mieście jak śmiesz taką sumę

Bez żadnej straży w gospodzie zostawiać?

DROMIO Z EFEZU

Zachowaj, panie, żarty do obiadu.

Od mojej pani przynoszę poselstwo

Na twarzy mojej przypieczętowane.

Nie wiem, dlaczego twój, panie, żołądek

Jak mój, bez posłów, na obiad nie dzwoni.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Dromio, powtarzam, skończ żarty niewczesne,

Na dnie weselsze zachowaj je, proszę.

Gdzie złoto, które dałem ci przed chwilą?

DROMIO Z EFEZU

Panie, żadnego nie dałeś mi złota.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Dość tego, błaźnie, skończ twoje błazeństwa.

Jak wykonałeś dane ci zlecenie?

DROMIO Z EFEZU

Moim zleceniem jest szukać cię, panie,

Byś szedł do domu twego „Pod Feniksem”,

Gdzie pani z siostrą na obiad cię czeka.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Raz cię ostatni pytam uroczyście,

Gdzie przechowałeś dane ci pieniądze?

Lub krotochwilną rozbiję ci czaszkę,

Co stroi żarty, gdy mnie smutek gniecie,

Coś zrobił z moim czerwieńców tysiącem?

DROMIO Z EFEZU

Mam, prawda, kilka czerwieńców wybitych

Twą ręką, panie, i ręką mej pani,

Lecz wszystkie razem nie robią tysiąca.

Gdybym chciał teraz oddać ci je wszystkie,

Nie wiem, jak wielką sprawiłbym ci radość.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Wybitych ręką pani? Jakiej pani?

DROMIO Z EFEZU

Twej żony, pani mojej „Pod Feniksem”,

Co pości, póki nie wrócisz na obiad,

I prosi, żebyś na obiad się śpieszył.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

I ty śmiesz, łotrze, w oczy ze mnie szydzić?

Mimo zakazu? Weźże twoją płacę.

Uderza go

DROMIO Z EFEZU

Panie, co robisz? Niechże od twej ręki

Moje mnie dobre pięty uratują.

Wybiega

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Gotów bym przysiąc, że z głupiego łotra

Moje pieniądze wydrwił jakiś oszust.

Mówią, że w mieście tym oszustów nie brak;

Jest tu dostatkiem ćwiczonych kuglarzy

I czarowników durzących zaklęciem,

Czarownic zdolnych z duszą ciało zabić,

Przebranych łotrów, chełpliwych znachorów

I wielu innych amatorów grzechu!

Bez straty czasu musim stąd uciekać.

Biegnę do domu, lecz z wszystkiego tuszę,

Że z moim workiem pożegnać się muszę.

Wychodzi

AKT DRUGI

SCENA PIERWSZA

Plac publiczny

Wchodzą Adriana i Lucjana

ADRIANA

Ni mąż nie wraca, ani nasz niewolnik,

Któremu spiesznie szukać go kazałam,

A tu od dawna druga już wybiła.

LUCJANA

Może znajomy kupiec go zaprosił

I z rynku poszli prosto do gospody:

Więc się nie gniewaj — obiadujmy same.

Mężczyzna, choć jest wolności swej panem,

Rządzić się musi okolicznościami,

Jak one każą, idzie albo wraca.

Radzę ci, siostro, uzbrój się w cierpliwość.

ADRIANA

Czemuż mężowie wolniejsi być mają?

LUCJANA

Wszystkie ich sprawy za domem trzymają.

ADRIANA

Niech ja się spóźnię, patrz jak zachmurzony.

LUCJANA

Bo męża wola wędzidłem jest żony.

ADRIANA

Osieł się tylko da kiełzać w pokorze.

LUCJANA

Zwykle łzy gorzkie idą przy uporze.

Wszystko, co widzą słoneczne źrenice,

W morzu, na lądzie, ma swoje granice;

Skrzydlate ptaki, ryby i zwierzęta

Znoszą w milczeniu ciężkie samców pęta,

A mąż, przez Boga wyżej postawiony,

Pan mórz i lądów nieograniczony,

Silny rozumem, nieśmiertelną duszą,

Gdy go stworzenia wszystkie słuchać muszą,

Nad żoną także potęgę ma króla.

ADRIANA

Nie chcesz iść za mąż, losy żon cię trwożą.

LUCJANA

Lękam się smutków, które matkom grożą.

ADRIANA

A biorąc męża czy przyjmiesz obrożę?

LUCJANA

Nim zacznę kochać, w pokorę się włożę.

ADRIANA

A gdy za inną pogoni zwierzyną?

LUCJANA

Przy cierpliwości złe czasy przeminą.

ADRIANA

Łatwa cierpliwość, której nic nie drażni,

I łatwa słodycz, gdzie nie ma bojaźni.

Gdy biedny szlocha w rozpaczy swej szale,

Nietrudno mówić: ukój próżne żale!

A gdyby na nas smutki się zwaliły,

Może gorętsze łzy by nasze były.

I ty dziś, wolna od wszelkich trosk żony,

Piękne morały prawisz jak z ambony,

A zagrożona równym przeciwieństwem,

Może cierpliwość zwałabyś szaleństwem.

LUCJANA

Wezmę więc męża chociażby na próbę,

Lecz otóż Dromio, znalazł pewno zgubę.

Wchodzi Dromio z Efezu

ADRIANA

Czy pan twój wraca, choć leniwą nogą?

DROMIO Z EFEZU

Nie wiem, czy leniwą ma nogę, ale wiem, że nieleniwe ma ręce,a to moje uszy poświadczą.

ADRIANA

Czy z nim mówiłeś? Co robił? Co myśli?

DROMIO Z EFEZU

Wypisał na moich uszach swoje czyny i myśli. Przeklęta ręka!Aż mi się ciemno zrobiło.

LUCJANA

Jak to? Czy się tłumaczył tak ciemno, że nie mogłeś myśli jegozrozumieć?

DROMIO Z EFEZU

O! nie, palnął tak dobitnie, że mi świeczki w oczach stanęły,dopiero później zrobiło mi się ciemno.

ADRIANA

Lecz powiedz, proszę, czy wraca do domu? Wielkie, jak widzę,pokazuje dla żony względy.

DROMIO Z EFEZU

Pan mój szaleje jak diabeł rogaty.

ADRIANA

Co mówisz, łotrze, o rogatym diable?

DROMIO Z EFEZU

Nie chcę powiedzieć, że pan nosi rogi,

Lecz że szaleje jak diabeł rogaty.

Kiedy ja mówię, by na obiad spieszył,

On mnie o tysiąc swych pyta czerwieńców.

,,Na obiad” mówię. „Złoto me” odrzeknie,

,,Pieczeń się pali!” „Złoto me” odrzeknie,

,,Czy chce pan wrócić?” „Złoto me” odrzeknie,

,,Gdzie są czerwieńce, którem dał ci, łotrze?”,

,,Prosię spalone.” „Złoto me” odrzeknie.

,,Pani ma” mówię. „Idź z panią do diabła,

Nie znam twej pani i drwię z twojej pani.”

LUCJANA

Któż to tak mówi?

DROMIO Z EFEZU

      To pan mój tak mówi.

„Nie znam, pan mówi, żony, domu, pani”,

I tak poselstwo, com niósł na języku,

Na moim grzbiecie przynoszę do domu,

Bo na konkluzję porządnie mnie sczesał.

ADRIANA

Wracaj, a pana przyprowadź do domu.

DROMIO Z EFEZU

Tak, lub do domu nowe przynieś cięgi.

Przez Boga, pani, innego znajdź posła.

ADRIANA

Wracaj, nędzniku, lub krzyże ci złamię.

DROMIO Z EFEZU

A pan je potem swą ręką pokropi:

Będę miał z waszej łaski Święte Krzyże.

ADRIANA

Wracaj co żywo, a przyprowadź pana.

DROMIO Z EFEZU

Jak widzę, pani, piłką dla was będę,

Ty mnie tam ciskasz, on odciśnie tudy:

Przynajmniej w irchę oszyjcie mnie wprzódy.

Wychodzi

LUCJANA

Jak gniew ten, siostro, lica twoje szpeci!

ADRIANA

Za lada dziewką uśmiech jego leci,

A dla mnie tylko zmarszczenia zostały!

Z biednej mej twarzy wdzięki uleciały

To gorzki mojej samotności skutek,

Nie mam dowcipu, bo go wygnał smutek,

Bo jego serce, twardsze od kamienia,

Poezji mojej zabiło natchnienia.

Jeśli go szata wabi malowana,

Mojaż w tym wina, żem biednie ubrana?

Piękność ma więdnie, dowcip mój blednieje;

Smutne to wszystkich zdradzonych żon dzieje.

Na jedno jego spojrzenie miłosne

Wszystko odkwitnie jak róże na wiosnę.

Gdy on na obcym szczypie trawę błoniu,

Schnę jak złe chwasty w domowym ustroniu.

LUCJANA

Sama w zazdrości szukasz swych katuszy.

ADRIANA

Niechaj to znosi kobieta bez duszy,

On swoją miłość w inne poniósł strony;

Czyżby inaczej uciekał od żony?

Złoty łańcuszek obiecał mi w darze;

Czyż weń i serce swoje okuć każe?

Klejnot, choć z złota twardego ulany,

Znika powoli długo używany,

Tak dobre imię, które cnota darzy,

Gaśnie powoli pod zębem potwarzy.Gdy piękność moja nie ma dlań uroku,

Utopię resztę w moich łez potoku,

Niech z łzą ostatnią wypłynie i życie.

LUCJANA

Szalona zazdrość w szalonej kobiecie.

Wychodzą

SCENA DRUGA

Plac publiczny

Wchodzi Antyfolus z Syrakuzy

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Złoto bezpiecznie schowane w gospodzie.

Skrzętny niewolnik wybiegł znów na miasto,

Ażeby za mną gonić po ulicach.

Wnosząc z wszystkiego, co mówił gospodarz,

Od chwili, jak go z rynku wyprawiłem,

Nie mogłem z Dromiem rozmawiać powtórnie.

Lecz otóż wraca.

Wchodzi Dromio z Syrakuzy.

      A co, mości panie,

Czy ci już z głowy figle wywietrzały?

Chcesz nowych cięgów? Rozpocznij swe żarty,

Nie znasz gospody? Nie dałem ci złota?

Czy zawsze pani z obiadem mnie czeka?

Czy teraz jeszcze „Pod Feniksem” mieszkam?

Czy oszalałeś, żeś mi tak szaloną

Śmiał dać odpowiedź?

DROMIO Z SYRAKUZY

      Co? Jaką odpowiedź?

Kiedyż jam panu takie prawił duby?

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Tu, na tym rynku, nie ma pół godziny.

DROMIO Z SYRAKUZY

Panie, jam ciebie nie widział na oczy

Od chwili, kiedyś z workiem mnie wyprawił.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Co? Nie mówiłeś, żem ci złota nie dał?

Czyś o obiedzie i pani nie gadał?

Czym ci nie dowiódł, jak mnie to bawiło?

DROMIO Z SYRAKUZY

Rad widzę, panie, żeś w dobrym humorze;

Lecz powiedz, proszę, co znaczą te żarty?

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Zaczynasz znowu? Znowu ze mnie szydzisz?

A więc z kolei skosztuj moich żartów.

Bije go

DROMIO Z SYRAKUZY

Stój, panie! Widzę, żartujesz naprawdę,

Za jaki handel litkup mi ten dajesz?

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Że czasem z tobą mówię poufale,

W wesołej chwili z twych śmieję się błazeństw,

To już zuchwale bratać się chcesz ze mną

I w moje troski bezczelnie się wtrącać?

Gdy słońce świeci, niech komary brzęczą,

Lecz kiedy chmurno, niech w szpary się kryją.

Nim żarty zaczniesz, patrz na me oblicze,

Słowa twe stosuj do mego humoru

Lub kij metodę wpędzi ci do pałki.

DROMIO Z SYRAKUZY

Nazywasz to pałką, panie? Racz tylko twoją pałkę trzymać spokojnie, a metoda wejdzie sama do mojej głowy. Jeśli tak dłużejzostać mają rzeczy, wypadnie mi dla obrony nosić opałkę nagłowie albo będę musiał szukać rozumu w ramionach. Proszę ciętylko, panie, powiedz mi, za co mnie bijesz?

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Czy nie wiesz jeszcze?

DROMIO Z SYRAKUZY

Nie wiem; wiem tylko, że mnie bijesz.

ATANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Czy mam ci powiedzieć za co?

DROMIO Z SYRAKUZY

Jeśli łaska; za co i dlaczego, boć, jak powiadają, każde „za co”ma swoje „dlaczego”.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Więc naprzód za to, żeś ze mnie śmiał szydzić;

Potem dlatego, żeś żart śmiał powtórzyć.

DROMIO Z SYRAKUZY

Ani pojmuję dlaczego i za co;

Tak może modnie wierną służbę płacą.

Z tym wszystkim dziękuję panu.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Dziękujesz mi? Za co?

DROMTO Z SYRAKUZY

Dziękuję panu za to coś, które mi za nic dałeś.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Poprawię się przy pierwszej sposobności i za coś nic ci nie dam.Ale dosyć tego na teraz; powiedz mi, czy obiad gotowy?

DROMIO Z SYRAKUZY

Nie, panie, jeszcze pieczeni brak tego, na czym mnie nie zbywa.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Czego jeszcze brak pieczeni?

DROMIO Z SYRAKUZY

Dobrego skropienia.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Będzie więc twarda?

DROMIO Z SYRAKUZY

To proszę, nie jedz jej, panie.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Dlaczego?

DROMIO Z SYRAKUZY

Bo jeżeli będzie twarda, to będzie niestrawna i gotowa zrobićcię cholerycznym, i znowu gotów byś mnie skropić zamiast pieczeni.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Doskonale. Naucz się żartować w właściwej porze. Jest czas nawszystko.

DROMIO Z SYRAKUZY

Śmiałbym temu przeczyć, gdyby pan mój nie tak był choleryczny.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Z jakich powodów?

DROMIO Z SYRAKUZY

Z powodów tak jasnych, jak jasna łysa czaszka samego tatusiaCzasu.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

Słucham.

DROMIO Z SYRAKUZY

Nie ma już czasu na odzyskanie włosów dla człowieka, którynaturalnie ołysiał.

ANTYFOLUS Z SYRAKUZY

A czy nie mógłby ich odzyskać przez kaucję i przysądy?

DROMIO Z SYRAKUZY

I owszem, składając kaucję za perukę a przysądzając sobie stracone włosy innego.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.